47,99 zł
Za pierwszym razem nie zamierzała zabić.
Ale ten profesor z Cambrigde zmanipulował jej przyjaciółkę i ukradł jej badania.
Kiedy wrzuca pszczołę do jego napoju, sądzi, że skończy się tylko bolesnym użądleniem.
I wtedy on umiera. A ona po raz pierwszy od dawna czuje, że żyje. To słodkie uczucie: wreszcie móc o czymś decydować.
Mroczna i zabawna, komiksowa i uzależniająca, prowokacyjna i pełna adrenaliny opowieść o braniu sprawiedliwości we własne ręce. Nie zawsze moralnie słusznym.
Imani Thompson jest gotowa na literacki przełom. – „VOGUE”
Ekscytująca powieść, która zapiera dech w piersiach. – „GLAMOUR”
Imani: warto ją obserwować. – „ELLE”
Grała w grę. Zasady były następujące. Widzisz mężczyznę. Zadajesz sobie pytanie: „Jeśli miałabyś go zabić, jak byś to zrobiła?”. Zadajesz sobie pytanie: „Jakie problemy pojawiają się w tym planie?”. Świetna gra, bo można w nią grać wszędzie. Na przystanku autobusowym, w kolejce do kasy samoobsługowej, w oknie sypialni. Ten tam, z cofającą się linią włosów i w brzydkim swetrze – jak byś to zrobiła? A może ten spacerujący z beaglem? Próbowała w to grać, myśląc o dziewczynach, ale nie było to aż tak zabawne. – fragment książki
Imani Thompson– brytyjska pisarka o jamajskim pochodzeniu. Publikowała w „The Mays” i „British Vogue”. Po studiach socjologicznych na Uniwersytecie Cambridge napisała „Słodką”, pracując jednocześnie w księgarni. Mieszka w Londynie. Obecnie pracuje nad drugą powieścią.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Tytuł oryginałuHONEY
Projekt okładkiPoppy Loughtman / HarperCollinsPublishers Ltd
Ilustracje na okładce i stronach tytułowychUSGS on Unsplash (pszczoła), Shutterstock.com (pin)
Przygotowanie okładki do drukuKarolina Żelazińska-Sobiech
Redaktor prowadzącaMonika Koch
RedakcjaAnna Rudnicka
KorektaTeresa Zielińska, Małgorzata Koniarska
Copyright © Imani Thompson, 2026 Copyright © for the Polish translation by Anna Halbersztat, 2026 Copyright © by Wielka Litera Sp. z o.o., Warszawa 2026
Żaden fragment tej książki nie może być wykorzystywany do szkolenia systemów sztucznej inteligencji.
ISBN 978-83-8360-386-5
Wielka Litera Sp. z o.o. ul. Wiertnicza 36 02-952 Warszawa
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Dla mojej mamy
za przeczytanie każdego słowa
i
dla mojego taty,
który nauczył mnie marzyć o wielkich rzeczach.
wiesz, nie jesteś już chłopcem, nie zbieraj cudzych kwiatów – możesz coś złapać; nie rzucaj kamieniami w kosy, ponieważ to wcale nie musi być kos
Jamaica Kincaid1
Mała dziewczynka szepcze
Lećcie Ptaki Lećcie
Olive Senior2
Pszczoła sama znalazła drogę do lemoniady.
Oczywiście, że mogła zmienić jej kierunek. Zadzwonić po karetkę.
Zapytać natury: jesteś pewna, że on i że dzisiaj?
Ale z drugiej strony – po co się wtrącać?
Dlaczego nie usiąść wygodnie i nie cieszyć się późnozimowym światłem?
I patrzeć, jak skurwiel umiera.
Wiadomość brzmi: Coucb dzisiaj?
Kupiła już kozi ser, buraki, rukiew i orzeszki piniowe.
Co u cb dzisiaj?
Już się ogoliła, wyskubała, wywoskowała – łącznie z dziurką w tyłku. A nawet – za co się nienawidzi – odkurzyła.
Jedyne, co miała dzisiaj w planach, to Ethan. Po podaniu kolacji pokazującej jej niewymuszone wyrafinowanie zamierzała znaleźć się na nim, pod nim, wokół niego, w każdy sposób, na jaki będzie miała ochotę. Wypuszcza powietrze, mruży oczy w słońcu i pisze.
Myślałam, że wpadasz dzisiaj do mnie? x
Pożałowała tego całusa na końcu, gdy tylko to wysłała. On nie odpisze od razu, to byłoby aż nazbyt uprzejme. Opiera się o ceglaną ścianę; ulica Pembroke jest pełna rowerzystów i studentów. Przegląda Instagram. Odświeża wiadomości. Zamyka je. Otwiera.
Żałuje, że nie ubrała się inaczej. To połączenie denimu i jasnoniebieskiego kaszmiru było wybrane specjalnie dla niego, ponieważ sprawia, że proporcje jej tyłka do talii wyglądają obłędnie. Tylko że dżinsy zjeżdżają z tyłka. Powinna się przebrać – sprawdza, kiedy ostatni raz był online – Ethan nie jest wart orzeszków piniowych.
Gdy się odwraca, żeby odejść, on odpisuje, jakby wyczuł, że zmienia zdanie.
Cholera, no, nie dam rady. Myślałem, że pisałem wcześniej
[emotikon uśmiechniętej buzi do góry nogami] Rozłożyła mnie grypa
Wymówka, przynajmniej taką łaskę wyświadczył jej ego.
Przykro mi, poproś kogoś, żeby przyniósł ci zupę.
Celowo zakończyła zdanie kropką.
Ty mogłabyś przynieść mi zupę [buzia puszczająca oczko, emotikon parującej miski]
Wizja, że miałaby jechać pociągiem do Londynu w niewygodnych spodniach, a w torbie wieźć rosół z kurczaka, sprawia, że przez chwilę ma ochotę krzyczeć.
Pracuję cały dzień. Mam nadzieję, że wkrótce poczujesz się lepiej x
Nie żałuje całusa na końcu, ale całej wiadomości. Pracuję cały dzień – jakby pojechała do niego, gdyby mogła.
Wynagrodzę ci to [emotikon pomarańczowego serca]
Nie zrobi tego.
Powinna to zakończyć, ale Ethan Brady jest osiem lat starszy, ma kredyt hipoteczny, zajmuje się prawem handlowym (prawa człowieka byłyby lepsze, ale niech będzie). Nie jest też biały, czyta bell hooks i wie, co robić z łechtaczką. Innymi słowy: w świecie nisko zawieszonych poprzeczek on już zapunktował, zanim jeszcze zrobił jej jajka po benedyktyńsku z domowym sosem holenderskim.
Spotykali się od trzech miesięcy i pierwszy raz miał przyjść do niej do domu. Nie są jeszcze oficjanie parą, ale tydzień temu odinstalowała Hinge i zaczęła się zastanawiać, czy nie nazywać go swoim chłopakiem.
Nadchodzi starsza kobieta z wózkiem na zakupy. Yrsa przywiera do ściany najmocniej jak może. Nie jest to łatwe – jak określił je Ethan? „Takie cycki, że nawet Jay-Z by się skusił”. Posyła kobiecie swój najpiękniejszy uśmiech, na co w odpowiedzi dostaje niezadowolone cmoknięcie. Wal się też.
Wdycha powietrze. Wydycha. Próbuje sobie przypomnieć, co aplikacja Deliciously Ella powiedziała jej w trakcie porannej jogi: ta praktyka koncentruje się na wdzięczności. Chciałabym, żebyś pomyślała nad trzema rzeczami, za które jesteś wdzięczna.
1. Za królika, którego będzie dzisiaj potrzebować.
2. ...
Nie, bez sensu, potrzebuje mniej wellnessu, a więcej kofeiny. Słońce tworzyło trójkątne plamy światła na ulicy. Przechodzi na drugą stronę, idzie w kierunku sal wykładowych. Zafunduje sobie kawę mrożoną. Uzna, że wydanie na to zbyt dużo pieniędzy jest aktem miłości do samej siebie, wellnessem w praktyce, radykalnym dbaniem o siebie. Lorde byłaby z niej dumna.
Biurka w biurze wydziału zostały poprzestawiane. A stało się tak, ponieważ Janice (lubi o sobie myśleć jako o kierowniczce wydziału, choć nią nie jest) ostatnio wzięła udział w kursie zarządzania i od tamtej pory uważa, że trzeba wprowadzić „bardziej harmonijny układ”. Yrsa nie wie, co jest harmonijnego w tym, że jej biurko znajduje się teraz w rogu przy koszu na śmieci.
– Kawa?
Przynajmniej nadal siedzi obok jedynych dwóch kobiet, które lubi na tym wydziale.
– Mam już, dzięki! – Podnosi kubek na wynos. – Wcześnie przyszłaś.
– Trening wioślarski.
Skye wciąż jest w ubraniu sportowym, a niebieskie jak niebo warkoczyki związała w kucyk. Zapisuje na karteczkach przypomnienia dla samej siebie.
– A tak w ogóle to jutro o dziesiątej jest spotkanie w sprawie zmian w ocenianiu dysertacji. Co za radość. – Skye nie brzmiała zbyt radośnie. – I do końca miesiąca chcą od nas pytania egzaminacyjne.
Skye, także opiekunka studentów studiów licencjackich, jest całkowitym przeciwieństwem Yrsy. Wioślarka, przedstawicielka związku studentów, mocno zaangażowana w towarzystwa afrykańskie i karaibskie. Ma trzydzieści dwa tysiące obserwujących na Instagramie, gdzie dzieli się swoim uniwersyteckim życiem. Codziennie pokazuje, co je na śniadanie; to taki typ człowieka, którego Yrsa zwykle nie cierpi. Ale jest coś uroczego w niej i jej malutkich uszach.
– Ładnie wyglądasz. – Skye marszczy brwi.
– Zwykle nie wyglądam ładnie? – pyta Yrsa.
– Zrobiłaś sobie kreski.
– I?
– Robisz je tylko wtedy, gdy...
Yrsa unosi brwi i Skye się uśmiecha.
– Chcesz coś z kuchni? – pyta, wstając. – Mam nadzieję, że naprawili ekspres do kawy.
– Nie, dzięki.
Yrsa poirytowana włącza laptopa. Nie powinna była spędzić dwudziestu minut rano, rysując perfekcyjne kreski, które wyostrzają jej łagodną twarz o okrągłych oczach.
Dostała maile o spóźnionych esejach, zatkanych odpływach oraz siedzącym proteście w obronie Biblioteki Seeley. Ignoruje je wszystkie, a potem rozgląda się po biurze. W przeciwieństwie do większości kierunków w Cambridge wydział socjologii nie ma żadnego uroku. Wejście przypomina to do kliniki zdrowia seksualnego. Przynajmniej o tej porze dnia jest spokojnie. Drugie biurko, należące do Niny, jest puste.
Po zszyciu jakichś dokumentów, które nie wymagają zszywania, Yrsa pisze do studenta proszącego o przedłużenie terminu oddania eseju – odpowiada, że w porządku, jak długo nie ma nic przeciwko marnowaniu pieniędzy swoich lub swoich rodziców.
Skye wraca, wygląda na zniechęconą.
– Ekspres nadal zepsuty. Musiałam ukraść jedną torebkę z herbatą Olivera.
Obie wiedzą, jak bardzo Oliver będzie zirytowany tym faktem.
Yrsa otwiera swoją prezentację na wykład, ale nie ma ochoty jej redagować. Chce, choć nie powinna, sprawdzić Instagram, i to robi.
Nie wysłał kolejnej wiadomości.
– Ethan? – Skye patrzy na nią.
– Możliwe.
– Kiedy go rzucisz?
– No wiem, wiem.
– Nie rozumiem, dlaczego pozwalasz, żeby wciskał ci takie bzdury.
Yrsa też tego nie rozumie. Zwykle po dwóch wpadkach wylatują. Tylko się spotykacie i spotykacie, a w pewnym momencie trzeba być realistką.
– Widziałaś Ninę? – Yrsa usuwa maile bez czytania.
Skye kręci głową przecząco. Zaczęła oceniać stos esejów – najczęściej je drukuje, żeby mieć pewność, że niczego nie przeoczyła. Jak większość ludzi tutaj, ma w sobie coś neurotycznego. Kończy pisać komentarz i dopiero wtedy się odzywa.
– Tak naprawdę to nie widziałam jej od kilku dni.
– Dziwne.
Nina to Polka, ładna, studiuje ludobójstwo, ale jest bardzo zabawna.
– Nina ci powie...
Yrsa dostrzega idącego w jej stronę promotora.
– Udawaj, że mnie tu nie ma. – Zrzuca zszywacz na podłogę i schyla się, musi wejść niemal pod biurko, żeby go podnieść.
– Widzę cię.
– Nie, nie widzisz.
– Dosłownie patrzę na ciebie.
Yrsa podciąga się z powrotem na fotel obrotowy.
– Cześć, Syed!
– Mam przez to rozumieć, że nie masz dla mnie szkicu?
Dziewczyna unosi ręce do góry.
– Wiesz, że ci go dostarczę.
– To nie handel narkotykami – śmieje się Syed. Ma na sobie kolejny ręcznie wydziergany sweter. Yrsa nie ma pojęcia, skąd je bierze.
– A tak poza tym dzięki za zaproszenie – mówi Yrsa.
Syed wygląda na zdezorientowanego, pochyla się nieco nad jej biurkiem.
– Na promocję książki. Przyjdę.
– Och tak, jasne, dzięki. – Syed jest zażenowany, gdy wspomina się o jego książce. Może dlatego, że opisuje przemoc w londyńskich gangach, mimo że sam dorastał w hrabstwie pod Londynem. – Wydawca nalegał. Ty też wpadnij, jeśli masz czas, Skye. – Teraz wydaje się jeszcze bardziej zawstydzony.
– Byłoby wspaniale, dzięki – uśmiecha się Skye.
– A mówiąc o zaproszeniach, moja żona chce wiedzieć, kiedy znów przyjdziesz na kolację? – pyta Syed.
Yrsa ma lekką obsesję na punkcie jego żony: prawniczki o energii Ruth Ginsburg.
– Wciąż mówi o szarlotce, którą zrobiłaś – dodaje Syed.
– Sekretem jest rum. – Yrsa jest zadowolona, gdy ludzie doceniają jej wypieki. – Przyniosę ci szkic w przyszłym tygodniu.
– Obiecujesz?
– Obiecuję.
– Biorę ten długopis za zakładnika do tego czasu. – I Syed rzeczywiście bierze jeden z jej długopisów. Czterokolorowe Biro.
– Czy jego książka jest dobra? – pyta Skye po wyjściu mężczyzny.
– Bardzo. To, co wyprawiają gangi, jest nieźle popieprzone.
– Nawet nie chcę wiedzieć.
Skye woli się skupić na badaniu białych par, które adoptują czarne dzieci i robią na tym karierę w mediach społecznościowych.
– Jest Nina. – Skye wskazuje głową drzwi. – Ciągle zapominam oddać jej sweter.
Ale dziś Nina nie ma na sobie swoich zwyczajowych spodni z wysokim stanem i krótkiego swetra, zamiast tego jest w spodniach do jogi i oversize’owej koszuli. Czarne krótkie włosy wymykają się spod spinki.
– Hej!
– O, cześć. – Nina nie patrzy na przyjaciółki.
– Wszystko w porządku? – pyta Skye.
– Szukam tylko... Widziałaś... – Nina grzebie w szufladach swojego biurka.
– Jesteś pewna, że wszystko w porządku? – pyta Yrsa.
– Tak, sorry. Po prostu byłam chora, a teraz jestem spóźniona na spotkanie i nie mogę znaleźć... – Głos Niny brzmi zbyt emocjonalnie, a przecież ona nigdy nie okazuje emocji. Emanuje spokojem i życzliwością. To taka osoba, która dałaby schronienie uchodźcy politycznemu.
– Zobaczymy się... później. – I wychodzi z takim samym pośpiechem, jak weszła.
Yrsa obraca się na fotelu.
– Myślisz, że w końcu zaczęła się znowu umawiać na randki?
– Nie sądzę.
Yrsa kręci się, myśli.
– Może jest w ciąży.
– Bała się o swoje finansowanie, mam nadzieję, że nie o to chodzi. Napiszę do niej. – Skye już wyciągnęła telefon. – Nie powinnaś być na wykładzie?
– Ach, cholera!
Nienawidzi ich.
Powtarza sobie, że kiedyś była jedną z nich, ale to nic nie zmienia. Nienawidzi tej mieszanki nudy, wątpliwości, arogancji, z którą się w nią wpatrują. Kosmyki blond włosów, MacBooki pokryte naklejkami, niezbyt dyskretne wysyłanie wiadomości. Tłumaczy – czego nie robi tu większość wykładowców – jak funkcjonuje świat. Jego struktury, historie, rewolucje, porażki. Uczy ich słów ludzi wprowadzających zmiany, a oni je bezmyślnie wklepują do swoich laptopów, tak naprawdę ich nie słuchając, nie słysząc. Kombinują, jak znaleźć się wśród najlepszych na roku, zastanawiają się, czy w ogóle tu pasują, albo też przeglądają Hinge.
Drugi i trzeci rok wyłania tych, którym zależy, ale na razie utknęła z najsłabszymi z pierwszego roku. Widzi, jak ktoś ziewa, i ma ochotę rzucić w przestępcę markerem. Masz tylko dwa wykłady poświęcone czarnej filozofii, skup się, do cholery.
Kolejny slajd: obraz przecinających się torów kolejowych.
– Intersekcjonalność. Na pewno słyszeliście to modne sformułowanie. Co ono oznacza? – Jej głos rozchodzi się po sali wykładowej.
Studenci kaszlą, spoglądają na swoje buty, udają, że piszą. Wybiera dziewczynę z fryzurą na księżnę Dianę.
– Chodzi o to, by patrzeć, jak różne kwestie krzyżują się w przypadku jednej osoby. Na przykład jak krzyżują się ze sobą klasa, rasa i gender.
– A wiesz, kto spopularyzował ten termin i dlaczego? – Yrsa lubi klikać długopisem w czasie zajęć.
Księżna Diana kręci głową.
– Termin „intersekcjonalność” został ukuty przez Kimberlé Crenshaw. – Lubi także się przechadzać. – Crenshaw trafiła na odrzuconą przez sąd sprawę czarnej kobiety, która uważała, że nie została zatrudniona, ponieważ była czarna. Twierdziła, że ta firma ich nie zatrudniała. Sędzia natomiast uznał, że firma zatrudniała Afroamerykanów i kobiety, więc nie dyskryminowała ze względu na rasę czy płeć. Prawo jednak nie dostrzegało, że chodzi o dyskryminację zarówno ze względu na rasę, jak i na płeć oraz o punkt, w którym te dwie strefy się przecinają.
Yrsa przeszła do kolejnego slajdu z diagramem Venna.
– Rozwijając tę teorię, Crenshaw zauważyła, że w ramach analiz akademickich bada się klasę, rasę albo płeć, ale nie punkty ich przecięcia. Przy okazji: wasze eseje zostaną ocenione słabiej, jeśli nie uwzględnicie takich przecięć.
Przechodzi do slajdu ze słowami „Powiedzcie jej imię”, ale zanim zdąży się odezwać, przerywa jej uniesiona w górę ręka. Chłopak w ciemnozielonej kurtce marki Schöffel aż rwie się, żeby zabrać głos. Daje mu znak, żeby mówił.
– Mam tylko jedno pytanie – zaczyna zbyt pewnie. – Mój superwizor krytykował niedawno przesadny nacisk, jaki kładzie się na intersekcjonalność. Powiedział, że jeśli o tym nie wspomnimy, to nie mamy szansy na publikację. Chciałem tylko zapytać, czy nie sądzisz, że ta teoria poszła za daleko?
Yrsa kiwa głową, udając, że się nad tym zastanawia, i siada na biurku naprzeciwko chłopaka.
– A ty jak uważasz?
– Hm... – Nie spodziewał się, że odbije pytanie; klepie się dłonią w kolano. – Rozumiem, dlaczego to jest ważne, ale wydaje mi się, że istnieje ryzyko, że będziemy zbyt poprawni politycznie w naszej pracy naukowej. To jakby krytykować, że nie pomyślało się o wszystkim. I może to jakiś rodzaj cenzurowania dyskursu; zbyt dużo wrażliwości, która hamuje dobre krytyczne myślenie.
– Co rozumiesz przez „wolny dyskurs”? – Yrsa przestaje klikać długopisem.
– Cóż, możliwość debatowania nad rzeczami... swobodnie, jak sądzę. – Nie ma problemu z wypowiadaniem się przed tak wieloma osobami. – Wolny dyskurs oznacza możliwość formułowania argumentów, nawet jeśli miałyby obrazić ludzi. Oznacza to, że nikt ci nie mówi, co możesz, a czego nie możesz powiedzieć.
– Dziękuję. – Yrsa się uśmiecha. – To ważna uwaga, którą...
– Damien.
– ...Damien nam przedstawił. – Zeskakuje z biurka zachwycona.
Damien wygląda na bardzo zadowolonego z siebie.
– Uniwersytety stały się zbyt „woke”. – Yrsa wyrzuca ramiona do góry. – Zbyt „poprawne politycznie”. Wolność słowa jest zagrożona; cóż się stanie z akademicką rzetelnością? – Przechadza się, uwielbia tę część. – Podnieście rękę do góry, jeśli chodzicie na kurs z politologii.
Większość podnosi ręce.
– Politologia 1. „Współczesne państwo i jego alternatywy”. – Yrsa chodzi w tę i z powrotem. – Teksty obowiązkowe: Hobbes, Weber, Hayek, Arendt, Madison, Robinson, Doyle, MacKinnon, Constant, Runciman, Schmitt, Marx. Świetnie, wcisnęli tam Fanona i Gandhiego, ale nie znajdziesz ani jednego obowiązkowego tekstu napisanego przez niebiałą kobietę. Jak sądzisz, Damien, czy żadna niebiała kobieta nie miała nic wartościowego do powiedzenia na temat współczesnego państwa i jego alternatyw?
Damien wpatruje się w swojego MacBooka.
– Zadałam ci pytanie.
Damien mamrocze cicho:
– Nie, miały.
– Więc moje następne pytanie do ciebie w kontekście wolnego dyskursu: kto, twoim zdaniem, ma trudność z zabieraniem głosu? Kto, twoim zdaniem, zawsze miał trudność, by zabierać głos?
Damien spogląda na swoje buty, czyste białe trampki, i mruczy coś pod nosem.
– Przepraszam, nie usłyszałam.
– Kobiety niebiałe.
– Więc to ciekawe, prawda, że pojawia się teoria – intersekcjonalność, która mówi: hej, może zastanówmy się, jaką rolę odgrywa tu tożsamość, a my chcemy ją odrzucić, bo jest zbyt, jak to mówisz, „poprawna politycznie”.
Damien zdejmuje okulary. Pozostali studenci wpatrują się w niego.
Yrsa wraca do slajdów.
– Jak już mówiłam – kontynuuje wykład – wewnętrzny obcy, performatywność, dekolonizacja... – ale jej myśli odpływają, zastanawia się, co zje na lunch.
Po ostatniej serii slajdów i słabych, nerwowych odpowiedziach na proste pytania kończy zajęcia. Jej mózg, ciało i usta pracują na autopilocie. Gdy idzie wyłączyć projektor, w sali słychać coraz większy gwar. Młoda kobieta w jasnozielonych martensach i z kręconymi włosami uśmiecha się do niej nieśmiało. Yrsa przyjaźnie kiwa jej głową.
– Przepraszam, czy mógłbym z tobą porozmawiać? – To Damien.
– Mógłbyś.
– Nie podobał mi się sposób, w jaki się do mnie zwracałaś na wykładzie. – Chłopak wygląda zarówno na obrażonego, jak i przekonanego o swojej racji.
– Zwracałam się do ciebie w taki sam sposób jak do innych. – Yrsa pakuje swoje notatki i laptopa.
– Nie, zawstydziłaś mnie.
Yrsa naprawdę chciałaby powiedzieć: „Proszę, z całym szacunkiem, odpierdol się”, zamiast tego mówi:
– Przykro mi, jeśli tak to odebrałeś. My, wykładowcy, możemy być nieco ostrzejsi od waszych nauczycieli w szkole, nie ma więc powodu do wstydu.
Damien zdejmuje okulary i zakłada je z powrotem.
– Okej, dziękuję za przeprosiny.
Yrsa nie pamięta, żeby przepraszała, ale uśmiecha się, ponieważ studenci lubią składać skargi. Uśmiecha się, póki chłopak nie znika.
I czeka. Sala wykładowa pustoszeje jak woda wypływająca z wanny, a ona obserwuje wychodzących studentów. Coś w zapachu drewna i nagle pustej przestrzeni sprawia, że się zatrzymuje.
To oczekiwanie: na coś, żeby móc ruszyć.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1 Jamaica Kincaid, Girl, „The New Yorker”, 19 czerwca 1978, https://www.newyorker.com/magazine/1978/06/26/girl?verso=true [dostęp: 2.04.2026]. ↩
2 Olive Senior, Birdshooting season, [w:] Talking of Trees, Calabash, 1985. ↩
