49,90 zł
W Seranii, stolicy państwa Ivecta, od lat władzę dzierży wampirza dynastia. Kiedy niespodziewanie umiera rządzący twardą ręką król Kiryan, tron ma objąć jego młody, niedoświadczony syn Natan. Niestety, jego panowanie nie zapowiada się dobrze. Nie dość, że książę nie potrafi zaradzić narastającym konfliktom między ludzkimi i wampirzymi mieszkańcami Ivecty, to jeszcze matriarchalna społeczność wampirów domaga się, by na tronie zasiadła kobieta.
By chronić własne prawo do korony, Natan postanawia udać się po radę do wyroczni swojego ludu - Siostrzeństwa. Może to właśnie Siostry wskażą księciu właściwą drogę? Nieoczekiwanie nakazują mu poślubić ludzką dziewczynę - młodą zielarkę Calvię. Nie takiego rozwiązania oczekiwał młody władca, tym bardziej że wskazana przez wyrocznie kobieta nienawidzi wampirzej rasy.
Książka dla czytelników powyżej czternastego roku życia.Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 342
D. A. Bereta
Śmiertelna królowa
Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.
Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli.
Niniejszy utwór jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci — żyjących obecnie lub w przeszłości — oraz do rzeczywistych zdarzeń losowych, miejsc czy przedsięwzięć jest czysto przypadkowe.
Redaktor prowadzący: Adrian Matuszkiewicz
Redakcja: Hanna Simon
Korekta: Beata Wojtuś-Wawrzeń
Projekt okładki: Justyna Knapik
Ilustracje: Weronika Suchenia
Helion S.A.
ul. Kościuszki 1c, 44-100 Gliwice
tel. 32 230 98 63
e-mail: [email protected]
WWW: beya.pl
Drogi Czytelniku!
Jeżeli chcesz ocenić tę książkę, zajrzyj pod adres
beya.pl/user/opinie/smikro_ebook
Możesz tam wpisać swoje uwagi, spostrzeżenia, recenzję.
ISBN: 978-83-289-3950-9
Copyright © Dagmara Bereta 2026
Drogie Czytelniczki, drodzy Czytelnicy!
W trosce o Was informujemy, że w książce pojawiają się wątki takie jak: problemy rodzinne, utrata bliskiej osoby czy agresja, które mogą być nieodpowiednie dla osób wrażliwych bądź tych, które przeżyły traumę. Zalecamy ostrożność przy lekturze.
Pamiętajcie – jeśli zmagacie się z problemami, trudnym czasem, smutkiem, porozmawiajcie o tym z kimś bliskim lub zgłoście się po pomoc do specjalistów.
Na końcu książki znajduje się słowniczek pojęć stworzonych na potrzeby świata powieści.
Mojemu Tacie
To dzięki niemu potrafię pisać o tak głębokiej miłości córki do ojca
Patrzyła, jak srebrne argentum wypływa z jej piersi.
Czuła parzący ból przeszywający duszę i umysł. Lśniąca rękojeść sztyletu wbitego w jej ciało wciąż znajdowała się w bladej dłoni wampira, którego kochała. Dla którego poświęciła wszystko.
Odebrał jej godność, a teraz odbierał życie.
Osunęła się na kamienną podłogę, wydając ostatnie, słabe oddechy.
Jedynie palący gniew pozwalał jej jeszcze zachować świadomość. Jęknęła wściekle, a następnie złapała wampira za dłoń, która wciąż zaciśnięta była na przedmiocie wysysającym z niej ostatki sił.
Czoło mężczyzny się zmarszczyło.
Zebrała w sobie całą moc, którą przez ostatnie miesiące uczyła się gromadzić, i spojrzała mu w oczy.
Charczącym głosem wydyszała słowa klątwy, a jej ciepłe argentum łączące ich dłonie zalśniło.
Z jej piersi wydobył się ostatni urywany oddech.
Umarła, wiedząc, że właśnie odebrała mu coś więcej niż jego żałosne życie.
Blask promieni słońca odbijał się od biżuterii i kryształów w zdobionych szkatułkach, które piętrzyły się na marmurowej posadzce.
Wielką jasną salę wypełniały szepty krótkich poleceń i odgłosy kroków. Skórzane czarne buty wampira zdawały się wybijać ten sam rytm od dobrych kilkunastu minut. Książę przechadzał się po pomieszczeniu, co jakiś czas nadzorując wnoszenie do sali kolejnych przedmiotów. Był ubrany w wąskie, ciemne spodnie ściągnięte szerokim pasem ze srebrną klamrą oraz równie ciemną koszulę z drobnymi haftowanymi zdobieniami wokół kołnierza, mankietów i przy jej zapięciu.
Wampir nie zwracał uwagi na mijające go osoby, które wnosząc do wnętrza pałacu kolejne bagaże, wymieniały między sobą znaczące spojrzenia. Miał wrażenie, że chaotycznie formujące się w jego głowie myśli krzyczą. Nie potrafił się skupić na żadnej z nich. Każda walczyła o uwagę, pragnąc dręczyć jego zmęczony umysł.
Znów skierował wzrok na kufry. Wiedział, że w obecnej sytuacji nie powinien poświęcać im tak wiele uwagi, ale nie potrafił nie kalkulować ilości sukien, kosztowności, zastaw i kosmetyków, które służący jego ciotki wnosili najpierw do sali Księżycowej, a następnie próbowali przetransportować schodami do części mieszkalnych. Tych rzeczy było stanowczo zbyt dużo, by nazwać wizytę Imdis zwykłymi, krótkimi odwiedzinami.
Natan poczuł na ramieniu czyjąś dłoń.
– Za dużo myślisz – usłyszał.
Powoli odwrócił wzrok od drewnianych kufrów i dźwigającej je służby, a następnie spojrzał na swojego młodszego kuzyna Dymitra, który uśmiechając się do niego zachęcająco, podał mu puchar z winem.
– Trudno jest przestać myśleć, kiedy wszystko wymyka się spod kontroli – odpowiedział książę i przyjął naczynie.
– Myślałem, że przyłapałem cię na odpoczynku od pracy – odparł Dymitr, rozglądając się po obszernym wnętrzu. – Przydałaby ci się przerwa.
Natan uśmiechnął się gorzko.
– Właściwie to mam wiele pracy, ale Raxon ma teraz spotkanie, więc korzystam z chwili wolności.
– Coś związanego ze szlakami kupieckimi? – zapytał Dymitr.
Książęcy sekretarz od tygodnia z zapałem załatwiał sprawy związane z zablokowanymi dostawami przypraw z południa. Wpływ na jego zaangażowanie miał z pewnością fakt, iż Raxon był fanem pikantnej kuchni.
– Nie tym razem. Jak zawsze chodzi o wojsko. Pewnie wiesz, że wciąż mamy braki w tym sektorze.
Dymitr przestał się uśmiechać i nerwowo potarł czoło.
– Słuchaj, Natan – zaczął, a następnie zniżył głos, intensywnie wpatrując się w księcia – możemy porozmawiać?
Lekko kiwnął głową w kierunku prywatnych kwater królewskich, sugerując, że chce poruszyć jakiś delikatny temat. Natan chwilę przyglądał się swojemu kuzynowi, teraz nienaturalnie poważnemu, a następnie powoli przytaknął i ruszył za nim do jego komnaty.
Po kilku minutach znaleźli się w pomieszczeniu utrzymanym w kolorach ciemnego drewna, czerwieni i srebra. Dymitr spojrzał na Natana, który niechętnie usiadł na skraju sofy i czekał na to, co kuzyn ma do powiedzenia.
– Fortis Vilder pisz… – przerwał Dymitr, gdy zobaczył, że jego rozmówca przykłada dłonie do skroni.
– Nie mów mi nawet, że ten stary pijak domaga się kolejnych sił zbrojnych do ochrony jego ziem. – Niebieskie oczy Natana płonęły frustracją.
– W takim razie się nie odzywam – odpowiedział Dymitr, odwracając wzrok.
– Który to będzie raz? Siódmy? – Głos księcia drżał ze złości.
– Fortis twierdzi, że inni możnowładcy chcą przypuścić na niego atak ze względu na zajęcie kopalni w dolinie Relia… – Dymitr się zawahał. – A jeżeli jesteśmy już przy kopalniach… to właśnie stłumiono dwa kolejne bunty górników. Oba na terenach Tivirinu.
Książę oparł się o siedzenie kanapy, odchylił głowę do tyłu i przymknął oczy.
– Dobrze – zaczął cichym głosem, próbując stłumić gniew – zajmę się tym z Raxonem. Czy coś jeszcze?
Natan wciąż nie otwierał oczu, spodziewając się, że kolejna porcja informacji może być jeszcze trudniejsza do zniesienia.
– Mamy kolejne zgłoszenia o wzmożeniu wrogości wobec ludzi. Wampiry czują się bezkarne, Natan. Ludzie się boją i buntują, ale to najwięcej szkód przynosi im samym, a także tobie. – Dymitr patrzył ze współczuciem na zmarszczki malujące się na czole księcia. – Posłuchaj… – zaczął ostrożnie, nie wiedząc, na ile może sobie pozwolić – …musisz podjąć jakieś kroki i być konsekwentny. Prawo bez pokrycia w prak… – przerwał, gdy zobaczył uniesioną dłoń Natana.
– Wiem, Dymitr. – Książę powoli otworzył oczy. – Wiesz, czyje kufry dziś przywieźli? – zapytał, nagle zmieniając temat.
Dymitr patrzył na kuzyna, nie rozumiejąc, co to ma wspólnego z rozmową, jaką właśnie odbywają.
– Imdis – odpowiedział na własne pytanie Natan.
Dymitr syknął, jakby właśnie usłyszał oszczerstwo.
– Po co ta wiedźma tu przyjechała?
– Podobno „potrzebuje zmienić klimat” – odparł Natan, przedrzeźniając głos ciotki, po czym skierował wzrok na krajobraz za oknem.
Dymitr przyglądał się kuzynowi, zdezorientowany. Do głowy przyszła mu wyjątkowo nieprzyjemna myśl, a zachowanie Natana zdawało się potwierdzać, że nie jest to tylko abstrakcyjne zmartwienie. Wiedział, że ich ciotka pragnie władzy, a jako kobieta mogła być koronowana nawet i dziś, w przeciwieństwie do mężczyzn z rodu Euriny, którzy według zasad mieli prawo zasiąść na tronie jedynie wspólnie z małżonką, królową. Wystarczyło, by Imdis zmusiła Natana do zrzeczenia się sukcesji, by go złamała, tak jak lata temu złamała matkę Dymitra, a droga do rządzenia Ivectą stanęłaby dla niej otworem.
– Natan, nie mów mi, że o tym myślisz – powiedział, podczas gdy książę wciąż wpatrywał się w widok za oknem. – Błagam cię. Tylko nie Imdis!
– Uważasz, że ty się do tego lepiej nadasz? – odpowiedział Natan nieprzyjemnym, sarkastycznym tonem, wciąż nie patrząc na swojego rozmówcę.
Dymitr się skrzywił. Nigdy nie chciał być królem – i nigdy nie miał nim być – a Natan doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Książę wiedział, że kuzyn czuje się bezpiecznie i komfortowo w roli doradcy, ale nigdy nie podjąłby się kierowania i zarządzania krajem.
– Na pewno są inne rozwiązania – odpowiedział Dymitr lekko urażony uwagą księcia.
Natan westchnął, wstał i skierował się do wyjścia z pokoju.
– Poczekaj – zawołał Dymitr, idąc w jego stronę.
Starszy wampir stanął w miejscu i lekko się obrócił, by spojrzeć wyczekująco na kuzyna.
Dymitr nerwowo przeczesał palcami włosy koloru słomy i wziął głęboki wdech.
– Powinniśmy porozmawiać z Hristianną.
Oczy Natana się rozszerzyły.
– Wykluczone.
– Natan, naprawdę, żarty się skończyły. – Dymitr chwycił go za przedramię, jakby bojąc się, że kuzyn mu ucieknie.
– I kto to mówi? – skwitował sarkastycznie książę.
– Posłuchaj mnie, Natan. Kto inny może ci teraz pomóc, jeśli nie one? Zastanów się. – Srebrne oczy Dymitra świdrowały twarz księcia. – Wiesz, jakim szacunkiem one wciąż się cieszą? Jedno ich słowo, a mało kto odważy się podważać twój autorytet.
– Zdajesz sobie sprawę, że Hristianna równie dobrze może ogłosić wszem wobec, że nie nadaję się na króla? Albo… – Natan uśmiechnął się ponuro – …powiedzieć, że to Imdis powinna przyjąć rolę władcy.
– Przestań mnie straszyć tą wstrętną kobietą – odpowiedział Dymitr, wzdrygając się. – Nikt o zdrowych zmysłach nie uzna Imdis za dobry materiał na królową.
Brwi Natana powędrowały w górę.
– Nie zaliczyłbym Hristianny i jej Siostrzeństwa do szczególnie racjonalnych wampirów.
– Łapiesz mnie za słówka. Przemyśl to. To może być nasza ostatnia nadzieja. – Dymitr błagalnie popatrzył w twarz księcia.
Natan nie potrafił określić, czy Dymitr naprawdę się o niego martwi, czy też to wizja Imdis na tronie tak bardzo go przeraża.
– To zły pomysł, Dymitr – odpowiedział Natan, wysuwając ramię z uścisku kuzyna i kierując się w stronę drzwi.
– Zawsze możemy wrzucić Imdis do studni… – zaproponował pod nosem Dymitr, kiedy książę wychodził z jego sypialni.
☽✵☾
Natan był sam w królewskim gabinecie. Siedział, opierając łokcie na dużym drewnianym biurku, i słuchał odgłosów pałacu, który powoli pogrążał się we śnie.
Było już późno, ale książę nie wybierał się do swojej sypialni. Nie mógł położyć się spać. Mimo że od godziny siedział nieruchomo w ogromnym, miękkim fotelu, ciało miał spięte, a serce biło mu szybko. Zalewały go fale lęku i niepokoju, które trudno było poskromić. Czuł się bezsilny.
Westchnął cicho i odwrócił się do okna, by obserwować ciemniejący z każdą chwilą krajobraz. Przez głowę wampira przemykały pojedyncze myśli o tym, by stopić się z czernią malującą się za szybą. Jedyne, czego teraz pragnął, to ucieczka od roli, do której był przygotowywany przez całe życie. Pragnął przez chwilę być nikim. Po prostu zniknąć z tego miejsca na kilka tygodni lub miesięcy.
Powinien się położyć, ale odnajdywał spokój pośród ciszy, która panowała w pałacu nocą. Miał wrażenie, że to jedyny moment, kiedy może się zatroszczyć o siebie, a nie o swój kraj. Kraj, który zresztą zdawał się cierpieć od momentu, gdy Natan przejął władzę po ojcu. Książę czuł wzbierający w sercu smutek, gdy myślał o tym, że nie potrafi dobrze wypełnić jedynego celu swojego życia.
Zdmuchnął świeczki na biurku i podszedł do okna. Długo wpatrywał się w sierp księżyca i gwiazdy na granatowym niebie, zastanawiając się, czy przeznaczenie naprawdę jest w nich zapisane.
Trójka wampirów obserwowała, jak do sali Księżycowej wkracza ubrana w ozdobną, ciemnofioletową suknię wysoka wampirzyca. Była dość młoda, ale jej rysy zdradzały pierwsze oznaki dojrzałości. Rozpuszczone czarne włosy falami okalały bladą, pociągłą twarz, a ciemne oczy i brwi mocno kontrastowały z jasnym odcieniem skóry. Imdis była piękną kobietą, roztaczającą wokoło siebie nie tylko zapach perfum, ale i dziwną aurę: jej obecność wyciszała rozmowy i wzbudzała podziw.
Wampirzyca zaczęła się teatralnie rozglądać po wielkiej, urządzonej w odcieniach błękitu sali, której srebrne ozdoby i detale skrzyły się w blasku dnia. Gdy wzrok Imdis spoczął na księciu i jego kuzynie, na jej bladej twarzy zagościł fałszywy uśmiech.
– Och, Natanie! Jakże dobrze zobaczyć mojego bratanka! – Głos wampirzycy był głęboki i aksamitny. Ćwiczony od lat.
Ruszyła w stronę księcia, nie zwracając najmniejszej uwagi na młodszego z kuzynów.
– Rzygać mi się chce – szepnął Dymitr niezbyt cichym tonem.
– Witaj, Imdis, co cię sprowadza do Seranii? – zapytał Natan, ignorując uwagę kuzyna i stawiając kilka kroków w kierunku ciotki, by ją przywitać.
– Ależ, Natanie. – Imdis rozejrzała się na boki, udając, że obchodzi ją, czy ktoś spośród służby usłyszy jej następne słowa. – Przecież wiesz, jak się mają sprawy w naszej pięknej Iveccie. Potrzebujesz kobiecej rady, mój drogi.
Ciotka posłała Natanowi kolejny sztuczny uśmiech, a jej policzki zasrebrzyły się od wzbierającego pod skórą argentum.
– Dobrze wiesz, Imdis, że wampirzyc w pałacu nie brakuje – odezwał się Dymitr, niechętnie podchodząc do ciotki.
– Ale nie tych, które noszą w sobie krew Euriny – odpowiedziała mu Imdis wyjątkowo surowym tonem, z niechęcią przenosząc wzrok na młodszego wampira.
Natan westchnął. Imdis uwielbiała podkreślać kwestie związane z ich tytułem szlacheckim. Książę doskonale zdawał sobie sprawę, w jakim celu ciotka przybyła do pałacu, i równie dobrze wiedział, że ta kobieta użyje wszelkich środków, by dopiąć swego.
– Witaj, pani – odezwał się w końcu Veriel, który stał kilka kroków za Dymitrem i Natanem. Skłonił się głęboko. – Wierzę, że pani przybycie będzie owocowało w wiele ciekawych rozmów. – Jego spokojną twarz przyozdobił wystudiowany uśmiech.
– Verielu, dobrze cię zobaczyć – odpowiedziała wampirzyca, przyglądając się przyjaznej twarzy i ciemnobrązowym włosom królewskiego doradcy. – Nie widzieliśmy się od czasu urodzin Arkadii. Jak się twoja żona miewa?
– Znakomicie, wasza łaskawość. Daje mi wiele powodów do radości.
Imdis się uśmiechnęła, delikatnie potakując głową.
– Nie ma nic cenniejszego niż wampirzyca przy boku mężczyzny, nieprawdaż? – zapytała, nie patrząc jednak już dłużej na Veriela, ale przenosząc wzrok na księcia, który wciąż stał blisko niej.
Doradca wyczuł, że rozmowa zmierza w niebezpiecznym kierunku, i odpowiedział:
– Zgadzam się, pani, niemniej znalezienie takiej wybranki wymaga często zarówno wiele czasu, jak i odrobiny szczęścia.
– Nie potrzebujesz odpoczynku po podróży, Imdis? – zapytał Natan, aby przerwać tę wymianę zdań. – Służba przygotowała dla ciebie jeden z apartamentów.
– Dziękuję, bratanku – odparła wampirzyca, pozwalając, by jej wyraz twarzy złagodniał. – Mam jedynie nadzieję, że nie jest to jeden z tych apartamentów wyposażonych w balkon. Wiesz, że ostatnio jestem kruchego zdrowia.
Imdis wypowiedziała ostatnie słowa wystarczająco głośno, by każdy w sali mógł je dosłyszeć. Nie umknęło uwadze Natana, że kilka osób ze służby wyglądało na zaniepokojonych tą wzmianką.
– Nie, Imdis. Zadbałem o to. Twoje komnaty będą sąsiadować z pokojami Dymitra – odpowiedział Natan i musiał się wysilić, by na jego twarzy nie odmalował się uśmiech, gdy zobaczył grymas na obliczu ciotki.
– Doceniam twoją troskę, bratanku – odpowiedziała Imdis, nawet nie kryjąc sarkazmu.
Dymitr również nie wyglądał na zadowolonego, ale i on wiedział, że ciotkę lepiej jest mieć na oku.
– Jeżeli pozwolisz – zaczęła ponownie Imdis – pójdę teraz odpocząć.
Wampirzyca skłoniła się nieznacznie, a następnie skinęła dłonią na damę dworu – Vidię. Ta cicho zaczęła wydawać rozkazy reszcie służby, która przybyła wraz ze swoją panią do pałacu.
– Pani, czy życzysz sobie, by odprowadzić cię do twoich komnat? – Głos Veriela był łagodny i życzliwy, ale Imdis wyczuła w nim dziwny, niepasujący ton.
– Znam drogę, Verielu – odpowiedziała, również siląc się na sztuczną uprzejmość.
Doradca lekko się skłonił, pozwalając, by wampirzyca oddaliła się w kierunku swojej świty. Dymitr i Natan w milczeniu patrzyli, jak Imdis wita serdecznie każdego napotkanego mieszkańca pałacu i powoli zagłębia się w korytarze budynku, otoczona wianuszkiem wampirów.
– Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że ona jest już pewna swojego zwycięstwa – skwitował w końcu Dymitr, wciąż patrząc za znikającymi w oddali postaciami.
Veriel posłał Dymitrowi karcące spojrzenie, na które młodszy wampir w odpowiedzi wzruszył ramionami, jakby chciał powiedzieć: „No co?”.
Natan milczał przez dłuższy moment, po czym cicho zarządził, by podążyli za nim.
Veriel i Dymitr wymienili ukradkowe spojrzenia i ruszyli za księciem do dużego gabinetu królewskiego. Przez całą drogę żaden z nich nie odezwał się ani słowem.
Natan otworzył wielkie drewniane drzwi do pokoju i zaprosił swoich towarzyszy do przytulnego wnętrza, urządzonego w barwach ciemnego brązu i głębokiej zieleni. Wysokie ściany zajmowały potężne gabloty wypełnione zbiorami książek, zwojów i map. Pośrodku pokoju ustawiono ogromne, drewniane biurko, naprzeciw którego znajdowały się dwa fotele, czekające na interesantów.
Natan stanął za biurkiem i oparł dłonie na drewnianym blacie. Wyglądał dość nieprzyjemnie na tle wielkiego okna, w którego szyby zaczęły uderzać pierwsze burzowe krople.
– Co ona ma, czego ja nie mam? – zapytał Natan tonem, w którym pobrzmiewała złość.
– Jest kobietą, Natan – odpowiedział Dymitr, siadając na podłokietniku jednego z foteli. – Dobrze wiesz, że w niczym więcej cię nie przewyższa.
Natan westchnął głęboko i skierował wzrok na Veriela.
– Nie będę ukrywał, że płeć Imdis ma istotne znaczenie. Wampiry pragną, by władza ponownie trafiła w ręce kobiety – zaczął dyplomatycznie Veriel, zbliżając się do księcia. – Imdis wie o tym i wie, jak to wykorzystać. Nie mów mi, że nie zauważyłeś, że od jakiegoś czasu ta kobieta robi wszystko, by upodabniać się wyglądem do swojej matki.
– Zauważyłem, Verielu, aż nazbyt dobrze. Kiedy weszła do sali, byłem pewien, że to Felanis.
– Albo jej upiorny duch, który przyszedł nas dręczyć – dodał Dymitr ze wzrokiem utkwionym w sufit.
– Sęk w tym, że to działa – kontynuował Veriel, nie zwracając uwagi na komentarz Dymitra. – Pamiętasz, że twoja babka, tak uwielbiana przez lud Ivecty, była ucieleśnieniem wymarzonej władczyni. Twój ojciec z kolei…
– Mój ojciec władał za pomocą strachu, a nie zaufania, a teraz cały kraj widzi we mnie jego marnego następcę – mówiąc to, Natan wyprostował się i skrzyżował ręce na piersi.
– Imdis nie jest lepszą władczynią od ciebie. Jest po prostu ucieleśnieniem pragnień ludzi, by wrócić do czasów dobrobytu – dokończył Veriel.
– Przecież Imdis nienawidzi ludzi! – zawołał Dymitr, nie mogąc wytrzymać, a wyraz jego twarzy zdradzał frustrację.
– Ludzie lubią zauważać tylko te aspekty rzeczywistości, które pasują do ich wizji świata – odpowiedział Veriel. – Wierzą, że kobieta na tronie przywróci Ivectę do czasów świetności, tak jak to zrobiła Felanis.
– Nie mogę oddać Ivecty w ręce Imdis! – zaprotestował Natan, nerwowo wybijając palcami rytm na swoim przedramieniu.
– Być może los przygotował dla ciebie inne rozwiązanie – odezwał się kobiecy, głęboki głos.
Trzy pary oczu zwróciły się w kierunku postaci stojącej w drzwiach gabinetu.
Czerwony, półprzeźroczysty welon przykrywał białe włosy Hristianny, które spływały wzdłuż jej sylwetki aż do pasa. Szkarłatne szaty ze zwiewnego materiału zdawały się delikatnie poruszać, nawet gdy wampirzyca stała całkowicie nieruchomo. Jej dłonie również spowijał cienki, czerwony materiał. Jedynymi odsłoniętymi częściami ciała kobiety były twarz, szyja oraz płytki dekolt, ale udrapowanie materiału wyraźnie uwidaczniało jej figurę.
Szare oczy Siostry przypatrywały się Natanowi i jego rozmówcom, a na jej twarzy gościł delikatny uśmiech, podkreślający pierwsze zmarszczki tworzące się w okolicach powiek i ust.
– Hristianno – powitał ją Veriel, głęboko się kłaniając.
Wampirzyca skinęła mu głową, na chwilę odrywając oczy od księcia.
Dymitr niepewnie zerknął na kuzyna, który ze zmarszczonym czołem spoglądał na przedstawicielkę Siostrzeństwa.
– Wybacz mi, Hristianno, ale nie przypominam sobie, bym zapraszał cię do naszej rozmowy – powiedział Natan.
– Wasza wysokość doskonale wie, że pojawiam się tam, gdzie los mnie prowadzi – odparła Hristianna, przestępując próg gabinetu, a potem powoli zamknęła drzwi za sobą.
– Rozumiem, że los jest też wystarczającą wymówką, by pozwolić sobie na podsłuchiwanie prywatnych rozmów?
– Jeżeli tak to wasza wysokość ujmuje. – Wampirzyca skłoniła się księciu i podeszła do biurka. – Jednakże moje imię padło niedawno w prywatnych komnatach pałacu. Jeżeli się nie mylę, kuzyn waszej wysokości zaprosił mnie do udziału w tej historii. – Wzrok Hristianny przeniósł się na Dymitra, który wysoko uniósł brwi.
– Przysięgam, Natan, że jej tu nie zapraszałem – powiedział, lekko zdezorientowany.
– Zaproszenia nie muszą być bezpośrednie, by przywołać gościa. – Wampirzyca uśmiechnęła się trochę szerzej.
– Hristianno – zaczął Natan zmęczonym tonem – to nie jest najlepsza pora na twoje odwiedziny.
– Wasza wysokość jest tego pewien? – włączył się do rozmowy Veriel, kierując na siebie uwagę księcia. – Siostrzeństwo od lat służyło radą rodzinie królewskiej. Na dworze popularność kapłanek zmalała w ostatnim czasie, ale to nie oznacza, że ich słowa straciły wartość.
Książę ponownie popatrzył na Hristiannę. Wydawała się niezwykle spokojna. Po prostu stała, czekając na słowa Natana. Wampirzyca była gotowa przyjąć każdą decyzję i w równym stopniu być z niej zadowolona.
Władca dłuższy moment stał w ciszy, myśląc. Wiedział, że jego ojciec nigdy nie korzystał z rad Sióstr, podobnie jak jego babka. Niemniej we wcześniejszych czasach przebywały one na dworze królewskim jako najznamienitsze doradczynie i przewodniczki. Służyły nie tyle władcom, ile przeznaczeniu wampirów. Ich zadaniem było prowadzenie królowych i królów tak, by wampirza rasa żyła, zachowując moc i siłę swoich przodków. Natan nie ufał Hristiannie, ale równocześnie czuł wobec niej wdzięczność, bo wiedział, że w istnieniu i działalności Siostrzeństwa jego lud znajduje ukojenie.
– Co cię tu sprowadza, Hristianno? – zapytał w końcu Natan łagodniejszym tonem, sprawiając tym samym, że Dymitr i Veriel odetchnęli głębiej.
– Wspominałam już waszej wysokości, że przywiódł mnie tu los. – Usiadła na wolnym fotelu i kontynuowała: – Odgrywasz rolę, która do ciebie nie pasuje, książę.
Dymitr wstrzymał oddech i z przerażeniem spojrzał na Hristiannę.
Natan również poczuł nieprzyjemny ucisk w brzuchu. Czy ta kobieta zaraz powie mu, że nie nadaje się on na króla?
– Musisz się jaśniej wyrażać, Hristianno – odpowiedział, próbując zachować spokój.
– Wasza wysokość cierpi, jednak to cierpienie jest bezużyteczne. Nie dodaje szlachetności, nie wzbudza litości. Nikt nie zasługuje na to, by cierpieć na próżno.
– Rozumiem, że los chce mi znaleźć lepszy powód cierpienia? – zapytał Natan, pozwalając sobie na trochę złośliwy komentarz.
– Można to tak interpretować – odparła wampirzyca, prostując plecy. – Aczkolwiek myślę, że przeznaczenie zapisało ci życie wypełnione nie tylko cierpieniem. Wasza wysokość jednak nie jest w stanie odszukać tej drogi bez naszej pomocy. Ciężko szukać swojego losu, kiedy nasze dni wypełnia ból i strach.
W pokoju ponownie zapanowała cisza. Veriel i Dymitr milczeli, bojąc się przerwać tę wymianę zdań.
– Hristianno, cenię ochronę, którą zapewniasz wampirzym mieszkańcom Seranii, ale twoje rady jedynie odwracają moją uwagę od realnego problemu, którym muszę się zająć – powiedział w końcu władca, obdarzając Siostrę wymuszonym uśmiechem.
– Myślę, że możemy pomóc w rozwiązaniu tego problemu, wasza wysokość. – Jasna twarz Hristianny nie zdradzała żadnych oznak emocji.
– Czy słusznie się domyślam, że nie zdradzisz mi teraz tego rozwiązania? – zapytał Natan, spodziewając się odpowiedzi.
– Takie słowa są wiążące. Jeżeli wasza wysokość chce je poznać, to również i lud Ivecty zasługuje na ich poznanie.
Natan westchnął i zaśmiał się gorzko. Wiedział, o czym mówi Hristianna. Słyszał opowieści o Obrzędzie Szarf, ale nigdy nie było mu dane w takim uczestniczyć. Była to audiencja u Sióstr, które kierowały losem władcy na oczach każdego, kto był tym zainteresowany. Książę wiedział, że jeżeli zdecyduje się na ten obrzęd, to do świątyni Sióstr przybędzie rekordowa liczba ludzi i wampirów, gdyż ostatnia taka audiencja odbyła się ponad trzysta pięćdziesiąt lat temu. Wiedział również, że słowo Sióstr będzie niepodważalne.
– Co, jeżeli nie zgodzę się z waszymi słowami? – zapytał, pomimo że się domyślał konsekwencji takiego czynu.
– Dobrze wiesz, książę, że Siostry cię nie skrzywdzą. Masz prawo przyjąć nasze słowa lub je odrzucić. Jednakże obecnie lud Ivecty ufa bardziej nam niż rodzinie królewskiej. Nie będę ukrywać, że dla swojego dobra powinieneś pogodzić się ze ścieżką losu, którą cię poprowadzimy. To jednak twoja decyzja, młody władco. Jeżeli nie jesteś gotowy na nasze wskazówki, to nie będę cię zmuszać do odwiedzin w naszej świątyni.
Hristianna wstała, pozwalając, by warstwy materiału zafalowały w powietrzu.
– Dziękuję za twoją radę – odpowiedział Natan, uznając rozmowę za zakończoną.
– Wasza wysokość… – zaczęła ponownie Hristianna, nieco zmieniając ton głosu. Książę uniósł brwi i kiwnął głową, dając jej przyzwolenie, by mówiła dalej. – Pani Imdis rozważa pojawienie się w naszych progach. – Powietrze w pomieszczeniu zdawało się znieruchomieć na moment. – Uznałam, że wasza wysokość powinien o tym wiedzieć.
Po tych słowach w gabinecie królewskim zapanowała cisza. Natan odwrócił się plecami do swoich rozmówców i spojrzał na krajobraz za oknem. Nie był w stanie patrzeć na zaniepokojone oblicza Dymitra i Veriela.
Serce biło mu szybciej. Miał wrażenie, że jest przyparty do muru. Nie był pewien, co skłoniło Imdis do takiej decyzji. Przeczuwał jednak, że jeżeli pozwoli ciotce odwiedzić Siostrzeństwo, będzie to równoznaczne ze zdobyciem przez nią przewagi nad nim. Imdis wiedziała, co robi.
– Oddalę się, wasza wysokość – powiedziała w końcu Siostra, nie doczekawszy się odpowiedzi. Kobieta się skłoniła, gotowa opuścić pokój.
Rytm serca Natana kolejny raz przyśpieszył. Książę wiedział, że nie powinien podejmować żadnych decyzji pod wpływem emocji, ale nie mógł dłużej czekać biernie, obserwując coraz śmielsze poczynania Imdis.
– Hristianno – odezwał się, wciąż nie odwracając się w kierunku Siostry.
– Tak, wasza wysokość?
– Kiedy mam się stawić w waszej świątyni?
Słowa, które właśnie wypowiedział, oznaczały nieodwracalną decyzję.
Calvia wstała z krzesła i rozprostowała zesztywniałe plecy. Wczorajszego dnia wróciła z pracy tak zmęczona, że podczas kolacji zasnęła przy stole i teraz boleśnie odczuwała tego skutki.
W ciągu kilku tygodni życie każdego mieszkańca Ivecty zmieniło się diametralnie. W kraju panował chaos spowodowany faktem, że obecnie nikt nie zasiadał na tronie królewskim. Książę Natan co prawda przejął władzę w państwie, ale nie był królem, więc jego zarządzenia wymagały poparcia pozostałej wampirzej elity kraju.
Po latach surowych rządów króla Kiryana frustracja, chowana w sercach zarówno wampirów, jak i ludzi, w końcu się rozlała i teraz zbierała krwawe żniwo.
Calvia zawsze czuła, że jej życie jest mniej warte niż życie jakiegokolwiek wampira w kraju, ale strach, jaki wzbudzał poprzedni władca, sprawiał, że bezlitosne prawo respektował każdy mieszkaniec Seranii i innych zakątków królestwa. Teraz jednak dziewczynie się wydawało, że jako człowiek po prostu nie istnieje. Że jest pionkiem w rękach tego wampira, który akurat ją złapie.
Jeszcze trzy cykle księżyca temu prowadziła własną pracownię. Codziennie rano, kiedy przez okno wpadały pierwsze promienie słońca, budziła się, szła do swojego ogrodu, by zerwać kwiaty i zioła, a potem, pozdrawiając nielicznych znajomych, szła do pracy. Choć trudno było nazwać jej wcześniejsze obowiązki pracą. Spełniała się jako zielarka: eksperymentowała ze składnikami, suszyła rośliny i tworzyła wszelkiego rodzaju napary i balsamy.
Najbardziej jednak w swojej profesji ceniła kontakty, które pozwalały na pozyskiwanie coraz to nowszych nasion różnobarwnych kwiatów, które hodowała i suszyła, tak by jej dom i pracownia wypełnione były ich kolorami i aromatami. Niektórzy powtarzali, że to strata pieniędzy, ale Calvia nigdy nie potrafiła opisać, jak wiele radości sprawiają jej te pachnące rośliny. Dawały jej odrobinę szczęścia, które pozwalało rozkwitać dziewczynie wraz z nimi.
A teraz? Teraz to nie była jej pracownia, choć Calvia nadal w myślach tak właśnie ją nazywała. Zakład przejęła jedna z wampirzych rodzin szlacheckich i łaskawie zaoferowała dziewczynie pracę w niewolniczych warunkach. Calvia musiała wykonywać rozkazy swojej nowej przełożonej, a za nieposłuszeństwo płaciła bólem fizycznym i upokorzeniem. Dostawała drobne wynagrodzenie, które ledwo starczało na zakup podstawowych produktów. Czuła, iż utknęła w jakimś koszmarze. Marzyła o powrocie do dawnego, wcześniej przez nią niedocenianego życia. Nie było już starszych ludzi, którzy przychodzili po radę, ani dzieci oglądających jej kolorowe kwiaty. Teraz Calvia była zasypywana wampirzymi poleceniami i skargami. Miała wrażenie, że jej cała egzystencja sprowadza się do bycia nic nieznaczącą marionetką.
Był ostatni dzień tygodnia. Jedyny, który mogła nazwać „dniem wolnym”. Zasunęła zasłony w sieni i skierowała się do drzwi wejściowych. W domu było cicho, słyszała jedynie podłogę, która skrzypiąc, zdawała się odpowiadać na każdy krok Calvii. Podeszła do wieszaka i zdjęła z niego brązowy, pocerowany płaszcz. Szybko przetrząsnęła jego kieszenie w poszukiwaniu czarnego klucza. Kiedy w końcu znalazła upragniony przedmiot, otworzyła ciężkie drzwi i wyszła na wąską ulicę.
Siąpił deszcz i buty dziewczyny szybko przemokły. Kierowała się na północ w stronę przeciwną do potężnej budowli – siedziby władcy. Dom Calvii znajdował się w jednej z bocznych uliczek poza głównymi murami miasta. Ta dzielnica różniła się od centrum stolicy poprzecinanego szerokimi, zatłoczonymi alejami przy samym pałacu królewskim. Przypominała raczej większą wieś. Mieszkańcy utrzymywali się głównie z tkactwa, a także – ze względu na bliskość lasu – z łowiectwa czy wycinki drzew.
Kilka lat temu, gdy przypuszczono atak na Seranię, najbardziej zniszczone zostało dolne miasto, które dotąd w pełni się nie odrodziło. Ludzie mieli trudność ze znalezieniem dobrze płatnej pracy i nie stać ich było na stawianie nowych kamienic czy rodzinnych domów. Wampiry natomiast nie chciały mieszkać w tej okolicy i tylko nieliczne z nich zajęły odbudowane po ataku dworki, które mocno wyróżniały się na tle pozostałych, ubogich budynków. Jednak i te kilkadziesiąt wampirzych rodzin zdążyło zatruć codzienne życie ludzkich mieszkańców.
Calvia szła skrajem ulicy ze spuszczoną głową, patrząc spokojnie w bruk. Gdy słyszała stukot końskich kopyt, garbiła się jeszcze bardziej. Wielokrotnie widziała, jak szukające zabawy wampiry zarzucały młodym dziewczynom, że te bezczelnie się na nich patrzą, a potem same wymierzały im „sprawiedliwość”. Calvia wiedziała, że wampiry czują się bezkarne, i nie chciała paść ich ofiarą. Kiedy zeszła z głównej drogi i zaczęła pokonywać labirynt mniejszych uliczek, odetchnęła z ulgą, rozmyślając o tym, że jeżeli tutaj dziesiątki wampirów wywoływały taki strach, to w górnym mieście, gdzie były ich setki, musiało panować istne piekło.
Każdy wolny od pracy dzień Calvia spędzała tak samo – szła na spacer do pobliskiego lasu. Według ludowych wierzeń drzewa były naczyniami na ludzkie emocje i słowa. Wysłuchiwały zwierzeń i oferowały swoje silne, twarde ramiona, by każdy, kto tego potrzebuje, mógł poczuć odrobinę otuchy.
Kiedy Calvia, zostawiwszy za sobą ostatnią uliczkę, znalazła się na wydeptanej, leśnej ścieżynie, zdjęła buty i dalej szła boso, chcąc poczuć jeszcze większą więź z przyrodą. Dzięki mżawce las pachniał dziś wyjątkowo intensywnie, a każdy krok, który stawiała na wilgotnym mchu i mokrych liściach, wydobywał woń, która nieodparcie kojarzyła jej się z wolnością.
Ów las był zawsze pusty, z rzadka słyszało się tu śpiew ptaków czy śmiechy ganiających wśród drzew dzieci. Las Mestivel był nazywany Lasem Tajemnic. Calvia często słyszała opowieści o pijanych mężczyznach, którzy w przypływie alkoholowej odwagi zapędzali się tutaj nocą i nigdy nie wracali. Mówiono też o dzieciach, które zwierzały się swoim mamom, że widziały na skraju lasu jakieś dziwne postacie czy nieprzyjazne oczy. Pewnego razu drwal Arnold opowiadał o wilku wielkości niedźwiedzia, którego spotkał w czasie przesilenia letniego i przed którym się schował za konarem zwalonego drzewa.
Jednak Calvia czuła się tutaj bezpiecznie. Tu mogła w końcu odpocząć od miejskiego gwaru, wtulić się w wygrzaną od słońca ściółkę i zapomnieć o wampirach czyhających na jej ciało. To miejsce nieodłącznie kojarzyło jej się z dzieciństwem i wspólnym z ojcem zbieraniem owoców. Cały Las Mestivel był niczym żywa, introwertyczna istota, która do swojego ciepłego środka dopuszczała tylko wybrane osoby. Calvii nie zniechęcały przesądy i legendy. Póki las pokazywał jej, że jest tu mile widzianym gościem, z chęcią odpoczywała pod koronami jego drzew.
Po paru minutach marszu przymknęła oczy, rozluźniła ramiona i zaczęła śpiewać:
Złote polne kłosy, cichy szelest mórz,
Białe me stokrotki, piękniejsze od róż.
Znów niebieskie niebo czernią zasnute jest,
Chmury ponownie płaczą, płaczą pełne łez.
Uśmiechnęła się gorzko. To była chyba jedyna rzecz, która pozwalała dziewczynie powrócić do czasów dzieciństwa. Ta piosenka była jej kołysanką. Ojciec Calvii, chcąc, aby córka odczuła silniejszą więź z nieżyjącą matką, zamiast śpiewać o księżycu i gwiazdach mrugających na niebie, wybierał proste piosenki, które kiedyś ujęły serce jego żony.
Chciałaby choć raz jeszcze usłyszeć, jak jej ojciec śpiewa te wersy smutnych ballad o niespełnionej miłości. Jednak wampiry odebrały Calvii i jego. Odebrały jej ojcu najpierw wolność, wcielając go w szeregi armii, a następnie odebrały mu życie, zmusiwszy do walki w wojnie, którą od zawsze gardził.
Calvia poczuła się nagle przeraźliwie samotna. Choć bardzo by tego pragnęła, to wiedziała, że żadna ballada nigdy nie zastąpi dotyku troskliwych dłoni matki ani ojcowskiej dumy. Piosenka to tylko mała pamiątka, w której zaklęta jest odrobina rodzicielskiej miłości.
Usiadła pod drzewem i wtuliła się w mech. Nim zdołała zaśpiewać drugą zwrotkę, zasnęła, wykończona wczorajszą pracą do późna.
Wiatr targał jego czarnymi włosami, pozwalając, by pojedyncze kosmyki wysunęły się z niskiego kucyka. Książę czuł na swoich plecach spojrzenia wielu par oczu. Musiał postawić pierwszy krok w kierunku licznych kamiennych schodów prowadzących do świątyni na wzgórzu przed nim, jednak ta czynność wydawała mu się w tym momencie wyjątkowo trudna.
– Wciąż możesz się wycofać, Natanie – usłyszał cichy szept Veriela przy swoim uchu.
Książę nie odpowiedział. Veriel kłamał, by dodać mu otuchy, by sprawić, że Natan nie będzie się czuł jak złapana w sidła zwierzyna. Całe wzgórze falowało i mieniło się od barw ubrań licznych osób, które przyszły obserwować, jak poddaje się ocenie Siostrzeństwa. Nie mógł się teraz wycofać. Gdyby to zrobił, jeszcze tego samego wieczoru straciłby swój i tak obecnie niewielki autorytet władcy. Nie był pewien, co czuje. Strach? Frustrację?
Emocje mieszały się w nim, sprawiając, że ręce i nogi drętwiały mu ze stresu.
Postawił pierwszy krok na kamiennym schodku. Usłyszał szmer szeptów, który przebiegł z dołu w górę wzgórza. Ludzie przekazywali sobie, że książę ruszył. Pokonał następne kilka stopni, a jego dwór podążył za nim. Był wdzięczny za to, że ma przy sobie Dymitra i Veriela, ale równocześnie odczuwał gorycz spowodowaną tym, że blisko niego znajdowała się również Imdis z Vidią.
Starał się nie patrzeć na ludzi, którzy pozwalali sobie na coraz głośniejsze rozmowy i pojedyncze okrzyki. Jego wzrok skupiony był na barwnej kopule widocznej na samym szczycie wzgórza. Natan czuł się całkowicie odsłonięty, gdy kroczył tak pośrodku schodów, mijając po bokach kolejnych strażników z królewskiej gwardii, którzy powstrzymywali napierający tłum osób chcących przyjrzeć mu się z bliska.
Miał nieodparte wrażenie, że zmierza w kierunku jakiegoś nieuchronnego zagrożenia. Jego mięśnie były napięte i gotowe do walki o życie. On jednak musiał spokojnym tempem pokonywać kolejne stopnie, udając, że w jego ciele wcale nie wzbiera zdenerwowanie. Równocześnie wiedział, że jeszcze dziś się wszystko rozwiąże, i to dawało mu ukojenie. Nawet jeżeli sprawy przybiorą zły dla niego obrót, to Siostry i tak obiecały mu rozwiązać jego problem. Dziś otrzyma wyrok od przeznaczenia i nie będzie już musiał ślepo szukać swojego powołania.
W końcu znalazł się na niewielkim, owalnym dziedzińcu przed świątynią Sióstr. Jasna budowla na pierwszy rzut oka nie wyróżniała się swoją bryłą. Była zwykłym, dużym kamiennym budynkiem przyozdobionym kilkoma kolumnami. Jednak jej sklepienie wieńczył kopułowaty dach stworzony z mozaiki barwnych szkieł, które obecnie w blasku słońca lśniły odcieniami czerwieni, różu i szarości. Natan był w tym budynku tylko raz – jako dziecko.
Dziedziniec wypełniony był wampirami, które w przeciwieństwie do ludzi miały wstęp na tę część wzgórza. Wampiry milczały, wpatrzone w sylwetkę księcia. Natan nie potrafił stwierdzić, czy to ludzkie szepty, czy wampirza cisza sprawiają mu większy dyskomfort, ale z każdą chwilą był coraz bardziej spięty.
Dźwięki otoczenia zdawały się stłumione przez rytm, jaki wybijało jego serce. Słyszał, jak argentum szumi mu w głowie i uszach. Starał się oddychać głęboko, ale odnosił wrażenie, że dopasowane ubranie, które miał na sobie, ogranicza mu swobodę i dusi go.
Odwrócił się i spojrzał na swoich dworzan, którzy przybyli tu z nim. Zdawało się, że z Imdis emanuje złość, nieszczelnie zamknięta w jej szczupłym ciele. Nie chciał się dłużej przypatrywać ciotce. Bał się, że zauważy frustrację w jego oczach.
Odnalazł wzrokiem Melisę, która szybko wystąpiła z grupy, podeszła do niego i złożyła głęboki ukłon. Imdis oraz Vidia również to uczyniły. Tylko kobiety mogły mu towarzyszyć podczas wizyty we wnętrzu świątyni. Poczuł odrobinę otuchy, gdy Melisa uśmiechnęła się do niego ukradkiem podczas prostowania ciała. Odpowiedział jej zbolałym uniesieniem kącików ust. Cieszył się, że choć ona mogła być przy jego boku. Jasnozielona suknia młodej ochmistrzyni wyróżniała się na tle morza fioletów, szkarłatów i czerni ubrań pozostałych wampirów.
– Witamy waszą wysokość – usłyszał znajomy głos zza swoich pleców. – Siostrzeństwo niezwykle się cieszy z twojej wizyty.
Książę powoli się odwrócił i przywołał na twarz wystudiowaną maskę opanowania.
Przez plac przed budynkiem świątyni kroczyła już dostojnie wampirza kapłanka. Wampiry z respektem rozstępowały się przed nią, patrząc jak zahipnotyzowane na jej postać.
– Witaj, Hristianno. Czy twoje Siostry gotowe są mnie przyjąć? – zapytał Natan, siląc się na spokój.
Hristianna miała dziś na sobie jasnoróżowe szaty z jeszcze większą liczbą warstw cienkiego materiału. Jej włosy były związane i prawie całkowicie przykryte długim welonem z półprzeźroczystego materiału. Zatrzymała się na kilka metrów przed księciem, sprawiając, że tłum wampirów wokół niego się przerzedził.
– Byłyśmy gotowe na te odwiedziny od momentu narodzin waszej wysokości – powiedziała aksamitnym głosem i gestem zaprosiła Natana oraz trójkę kobiet do świątyni.
Wampiry przeszły przez plac, a początkowo panującą wśród tłumu ciszę przerwały gorączkowe szepty.
Natan wkroczył do świątyni, a za nim uczyniły to samo Imdis, Melisa oraz Vidia. Na samym końcu dołączyła do nich Hristianna, wcześniej przepuściwszy księcia oraz jego towarzyszki. Uwadze księcia nie umknął fakt, że Siostra nie zamknęła za sobą potężnych drzwi świątyni. Słowa wypowiedziane w jej wnętrzu miały być słyszalne dla osób zebranych na dziedzińcu.
Małe pomieszczenie wejściowe świątyni prowadziło bezpośrednio do jej największej sali. Była okrągła, a środek kamiennej podłogi wyznaczała mozaika z czerwonego kamienia, która symbolizowała pełnię krwawego księżyca. Wnętrze wypełniał zapach palonego różanego drewna, a światło słońca wpadające przez kopułę zmieniało swoją barwę na odcienie szklanych płytek dachu.
Dużą część pomieszczenia otaczały półkolem ławy o kilku poziomach wysokości, zajęte przez wiele wybranych z ludu Natana wampirzyc. Melisa, Imdis i Vidia usiadły pośród nich, a Hristianna poprowadziła księcia na środek komnaty.
Natana przytłoczyła liczba kobiet, które wpatrywały się teraz w jego sylwetkę stojącą w centralnym punkcie sali. Poczuł się jak intruz, kiedy uświadomił sobie, że jest jedynym mężczyzną w pomieszczeniu. Wiedział, że wampiry płci męskiej muszą otrzymać specjalne zaproszenie, by dostać się do świątyni, i wydawało się mu, że był przygotowany na to, że otoczą go jedynie kobiety. Myśl jednak nie była w stanie oddać tych emocji, jakie obecnie próbowały zawładnąć jego ciałem. Czuł się odsłonięty, obcy i… słaby.
Dłużej zatrzymał wzrok na trójce ludzkich kobiet, które również wydawały się przerażone swoją obecnością w tym miejscu. Zostały wyznaczone na wysłanniczki ludzi i wyjątkowo wpuszczone do świątyni Siostrzeństwa.
Naprzeciw księcia znajdował się wyrzeźbiony z jasnego kamienia posąg pierwszej wampirzycy – Euriny. Rzeźba była od niego dwa razy większa, co jeszcze bardziej potęgowało jego poczucie osaczenia. Ręce postaci były obwiązane wstęgami satynowego, ciemnoczerwonego materiału.
Hristianna stanęła przed księciem, a ze zdobionych portali za posągiem Euriny wyszły pozostałe Siostry. Wampirzyce wkraczające do sali, w przeciwieństwie do Hristianny, miały twarze zasłonięte welonami z grubej tkaniny. Pomimo przysłoniętych oczu, Siostry poruszały się zgrabnie, otaczając kołem Hristiannę i Natana. Następnie wampirzyce, chwyciwszy się za ręce, zamknęły oboje we wnętrzu okręgu.
– Książę Natanie, przychodzisz tu dziś, by usłyszeć, jaką drogę Siostry odnalazły dla ciebie na szlaku przeznaczenia – zaczęła Hristianna głośno. – Rade jesteśmy, że przerwałeś praktyki swojej rodziny i po ponad trzystu latach oczekiwania ród Misvinal wysłał swojego kolejnego potomka, by związał się wstęgą z Siostrami Euriny.
Książę poczuł, że rytm serca ponownie mu przyśpiesza. Zwalczył przemożną ochotę, by zacisnąć dłonie w pięści. Patrząc na otaczające go kobiety, przeklinał w myślach swojego ojca, którego niespodziewana śmierć tak wcześnie obarczyła Natana jarzmem władcy.
– Natanie, powiedz, jaki ciężar dźwigasz na swoich barkach – odezwała się znów kapłanka i popatrzyła mu w oczy.
Jej spojrzenie było łagodne. Wampirzyca wydawała się wyjątkowo spokojna w odróżnieniu od stojącego naprzeciw niej Natana.
– Drogie Siostry – zaczął książę, wdzięczny, że dzięki latom treningów jego głos nie zdradzał oznak niepokoju. – Odwiedzam was dziś, bo chcę wiedzieć, jak służyć wampirom, jak służyć ludowi Ivecty.
Archiwistka pracująca w pałacu odnalazła w starych księgach zapisy wcześniejszych Obrzędów Szarf. Podobno takie właśnie słowa kierowali do Siostrzeństwa jego przodkowie.
– Jesteśmy to w stanie zrobić, wasza wysokość – odpowiedziała Hristianna, obdarzając go łagodnym uśmiechem. – Wyciągnij rękę, młody władco, i posłuchaj, jakie ścieżki losu przygotowała dla ciebie Eurina.
Natan wyciągnął prawą dłoń, a Hristianna uczyniła to samo zaraz po nim. Złapała jego rękę w okolicach zgięcia łokcia, a on powtórzył jej gest.
Dwie Siostry wystąpiły z okręgu i odwiązały jedną ze szkarłatnych szarf, które znajdowały się na posągu Euriny. Następnie podeszły do Natana i Hristianny, oplotły ich złączone ręce wstęgą i wróciły na swoje miejsca.
– Natanie Misvinal, pozwól mnie i moim Siostrom ujrzeć ścieżki twojego losu. Pozwól prowadzić się ku chwale wampirzej rasy. – Hristianna przymknęła oczy, a pozostałe Siostry zaczęły nucić hipnotyczną melodię, tworząc harmonię swoich głosów.
– Pozwalam – odpowiedział.
Nie było już odwrotu. Jeżeli Hristianna zaraz ogłosi zebranym tu wampirom i ludziom, że Natan nie nadaje się na króla Ivecty, to będzie musiał ustąpić Imdis miejsca na tronie, a całe dotychczasowe życie księcia zakończy się w tej świątyni. Jego ciało stanie się pustą skorupą bez celu.
Głosy Sióstr wzmocniły się i wdzierały do jego umysłu. Natan miał wrażenie, że jego mózg drży pod wpływem przeciąganych przez kapłanki samogłosek. Wtem poczuł, że szarfa dotykająca jego skóry rozgrzewa się i zaczyna parzyć jego ciało. Starał się opanować nieprzyjemne uczucie, ale ból się nasilał z każdą chwilą, a szarfa jaśniała w jakiś dziwny, hipnotyzujący sposób.
– Natanie – odezwała się w końcu Hristianna głosem, który zdawał się zwielokrotniony. Jej słowa brzmiały tak, jakby wypowiadał je chór kobiet, a nie jedna. – Ivecta potrzebuje królowej na swym tronie.
Natan poczuł, że żołądek mu się skręca. Czyli to prawda? To znaczy, że Eurina zadrwiła z jego życia i uznała go za księcia, który nie nadaje się na króla? Miał ochotę krzyknąć. Piekący ból, który odczuwał na skórze, jeszcze bardziej pobudzał jego zmysły. Przez głowę Natana galopowały tysiące myśli, które zdawały się tratować wszystkie jego ambicje, a także marzenia i wizje, jakie snuł od czasu dzieciństwa.
– Wybierzemy ci kobietę, która zostanie następną królową Ivecty – kontynuowała Hristianna, wywołując swoimi słowami poruszenie wśród zebranych. – Na wampirzym tronie zasiądzie śmiertelna dziewczyna z tego miasta.
Po sali poniósł się szmer. Wampirzyce nie potrafiły dłużej zachować ciszy. Słychać było szeptem wymieniane nerwowe słowa, westchnienia i urywane w szoku oddechy.
Natan nie był pewien, co właśnie usłyszał. Czy to znaczyło, że wciąż ma rządzić Ivectą? Musi jedynie poślubić ludzką kobietę, żeby Siostry uznały go za godnego tronu?
– U jej boku spełnisz swoje przeznaczenie jako wampirzy władca. Eurina pobłogosławi cię za podążenie jej ścieżką – mówiła dalej Hristianna, która pomimo magicznie zwielokrotnionego głosu musiała zacząć mówić donośniej, gdyż coraz więcej wampirzyc pozwalało sobie na uwagi i wyrażenie swojego oburzenia. – Czy przyjmujesz tę drogę, Natanie?
Hristianna otworzyła oczy i spojrzała na księcia, który z wyrazem szoku na twarzy wciąż stał przed nią.
Książę czuł, że intensywność palącego bólu zaraz przekroczy próg jego wytrzymałości. Nie potrafił pozbierać myśli. Czy Eurina naprawdę uzna go za godnego pełnienia funkcji władcy, jeżeli się ożeni? Co ma zmienić jedna ludzka kobieta w jego życiu? Jednak to oznaczało, że został zaakceptowany przez Siostry jako przyszły król, a lud Ivecty usłyszał, że Natan ma ich poparcie.
Gdy kątem oka zauważył, że Imdis wstaje, serce zabiło mu jeszcze szybciej. Musiał podjąć decyzję.
– Przyjmuję – powiedział głośniej, niż zamierzał. – Zdradź mi jej imię – dodał, gdy zobaczył, że szarfa zamienia się w popiół, uwalniając go od bolesnego odczucia na skórze.
– Jej imię brzmi: Calvia Venest.
