Serce na sprzedaż - Dominika Smoleń - ebook + audiobook + książka

Serce na sprzedaż ebook i audiobook

Dominika Smoleń

4,0

Opis

Aleksandra od zawsze wiedziała, że mimo swojej trudnej sytuacji chciałaby spełnić swoje marzenie - i zamiast studiowania, chciałaby zajmować się realnym wsparciem autorów w ich procesie wydawniczym. Pewnego dnia dostaje możliwość pracy w jednym z katowickich wydawnictw - w dziale promocji.

Dla Aleksandry to spełnienie marzeń! Tyle, że w związku z wyprowadzką swojej najlepszej przyjaciółki, teraz musi sama opłacać mieszkanie... co skłania ją do tego, aby dorabiać jako dziewczyna do towarzystwa. 

Chociaż bycie swego rodzaju call girl miało być tylko tymczasowe, Aleksandra nie wie, że będzie to pierwszy krok, który zrujnuje całe jej dotychczasowe życie. 

 

"Może i moja historia miłosna nie jest zbyt szczęśliwa, ale przynajmniej jest moja. Jestem pewna, że ciekawszej dawno nie słyszeliście".

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 246

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 5 godz. 13 min

Lektor: Dominika Smoleń

Oceny
4,0 (1 ocena)
0
1
0
0
0
Sortuj według:
jezabel

Dobrze spędzony czas

Historia miłości między młoda dziewczyną i dojrzałym mężczyzną. Zakończenie bardzo mnie zaskoczyło. Niestety ta historia nie skończyła się happy endem. Ale polecam przeczytać.
00

Popularność




Książkę w wersji papierowej i w audiobooku możnazakupić w Wydawnictwie Replika.

Copyright © 2022 by Dominika Smoleń

Redakcja:

Magdalena Kawka

Skład:

Patrycja Kubas

Okładka:

Katarzyna Pieczykolan

Zdjęcie:

Pixabay.com

– Czy wie pani, o co jest oskarżona? – spytał mężczyzna, spoglądając mi prosto w oczy. Wydawało mi się, że w jego spojrzeniu nie ma żadnych pozytywnych emocji, tylko jad i chęć, żeby mnie zniszczyć. Nie widział we mnie człowieka.

Rozumiałam go, ostatnio coraz częściej zastanawiałam się, kim tak właściwie teraz jestem, albo raczej czym się stałam.

Prokurator zdawał się mnie przejrzeć na wylot i jakby wyczuwał we mnie tylko obecność zła. Czy byłam jednak bestią? Czy ktoś w mojej sytuacji mógłby w ogóle postąpić inaczej?

– Wiem – odpowiedziałam cicho, bo tylko to słowo było w stanie przejść mi przez usta. Nienawidziłam siebie za wszystko, czego dokonałam, ale jeszcze bardziej za sytuację, w jakiej się znalazłam. Gdybym tylko mogła cofnąć czas, w życiu nie podjęłabym decyzji, które zaprowadziły mnie na ławę oskarżonych.

– Czy przyznaje się pani do winy? – Prokurator po raz kolejny zadał pytanie, wiedząc, jaka będzie moja reakcja. Nie spodziewał się, że zaprzeczę. Ba, ja również nie wyobrażałam sobie, że mogłabym to zrobić. Wierzę w szczerość i wiem, że kłamiąc, naruszyłabym własne zasady, których trzymałam się przez całe życie. W takiej chwili jak ta, wolałabym mieć jednak całkowicie skrzywiony kręgosłup moralny i umiejętność kłamania jak z nut.

– Tak – powiedziałam, a po moich plecach przebiegł

dreszcz, kiedy wszystkie osoby obecne na sali rozpraw zaczęły się we mnie wpatrywać świdrującymi spojrzeniami, zadając sobie pewnie milion pytań, dlaczego to zrobiłam i jak w ogóle mogłam.

Miałam krew na rękach, ale jakoś nie byłam w stanie do końca tego żałować.

– Czy chciałaby pani udzielić wyjaśnień? – rzucił sędzia.

Miał głos bez wyrazu, tak samo jak minę. Wydawało mi się, że specjalnie zachowuje kamienną twarz, żebym się nie zorientowała, iż w głębi duszy mną pogardza. Najwidoczniej zmuszała go do tego etyka sędziowska. Nie musiał jednak tego ukrywać. Odkąd zabiłam człowieka i znaleziono mnie

na miejscu zbrodni śpiącą we krwi ofiary, każdy patrzył na mnie krzywo, jak na kosmitkę.

– Chciałabym – przytaknęłam. Mój głos zabrzmiał

bardziej pewnie niż się spodziewałam, bo wewnątrz cała się trzęsłam.

– Przypominam, że przysługuje pani prawo do odmowy składania zeznań.

– Będę mówić. Chciałabym przedstawić tę historię w taki sposób, w jaki naprawdę się wydarzyła. Wielu z was nie zna całej prawdy, a ja nie mogę trafić do więzienia, zanim tego z siebie nie wyrzucę. Widzicie we mnie zabójcę, a ja muszę wam udowodnić, że stałam się po prostu ofiarą okoliczności.

Moja pani adwokat spojrzała na mnie ze zdziwieniem, natomiast prokurator uśmiechnął się lekko, samymi kącikami ust.

Wiedziałam, że w końcu przyciągnęłam ich uwagę.

– Proszę mówić, pani Aleksandro.

– Pewnego dnia, wcale nie tak dawno temu… –

zaczęłam, a cała sala chłonęła każde moje słowo jak narkotyk.

Zacisnęłam dłonie w pięści, wiedząc, że za chwilę czeka mnie rozmowa kwalifikacyjna, którą tak bardzo się stresowałam. Byłam już na dwóch i wiedziałam, że jeśli niebawem nie dostanę pracy, to opłacenie czynszu może okazać się w tym miesiącu wielkim problemem. Szczególnie iż przyjaciółka, z którą wynajmowałam małe lokum na obrzeżach miasta, ostatnio wcale nie była zainteresowana tym, żeby pomóc mi je utrzymać. Liczyła, że niebawem jej chłopak poprosi ją o rękę albo przynajmniej zaproponuje, żeby wprowadziła się do jego domu rodzinnego. Nie chciałam jej jednak mówić, jak ciężko będzie mi utrzymać się samej, czy też znaleźć kogoś na jej miejsce, bo nie chciałam niszczyć jej marzeń o tym, jak idealne jest nasze życie.

Emilia była wieczną optymistką – bardzo niepoprawną, i gdyby nie to, że ja i Kacper, jej ukochany, twardo stąpaliśmy

po ziemi, to pewnie życie Emilii byłoby mniej usłane różami, a problemy, które trzeba było rozwiązać, po prostu by ją przerosły. Kochałam ją jednak i wiedziałam, że boleśnie odczuję jej brak w moim życiu – nawet jeśli zamieszka tylko kilka ulic dalej. W dziwny, dosyć pokrętny sposób uzupełniałyśmy się charakterami i zachowaniem. Co więcej –

jej rady zawsze były bardzo celne. Ciężko będzie mi więc znaleźć kogoś na jej miejsce, szczególnie że nasze mieszkanko nie miało najlepszej lokalizacji, nie było zbyt duże ani tym bardziej nowocześnie umeblowane. Chociaż lubiłam to miejsce, wiedziałam, że przydałby się tu jakiś większy remont – właściciel mieszkania nie chciał jednak o tym słyszeć, chociaż co miesiąc pobierał od nas taką ilość pieniędzy, że spokojnie mógłby po pewnym czasie na to odłożyć.

– Na pewno wszystko pójdzie dobrze, skarbie –

powiedziała mama, delikatnie gładząc mnie po włosach i przy okazji odrywając od rozmyślań.

Zastanawiałam się, czy odwiedziny u niej były dobrym pomysłem, jeśli zaraz miałam jechać na rozmowę kwalifikacyjną, ale starałam się z nią spotykać w każdy piątek – chociaż na chwilę. Tym razem nie mogło być

inaczej; matka miała trudny charakter i często bywała bardzo humorzasta, jednak mnie urodziła i wychowała, a zdawałam sobie sprawę, jak trudno w tamtych czasach było samotnym rodzicom.

– Zobaczymy. Najpierw muszę zdobyć tę pracę, a dopiero później mogę próbować przemówić Emilce do rozsądku, żeby wstrzymała się z wyprowadzką chociaż do wakacji. W tym okresie powinno być więcej osób, które będą poszukiwały lokum. W Katowicach zawsze jest pełno studentów.

Mama spojrzała na mnie z widoczną dezaprobatą.

– A ty, Olu, kiedy pójdziesz na studia? Masz już dwadzieścia dwa lata. Chciałaś zrobić rok przerwy po maturze, dowiedzieć się, co chcesz w życiu robić, nauczyć się języka. No i co z tego wynikło? Mija już trzeci rok, a ty dalej jesteś z ręką w nocniku.

Westchnęłam, wiedząc, że każde nasze spotkanie jakimś trafem zmierza w tym kierunku. Przeklinała samą siebie, że tym razem wręcz się o to prosiłam, zaczynając temat o nieuniknionej wyprowadzce mojej najlepszej przyjaciółki.

– To nie jest czas stracony, mamo. Po prostu dalej nie wiem, czy warto iść na studia. Zrobiłam kursy, na razie mogę

zająć się jakąś pracą biurową. Trochę popracuję, oszczędzę i będę mogła założyć własne wydawnictwo. Przecież wiesz, że zawsze o tym marzyłam, prawda? Praca z książkami jest tym, czego naprawdę chcę. Nie jest mi do tego potrzebna żadna filologia polska ani bibliotekoznawstwo…

– Te twoje kursy są gówno warte. Sama mi się żaliłaś, że potrzebujesz pracy, a jeszcze jej nie znalazłaś! To chyba o czymś świadczy! Tylko po studiach można dostać jakąś porządną fuchę. Żyjesz mrzonkami o jakiejś własnej firmie?

Kryzys jest, wszystko upada. Wiadomości nie oglądasz? Nie masz na co liczyć. Państwo przecież ci niczego nie da na takie dyrdymały.

– Uskładam sobie jakoś te pieniądze. Jest teraz tyle projektów, tyle źródeł finansowania. Unia Europejska…

– Nie mów mi o żadnej unii. Nie wiadomo, czy do tego czasu będzie jeszcze istnieć. To nic pewnego.

Spojrzałam smutno na zegarek i chociaż miałam jeszcze sporo czasu, postanowiłam się pożegnać.

– Muszę już iść, mamo. Jak się spóźnię, to na pewno nigdzie mnie nie przyjmą.

– Idź, Oluś. Ale pamiętaj, że do tego tematu jeszcze wrócimy – rzuciła, a dla mnie zabrzmiało to jak groźba.

Szkoda tylko, że ona nie zauważała tego, jak bardzo rani mnie swoimi słowami i brakiem wiary w moje poczynania.

– Wiem, że mi nie odpuścisz – powiedziałam, zanim zdołałam się ugryźć w język.

Matka jednak nie skomentowała, tylko spojrzała na mnie tak, jakbym była największą porażką jej życia. Może byłam?

Może moje pojawienie się na świecie było czymś, co chciałaby cofnąć? Z drugiej strony – dlaczego nie pozwalała mi iść własną ścieżką, dlaczego mnie nie wspierała? Nigdy jednak nie odważyłam się zadać jej tych pytań wprost, bojąc się tego, co mogłabym usłyszeć. Gdyby się okazało, że moje narodziny zniszczyły jej życie, nigdy bym sobie nie wybaczyła. Z domysłami mogłam jakoś żyć. Wiedziałam bowiem, że nie jestem idealna i chyba bardziej przypominam swojego ojca niż ją – tak przynajmniej mi się wydawało, bo o człowieku, który przyczynił się do mojego powstania słyszałam co najwyżej kilka rzeczy, a żadna z nich nie była konkretna. Wakacyjny romans okazał się pełen niespodzianek, a nie zabawy, a jego główną atrakcją było to, że miałam pojawić się za kilka miesięcy na świecie. Tatuś albo o tym nie wiedział albo zwiał szybciej, niż matka zdążyła go zapytać o alimenty.

Tak oto powstałam ja.

Wyrzuciłam z głowy tamte myśli i skupiłam się na tym, co dopiero mnie czekało. Tym razem ubiegałam się o pracę w dziele promocji jednego z polskich wydawnictw, które siedzibę miało bardzo blisko mojego mieszkania. Dużym plusem było to, że zawsze mogłam pracować dla nich zdalnie albo dojeżdżać na miejsce. Do tego wszystkiego była to praca z książkami, a doświadczenie, jakie zdobyłabym na tym stanowisku, na pewno by mi pomogło, gdybym jednak zdecydowała się w przyszłości na otworzenie własnego biznesu.

Nie chciałam się nawet przyznawać, ale ta posada była moim marzeniem. Kiedy zobaczyłam ogłoszenie na jednej ze stron internetowych, moje serce zabiło szybciej, źrenice się rozszerzyły, a na twarzy pojawił się szeroki uśmiech. W

duchu pomyślałam: „To coś dla ciebie, Olka!”. Od razu złożyłam podanie i list motywacyjny, a kilka dni później dostałam wiadomość, że szef działu marketingu – pan Kamil, chciałby się ze mną umówić na rozmowę. Pamiętam, że wtedy piszczałam z radości dobre kilka minut, zanim ochłonęłam na tyle, żeby spokojnie usiąść na krześle.

Spięłam się i skupiłam na tym, o co mogą mnie pytać, żeby mniej więcej przygotować sobie w głowie odpowiedzi.

Chociaż wiedziałam, że to mało pomoże w ukojeniu stresu, to jednak podejmowanie jakichkolwiek działań było lepsze niż nic nierobienie.

– Dzień dobry – powiedziałam do sekretarki, wchodząc do przestronnego biura wydawnictwa All For Young.

Kobieta, która siedziała za biurkiem, była mniej więcej w moim wieku i wyglądała tak, jakby właśnie zeszła z wybiegu, na którym prezentowano idealnie skrojone marynarki.

Żałowałam, że wszechświat nie dał mi takiej gracji i poskąpił

urody, gdyż mogłam uznawać się co najwyżej za przeciętną przedstawicielką płci pięknej, w przeciwieństwie do kobiety, która właśnie oderwała wzrok od kartek, żeby na mnie spojrzeć.

– Z kim mam przyjemność? – zapytała.

– Nazywam się Aleksandra Jadowska. Byłam umówiona z panem Kamilem Mroczkiem – powiedziałam tak szybko, że zaczęłam się obawiać, czy kobieta mnie zrozumiała. Ona jednak spojrzała tylko w kalendarzu, po czym ponownie skupiła się na mnie.

– Proszę za mną – rzuciła w pewnym momencie, kierując się na drugi koniec korytarza, do wielkiej sali konferencyjnej.

Posłusznie za nią dreptałam, chociaż miałam wrażenie, że ze stresu zaraz przewrócę się na śliskiej podłodze.

Kiedy sekretarka wskazała mi krzesło i poinformowała, że pan Mroczek niebawem do mnie dołączy, poczułam się trochę lepiej. Bywałam już na rozmowach kwalifikacyjnych i chociaż na tej pracy naprawdę bardzo mi zależało, wiedziałam, że nie ma sensu dodatkowo się stresować, bo nic pozytywnego z tego nie wyniknie.

Otworzyłam torebkę i jeszcze raz sprawdziłam, czy aby na pewno wyciszyłam telefon, po czym skupiłam się na tym, żeby przybrać najbardziej pozytywny wyraz twarzy, na jaki było mnie stać. W końcu liczy się najbardziej pierwsze wrażenie – tak mówią naukowcy i tego od zawsze uczyła mnie moja mama. Dotychczas ta zasada raczej mnie nie zawodziła.

Siedziałam sama może ze trzy minutki, nim do pomieszczenia wszedł blisko pięćdziesięcioletni mężczyzna w doskonale skrojonym granatowym garniturze. Kiedy spojrzałam na jego twarz, odniosłam wrażenie, że istnieją tam tylko piękne tęczówki, jeszcze ładniejsza wersja tego, co

sama mogłam obserwować w lustrze. Ten facet, pomimo swojego wieku, wiedział, że jest przystojny i potrafił to podkreślić.

– Dobrze się pani czuje? – usłyszałam i dopiero wtedy zrozumiałam, że prawdopodobnie mówił do mnie coś wcześniej, a ja mu nie odpowiedziałam.

– Tak, po prostu się zamyśliłam. Przepraszam, to ze stresu, więcej się nie powtórzy.

Pan Kamil usiadł przede mną i uśmiechnął się pokrzepiająco.

– Dobrze, że umie się pani przyznać do błędów. To pozytywnie o pani świadczy. Przejdźmy jednak do konkretów. Dokładnie przejrzałem pani życiorys i mam kilka pytań…

Wydawało mi się, że pytania padają w nieskończoność, chociaż tak naprawdę cała nasza rozmowa trwała zaledwie kilkanaście minut, o czym świadczyły wskazówki zegarka, które przesuwały się na ścianie za panem Mroczkiem.

Miałam wrażenie, że pan Kamil mnie polubił – tak samo, jak ja polubiłam jego. Szybko zauważyłam, że mamy niezwykłą łatwość komunikacji i bardzo podobne pomysły dotyczące promocji książek.

– To by było na tyle, pani Aleksandro – powiedział w pewnym momencie. – Przyznam szczerze, że mam jeszcze kilku kandydatów na to stanowisko, ale kilkanaście spotkań mam już za sobą i muszę stwierdzić, że zdecydowanie spełnia pani moje oczekiwania. Myślę, że będziemy w kontakcie. Pani Joanna wyprowadzi panią z biura.

Faktycznie, jak na zawołanie w drzwiach pojawiła się sekretarka i dała znać, żebym za nią poszła. Szybko wstałam z krzesła i podałam rękę panu Kamilowi. Uścisnął ją szybkim i mocnym ruchem.

Dopiero kiedy znalazłam się poza budynkiem wydawnictwa, odetchnęłam z ulgą. Teraz wystarczyło tylko czekać na werdykt. Szkoda tylko, że oczekiwanie musiało być takie stresujące.

Postanowiłam, że skoro nie mam nic ciekawego do roboty, umówię się z Emilią w jakiejś kawiarni i podzielę z nią wrażeniami. Wiedziałam, że przy okazji będę musiała wysłuchać monologu na temat tego, jaki cudowny jest Kacper, ale powoli zaczęłam się przyzwyczajać – im bliżej byli zaręczyn, tym więcej w naszych rozmowach pojawiało się miłosnych tematów, których zazwyczaj unikałam jak ognia.

Wyciągnęłam telefon i wyłączyłam wyciszenie.

Usiadłam na pobliskiej ławce przed budynkiem i wybrałam numer do swojej najlepszej przyjaciółki, która doskonale wiedziała, o której mam rozmowę kwalifikacyjną i o której godzinie będę dzwonić.

Odebrała po pierwszym sygnale.

– Ola! Masz szczęście, że jestem taką super przyjaciółką i czekam na wieści od ciebie, bo z tych nudów zdążyłam wstawić babeczki do piekarnika.

– Niby chciałam ci zaproponować wypad na kawę, ale masz rację, już wracam, twoje wypieki są najlepsze! Kocham cię!

– Ja ciebie też. Ale wiesz… – zaczęła Emilka, zniżając głos do szeptu. – Nie możesz zjeść więcej niż dwóch, bo obiecałam Kacprowi, że kilka mu przyniosę.

– Niech wpadnie wieczorem. Zamówimy pizzę i zrobimy sobie wieczór filmowy. Chyba że wolicie spędzić czas z jego rodzicami… – rzuciłam wesoło. Po spotkaniu z panem Kamilem miałam świetny humor.

Wciąż z telefonem przy uchu powoli wstałam z ławki i poszłam w stronę bardziej ruchliwej ulicy, na której zaparkowałam auto.

– Szkopuł w tym, że jego rodzice wyjechali na kilka dni do znajomych – powiedziała Emilka, po czym się roześmiała.

No nic. Czekała mnie kolejna samotna noc. Może jednak zamówię chociaż tę pizzę?

– Będę za jakieś pół godziny. Pamiętaj, że na moich babeczkach ma być dużo polewy czekoladowej!

– Będzie. Nie martw się. Doskonale wiem, że jesteś uzależniona od słodyczy. Zresztą musisz mi opowiedzieć, jak ci dzisiaj poszło i co ci nagadała mama, więc przypuszczam, że możesz zasługiwać na zastrzyk energetyczny!

***

Kilkanaście minut później siedziałam już przy Emilii i patrzyłam na parujące babeczki na talerzu przede mną.

Musiałam poczekać, aż trochę ostygną, ale w międzyczasie mogłam opowiedzieć przyjaciółce, co się dzisiaj wydarzyło.

Zaczęłam od ponarzekania na mamę i na to, że nie jest w stanie zaakceptować tego, że nie podjęłam jeszcze żadnych studiów, na co Emilia spojrzała na mnie jak na wariatkę.

– Wszyscy w tych czasach muszą mieć studia? –

zapytała. – Zupełnie tego nie rozumiem. Doskonale wiesz, co

chcesz robić w życiu i nawet masz szansę, żeby teraz zdobyć praktyczne doświadczenie w tym biznesie, robisz kursy.

Jesteś szczęśliwa i bez studiów.

– No właśnie! Przynajmniej pan Kamil wydawał się mną oczarowany. Wydaje mi się, że naprawdę mam szansę dostać tę robotę. Ja… nie wiem, nie mam na razie innego planu. Nie mam umówionych innych spotkań. Jutro muszę ponownie zacząć przeglądać oferty pracy, może chociaż znajdę jakąś alternatywę, ale dzisiaj nie chcę o tym myśleć. Planuję spędzić wieczór pod kocem, oglądając serial na Netflixie i jedząc pizzę, skoro wolisz jechać do Kacpra.

Za ostatnie zdanie zostałam zgromiona wzrokiem.

– Jak się ma wolną chatę, to trzeba ją wykorzystać, nie?

Szczególnie, jak się jest pięknym i młodym. Wiesz, że póki co ciężko nam znaleźć czas wyłącznie dla siebie.

Westchnęłam.

– Wiem. I tak jesteś najlepszą przyjaciółką na świecie, wiesz?

– Wiem – odpowiedziała Emilka z wielką pewnością w głosie.

Co ja zrobię, kiedy ona naprawdę się ode mnie wyprowadzi, a mój nowy współlokator nie będzie nawet w połowie tak fajny? Przecież wtedy dosłownie zwariuję!

Kolejne dni spędzałam na przeszukiwaniu sieci w celu znalezienia równie fajnej oferty pracy, jak w All For Young, chociaż żadna nie wzbudzała takiego entuzjazmu, a także na oglądaniu seriali, jedzeniu śmieciowego żarcia i robieniu innych, mało pożytecznych rzeczy – w skrócie: leniłam się na tyle, na ile tylko mogłam, chociaż w przerwach zdarzało się, że spinałam tyłek i naprawdę wciągałam się w wir ogłoszeń.

Piątego dnia zadzwonił telefon, wybudzając mnie ze snu.

Walcząc sama ze sobą, bo naprawdę bardzo chciałam zostać dalej w łóżku, mimo iż była już dziesiąta – odebrałam.

– Czy mam przyjemność z panią Jadowską? – zapytał

uprzejmy kobiecy głos z drugiej strony. Kojarzyłam go, ale w tym momencie nie potrafiłam za żadne skarby świata przypomnieć sobie, skąd znam jego właścicielkę.

– Tak. To ja – potwierdziłam, po czym odchrząknęłam cicho. Moje gardło nagle zaczęło przypominać Saharę.

– Dzwonię, by poinformować, iż pan Mroczek rozpatrzył

pozytywnie pani kandydaturę na stanowisko w dziale promocji. Chciałby się spotkać jutro o czternastej, czy pasuje pani ta godzina?

Otworzyłam usta, usiadłam automatycznie i się wyprostowałam. Byłam w ciężkim szoku. W końcu coś mi się udało!

– Oczywiście. Będę na czas. Mam ze sobą coś zabrać?

Przynieść jakieś dokumenty? – zarzuciłam kobietę pytaniami.

Skoro już dostałam taką okazję od życia, to chciałam ją wykorzystać najlepiej, jak się tylko da, a nie podłożyć się już pierwszego dnia, tylko dlatego, że nie zabrałam ze sobą…

nawet nie wiem czego.

– Nie, nie potrzeba. Pan Kamil będzie na panią czekał w swoim biurze. Omówicie państwo szczegóły umowy i termin, w którym zacznie pani faktyczną pracę w naszym wydawnictwie.

– Dziękuję za to, że wszystko mi pani wyjaśniła.

– Jeśli nie ma pani więcej pytań, to będę życzyła miłego dnia, muszę wrócić do swoich obowiązków. W razie jakichkolwiek wątpliwości i niejasności, proszę dzwonić pod

ten numer. Biuro jest czynne od poniedziałku do piątku, od ósmej do szesnastej.

– Do widzenia – powiedziałam, po czym usłyszałam, że połączenie zostało przerwane. W tym momencie z gardła wyrwał mi się pisk radości.

Dosłownie trzy sekundy później w moim pokoju zjawiła się już Emilka. Na jej twarzy malowały się mieszane uczucia.

– Co tu się dzieje, Olka? Czemu wydajesz z siebie takie dźwięki, jakby cię co najmniej zabijano?

– Dostałam pracę! – pochwaliłam się. – W tym wydawnictwie, w którym tak bardzo chciałam pracować.

Więc to był odgłos radości, a nie mordowania, idiotko!

Twarz Emilii złagodniała.

– A, to ja już wszystko rozumiem! Idę zaraz po jakieś wino i chipsy! Koniecznie musimy to opić!

– O tej porze? – Musiała wyczuć w moim głosie lekkie powątpiewanie, bo wzruszyła ramionami.

– Pora dobra jak każda inna. Gdzieś na świecie pewnie już jest wieczór. To nie tak, że się rozpijamy bez okazji. To bardzo ważne wydarzenie w twoim życiu!

Posłałam w jej stronę wielki uśmiech, bo jej słowa jeszcze bardziej utwierdziły mnie w przekonaniu, że właśnie

osiągnęłam coś wielkiego – zdobyłam pracę, o którą walczyłam i która na pewno jest spełnieniem moich marzeń.

Wiedziałam, że będę wkładać w tę robotę całe swoje serce –

a przy okazji zdobywać cenne doświadczenie.

Miałam tylko nadzieję, że pan Kamil mnie doceni i nie będzie chciał zwolnić zbyt szybko, tylko pozwoli mi się od niego uczyć jak najdłużej. Słyszałam o nim dużo pozytywnych rzeczy – że zna marketing od podszewki i pomimo swojego wieku, chociaż przecież czterdzieści kilka lat to nie tak dużo, potrafi wykorzystywać najnowsze trendy i technologie. Dosadnie rzecz ujmując, odwala kawał dobrej roboty, a ja będę mu w tym teraz pomagać i będę częścią wydawnictwa.

Już nie mogłam się tego doczekać.

***

Emilia na chwilę zniknęła, po czym przyniosła do mojej sypialni butelkę taniego, słodkiego wina, dwie lampki i paczkę chrupek serowych.

Usiadła koło mnie na łóżku i wręczyła mi wino, nadstawiając szkło. Nie musiała się długo prosić. Szybko

odkręciłam korek butelki i porozlewałam część jej zawartości. Przyjaciółka wręczyła mi jedną z lampek, a ja od razu upiłam łyk wina.

– Jestem ciekawa, jakie warunki mi zaproponują.

– Zawsze możesz negocjować – zauważyła.

– Nie wiem, czy wypada. Nie chcę wyjść na wybredną, a doskonale wiesz, że w tym momencie potrzebuję jakiejkolwiek pracy, nawet za najniższą krajową.

– Nie przesadzaj. To niezłe stanowisko. Na pewno nie zaproponują ci najniższej krajowej – oznajmiła Emilka.

– Mogę tylko mieć nadzieję. Nawet jeśli, przynajmniej zdobędę to cholerne doświadczenie i mama nie będzie mogła mówić, że moje plany założenia wydawnictwa są totalnie odrealnione i oderwane od rzeczywistości.

– Dzwoniłaś już do niej? – zapytała mnie przyjaciółka.

Pokręciłam głową, na co ona przewróciła oczami.

– Nie zadzwonię, póki nie podpiszę umowy. Muszę mieć dowód na to, że naprawdę mnie chcą, bo inaczej mi nie uwierzy. Znasz ją.

– Tak, znam. I doskonale wiem, że pewnie by się cieszyła twoim szczęściem.

– Może później się z nią skontaktuję – stwierdziłam, co na tyle spodobało się Emilii, że dała mi spokój.

– Wiesz już, co założysz, jak pójdziesz do tego wydawnictwa? – Moja przyjaciółka odrobinę zmieniła temat.

– Nie mam zielonego pojęcia. Nie mam nic eleganckiego, oprócz tego, w czym byłam ostatnio. Mam dwie pary czarnych spodni, ale zdecydowanie muszę kupić kilka białych bluzek albo przynajmniej takich, które wyglądają niezwykle szykownie.

Moja współlokatorka klasnęła w dłonie.

– Mam dzisiaj dużo wolnego czasu, więc możemy iść na zakupy. Chociaż nie mów, że w szafie nie masz nic, co się nadaje, pamiętam przynajmniej jedną przepiękną sukienkę, tę czarną, do kolan. Byłaś w niej z rok temu, ale już nie pamiętam, gdzie.

Prychnęłam.

– Chciałabym cały czas mieć taki sam rozmiar, ale boję się, że w tę sukienkę już się nie mieszczę. Tylko ty jesteś wiecznie chuda, niczym kościotrup.

Emilia westchnęła.

– Nie moja wina. To geny. Mam cudowny metabolizm po tatusiu. W każdym razie dałaś nam dobry powód do zakupów, a pamiętaj, że dobry powód nie jest zły!

– Nie mam zbyt wiele kasy – mruknęłam niechętnie.

– To pójdziemy do sklepów z używaną odzieżą, aż tak bardzo się tym nie przejmuj. Wiesz, ile perełek z mojej szafy pochodzi właśnie stamtąd?

Dopiłam wino i odłożyłam kieliszek na szafkę nocną.

Sięgnęłam po paczkę chrupek i władowałam sobie do ust całą garść tych przysmaków.

– Będziemy musiały jechać autobusem, bo piłam –

zauważyłam.

Emilia machnęła ręką.

– Wcale nie. Zrobimy sobie spacerek. To całkiem blisko

– odpowiedziała, po czym dokończyła swoje wino.

– Daj mi kilkanaście minut, żebym zaczęła przypominać człowieka. Nie każdy wstaje o ósmej, tak jak ty – oznajmiłam przyjaciółce.

– Jasne, nie śpiesz się – zaśmiała się.

Nie widziałam w tym nic zabawnego. Emilia chyba po prostu była dziwna. Plusem było jednak to, że miała

wspaniały gust i orientowała się, gdzie można tanio zrobić zakupy – a teraz ta wiedza bardzo mi się przydawała.

Nie chciałam w nowej pracy wyglądać jak ktoś, kto całkowicie tam nie pasuje. Wiedziałam, że nikt mnie nie zmusi, żeby się stroić, ale wszędzie panował jakiś dress code: z tego co zauważyłam, w All For Young był to raczej ubiór elegancki. Chciałam się dostosować.

Wstałam z łóżka i poszłam łazienki, żeby jak najszybciej się ogarnąć. Miałam przeczucie, że dzisiaj w mojej garderobie pojawi się sporo nowych rzeczy, a mój portfel będzie przez jakiś czas płakał, choć pocieszałam się, że niebawem czeka mnie przypływ gotówki. Czasem trzeba w coś zainwestować, żeby odnieść korzyści. W tym wypadku –

w kilka bluzek. Po pierwszej wypłacie postanowiłam dokupić sobie coś ładnego i może rozejrzeć się za jakimś kursem weekendowy. Nad tym ostatnim musiałam dłużej pomyśleć, ale wiedziałam, że świetnie by to wyglądało w moim CV – a i tematykę mogłabym wybrać taką, która przydałaby mi się w życiu. Miałam już kilka kursów biurowych za sobą i wiedziałam, że to cudowna rzecz. Czemu miałabym tego nie kontynuować?

Następnego dnia już od samego rana nie mogłam usiedzieć w miejscu, ale jeśli za coś się brałam, nie byłam w stanie się na tym skupić, bo przepełniała mnie energia. Dzięki temu na spotkanie w wydawnictwie byłam gotowa na długo przed czternastą.

Żeby chociaż przez chwilę wyciszyć się przed umówioną godziną, poszłam do pobliskiej lodziarni na swoje ulubione lody. Miałam szczęście, że znajdowała się w pobliżu wydawnictwa, więc później mogłam spacerkiem udać się na miejsce spotkania.

Pogoda była zachwycająca i aż skłaniała, żeby się ochłodzić. Zostawiłam samochód tuż pod lodziarnią i weszłam do środka. Za ladą prezentowały się mrożone smakołyki. Każdy z nich wart był swojej ceny; wytwarzane przez właścicieli i tak pyszne, że od razu chciało się zamówić dokładkę.

Tym razem skupiłam wzrok na lodach o smaku białej czekolady i pistacji, czyli moich ulubionych. Postanowiłam, że zaszaleję i kupię oba, chociaż wiedziałam, że nie powinnam przesadzać ani z wydatkami, ani tym bardziej z ilością kalorii; naprawdę w ciągu ostatniego roku nazbierało mi się trochę nadprogramowych kilogramów.

– Dzień dobry. – Podeszłam do starszej kobiety za ladą, dobrej i poczciwej. Widywałam ją tu od zawsze. Czasem ucinałyśmy krótkie pogawędki, innym razem tylko się witałyśmy.

– To samo, co zwykle? – zapytała, a ja skinęłam głową.

– Jak to się dzieje, że pomimo tylu klientów, pamięta pani, jakie lody najbardziej lubię? – zwróciłam się do niej, kierowana ciekawością. Na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech, gdyż taki drobny gest poprawił mi humor na cały dzień – wiedziałam, że będę się uśmiechać do samego wieczora.

– Mam dobrą pamięć, dziecko, a ty zazwyczaj zamawiasz tylko te dwa smaki. To nie było zbyt trudne do zapamiętania, nawet mimo mojego wieku.

Zaśmiałam się cicho, sięgając po portfel. W tym czasie staruszka nałożyła mi dwie gałki lodów do wafelka.

– Dziękuję bardzo! – powiedziałam na odchodne. –

Miłego dnia!

– Wzajemnie, dziecinko. – Pomachała mi na pożegnanie, po czym zaczęła obsługiwać kolejnego klienta.

Ze smakołykiem w dłoni wyszłam na zewnątrz, żeby usiąść przy jednym ze stoliczków pod parasolem. Krążyłam w poszukiwaniu wolnego miejsca, gdy w pewnym momencie potknęłam się o czyjąś torebkę, która akurat leżała na ziemi.

Zdołałam zachować równowagę – głównie dlatego, że ktoś mi w tym pomógł – ale rożek z lodami wylądował na mojej bluzce.

Fantastycznie – pomyślałam. Przecież zaraz mam spotkanie!

Podziękowałam przypadkowemu przechodniowi za to, że mnie złapał i uchronił przed poważniejszymi konsekwencjami i spojrzałam na zegarek. Nie było tak źle.

Nie zdążę wprawdzie wrócić do domu i się przebrać, ale na pewno zdążę podjechać do mamy i pożyczyć od niej jakiś ciuch. Mama miała wprawdzie specyficzny styl i obawiałam się, że w jej bluzce będę wyglądać jak stara panna z kotami, jednak nie było wyjścia. Najbardziej żałowałam, że nie zdążyłam skosztować lodów, zanim praktycznie w całości

rozgniotły się na mojej odzieży – chociaż nie miałam zielonego pojęcia, jak to się stało. Może człowiek, który mnie złapał, wytrącił mi je z ręki, a ja nawet tego nie zarejestrowałam? Wolałam jednak nie zaprzątać sobie tym głowy, tylko pospieszyć się i jechać do mojej rodzicielki.

Szybko włączyłam się do ruchu, płynnie zmieniając pasy.

Na szczęście miałam na tyle farta, że nie musiałam stać na żadnych czerwonych światłach.

Mama była bardzo zdziwiona moim przybyciem. Ja natomiast ucieszyłam się i odetchnęłam z ulgą, że była w domu.

– Dziecko, jak ty wyglądasz! – skomentowała od razu moją zielono-białą plamę na bluzce. – Jak kupa nieszczęścia!

– Ciebie też miło widzieć, mamo – powiedziałam, wchodząc do mieszkania i całując ją w policzek na przywitanie.

– Gdzieś ty się tak wystroiła? – Spojrzała na mnie podejrzliwie. – Bo chyba domyślam się, czym się ubrudziłaś… – westchnęła, jakbym ciągle była małą, niesforną dziewczynką.

– Mam pilne spotkanie. Później ci opowiem, mamo, ale teraz naprawdę muszę się zbierać. Mam dziesięć minut.

Pożyczysz mi jakąś koszulę?

Moja rodzicielka przewróciła oczami.

– Co ja z tobą mam… – sapnęła. – Otwórz szafę i wybierz, co tylko chcesz. Jak będziesz mi oddawać, to liczę na szczegółowe wyjaśnienia! Matkę w środku dnia nachodzić i jakieś dziwne rzeczy wyczyniać!

Nie skomentowałam potoku jej słów, tylko skierowałam się w stronę szafy, by wyciągnąć z niej to, co było mi potrzebne. Moja mama była perfekcjonistką: wszystko było ułożone kolorami, idealnie wyprasowane albo idealnie poskładane. Spojrzałam na wieszaki i chwilę pogrzebałam wśród odcieni bieli, usiłując znaleźć coś, w czym nie wyglądałabym jak żywcem przeniesiona z poprzedniego wieku. W końcu znalazłam koszulkę, która nie wydawała mi się taka tragiczna, choć raczej nie wpisywała się w nowoczesne trendy. Musiałam jednak jakoś to przeżyć.

Przebierałam się, wiedząc, że matka cały czas ukradkiem mi się przygląda.

– Przytyłaś ostatnio – stwierdziła. – Nie jesteś przypadkiem w ciąży?

– Mamo! – rzuciłam stanowczo. – Nie planuję dzieci, przynajmniej w najbliższej przyszłości.

Uspokojona skinęła głową. Wydawało mi się, że ta odpowiedź dostatecznie ją zadowoliła.

– Najpierw studia – dodała jeszcze, kiedy sądziłam, że już nic nie powie.

Ugryzłam się w język, żeby nie wybuchnąć, po czym zwinęłam ubrudzoną bluzkę w kulkę i wrzuciłam ją do torebki. I tak miałam dzisiaj nastawić pranie.

– Jadę, mamusiu – powiedziałam czule, przytulając ją.

Miałam nadzieję, że dzięki temu przynajmniej nie będzie na mnie zła za dzisiejsze zajście. Rozumiałam, że ważna była dla niej pewna stałość i nie lubiła niezapowiedzianych, nagłych sytuacji. – Wpadnę do ciebie niebawem. Będę miała dobre wiadomości.

– Lepiej miej – mruknęła, kiedy wychodziłam, jednak ten komentarz sprawił, że na moich ustach pojawił się lekki uśmiech.

W moim życiu jedyną niezmienną rzeczą była ona – a ściślej rzecz ujmując: ona i jej wredne komentarze. Czasem się nie dziwiłam, że nie znalazła sobie nikogo, innym razem nie mogłam w to uwierzyć: w końcu cięty język dla wielu

mężczyzn był atrakcyjny, a pewnie tym kiedyś była jej gderliwość, zanim mama stała się zgorzkniała i bardziej zamknięta na ludzi.

Biegiem ruszyłam w stronę samochodu, w duchu dziękując opatrzności, że zdecydowałam się wydać po osiemnastce wszystkie oszczędności, żeby kupić tego gruchota. Gdybym miała poruszać się teraz środkami komunikacji miejskiej, na pewno nie zdążyłabym na czas, a cholernie zależało mi, żeby zdobyć tę posadę.

Do budynku, w którym mieściła się siedziba All For Young, dotarłam punktualnie. Poczułam, jak z serca spada mi wielki ciężar. Jednak ten dzień, choć zaczął się niefortunnie, nie musiał być katastrofą.

Weszłam do środka z udawaną pewnością siebie i podniesioną głową.

– Biuro pana Mroczka? – zapytałam sekretarkę, nie siląc się nawet na uprzejmości, by oszczędzić na czasie. Chciałam być u niego punkt czternasta, a do tego momentu brakowało mniej niż dwie minuty, jak pokazywał mój zegarek.

– Pierwsze drzwi na lewo – odpowiedziała pani Joanna, nawet sobie nie zawracając głowy, by na mnie spojrzeć. Coś czułam, że następnym razem muszę być dla niej o wiele

milsza; nie opłacało się mieć zatargów z innymi pracownikami.

– Dzięki – powiedziałam głośno, po czym ruszyłam we wskazanym kierunku. Nie szłam zbyt szybko, gdyż pamiętałam, że podłoga jest śliska i może być zdradliwa, a chociaż moje obuwie miało dziś minimalne obcasy, to jednak wolałam nie ryzykować.

Drzwi do gabinetu były już uchylone, jakby pan Kamil Mroczek na mnie czekał, ale i tak zapukałam uprzejmie, czekając, aż mnie zaprosi.

– Przepraszam, pani Aleksandro, ale muszę szybko wysłać jedną rzecz – powiedział, nie podnosząc głowy znad laptopa. – Zaraz przejdziemy do konkretów, tylko to skończę.

Wie pani, jak to jest, czasem w marketingu potrafią liczyć się nawet minuty, tak jak w tym przypadku. Chodzi o wykupienie praw do zagranicznego tytułu i muszę dać swoją opinię.

– Oczywiście, rozumiem – rzuciłam i wygodnie rozsiadłam się na fotelu naprzeciwko niego, po drugiej stronie biurka.

Ukradkiem rozejrzałam się po pomieszczeniu: było utrzymane w jasnej tonacji, wszędzie stały regały po brzegi

zastawione książkami albo szafki z segregatorami w różnych kolorach. Widać było, że pan Mroczek utrzymuje w swoich papierach porządek i bardzo dba, żeby wszystko było na swoim miejscu.

W końcu zatrzymałam wzrok na moim – miałam nadzieję

– nowym szefie. Po raz kolejny ubrany był w idealnie skrojony garnitur, który wyglądał jak jego druga skóra.

Zauważyłam, że ma piękne i gęste czarne włosy bez śladu siwizny. Zaczęłam zastanawiać się, czy to dobre geny, czy po prostu farbuje je odpowiednio często.

Nie minęły dwie minuty, nim mężczyzna klasnął w dłonie, wyrywając mnie z rozmyślań. Wydało mi się, że dokładnie zlustrował mnie wzrokiem, ale wiedziałam, że to pewnie ze względu na mój niecodzienny, staromodny wygląd, który zawdzięczałam koszuli mamy.

– Dobrze, zacznijmy omawiać warunki naszej współpracy. Myślę, że będzie ona przebiegała pomyślnie, bo potrafię docenić swoich pracowników, jeśli tylko pracują z sercem i dają z siebie wszystko.

Uśmiechnęłam się lekko.

– Wobec tego zaczynajmy.

Ustalone warunki pracy bardzo mi się podobały, a propozycja, bym zaczęła już następnego dnia, także przypadła mi do gustu. W końcu im szybciej zacznę pracować, tym szybciej otrzymam pierwszą wypłatę. Do tego wszystkiego w końcu mogłam dopisać coś do swojego życiorysu – i wreszcie mogłam mieć nieograniczony kontakt z książkami.

Pierwszy dzień nie był jednak usłany różami. Już od chwili, gdy weszłam do wydawnictwa, wiedziałam, że wisi nade mną burzowa chmura, bo od rana nic mi się nie udawało.

Przydzielono mi biurko w dziale marketingu i promocji

– była to otwarta przestrzeń, naprzeciwko biura pana Mroczka, w której znajdowało się kilka biurek, poprzedzielanych małymi ścianami gipsowymi. Wszędzie było słychać gwar i rozmowy. Widać było, że ekipa jest zżyta

i dobrze się znają. Ja natomiast czułam się, jakbym nigdy w życiu nie miała do tego grona dołączyć – byłam całkowicie wyobcowana i zagubiona, chociaż tłumaczyłam sobie, że czego mogłam się spodziewać w pierwszych chwilach pracy?

Każdy miał przecież swoje zadania i swoich znajomych, większość nawet nie zauważyła, że puste biuro w jednym z kątów pomieszczenia nagle zostało zajęte przez niską brunetkę, a ci, którzy zauważyli, chyba po prostu dawali mi czas, żebym przywykła.