Spacer w deszczu - Katarzyna Bester - ebook + audiobook + książka

Spacer w deszczu ebook i audiobook

Katarzyna Bester

4,4

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Jeden z nich nie jest tym, kim się wydaje

Wychodząc za Martina, Scarlett była przekonana, że znalazła receptę na miłość i szczęście. Niestety kolejne zakończone niepowodzeniem próby zajścia w ciążę sprawiają, że do ich związku wkrada się chłód. Poszukując wsparcia i zrozumienia, Scarlett znajduje je… między regałami księgarni, w której pracuje.

Przypadkowe spotkanie z Jamesem, muzykiem o hipnotyzującym spojrzeniu, budzi w niej nieodczuwany od dawna apetyt na życie. Ale wraz z nim pojawiają się wątpliwości. Zagubiona młoda kobieta zaczyna się zastanawiać, czy wizja życia, jakie zaplanował dla nich Martin, jest tym, czego ona sama pragnie. Tymczasem narastająca między nią a Jamesem fascynacja powoli przeradza się w pożądanie…


Uwielbiam książki Kasi Bester! Bohaterowie z krwi i kości, których kreuje, momentalnie kradną serca. Lekkie pióro i szczypta humoru sprawiają, że Czytelnik nie zauważa uciekających stron. Wydawało mi się, że przed chwilą zaczęłam, a już z szerokim uśmiechem czytałam ostatni akapit. Przytulny klimat kameralnej księgarni, słodkie emocje towarzyszące pierwszym momentom zakochania, satysfakcja ze spełniania własnych marzeń, to i wiele więcej czeka Was podczas lektury.
Przygotujcie parasol, bo Spacer w deszczu to wakacyjny MUST-READ!
Ada Tulińska

Czy lubicie spacerować w deszczu? Jeśli nie, to po lekturze tej książki zmienicie zdanie. Zapewniam, że to nie jest zwykły romans! Na mokrych ulicach Londynu rozgrywa się historia, która mogła spotkać każdą z nas i to jest w niej najpiękniejsze! Zwyczajna kobieta stojąca na rozstaju, zwyczajny mężczyzna, który pojawia się niespodziewanie na jej drodze = niezwyczajna w swojej zwyczajności historia wywołująca lawinę emocji! Klimatyczny Londyn, dźwięki muzyki, zapach książek na księgarskiej półce, poczucie humoru Katarzyny Bester – to musiało się udać! Polecam!
Emilia Szelest


Katarzyna Bester
Autorka historii romantycznych, pikantnych i komediowych. Zadebiutowała w 2020 roku. Fanka kawy i letnich upałów. Na co dzień szczęśliwa właścicielka dwóch kocurów: Elvisa i Lokiego. Wolontariuszka fundacji pomagającej bezdomnym kotom. Czyta romanse oraz thrillery. W swoich książkach często wraca do Londynu, którym jest zachwycona.
Spacer w deszczu to jej dziewiąta książka.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 272

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 6 godz. 7 min

Lektor: Katarzyna Kukuła i Tomasz Sobczak

Oceny
4,4 (176 ocen)
102
50
15
9
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Gosiak1021

Z braku laku…

zaciekawiona pozytywnymi opiniami i pobrałam. A teraz sama nie wiem co mam napisać wśród tych zachwytów moja opinia taka nie będzie. Żadna rewelacja to nie była. Główna bohaterka bojąca się własnego cienia nie przekonała mnie do siebie.
10
daryjka_94

Nie oderwiesz się od lektury

cudowna historia!
10
Rydzia

Nie oderwiesz się od lektury

Bardzo przyjemna książka
10
Klaudiq123

Nie oderwiesz się od lektury

Kasia jak zwykle nie zawodzi wspaniała historia
10
barbara8kluza

Nie oderwiesz się od lektury

super powieść
10

Popularność




ROZDZIAŁ PIERWSZY

Scarlett

– Zakryj trochę te cycki. Nie masz już dwudziestu lat – mówi cicho Martin, spoglądając z niesmakiem na mój dekolt. Chwytam sukienkę opuszkami palców i stanowczo ją podciągam, ale ona nadal ukazuje rowek pomiędzy piersiami, co większość mężczyzn uznałaby zapewne za seksowne. Większość, ale nie mój mąż.

– Do sześćdziesiątki też mi daleko – syczę, podnosząc do ust kieliszek wina. Białe i półsłodkie. Moje ulubione.

– Bliżej niż dalej – burczy Martin i chowa nos w menu.

Z trudem przełykam wino i spoglądam na mojego małżonka. Wybucham:

– Co powiedziałeś?!

– Ciszej – warczy, rozglądając się po restauracji. – Nie rób scen.

– Nazwałeś mnie starą babą, a mam dopiero trzydzieści dwa lata. Nie tak wyobrażałam sobie piątą rocznicę ślubu – tłumaczę, nieco zniżając głos.

– Ja też nie. – Rzuca mi spojrzenie, które doskonale znam. Oznacza ono: „Zawiodłaś mnie. To twoja wina”.

Wstrzymuję oddech. Martin, jakby nigdy nic, wraca do studiowania menu. W gardle czuję rosnącą gulę. Robię wszystko, żeby mu nie pokazać, jak boli mnie jego stosunek do mnie. Naprawdę rani mnie tym, jak mnie traktuje. Wstaję i idę do toalety, żeby nie widział, jak się rozklejam. Po drodze unikam wzroku kilku ciekawskich osób obserwujących mnie znad swoich talerzy. Przyśpieszam i przemykam do korytarza, gdzie znajdują się toalety. Zerkam do środka. Pusto, na szczęście.

Zamykam za sobą drzwi i przekręcam kluczyk. Podchodzę do umywalki. Muszę chwilę odetchnąć. Opieram ręce na blacie i spoglądam w lustro. Widzę całkiem atrakcyjną kobietę po trzydziestce. Ma piękną, długą, ciemnoszarą suknię z błyszczącym paskiem przy dekolcie. Nosi nieskazitelny makijaż i odcień pomadki dokładnie ten, który wybrał dla niej mąż kilka lat temu. Długie kolczyki z czerwonymi kamieniami podkreślają smukłą szyję, a uczesane do góry włosy mają kolor gorzkiej czekolady. Tylko oczy, niegdyś pełne energii, dzisiaj wydają się martwe. Spoglądają na mnie dwa błękitne pustkowia. Ta kobieta to ja.

– Co się z tobą stało, Scarlett? – pytam cicho, dotykając lustra.

Przesuwam palcami po odbiciu swojej twarzy, z której biją smutek i tęsknota. Poświęciłam się związkowi, gubiąc własne ja. Ale podobno tak to wygląda. Dwoje, a potem jedno. Szkoda tylko, że ta jedność nie rekompensuje mi wszystkiego, co jej poświęciłam: żaru w sercu, niespełnionych marzeń, ambitnych planów zawodowych, podróży do pięknych krajów i szaleństw, na które powoli tracę ochotę, kiedy myślę o swoim obecnym życiu. Wiem, że straciłam siebie na rzecz małżeństwa. Ciekawe, co powiedziałaby mi Caroline Nawrocki, autorka mojej ukochanej książki Wygrać siebie.

– Wygrać siebie – szepczę, patrząc w smutne oczy kobiety z lustra. – Tobie chyba wyszło na odwrót.

Myję ręce, ochlapuję szyję zimną wodą i biorę kilka głębokich wdechów. Mrugam szybko, żeby powstrzymać napływające do oczu łzy. Muszę być silna. Jeszcze wszystko może się zmienić. Przecież ludzie przechodzą gorsze kryzysy i wychodzą z nich razem, w dodatku mocniejsi, związani niezwyciężonym uczuciem. Wiem, że trochę się oszukuję, bo wspomnianych ludzi znam głównie z książek, a nie z otaczającej mnie rzeczywistości, ale postanawiam wziąć się w garść. Z uniesioną głową wychodzę z toalety, po czym przechodzę przez restaurację, zmierzając na swoje miejsce.

– Zamówiłem ci stek – oznajmia Martin, gdy wracam do stolika.

– Mówiłam ci, że nie mam ochoty na mięso.

– Mięso ma dużo żelaza. Jak chcesz zajść w ciążę, jeśli brakuje ci najważniejszych minerałów?

No tak. Znów zawaliłam. Przepraszam, jaśnie panie mężu.

– Nie sądzę, żeby jeden stek załatwił sprawę – odpowiadam. – Gdybym miała niedobór żelaza, to lekarz na pewno zaleciłby mi jakieś suplementy.

– Powinnaś iść na badania, żeby to sprawdzić.

Wzdycham. Trochę kręci mi się w głowie. Patrzę na mężczyznę, który jeszcze pięć lat temu był dla mnie wszystkim, a teraz z dnia na dzień staje mi się coraz bardziej obojętny. W dniu ślubu skoczyłabym za nim w ogień. Dzisiaj pewnie wyśmiałabym kogoś, kto by mi to zaproponował. Poprawiam dekolt, przypominając sobie o kąśliwej uwadze Martina, i mówię:

– Nie pomyślałeś, że problemy z poczęciem nie muszą być moją winą?

– Co sugerujesz? – docieka, marszcząc brwi z niezadowoleniem. Dobrze wie, o co mi chodzi, a ja wiem, że mu się to nie podoba.

– Może to twoi koledzy odstają od normy?

– Niby dlaczego miałbym mieć problemy z nasieniem?

– A dlaczego ja miałabym mieć problemy z płodnością?

– To zwykle sprawy kobiece. Czytałem.

No tak. Czytał. Pewnie jakiś kretyński artykuł w sieci. Autor zapewne bazował na statystykach i uogólnionych wnioskach, które stawiają kobietę na straconej pozycji. Samiec alfa i problemy z poczęciem? Nie w świecie Martina. Niejednokrotnie prezentował mi mądrości wyczytane w internecie, biorąc je za pewnik. Wiem jednak, że nie ma sensu się kłócić, bo pierwszy lepszy artykuł zawsze wie lepiej ode mnie. Chwytam kieliszek.

– Nie powinnaś tyle pić. To może zaszkodzić.

– Nic mi nie będzie, to tylko jeden kieliszek.

– Nie mówię o tobie, tylko o dziecku.

Zapomniałam, że ja już się nie liczę. Mam tylko spełnić rolę inkubatora. Wypożyczyć swoją macicę potomkowi Martina. Na początku chciałam tego dziecka bardziej niż mój mąż. Marzyłam o byciu mamą. Zaraz po ślubie z entuzjazmem oglądałam w internecie wózki, nastawiając się na szybkie powiększenie rodziny. Dziecko wydawało mi się dopełnieniem naszego szczęścia. Teraz, mimo że jeszcze się nie pojawiło, już mnie denerwuje. Wszystko przez jego przemądrzałego przyszłego tatusia. Nie sądziłam, że facet może mieć taką obsesję na punkcie spłodzenia potomstwa.

Skupiamy się na talerzach, które kelner stawia przed nami na stole przykrytym śnieżnobiałym obrusem. Wolę nie poruszać żadnego tematu, bo nigdy nie wiadomo, kiedy powiem coś nie tak i zepsuję naszą rocznicową kolację. Choć już w tej chwili trudno uznać ten wieczór za udany. Rozglądam się po restauracji. Jest przyjemnie, nastrojowo, romantycznie, choć to tylko moje spostrzeżenia, bo nie odczuwam ani romantyzmu, ani uroczystego nastroju, jaki zwykle towarzyszy rocznicy ślubu. Moją uwagę przykuwa młoda para, zajmująca stolik przy oknie. Wysoki chłopak i urocza dziewczyna. Ona nie przestaje się uśmiechać i widać, że robi to szczerze. On nie spuszcza z niej wzroku, trzymając w obu dłoniach jej drobne palce. Wzdycham.

– Spójrz na tę parę pod oknem – instruuję Martina. – Pamiętasz nasze pierwsze randki? – Unoszę brwi, oczekując jego odpowiedzi.

– Pamiętam – mówi po chwili, a przez jego twarz przemyka uśmiech. Przez sekundę widzę w jego oczach ten błysk, którym mnie uwiódł dziesięć lat temu. – Jasne, że tak.

– Zaprosiłeś mnie kiedyś na lody, a ja ubabrałam sobie sukienkę i cały czas mnie przytulałeś, żeby ukryć plamę. – Zaczynam się cicho śmiać, bo wspomnienia są przyjemne.

– Lepiej uważaj z tym sosem, bo z tej sukienki może się tak łatwo nie sprać – zaznacza, wskazując palcem na drogi materiał. Czar pryska. Skupiam się na talerzu i do końca kolacji tylko zerkam na zakochaną parę pod oknem.

Kiedy w milczeniu wracamy do domu, który dopiero niedawno skończyliśmy urządzać, nadal nie czuję odświętnego nastroju. Przyglądam się jasnym włosom Martina, idealnie zaczesanym do tyłu, jego drogim i błyszczącym butom oraz perfekcyjnie dopasowanemu garniturowi. Pięć lat temu powiedziałam temu mężczyźnie „tak”, ale nie przeczuwałam, na co się godzę i jak rozwinie się nasza relacja. Coś ewidentnie nie pykło.

Wciąż jednak mi na nim zależy i mocno wierzę w szczęśliwe zakończenia. Nadal próbuję wskrzesić iskrę, która wybuchła między nami lata temu. Kiedy przypominam sobie, jak intensywnie kochaliśmy się w jego pokoju w akademiku lub na strychu u mojej babci, czuję znajome pulsowanie między nogami. Postanawiam działać i obudzić w mężu zagubioną namiętność. Może to jest droga do pojednania?

Podchodzę do Martina tanecznym krokiem, a on mruży oczy, posyłając mi pytające spojrzenie. Przesuwam dłońmi po jego klatce piersiowej, nad którą pracuje na siłowni dwa razy w tygodniu w obecności najlepszego trenera personalnego w mieście. Nie wiem, czy naprawdę jest najlepszy, ale na pewno jest drogi, a to dla Martina dość istotne. Mój mąż uwielbia dobrze wyglądać i nie żałuje na to forsy.

Składam na jego ustach gorący pocałunek, potem kąsam jego żuchwę i skórę tuż nad kołnierzykiem koszuli. Martin się nie rusza, więc uznaję, że mu się podoba i mam nie przerywać. Zaczynam rozpinać pasek jego spodni i szybko opadam na kolana. Posyłam Martinowi lubieżny uśmiech i oblizuję wargi pomalowane pomadką, którą sam dla mnie wybrał. Rozsuwam rozporek, a moja dłoń ląduje na penisie ukrytym pod markowymi bokserkami. Gładzę go z wyczuciem. Robi się twardy. Wtedy silna dłoń chwyta mnie za ramię i podnosi do pozycji stojącej.

– Co ty wyrabiasz? – pyta mój mąż, a ja czuję się jak głupiutkie dziecko, które zostało przyłapane na robieniu czegoś złego. Nie wiem tylko, o co chodzi.

– Świętuję piątą rocznicę ślubu – szepczę, patrząc mu w oczy.

– A nie wiesz, że ślina zmniejsza ruchliwość plemników?

Nie wiem. I w tej chwili mnie to nie interesuje.

– Ale chyba ich nie zabija.

– Musisz być cierpliwa, Scarlett. Za trzy dni owulacja. Wtedy poświętujemy rocznicę i zrobimy sobie pięknego bobasa. A tymczasem nie powinnaś mnie nakręcać, bo szkoda marnować spermę, jeśli nie masz dni płodnych. Prawda?

Nie wiedziałam, że obopólna przyjemność to marnowanie spermy.

– A nie moglibyśmy chociaż raz kochać się z myślą o sobie nawzajem, zamiast skupiać się na prokreacji?

– Na to będzie czas, kiedy nasza pociecha będzie rosła – mówi, posyłając mi szeroki uśmiech.

– Wtedy możemy być trochę zmęczeni i nie mieć ochoty na seks. Jeśli dziecko będzie się często budzić w nocy, to do pracy będziemy chodzić jak cyborgi, a naszym największym marzeniem będzie przyłożenie głowy do poduszki.

– Ja mam w biurze sofę i mogę się zdrzemnąć w ciągu dnia – informuje, jakby już dawno to zaplanował, a ja powinnam go pochwalić.

– Ale mi nie wolno spać w czasie pracy – oznajmiam, marszcząc nos, bo nie podoba mi się taka wizja rodzicielstwa.

– Kochanie, jak tylko urodzi się nasze dziecko, będziesz miała nową pracę. I będziesz mogła spać w ciągu dnia. Czytałem, że mama powinna spać wtedy, kiedy dziecko, żeby unikać wyczerpania.

Rzuca mi kolejny uśmiech, a ja się przez chwilę zastanawiam, co powiedzieć.

– Nie wiem, czy czytałeś, że urlop macierzyński nie trwa wiecznie, więc po kilku miesiącach znów będę musiała być na nogach cały dzień, a w pracy nie wolno nam spać.

– A kto powiedział, że musisz wracać do pracy? – Rozkłada ręce i kręci głową.

– Ale ja chcę pracować. Zatrudnimy nianię.

– Skarbie, powierzysz wychowanie naszego dziecka obcej kobiecie?

– Skoro tak bardzo ci zależy, żeby wychowywali je rodzice, to ty się zwolnij.

Patrzy na mnie z autentycznym zdziwieniem. Nie spodziewał się tego. Ktoś tu zapomniał, że dziecko ma nie tylko matkę, ale i ojca. Chyba nie myśli, że zamknie mnie w domu do momentu, aż bobas pójdzie na studia? Niedoczekanie.

– A kto będzie utrzymywał rodzinę? – pyta, prychając.

– Przecież mam pracę.

– I z tej pensji bibliotekarki chcesz utrzymać duży dom i gromadkę dzieci? – Chyba go rozbawiłam, bo zaczyna się śmiać. Mnie nie jest do śmiechu.

– Mówiłam ci, że biblioteka i księgarnia to dwa różne miejsca. Ja pracuję w księgarni. I była mowa o jednym dziecku, a nie o gromadce.

– Mnie się marzy przynajmniej trójka. A córka zdecydowanie powinna dostać imię po babci. Moja mama będzie zachwycona. – Idzie do kuchni, energicznie zacierając ręce. Słyszę, że otwiera lodówkę, ale nie mogę się ruszyć. Tkwię w miejscu z otwartymi ze zdziwienia ustami. Czy ja śnię? Bo to brzmi jak koszmar. – Nie stój tak. Zmykaj spać, żebyś była wypoczęta na jutrzejszym obiedzie u rodziców. Ja muszę jeszcze wysłać kilka maili.

– Gladys, czy inspirowałaś się Przeminęło z wiatrem, kiedy wybierałaś imię dla córki? – pyta wesoło Alice.

Zaciskam usta w wąską linię, żeby niczego teraz nie palnąć. Nie wiem, czy to pytanie było śmieszne, czy raczej żałosne. Przeminęło z wiatrem. Moja teściowa nie skojarzyła tego wcześniej, a zna mnie od dziesięciu lat.

– Tak, inspirowałam się. To mój ukochany film – mówi spokojnie moja mama i mruga do mnie porozumiewawczo.

– Jakie to urocze. – Alice spogląda szybko na Martina. – Kochanie, a jak nazywałoby się wasze dziecko, gdybyś wybierał imię na podstawie ulubionego filmu?

– Titanic – odpowiadam za niego, wzbudzając śmiech przy stole.

Nigdy nie rozumiałam jego fascynacji tą produkcją. Z początku myślałam, że chodzi o Kate Winslet, bo to piękna kobieta, ale mój mąż nie obejrzał żadnego innego filmu z tą aktorką. Dziwię się, że na dźwięk nazwy statku nie mam odruchu wymiotnego. Oglądaliśmy Titanica chyba z piętnaście razy. Niektóre dialogi znam na pamięć.

– Bardzo zabawne – mówi Martin, spoglądając na mnie z kamienną twarzą.

– Jeszcze jak – stwierdza mój tata, parskając śmiechem.

Mama klepie go w ramię, ale widzę, że sama robi wszystko, żeby ponownie się nie roześmiać. Tata Martina zakrywa usta serwetką. Jego mama nie wie, co powiedzieć, i tylko zerka raz na syna, raz na swój talerz.

– Jeśli będziemy mieli córkę, to dostanie imię Alice – oznajmia Martin, posyłając mamie przesłodzony uśmiech.

– O, kochanie!

– Kto tak ustalił? – mówię w tym samym momencie, w którym moja teściowa wyraża swój zachwyt. Martin chyba sobie żartuje! Nie zgodziłam się na to.

Alice milknie i zaciska usta w wąską linię. Przynajmniej nie brakuje jej taktu i się nie wykłóca.

– Powiedziałem ci o tym wczoraj.

– Ale nie przedyskutowaliśmy tego.

Moi rodzice rzucają sobie szybkie spojrzenia. Walter, ojciec Martina, proponuje, że przyniesie więcej wina, i szybko rusza do piwniczki. Patrzę ostro na męża, ale on odwzajemnia to spojrzenie i czuję, że nie pozwoli mi wygrać.

– Podjąłem już decyzję. Moja córka będzie nosić imię po babci – oświadcza i chwyta sztućce. Zakończył rozmowę. Skupia się na jedzeniu.

– To nie będzie tylko twoja córka. I będzie miała dwie babcie – zauważam.

Robi mu się głupio. Rumieniec wylewa się spod błękitnego kołnierzyka, pełznie po szyi i rozprzestrzenia się na policzkach. Powoli unosi głowę, ale nie patrzy na moją mamę, która ewidentnie czeka na jego reakcję. Martin wbija we mnie lodowate spojrzenie. Mruży oczy, obiecując mi solidną awanturę, kiedy tylko zamkną się za nami drzwi domu jego rodziców. Nagle słyszę chrząknięcie.

– Chcecie nam powiedzieć, że wnuczka w drodze? – pyta z nadzieją Alice.

– Nic z tych rzeczy – oznajmiam sucho, dolewając sobie odrobinę wina.

– I to się prędko nie zmieni, jeśli o siebie nie zadbasz – warczy Martin, wskazując głową mój kieliszek, do połowy napełniony czerwonym trunkiem.

Nic sobie z tego nie robiąc, wzruszam ramionami i zanurzam usta w cierpkim płynie. Walter zna się na winie. Mimo że nie jest to moje ulubione białe i półsłodkie, to ma znakomity smak i chętnie się nim częstuję. Oczywiście nieprzesadnie. Wypiłam dopiero kilka łyków i nie mam zamiaru przeginać. Nie lubię kaca.

– Wyśmienite wino, Walterze – mówię do teścia, który wraca właśnie z nową butelką.

– Dziękuję. Chyba wyszło mi lepsze niż w zeszłym roku.

– A ja w tym roku zepsułam konfitury – wypala moja mama i spogląda na Waltera, jakby czekała na wskazówki, co z tym zrobić.

Rozmowa schodzi na przetwory domowe, a ja odpływam myślami do ogrodu, który rozpościera się za oknem. Trawa zawsze jest przystrzyżona, a poduszki na huśtawce miękkie i kuszące. Wiosną i latem różnobarwne kwiaty dekorują podwórko, przez które biegnie wąska ścieżka pokryta małymi, jasnymi kamyczkami. Ogród moich teściów jest skromny i zadbany, zawsze mi się podobał. To tam Martin poprosił mnie o rękę ponad sześć lat temu. Byliśmy po studiach. Ja pracowałam na pół etatu w bibliotece, a on odbywał staż w prestiżowej pracowni architektonicznej w Londynie. Ostatniego dnia stażu powiedział, że ma dla mnie dwie niespodzianki.

Wziął mnie wtedy za rękę i zaprowadził do ogrodu rodziców. Był piękny wieczór, nad nami niebo przechodziło w tryb nocny, a pierwsze gwiazdy mrugały radośnie, dodając ogrodowi magicznego klimatu. Martin oznajmił, że zaproponowano mu pracę w firmie, w której odbywał staż, a później klęknął, wyjął z kieszeni pierścionek i poprosił, żebym została jego żoną. Trzynaście miesięcy później szłam do ołtarza i wydawało mi się, że od tej pory będzie tylko lepiej, że kupimy dom, zwiedzimy świat, będziemy mieli dziecko.

Nie było lepiej. Pierwsze trzy lata polegały na zbieraniu funduszy na dom. Dużo pomogli rodzice. Odziedziczyłam niezłą kwotę po śmierci dziadka, który przez lata skutecznie ukrywał swoje oszczędności, aby zaskoczyć nas w testamencie. Martin dobrze zarabiał. Ja dostałam etat w księgarni. Donikąd nie wyjeżdżaliśmy, żeby więcej zaoszczędzić. Zapomniałam o wymarzonych podróżach, bo przyświecał nam wyższy cel: my. Zakup domu miał sprawić, że poczujemy się pewniej i będziemy mogli budować rodzinę. Tak twierdził mój mąż, a ja się zgodziłam, tłumiąc egoistyczne zapędy, aby najpierw użyć życia, a później siedzieć w domu. Zaczęliśmy się starać o dziecko.

Po blisko dwóch latach prób zapisaliśmy się na kilka badań, które mają pomóc nam określić przyczynę tego, że po naszym dużym domu wciąż nie biegają małe stópki. To znaczy ja zapisałam się na badania i jestem pod stałą opieką lekarza. Martin twierdzi, że wina leży po mojej stronie. Przecież tak przeczytał w internecie. Teraz wciąż podsuwa mi nowe nazwy hormonów lub witamin, których stan powinnam, według niego, regularnie kontrolować. Lekarz ma nieco odmienne zdanie, ale Martin wie swoje. Muszę przyznać, że jego pewność siebie na początku naszej znajomości bardzo mi imponowała. Dziś najnormalniej w świecie mnie wkurwia.

– A nie powinnaś dziś leżeć cały dzień z nogami w górze, żeby plemniki lepiej zapłodniły jajeczko? – pyta moja przyjaciółka Paula, chichocząc niemiłosiernie, kiedy rozpakowujemy nową dostawę.

– Nie można zapłodnić lepiej lub gorzej – tłumaczę jej, śmiejąc się. – Można zapłodnić lub nie zapłodnić.

Paula przewraca oczami i kłapie ustami niczym ryba, przedrzeźniając mnie. Zawsze tak robi, gdy zwracam jej uwagę na błędy językowe.

Odkładam książki na półkę i pstrykam Paulę w ucho, za które natychmiast się chwyta, mówiąc:

– A to za co? Ja tylko staram się pomóc. Twój buhaj rozpłodowy byłby ze mnie dumny.

Paula pracowała tutaj, zanim ja się pojawiłam. Jest ode mnie starsza o trzy lata. To ona przygotowywała mnie do objęcia stanowiska księgarza i to ona jest na bieżąco z moimi rozterkami. Potrafi wysłuchać, doradzić i wesprzeć, a często także poprawić mi humor. Stała się dla mnie kimś ważnym. Przy okazji ma niezły ubaw, ale może dla kogoś stojącego z boku tak właśnie wygląda moje małżeństwo: jest śmiechu warte.

– Buhaj jest obrażony, bo dwa tygodnie temu po raz kolejny nie dałam się zapłodnić. Dziś dostałam okres – oznajmiam.

– Płakał? – Paula wciąż się śmieje.

– Nie, ale zrobił taką minę, że nie musiał nic mówić. Wiem, że jest zły.

Przestaje się śmiać i chwyta mnie za ramię.

– Może zaproponuj mu adopcję? Rozmawialiście o tym? Skoro tak mu się śpieszy, to może jest to jakieś rozwiązanie?

– Zaczynałam ten temat kilka razy. Popatrzył na mnie, jakbym zabiła kogoś widelcem na jego oczach, a później stwierdził, że dzieci z domów dziecka wyrastają na kryminalistów, a osoba na jego pozycji nie może sobie na to pozwolić – wypowiadam ostatnie słowa, naśladując pouczający ton Martina. Paula kręci głową i wywraca oczami.

– Mogę go umówić z Jacobem. Przekalibruje mu światopogląd.

Unosi wymownie brwi. Wiem, co ma na myśli. Czasem sama mam ochotę uderzyć własnego męża za te herezje, które wygaduje. Z Paulą i jej mężem Jacobem spotkaliśmy się tylko raz. Martin zawsze ma jakąś wymówkę, kiedy proponuję ponowne wyjście we czworo. Jacob wychowywał się w domu dziecka i jest czarnoskóry. Mnie to absolutnie nie przeszkadza, bo to wspaniały przyjaciel, ale mój mąż ma swoje uprzedzenia. Oczywiście nie przyznaje się do nich publicznie, ale sprytnie unika kontaktu. Jacob nie jest kryminalistą, więc teoria Martina upada. Jest za to trenerem boksu, więc pewnie byłby w stanie wybić mojemu mężowi brednie z głowy.

– Zapewne będzie miał wtedy ważne spotkanie, nadgodziny albo wizytę u dentysty.

– Albo wypadną twoje dni płodne – mówi Paula, celując we mnie palcem.

– Sama bym go wtedy zatrzymała w domu. Dni płodne to moja jedyna szansa na seks.

– Chyba żartujesz! – Patrzy na mnie wielkimi oczami.

– Niestety nie. – Marszczę nos.

– Ale chyba robi ci czasem dobrze, no wiesz… oralnie?

Zaczynam chichotać. Paula czeka w skupieniu na moją odpowiedź.

– Nie wiesz, że ślina obniża ruchliwość plemników? – Wymachuję książką i znów udaję ton Martina.

Moja przyjaciółka zakrywa usta dłonią i parska śmiechem. Nie gniewam się na nią, bo ja sama często nabijam się z wywodów własnego męża. Na początku brałam je do siebie, ale przecież każdy z czasem idzie po rozum do głowy, więc dzisiaj staram się patrzeć na to wszystko z przymrużeniem oka. Jak Paula.

– Nie powinnam się śmiać. Przepraszam. To okropne, że musisz tak cierpieć – mówi, po czym znów rechocze i rusza na zaplecze po kolejny karton.

Układam książki alfabetycznie i w myślach odtwarzam terminy badań, które czekają mnie w najbliższym czasie. Ostatnio miałam siniaka po pobieraniu krwi, ale może tym razem pielęgniarka zrobi to jakoś delikatniej. Gdzieś w głębi duszy odzywa się cichy głosik, który każe mi się zastanowić, co będzie, jeśli się okaże, że nie możemy zostać rodzicami. Martin nie dopuszcza do siebie takiej myśli, ale bądźmy realistami. W dzisiejszych czasach wiele par ma problem z zajściem w ciążę. Nie jesteśmy pierwsi. I nie ostatni.

Przyznaję, że ta gonitwa, którą prowadzimy z Martinem, aby mieć dziecko, bardzo mnie męczy. Kiedy w nocy nie mogę zasnąć, czuję nieprzyjemny ucisk w żołądku, a myśli kłębią się w mojej głowie, powodując niepokój. Nie wiem, czy odezwała się we mnie uśpiona egoistka, czy może dociera do mnie odsuwana przez lata prawda, ale na ten moment nie jestem pewna, czy w ogóle chcę być matką. Wolałabym mieć niespożytą energię i odczuwać palącą potrzebę dalszych starań, ale nic nie poradzę na to, że tak się nie dzieje. Może tak naprawdę nie chcę mieć potomstwa? A może to tylko moje głupie pomysły spowodowane nieudanymi próbami zajścia w ciążę?

– Przepraszam. Czy może mi pani pomóc znaleźć pewną książkę?

Głos za moimi plecami wyrywa mnie z zamyślenia. Odwracam się, a moje serce nagle przyśpiesza. Mrugam kilka razy, ale to nic nie daje. Nie śni mi się.

ROZDZIAŁ DRUGI

Scarlett

Dalsza część dostępna w wersji pełnej

Droga Czytelniczko,

serdecznie zapraszamy Cię do polubienia naszego profilu WydawnictwoAMARE. Dzięki temu jako pierwsza dowiesz się o naszych nowościach wydawniczych, przeczytasz i posłuchasz fragmentów powieści, a także będziesz miała okazję wziąć udział w konkursach i promocjach.

Przyłącz się i buduj z nami społeczność, która uwielbia literaturę pełną emocji!

Zespół

Spis treści:

Okładka
Karta tytułowa
ROZDZIAŁ PIERWSZY
ROZDZIAŁ DRUGI
ROZDZIAŁ TRZECI
ROZDZIAŁ CZWARTY
ROZDZIAŁ PIĄTY
ROZDZIAŁ SZÓSTY
ROZDZIAŁ SIÓDMY
ROZDZIAŁ ÓSMY
ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
ROZDZIAŁ DZIESIĄTY
ROZDZIAŁ JEDENASTY
ROZDZIAŁ DWUNASTY
ROZDZIAŁ TRZYNASTY
ROZDZIAŁ CZTERNASTY
ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

Spacer w deszczu

ISBN: 978-83-8219-945-1

© Katarzyna Bester i Wydawnictwo Amare 2022

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt

jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu

wymaga pisemnej zgody wydawnictwa Novae Res.

Redakcja: Magdalena Wołoszyn-Cępa

Korekta: Emilia Kapłan

Okładka: Izabela Surdykowska-Jurek

Wydawnictwo Amare należy do grupy wydawniczej Zaczytani.

ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia

tel.: 58 716 78 59, e-mail: [email protected]

Publikacja dostępna jest w księgarni internetowej zaczytani.pl.

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek