Rozmowy z seryjnymi mordercami - Christopher Berry-Dee - ebook + książka

Rozmowy z seryjnymi mordercami ebook

Berry-Dee Christopher

3,9

51 osób interesuje się tą książką

Opis

Christopher Berry-Dee to człowiek rozmawiający z seryjnymi zabójcami. Jako światowej sławy kryminolog śledczy zdobył zaufanie morderców z różnych kontynentów, odwiedzał ściśle strzeżone więzienia, w których przebywają, i szczegółowo dyskutował o ich potwornych zbrodniach.

Unikatowe wywiady przeprowadzone przez autora w kilkunastu najcięższych zakładach karnych świata, rejestrowane na taśmie magnetofonowej i filmowej, zawierają opisy przerażających czynów.

Christopher Berry-Dee przetworzył je w zdumiewającą książkę, która natychmiast stała się klasyką reportażu kryminalnego. Nie tylko opisuje spotkania z najbardziej amoralnymi ludźmi na świecie, ale także przytacza ich własne relacje na temat dokonanych przestępstw. Daje w ten sposób czytelnikom wgląd w psychikę ludzi, którzy popełnili najgorszą możliwą zbrodnię bezlitośnie pozbawili życia inną istotę ludzką.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 399

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




DEDYTKACJA

DEDYKUJĘ TĘ KSIĄŻKĘ PAMIĘCI LEANNY WILLIAMS (ZMARŁEJ 23 SIERPNIA 1994 ROKU), ŻEBYŚMY NIE ZAPOMNIELI CIERPIEŃ ZADAWANYCH PRZEZ BESTIE W LUDZKIEJ POSTACI

Santiago Margarito Rangel Varelas, przebywający obecnie w celi śmierci w więzieniu Ellis w Teksasie (osadzony numer 999159), to wyjątkowy potwór nawet w porównaniu z innymi odrażającymi mordercami dzieci. Zabił swoją dwuletnią pasierbicę Leannę Williams. Dziewczynka zmarła, gdy Varelas był żonaty z jej matką od niespełna czterech miesięcy. W ciągu tego krótkiego okresu bezlitośnie maltretował dziecko i wykorzystywał je seksualnie. Zaczął to robić prawie natychmiast po ślubie, a zadane przez niego obrażenia mogłyby zabić zdrowego dorosłego.

Leanna zmarła wskutek masywnego krwotoku mózgu po kopnięciach w głowę. Miała złamaną większość żeber i została zgwałcona analnie. Varelas powiedział policji, że dziewczynka upadła w ich domu przy Second Street 4415 w Bacliff w Teksasie. Co najbardziej wstrząsające, trudno uwierzyć, by matka Leanny nie zdawała sobie sprawy z tego, co się dzieje, zwłaszcza że Varelasa oskarżono również o molestowanie seksualne jej starszych córek, w wieku pięciu i dziewięciu lat.

Podziękowania

Profesor Elliott Leyton, wybitny badacz seryjnych morderstw, który zdobył międzynarodowy rozgłos jako konsultant, oraz były agent specjalny FBI Robert Ressler, najsławniejszy na świecie specjalista od profilowania psychologicznego sprawców przestępstw, zgadzają się, że jest prawie niemożliwe uzyskać zgodę na przeprowadzenie wywiadu choćby z jednym seryjnym zabójcą, a tym bardziej z dwoma, chyba że jest się funkcjonariuszem policji albo psychiatrą, co ułatwia dostęp do systemu więziennego. Mnie na przestrzeni lat udało się przeprowadzić wywiady z przeszło trzydziestoma seryjnymi zabójcami.

Za każdym razem wiążą się z tym wydatki w wysokości wielu tysięcy dolarów, a zdarza się, że przestępca zmienia zdanie w ostatniej chwili, gdy stoimy już przed bramą więzienia. Poza tym wcześniej należy prowadzić ze sprawcą kilkuletnią korespondencję, by zdobyć jego zaufanie. Jednak to tylko drobna część wymaganej pracy.

Aby zrozumieć badaną osobę, trzeba poznać dzieje jej życia od chwili narodzin, spotkać się z jej rodzicami, znajomymi, przyjaciółmi, nauczycielami, kolegami z pracy, najbliższymi krewnymi, policjantami, prawnikami, sędziami, psychiatrami i psychologami, a nawet strażnikami pilnującymi ich w zakładach karnych, często w celach śmierci. Później należy pokonać bariery biurokratyczne otaczające zabójcę – czasem przypominają one niemożliwy do przebicia mur więzienny zwieńczony drutem kolczastym. Za każdym razem wymagane jest zezwolenie Departamentu Więziennictwa. Dopiero po wykonaniu wszystkich powyższych czynności można wyruszyć na spotkanie z najgroźniejszymi drapieżnikami na naszej planecie.

Sondra London pisze w swojej znakomitej książce Knockin’ on Joe: „Zadawanie się z tymi ludźmi jest niebezpieczne, ponieważ gdy koncentrujemy się przez dłuższy czas na psychice danej osoby, zostajemy wciągnięci w jej świat […]. Kiedy badamy zabójców w więzieniach, oni również badają nas”.

Często zastanawiałem się nad słowami Fryderyka Nietzschego: „Kto walczy z potworami, ten niechaj baczy, by sam przytem nie stał się potworem. Zaś gdy długo spoglądasz w bezdeń, spogląda bezdeń także w ciebie”1.

Literatura faktu wymaga kolektywnego wysiłku wielu ludzi, a bezpośrednie badanie zbrodni może być jednocześnie satysfakcjonujące, ekscytujące i przykre. Jednak na końcu przychodzi czas na refleksję na temat przebytej drogi oraz wszystkich osób i instytucji, które w różny sposób pomogły mi napisać tę książkę i uczyniły ją bardziej wartościową.

Wiele z nich wymieniono w tekście. Inne się nie pojawiają, lecz były równie ważne w czasie przygotowań, studiów i pisania Rozmów z seryjnymi mordercami.

Chciałbym szczególnie podziękować bliskim krewnym ofiar, którzy udzielili mi pomocy. Mordercy opisani w tej książce zemścili się na społeczeństwie i nie da się zmierzyć spowodowanych przez nich cierpień. Śmierć jest namacalna, smutek mniej. Jednak mimo tragicznej straty ukochanych osób krewni okazywali miłosierdzie zabójcom i ich dzieciom. Bez pomocy, niepokoju i straszliwego bólu tych ludzi niniejsza książka nie osiągnęłaby równowagi emocjonalnej, jaką – mam nadzieję – się cechuje.

Pragnę również podziękować wielu departamentom więziennictwa za zapewnienie mi nieograniczonego dostępu do zakładów karnych i sprawców, a tym samym umożliwienie przeprowadzenia wywiadów. Liczni funkcjonariusze organów ścigania, prokuratorzy i sędziowie, którzy z honorem wykonali swoje obowiązki zawodowe i postawili przestępców przed obliczem sprawiedliwości, niejednokrotnie pomogli mi w szczegółowych studiach poprzedzających napisanie tej książki. Może się to wydawać dziwne, lecz podziękowania należą się również seryjnym zabójcom i wielokrotnym mordercom, którzy pozwolili mi zajrzeć w głąb swojej mrocznej psychiki, bo jeśli społeczeństwo ma się dowiedzieć, jak funkcjonują umysły tych potworów, musi poznać ich relacje, kłamstwa i prawdy niezależnie od tego, jak odrażający się wydają.

Jak zawsze mam dług wdzięczności wobec swojego bliskiego przyjaciela Robina Odella. Robin, znakomity pisarz i redaktor, doskonale zna tematykę poruszaną w niniejszej książce. Przejrzał większą część surowego rękopisu i nadał mu kształt, w jakim gotowe dzieło trafiło w ręce Czytelników.

W tym miejscu powinienem również podziękować osobom, które okazały cierpliwość i miesiącami słuchały moich refleksji na temat seryjnych zabójców. Chciałbym wyrazić wdzięczność swoim rodzicom, Patrickowi i May. Dziękuję wiernym przyjaciołom, Jackie Clay, Grahamowi Williamsowi, Davidowi „Elvisowi” Murphy’emu, Ace Francis, Bobowi Noyce’owi, Philowi Simpsonowi, Barbarze Pearman i Tony’emu Brownowi, którzy podtrzymywali mnie na duchu, kiedy popadałem w przygnębienie. Dziękuję swojemu producentowi telewizyjnemu Frazerowi Ashfordowi, zespołowi redakcyjnemu „The New Criminologist”, Elliottowi Leytonowi (profesorowi antropologii na Memorial University of Newfoundland), zawsze krytycznemu i gotowemu się spierać o kwestie związane z zespołem chromosomów XYY, oraz Davidowi Canterowi (profesorowi psychologii stosowanej). Dziękuję również Adamowi Parfittowi i Johnowi Blake’owi z wydawnictwa Blake Publishing, którzy byli na tyle odważni, by opublikować niniejszą książkę.

Na koniec składam szczególne podziękowania swojemu wyjątkowemu PJ, ponieważ wszystko dla Ciebie dobrze się skończyło i zawsze będzie mi brakować Twojego towarzystwa, a także Alionie Minienok z Nowosybirska w Rosji. Rozmowy z Tobą prowadzone do późnej nocy niezmiernie mi pomogły.

Christopher Berry-Dee,

dyrektor Centrum Badań Kryminologicznych,

Southsea, 2001

Fryderyk Nietzsche, Poza dobrem i złem, przeł. Stanisław Wyrzykowski, [wyd.] Jakób Mortkowicz, Warszawa–Kraków 1912, s. 108 (wszystkie przypisy pochodzą od tłumacza). [wróć]

HARVEY LOUIS CARIGNAN

STANY ZJEDNOCZONE

„Ten gość to pieprzony diabeł. Już wiele lat temu

powinni go usmażyć na krześle elektrycznym

i ustawiać się w kolejce, by włączyć prąd.

Po śmierci należało wbić mu kołek w serce,

pogrzebać, a po tygodniu odkopać

i wbić drugi kołek, by mieć pewność,

że ten sukinsyn naprawdę nie żyje”.

RUSSELL J. KRUGER, GŁÓWNY ŚLEDCZY, DEPARTAMENT POLICJI MINNEAPOLIS

Był wczesny ranek 24 września 1974 roku. W Minneapolis wzeszło słońce. Policjanci Robert Nelson i Robert Thompson jechali samochodem patrolowym w okolicy domu numer 1841 przy E 38th Street, gdy nagle zauważyli czarno-zielonego chevroleta caprice, model z 1968 roku. Parkował naprzeciwko taniej restauracji. Thompson powoli okrążył kwartał ulic, a tymczasem jego partner odszukał komunikat policyjny wydany poprzedniego dnia.

– Zgadza się – powiedział Nelson. – Wygląda na to, że to ten wóz. Trzeba tylko znaleźć kierowcę. To potężnie zbudowany mężczyzna; piszą, że wygląda jak goryl.

Dwaj funkcjonariusze zajrzeli przez okno do chevroleta. Zauważyli czerwony dywanik na podłodze, czasopisma pornograficzne i Biblię. Obok dźwigni zmiany biegów leżało kilka paczek papierosów Marlboro. Wszystkie te szczegóły opisała ofiara gwałtu, którego dokonał mężczyzna poszukiwany przez policję.

Nelson zatelefonował na komisariat i poprosił o wsparcie. Tymczasem Thompson wszedł do restauracji i spytał właściciela, czy widział kierowcę chevroleta.

– Tak, jasne – odpowiedział podejrzliwie mężczyzna. – Przed chwilą was zauważył i zwiał tylnymi drzwiami.

Kilka minut później Harvey Louis Carignan został zatrzymany; policjanci zadali mu parę pytań i oświadczyli, że jest aresztowany. Zawieziono go do centrum miasta, odczytano mu prawa Mirandy, a następnie umieszczono za kratkami pod zarzutem zabójstwa i gwałtu. Najgroźniejszy seryjny morderca Ameryki, mający na koncie blisko pięćdziesiąt morderstw, nigdy więcej nie posłuży się młotkiem.

* * *

Nawet teraz mam czasem wrażenie, że moje dzieciństwo było krótkie, trwało zaledwie kilka dni. Nie lubię go wspominać, nie pozostały żadne miłe wspomnienia. Tkwiłem w otchłani rozpaczy, podobnie jak dziś.

CARIGNAN DO AUTORA W LIŚCIE Z 14 KWIETNIA 1993 ROKU

Harvey urodził się 18 maja 1927 roku w ubogiej dzielnicy miasta Fargo w Dakocie Północnej i podobnie jak wielu seryjnych zabójców był nieślubnym dzieckiem, które nigdy nie poznało swojego biologicznego ojca. Jego dwudziestoletnia matka Mary nie radziła sobie z opieką nad chorowitym, niezaradnym chłopcem i w 1930 roku, w najtrudniejszym momencie Wielkiego Kryzysu, zaczęła oddawać go pod opiekę każdego, kto chciał się nim zajmować. Później młody człowiek stale przenosił się z miejsca na miejsce i zmieniał szkoły; nie nawiązał z nikim więzów rodzinnych i nie otrzymał porządnego wykształcenia.

We wczesnym dzieciństwie miał nerwowe tiki twarzy i do trzynastego roku życia moczył się w nocy. Cierpiał także na chorobę świętego Wita – pląsawicę dziecięcą – przejawiającą się konwulsyjnymi ruchami, nad którymi nie potrafił zapanować.

W wieku dwunastu lat został wysłany do domu poprawczego w Mandan w Dakocie Północnej, gdzie według kartotek FBI spędził siedem lat. Utrzymuje, że w owym czasie był nieustannie terroryzowany i wykorzystywany seksualnie przez jedną z nauczycielek. W liście z 12 czerwca 1993 roku napisał:

Siadała w mojej ławce i wymienialiśmy sprośne liściki. Miałem wtedy trzynaście albo czternaście lat – pokażcie mi czternastoletniego chłopca, który nie będzie zachwycony, siedząc w klasie z nauczycielką i wymieniając z nią pornograficzne notatki. Biła mnie po twarzy, kiedy próbowałem jej dotknąć, ale kazała mi zostawać po lekcjach – musiałem stać i patrzeć, jak się masturbuje. Wyzywała mnie i mówiła, co każe mi zrobić – ale, do cholery, nigdy nie dotrzymała żadnej ze swoich gróźb! Ta suka nie pozwalała mi się nawet masturbować razem z nią! Raz wyjąłem penisa, to zlała mnie na kwaśne jabłko! Miała ogromne piersi. Była naprawdę okrutną kobietą…

Harvey Carignan spędził w domu poprawczym w Mandan cały okres dojrzewania, a później, w 1948 roku, w wieku dwudziestu jeden lat, wstąpił do armii amerykańskiej, która powitała go z otwartymi ramionami. Nie był już cherlawym mięczakiem dręczonym psychicznie i wykorzystywanym seksualnie od czwartego roku życia. Zdrowa, kaloryczna dieta domu poprawczego w Mandan sprawiła, że wyrósł na wysokiego, dobrze odżywionego młodego mężczyznę obdarzonego ogromną siłą fizyczną.

Carignan zaczął mordować w 1949 roku, kiedy w poniedziałek 31 lipca wieczorem, w czasie próby gwałtu w niewielkim parku w Anchorage na Alasce, zabił pięćdziesięciosiedmioletnią Laurę Showalter. Zginęła prawie natychmiast wskutek ciosów w głowę, które doprowadziły do straszliwych urazów mózgu. Twarz ofiary praktycznie przestała istnieć; od podbródka do czoła potężne pięści Carignana zmieniły ją w miazgę.

Jeden z policjantów zauważył: „Morderca był tak silny, że przebił jej pięścią głowę jak rakieta uderzająca w pancerz czołgu”.

W piątek 16 września 1949 roku Carignan usiłował zgwałcić młodą kobietę o nazwisku Dorcas Callen, która jednak zdołała uciec. Żołnierz, wyraźnie pijany, choć była dopiero jedenasta rano, zaczepił ją w pobliżu baru przy Anchorage Street. Kiedy zaproponował, żeby przejechała się z nim samochodem, Dorcas odmówiła i chciała odejść.

– Hej! – zawołał. – Chyba skądś cię znam… może.

– Proszę mnie zostawić – odparła. – Nie znamy się.

Była przerażona. Wiedziała, że zaledwie kilka tygodni wcześniej zamordowano w okolicy kobietę. Jednak potężnie zbudowany żołnierz wpadł we wściekłość z powodu odmowy i nie miała szans na ucieczkę. Nim zdążyła się poruszyć, chwycił ją i odciągnął na bok. Stoczyli się do przydrożnego rowu, Carignan położył się na niej, podarł ubranie, dotykał jej piersi i włożył dłoń między nogi. Za chwilę mogło dojść do gwałtu.

Dorcas rozpaczliwie się broniła, próbowała chwytać rękami miękką ziemię. Napastnik był bardzo silny, wręcz nieludzko silny. Z krzykiem wydostała się z rowu i pobiegła do baru, skąd zadzwoniła na policję.

W szpitalu, z posiniaczoną i zakrwawioną twarzą, szczegółowo opisała straszliwe przeżycie. „Zmienił się w piekielną istotę. Nagle ogarnęła go wściekłość, jakby wypełniło go czyste zło” – powiedziała opuchniętymi wargami.

Podała rysopis napastnika, co doprowadziło do aresztowania Carignana jeszcze tego samego dnia. W 1950 roku stanął przed sądem pod zarzutem zabójstwa z premedytacją Laury Showalter. Rozprawie, prowadzonej w Trzecim Wydziale Sądu Okręgowego dla Terytorium Alaski, przewodniczył sędzia George W. Folta. Prokuratura miała asa w rękawie: Carignan przyznał się do winy przed szeryfem Herringiem. Harvey Carignan, uznany za winnego, został skazany na karę śmierci. W czasie późniejszej apelacji do Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych sędziowie Reed, Douglas, Black i Frankfurter orzekli, że skazanie Carignana nastąpiło wskutek naruszenia tak zwanej reguły McNabba. Przewiduje ona, że sąd nie może brać pod uwagę przyznania się do winy, jeśli nastąpiło ono w sytuacji, gdy aresztowanego nie postawiono niezwłocznie przed obliczem właściwego sędziego. Ponieważ naruszono tę zasadę, Sąd Najwyższy zdecydował, że przyznanie się Carignana nie mogło zostać wykorzystane na rozprawie jako materiał dowodowy. Dzięki temu Harvey uniknął egzekucji i trafił na piętnaście lat do więzienia. Więźnia numer 22072 przeniesiono z zakładu karnego Seward na Alasce do więzienia na wyspie McNeil w stanie Waszyngton.

W czasie wywiadu z autorem Carignan oświadczył: „Laura Showalter… Dorcas Callen? Te nazwiska nic mi nie mówią”.

* * *

13 września 1951 roku Carignana przeniesiono do więzienia Alcatraz w Kalifornii, gdzie spędził dziewięć lat. 2 kwietnia 1960 roku zwolniono go warunkowo. Od jedenastego roku życia, z wyjątkiem kilku lat służby wojskowej, nigdy nie przebywał na wolności.

Zszedł na ląd na nabrzeżu portowym w San Francisco, ubrany w tani garnitur, który otrzymał w więzieniu. Stał i patrzył na niewielką więzienną motorówkę wracającą w stronę tak zwanej Skały, jak powszechnie nazywa się Alcatraz; u jego nóg leżała torba z rzeczami osobistymi. Następnie wsiadł do pociągu jadącego do Duluth w stanie Minnesota. Zamieszkał z jednym z trzech braci przyrodnich, ale 4 sierpnia 1960 roku, zaledwie cztery miesiące po zwolnieniu, został aresztowany pod zarzutem włamania trzeciego stopnia i napaści z zamiarem popełnienia gwałtu.

Na szczęście dla Carignana to ostatnie oskarżenie wycofano z braku dowodów. Gdyby udowodniono mu zamiar gwałtu, wróciłby do więzienia i nigdy go nie opuścił. Jednak naruszył warunki zwolnienia warunkowego i został skazany na dwa tysiące osiemdziesiąt sześć dni w więzieniu federalnym Leavenworth w stanie Kansas.

Wyszedł na wolność w 1964 roku i szybko przeprowadził się do Seattle, gdzie 2 marca tego roku zarejestrował się jako zwolniony warunkowo więzień numer C-5073. 22 listopada 1964 roku szeryf okręgu King aresztował go pod zarzutem włóczęgostwa i włamania drugiego stopnia.

20 kwietnia 1965 roku znowu zasiadł na ławie oskarżonych i został skazany na piętnaście lat więzienia w Walla, miejscowości, która wraz z Richland i Kennewick leży na terytorium trzech stanów na południowo-wschodniej granicy Waszyngtonu i Oregonu.

Przebywając w jednym z najstarszych i najbardziej osławionych więzień w Stanach Zjednoczonych, Carignan zaczął nadrabiać wcześniejsze braki edukacyjne. Zrobił maturę, uczestniczył w wielu zajęciach akademickich z socjologii i psychologii, pisał prace na temat psychopatii seksualnej, osobowości paranoidalnej oraz jednostek dobrze przystosowanych do życia w społeczeństwie. Dużo czytał, uzyskiwał wysokie oceny i studiował dziennikarstwo – wszystko to robiło duże wrażenie na jego nauczycielach. Jednak miał również mroczną stronę, która wychodziła na jaw, gdy był sam. Rozmawiając ze współwięźniami, Harvey fantazjował na temat młodych, niedojrzałych dziewcząt; miał obsesję na punkcie dziewczęcego ciała. Często mówił – i utrzymuje to również w chwili, gdy piszę tę książkę1 – że najbardziej lubi nastolatki, co jest dość niezdrowym pragnieniem w przypadku człowieka, który ma już siedemdziesiąt cztery lata.

* * *

Jako mężczyzna w średnim wieku, były więzień o niezbyt atrakcyjnym wyglądzie Harvey po zwolnieniu z zakładu karnego miał niewielkie szanse na nawiązanie romansu z nastolatką, więc poślubił niedawno poznaną Sheilę Moran, rozwódkę z trojgiem dzieci. Miała własny dom w Ballard, skandynawskiej dzielnicy Seattle, gdzie razem zamieszkali. Sheila, pochodząca z przyzwoitej rodziny, szybko straciła złudzenia co do nowego męża, który zadawał się z grupą podejrzanych kreatur. Stale wracał do domu późnym wieczorem i jeździł samochodem z wariacką szybkością. Kiedy złośliwie zaatakował starego wuja Sheili, ta spakowała rzeczy, zabrała dzieci i po prostu uciekła. Harvey zamierzał ją zabić i czekał przez całą noc z młotkiem w ręku, lecz na szczęście nie wróciła do domu.

Kolejny związek małżeński zawarł 14 kwietnia 1972 roku. Zakochała się w nim Alice Johnson, nieco ograniczona, brzydka kobieta w wieku trzydziestu kilku lat – naiwna, łatwowierna sprzątaczka bez przyjaciół, która łudziła się nadzieją, że poznała przyzwoitego, pracowitego mężczyznę. Alice była wcześniej mężatką i miała dwoje dzieci: jedenastoletniego syna o imieniu Billy oraz ładną czternastoletnią córkę Georgię. Harvey wkrótce zaczął na nią patrzeć pożądliwym okiem.

W owym czasie zdołał wydzierżawić od Time Oil Company stację benzynową sieci Sav-Mor i Alice zauważyła, że dystrybutory paliwa zawsze obsługują młode dziewczęta. Każda z nich odchodziła wkrótce po rozpoczęciu pracy i na jej miejsce pojawiała się nowa kandydatka, równie młoda i ładna. Wzbudziło to podejrzenia Alice, a z plotek wynikało, że mąż ma obsesję na punkcie nastolatek. Podchodził do każdej napotkanej dziewczyny, robił wulgarne sugestie i uwagi. Kiedy Alice udzieliła mu reprymendy, skrzyczał ją, zbił jej syna i wyszedł z domu, rzucając na pasierbicę obleśne spojrzenia, które budziły jej zażenowanie. Nic dziwnego, że małżeństwo wkrótce się rozpadło.

15 października 1972 roku w pobliżu Mount Vernon w stanie Waszyngton Carignan zamordował nastolatkę o nazwisku Laura Brock.

* * *

Wstępem do makabrycznych wydarzeń, które nastąpiły później, było ogłoszenie w dziale „Pracownicy poszukiwani” opublikowane 1 maja 1973 roku w gazecie „Seattle Times”. Oferowano pracę w miejscowej stacji benzynowej i anons zwrócił uwagę piętnastoletniej Kathy Sue Miller. Nie szukała zatrudnienia dla siebie, tylko dla swojego chłopaka, Marka Walkera. Rankiem następnego dnia zatelefonowała pod numer podany w gazecie i dowiedziała się ze zdziwieniem, że ogłoszeniodawcę interesują tylko dziewczęta. Podała swój adres i numer telefonu, a później zgodziła się na spotkanie po szkole. Umówili się, że ogłoszeniodawca zabierze ją samochodem sprzed Sears Building w Seattle i zawiezie na stację, gdzie będzie mogła wypełnić kwestionariusz niezbędny do rozpoczęcia pracy.

Matka Kathy była zaniepokojona. Nie podobało jej się to, że córka podała telefon obcemu mężczyźnie, a sposób zaaranżowania spotkania wzbudził w niej mieszane uczucia. Szczególnie niepokoiła ją myśl, że Kathy miałaby wsiąść do samochodu z człowiekiem, którego nigdy wcześniej nie widziała. Przecież niedawno ukazał się w gazecie artykuł o Laurze Brock, którą zgwałcono i zamordowano, gdy jechała autostopem.

– Mówię poważnie, Kathy – ostrzegła córkę. – Nie waż się spotykać z tym człowiekiem.

Kathy zdawkowo obiecała, że tego nie zrobi, po czym wyszła do szkoły, niosąc pod pachą torbę z podręcznikami.

Tego ranka matka i córka jechały tym samym autobusem. Kathy wysiadła pierwsza w pobliżu Roosevelt High School, a Mary patrzyła przez brudną szybę, jak jej śliczna córka idzie śpiesznie w stronę szkoły. W pewnej chwili dziewczyna odwróciła się, uśmiechnęła i pomachała ręką.

Po południu Kathy wbrew obietnicy danej matce spotkała się z Carignanem w miejscu, gdzie się umówili. Czekał z narastającą niecierpliwością i kiedy zobaczył wysoką, silną, wysportowaną dziewczynę idącą w jego stronę, zabiło mu mocno serce. Jej jasne włosy o karmelowej barwie opadały gęstymi falami do połowy pleców. Miała zielone oczy i jasną skórę usianą drobnymi piegami. Ubrana w biało-niebieską bluzę, granatową bluzkę i nylonowe pończochy o niebieskawym odcieniu, zatrzymała się po przeciwnej stronie ulicy na wprost obserwującego ją Carignana. Pomachała mu ręką.

Carignan pochylił się i otworzył drzwi obok miejsca dla pasażera. Jednak Kathy podeszła do samochodu od strony kierowcy i zaczęła rozmawiać z nim przez okno. Na pierwszy rzut oka Carignan nie robił dobrego wrażenia. Był brzydkim mężczyzną z dziwnie wypukłym czołem. Miał cofnięty podbródek i głęboką bliznę nad okiem. Skończył czterdzieści sześć lat, ale wyglądał znacznie starzej. Jego skórę żłobiły głębokie zmarszczki i miał worki pod oczami. Zwykle na jego twarzy malował się wyraz złości i Harvey z wielkim trudem zdobywał się na uśmiech. Tym razem jednak zachowywał się wyjątkowo czarująco.

– Cześć! Na pewno nazywasz się Kathy – powiedział, uśmiechając się szeroko.

Kathy zauważyła dołeczek w podbródku nieznajomego i również się uśmiechnęła. Gestem zaprosił ją do samochodu.

– Musisz wypełnić formularz, mam go w biurze – oznajmił. – Wskakuj. Kiedy skończymy, odwiozę cię do domu.

Kathy czuła się niepewnie.

– Mama będzie niezadowolona – zauważyła, gdy Harvey położył dłoń na dźwigni zmiany biegów.

– Trudno mieć do niej pretensję. Ja też mam dzieci. Mój syn jest żonaty. Piękny dom, śliczna dziewczyna. Tak, trudno mieć pretensję do mamy, że jest ostrożna.

Zapewnienia Carignana prawie przekonały Kathy.

– Jest pan pewien, że to okej? – spytała.

– Absolutnie. Obiecuję, że gdy odwiozę cię do domu, przedstawię się twojej mamie. Wtedy wszystko będzie w porządku.

Kathy Sue Miller była wówczas widziana po raz ostatni. Policja wiedziała o poprzednich przestępstwach Carignana, dokładnie go przesłuchała i obserwowała przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, jednak brakowało dowodów, by go oskarżyć o porwanie, a cóż dopiero o morderstwo! Później, w niedzielę 3 czerwca, zwłoki Kathy znalazło dwóch szesnastolatków, którzy jechali motocyklami przez rezerwat indiański Tulalip na północ od Everett. Były nagie, owinięte czarną plastikową folią. Znajdowały się w tak zaawansowanym stanie rozkładu, że na początku nie dawało się nawet określić płci. Po przeprowadzeniu sekcji ustalono, że uzębienie denatki pokrywa się z dokumentacją stomatologiczną Kathy. Urazy czaszki świadczyły, że ofiara zginęła wskutek mocnych uderzeń w głowę.

Mimo że odnaleziono zwłoki, „Harv Młotek” zdołał uniknąć aresztowania. Przeprowadził się najpierw do Kolorado, a później do Minneapolis w Minnesocie, gdzie 4 sierpnia 1974 roku zabił Eileen Hunley. Jej zwłoki odnaleziono 18 września w okręgu Sherburne. Pytany o to morderstwo, Carignan powiedział: „Była moją konkubiną i przypuszczałem, że spotyka się z Murzynem, więc podszedłem do niej na ulicy… Trzasnąłem jej łbem o słup latarni, a potem waliłem głową w kratkę ściekową, aż zdechła. Później próbowałem nakarmić nią świnie”.

* * *

Seria napaści seksualnych na autostopowiczki w stanach Kolorado i Minnesota w drugiej połowie 1974 roku nosi charakterystyczne ślady modus operandi Carignana. Sprawcą był potężny mężczyzna pasujący do jego rysopisu – atakował młotkiem. Zginęło co najmniej siedem kobiet, a reszta ofiar odniosła trwałe obrażenia psychiczne i fizyczne.

8 września 1974 roku Carignan wziął do samochodu autostopowiczkę, zawiózł w ustronne miejsce w pobliżu Mory i zgwałcił. Uderzał ją w głowę młotkiem i wsadził jej do pochwy trzonek. Pozostawił ofiarę na polu, by zmarła, jednak kobieta przeżyła. Opisała później napastnika i jego auto.

14 września 1974 roku na parkingu w południowej części Minneapolis podszedł do kobiety o nazwisku Roxanne Wesley, która miała problemy z samochodem. Zaproponował, że ją podwiezie, by mogła uzyskać pomoc, lecz zamiast tego zabrał ją w ustronne miejsce w okręgu Carver i kilkakrotnie zgwałcił. Wsadził jej do pochwy trzonek młotka, uderzał w głowę obuchem i pozostawił na polu. Ta ofiara również przeżyła i doczołgała się do szosy, dzięki czemu została uratowana. Później opisała napastnika i charakterystyczne cechy jego samochodu.

19 września 1974 roku dwie nastoletnie autostopowiczki zgłosiły policji, że zaprosił je do samochodu mężczyzna, który wywiózł je poza miasto i groził, że je zgwałci i zabije. Jedną z dziewcząt uderzył w usta, łamiąc jej ząb. W końcu udało im się uciec – wyskoczyły z auta, kiedy Carignan zatrzymał się na skrzyżowaniu. Opis napastnika i samochodu pokrywał się z relacjami poprzednich ofiar.

Następnego dnia policja z Minneapolis otrzymała skargę dwóch innych nastolatek. Zeznały, że podszedł do nich mężczyzna, który zaproponował każdej po dwadzieścia pięć dolarów, jeśli pojadą z nim po samochód do północnej części stanu Minnesota, a potem pomogą dostarczyć go do Minneapolis. Dziewczęta oświadczyły, że mężczyzna wywiózł je w odludne, zalesione miejsce, po czym poprosił, by jedna z nich poszła z nim między drzewa, gdzie rzekomo stał ów samochód. Nastolatka, która pozostała w aucie, usłyszała po chwili krzyki i pobiegła do pobliskiego domu, by zadzwonić do biura szeryfa. Drugą dziewczynę znaleziono później nieprzytomną, z ciężkimi ranami głowy zadanymi młotkiem. Opis napastnika dokładnie pasował do Carignana.

21 września doszło do podobnej napaści, której ofiara przeżyła, i kilka dni później Carignan został aresztowany.

* * *

Poniżej publikuję fragmenty aktu oskarżenia obejmującego pięć zarzutów. Pominięto nazwisko ofiary, trzynastoletniej dziewczyny, by chronić jej dane osobowe. Dokument, który otrzymałem dzięki uprzejmości prokuratorów okręgów Minneapolis, nigdy wcześniej nie był publikowany.

Brutalna napaść. Gwałt ze szczególnym okrucieństwem. Molestowanie seksualne. Zgwałcenie nieletniej. Gwałt ze szczególnym okrucieństwem.

Poszkodowana […] podróżowała autostopem przez Minneapolis, a oskarżony, prowadzący samochód z częścią mieszkalną, zatrzymał się, zaprosił ją do samochodu, nawiązał z nią rozmowę, spytał, dokąd jedzie, i oświadczył, że zawiezie ją bezpośrednio do miejsca, do którego zmierzała. Następnie zmusił ją do uprawiania seksu oralnego, grożąc, że uderzy ją w głowę młotkiem, który wyjął ze schowka między siedzeniami wozu. Zmusił poszkodowaną, by się rozebrała, a potem groził, że „rozwali jej głowę młotkiem”, i próbował wsadzić jego trzonek do pochwy poszkodowanej. Kiedy stawiała opór, kilkakrotnie uderzył ją młotkiem w okolicę pośladków, jeszcze raz zmusił do seksu oralnego, zawiózł na pole zboża, gdzie zmusił ją do położenia się na brzuchu, próbował odbyć z nią stosunek pederastyczny i po raz trzeci zmusił do seksu oralnego. Następnie oskarżony pozwolił ofierze się ubrać, zawiózł ją do domu przyjaciela przy Lakeland Avenue 5644 w Crystal w okręgu Hennepin i pozwolił jej wysiąść z samochodu. Oskarżony poinformował ofiarę, że jego imię to „Paul”, a nazwisko „Harvey”.

W czasie odrębnych procesów w 1975 i 1976 roku Carignana skazano zaledwie za dwa morderstwa i kilka innych przestępstw. Otrzymał łączny wyrok stu lat więzienia oraz dożywocie. W istocie rzeczy może odsiedzieć zaledwie czterdzieści lat.

* * *

Wiem, gdzie jest pański dom. Wiem, że ma pan młodą, ładną żonę o ciemnych włosach i dwoje dzieci. Jeździ pan srebrnym mercedesem. Ale dopilnuję, żeby panu ani pana rodzinie nie stało się nic złego. Mam w pańskich stronach przyjaciół, którzy o mnie dbają.

MROŻĄCE KREW W ŻYŁACH POWITANIE HARVEYA CARIGNANA, GDY AUTOR ODWIEDZIŁ GO W WIĘZIENIU

Harvey Louis Carignan, znany jako „Harv Młotek” albo „Morderca z Działu Ogłoszeń”, przebywa obecnie za ponurymi murami więzienia w Stillwater na granicy stanów Minnesota i Wisconsin. Jest to największy, ściśle strzeżony zakład karny w Minnesocie, w którym odsiaduje karę około tysiąca trzystu dwudziestu pełnoletnich przestępców.

Korespondowałem z Harveyem przez pięć lat i w końcu przeprowadziłem z nim wywiad w czasie widzenia w 1995 roku. Był to pierwszy i jedyny wywiad udzielony przez „Młotka”, odkąd 24 września 1974 roku został on aresztowany pod zarzutem wielokrotnych gwałtów i zabójstw.

Dusze ludzi takich jak Harvey, którzy popełnili straszliwe zbrodnie, przypominają zamknięte pokoje pełne sekretów. Ich poznanie wymaga subtelności. Podchodzę do każdego przestępcy indywidualnie, poświęcam mnóstwo czasu na analizowanie jego wyjątkowych cech i staram się unikać depersonalizujących uogólnień opartych na charakterystyce popełnionych morderstw. Próbuję zrozumieć rozmówcę, ale nie identyfikować się z nim do tego stopnia, by odgrywać jego dramaty w teatrze własnego umysłu. Nieustannie staram się zachować równowagę między identyfikacją a analizą.

Aby dowiedzieć się czegoś o innej osobie, należy postawić się na jej miejscu, rozumieć jej myśli i odczuwać podobne emocje. Kiedy jednak podążamy często dysfunkcyjnym tokiem myślenia przestępcy, nigdy nie stajemy się tacy sami jak on. Pozostajemy sobą. Na chwilę zbliżamy się na tyle blisko, by zrozumieć obce idee i emocje, ale zawsze musimy się cofnąć, by zachować własny charakter, odtworzyć własne granice moralne i psychiczne.

Co powiedział mi psychiatra Carignana? Otóż wygłosił następującą uwagę: „Przeprowadzi pan wywiad z Harveyem albo czymś żyjącym w jego głowie. Pan przeprowadzi wywiad, a Zło przeprowadzi wywiad z panem”.

Carignana wezwano na widzenie za pomocą jego prywatnego pagera. Wreszcie zobaczyłem go po raz pierwszy. Ten morderczy maniak jest potężnie zbudowanym mężczyzną mierzącym przeszło metr osiemdziesiąt wzrostu. Waży sto piętnaście kilogramów i wygląda jak goryl. Jest masywny, ma łysiejącą czaszkę neandertalczyka, ogromne dłonie, bardzo długie ramiona i potężne, lekko pochylone barki. Patrzy przenikliwie błękitnymi oczami i mówi cichym, lekko ochrypłym głosem. Na pierwszy rzut oka wydaje się łagodnym, nawet dobrodusznym olbrzymem, jednak wszyscy wiemy, że takie pozory mogą mylić. „Młotek” to ucieleśnienie zła, jeden z najsłynniejszych seryjnych zabójców Ameryki, który nawet teraz, w wieku siedemdziesięciu czterech lat, potrafi bez mrugnięcia okiem wykonywać przez kwadrans pompki na jednej ręce.

Powoli minęło pięć minut i żaden z nas nie wypowiedział ani słowa. Carignan wpatrywał się w moją twarz groźnym wzrokiem. Miałem wrażenie, że jakaś istota z innej planety, może nawet podstępna siła, delikatnie sonduje mój umysł długimi, giętkimi mackami – zastanawia się, bada, dotyka, smakuje i wącha. Później na jego wargach pojawił się krzywy uśmieszek. Harvey lekko rozchylił wilgotne usta, lecz jego twarz była pozbawiona wyrazu.

Zimny jak lód seryjny morderca okazał się fascynującym przedmiotem obserwacji twarzą w twarz. To wilk w owczej skórze, w połowie człowiek, w połowie antychryst, postać jak z najgorszego koszmaru. Później po raz pierwszy się odezwał.

– Wiesz, Chris, popełniałem przestępstwa, żeby utrzymać w tajemnicy inne przestępstwa. Zabijałem, żeby nie oskarżono mnie fałszywie o gwałt.

Lody pękły i potwierdziło się moje wcześniejsze przypuszczenie, że Harvey żyje w świecie zaprzeczeń – częściowo przyznaje się do winy, ale nie bierze pełnej odpowiedzialności za swoje potworne zbrodnie.

W trakcie wywiadu przyznał się do zgwałcenia i zamordowania młodej kobiety, ale, jak mówił, to ona go sprowokowała.

Najlepszą ilustracją będzie jego własny opis napaści na dwudziestoletnią pielęgniarkę, przyzwoitą kobietę, której zepsuł się samochód.

W rzeczywistości zaproponował, że go naprawi, ale oświadczył, że musi najpierw pojechać po narzędzia. Wepchnął ją do swojego wozu i wywiózł w odludne miejsce, gdzie brutalnie ją zgwałcił i próbował zabić, uderzając w głowę kluczem do wymiany kół.

Wersja Carignana jest oczywiście zupełnie inna, ponieważ utrzymuje w niej, że kobieta wsiadła do samochodu z własnej woli. Jego relacja zawiera szczyptę prawdy i mnóstwo kłamstw. Jest jednocześnie niepokojąca i niesmaczna, jednak świetnie ilustruje psychikę seryjnego mordercy seksualnego, który, jak się przypuszcza, zabił nawet pięćdziesiąt kobiet. Opowieść Carignana nie jest przeznaczona dla osób o słabych nerwach.

Wsiadła, mogła być trochę zdenerwowana, ale nie wydawała się przestraszona. Podczas jazdy rozmawialiśmy o dziewczynie, z którą wcześniej się spotykałem i która odeszła, bo nie dałem jej trzydziestu dolarów, jak co tydzień. Nie była to zapłata, tylko prezent. Kobieta jadąca ze mną powiedziała, że nigdy nie uprawiałaby seksu za trzydzieści dolarów – zasugerowała, że dziewczyna, o której opowiadałem, uprawiała seks za pieniądze; mówiła to pogardliwie. Próbowałem tłumaczyć, o co chodzi, ale upierała się, że nigdy nie uprawiałaby seksu za trzydzieści dolarów. Pomyślałem, że chce powiedzieć, że w ogóle nie uprawiałaby seksu za pieniądze.

Wreszcie wszystko do mnie dotarło. Myślała, że proponuję jej tę samą kwotę za seks, i odrzucała propozycję. Mimo to nie mówię, że żądała pieniędzy za seks. Z rozmowy wynikało, że mogła mieć na myśli różne rzeczy – że nie uprawiałaby seksu za trzydzieści dolarów albo że w ogóle nie uprawiałaby seksu za pieniądze. Niewiele mnie to wtedy obchodziło, ta rozmowa wydała mi się ważna dopiero znacznie później, kiedy próbowałem sobie dokładnie przypomnieć, o czym mówiliśmy.

Kiedy dojechaliśmy do domu przyjaciela, gdzie powinny być narzędzia, zatrzymałem samochód, zawróciłem i natychmiast odjechałem. Przyjaciel mówił, że jeśli na podwórku nie stoi jego pikap, ćwierćtonowy chevrolet z 1973 roku, nie powinienem się tam kręcić, bo jego synowie mnie nie lubią. Dziwiło mnie to, bo w ogóle ich nie znałem. [Carignan nie miał żadnych przyjaciół w normalnym znaczeniu tego słowa]. Tak czy inaczej, odjechałem i zatrzymałem samochód tuż obok szosy. Objąłem ją i chociaż się zawahała, przysunęła się do mnie, kiedy zwiększyłem nacisk ramienia, by dać do zrozumienia, czego chcę. Do niczego jej nie zmuszałem; gdyby nie chciała, mogłaby się nie przysunąć. Po prostu zasugerowałem, czego chcę, a ona się zgodziła. Pamiętam swoje myśli, jakby działo się to wczoraj: „Chce tego!”. Jednak stale się zastanawiałem, dlaczego tak się upierała, że nie uprawiałaby seksu za trzydzieści dolarów albo za inną sumę. Wsunąłem ramię za jej głowę, lekko, delikatnie nacisnąłem szyję, a ona się pochyliła – z własnej woli, nie z powodu nacisku. Potem rozpiąłem spodnie, wyjąłem penisa, gładziłem go, całowaliśmy się, aż wreszcie zasugerowałem podobnym naciskiem ręki, że chcę, by go possała. Zrobiła to.

Kiedy skończyła, powiedziałem: „Wypluj to cholerne świństwo”, bo widziałem, że ma spermę w ustach. Wypluła – ale trzymałem ją na wypadek, gdyby chciała wyskoczyć i uciec. Nie byłem pewny, czy nie powie, że ją zmusiłem do zrobienia tego, co zrobiła. Popatrzyła na mnie, dziwnie się uśmiechnęła – jakbym był głupcem, skoro pomyślałem, że ucieknie – a potem zamknęła drzwi i odjechałem.

Kiedy ruszyliśmy, powiedziałem: „Chcę cię wyruchać. Znam miejsce, gdzie możemy pojechać!”.

„Jak długo nas nie będzie? – spytała. – Muszę wrócić o pierwszej”. Była wtedy jakaś dziesiąta trzydzieści.

Myślałem o pewnym miejscu, ale znajdowało się wiele kilometrów dalej. Ruszyłem i skręciłem nad jezioro. Kiedy się zatrzymałem, zobaczyłem dom między drzewami i mężczyznę idącego w naszym kierunku. Zawróciłem i odjechałem. W tym czasie dziewczyna nie próbowała otworzyć drzwi samochodu i wysiąść.

Naprzeciwko drogi do jeziora była droga prowadząca do wąwozu. Wąwóz ciągnął się sto pięćdziesiąt albo dwieście metrów od szosy. Kiedy tam dotarliśmy, poszedłem do bagażnika i wyjąłem niebieski koc [następnie odnaleziony przez policję], a później rozłożyłem go na ziemi i powiedziałem: „Przygotuj się!”. Coś mi się w tym wszystkim nie podobało, ale była bardzo seksowną kobietą, miała jakieś dwadzieścia lat i chciałem uprawiać z nią seks, zwłaszcza że już coś przecież robiliśmy. Ściągnęła mi spodnie, zdjęła majtki i położyła się na plecach, z nogami skierowanymi w moją stronę. Widziałem jej cipkę – była śliczna, ona też była bardzo piękna. Nie wiem, na czym zależy innym mężczyznom ani na co patrzą, ale ja zawsze patrzę na cipkę, bawię się nią. Im ładniejsza cipka, tym większą mam ochotę na seks.

Po prostu się zatrzymałem, żeby pomóc dziewczynie naprawić wóz. Kiedy wsiadła do samochodu, zamierzałem przywieźć narzędzia. Nie myślałem o seksie, wcale jej nie porwałem. Wszyscy uważają, że te kobiety i dziewczyny to niewiniątka. Zwykle to nieprawda. Każda z nich czegoś ode mnie chciała, pieniędzy, przejażdżki samochodem albo czegoś, czego nie ujawniły. Ta nie różniła się od innych. Nie jestem gwałcicielem, samo to słowo budzi we mnie obrzydzenie.

Cokolwiek mówią, spędziliśmy na polanie cudowne chwile, a potem oskarżyła mnie, że ukradłem jej z torebki pieniądze. Znowu się zaczyna – pomyślałem. Zdenerwowałem się bardziej, niż powinienem. Ogarnęła mnie złość i zacząłem działać nieracjonalnie, bo wystarczyło przecież powiedzieć, że nie wziąłem żadnych pieniędzy. Kiedy na mnie krzyknęła, zmieniałem prawe tylne koło swojego samochodu, bo złapałem gumę. Wrzeszczała, że pieniądze nie należą do niej, i prawie jak wariatka żądała, żebym je oddał. Później nagle zmieniła ton i powiedziała, że zamierza kupić nowy samochód i że powinienem jej dać na to dwieście dolarów, bo inaczej oskarży mnie o gwałt. Do tej chwili spokojnie dokręcałem śruby koła, ale kiedy zaczęła mi grozić, nie potrafiłem nad sobą zapanować, wpadłem w szał i walnąłem ją kluczem – nie młotkiem, jak później zeznała, w co wierzy większość ludzi. Była całkowicie ubrana, pamiętam tę scenę, jakby to się działo dzisiaj. Upadła na ziemię jak trafiona w głowę siekierą i zsunęła się powoli do rowu o głębokości trzech i pół albo czterech metrów, stopami do przodu, a jej brązowy sweter zawinął się pod pachy. Nie wpadłem w panikę, schowałem klucz do bagażnika, a ostatnią śrubę do kieszeni. Później odjechałem. Po piętnastu albo dwudziestu minutach jazdy, jakieś dwadzieścia pięć albo trzydzieści kilometrów dalej, zdałem sobie sprawę, że nie mogę zostawić tej kobiety na pewną śmierć i że muszę się dowiedzieć, czy jest ranna, więc zawróciłem. Kiedy mijałem to miejsce, stało tam kilka samochodów, a na poboczu ciągnik z przyczepą. Ludzie pochylali się nad kimś i wiedziałem, że to ona, więc pojechałem dalej.

Kiedy Harvey skończył mówić, przedstawiłem mu prawdziwy przebieg wydarzeń. Przypomniałem, że zostawił młodą pielęgniarkę w rowie, uznawszy ją za martwą, ale ona, leżąc w kałuży własnej krwi po niemal śmiertelnych uderzeniach w głowę, po kilku godzinach odzyskała przytomność. Mimo straszliwego bólu przeczołgała się w zapadającym zmroku półtora kilometra do szosy, gdzie rankiem znalazł ją farmer i wezwał pomoc.

Gdy później Carignan wrócił na miejsce ataku – nie po to, by ratować życie ofiary, ale ponieważ czuł niepokój, że mogła przeżyć i opisać jego albo samochód – minął karetkę pogotowia. Młoda kobieta przeżyła, bo poprzedniego dnia dowiedziała się, że jej siostra spodziewa się dziecka, i koniecznie chciała je zobaczyć.

Harvey utrzymuje, że był wykorzystywany seksualnie prawie przez każdą kobietę, z jaką miał do czynienia, w tym przez krewne, opiekunki i nauczycielkę z domu poprawczego. Chociaż w ciągu ostatnich trzydziestu lat wykorzystywanie seksualne dzieci zostało uznane za częstą patologię społeczną, nie ma nawet cienia dowodu, że Harvey był molestowany na taką skalę, jak opisuje.

Możemy jedynie przyjąć, że od dzieciństwa miał pretensję do kobiet, a jego niechęć skupiła się na zaniedbującej go matce, jej rodzinie i przyjaciółkach. Ale być może nie są potrzebne inne dowody, ponieważ mężczyźni nie zaczynają nienawidzić kobiet bez powodu, więc niewykluczone, że Carignan mimo wszystko mówi prawdę.

Niedawno oświadczył: „Serdecznie nienawidzę kobiet […] Zawsze mieszały mi w głowie swoimi gierkami”. Opowieści o wykorzystywaniu seksualnym mogą mieć pewną wartość, gdy analizujemy jego wcześniejsze życie. Opisy zawarte w listach Carignana są pełne sprzeczności i niewątpliwie oparte na fantazjach. Utrzymuje, że był molestowany przez „naprawdę okrutną kobietę”, że sam był biednym, bezradnym chłopcem, a jednak wydaje się, że ta sytuacja sprawiała mu przyjemność.

Podobnie jak wielu morderców Harvey Carignan miał wyjątkowo trudne dzieciństwo. Urodził się z piętnem bękarta, był słabym, nerwowym chłopcem, moczył się w nocy, cierpiał na pląsawicę i w młodości był nieustannie terroryzowany, tak samo jak brytyjski seryjny zabójca Peter Sutcliffe.

Utrzymuje, że kobiety wykorzystywały go seksualnie w dzieciństwie, choć nie ma na to żadnych dowodów. Jednak nie ulega wątpliwości, że matka i pozostałe krewne, w tym ciotki i babka, odnosiły się do niego z pogardą. Wynikłe stąd szkody psychologiczne mogą w dużym stopniu tłumaczyć gwałtowną nienawiść Harveya do kobiet. Uważa, że „mieszały mu w głowie”, co może tłumaczyć, dlaczego kaleczył głowy ofiar tępymi narzędziami. Jego wściekłość była tak wielka, że nie uderzał raz lub dwa razy. Często masakrował czaszki ofiar z demoniczną, nieludzką siłą.

Zemsta – ściśle biorąc, zemsta na kobietach – stanowiła ważny motyw przestępstw Carignana, a jego modus operandi był zawsze taki sam. Jednak w zachowaniu tego mordercy pojawia się dziwaczny rys. Zabijał, z kilkoma wyjątkami, przede wszystkim starsze kobiety, może symbolizujące matkę, ciotki i babkę, jednak często pozwalał przeżyć nastolatkom, choć kaleczył je w straszliwy sposób. W kilku przypadkach nawet odwiózł je do domu i opatrzył rany. Te niekonsekwentne zachowania można tłumaczyć pociągiem seksualnym do młodych dziewcząt, do czego otwarcie się przyznaje.

W ciągu naszej długiej korespondencji Harvey często wspominał o czymś, co nazywa swoim „sznurem pereł”. Sugerował, że ujawnia bezcenne „perły mądrości” dopiero wtedy, gdy nadchodzi odpowiedni moment.

„Prawda leży w perłach mądrości – oświadczył bez ogródek, po czym dodał: – Nie zamierzam ujawniać tej części prawdy nawet przez lata”. Następnie zamknął się w sobie i nie chciał odpowiadać na żadne kolejne pytania na temat swoich zbrodni.

W pozostałej części wywiadu Harvey „Młotek” Carignan podkreślał, że jest człowiekiem głęboko uczuciowym. Zdobył ogromną wiedzę, studiuje filozofię, a jego słowa i myśli są godne zainteresowania. Jednak psychika „Młotka” ma jedną fatalną skazę.

Ten potwór, w każdym znaczeniu tego słowa, spędził większość swojego bezsensownego życia za kratami, lecz nigdy nie potrafił przyznać się do winy. To cecha łącząca go z wieloma innymi seryjnymi zabójcami. W każdym przypadku napaści seksualnej, gwałtu i morderstwa istnieją przytłaczające dowody winy Carignana, jednak czuje on przymus psychologiczny, by przerzucać winę na swoje nieszczęśliwe ofiary.

Kiedy zostaje zdemaskowany i wszystkie wymówki okazują się stekiem łgarstw, cofa się na drugą linię obrony. Podobnie jak wielu innych przestępców obwinia policję i wymiar sprawiedliwości, utrzymując, że go wrobiono.

Gdyby zbrodnie Carignana nie były tak liczne i poważne, można by uznać te wymówki za śmiechu warte i traktować jego listy jako majaczenia szaleńca, które należy odrzucić lub w najlepszym razie zignorować. Jednak Harvey nie jest szaleńcem. To, czego nie chce powiedzieć, co ukrywa między wierszami albo o czym woli zapomnieć, może być w ostatecznym rozrachunku bardziej interesujące, ponieważ jego patologiczne zaprzeczenia wyrażają prawdziwą naturę Bestii.

W tej chwili Carignan może się ubiegać o zwolnienie warunkowe, bo w stanie Minnesota nikt nie może spędzić przeszło czterdziestu pięciu lat w więzieniu, niezależnie od liczby popełnionych morderstw.

Harvey ma obecnie przyjaciółkę, z którą prowadzi korespondencję. Trzydziestoletnią Glorię Pearson skazano za zabójstwo synka, wcześniej molestowanego przez nią seksualnie. Często wymieniają listy i wydaje się, że do siebie pasują.

Niniejszy rozdział oparto na wywiadach przeprowadzonych w 1996 roku przez autora z Harveyem Louisem Carignanem w zakładzie karnym w Minnesocie oraz na wieloletniej korespondencji. Wywiady, udzielone na wyłączność, zarejestrowano na taśmie magnetofonowej.

Zebrane w niniejszym tomie teksty powstały w 2001 roku. [wróć]

ARTHUR JOHN SHAWCROSS

STANY ZJEDNOCZONE

Na chwilę skupił na mnie wzrok.

Przedtem rzadko pojawiający się uśmiech

maskował narastającą wściekłość Shawcrossa.

Teraz, po raz pierwszy, maska normalności opadła

i w jego oczach pojawił się błysk zbrodniczego szaleństwa.

Shawcross usiłował zapanować nad krwiożerczymi emocjami,

które w nim kipiały. W sali widzeń zapanowała cisza,

śmiertelna cisza.

REAKCJA SHAWCROSSA NA PYTANIE AUTORA O ZABÓJSTWO DZIESIĘCIOLETNIEGO JACKA BLAKE’A

W kazamatach zakładu karnego Sullivan w Fallsburgu w stanie Nowy Jork przebywa najsławniejszy seryjny morderca stanu, Arthur John Shawcross. Media nazwały go „Potworem znad Rzeki”, a ja spytałem, skąd się wziął ten przydomek.

– Bo tam ich zabijałem – odpowiedział. – Nad rzekami budził się we mnie potwór, i to dość często.

Nazwisko Shawcross jest spokrewnione z łacińskim zwrotem crede cruci i w wolnym tłumaczeniu oznacza „wiarę w krzyż”. Wczesne formy pisowni to Shawcruce i Shawcrosse. W Stanach Zjednoczonych mieszka obecnie około pięciu tysięcy Shawcrossów; jeszcze więcej jest ich w Wielkiej Brytanii. Wszystko wskazuje na to, że sir Hartley Shawcross, były prokurator generalny Wielkiej Brytanii i główny oskarżyciel brytyjski w czasie procesu w Norymberdze, jest dalekim krewnym seryjnego zabójcy.

Art był bardzo drobnym niemowlęciem; w chwili narodzin ważył niespełna 2,3 kilograma. Dziecko przyszło na świat o czwartej czternaście nad ranem w środę 6 czerwca 1945 roku w szpitalu amerykańskiej marynarki wojennej w Kittery – po przeciwnej stronie rzeki Piscataqua leży Portsmouth w stanie Maine.

Świadectwo urodzenia głosi, że ojcem dziecka był dwudziestojednoletni kapral Arthur Roy Shawcross, a matką osiemnastoletnia Bessie Yerakes Shawcross. Rodzice mieszkali w Portsmouth w lokalu numer 5 przy Chapel Street 28.

Ojciec, znany policji jako bigamista, służył w czasie drugiej wojny światowej w amerykańskiej piechocie morskiej. Wylądował na wyspie Guadalcanal z pułkiem artylerii Pierwszej Dywizji, za co otrzymał kilka gwiazdek upamiętniających udział w bitwach i medali. W lutym 1943 roku, po zakończeniu operacji oczyszczania wyspy, żołnierzy piechoty morskiej wysłano na odpoczynek do Australii, gdzie Arthur Roy Shawcross poznał na potańcówce Thelmę June. W poniedziałek 14 czerwca tego roku wzięli ślub w Melby w Australii. Thelma urodziła później syna, którego nazwano Hartleyem na cześć sławnego brytyjskiego imiennika.

W lipcu 1944 roku Arthur Roy Shawcross otrzymał urlop, po czym wrócił do Stanów Zjednoczonych, gdzie popełnił bigamię – w czwartek 23 listopada poślubił przyjaciółkę z dzieciństwa, Bessie Yerakes, będącą wówczas w ciąży. Bessie, powszechnie znana jako „Betty”, była córką robotników fabrycznych z Somersworth w stanie New Hampshire. Jej ojciec, James Yerakes, przyszedł na świat w Grecji, a matka, Violet Libby, pochodziła z jednego z krajów basenu Morza Śródziemnego. Upłynął zaledwie tydzień od wypisania Bessie ze szpitala z małym Arthurem, gdy jej męża wysłano do Watertown w stanie Nowy Jork, żeby dokończył służbę w piechocie morskiej. Matka z dzieckiem zamieszkali u jego siostry. Po demobilizacji małżonkowie przenieśli się do niewielkiego domu w malowniczym miasteczku Brownville niedaleko granicy z Kanadą i jeziora Ontario; jego mieszkańcy, w liczbie tysiąca dwustu osób, należeli do niższej klasy średniej.

Mały Arthur był najstarszym z czworga dzieci; troje pozostałych nosiło imiona Jean, Donna i James. Można uznać, że okazał się czarną owcą wśród rodzeństwa. W normalnym wieku rozpoczął naukę w szkole Brownville-Glen Park, jednak wkrótce wyszły na jaw jego problemy osobowościowe. Nie lubił brata i sióstr, z wyjątkiem Jean; fantazjował, że uprawia z nią seks.

W wieku pięciu lat Art wyobrażał sobie, że ma dwóch fikcyjnych przyjaciół. Pierwszy miał na imię Paul i był chłopcem w jego wieku; drugim była nieco młodsza, jasnowłosa dziewczynka bez imienia. W następnych miesiącach prowadził z nimi długie rozmowy, a koledzy i nauczyciele odnosili wrażenie, że gaworzy sam do siebie.

– Musiałem wymyślić sobie przyjaciół – powiedział autorowi niniejszej książki. – Chciałem się z kimś bawić, a nikt mnie nie lubił.

Mały Arthur, przezywany przez kolegów „Dziwadłem”, był w szkole wyśmiewany i terroryzowany. Wycofał się do własnego mrocznego świata, często chodził z klasy do klasy jak we śnie. Starsi chłopcy dręczyli go przy każdej okazji; krzyczał wtedy i wygrażał im pięściami albo wracał z ponurą miną do domu, gdzie z zemsty znęcał się nad siostrami i młodszym bratem.

Pedagodzy szkolni zrozumieli, że mają do czynienia z trudnym dzieckiem, i przeprowadzili wywiad rodzinny. Wkrótce ustalili, że rodzice rozpieszczają Arthura. Kiedy źle się zachowywał, matka dawała mu lekkiego klapsa albo zamykała go w pokoju. Szkoła uznała, że również ojciec traktuje Arthura zbyt pobłażliwie.

Sytuacja stała się poważniejsza, gdy mały Shawcross uciekł z domu. Oczywiście szybko go tam odstawiono, ale zaczął jeździć do szkoły autobusem uzbrojony w łańcuch do opon zimowych, którym bił inne dzieci, jeśli go zaczepiały. Nauczył się, że broń może się okazać skuteczniejsza od pięści. Tuż przed ósmymi urodzinami Arthura szkoła zleciła ocenę stanu jego zdrowia psychicznego. Psycholodzy z kliniki psychiatrycznej okręgu Jefferson uznali, że pani Shawcross przekazuje swojemu „ładnemu, dobrze ubranemu, schludnemu synowi” niejasne komunikaty emocjonalne. Wydawało się, że relacje między matką a synem są bardzo skomplikowane: czasem pani Shawcross traktowała syna jak lalkę, a kiedy indziej niespodziewanie karała go bez widocznego powodu, co kompletnie dezorientowało chłopca.

Pani Shawcross wpoiła synowi, że powinien być schludny i czysty; ona i jej mąż, były podoficer piechoty morskiej, narzucili mu staroświeckie wartości z elementami dyscypliny wojskowej. Arthur musiał mieć idealnie posprzątany pokój, a ubrania zawsze złożone w kostkę. Najmniejsze wykroczenie sprawiało, że dostawał lanie lub odsyłano go do sypialni. Próbując się przypodobać rodzicom, obsypywał ich prezentami, nigdy nie zapominał o urodzinach albo rocznicach, jednak w dalszym ciągu wydawał się zagubiony. Zaczął się lękać niespodziewanych hałasów, a dezorientacja powoli zmieniła się w złość. Podkradał matce pieniądze, by płacić terroryzującym go w szkole kolegom. Z nikim się nie przyjaźnił, źle traktował młodszego brata i bardzo trudno było wyciągnąć od niego prawdę, bo zawsze sprawiał wrażenie zastraszonego. Według oceny psychiatrów Arthur uważał, że matka go odrzuca, a ojciec faworyzuje rodzeństwo.

Przestał się interesować szkołą, dostawał coraz niższe oceny i stopniowo stał się jednym z najgorszych uczniów w klasie. Nauczyciele przypisywali to niewłaściwemu podejściu do nauki, nie niskiemu poziomowi inteligencji, a silniejsi chłopcy w dalszym ciągu go terroryzowali i prześladowali. W owym czasie zaczął w charakterystyczny sposób mrugać, co pozostało mu do dziś. Czasem beczał jak jagnię i gaworzył niczym małe dziecko. Do początku okresu dojrzewania miewał koszmary senne i moczył się w nocy. Później znowu uciekł z domu, lecz wkrótce odstawiono go do rodziców, wrzeszczącego i protestującego. Chociaż data nie jest pewna, w tym okresie w domu Shawcrossów doszło do ważnego wydarzenia, które wywróciło życie rodziny do góry nogami i miało trwałe konsekwencje.

Kiedy Arthur skończył dziewięć lat, jego babka ze strony matki otrzymała list od Thelmy June z Australii. Thelma zgodnie z prawdą napisała, że Arthur Roy Shawcross jest jej mężem i że mają dziesięcioletniego syna. Trudno się dziwić, że kiedy Bessie Shawcross przeczytała list i dowiedziała się o tak długo utrzymywanej w tajemnicy bigamii męża, wpadła we wściekłość. Zaczęła uprzykrzać mu życie. Arthur, przewrażliwiony i zdezorientowany, starał się spędzać jak najwięcej czasu poza domem. Wstydził się za ojca i nie mógł wytrzymać nieustannych kłótni między rodzicami.

Wymykał się z domu na długie godziny, by spędzać czas z babką, którą uwielbiał. Chociaż w zasadzie był miłym, grzecznym chłopcem, w tym okresie ujawniła się mroczna strona jego psychiki. Jego umysł rozszczepił się na dwie części i naśladował sprzeczne, ambiwalentne pod względem emocjonalnym zachowania matki.

W 1960 roku, gdy był uczniem siódmej klasy General Brown High School, dały o sobie znać poważne problemy behawioralne. W wolnych chwilach torturował drobne zwierzęta, obdzierał ryby żywcem ze skóry i bawił się ich ciałami. Obserwował cierpienia zwierząt i sprawdzał, jak długo umierają. Chwytał w sidła króliki i powoli łamał im karki. Łapał nietoperze, wrzucał do zaparkowanych samochodów i obserwował panikę kierowców. Przywiązywał do siebie koty, miażdżył wiewiórki i pręgowce, rzucał strzałkami w żaby przybite do tarczy, wyrywał pióra żywym kurczętom. Pewnego dnia zaniósł do pobliskiego jeziora worek i wrzucił go do wody. „Kto mówi, że koty nie umieją pływać?” – powiedział jednemu z kolegów ze szkoły. Kiedy przerażone zwierzę wydostało się z worka i dopłynęło do brzegu, złapał je i rzucił jeszcze dalej. Po czterech próbach dotarcia do brzegu kociak wreszcie się utopił.

W okresie młodzieńczego sadyzmu Shawcross przekonał się, że zabijanie zwierząt ma jedną wadę: ofiary wydawały głośne dźwięki, a ponadto brudziły mu ubranie ekskrementami i uryną. Aby temu zapobiec, wtykał liście i inne śmieci do otworów w ich ciałach – dziwna praktyka, która później stała się częścią jego modus operandi, gdy zabijał kobiety i dzieci. W wieku piętnastu lat przestał być sterroryzowanym słabeuszem i zmienił się w postrach sąsiedztwa, zwłaszcza dzieci. Nie znał strachu, był bardzo silny i często strzelał z wiatrówki kalibru 22 do przypadkowych osób. Jeśli zdenerwował go inny nastolatek, bezlitośnie tłukł go kijem bejsbolowym albo pięściami, czasem do nieprzytomności.

Nikt nie był w stanie nad nim zapanować, a jeśli nauczyciele próbowali przywoływać go do porządku, wybiegał z klasy, krzycząc: „Mam w dupie tę pieprzoną szkołę!”, albo wypowiadając podobne wulgaryzmy. W wieku siedemnastu lat, ku wielkiej uldze nauczycieli, zrezygnował z dalszej nauki. Mając dużo wolnego czasu, zajął się drobnymi kradzieżami. Przywłaszczał sobie wszystko, co się dało – dokonywał włamań w sąsiedztwie, plądrował domki letniskowe i ukradł pieniądze z kasy stacji benzynowej, gdzie przez krótki czas pracował. Włamywał się do miejscowych sklepów, skąd zabierał jedzenie i gotówkę, i prawie codziennie kradł towary z półek.

W sobotnią noc w grudniu 1963 roku włamał się do sutereny sklepu sieci Sears Roebuck i został aresztowany przez policję, gdy włączył się alarm. Sędzia okazał się wyrozumiały i wymierzył młodocianemu przestępcy karę półtora roku więzienia w zawieszeniu. Shawcross powołał się na okoliczność łagodzącą, która przekonała sędziego – oświadczył, że próbował dokonać włamania, by kupić prezenty gwiazdkowe, co było zgodne z prawdą.

W owym czasie jako nastoletni sadysta, bandzior i włamywacz zaczął się coraz dziwniej zachowywać. Mówił dziecięcym, piskliwym głosem podobnym do kwakania kaczki i nabrał dziwnego zwyczaju „chodzenia na wprost”. Pokonywał długie dystanse w linii prostej, nie zważając na jakiekolwiek przeszkody; chodził sztywno wyprostowany jak żołnierz, przesadnie kołysząc rękami. Jeden z jego kuzynów opisał te zachowania następująco: „Podarłby sobie spodnie na drucianej siatce, byle nie skorzystać z furtki kilka metrów dalej. Wszedłby do bagna i ledwo by się wydostał. Naprawdę ześwirował”.

Dwudziestoletniego Shawcrossa, dobrze znanego policji, oskarżono o napaść na trzynastoletniego chłopca, z którym wcześniej pojedynkował się na kule śnieżne. Wydaje się, że Arthur lubił towarzystwo znacznie młodszych dzieci; nieraz widywano go bawiącego się w tajemnicy dziecięcymi zabawkami. Dorastający morderca często ulegał wypadkom. Od czasu do czasu zdarzały mu się omdlenia, stracił przytomność po skoku o tyczce, doznał pęknięcia czaszki trafiony dyskiem na boisku, spadł ze szczytu dwunastometrowej drabiny, został porażony prądem wskutek awarii przełącznika, uderzony młotem kowalskim i potrącony przez ciężarówkę. Pięciokrotnie przebywał w szpitalu.

Mniej więcej w tym czasie, chociaż data nie jest znana, Arthur poznał Sarah Louise Chatteron. We wrześniu 1964 roku wzięli ślub w kaplicy baptystów w Sandy Creek. Potem urodził im się syn, któremu nadali imię Michael. Jednak szczęście małżeńskie nie trwało długo. Sarah powiedziała później: „Arthur był bardzo niedojrzały, zawsze udawał, że jest chory albo ranny, by nie iść do pracy. W łóżku był kiepski. Po prostu do niczego się nie nadawał”. Małżonkowie rozstali się w sierpniu 1966 roku; Shawcross winił za to Sarah. Skarżył się, że nie chciała z nim uprawiać seksu oralnego, który bardzo lubił, jednak żadne z nich nie wspomniało o jego nieustannych zdradach.

Znowu samotny, przesiadywał w fast foodach i chodził na potańcówki. Rozbił swojego podrasowanego pontiaca, a później poznał Lindę Ruth Neary, z którą zaczął się spotykać, ale w piątek 7 kwietnia 1967 roku otrzymał powołanie do wojska. Jeśli coś mogło wyleczyć Arthura z problemów psychologicznych, z pewnością była to armia amerykańska. Dwudziestodwuletni szeregowy Arthur John Shawcross, numer ewidencyjny 52967041, rozpoczął szkolenie w Forcie Lee w Wirginii.

Niedoświadczony rekrut po raz pierwszy zetknął się z wojskowym wymiarem sprawiedliwości, kiedy sierżant zarzucił mu „leserstwo”. Z oficjalnych akt wojskowych wynika, że Shawcross odpowiedział: „Myśli pan, że co robię? Walę konia?”. Arthura ukarano grzywną w wysokości dwudziestu siedmiu dolarów za zwracanie się do przełożonego w niewłaściwy sposób. Zakończył szkolenie rekruckie w Forcie Benning w Georgii; jego specjalnością wojskową było zaopatrzenie w części zamienne. Kiedy nie stawił się na służbie w grupie roboczej, został ukarany grzywną w wysokości jedenastu dolarów i pozbawiony przepustek na czternaście dni. Później pogodził się z dyscypliną wojskową i akta dokumentujące przebieg służby nie zawierają wzmianek o następnych karach. Testy inteligencji wskazywały, że jego iloraz inteligencji jest nieco poniżej lub powyżej średniej. Zachowanie Shawcrossa oceniano jako „średnie”, „dobre”, lecz najczęściej „znakomite”. Był to pierwszy przypadek jego dobrej adaptacji w zhierarchizowanym środowisku.

W październiku 1967 roku poślubił w czasie urlopu Lindę Neary, po czym poleciał samolotem transportowym C-130 do Wietnamu Południowego, gdzie spędził dość nudny rok, służąc w kompanii zaopatrzeniowo-transportowej Czwartej Dywizji Piechoty stacjonującej w południowowietnamskim mieście Pleiku. W tym okresie Wietnam Południowy zmagał się z tak zwaną ofensywą Tet – siły Wietkongu i armii północnowietnamskiej prowadziły skoordynowane ataki na prawie wszystkie większe miasta i miejscowości. Wydawało się, że wojna nigdy się nie skończy; rozciągnięte do granic możliwości siły amerykańskie potrzebowały każdego żołnierza zdolnego do służby.

Analiza dokumentacji służby wojskowej wskazuje, że Arthur prawie nie uczestniczył w działaniach zbrojnych, choć od czasu do czasu mógł się kryć przed nadlatującym pociskiem z moździerza. On sam opowiada zupełnie inne historie. Utrzymuje, że stacjonował na Wyżynie Centralnej i był kimś w rodzaju Rambo, walczył na pierwszej linii frontu. W jednym z listów do autora napisał z wyraźnym entuzjazmem:

Innym razem poszedłem na patrol i zestrzeliłem chłopaka siedzącego na drzewie. Zabił jednego z naszych szeregowców z amerykańskiego karabinu M1. To razem trzech. Później, znowu na petrolu [sic], rozwaliłem w rzece dwie kobiety, które zabiły dwóch żołnierzy amerykańskich. Miały mapę głównego obozu, karabiny AK-47, amunicję, żywność i 280 tysięcy dolarów w pasach na pieniądze. Podzieliłem się forsą z kilkoma kolegami, zniszczyłem AK i amunicję, zabrałem resztę rzeczy do obozu. Trupy spłynęły z prądem rzeki.

W innej rękopiśmiennej relacji dawny „Rambo” opisał kolejne popełnione przez siebie zbrodnie wojenne. Te niesmaczne opowieści należy traktować z przymrużeniem oka.

Zastrzeliłem kobietę, która ukryła amunicję na drzewie. Nie umarła od razu. Związałem ją, zaknyblowałem [sic], a potem przeszukałem okolicę. Znalazłem w chacie inną dziewczynę, miała mniej więcej szesnaście lat. Ogłuszyłem ją kolbą karabinu i zaciągnąłem w miejsce, gdzie była pierwsza dziewczyna. W chacie było dużo ryżu, amunicji i innych rzeczy. Przywiązałem młodszą do drzewa, ciągle zakneblowaną, związałem jej nogi. Nic nie mówiły. Miałem bardzo ostrą maczetę. Poderżnąłem starszej gardło. Później uciąłem jej głowę i umieściłem na drągu przed chatą.

Dziewczyna przy drzewie zsikała się i zemdlała. Rozebrałem ją […] Najpierw wylizałem jej cipkę. Nie rozumiała, co robię, ale jej ciało rozumiało! Rozwiązałem ją, a potem przywiązałem do dwóch mniejszych drzew […] Kilka razy mdlała. Naciąłem ją delikatnie od szyi do cipki. Wrzasnęła i zesrała się. Wziąłem M-16, odbezpieczyłem, przystawiłem lufę do głowy i nacisnąłem spust. Odciąłem głowę i umieściłem na drągu w miejscu, gdzie czerpali wodę.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki