Opis

Wenecja, miasto na wodzie, jednych zachwyca, dla innych jest rozczarowaniem. Na pierwszy rzut oka kolorowe i gwarne, ale gdy nocą zasnuje je mgła znad lagun, wydaje się mroczne i tajemnicze. Skrywa liczne sekrety – jak każdy z nas. Szklane serce z Wenecji. Helena przyjeżdża do Wenecji, by dopełnić formalności spadkowych - niedawno odziedziczyła fabrykę szkła na wyspie Murano. Przypadkiem dowiaduje się, że ambitny Salvatore, właściciel konkurencyjnej fabryki, planuje podstępem przejąć jej majątek. Postanawia rzucić mu wyzwanie i dać nauczkę. Karnawał w Wenecji. Nad Wenecją szaleje burza. Pietro, obserwując nawałnicę przez okno, zauważa przemoczoną kobietę. Natychmiast zaprasza ją do domu. Kiedy poznaje dramatyczną historię Ruth, jest tak przejęty, że bez namysłu proponuje pomoc. Ta decyzja zmieni jego spokojne życie w emocjonującą przygodę. Premiera w Wenecji. Lorenzo, znany reżyser filmowy, poznaje na przyjęciu piękną Sarah. Okazuje się, że to właśnie ona ma prawa do powieści, którą od dawna chciał przenieść na ekran. Wielokrotnie pisał w tej sprawie do Sarah, ale zawsze odmawiała. Teraz nadarza się okazja, by namówić ją do zmiany zdania. To przyjemna misja, bo Sarah coraz bardziej mu się podoba.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 462

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Lucy Gordon, India Grey

Spacer po Wenecji

Tłumaczenie Małgorzata Winkler Katarzyna Ciążyńska

Lucy Gordon

SZKLANE SERCE Z WENECJI

Tłumaczenie: Małgorzata Winkler

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Zostanie ukarana za to, co zrobiła. Dopilnuję tego, choćby mi to zajęło resztę życia!

Salvatore Veretti ostatni raz spojrzał z niechęcią na fotografię, którą trzymał w ręku. Odepchnął krzesło od biurka i stanął przy oknie wychodzącym na wenecką lagunę. Poranne słońce lśniło i rozświetlało głęboki błękit nieba. Połyskiwało na łagodnych falach kłębiących się przy burtach łodzi.

Salvatore stawał w oknie każdego ranka, rozkoszując się pięknem Wenecji i zbierając siły. Ta jedna chwila pełna uroku i spokoju dawała mu energię do działania. Piękno… Ta myśl skierowała jego uwagę na fotografię. Przedstawiała kobietę – fizycznie doskonałą. Była wysoka, smukła, proporcjonalnie zbudowana. To ciało było wprost stworzone do podziwiania. Salvatore potrafił to ocenić, miał w życiu wiele kobiet. Z uwagą wpatrywał się w zdjęcie, zanim znów poczuł palącą nienawiść. Właśnie tego oczekiwałem, pomyślał z kamienną twarzą. Kobieta na zdjęciu miała na sobie tylko skąpe czarne bikini. Kalkulacja. Wszystko zaplanowane. Każdy ruch wyreżyserowany. Wszystko po to, by wzbudzić pożądanie i w ten sposób wyciągać pieniądze od ofiary. A teraz ona już ma pieniądze, które chciała zdobyć. Albo myśli, że je ma. Jednak Salvatore też potrafił kalkulować. Ona wkrótce się o tym przekona. Jej metody będą bezużyteczne. Ciekawe, co ona wtedy zrobi?

Nagle zadzwonił interkom. Usłyszał głos sekretarki:

– Przyszedł pan Raffano.

– Niech wejdzie.

Raffano był jego doradcą finansowym i starym przyjacielem, który wyciągnął rodzinę z kłopotów. Salvatore wezwał go do swego biura w palazzo Veretti, żeby omówić pilne sprawy biznesowe.

– Usiądź. Mam kilka informacji – powiedział, odsuwając się od okna, i wskazał przybyłemu fotel.

Raffano miał szlachetne rysy i siwe włosy. W młodości był bardzo przystojny, jednak ostatnie lata go zmieniły.

– Czy one dotyczą śmierci twojego kuzyna? – zapytał.

– Antonio był kuzynem ojca, nie moim – zaznaczył Salvatore. – Zawsze był lekkoduchem. Popełniał głupstwa i nigdy nie przejmował się konsekwencjami.

– Mówiono o nim, że lubił sprawiać sobie przyjemności. I że to go czyniło prawdziwym wenecjaninem – mruknął Raffano.

– To oczernianie wszystkich wenecjan. Nie ma zbyt wielu takich, którzy z podobną lekkomyślnością lekceważyliby wszystko oprócz własnych zachcianek.

– Muszę przyznać, że rzeczywiście mógłby bardziej odpowiedzialnie prowadzić fabrykę szkła.

– A zamiast tego zrzucił cały biznes na menedżera, a sam wyjechał i dobrze się bawił – dodał Salvatore z ironią.

– To była najtrafniejsza decyzja. Emilio jest bardzo bystry. Antonio nigdy nie poradziłby sobie tak dobrze, gdyby samodzielnie zarządzał firmą. Ale pamiętajmy mu tylko dobre rzeczy. Był powszechnie lubiany. Wielu będzie go brakować. Czy ciało zostanie sprowadzone do domu na pogrzeb? – spytał Raffano.

– Nie, pogrzeb już się odbył w Miami, tam gdzie mieszkał przez ostatnie dwa lata – odparł Salvatore. – Ale jest wdowa. Wkrótce przyjeżdża do Wenecji.

– Wdowa? – Raffano był zaskoczony. – Zaraz… To on był…?

– Z tego wynika, że był żonaty. Tak jak wcześniej już się zdarzało, lubił kupować sobie towarzystwo. Jestem pewien, że dobrze jej płacił, ale akurat ta chciała więcej. Chciała ślubu, a teraz może odziedziczyć jego majątek.

– Bardzo surowo oceniasz ludzi, Salvatore. Zawsze tak było.

– I mam rację.

– Nic nie wiesz o tej kobiecie.

– Wiem. – Popchnął zdjęcie po blacie biurka.

Raffano obejrzał fotografię i zagwizdał.

– To ona? Jesteś pewien? Nie można zobaczyć twarzy.

– Niestety, kapelusz zasłania twarz, ale co z tego? Spójrz na jej ciało.

– Może rozpalić mężczyznę. – Raffano pokiwał głową. – Skąd masz to zdjęcie?

– Wspólny znajomy spotkał ich przypadkiem parę lat temu. Chyba wtedy Antonio znał ją od niedawna. Znajomy zrobił zdjęcie i przysłał mi z podpisem: „Najnowsza ślicznotka Antonia”.

– Byli na plaży…

– Idealne otoczenie dla niej – wycedził Salvatore. – W jakim innym miejscu mogłaby tak wyeksponować swoje atuty? Potem zabrała go do Miami i nakłoniła do małżeństwa.

– Kiedy był ten ślub?

– Nie mam pojęcia. Nikt tutaj o niczym nie wiedział, co zapewne było jej sprawką. Musiała przypuszczać, że gdy rodzina dowie się o planowanym małżeństwie Antonia, zrobi wszystko, by to udaremnić.

– Ciekawe jak – wtrącił Raffano. – Antonio miał sześćdziesiąt kilka lat. Nie był nastolatkiem, który słucha twoich poleceń.

– Powstrzymałbym go, na pewno. Są różne sposoby.

– Legalne? Cywilizowane? – Raffano spojrzał na niego z ciekawością.

– Skuteczne – odparł Salvatore z grymasem. – Możesz mi wierzyć.

– Zawsze działałeś bez skrupułów.

– Dobrze mnie znasz! W każdym razie ten ślub się odbył. To musiało być w ostatniej chwili. Zobaczyła, że Antonio wkrótce kopnie w kalendarz, i chciała zapewnić sobie spadek.

– Jesteś pewien, że byli małżeństwem?

– Tak, usłyszałem to od jej prawników. Signora Helena Veretti – tak siebie nazywa – przyjeżdża do Wenecji, by dostać to, co uważa za swoje.

Zimna ironia w jego głosie zdziwiła Raffana.

– Rozumiem, że nie czujesz się z tym komfortowo – skomentował. – Prowadzenie fabryki nigdy nie powinno być powierzone Antoniowi. To było oczywiste, że twój ojciec…

– Mój ojciec spłacał wtedy długi. Ciotka uznała, że będzie lepszym rozwiązaniem, jeśli fabrykę dostanie Antonio. W porządku. Byli przecież rodziną. Ale ta kobieta to nie rodzina. Nie dopuszczę, żeby własność Verettich przeszła w jej chciwe łapy.

– Obalenie testamentu nie jest łatwe, zwłaszcza gdy była jego prawowitą żoną, chociaż z krótkim stażem.

Na twarzy Salvatore pojawił się przebiegły uśmiech.

– Sam wspomniałeś, że działam bez skrupułów.

– W twoich ustach zabrzmiało to tak, jakby takie zachowanie było zaletą.

– I bywa.

– Bądź ostrożny, Salvatore. Wiem, że od najwcześniejszych lat musiałeś być bezwzględny, żeby ocalić rodzinę od katastrofy, ale czasem mam wrażenie, że posuwasz się za daleko. Pomyśl o tym dla własnego dobra.

– Dla mojego dobra? A co to ma wspólnego ze mną?

– Zamieniasz się w tyrana. Człowieka, który budzi lęk, nigdy miłość. W kogoś, kto będzie zawsze żył samotnie. Nie mówiłbym tego, gdybym nie był twoim przyjacielem.

Twarz Salvatore złagodniała.

– Wiem o tym. Nigdy nie miałem lepszego przyjaciela. Ale nie przejmuj się. Jestem dobrze chroniony. Nic nie może mnie dotknąć.

– Wiem. I to mnie najbardziej martwi.

Wszystko gotowe. Pogrzeb się odbył. Dokumenty zostały przygotowane, a rzeczy z hotelu przewiezione na lotnisko w Miami.

Przed wyjazdem Helena pojechała na cmentarz, by złożyć wiązankę na grobie męża.

– Do widzenia – powiedziała, układając kwiaty. – Wkrótce wrócę, ale jeszcze nie wiem kiedy. To zależy od tego, co zastanę w Wenecji.

Usłyszała kroki na ścieżce i odwróciła się. W pobliżu przechodziła grupka ludzi. Zwolnili i patrzyli na nią. Uśmiechnęła się lekko.

– Zawsze to samo – szepnęła. – Pamiętasz, jak się śmialiśmy, gdy się tak gapili?

Jej uroda przyciągała wzrok. Tak było od pierwszego dnia jej pracy modelki aż do dziś, gdy zakończyła karierę. Była wysoka, smukła, miała zgrabną figurę i długie włosy w kolorze miodu. Jej twarz była szczególnie piękna: duże oczy i pełne wargi przykuwały uwagę. Zwłaszcza usta. Jej uśmiech był wprost olśniewający. Helena nigdy nie traktowała swego wyglądu zbyt poważnie, co jeszcze dodawało jej uroku. Fotograficy prosili o sesje z nią. Nazywano ją w branży Heleną trojańską, co bardzo ją śmieszyło.

Antonio cieszył się każdą chwilą w jej towarzystwie.

– Oni na nas patrzą i myślą: „Ale szczęściarz! Zdobył serce tej pięknej kobiety!” – mówił rozbawiony. – Wyobrażają sobie, jak cudowny czas spędzamy w łóżku. Zazdroszczą mi.

Wtedy wzdychał, bo ten „cudowny czas” dla niego też był iluzją. Chorował na serce i w czasie dwóch lat małżeństwa nigdy się nie kochali. Za to Antonio miał wiele uciechy, widząc spojrzenia ludzi i wyobrażając sobie ich domysły.

– Tęsknię za tobą – powiedziała Helena nad jego grobem. – Byłeś dla mnie taki dobry. Pierwszy raz w życiu czułam się kochana. Byłam bezpieczna. A teraz znowu jestem sama… – Łzy wolno spływały po jej twarzy. Kapały na marmurową płytę. – Dlaczego umarłeś tak nagle? Wszyscy musimy kiedyś umrzeć, ale robiliśmy wszystko, żeby wydłużyć twoje życie. I częściowo się udało. Zyskałeś kilka miesięcy, wszystko wyglądało dobrze, aż nagle…

Ciągle miała tę scenę przed oczami. Antonio się śmieje. Nagle znieruchomiał, twarz mu się ściągnęła, upadł. Atak serca. Koniec.

– Do widzenia – szepnęła teraz. – Zawsze będziesz w moich myślach.

Byli ze sobą tak blisko, że nadal czuła jego obecność, podczas jazdy taksówką na lotnisko i w samolocie, w czasie długiego, nocnego lotu nad bezkresnym oceanem.

Porzuciła zawód modelki u szczytu kariery. Była już tym zmęczona i myślała o zmianie pracy. Zgromadziła sporo pieniędzy i chciała je gdzieś zainwestować. Myślała, że działalność na rynku biznesowym jest łatwa. Jednak wkrótce zorientowała się, że to nie takie proste. Cudem uniknęła fatalnego błędu. Znajomy zachęcał ją, by zainwestowała w pewną upadającą firmę. Jednak zanim podpisała czeki, Antonio opowiedział jej o człowieku, który został oszukany w podobny sposób. Tak się poznali. Dzięki niemu uniknęła poważnych kłopotów. Uratował ją.

Zostali bliskimi przyjaciółmi. On wiedział, że jego życie się kończy. Kiedy poprosił ją, by została jego żoną, zgodziła się bez wahania. Dzięki niemu nie była samotna. Ich ceremonia ślubna była skromna i kameralna. Żyli razem szczęśliwie do chwili, w której Antonio zmarł na jej rękach.

Szczerze mówił o przyszłości, o tym, w jaki sposób zabezpieczy ją finansowo. W jej opinii – niepotrzebnie. Wiedziała, że Antonio jest właścicielem fabryki szkła na weneckiej wyspie Murano.

– Kiedy umrę, fabryka Larezzo będzie twoja – powiedział kiedyś. – Pojedziesz do Wenecji, by ją przejąć.

– Co ja zrobię z fabryką szkła? – protestowała.

– Sprzedasz. Mój krewny, Salvatore, da ci dobrą cenę.

– Skąd wiesz?

– Bo on bardzo chce mieć tę fabrykę.

– Chyba wspominałeś, że on już ma jedną?

– Tak, Perroni. Jego fabryka i moja to dwie najlepsze w Wenecji. Kiedy on zdobędzie Larezzo, stanie się potentatem w tej branży. Nikt nie będzie w stanie z nim konkurować, a on to uwielbia. Możesz zażądać najwyższej ceny. Trzeba będzie spłacić kredyt, ale i tak zostanie dość pieniędzy, żebyś była zabezpieczona finansowo. Nie odmawiaj, cara. Niech mam tę satysfakcję, że zapewniłem ci szczęśliwe życie, tak jak ty zapewniłaś je mnie.

– Ale ja nie potrzebuję pieniędzy – oponowała. – Mam ich sporo. Dzięki twojej interwencji.

– Więc pozwól mi zrobić jeszcze więcej. Niech to będzie podziękowanie za twoją troskliwość.

Nawzajem się o siebie troszczyliśmy, pomyślała teraz. Pokazał mi, że nie wszyscy mężczyźni są chciwi i zachłanni.

Podróż trwała długo. Helena najpierw leciała do Paryża i trzy godziny czekała na połączenie do Wenecji. Wreszcie tam przybyła; na lotnisku czekał na nią przedstawiciel hotelu. Z ulgą powierzyła mu wszystkie sprawy.

Była tak zmęczona, że niemal nie zwróciła uwagi na lagunę, którą przepływali łodzią motorową, by przez Canal Grande dotrzeć do hotelu Illyria. W pokoju położyła się i od razu zapadła w mocny sen. Przyśnił jej się Antonio. Pogodny i wesoły, tak jak zwykle, mimo śmiertelnej choroby. Radość z każdej bieżącej chwili – to był jego sposób na ignorowanie przyszłości.

Dobrze się czuł w ciepłym klimacie, więc zamieszkali w Miami. Spędzali razem długie, leniwe dni. Aby sprawić mu przyjemność, nauczyła się nie tylko włoskiego, ale i dialektu weneckiego; zrobiła to, bo założył się z nią, że jej się to nie uda.

Nabrał ją. Myślała, że to będzie łatwe. Wyobrażała sobie, że chodzi o niewielkie zmiany w wymowie niektórych słów. Okazało się, że to całkowicie inne języki.

Antonio bardzo cieszył się z dowcipu. Śmiał się tak, że dostał ataku kaszlu i musiał użyć inhalatora.

– Założę się, że nie dasz rady – wysapał.

W tej sytuacji musiała spróbować. Zaskoczyła i jego, i siebie. Była jednakowo dobra w obu językach.

Antonio pokazał jej zdjęcia członków rodziny, zwłaszcza Salvatore. To daleki krewny, zaznaczył, akcentując słowo „daleki”. Cenił go, ale na odległość. Raczej wolał go unikać. Nie zaprosił go na ich ślub, nawet go o nim nie powiadomił.

– To twardy facet – powiedział. – Zawsze byłem czarną owcą w tej rodzinie, a on najbardziej mnie potępiał.

– Ale ty jesteś od niego ponad dwadzieścia lat starszy. To ty możesz go nie akceptować.

– Chciałbym! Ale to ja wolałem zostawić fabrykę zarządcy, a samemu cieszyć się życiem.

– A Salvatore nie potrafi cieszyć się życiem?

– No cóż… To zależy, co przez to rozumieć. Od kiedy dorósł, mógł mieć każdą kobietę, jaką chciał, ale szybko się nimi nudził. Jest purytaninem, to dziwaczne w Wenecji. Dla nas ważny jest dzień dzisiejszy, jutro niech się martwi samo o siebie. Salvatore myśli inaczej. Może ma to jakiś związek z jego ojcem, moim kuzynem. Giorgio był człowiekiem, który wiedział, jak się zabawić. Może trochę przesadzał z kobietami. Na pewno tak myślała jego biedna żona. Salvatore także ma szalone powodzenie, ale działa bardziej dyskretnie, i żadna kobieta jeszcze nie wkroczyła poważnie w jego życie. Każdy się go boi. Nawet ja. Wenecja nie jest dużym miastem, była za ciasna dla nas dwóch. Wyjechałem i podróżowałem po świecie. Przebywałem w Anglii, poznałem ciebie, jestem szczęśliwy.

Fotografia przedstawiała przystojnego mężczyznę, trochę srogiego, o poważnym wyrazie twarzy. Otaczała go aura tajemniczości, która czyniła go jeszcze bardziej atrakcyjnym.

– Wszyscy sądzili, że znajdzie się ktoś, kto go zmiękczy, ale nikt taki się nie pojawił. Miałem zamiar zabrać cię do Wenecji, żebyś go poznała, ale nie starczyło mi odwagi. – Jego oczy zabłysły iskierkami humoru. – Jesteś tak piękna, że od razu zacząłby cię czarować.

– Straciłby tylko czas – odparła Helena ze śmiechem. – Jedźmy tam na wycieczkę. Chciałabym zobaczyć Wenecję.

Teraz wreszcie zwiedzi Wenecję, ale nie odbędzie się to tak, jak sobie życzyła.

– Powinniśmy tu przyjechać razem – powiedziała do Antonia i w tym momencie się obudziła.

W pierwszej chwili nie wiedziała, gdzie się znajduje. Potem popatrzyła na wysoki sufit udekorowany aniołkami, i na egzotyczne meble, które mogły pochodzić z osiemnastego wieku. Wyszła z łóżka, włożyła szlafrok i podeszła do okna. Gdy je otworzyła, zalało ją migocące światło.

To było jak zanurzenie się we wszechświecie, magicznym i lśniącym. Na wodzie przy budynku pływało mnóstwo łodzi. Wzdłuż kanału tłoczyli się ludzie. Wszędzie panował ruch i gwar.

Prysznic pozbawił ją resztek snu. Była gotowa, by wyjść i odkrywać miasto. Wzięła ze sobą ubrania eleganckie, ale funkcjonalne, zwłaszcza wygodne buty.

– Kamienie w Wenecji są najtwardsze na świecie – ostrzegał Antonio. – Jeśli zamierzasz spacerować, a musisz chodzić, bo tam nie ma samochodów, nie wkładaj butów na obcasach.

Helena wybrała teraz sandały na płaskiej podeszwie, które pasowały do bordowych spodni i białej bluzki. Rozpuściła włosy. Krytycznie przyjrzała się sobie w lustrze. Skromnie, bez ozdób, nic nie przykuwa uwagi. Bardzo dobrze.

Zeszła do hotelowej restauracji. Gdy najadła się do syta, wzięła z recepcji broszury z opisem miasta. Poważne sprawy mogą poczekać, na razie czas na zabawę.

Młody recepcjonista zapytał grzecznie, czy przyjechała do Wenecji z jakiegoś powodu.

– Jestem zainteresowana szkłem weneckim – odparła. – A tu znajduje się kilka fabryk.

– Tak, na wyspie Murano, po drugiej stronie kanału. Szkło z Murano jest najsłynniejsze na świecie.

– Tak słyszałam. Jedna z fabryk nazywa się Larezzo, chyba najlepsza.

– Niektórzy tak mówią, inni twierdzą, że najlepsza jest Perroni. Jakość ich wyrobów jest porównywalna. Jeśli interesuje się pani wyrobami ze szkła, dzisiaj będzie organizowana wycieczka do Larezzo.

– Dziękuję, chętnie się wybiorę.

Godzinę później duża łódź motorowa przycumowała na hotelowej przystani i Helena wsiadła na jej pokład razem z pięcioma osobami. Dziesięciu turystów już tam było. Przewodnik ogłosił, że to ostatni przystanek i że ruszają prosto na Murano.

– Kiedyś fabryki były w mieście – przypomniały jej się opowieści Antonia. – Ale patrycjusze bali się o swoje rozkwitające majątki. Obawiali się pożaru, który może zniszczyć całą Wenecję. W trzynastym wieku wytwórcy szkła zostali zesłani na Murano. Do tej pory fabryki działają na wyspie, łącząc sztukę z wyrafinowanymi technikami produkcji. Piękno szklanych wyrobów jest unikalne.

Helena stała na dziobie łodzi, wiatr rozwiewał jej włosy. Była bardzo ciekawa, co zobaczy na Murano. To było dobre posunięcie biznesowe, by zwiedzić firmę incognito, zanim stanie oko w oko z Salvatore. Jednak musiała uczciwie przyznać, że kierowała nią tylko ciekawość i radość z wycieczki.

Po piętnastu minutach byli na wyspie. Przewodnik wskazał fabrykę.

Helena nigdy nie była w podobnym miejscu. Wystawa szklanych naczyń wykonanych ręcznie wydawała się interesująca, ale nie dawała odpowiedzi, jak uzyskać tak fascynujące efekty.

Szła na końcu grupy, potem oddzieliła się od niej, żeby spokojnie obejrzeć poszczególne eksponaty. Ta zabawa ją wciągnęła. To było niczym mikrokosmos, w którym wyobraźnia łączy się z wiedzą i talentem.

W pewnej chwili zorientowała się, że powinna dołączyć do grupy. Turyści stali u podnóża schodów. Aby do nich dojść, musiała minąć na wpół otwarte drzwi. Zerknęła do środka. Jakiś człowiek rozmawiał przez telefon podniesionym głosem. Helena minęła drzwi niezauważona. Gdy zaczęła wchodzić po schodach za grupą, usłyszała, jak mężczyzna ze złością wymawia jej nazwisko. Znieruchomiała w pół kroku.

– Signora Helena Veretti, tak, musimy do niej zadzwonić, chociaż nie mam na to żadnej ochoty.

Zeszła po schodach, by móc ostrożnie zajrzeć do pokoju. Mężczyzna stał tyłem do drzwi, ale nagle się odwrócił. Przez chwilę widziała jego twarz, zanim gwałtownie się cofnęła.

Salvatore Veretti… Helena jednak nie była tego pewna. Widziała przecież tylko jego stare zdjęcie. Ale wątpliwości się rozwiały, gdy usłyszała:

– Nie wiem, dlaczego się jeszcze nie zjawiła. Przyjechałem do Larezzo, żeby się dowiedzieć.

Helena była bardzo zadowolona, że opanowała dialekt wenecki. Wprawdzie nie rozumiała wszystkich słów, ale ton wypowiedzi był oczywisty.

– Nie pytaj mnie, co się stało z tą kobietą. To nie ma znaczenia, poza tym, że nie znoszę być w zawieszeniu i czekać…

Naprawdę? – pomyślała Helena z rozbawieniem.

– Jeśli przyjedzie, jestem przygotowany na spotkanie. Wiem, czego się spodziewać. Ona chce dostać pieniądze Antonia, po to za niego wyszła tuż przed jego śmiercią. Udało jej się zrobić z niego głupca, ale ze mną nie pójdzie jej tak łatwo. Jeśli ona myśli, że przejmie fabrykę, grubo się myli. A jeśli sądzi, że nie znam kobiet tego pokroju, myli się jeszcze bardziej.

Przez chwilę panowała cisza. Widocznie rozmówcy udało się wtrącić kilka słów w ten monolog. Wkrótce usłyszała:

– To żaden problem. Ona nie wie, ile Larezzo jest warte, i przyjmie to, co jej zaoferuję. Jeśli będzie na tyle głupia, by odmówić i trwać w uporze, wiem, jak postawić ją pod ścianą. Wykupię wszystko za bezcen. Tak. To brudna walka. I co z tego? Tak się osiąga cele. A ja jestem bardzo zdeterminowany. Zadzwonię do ciebie później.

Helena umknęła czym prędzej, doganiając grupę. Czuła rosnący gniew.

Przygotowała się na normalną transakcję, ale ten człowiek nie wydaje się normalny. Gbur i podstępny prymityw! Jego zachowanie było nie do przyjęcia.

„Kobiety tego pokroju…”. Pokażę ci, jakiego jestem pokroju! Nie będę tolerować takiej arogancji, to pewne. Chcesz się bawić w wojnę? Dobrze, lubię walczyć!

ROZDZIAŁ DRUGI

Helena dyskretnie dołączyła do grupy. Zorientowała się, że nikt nie zauważył jej nieobecności. Przewodnik Rico właśnie oznajmiał, że wycieczka dobiegła końca.

– Ale zanim państwo wyjdą, zapraszamy na poczęstunek. Tędy, proszę.

Zaprowadził ich do pomieszczenia, gdzie stał długi stół, a na nim znajdowały się ciastka na tacach, butelki wina i wody mineralnej. Przewodnik właśnie podawał Helenie kieliszek wina, gdy do pokoju ktoś wszedł.

– Przepraszam, że przeszkadzam, Rico, ale szukam Emilia. Wiesz, gdzie on jest? – zapytał przybyły w dialekcie weneckim.

Helena domyśliła się, że chodzi o wieloletniego zarządcę fabryki, Emilia Ganziego.

– Gdzieś wyszedł – powiedział Rico. – Na pewno zaraz wróci.

– Dobrze. Zaczekam.

To był on – mężczyzna z biura. Helena nie miała już żadnych wątpliwości, że to Salvatore. Stała z boku niezauważona i miała możliwość przyjrzeć się swemu wrogowi.

Antonio wspominał, że Salvatore to człowiek, który nie znosi sprzeciwu. Widać to w jego ruchach, czuć w powietrzu. Teraz rozumiała, co miał na myśli. Widziała to.

Salvatore był wysoki, miał ponad metr dziewięćdziesiąt. Jego włosy były czarne; ciemnobrązowe oczy zdawały się pochłaniać światło. Ciekawe, czy dużo trenuje w siłowni, zastanowiła się. Pod garniturem widoczne były silne mięśnie. Widocznie praca nad ciałem była dla niego równie ważna, jak intelekt.

Jego twarz zdradzała pewną dwoistość: z jednej strony zmysłowość, z drugiej całkowita kontrola i opanowanie. Robił tylko to, co przynosiło mu korzyści. Helena pamiętała wściekłość w jego głosie, kiedy rozmawiał przez telefon. Gdy porównała to z jego obecnym nienagannym zachowaniem, stwierdziła, że kontrola emocji była jego mocną stroną.

Mimo to zmysłowość, chociaż maskowana, ujawniała się w wygięciu ust i ruchu warg. Wszystko tworzyło harmonijną całość. Siła czekała w rezerwie, w każdej chwili gotowa się ujawnić.

Dołączył do wycieczkowiczów, a gdy się zorientował, że w większości są Anglikami, przeszedł gładko na ten język i pytał grzecznie, dlaczego chcieli zwiedzić fabrykę szkła, zwłaszcza tę w szczególności. Zachowywał się przyjaźnie, rozdawał ciepłe uśmiechy. Gdyby nie wcześniejsza obserwacja, Helena uznałaby, że jest czarujący.

Kiedy ją dostrzegł, na moment znieruchomiał. Tak działo się zawsze. To była ta chwila, gdy mężczyźni zauważali jej urodę, nie dowierzając temu, co widzą. Rozważała, jaki powinien być jej następny ruch.

Dlaczego się nie zabawić? – pomyślała złośliwie i posłała mu zachęcający uśmiech.

– Czy ma pani ochotę na kieliszek wina? – Już był obok.

– Tak, poproszę.

Nalał wina do dwóch kieliszków, jeden podał Helenie.

– Podobała się pani wycieczka? – zapytał grzecznie.

Starała się panować nad mimiką. On nie miał pojęcia, że stoi twarzą w twarz z osobą, którą chciał pokonać. Jako modelka często korzystała ze swoich talentów aktorskich. Postanowiła ponownie ich użyć. Przywołała na twarz wyraz naiwnego entuzjazmu.

– O tak, bardzo. Jestem zachwycona tym miejscem. To cudowne zobaczyć, jak powstają te wspaniałe rzeczy.

Posłała mu spojrzenie pełne zachwytu, żeby mógł w pełni ocenić piękno jej oczu. Były duże i ciemnoniebieskie, żaden mężczyzna nie pozostawał wobec nich obojętny.

Została nagrodzona lekkim półuśmiechem, co oznaczało, że podoba mu się to, co widzi, chociaż nie został oszołomiony; za to nie ma nic przeciwko temu, żeby spędzać czas w ten sposób, dopóki się nie znudzi.

Zuchwalec! – pomyślała. Ocenia mnie niczym potencjalną inwestycję. Szacuje, czy jestem warta czasu i zachodu.

Helena nie była zarozumiała ani przewrażliwiona na punkcie swej urody, którą doceniano wielokrotnie, ale teraz poczuła się urażona. Po tym, co podsłuchała wcześniej, postanowiła wypowiedzieć mu wojnę.

– Szkoda, że trasa wycieczki była taka krótka – westchnęła. – Nie zobaczyłam wszystkiego, co chciałam.

– Mogę pokazać pani więcej – zaproponował.

– Byłoby wspaniale.

Zazdrosne spojrzenia biegły za nią, gdy opuszczała pokój w towarzystwie najatrakcyjniejszego mężczyzny zaledwie po dwóch minutach znajomości.

– Mogłabym wiele zdziałać, gdybym miała takie nogi jak ona – usłyszała już na korytarzu komentarz jakiejś turystki.

Roześmiała się, on też się uśmiechnął.

Wycieczka okazała się fascynująca. Był świetnym przewodnikiem, miał dar opowiadania i wyjaśniania rzeczy w sposób prosty, ale dokładny.

– W jaki sposób otrzymywano rubinowe szkło? – zapytała.

– Używano roztworu złota jako substancji koloryzującej – wyjaśnił.

Następną niezwykłą rzeczą były trzy piece stojące w jednym rzędzie. W pierwszym znajdowało się roztopione płynne szkło, w którym zanurzało się dmuchawkę. Kiedy szkło było uformowane i lekko schłodzone, wsuwano je do następnego pieca przez otwór zwany Dziurą Chwały. Powtarzano to wiele razy, rozgrzewając szkło powyżej temperatury topienia. Kiedy idealny kształt został osiągnięty, naczynie wędrowało do trzeciego pieca, gdzie następowało powolne schładzanie.

– Nie jest zbyt gorąco? – zapytał Salvatore, obserwując ją.

Pokręciła głową. Naprawdę panował tu wściekły żar, ale Helena raczej pławiła się w jego blasku. Stała jak najbliżej czerwonobiałego strumienia światła płynącego z Dziury Chwały. Czuła, jak cała otwiera się na jego intensywne promieniowanie.

– Wracamy – zadecydował Salvatore i objął ją ramieniem.

Pozwoliła mu się prowadzić. Z powodu żaru krew pulsowała w jej żyłach i czuła się tajemniczo podekscytowana.

– Wszystko w porządku? – zapytał, zaglądając jej w oczy.

– Tak – mruknęła.

Lekko nią potrząsnął.

– Proszę się ocknąć.

– Nie chcę.

Pokiwał głową.

– Znam to uczucie. To hipnotyczne miejsce. Trzeba być ostrożnym.

Zaprowadził ją do pomieszczenia, gdzie pracownik dmuchał szkło przez długą rurkę, obracając ją powoli, by nie zepsuć kształtu naczynia. Obserwując go, Helena czuła, że powraca do rzeczywistości.

– To niesamowite, że ciągle robi się to w ten sam sposób – szepnęła. – Wydawałoby się, że łatwiej byłoby zastosować maszyny.

– To prawda – odparł. – Są maszyny, które mogą wykonać jakąś pracę, jeśli „jakaś praca” w ogóle cię zadowala. Jednak gdy chcesz otrzymać produkt doskonały, perfekcyjnie wykonany przez artystę, który wkłada w to serce i duszę, przyjeżdżaj na Murano.

Ton w głosie Salvatore sprawił, że spojrzała na niego. Do tej pory ich rozmowa przypominała dworski taniec. Teraz miała wrażenie, jakby orkiestra przestała grać.

– To miejsce jest jedyne w swoim rodzaju – dodał. – Na świecie niemal wszystko wykonują maszyny, a tu nadal istnieje enklawa, która się skutecznie przed nimi broni. – Roześmiał się. – Wenecjanie mają bzika na punkcie Wenecji. Dla przybyszy większość z tego, co mówimy, brzmi nonsensownie.

– Nie sądzę…

– Jest jeszcze coś, co może panią zainteresować – powiedział, jakby nie słyszał jej słów. – Chodźmy tędy.

Szła za nim, zaintrygowana nie tym, co zamierza jej pokazać, ale błyskiem w jego oczach, który zniknął tak szybko, jak się pojawił.

– Nie każdy przedmiot ze szkła jest wydmuchiwany – wyjaśniał, gdy weszli do kolejnego pomieszczenia. – Figurki i biżuteria też wymagają artyzmu, ale innego rodzaju.

Jedna rzecz przykuła jej uwagę – wisiorek ze szklanym serduszkiem. Szkło było ciemnoniebieskie, ale każdy ruch powodował, że zmieniało barwy od fiołkoworóżowego do zielonego. Trzymała w ręku wisiorek, myśląc o innym, podobnym, który spoczywał w jej szkatułce z biżuterią w hotelowym pokoju. Serduszko różniło się tylko kolorem. To był pierwszy podarunek Antonia.

– Dar mojego serca, dla ciebie – powiedział wtedy z nieśmiałym uśmiechem, który ją wzruszył.

Miała ten wisiorek na sobie podczas ślubu i gdy Antonio umierał.

– Podoba się pani? – przerwał jej wspomnienia Salvatore.

– Jest piękny.

Wziął go od niej.

– Proszę się odwrócić.

Posłuchała i poczuła, jak odgarnia na bok jej długie włosy i zapina łańcuszek na jej szyi. Jego palce lekko dotykały jej skóry. Wzięła głęboki oddech. Chciała uciec stąd jak najdalej. Chciała, by ją objął jak najmocniej. Sama już nie wiedziała, czego pragnie.

Salvatore cofnął ręce. Helena powoli wracała do rzeczywistości.

– Dobrze się prezentuje na pani – ocenił. – Proszę go zatrzymać.

– Ale wisiorek należy do firmy. Pan nie może mi go dać, jeśli… o, do licha, jest pan dyrektorem? – Położyła dłoń na ustach, udając konsternację. – Jest pan dyrektorem. Naprawdę nie wiedziałam… Zajmuję tylko czas…

– Nie, nie jestem dyrektorem.

– A może właścicielem?

Pytanie go zmieszało. Przez chwilę milczał, więc wykorzystała swoją szansę.

– To pana fabryka, prawda?

– Tak – odparł. – Wkrótce będzie moja, jeśli skończą się drobne formalności.

Helena patrzyła na niego zdumiona. Arogancja na dużą skalę!

– Drobne formalności? – powtórzyła. – Rozumiem. Kupuje ją pan i przejmuje za kilka dni. Wspaniale!

Skrzywił się.

– Nie tak szybko. Czasami trzeba ponegocjować.

– Chyba pan żartuje? Założę się, że jest pan jednym z tych… jak to mówią? …graczy. Zobaczy coś, zapragnie i jest pewien, że to zdobędzie. Niektórzy są naprawdę dobrzy w tej grze.

– Możliwe – przyznał. – Ale ja tak nie działam. – Uśmiechnął się.

Niesamowite, jak zmienia się jego twarz, pomyślała. Zadowolenie sprawia, że staje się urokliwy.

– A co z obecnym właścicielem? – drążyła. – Czy wie, że ma go pan w ręku? A może to będzie dla niego szokująca nowina, gdy wpadnie w zasadzkę?

W końcu się roześmiał.

– Nie jestem potworem, chociaż chyba pani tak myśli. Nie zastawiam żadnych pułapek, przysięgam. A właścicielem jest kobieta, która prawdopodobnie zna wiele sztuczek.

– Które wcześniej oczywiście pan rozpracuje.

– Do tej pory jeszcze nikt nie wyprowadził mnie w pole.

– Kiedyś zawsze jest pierwszy raz.

– Tak pani myśli?

Helena przekrzywiła głowę, jej spojrzenie było wyzywające.

– Znam takich jak pan – powiedziała. – Myśli pan, że da sobie radę ze wszystkim, bo nigdy nie dostał pan nauczki. Prowokuje pan ludzi i doprowadza do ostateczności, bo to dla pana ciekawe doświadczenie.

– Zawsze jestem otwarty na nowe doświadczenia. Chciałaby mnie pani sprowokować?

– Kiedyś na pewno… – odparła powoli. – Teraz to by wymagało za dużo zachodu.

Roześmiał się znowu. Jego śmiech przyjemnie wibrował.

– Odłożymy to na przyszłość?

– Zobaczymy – odparła.

– Czy zawsze rzuca pani wyzwanie mężczyznom, których poznaje?

– Tylko wtedy, gdy uznaję to za konieczne.

– Miałbym na to gotową odpowiedź, ale wolę rozejm.

– Tak długo, dopóki nie przygotuje pan ataku.

– Rozejm to przerwa w atakach.

Zatrzymał przechodzącą kobietę i powiedział coś do niej w dialekcie weneckim.

– Poprosiłem, by wyniosła nam na zewnątrz coś do jedzenia – wyjaśnił.

Wyszli na taras, gdzie znajdowały się drewniane krzesła i stolik. Niżej, na brzegu małego kanału, były sklepy. Taras wydawał się dobrym miejscem na wypicie kawy.

– Czy to pani pierwszy pobyt w Wenecji? – zapytał Salvatore.

– Tak, już dawno chciałam tu przyjechać, ale jakoś się nie udawało.

– Podróżuje pani sama?

– Tak.

– Trudno w to uwierzyć.

– Ciekawe dlaczego?

– Darujmy sobie te gierki. Proszę mi nie mówić, że kobieta tak piękna jak pani nie ma towarzystwa.

– Czasami taka kobieta woli podróżować sama. To jej wybór. Ma własne plany i woli posłać mężczyzn do diabła.

– Wszystkich?

– Niektórych. Nie nadają się do niczego innego, tylko do piekła.

– Musiała pani spotkać paru takich…

– Kilku. A samotność może być odświeżająca.

– A więc podróżuje pani sama…

– Sama, ale nie czuję się samotna.

Chyba go zaskoczyła.

– W takim razie jest pani jedyną osobą, która tak to odczuwa – powiedział po chwili.

– Jestem tylko ze sobą, wolna od ataków innych, i szczęśliwa z tego powodu. To nie jest trudne do zniesienia.

– To nieprawda, i pani dobrze o tym wie – odparł i spojrzał na nią przenikliwie. – Jeśli tak pani myśli, to jest wyjątkiem. Ale nie wierzę. To tylko sposób oszukiwania świata… albo siebie.

Helena wzięła głęboki oddech.

– Nie wiem, czy ma pan rację. Może nigdy się nie dowiem.

– Ale ja bym się chciał dowiedzieć – powiedział tym samym cichym głosem. – Chciałbym zobaczyć, co jest za tą maską, która przylega do pani twarzy.

– Jeśli ją będę zdejmować przed każdym, nie będzie sensu jej nosić – rzuciła.

– Nie przed każdym. Tylko przede mną.

Poczuła, że brak jej powietrza. Miała uczucie, jakby chmura zasłoniła słońce i świat pogrążył się w mroku. Przed chwilą wszystko było proste, teraz wyglądało zupełnie inaczej.

– Dlaczego miałabym panu zdradzić coś, czego nie powiedziałam nikomu innemu? – wydusiła.

– To zależy od pani.

– To prawda. W takim razie… – Zawiesiła głos. Jego spojrzenie próbowało nakłonić ją, by przychyliła się do jego prośby. Nie mogła na to pozwolić. – …Wolę zachować swoje sekrety dla siebie. Tak jak do tej pory.

– Myśli pani, że są bezpieczne?

Jakaś nuta w jego głosie mówiła jej, że ani jej sekrety nie są bezpieczne, ani jej serce, ani ona sama.

– Muszę się starać… by były bezpieczne.

– I biada temu, kto zechce je wykraść.

– Właśnie tak.

– Czy zdaje pani sobie sprawę, że takie zachowanie prowokuje, by jednak spróbować…?

Helena uśmiechnęła się. Znowu poczuła się lepiej.

– Oczywiście. Już to przerabiałam. Zawsze udawało mi się zwyciężyć.

Uniósł jej dłoń i pocałował. Helena wstrzymała oddech.

– Mnie również – zapewnił.

– Czy wie pan, że już dwukrotnie wspomniał, że jest niepokonany? W biznesie i… no cóż… ogólnie.

– Dlaczego nie nazwie pani tego po imieniu?

Ich spojrzenia skrzyżowały się.

– Nazwa nie ma znaczenia – odparła.

Usłyszeli warkot silnika łodzi motorowej. Helena zobaczyła, że odpływa łódź wycieczkowa, którą tu przypłynęła.

– Chwileczkę! Powinni na mnie poczekać! – wykrzyknęła.

– Powiedziałem, żeby nie czekali. Odwiozę panią.

– Powiedział pan, żeby odpłynęli beze mnie? – wycedziła. – Dlaczego wcześniej nie zapytał mnie pan o zdanie?

– Byłem pewien, że pani się zgodzi.

– Wprost przeciwnie! Dlatego zrobił pan to cichaczem. Bo bał się pan, że odmówię!

– Przepraszam. Nie miałem złych intencji.

– Oczywiście że nie! Przypuszczam, że ta biedna idiotka, która jest właścicielką fabryki, będzie traktowana podobnie, dopóki się nie podda.

– Proszę się o nią nie martwić. Nie jest idiotką, ale bardzo sprytną kobietą, która zręcznie zagarnęła Larezzo i sprzeda wszystko za najwyższą cenę.

– Pewnie się śmieje, bo wie, jak pan bardzo chce kupić tę fabrykę.

– Wątpię, czy będzie się śmiała, kiedy zakończę tę sprawę. Ale nie rozmawiajmy o niej. To nie jest ciekawy temat. Nie powiedziała mi pani jeszcze, jak ma na imię…

W tym momencie podszedł do nich Rico. Helena była szczęśliwa, że wybawił ją z kłopotu i uwolnił od odpowiedzi.

– Jest pan potrzebny w fabryce – powiedziała.

Rico poinformował Salvatore, że wrócił zarządca i czeka na rozmowę. Salvatore odwrócił się do Heleny, ale jej już nie było. Zniknęła.

– Gdzie ona jest? Widziałeś, dokąd poszła?

– Chyba skręciła za rogiem – rzekł Rico.

Kiedy Salvatore ruszył w tamtym kierunku, znalazł się na małym, pustym placyku, z którego wybiegały cztery uliczki. Nie wiadomo, którędy odeszła ta kobieta… Szybko przebiegł plac, zaglądając w głąb każdej z wąskich uliczek, ale nigdzie nie dostrzegł żadnej postaci. Wreszcie zatrzymał się wściekły, że ta kobieta tak łatwo umknęła z jego terytorium. Zanim zdecydował o powrocie, uspokoił się, by jego głos brzmiał tak jak zwykle.

– Czy ty może wiesz, kto to był? – zapytał Rica.

– Nie, signore. Po prostu przyjechała z grupą. Czy to ważne?

– Nie, skądże – zapewnił. – Wracajmy do spraw biznesowych.

Powrót do Wenecji był niezwykle łatwy. Taksówkę można było złapać tak zwyczajnie, jak w innych miastach, tyle że poruszały się po wodzie. Helena płynęła po rozległej lagunie, starając się uspokoić emocje. Poczucie satysfakcji walczyło z irytacją. Spotkała wroga na jego terenie, obserwowała go, oceniła, zaintrygowała i uciekła.

Antonio mówił jej o specyficznym weneckim „telegrafie”, czyli niezawodnej poczcie pantoflowej.

– Jeśli powierzysz komuś sekret na jednym końcu Canal Grande, dotrze na drugi koniec szybciej niż ty sama – śmiał się.

Teraz mogła to sprawdzić. Gdy wróciła do hotelu, poszła do recepcji, gdzie dyżurował ten sam młody człowiek.

– To był cudowny dzień! – zawołała z entuzjazmem. – Wenecja to wspaniałe miasto! I pomyśleć, że jestem właścicielką jej skrawka.

Ćwierkała dalej, żeby recepcjonista miał całkowitą pewność, że wdowa po Antoniu Verettim jest nową właścicielką Larezzo. Chyba zrozumiał, bo jego oczy zrobiły się okrągłe jak talerzyki. Kiedy tanecznym krokiem ruszyła do windy, widziała, jak szybko sięga po telefon.

W pokoju rozważała ważną kwestię. W co się ubrać? Włożyć tę sukienkę? Nie, jest zbyt krzykliwa. Może ta? Czarna, elegancka, bez ozdób. Nie wiedziała, kiedy nastąpi spotkanie. Jeśli za dnia, bardziej odpowiedni będzie kostium biznesowy. Przygotowała kilka strojów, które czekały na jej ostateczną decyzję.

Gdy wyszła spod prysznica, zadzwonił telefon. Jednak głos w słuchawce nie należał do Salvatore.

– Czy rozmawiam z panią Heleną Veretti?

– Tak, słucham.

– Jestem sekretarką pana Salvatore Verettiego. Prosił, bym przekazała, że bardzo się cieszy, że przyjechała pani do Wenecji, i czeka na spotkanie.

– Jak miło z jego strony – odparła chłodno.

– Czy spotkanie może się odbyć dziś wieczorem?

– Oczywiście.

– Może kolacja w palazzo Veretti? Łódź zabierze tam panią o siódmej trzydzieści.

– Dobrze. – Odłożyła słuchawkę i siedziała przez chwilę w bezruchu.

Zaproszenie przybyło tak szybko, jak planowała, więc dlaczego miała teraz wątpliwości? To nielogiczne. Nie musiała się obawiać tego człowieka. Wszystko było w jej rękach.

Ręce… To słowo wywołało niechciane obrazy. Dotyk jego palców na jej szyi, delikatne muśnięcia…

Nigdy, nigdy więcej! Gdy miała szesnaście lat, przeżyła fatalną, brutalnie zakończoną miłość. Wtedy obiecała sobie, że pozostanie wrogiem mężczyzn i będzie nieczuła na ich karesy.

Głupcy! Niczego nie podejrzewali. Żaden z nich nigdy nie zdołał dostrzec nic poza piękną fasadą, która była jej znakiem rozpoznawczym. Nie potrafili dotrzeć do prawdy. Bawiła się nimi. Używała jednych przeciw drugim, traktowała ich jak kolejne stopnie, po których wspinała się na szczyty kariery, zarabiała pieniądze ich kosztem, dostawała je od nich. I… sypiała sama.

Przez wszystkie te lata nigdy nie dała się ponieść emocjom, które mogłyby przynieść katastrofę. Raz czy dwa czuła lekki dreszcz przyjemności, ale potrafiła to kontrolować. Pozbywała się adoratora, zanim zdążył się zorientować. Ostatnio takie sytuacje zdarzały się rzadko. Była przygotowana na samotne życie. I wtedy poznała Antonia, mężczyznę, który uwielbiał ją i nie oczekiwał fizycznych zbliżeń. Byli dla siebie stworzeni. Ten związek ją wzmocnił. Śmiało patrzyła w przyszłość.

– Hej! – szepnęła. – Mam trzydzieści dwa lata. Radziłam sobie do tej pory, więc poradzę sobie z resztą mojego życia.

Na spotkanie ostatecznie wybrała czarną jedwabną sukienkę – jeden z ostatnich prezentów od Antonia. Sukienka była obcisła, doskonale podkreślała figurę i długość nóg, bo kończyła się przed kolanami. Z przyjemnością włoży też buty na wysokich obcasach. I rozpuści włosy.

Miała przy sobie niewiele biżuterii. Oprócz obrączki nosiła tylko dwa kolczyki z diamentami i złoty zegarek. I oczywiście wisiorek ze szklanym sercem, prezent od Antonia. Serduszko było ciemnoczerwone, czasami połyskiwało różowo, przypominając różę.

– Dobrze, zaczynamy bitwę – powiedziała do swego odbicia w lustrze.

Zeszła do holu, skąd boy hotelowy odprowadził ją na przystań, gdzie miała czekać łódź motorowa. Łódź okazała się gondolą. Gondolier pomógł jej wsiąść.

Wczesny wieczór był najlepszą porą, by podziwiać Canal Grande. Kwietniowe słońce zachodziło, oblewając złotem wodę i płynące łódki, a światła z okien budynków kreśliły żółte pasma na nabrzeżach. O tej porze na wodzie było najwięcej gondoli, wożących turystów na kolację, zwiedzanie, koncerty. Powietrze przepełniały okrzyki zachwytu.

– Czy daleko do celu? – zapytała gondoliera, który stał na rufie, wiosłując powoli.

– Bardzo blisko, signora. Palazzo Veretti stoi przy Canal Grande. To wspaniały pałac, wszyscy go podziwiają.

Za chwilę mogła się o tym przekonać. Gdy minęli zakręt, pałac ukazał się w całej okazałości. Rzeczywiście był wspaniały. Składał się z trzech pięter, na każdym znajdowało się dziesięć okien. Wszystkie jaśniały światłem, które odbijało się w wodach kanału. Fasadę z jasnoszarego marmuru zdobiły renesansowe ornamenty.

Helena była zachwycona jego pięknem. Pałac stanowił też przejaw dominacji i władzy. Należał do człowieka, który miał wpływy i chciał, by o tym wiedziano.

Gondola skierowała się do przystani przed pałacem. A tam stał Salvatore, patrząc na zbliżającego się gościa.

Helena obserwowała jego twarz i stwierdziła, że w świetle zachodzącego słońca on nie może zobaczyć wyraźnie pasażerki. Gdy gondola przybiła do brzegu, Salvatore pomógł Helenie wysiąść. Poczuła silny uścisk jego ręki. Jego chwyt zacieśnił się, gdy zobaczył jej twarz. W jego spojrzeniu był jednak cień wątpliwości.

Posłała mu wyzywający uśmiech, który miał go zdenerwować. Na pewno nie lubił, gdy ktoś się bawił jego kosztem.

– Dobry wieczór, signore Veretti – przywitała się słodko. – Jak to miło, że mnie pan tutaj zaprosił.

– Panią? Zaprosiłem… panią?

– Zaprosił pan Helenę Veretti. Oto jestem. Mam nadzieję, że nie jest pan rozczarowany.

Jego oczy się zwęziły.

– Nic podobnego, signora. Raczej zaskoczony.

– Przeżył pan szok?

– Coś w tym rodzaju.

– Dziś pozwoliłam sobie na mały trik. Czy jest pan na mnie zły?

– Oczywiście że nie. Doceniam dobry żart, jak każdy.

Kłamie, stwierdziła. Ten uśmiech był grą na użytek gondoliera. W rzeczywistości Salvatore kipiał wściekłością, że został wystrychnięty na dudka.

Tak trzymać!

Salvatore zapłacił gondolierowi, który wydawał się mile zaskoczony wielkością wynagrodzenia i szybko odpłynął. Potem podał ramię Helenie i poprowadził ją do pałacu. Hol był jasno oświetlony. Salvatore popatrzył na Helenę i zauważył, że ma na szyi szklane serduszko. Zacisnął szczęki. To nie był wisiorek, który jej dziś podarował. To serce miało kolor ciemnoczerwony.

– Prezent od męża – wyjaśniła, dotykając serduszka.

– Gratuluję, signora, znakomite przedstawienie. Ciekaw jestem, dlaczego wcześniej nie podałaś mi swojego nazwiska.

– Nie chciałam psuć zabawy.

– Faktycznie. Ale zostawmy to na później. Zaprosiłem tu panią, żeby zjadła pani najlepszą kolację w życiu.

Zaprosiłeś mnie tutaj, żeby mnie zniszczyć, pomyślała z rozbawieniem. Teraz potrzebujesz czasu, żeby przegrupować siły.

Poprowadził ją do dużego pokoju wypełnionego rzeźbionymi meblami, które miały zapewne kilkaset lat. Wszystko tu wydawało się niebywale kosztowne.

Antonio opowiedział jej kiedyś historię pałacu, który należał przed wiekami do patrycjuszowskiej rodziny Cellinich.

– Jednak stracili majątek sto lat temu. Wtedy palazzo dostał się w ręce Verettich. Nie mieli szlacheckiego tytułu, ale za to mnóstwo pieniędzy. Wykupili pałac za najniższą cenę. Zawsze tak działali. Pamiętaj o tym, zaczynając negocjacje z moim kuzynem.

Salvatore posadził ją na sofie i zajął się drinkami.

– Sądzę, że mogę zaproponować pani coś lepszego niż dzisiejszego popołudnia – zaczął.

– Ale wtedy działał pan w zastępstwie prawdziwego właściciela – przypomniała.

– To prawda – odparł. – Jestem winien pani przeprosiny.

– Proszę nie przepraszać. Dawno się tak dobrze nie bawiłam.

W jego oczach zabłysnął gniew i szybko zgasł. Drażnienie go nie było bezpieczne, ale na pewno ekscytujące.

Wino smakowało wyśmienicie. Helena powoli je sączyła, potem odstawiła kieliszek.

– Ma pani ochotę na więcej?

– Nie, dziękuję. Muszę myśleć trzeźwo tego wieczoru.

– W takim razie zacznijmy jeść kolację.

Zaprowadził ją do stołu przy wysokim oknie, które wychodziło na Canal Grande. Odsunął dla niej krzesło.

Weneckie specjały były rzeczywiście pyszne. Helena skoncentrowała się na jedzeniu i próbowała wszystkich potraw w milczeniu. Wreszcie uśmiechnęła się i powiedziała:

– To faktycznie najlepsze jedzenie w moim życiu, tak jak pan obiecywał.

– Signora…

– Proszę mi mówić po imieniu. Możemy już zrezygnować z tych formalności.

– Heleno…

– Przypuszczam, że teraz przejdziemy do spraw biznesowych. Oboje mieliśmy dość czasu, żeby uporządkować myśli.

– A tak, sprawy biznesowe. Masz rację. Podaj cenę.

Popatrzyła na niego uważnie.

– Czy ja dobrze słyszę? To ja mam podać cenę? Po tym wszystkim, co dzisiaj usłyszałam?

– Zastosowałaś podstęp.

– W innym wypadku nie dowiedziałabym się, co naprawdę myślisz.

– Dobrze się bawiłaś, prawda?

– Czy to moja wina? Byłeś strasznie pewny, że zatańczę tak, jak mi zagrasz, więc stałeś się niezamierzonym celem tej gry.

– Może byłem trochę nieostrożny – przyznał. – Ale sądziłem, że zechcesz sprzedać fabrykę za możliwie najwyższą cenę.

– A skąd wiesz? Może zamierzam tu zostać i cieszyć się tym, co dostałam od męża?

– Proszę, przestań udawać. – W jego głosie zabrzmiało zniecierpliwienie.

– Ach tak, oczywiście jesteś pewien, że udaję. Bo znasz mnie na wylot – rzuciła ostro i zacytowała w dialekcie weneckim to, co usłyszała w fabryce: – „Poślubiła Antonia tuż przed jego śmiercią, żeby zdobyć majątek. Jego mogła oszukać, ale ze mną nie pójdzie jej tak łatwo”.

– Co takiego…?

– „Jeśli ona myśli, że przejmie fabrykę, to się grubo myli – kontynuowała ze złością. – Znam kobiety tego pokroju…”

Czekała na jego odpowiedź, ale on tylko patrzył na nią zimnym wzrokiem.

– Dzisiaj znalazłam się w fabryce, chociaż tego nie planowałam. Z marszu zapisałam się na wycieczkę. Chciałam zobaczyć to miejsce, o którym wiele słyszałam od Antonia. Przypadkiem przechodziłam koło gabinetu, gdzie głośno rozmawiałeś przez telefon. Cieszę się, że tak się stało. Zawsze lepiej wiedzieć, co ktoś myśli na twój temat, zwłaszcza jeśli jest to skrajnie niesprawiedliwe.

Salvatore wstał gwałtownie i zrobił parę kroków, jakby chciał opuścić pokój. Odwrócił się i gapił na Helenę, jakby zobaczył ją po raz pierwszy. Chyba nie podobało mu się to, co widzi.

– Ty… mówisz… po wenecku? – wydusił.

– Antonio mnie nauczył. Założyliśmy się, że nie zdołam opanować tego dialektu tak dobrze jak języka włoskiego. Mam też coś, co powinieneś zobaczyć. Proszę.

Wyciągnęła z torebki złożony dokument i położyła na stole. Było to świadectwo ślubu.

– Spójrz na datę – wskazała. – Gdyby Antonio żył dłużej, obchodzilibyśmy drugą rocznicę ślubu. Nie poślubiłam go „w ostatniej chwili”.

Miała satysfakcję, widząc, że Salvatore się czerwieni.

– To samo dotyczy pieniędzy – dodała. – Nie wyszłam za niego dla majątku i nie chcę szybko sprzedawać fabryki. Nie potrzebuję pieniędzy. Zrozum to, proszę.

– W porządku. – Podniósł ręce w łagodzącym geście. – Oboje zaczęliśmy źle…

– Nie, to ty źle zacząłeś, osądzając mnie, rzucając oszczerstwa i rozpowiadając o mnie złośliwe plotki w całej Wenecji. Mogłabym cię oskarżyć o zniesławienie.

– Skończyłaś?

– Nie, dopiero zaczynam.

– Nie chcę tego słuchać.

– Nie interesuje mnie, co chcesz, a czego nie – wypaliła. Widząc jego zaskoczenie, dołożyła kolejny cios: – Nie jest przyjemnie, gdy ktoś się nad tobą znęca, prawda? Przypuszczam, że nie umiem tego tak dobrze jak ty, ale poczekaj, daj mi trochę czasu, a dojdę do wprawy…

– Jestem pewien, że wykorzystasz każdą sposobność – odparł z ironią.

– Dziwisz się?

– Skądże. Na twoim miejscu zrobiłbym to samo swojemu wrogowi. To najlepszy sposób.

– Więc nie zaprzeczasz, że jesteś moim wrogiem?

– To byłoby dziwne, gdybym zaprzeczał w obecnej sytuacji.

Zanim Helena zdołała odpowiedzieć, weszła służąca, niosąc kolejne potrawy. Salvatore ponownie usiadł przy stole. Siedzieli w milczeniu, dopóki dziewczyna nie wyszła.

– Mogę tylko cię przeprosić – odezwał się wreszcie Salvatore.

– Za wszystko?

– Za wszystko, co tylko pamiętam. Jeśli o czymś zapomnę, przypomnij mi.

– Mogę wybaczyć wszystko oprócz jednej rzeczy: „Kobiety tego pokroju”. Jaką kobietą jestem według ciebie, Salvatore?

– Proszę… czy musimy to ciągnąć?

– Tak, musimy. Nie chcesz wiedzieć, czy mnie nie przeceniasz? Dlaczego nie nazywasz mnie prostytutką?

Miło było widzieć, że jej szczerość nie jest mu w smak.

– „Sprytna kobieta” brzmi lepiej.

– Nie, mów „prostytutka”, bo to właśnie masz na myśli. Miej odwagę to powiedzieć głośno. Powiedz mi to prosto w twarz.

– Masz rację, signora, nie podoba mi się, że się nade mną pastwisz…

– Wiem, to ty wolisz się pastwić nad kimś!

– Silenzio! – stracił cierpliwość. – Chciałbym coś powiedzieć bez przerywania i insynuacji. Nigdy nie nazwałem cię prostytutką i nie wmawiaj mi, co miałem na myśli. Zaraz się dowiesz. Poślubiłaś Antonia dwa lata temu, ale to nie zmienia mojej opinii, że zrobiłaś dobry interes i zabezpieczyłaś się finansowo. Z jakiego innego powodu młoda, piękna kobieta wychodziłaby za mężczyznę po sześćdziesiątce?

– Jest wiele powodów, ale ty tego nie rozumiesz.

– Każdy, kto tego nie rozumie, jest w twoich oczach ignorantem i oszczercą. Ale ty znasz prawdę o sobie, chociaż udajesz, że nie masz pojęcia, o co chodzi. Gdy mówię, że jesteś piękna, to nie jest tylko komplement. Twoja uroda jest pułapką. Widzisz to w lustrze każdego dnia i doprowadzasz do perfekcji. Jesteś zagrożeniem, a twoje ofiary są bezbronne.

– Sądzisz, że Antonio był jedną z moich ofiar?

– Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Uwielbiał piękno. Na pewno był łatwą zdobyczą. Czy przy nim starałaś się wyglądać tak wspaniale jak teraz?

– Tak, a nawet jeszcze bardziej. Lubił, gdy inni mężczyźni zwracali na mnie uwagę i mu zazdrościli.

Salvatore uniósł brwi z niedowierzaniem.

– Czy ja też nadaję się na ofiarę?

– Nie wydajesz się bezbronny – zauważyła.

– To dlatego, że znam kobiety twojego pokroju – zaznaczył. – Wiem, co myślisz, jak kalkulujesz, czego chcesz i jak zamierzasz to zdobyć. Nawet nie staraj się tego ukryć, bo to się nie uda.

– Nie pochlebiaj sobie, że mam zamiar dodać twój skalp do mojej kolekcji – odparła z uśmiechem. – Dlaczego miałabym tego chcieć?

– Bo jestem twoim wrogiem. Co przyniosłoby ci większą satysfakcję? Cenisz szczerość, więc będę szczery. Najpierw trzeba przeciwnika ujarzmić, a dopiero potem stawiać żądania. – Jego głos był zimny i groźny.

– A czego ja mogę żądać od ciebie, Salvatore? Trzymam w ręku wszystkie karty i dyktuję warunki. Nie mam potrzeby cię „ujarzmiać”.

Głośno wciągnął powietrze.

– Jesteś odważna.

– Po prostu posiadam coś, co ty chcesz mieć, ale nie będzie ci łatwo to przejąć. Co ma tu do rzeczy odwaga?

– Jesteś tu obca, ale możesz popytać ludzi. Wiele osób powie ci, że zawsze dostaję to, co chcę, bo moje sposoby są… niezawodne.

– Już cała drżę! Jeśli nie będę chciała sprzedać Larezzo, nic mi nie możesz zrobić!

– Mogę. I to bardzo wiele.

– O tak! Pamiętam. Mówiłeś o tym przez telefon. Coś o stawianiu pod ścianą.

Twarz Salvatore pociemniała, z trudem powstrzymywał wściekłość.

– I nie licz na to, że nie wiem, ile ta fabryka jest warta – kontynuowała. – Uważasz się za potężnego biznesmena w Wenecji, ale tacy zawsze mają wrogów. Założę się, że wielu z nich zna nie tylko wartość fabryki, ale wskaże mi także twoje słabe punkty…

Wstał z krzesła i patrzył na nią z gniewem.

– Chcesz znaleźć moje słabe punkty? – Podszedł do niej tak blisko, że poczuła na twarzy jego oddech.

– Już jeden znam – wyszeptała.

Chwycił ją za ramiona. Drżał.

Helena wiedziała, że celnie go trafiła. Czy powinna posunąć się dalej?

W tym momencie drzwi się otworzyły, pojawiła się pokojówka.

– Dzwoni pan Raffano.

Salvatore był blady.

– Już idę – powiedział spokojnie. – Przepraszam cię na chwilę – zwrócił się do Heleny i wyszedł.

Odebrał telefon w drugim pokoju.

– Pronto.

– Dzwonię, żeby się dowiedzieć, jak ci idzie – odezwał się prawnik. – Ustaliłeś już z nią cenę?

– Nie, to chyba dłużej potrwa.

– Jaka ona jest?

– Powiedzmy… że jest inna, niż się spodziewałem.

– To znaczy?

Salvatore zacisnął zęby.

– Zmyliła mnie podstępem.

– Boże, miej ją w swojej opiece!

– Chyba raczej mnie – wyznał. – To bardzo mądra kobieta. Popełniłem błąd, nie doceniłem jej. Nie mogę zrobić kolejnego błędu – dodał.

Tymczasem Helena spacerowała po pokoju, który był również galerią obrazów. Oglądała portrety. Większość z nich przedstawiała członków rodu Cellinich. Kilka – przedstawicieli rodziny Verettich, dziewiętnastowiecznych nowobogackich.

Na końcu galerii zamiast obrazów wisiały duże fotografie. Zwłaszcza jedna z nich przykuła jej uwagę. Na zdjęciu był Antonio, dużo młodszy niż wtedy, gdy go poznała. Miał ponad trzydzieści lat i czarne włosy, nie siwe. Był interesującym młodym mężczyzną. Resztki swego czaru zachował do końca.

Gdy Salvatore wrócił do pokoju, zobaczył Helenę stojącą przed fotografią Antonia. Była tak zamyślona, że nie słyszała jego kroków. Zauważył jej czuły uśmiech; obserwował, jak uniosła palce do ust i posłała Antoniowi delikatny pocałunek. Wreszcie zauważyła Salvatore.

– Popatrz na jego oczy. – Wskazała zdjęcie. – Prawdziwy diabeł, prawda?

– Taką miał opinię za młodu. A jaki był, kiedy go poznałaś?

Helena uśmiechnęła się lekko.

Salvatore obserwował ją. Była doświadczoną kusicielką. Powinien o tym pamiętać.

Szła powoli, oglądając zdjęcia. Salvatore pomyślał, że ruchy jej ciała mogą doprowadzić do szaleństwa. A nawet śmierci. Ruszył za nią. Zatrzymała się przy ślubnej fotografii.

– To moi rodzice – powiedział.

Kobieta na zdjęciu była młoda, piękna, promieniała radością i patrzyła z miłością na swojego męża. Mężczyzna na pewno był ojcem Salvatore, ich rysy były podobne, ale brakowało mu energii i siły, które posiadał jego syn.

Następne zdjęcie przedstawiało kilka osób. Salvatore nastolatek siedział w otoczeniu cioci i wujków.

– O, jest Antonio – zauważyła Helena. – A kim jest kobieta obok niego?

– To moja matka.

– Co? Ale ona…?

Helena nie mogła uwierzyć, że promienna panna młoda i ta zgaszona kobieta w średnim wieku to ta sama osoba. Była bardzo szczupła, miała spiętą twarz. Stała za swoim młodym synem i trzymała dłonie na jego ramionach, jakby był wszystkim, co posiadała.

– Jak to możliwe? Jest tak bardzo zmieniona…

– Ludzie zmieniają się z upływem czasu – skomentował.

– Ale nie minęło wiele lat od ślubu, a ona wygląda, jakby przeżyła jakąś tragedię.

– Mama bardzo poważnie traktowała swoje obowiązki, nie tylko w domu. Pracowała w różnych fundacjach.

Ton jego głosu ostrzegł ją, by nie pytała dalej. Ale Helena czuła, że chodzi o coś innego. Upływ czasu nie zmienia młodej kobiety tak drastycznie w ciągu kilkunastu lat. Jednak nie miała prawa drążyć tego tematu. Jeszcze raz spojrzała na fotografię.

– Biedna… – westchnęła. – Wydaje się taka smutna!

Salvatore nie odpowiedział. Pomyślała, że mogła go urazić tymi słowami. Jednak kiedy na niego spojrzała, jego twarz była łagodna.

– Tak – przyznał cicho. – Taka była. Czy możemy wrócić do stołu?

Helena usiadła i przywołała na twarz uśmiech tarczę. Zachowaj spokój. Bądź czujna, stanowczo nakazała sobie.

– Muszę skończyć jeść to ciastko. Jest pyszne.

– Napijesz się kawy?

– Bardzo chętnie.

Ponownie zajęli swoje miejsca, obserwując się nawzajem, gotowi do ataku.

– Wracając do sprawy… Zrozumiałem, że powinienem poczekać z kupnem tej fabryki? – zapytał.

– W najlepszym wypadku. W najgorszym – nigdy jej nie dostaniesz.

– Naprawdę chcesz ją zatrzymać?

– Czy nie o tym mówię przez cały wieczór? A może nie słuchałeś?

– Nie traktowałem tego całkiem serio. Jesteś na mnie wściekła, słusznie zresztą, ale dałaś upust złości, a teraz czas wrócić do poważnych spraw.

– Zgoda. A więc posłuchaj. Nie mam zamiaru sprzedawać fabryki. Dlaczego miałabym to zrobić?

– Bo nie znasz się na jej prowadzeniu. Kobiety nie mają zdolności biznesowych – odparł.

– Coś podobnego! Żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku!

– Jeśli zamierzasz prowadzić fabrykę, proszę bardzo. Szybko zbankrutujesz.

– Przecież nie będę nią zarządzać osobiście. Jest tam świetny menedżer. Nie zmusisz mnie do sprzedaży.

– Mylisz się. Mam kilka asów w rękawie.

– Jestem tego pewna, ale ja też je mam.

Niespodziewanie uśmiechnął się i podniósł kieliszek.

– W takim razie wypijmy za naszą konfrontację. Mam nadzieję, że oboje będziemy usatysfakcjonowani rywalizacją.

Wypili toast. Salvatore roześmiał się. Helenę zaskoczyło, że wydał jej się teraz ciepły, nawet czarujący. To na pewno jeden z jego trików, pomyślała natychmiast.

– Przeżyliśmy dzisiaj gwałtowny sztorm – powiedział. – Czy dwoje ludzi może się tyle o sobie dowiedzieć w tak krótkim czasie, a zarazem nie wiedzieć absolutnie nic?

Pokiwała głową.

– A teraz zaczniemy spiskować przeciwko sobie – mruknęła. – Będziemy wmawiać innym, że iluzja to rzeczywistość, i odwrotnie. I jak wtedy dotrzemy do prawdy?

– Już za późno – odparł z grymasem.

– Tak, to prawda – szepnęła.

Salvatore chciał coś odpowiedzieć, ale zastanowił go jej nieruchomy wzrok. Miał wrażenie, że ona patrzy na niego, ale go nie widzi, jakby go w ogóle nie było.

– Co się stało? – zapytał zaniepokojony. – Heleno, powiedz coś.

Ale ona siedziała nieruchomo, w milczeniu, błądząc myślami w świecie, do którego nie miał dostępu.

ROZDZIAŁ TRZECI

– Muszę już iść – odezwała się po chwili. – Czy mógłbyś wezwać gondoliera?

– Oczywiście, ale może się przejdziemy? Odprowadzę cię do hotelu.

– Dobrze.

Wziął jej szal i otoczył nim jej ramiona. Helena znieruchomiała, wyczulona już na dotyk jego palców. Jednak Salvatore, przypadkiem albo celowo, nie dotknął jej ani razu, drapując jedwabny szal.

Opuścili pałac bocznym wyjściem, które prowadziło na wąską uliczkę, tak ciasną, że Helena mogła rękami dotknąć budynków po obu stronach. Szli niczym w tunelu, ona pierwsza z uniesioną głową. Nad sobą widziała niewielki skrawek nocnego nieba. Nie patrzyła, dokąd idzie, i Salvatore musiał ją nagle chwycić.

– Omal nie weszłaś na drzwi – ostrzegł.

– Gdzie jesteśmy? Chyba się zgubiłam.

– Niedaleko hotelu. Gondolą pokonywałaś duży zakręt, a my idziemy skrótem po przekątnej. Czy Antonio mówił ci, jak mylące są odległości w Wenecji?

Salvatore nadal obejmował ją ramieniem, mogła się teraz rozglądać i czuła się bezpiecznie.

– Nie powiedział mi wszystkiego.

– To dobrze. Cieszę się. – Po chwili zapytał: – A co ci mówił o mnie?

Roześmiała się perliście. Jego ręka zacisnęła się mocniej na jej ramieniu.

– Mówił, że powinnam uważać. Rady Antonia zawsze były dobre, miałam do niego zaufanie.

– Na pewno mądre. Czy on ci powiedział, że jesteś na tyle silna, by ze mną walczyć, czy odkryłaś to sama?

– Wiedziałam to od pierwszej chwili.

Odwrócił ją twarzą do siebie, by spojrzeć na nią w świetle księżyca. Jego twarz pozostawała w cieniu, ale widziała płonące oczy.

– Wiedziałaś, że masz broń najlepszej jakości – powiedział. – To prawda, muszę to przyznać. Nie jestem w stanie dłużej się opierać, i nawet nie chcę.

Poczuła jego dłonie na swoich policzkach. I usta na wargach. W tym momencie świat się zmienił i nic nie było takie samo jak wcześniej.

Przez lata myślała o sobie jako o kobiecie zimnej i zdystansowanej. Ale ten mężczyzna obudził w niej ogień. Nigdy wcześniej nie czuła nic podobnego. Jej tłumiona zmysłowość uwolniła się. Jak łatwo doprowadził ją do tego stanu. Musi być tym zachwycony, pomyślała w panice.

Nagle na uliczce rozległy się kroki. Salvatore z westchnieniem odsunął się.

– Ktoś idzie – szepnął. – Będą się gapić.

Poszli dalej i za chwilę znaleźli się na placu Świętego Marka. Wkrótce wchodzili już do hotelu.

Helena chciała się szybko pożegnać, jednak pozwoliła, by odprowadził ją do windy. Jeszcze tylko parę kroków. Drzwi do windy się otworzyły…

– Tu się pożegnamy – usłyszała niespodziewanie. – Dobranoc, dziękuję za uroczy wieczór.

– Co… co powiedziałeś?

– Dobranoc. Nie chcę wchodzić do twego pokoju na oczach wszystkich.

– Ty arogancie! Naprawdę myślisz, że chciałam cię zaprosić?!

– To było oczywiste od samego początku. Pozostało tylko pytanie: kiedy. Nie udawaj, że nie chciałaś… Mogę cię tylko zapewnić, że też cię pragnę, ale sam zadecyduję kiedy i gdzie.

– Chyba oszalałeś! – Helena była wściekła.

– Wprost przeciwnie. Uważam, że jesteś fascynująca. Nie spieszmy się. Możemy walczyć i jednocześnie podobać się sobie nawzajem. Mnie to odpowiada.

– Ale mnie nie!

Szybko weszła do windy i próbowała zamknąć przed nim drzwi, ale błyskawicznie wsunął się za nią.

– Kłamiesz, Heleno – wyszeptał. – Sama się oszukujesz. Dowiemy się, jak jest naprawdę.

– Proszę wyjść! Natychmiast!

Salvatore się nie poruszył. Trzymał rękę na przycisku, żeby drzwi windy się nie otworzyły.

– Wkrótce znów się spotkamy – mruknął, otworzył drzwi i wyszedł.

Helena pojechała na swoje piętro. Wbiegła do pokoju i z hukiem zamknęła drzwi. Była w takim stanie, że mogłaby kogoś zamordować. Salvatore rzeczywiście rozpalił w niej pożądanie. Pokazał jej dokładnie i wyraźnie, że to on jest panem sytuacji i pierwszym rozgrywającym, nie ona. Wszystko pogarszał fakt, że ona zamierzała potraktować go tak jak on ją. Zwyczajnie ją ubiegł. A najgorsze było to, że pragnęła go teraz jeszcze bardziej.

Zdarła z siebie ubranie i weszła pod prysznic. Zimny prysznic.

– To się nie może wydarzyć! – mówiła do siebie ze złością. – Nie pozwolę na to!

Jednak to już się stało i nic nie można było poradzić. On też wpadł w pułapkę, podobnie jak ona. Siły zostały wyrównane.

– Emilio Ganzi to znakomity menedżer – powtarzał Antonio. – Zarządza Larezzo od lat i wie wszystko o tej branży.

Helena zdziwiła się, kiedy Emilio osobiście powitał ją na brzegu, gdy przypłynęła łodzią do fabryki. Miał łagodną twarz i siwe włosy. Był po sześćdziesiątce.

– Wszystko już przygotowane – oznajmił na początek. – Cieszymy się, że żona Antonia z nami zostaje. Zrobimy wszystko, co się da, by pani pomóc.

Pracownicy zebrali się, żeby zobaczyć nową właścicielkę. Kilku z nich widziało ją podczas poprzedniej wizyty.

– Po raz pierwszy byłam tu na wycieczce – wyjaśniła. – Uznałam, że fabryka jest tak znakomita, że nie chcę jej sprzedawać. Zamierzam tu zostać i być częścią Larezzo.

Spodobała im się. Polubili ją od razu, gdy się okazało, że mówi w dialekcie weneckim. Ale największe wrażenie zrobiła tym, że miała na szyi wisiorek ze szklanym czerwonym serduszkiem.

Antonio pozostał w ich pamięci jako człowiek kochający życie. Lubił dobre jedzenie, szlachetne trunki i piękne kobiety. Był wenecjaninem z krwi i kości. Kilka kobiet w średnim wieku wzdychało, w ich oczach połyskiwały łzy. Zapewne miały go w pamięci. Jedna z młodszych powiedziała:

– Helena trojańska. – To przypieczętowało powszechną akceptację.

Emilio oprowadził ją po fabryce, pokazując i wyjaśniając wszystko jeszcze dokładniej niż Salvatore. Gdy skończyli obchód, Helena jeszcze bardziej utwierdziła się w swojej decyzji. Była zafascynowana tym miejscem, podobali jej się pracujący tu ludzie i zamierzała bronić ich przed Salvatore do utraty sił, a przynajmniej do utraty ostatniego euro.

To stało się oczywiste, kiedy przejrzała dokumenty finansowe. Antonio uprzedzał, że pięć lat temu zaciągnęli pożyczkę, dwukrotnie prolongowaną. Firma utrzymywała się na powierzchni, ale spłata kredytów pochłaniała znaczny procent przychodów.

– Antonio miał miękkie serce – przyznał Emilio, gdy zostali sami. – Wielu ludzi, którzy powinni przejść na emeryturę, nadal jeszcze pracuje. Nie chcą odejść. Antonio pozwalał im zostać. Jesteśmy tu jak rodzina…

– Niech nadal pracują – odparła Helena. – Znajdziemy inny sposób, by podnieść dochód.

Emilio wyszedł rozpromieniony, by poinformować pracowników, że nie muszą bać się zwolnień.

A potem nastąpił pierwszy cios. Helena przeczytała list z banku, grzeczny, ale stanowczy. Z powodu „nowych okoliczności” kredyt musi zostać natychmiast spłacony.

– Obawiam się, że mogą wygrać – westchnął Emilio. – Tak jest sformułowana ta umowa.

– Zobaczymy.

Następnego dnia Helena ubrała się niezwykle starannie i udała na spotkanie z dyrektorem banku, Valeriem Donatim.

– Jak rozumiem, signora, świętej pamięci mąż nie poinformował pani o sytuacji finansowej firmy? – zaczął Donati.

– Wiedziałam o kredycie, ale odsetki były płacone w terminie… Ile mam czasu na spłatę całości?

– Chciałbym wiedzieć, czy zbierze pani pieniądze, czy sprzeda fabrykę.

Helena zaczęła nabierać podejrzeń.

– Zadzwonię do pana i powiadomię o decyzji.

Szybko znalazła się w klinczu. Czyżby to była sprawka Salvatore? Czy mógł mieć jakiś wpływ na decyzję banku?

– Co teraz zrobimy? – zapytał Emilio, gdy opowiedziała mu o rozmowie.

– Nie mam pojęcia. Może powinnam zrezygnować i sprzedać fabrykę? To byłoby dla was korzystne.

– Pani jest jedną z nas. Uważamy, że powinna pani zostać.

Jedna z nas. Wzruszyły ją te słowa. Włączyli ją do swego grona. Nie mogła ich rozczarować. Poza tym nie chciała przepuścić doskonałej okazji, by zdenerwować Salvatore.

Zadzwoniła do swojego banku w Anglii i poprosiła o precyzyjne wyliczenia swoich oszczędności. Pliki przysłano jej e-mailem. Właśnie siedziała przy komputerze w hotelowym holu, analizując je szczegółowo, gdy usłyszała obok kobiecy głos:

– Czy możemy porozmawiać?

Helena podniosła wzrok. Zobaczyła piękną kobietę w wieku czterdziestu kilku lat, elegancko ubraną, z błyskiem w oku. Przedstawiła się jako księżna Clara Pallone.

– Proszę mówić mi po imieniu – zaznaczyła. – Bardzo chciałam poznać tę, o której mówi cała Wenecja.

– Naprawdę? Jestem tu zaledwie od paru dni.

– Ale każdy wie, kim jesteś.

– Wdową po Antoniu.

– I kobietą, która sprzeciwiła się Salvatore. Uwierz mi, niewielu byłoby do tego zdolnych. To wpływowy człowiek i lubi, gdy wszyscy o tym wiedzą. Czekamy w napięciu, co się wydarzy.

Helena uśmiechnęła się.

– Cieszę się, że dostarczam rozrywki.

Usiadły przy stoliku i zamówiły kawę. Clara sprawiała wrażenie lekkoducha, ale Helena wyczuła, że jest bystra i inteligentna. Polubiła ją.

– Muszę przyznać, że przychodząc tutaj, miałam też ukryty cel – wyznała Clara.

– Ukryte motywy są najciekawsze. – Helena roześmiała się. – O co chodzi?