Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Odnów energię, odzyskaj równowagę, uzdrów siebie i swoje życie.
Poznaj reiki – starojapońską sztukę uzdrawiania, która łączy prostotę dotyku z głębią duchowego rozwoju. David Vennells, nauczyciel i praktyk reiki, krok po kroku pokazuje, jak korzystać z uniwersalnej energii życia, by wspierać zdrowie, spokój i harmonię na każdym poziomie – fizycznym, emocjonalnym i duchowym.
Z książki dowiesz się, jak:
• stosować dwanaście klasycznych pozycji dłoni w pracy z energią;
• wprowadzić reiki do codziennego życia, by łagodzić stres i napięcie;
• uzdrawiać siebie i innych, wzmacniać relacje oraz przywracać równowagę wewnętrzną;
• wspierać zdrowie roślin i zwierząt;
• łączyć praktykę reiki z medytacją, uważnością i rozwojem osobistym.
David Vennells zainteresował się reiki po okresie choroby związanej z zespołem przewlekłego zmęczenia, który trwał cztery lata. Kiedy poczuł się lepiej, rozpoczął naukę reiki u trzech znanych mistrzów, koncentrując się na badaniu jej pochodzenia oraz aspektów praktycznych i duchowych.
„Reiki w praktyce” to nie tylko podręcznik technik, lecz także przewodnik po żywej tradycji, która uczy spokoju, współczucia i harmonii z samym sobą. Niezależnie od przekonań czy doświadczenia – możesz odkryć uzdrawiającą moc, od ponad wieku inspirującą ludzi na całym świecie.
Zacznij od jednego gestu. Energia, której szukasz, już w tobie płynie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 223
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tylko dziś się nie martw…
Tylko dziś się nie złość…
Czcij rodziców, nauczycieli i starszych…
Uczciwie zarabiaj na życie…
Okazuj wdzięczność każdej żywej istocie.
– Pięć zasad reiki
Po co uczyć się reiki?
Reiki to prosty, ale głęboki system uzdrawiania poprzez nakładanie rąk, opracowany w Japonii, ale wykraczający poza granice kultur i religii. To również łagodna, a jednocześnie potężna ścieżka rozwoju osobistego i duchowego. Reiki może mieć ogromny wpływ na zdrowie i dobrostan za sprawą równoważenia, oczyszczania i odnawiania twojego układu energii wewnętrznej. Oto kilka przykładów na to, w jaki sposób można używać reiki zarówno jako techniki uzdrawiania poprzez nakładanie rąk, jak i do ustalania intencji psychicznych:
do uzdrawiania siebie i innych – fizycznie, psychicznie i emocjonalnie;
do rozwoju osobistego oraz rozwijania współczucia i mądrości;
do uzdrawiania zwierząt i roślin;
do uzdrawiania problemów w relacjach w pracy bądź w domu;
do wysyłania uzdrawiających energii do różnych sytuacji na świecie, takich jak wojny i katastrofy naturalne, bądź w naszej okolicy, takich jak przestępczość, bezrobocie i ubóstwo;
do uzupełniania i wzmacniania innych terapii, takich jak aromaterapia i refleksologia;
do znalezienia nowej pracy, nowego domu, samochodu i wszystkiego innego;
do zapewnienia bezpieczeństwa podczas podróży;
do znajdowania rozwiązań konkretnych zagadnień;
do uspokojenia się przed stresującymi wydarzeniami, takimi jak egzaminy, rozmowy rekrutacyjne czy przemówienia publiczne;
do zapewnienia sobie przewodnictwa, ochrony i błogosławieństw.
TYTUŁ ORYGINAŁU:
Reiki for Beginners:
Mastering Natural Healing Techniques
Redaktorka prowadząca: Marta Budnik
Wydawczyni: Agnieszka Fiedorowicz
Redakcja: Anna Płaskoń-Sokołowska
Korekta: Katarzyna Kusojć
Ilustracje w środku: Carrie Westfall
Projekt okładki: Adelina Sandecka
Zdjęcie na okładce: © Rawpixel.com, © Amahce, © Anlomaja,
© Asenbayu / Stock.Adobe.com
Translated from
Reiki for Beginners
Copyright © 1999 David F. Vennells
Published by Llewellyn Publications
Woodbury, MN55125 USA
www.llewellyn.com
Copyright © 2026 for the Polish edition by Wydawnictwo Kobiece
Agnieszka Stankiewicz-Kierus sp.k.
Copyright © for the Polish translation by Ischim Odorowicz-Śliwa, 2026
Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.
Wydanie I
Białystok 2026
ISBN 978-83-8417-567-5
Grupa Wydawnictwo Kobiece | www.WydawnictwoKobiece.pl
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotował Jan Żaborowski
Uwaga od autora
Autor chciałby zaznaczyć, że nie jest nauczycielem buddyzmu, a wszelkie porady udzielone z buddyjskiej perspektywy w celu wsparcia praktyki reiki to po prostu coś, co pomogło mu w osobistym doświadczeniu z tym systemem.
Ta książka nie stanowi autentycznego tekstu buddyjskiego. Czytelnicy zainteresowani pogłębieniem swojej wiedzy na temat buddyzmu bądź nauką medytacji powinni skorzystać z informacji zawartych w załącznikach 1 i 2 do niniejszej książki.
Pisanie tej książki sprawiło mi wielką przyjemność, było wyjątkowym doświadczeniem i prawdziwym przywilejem. Reiki wpłynęło na moje życie pod wieloma względami i nieustannie daje mi tak wiele, że trudno mi znaleźć słowa na wyrażenie wdzięczności.
Na rynku znajduje się obecnie wiele książek na temat reiki – i bez wątpienia pojawią się kolejne. Zarówno początkującym, jak i zaawansowanym praktykom może być trudno dostrzec w tych wszystkich informacjach serce czy też istotę reiki, należy więc pamiętać, że to w zasadzie bardzo prosta, przyjemna i empiryczna technika. Zachowywanie prostoty praktyki, uczenie się od innych ludzi, z książek i – co najważniejsze – na własnych doświadczeniach są kluczowe, jeżeli reiki ma być skuteczne.
Jako że reiki przyszło do nas z Japonii, ludzie na Zachodzie nie do końca zdają sobie sprawę z jego buddyjskich korzeni. Obecnie dość szybko się to zmienia, ponieważ lepiej poznajemy życie doktora Mikao Usuiego, twórcy reiki, oraz to, w jaki sposób reiki praktykowane jest współcześnie w Japonii zgodnie z jego pierwotnymi naukami. Nie powinno to martwić osób niebędących buddystami. Zdecydowanie nie trzeba nimi być, by praktykować reiki – tak jak nie trzeba nimi być, by korzystać z nauk Buddy. Jedno i drugie jest dostępne dla każdego, zawsze.
Obecnie reiki łączy się z wieloma różnymi typami praktyki duchowej, innymi terapiami i ścieżkami rozwoju duchowego, powstają też nowe gałęzie reiki, ponieważ niektórzy mistrzowie dodają własne pomysły i techniki. Być może właśnie z tego powodu biuro zachodniego Wielkiego Mistrza Reiki poszukuje sposobów na zachowanie oraz ochronę autentyczności i klarowności linii przekazu oraz pierwotnych praktyk nauczycielskich, które pojawiły się na Zachodzie dzięki mistrzyni Hawayo Takacie. Wszystkie te zmiany mogą sprawiać, że przyszłość wydaje się niewyraźna! Najwidoczniej wielu praktyków poszukuje obecnie autentycznych ram, form i kontekstów duchowych, dzięki którym pogłębią swoje rozumienie i doświadczenie reiki. Sam zainteresowałem się buddyzmem krótko po tym, jak poznałem reiki, i przekonałem się, że obie praktyki uzupełniają się wzajemnie. Praktykowanie obu systemów niesamowicie poprawiło jakość mojego życia, a jednocześnie nie wymagało wyrzeczenia się chrześcijańskich korzeni.
Do napisania tej książki popchnęła mnie chęć podzielenia się dobrym zdrowiem, poczuciem osobistego spełnienia i głębszym docenieniem życia, które zyskałem dzięki reiki i buddyzmowi. Uznałem również, że prosty przewodnik napisany z ogólnej perspektywy buddyjskiej pomoże praktykom reiki – tego tradycyjnego i tego nietradycyjnego – zyskać nowy wgląd we własną praktykę i jaśniej wyznaczyć ścieżkę rozwoju osobistego.
Mam nadzieję, że ta książka będzie pomocna i umożliwi ci wyklarowanie, zrozumienie oraz pogłębienie własnego doświadczenia reiki, a przy okazji sprawi, że staniesz się trochę zdrowszym, szczęśliwszym i pełniejszym człowiekiem.
Historia autora
Pewnego ranka, zanim usiadłem do pisania, wydarzyło się coś, co doskonale symbolizuje moje pierwsze doświadczenia z uzdrawiającą mocą reiki.
Na parapecie w mojej kuchni stoi roślina z czterdziestoma czy pięćdziesięcioma pięknymi białymi kwiatkami na łodyżkach otoczonych zielonymi liśćmi, a wszystko to wyrasta z jednej bulwy – to cyklamen. Przez jakiś czas zapominałem go podlewać i w końcu zauważyłem, że wszystkie kwiaty i liście opadły i odsłoniły bulwę. Roślina całkowicie straciła siły i wyraźnie brakowało jej woli życia. Natychmiast obficie ją podlałem i wspomogłem reiki, licząc, że odżyje.
Wróciłem do kuchni mniej więcej pół godziny później i z zaskoczeniem odkryłem, że cyklamen niemal całkowicie wrócił do siebie! Wszystkie kwiatki i liście znowu wyciągały się w górę, ku słońcu. Niemal było widać otaczający go blask energii życiowej. Zmiana była nagła, nadzwyczajna i cudowna. A ja po prostu stałem tam przez kilka minut i podziwiałem tę niesamowitą naturalną przemianę.
Jej łagodna prostota i moc dotknęły mnie i przypomniały mi mój początek doświadczeń z reiki. Niczym klucz ujawniły przede mną magię tych pierwszych tygodni i miesięcy. Od tamtej pory wydarzyło się mnóstwo cudownych rzeczy, które otworzyły mi oczy. Zatoczenie pełnego koła i przypomnienie sobie, jak dotarłem do tego punktu, to czysta przyjemność!
Ku prawdziwemu ukończeniu studiów
Przez pierwszych dwadzieścia parę lat moje życie było dość normalne. Odkąd poznałem reiki, zacząłem sobie przypominać, że w bardzo wczesnym dzieciństwie towarzyszyło mi poczucie wolności, zadowolenia i pełnej miłości ochrony, które później zostało przysłonięte niejasnym wrażeniem osamotnienia i izolacji. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że światu zewnętrznemu brakowało intencji, zrozumienia i systemu wsparcia, które rozwinęłyby potencjał dzieciństwa. Być może to osamotnienie miało jakiś cel albo pozytywny aspekt, może pomogło mi rozwinąć jakąś wewnętrzną świadomość i rozważność, chociaż często miały one służyć mnie samemu, zwłaszcza w okresie dorastania!
Po skończeniu szkoły przez kilka lat pracowałem jako stażysta w inspektoracie, a kiedy skończyłem dwadzieścia lat, wyprowadziłem się z domu i zacząłem studiować zarządzanie nieruchomościami. Na drugim roku spotkała mnie seria stresujących doświadczeń (między innymi niemal utonąłem, zakończyłem kilkuletni związek, straciłem jednego przyjaciela, a drugi ciężko zachorował, zresztą sam też zacząłem chorować), przez co rzuciłem studia i wróciłem do domu, gdzie zaczęli się mną opiekować rodzice. Po mononukleozie rozwinął się u mnie zespół przewlekłego zmęczenia, więc nie byłem w stanie wykonywać żadnych podstawowych obowiązków, takich jak gotowanie, sprzątanie czy pranie. Byłem tak słaby, że nie mogłem nawet utrzymać rąk nad głową, żeby umyć włosy.
Przez następne cztery lata większość czasu spędzałem albo w łóżku, albo na wózku, który musiał ktoś pchać. Doskwierały mi napady depresji klinicznej i pojawiły się pomniejsze katastrofy: poważny wypadek samochodowy, przerażające otarcie się o śmierć, odejście ukochanego zwierzaka oraz włamanie do domu. Uznałem, że problemy i poczucie nieszczęścia to normalna część życia.
Trudno przekazać mrok i ból, które w tamtym czasie często przepełniały mnie i wpływały na moją rodzinę. Zdarzały się jednak też rzadkie piękne chwile. Być może trudne czasy odzierają nas z tego, czego tak naprawdę nie potrzebujemy, otwierają nasz umysł i sprawiają, że nasza świadomość jest bardziej przenikliwa. Mogę tylko powiedzieć, że w tym mroku pojawiały się sugestie, że jest we mnie coś wykraczającego poza cierpienie, coś tak głębokiego, szerokiego, jasnego i czystego, że zwykłe słowa i myśli nie mogą tego wyrazić.
Kiedy teraz patrzę wstecz na tamte trudne czasy, czując się tak dobrze, jak się czuję, mam wrażenie, że to było całkiem inne życie. Chociaż nikomu nie polecałbym choroby jako sposobu na zyskanie samoświadomości, uważam, że doświadczenie tych trudności było wielkim szczęściem, dużo mi dało i stałem się dzięki temu trochę mądrzejszy, silniejszy i bardziej świadomy.
Pod koniec kolejnej beznadziejnej zimy, tuż przed wiosną 1993 roku, zajmujący się uzdrawianiem duchowym przyjaciel opowiedział mi o reiki i poinformował mnie, że w nasze okolice przyjechał amerykański mistrz, który wygłosi wykład i będzie uczyć tej techniki. Próbowałem już różnych form terapii komplementarnych i choć większość z nich złagodziła część moich objawów, żadna nie poprawiła znacznie jakości mojego życia, która była wtedy bardzo niska. Nie podszedłem więc do kolejnej ze zbytnim entuzjazmem. Chyba udałem się na tamten wykład wyłącznie ze względu na entuzjazm kolegi.
Kiedy tylko usiadłem, by wraz z innymi czekać na mistrza, poczułem, że wydarzy się coś dobrego. Za pogodną paplaniną, za uśmiechniętymi twarzami kryła się jakaś pozytywna siła, którą znałem, ale której nie potrafiłem dokładnie określić. W tamtym czasie mogłem ją jedynie opisać jako obecność pełną miłości, karmiącą i ochronną – teraz pamiętam także, że towarzyszyła mi ona również we wczesnym dzieciństwie.
W chwili, gdy przedstawiono nam mistrza, poczułem pewną zmianę, „ruch wewnątrz”, jakby coś wskoczyło na swoje miejsce. Być może był to początek głębszego, wewnętrznego połączenia z tą obecnością, którą wyczułem, zanim zaczął się wykład. Reszta wieczoru była cudowna. Historia Mikao Usuiego, twórcy reiki, była fascynująca i wspaniale było po raz pierwszy poczuć tę energię. Wszystkie moje bóle, bolączki, cały stres – zniknęły. Czułem jedynie zdrowie i szczęście.
Wszyscy w domu byli zadowoleni, ale też zdumieni tym, jak dobrze wyglądam. Następnego dnia nie czułem się już tak zdrowo, ale wstąpiła we mnie nowa nadzieja, że coś mi w końcu pomoże. Zapisałem się więc na kurs pierwszego stopnia, który miał się odbyć w kolejny weekend, i liczyłem, że będę się czuć wystarczająco dobrze, by wziąć w nim udział.
W następnych dniach targały mną wątpliwości. Nie chciałem po raz kolejny się rozczarować, ale tłumaczyłem sobie, że jeżeli nie spróbuję, mogę przegapić coś wyjątkowego. Jeszcze zanim zaczął się kurs, coś zmieniło się na lepsze, jakby zapłonął we mnie płomyczek ciągnący mnie ku reiki. Miałem doskonały powód, by poczuć optymizm – emocję, na którą przez kilka lat bałem się sobie pozwolić.
W końcu nadszedł weekend i choć nie czułem się dobrze, byłem zdeterminowany, by nie przegapić kursu. Jeszcze zanim zaczęły się zajęcia, poczułem się nieco silniejszy. Nic nie mogło mnie przygotować na reiki pierwszego stopnia. To była rewelacja, ten weekend odmienił całe moje życie. W grupie panowała wyjątkowa atmosfera wyczekiwania, optymizmu i przyjaźni. Chociaż uczestnicy pochodzili z różnych środowisk, byli sobie bliscy. Nawiązało się wiele przyjaźni, przeżyliśmy coś wyjątkowego. Ta głęboko miłująca obecność, którą czułem na wykładzie, otaczała każdego z nas, a moje połączenie z nią wzmocniło się w trakcie kursu. W czasie dostrajania wydawało się na tyle silne, że reiki zyskało niemal fizyczną obecność, niczym łagodna ożywcza mgiełka czy lekki deszcz, który zmył ze mnie fizyczne i umysłowe napięcie oraz chorobę.
W ciągu tego weekendowego kursu czułem fale głębokiego spokoju. Kiedy mnie on ogarniał, zamykałem oczy i pozwalałem sobie otworzyć się na niego, zrelaksować i uwolnić od wewnętrznych śmieci, które z łatwością wypływały na powierzchnię i znikały, gdy zalewały mnie fale uzdrowienia. Czasami miałem wrażenie, że moje ciało i umysł stają się bardzo lekkie i dryfują w tym poczuciu głębokiego spokoju, miłości i ochrony. Nadzwyczajne było między innymi to, że doznania te wydawały mi się całkowicie normalne i naturalne, jakbym znał je już wcześniej.
Po pierwszym dostrojeniu – a także w trakcie pierwszego samoleczenia – poczułem, jak energia reiki przepływa przez moje ręce, i ten aspekt kursu najbardziej podniósł mnie na duchu. Skoro już raz poczułem wpływ reiki, wiedziałem, że jeżeli regularnie będę mógł je na sobie stosować, mój stan zdecydowanie się poprawi. Dopóki nie poczułem, jak energia płynie z moich własnych rąk, wątpiłem, że będę potrafił ją przekazywać jak inni! To powszechna (i całkowicie nieuzasadniona) obawa osób początkujących.
To pierwsze dostrojenie było wyjątkowe, byłem przejęty i próbowałem się uspokoić. Myślałem, że jeśli będę spięty, reiki nie uda się wniknąć do mojego układu energetycznego. Gdy tylko przyćmiono światła, a ja zamknąłem oczy, moje ciało automatycznie się rozluźniło. Zniknęło całe napięcie, czułem się lekki, spokojny i senny. Chociaż dotyk mistrza był delikatny, przez kilka chwil czułem się tak, jakby coś wciskało mnie od góry w podłogę. W miarę jak mistrz kontynuował dostrajanie, miałem wrażenie, że układ energetyczny otwiera mi się od czakry korony w dół do czakry podstawy. Powstały kanał wypełnił się czymś, co mogę nazwać jedynie energią światła, i poczucie ciężkości zniknęło; nagle stałem się szczęśliwy, usatysfakcjonowany i kompletny – i przez jakiś czas ten stan mi towarzyszył. Kiedy mistrz dotknął moich dłoni, energia jakby się zwiększyła.
Po tym dostrojeniu podzieliliśmy się swoimi doznaniami – każdy miał całkiem różne! Następnie mistrz pokazał nam, jak poczuć energię pomiędzy dłońmi. To była cudowna chwila, w której odzyskałem sprawczość. Po tym wszystkim, co przeszedłem, co przeszła cała moja rodzina, po tych wszystkich momentach, gdy musiałem polegać na innych, wreszcie mogłem pomóc sam sobie. Znowu poczułem się jak człowiek.
Potem praktykowaliśmy na sobie, co było bardzo spokojnym, uzdrawiającym, osobistym przeżyciem. Jak to na początku każdej nowej relacji, każdy z nas poznawał reiki osobiście, zamiast słuchać o nim albo otrzymywać je od innych.
Odczuwanie, jak reiki przepływa przeze mnie, gdy po raz pierwszy wykonywałem zabieg komuś innemu, a później słuchanie, co ta osoba czuła, też było wspaniałe. Nadal niemal codziennie zadziwia mnie odczuwanie obecności reiki w życiu i nadal co jakiś się zastanawiam, czy pojawi się, gdy położę na kimś ręce. Zawsze się pojawia! Muszę przyznać, że czasami biorę je za pewnik, być może dlatego, że nieustannie mi towarzyszy i tyle od siebie daje. Czuję się wyjątkowo pobłogosławiony, gdy przypominam sobie, ile pomocy otrzymałem i codziennie otrzymuję.
Po kursie pierwszego stopnia byłem na tyle silny, by pojechać na wakacje, więc na kilka tygodni zatrzymałem się w domu kolegi w Kent, podczas gdy on wyjechał z rodziną. Cieszyłem się coraz lepszym zdrowiem i po miesiącu byłem już w stanie całkowicie się o siebie zatroszczyć – po raz pierwszy od czterech lat. Czułem się jak nowo narodzony! Poczucie wolności i wrażenie nowego życia, możliwość zaplanowania przyszłości i cieszenia się prostymi przyjemnościami, jak pójście na spacer, ugotowanie posiłku czy popływanie, były zdumiewające. Już sama poprawa stanu zdrowia była cudowna.
Ale jeszcze bardziej wyjątkowe było trwające doświadczanie reiki. Jakby z każdym zabiegiem, jaki wykonywałem na samym sobie, wracała jakaś cenna część mojej istoty, moje własne centrum. Coś, czego być może szukałem świadomie i podświadomie od wczesnego dzieciństwa, ale w zupełnie niewłaściwych miejscach! To doświadczenie reiki jako ścieżki ku wewnętrznemu i zewnętrznemu zdrowiu – proces otwierania serca i umysłu oraz przybliżanie się ku własnemu centrum – pozostało przy mnie i w miarę upływu czasu jedynie się pogłębia.
Po powrocie z Kent zacząłem myśleć o kursie drugiego stopnia, chociaż nie miałem wtedy na to pieniędzy. Jednak nasz mistrz nauczył nas ustalania intencji przy użyciu reiki, więc zaufałem, że w odpowiedniej chwili niezbędna kwota pojawi się w moim portfelu. I tak się stało!
Sześć miesięcy po kursie pierwszego stopnia wziąłem udział w kursie drugiego stopnia – i znowu nic nie mogło mnie przygotować na te doznania. Opowiedziano mi nieco o tym, czego się można spodziewać po używaniu symboli, ale otrzymanie ich oraz dowiedzenie się, jak przyjąć bardziej aktywną i odpowiedzialną rolę w doświadczaniu reiki, były doprawdy cudownymi odkryciami.
Tak jak podczas kursu pierwszego stopnia, i teraz poczułem, że osiągnąłem coś naprawdę wartościowego. Mimo że kursy reiki są dość krótkie i łatwo je ukończyć, towarzyszące im poczucie sukcesu było znacznie większe niż po jakimkolwiek egzaminie w szkole czy na uniwersytecie. Mogę jedynie podejrzewać, że wynikało to z tego, iż otrzymanie reiki było tak istotne dla mnie jako jednostki. Te cztery lata choroby w jakimś sensie doprowadziły mnie do otrzymania reiki niemal niczym kolejny uczelniany program – to było jak prawdziwe ukończenie studiów!
Odkrywanie swojej ścieżki duchowej
Niedługo po odkryciu reiki poznałem osobę, która też dopiero co została jego adeptką. Obydwoje na poważnie zainteresowaliśmy się buddyzmem i ostatecznie postanowiliśmy zamieszkać w ośrodku buddyjskim, by się przekonać, czy to coś dla nas. Wspólne zgłębianie reiki i buddyzmu było cudownym doświadczeniem. Dzieliliśmy mnóstwo wyjątkowych chwil i bardzo dużo nauczyliśmy się o samych sobie, o reiki i o Buddzie.
Odkryłem, że buddyzm wyjaśnia mi doświadczenia, które otrzymałem dzięki reiki. To lepsze zrozumienie z kolei wzmacniało empiryczną ścieżkę reiki. Było mi coraz trudniej dostrzec, gdzie kończy się reiki, a zaczyna buddyzm – i odwrotnie. Kiedy reiki przybyło na Zachód, utraciło znaczną część swojej buddyjskiej historii, czyli prawdziwy japoński opis życia Mikao Usuiego, żeby spodobało się ludziom wywodzącym się z innych kultur i religii. Świadomość tej historii nie jest niezbędna do skutecznego stosowania reiki, ale przekonałem się, że znajomość tradycyjnych nauk Buddy znacznie wzbogaciła moje osobiste rozumienie i wykorzystywanie reiki.
Nauczyłem się dwóch ważnych rzeczy: czym faktycznie jest reiki i w jaki sposób stosować je jak najskuteczniej. Nie wydaje mi się, żeby jakakolwiek inna ścieżka duchowa wyjaśniała to równie jasno i efektywnie. Nie twierdzę przez to, że buddyzm jest lepszy od wszystkich innych ścieżek duchowych ani że buddysta jest lepszym praktykiem reiki. Nauki wszystkich dużych religii mają wiele podobieństw, niektórzy chrześcijanie, muzułmanie i żydzi są w gruncie rzeczy lepszymi buddystami od niektórych buddystów – i odwrotnie! Wszystko zależy od danego człowieka i jego relacji ze sobą i z Bogiem, Buddą, Allahem czy kimkolwiek, w kogo wierzy. Buddyzm tak dobrze współgra z reiki, ponieważ jest jego „domem”, duchowym kontekstem, w którym reiki pojawiło się na tym świecie w formie, w jakiej znamy je obecnie. Moim zdaniem możemy się z tego wiele nauczyć. Nie musisz być buddystą, żeby dobrze praktykować reiki ani żeby korzystać z nauk Buddy – jedno i drugie są dostępne dla każdego. Niezależnie od twojej ścieżki duchowej czy też ścieżki rozwoju osobistego reiki może ją wzbogacić i zbliżyć cię do twojego potencjału jako istoty ludzkiej.
Po kursie drugiego stopnia stan mojego zdrowia nadal się poprawiał, aż w końcu mogłem pozwolić sobie na samozatrudnienie i zacząć żyć bez fizycznego i finansowego wsparcia rodziców. Muszę jednak zaznaczyć, że niedługo po tym, jak w listopadzie 1995 roku zdobyłem tytuł mistrza reiki, miałem nawrót zespołu przewlekłego zmęczenia. Jako że spodziewałem się raczej, iż moje zdrowie będzie się tylko wzmacniać, trochę minęło, zanim zrozumiałem, dlaczego choroba wróciła. Wytłumaczenie sprowadza się do tego, że życie daje nam to, czego potrzebujemy, a nie to, czego chcemy; ponowne zachorowanie nauczyło mnie pokory i kazało mi dokładnie przyjrzeć się mojemu podejściu do życia. Być może za mocno próbowałem wszystko kontrolować, usilnie starałem się nagiąć życie tak, żeby mi pasowało.
Nauka rozwijania odwagi do tego, by odpuszczać, to znaczna część życia z reiki. Nie sądzę, byśmy mogli kontrolować reiki bardziej, niż potrafimy kontrolować moc natury. Do pewnego stopnia musimy nauczyć się szanować to, że jeżeli naprawdę chcemy korzystać z tej techniki, musimy porzucić tę część siebie, która jest małostkowa i egotyczna. Wtedy reiki może uwydatnić to, co w nas najlepsze, i pomóc nam uczyć się akceptować zmiany oraz wyzwania niesione przez życie, adaptować się do nich i stawać na wysokości zadania.
Jeżeli chcesz, żeby twoja podróż była udana i gładka, musisz pozwolić sobie zaufać reiki i dać mu się prowadzić, ruszyć przed siebie, a nie tkwić w miejscu i próbować manipulować życiem. Szczerość, otwartość oraz odwaga prowadzą ku mądrości i sile wewnętrznej. Zredukowanie egoizmu i rozwinięcie współczucia bądź troski o innych prowadzą do najwyższego szczęścia.
Zostanie mistrzem było początkowo otrzeźwiającym doświadczeniem, czymś, czego bym sobie nie życzył ani czego bym się nie spodziewał, gdyby wybór należał do mnie! Jednak to, czego się dzięki niemu nauczyłem, zwiększyło moje rozumienie reiki tak bardzo, że teraz widzę wartość tego doświadczenia. Odkąd wyszedłem z nawrotu choroby, radość płynąca z tego, że mogę przedstawiać reiki innym ludziom, z nawiązką nadrobiła wszelki dyskomfort i tymczasowe rozczarowanie. Obserwowanie, jak wielkie korzyści ludzie odnoszą z reiki, jest cudownym przywilejem, równie cudowne jest dostrzeganie zmian, jakie mogą zajść zaledwie przez weekend w nowych praktykach. Bycie częścią procesu dostrojenia to potężne i uzdrawiające doświadczenie, które uczy pokory.
Czasami reiki jest przedstawiane w nazbyt różowym świetle New Age, być może jako odpowiedź na wszystkie nasze problemy. Wiem, że sam bywam temu winien. W oparciu o własne krótkie doświadczenie jestem w stanie jedynie powiedzieć, że reiki może nie być wszechstronnym panaceum dla każdego. W niektórych przypadkach wydaje się wręcz, że system ten sprawia, iż życie staje się jeszcze trudniejsze, ponieważ człowiek uświadamia sobie istnienie tych aspektów siebie, które wcześniej wypierał. Czasami reiki bardzo wyraźnie pokazuje nam nasze odbicie, niczym wewnętrzne lustro, i nie zawsze jest to coś, co chcielibyśmy zobaczyć. Chociaż wszyscy posiadamy nieskończony potencjał, nie jesteśmy doskonali i udawanie, że jest inaczej, może uniemożliwić nam doświadczenie wyjątkowej transformującej mocy szczerości.
Mogę powiedzieć, że reiki zawsze zapewnia mi warunki optymalne do urzeczywistniania i wzmacniania mojego potencjału. Nie zawsze jednak zdawałem sobie z tego sprawę, kiedy mierzyłem się z trudną sytuacją, której normalnie bym unikał albo z którą poradziłbym sobie wyłącznie tak, by odnieść z niej jakąś korzyść. Jeżeli potrafisz dostrzec w tym systemie użyteczne narzędzie rozwoju osobistego albo duchowego zamiast rozwiązania samego w sobie, znajdziesz się na drodze, która ostatecznie ujawni ci prawdziwą naturę reiki jako czegoś nieodłącznego od twojej czystej natury wewnętrznej.
Moje pierwsze doświadczenie związane z uzdrawianiem innych było płynne i proste. Kolega, nauczyciel buddyzmu, prowadził wykład na temat zalet medytacji dla lokalnej społeczności. To był wyjątkowy wieczór i wielu obecnych uważnie słuchało opowieści o Buddzie, o tym, jak jego nauki trafiły na Zachód i że nadal są aktualne. Nauczyciel poprowadził prostą medytację nastawioną na rozwijanie współczucia, a po długiej sesji pytań i odpowiedzi wszyscy wstali, by porozmawiać i napić się herbaty.
Inna koleżanka, którą uczyłem wcześniej reiki, przedstawiła mnie pewnej kobiecie. Zauważyłem ją od razu po przyjściu na spotkanie, ponieważ miała trudności z chodzeniem i siedzeniem, wyglądało to na problemy z krzyżem albo biodrami. Rozmawialiśmy przez chwilę i właściwe wydało mi się zaoferowanie jej zabiegu. Przeszliśmy więc na tył sali, gdzie było spokojniej, po czym położyłem ręce na jej lędźwiach i nadal rozmawialiśmy o reiki. Po jakichś dziesięciu minutach skończyłem – i byłem nieco rozczarowany, ponieważ nie poczuła żadnej różnicy. Wspomniałem więc, że czasami uzdrawianie trwa jeszcze po zabiegu i zdarza się, że ulga przychodzi dopiero kolejnego dnia.
Mniej więcej tydzień później wpadłem na moją koleżankę. Przejęta, poinformowała mnie, że jej znajoma obudziła się następnego dnia po moim zabiegu wolna od bólu i po raz pierwszy od lat była w stanie normalnie chodzić.
Często takie uzdrowienie zajmuje całe tygodnie, a nawet miesiące, zdarza się również, że osoba cierpiąca sama musi nauczyć się reiki, żeby przynosić sobie ulgę na bieżąco. Jeżeli natomiast spełnione zostaną wszystkie warunki – jakie by one nie były – nic nie powstrzyma pełnego wyzdrowienia po jednym zabiegu, nawet przy niewielkich oczekiwaniach!
Dar od koleżanki
Kobietę z problemami z krzyżem przedstawiła mi Connie. Poznałem ją jakieś trzy lata wcześniej na wieczornym spotkaniu grupy medytacyjnej. Connie nie była buddystką, nie wierzyła w Boga i nie interesowała się sprawami duchowymi. Przyszła na to spotkanie tylko dlatego, że lubiła obecne na nim towarzystwo oraz spokój i rozluźnienie odczuwane po medytacji.
Była wtedy tuż po sześćdziesiątce i od pięciu czy sześciu lat chorowała na raka. Żyła dłużej, niż zakładali lekarze, i wyraźnie nie spieszyła się z odejściem. Była energiczną, życzliwą, ciepłą i twardo stąpającą po ziemi osobą, która wiele przeszła, włączając w to chorobę. Otoczenie często zapominało, że jest chora, ponieważ nigdy o tym nie wspominała, chyba że usłyszenie jej historii miało komuś pomóc – i wydaje mi się, że nieraz faktycznie pomagało.
Doskonale się z nią dogadywałem. Miała niesamowite poczucie humoru i stawała na głowie, żeby pomóc innym, jeżeli tylko mogła. Zapewne dlatego, że Connie była tylko moją koleżanką, rzadko widywałem mniej atrakcyjną stronę jej natury, która – jak podejrzewam – w przypadku większości z nas czai się blisko powierzchni. Dostrzegałem zatem wyłącznie odważne i kreatywne podejście do życia z chorobą – i wywarło to na mnie ogromne wrażenie.
Poprowadziłem dla Connie i kilku jej znajomych kurs pierwszego stopnia, a po trzech miesiącach drugiego. Umożliwiła nam przeprowadzanie zabiegów w swoim domu, który doskonale się do tego nadawał – w jadalni miała nawet stół tych samych wymiarów i kształtu, co stół terapeutyczny! – a sama gospodyni dwoiła się i troiła, byśmy czuli się jak u siebie. Te nauczycielskie sesje były dla mnie wyjątkowe, ponieważ prowadziłem je jako pierwsze po zdobyciu uprawnień nauczyciela reiki. W krótkim czasie bardzo dużo się nauczyłem, popełniłem kilka błędów i często się śmiałem – Connie zachęcała do śmiechu.
Zrobienie kursu pierwszego stopnia i doświadczenie tego, jak reiki po raz pierwszy płynie przez moje ręce, były czymś wyjątkowym. Jednak pierwsza możliwość obdarowania dostrojeniem innych ludzi i obserwowanie ich reakcji, gdy czuli reiki podczas zabiegu na sobie, a potem na kimś innym, okazały się jeszcze lepsze. Connie wyjątkowo lubiła otrzymywać reiki od innych – i chłonęła je jak gąbka!
Przez kilka miesięcy po kursie drugiego stopnia często się z nią widywałem i zawsze wydawało się, że dobrze się trzyma, a później straciliśmy kontakt na mniej więcej rok. Rozmawiałem z nią latem 1997 roku, tuż przed jej przeprowadzką. Nadal dobrze się czuła, ale nie cieszyła się na zmianę adresu. Na początku zimy tego samego roku zadzwoniła do mnie inna koleżanka z informacją, że rak nagle wrócił, szybko się rozprzestrzenia i Connie jest bardzo chora. Odwiedziłem ją dzień później i przekonałem się na własne oczy, że jest źle. Jej syn powiedział, że została wypisana ze szpitala, by spędzić ostatnie tygodnie życia w domu z rodziną.
Przez kolejne trzy tygodnie wspomagałem ją regularnymi zabiegami. Bez reiki nie potrafiłbym patrzeć na taką agonię kogoś bliskiego. Zawsze w trakcie tych wizyt czułem siłę, wsparcie i jasność myśli i byłem wdzięczny, że mogę jakoś pomóc Connie. Za każdym razem cieszyłem się perspektywą kolejnego spotkania i zabiegu. Kiedy uzdrawia się innych, jednocześnie uzdrawia się jakąś cząstkę siebie. Im poważniejsza jest choroba, tym głębszego samoleczenia się doświadcza.
Zdecydowanie tak było w przypadku moim i Connie; obydwoje bardzo korzystaliśmy z reiki i czasem trudno było mieć pewność, które z nas tak naprawdę uzdrawia, a które jest uzdrawiane! Connie nieustannie powtarzała, że wyczekuje moich zabiegów, czuje się po nich rozluźniona i z każdym kolejnym odzyskuje siły psychiczne oraz pozytywne nastawienie. Często głęboko zasypiała i w takich momentach moc, obecność i miłość reiki poruszały mnie najmocniej.
Przed śmiercią Connie otrzymała dostrojenie zaawansowane. Nie było to moją intencją – ani jej – po prostu się stało. Chociaż zazwyczaj mistrz odgrywa bardziej czynną rolę w procesie dostrojenia, w tym przypadku było inaczej. Connie była głęboko zrelaksowana. Położyłem ręce na jej głowie i nagle atmosfera panująca w pokoju się zmieniła, wypełniły ją odpowiednie symbole i energia dostrojenia reiki. Zrobiło mi się gorąco, jak to czasami bywa przed dostrojeniem, i ku mojemu zaskoczeniu oraz zachwytowi zaświeciliśmy jak żarówki. To było wyjątkowe doświadczenie dla nas obojga. Trzy dni później Connie umarła. Mniej więcej po tygodniu, tuż przed sylwestrem, udałem się na jej pogrzeb. Wzięło w nim udział mnóstwo ludzi, nastrój przepełniały miłość, szczęście, poczucie spokoju i straty.
Chociaż tęsknię za Connie, mogłem jej pomóc dzięki temu, że nauczyłem się pozwalać, by śmierć była częścią życia. Kiedy Connie umierała, otaczający ją ludzie naturalnie cierpieli. Ja jednak odkryłem, że dzięki temu, iż reiki wspierało mnie i pomagało mi dostrzec szerszy obraz, a zabiegi były tak przyjemne, niecierpliwie wręcz wyczekiwałem naszych spotkań i cieszyłem się, że towarzyszę jej w tym okresie przejściowym. Gdybyśmy nauczyli się akceptować śmierć tak, jak akceptujemy narodziny, umieranie byłoby mniej stresujące, zwłaszcza dla umierających. Spokojna śmierć to wielki dar.
Chociaż – z perspektywy buddyjskiej – może nie udać się nam powstrzymać dojrzewania negatywnej karmy, która powoduje rozwój poważnej choroby, możemy zrobić bardzo dużo, żeby przemienić takie sytuacje w coś wyjątkowego i poprawiającego życie, nawet w obliczu śmierci. Z całą pewnością czuję, że zabiegi udzielane Connie były skuteczne, ponieważ prawdziwa skuteczność to po prostu najwyższe dobro, jakie by nie było w danych okolicznościach. Może nim być całkowite wyzdrowienie, może nim być nauka życia z większym optymizmem i kreatywnym podejściem do ograniczeń nakładanych przez chorobę, a może nim być również zaakceptowanie śmierci, jej transformacja i „dobre umieranie”.
Zawdzięczam Connie również tę książkę. Doświadczenie płynące z uczenia jej i jej znajomych uświadomiło mi, że jak na jeden weekend kurs reiki wymaga od uczniów przyjęcia mnóstwa informacji, zwłaszcza jeżeli nie znali wcześniej żadnych innych technik samoleczenia. Zatem po tym pierwszym udzielonym szkoleniu postanowiłem napisać podręcznik, który mógłbym wręczać uczniom po kursie, żeby w razie potrzeby mieli później do czego zaglądać. Stwierdziłem też, że znaczna część tego, czego uczył mnie w tym samym czasie buddyzm, będzie użyteczna dla praktyków reiki – niezależnie od stopnia zaawansowania.
Mimo że przekazywanie reiki jest bardzo proste, kiedy zabieg się udaje, zawsze mam poczucie sukcesu i wydaje mi się, że to dlatego, iż dzielenie się tą techniką to coś wyjątkowo osobistego i znaczącego. Nadal często nie mogę wyjść z podziwu, że to w ogóle działa! Te dwa przypadki uzdrawiania pokazują, że zabiegi bywają zupełnie różne oraz że naturalna inteligencja uzdrawiająca reiki jest niezwykle elastyczna i sama dostosowuje się do potrzeb odbiorcy, osoba praktykująca nie musi się zbytnio angażować, jeżeli nie ma takiej potrzeby. Kiedy potrzebne jest wykonywanie zabiegów przez dłuższy czas, reiki wspiera i prowadzi obie strony, dzięki czemu rozwijająca się między nimi relacja jest jasna i zdrowa.
Życie z reiki przypomina rozwijanie przyjaźni. Jak każda dobra relacja, która wytrzymuje próbę czasu, jest to proces nieustającej nauki. Podobnie jak wielu innych praktyków i ja przez pierwsze kilka tygodni przeżywałem miesiąc miodowy. Kiedy następnie zacząłem stopniowo wracać na ziemię, zacząłem też rozumieć, że nic nie pójdzie łatwo i idealnie, jeżeli nie będę gotowy poznać „ścieżki reiki”, czyli nauczyć się, w jaki sposób wykorzystywać reiki w sposób zrównoważony i zakorzeniony w codziennym życiu; w sposób nieegoistyczny, niezmiennie służący najwyższemu dobru swojemu i innych.
Stopniowo odkrywam tę zasadę poprzez codzienne doświadczanie i zgłębianie nauk Buddy. Reiki niekoniecznie daje mi to, czego chcę, ale zawsze daje mi to, czego potrzebuję – a często są to dwie różne rzeczy! Mądrość niezbędna, by to zrozumieć, cierpliwość do zaakceptowania tego i chęć podążania tą drogą w moim przypadku nadal są jeszcze w powijakach. Warto iść tą drogą i pamiętać, że chociaż zdarzają się cuda, nie ma łatwych rozwiązań.
Jeżeli zdołasz otworzyć się na możliwość wystąpienia cudów, a jednocześnie nadal będziesz żyć realistycznie, kreatywnie i optymistycznie w ramach swoich ograniczeń, czeka cię wiele wspaniałych doświadczeń, rozwiniesz też wyjątkowe i trwałe cechy wewnętrzne. Dzięki odrobinie mądrości i dobrej woli reiki stopniowo poprowadzi cię drogą środka ku twojemu własnemu centrum – centrum wszystkiego.
Dalsza część w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Spis treści
Wprowadzenie
Przedmowa. Historia autora
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Spis treści
Meritum publikacji
