American dream - Katarzyna Bester - ebook + audiobook + książka

American dream ebook i audiobook

Katarzyna Bester

4,2

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Jesteś gotowa przeżyć swój amerykański sen?

Maja i Krzysiek mieli się wspierać niezależnie od tego, które z nich otrzyma awans i obejmie posadę w filii korporacji w Nowym Jorku. Jednak gdy to Maja zostaje wybrana, urażona męska duma nakazuje Krzyśkowi zakończyć związek. Gdy po przyjeździe do Stanów Maja wybiera się na karaoke, nie spodziewa się, że podczas swojego występu spadnie ze stołu i wpadnie (DOSŁOWNIE) w ramiona przystojnego nieznajomego. To miał być wieczór, podczas którego uda jej się zapomnieć o złamanym sercu i poczuć klimat miasta, które nigdy nie śpi. Nie wie jednak, że mężczyzna, który uratował ją od upadku, odmieni jej życie na zawsze…

Przymykam powieki i próbuję uspokoić trzepoczące serce. Od kilku miesięcy pracujemy z Krzyśkiem niczym maszyny, niewiele śpiąc i zapieprzając nadgodziny, aby otrzymać upragniony awans. Pech chciał, że pracujemy na takim samym stanowisku, a awansować może tylko jedno z nas. Po wielu długich rozmowach podjęliśmy decyzję, że nieważne, które z nas otrzyma nową posadę, drugie zrobi wszystko, aby też udać się za granicę. Jestem podekscytowana, bo w moim chorym z zakochania umyśle emigracja być może wiąże się z zaręczynami, a posiadanie pierścionka od Krzysia cholernie mnie kręci. Wyobrażam sobie nawet cichy ślub w przyśpieszonym tempie, ale powiedziałam o tym tylko Kaśce. Popukała się w czoło, ale ja wierzę w uczucie, które połączyło mnie i mojego mężczyznę. Obgadaliśmy już sprawę z naszym szefem, Ludwikiem, który trzyma kciuki za nasz związek. Jestem ciekawa, które z nas będzie wkrótce zajmować się opracowywaniem strategii UX w biurze w Wielkim Jabłku.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 284

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 6 godz. 41 min

Lektor: Agnieszka Postrzygacz i Krzysztof Polkowski

Oceny
4,2 (112 oceny)
59
31
13
7
2
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
dzungallka

Dobrze spędzony czas

historia ok ale jakoś mnie zbytnio nie wciągnęła
30
darab

Dobrze spędzony czas

Fajna książka, chociaż to ciągle jaranie się Stanami i Nowym Jorkiem przez główną bohaterkę było męczące.
20
Bozenka2022

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam Bożenka 2022.
00
karolcia077

Całkiem niezła

Nie jest to najlepsza książka autorki. Ale też, nie powiem, potrafiła zaciekawić.
00
Kazia1234

Dobrze spędzony czas

polecam
00

Popularność




And when you smile the world is brighter

You touch my hand and I’m a king1

The Wonder of You, Elvis Presley

1 Słowa: Baker Knight, wykonanie: Elvis Presley, 1970.

PROLOG

Maja

BLUE CHRISTMAS

Ile par rajstop można podrzeć w ciągu jednego tygodnia? Chyba powinnam dostać jakiś dyplom dla ciamajdy roku, bo właśnie dobiłam do ośmiu, a mamy dopiero czwartek. Warczę, zrywam z siebie podarte beżowe cholerstwo, a następnie biorę kilka głębokich oddechów. Ostrożnie sięgam po kolejne opakowanie ze zdjęciem smukłych nóg, których właścicielka ewidentnie nie miewa takich problemów jak ja. Powoli, spokojnie, przecież mam magistra, poradzę sobie ze zwykłymi rajstopami.

Uff. Założyłam. Z ulgą wypuszczam powietrze, przy okazji strzelając sobie gumką w nadprogramowy tłuszcz wokół talii. Pieszczotliwie nazywam go baleronem i czasem mam wrażenie, że jest niezależnym bytem. Zadomowił się na moim ciele niczym huba na drzewie, które nie okazało się wystarczająco silne, aby opierać się chrupiącym chipsom i czekoladowym cukierkom. Kiedyś zacznę zdrowszą dietę, ale nadchodzi Boże Narodzenie, czas serników i pierników, a nie jarmużu i tofu. Wzdycham i sięgam po granatową sukienkę, która całkiem nieźle leży na moim baleronie.

– Gotowa? – pytam samą siebie, spoglądając w lustro. – No to jazda.

Wychodzę z klatki i otulam szyję szalikiem. Pamiętam grudnie, które rozpieszczały dodatnimi temperaturami, ale w tym roku zima postanowiła pokazać pazurki. Szybkim krokiem zmierzam w stronę przystanku, który na szczęście jest niedaleko. Mogłabym kupić sobie samochód i wozić się spod bloku prosto pod budynek, w którym mieści się moja firma, ale wtedy mój baleron rozrósłby się do rozmiaru małego wieloryba. Poza tym w Warszawie ruch uliczny nie jest sprzymierzeńcem osób, które się śpieszą. A ja robię to bardzo często, chociażby ze względu na to, że drę rajstopy, wylewam kawę na spódnicę, zapominam z domu ważnych dokumentów lub – jak w ubiegłym tygodniu – zostaję unieruchomiona na kwadrans, gdy moje włosy w dziwny sposób wplątują się pomiędzy wieszaki w szafie. Myślałam, że tam umrę z głodu i rozpaczy, ale wystarczyło mocniej szarpnąć i wyjęłam głowę spomiędzy wiszących ubrań. Prosto po pracy poszłam ściąć włosy na krótko, bo najzwyczajniej w świecie bałam się powtórki z akcji. Poza tym trochę się wkurwiłam, że długie pasmo zostało na wieszaku razem z żakietem.

Wkraczam do firmy, zmarznięta po spacerze z przystanku. Zdejmuję płaszcz, zmieniam kozaki na eleganckie szpilki i wędruję do pokoju socjalnego, wzywana przez uzależnienie od bosko pachnącej kawuni.

– Prawie się nie spóźniłaś – mówi na mój widok Krzysiek i uśmiecha się szeroko.

– Powinieneś mnie wspierać – odpowiadam i obdarowuję mojego seksownego faceta gorącym pocałunkiem. – To przez rajstopy – tłumaczę, poprawiając włosy, które po przygodzie z wieszakami sięgają mi teraz ledwie za ucho.

– Znowu podarłaś?

– Dasz wiarę? A przecież nie chodzę na pazy. – Prycham na myśl o długich szponach, jakie zauważam czasem u innych kobiet. Dla nich zakładanie rajstop jest pewnie jak walka o życie. – Marzę o gorącej wiośnie i jeszcze gorętszym lecie, kiedy jebnę tymi rajstopami do śmieci i będę mogła chodzić z gołymi nogami.

– Myślę, że w Stanach czeka nas właśnie taka pogoda – oznajmia Krzysiek i posyła mi znaczące spojrzenie. Tak, ja też nie mogę się doczekać. – To już dziś. Na zebraniu wszystko stanie się jasne.

– Wiem. – Przełykam ślinę. – Może powinniśmy przećwiczyć udawanie, że nam przykro z powodu wyjazdu?

Śmieje się, a ja włączam ekspres, żeby uraczył mnie gorącym cappuccino na dobry początek dnia. Nie wiem, czy potrzebna mi kofeina, bo i tak jestem nabuzowana, ale lubię smak kawy, więc nigdy jej sobie nie odmawiam. Wspominałam już o moim uzależnieniu?

– Denerwujesz się? – pyta Krzysiek i przesuwa dłonią po mojej talii. Drżę, bo jego dotyk wciąż działa na mnie elektryzująco, mimo że jesteśmy razem prawie od roku.

– Trochę tak, ale przecież wszystko będzie dobrze niezależnie od decyzji Ludwika.

Patrzę na niego z uśmiechem, a on cmoka mnie w usta i wychodzi z socjalnego, rzucając:

– Do zobaczenia na zebraniu.

Przymykam powieki i próbuję uspokoić trzepoczące serce. Od kilku miesięcy pracujemy z Krzyśkiem niczym maszyny, niewiele śpiąc i zapieprzając nadgodziny, aby otrzymać upragniony awans. Pech chciał, że pracujemy na takim samym stanowisku, a awansować może tylko jedno z nas. Po wielu długich rozmowach podjęliśmy decyzję, że nieważne, które z nas otrzyma nową posadę, drugie zrobi wszystko, aby też udać się za granicę. Jestem podekscytowana, bo w moim chorym z zakochania umyśle emigracja być może wiąże się z zaręczynami, a posiadanie pierścionka od Krzysia cholernie mnie kręci. Wyobrażam sobie nawet cichy ślub w przyśpieszonym tempie, ale powiedziałam o tym tylko Kaśce. Popukała się w czoło, ale ja wierzę w uczucie, które połączyło mnie i mojego mężczyznę. Obgadaliśmy już sprawę z naszym szefem, Ludwikiem, który trzyma kciuki za nasz związek. Jestem ciekawa, które z nas będzie wkrótce zajmować się opracowywaniem strategii UX w biurze w Wielkim Jabłku.

Od zawsze jestem zakochana w Stanach Zjednoczonych, a perspektywa pracy w Nowym Jorku od razu mi się spodobała. Jakie to szczęście, że dostałam etat w międzynarodowej firmie i mam takie możliwości. Prowadziłam już projekty dla kontrahentów z USA, więc nie boję się nowych wyzwań. W dodatku rywalizowałam o stanowisko w amerykańskim oddziale z człowiekiem, który powoduje u mnie przyśpieszone bicie serca i skurcze waginy, więc nie do końca traktowałam to jako morderczą walkę o posadę.

Tak czy siak, zrobimy wszystko, aby wyjechać razem, a za dwa lata zobaczymy, jakie perspektywy będzie miała dla nas firma. Nawet nie dopuszczam do siebie myśli, że moglibyśmy rozstać się na ten czas. Pewnie, że możemy się odwiedzać, bazując na Programie Ruchu Bezwizowego, jednak związki na odległość zawsze wydawały mi się tymi, które zmierzają ku upadkowi. Zbyt mocno zależy mi na Krzyśku, żeby odpuścić.

– Wszystko będzie dobrze – szepczę sama do siebie, mieszając parującą kawę. Wierzę, że to wsypane do niej pół łyżeczki cukru nie wpłynie na przyrost baleronu.

– Masz chwilę? – pyta Łukasz, wyrywając mnie z zamyślenia. Wzdrygam się i wychlapuję trochę kawy na swoją sukienkę. – O cholera, przepraszam. Nie chciałem cię wystraszyć.

– Nie szkodzi – zapewniam. Przecież nie będę mu tłumaczyć, że to u mnie norma. Jak się czymś nie ubabram albo o coś nie uderzę, to nie ma dnia. – Co jest?

– Mamy wywiad – oznajmia Łukasz. – Wpadniesz do nas czy podrzucić ci wydruk?

– Już idę. – Osuszam materiał sukienki ręcznikiem papierowym. – Błażej też jest?

– Obaj czekamy. Chcemy się od ciebie nauczyć jak najwięcej, zanim pojedziesz do lepszego świata. – Parska śmiechem. – Pewnie coś schrzaniliśmy, ale jesteśmy gotowi na brutalną ocenę.

– Jeśli nie będziesz wiedział, co zrobiłeś źle, nie będziesz mógł stać się lepszy – pocieszam go i wędruję ze swoim cappuccino do małego pokoju, w którym siedzą nasi najnowsi pracownicy. Trafili do mojego zespołu, bo Krzysiek nie ma cierpliwości do stażystów. – Pokażcie te wypociny – żartuję, a oni obaj chichoczą.

Popijam kawę i przeglądam efekty pracy chłopaków. Pamiętam, że kiedy byłam w ich wieku, sama popełniałam mnóstwo błędów, ale Ludwik cierpliwie wskazywał mi właściwą drogę. Teraz, po siedmiu latach pracy, czuję się zobowiązana poświęcać uwagę nowym osobom, które dopiero się uczą. Tym razem nie jest najgorzej.

– Musicie lepiej filtrować ludzi – zaczynam, po czym robię im miniwykład na temat rozpoznania rynku i formułowania pytań. Notują jak szaleni.

– Będę mógł dzwonić do ciebie, kiedy tylko nie będę czegoś wiedział? – pyta Błażej, spoglądając na mnie niczym szczeniak.

– Przecież nie wyjadę jutro – mówię ze śmiechem. – Poza tym jeszcze nie wiadomo, kto dostanie awans.

– I tak wiemy, że wyjedziecie oboje. Wszyscy widzą, jak Krzysiek na ciebie patrzy. – Łukasz przewraca oczami. – Byłby idiotą, gdyby puścił cię tam samą. Amerykanie chyba są przystojni, no nie?

Przypominam sobie otyłego Amerykanina Karla, z którym pracowałam latem. Miał chyba ze trzy brody, a obwód w pasie pewnie jak stąd na parter. Parskam śmiechem, po czym kręcę głową, zabieram pusty kubek i opuszczam pokój moich uczniów. Przekraczając próg, czule głaszczę swój baleron, który – w porównaniu z tuszą Karla – wcale nie jest taki uciążliwy, jak myślałam jeszcze przed chwilą.

Zerkam przez okno, za którym prószy śnieg. Za dwa tygodnie Wigilia. Uśmiecham się na myśl o świętach, podczas których będziemy z Krzysiem planować nasze nowe życie za wielką wodą. Nie mogę się doczekać. Mieszkanie w Nowym Jorku, chociażby tymczasowe, od dawna jest jednym z moich marzeń. Kolejnym jest zostanie żoną przystojnego, inteligentnego mężczyzny, który potrafi sprawić, że szczytuję. Wzdycham cicho na wspomnienie przedwczorajszej nocy w moim mieszkaniu. W efekcie odpływam myślami tak mocno, że wpadam na niedomknięte drzwi łazienki i mocno obijam sobie ramię. Kurwa, ten dyplom ciamajdy należy mi się równie mocno, jak zawodowy awans.

Podczas zebrania uważam, aby nie siąść zbyt blisko stolika z przekąskami. W ubiegłym miesiącu nie umiałam oprzeć się przepysznie wyglądającym jagodziankom, a kiedy przyszła moja kolej, wygłosiłam krótkie przemówienie nieświadoma faktu, że do zębów przykleił mi się wielki kawałek borówki, a na czarnej bluzce ulokowało się nieco cukru pudru. Wyglądając niczym łakome dziecko po napadzie na piekarnię, byłam chyba mało przekonująca, a po sali co jakiś czas niósł się cichy śmiech.

Dzisiaj jestem tak podekscytowana, że nie przełknęłabym ani kęsa niebiańsko pachnących bułeczek, które zerkają na mnie z talerza. Takie okrąglutkie i ładnie wypieczone. Cholera, a może jednak? Nie, spokój! Trzeba poskromić obżarstwo. Baleron może rozrosnąć się do takich rozmiarów, że będę musiała kupić dwa bilety na samolot do Nowego Jorku – jeden dla mnie i drugi dla mojego nadprogramowego tłuszczu. Wzdycham i wbijam wzrok w drzwi. Zaczynam się denerwować, choć chyba nie powinnam, bo przecież i tak wybieram się do Stanów.

Ludwik przekracza próg sali, a wtedy moje zdenerwowanie sięga zenitu. Uzmysławiam sobie, że chcę wygrać ten wyścig. Kocham Krzyśka i będę cieszyć się jego sukcesem, ale kocham też swoją pracę i chcę być w niej dobra, rozwijać się, dostawać motywacyjne kopniaki. Co zmotywuje mnie lepiej niż wyjazd do Nowego Jorku? Phi! Zerkam na Krzyśka. Cóż, kochanie, w tej sekundzie ci nie kibicuję.

– Nie przeciągajmy – odzywa się Ludwik, po czym uśmiecha się niczym dumny ojciec, patrząc wprost na mnie i mojego chłopaka. – Wiecie, że za kilka miesięcy ktoś się z nami pożegna. Stanowisko w Nowym Jorku zwolni się, a na to miejsce wskoczy ktoś z naszego zespołu. Jestem szczęśliwy, że wybrano właśnie nas, bo to znaczy, że wszyscy jesteśmy świetni w swojej branży i zapracowaliśmy na sukces polskiego oddziału.

Unosi szklankę z sokiem, a inni dołączają się do toastu kawą, herbatą i zimnymi napojami. Kurwa, mi przydałaby się chyba wódka, żebym się rozluźniła. Czuję, jak ściska mnie w żołądku. Stres zaatakował nagle. Podstępny chujek. Dobrze, że odpuściłam bułeczki, bo pewnie bym się udławiła.

– Dziękuję wam za ciężką pracę – mówi Ludwik, spoglądając ponownie na mnie i Krzyśka. – Będę tęsknił, ale ten awans ci się należy – uśmiecha się – Maja.

Przez sekundę nie dociera do mnie, że wymienił moje imię. Wszyscy wokół klaszczą. Krzysiek mruga kilka razy, marszczy brwi, a potem szturcha mnie i też zaczyna bić brawo. Biorę głęboki wdech. Ja pierdolę. Lecę do Nowego Jorku.

Wieczorem naciskam przycisk domofonu i czekam na charakterystyczny dźwięk. W jednej ręce ściskam butelkę szampana, w drugiej trzymam pudełko z pizzą. Dwoma palcami jakimś cudem otwieram sobie drzwi do budynku i przy okazji nie wypuszczam z dłoni szampana. Brawo ja! Alkohol jest potrzebny, bo mamy co świętować. Przed nami wyprawa do Ameryki. Krzysiek otwiera mi drzwi i od razu przejmuje ode mnie prowiant.

– Dobrze, że pizzeria jest blisko, bo by wystygło – komentuje, nakładając na talerze po kawałku pizzy. – Oblejemy twój sukces, jak zjemy. Okej?

– Jasne – rzucam, choć liczyłam na to, że najpierw poleje się szampan.

– Jak się czujesz w nowej roli? – pyta mój facet, kiedy siadam obok niego i pałaszuję pizzę.

– Normalnie. – Wzruszam ramionami. – Przecież do wyjazdu jeszcze sporo czasu. Chyba dopiero wtedy zacznę czuć podekscytowanie.

Tak naprawdę już czuję się szczęśliwa, że będę kierować jednym z zespołów w Nowym Jorku, ale nie chcę zbytnio się emocjonować, bo wydaje mi się, że Krzysiek jest lekko przygaszony. Chyba zniósł wiadomość o moim awansie gorzej, niż się spodziewałam. Jest samcem alfa, więc w jego mniemaniu to pewnie on powinien przewodzić grupie, stać w hierarchii wyżej niż kobieta i zarabiać więcej. Chyba nieświadomie naruszyłam jego ego, otrzymując swoją wymarzoną posadę w mieście, w którym od lat pragnę zamieszkać.

– To może… uczcimy to w łóżku? – zagaja Krzysiek, podając mi kieliszek szampana. Chyba zawiesiłam się nad niedojedzoną pizzą i na chwilę odleciałam myślami. – Co ty na to?

– Brzmi idealnie – przyznaję i odwzajemniam uśmiech. – Szczerze mówiąc, na to właśnie liczyłam – dodaję, przygryzając wargę.

– Dasz się namówić… no wiesz.

Zasycha mi w gardle, więc biorę łyk szampana. Bąbelki zaczynają łaskotać moje podniebienie. Lekko kaszlę i pytam:

– Bardzo tego chcesz?

– Wiesz, że tak – wyznaje i wbija we mnie rozpalone spojrzenie.

Biorę głęboki wdech. Wiem, o co mnie prosi, ale nie jestem przekonana. Do tej pory zgodziłam się raz i niekoniecznie chciałabym to powtarzać. Wiem jednak, że on tego potrzebuje, aby poczuć się lepiej, więc… Cholera… Ten jego proszący wzrok. Kocham go i zrobię dla niego wiele. On pojedzie za mną do Ameryki, więc należy mu się seks, jakiego pragnie. Kompromisy to element związku.

– Okej – szepczę, a na ustach Krzyśka pojawia się szeroki uśmiech zadowolenia.

Chwilę później wychodzi do sypialni i wiem, co tam robi. Łapczywie opróżniam kieliszek i nalewam sobie drugi. Na trzeźwo chyba nie dam rady. Kiedy bąbelki zaczynają szumieć mi w głowie, ruszam do sypialni, gdzie wszystko już jest gotowe.

Dwa dni przed Wigilią wchodzę do mieszkania, pociągając nosem. Zrzucam kozaki, rozpinam płaszcz, który ląduje gdzieś obok wieszaka, a potem siadam na sofie i sięgam po chusteczki. Za oknem wciąż prószy śnieg, więc zapowiadają się białe święta. Schylam się i włączam światełka na niewielkiej choince, którą ustawiłam w salonie kilka dni temu. Miała zapewniać magiczny nastrój i dobre samopoczucie. Migające lampki nie przynoszą mi jednak ani grama otuchy. Wycieram nos, a następnie wybieram wideoczat i czekam na połączenie. Kiedy na ekranie telefonu pojawia się zatroskana twarz mojej przyjaciółki, po raz drugi tego dnia wybucham płaczem.

– Maja, co się dzieje? – pyta Kaśka, sadowiąc się na swoim turkusowym fotelu, wiele kilometrów ode mnie.

– Krzysiek mnie zostawił – mówię, wciąż łkając.

– Jak to, kurwa… – Szybko rzuca spojrzenie gdzieś w bok, zapewne sprawdzając, czy żadne z jej dzieci nie podsłuchuje właśnie naszej rozmowy. – Przecież to niemożliwe. Byliście idealną parą.

– Też tak sądziłam. – Wydzieram z opakowania kolejne chusteczki i osuszam łzy sunące po moich policzkach. – A jednak to zrobił. Przed chwilą. Po pracy. Na parkingu.

Wyszliśmy razem, jak zwykle. Piękna zimowa aura, zbliżające się święta, wszędzie choinki i dekoracje. Idealna atmosfera dla zakochanych. Romantyczny moment. Czas cudów. Wystarczyło, że Krzysiek spojrzał na mnie, gdy dotarliśmy do jego samochodu, i już wiedziałam, że na cuda nie mam co liczyć, że coś nie gra. No i wróciłam do domu tramwajem, w dodatku jako porzucona kobieta.

– Ale dlaczego? – Kaśka marszczy brwi i poprawia okulary. – Podał jakiś powód? Tylko nie mów, że rzucił któreś z tych kretyńskich haseł w stylu, że to nie ty, że to jego wina, bla, bla, bla.

– Przemyślał wszystko i to… no wiesz… to coś między nami… – Robię przerwę na oddech. – To nie to, czego szuka. Pomylił się co do swoich uczuć. Poza tym dojdzie odległość, więc lepiej tego nie przeciągać.

– Lepiej tego nie przeciągać?! – Widzę, że się wkurzyła. Macha ręką, a bombki na stojącej obok fotela choince niebezpiecznie obijają się o siebie. – No i jaka, do cholery, odległość? Przecież ustaliliście, że jedziecie oboje. Nie przeciągać… Tak powiedział?

– Dokładnie takich słów użył – wyznaję i znowu płaczę, przygnieciona poczuciem upokorzenia oraz utratą miłości mojego życia. – Przecież ja go kocham – wyję.

W tym momencie nie umiem sobie wyobrazić życia bez Krzyśka. Byliśmy razem rok, ale bardzo intensywny – razem pracowaliśmy, jedliśmy obiady i kolacje, nocowaliśmy zwykle jedno u drugiego. Teraz moje życie wydaje się niepełne, niedoskonałe, po prostu chujowe. Byłam taka szczęśliwa i zrobiłabym wszystko, aby to odzyskać.

– Majka, cholera. Może miał chwilę słabości, bo przecież skopałaś mu dupę w pracy. Pewnie się chłop pogubił. Może zadzwoni i będzie cię błagał o drugą szansę.

– Nie zadzwoni – zapewniam. – Widziałam w jego oczach taką… stanowczość… determinację…

Kaśka kręci głową z niedowierzaniem. Znamy się od dwóch lat, a nasza przyjaźń na odległość wciąż się umacnia. Kobiece porozumienie to zupełnie inna sprawa niż związki, które umierają przy rozstaniu. Chociaż, jak się właśnie okazało, umierają nawet przed rozstaniem, na ośnieżonym parkingu. Wciąż to do mnie nie dociera. Do mojej przyjaciółki chyba też nie, bo wygląda, jakby szukała właściwych słów. Szkoda, że nie mogę wypłakać się na jej ramieniu. Znam ją i wiem, że przyjechałaby, gdybym ją poprosiła, ale przecież idą święta, czas dla rodziny.

Widujemy się raz w roku na targach książki, które odbywają się w moim mieście. Tam też się poznałyśmy, stojąc w kolejce po autograf. Kaśka pracuje w branży, choć do końca nie wiem, czym się zajmuje, bo chwilami wydaje mi się taka wszechstronna, że aż nie do wiary. U niej w domu jest jak na poligonie, a ona jest niczym dowódca trzymający wszystko w należytym porządku: dzieci, męża, remonty i te góry książek. Teraz w dodatku ma jeszcze na głowie mnie i moje łzy, i to dwa dni przed Wigilią.

– Przepraszam, że zawracam ci głowę – mówię.

– Czy ciebie pogięło? – Prycha. – Wysłałam chłopa na zakupy, dzieci oglądają jakąś świąteczną bajkę, pracę trochę olałam, bo musiałam ubrać choinkę.

Uśmiecham się przez łzy, bo jej słowa to taka namiastka normalności. Moja normalność została dziś zburzona. Nie wiem, jak długo będę ją odbudowywać.

– Jak mogę ci pomóc? – pyta Kaśka.

– Chciałam tylko pogadać. Wyżalić się.

Najpierw mnie zatkało. Gapiłam się na Krzyśka i nie umiałam wydusić słowa. Zerwanie było dla mnie szokiem. Nadal nim jest. Chwilę później, gdy zostałam sama na tym cholernym parkingu, poczułam chęć wygadania się. Nie mogłam się doczekać momentu, gdy zadzwonię do Kaśki. Jestem kobietą, muszę mówić o uczuciach, a w tej chwili moje uczucia wykręcają moje serce niczym szmatę do podłogi. To okropnie boli. Wybacz, szmato w kratkę leżąca w kącie w łazience – nigdy więcej.

– Dobrze, że zadzwoniłaś. Jak dla mnie Krzysiek postąpił jak świnia. Przecież wszystko było w porządku, dobra praca, wielka miłość, mieliście wyjechać oboje.

– Chyba mu się odwidziało.

– Nie wierzę, że tak cię potraktował. W dodatku na święta. – Głośno wypuszcza powietrze i znowu macha ręką, a bombki dzwonią. – Świetny prezent ci zrobił, idiota.

– Nie spodziewałam się – przyznaję.

– Nie tak powinny wyglądać niespodzianki.

– Co mam zrobić?

Jestem w dupie. Nie umiem sobie poradzić z tą sytuacją. Pierwszy raz facet, którego kocham, wywinął mi taki numer. Liczę na to, że Kaśka powie coś, co pomoże mi się otrząsnąć.

– Popłacz sobie – oznajmia rzeczowo, jakby miała ułożony plan. Zawsze ma gotowe rozwiązanie, taka już jest. – Kup sobie wino, wypij przed telewizorem albo w towarzystwie. – Unosi brew. – Damskim towarzystwie. Niech ci nie przyjdzie do głowy żadna zemsta na byłym i puszczanie się z nieznajomym. Obawiam się, że tylko w książkach on może potem okazać się bogaty, przystojny i zakochany w tobie po uszy. No i bez choroby wenerycznej – dodaje, przewracając oczami.

Rozbawiła mnie, więc śmieję się cicho.

– Moja siostra przyjeżdża jutro – mówię. – Może się ze mną napije. – Wtedy przypominam sobie, że Ola nie będzie sama. – Przyjeżdża z narzeczonym. – I znowu te łzy. – Mają opowiedzieć o ślubie. Przecież to za kilka miesięcy.

Kaśka wznosi oczy ku niebu.

– O nie… – rzuca, bo widzi, że moja tama puściła.

– A ja, głupia, myślałam, że też wezmę ślub – wyję, sięgając po kolejne chusteczki. – Ale byłam naiwna. Krzysiek tak łatwo to zakończył, a ja myślałam, że będzie ze mną na zawsze.

– No już, cicho…

– Jak przechodziłam obok salonów, to zaglądałam na wystawy z sukniami ślubnymi – kontynuuję swój żałosny wywód, a łzy płyną strumieniami. – Powiedzieliśmy szefowi, że wyjeżdżamy razem, że chcemy być ze sobą. A teraz Krzysiek mnie nie kocha. Przecież gdyby kochał, toby mnie nie zostawił dzisiaj… na tym parkingu…

– Majka… – Kaśka próbuje po raz kolejny przerwać moje biadolenie.

– A ja go nadal tak kocham. Jak on mógł? Nie wyobrażam sobie samotnych świąt, bez niego. Czy w ogóle coś do mnie czuł? Myślisz, że udawał przez te wszystkie miesiące?

– Myślę, że nie, ale teraz musisz się pogodzić z faktem, że… No dobra, będę brutalna. – Poprawia się na swoim turkusowym fotelu i spogląda groźnie zza okularów. – Krzysiek okazał się dupkiem. Możesz go sobie kochać, ale absolutnie do niego nie dzwoń. Nie wolno ci do niego iść, pisać, wysyłać życzeń na święta i czegokolwiek innego. Nawet, kurwa, filmiku z kotami mu nie wysyłaj, bo nie zasługuje. Twoje wyznanie miłości nic nie da. Nie będzie żadnego ślubu, żadnego wspólnego wyjazdu. Musisz się z tym pogodzić, Majka.

Zatyka mnie. Niby to wszystko wiem, ale ubrane w słowa brzmi bardziej złowieszczo niż niewypowiedziane gdzieś w mojej głowie. Wciąż pochlipując, patrzę na telefon i czekam.

– A teraz – podejmuje Kaśka – popłaczesz sobie, zjesz coś dobrego, jutro wypijesz z siostrą wino i zagryziesz paczką chipsów, a potem zaczniesz planować wyjazd, na który zapracowałaś. Przed tobą lepsze życie, a jeśli Krzysiek nie chce w nim uczestniczyć, jego strata. Za kilka miesięcy jedziesz do Nowego Jorku, zaczynasz pracę swoich marzeń i realizujesz swój American dream. Tak? – Brzmi jak dowódca na poligonie. Nie żebym kiedykolwiek była w wojsku, ale tak właśnie to sobie wyobrażam.

– Tak – mówię twardo, bo jej słowa dodały mi motywacji.

Mój umysł powoli ucieka z parkingu pod firmą, pędzi przez zaśnieżone ulice Warszawy i dociera do ciepłego pokoju z choinką, gdzie jestem tylko ja i pocieszające słowa mojej przyjaciółki. No i pluszowy kocyk, który dopiero zauważam, ale coś czuję, że się dzisiaj zaprzyjaźnimy.

– To podnieś tyłek z kanapy i zamów sobie jakieś ekskluzywne żarcie z dostawą do domu. – Kaśka celuje we mnie palcem i uśmiecha się. Odwzajemniam uśmiech. – A ja idę sprawdzić, dlaczego moje dzieci są takie grzeczne. To jest podejrzane.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Maja

Pół roku później

THERE’S A BRAND NEW DAY ON THE HORIZON

Serce zaraz wyskoczy mi z piersi. Nie pamiętam, kiedy ostatnio czułam takie podekscytowanie. Trudno mi wydusić z siebie jakiekolwiek słowa, a moje ciało przeszywają dreszcze. Oddycham ciężko, bo emocje ściskają mnie za gardło. Ukradkiem wycieram łzę radości, ale też smutku, bo przecież mieliśmy to zrobić razem. Tak, wciąż nie mogę się pozbierać po rozstaniu z Krzyśkiem, mimo że minęło prawie sześć miesięcy. Dokładnie pięć miesięcy, tydzień i cztery dni. Zaczął się czerwiec, a moje serce nadal tęskni.

Postanawiam być silna, więc wyrzucam z myśli byłego faceta, który przestał mnie kochać, i wlepiam wzrok w zachwycający widok za oknem. Pewnie wyglądam właśnie jak pies, którego pani wzięła na przejażdżkę. Kręcę głową, raz patrząc w prawo, raz w lewo, a momentami wręcz oglądam się za siebie, chcąc ponownie zerknąć na coś, co właśnie minęłyśmy. Powoli zapada zmierzch, więc wkrótce rozbłysną światła.

– Nie sądziłam, że tył mojego samochodu jest taki ciekawy – mówi wesoło Heather i chichocze chyba po raz setny od momentu, gdy uścisnęła mnie serdecznie na lotnisku.

– Wybacz mi przedstawienie, jestem tu pierwszy raz – tłumaczę.

– Spokojnie, tylko się nabijam. Sama prawie eksplodowałam z podniecenia, kiedy byłam na twoim miejscu – odpowiada ze śmiechem.

– To niesamowite. Jestem w Nowym Jorku. Mieście moich marzeń. Wszystko jest takie… wielkie!

– Poczekaj, aż zobaczysz penisa Prestona. – Kiwa głową z uznaniem. – To dopiero bydlak.

– Ale… o czym ty mówisz? – dukam, robiąc wielkie oczy.

– Preston. Nasz szef.

– Wiem, ale dlaczego miałabym oglądać jego penisa? – pytam i robi mi się gorąco. Od razu staje mi przed oczami scena z Pięćdziesięciu twarzy Greya, kiedy był podpisywany pewien nietypowy kontrakt. Teraz widzę przy tym stole siebie i Prestona, jak wręcza mi aneks do umowy, a potem pokazuje swój czerwony pokój. Nerwowo przełykam ślinę. – Nie rozumiem, czemu wspominasz o jego… sprzęcie.

– Nie sposób go nie zauważyć. – Heather przewraca oczami i lekceważąco macha dłonią. – Czasem mam wrażenie, że wyskoczy na mnie z jego rozporka. Jak Preston siada, to musi poprawiać gacie, bo potrafią wszystko… hmm… wyeksponować. Rozumiesz, o co mi chodzi, bo na pewno widziałaś kiedyś materiał wżynający się w klejnoty. Najlepiej to widać, jak zyskujemy nowego kontrahenta i Preston jest, no wiesz, pobudzony. Fiut mu puchnie i już wtedy nie ma szans, żeby go nie zauważyć przez materiał spodni. Jakby tam sobie wsadził tę waszą… jak jej tam… kaszankę!

Wybucham śmiechem, a scena z aneksem do umowy znika na dobre. Heather jest nieziemska. Podobno w firmie każdy albo ją uwielbia, albo się jej boi. Jest najlepszą graficzką, czym mi imponuje, bo w Polsce to chyba wciąż zawód zdominowany przez mężczyzn. Zdążyłam zapoznać się z jej bezpośrednim sposobem bycia i brakiem cenzury, jeśli chodzi o język. Chwilę zajęło mi zrozumienie jej akcentu, ale już wszystko gra. Poznałyśmy się online podczas omawiania szczegółów mojego przyjazdu. Sama się zgłosiła do roli mojej opiekunki w firmie oraz przewodniczki po mieście, a nawet – jak się z czasem okazało – współlokatorki.

Heather przyleciała do Nowego Jorku kilka lat temu, kiedy brytyjski oddział awansował ją i wysłał do USA na roczne szkolenie. Zadomowiła się, sporo nauczyła, odniosła kilka sukcesów i oznajmiła, że nie wraca, więc szefostwo zrobiło wszystko, aby zatrzymać ją na jej obecnej posadzie, bo bali się, że po przymusowym powrocie do Anglii Heather po prostu się zwolni. Bardzo możliwe, że znaczącą rolę odegrał też fakt, iż ta niepozorna osóbka wzbudza w niektórych strach.

Pytam ją o kaszankę, więc opowiada o jednym ze swoich romansów sprzed lat. Podobno dawno temu spędziła urlop w Polsce, bo spotykała się z jakimś Polakiem, którego poznała w Londynie. Dzisiaj nie pamięta nawet imienia tego faceta, ale kaszanka zapadła jej w pamięć. Nie umie wyjaśnić, dlaczego przyszła jej na myśl przy opowieści o penisie Prestona ani dlaczego w ogóle pomyślała o genitaliach przełożonego. Śmieję się, słuchając jej historii. Energia Heather mnie napędza. Czuję, że się dogadamy. Cieszę się też, że mam współlokatorkę, bo nie zostanę sama w czterech ścianach.

– Czy w firmie powinnam uważać na kogoś, kto nie jest zadowolony z Polki na pokładzie? – zagajam.

– Nie żartuj. Wszyscy cieszymy się, że przyjechałaś. Wygrałam walkę o możliwość odebrania cię z lotniska. Masz szczęście, że nie zrobił tego Doug, bo pewnie właśnie wymieniałby ci imiona swoich rybek, których ma… ja pierdolę… chyba z milion. Gdyby to akwarium pękło, to pewnie zalałoby mu mieszkanie alboby się biedak utopił.

– Cieszę się, że po mnie przyjechałaś – zapewniam, a ona na moment odrywa spojrzenie od drogi i obdarowuje mnie szerokim uśmiechem. – Jak bardzo międzynarodowy jest zespół? W firmie jest jakiś nowojorczyk?

– Powiem ci, jak ja to czuję. – Bierze głęboki wdech. – Nowy Jork to stan umysłu. Możesz zostać mieszkanką tego miasta i czuć się w nim jak w domu, jeśli tylko tego chcesz. Trochę podróżowałam po Stanach i nie spotkałam równie niepowtarzalnego miejsca. Pokochałam to miasto, jak tylko wysiadłam z samolotu siedem lat temu. W firmie wszyscy nazywamy siebie nowojorczykami.

Patrzę na przesuwające się za szybą wieżowce i mam przeczucie, że wszystko, co powiedziała Heather, przytrafi się też mnie. Moje serce już bije niespokojnie, jak przed spotkaniem z przeznaczeniem, a jeszcze nawet nie dojechałyśmy tam, gdzie mam zamieszkać. Uśmiecham się do siebie i czuję, że zaczyna się nowy etap. Wraz z tym dniem obudziłam się nowa ja. Wprawdzie muszę jeszcze trochę popracować nad złamanym sercem, ale czuję, że dam radę. To pierwszy dzień mojego nowego życia. Mimo że nie ma w nim Krzyśka, postaram się zrobić wszystko, aby być szczęśliwa.

– Cholera, niepotrzebnie wspomniałam o tej kaszance – wyznaje nagle Heather. – Teraz muszę podjechać do Kiszki, żeby sobie kupić.

– Do Kiszki? – Unoszę brwi na dźwięk rodzimego słowa.

– Polskie mięso dobrze wchodzi – rzuca i puszcza do mnie oko. – Jakbyś tęskniła za domem, to zapachy u Kiszki pewnie pomogą. Kaszanka jest świetna. Jutro kupimy.

Śmieję się i wracam do obserwowania okolicy. Heather opowiada mi o zakupach, które ma zamiar zrobić w polskim sklepie mięsnym, o pozostałych planach na sobotę, a także o kilku osobach z firmy, z którymi będę pracować. Podobno najfajniejsza jest Beth. Wspomina o mieszkaniu, które wynajmuje od dwóch miesięcy, kiedy to dostała podwyżkę i współlokatorkę, więc przeniosła się do droższego apartamentu. Gdy wreszcie docieramy do celu i wysiadam z jej samochodu, Heather znowu chichocze, bo moja mina musi przypominać wyraz twarzy pięciolatka w bożonarodzeniowy poranek.

– Jestem w Nowym Jorku – powtarzam sobie cicho, rozglądając się po jednej z otulonych nocą ulic Manhattanu, a moje pogruchotane serce z każdą sekundą ma się coraz lepiej.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

ROZDZIAŁ DRUGI

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ TRZECI

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ CZWARTY

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ PIĄTY

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ ÓSMY

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ CZTERNASTY

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ SZESNASTY

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ OSIEMNASTY

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DRUGI

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIĄTY

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SZÓSTY

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SIÓDMY

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY ÓSMY

Dostępne w wersji pełnej

EPILOG

Dostępne w wersji pełnej

OD AUTORKI

Dostępne w wersji pełnej

Droga Czytelniczko,

serdecznie zapraszamy Cię do polubienia naszego profilu WydawnictwoAMARE. Dzięki temu jako pierwsza dowiesz się o naszych nowościach wydawniczych, zyskasz możliwość przeczytania i posłuchania fragmenty powieści, będziesz miała okazję wziąć udział w konkursach i promocjach.

Przyłącz się i buduj z nami społeczność, która uwielbia literaturę pełną emocji!

American dream

ISBN: 978-83-8313-420-8

© Katarzyna Bester i Wydawnictwo Amare 2023

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody Wydawnictwa Amare.

REDAKCJA: Magdalena Wołoszyn-Cępa

KOREKTA: Magdalena Brzezowska-Borcz

OKŁADKA: Izabela Surdykowska-Jurek

Wydawnictwo Amare należy do grupy wydawniczej Zaczytani.

Grupa Zaczytani sp. z o.o.

ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia

tel.: 58 716 78 59, e-mail: [email protected]

http://wydawnictwo-amare.pl

Publikacja dostępna jest na stronie zaczytani.pl.

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Błaszczyk