59,99 zł
WIESZ, ŻE NAJBARDZIEJ TRUJESZ SIĘ NIE W MIEŚCIE, ALE W SWOIM SALONIE?
Sylwia Panek, popularna ambasadorka sody i octu, mama i chemiczka, pokaże ci, jak zatroszczyć się o siebie i bliskich i żyć w domu wolnym od toksyn.
***
Czy twój dom naprawdę jest bezpieczny? Jak ograniczyć ilość mikroplastiku, który codziennie trafia do twojego organizmu? Jak chronić dzieci przed niebezpiecznymi zabawkami? Czy teflonowa patelnia powoduje raka? Skąd się biorą „wieczne chemikalia” i które przedmioty wpływają na działanie układu hormonalnego? Dlaczego powietrze w twoim domu jest gorsze niż smog?
Bazując na doświadczeniu i nauce, Sylwia podpowie, jak – dzięki drobnym zmianom w kuchni, łazience i garderobie – zadbać o siebie i bliskich. Łatwo, tanio i bezstresowo. ZMIEŃ SWÓJ DOM W 52 TYGODNIE
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 235
Data ważności licencji: 1/27/2031
Projekt okładki Paulina Piorun
Fotografia na pierwszej stronie okładkiMonika Kościuk
FotografieMarta Brzezińska-Waleszczyk Monika KościukSylwia Panek
Tekst →Agnieszka Krakós-Gorący (@prostaorganizacja)
Redaktorka nabywającaPola Biblis
Redaktorka prowadzącaMarta Brzezińska-Waleszczyk
PromotorkaEwelina Juszyńska
Opieka redakcyjnaPaulina Gwóźdź
AdiustacjaBarbara Wójcik
KorektaAleksandra KiełczykowskaMarta Tyczyńska-Lewicka
Copyright © by Sylwia PanekCopyright © for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2026
ISBN 978-83-8427-128-5
Książki z dobrej strony: www.znak.com.plWięcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.plSpołeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: [email protected]
Wydanie I, 2026
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotował Jan Żaborowski
Ta książka jest dla każdego! Kieruję ją zarówno do kobiet, jak i do mężczyzn, ale będę zwracała się do Ciebie w formie żeńskiej. Dlaczego? Powody są dwa.
Wprawdzie podział ról społecznych się zmienia i nie tylko kobiety dbają o czystość domów i zdrowie domowników, jednak wśród moich czytelników w Internecie, osób, które kupują moje poradniki czy przychodzą na moje szkolenia i warsztaty, to wciąż kobiety stanowią większość.
Drugi powód może Ci się wydać nieco dziwny. Otóż chcę, żebyś poczuła się… niekomfortowo.
Nie wiem, czy zauważyłaś, ale większość książek, w których autorzy zwracają się do swojego czytelnika na Ty, jest pisana do czytelnika płci męskiej. My kobiety zazwyczaj nie zwracamy na to większej uwagi. Kiedy jednak po raz pierwszy sięgnęłam po poradnik, w którym autor zwracał się do płci żeńskiej, poczułam lekki dyskomfort. Wszystko dlatego, że byłam przyzwyczajona do innego sposobu przekazywania wiedzy w poważnych poradnikach.
Jeśli Ty reagujesz podobnie, to dobrze. Gdy jesteśmy do czegoś przyzwyczajone, trudno nam z tego czegoś zrezygnować, zaakceptować nowości lub dokonać przekształceń. Dlatego chcę Ci już na etapie lektury pokazać, że zmiany nie zawsze są łatwe, ale im więcej czasu będziesz spędzać z tą książką, tym bardziej będziesz się do tej formy przyzwyczajać i stanie się ona dla Ciebie czymś oczywistym.
Tak samo będzie – mam nadzieję – w praktyce. Nie rzucaj się na głęboką wodę i nie próbuj modyfikować wszystkiego naraz. Wprowadzaj zmiany małymi krokami, wówczas będą łatwiejsze do przyjęcia nie tylko przez Ciebie, ale też przez Twoje otoczenie. Jeśli z dnia na dzień poinformujesz członków rodziny o wielkich planach, wręcz rewolucjach, oni też mogą poczuć się niekomfortowo i stawiać opór. Dlatego tak ważne jest, aby gdy mieszkasz z innymi osobami, porozmawiać z nimi i ustalić, na jakie zmiany się zgadzają, co są w stanie zaakceptować, a co kompletnie odrzucają, bo ich zdaniem zmiana w danym zakresie nie ma sensu.
Wyjaśnijmy sobie jeszcze jedno. Chcę, żebyś poczuła się niekomfortowo, ale jednocześnie nie mam zamiaru Cię oceniać i nie chcę wpędzać Cię w poczucie winy. To, że czegoś nie wiedziałaś, że popełniałaś błędy – to normalna sprawa. Ja też popełniałam błędy. I wciąż popełniam. Jedne nieświadomie, bo jeszcze czegoś nie wiem lub przyjęłam nieprawidłowe założenia. Inne w pełni świadomie, bo rezygnacja z czegoś lub podjęcie właściwej decyzji stanowią dla mnie w tej chwili trudność lub uchodzą w mojej głowie za wręcz niemożliwe.
Dlatego nie mam zamiaru wpędzać Cię w poczucie winy i nie chcę, abyś sama się w nie wpędzała. Pogłębiaj wiedzę, dowiaduj się, analizuj, rozmyślaj, zadawaj pytania, ale też pamiętaj, żeby działać bez presji. Czasami lepiej zrobić krok do tyłu i odpocząć, znaleźć czas na refleksję, aby później mieć więcej siły na zrobienie kolejnych kroków do przodu. Kroków, które – jak wierzę – zaprowadzą nas w stronę zdrowszego domu.
Ta książka zawiera 52 historie na 52 tygodnie roku. Starałam się dobrać owe opowieści tak, aby pasowały do pór roku, dlatego wiosną mówię więcej o porządkach, latem – o owocach i urlopach, a jesienią – o ciepłym kocyku, herbacie i świecach zapachowych.
Starałam się pisać poradnik tak, abyś mogła zarówno przeczytać go za jednym razem, od deski do deski, jak i dawkować sobie jeden rozdział tygodniowo czy „skakać” po nich w poszukiwaniu tematów, które interesują Cię w danym momencie.
Pamiętaj jedynie o tym, żeby nie wprowadzać zbyt wielu zmian jednocześnie. Lepiej sprawdzi się zasada małych kroków.
CZYM JEST ZDROWY DOM
Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. Tylko dawka czyni truciznę (łac.Omnia sunt venena, nihil est sine veneno. Sola dosis facit venenum).
Paracelsus
Zdrowy dom to według niektórych dom bez chemii. Tymczasem prawda jest taka, że nie ma czegoś takiego jak dom bez chemii. Przecież wszystko wokół jest chemią. Jeśli powiem, że będziemy się jej tu trochę uczyć, to pewnie tych, którzy nie lubili chemii jako przedmiotu szkolnego, najdzie ochota na szybkie zamknięcie tej książki. Ale uspokajam – obejdzie się bez sprawdzianów i przepytywania, na rzecz przydatnej wiedzy i wskazówek, jak krok po kroku sprawiać, by nasze domy były zdrowsze.
W kolejnych rozdziałach będę opowiadać o różnych substancjach, gorszych i lepszych. Pamiętaj jednak, że to, jak one na Ciebie wpływają, zależy od tego, w jakim stopniu jesteś narażona na ich działanie, oraz od tego, jak Twój organizm na nie reaguje. Nie zawsze możemy uniknąć niebezpiecznych substancji. Oczywiście powinnyśmy dbać, aby otaczające nas przedmioty nie szkodziły, ale nie zawsze mamy wybór i wpływ na to, w jakiej przestrzeni się znajdujemy. Czasami po prostu jesteśmy na nią skazane. Niekiedy nawet nie wiemy, że mamy do czynienia z jakimiś toksynami. W wielu przypadkach jednak nasz organizm jest w stanie się ich pozbyć. Ważne, aby go wspierać – przede wszystkim dzięki odpowiedniej diecie i aktywności fizycznej.
Czym jest zdrowy dom? To dom, w którym towarzyszy nam świadomość, że wszystko, czym się otaczamy, ma znaczenie.
NOWY ROK – NOWA JA
W nowy rok wiele z nas wchodzi z postanowieniami. Chcemy zadbać o siebie, o swoje zdrowie, kondycję i samopoczucie. Siłownie przeżywają oblężenie, sklepy z odzieżą sportową kuszą promocjami na nowe legginsy i koszulki, a gazetki popularnych dyskontów są pełne zdjęć akcesoriów do ćwiczeń – od mat, przez gumy oporowe i piłki gimnastyczne, aż po hantle. Świetnie, bo ruch to zdrowie. Jednak mało kto zastanawia się nad akcesoriami sportowymi, a przecież one też mogą mieć wpływ na nasze zdrowie. Choć często są reklamowane jako „eko”, bywa, że zawierają substancje, których wolelibyśmy unikać.
Organizacja Center for Environmental Health z USA opublikowała raporty, w których wykazano obecność BPA w odzieży sportowej znanych marek, w tym w stanikach sportowych i T-shirtach. BPA, czyli bisfenol A, to związek, który może zaburzać gospodarkę hormonalną (przeczytasz o nim więcej w dalszym rozdziale).
W Polsce Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) badał akcesoria sportowe. W niektórych wykrył ftalany – plastyfikatory, które również mogą być endokrynnie czynne i są szczególnie niebezpieczne dla dzieci. Co ciekawe, często wykrywano te substancje w tanich piłkach, skakankach i hantlach sprzedawanych w popularnych sklepach. Najgorszy wynik w badaniach uzyskały hantle do ćwiczeń, w których ilość ftalanów była 320 razy większa niż norma.
Ale to nie wszystko. Są też:
PFAS (tzw. wieczne chemikalia) – stosowane, by odzież sportowa była wodoodporna i plamoodporna
barwniki azowe – grupa barwników, w tym również negatywnie wpływających na zdrowie: mogą mieć działanie rakotwórcze, powodować alergie lub podrażnienia skóry
formaldehyd – używany do utrwalania kolorów i wykańczania tkanin; jego opary mogą podrażniać skórę i drogi oddechowe
metale ciężkie (np. kadm, ołów) – wykrywane w nadrukach na koszulkach, ale też w plastikowych oraz metalowych częściach sprzętu sportowego, jak uchwyty czy rączki.
Nie zapominajmy o promieniowaniu jonizującym. Sama byłam zaskoczona informacją, że jakiś produkt zostaje wycofany ze sprzedaży, ponieważ wykryto jego promieniowanie. Właśnie z tego powodu we wrześniu 2025 roku sieć sklepów Action zaprzestała handlu 10-kilogramowymi ciężarkami typu kettle. Dystrybutor informował, że poziom promieniowania nie jest groźny dla zdrowia, jednak regularne stosowanie przyrządu przez dłuższy czas może się okazać szkodliwe. Czyli jak zwykle, to dawka sprawia, że coś staje się niebezpieczne. Im częściej jesteśmy narażeni na kontakt z daną substancją, im dłużej trwa ekspozycja na nią, tym większe ponosimy ryzyko. Trzeba pamiętać, że w przypadku tego typu przedmiotów kontakt nie następuje wyłącznie wtedy, kiedy ich używamy, ale również wtedy, gdy przebywamy w ich pobliżu. Zakładam, że nie każdy ma w domu oddzielne pomieszczenie do ćwiczeń. Co więcej, zdarzają się sytuacje, gdy tego typu akcesoria przechowujemy w sypialni lub w okolicach biurka, przy którym spędzamy dużo czasu, na przykład pracując z domu. Pozostaje pytanie, skąd to promieniowanie jonizujące. Na stronie sklepu brakuje tej informacji. Najbardziej prawdopodobna przyczyna zjawiska to wykorzystanie w procesie produkcji surowców zanieczyszczonych materiałami promieniotwórczymi, wynikające z niewłaściwej kontroli jakości. Być może w celu obniżenia kosztów produkcji zastosowano tanie, niesprawdzone surowce.
Historia z kettlem pokazuje coś ważnego: nie zawsze zagrożenie jest widoczne gołym okiem. Czasem potwierdzają je badania, innym razem – objawy, które bagatelizujemy. Promieniowanie z ciężarka to przykład problemu „niewidzialnego”, ale podobne mechanizmy mogą dotyczyć rzeczy, które odbieramy zmysłami, na przykład zapachu.
Pomyśl tylko, ile razy otwierając opakowania z nowymi akcesoriami, czułaś woń, która Cię odstręczała? Znajoma kupiła karnet na cztery treningi w nowo otwartej siłowni, ale poszła tam tylko raz, bo od zapachu „nowości” rozbolała ją głowa. Nie chciała tego ponownie doświadczyć. Oczywiście fetor nie zawsze jest oznaką szkodliwości, bo różne neutralne dla zdrowia produkty też mają charakterystyczną dla siebie woń. Jednak jeżeli powoduje ona u nas dyskomfort i ból głowy, może to świadczyć o występowaniu szkodliwych lotnych związków.
Przed pierwszym użyciem
Nową odzież sportową zawsze wypierz.Maty do ćwiczeń, hantle, piłki i inne akcesoria umyj dokładnie wodą z mydłem lub wodą z octem.Produkty o intensywnym zapachu wywietrz.Czy to znaczy, że mamy przestać ćwiczyć?
Absolutnie nie! Warto jednak zastanowić się, czy rzeczywiście potrzebujemy nowych akcesoriów do ćwiczeń. A może stary, bawełniany dres świetnie sprawdzi się podczas aktywności? Albo wystarczą jedne legginsy dobrej jakości zamiast pięciu par modnych nowości ze sklepów? Tak samo z akcesoriami. W wielu przypadkach możemy wybierać między produktem w wersji naturalnej i syntetycznej.
Jeśli już musimy coś dokupić, warto rozejrzeć się za lepszymi opcjami:
zamiast syntetycznych legginsów, w których nasza skóra nie oddycha, można wybrać bawełniane, wiskozowe czy z wełny merino
zamiast pięknych, kolorowych hantelków, pokrytych PVC (polichlorek winylu – często dodawane są do niego ftalany), wybierzmy stalowe lub żeliwne, bez dodatkowych powłok
zamiast maty wykonanej z PVC postawmy na korkową, a jeśli wolimy lżejsze, syntetyczne, szukajmy takich, w przypadku których producent informuje o braku BPA i ftalanów
zamiast tanich produktów z chińskich platform zakupowych lub z dyskontu, w którym często zdarza się wycofywanie produktów ze sprzedaży, wybierz odpowiedniki sprawdzonych marek, które stawiają na dobrą jakość.
Naturalne nie zawsze znaczy bezpieczne
Naturalny kauczuk, czyli lateks, pochodzi z soku drzewa kauczukowego, jest biodegradowalny i powszechnie uznawany za bardziej „eko” niż tworzywa sztuczne. Nic więc dziwnego, że często maty do jogi, piłki czy taśmy są opisywane jako zrobione „z naturalnego kauczuku”. Wydaje nam się, że to wybór w pełni bezpieczny, wręcz idealny. Warto jednak wiedzieć, że sam lateks to surowiec naturalny, a zanim stanie się elastyczną matą czy piłką, przechodzi proces obróbki chemicznej. Producenci dodają do niego m.in. stabilizatory, przyspieszacze wulkanizacji i przeciwutleniacze. Niektóre z tych substancji, jak np. nitrozoaminy czy tiuramy, mogą być potencjalnie alergizujące lub szkodliwe.
Tańsze produkty z kauczuku mogą zawierać:
ftalany – w celu zmiękczenia i zwiększenia elastyczności
barwniki – nadające intensywne kolory
resztki rozpuszczalników – używanych w produkcji.
Dlatego nawet jeśli materiał, z którego wykonane są akcesoria do ćwiczeń, jest naturalny, nie daje nam to pewności, że jest wolny od szkodliwych związków chemicznych. Warto zawsze czytać uważnie informacje od producenta, aby sprawdzić, czy zapewnia o braku niebezpiecznych substancji lub deklaruje posiadanie certyfikatów, jak np. OEKO-TEX.
Współczesne zagrożenia
Na koniec chciałabym wspomnieć o jeszcze jednym produkcie związanym z aktywnością fizyczną, który może zawierać szkodliwe składniki: sportowe zegarki i opaski fitness. Naukowcy przebadali 22 różne modele pasków w tego typu urządzeniach, a swoje wyniki opublikowali w czasopiśmie naukowym „Environmental Science & Technology Letters”. Okazuje się, że aby paski były odporne na wodę i zabrudzenia, producenci bardzo często wykorzystują PFAS, czyli grupę substancji znanych też jako „wieczne chemikalia”. Niestety testy pokazują, że wyższa cena nie zawsze idzie w parze z bezpieczeństwem (związki z tej grupy znaleziono m.in. w produktach marki Apple).
Warto zwracać uwagę na to, z czego wykonane są paski zegarków. Tym bardziej, że jest to gadżet, który ma stały kontakt z naszą skórą, niekiedy nawet podczas snu.
Na szczęście istnieją producenci, którzy wykorzystują bezpieczne materiały, a także oferują możliwość zmiany pasków. Warto wówczas rozważyć taką wymianę, wybierając produkty, w przypadku których potwierdzono brak niebezpiecznych substancji (np. paski silikonowe).
Każdy trening to inwestycja w zdrowie, ale niech sprzęt, którego używasz, pomaga Ci, a nie szkodzi.
Zapamiętaj!
Zanim cokolwiek kupisz, zrób najpierw szybki przegląd produktów (i ich etykiet pod kątem składu), które już masz.
Nowe produkty przed pierwszym użyciem zawsze wypierz, umyj lub wywietrz.
Unikaj PVC, BPA, ftalanów, PFAS.
Wybieraj mniej, ale lepiej – jakość ponad ilość.
Zdrowy dom zaczyna się od mądrych wyborów.
Noworoczne wyprzedaże
Niegdyś wyprzedaże w sklepach z odzieżą odbywały się najwyżej kilka razy w roku, np. po świętach. Dziś ciągle czeka na nas jakaś okazja kusząca do dokonania zakupu. Zakupu, który poprawi humor, zamaskuje niepewność czy ukryje kompleksy. Niestety, na krótką chwilę, bo zaraz uświadamiamy sobie, że znowu czegoś nam brakuje.
„Kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy, za pieniądze, których nie mamy, aby zaimponować ludziom, których nie lubimy” – cytat, który przypisuje się kilku autorom, jest dobrym podsumowaniem ery konsumpcji, w której żyjemy.
Żaden przedmiot nie sprawi, że staniemy się lepsi czy szczęśliwsi od innych.
Tymczasem reklamy próbują wmówić nam coś innego. Oczywiście nie bezpośrednio. Nikt przecież w spocie reklamowym nie mówi wprost: „Kup tę sukienkę, ona uczyni Cię szczęśliwą”. Jednak widząc zadowolonych, radosnych, szczęśliwych ludzi, zakładamy, że to dzięki przedmiotom i że jeśli my też je nabędziemy, będziemy czuli się lepiej.
Wielkie marki tworzą kolejne produkty, które mają zaspokoić nasze pseudopotrzeby. Często dopóki czegoś nie zobaczyłyśmy na sklepowej półce (czy na instagramowym koncie influencera), nie zdawałyśmy sobie sprawy, że w naszym życiu tego brakuje. Czy ktoś lepiej od nas zna nasze potrzeby, czy jedynie wmawia nam, że coś jest nam niezbędne?
Firmy doskonale wiedzą, że decyzje zakupowe rzadko podejmujemy racjonalnie – częściej wynikają one z emocji. Dlatego nie sprzedają nam butelki wody, a „styl życia”, nie sprzedają hantli, lecz „lepszą wersję samego siebie”. Kupujemy, bo tak robią inni. Skutkiem tego nasze mieszkania zapełniają się rzeczami, które miały nam dać szczęście, a zamiast tego generują bałagan i frustrację. Ale spokojnie, i na to producenci mają sposób, podsuwając nam kolejne gadżety. Nową, większą i lepiej dopasowaną szafę lub pojemniki do organizacji. Tylko czy naprawdę tego wszystkiego potrzebujemy?
Stałyśmy się pasywnymi konsumentami
Kupujemy coś, bo jest w promocji, jest modne, bo wszyscy to mają, a NIE dlatego, że tego potrzebujemy. To nie jest nasz wybór.
Wiele kupowanych przez nas produktów nie dość, że nie zaspokaja naszych podstawowych potrzeb, to jeszcze często utrudnia nam życie. Syntetyczne ubrania, w których się pocimy. Śliczne, różowe tiulowe sukieneczki dla małych księżniczek, w których jest im niewygodnie. Akrylowy sweter lub koc na zimę, które nie dają komfortu cieplnego. Koronkowe syntetyczne majtki, bo trzeba wyglądać seksownie. Szkoda tylko, że na metce nie ma informacji, że „wykonano je z tkaniny utrudniającej odpowiednią cyrkulację powietrza, a użytkowanie może przyczynić się do występowania infekcji intymnych”.
No właśnie, metki. Ciekawe, jak wyglądałyby, gdyby producenci musieli podawać na etykietach prawdę. Myślisz, że to by coś zmieniło?
Pasywny konsument to osoba, która:
nie kwestionuje tego, co kupuje – ufa reklamom, modzie, opiniom innych, bez własnej refleksjinie analizuje składu, jakości ani wpływu produktu na zdrowie, środowisko, nie bierze pod uwagę etyki produkcjiłatwo ulega wpływom marketingu – promocjom, trendom, poleceniom influencerówkupuje impulsywnie, często więcej, niż potrzebujeposiada rzeczy, których nigdy nie używa – ubrania z metką, akcesoria sportowe, nieprzeczytane książki, kilka kosmetyków tego samego rodzaju, suplementy diety, sprzęty kuchenne.Niestety obawiam się, że wciąż znalazłyby się osoby, które kupują coś tylko dlatego, że jest tanie. Usprawiedliwiamy się, że nie stać nas na to, co droższe. Ale czy rzeczywiście w ten sposób oszczędzamy? Może jedynie wmawiamy sobie i innym, że nie mamy pieniędzy na coś droższego, a zamiast jednej droższej, ale porządnej rzeczy wybieramy kilkanaście tanich, gorszej jakości. Tymczasem warto pamiętać, że porzekadło „Co tanie, to drogie” nie wzięło się znikąd. Natomiast nam wcale nie zależy, by mieć coś lepszego – my chcemy mieć więcej.
Ale czy rzeczywiście potrzebujemy więcej? Zdecydowanie nie! Trudno się jednak do tego przyznać, a jeszcze trudniej jest powstrzymać się przed wrzuceniem do koszyka kolejnego produktu, gdy widzimy hasła: „promocja” i „ostatnie sztuki”. Ta obawa przed stratą to efekt FOMO.
CIEKAWOSTKA
FOMO to skrót od fear of missing out; oznacza lęk przed tym, że coś nas ominie. W kontekście zakupów oznacza strach przed przegapieniem okazji do nabycia czegoś, co wydaje się atrakcyjne. Efekt FOMO pojawia się zwłaszcza wtedy, kiedy na decyzję mamy ograniczony czas lub sprzedający podaje informacje o ograniczonej liczbie czy ilości, np. poprzez hasła „ostatnie sztuki”. Wiemy, że jeśli będziemy się zastanawiać, oferta może zniknąć. Działamy więc pod wpływem impulsu.
Kupujemy, bo coś wydaje się tanie. Nie myślimy o materiałach, z których produkt jest wykonany, ani o tym, że może negatywnie wpływać na nasze zdrowie. Tymczasem odzież pochodząca z tanich chińskich platform zakupowych może zawierać metale ciężkie, ftalany i inne substancje, których stężenie czy ilości przekraczają normy obowiązujące w Unii Europejskiej. Coraz więcej wiemy o tym, jak przemysł odzieżowy zanieczyszcza środowisko, zdajemy sobie sprawę z fatalnych warunków pracy (np. szwaczek, a nawet młodocianych) niezgodnych z przepisami prawa. Oczywiście w pokazowych wzorcowych szwalniach wielkich firm wszystko wygląda pięknie, tymczasem w smutnych realiach wciąż wykorzystuje się dzieci do nielegalnej pracy, o czym możesz dowiedzieć się więcej, oglądając między innymi dokumenty z serii „Dzieci świata” stworzone przez Marzenę Figiel-Strzałę*.
A gdyby tak kupować mniej?
Mam na myśli nie tylko kupowanie ubrań, ale robienie zakupów w ogóle. Świadome kupowanie tylko tego, co rzeczywiście jest nam potrzebne. Ocenianie produktów pod kątem składu, jakości czy etyki produkcji.
Nadmiar rzeczy przytłacza. Dzięki nowym produktom miałyśmy poczuć się lepiej, tymczasem doskwiera nam zagracony dom. Szafy pełne rzeczy, których nie nosimy, ale które jeszcze kiedyś założymy. Szuflady wstydu z „przydasiami”, które nie są wcale takie przydatne, skoro przez ostatnie dwa lata nikt ich nie potrzebował. Garaże, piwnice i komórki wypełnione po brzegi. I w naszych głowach myśli, że trzeba kupić większą lub kolejną szafę, a nawet zmienić mieszkanie czy dom na większe. I naiwna wiara, że gdy już będziemy mieć więcej miejsca, wszystko to zmieścimy. Prawda jest jednak taka, że kolejne miejsce równie szybko zapełnimy nowymi rzeczami, które będą kusiły obietnicą lepszego życia.
Co z tym zrobić?
Zamiast noworocznych zakupów zrób noworoczne porządki.
Wybierz jedną przestrzeń; nie rzucaj się na głęboką wodę, czyli jednocześnie na szafę, kuchnię i łazienkę. Zanim udasz się na kolejne zakupy, wyjmij z szafy wszystko. Następnie podziel rzeczy na te, które nosisz, i te, których nie używasz, a które tylko zajmują miejsce.
Świetnym pomysłem będzie poproszenie o pomoc kogoś, kto nie jest emocjonalnie związany z Twoimi rzeczami. Przyjaciółka, siostra albo profesjonalistka zajmująca się declutteringiem to osoby, którym łatwiej przyjdzie stwierdzić, że sukienka ze studniówki naprawdę nie jest Ci już potrzebna. Tym bardziej, że miałaś ją na sobie tylko ten jeden raz i dobrze wiesz, że nigdy więcej jej nie założysz. Pozostawiłaś ją w szafie jedynie z sentymentu. W praktyce to zapychacz cennego miejsca, na którego brak przecież narzekasz.
Zaplanuj przestrzeń
W ostatnich latach media społecznościowe obfitują w treści związane z declutteringiem. Oglądamy piękne, uporządkowane przestrzenie i organizery, które mają w tym pomóc. Gdy po obejrzeniu kilku filmików w Internecie trafimy na podobny organizer w sklepie z tanimi produktami, korzystamy z okazji. Kupujemy, bo przecież jest tańszy niż ten oglądany wcześniej, a jednocześnie wprowadzi porządek w naszym domu. A przynajmniej tak zakładamy, kiedy podekscytowane wrzucamy go do koszyka. W praktyce to kolejny produkt, który kupiłyśmy pod wpływem impulsu. Nie chcę tu krytykować organizerów i declutteringu – uważam, że to świetne rozwiązanie, pod warunkiem że zmierzysz przestrzenie i zaplanujesz, jakie organizery w danym miejscu się sprawdzą. Bez tego zakup będzie kolejnym pochopnym krokiem wynikającym z konsumpcyjnego stylu życia.
O to, jak najlepiej się do tego zabrać, spytałam Agnieszkę Krakós-Gorący, która od lat profesjonalnie zajmuje się declutteringiem. Jeśli jeszcze jej nie znasz, koniecznie skorzystaj z jej praktycznych porad (Instagram @prostaorganizacja).
AGNIESZKA KRAKÓS-GORĄCY
W świecie, w którym niemal wszystko jest na wyciągnięcie ręki, nadmiar staje się jednym z największych źródeł codziennego przeciążenia. Zagracona przestrzeń jest pozbawiona swoistej lekkości, a to nie pozwala naprawdę odpocząć, wydłuża też czas przeznaczony na każdą czynność. Dlatego odgracanie nie jest kaprysem ani modą – to proces przywracania równowagi. Z czasem staje się decyzją o życiu w większej świadomości i mniejszym chaosie.
Metoda CZTERECH kroków
Opracowałam metodę, która pozwala skutecznie uporządkować przestrzeń. Te cztery kroki możesz zastosować w przypadku każdej kategorii rzeczy, które chcesz przejrzeć, i każdej przestrzeni, którą chcesz lepiej zorganizować. Pamiętaj, odgracamy nie tyle pomieszczenie, ile konkretną kategorię rzeczy – np. nie bierzemy się za porządkowanie całej kuchni, ale albo zapasów spożywczych, albo naczyń, albo akcesoriów kuchennych. Lepiej gruntownie uporać się z zawartością trzech szuflad, niż wyjąć wszystko na podłogę i z przerażeniem patrzeć na masę niepowiązanych ze sobą przedmiotów.
1. Inwentaryzacja – zobacz, ile naprawdę masz
Pierwszym etapem jest zebranie wszystkich rzeczy z danej kategorii w jedno miejsce. Dzięki temu zobaczysz skalę nadmiaru i uświadomisz sobie, ile rzeczy posiadasz. Uwierz mi, najprawdopodobniej będziesz zaskoczona, ile masz podobnych, a często takich samych przedmiotów.
W przypadku dużych przestrzeni, większych rozmiarów mebli, np. szafy, zrób inwentaryzację osobno dla butów, osobno dla ubrań, bielizny czy biżuterii.
2. Selekcja – czas na decyzję, co naprawdę ci służy
To zazwyczaj najtrudniejsze. Na etap selekcji składa się wiele drobnych decyzji. Musisz zderzyć się z wyrzutami sumienia, sentymentami, obawą przed dokonaniem niewłaściwego wyboru. To moment, w którym możesz pożegnać rzeczy, które już ci nie służą, są nietrafionym prezentem itp. Jeśli coś jest w dobrym stanie, nie wyrzucaj tego, lecz sprzedaj, przekaż komuś, oddaj, np. na portalu inicjatywy społecznej „Uwaga, śmieciarka jedzie” lub na platformie OLX w sekcji „za darmo”.
Na jakie grupy rozdzielić rzeczy?
Zostaje
– w dobrym stanie, dobrze mi służy lub będzie w najbliższej przyszłości.
Sprzedaj
– w dobrym stanie, ale już nie potrzebuję.
Oddaj
– w dobrym stanie, jeszcze się komuś przyda; pamiętaj, oddajemy rzeczy tak, jak sami byśmy chcieli je dostać, a nie po to, by ktoś zajął się zniszczonym sprzętem, z którym sami nie wiemy, co zrobić.
Wyrzuć
– zniszczone.
Kwarantanna
(na trzy miesiące) – jeśli masz wątpliwości, przygotuj pudło kwarantanny; jeśli przez trzy miesiące nie potrzebowałaś tych rzeczy, możesz je bez żalu sprzedać lub oddać; ten etap to nauka zaufania do siebie i odpuszczania.
3. Organizacja – porządek, który działa
Dopiero po selekcji przychodzi czas na organizację. To moment, w którym ustalasz konkretne miejsce dla rzeczy i tworzysz system dostosowany do swojego stylu życia. Dopiero na tym etapie kupuj pojemniki i organizery. Organizacja ma być funkcjonalna, a nie tylko dekoracyjna. Dobrze zaprojektowany układ sprawia, że utrzymanie porządku jest dużo łatwiejsze.
4. Utrzymanie efektu – nowe nawyki
Ostatni etap to codzienna praktyka w zakresie utrzymania porządku: odkładanie rzeczy na miejsce, regularne przeglądy, uważne zakupy. Z czasem zauważysz, że zaczynasz mniej chcieć, mniej potrzebować i bardziej doceniać to, co już masz. Porządek przestaje być celem, a staje się stylem życia.
5 wskazówek, które pomogą Ci zacząć
Podziel proces na małe sekcje. Zamiast porządkować cały dom, wybierz jedną kategorię lub szafkę. Dzięki rychło widocznym rezultatom wzmocnisz motywację.Zacznij od przestrzeni, w której szybko zobaczysz efekt. Łazienka, przedpokój czy kuchenna szuflada wstydu to idealne miejsce startu – tu decyzje są proste, a wyniki pracy widać od razu.Nie kupuj pojemników z wyprzedzeniem. Najpierw zredukuj liczbę rzeczy, dopiero potem dobierz rozwiązania organizacyjne. W przeciwnym razie same pojemniki staną się kolejnymi elementami istniejącego nadmiaru przedmiotów.Zaproś do pomocy przyjaciółkę lub ustal wspólnie z nią plan działania. Towarzystwo drugiej osoby w takim przedsięwzięciu pomaga utrzymać rytm pracy, stanowi wsparcie i ułatwia podejmowanie decyzji.Ogranicz porównywanie się w mediach społecznościowych – nie mierz swojego procesu miarą idealnych wnętrz z Instagrama. Skup się na swoim tempie pracy i jej efektach.Odgracanie to nie tylko porządek w szufladach, lecz także porządek w głowie, porządek myśli. Kiedy odzyskujesz przestrzeń, odzyskujesz również swobodę, spokój i czas. Metoda 5 kroków pozwala przejść przez ten proces mądrze, z szacunkiem do siebie i poszanowaniem przedmiotów, które wybierasz, by Ci towarzyszyły.
* Reportaż o fabrykach ubrań i butów w Bangladeszu – https://www.youtube.com/watch?v=WBNzxB4CgN4 (dostęp: 19.12.2025).
NIEBEZPIECZNE UBRANIA
Odzież może być niebezpieczna. Przesadzam? W październiku 2023 roku sąd przyznał wysokie odszkodowania pracownikom linii lotniczych American Airlines, którzy twierdzili, że ich służbowe mundury doprowadziły do poważnych problemów zdrowotnych (podrażnienia skóry, problemy z oddychaniem, ból głowy, obrzęk oczu itp.). Ich powodem był głównie formaldehyd. Oficjalne uniformy pilotów i personelu pokładowego powinny wyglądać nienagannie nawet w trakcie wielogodzinnych lotów. Nie mogą zbyt łatwo ulegać zagnieceniom i w tym właśnie miała pomagać domieszka formaldehydu.
Ta sytuacja to nie wyjątek. Okazuje się, że odzież często szkodzi noszącym ją ludziom, którzy chorują z powodu ubrań, choć nierzadko nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Wszystkiemu sprzyjają fast fashion i ultra fast fashion, za którymi kryją się: tanie materiały, szybka produkcja, kiepska kontrola jakości, dużo chemikaliów używanych do szybkiego suszenia, wygładzania, zmniejszania zagnieceń, by materiał schodził szybciej z linii produkcyjnej.
Potwierdza to raport „Toksyczne chemikalia: wielki sekret mody” (ang. Toxic Threads: The Big Fashion Stitch-Up) opracowany przez Greenpeace. Badanie objęło 141 sztuk odzieży zakupionej w kwietniu 2012 roku w popularnych sklepach w 29 krajach świata. Prawie ⅔ ubrań zawierało nonylofenole, cztery sztuki miały duże stężenie ftalanów, a w dwóch stwierdzono obecność rakotwórczych amin pochodzących z barwników azowych. Wszystkie zakupiono w sklepach stacjonarnych znanych marek.
Powiecie, że 2012 rok był dawno temu i teraz takie sytuacje na pewno już się nie zdarzają? Bardzo chciałabym w to wierzyć, ale wystarczy zajrzeć do raportu „Między nami jest chemia” opublikowanego w październiku 2024 roku przez UOKiK i Inspekcję Handlową. Skontrolowano 100 partii pościeli pod kątem obecności w nich formaldehydu i w czterech z nich stwierdzono nieprawidłowości. Dopuszczalne stężenie to 75 mg/kg, a w najgorszym przypadku wartość ta została przekroczona osiem razy!
W marcu 2025 roku opublikowano raport polskiej Federacji Konsumentów, według którego 10 z 16 sztuk przebadanych ubrań i bielizny zakupionych na platformach sprzedażowych Shein i Temu zawierało metale ciężkie w stężeniach przekraczających dozwolone limity.
W ramach rządowej inspekcji w Korei Południowej zbadano 26 sztuk odzieży zimowej sprzedawanej na platformach Temu, Shein i Aliexpress – w siedmiu stwierdzono niebezpieczne dla zdrowia stężenie takich substancji jak ftalany, ołów i kadm. Najbardziej szokująca była zawartość ftalanów w kurtce dziecięcej, bo dopuszczalne stężenie było przekroczone 622 razy!
Takich raportów jest więcej. Niebezpieczne substancje w odzieży, bieliźnie, pościeli, paskach, torebkach, butach – to nie domniemanie wynikające z teorii spiskowych, to fakty. Dlatego ważne jest, aby świadomie podchodzić do zakupów i kupować odzież pochodzącą z godnych zaufania miejsc. Warto też zwracać uwagę, czy ma ona certyfikaty typu OEKO-TEX, które świadczą, że produkty były testowane pod kątem substancji szkodliwych dla zdrowia.
„Noszę tanie ubrania kupowane na chińskich platformach sprzedażowych i nic mi nie jest” – tego typu stwierdzenia padają pod publikowanymi w sieci materiałami, w których ktoś krytykuje zakupy odzieży za pośrednictwem Shein czy Temu.
CIEKAWOSTKA
FORMALDEHYD to gaz, który w większych stężeniach ma wyczuwalny ostry, gryzący zapach. Może szczypać w oczy i drapać w gardło. Można go wyczuć w sklepach z tanimi produktami, bo przewożone do nas z Azji ubrania traktowane są nim w celu zabezpieczenia przed pleśnią (długi transport drogą morską) i gnieceniem tkanin. Formaldehyd powstaje też w naturze, ale do naszych domów trafia przede wszystkim za pośrednictwem mebli, płyt wiórowych, klejów, farb, wykładzin czy właśnie tkanin. Przez wiele lat wdychałyśmy go nieświadomie, nie wiedząc, że w większych ilościach może być niebezpieczny. Dziś wiemy już, że formaldehyd uznano za substancję rakotwórczą (kategoria 1B) – dlatego warto wiedzieć, gdzie może się ukrywać i że powinno się go unikać.
Wielu rzeczy czy zjawisk nie jesteśmy w stanie zauważyć, a niekiedy nie łączymy dolegliwości i objawów chorobowych z produktami, których używamy. Niejedna kobieta z problemami hormonalnymi usłyszała: „Taki pani urok”. Nieregularne miesiączki, trudności z zajściem w ciążę lub przedwczesne dojrzewanie to coraz powszechniejsze zjawiska, jednak mało kto zastanawia się nad ich przyczynami. Niewiele mówi się o związkach endokrynnie czynnych w naszym otoczeniu.
Pamiętajmy też, że nie każdy reaguje tak samo. Wiele zależy od wrażliwości skóry, skłonności do alergii, czasu narażenia na określony czynnik, częstotliwości noszenia danego ubrania, tego, czy odzież była prana przed pierwszym użyciem itp.
O właśnie, pranie przed pierwszym użyciem! O tym też nie raz słyszałam: „Nigdy nie prałam i nigdy nic mi nie było”. Ale czy na pewno?
Zapach „nowości” bywa myląco przyjemny – nowa odzież pachnie czystością i świeżością. Ale tak naprawdę nie mamy do czynienia z czystością, lecz z mieszanką chemikaliów, które pojawiły się na ubraniu podczas jego produkcji i transportu. Dlatego pierwsze pranie nowych rzeczy to nie przesada, ale dobra praktyka, wręcz zdrowy nawyk.
Co usuwamy z ubrań podczas prania?
Substancje używane na etapie produkcji.
Co innego „znajdziemy” w bawełnianej (tu pozostałości także z procesu uprawy), a co innego w poliestrowej (związki ropopochodne lub surowce z recyklingu) bluzce. Różnice zależą też od wybielaczy, barwników, detergentów, rozpuszczalników. Szacuje się, że w przemyśle odzieżowym używa się ponad 8000 różnych substancji chemicznych!
Substancje wykorzystywane na czas transportu.
Zamknięte w kontenerach ubrania pokonują często tysiące kilometrów drogą morską, narażone na wilgoć, pleśń czy insekty. Aby zapobiec uszkodzeniom, producenci stosują dodatkowe środki konserwujące. W rezultacie na nowej koszulce może się znajdować mieszanina chemikaliów, o których nie mamy pojęcia. Jednym z konserwantów jest formaldehyd.
Inne zanieczyszczenia.
Zadaj sobie kilka pytań. Ile osób mierzyło daną rzecz w sklepie, czy ich dłonie i ciała były czyste? Ile te ubrania leżały tudzież wisiały w magazynach czy na sklepowych półkach, w jakich warunkach? Cofając się do etapu produkcji – w jakich warunkach to było szyte? Tu już bardziej mowa o zanieczyszczeniach biologicznych, a nie chemicznych, ale te również mogą się okazać groźne. Nowe rzeczy przed pierwszym użyciem warto prać po prostu ze względów higienicznych.
Pomysł na zmiany
Przegląd szafy. Wyjmij z niej wszystko i oceń każdą z rzeczy, biorąc po jednej do ręki. Zastanów się, jak się w nich czujesz i dlaczego je kupiłaś. Sprawdź metki. Odłóż rzeczy, których nie nosisz, przy każdej z nich odpowiadając sobie na pytanie o powód. Czy to nieodpowiedni kolor (warto zrobić sobie analizę kolorystyczną, nawet taką z pomocą sztucznej inteligencji), a może niekorzystny krój? Spisz na kartce lub w notesie, dlaczego odłożone rzeczy się nie sprawdziły – to cenne informacje, dzięki którym wiesz, czego więcej nie kupować.
Drugie życie rzeczy. Nie bój się sklepów z używaną odzieżą. Jej podstawową zaletą jest to, że była już wielokrotnie prana. Dzięki temu pozostałości poprodukcyjne zostały dawno usunięte. Poza tym dobrze widać, które ubrania po pierwszym praniu i kolejnych nie wyglądają jak… szmata. W sklepach typu second hand też należy sprawdzać skład, oceniać jakość użytych materiałów. Niestety z kupowaniem tanich, używanych rzeczy też można przesadzić, dlatego zawsze warto planować zakupy, starannie analizując nasze realne potrzeby.
OKŁADKA
KARTA TYTUŁOWA
KARTA REDAKCYJNA
SPIS TREŚCI
WSTĘP
TYDZIEŃ 1. NOWY ROK – NOWA JA
TYDZIEŃ 2. Noworoczne wyprzedaże
TYDZIEŃ 3. NIEBEZPIECZNE UBRANIA
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Spis treści
Meritum publikacji
