Trucicielki. Kronika kobiecych zbrodni - Morel Gérard - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

Trucicielki. Kronika kobiecych zbrodni ebook i audiobook

Morel Gérard

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

16 osób interesuje się tą książką

Opis

Historia, która pachnie perfumami… i arszenikiem

 

Gérard Morel zabiera czytelnika w fascynującą i mroczną podróż przez wieki, odkrywając historie kobiet, które uczyniły z trucizny broń, a ze zbrodni – akt desperacji, odwetu lub ambicji. Trucicielki to portrety trzynastu niezwykłych postaci – od przebiegłej Agrypiny, matki Nerona, przez Katarzynę Medycejską i markizę de Brinvilliers, aż po tajemniczą Marie Besnard, oskarżaną o uśmiercenie kilkunastu osób.

Autor, historyk i eseista, nie poprzestaje na sensacji: wnikliwie analizuje społeczne, psychologiczne i kulturowe uwarunkowania tych zbrodni. Pokazuje, że trucicielki nie zawsze były potworami – często były ofiarami swojej epoki, które w truciznach znajdowały jedyny sposób na odzyskanie władzy nad własnym losem.

To książka, która łączy pasję historyczną z klimatem powieści kryminalnej i psychologiczną głębią portretów. Obowiązkowa pozycja dla miłośników historii, true crime i silnych kobiecych postaci, odkrywająca, w jaki sposób kobiety walczyły o władzę, bezpieczeństwo i niezależność w świecie zdominowanym przez mężczyzn.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 252

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 27 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Anna RyźlakMaciej Więckowski

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



GÉRARD MOREL

Trucicielki

KRONIKA KOBIECYCH ZBRODNI OD ANTYKU PO WSPÓŁCZESNOŚĆ

PRZEŁOŻYŁ PIOTR NAPIWODZKI

Tę książkę dedykuję innych trucicielkom: tym, których historie nigdy nie zostaną opowiedziane, gdyż były na tyle sprytne, że nigdy nie ściągnęły na siebie podejrzeń

Wstęp Trucicielstwo w historii

Być może nie wspomina się o tym zbyt często, ale opinia publiczna i kodeks karny są w jednej kwestii jednomyślne: trucicielstwo to najgorsza zbrodnia. Artykuł 221-5 francuskiego kodeksu karnego definiuje je jako „czyn narażający życie innej osoby poprzez użycie lub podanie substancji mogącej spowodować śmierć”1. Oznacza to, że przestępstwo uważa się za doko­nane niezależnie od rezultatu, nawet jeśli ofiara nie umrze: sama próba jest karana jak otrucie, a domniemanemu sprawcy stającemu przed sądem przysięgłych grozi wyrok trzydziestu lat pozbawienia wolności.

Surowość tę przez długi czas tłumaczono obawą władców przed otruciem oraz perfidią, z którą to przestępstwo kojarzono: w średniowieczu łączyło ono dwie okropności – morderstwo i zdradę.

Od momentu, gdy tradycje rycerskie narzuciły honorowe zasady w pojedynkach, otrucie – czyn tchórzliwy – było zaprzeczeniem tych zasad: było to zabójstwo nadużywające zaufania ofiary, wykorzystujące jej apetyt czy łakomstwo, aby skutecznie ją zniszczyć.

Niektórzy władcy próbowali nawet zdyskredytować swoich przeciwników, twierdząc, że uniknęli próby otrucia z ich strony: to przypadek króla Ludwika XI w jego sporach z kuzynami i kolejnymi książętami Burgundii, Filipem Dobrym i Karolem Śmiałym (Zuchwałym) – wzajemnie oskarżali się oni o próbę otrucia.

Na początku XIX wieku, gdy opracowywano kodeks karny z roku 1810, prawnicy także podkreślali, że otrucie wiąże się z premedytacją, w odróżnieniu od innych zabójstw, które można było popełnić w akcie pozbawionego refleksji gniewu.

Wszystkie te argumenty mają oczywiście swoją wagę. Jednak dyskretnie pomijają główny powód, dla którego otrucie od dawna karze się surowiej niż inne sposoby zabijania.

To, czego społeczeństwo nie toleruje, to fakt, że dokonują tego głównie kobiety.

Zabójstwo, mimo że potępiane i karane w każdym przypadku, uważano za czyn męski. Tradycyjnie to mężczyźni rościli sobie prawo do zabijania: zbiorowo – w czasie wojny w obronie terytorium lub ojczyzny, indywidualnie – w obronie honoru lub własności.

Rozwój cywilizacji ograniczył tę skłonność do uciekania się do przemocy, zwłaszcza przez zapisy kodeksów rycerskich i zasady pojedynkowania się. Jednak nawet jeśli mężczyźni popełnili zabójstwo z chciwości lub zemsty, nie spotykało ich takie samo potępienie jak trucicielki. Było tak, ponieważ od najwcześniejszej rywalizacji – opisanej w Księdze Rodzaju konfrontacji między Kainem a jego bratem Ablem, zakończonej zabiciem Abla – mężczyźni zachowali prawo do zabijania. Potwierdza to zresztą już sam język, gdyż słowo „zabójca” jest jednym z niewielu, które w języku francuskim nie ma formy żeńskiej.

Nawet jeśli morderstwo budzi odrazę, gdyż uciekanie się do przemocy zawsze należy potępiać, nie ulega wątpliwości, że niektóre zbrodnie stały się mitem założycielskim nowych społeczności: gdyby Dawid, biblijny bohater, nie stanął odważnie przed olbrzymim Goliatem i go nie zabił strzałem z procy, być może nie zostałby królem Judy i Izraela. Ten sam Dawid popełnił inną zbrodnię, tym razem powodowany pożądaniem. Zakochany w Batszebie, dowiedział się, że jest ona żoną Uriasza Hetyty, co nie powstrzymało go od jej porwania i zostania jej kochankiem. Następnie, aby ostatecznie pozbyć się jej męża, wysłał go do oblegania miasta Rabba, wprost nakazując dowódcy armii, aby umieścił mężczyznę na pierwszej linii walk i pozostawił go w tym miejscu bez wsparcia, aby ten nie miał żadnych szans na przeżycie bitwy. Historia ta jest znana, ale w żaden sposób nie umniejsza legendy króla Dawida – wręcz przeciwnie: on i Batszeba znaleźli się w gronie legendarnych kochanków.

W późniejszym czasie, w mitologii łacińskiej, Romulus przedstawiony jest jako wojowniczy i chwalebny bohater, gdyż nie zawahał się zabić swojego brata bliźniaka (Remusa) w obronie własnego terytorium, które sam sobie wyznaczył; dzięki temu czynowi zyskał prestiż, który umożliwił mu założenie Rzymu, Wiecznego Miasta…

Były to morderstwa popełniane jawnie przez ludzi pragnących zdobyć lub zachować władzę – i z tego powodu otoczonych szacunkiem i poważaniem, a nawet podziwem. Z kolei żadna trucicielka nigdy nie doświadczyła chociażby najmniejszej pobłażliwości, niezależnie od kierujących nią pobudek.

Zbrodnia srogo karana… ale słabo zdefiniowana!

Aż do połowy XIX wieku nauka ogólnie, a medycyna w szczególności, była słabo rozwinięta i oparta na wielu zabobonach.

Prawo zdefiniowało otrucie jako czyn, w wyniku którego ktoś spożywa coś, co może spowodować śmierć. Jednak w średniowieczu nie rozróżniano trucizn naprawdę śmiertelnych (jak tojad czy ciemiernik, a później realgar czy arszenik) od innych substancji, być może wzbudzających wstręt, ale absolutnie niegroźnych, jak śluz ropuchy czy krew menstruacyjna. Do trucizn zaliczano także części rozkładających się zwłok – uważano, że najbardziej szkodliwe są te pochodzące z ciał wisielców. Za trujące uznawano składniki uzyskane na drodze bluźnierstwa, na przykład hostie kradzione z kościołów albo kadzidło zmieszane z krwią lub spermą.

Zawodowe trucicielki również podzielały te poglądy i dostarczały swoim klientom, poza znanymi im trującymi roślinami, dodatki mające spowodować śmierć: żółć świni, proszek z jaszczurki czy pająka, a nawet ze skorpiona, i tym podobne. Zalecały wzmacnianie działania trucizny zaklęciami, które należało wymawiać podczas jej sporządzania. Wyjaśnia to, dlaczego przez długi czas trucicielki utożsamiano z czarownicami. Trudniły się podobną profesją, opartą raczej na zabobonach niż na obiektywnej wiedzy o śmiertelnych truciznach; wzbudzały ten sam histeryczny lęk i, co logiczne, ściągały na siebie tę samą karę, czyli stos, gdyż ogień miał zapewnić zarówno ich zniszczenie, jak i oczyszczenie.

W tym kontekście kulturowym autopsje były oczywiście zarówno rzadkie, jak i niepewne, więc stwierdzenie otrucia pozostawało czymś wysoce subiektywnym. Podejrzewano takie przestępstwo, gdy w otoczeniu zmarłego pojawiał się ktoś odpowiadający profilowi truciciela.

W czasach, gdy dowody zbrodni opierały się na pogłoskach lub pomówieniach, potwierdzanych następnie zeznaniami wydobytymi na torturach, trucicielki podejrzewano, denuncjowano i stawiano przed sądem tylko dlatego, że wywoływały skandal, prowadząc inne życie niż reszta społeczeństwa.

Te zabobony z pewnością pomogły niektórym mężom pozbyć się swoich żon lub kochanek – mężczyznom, którzy byli poza wszelkimi podejrzeniami. Gdy jednak niektórych z nich oskarżono, sąd i tak utrzymywał, że działali pod wpływem kobiety: kochanki, dla której popełnili zbrodnię, albo lokalnej czarownicy, która dostarczyła im odpowiednią truciznę…

Krótko mówiąc: wystarczyła odrobina złej woli, aby uznać, że otrucie było tak naprawdę przestępstwem kobiety.

Czy to rzeczywiście przestępstwo charakterystyczne dla kobiet?

Jeśli spojrzy się na statystyki przestępczości, widać, że większość przestępstw popełniają mężczyźni, ale i ciężar wykroczeń kobiet jest mniejszy. To właściwie tylko kilka bardzo konkretnych występków, jak (dawniej) czary, nielegalne aborcje (przed prawem uchwalonym we Francji z roku 1974) albo dzieciobójstwo, oraz właśnie otrucie.

To ostatnie było tym częstsze, im bardziej społeczeństwo było opresyjne wobec kobiet. Przestępstwo to najczęściej popełniano w domu, w środowisku, w którym każdy powinien czuć się bezpiecznie. Sprawczynią była zazwyczaj żona, córka lub służąca: w każdym razie kobieta, która miała wzbudzać zaufanie uległością, ale która odważyła się przekroczyć zasady wpajane jej przez religię i rodzinę.

Morderczyni ściągała na siebie podejrzenia czasami po prostu dlatego, że miała lub miałaby (dobre) powody, aby otruć ofiarę, ojca lub męża. Częściej jednak działo się tak, jeśli już wcześniej, przed popełnieniem zbrodni, zyskała złą sławę przez zachowanie uważane za niestosowne: łatwa dziewczyna, niewierna żona, nieposłuszna służąca i tak dalej. Ten przesąd ponownie zbliżył trucicielki do czarownic. W skrócie: domniemane czarownice szczyciły się mocami przekraczającymi możliwości zwykłych ludzi, a trucicielki swoimi zbrodniami aspirują do wolności, która nie była powszechnym prawem większości kobiet.

Niezależnie od osobistych i indywidualnych powodów, które skłoniły je do pozbycia się panującego nad nimi ojca lub męża, można przede wszystkim wyczuć, że nawet jeśli nie odważyły się tego wyrazić, a może nawet nie przyznawały się do tego same przed sobą, wszystkie ożywiało to samo dążenie: ucieczka od tego, kto miał nad nimi pełną władzę, z której próbowały się wyrwać. Z małżeństwa, z rodziny, a nawet z warunków, w jakich żyły…

Dla ochrony patriarchalnych społeczeństw konieczne było zatem bezlitosne potępianie trucicielek, winnych przede wszystkim tego, że uciekły z miejsc im przeznaczonych. Następnie wyolbrzymiono pamięć o nich. Uczyniono z nich okrutne i złośliwe „czarne wdowy”, a historia zachowała ich zniekształcony obraz, bez podejmowania najmniejszej próby, aby je zrozumieć.

Zbrodnia, którą jednak łatwo wyjaśnić…

Nawet jeśli piętnowanie trucicielek było konieczne, aby inne kobiety nie podążały ich śladami, byłoby sprawiedliwiej spróbować zrozumieć motywy ich działania. Od starożytności do XX wieku społeczeństwa (na szczęście) ewoluowały, doświadczały zmian ustrojowych, a nawet rewolucji. Zniknęło poddaństwo, później niewolnictwo, powstała klasa robotnicza, ale kobiety pozostawały ciągle zależne od woli mężczyzn: ojców, mężów, a nawet braci. Wszystkie dzieła feministyczne o tym przypominają i podają wiele przykładów, których przywoływanie tutaj byłoby bezcelowe i zbyt czasochłonne.

Już sama moda odzieżowa przyczyniała się do utrzymania kobiet w pewnego rodzaju zależności, ponieważ gdy na uciskający je gorset zakładano nieco elegantszą suknię, można było ją zapiąć jedynie z tyłu. To wymuszało korzystanie z pomocy pokojówki… służącej, której wynagrodzenie mógł wypłacać wyłącznie ojciec lub mąż, gdyż kobiety nie miały finansowej auto­nomii. Dopiero w 1906 roku projektant Paul Poiret odważył się na zrezygnowanie z gorsetu, a później Ga­brielle (Coco) Chanel zyskała sławę wyzwolicielki kobiet, proponując im prostsze suknie, które mogły zakładać bez pomocy.

Warto dodać, że kobiety były pozbawione nie tylko praw, ale i nadziei, gdyż nawet w literaturze bezwzględnie karano nieliczne bohaterki próbujące sięgnąć po odrobinę wolności w jedynej dziedzinie, w której miały się realizować, czyli w miłości. W średniowiecznej legendzie Izolda woli Tristana od swojego męża i umiera z żalu, gdy dowiaduje się o śmierci ukochanego. Julia, zakochana w Romeo, sprzeciwia się swojej rodzinie i kończy, przebijając się sztyletem nad martwym ciałem ukochanego. Heloiza zamyka się w klasztorze, aby odpokutować zakazaną namiętność wzbudzoną w niej przez Abelarda… i tak dalej.

W XIX wieku rozkwit przeżywa literatura powieściowa, ale nie okazuje się ona łaskawsza dla zakochanych kobiet. Pani Bovary, winna miłosnej relacji z dwoma kochankami, którzy pozwalają jej odegnać nudę relacji z mężem, ostatecznie truje się arszenikiem. Anną Kareniną targają wyrzuty sumienia z powo­du porzucenia męża i dzieci dla hrabiego Wrońskiego i kobieta nie widzi innego wyjścia jak rzucenie się pod pociąg. Julia d’Aiglemont, „kobieta trzydziestoletnia” Balzaca, przez całe życie pokutuje za szczęście, które przez krótki czas dał jej kochanek – jej nieślubnego syna utopiła jego zazdrosna siostra. Przykładów jest wiele.

Jeśli chodzi o kobiecą seksualność, to w zasadzie w ogóle nie istniała. Wątpiący w to mogą zajrzeć do każdego z nieco starszych słowników czy encyklopedii: penis mężczyzny jest tam opisany w najdrobniejszych szczegółach, oczywiście razem z ilustracjami, podczas gdy kobiece narządy płciowe są po prostu najzwyczajniej ignorowane. Wymazane.

W tak mizoginicznym społeczeństwie czymś nieuniknionym było, że niektóre z kobiet próbowały uciec od przeznaczonego im losu, używając w tym celu jedynej broni, którą miały do dyspozycji tam, gdzie były uwięzione – w kuchni – a mianowicie trucizny.

Książka ta opowiada o życiu trzynastu z nich, bez pobłażliwo­ści, ale z domniemaną, a nawet wprost deklarowaną empatią.

Agrypina(15–59 po Chr.)

Większość kobiet byłaby przerażona, gdyby wróżbita przepowiedział im z gwiazd, że ich ukochane niemowlę któregoś dnia zostanie cesarzem… ale zabije swoją matkę!

Niektóre starałyby się podejść do tego z lekceważeniem; wzruszyłyby ramionami, powtarzając sobie, że nie są przesądne i nie wierzą w tego typu przepowiednie.

Jednak tylko jedna osoba w historii była w stanie się z tego ucieszyć i wykrzyknąć: „Niech mnie zabije, byleby rządził!”.

Ta osoba to Agrypina, a jej zdanie, powtarzane przez wieki, wystarcza, aby podsumować zarówno jej życie, jak i jej ambicje.

Agrypina pragnęła bowiem wyłącznie władzy. Przede wszystkim władzy dla siebie. Dodatkowo także dla swojego syna, gdyż w starożytności kobieta, nawet jeśli była znakomitym strategiem, nie mogła oficjalnie panować nad Imperium Rzymskim.

Rodzina zbyt cesarska, aby była uczciwa

Wyjaśnieniem ambicji Agrypiny jest jej pochodzenie. Urodziła się w roku 15, była prawnuczką Oktawiana, który został pierwszym cesarzem Rzymu, przyjmując imię August. Innym z jej pradziadków był Marek Antoniusz, legendarny kochanek Kleopatry.

Później cesarzem zostanie jej brat Kaligula, a po nim tron obejmie ich wuj – Klaudiusz.

Agrypina wzrastała zatem w rodzinie mocno przekonanej o swojej misji rządzenia Rzymem, a większość członków rodu rywalizowała i knuła intrygi, aby przejąć władzę przy pomocy właściwie wszelkich możliwych środków.

Oczywiście kobiety z tej dynastii nie mogły liczyć na przejęcie rządów, ale z pewnością nie przeszkadzało im to interesować się polityką i spiskować, aby tytuł cesarza zdobył mąż czy syn, którym będą mogły najłatwiej manipulować.

Młoda Agrypina obserwuje te manewry i obiecuje sobie, że w przyszłości znajdzie się w centrum tej rodziny. Jej ojciec, Germanik, jest dowódcą wojskowym, który zjednał sobie żołnierzy odwagą i inteligencją. W wieku dwudziestu lat stał już na czele jednej z armii, w wieku dwudziestu siedmiu lat mianowano go konsulem, a w wieku lat trzydziestu dowodził ośmioma legionami; wykazywał się także talentem w dziedzinie pisania poezji i komedii.

Matka Agrypiny towarzyszy mężowi i wspiera go nawet w czasie kampanii wojennych. Przyczynia się do popularności Germanika, wysłuchując i pocieszając jego żołnierzy, opiekując się rannymi, a czasami nawet podejmując się dowodzenia armią w miejsce męża.

Gdy jej rodzice wracają do Rzymu jako zwycięzcy, mała Agrypina, która ma zaledwie osiemnaście miesięcy, już bierze udział w tryumfalnym wkroczeniu do miasta, a lud wita ją owacjami. Dziecko pozostaje w Rzymie, gdy rodzice wyruszają na kolejną kampanię. Nigdy więcej nie ujrzy już swojego ojca, który umrze w Antiochii w październiku roku 19 – prawdopodobnie otruty na rozkaz Tyberiusza, który obawiał się, że Germanik, cieszący się wielkim autorytetem w armii, zostanie ustanowiony cesarzem.

Wdowie i dzieciom pozostał z chwały Germanika jedynie pełen nostalgii szacunek ze strony Rzymian. Wszyscy żałowali, że zmarły nie został cesarzem, a jednocześnie uważano, że jego rodzina nie odegra już ważnej roli w historii. Tylko cesarz Tyberiusz poważnie się tego obawia, znowu on: wie, jak bardzo jest niepopularny, i obawia się, że ktoś będzie próbował go obalić i zastąpić jednym z synów tak idealizowanego Germanika, którego tajemnicza śmierć jeszcze przysporzyła mu sławy… Obawy Tyberiusza przybierają na sile, gdy umiera jego własny syn. Wtedy władca zdaje sobie sprawę, że dzieci Germanika mogą się legalnie ubiegać o sukcesję po nim, aby stanąć na czele imperium – tym bardziej że wdowa po Germaniku w tym samym czasie prosi o zgodę na ponowne małżeństwo. Tyberiusz wywnioskował, że wybrała mężczyznę, którego zamierza wynieść do władzy w oczekiwaniu, aż jeden z jej synów osiągnie wiek pozwalający na przejęcie rządów. Przerażony cesarz zakazuje zawarcia tego związku i wykorzystuje ten pretekst, aby oddalić wdowę po Germaniku: wysyła ją wraz dziećmi do rezydencji nieopodal Herkulanum. Jedyną osobą, która nie wzbudzała jego podejrzeń, była młoda Agrypina: wyobrażał sobie, że wystarczy wydać ją za mąż, aby się jej pozbyć…

Małżeństwo Agrypiny

Na rozkaz Tyberiusza Agrypina wyszła za mąż po raz pierwszy w wieku trzynastu lat. Nie protestowała, gdyż mimo młodego wieku dostrzegała korzyści z tego związku: jej mąż, Gnejusz Domicjusz Ahenobarbus, jeden z jej dalekich kuzynów, był co prawda znacznie od niej starszy (miał około czterdziestu pięciu lat) i miał reputację brutala, pijaka i libertyna, wdał się w romans z własną siostrą, ale dla Agrypiny ważne było tylko to, że był bardzo bogaty, mieszkał w Rzymie przy prestiżowej Via Sacra i posiadał wiele willi rozsianych aż do południowych krańców Italii. To pozwalało jej korzystać z jego bogactwa, a jednocześnie przebywać daleko od niego.

Faktycznie małżonkowie zamieszkali razem dopiero cztery lata później, kiedy to Tyberiusz ponownie mianował Gnejusza konsulem. Zgodnie z konwenansem para miała zaszczycać swoją obecnością bankiety i igrzyska, co musiało dostarczać Agrypinie rozrywki i schlebiać jej.

Dopiero jednak po dziewięciu latach urodziła swojemu mężowi potomka. Jej jedyne dziecko przyszło na świat 15 grudnia 37 roku, po śmierci Tyberiusza, gdy na czele imperium stanął Kaligula, jeden z braci Agrypiny. Chłopcu nadano imię Lucjusz Domicjusz Ahenobarbus. Gdy ojciec dowiedział się o tych na­rodzinach, wykrzyknął, że z niego i z Agrypiny „mogło się naro­dzić jedynie coś odrażającego i zgubnego dla państwa!”. Rzeczywiście, znacznie później dziecko to zyskało ponurą sławę, przechodząc do historii pod pseudonimem Neron…

Agrypina myśli bardziej pozytywnie: bierze pod uwagę fakt, że władzę sprawuje właśnie jej brat Kaligula, który nie ma dzieci, a więc gdyby umarł przed poczęciem lub adopcją potomka, przyszły Neron mógłby sięgnąć po władzę…

Zresztą już teraz kobieta zajmuje nieoczekiwaną pozycję w imperium, gdyż Kaligula, nie będąc żonaty, przyznał honorowe miejsce swoim trzem siostrom, z których Agrypina była najstarsza, a Julia Druzylla była jego ulubienicą, najwyraźniej ze względu na kazirodcze relacje. Wszystkie trzy umieścił nawet na rewersie monet ze swoim wizerunkiem. Agrypina docenia ten zaszczyt, jednocześnie obiecując sobie, że któregoś dnia tylko jej profil znajdzie się na rzymskich sestercjach…

Gwałtowny gniew wezbrał w niej w momencie, gdy dowiedziała się, że Kaligula, zdecydowanie zbyt przywiązany do swojej siostry Julii Druzylli, ją właśnie wyznaczył na spadkobierczynię fortuny i imperium. Parę dni później, w czerwcu 38 roku, Julia Druzylla umiera w bardzo dogodnym momencie, w wieku zaledwie dwudziestu dwóch lat, pozostawiając w rozpaczy brata, który już wcześniej cierpiał na bezsenność i napady lęku.

Agrypina decyduje się na kontynuowanie kariery za kulisami władzy, doprowadzając do śmierci Kaliguli, zanim ten wybierze innego następcę. Jeśli nikt nie zostanie wyznaczony, tym, który ma przejąć władzę, będzie Marek Emiliusz Lepidus, wdowiec po Julii Druzylli. Agrypina podejrzewa, że jeśli triumwir bez słowa sprzeciwu znosił liczne upokorzenia ze strony żony i szwagra, to robił to w nadziei, że pewnego dnia zasiądzie na tronie. Widzi w nim pokrewną duszę i aby zapewnić sobie jego współudział w zamordowaniu cesarza, zostaje kochanką Lepidusa.

Niestety Kaligula dowiaduje się o planowanym zamachu na jego życie. Przejmuje listy wymieniane między kochankami­-spiskowcami i gdy tylko ma w ręku dowód winy Lepidusa, każe go stracić. Agrypina zostaje skazana na publiczne noszenie prochów kochanka przez Rzym, po czym jej majątek zostaje skonfiskowany, a ona sama trafia na zesłanie na wyspę Ponza. Nie pozwolono jej nawet zabrać syna: młody Neron zostaje pod opieką ojca, a gdy ten rok później umiera na wodną puchlinę, dziecko trafia do ciotki ze strony ojca. Chociaż ciotka ta zawsze nienawidziła Agrypiny, którą uważała za agresywną manipulantkę, przywiązuje się do przyszłego cesarza i wychowuje go jak własnego syna; jest przekonana, że pozbyła się Agrypiny, która jej zdaniem powinna pozostać na wyspie do końca życia.

Oczywiście kobieta jest w błędzie, bo Agrypina, nawet z daleka, już przygotowuje swój powrót. Jest na bieżąco informowana o wszystkim, co dzieje się w Rzymie. W styczniu 41 roku jako jedna z pierwszych dowiaduje się, że Kaligulę zamordowała jego własna straż przyboczna, która nie mogła już znieść jego kapryśnego okrucieństwa. Agrypina spodziewała się, że stanie się to wcześniej czy później, jednak zaskoczyła ją wiadomość, że żołnierze na nowego cesarza wybrali jej wuja Klaudiusza… z braku lepszego kandydata! Klaudiusza zawsze uważano w rodzinie za głupca; wydawał się niezdolny do rządzenia imperium (i może właśnie dlatego spiskowcy go do tej roli wybrali?) i nawet nie knuł intryg, aby osiągnąć zaszczyty, których, jak sam uważał, nie był godny.

Agrypina natychmiast pisze do niego z gratulacjami, a przy okazji błaga o łaskę. Nalega tak długo, aż w końcu Klaudiusz pozwala na jej powrót do Rzymu i nawet zwraca jest skonfiskowane dobra. Wszystkie nadzieje ożywają – pod warunkiem, że w zapomnienie odejdzie jej piętno jako kobiety cudzołożnej. W tym celu Agrypina musiała się wykazać statusem szanowanej zamężnej kobiety, dlatego też najpierw odzyskała syna od swojej byłej szwagierki, a następnie zaczęła szukać nowego męża. Idealnym kandydatem wydawał się wuj Klaudiusz: nie tylko cesarz, ale także człowiek dosyć kruchy i podatny na wpływy. Przeszkodą była jego młoda małżonka Messalina, która właśnie urodziła mu drugie dziecko.

Uwagę Agrypiny zwraca więc senator Serwiusz Sulpicjusz Galba, konsul, gubernator Akwitanii i dowódca legionów. Równie błyskotliwy, co odważny, cieszy się szacunkiem armii. Agrypina intuicyjnie wyczuwa, że byłby godny rządzenia Rzymem, zwłaszcza gdyby to ona była jego doradczynią2. Jednak on też jest już żonaty. Gdy żądna władzy kobieta szepcze mu w sekrecie, że mógłby się rozwieść, aby ożenić się z nią, on nie tylko odrzuca tę propozycję, ale opowiada o tym żonie, co sprawia, że dowiaduje się o tym również jego teściowa. Ta publicznie obra­ża i policzkuje Agrypinę, co jeszcze wyraźniej stygmatyzuje ją w oczach surowych Rzymian z dobrych rodów… Agrypina jednak jest niezrażona i nie rezygnuje ze swoich planów awansu społecznego.

Jej uwaga zwraca się ku kolejnej postaci – to Gajusz Salustiusz Kryspus Pasjen. Zanim został mianowany konsulem, udzielał się już jako adwokat. Nie ma takiej charyzmy jak Galba, ale za to jest niesamowicie bogaty. Uroda i przebojowość Agrypiny oczarowały go do tego stopnia, że natychmiast się rozwodzi (tak, on także był żonaty), aby jak najszybciej móc się z nią ożenić. Dzięki nowej pozycji szanowanej mężatki Agrypina może teraz afiszować się w Rzymie.

Korzysta z sytuacji i pokazuje się na dworze cesarskim swojego wuja Klaudiusza, udając, że nie dostrzega nieufności, jaką wzbudza w jego żonie, zmysłowej Messalinie.

Messalina jest piękna, znacznie młodsza od męża i urodziła mu dwoje dzieci, w tym syna, tak więc Agrypina nie może liczyć na zajęcie jej miejsca. Chyba że… nasza bohaterka jest pełna oburzenia, gdy słyszy krążące po Rzymie opowieści o niemoralnych czynach, których bezkarnie dopuszcza się Messalina. Wydaje się, że tylko sam cesarz nie wie, że jego żona zaczęła od wielokrotnych romansów pozamałżeńskich, a następnie spraszała swoich ulubieńców na upojne bachanalia. Niektóre noce spędzała nawet w domu uciech w Suburrze. Krąży opowieść, że odważyła się rzucić wyzwanie pewnej prostytutce, przechwalając się, że w ciągu jednego dnia jest w stanie zaspokoić więcej kochanków niż ona…

Agrypina uważa, że znacznie lepiej odnalazłaby się w roli cesarzowej. Ponadto potrafiłaby udzielać Klaudiuszowi porad dotyczących polityki… Krótko mówiąc, po sześciu latach małżeństwa Kryspus Pasjen, jej drugi mąż, umiera pod pełnymi wątpliwości spojrzeniami lekarzy po spożyciu jednego z produktów, w który Agrypina zaopatrzyła się u Lokusty, galijskiej trucicielki, dyskretnie jej pomagającej… Oto kobieta po raz drugi zostaje wdową, wolną i teraz bardzo bogatą.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji

Przypisy

1 W prawie polskim brak jest wyodrębnionego typu czynu zabronionego określanego jako „trucicielstwo”. Odpowiadają mu przede wszystkim przepisy o zabójstwie (art. 148 k.k.), ciężkim uszczerbku na zdrowiu (art. 156 k.k.) oraz narażeniu na niebezpieczeństwo utraty życia (art. 160 k.k.) – przyp. red.
2 Intuicja Agrypiny jest trafna, gdyż nieco później, po śmierci Nerona, to Galba zostaje jego następcą jako imperator.

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Wstęp. Trucicielstwo w historii

Agrypina (15–59 po Chr.)

Przypisy

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Prawa autorskie

Ces femmes qui tuent © L’Archipel, 2025

All rights reserved

Copyright for this edition © Wydawnictwo WAM, 2026

Opieka redakcyjna: Agnieszka Mazur

Redakcja: Agnieszka Zielińska

Korekta: Urszula Kosobudzka, Monika Karolczuk

Projekt okładki: Anna Jamróz

Skład i łamanie: Karolina Korbut

EPUB ISBN 978-83-277-4816-4

MOBI ISBN 978-83-277-4817-1

MANDO

ul. Kopernika 26 • 31-501 Kraków

tel. 12 62 93 200

www.mando.pl

DZIAŁ HANDLOWY

tel. 12 62 93 254-255

e-mail: [email protected]

Opracowanie ebooka: Katarzyna Błaszczyk