Rozbierz moją duszę - Daslibe  - ebook

Rozbierz moją duszę ebook

Daslibe

5,0

Opis

Zuzanna. Kobieta o duszy rozszarpanej przez namiętność, winę, tęsknotę i wolność.

Kochanka. Partnerka. Burza w garniturze i poetka w papierosowym dymie.

Kiedy wsiada do swojego czarnego auta, nigdy nie wie, gdzie zaprowadzi ją kolejna noc – ani czyje usta dziś pocałuje. Ale jedno jest pewne: żadna kobieta, która ją spotka, nie pozostaje już taka sama.

 

„Rozbierz moją duszę” to pełna sensualności i emocjonalnej głębi opowieść o kobiecie, która szuka siebie w ramionach innych kobiet – Marii, Aleksandry, Róży, Asi, a nawet… własnej przeszłości. To historia queerowej miłości, wolnych układów, wewnętrznych przepaści i tęsknot, które nie dają się zaszufladkować.

 

W tej książce nie ma łatwych uczuć. Są rozbite serca, niedokończone rozmowy, seks pełen czułości i smutku, i dusze, które próbują się rozpoznać w lustrze innych. To poetycka mapa kobiecych emocji – od pragnienia po żal, od zmysłowości po duchowe olśnienie.

 

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows

Liczba stron: 27

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
5,0 (2 oceny)
2
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
pepikos1984

Nie oderwiesz się od lektury

Krótka lecz poruszająca bardzo. Zmysłowa,mocna poruszająca
00



Daslibe

Rozbierz

moją duszę

K. – za przestwór nieba

−2025 –ROZDZIAŁ 1

Mokotowskie powietrze nasączone było klimatem ropy. Benzynowe opary odbierały rozum tym, którzy poszukiwali złota, w szklanych biurach od 9 do 17.00. Zuza swoją czarną Hondą próbowała przebić się jak najszybciej poza rejon korków. Problem jednak w tym, że nie było miejsca poza tym rejonem, to znaczy rejon korków był wszędzie. Zuzanna zawsze jednak miała taką nadzieję, gnając przez buspasy i klnąc jak szewc na kierowców. To nie był jej dzień, a był dopiero poniedziałek. Po spotkaniu z Malawskim uzmysłowiła sobie, że czas wycofać się na jakiś czas z tych interesów z samochodami z Niemiec. Wiedziała od początku, że trochę porobi dobrą minę do złej gry, ale finalnie będzie się chciała z tego wymiksować. Niestety z Malawskim znali się już ładnych parę lat, a ze znajomości z nim, jak i z jego kolegami z Łomianek, nie było tak łatwo się wycofać. Za dużo też miała na sumieniu i on o tym wiedział. Był tego świadkiem i uczestnikiem, a można by nawet rzec — promotorem. Bo pomysły zawsze dawała ona. Kreatywna z niej była bestia, jak mawiał jej starszy brat. Zawsze coś komuś obiecała, coś wymyśliła, a potem realizowała, co już nie było takie ciekawe. Ciekawsze było wymyślanie. Tym bardziej z Malawskim. Zawsze podczas spotkań z nim ściskało ją coś w gardle, czuła jakby miała się udusić. Ale uśmiechała się nonszalancko i pełna niezachwianej pewności siebie, mówiła dalej. A mówić lubiła. Blanka, jej była partnerka, uważała, że mówi za dużo. Owszem. Mówiła. Tylko za to właśnie ją pokochała. Za słowa. Nasycała najpierw słowami mózg Blanki, a potem czułością jej ciało. Jednak jedno bez drugiego nie mogło mieć miejsca. Słowa były niczym gra wstępna. Delikatnie, niczym hipnotyzer, szeptała jej do ucha zaklęcia miłosne. Otaczała ją nimi, unosiła. Aby na koniec zatopić usta, które przed chwilą szeptały — w jej słodkim ciele.

Zapaliła papierosa. Piąta dwadzieścia. Nie ma szans, aby zdążyła na szóstą na Wawer. Stanęła na jakiejś stacji. Kupiła coś do picia i wybiła na klawiaturze telefonu numer Grety. „Czy mój kwiatuszek już skończył pracę?” – powiedziała Zuzanna najcieplej, jak potrafiła, zaznaczając wymownie słowo „kwiatuszek”. „Słuchaj, zejdzie mi się trochę dłużej, kończę zlecenie dla Niemców, a cały czas ktoś do mnie dzwoni i mi przeszkadza. Bądź na 20. Kup po drodze krewetki. Zrobię nam kolację.” – głos w słuchawce był rzeczowy, ale mimo wszystko łagodny. Zuzanna odetchnęła z ulgą. Nie było możliwości, żeby i tak dotarła tam wcześniej. „Dobrze. Ok. Całuję” – prawie zanuciła Zuza. „Całuję” – odpowiedziała Greta. Tak, Greta. To mogłaby być rozmowa pary, ale nie była. Ją i Gretę łączyła luźna miłość. Czy jak to było w jednej z piosenek – „wolna miłość”. Znały się 9 lat, nikt nie chciał związku czy obietnic. Słowo „miłość” padało kilka razy, ale odbijało się o zajęte miejsca w życiu obu kobiet. To Greta nauczyła Zuzannę być w trójkącie miłosnym latami. Niczym mentor wprowadzała powoli zdradę w życie Zuzy, delikatnie robiąc jej miejsce, rozsuwając wszystko i na nowo porządkując. Zuzanna nie protestowała. Poznały się w takim okresie, że Greta była dla niej życiodajnym oddechem. Powietrzem w spiętych płucach. Uratowała ją w zasadzie. Uratowała. Dając wolną miłość. Była jak lekarstwo, które na jedno pomaga, ale na drugie szkodzi. Bo pomimo że zaplotła wiele rzeczy w życie Zuzy, to też zmieniła ją, sprawiła, że już nie umiała i nie chciała być nikomu wierna. Pokazała jej taką drogę, która w gąszczu tych wszystkich złych rzeczy, które ją wtedy otaczały, była wybawieniem. Dzisiaj życie Zuzanny było jedną, wielką dziką drogą. W której nie było miejsca na myślenie, zastanawianie się, tylko szybką akcję.

ROZDZIAŁ 2