226 osób interesuje się tą książką

Opis

Christopher Berry-Dee, kryminolog i autor bestsellerów, ukazuje czytelnikom mroczne zakamarki psychiki najbardziej bezlitosnych i niebezpiecznych morderców na świecie. Przez wiele lat prowadził wywiady z przestępcami przebywającymi w więzieniach w tym osławionymi seryjnymi zabójcami – i odkrył, że okazywany przez nich brak wyrzutów sumienia jest często jeszcze bardziej przerażający od popełnionych zbrodni.

„Rozmowy z psychopatami” niewątpliwie zmienią poglądy czytelników na to, kim są ludzie zdolni do najbrutalniejszych zabójstw, a poza tym stanowią dowód, że horror może być bliższy, niż sądzimy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 303

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Podziękowania

Wszystko, co mówią, przyjmuje niemądry, a człowiek rozumny na kroki swe zważa. Mądry się boi, od złego ucieka, a głupi się unosi, czuje się pewnym1.

Księga przysłów, XIV, 15–16

Kiedy przypominam sobie długoletnie studia poprzedzające napisanie tej książki oraz czas poświęcony na jej przygotowanie, wiem, że o mało nie wpadłem w mroczną otchłań. Czytelnik wkrótce się przekona, że świat morderczych psychopatów to wyjątkowo nieprzyjemne miejsce – kraina straszliwych cierpień, zmasakrowanych zwłok i rodzin zniszczonych wskutek śmierci bliskich.

Trudno się zajmować takimi zagadnieniami, nie biorąc pod uwagę ponurego ostrzeżenia wygłoszonego przez niemieckiego filozofa Fryderyka Nietzschego:

Kto walczy z potworami, ten niechaj baczy, by sam przytem nie stał się potworem. Zaś gdy długo spoglądasz w bezdeń, spogląda bezdeń także w ciebie2.

Cóż, odpowiedź na pytanie, jak uniknąłem tych niebezpieczeństw, jest dość prosta. W wędrówce wspierały mnie niezliczone osoby, organizacje i instytucje, bez słowa skargi poświęcające mi swój cenny czas. Gdybym miał wszystkich wymienić, z łatwością stworzyłbym długą, złożoną z kilku tysięcy słów listę osób, którym jestem winien podziękowania. Obejmowałaby ona funkcjonariuszy zarówno organów ścigania wielu krajów, jak i współpracujących z nimi agencji państwowych, w tym FBI, Departamentu Ochrony Porządku Publicznego stanu Floryda, United States Marshals Service, a także policjantów (głównie z Wielkiej Brytanii, lecz również z Singapuru, Malezji, Federacji Rosyjskiej, Ukrainy i Indii), pracowników służby więziennej, sędziów, obrońców i oskarżycieli, niekiedy psychiatrów, choć częściej psychologów, a ponadto urzędników sądów i archiwów państwowych oraz ludzi związanych z mrocznymi postaciami opisanymi w tej książce, bliskich krewnych sprawców i samych zabójców. Wiele z tych osób wymieniłem na kartach niniejszej książki i innych prac, które opublikowałem w czterech wydawnictwach: John Blake (Londyn), Virgin Books (Londyn), W.H. Allen (Londyn) oraz Ulysses Press (Berkeley, Kalifornia).

Ogromnej pomocy udzieliły mi również media: akredytowani dziennikarze i szanowani reporterzy śledczy po obu stronach Atlantyku, w tym Stephen Wright („Daily Mail”). Pragnę podziękować producentom telewizyjnym, którzy wspierali moją pracę, a szczególnie staremu kumplowi Frazerowi Ashfordowi z Twofour Group i ITV (wcześniej pracującemu w firmie Crystal Vision).

Pisząc o potworze Neville’u Heasie, czerpałem informacje z serii artykułów w czasopiśmie „Murder Casebook”. Heath stanowi wzorzec agresywnego narcyza i morderczego psychopaty. Powieszono go w połowie lat czterdziestych XX wieku, ale wnioski płynące z jego sprawy pozostają w dalszym ciągu aktualne.

Nigdy nie spotkałem profesora Roberta Hare’a, twórcy listy cech diagnostycznych psychopatii, choć może kiedyś go poznam. Chciałbym polecić Czytelnikom książkę Czy jesteś psychopatą? Jona Ronsona. To wyjątkowo wnikliwa, solidna praca, która dokonuje spokojnej oceny przełomowych prac Roberta Hare’a, znanych na całym świecie. Ronson również stał na skraju otchłani. Cofnął się, podobnie jak ja, i myślę, że sam się zastanawia, dlaczego nie runął w przepaść. Brytyjski dziennikarz Will Self uważa książkę Ronsona za bardzo zabawną. Zgadzam się z tą oceną, choć agresywny narcyzm, psychopatia i bestialstwo wcale nie są zabawne; mam nadzieję, że niniejsza książka dobrze to ilustruje.

Na szczęście nie wpadłem w otchłań, którą jest umysł psychopaty albo bestii, więc dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi uniknąć tego losu.

Christopher Berry-Dee,

były redaktor naczelny czasopisma „The New Criminologist” i dyrektor Centrum Badań Kryminologicznych

List profesor Annabel Leigh

Christopherze!

Kiedy próbujemy zrozumieć umysły seryjnych zabójców, wszelkie próby odwołania się do lepszej strony natury psychopaty zostają uznane przez tych wyzbytych sumienia mistrzów manipulacji za oznakę słabości i nasze wysiłki idą na marne. Każdy przypadek jest inny; niekiedy jedyna droga do sukcesu polega na poznaniu perwersji i potrzeb psychopatów, bo nigdy nie uczą się oni na własnych błędach.

Należy udawać przed nimi potencjalne ofiary. To najpotężniejsza broń. Osiągnąłbyś znacznie większy sukces z seryjnym mordercą seksualnym, homoseksualistą Johnem Wayne’em Gacym, gdybyś napisał do niego, przedstawiając się jako atrakcyjny młody mężczyzna – i dołączył fałszywe „przyjemniutkie” zdjęcie, by Gacy mógł się z tobą seksualnie identyfikować. Stałbyś się w jego podświadomości potencjalną ofiarą i mógłby się masturbować w celi nad twoją fotografią.

Podobnie jak wielu kryminologów i psychologów, nie zauważasz oczywistych faktów. Z całym szacunkiem, nie potrafisz się uwolnić od schematów myślowych. Jeśli piszesz do morderczyni, powinieneś oddziaływać na jej zmysły – stosować słowa przemawiające do psychiki, dodawać fotograficzne bodźce wizualne kojarzące się z typowymi ofiarami, a także zapachy – to wyjątkowo ważne. Woń drogiej wody kolońskiej będzie się unosiła w celi długo po przeczytaniu listu. Twój list będzie się wyróżniał i wywoła wspomnienia dawno minionych dni.

Podobne podejście jeszcze lepiej działa na mężczyzn. Seksowna fotografia, kilka kropli perfum i po prostu muszą odpowiedzieć. Zastosowałam tę metodę wobec Johna „J.R.” Robinsona.

Może się to wydawać nieprofesjonalne z mojej strony, ale myślę, że tysiące Twoich oddanych czytelników doceni proste stwierdzenie faktu: wydaje się, że wszystkie procesy myślowe Robinsona, przez większość życia, toczyły się między jego nogami. Moim zdaniem obecnie nic się nie zmieniło – nie ma powodu przypuszczać inaczej. Dlatego mam nadzieję, że rezultaty mojej korespondencji z JR wzbudzą zainteresowanie Twoich czytelników, a także Twoje.

Tymczasem spróbujmy połączyć nasze metody w przypadku Robinsona. Zobaczmy, dokąd nas to zaprowadzi.

Na zakończenie życzę Ci sukcesów w imieniu całego zespołu z Quantico.

Annabel Leigh [nazwisko zmienione w celu ochrony tożsamości], agentka specjalna FBI, profesor kryminologii, w liście do autora

Kto walczy z potworami

OTO KILKA FRAGMENTÓW LISTÓW, KTÓRE OTRZYMAŁEM:

Drogi Dee! Dziękuję za Pański list. W ciągu ostatnich ośmiu miesięcy byłem zajęty. Większość czasu pochłania mi oglądanie piłki nożnej w telewizji. Chętnie skontaktuję Pana z moim adwokatem i żoną Teeną. Otrzymała ona polecenie, by przekazać samochód i skuter wykorzystane w domniemanym morderstwie Julie Dart i porwaniu Stephanie Slater. Mogę zaaranżować widzenie w więzieniu, bo reżim bezpieczeństwa nie jest tutaj [w zakładzie karnym Full Suton w Wielkiej Brytanii] zbyt surowy.

Michael Benniman Sams, więzień numer HP2510, w liście do autora, styczeń 1995

Kłamstwa opowiadane na mój temat, o tym, co rzekomo powiedziałam i zrobiłam, są zbyt liczne, żebym się nimi przejmowała. Zaczynasz mnie naprawdę denerwować.

brytyjska seryjna morderczyni Joanna Christine Dennehy, więźniarka numer A0616A, w liście do autora, 8 czerwca 2014

Christopherze, grasz na niej jak na organach [mowa o Dennehy].

nadkomisarz Martin Brunning, wydział poważnych przestępstw dla hrabstw Bedford, Cambridge i Hertford, w mejlu do autora, 2014

Wiem, gdzie jest pański dom. Wiem, że ma pan młodą, ładną żonę o ciemnych włosach i dwoje dzieci. Jeździ pan srebrnym mercedesem. Ale dopilnuję, żeby panu ani pana rodzinie nie stało się nic złego. Mam w pańskim kraju przyjaciół, którzy o mnie dbają.

mrożące krew w żyłach powitanie wygłoszone przez Harveya Louisa Carignana, gdy autor odwiedził go w więzieniu Stillwater w stanie Minnesota, 1996

Czekam na ciebie od dwóch godzin! Za kogo mnie, kurwa, uważasz?! Mam lepsze zajęcia!

Ronald „Butch” DeFeo junior, więzień numer 75-A-4053 (bohater filmu Amityville Horror, 2005), w zakładzie karnym Green Haven w Stormville w stanie Nowy Jork (oddział B) na widok autora i ekipy telewizyjnej, 23 września 1994

Prosimy przyjąć załączony podarunek jako drobny wyraz wdzięczności wszystkich amerykańskich organów ścigania, którym pomagał Pan na przestrzeni lat.

porucznik Glenn R. Miner, policja stanu Nowy Jork, w liście do autora, 21 sierpnia 2013

Dziękujemy za egzemplarze Pana książek [Rozmowy z seryjnymi mordercami, część pierwsza i druga]. Włączymy je do zbiorów naszej biblioteki naukowej. Przesyłamy kilka drobiazgów z podziękowaniem za Pańską uprzejmość.

Gregory M. Vecchi, doktor filozofii, szef Sekcji Studiów Behawioralnych FBI, Quantico, Wirginia 22135, w liście do autora, 26 października 2009

Po Pańskim liście do koronera zachodniego Londynu natychmiast rozpoczęłam poszukiwania dokumentów związanych ze sprawą Muriel Maitland, które Pana interesują. Jak się okazało, miały one zostać zniszczone, więc Pana prośba nadeszła w szczęśliwym momencie.

Louise Hall, urzędniczka biura koronera zachodniego Londynu, w rozmowie telefonicznej z autorem, 2 stycznia 2012

Dziękuję za Pańską prośbę o materiał dowodowy (fotokopie) na podstawie art. 57 Zasad postępowania przed koronerami z 1984 roku [dowody w sprawie Muriel Maitland z maja 1957]. Załączam 47 stron.

Louise Hall, urzędniczka biura koronera zachodniego Londynu, w liście do autora, 5 stycznia 2012

Otrzymaliśmy kopie akt dochodzenia koronera, które nam Pan przesłał, a które uważaliśmy za zniszczone. Będziemy bardzo wdzięczni za jakiekolwiek użyteczne dla nas informacje [dotyczące nierozwiązanej sprawy zabójstwa Muriel Maitland w Cranford Park w Londynie w 1957], jakie Pan zdobędzie w trakcie swoich badań. Zleciliśmy jednemu z kryminologów poszukiwanie dokumentów i materiałów dowodowych, o które Pan prosi. Proszę przekazać nam swoje wyniki […] Poinformujemy Pana, jeśli poczynimy postępy lub odzyskamy akta sprawy i dowody. Dziękujemy za Pańską pomoc i życzymy powodzenia.

policja londyńska – wydział zabójstw i poważnych przestępstw (specjalny zespół dochodzeniowy), New Scotland Yard, w liście do autora, około stycznia 2012

To Brytyjczyk [autor niniejszej książki] i wariat. Od dwudziestu lat pracuję w wydziale zabójstw, ale on śmiertelnie mnie przeraża. Namówił mnie, żebym mu pokazał akta Carignana […] Szef zrobił mi straszną awanturę. Później Chris rozpruł umysł Harva jak puszkę sardynek i zrobił idiotów z psychiatrów, którzy próbowali go rehabilitować.

Harvey Carignan? Ten gość to pieprzony diabeł. Już wiele lat temu powinni go usmażyć na krześle elektrycznym i ustawiać się w kolejce, by włączyć prąd. Po śmierci należało wbić mu kołek w serce, pogrzebać, a po tygodniu odkopać i wbić drugi kołek, by mieć pewność, że ten sukinsyn naprawdę nie żyje.

detektyw Russell J. Kruger, główny śledczy, Departament Policji Minneapolis, 15 czerwca 1966

Wstęp

Witajcie w świecie Christophera Berry’ego-Dee! Zapraszam do podróży, w której będę odgrywał rolę przewodnika i która pozwoli Wam odwiedzić najgłębsze otchłanie umysłu psychopatów i bestii. Skoro czytacie tę książkę, już wyruszyliście w drogę, czy tego chcecie, czy nie.

Przez dziesiątki lat przeprowadzałem wywiady z psychopatami i bestiami o morderczych skłonnościach, co doprowadziło do wyjaśnienia kilku nierozwiązanych przypadków zabójstw, toteż nie zdziwiłem się, kiedy mój długoletni wydawca John Blake zaproponował, bym napisał Rozmowy z psychopatami. John założył, że powinienem zabrać Czytelników w podróż po mrocznym świecie psychopatycznych zabójców. Żadnych wahań i wymówek. Koniec, kropka. Przepraszam za użycie zwrotu „koniec, kropka”, ale go lubię, podobnie jak „Życzę miłego dnia!”, choć lektura tej książki nie będzie wcale miła. Koniec, kropka!

John uznał, że tytuł niniejszej książki powinien nawiązywać do mojego bestsellera Rozmowy z seryjnymi mordercami i jego kontynuacji. Mam w swoim archiwum tysiące nieopublikowanych listów, dokumentów i innych materiałów, więc doszedłem do wniosku, że należy te cenne, unikatowe źródła odkurzyć i wykorzystać.

O, bardzo się pomyliłem!

Kiedy pracując w równym rytmie, napisałem około czterdziestu pięciu tysięcy słów z siedemdziesięciu pięciu tysięcy przewidzianych w umowie z wydawnictwem (Czytelnicy przekonają się, że końcowa objętość książki to mniej więcej osiemdziesiąt tysięcy słów), nagle dostałem mejla od swojego redaktora prowadzącego Toby’ego Buchana. Brzmiał on mniej więcej następująco: „Ach! W porządku, Christopherze… ale mamy na myśli wszystkie rodzaje psychopatów i bestii, nie tylko morderców, z którymi rozmawiałeś”.

Znowu znalazłem się w punkcie wyjścia!

Od lat uważam, że przestępcy, z którymi przeprowadzałem wywiady, i ci, z którymi w dalszym ciągu koresponduję, żyją w świecie, gdzie słonie fruwają, ołowiane kule odbijają się od ziemi jak piłeczki, a władzę sprawują wróżki. Nie wymyśliłem tego określenia; użył go w trakcie rozmowy były sędzia Stuart Namm z hrabstwa Suffolk – mój serdeczny przyjaciel i konsultant kilku moich filmów dokumentalnych – gdy w 2000 roku pływaliśmy razem w jego basenie. Przypomniało mi się ono po nieco spóźnionych instrukcjach Johna i Toby’ego, ponieważ wydaje się, że wszyscy żyjemy w świecie, gdzie słonie fruwają, ołowiane kule odbijają się od ziemi jak piłeczki i władzę sprawują wróżki.

9 grudnia 2015 roku Max Hastings napisał w „Daily Mail”, że otaczają nas socjopatyczni politycy, którzy zawyżają koszty podróży, „kłamią i traktują nas jak idiotów”. Do tego dochodzą pazerni właściciele korporacji i bezczelni kanciarze w rodzaju nieżyjącego już barona medialnego i arcyoszusta Roberta Maxwella (prawdopodobnie podstawionego przez Mosad), którego można uznać za klasyczny przykład pompatycznego, psychopatycznego megalomana brutalizującego otoczenie.

Kolejny problem stanowią przywódcy religijni, psychiatrzy, psycholodzy i dziesiątki tysięcy niskich rangą funkcjonariuszy, którzy dysponując kurtkami odblaskowymi i wyposażeniem, jakiego nie powstydziłby się antyterrorysta, mają niemal nieograniczoną władzę i uprzykrzają życie normalnym ludziom.

Psychopaci i bestie popełniający morderstwa czasem trafiają za kratki. Niektórzy zostają nawet skazani na karę śmierci i moim zdaniem nie warto ich żałować. Warto jednak pamiętać o tym, że pozbawiony sumienia prezes, którego przestępcze zaniedbania doprowadziły bank do bankructwa i zrujnowały finansowo dziesiątki tysięcy klientów, pozostawiając ich bez grosza, a wielu skłaniając do samobójstwa, otrzymuje w nagrodę wielomilionową odprawę w formie emerytury większej niż, powiedzmy, budżet Grecji, a ponadto miejsce w Izbie Lordów.

Anthony Trollope napisał w swoim arcydziele z 1875 roku The Way We Live Now, że wszyscy politycy są „fałszywi od stóp do głów […] i powinni zostać obici szpicrutą”. Psychopaci i bestie, którzy popełnili morderstwa, gniją za kratami, natomiast socjopaci w eleganckich garniturach, którzy ograbili społeczeństwo i wyrządzili niemożliwe do oszacowania szkody, siedzą na pokładach pięknych jachtów, kupują nieruchomości w różnych częściach świata, opowiadają ze śmiechem o swoich sukcesach i ekscesach; nie potrafią tylko wypowiedzieć słowa: „Przepraszam”. Nawet nie wiedzą, jak się je pisze. Przepraszam za dygresję.

Niniejsza książka nie rozczaruje osób zainteresowanych szczegółami wyjątkowo ohydnych zbrodni. Po raz pierwszy w dziejach kryminalistyki poprosiłem jednego z najbardziej bestialskich seryjnych morderców, by zrecenzował dwie moje prace; zaproponowałem, by wyraził „fachową opinię” na temat opisanych w nich spraw.

Keith Hunter Jesperson, znany jako „Uśmiechnięta Buźka”, przebywa obecnie za ponurymi murami więzienia stanowego w Oregonie. Wysłałem mu egzemplarze pierwszej i drugiej części Rozmów z seryjnymi mordercami w twardej oprawie (książki te są obecnie lekturą obowiązkową dla stażystów Sekcji Badań Behawioralnych FBI w Quantico w stanie Wirginia). Byłem ciekaw, jak ten budzący skrajną odrazę pyszałek pozbawiony choćby odrobiny wyrzutów sumienia za swoje przerażające zbrodnie seksualne, mierzący przeszło metr osiemdziesiąt olbrzym oceni psychopatów i bestie. Zamieściłem w niniejszej książce kilka fragmentów uwag Jespersona. Wstrząsną one wami, podobnie jak wstrząsnęły moimi przyjaciółmi z FBI.

W jednym z listów Jesperson przesłał mi odrys swojej prawej dłoni i napisał: „Aby kogoś udusić, trzeba mieć ręce tak duże jak ja”. Przechwalał się, że fanki morderców w dalszym ciągu chcą go poślubić, i dołączył list od podziwiającej go kobiety. Znajdował się w nim czerwony odcisk warg, jednak nie miał nic wspólnego z makijażem. „To krew menstruacyjna” – oświadczył Jesperson.

Radcy prawni mojego wydawcy kategorycznie zabraniają mi wymieniać nazwiska kobiety, która wysłała Jespersonowi ten dowód czułości. Jednak w przypadku Rozmów z psychopatami chciałbym iść jeszcze dalej. Przed laty napisałem dobrze przyjęty artykuł do czasopisma „Justice of the Peace” – łatwo się domyślić, że subskrybują go głównie sędziowie. Dotyczył on problemu okoliczności łagodzących wskazywanych przez psychiatrów obrony, których honoraria pochodzą najczęściej, jeśli nie zawsze, ze środków publicznych.

Oczywiście wiemy już, że psychiatrzy oskarżenia – również zarabiający fortunę finansowaną ze środków publicznych – nigdy nie zgadzają się ze swoimi kolegami zaangażowanymi przez obronę. Jeśli zaprosi się do jednego pokoju kilku psychiatrów, szansa, że się ze sobą zgodzą, będzie równie niewielka jak uzyskanie głównej wygranej w toto-lotku.

Książka ta opisuje kilka tragicznych przypadków, gdy morderców wypuszczano na wolność, po czym znowu zabijali. Takim człowiekiem był Paul Beecham, z którym przeprowadziłem wywiad w zakładzie psychiatrycznym Broadmoor. Odwiedzała go Rita Riddlesworth, sympatyczna członkini stowarzyszenia Liga Przyjaciół, udzielającego wsparcia więźniom, która się w nim zakochała i poprowadziła kampanię na rzecz jego zwolnienia. Nastąpiło ono w 1985 roku. Beecham zabił ją, a później strzelił sobie w głowę. Za chwilę wrócimy do Paula.

Co zdumiewające, istnieją również duchowni popierający przedterminowe zwolnienia potworów, takich jak Kenneth Alessio Bianchi (osławiony amerykański morderca seksualny, który zabijał kobiety i uczennice, znany jako „Dusiciel ze Wzgórz”). Ojciec Frederick Ellsworth, pastor Misji Ortodoksyjnej Chrystusa Uzdrowiciela w stanie Waszyngton, napisał następujący list rekomendujący przedterminowe zwolnienie tego potwora:

Ken jest otwarty, chce dzielić się swoimi przemyśleniami i chętnie słucha innych. Mam dwie młode córki i zaprosiłbym go nawet do swojego domu. Jego relacje z moją rodziną z pewnością dobrze by się ułożyły, a jego listy były bardzo wnikliwe [sic].

Doradca podatkowy Bruce Zicari z Penfield w stanie Nowy Jork oświadczył:

Chciałbym podkreślić, że Kenneth Bianchi cieszy się moim zaufaniem i wielkim szacunkiem. Jestem pewien, że ma zdolności, które pozwolą mu odnieść sukces w każdej dziedzinie, jaką wybierze.

Bianchi to bestialski morderca seksualny o skłonnościach sadystycznych (zamordował co najmniej piętnaścioro kobiet i dzieci). Mimo to ukończył Ewangelikalne Seminarium Teologiczne, a w 1986 roku uzyskał święcenia Kościoła katolickiego i stał się „wielebnym K. Bianchim”. Prowadził prywatne studia na temat religii Wschodu, neopogaństwa, judaizmu i archeologii biblijnej, napisał homilię zatytułowaną Word on the Word, po czym pozwał amerykańskiego producenta kart do gry o wiele milionów dolarów za „wykorzystanie materiałów objętych copyrightem” i „użycie bez zezwolenia [jego] podobizny w talii kart”, jak napisał do mnie w liście z 1995 roku.

Katherine Yronwode, dawna właścicielka Eclipse Enterprises Inc. w Forestville w Kalifornii, powiedziała mi podczas rozmowy telefonicznej w 1995 roku: „Rozwiedliśmy się z mężem z powodu stresu. Wszystko, co zbudowaliśmy w ciągu dwudziestu lat, legło w gruzach. Nie mogę powiedzieć, co myślę o Bianchim. Po prostu nie mogę, bo mógłby mnie znowu pozwać. Jestem bankrutem. Nasze marzenia, bezpieczeństwo finansowe dzieci, ich edukacja w college’u, plany założenia rodziny – to wszystko zostało zapakowane do worka i wysłane do piekła”.

Morderca dzieci Kenneth Bianchi (w tej chwili przestał mnie darzyć jakąkolwiek sympatią) został w więzieniu członkiem Amerykańskiego Stowarzyszenia Adwokatów, sponsorował „plan resocjalizacyjny” Departamentu Więziennictwa stanu Waszyngton i pozwał do sądu wspomnianą wcześniej Katherine Yronwode. Zaatakował stan Waszyngton za to, że pozwolił mi naruszyć jego prywatność – wpadł w szał, kiedy odwiedziłem jego celę, choć nie byłem wcześniej umówiony. Usiłował pozwać również mnie. Na szczęście popełnił błąd. Ponieważ mieszkam w Anglii, nie podlegam jurysdykcji sądów amerykańskich. Trudno to sobie nawet wyobrazić, ale sama groźba procesu sądowego, choćby absurdalna, zdenerwowała John Blake Publishing Limited, możecie mi wierzyć!

Witajcie na skraju otchłani zdradliwego świata psychopatów i bestii. Wstąpcie do tego piekła, a wasze życie nigdy już nie będzie takie samo.

Psychopatia

W ciągu ostatnich dekad termin „psychopatia” uznawano za niepoprawny politycznie i ludzie o liberalnym nastawieniu próbowali go zastępować określeniem „socjopatia”. W istocie rzeczy pojęcia te są ze sobą tak ściśle związane, że prawie nie można zdefiniować różnicy. Jednak w ostatnim czasie termin „psychopatia” znowu stał się modny.

Jon Ronson, autor książki Czy jesteś psychopatą: Fascynująca podróż po świecie obłędu, nigdy nie zastąpiłby określenia „psychopata” terminem „socjopata”. Sądzę, że trzyodcinkowy cykl filmów Meet the Psychopaths, przygotowany przez brytyjską telewizję Channel 5, straciłby tysiące widzów, gdyby nosił tytuł Meet the Sociopaths. I nie bez powodu. Angielskie słowo sociopath („socjopata”), dawniej uznawane za poprawniejsze politycznie, kojarzy się z wyrazem social („społeczny”, „towarzyski”) i może wręcz sugerować, że określana w ten sposób osoba jest przyjazna i miła, pragnie żyć w społeczeństwie, a nie samotnie. Mogę zapewnić Czytelników, że osoby opisywane w niniejszej książce nie mają w sobie niczego przyjaznego ani miłego; należałoby je raczej określić jako „aspołeczne”, ale to również nie byłoby dobre w tytule.

Termin „psychopata” ma korzystne właściwości – istnieje wiele słów pokrewnych: „psychopatyczny”, „psychopatologiczny”, „psychopatia”. W języku angielskim można nawet użyć skróconej formy psycho, co natychmiast wywołuje skojarzenia z makabrycznym filmem Psychoza w reżyserii Alfreda Hitchcocka, z udziałem Anthony’ego Perkinsa i Janet Leigh; jego angielski tytuł to właśnie Psycho. Wielu Czytelników pamięta słynną scenę, gdy Janet bierze prysznic, a Anthony zakrada się i zabija ją nożem. Inne skojarzenie to film Milczenie owiec z 1991 roku, w którym występuje krwiożerczy psychopata, doktor Hannibal Lecter (Anthony Hopkins).

„Psychopata” nie jest miłym określeniem; wzbudza w nas dreszcz i sprawia, że jeżą nam się włosy na karku – typowa reakcja fizjologiczna na zbliżającą się naturalną śmierć albo egzekucję.

Na temat psychopatii opublikowano setki książek i artykułów naukowych. Są wśród nich pozycje zatytułowane: Mądrość psychopatów i Mózg psychopatów. Dlatego zaintrygowało mnie pytanie mojego wydawcy, czy byłbym zainteresowany napisaniem książki Rozmowy z psychopatami, ponieważ wiedziałem, że temat ten został wcześniej dokładnie opracowany. Jednak wkrótce się przekonałem, że tylko nieliczne publikacje mają jakąś wartość; potrzebna jest jeszcze jedna. Mimo to zastanawiałem się, dlaczego to właśnie ja miałbym ją napisać.

Z myślą o Czytelnikach, którzy nie czytali żadnej z moich książek, informuję, że rozmawiałem twarzą w twarz z mniej więcej trzydziestoma seryjnymi zabójcami, a ponadto kilkoma przestępcami, którzy dokonali masakry albo popełnili jedną zbrodnię. Muszę również dodać, że większość przestępców, z którymi przeprowadziłem wywiad, czuła psychopatyczny przymus wyszukiwania niewinnych ofiar i zadawania im okropnej, ohydnej śmierci.

Bardzo podziwiam naukowców prowadzących badania nad psychopatią, ale wszyscy zdajemy sobie sprawę, że nasza wiedza o funkcjonowaniu ludzkiego mózgu jest dopiero w powijakach. Istnieją różne teorie na temat przyczyn psychopatii, zależne od teoretycznych poglądów psychiatrów i psychologów – często prezentują oni rozbieżne stanowiska, gdy mają zeznawać jako biegli albo wypowiadać się oficjalnie. Wszystko sprowadza się do wiary, czy można odkryć przyczyny psychopatii; w praktyce często zbyt późno identyfikujemy osoby mające takie cechy.

Ostatnie badania wykazują, że ciało migdałowate, jedna z części mózgu, może pozostawać w konflikcie z płatami czołowymi. Podejrzewa się, że przyczyną psychopatii jest niski poziom serotoniny; może on odpowiadać za działania morderców. Psychiatrzy posługują się terminami „przemieszczenie”, „błędna interpretacja potrzeb”, „oscylacja półkul mózgowych”, „trwały, patologiczny brak kontroli nad emocjami”. Wydaje się, że ważną rolę w powstawaniu psychopatii odgrywa ciało migdałowate współpracujące z korą przedczołową; problemy mogą się nasilać, gdy nasze neuryty i dendryty mają akurat zły dzień.

Doskonale pamiętam amerykańskiego psychiatrę, doktora Dennisa Philandera, który z frustracją wznosił ręce w czasie badania amerykańskiego seryjnego mordercy Harveya Carignana (przez wiele lat korespondowałem z tym przestępcą i rozmawiałem z nim twarzą w twarz). Po wyjściu z sali rozpraw doktor Philander zawołał: „Dlaczego dwóch moich kolegów nie może się zgodzić co do diagnozy?!”. Zanim opuścił gmach sądu, dodał: „Problem z nami wszystkimi polega na tym, że nigdy nie jesteśmy w stanie się zgodzić w żadnej sprawie. Pieprzę ciało migdałowate Carignana. Jeśli następnym razem mój klient pojawi się w sądzie w białej szacie i skórzanych sandałach, powiem obrońcy, że skoro poprzednim razem Bóg mu nie pomógł, ja również nie pomogę”.

Mechaniczne okrucieństwo [psychopatów] odzwierciedla dehumanizację, brak sumienia i niezdolność do empatii. Są zwykle gładcy, wymowni, grzeczni, schludni i sztuczni – panują nad sobą i innymi. Za maską szaleństwa kryje się płytka psychika, często również skłonność do destrukcji.

doktor Richard Kraus

A oto informacja, która sprawi, że Czytelnicy przetrą oczy ze zdumienia. Czy wiecie, że przeciętny człowiek ma w mózgu sto milionów komórek, a mężczyzna o zespole chromosomów XYY ma sto milionów dodatkowych chromosomów? Studia prowadzone przez doktora Arthura Robinsona, specjalistę o międzynarodowej sławie, pokrywają się z wynikami badań Richarda Krausa, który oświadczył: „Prawdopodobieństwo, że mężczyzna z zespołem chromosomów XYY trafi do zakładu psychiatrycznego lub więzienia, jest dwudziestokrotnie większe niż w przypadku reszty populacji – nie jest to wskaźnik, który można lekceważyć”.

Wnioski te wspiera doktor John Money, jeden z uczestników debaty na ten temat. W artykule Human Behavior Cytogenetics opublikowanym w „Journal of Sex Research” pisze: „Wydaje się zupełnie oczywiste, że dodatkowy chromosom w każdej komórce mózgu sprawia, że dana osoba jest bardziej podatna na zaburzenia bądź nieprawidłowości zachowań, co może być jedną z przyczyn psychopatii ze skłonnościami do przemocy”.

W trakcie studiów nad przypadkiem amerykańskiego seryjnego zabójcy Arthura Johna Shawcrossa (obecnie już nieżyjącego) odnalazłem Supermana – a przynajmniej prawie Supermana! Shawcross nie dość, że cierpiał na wspomniany wyżej zespół chromosomów XYY, to jeszcze jego organizm charakteryzowała nierównowaga biochemiczna. Wielu z nas przeżywa skutki takiej nierównowagi w trakcie porannego kaca, ale problemem Arthura były nieprawidłowe stężenia mało znanej substancji zwanej kryptopirolem. O kryptopirolu wiadomo niewiele, do tego stopnia, że specjaliści, z którymi kontaktował się doktor Kraus, nigdy o nim nie słyszeli, a laboratorium biochemiczne Uniwersytetu Rochester nie znało nawet prawidłowej pisowni nazwy tego związku chemicznego i odpowiedziało: „…brzmi to jak jakaś nazwa z filmu o Supermanie, prawda?”. Wszystko to wydaje się oczywiście odrobinę naciągane, jednak czy tego chcemy, czy nie, zwiększone stężenie kryptopirolu stwarza bardzo poważne problemy.

Badania laboratoryjne krwi i moczu Shawcrossa przeprowadzone przez doktora Krausa wykazały, że poziomy miedzi, cynku, żelaza i histamin są w normie, jednak jeden z wyników badania moczu okazał się kompletnie zaskakujący. Stężenie kryptopirolu wynosiło „H 200,66 mikrograma na 100 centymetrów sześciennych” zamiast spodziewanej wartości 0–20. Litera „H” to skrót laboratoryjny oznaczający High (poziom wysoki).

Nazwa „kryptopirol” pochodzi od greckich wyrazów kryptos, czyli „ukryty”, i pyr, „ogień”, oraz łacińskiego rdzenia ol, oznaczającego „olej”. Innymi słowy, „kryptopirol” to „ukryty ognisty olej”, substancja chemiczna przypominająca związki działające toksycznie na mózg, na przykład LSD (narkotyk psychodeliczny, dietyloamid kwasu lizergowego). Wysokie stężenie kryptopirolu, choć nie jest objawem żadnej konkretnej choroby, uważa się za biochemiczny wskaźnik zaburzeń psychicznych; przypomina to nieco wskazania termometru. Metabolit ten (5-hydroksy-kryptopirol laktam) zwykle występuje u badanych albo w bardzo niewielkich ilościach, albo wcale; można go wykryć w moczu, który przybiera czasem fiołkoworóżową barwę.

Niestrudzony doktor Kraus, czując, że wreszcie natrafił na coś ciekawego, przeprowadził dodatkowe studia i ustalił, że nawet zawartość kryptopirolu na poziomie dwudziestu mikrogramów na sto centymetrów sześciennych stanowi powód do niepokoju. W przypadku Shawcrossa stężenie było niewiarygodnie wysokie, na poziomie dwustu mikrogramów na sto centymetrów sześciennych. Kryptopirol jest spokrewniony z żółcią, a gdy jego stężenie jest zbyt wysokie, może się łączyć z witaminą B6 i cynkiem, wywołując zaburzenie przemiany materii o nazwie pyroluria. Okazało się to kolejnym kluczem do zrozumienia psychopatii Shawcrossa, ponieważ ludzie chorzy na pyrolurię dobrze funkcjonują w spokojnym, przewidywalnym otoczeniu, korzystając z odpowiedniej diety. Z wyjątkiem początkowych okresów aklimatyzacyjnych, które są trudne dla wszystkich nowych więźniów, Shawcross, podobnie jak większość seryjnych zabójców, z którymi rozmawiałem, zawsze czuł się dobrze w hierarchicznym świecie zakładów karnych, gdzie dieta ma charakter zrównoważony.

Ludzie cierpiący na pyrolurię źle funkcjonują poza uporządkowanym środowiskiem więziennym. Jeśli zostają sprowokowani, nie są w stanie zapanować nad gniewem; miewają wahania nastroju, nie znoszą nagłych głośnych dźwięków, są wrażliwi na jaskrawe światło i często bywają „nocnymi markami”. Zwykle nie jedzą śniadań, z trudem przypominają sobie sny i mają kiepską pamięć krótkoterminową, więc łatwo ich przyłapać na kłamstwie. Niekiedy ich skóra jest pozbawiona pigmentacji, wydają się bladzi. Przedwcześnie siwieją i z trudem radzą sobie ze stresem. Mogą być bardzo niebezpieczni i stanowią zagrożenie dla otoczenia.

Studiowałem psychikę Shawcrossa przez wiele lat i wielokrotnie z nim rozmawiałem, a odkrycia doktora Krausa rzuciły interesujące światło na jego osobowość i zachowania. Doktor Kraus uważa, że obserwowane u tego seryjnego mordercy objawy to skutek niezwykle wysokiego poziomu toksycznych związków chemicznych. W biografii Shawcrossa można znaleźć niewłaściwe relacje z rodzicami, nieprawidłowe elektrokardiogramy, ogólną nerwowość, stopniowy zanik ambicji, kiepskie wyniki w nauce i zmniejszenie potencji seksualnej. Odkryłem, że przeżywał te problemy przez całe życie, od kolebki do grobu.

Nierównowaga biochemiczna nie stanowi okoliczności łagodzącej pod względem prawnym, jednak nieprawidłowości metaboliczne miały poważne skutki w psychice – nadmierną drażliwość, napady szału, niezdolność do panowania nad gniewem i stresem, wahania nastroju, skłonność do przemocy i zachowań psychopatycznych. Shawcrossa można nazwać „chodzącą bombą zegarową”. Poświęciłem mu cały rozdział bestsellera Rozmowy z seryjnymi mordercami, opublikowanego przez Johna Blake’a.

Innym przedmiotem moich studiów był Kenneth Alessio Bianchi, którego uważam za wcielenie zła – rozumiem przez to całkowity brak empatii dla innych. W gruncie rzeczy gdyby ktoś zajrzał do słownika i wyszukał słowo „zło”, mógłby tam zobaczyć nieruchome, czarne jak atrament oczy Bianchiego. Ken to jeden z najzimniejszych ludzi, z jakimi kiedykolwiek rozmawiałem, a to o czymś świadczy, możecie mi wierzyć. Jednak nie jest psychopatą w znaczeniu medycznym i prawnym.

W 1979 roku, w trakcie toczącego się w stanie Waszyngton procesu tego odrażającego, sadystycznego seryjnego mordercy seksualnego, kilku najwybitniejszych psychiatrów amerykańskich nie mogło się zgodzić – i w dalszym ciągu nie może – co do diagnozy na temat psychiki tego przestępcy. Pewien doświadczony, twardy jak stal detektyw użył w rozmowie ze mną zdania, które jest trudne do przełknięcia: „Bianchi wylągł się w słońcu, kiedy Lucyfer wyrzygał się za mur wychodka”.

Wygląda na to, że kiedy Ken pokłócił się z dziewczyną albo miał jakiś problem, wychodził i kogoś zabijał. Właśnie dlatego jestem przekonana, że w latach 1971–1973 zabił trzy uczennice. Powiedziałam to nawet policji.

Frances Bianchi, która adoptowała Kennetha, w rozmowie z autorem, 1996

Bianchi kłamał, by wyglądać na inteligentniejszego niż w rzeczywistości: nie chciał uchodzić za kogoś gorszego w oczach rówieśników, którzy odnosili sukcesy, choć on sam zaliczał porażki. Pragnął podziwu, lecz na niego nie zasługiwał. Miał koszmarne wyniki na studiach, próbował wstąpić do policji, ale jego podanie odrzucono i zaproponowano mu objęcie funkcji strażnika w areszcie, a wtedy to on odmówił. Musiał być najlepszy we wszystkim, czym się zajmował.

Kiedy analizujemy życiorys Bianchiego, widzimy, że stawiał sobie zbyt wyśrubowane cele, bo uważał, że jest kimś wyjątkowym.

Kobiety, które nabierały się na kłamstwa przystojnego, z pozoru wiarygodnego łgarza, szybko odkrywały, co się kryje pod fałszywą maską – rzucały go, gdy je zdradzał. Nie potrafił zrozumieć emocji i potrzeb innych osób ani się z nimi identyfikować: dotyczyło to również jego matki Frances Bianchi, a później konkubiny Kellie Kay Boyd (obecnie już nieżyjącej). Czuł, że wszystko mu się należy. Wyniosły i skupiony na sobie, święcie wierzył, że jest lepszy niż wszyscy pozostali ludzie, i dlatego odnosił się do nich protekcjonalnie. Jednak w końcu poniósł fiasko: wszystkie jego powierzchowne relacje interpersonalne się rozpadły, a marzenia o sukcesie legły w gruzach. Jego przekonanie o własnej wartości, wyniosłość i arogancja przypominały nadęty balon kołyszący się na cieniutkiej nici i mogący lada chwila pęknąć. W końcu jego świat runął jak zamek z piasku.

Kiedy w październiku 1979 roku ten bestialski potwór został skazany na karę dożywotniego więzienia, zabrał głos Kościół i oświadczył: „Ken to dobry człowiek i odnalazł Pana”. Jak już wspomniałem, pewien duchowny poparł wniosek o przedterminowe zwolnienie Bianchiego i napisał: „Mam dwie młode córki i zaprosiłbym go nawet do swojego domu. Jego relacje z moją rodziną z pewnością dobrze by się ułożyły”.

Kenneth uzyskał później licencjat z prawa, po czym zrobił doktorat i został członkiem Krajowego Stowarzyszenia Adwokatów. W 1988 roku w liście do mnie napisał, że uzyskał też licencjat w zakresie nauk humanistycznych.

U Bianchiego stwierdzono objawy rozszczepienia jaźni: po jego aresztowaniu psychiatrzy musieli badać dwie osobowości – „Steve’a” i „Billy’ego”. Niedawno liczba jego osobowości jeszcze się zwiększyła. Odnalazł w sobie dwie nowe, noszące staroświeckie włoskie nazwiska – „Anthony Amato” (co oznacza „ukochany”) oraz „Nicholas Fontana”. Ten dziobaty mężczyzna ma mnóstwo wielbicielek liczących na to, że zostanie ich mężem.

Zapomnijcie o tym, dziewczęta! Miał trzy żony i szybko się z nimi rozwiódł.

Kiedy Kenneth zbierał swoje mordercze żniwo, wymyślał inne fałszywe tożsamości. Przebywając w Los Angeles, udawał psychiatrę przedstawiającego się jako „doktor Bianchi”, ale nie udało mu się zdobyć pacjentów. Później występował jako fałszywy policjant; następnym wcieleniem był „kapitan Bianchi” – pracował wtedy jako ochroniarz w niewielkim nadmorskim mieście Bellingham w stanie Waszyngton, gdzie zabił dwie licealistki. Zamordował przynajmniej kilkanaście kobiet i dwie uczennice. Nawiasem mówiąc, jest w dalszym ciągu głównym podejrzanym w sprawie morderstwa trzech dziewczynek w Rochester w stanie Nowy Jork na początku lat siedemdziesiątych. Miłośnicy reportaży o tematyce kryminalnej wiedzą, że media nazywały te zabójstwa „Morderstwami na Tę Samą Literę” albo „Morderstwami Alfabetycznymi”, ponieważ imiona i nazwiska ofiar zaczynały się od tej samej litery: Carmen Colon (dziesięć lat), Wanda Walkowitz (jedenaście lat) i Michelle Maenza (jedenaście lat).

Chris, naprawdę zgubiłem siedem stron, o które prosisz.

Bianchi w liście do autora (1996) na temat dokumentów związanych ze śledztwem w sprawie zabójstw Karen Mandic i Diany Wilder w Bellingham 11 stycznia 1979

(Dokumenty dotyczące miejsc pobytu Bianchiego i badań krwi odnaleziono później w jego celi, kiedy autor poprosił o jej przeszukanie).

Detektyw Terry Wight, jeden z policjantów, którzy aresztowali Bianchiego w Bellingham, powiedział mi coś takiego: „Mieliśmy w dupie, czy to wariat, czy nie. Możemy tylko powiedzieć, że Bianchi to albo cholernie dobry aktor, albo dyplomowany łgarz. Niech pan popatrzy na zdjęcia z miejsc zbrodni i powie, czy rodziców tych martwych dziewczyn może obchodzić jego psychika”.

Detektyw Wight trafił w sedno. Czułem do tego policjanta wielką sympatię.

Później szef ekipy śledczej, detektyw Robert Knudsen, w barze w Bellingham, gdzie jedliśmy stek z frytkami, powiedział mi coś jeszcze bardziej uderzającego: „Ten gość [Bianchi] jest równie uczciwy jak polityk. Oświadczyłem mu prosto z mostu: «Musimy robić swoje i wiemy, że byłeś w tym domu, gdy zginęły te dziewczyny. Mamy świadków, fanie szybkich aut… mamy odciski palców… mamy DNA z twoich zasranych spodni. Laboratorium udowodni, że jesteś mordercą. Mój szef chce cię powiesić. Porozmawiasz z nami poważnie i zaczniesz współpracować czy wolisz wciskać nam kit i popełnić samobójstwo?». Hej, Chris, stary, napijesz się jeszcze piwa?”.

Przyjąłem piwo, bo poczułem sympatię również do Boba Knudsena.

Detektyw Richard Crotsley (wydział zabójstw policji Los Angeles) wyraził jeszcze dalej idącą opinię: „Gdyby Bianchi trzymał gębę na kłódkę, nawet najgłupszy obrońca z urzędu tak zamąciłby sprawę, że jego klient znalazłby się na wolności po kilku godzinach. Proces sądowy mógłby się skomplikować, psychiatrzy uznaliby Bianchiego za wariata, a później co najmniej dziesięć lat trwałyby spory na temat jego stanu psychicznego. Doszłoby do karuzeli apelacji, trafiłby do stanowego szpitala psychiatrycznego, gdzie postawiono by diagnozę, wróciłby do więzienia, potem znowu do wariatkowa, i tak kółko. Więzienia pękają w szwach, w chwili wydania wyroku ludzie będą pić drinki w barach na Marsie. Ten sukinsyn powinien zadyndać na szubienicy!”.

Bardzo mi się podobały te uwagi, ponieważ je podzielam. Czytelnicy zapewne rozumieją, że moje doświadczenia są ograniczone – korespondowałem z wieloma mordercami i przeprowadzałem z nimi wywiady. Podobnie jak policjanci, którzy muszą wyjaśniać straszliwe zbrodnie i widzą tragedie rodzin ofiar, mówię to, co myślę, i piszę to, co mówię. Nie wierzę w opinie profesjonalistów, którzy prowadzą wykłady i teoretyzują na temat morderczych psychopatów, nie spotkawszy żadnego z tych pokręconych ludzi. Krótko mówiąc, jestem normalnym człowiekiem, podobnie jak Czytelnicy tej książki. Zapomnijmy o terminologii, o efektownych etykietach, którymi lekarze opatrują tych przerażających zbrodniarzy. Ludzie bywają bardzo dobrzy albo bardzo źli, musimy się po prostu z tym pogodzić.

Inny przykład, tym razem związany z Anglią. Pacjenci doktora Harolda Shipmana, jego żona, najbliżsi przyjaciele i koledzy po fachu (w tym wielu psychiatrów), z którymi pracował przez kilkadziesiąt lat, byli przekonani, że jest dobrym, troskliwym lekarzem rodzinnym. Czyż nie doznaliśmy wstrząsu, kiedy Shipman został zdemaskowany jako jeden z najbardziej osławionych seryjnych zabójców w historii?! To tragiczne, ale podczas wizyt domowych Harolda przeszło dwustu ufnych pacjentów otrzymało śmiertelne zastrzyki i nigdy więcej się nie obudziło.

Czy można sobie wyobrazić coś takiego nawet w najbardziej fantastycznych snach? Pomyślcie, że chodzi o waszą matkę, która jest w dobrym stanie zdrowia i tylko trochę bolą ją stopy. W podnieceniu telefonuje i mówi, że po południu wpadnie doktor Shipman. „To taki miły lekarz – dodaje. – Ma brodę, wiesz. Zawsze ubiera się jak twój zmarły tata, Panie świeć nad jego duszą. Tweedowa marynarka, sztruksowe spodnie, kraciasta koszula z mieszanki bawełny i wełny, półbuty… Hm, tata też był jednym z pacjentów doktora Shipmana”.

Wieczorem otrzymujecie telefon, że wasza ukochana matka znajduje się w kostnicy, ponieważ „zmarła z przyczyn naturalnych”. Dwadzieścia pięć minut po kremacji odkrywacie, że majątek matki, wart trzysta pięćdziesiąt tysięcy funtów, który mieliście nadzieję odziedziczyć, został zapisany w testamencie doktorowi Shipmanowi, a on w sekrecie przygotowuje wyjazd do Hiszpanii.

Cholera!

Kiedy czytacie zapewnienia, że po przestudiowaniu książki, artykułu prasowego lub tekstów opublikowanych w internecie, a nawet obejrzeniu programu telewizyjnego, można rozpoznać morderczego psychopatę i przedłużyć sobie życie, proszę, byście się głęboko zastanowili. W większości przypadków opisanych w Rozmowach z psychopatami ofiary odkrywają, że umrą, dopiero gdy jest już za późno; pacjenci doktora Shipmana tracili życie, nie mając pojęcia o psychice swojego zabójcy.

Aby rozwinąć tę argumentację, rozważmy przypadek Syeda Farooka i Tashfeen Malik. Myślę, że stąpam w tym momencie po pewnym gruncie, ponieważ para ta, małżeństwo z Redlands w Kalifornii, przeprowadziła najbardziej krwawy po zamachu na World Trade Center atak terrorystyczny w Stanach Zjednoczonych; zginęło w nim czternaście osób, a dwadzieścia dwie odniosły poważne rany.

Farook (dwadzieścia osiem lat) i Malik (dwadzieścia siedem), obywatele amerykańscy, posiadacze zielonych kart i rodzice sześciomiesięcznego dziecka, w środę 2 grudnia 2015 roku, ubrani w kamizelki kuloodporne i mundury polowe, dokonali masakry w ośrodku pomocy niepełnosprawnym Inland Regional Centre w San Bernardino. Oboje zginęli od kul policjantów w chaotycznej strzelaninie, jaka się wywiązała. FBI znalazła w ich domu pięć tysięcy sztuk amunicji, dwanaście bomb rurowych oraz wyposażenie niezbędne do ich produkcji, a także dywanik modlitewny.

Psychopaci Farook i Malik przygotowali atak terrorystyczny. Korzystali z przywilejów związanych z życiem w wolnym społeczeństwie, otrzymywali pieniądze od państwa, a jednak bez najmniejszych skrupułów postanowili popełnić wyjątkowo odrażające masowe morderstwo. Taką samą nieczułość okazali swojemu dziecku, którego przyszłość ich nie interesowała.

Czy najbliżsi krewni i znajomi Farooka i Malik podejrzewali, że to groźni psychopaci? Mohammad Abuershaid, jeden z prawników rodziny Farooka, powiedział: „[Malik] była tradycjonalistką. Prowadziła dom, opiekowała się dzieckiem i nie pracowała (w Stanach Zjednoczonych o takich kobietach mówi się, że «pielęgnują ognisko domowe»). Kiedy rodzina dowiedziała się, co się stało, doznała szoku. Zupełnie się tego nie spodziewaliśmy”. Siostra Farooka oświadczyła, że była wstrząśnięta morderczym atakiem dokonanym przez członków swojej rodziny: „Nie wyobrażałam sobie, że mój brat i bratowa mogliby zrobić coś takiego”.

Kobieta pielęgnująca ognisko domowe, rzeczywiście. Raczej konstruktorka bomb rurowych!

Nie żyjemy w utopijnej krainie. Dziennikarz kryminalny Joel Norris sugerował, że należy się nauczyć rozpoznawać psychopatów, a nawet – jeśli spełniają odpowiednie kryteria – donosić o nich władzom. Kiedy w czyimś zachowaniu można dostrzec objawy psychopatii, nie oznacza to jednak, że ta osoba jest bezdusznym mordercą. Jakieś cechy psychopatyczne ma co najmniej jeden procent populacji – owszem, jedną z takich osób może być wasz partner, żona, dentysta, a nawet uzbrojony amerykański policjant zachwycony swoją władzą, ale prawdopodobieństwo, że zostaniecie zamordowani przez psychopatycznego zabójcę, jest niezmiernie małe.

Społeczeństwo tworzy zasady, których powinniśmy przestrzegać. Większość z nas je zna i kieruje się nimi, bo kary za ich naruszanie bywają bardzo surowe. Niestety, zdarzają się ludzie, którzy łamią te zasady, i w niektórych stanach grozi im za to kara śmierci. Dokonują takiego wyboru i mogą winić tylko samych siebie.

Stuart Namm, sędzia w okręgu Suffolk na Long Island, w rozmowie z autorem, 1994

Ogólnie rzecz biorąc, psychopatyczni mordercy z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych – a także większości innych krajów – często próbowali ocalić swoje życie, powołując się na niepoczytalność, ale rzadko im się to udawało. Wynika to stąd, że w kontaktach ze zwykłymi ludźmi psychopaci zachowują się absolutnie normalnie, toteż nawet ich najbliżsi – rodzina, przyjaciele i koledzy z pracy – nie znają ich tajemnic ani mrocznych zakamarków psychiki.

Amerykański psychiatra sądowy doktor Martin Blinder sformułował to lapidarnie w swojej książce Psychiatry in the Everyday Practice of Law z 1973 roku: „Na pierwszy rzut oka psychopata wydaje się całkowicie normalny”. Następnie wymienił cechy psychopatii: „Psychopata nie ma urojeń, halucynacji ani uszkodzenia pamięci; dobrze rozumie rzeczywistość. Jego nieobliczalne zachowania są wynikiem trwałych defektów osobowości – niezdolności przestrzegania reguł społecznych, odczuwania satysfakcji, tolerowania frustracji, kontrolowania popędów i tworzenia związków”.

Psychopata przede wszystkim pragnie, niezależnie od konsekwencji, zdobyć to, na co ma chęć. Interesują go tylko własne potrzeby, nie jest w stanie zrozumieć potrzeb innych, co oznacza, że nonszalancko lekceważy ludzi albo wykorzystuje ich do własnych celów. Oczywiście nie wszystkie osoby o cechach psychopatycznych popełniają morderstwa, choć czasem mogą stosować przemoc albo zachowywać się w sposób gwałtowny, by rozładować ukryte emocje lub wewnętrzne napięcia.

Wielu psychopatów ma tendencje aspołeczne; pojawiają się one i rozwijają w dzieciństwie. Psychopata nie budzi się pewnego ranka i nie spostrzega, że stał się potworem; rozwój w pełni ukształtowanej morderczej psychopatii jest poprzedzony długim okresem inkubacji. W przypadku morderców seksualnych, których mogłem obserwować, zawsze istniał taki okres, niemal „proces dojrzewania”. Najpierw sprawca popełniał drobne przestępstwa, na przykład kradzieże, później zajmował się podglądactwem, co dawało mu zadowolenie seksualne. Czasami uprawiał stalking, następnie napastował kobiety, stawał się gwałcicielem, później seryjnym gwałcicielem, a wreszcie mordercą, z czasem seryjnym. Wielu spośród tych osobników czerpało swoje fantazje z pornografii, po czym, nie mogąc się od nich uwolnić, wpadało w spiralę przemocy.

Właśnie dlatego próby poszukiwania miłości w internecie również mogą być niebezpieczne. Sieć zawiera tysiące stron WWW, czatów i forów dyskusyjnych, gdzie na naiwne ofiary polują tacy mężczyźni jak Neville Heath. Nie musicie wierzyć mi na słowo: nie ma miesiąca, by jakaś kobieta nie została okradziona z oszczędności całego życia przez bezwzględnego oszusta, by czyjeś dziecko nie zostało porwane przez pedofila, by ktoś nie został zgwałcony albo nawet zamordowany przez bezlitosnego drapieżnika – pająka w ludzkiej skórze, który powoli utkał sieć, by schwytać co najmniej jedną niewinną ofiarę.

Badania wykazały, że psychopaci cierpią na poczucie alienacji, które sprawia, że nie są związani z resztą społeczeństwa i wyrastają na ludzi pozbawionych sumienia. Z tego powodu jeden ze specjalistów nazywa psychopatów „mistrzami oszustwa” – nie mają żadnych skrupułów i działają tylko we własnym interesie. Psychopata o morderczych skłonnościach jest pozbawiony poczucia winy i jakichkolwiek zahamowań; może zabijać wiele razy. Przyczyną morderstw nie jest niezrównoważenie psychiczne, tylko pragnienie zaspokojenia seksualnego, doznania przyjemności.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Cytaty biblijne za: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, wyd. 3 popr., Pallottinum, Poznań–Warszawa 1980 (wszystkie przypisy pochodzą od tłumacza). [wróć]

Fryderyk Nietzsche, Poza dobrem i złem, przeł. Stanisław Wyrzykowski, [wyd.] Jakób Mortkowicz, Warszawa–Kraków 1912, s. 108. [wróć]