Rozmowy z seryjnymi mordercami. Żony i kochanki - Christopher Berry-Dee - ebook + książka

Rozmowy z seryjnymi mordercami. Żony i kochanki ebook

Berry-Dee Christopher

3,3

Opis

Sprawiał, że codziennie się uśmiechałam. Miałam idealnego męża, idealne życie. Uwielbiałam go.

JUDITH MAWSON O SERYJNYM MORDERCY GARYM RIDGWAYU

Jestem jedyną osobą, która nie miała o niczym pojęcia. Zastanawiam się, dlaczego nikt mi nie powiedział, co się działo pod moim nosem.

JULIE BAUMEISTER O SERYJNYM ZABÓJCY HERBERCIE BAUMEISTERZE

Christopher Berry-Dee, brytyjski kryminolog i dziennikarz, autor bestsellerów o słynnych seryjnych mordercach, analizuje psychikę partnerek, żon i kochanek zbrodniarzy. Większość z nich nie miała pojęcia, że żyje pod jednym dachem z potworami. Jak to możliwe? Czy kobiety ponoszą winę, że niczego nie dostrzegły? A może seryjni mordercy mają w sobie coś szczególnego, co pozwala im wprowadzić w błąd nawet najbliższe osoby?

Bogate doświadczenie kryminologiczne autora, który przeprowadził wywiady z przeszło trzydziestoma seryjnymi zabójcami i ich bliskimi, sprawia, że udziela on fascynujących odpowiedzi na te pytania.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 261

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,3 (15 ocen)
2
3
9
0
1
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Voncohn

Całkiem niezła

Byłaby to piekielnie ciekawa książka, gdyby nie ten chaos i biegunka myśli, które napędzają autora…
10
dabrowskaczyta

Całkiem niezła

Ja lubię książki o seryjnych mordercach. Niestety tą książką mniej mi się podobała. Powtarza się dużo elementów z poprzednich książek. Jestem osobą, która nie lubi czytać tego samego cały czas. A tu było nawiązywanie do tych samych morderców co w poprzednich książkach. Moim zdaniem książka mogłabym bardziej poświęcona żonom i kochanką anie nie grały one tu drugoplanową rolę.
00

Popularność




Podziękowania

Ach, jakże jestem wam wdzięczny… Wielu auto­rów zaj­muje się tą kwe­stią po zakoń­cze­niu pracy nad książką, dzię­kuje człon­kom rodziny, przy­ja­cio­łom i kole­gom, a cza­sem przy­pad­ko­wym oso­bom, z któ­rymi zetknęli się w cza­sie pracy.

Nie­kiedy zamiesz­czam w książ­kach obszerne podzię­ko­wa­nia, cza­sem uwa­żam, że wystar­czą te zawarte w tek­ście, albo publi­kuję krótki tekst, może na jedną stronę. Przede wszyst­kim chciał­bym prze­ka­zać wyrazy wdzięcz­no­ści wszyst­kim Czy­tel­ni­kom, byłym i obec­nym, ponie­waż bez was żaden autor ni­gdy nie opu­bli­ko­wałby żad­nej książki, a wydawcy szybko by zban­kru­to­wali.

Moja kariera pisar­ska roz­po­częła się w latach dzie­więć­dzie­sią­tych XX wieku. Mam dług wdzięcz­no­ści wobec swo­ich wydaw­ców. Wymie­niam nazwy naj­waż­niej­szych firm: W.H. Allen, Smith Gry­phon, John Blake Publi­shing, obec­nie Bon­nier Books UK, a nie­dawno rów­nież Ad Lib. Dzię­kuję za wspar­cie i zachętę, jestem wdzięczny redak­to­rom, spe­cja­li­stom od mar­ke­tingu i praw­ni­kom, któ­rzy poma­gali mi w dobrych i złych chwi­lach. Bar­dzo cenię waszą pomoc – przyj­mij­cie moje ser­deczne podzię­ko­wa­nia.

* * *

Moim men­to­rem był Robin Odell, zna­ko­mity histo­ryk i dzien­ni­karz spe­cja­li­zu­jący się w repor­ta­żach kry­mi­nal­nych. Naj­droż­szy przy­ja­ciel John Blake jest moim lojal­nym wydawcą od sie­dem­na­stu lat. Muszę rów­nież wymie­nić obec­nego redak­tora naczel­nego, Johna Buchana, imien­nika pierw­szego barona Twe­ed­smuir, kawa­lera licz­nych orde­rów i autora sław­nej powie­ści szpie­gow­skiej The Thirty-Nine Steps.

Cóż, zakoń­czy­łem podzię­ko­wa­nia – uprze­dza­łem, że będą krót­kie. A zatem, z bożą pomocą, do dzieła.

Wstęp

Drogi życia róż­nych osób dziw­nie się ze sobą sty­kają, kil­ka­krot­nie zmie­niają kie­ru­nek, aż wresz­cie łączą się w ocze­ki­wa­niu na to, co przy­nie­sie prze­zna­cze­nie.

ANN RAE RULE (1931–2015), AME­RY­KAŃ­SKA PISARKA SPE­CJA­LI­ZU­JĄCA SIĘ W TEMA­TYCE KRY­MI­NAL­NEJ1

Tema­tem tej książki jest głów­nie cier­pie­nie, choć poja­wią się rów­nież ele­menty humo­ry­styczne. Mroczna histo­ria prze­stęp­czo­ści to przede wszyst­kim dzieje krwa­wych zabójstw, śmierć nie­win­nych męż­czyzn, kobiet i dzieci. Zanim zaczniemy naszą opo­wieść, powin­ni­śmy pomy­śleć o ich rodzi­nach, naj­bliż­szych krew­nych, przy­ja­cio­łach oraz kole­gach i kole­żan­kach pogrą­żo­nych w żało­bie. Śmierć jest nama­calna, żal nie.

Wiele lat temu napi­sa­łem z Robi­nem Odel­lem książkę Lady­kil­ler – póź­niej wydaną pod zmie­nio­nym tytu­łem Prime Suspect. Była ona poświę­cona bry­tyj­skiemu zabójcy Joh­nowi Davi­dowi Guise’owi Can­na­nowi, który stop­niowo sta­wał się seryj­nym mor­dercą. Dosko­nale pamię­tam przej­mu­jące, bole­sne słowa jed­nej z jego ofiar, która prze­żyła, Sha­ron Major (nazwi­sko zmie­nione z przy­czyn praw­nych):

Wiem, że to, co mi zro­bił, było wstrętne, ale ma w sobie dobro, które pró­buje się ujaw­nić.

SHA­RON MAJOR W CZA­SIE WYWIADU PRZE­PRO­WA­DZO­NEGO PRZEZ AUTORA W BRI­STOLU W 1992 ROKU

John Can­nan – główny podej­rzany w spra­wach mor­derstw Suzy Lam­plugh w połu­dnio­wym Lon­dy­nie i San­dry Court w Poole w Dor­set w 1986 roku – odsia­duje karę doży­wot­niego wię­zie­nia; w chwili pisa­nia tej książki prze­bywa z zakła­dzie kar­nym Full Sut­ton w hrab­stwie York. Ofiary, które oca­lały, w dal­szym ciągu cier­pią wsku­tek traumy wywo­ła­nej doko­na­nymi przez niego gwał­tami i zabój­stwami. Wkrótce wró­cimy do Sha­ron Major. Jej histo­ria zmrozi wam krew w żyłach – jest rów­nie chłodna jak zimowy dzień.

Stu­diuję mor­der­stwa i piszę o nich od około trzy­dzie­stu lat. Roz­ma­wia­łem twa­rzą w twarz i kore­spon­do­wa­łem z trzy­dzie­stoma seryj­nymi mor­der­cami, maso­wymi mor­der­cami, zabój­cami dzia­ła­ją­cymi w amoku i ludźmi, któ­rzy pozba­wili życia jedną osobę. Pomo­głem roz­wi­kłać kilka zaga­dek kry­mi­nal­nych, zwłasz­cza w Tek­sa­sie, Con­nec­ti­cut i Roche­ster w sta­nie Nowy Jork, więc mam sporą wie­dzę o seryj­nych mor­der­cach i psy­chice potwo­rów. W trak­cie mojej dłu­giej wędrówki śla­dami zbrodni spo­tka­łem pogrą­żone w żało­bie rodziny, które stra­ciły uko­cha­nych bli­skich. Widzia­łem łzy nie­win­nych kobiet, cza­sem męż­czyzn, ludzi nie­świa­do­mie śpią­cych w jed­nym łóżku z potwo­rami. Bestia chra­pała, part­nerka czuła zapach jej odde­chu, zupeł­nie nie zda­jąc sobie sprawy, że mąż lub kocha­nek to chory, zde­ge­ne­ro­wany psy­cho­pata, prze­ra­ża­jący potwór.

Nie chcę, by na początku książki Czy­tel­nicy zaczęli się zasta­na­wiać, czy ich part­ner, mąż lub żona, jest złym czło­wie­kiem. Czy mógł­bym coś takiego suge­ro­wać? To zupeł­nie nie w moim stylu, ale po prze­czy­ta­niu tej książki może­cie się nad tym głę­biej zasta­no­wić… Zostawmy na razie ten temat. Piszę o oso­bach, które naprawdę spały z potwo­rami. Przy­po­mnijmy sobie film z 1991 roku zaty­tu­ło­wany Sypia­jąc z wro­giem, w któ­rym wystą­pili Julia Roberts i Patrick Ber­gin. Mor­dercy, zawsze noszący maski nor­mal­no­ści, są wro­gami spo­łe­czeń­stwa. Psy­cho­pa­tyczny mąż Julii Roberts wydaje się praw­dzi­wym kosz­ma­rem. Jed­nak takie prze­ży­cia to codzien­ność; doświad­czają ich setki nie­win­nych kobiet, które nagle z prze­ra­że­niem zdają sobie sprawę, że spały z męż­czy­zną ukry­wa­ją­cym przed nimi przez dekady swoją sekretną, per­wer­syjną naturę.

Niniej­sza książka uświa­domi Czy­tel­ni­kom, czym jest praw­dziwy kosz­mar, po któ­rym nie można się spo­koj­nie obu­dzić w cie­płym łóżku. O nie! Jego zakoń­cze­nie to wale­nie poli­cji w drzwi o poranku i prze­ra­że­nie dzieci.

Tak, czy­ta­cie gazety i oglą­da­cie tele­wi­zję, gdzie poja­wiają się wia­do­mo­ści o seryj­nych mor­der­cach. Sły­sze­li­ście o Den­ni­sie Lyn­nie Rade­rze, zna­nym jako „BTK”; dzia­łał w latach 1974–1991, po czym został aresz­to­wany. Zabił czter­dzie­ści osób, może nawet wię­cej, ale wiódł szczę­śliwe życie rodzinne i miał dwoje dzieci. Jego żona Paula ni­gdy niczego nie podej­rze­wała. Pomy­śl­cie o Pete­rze Sutc­lif­fie, „Roz­pru­wa­czu z York­shire”, który napadł na dwa­dzie­ścia dwie kobiety. Dzie­więć odnio­sło rany, a trzy­na­ście zgi­nęło – och, to zabawne, ale zmarł w pią­tek 13 listo­pada 2020 roku, a jego ostat­nie słowa brzmiały: „Nie prze­żyję tego dnia”. Jak się prze­ko­namy, żona tego potwora, Sonia, rów­nież niczego nie podej­rze­wała. Wyobraź­cie sobie, że do Waszego domu nagle wpa­dają poli­cjanci z wycią­gnię­tymi pisto­le­tami i wycią­gają z łóżka męża, który zaklina się, że jest nie­winny: był prze­cież głę­boko reli­gijny, uczci­wie pra­co­wał jako kie­rowca cię­ża­rówki, choć odzna­czał się nar­cy­zmem. Po kilku godzi­nach, cią­gle nie mogąc się otrzą­snąć z szoku, dowia­du­je­cie się, że mąż został oskar­żony o wie­lo­krotne zabój­stwa sek­su­alne. Jak to przy­jąć do wia­do­mo­ści?

Nie­zli­czone żony i part­nerki są oszu­ki­wane dzień po dniu: jedzą rano owsiankę z mężem, który poprzed­niego wie­czoru wró­cił póź­niej do domu i poda­wał absur­dalne wyja­śnie­nia. Miał dżinsy roz­darte w kroku, dziw­nie pach­niał, a rano zaczął war­czeć na dzieci, bo był w złym humo­rze. Póź­niej oka­zuje się zde­pra­wo­wa­nym seryj­nym mor­dercą. A one oczy­wi­ście nie miały o niczym poję­cia! Żony, part­nerki i rodzice tych bestii są takimi samymi ofia­rami jak zamor­do­wani ludzie pocho­wani w zapa­da­ją­cych się mogi­łach. Trzeba też pamię­tać o zroz­pa­czo­nych krew­nych, któ­rzy mają na zawsze zła­mane serca. Nie wolno zapo­mi­nać o ich cier­pie­niach.

Jest jesz­cze coś, o czym na pewno już wie­cie: tysiące kobiet i męż­czyzn zaleca się do tych potwo­rów, gdy znaj­dują się za kra­tami. Podzi­wiają ich, uwiel­biają. Seryjni mor­dercy czę­sto mają dzie­siątki fanek piszą­cych im co tydzień suge­stywne ero­tycz­nie listy. Jeden z nich, Keith Hun­ter Jesper­son, znany jako „Uśmiech­nięta Buźka”, wysłał do mnie kie­dyś list jed­nej z wiel­bi­cie­lek. Prze­chwa­lał się: „Widzisz ten czer­wony ślad, Chri­sto­phe­rze? To nie szminka, tylko krew mie­siącz­kowa. Dziew­czyna jest młoda i ładna”.

Odwie­dzi­łem z ekipą fil­mową Micha­ela Bruce’a Rossa (1959–2005), seryj­nego mor­dercę z Con­nec­ti­cut, gdy prze­by­wał w poma­lo­wa­nej na brą­zowo celi śmierci w wię­zie­niu Somers. Uniósł plik listów od fanek i powie­dział ze śmie­chem: „Popatrz, Chri­sto­phe­rze, miłość, miłość, zawsze miłość. Nie­które są takie sek­sowne, że mastur­buję się czter­dzie­ści razy dzien­nie, myśląc o nich”. Umilkł i dodał nie­śmiało: „Dostaję od tego otarć na peni­sie”, po czym zaczął histe­rycz­nie chi­cho­tać. Uwiel­bia­jące go fanki zako­chały się w potwo­rze, który zamor­do­wał sie­dem mło­dych kobiet, w tym trzy uczen­nice. Dwie z nich, czter­na­sto­let­nia April Bru­nais i jej rówie­śniczka Leslie Shel­ley, zostały porwane, zgwał­cone i udu­szone w pobliżu Beach Pond, ogrom­nego zbior­nika wod­nego i tamy na rzece Pachaus, oddzie­la­ją­cej stany Rhode Island i Con­nec­ti­cut. W cza­sie prze­pro­wa­dzo­nego przeze mnie wywiadu Ross, póź­niej stra­cony, przy­znał, że po śmierci April odbył z nią sto­su­nek analny. Przy­znał rów­nież, że kil­ka­krot­nie wra­cał do roz­kła­da­ją­cych się zwłok, by się nad nimi mastur­bo­wać. Kiedy roz­ma­wia­łem z jego psy­cho­te­ra­peutką wię­zienną, młodą kobietą o nazwi­sku Anne Cour­noyer, potwier­dziła, że Ross nie­ustan­nie upra­wia mastur­ba­cję. Powie­dział o niej: „Gdy­bym miał oka­zję, zgwał­cił­bym i zabił rów­nież Anne”. W jed­nej z moich ksią­żek opu­bli­ko­wano foto­gra­fię wyko­naną w chwili, gdy roz­ma­wiam z Ros­sem przez kratę celi śmierci. Popa­trz­cie na zado­wo­lony uśmiech na twa­rzy tego potwora. Wyglą­dał jak typowy ame­ry­kań­ski młody czło­wiek, sym­pa­tyczny oku­lar­nik miesz­ka­jący w sąsiedz­twie – mógłby uma­wiać się na randki z waszą córką.

W tej książce sku­piam uwagę na kobie­tach i męż­czy­znach, któ­rzy sypiali z potwo­rami. Ich nie­spo­ty­kane rela­cje zła­mią wam serce. Ale to nie wszystko: ana­li­zuję rów­nież pokrę­coną, amo­ralną psy­chikę fanek mor­der­ców, które marzą, by mieć dziecko z psy­cho­patą zabi­ja­ją­cym dzieci.

Jak cię kocham? Pocze­kaj – wszystko ci wyłożę.

ELI­ZA­BETH BAR­RETT BROW­NING (1806–1861), SONET 432

Mój styl pisar­ski się roz­wi­jał, a wraz z nim – zna­jo­mość ludz­kiej psy­chiki. Mam wra­że­nie, że odby­łem długą podróż w mroczne, tajem­ni­cze rejony – w otchłań. W niniej­szej książce, podob­nie jak w wielu poprzed­nich, pró­buję zaj­rzeć w głąb umy­słów zabój­ców, tym razem także osób, które nagle poznały prze­ra­ża­jącą prawdę – że przez długi czas utrzy­my­wały intymne rela­cje z potwo­rami, w ogóle nie zda­jąc sobie z tego sprawy.

Posta­ram się, by w każ­dym roz­dziale docho­dziło do inte­rak­cji mię­dzy mną a Czy­tel­ni­kami: będziemy razem badać poszcze­gólne przy­padki, zga­dzać się ze sobą albo nie. Prze­ana­li­zu­jemy, w jaki spo­sób potwory świet­nie się maskują, dopóki kosz­marna prawda nie wyj­dzie wresz­cie na jaw.

CHRI­STO­PHER BERRY-DEE,

WIELKA BRY­TA­NIA I EL NIDO, FILI­PINY

Sharon Major i John David Guise Cannan (Wielka Brytania)

Niech fałsz lic: uśmiech piękny i godziwy, W fał­szy­wym sercu kryje czyn straszliwy.

WIL­LIAM SHA­KE­SPE­ARE, MAK­BET (1606), AKT I, SCENA 73

Jeśli ktoś jest praw­dzi­wym potwo­rem, to na pewno John David Guise Can­nan. Opi­szę, co zro­bił Sha­ron Major. Ludzie pró­bu­jący uspra­wie­dli­wiać dzia­ła­nia takich mor­der­ców zmie­nią zda­nie; mam nadzieję, że niniej­szy roz­dział spo­wo­duje, że wielu kobie­tom spadną łuski z oczu. Mogłoby to spo­tkać każdą z nich.

Prze­pro­wa­dze­nie wywiadu z Sha­ron nie było łatwe, ponie­waż wie­działa, że piszę obszerną książkę o Can­na­nie i pro­wa­dzę z nim kore­spon­den­cję. Z tego powodu była zde­ner­wo­wana i drżała na całym ciele, gdy w końcu, po kilku mie­sią­cach wymiany listów, w 1992 roku spo­tka­li­śmy się na lun­chu nad brze­giem morza w Bri­stolu. Wiele kobiet, a także męż­czyzn doznało strasz­li­wych cier­pień z rąk potwo­rów mają­cych obse­sję na punk­cie seksu. Ich spo­kojne życie sta­nęło na gło­wie, ni­gdy nie byli w sta­nie zapo­mnieć o trau­mie fizycz­nej i psy­chicz­nej. Z tego powodu dzię­kuję ci, Sha­ron – twoją histo­rię poznają tysiące Czy­tel­ni­ków. Mam nadzieję, że wezmą sobie do serca twoje słowa. Nie­chaj cię Bóg bło­go­sławi.

Sha­ron – mająca około stu sześć­dzie­się­ciu pię­ciu cen­ty­me­trów wzro­stu, szczu­pła, lecz nie kan­cia­sta, ele­gancko ubrana, z dość dłu­gimi jasnymi wło­sami i otwartą, przy­ja­zną twa­rzą – oka­zała się wesoła i nie­zwy­kle sym­pa­tyczna, więc natych­miast zro­zu­mia­łem, dla­czego spodo­bała się gład­kiemu, lizu­sow­skiemu Joh­nowi Can­na­nowi. W 1980 roku skoń­czyła trzy­dzie­ści dwa lata i roz­po­czął się tra­giczny etap jej życia.

Histo­rię zbrodni Can­nana i jego bio­gra­fię może­cie prze­czy­tać w mojej książce Prime Suspect; dużo infor­ma­cji o nim znaj­duje się też w inter­ne­cie. W 1979 roku porzu­cił żonę i córkę. Miał wów­czas dwa­dzie­ścia sześć lat, był pod­rzęd­nym pra­cow­ni­kiem salonu samo­cho­do­wego, dużo pił i pro­wa­dził oży­wione życie towa­rzy­skie. Uwa­żał się za wspa­nia­łego kochanka, przed któ­rym kobiety powinny padać na kolana, ale coraz wię­cej pił i dopu­ścił się kilku kra­dzieży. Był bez gro­sza.

[John] był naj­przy­stoj­niej­szym męż­czy­zną, któ­rego spo­tka­łam, i natych­miast poczu­łam do niego pociąg fizyczny […]. Śmia­li­śmy się, żar­to­wa­li­śmy i posta­no­wi­li­śmy się spo­tkać po pracy.

SHA­RON MAJOR W ROZ­MO­WIE Z AUTO­REM

W lutym 1980 roku w walen­tynki Can­nan myślał, że wygrał los na lote­rii. Wszedł non­sza­lancko do sklepu z alko­ho­lem w Sut­ton Cold­field, rze­komo zamie­rza­jąc nabyć skrzynkę wina. Kom­pletna bzdura – nie miał ani gro­sza! Zna­jąc jego modus ope­randi, podej­rze­wam, że wcze­śniej zauwa­żył Sha­ron, gdy mijał sklep, w któ­rym pra­co­wała jako eks­pe­dientka. Spodo­bała mu się i pró­bo­wał ją pode­rwać pod byle pre­tek­stem. Kiedy nawią­zali zna­jo­mość, wyko­rzy­stał kolejną ze swo­ich ulu­bio­nych sztu­czek: wysłał jej bukiet róż. Wpa­dła w zachwyt i była ocza­ro­wana. Róże? Ach, prze­pra­szam, zapo­mnia­łem wspo­mnieć, że zdo­był na nie pie­nią­dze, obra­bo­wu­jąc kilka dni wcze­śniej sta­cję ben­zy­nową.

Wydaje się to począt­kiem filmu w stylu Pięć­dzie­się­ciu twa­rzy Greya, prawda? W cza­sie pierw­szej randki Sha­ron poin­for­mo­wała Johna, że jest mężatką, ma dwoje dzieci i zamie­rza się roz­wieść, choć na razie mieszka z mężem pod jed­nym dachem. Dobrze ubrany łgarz oświad­czył, że jest roz­wie­dziony z żoną, June (w owym cza­sie było to nie­prawdą). Dodał, że pra­cuje jako „mene­dżer” w miej­sco­wym salo­nie samo­cho­do­wym, co rów­nież nie było zbyt ści­słe, ponie­waż jego obo­wiązki pole­gały głów­nie na myciu samo­cho­dów, sprzą­ta­niu sklepu, a także parze­niu kawy i her­baty.

Kiedy ojciec Can­nana – to on w rze­czy­wi­sto­ści zarzą­dzał salo­nem samo­cho­do­wym – dowie­dział się o roman­sie poza­mał­żeń­skim syna, zde­cy­do­wa­nie go potę­pił. John napi­sał do mnie póź­niej, że ojciec potrak­to­wał go „wynio­śle”. Doszło do awan­tury. John odszedł z pracy, po czym zosta­wił żonę i dzieci na lodzie. Samo­chód sto­jący na par­kingu salonu może lśnić jak nowy, lecz kiedy zado­wo­lony nabywca odjeż­dża, auto roz­pada się na kawałki – wszy­scy sły­sze­li­śmy podobne histo­rie. Wła­śnie to spo­tkało Sha­ron Major, gdy poznała rze­komo olśnie­wa­ją­cego Johna Can­nana: on rów­nież oka­zał się pod­ra­so­wa­nym gru­cho­tem.

John spa­ko­wał manatki i wpro­wa­dził się do Sut­ton House przy Che­ster Road w Erding­ton. Wcze­śniej zatrzy­my­wał się w tym miej­scu z kil­koma panien­kami pode­rwa­nymi w noc­nych klu­bach Bir­ming­ham; w swo­jej obszer­nej kore­spon­den­cji ze mną nie spre­cy­zo­wał, jakie to były lokale, ale cheł­pił się: „Odwie­dza­łem modne kluby Bir­ming­ham. Sta­wia­łem dziew­czy­nom drinki, mówi­łem, że je kocham, że są naj­wspa­nial­sze na świe­cie, i zabie­ra­łem je do Sut­ton House na tanią noc pełną namięt­no­ści, o któ­rej można szybko zapo­mnieć”.

Dzię­ku­jemy ci, John, za to wyzna­nie – dobrze je zapa­mię­tamy!

Can­nan, noto­ryczny pod­ry­wacz, był w tara­pa­tach finan­so­wych, jed­nak udało mu się omo­tać Sha­ron i zaczęli się regu­lar­nie widy­wać. W kwiet­niu 1980 roku opu­ścił Sut­ton House, a następ­nie zamiesz­kał z Sha­ron i jej dziećmi, ponie­waż mąż się wypro­wa­dził, robiąc miej­sce dla intruza. Zwra­cam się szcze­gól­nie do Czy­tel­ni­czek: czy nie wyczu­wa­cie w tym niczego podej­rza­nego? Cheł­pliwy ele­gant, lowe­las, rze­komy mene­dżer salonu samo­cho­do­wego nie ma przy­zwo­itego miesz­ka­nia, prze­wozi nędzne bagaże do domu Sha­ron i zaczyna na niej paso­ży­to­wać. Co o tym sądzić?

Zaczy­namy coraz lepiej rozu­mieć Can­nana, nie­udacz­nika, który wkrótce miał stać się mor­dercą. Mimo to wydaje się, że w ciągu następ­nych sze­ściu mie­sięcy jego rela­cje z Sha­ron ukła­dały się nie­źle. Zna­lazł się w wygod­nej sytu­acji: miał dach nad głową i rodzinę zło­żoną z Sha­ron i dwojga dzieci, czte­ro­let­niego chłopca i sze­ścio­let­niej dziew­czynki. Punk­tu­al­nie dosta­wał posiłki i cze­kało na niego cie­płe łóżko.

John, naprawdę wygra­łeś los na lote­rii. Mia­łeś świetną oka­zję, by znowu wyjść na ludzi. Pro­szę, nie zepsuj tego, dobrze?

„Nie­zwy­kle poważ­nie trak­to­wa­łem swoją rolę przy­bra­nego ojca” – napi­sał do mnie. „Cza­sem kupo­wa­łem dzie­ciom zabawki i zabra­łem chłopca na mecz pił­kar­ski mię­dzy dru­ży­nami Aston Villa i Bir­ming­ham City. […] Jedli­śmy ham­bur­gery – wspo­mi­nał – i nauczy­łem syna Sha­ron okre­śle­nia «jełop»”. Twier­dził, że dziew­czynka była lekko opóź­niona w roz­woju i że zapro­wa­dzili ją do spe­cja­li­sty w szpi­talu dzie­cię­cym.

„Jeź­dzi­li­śmy na wycieczki jak praw­dziwa rodzina, Chris, do Black­pool i rodzi­ców Sha­ron w Ilfra­combe, ale wszy­scy ojco­wie, praw­dziwi albo przy­brani, wie­dzą, że dostar­cza­nie dzie­ciom roz­ry­wek sporo kosz­tuje” – dodał melan­cho­lij­nie, po czym zaczął się chwa­lić: „W 1980 roku kupi­łem im na Boże Naro­dze­nie uży­wane rowery. Poma­lo­wa­łem je wła­sno­ręcz­nie, bo nie mia­łem pie­nię­dzy na nowe”.

Tak, tak, John. Dobrze wiemy, że kupi­łeś rowery za gro­sze. Pamię­tajmy, że Czy­tel­nicy nie mogą słu­chać two­ich wyznań w nie­skoń­czo­ność, więc lepiej przejdźmy do fak­tów: opo­wiedz, dla­czego zgwał­ci­łeś Sha­ron i o mało nie pobi­łeś jej na śmierć. Spo­dzie­wam się, że powiesz, że Sha­ron ponosi winę za roz­pad waszego związku. Powie­dzia­łeś mniej wię­cej to samo sędziemu Drake’owi, nim ska­zał cię na doży­wo­cie.

Gigan­tyczny wyda­tek na zakup dwóch uży­wa­nych rowe­rów dla dzieci był dopiero począt­kiem kło­po­tów finan­so­wych Can­nana. Sha­ron miała pracę, ale John stra­cił posadę, gdy bez pozwo­le­nia sko­rzy­stał z samo­chodu nale­żą­cego do firmy, w któ­rej zna­lazł zatrud­nie­nie. Dobra robota, John – dwu­krotne zwol­nie­nie dys­cy­pli­narne w ciągu dwóch lat to cał­kiem nie­zły rezul­tat jak na pra­cow­nika salo­nów samo­cho­do­wych. Poza tym Sha­ron zaczęła już rozu­mieć, kim jest jej olśnie­wa­jący kocha­nek.

Może nastą­piło to za późno. Przy­pad­kowo spo­tkała June, żonę Can­nana, z którą rze­komo się roz­wiódł. Gówno tra­fiło w wen­ty­la­tor; trudno to ina­czej nazwać. Nawią­zała roz­mowę z panią June Can­nan w miej­sco­wym mar­ke­cie sieci Safe­way i dowie­działa się, że cią­gle jest żoną Johna. W wózku sie­działa jego córeczka, mała Louise. Sha­ron nie spy­tała Johna, dla­czego ją okła­mał, ponie­waż „szu­kał innej pracy”. Zaczęła jed­nak rozu­mieć jego praw­dziwy cha­rak­ter. Póź­niej mówiła, że był „nie­zwy­kle wia­ry­godny i prze­ko­nu­jący”, co jest bar­dzo pospo­litą cechą socjo­pa­tów o skłon­no­ściach nar­cy­stycz­nych. Opi­sy­wała ich rela­cje sek­su­alne jako „nor­malne, zdrowe i aktywne”; twier­dziła, że Can­nan był „wyma­ga­ją­cym kochan­kiem, czę­sto zmie­nia­ją­cym sto­so­wane tech­niki”.

Po zakoń­cze­niu romansu powie­działa: „John był bar­dzo zain­te­re­so­wany sek­sem, ale ni­gdy nie sto­so­wał akce­so­riów ero­tycz­nych ani krę­po­wa­nia”. Póź­niej zmie­niła zda­nie i stwier­dziła, że nie odzna­czał się niczym szcze­gól­nym w łóżku. Oskar­żyła go o próbę wyko­rzy­sta­nia „pro­tez”, jak nazy­wał akce­so­ria ero­tyczne, i próbę odby­cia sto­sunku anal­nego. Jed­nak mówiła to długo po zakoń­cze­niu romansu.

Warto w tym miej­scu dokład­niej prze­ana­li­zo­wać psy­chikę Can­nana. „Czuły kocha­nek” był bar­dzo zazdro­sny – kolejna typowa cecha nar­cy­stycz­nych socjo­pa­tów/psy­cho­pa­tów, któ­rzy prze­rzu­cają na innych winę za wła­sne nie­do­cią­gnię­cia. Podob­nie zacho­wy­wali się pozo­stali mor­dercy sek­su­alni opi­sani w tej książce. John utrzy­my­wał, że nie życzył sobie wizyt męż­czyzn w domu pod jego nie­obec­ność – suge­ro­wał, że Sha­ron nie­mo­ral­nie się pro­wa­dziła, co było cał­ko­wi­cie nie­zgodne z prawdą. Oświad­czył, że pew­nego wie­czoru się wściekł, gdy zna­jomy Sha­ron zate­le­fo­no­wał do niej z restau­ra­cji klubu gol­fo­wego Bel­fry. Kiedy się o tym dowie­dział, wsko­czył do samo­chodu i poje­chał zro­bić mu awan­turę.

Rela­cjo­no­wał, że po przy­jeź­dzie do klubu gol­fo­wego zaczął szu­kać przy­ja­ciela Sha­ron, ale powie­dziano mu, że wyszedł. Ubar­wia­jąc swoją histo­ryjkę, napi­sał do mnie w liście, że następ­nego wie­czoru męż­czy­zna odwie­dził Sha­ron, po czym doszło do awan­tury na ulicy. Nie pobili się, ale John stwier­dził: „Udo­wod­ni­łem, że jestem panem domu i że Sha­ron nie może mieć ciastka i zjeść ciastka”.

Tak, John, cie­kawa bajeczka. Pro­blem polega na tym, że w owym cza­sie nie mia­łeś samo­chodu, bo stra­ci­łeś pracę; poza tym ni­gdy nie gra­łeś w golfa, nawet na lokal­nych festy­nach. Byłeś bez gro­sza. W cza­sie stu­diów nad książką Lady­kil­ler odkry­łem, że ni­gdy nie uczest­ni­czy­łeś w awan­tu­rze przed jakim­kol­wiek domem. To kom­pletna lipa, bujdy. Can­nan był na tyle odważny, by pory­wać, gwał­cić, okra­dać i zabi­jać bez­bronne kobiety, ale ten tchórz­liwy nie­udacz­nik ni­gdy nie zmie­rzyłby się z męż­czy­zną – nie chciał, by ktoś wybił mu zęby, wolał nie ryzy­ko­wać, że prze­sta­nie wyglą­dać jak zapa­trzony w sie­bie lowe­las rzu­ca­jący kobiety na kolana.

W jed­nym z listów z wię­zie­nia Can­nan napi­sał, że „pra­gnął utrzy­mać spo­istość rodziny”; twier­dził, że „ceni war­to­ści rodzinne”. Moim zda­niem pani June Can­nan mogłaby się z tym nie zgo­dzić, ponie­waż jej oddany mąż spę­dzał więk­szość wie­czo­rów poza domem, pijany jak bela i pod­ry­wa­jący przy­pad­kowe kobiety. „Chcia­łem stwo­rzyć dla nas kon­struk­tywną przy­szłość” – oświad­czył. Jed­nak los sprzy­siągł się prze­ciwko niemu, nie­ustan­nie prze­śla­do­wały go kło­poty finan­sowe. Pod­jął pracę w salo­nie samo­cho­do­wym w Bide­ford w hrab­stwie Devon. Sha­ron uważa, że chciał się prze­pro­wa­dzić bli­żej jej rodzi­ców w Ilfra­combe. Rze­czy­wi­ście, spę­dzał nie­które dni w środku tygo­dnia u rodzi­ców Sha­ron, po czym w week­endy jeź­dził do Sut­ton Cold­field. Bar­dzo rzadko zatrzy­my­wał się u swo­jej matki, by spo­tkać się z żoną i dziećmi. Stale bra­ko­wało mu gotówki. Usi­ło­wał utrzy­my­wać dwie rodziny, nie miesz­ka­jąc z żadną z nich. Opi­sał to jako „pre­sję przez wiel­kie P”. Musiało dojść do kata­strofy i zwią­zek z Sha­ron zaczął się psuć.

John twier­dzi, że zako­chał się w Sha­ron, ponie­waż podo­bała mu się jej doj­rza­łość. Szcze­rze przy­znał w roz­mo­wach ze mną, że dużo pił, ale okła­my­wał ją na temat stanu swo­ich finan­sów. „Wyda­wała się darem zesła­nym przez Boga” – mówił, opi­su­jąc swoje uczu­cia, gdy wpro­wa­dził się do niej w kwiet­niu 1980 roku. Ale w miarę pogar­sza­nia się sytu­acji pił coraz wię­cej. Utrzy­my­wał, że pła­cił ali­menty June (kłam­stwo) i pokry­wał część czyn­szu Sha­ron za dom w hrab­stwie Devon w nadziei zamiesz­ka­nia z nią i jej dziećmi (kłam­stwo). „Usi­ło­wa­łem doko­nać cze­goś nie­moż­li­wego pod wzglę­dem finan­so­wym. Moje dochody były znacz­nie niż­sze od wydat­ków i debet na kon­cie ban­ko­wym wzra­stał z każ­dym mie­sią­cem”. Poza tym musiał jesz­cze kupo­wać alko­hol, ponie­waż wypi­jał butelkę szkoc­kiej dzien­nie. Miał szczę­ście, że Sha­ron pra­co­wała w skle­pie z alko­holem, prawda? Te nie­for­tunne oko­licz­no­ści nega­tyw­nie wpły­nęły na ich zwią­zek. Kłó­cił się z Sha­ron o dro­bia­zgi i był zazdro­sny, że utrzy­muje kon­takty z przy­ja­ciółmi. Któ­re­goś dnia pod­bił jej oko; zaczęła rozu­mieć, że cho­ciaż potrafi być tro­skliwy i kocha­jący (kiedy mu się to opła­cało), ma rów­nież mroczne strony cha­rak­teru, co ją prze­ra­żało. „Zro­zu­mia­łam, że jest w nim coś bar­dzo złego” – powie­działa póź­niej. Chciała z nim zerwać, ale nie wie­działa, jak to zro­bić. „W jakiś spo­sób dalej chcia­łam z nim być, choć zdrowy roz­są­dek pod­po­wia­dał, że powin­nam się od niego uwol­nić” – oświad­czyła.

Kry­zys nad­szedł przed Bożym Naro­dze­niem. Doszło do sprzeczki, ponie­waż mąż Sha­ron miał odwie­dzić dzieci w pierw­szym i dru­gim dniu świąt. „Nie zamie­rzał noco­wać w domu, tylko przyjść z wizytą” – wyja­śniła Sha­ron w roz­mo­wie ze mną. John czuł się ura­żony, że mąż Sha­ron, który – jego zda­niem – opu­ścił rodzinę, posta­no­wił spę­dzić święta z dwoj­giem swo­ich dzieci. Can­nan oświad­czył: „Sta­now­czo się temu sprze­ci­wia­łem”. Dodał, że popro­sił Sha­ron, by cał­ko­wi­cie zerwała sto­sunki z byłym mężem i nie pozwo­liła mu spo­ty­kać się z dziećmi. Po dłuż­szej kłótni nie zdo­łał jej prze­ko­nać i póź­niej opi­sał to nastę­pu­jąco: „Sku­tek był taki, że spę­dzi­łem święta samot­nie w nie­wiel­kim hote­liku w Erding­ton”.

Sha­ron zoba­czyła Johna, gdy poja­wił się w domu z butelką wina póź­nym popo­łu­dniem 30 grud­nia. Czy nie widzi­cie, że znowu sto­so­wał swoje stan­dar­dowe, tanie metody uwo­dze­nia? Zacho­wy­wał się nie­sły­cha­nie fał­szy­wie, prawda? Sha­ron zapa­mię­tała jego słowa: „Zawsze było nam ze sobą dobrze, byli­śmy sobie bli­scy […] chodźmy jesz­cze raz do łóżka”.

Tak, Can­nan, czło­wiek o oso­bo­wo­ści nar­cy­stycz­nej, pró­bo­wał odzy­skać kon­trolę nad sytu­acją. Bra­ko­wało mu jed­nak pew­no­ści sie­bie; jego sła­bość wewnętrzna dopro­wa­dziła do tego, że musiał wkrótce się zała­mać. Psy­chika Johna przy­po­mi­nała dom wznie­siony na rucho­mych pia­skach – widział wła­sne sła­bo­ści, wła­sną płyt­kość. Warto zwró­cić uwagę na jego reak­cję, kiedy mąż Sha­ron chciał zoba­czyć ją i dzieci z oka­zji świąt Bożego Naro­dze­nia. Rze­komy „pan domu” (nie miał żad­nego tytułu praw­nego do nie­ru­cho­mo­ści), kan­ciarz usi­łu­jący wyko­rzy­sty­wać Sha­ron stra­cił nad sobą pano­wa­nie i sztuczna bańka musiała wkrótce pęk­nąć. Wystar­czył podmuch wia­tru i rze­koma odwaga Johna natych­miast się zała­mała.

Jed­nak Can­nan oczy­wi­ście opo­wiada zupeł­nie inną histo­rię: „Ustą­piła i otwo­rzy­łem butelkę wina. Pła­kała i bła­gała mnie, żebym wró­cił. Nie chciała, by nasz zwią­zek się roz­padł […]. To ja zro­bi­łem alu­zję, że mogli­by­śmy się roz­stać, ale w końcu zgo­dzi­łem się tego nie robić. Poszli­śmy do łóżka i pró­bo­wa­li­śmy się pogo­dzić”. Póź­niej dodał: „Oboje pili­śmy i zaczę­li­śmy się kłó­cić. Powie­działa coś nie­wła­ści­wego (zwa­lała na mnie winę) i nagle się wście­kłem”.

Póź­niej­sze wyda­rze­nia miały tra­giczny prze­bieg. Sha­ron utrzy­muje, że w cza­sie sto­sunku John ści­snął jej szyję i nie mogła oddy­chać. „Wykrztu­si­łam: «Nie rób tego, bo mnie zabi­jesz». Odpo­wie­dział: «Chcę cię zabić. Bar­dzo mnie zra­ni­łaś, więc ja też cię zra­nię»”.

Wście­kły wyraz twa­rzy Johna prze­ra­ził Sha­ron. Usi­ło­wała wstać z łóżka, ale przy­gniótł ją całym cia­łem. Zaczęła krzy­czeć i bić go po gło­wie; pro­siła, by prze­stał i pomy­ślał o jej dzie­ciach. „Mam je w dupie!” – odpo­wie­dział groź­nie.

Sha­ron zapa­mię­tała, że w tym momen­cie Can­nan się­gnął po pla­sti­kową torbę, którą przy­niósł do sypialni, i wysy­pał jej zawar­tość na łóżko. „Były w niej wibra­tor, pisto­let i czarne gumowe majtki ze sztucz­nym peni­sem” – wyja­śniła.

Wziął pisto­let i wyce­lo­wał go w jej twarz, mówiąc: „Jest nabity”. Sha­ron była prze­ko­nana, że zamie­rza ją zabić. Usi­ło­wała chwy­cić broń i skie­ro­wać ją w inną stronę. „W cza­sie sza­mo­ta­niny naci­snę­li­śmy na spust” – rze­kła. Pisto­let wypa­lił i kula utkwiła w ścia­nie. Zorien­to­wała się, że to wia­trówka, z któ­rej w lecie strze­lali do tar­czy w ogro­dzie. „Wie­dzia­łam, że można z niej oddać tylko jeden strzał” – zeznała póź­niej na poli­cji.

Kiedy zdo­łała rzu­cić pisto­let na pod­łogę, John zmie­nił tak­tykę. „Prze­rżnę cię w dupę!” – krzyk­nął. Nie udało mu się, bo wście­kle się bro­niła, ale dwa razy wsa­dził jej wibra­tor do pochwy. Obfi­cie krwa­wiła, lecz mimo to odbył z nią sto­su­nek sek­su­alny za pomocą sztucz­nego penisa. „Był bru­talny i bar­dzo mnie bolało” – zeznała. Krzyki Sha­ron sły­szeli sąsie­dzi, po czym włą­czyli adap­ter, by zagłu­szyć hałas.

* * *

W tym momen­cie powin­ni­śmy zro­bić krótką prze­rwę i prze­ana­li­zo­wać dotych­cza­sowe infor­ma­cje na temat Johna Can­nana. Jestem pewien, że więk­szość Czy­tel­ni­ków wyro­biła już sobie zda­nie o tym kosz­mar­nym typie. Kobiety intu­icyj­nie wyczu­wają takich ludzi na kilo­metr, przy­naj­mniej w nor­mal­nych sytu­acjach. Mimo to pra­gnie­nie miło­ści może cza­sem zamą­cić im w gło­wach. Wła­śnie tak było w przy­padku Sha­ron Major. Zamie­rzała się roz­wieść, jej mąż nie miał nic prze­ciwko temu, choć chciał widy­wać dzieci na Boże Naro­dze­nie.

Na pierw­szy rzut oka Can­nan mógł się wyda­wać księ­ciem z bajki. Roman­tyczny, postawny, dobrze zbu­do­wany, dobrze ubrany, nie­któ­rzy twier­dzą, że przy­stojny, inni temu prze­czą. Jego inte­re­su­jącą cechą, jeśli można to tak nazwać, było to, że miał zro­śnięte brwi; podobno ludzie obda­rzeni tą cechą lubią walkę, co pozwala im uzy­skać poczu­cie sta­bil­no­ści i rów­no­wagi. Mógł się wyda­wać cza­ru­jący – mówił afek­to­wa­nym akcen­tem klas wyż­szych – ale wiemy, że nie wszystko złoto, co się świeci. Nie­któ­rzy Czy­tel­nicy mogą przy­pusz­czać, że Sha­ron prze­sa­dza. Jestem odmien­nego zda­nia, ponie­waż Can­nan zawsze trak­to­wał kobiety w podobny spo­sób: sto­so­wał te same tech­niki uwo­dze­nia – wino, szam­pan i kwiaty – łgał jak z nut, opo­wia­dał nie­stwo­rzone bujdy, gro­ził part­ner­kom, że je udusi (jedną z nich była łyż­wiarka figu­rowa Jilly Paige). W cza­sie napa­dów i porwań czę­sto posłu­gi­wał się repliką pisto­letu, nie­ustan­nie korzy­stał z akce­so­riów ero­tycz­nych. Trak­to­wał Sha­ron Major w spo­sób typowy, sto­so­wał swój kla­syczny modus ope­randi.

Can­nan to pod­ręcz­ni­kowy przy­kład oso­bo­wo­ści nar­cy­stycz­nej; okre­śle­nie to dosko­nale do niego pasuje. Ludzie tego rodzaju są świet­nymi mani­pu­la­to­rami. Wyko­rzy­stują oto­cze­nie do swo­ich ego­istycz­nych celów. Nisz­czą part­ne­rów fizycz­nie i emo­cjo­nal­nie. Ter­ro­ry­zują ich, pra­gną zdo­być nad nimi wła­dzę, ni­gdy nie czują są winni. W końcu Sha­ron przej­rzała Can­nana: zorien­to­wała się, że to kan­ciarz. Rze­komo dro­go­cenne pre­cjoza leżące na wysta­wie sklepu jubi­ler­skiego oka­zały się tanimi pod­rób­kami. Myślę, że dosko­nale pod­su­mo­wuje to cha­rak­ter Can­nana.

Warto zwró­cić uwagę, że eks­tre­malny nar­cyzm to forma socjo­pa­tii, a w poważ­niej­szych przy­pad­kach – w pełni roz­wi­nię­tej psy­cho­pa­tii. Wła­śnie dla­tego wyko­rzy­sta­łem przy­pa­dek Sha­ron Major i Johna Can­nana jako jeden z pierw­szych roz­dzia­łów tej książki. Jak za chwilę się prze­ko­namy, Sha­ron Major miała wiel­kie szczę­ście, że uszła z życiem. Kilka innych kobiet zgi­nęło z ręki tego potwora.

* * *

Wróćmy do ponu­rych zma­gań mię­dzy Major a Can­na­nem. Sha­ron kil­ka­krot­nie pró­bo­wała wstać z łóżka. Krwa­wiła z pochwy; krew cie­kła jej rów­nież z ust i nosa, bo Can­nan ude­rzył ją w twarz. Chwy­ciła go za jądra, usi­łu­jąc powstrzy­mać atak, ale jak to opi­sała: „Stał się jesz­cze bru­tal­niej­szy… był wście­kły… wyglą­dał jak opę­tany”. W któ­rymś momen­cie stra­ciła przy­tom­ność; pamięta, że ock­nęła się, gdy John bił ją po twa­rzy i mówił: „Jesz­cze z tobą nie skoń­czy­łem”. W dal­szym ciągu pró­bo­wał odbyć z nią sto­su­nek analny, nazy­wa­jąc ją kurwą i suką.

W tym momen­cie napaść sek­su­alna prze­stała być jedy­nie gwał­tem i nabrała oznak sady­zmu. Can­nan wyła­do­wy­wał na Sha­ron złość z powodu swo­ich bra­ków i nie­po­wo­dzeń życio­wych; fru­stra­cja prze­ro­dziła się w agre­sję wobec bez­bron­nej kobiety. Bawił się nią jak kot z myszą i spra­wiało mu to przy­jem­ność. Upo­ka­rzał ją, obwi­niał o swoje nie­po­wo­dze­nia, lecz mimo to Sha­ron, zmę­czona dwu­go­dzinną szar­pa­niną, zgo­dziła się na jego żąda­nia pod warun­kiem, że zasto­suje lubry­kant. „Przy­niosę waze­linę” – powie­działa. Był to for­tel, by mogła wybiec na ulicę i popro­sić kogoś o pomoc.

„Chwy­cił mnie za szyję, wykrę­cił mi rękę za ple­cami, po czym popro­wa­dził mnie do dru­giej sypialni” – rela­cjo­no­wała Sha­ron. Kiedy zna­la­zła waze­linę, zaczął ją popy­chać z powro­tem w stronę głów­nej sypialni.

Uwa­żała, że Can­nan może ją zabić, a przy­naj­mniej dalej będzie mal­tre­to­wał sek­su­al­nie i fizycz­nie, więc na szczy­cie scho­dów pró­bo­wała się wyrwać. Powie­działa póź­niej: „Wola­łam zgi­nąć albo być spa­ra­li­żo­wana do końca życia, niż wra­cać do sypialni”.

Popchnęła Johna, który stra­cił rów­no­wagę, i oboje spa­dli ze scho­dów. Poto­czyli się na dół i Sha­ron ude­rzyła się w plecy. „Nie mogłam dłu­żej z nim wal­czyć. Byłam kom­plet­nie wyczer­pana”. W tym momen­cie – jak wspo­mi­nała póź­niej – zaczął się zacho­wy­wać „nor­mal­nie”. Pró­bo­wał jej pomóc i prze­pra­szał. „O mój Boże!” – mówił. „Co ja zro­bi­łem?! Prze­pra­szam!” Zate­le­fo­no­wał na pogo­to­wie, a Sha­ron usi­ło­wała wstać, myśląc, że zamie­rza ją zabić. Póź­niej zemdlała.

Czy­tel­nik może teraz zadać sobie pyta­nie, dla­czego John nagle zaczął się zacho­wy­wać w miarę nor­mal­nie. To bar­dzo inte­re­su­jąca cecha socjo­pa­tów/psy­cho­pa­tów o oso­bo­wo­ści nar­cy­stycz­nej. Można to nazwać „syn­dro­mem dok­tora Jekylla i pana Hyde’a” – roz­sz­cze­pie­niem oso­bo­wo­ści. Wygląda to tro­chę tak, jakby bok­ser wal­czył na ringu z wła­snym cie­niem. Nie­ła­two to zro­zu­mieć. Byłem świad­kiem podob­nych prze­mian seryj­nych mor­der­ców, z któ­rymi prze­pro­wa­dza­łem wywiady. Kipieli z wście­kło­ści, świ­dro­wali wzro­kiem roz­mówcę i wyda­wało się, że wpadną w nie­kon­tro­lo­wany szał, po czym nagle się uspo­ka­jali i bestia tkwiąca w ich zbrod­ni­czej psy­chice znowu była pod kon­trolą, przy­naj­mniej na jakiś czas.

W tym miej­scu chciał­bym zro­bić dygre­sję. Prze­pro­wa­dzi­łem nie­gdyś wywiad z „Potwo­rem znad Rzeki”, Arthu­rem Joh­nem Shaw­cros­sem, seryj­nym mor­dercą i pedo­fi­lem ze stanu Nowy Jork. Prze­by­wa­łem wraz z ekipą fil­mową w nie­wiel­kim pomiesz­cze­niu w zakła­dzie kar­nym Sul­li­van i spy­ta­łem go o mor­der­stwo chłopca, Jacka Blake’a. „Art” ostrzegł mnie, że nie powi­nie­nem poru­szać tego tematu. „Nie będę o tym gadał, więc niech pan, kurwa, nie pró­buje. NIECH PAN NAWET NIE PRÓ­BUJE!” – wark­nął wcze­śniej, ale chcia­łem o to spy­tać, bo sprawa była ważna dla naj­bliż­szych Jacka. Shaw­cross ni­gdy nie przy­znał się do tego zabój­stwa. Sio­stra Jacka chciała zamknąć sprawę, więc pra­gną­łem wydo­być przy­zna­nie się do winy od gru­bego, odra­ża­ją­cego typa sie­dzą­cego naprze­ciwko mnie.

Widzia­łem, że Shaw­cross wpada we wście­kłość. Wyraz jego twa­rzy w mgnie­niu oka się zmie­nił. Poja­wiły się na niej napię­cie i dziwna bla­dość. Czoło pokryło się kro­plami potu, które spły­wały lśnią­cymi stru­my­kami, pla­miąc wię­zienną koszulę. Wycią­gnął rękę roz­wście­czony i z ogromną siłą chwy­cił mnie za ramię. Mógłby z łatwo­ścią urwać mi głowę. Straż­nicy znaj­do­wali się na kory­ta­rzu. Towa­rzy­szyła mi tylko ekipa fil­mowa; jej człon­ko­wie byli kom­plet­nie prze­ra­żeni. Uśmiech­ną­łem się, pochy­li­łem i powie­dzia­łem cicho: „Przed wię­zie­niem czeka twoja narze­czona Clara. Bar­dzo cię kocha. Powie­działa, że zamier­za­cie się pobrać […] i że chcesz, bym został twoim świad­kiem. Clara chce, byś powie­dział mi prawdę o Jacku”. Poło­ży­łem rękę na jego kola­nie i doda­łem: „Jeśli popsu­jesz tę roz­mowę, kolego, Clara uciek­nie gdzie pieprz rośnie!”.

Bez­po­średni kon­takt fizyczny spra­wia, że tacy tchórz­liwi, psy­cho­pa­tyczni mor­dercy stają się kom­plet­nie zdez­o­rien­to­wani. Jest to auto­ma­tyczna, natych­mia­stowa reak­cja, jakby w ich gło­wach roz­le­gał się głos: „Hej, stary, nie wia­domo, co się dzieje. Na twoim miej­scu wró­cił­bym do stanu pier­wot­nego i uda­wał głupka”.

Shaw­cross nagle zaczął się zacho­wy­wać pra­wie nor­mal­nie. Nie chcę się prze­chwa­lać, ale w pew­nym sen­sie poskro­mi­łem bestię, po czym przy­znał się do wszyst­kiego i zare­je­stro­wa­łem jego rela­cję na fil­mie. Tak, obie­ca­łem, że zostanę świad­kiem na ślu­bie Arthura i Clary, powie­dzia­łem, że będzie to dla mnie zaszczyt, że chęt­nie poko­nam tysiące kilo­me­trów, by przy­być do wię­zie­nia, że przy­wiozę pre­zenty i pie­nią­dze dla kocha­nej, słod­kiej Clary… Każde kłam­stwo wyda­wało się dobre, by skło­nić tego sady­stycz­nego mor­dercę do przy­zna­nia się do winy. Czy Clara rze­czy­wi­ście cze­kała przed wię­zie­niem? Nie, to także było kłam­stwo. Prze­by­wała w odle­gło­ści pięć­dzie­się­ciu kilo­me­trów.

W codzien­nym życiu wiele kobiet widzi, że ich part­ne­rzy wpa­dają w nie­zro­zu­miałą wście­kłość z powodu drob­nych afron­tów, rze­czy­wi­stych lub wyima­gi­no­wa­nych. W eks­tre­mal­nych przy­pad­kach dostają gwał­tow­nego ataku szału bez żad­nego powodu, czę­sto pod wpły­wem alko­holu. Póź­niej oka­zują skru­chę, prze­pra­szają, zmy­wają naczy­nia, kupują fan­ta­styczny nowy odku­rzacz, a cza­sem idą do kwia­ciarni i wrę­czają part­nerce ogromny bukiet kwia­tów. Bła­gają o wyba­cze­nie.

Angiel­skim odpo­wied­ni­kiem Shaw­crossa jest John Can­nan, mistrz mani­pu­la­cji, potwór uda­jący tro­skli­wego, kocha­ją­cego męż­czy­znę. Kiedy jechali karetką do szpi­tala, spy­tała: „Naprawdę chcia­łeś mnie zabić, prawda?”. „Tak” – odparł.

Sha­ron udzie­lono pomocy na oddziale ura­zo­wym. John towa­rzy­szył jej do przy­by­cia poli­cji. Dała mu klu­cze do domu i kazała usu­nąć „wszyst­kie te okropne rze­czy”. Zadzwo­niła do przy­ja­ciółki, która przy­była do szpi­tala, a póź­niej odwio­zła ją do domu. Can­nan, oba­wia­jąc się aresz­to­wa­nia, zebrał zawar­tość pla­sti­ko­wej torby i zwró­cił klu­cze. Tchórz­liwy ban­dyta uciekł.

Sha­ron była potłu­czona i posi­nia­czona, miała opuch­niętą twarz i pod­bite oczy. Uszko­dze­nia przed­nich zębów wyma­gały inter­wen­cji sto­ma­to­lo­gicz­nej. Mówiła, że John wyrwał jej tyle wło­sów, że „można by z nich zro­bić perukę”. Z Ilfra­combe przy­je­chali jej rodzice, by się nią zaopie­ko­wać. „Opo­wie­dzia­łam o napa­ści, ale nie wspo­mnia­łam o szcze­gó­łach zwią­za­nych z sek­sem” – wyja­śniła. Ojciec był wstrzą­śnięty wyglą­dem córki, pra­wie jej nie poznał po pobi­ciu przez Johna Davida Guise’a Can­nana.

Kiedy ana­li­zu­jemy stan psy­chiczny Sha­ron po ataku, który o mało nie zakoń­czył się jej śmier­cią, rozu­miemy, dla­czego nie wnio­sła oskar­że­nia prze­ciwko Can­na­nowi. Powie­działa mi, że nie miała zaufa­nia do wymiaru spra­wie­dli­wo­ści, ponie­waż w owych cza­sach poli­cja trak­to­wała takie zgło­sze­nia w dość swo­bodny spo­sób, lek­ce­wa­żąc prze­ży­cia ofiar. Wie­działa, że o włos unik­nęła śmierci i że gdyby wnio­sła oskar­że­nie prze­ciwko Can­na­nowi, „mógłby dostać kilka lat wię­zie­nia, a potem by mnie wytro­pił i zabił”. Kiedy mi o tym opo­wia­dała, drżała na całym ciele, prze­ży­wa­jąc dawne wyda­rze­nia. Poza tym oba­wiała się, że Can­nan zrobi krzywdę dzie­ciom, by się na niej zemścić. „Budził we mnie śmier­telne prze­ra­że­nie” – oświad­czyła. Uwa­żała, że ich zwią­zek jest zakoń­czony, i odrzu­cała jego bła­galne, roz­pacz­liwe pro­po­zy­cje pogo­dze­nia się.

* * *

Warto prze­ana­li­zo­wać, co napi­sał do mnie Can­nan w swo­jej kore­spon­den­cji. Należy pamię­tać, że Sha­ron opi­sała burz­liwe zakoń­cze­nie ich związku po sied­miu latach. W tym momen­cie Can­nan prze­by­wał w aresz­cie poli­cyj­nym oskar­żony o znacz­nie gor­sze prze­stęp­stwa, w tym mor­der­stwo na tle sek­su­al­nym. Wia­domo, że part­ne­rzy czę­sto róż­nie opi­sują nawet drobne sprzeczki. Oka­zało się, że ta o wiele poważ­niej­sza sprawa wygląda zupeł­nie ina­czej w rela­cji Johna. Ujaw­nia się on jako sady­styczny psy­cho­pata o nar­cy­stycz­nej oso­bo­wo­ści. Cóż, John, sta­ną­łeś w świe­tle jupi­te­rów, więc posłu­chajmy, co masz do powie­dze­nia.

W swo­jej kore­spon­den­cji, bar­dzo obszer­nej, wyka­li­gra­fo­wa­nej ład­nym cha­rak­te­rem pisma na poli­nio­wa­nym wię­zien­nym papie­rze listo­wym, wiele razy wspo­mi­nał o „kłótni” z Sha­ron Major, ale kon­se­kwent­nie zaprze­czał, że chciał ją zgwał­cić. Ogól­nie rzecz bio­rąc, przy­znał, że doszło do poważ­nej awan­tury, a nawet napa­ści, ale zarze­kał się, że nie mógłby zgwał­cić Sha­ron, ponie­waż, jak twier­dził, „za bar­dzo ją uwiel­biał”. Rze­czy­wi­ście, uży­wał w cza­sie seksu akce­so­riów ero­tycz­nych; przy­pusz­czał, że mogło to być przy­czyną jej póź­niej­szych kło­po­tów z wkładką doma­ciczną. Suge­ro­wał, że to Sha­ron była wszyst­kiemu winna, prze­rzu­cał na nią odpo­wie­dzial­ność. Można czuć do niego obrzy­dze­nie.

Trudno zgad­nąć, dla­czego nazy­wał akce­so­ria ero­tyczne „pro­te­zami”, jakby były to przed­mioty o cha­rak­te­rze medycz­nym. Jak wspo­mnia­łem wcze­śniej, jed­nym z uży­wa­nych przez niego akce­so­riów były czarne majtki z gumo­wym peni­sem.

Utrzy­my­wał, że „pro­tezy” zosta­wił w domu Sha­ron pewien męż­czy­zna, „pro­du­cent por­no­gra­ficz­nych fil­mów wideo”, który wyko­rzy­sty­wał je jako „rekwi­zyty”. Oświad­czył, że Sha­ron, star­sza od niego, była „bar­dziej doświad­czona i trak­to­wała seks z entu­zja­zmem”. Cóż, miał wiel­kie szczę­ście, że zwią­zał się ze „star­szą, bar­dziej doświad­czoną part­nerką trak­tu­jącą seks z entu­zja­zmem”, do tego pra­cu­jącą w skle­pie z alko­ho­lem. Rze­komo uwiel­biał Sha­ron, ale nie prze­szko­dziło mu to nazwać jej rela­cji „kom­pletną bzdurą”; twier­dził, że „była strasz­li­wie nie­pewna emo­cjo­nal­nie i [poszu­ki­wała] akcep­ta­cji i pocie­chy u każ­dego, zwłasz­cza u męż­czyzn, co skła­niało ją do nie­wier­no­ści”. Dodał, że „Sha­ron wcale nie była miła… to pod­stępna i wyra­cho­wana kobieta, któ­rej nie należy ufać”.

Myślę, że więk­szość psy­chia­trów i psy­cho­lo­gów zgo­dzi się z moją oceną: socjo­pata John Can­nan przy­pi­sy­wał Sha­ron Major wła­sne wady, prze­rzu­cał na nią winę. Jego zda­niem w 1981 roku nie oskar­żyła go o próbę gwałtu, bo „nie doszło do prze­stęp­stwa”.

Cze­kaj, cze­kaj, John. Kilka lini­jek wcze­śniej przy­zna­łeś, że dopu­ści­łeś się napa­ści sek­su­al­nej. Nie możesz temu zaprze­czyć.

Can­nan utrzy­muje, że był wście­kły, ponie­waż Sha­ron posta­no­wiła zapro­sić byłego męża na Boże Naro­dze­nie, co go ubo­dło. Został wyrzu­cony z przy­tul­nego gniazdka, a tym­cza­sem pan Major sie­dział przy stole w papie­ro­wym kape­lu­siku, jadł pie­czo­nego indyka i żar­to­wał z kocha­ją­cymi dziećmi. Zde­ner­wo­wany oszust Can­nan musiał się zmyć i zna­leźć sobie inne miej­sce. Napi­sał do mnie w liście: „Nawią­zała bar­dzo bli­skie rela­cje z pew­nym męż­czy­zną. Ni­gdy wcze­śniej nie byłem taki wście­kły. Zro­bi­łem jej awan­turę […]. Oświad­czy­łem, że z nią zry­wam. Nie­na­wi­dzę nie­wier­no­ści. Nie zno­szę dzi­wek. Doszło do bójki i mocno ją ude­rzy­łem […]. Chcia­łem ją zra­nić i zra­ni­łem”.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Cytat z nie­tłu­ma­czo­nej na język pol­ski książki Ann Rule A Rose for Her Grave and Other True Cases, Pocket Books, New York – Lon­don – Toronto – Syd­ney 1993, s. 91 (wszyst­kie przy­pisy pocho­dzą od tłu­ma­cza). [wróć]

Eli­za­beth Bar­rett Brow­ning, Jak cię kocham? Pocze­kaj – wszystko ci wyłożę, przeł. Sta­ni­sław Barań­czak, w: Sta­ni­sław Barań­czak, Od Chau­cera do Lar­kina: 400 nie­śmier­tel­nych wier­szy 125 poetów anglo­ję­zycz­nych z 8 stu­leci, Wydaw­nic­two Znak, Kra­ków 1993, s. 277. [wróć]

Wil­liam Sha­ke­spe­are, Mak­bet, w: tegoż, Tra­ge­die 2, przeł. Maciej Słom­czyń­ski, Wydaw­nic­two Zie­lona Sowa, Kra­ków 2004, s. 288. [wróć]