Śmierć. Tylko dla tych, którzy umrą - przewodnik jogina po życiu, śmierci i tym, co nastąpi później - Sadhguru Jaggi Vasudev - ebook

Śmierć. Tylko dla tych, którzy umrą - przewodnik jogina po życiu, śmierci i tym, co nastąpi później ebook

Sadhguru Jaggi Vasudev

0,0
69,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Sadhguru – jogin, mistyk i autor bestsellerów –– pomaga nam lepiej zrozumieć śmierć, abyśmy mogli żyć pełniej.

Śmierć jest nieuniknioną częścią naszego życia, jednak w wielu społeczeństwach pozostaje tematem trudnym do zaakceptowania. Dzisiaj nadal zmagamy się z odwiecznymi pytaniami: Czym jest śmierć? Dlaczego się jej boimy? Co dzieje się po śmierci? Czy jest to koniec czy też brama do czegoś więcej?

Sadhguru obszernie opisuje swoje wewnętrzne doświadczenia i wyjaśnia te aspekty śmierci, o których mówi się rzadko. A jeśli śmierć nie jest katastrofą, za jaką ją uważamy, ale istotnym aspektem życia, pełnym duchowych możliwości transcendencji? Unikanie śmierci oznacza unikanie życia, a strach przed nią jest w rzeczywistości strachem przed utratą. Sadhguru pokazuje, jak go przezwyciężyć i zaprasza do odkrywania, w jaki sposób świadomość śmiertelności pozwala głębiej doświadczać życia. Pogodzenie się ze śmiercią sprawi, że będziesz żyć świadomie, starając się, aby każda chwila była tak piękna, jak to tylko możliwe. Autor objaśnia nie tylko tajemnice otaczające śmierć, ale także aspekty praktyczne, takie jak przygotowania, jakie można wcześniej poczynić, jak najlepiej pomóc umierającemu i jak nawet po śmierci wspierać go w dalszej podróży. Czerpiąc z głębokiej mądrości i własnej transformacyjnej drogi, Sadhguru przedstawia zupełnie nową i niezbędną perspektywę – śmierć nie jest końcem, ale częścią ciągłości istnienia.

Śmierć nie jest porażką ani katastrofą. Nie jest też czymś, czego trzeba się bać. To po prostu moment opuszczenia ciała fizycznego. Takie spojrzenie wyraźnie kontrastuje z kulturą Zachodu, w której temat umierania bywa skrzętnie zamiatany pod dywan. Sadhguru mówi o nim wprost. Z odwagą i klarownością wyjaśnia, czym jest śmierć – oraz życie – z perspektywy filozofii jogi. We wczesnej młodości spędzał wiele godzin w miejscach kremacji. W tradycji hinduskiej to jedna z praktyk duchowych – długie obserwowanie płonących ciał.Żyjąc w komforcie własnego domu, łatwo myśleć, że jest się nieśmiertelnym. Ale gdy martwe ciało płonie na twoich oczach, widzisz wyraźnie, że jutro to mógłbyś być ty– pisze. Takie doświadczenie nie budzi lęku, lecz głęboki spokój i akceptację naturalnego porządku rzeczy. Czy można przewidzieć moment swojej śmierci? Czy da się odejść świadomie, bez żalu? Czy strata bliskich musi oznaczać jedynie ból? Ta książka przynosi odpowiedzi – i ukojenie. W ostatnich latach straciłam męża i przyjaciółkę. Dzięki naukom Sadhguru patrzę dziś na ich odejście z większym spokojem i zrozumieniem.

Agnieszka Passendorfer, nauczycielka jogi i medytacji, autorka książek

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 491

Data ważności licencji: 1/3/2030

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Przedmowa. Śmiertelny cios

Część I. Życie i śmierć w jednym oddechu

Rozdział 1. Czym jest śmierć?

Rozdział 2. Proces śmierci

Rozdział 3. Jakość śmierci

Rozdział 4. Czy śmierć można przechytrzyć?

Rozdział 5. Mahasamadhi

Część II. Wdzięk śmierci

Rozdział 6. Przygotowanie na dobrą śmierć

Praktyka Sallekhany

Mówi się, że w życiu zgod­nym z zasa­dami hin­du­izmu mamy moż­li­wość wyboru trzech spo­so­bów życia. Możesz żyć jako bhogi, rogi lub jogin, ale umrzeć możesz tylko jako jogin lub rogi. Bhogi to ktoś, kto zatra­cił się w mate­rial­nej lub zmy­sło­wej przy­jem­no­ści. Rogi to osoba, któ­rej życie jest ogra­ni­czone przez cho­robę, na którą cierpi. Jogin to ktoś, kto osią­gnął jed­ność lub har­mo­nię z Ist­nie­niem. Możesz żyć w każ­dym z tych trzech sta­nów, ale jeśli cho­dzi o umie­ra­nie, są tylko dwie moż­li­wo­ści: można umrzeć jako rogi lub jako jogin. Nie można wybrać śmierci jako bhogi.

Nie­gdyś w tej kul­tu­rze wielu ludzi wybie­rało śmierć jako jogini. Ale dzi­siaj wszy­scy wybie­rają śmierć jako rogi. Powstał w tym celu cały prze­mysł – być może czują, że muszą to wspie­rać. Obec­nie w Sta­nach Zjed­no­czo­nych nie­pro­por­cjo­nal­nie dużo pro­ce­dur medycz­nych prze­pro­wa­dza się w ciągu ostat­nich 30 dni ludz­kiego życia. Dla­czego trzeba tak wielu inter­wen­cji na tym eta­pie? Wysiłki te nie służą dobremu samo­po­czu­ciu, ponie­waż skut­kują one głów­nie eks­tre­mal­nymi męczar­niami, pod­czas gdy dobrze się wie, że ludzie ci i tak będą musieli wkrótce umrzeć. Tak więc przed upły­wem tych ostat­nich 30 dni – powiedzmy, sześć mie­sięcy wcze­śniej – decy­du­jesz się wyga­sić swoje życie i odejść. To naj­roz­sąd­niej­szy spo­sób postę­po­wa­nia ze swoją śmier­telną naturą.

Nie­któ­rzy ludzie – nawet ci, któ­rzy nie kro­czą ścieżką duchową – chcą świa­do­mie opu­ścić swoje ciało, bo nie chcą umrzeć z rur­kami wysta­ją­cymi z ich ciała. Chcą opu­ścić ciało powoli i odejść z wdzię­kiem, zamiast prze­cho­dzić przez wszel­kie rodzaje tor­tur. To, co dzieje się w szpi­talu, jest gor­sze od pie­kła. To fakt. Jeśli tego nie wiesz, wybierz się w podróż i spędź kilka dni na wszyst­kich oddzia­łach ogól­nych w pań­stwo­wych szpi­ta­lach w Indiach. Prze­ko­nasz się, że nie chciał­byś skoń­czyć w takim miej­scu. To powód, dla któ­rego wielu pra­cow­ni­ków służby zdro­wia w Sta­nach Zjed­no­czo­nych pod­pi­suje z góry oświad­cze­nie o nie­podej­mo­wa­niu resu­scy­ta­cji (DNR). Widzą nie­koń­czącą się walkę, przez którą prze­cho­dzą ludzie, któ­rym wsa­dza się rurki i wbija igły, tylko po to, żeby pod­trzy­mać ciało przy życiu i prze­dłu­żyć cier­pie­nie. Może sami to robią swoim pacjen­tom, ale nie chcą, aby spo­tkało to ich, gdy nadej­dzie ich czas.

W prze­szło­ści w kul­tu­rze indyj­skiej ludzie radzili sobie ina­czej. Powiedzmy, że nie zna­łeś w ogóle jogi i mia­łeś ponad 80 lat, ale na­dal czu­łeś się dobrze. Praw­do­po­dob­nie prze­żył­byś jesz­cze naj­wy­żej 10–15 lat. Ale załóżmy, że mając świa­do­mość coraz więk­szego znie­do­łęż­nie­nia ciała, pod­ją­łeś decy­zję: „Nad­szedł czas, abym świa­do­mie dopro­wa­dził je do końca”. Tak czy ina­czej, zamie­rza­łeś je wyczer­pać, po pro­stu zde­cy­do­wa­łeś się świa­do­mie je wyłą­czyć. Zatem przez kilka lat zamiast dwóch posił­ków dzien­nie spo­ży­wa­łeś jeden. Następ­nie z jed­nego posiłku zro­bi­łeś pół posiłku itd. Może to znacz­nie prze­dłu­żyć lub skró­cić życie – zależ­nie od uwa­run­ko­wań kar­micz­nych i ener­ge­tycz­nych. Ale z pew­no­ścią zapewni wol­ność od prze­dłu­ża­ją­cego się cier­pie­nia. W prze­szło­ści, kiedy ludzie uda­wali się do Wana­pra­stha Aśrama, zwy­kle stop­niowo zmie­niali rodzaj poży­wie­nia, naj­pierw jedli świeże owoce, potem świeże liście, kolejno suche liście, dalej tylko wodę, aż w końcu nie spo­ży­wali nawet wody. Następ­nie, w ciągu trzech do pię­ciu dni, odcho­dzili, ponie­waż nie chcieli umrzeć jako rogi.

Czy to jest samo­bój­stwo? Zde­cy­do­wa­nie nie. Samo­bój­stwo popeł­nia się w wyniku fru­stra­cji, gniewu, lęku lub gdy nie możemy znieść cier­pie­nia. To zaś nie jest ani samo­bój­stwo, ani euta­na­zja. Cho­dzi o to, by być na tyle świa­do­mym, by wie­dzieć, kiedy cykl życia się dopeł­nił i z niego wyjść. Cho­dzi o to, aby roz­wi­nąć wystar­cza­jącą świa­do­mość, aby oddzie­lić się od nagro­ma­dzo­nej fizycz­no­ści. Na tym pozio­mie świa­do­mo­ści można odejść. Jeśli nie osią­gniesz takiego poziomu, to przy­naj­mniej powi­nie­neś spra­wić, by ostat­nia chwila była dla cie­bie bar­dzo wdzięczna, przy­jemna, rado­sna i błoga. Będzie to moż­liwe, jeśli poczy­ni­łeś zawczasu pewne przy­go­to­wa­nia. Jeżeli to wszystko nie jest moż­liwe, to przy­naj­mniej można pod­jąć decy­zję, że odma­wiasz zbęd­nej inter­wen­cji medycz­nej. Będzie to korzystne dla cie­bie i dla pla­nety.

Współ­cze­sne spo­łe­czeń­stwa mają coraz więk­szą obse­sję na punk­cie wydłu­ża­nia ludz­kiego życia za wszelką cenę. Musisz zro­zu­mieć, że nie każdy nasta­wia się na to, żeby żyć 100 lat. Jeśli ty tego pra­gniesz, to musisz dosto­so­wać swoje życie pod wie­loma wzglę­dami. Nie­stety, więk­szość tych milio­ne­rów dążą­cych do nie­śmier­tel­no­ści poznała w życiu jedy­nie przy­jem­no­ści ciała, rado­ści i bóle prze­żyć psy­chicz­nych oraz upo­je­nie wła­dzą w świe­cie, w któ­rym żyją. Wszystko to jest fizyczne, zatem w ogóle nie się­gali wzro­kiem poza ten wymiar. Dziś, dzięki zaawan­so­wa­nym inter­wen­cjom medycz­nym – hor­mo­nom, suple­men­tom, komór­kom macie­rzy­stym czy cze­mu­kol­wiek innemu – udaje im się jedy­nie jakoś utrzy­mać ciało przy życiu.

Kiedy ludziom prze­staje dzia­łać opro­gra­mo­wa­nie, ale sprzęt jako taki jesz­cze działa, stają się jak pusta sko­rupa. Obec­nie w spo­łe­czeń­stwach zachod­nich jest o wiele za dużo takich pustych sko­ru­pek. Nie­któ­rzy, pra­cu­jący z takimi oso­bami, opo­wia­dali mi, że ci wszy­scy męż­czyźni i kobiety w wieku 85–90 lat stra­cili pamięć, ale z cza­sów mło­do­ści zapa­mię­tali tylko, że muszą być atrak­cyjni dla płci prze­ciw­nej. Zapo­mnieli wszystko inne, ale to jedno pozo­stało ze względu na hor­mo­nalną naturę tego aspektu życia, który wrył się w ciele. Led­wie cho­dzą, poru­szają się na wózku. Ale jeśli pojawi się kto­kol­wiek odmien­nej płci – gość, pra­cow­nik, kto­kol­wiek – chcą go obła­piać. Codzien­nie, sta­ra­jąc się wyglą­dać atrak­cyjnie, nakła­dają szminkę, maki­jaż, różne kosme­tyki albo zaci­nają przy gole­niu. Obła­piają każ­dego, kogo zoba­czą. Dostrze­gasz, jakie to żało­sne? Jed­nak w obec­nym spo­łe­czeń­stwie coś takiego uznaje się za godne pochwały. Uważa się, że jeśli ktoś ma 90 lat i na­dal roman­suje, to coś wspa­nia­łego, a nie głu­piego, nie­do­rzecz­nego, bo to wszystko, do czego takie osoby się przy­zwy­cza­iły.

Tego rodzaju sytu­acja nie mia­łaby miej­sca, gdyby, podob­nie jak wszyst­kie inne stwo­rze­nia, istoty ludz­kie wie­działy, kiedy i jak umie­rać z wdzię­kiem. Zatem co mogą zro­bić ci, któ­rzy nie mają moż­li­wo­ści pozby­cia się ciała wedle wła­snego uzna­nia, jak mają z gra­cją je opu­ścić? Jak i kiedy pod­jąć tę decy­zję? To kwe­stia indy­wi­du­alna. Ktoś będzie bar­dzo silny w wieku 85 lat, a ktoś inny być może będzie musiał odejść w wieku 70 lat – to zależy od wielu czyn­ni­ków. Wiek chro­no­lo­giczny nie jest kry­te­rium. Aby to wie­dzieć, potrzeba pew­nej ilo­ści sadhany, lub też wglądu w życie. Wtedy będziesz wie­dział, kiedy nad­cho­dzi nie­do­łęż­ność, będziesz wie­dział, kiedy ciało staje się nie­sta­bilne i będziesz czuł, że wyczer­pa­łeś swoją karmę. W prze­ciw­nym razie czu­jesz się zagu­biony na tym świe­cie, a tak nie­stety współ­cze­śnie czuje się więk­szość ludzi.

W cza­sach sta­ro­żyt­nych spo­łecz­ność bar­dzo wspie­rała ludzi w tym, by świa­do­mie decy­do­wali się na zuży­cie ciała i odej­ście z wdzię­kiem, gdy nadej­dzie czas. Na przy­kład w spo­łecz­no­ści dżi­nij­skiej ist­niała prak­tyka zwana Sal­le­khana lub San­tara. Hin­dusi mają coś podob­nego o nazwie pra­jo­pa­wesa. W tej tra­dy­cji, jeśli ktoś czuł, że zbliża się do etapu odej­ścia, a był wystar­cza­jąco świa­domy, mógł sam zde­cy­do­wać – w pełni to akcep­to­wano. Jeśli ktoś nie był tego świa­domy, kon­sul­to­wał się ze wszyst­kimi ludźmi wokół, w tym z rodziną, star­szy­zną, przy­wódcą ducho­wym. Ludzie następ­nie dys­ku­to­wali i nad tym deba­to­wali.

Powiedzmy, że ktoś składa poda­nie, mówiąc: „Myślę, że nad­szedł czas na Sal­le­khanę lub pra­jo­pa­wesę”. Zaczy­nają się więc debaty i dys­ku­sje, a odpo­wiedź brzmi: „Nie, jesz­cze nie czas na cie­bie. Dla­czego chcesz to zro­bić?”. Ludzie wymie­niają wszyst­kie rze­czy, które miały się jesz­cze wyda­rzyć w życiu tego czło­wieka i wszyst­kie obo­wiązki, które musi wypeł­nić. On jed­nak mówi: „Nie, nie. Myślę, że zro­bi­łem już wystar­cza­jąco dużo. Moje ciało nie pozwala mi zostać, muszę odejść”. Wtedy odpar­liby: „Musimy skon­sul­to­wać się z tym i tym”, uwa­ża­nym za ducho­wego przy­wódcę spo­łecz­no­ści.

Wspól­nie skon­sul­to­wa­liby się z nim i posta­no­wi­liby: „Dobrze, myślimy, że nad­szedł czas, aby ten czło­wiek odszedł. Może nie teraz, ale w przy­szłym roku”. Posta­nowi więc on odejść w następ­nym roku, na pod­sta­wie tego, co radzi spo­łecz­ność. Następ­nie przy­wódca duchowy udzieli mu ini­cja­cji w ten pro­ces, który sam w sobie bywa dłu­go­trwały i wie­lo­eta­powy. Na każ­dym eta­pie przy­wódca duchowy oceni postępy i upewni się, że dla tej osoby to naprawdę wła­ściwe roz­wią­za­nie. Jeśli ist­nia­łyby co do tego nawet naj­mniej­sze wąt­pli­wo­ści, pro­ces by odwo­łano, a daną osobę zawró­cono ze ścieżki.

Powiedzmy, że cho­dzi­łoby o mnie. Może stwier­dził­bym: „OK, chcę odejść w cza­sie naj­bliż­szych sze­ściu mie­sięcy”. Może skon­sul­to­wał­bym się z ludźmi z Cen­trum Isha Yoga: „Uwa­żam, że już dość zro­bi­łem, wspa­niale zaj­mu­je­cie się Cen­trum. Uwa­żam, że mnie nie potrze­buje Devi1 ani Dhja­na­linga, ani nikt inny. Moim zda­niem wła­ściwe jest, żebym odszedł w ciągu roku”. Odpo­wie­dzą: „Nie, nie, Sadh­guru, musisz tu być”. Ja zapy­tam: „OK, jak długo?”. Oznaj­mią: „Sadh­guru, jesz­cze 20 lat”. Ja powiem: „Nie, nie, naj­wy­żej trzy lata…”. Gdyby każdy był wystar­cza­jąco doj­rzały lub świa­domy, mogli­by­śmy poroz­ma­wiać o tym i dojść do cze­goś. W prze­ciw­nym razie wystar­czy, że wypo­wiesz słowo „śmierć”, a roz­pęta się pie­kło.

Kiedy całe spo­łe­czeń­stwo jest świa­dome, że śmierć jest nie­unik­nioną czę­ścią życia, możemy usiąść, nego­cjo­wać, wza­jem­nie udzie­lać sobie wska­zó­wek, dojść do cze­goś i zde­cy­do­wać, jaki spo­sób na odej­ście jest naj­lep­szy w danej sytu­acji. Przy­po­mina to aran­żo­wane mał­żeń­stwo w Indiach. Załóżmy, że córka osią­gnęła peł­no­let­ność – to kiedy wydać ją za mąż? Rodzina siada i dys­ku­tuje na ten temat. Pytają dziew­czynę o jej poglądy. Słu­chają tego, co ma do powie­dze­nia, patrzą na ogólną sytu­ację i widzą, co jest naj­lep­sze, a w końcu usta­lają datę. Śmierć jest rów­nież kolejną czę­ścią two­jego życia i tak powi­nie­neś się z nią obcho­dzić.

W prze­szło­ści było to powszechną prak­tyka, choć przyj­mo­wała wiele róż­nych form. Nawet kró­lo­wie pod koniec życia decy­do­wali się na Wana­pra­stha Aśramę i Sal­le­khanę lub pra­jo­pa­wesę. Jed­nym z naj­słyn­niej­szych ludzi, któ­rzy wybrali Sal­le­khanę, był Ćan­dra­gupta Maurja. Był on zało­ży­cie­lem dyna­stii Maur­jów i pierw­szym cesa­rzem, który zjed­no­czył Indie w nie­mal jedno pań­stwo. Od tego czasu żad­nemu innemu cesa­rzowi nie udało się stwo­rzyć więk­szego impe­rium na sub­kon­ty­nen­cie. Rzą­dził od 321 do 297 roku p.n.e. Aśoka2 był jego wnu­kiem. Kiedy Ćan­dra­gupta miał 42 lata, abdy­ko­wał na rzecz swo­jego syna Bin­du­sary. Następ­nie został ascetą jako uczeń dżi­nij­skiego świę­tego Bha­dra­bahu i wyemi­gro­wał do połu­dnio­wych Indii wraz z dżi­nij­skimi mni­chami. W wieku 55 lat zakoń­czył swoje życie poprzez Sal­le­khanę w Shra­va­na­be­la­goli w sta­nie Kar­na­taka. Do dziś w Shra­va­na­be­la­goli ist­nieje mała kamienna zagroda, w któ­rej miesz­kał po roz­po­czę­ciu Sal­le­khany.

Współ­cze­śnie wiele wybit­nych oso­bi­sto­ści, takich jak Acha­rya Vinoba Bhave, wybrało tę formę śmierci. Zatem, podob­nie jak podej­mu­jesz wysiłki, by żyć, powi­nie­neś rów­nież pod­jąć sta­ra­nia, by przy­go­to­wać się na śmierć. Powi­nie­neś posta­no­wić: „Jeśli umrę, chcę umrzeć w ten spo­sób”. Załóżmy teraz, że umrę jutro. Nie pla­nuję umrzeć jutro, ale czy jeśli tak się zda­rzy, to jestem gotowy? W stu pro­cen­tach! Ponie­waż przy­go­to­wy­wa­łem się na to przez całe swoje życie. Czy to ozna­cza, że dążę do tego, żeby umrzeć jutro? Nie. Zro­bię wszystko, aby żyć dobrze. Zawsze twier­dzę, że w życiu należy mieć głę­bo­kie zami­ło­wa­nie do tego, co naj­wyż­sze, współ­czu­cie dla wszyst­kich i nie należy być przy­wią­za­nym do samego sie­bie. Powie­dział­bym także, że jeśli chcesz dobrze umrzeć, do pew­nego stop­nia musisz pie­lę­gno­wać w sobie bez­na­mięt­ność wobec wła­snej śmierci. W prze­ciw­nym razie czło­wiek odej­dzie, wal­cząc – kopiąc i krzy­cząc – a to nie będzie dobre dla tego, co nadej­dzie potem.

Wszyst­kie nasze sytu­acje życiowe, począw­szy od dzie­ciń­stwa, zmie­niały się z cza­sem. Czy bawi­li­śmy się kamie­niami, czy plu­szo­wymi misiami, czy cho­dzi­li­śmy do szkoły, hasa­li­śmy po lesie, uczy­li­śmy się rzu­cać włócz­nią, czy obsłu­gi­wać kom­pu­ter – wszystko, co robi­li­śmy w życiu, zasad­ni­czo zale­żało od cza­sów. Ale śmierć jest pewną stałą – nie­za­leż­nie od tego, czy żyjemy tu dzi­siaj, czy żyli­śmy 10 000 lat temu, ludzie zawsze pod­cho­dzili do śmierci w ten sam spo­sób. To, czy patrzyli na nią ze stra­chem i prze­ra­że­niem, czy ze spo­ko­jem, czy z abso­lutną bło­go­ścią, zale­żało nie od czasu, ale od tego, na ile byli świa­domi. Sytu­acje życiowe mogą się zmie­niać zależ­nie od oko­licz­no­ści, ale śmierć jest tym aspek­tem naszego życia, który zawsze był stały, bez względu na to, w jakiej epoce histo­rycz­nej ist­nie­jemy.

Znaczenie śmierci w Kaśi3

Bez względu na to, w jakich cza­sach ist­nie­jemy, w każ­dym spo­łe­czeń­stwie nie­zwy­kle ważne jest, aby two­rzyć prze­strze­nie, w któ­rych ludzie mogą umie­rać bez ocze­ki­wa­nia nagród po śmierci, gdzie mogą zmie­rzyć się ze swoją śmier­tel­no­ścią jako taką. Nie­stety, nasze życie zostało ukształ­to­wane na pod­sta­wie nagród – sły­sze­li­śmy, że w szkole mamy sta­rać się o dobre oceny, a w pracy o awans. Ludzie wymy­ślili nawet moty­wa­cje do pój­ścia do nieba: rzeka wina, dzie­wice czy wspa­niałe jedze­nie, ale wszyst­kie te nagrody są tylko czę­ścią ocze­ki­wań ludz­kiej psy­chiki i nie mają nic wspól­nego z rze­czy­wi­sto­ścią. Z tą nagrodą lub karą, mar­chewką lub kijem, twoje życie nie może stać się peł­no­praw­nym pro­ce­sem. Toczy się jedy­nie od nagrody do nagrody lub od kary do kary. Musimy two­rzyć prze­strze­nie, w któ­rych przy­naj­mniej wtedy, gdy czło­wiek musi umrzeć, nie ma ani nagród, ani kar, lecz jest spo­sób na godne umie­ra­nie. Jeśli nie żyłeś z wdzię­kiem i bło­go­ścią, to przy­naj­mniej musisz umrzeć z wdzię­kiem i spo­ko­jem.

Two­rze­nie w naszym spo­łe­czeń­stwie takich prze­strzeni, w któ­rych ludzie mogą umie­rać god­nie, staje się odpo­wie­dzial­no­ścią każ­dego poko­le­nia. Jed­nym z takich przy­kła­dów jest mia­sto Kaśi. Żadne inne mia­sto na świe­cie nie jest tak głę­boko zwią­zane ze śmier­cią, jak wła­śnie to. Jest to rów­nież jedno z naj­star­szych nie­prze­rwa­nie zamiesz­ka­nych miast na świe­cie. Ist­nieją dowody, że liczy sobie co naj­mniej 12 000 lat, ale z pew­no­ścią jest znacz­nie star­sze. Kaśi nie tylko jest zamiesz­ki­wane nie­prze­rwa­nie od tysięcy lat, ale było także naj­po­tęż­niej­szym ducho­wym magne­sem, który zewsząd przy­cią­gał ludzi. Nie będzie prze­sadą stwier­dze­nie, że na sub­kon­ty­nen­cie trudno byłoby zna­leźć kogoś, kto nie chciałby udać się do Kaśi – wszystko jedno z jakiego powodu.

Ludzi przy­cią­gała nie tylko moż­li­wość, że umrą w Kaśi, bo w tym mie­ście cho­dzi nie tylko o śmierć. Z równą czcią i zapa­łem cele­bruje się tam zarówno życie, jak i śmierć. Ludzie tłum­nie przy­by­wali do tego miej­sca rów­nież ze względu na jego splen­dor i wiel­kość. Od tysięcy lat ludzie z całych Indii osie­dlają się w Kaśi i miesz­kają w dziel­ni­cach, z któ­rych każda zacho­wuje część swo­jej pier­wot­nej toż­sa­mo­ści i języ­ko­wego kolo­rytu. Pod wie­loma wzglę­dami Kaśi sta­nowi mikro­ko­smos cywi­li­za­cji hin­du­skiej i cywi­li­za­cyjne cen­trum Indii.

Słowo kaśi ozna­cza świa­tło. To mia­sto jest wieżą świa­tła w zna­cze­niu ducho­wym. Ideą i celem stwo­rze­nia takiej wieży świa­tła było to, aby pomóc ci w uzy­ska­niu dostępu do tego wymiaru w tobie, do któ­rego nie mógł­byś dotrzeć samo­dziel­nie. Kosmiczna moż­li­wość prze­ja­wia się tutaj jako rze­czy­wi­stość – to wła­śnie ozna­cza Kaśi. To nie jedyne miej­sce stwo­rzone w ten spo­sób – powstało wiele innych podob­nych. Ale Kaśi jest ważne ze względu na swój ogrom, este­tykę i piękno. Podobno w daw­nych cza­sach nie było na pla­ne­cie innego rów­nie pięk­nego mia­sta. Stały w nim trzy­pię­trowe budynki, co w tam­tych cza­sie było nie­sły­chane. Ludzie byli zdu­mieni, bo wedle ich doświad­cze­nia, nie­wia­ry­godne było to, że nad brze­gami rzeki budo­wano trzy­pię­trowe domy. Był to wyczyn inży­nie­ryjny sam w sobie.

Kaśi było także naj­waż­niej­szym ośrod­kiem nauk ducho­wych. Podobno miesz­kały tam setki mędr­ców, jasno­wi­dzów, guru, oświe­co­nych istot i uczo­nych, któ­rzy prze­ka­zy­wali swoją wie­dzę tysiącom uczniów przy­by­wa­ją­cych z całego kraju, a także innych czę­ści świata. Była tam repre­zen­to­wana każda duchowa tra­dy­cja, każda sekta i pod­sekta hin­du­skiej ducho­wo­ści. W samym mie­ście znaj­duje się bli­sko 3000 świą­tyń. Kaśi było rów­nież pier­wot­nym ośrod­kiem sztuki, kul­tury i muzyki. Pod wzglę­dem este­tycz­nym, ducho­wym, nauko­wym i każ­dym innym było to naj­pięk­niej­sze miej­sce tam­tych cza­sów. Wszystko to razem spra­wiało, że mia­sto dzia­łało jak magnes i miało odpo­wied­nią atmos­ferę, by przy­cią­gać ludzi. Wielu wybit­nych świę­tych, filo­zo­fów, poetów, pisa­rzy i muzy­ków wszech cza­sów miesz­kało w Kaśi w któ­rymś momen­cie swo­jego życia. Nawet Śiwa miesz­kał w Kaśi. Kiedy Aga­stja Muni musiał wyje­chać z Kaśi, to nawet on opie­wał jego piękno i wiel­kość. Nie chciał opusz­czać tego miej­sca, ale udał się na połu­dnie z powodu pracy.

Tra­dy­cyj­nie ludzie przy­jeż­dżali do Kaśi nie tylko wtedy, gdy byli na łożu śmierci. To byłaby głu­pota. Ludzie spę­dzali tam ostat­nie 15–20 lat swo­jego życia, ponie­waż chcieli miesz­kać w naj­pięk­niej­szym miej­scu. Życie i opusz­cze­nie ciała w tym miej­scu stało się czymś waż­nym. Mia­sto pier­wot­nie powstało po to, żeby w nim miesz­kać. Stop­niowo ludzie jed­nak je opusz­czali, ponie­waż pro­wa­dzili inte­resy gdzie indziej. Mimo to pra­gnęli miesz­kać tam choćby u schyłku życia. W ten spo­sób mia­sto zyskało repu­ta­cję miej­sca, do któ­rego jedzie się umrzeć.

Gra­nice mia­sta wyzna­cza linia nazy­wana trasą Pańća Krośi, two­rząca kształt ogrom­nego koła, któ­rego obwód liczy w przy­bli­że­niu 84 kilo­me­try. Ludzie tra­dy­cyj­nie wie­rzyli w Kashyam Mara­nam Muk­tih, co ozna­cza, że każdy, kto umrze w obrę­bie tego koła, osią­gnie mukti. Nie­ważne, czy byłeś podły przez całe życie, jeśli umar­łeś w Kaśi, osią­gną­łeś mukti, takie pano­wało prze­ko­na­nie. Aby to zagwa­ran­to­wać, Śiwa przy­biera w Kaśi formę Kala Bhaj­rawy. Kala Bhaj­rawa ozna­cza „mroczny”, ten, który sym­bo­li­zuje nie­ogra­ni­czony czas i prze­strzeń. Kala ozna­cza zarówno czas, jak i prze­strzeń. To zabój­cza forma Śiwy. Jako Kala Bhaj­rawa ma on być w try­bie nisz­czy­ciel­skim. Nie nisz­czy tego czy tam­tego, lecz czas. Wszyst­kie fizyczne rze­czy­wi­sto­ści ist­nieją w obrę­bie czasu. Jeśli twój czas ule­gnie znisz­cze­niu, wszystko się dla cie­bie koń­czy. Wła­śnie to robi Kala Bhaj­rawa.

W Kaśi Śiwa, przyj­mu­jący postać Kala Bhaj­rawy, ma oso­bi­ście obda­rzać wyzwo­le­niem, prze­ka­zu­jąc Man­trę Taraka wszyst­kim, któ­rzy tam umie­rają. Panuje pogląd, że Jama, bóg śmierci, nie ma wła­dzy w obrę­bie Kaśi. Ani on, ani jego posłańcy, jama­duta, nie mogą wejść do mia­sta. Gdy ktoś traci swoje fizyczne ciało, Kala Bhaj­rawa daje mu jatana śarira, spe­cjalne sub­telne ciało ener­ge­tyczne, aby ten ktoś mógł prze­pra­co­wać swoją karmę. Podobno cier­pie­nie w owym jatana śarira jest 42 razy bar­dziej inten­sywne niż zwy­kłe cier­pie­nie. Ponie­waż jest aż tak inten­sywne, koń­czy się nie­mal natych­miast. To wszystko jest bar­dzo pięk­nym spo­so­bem na wyra­że­nie faktu, że nor­malne pro­cesy zacho­dzące po śmierci nie mają zasto­so­wa­nia, a zamiast tego dzieje się coś nie­zwy­kle inten­sywnego.

Tra­dy­cyj­nie nazywa się to Bhaj­rawi Jatana. Jatana ozna­cza „osta­teczne cier­pie­nie”. To coś, co może cię spo­tkać poza cia­łem, ale Kala Bhaj­rawa spra­wia, że przy­da­rza ci się to tutaj. W momen­cie śmierci bar­dzo wiele two­ich żywo­tów roz­grywa się z wielką inten­syw­no­ścią w ciągu kilku chwil. Wszel­kie przy­jem­no­ści, cier­pie­nia i bóle, które muszą cię spo­tkać – roz­ło­żone na wiele żywo­tów – teraz przy­da­rzą się w mikro­se­kun­dzie. Odbywa się to z taką inten­syw­no­ścią, któ­rej nie jesteś w sta­nie znieść. Jeśli cier­pie­nie ma się szybko zakoń­czyć, musi być super­in­ten­sywne, bo tylko wtedy szybko się skoń­czy. Cho­dzi o to, by twój maga­zyn kar­miczny zaczął się opróż­niać w przy­spie­szo­nym tem­pie. Jeśli tempo jest łagodne, będzie to trwać wiecz­nie. Dla­tego Kala Bhaj­rawa two­rzy tak feno­me­nalny ból, dla cie­bie nie­wy­obra­żalny, aby po nim nie pozo­stało w tobie nic z prze­szło­ści. Spra­wia, że trwa on tak krótko, jak to moż­liwe.

Powta­rzam to na wiele spo­so­bów: zasad­ni­czo ducho­wość ozna­cza, że szybko prze­wi­jasz swoje życie do przodu. Być może będziesz cier­piał o wiele bar­dziej, ponie­waż wszystko będzie działo się w przy­spie­szo­nym tem­pie. To, co roz­cią­gnął­byś na 10 lat, wyda­rzy się, powiedzmy, w jeden mie­siąc. Zatem inten­syw­ność cier­pie­nia, przez które prze­cho­dzisz, jest bar­dzo silna. Mogą poja­wić się chwile eks­tazy i rado­ści, ale gwał­tow­nie poja­wia się też w tobie ogrom cier­pie­nia.

Linga Bhaj­rawi, kon­se­kro­wana przez Sadh­guru, znaj­duje się w Isha Yoga Cen­ter. [wróć]

Słynny władca Indii, który rzą­dził w latach 265–238 p.n.e. [wróć]

Inna nazwa Kaśi to Wara­nasi oraz Bena­res (przyp. tłum.). [wróć]

Rozdział 7. Pomoc umierającym

Rozdział 8. Pomoc istotom bezcielesnym

Rozdział 9. O rozpaczy i żałobie

Część III. Życie po śmierci

Rozdział 10. Życie ducha

Rozdział 11. Zagadka reinkarnacji

Rozdział 12. Ostatnia runda

O autorze

Glosariusz

Zapra­szamy do zakupu peł­nej wer­sji ebo­oka.