Rachunek za szczęście, czyli caffe latte - Karolina Wilczyńska - ebook

14 osób właśnie czyta

Opis

Kawiarenka za rogiem to miejsce, do którego chce się wracać!

Miłka próbuje poradzić sobie z problemami w kawiarence, ale niełatwo myśleć o pracy, gdy życie osobiste znowu się komplikuje. Na dodatek tajemnicza właścicielka kamienicy robi wszystko, by doprowadzić do zamknięcia lokalu.
Co na to Tymon? Kto będzie dla Miłki wsparciem w trudnych chwilach? Czy pani Wera wywróży bohaterce dobrą przyszłość? A może przepowie kolejne problemy?

Wiele emocji, codzienne zmagania i nieoczekiwane wydarzenia, a do tego aromatyczna kawa i bohaterowie, których znacie i lubicie. Zapraszamy do Kawiarenki za rogiem!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 292

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność

Podobne


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Po szpitalnym korytarzu roznosił się zapach zupy mlecznej i już z daleka Miłka usłyszała charakterystyczny stukot metalowego wózka, którym pracownica firmy cateringowej rozwoziła śniadanie.

Chyba przyszłam za wcześnie – pomyślała dziewczyna.

Właściwie była pewna, że powinna poczekać jeszcze przynajmniej dwie godziny, ale nie mogła już wytrzymać w pustym mieszkaniu.

Tymon nadal nie wrócił, nie zadzwonił, a ona miała za sobą kolejną nieprzespaną noc. Wiele razy chciała wybrać numer do mężczyzny, ale powstrzymywała się w ostatniej chwili. Uznała, że nie powinna tego robić. To on musiał zdecydować.

Przewracała się w pustym łóżku z boku na bok i o siódmej rano stwierdziła, że dłużej nie da rady. Założyła ciepły sweter, bo Tymon nie zostawił jej obiecanych pieniędzy, a wiedziała, że kurtkę będzie musiała oddać siostrze.

Nie szkodzi – pomyślała. – I tak wrócimy taksówką, więc nie zmarznę.

Przeliczyła drobne w portfelu. Miała dwadzieścia sześć złotych. Powinno wystarczyć, a może jeszcze zostanie na świeże pieczywo. Na razie zadowoliła się kromką przedwczorajszego chleba z plasterkiem szynki.

– Oby dzisiaj udało się coś zarobić w kawiarence. – Westchnęła, mijając drzwi do kolejnych sal. – Wiki powinna się dobrze odżywiać, powinnam zrobić większe zakupy.

Perspektywa nie była wesoła, ale Miłka postanowiła nie obciążać problemami siostry. Dlatego kiedy nacisnęła klamkę, uśmiechnęła się.

– Cześć! – przywitała Wiktorię, starając się, żeby jej głos brzmiał radośnie. – Nie mogłam się już doczekać, więc jestem trochę wcześniej.

– Jakoś mi trudno uwierzyć, że tak bardzo chcesz mnie z powrotem. – Wiki spojrzała z powątpiewaniem.

– Jak możesz tak mówić!

– Miłka, ja naprawdę nie wiem, skąd w tobie tyle dobroci. Jestem dla ciebie tylko kłopotem.

– Nie opowiadaj bzdur! – oburzyła się dziewczyna. – Lepiej powiedz, czy już mogę pakować twoje rzeczy?

– Sama nie wiem… Jeszcze nie było obchodu. Ale wczoraj lekarka, która miała dyżur, powiedziała, że wszystko w porządku, więc…

– W takim razie ja pakuję, a ty zjedz śniadanie.

– Śniadanie? Popatrz na to. – Wskazała talerzyk, na którym była kromka chleba, łyżeczka marmolady i dwa plasterki mielonki. – A zupy mlecznej nie cierpię, dobrze wiesz.

– Wiki, nie marudź. – Miłka nie dawała za wygraną. – Nie możesz wyjść głodna. Poza tym nie wiemy, jak długo jeszcze będziemy musiały czekać. Zjadaj, co jest. – Podała siostrze talerz.

Chociaż szpitalny posiłek nie wyglądał apetycznie, to uznała, że w obliczu ich sytuacji finansowej, lepsze to niż nic.

Wiktoria niechętnie zaczęła skubać chleb. Minę miała jak dziecko zmuszane do jedzenia przez troskliwą matkę.

– Wiesz, tak samo wyglądałaś, kiedy musiałaś zjeść na obiad wątróbkę. – Miłka się roześmiała. – Pamiętam doskonale te sceny przy stole.

– Ja też ich nigdy nie zapomnę. – Wspomnienie sprzed lat wywołało uśmiech na twarzy Wiktorii. – Za to ty zjadałaś wszystko i nigdy nie grymasiłaś. I rodzice stawiali mi ciebie za wzór. Żebyś wiedziała, jak cię wtedy nie znosiłam!

– Niech cię pocieszy, że ta grzeczność mi nie posłużyła. Moje kilogramy nie wzięły się z niczego. Teraz mogę tylko żałować, że nie protestowałam.

Mówiła pozornie żartobliwie, ale w głębi duszy naprawdę tak myślała. Zawsze zazdrościła Wiktorii świetnej figury. I powodzenia u chłopców.

– Nie żałuj. Ja na tym za dobrze nie wyszłam. – Siostra jakby czytała w jej myślach. – A dodatkowe kilogramy też teraz mam. – Położyła rękę na brzuchu.

– Nie mów o nim w ten sposób – poprosiła Miłka. – To w końcu twoje dziecko.

– Okej, w porządku, mogę nie mówić. Ale i tak wiesz, jaka jest prawda.

Miłka westchnęła. Cały czas miała nadzieję, że Wiki jednak zmieni zdanie. Na razie jednak nic tego nie zapowiadało.

Na czas obchodu musiała wyjść z sali. Na szczęście lekarze nie zamknęli za sobą drzwi i usłyszała to, na czym jej najbardziej zależało.

– Może się pani powoli zbierać. Wypis będzie około trzynastej.

Kiedy ordynator ze współpracownikami poszli dalej, natychmiast wróciła do siostry.

– Musimy wytrzymać jeszcze kilka godzin – poinformowała ją Wiki.

– Tak, słyszałam. Ale zaraz zapytam, czy naprawdę trzeba tak długo czekać.

– Jeżeli spieszysz się do pracy, to mogę wrócić sama.

– To wykluczone. Odstawię cię do domu. Muszę mieć pewność, że dotrzesz bez problemów.

– A co? Boisz się, że ucieknę? Bez obaw, nie mam dokąd. – Wiki uśmiechnęła się krzywo. – Dlatego nie musisz się martwić.

– Nie to miałam na myśli – wyjaśniła Miłka. – Źle mnie zrozumiałaś. Po prostu nie chcę, żeby coś ci się stało.

Podała siostrze ubranie, które przyniosła.

– Dasz radę? – zapytała.

– Bez przesady! Ciąża to nie śmiertelna choroba. Jeszcze potrafię się sama ubrać. Nie musisz aż tak bardzo się przejmować.

– Rzeczywiście, chyba trochę przesadzam – zgodziła się z siostrą.

– Tymon czeka w samochodzie? – zainteresowała się Wiki, zakładając legginsy.

– Nie – odpowiedziała krótko, bez wdawania się w szczegóły. – Wracamy taksówką, zaraz zamówię.

– A co? On już od rana taki zajęty? A może jeszcze nie wstał? – zażartowała Wiki.

– Pójdę zapytać o ten wypis. – Miłka zmieniła temat i wyszła z sali.

Nie chciała na razie rozmawiać z Wiktorią o Tymonie. Wiedziała, że tego nie uniknie, ale miejsce nie wydawało się odpowiednie do wyjaśnień. A tak naprawdę, to na samą myśl o tej sytuacji czuła, że chce jej się płakać.

Na szczęście pielęgniarka poinformowała ją, że dokumenty mogą odebrać nawet za kilka dni, więc mogły spokojnie opuścić szpital.

Taksówka podwiozła je pod samą klatkę. Miłka wysupłała osiemnaście złotych i zapłaciła za kurs.

– Wejdź na górę. – Wręczyła klucze Wiktorii. – Zajrzę jeszcze do sklepu.

Za pozostałe pieniądze kupiła pieczywo, jogurt i dwa serki topione.

Wiki czekała na nią w kuchni. Spojrzała uważnie na zakupy, a potem podeszła do siostry i chwyciła ją za rękę.

– Gdzie jest Tymon?

– Musiał wyjść. Wiesz, jak z nim jest. Ciągle ma jakieś interesy do załatwienia – mówiła szybko, za szybko, żeby uśpić czujność Wiktorii.

– Nie ściemniaj. Widziałam, że nie masz kasy. Gdyby był w domu, toby ci dał. No, to jak? Powiesz mi?

– Dobra, przejrzałaś mnie. Tak, nie ma go. Trochę się pokłóciliśmy – wolała powiedzieć tak, niż wyjawić prawdziwy powód nieobecności mężczyzny. – Chyba się obraził, sama nie wiem… – Wzruszyła bezradnie ramionami.

– Poszło o mnie, prawda? Tymon nie chce zająć się dzieckiem? Mnie też ma dosyć?

– To nieprawda! Powód był zupełnie inny – zaprzeczyła stanowczo Miłka. – Ale nie pytaj, bo to osobista sprawa – dodała, widząc, że siostra już otwiera usta.

– Nie kłamiesz?

– Nie.

– To dobrze. To znaczy: niedobrze, że się pokłóciliście, ale dobrze, że nie z mojego powodu. – Wiki nalała wody do czajnika. – Wystarczy, że ja zostałam na lodzie. Nie chciałabym, żebyś przeze mnie straciła faceta.

– Nie masz powodu, żeby się obwiniać. Naprawdę.

– Okej. Zrobić ci kawę?

– Nie, muszę już lecieć do kawiarenki. Ale ty raczej po kawę nie sięgaj – przestrzegła.

– Jejku, nie jesteś moją matką! – Wiki się zdenerwowała. – Wiem, czego nie mogę.

– Na pewno?

– Nie musisz być złośliwa. Na pewno. Zresztą umówiłyśmy się, nie? Zrobię sobie herbatę owocową.

– I pamiętaj, że masz zjeść. Żebym znowu nie musiała odwiedzać cię w szpitalu.

– Dobrze, dobrze. Idź już. – Wiki machnęła ręką. – Poradzę sobie.

Miłka pokiwała głową.

– I weź kurtkę. – Usłyszała głos siostry, gdy była w przedpokoju. – Ja się nigdzie nie wybieram.

Jednak Wiki ma dobre serce – pomyślała z radością i sięgnęła po okrycie. – Tylko udaje, że jej na niczym nie zależy. Żeby jeszcze Tymon wrócił, to mogłabym spać spokojnie.

 

*

 

– Hej, przepraszam za spóźnienie. – Chociaż uprzedzała poprzedniego dnia, że może przyjść później, to i tak uznała za stosowne przeprosić za to.

– Nie ma sprawy. Wszystko pod kontrolą. – Remek był na swoim miejscu i układał niewielkie szklane spodeczki.

– Przecież tu niczego nie trzeba kontrolować – prychnęła Paulina. – Nawet jedna osoba jeszcze nie zajrzała.

– Ale na pewno zajrzy. Bądźmy dobrej myśli. – Miłka starała się myśleć pozytywnie. – Bardzo dziś chłodno, więc może ktoś wpadnie, żeby wypić herbatę na rozgrzewkę. Poza tym już za zimno na siedzenie w parku, a studenci gdzieś się muszą podziać. Jest szansa, że wybiorą naszą kawiarenkę.

– O ile wiedzą, że ona istnieje. – Kelnerka nie zamierzała pocieszać Miłki.

Jest chyba w gorszym nastroju niż zwykle – pomyślała dziewczyna. – O ile to w ogóle możliwe.

– Miałaś posprzątać toaletę. – Remek popatrzył na Paulę spod oka. – To lepiej robić, kiedy nikogo nie ma, co?

– Znowu ja? Sprzątałam wczoraj. Teraz kolej Miłki.

– A widziałaś, żeby to kiedyś szefowa robiła?

– O ile wiem, to nie ma tu oficjalnie takiego stanowiska. – Dziewczyna odrzuciła włosy.

– Oficjalnie nie ma – zgodził się Remek. – Ale szefowa zawsze była, nie pamiętasz? Tylko zmieniła się niedawno, więc…

Paula wydęła usta, ale wstała z hokera i poszła na zaplecze po mop.

Miłka była zadowolona, że barman utarł nosa niemiłej kelnerce. Chociaż często myślała, że mógłby być mniej złośliwy, to akurat w tej chwili ta jego cecha bardzo się przydała. Ona sama wciąż miała problem z wydawaniem poleceń, a kontakty z Pauliną starała się ograniczać do niezbędnego minimum.

Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego kelnerka tak się zachowuje. Gdyby mnie ktoś dał pracę w trudnej chwili, to byłabym wdzięczna – myślała. – Pamiętam, jak Tymon mnie przyjął. Nie chciałam zawieść zaufania i robiłam wszystko bez przypominania. Nie, żeby miała mi wciąż dziękować, ale mogłaby chociaż powstrzymać się od złośliwości. Ciągle mam wrażenie, że mnie lekceważy.

– Naprawdę nikogo nie było? – zapytała barmana.

– Niestety. Ale może masz rację i zaczną zaglądać po południu.

Miłka powiesiła kurtkę i podeszła do baru.

– A co to takiego? – Wskazała na spodeczki.

– Pomyślałem, że będą dobre na konfitury.

– Nie widziałam ich wcześniej.

– Bo przyniosłem dzisiaj. Dwanaście na razie powinno wystarczyć.

Owszem, spodeczki były bardzo ładne. Miały kształt kwiatuszków i z pewnością przetwory pani Anny będą na nich dobrze wyglądać, ale Miłka nie była zadowolona.

– Dlaczego nie skonsultowałeś ze mną tego zakupu? – zapytała.

Pomyślała przy tym, że naczynia kosztowały przynajmniej kilkadziesiąt złotych, a dla niej teraz liczył się każdy grosz. Nie wiedziała, kiedy wróci Tymon, klientów nie było, a ona musiała za coś zrobić zakupy. Wiktoria potrzebowała porządnego obiadu, a należało też odkładać część utargu na zaopatrzenie kawiarenki.

– Bo niczego nie kupowałem – odpowiedział tymczasem Remek.

– Były na zapleczu? – Zdziwiła się, bo przecież przeglądała zawartość schowka i niczego podobnego tam nie widziała.

– Były u mnie w piwnicy – wyjaśnił. – Kurzyły się w starym pudle, mają pewnie ze czterdzieści lat.

Miłce zrobiło się głupio.

– Przepraszam. – Zarumieniła się. – Są bardzo ładne, tylko sądziłam, że…

– Okej, nie ma sprawy. – Machnął ścierką. – Ważne, że zaakceptowane, bo nie chciałoby mi się ich targać z powrotem.

Spojrzała na barmana. Czasami nie wiedziała, jak ma traktować to, co mówił. Na przykład teraz – trudno było stwierdzić, czy czuł się urażony, czy naprawdę nie robił problemu z jej reakcji. Miała jednak poważniejsze zmartwienia niż nastrój barmana.

Kawiarenka czekała na gości, ale ci nie przychodzili. To stawiało pod znakiem zapytania jej zakupy. Miłka zrobiła sobie kawę i przysiadła na miejscu, które zwykle zajmowała Paulina. Zastanawiała się, co jeszcze mogłaby zrobić, żeby przyciągnąć tu klientów.

– Toaleta zrobiona – poinformowała Paulina. – I jak tak dalej pójdzie, to jutro nie trzeba jej będzie sprzątać.

Kolejna aluzja do pustej sali zirytowała Miłkę.

– A wtedy nie będzie też potrzebna kelnerka – odpowiedziała niewiele myśląc. – Więc nie wiem, czy masz się z czego cieszyć.

Paula zmarszczyła brwi, zaskoczona reakcją dziewczyny. Za to Remek spojrzał na Miłkę z uznaniem.

– Dobry strzał. – Pokiwał głową.

Paula przewróciła oczami i poszła na zaplecze.

– Chyba nie byłam zbyt uprzejma – zmartwiła się Miłka.

– Obawiam się, że mamy większy kłopot niż obrażona Paula – powiedział barman. – Właśnie włączyłem zmywarkę.

– Nie rozumiem?

– A słyszysz coś?

– Nie.

– No właśnie.

Miłka zrozumiała, o czym mówił. Na początku pracy szum zmywarki zwracał jej uwagę, potem do niego przywykła i właściwie już nie słyszała pracującego urządzenia. Ale teraz panowała cisza.

– Zepsuła się?

– Na to wygląda.

– I co teraz?

– Wyjścia są dwa: albo da się naprawić, albo trzeba kupić nową.

Jeszcze tego brakowało! – pomyślała Miłka.

Doskonale wiedziała, że bez sprawnej zmywarki nie mogą pracować. Urządzenie miało też funkcję wyparzania, niezbędną w lokalu. Żadne naczynie nie mogło trafić do kolejnego gościa bez przejścia przez zmywarkę.

– To co robimy? – zapytał Remek.

– Nie mam pojęcia. – Miłka potarła dłonią policzek. – Na jak długo starczy nam szklanek? – Spojrzała pytająco na Remka.

– Gdybym chciał być złośliwy, to powiedziałbym, że przy tym ruchu, wystarczy nam na zawsze.

– A możesz nie być złośliwy? – Głos jej drżał i bała się, że zaraz się rozpłacze.

– Pewnie, jak szefowa sobie życzy.

Obie opcje wymagały pieniędzy. Nie miała ich. Nawet gdyby dostała fakturę, którą można będzie zapłacić za jakiś czas, to i tak nie wiedziała, czy Tymon by sobie tego życzył. Nie chciała robić niczego bez jego zgody.

Nie mam wyjścia, muszę zadzwonić – usprawiedliwiła się w myślach, wybierając jego numer.

Nie odebrał. Za drugim i za trzecim razem też nie.

– Na razie korzystajmy z tego, co jest wyparzone. Nie mogę podjąć decyzji bez porozumienia z Tymonem – powiedziała. – Nie odpowiada, ale wyślę mu wiadomość, pewnie oddzwoni.

Miała nadzieję, że tak będzie.

– No, i ktoś tu mówił o szefowej. – Usłyszała zza pleców głos Pauli.

Kelnerka stała w drzwiach prowadzących na zaplecze i patrzyła na nią lekceważąco.

– A co to za szefowa, która nie może o niczym zdecydować.

Tego było za wiele. Miłka poczuła, że łzy napływają jej do oczu i szybko przełknęła ślinę, w nadziei, że to je powstrzyma.

– Na szczęście nie ma takiej potrzeby. – Remek podniósł się spod baru, gdzie od dłuższej chwili siedział. – Okazuje się, że to nic poważnego.

– Naprawiłeś? – Miłka się ucieszyła.

– Właściwie to wyczyściłem – wyjaśnił. – Dziurki w zraszaczach były zatkane pestkami od cytryn. A prosiłem, żeby dobrze czyścić naczynia przed włożeniem. – Spojrzał karcąco na Paulinę.

– No co? Że niby ja? Udowodnij! – oburzyła się dziewczyna. – Wywalam wszystkie plasterki do kosza.

– Plasterki tak. A pestki?

Wzruszyła ramionami.

Miłka nie miała już nawet siły, żeby się na nią zdenerwować. Najważniejsze było to, że zmywarka znowu mruczała, a ona mogła nie martwić się o kolejną rzecz. Wreszcie coś pozytywnego – pomyślała z ulgą.

 

*

 

Tym razem zasnęła bardzo szybko. Może to świadomość, że nie jest sama w mieszkaniu, a może zmęczenie, ale noc przespała twardym snem.

Poprzedniego dnia z bólem serca wzięła pięćdziesiąt złotych z kasy w kawiarni. Starała się, żeby nikt nie widział, ale gdy odwróciła się od baru, zobaczyła stojącego po drugiej stronie Remka, który badawczo się jej przyglądał.

Nic nie powiedziała. Ostatecznie nie musiała mu się tłumaczyć. Dopisała tylko na karteczce z rozliczeniami kwotę, którą zabrała.

Nie czuła się z tym komfortowo, ale musiała przecież zadbać o Wiki. Zrobiła więc zakupy, wyliczając każdą złotówkę, i ugotowała na kolację potrawkę z kurczaka i podała ją z ryżem.

– Dietetycznie, ale mam nadzieję, że ci będzie smakowało.

– Pyszne! Gotujesz tak dobrze jak mama – pochwaliła siostra.

Miłkę drażniły ciągłe nawiązywania do ich rodzinnego domu, ale milczała, bo nie mogła mieć pretensji. Wiktoria nie wiedziała, że tamten dom tak naprawdę dla niej nie był rodzinnym. A mama nie była mamą.

– Może obejrzymy razem jakiś film? – zaproponowała po kolacji Wiki.

Miłka się zgodziła i znalazły jakąś komedię, przy której nawet nieźle się bawiła. Do chwili, gdy siostra nie spytała:

– Tymon się odezwał?

– Nie – odpowiedziała krótko.

– Aż tak się pokłóciliście? – Spojrzała z niedowierzaniem. – Co ty mu mogłaś takiego powiedzieć, że zniknął na tyle dni? Przecież cię znam i wiem, że nie mogłaś wypalić z grubej rury. Za delikatna jesteś.

– Widocznie nie znasz mnie tak dobrze, jak myślisz – mruknęła Miłka.

– Dobra, może nie znam. Niech ci będzie. Ale cokolwiek to było, chyba nie powinien tak milczeć. I gdzie on jest? Zostawił cię bez kasy, z kawiarnią na głowie. To nie w porządku, tak uważam.

– Nie chcę o tym rozmawiać.

– Jak uważasz, ale ja na twoim miejscu nie siedziałabym tak spokojnie. Zadzwoniłabym do niego, czy coś… – Podwinęła nogi i najwyraźniej miała zamiar rozwinąć swój monolog.

– Nie siedzę spokojnie – przerwała jej Miłka. – Ale wolałabym, żebyś się jednak nie wtrącała.

Wiktoria zrobiła obrażoną minę.

– Chciałam cię tylko wesprzeć. Jak siostra siostrę.

– Dziękuję, ale z tym poradzę sobie sama – zapewniła. – A teraz pójdę się położyć. Jestem zmęczona.

Nie kłamała, bo emocje ostatnich dni wreszcie dały o sobie znać. Organizm potrzebował odpoczynku. Poza tym miała dosyć i chciała chociaż na chwilę zapomnieć o problemach.

Na szczęście po ośmiu godzinach snu obudziła się w lepszym humorze, niż zasypiała. Pociągnęła nosem i poczuła smakowity zapach.

W kuchni przywitała ją siostra stojąca przy kuchence.

– O, wreszcie wstałaś! – ucieszyła się. – To dobrze, bo nie miałam sumienia cię budzić, a jestem bardzo głodna. Zrobiłam grzanki z tych wczorajszych bułek. A do środka włożyłam po trochu wszystkiego, co znalazłam. Są kawałeczki szynki, odrobina cebuli, żółty ser i jajko – wyliczała.

Miłka poczuła, że ślina napływa jej do ust. Co prawda takie danie odpowiedniejsze byłoby na kolację, ale nie protestowała, bo brzmiało smakowicie.

– Dawaj te grzanki. – Usiadła za stołem.

Obie zjadły z apetytem. Wiki już ani słowem nie wspomniała o Tymonie, i Miłka była jej za to bardzo wdzięczna.

Do pracy szła szybkim krokiem, bo jesienna aura już nie rozpieszczała tak jak we wrześniu. W powietrzu czuło się nadchodzącą zimę, a pod nogami chrzęściły opadłe liście zmrożone porannym przymrozkiem. Gołębie nastroszyły pióra, broniąc się przed chłodem, i obsiadły gzymsy mijanych kamienic. Miłce żal było ptaków, choć wiedziała, że niszczą elewacje i zanieczyszczają chodniki. Jednak ich obecność, zwłaszcza wiosną i latem, gdy gruchały zawzięcie, była dla niej namiastką kontaktu z naturą, do którego bardzo tęskniła.

Wędrowiec też pewnie zmarzł – pomyślała z troską o kocurze. – Gdybym tylko wiedziała, gdzie nocuje… Może udałoby się to jakoś sprawdzić? Może zapytać mieszkańców?

Na razie jednak musiała skupić się na pracy.

Przyszła jako pierwsza, więc zabrała się za mycie podłogi. Uznała, że nie będzie tak złośliwa jak kiedyś Paulina, która wykorzystywała swoją pozycję i wyręczała się Miłką. Zresztą wolała zająć się czymś, niż siedzieć i rozmyślać.

Zanim pojawiła się reszta personelu, podłoga już wyschła.

– Mam nadzieję, że dziś będzie lepiej niż wczoraj – powiedziała do Remka i Pauliny.

– No gorzej to być nie może – skwitowała kelnerka.

Co gorsza, miała rację.

Na szczęście tego dnia klienci byli dla nich łaskawsi. Już w pierwszej godzinie pojawiła się piątka studentów, potem jeszcze dwie panie. A wreszcie Miłka zobaczyła w drzwiach znajomą postać.

– Dzień dobry, pani Wero – przywitała wróżkę.

– Witaj, Miłko. Widzę, że dziś jesteś w nieco lepszym nastroju – stwierdziła wróżka, zajmując miejsce przy swoim stałym stoliku.

– Staram się. – Rzeczywiście nie skłamała. Ale było to raczej robienie dobrej miny do złej gry, bo choć stan kasy był większy niż w chwili otwarcia, to o wielkiej radości nie mogło być mowy.

Podała kobiecie jej ulubioną herbatę jaśminową i wiśniowe konfitury na kwiatowym spodeczku.

– Czy ja mogę wyjść na chwilę? – zapytała Paula. – Mam sprawę na mieście.

– Dobrze, idź – zgodziła się Miłka.

Nie miała powodu, żeby ją zatrzymywać. Z obsługą poradzi sobie sama, a ostatnio kelnerka nie opuszczała kawiarenki tak, jak kiedyś. Poza tym Miłka nadal była swobodniejsza, gdy nie czuła na sobie jej oceniającego spojrzenia.

Paula wyszła, a Remek pogwizdywał cicho oparty o blat szafki ze szklankami.

– Idę nakarmić kota – poinformowała go krótko.

Rzeczywiście chciała napełnić miseczkę stojącą na schodkach, ale też wyjść na moment i odetchnąć. Brak zajęcia doskwierał jej bardziej niż wytężona praca.

Nie postała jednak długo, bo ledwie wyłożyła zawartość kociej puszki, już usłyszała wołanie Remka

– Szefowo, sprawa jest do obgadania!

– Czy musisz tak krzyczeć? – zapytała, wychodząc z zaplecza. – I nie mów na mnie „szefowa”, dobrze?

– A dlaczego nie? – odezwał się pan Bohdan. – To dobrze brzmi i przynajmniej ja nic w tym złego nie widzę.

– Dzień dobry! – Uśmiechnęła się na widok sympatycznego muzyka. – Chodzi o to, że ja się wcale szefową nie czuję.

– A to niedobrze. Bo przyszedłem pogadać z kimś, kto tu rządzi.

– Tymona niestety nie ma.

– Rozumiem, że ma pani na myśli tego człowieka z przerostem mięśni karku?

– Owszem – odparła chłodno, bo nie spodobało jej się takie określenie. To, że Tymon był dobrze zbudowany i dbał o siebie, nie powinno budzić takich niezbyt pochlebnych komentarzy.

– Przepraszam, jeśli uraziłem. – Bohdan zauważył jej reakcję. – Chciałem tylko powiedzieć, że tamtego pana widziałem może dwa razy. A pani jest tu zawsze. – Podniósł ręce w przepraszającym geście. – Nie chciałem nic złego powiedzieć.

– Rozumiem. – Na muzyka nie sposób było się gniewać. – I jeśli powie mi pan, o co chodzi, to może będę umiała jakoś pomóc.

– Na to właśnie liczę. Możemy usiąść? – Wskazał na wolny stolik.

– Tak, jasne. Remek – zwróciła się do barmana – zrobisz panu Bohdanowi… – Spojrzała pytająco na mężczyznę.

– Herbatkę z rumem, poproszę – powiedział pan Bohdan. – Dziś jestem piechotą, więc mogę. A pogodę potraktuję jako dodatkowe usprawiedliwienie. – Mrugnął do barmana. – Podwójne.

Remek skinął głową na znak, że rozumie aluzję.

– To, w czym mogę panu pomóc? – zapytała Miłka, gdy już usiedli.

– Widzi pani, wkrótce będę obchodził urodziny. Tylko proszę nie pytać które, bo jestem na tym punkcie bardziej wrażliwy niż kobieta.

– Rozumiem. W takim razie proszę już teraz przyjąć ode mnie życzenia.

– Dziękuję, ale będzie pani miała okazję mi je złożyć w odpowiednim czasie. Bo pomyślałem, że jest tutaj tak sympatycznie, że chętnie zaproszę najbliższych znajomych na wspólne świętowanie. Koledzy, jak pani zapewne pamięta, już tutaj bywali i także bardzo sobie chwalą. Dlatego pytam uprzejmie: czy to możliwe? Organizujecie podobne imprezy?

Miłka poczuła nowy przypływ energii. Taka uroczystość na pewno przyniosłaby większy zysk niż całodzienna praca. Nie mogła wypuścić takiej okazji z rąk. Tylko czy podołają?

– Sądzę, że to możliwe. Wszystko zależy od tego, czego pan by oczekiwał – zaczęła ostrożnie. – Bardzo się cieszę, że nam pan zaufał, ale najpierw chciałabym poznać pana wyobrażenie o tej uroczystości.

– Zaraz tam uroczystości. – Machnął ręką Bohdan. – Mam na myśli raczej poczęstunek dla znajomych. Jakieś przekąski, koreczki czy coś podobnego, trochę wędlinki, jakaś sałatka.

Nie brzmiało to groźnie i Miłka nieco odetchnęła.

– Myślałem też o czymś na gorąco. Ale bez szaleństw. Barszczyk z pasztecikami wystarczy. I potem na słodko, co tam pani wybierze, bo ja nie za bardzo się na tym znam. Najważniejsze, żebyśmy mogli się czuć swobodnie.

– Czyli impreza zamknięta?

– O, ja wiem, że to się wiąże z dodatkową opłatą, ale nie będę żałował. Może to ostatnie urodziny. – Mrugnął okiem. – To jak? Da radę?

– Da radę – potwierdziła. – Zaraz ustalimy szczegóły i zrobię panu kalkulację.

Starała się nie dać po sobie poznać, jak bardzo uradowała ją propozycja pana Bohdana. Zapisała wszystko, co ustalili.

– No to wpadnę za kilka dni – obiecał muzyk. – A gości zaczynam zapraszać już dzisiaj. – Wstał, podszedł do stolika pani Wery, skłonił się uprzejmie i powiedział: – Czy zrobi mi pani tę przyjemność i da się zaprosić na urodzinowe przyjęcie?

– Urodziny? Miła okazja. – Wróżka się uśmiechnęła. – Proszę, niech pan ze mną usiądzie i opowie mi o tym wydarzeniu.

– Zarobimy! – Miłka przekazała jednym słowem radosną nowinę barmanowi.

– Najwyższa pora – odpowiedział ściszonym głosem.

 

*

 

Kolejny dzień Miłka przywitała z nową nadzieją. Wczorajszy utarg okazał się zadowalający, bo do końca dnia zawitało do nich jeszcze kilkunastu gości. Wszyscy wychodzili zadowoleni, chwalili konfitury i obiecywali, że powiedzą znajomym o kawiarence.

– Ufff, może coś się wreszcie ruszy – stwierdziła Miłka, gdy zamknęli drzwi za ostatnią parą. – I trochę pieniędzy w kasie przybyło.

– To może jest szansa na jakiś grosz? – zapytała Paula.

Remek nic nie mówił, ale wiedziała, że nie dostał nic od tygodnia. Orientowała się, że Tymon nie płacił raz w miesiącu, ale dawał pracownikom coś w rodzaju tygodniówek.

Spojrzała do rozliczenia.

– Musimy coś zostawić, bo trzeba odkładać na towar – powiedziała po namyśle. – Ale resztę podzielimy między siebie. Jakoś to Tymonowi wytłumaczę.

Nie było tego wiele, ale nic nie mogła na to poradzić. W każdym razie wystarczyło na zakupy.

Jutro wypłacę resztę oszczędności – postanowiła.

Miała jeszcze tylko niecałe trzysta złotych, ale przy oszczędnym wydawaniu mogło wystarczyć jej i Wiktorii na tydzień. Gdyby była sama, to pewnie i na dłużej, ale siostra potrzebowała owoców i dobrej wędliny. Poza tym zauważyła recepty, które siostra starała się przed nią ukryć.

– Dlaczego nie powiedziałaś, że masz leki do wykupienia? Ustaliłyśmy coś, prawda?

– Myślisz, że nie chcę ich brać? Naprawdę masz o mnie złe zdanie. Widzę, że nie ma kasy, więc pomyślałam, że mogą chwilę poczekać. To tylko żelazo i jakieś witaminy.

Miłka postanowiła, że nie pozwoli na lekceważenie żadnych zaleceń lekarza. Prędzej sama będę jadła mniej, niż dopuszczę do czegoś takiego – pomyślała.

Fakt, nie było wesoło, ale przynajmniej rysowała się lepsza perspektywa. Jeżeli zarobi na przyjęciu pana Bohdana, to będzie szansa na zapłacenie Remkowi i Pauli, dokupienie rzeczy, które się kończą, i przetrwanie do powrotu Tymka.

Tylko kiedy to będzie? Tego nie wiedziała. Nie skontaktował się, a ona spróbowała jeszcze dwa czy trzy razy, a potem zrezygnowała. Dręczyło ją to bardzo, bo nie rozumiała, co się z nim dzieje i jak ostatecznie zareagował na jej opowieść. Czy miała to uznać za koniec ich związku? Ta myśl przychodziła jej do głowy coraz częściej, ale spychała ją w głąb świadomości. Obawiała się, że gdyby uznała to za prawdę, nie starczyłoby jej sił na zajęcie się kawiarnią i Wiktorią. Wolała myśleć, że Tymon po prostu potrzebuje więcej czasu albo ma jakieś bardzo ważne sprawy, które zmusiły go do wyjazdu. Może jest za granicą i nie może zadzwonić? – myślała, chociaż doskonale wiedziała, że nie ma teraz problemu z komunikacją w prawie żadnym miejscu na świecie.

Naprawdę, propozycja pana Bohdana spadła jej z nieba i stała się kołem ratunkowym, którego uczepiła się, żeby nie utonąć w pesymistycznych myślach.

Od razu, gdy tylko przyszła do kawiarenki, zajęła się zmianą dekoracji na wystawie. Po drodze zebrała kilkanaście ptasich piór, które rozrzuciła malowniczo w witrynie. Do tego dodała świeczki w szklaneczkach i ciepły sweter zarzucony na oparcie krzesła. Całość wyglądała – jej zdaniem – dość ładnie i kojarzyła się z ciepłem i przytulnością. Miała nadzieję, że ten klimat skusi zmarzniętych przechodniów.

Chyba miała rację, bo tego dnia do kawiarenki znowu zajrzało więcej osób. Zakochane pary, które nie mogły już schronić się w parkowych alejkach, koleżanki szukające spokojnego miejsca na pogawędkę, starsi państwo, którzy zmarzli podczas spaceru – to tylko niektórzy goście.

– Bardzo tu u was spokojnie – chwalili. – Miło posiedzieć w takim klimatycznym miejscu.

Miłka czuła się coraz lepiej i powoli wracał jej dobry nastrój. Atmosfera udzieliła się chyba reszcie, bo nawet Paulina uśmiechała się do gości.

– Będzie tyle co wczoraj. – Remek zerknął do kasy.

Miłka radośnie pokiwała głową. Liczyła na to, bo widziała, że kończą się dwa rodzaje herbaty, a lodówka z napojami też powoli pustoszała. Lada dzień trzeba będzie zrobić zamówienie – pomyślała, ale już z mniejszym lękiem niż kilka dni wcześniej. – Jak Tymon wróci, to będzie ze mnie dumny.

– O, popatrz, kolejna osoba. – Wskazała wzrokiem na wchodzącego mężczyznę. – Wygląda jak jakiś biznesmen. Dobrze byłoby mieć takich klientów. Postaraj się – szepnęła do Remka.

– Już Paulina się stara – odpowiedział.

Rzeczywiście, dziewczyna, gdy tylko zauważyła młodego człowieka w garniturze, natychmiast do niego podeszła i zagadnęła ze swoim popisowym uśmiechem. Odrzuciła przy tym włosy i wyprostowała się, eksponując dekolt.

Ku jej rozczarowaniu mężczyzna rzucił jej tylko krótkie spojrzenie, a potem ominął kelnerkę i pewnym krokiem podszedł do baru.

– Dzień dobry – przywitała go Miłka. – Czego się pan napije?

– Chciałbym rozmawiać z właścicielem.

– Niestety, nie ma go w tej chwili. Ale może mogłabym pomóc?

– A kiedy mogę go zastać? – powiedział, jakby nie słyszał jej pytania.

– Nie potrafię powiedzieć. – Rozłożyła ręce. – Wyjechał.

– I nie powiedział, kiedy wróci? – Ton mężczyzny był oficjalny i beznamiętny, więc nie sposób było stwierdzić, co myśli.

– Niestety nie.

– A państwo tu tak sobie pracujecie?

– Owszem – wtrącił nieco zaczepnie Remek.

Miłka delikatnie dotknęła ręki barmana, dając mu sygnał, żeby powstrzymał emocje.

– Domyślam się, że nie charytatywnie – podsumował mężczyzna.

Po czym sięgnął do teczki, którą miał pod pachą i wyjął z niej dokument. Położył kartkę na barze.

– W takim razie zostawiam mu wezwanie do zapłaty. Na wypadek, gdyby w najbliższych dniach nieoczekiwanie – powiedział to z lekkim przekąsem – się pojawił.

– Wezwanie do zapłaty? – Miłka zerknęła na pismo, ale z daleka odczytała jedynie nazwę kancelarii adwokackiej.

– Dokładnie tak. Reprezentuję właściciela lokalu. Najemca zalega z czynszem od trzech miesięcy. Zgodnie z umową wzywamy go do uregulowania zaległości, w przeciwnym razie sprawa zostanie skierowana na drogę sądową. To wszystko.

Wyszedł nie rozglądając się nawet po wnętrzu.

– Co to był za palant? – Paula podeszła do baru. Była wyraźnie urażona brakiem zainteresowania ze strony mężczyzny.

– Prawnik – wyjaśnił Remek.

– Tymon zalega z czynszem. – Miłka delikatnie podniosła dokument i przeczytała go.

Było dokładnie tak, jak powiedział mężczyzna. Prawniczy język brzmiał poważnie i nie było wątpliwości, że nie można tego lekceważyć.

– Co teraz? – zainteresowała się kelnerka. – Co zrobisz?

– Na razie zostawię to na zapleczu – zdecydowała Miłka.

Wiedziała, że musi za wszelką cenę skontaktować się z Tymonem. Musi wrócić i wyjaśnić to nieporozumienie. Bo inaczej być nie mogło. Ktoś się pomylił – może bank albo Tymon źle wpisał numer konta. W każdym razie powinien jak najszybciej się o tym dowiedzieć.

– To na pewno da się jakoś wytłumaczyć – powiedziała Miłka.

– Jakoś na pewno – mruknął Remek.

Nastrój znowu zrobił się ponury.

 

*

 

Pani Wera przyszła tego dnia później niż zwykle.

Miłka podała jej herbatę, starając się zachowywać tak jak zawsze, ale kobiecie wystarczyło jedno spojrzenie, żeby wiedzieć, jaka jest prawda.

– Usiądziesz ze mną? – zapytała.

Nie mogła się wymigać pracą, bo w kawiarence oprócz nich były zaledwie trzy osoby i wszystkie otrzymały już swoje zamówienie. Zrobiła więc to, o co prosiła pani Wera.

– Myślałam, że pani już dziś nie przyjdzie – powiedziała, żeby jakoś zacząć rozmowę.

– Miałam kilka spraw do załatwienia – wyjaśniła. – Nie przepadam za tym, ale czasami trzeba.

Miłka pokiwała głową.

– Wczoraj miałaś lepszy humor – stwierdziła wróżka.

– Dzisiaj rano też – odparła gorzko.

Wera sięgnęła do torebki i wyjęła mały tomik wierszy.

– To Szymborska – oznajmiła. – Znasz?

– Oczywiście.

– A ten, w którym pisze o chwili napawającej lękiem?

Miłka pamiętała te słowa. Widziała je kiedyś na grafice, którą ktoś umieścił na Facebooku.

– Tej, która minie?

– Tak. – Kobieta się uśmiechnęła. – I to jest piękne.

– Łatwo powiedzieć. – Miłka się skrzywiła. – Teoretycznie to prawda i nawet ładnie brzmi.

– A praktycznie?

– Praktycznie nic pięknego w złych chwilach nie ma. Chyba pani nie zaprzeczy?

– Nie chodzi o piękno złych momentów, ale o to, że one zawsze miną. To wiersz o tym, żeby nie tracić nadziei na lepsze.

– Tak, wiem. Rozumiem to. Tylko czasami ciężko w to uwierzyć.

Wróżka podniosła filiżankę i upiła łyk gorącego naparu.

– Widzę, że coś się stało.

Miłka milczała. Lojalność wobec Tymona sprawiała, że czuła opór przed zdradzeniem pani Werze powodów swojego smutku.

– Sama pani widzi, że kawiarenka nie zarabia tak, jak powinna.

– Owszem, ale to nie stało się dzisiaj. – Kobieta jak zwykle nie dała się łatwo zbyć.

– Może i tak, ale im dłużej to trwa, tym trudniej ją utrzymać.

– Tobie? – Wróżka wbiła w Miłkę przenikliwe spojrzenie.

– Niby nie. Ale wie pani, jak jest. Jeżeli Tymon ma problemy, a ja jestem z nim, to też je mam. W końcu jeżeli ludzie są razem, to dzielą ze sobą i te dobre, i te złe chwile, prawda?

– I wy dzielicie?

– Oj, no tak – zniecierpliwiła się Miłka.

– Ale ty z Tymonem, czy on z tobą?

– Ciągle mi pani zadaje pytania. A ja naprawdę nie mam nastroju na roztrząsanie szczegółów.

– Widzisz, tak się składa, że w szczegółach zwykle ukrywa się prawda. Niestety najczęściej niewygodna. Dlatego unikamy tego, co nazwałaś roztrząsaniem. To łatwiejsze, mniej bolesne i pozwala widzieć tylko to, co dla nas wygodne.

– Pewnie ma pani rację – zgodziła się Miłka, chociaż nawet nie skupiła się na słowach wróżki. – Ale ja nie mam teraz głowy do analiz. Muszę rozwiązać poważne problemy, bo inaczej będzie źle.

– Rozumiem, że masz na myśli wasze wspólne kłopoty? Twoje i Tymona, tak?

– Można tak powiedzieć – przytaknęła. – A nawet to, że także Remka i Pauli. Bo wszyscy tu pracujemy.

– Brzmi poważnie. – Srebrne bransoletki na przegubie dłoni zadźwięczały, kiedy odkładała tomik na brzeg stolika. – Ale kawiarenka przecież działa.

– Nie wiadomo, jak długo jeszcze. – Dziewczyna westchnęła. – Tymon ma zaległości w płaceniu czynszu – wyznała w końcu, ściszając głos, żeby przypadkiem nie usłyszał jej ktoś z gości. – Dzisiaj dostał pismo od właściciela. Boję się, że jak tak dalej będzie, to nas stąd wyrzuci.

– To rzeczywiście fatalna perspektywa – przyznała pani Wera. – A co na to Tymon?

– Jeszcze o niczym nie wie.

– Nadal nie wrócił?

– Tak. I zaczynam się coraz bardziej martwić. – Miłka nerwowo mięła w ręku brzeg fartucha. – Próbowałam dzwonić, ale bez skutku. Dzisiaj wyślę wiadomość o tym piśmie, mam nadzieję, że przyjedzie.

– I zapłaci?

– Tego nie wiem – przyznała szczerze. – Ale na pewno wszystko wyjaśni.

– A jeśli nie?

Nie odpowiedziała. Sama sobie nie chciała zadawać tego pytania. Bała się go.

– Przyjedzie – powiedziałam, jak uparte dziecko, które trzyma się swojej wersji.

– Nie wiedziałaś o tych problemach? – Pytanie było dość bezpośrednie, jak wszystkie, które zadawała wróżka, ale kiedy towarzyszył im zapach jaśminowej herbaty i wypowiadane były spokojnym tonem, Miłka traktowała je raczej jako wyraz troski i zainteresowania niż niezdrowej ciekawości.

– Tymon nie rozmawiał ze mną o interesach. Mówił, że to zbyt skomplikowane i nie będzie mi zawracał głowy.

– Na szczęście uznał, że z prowadzeniem kawiarenki sobie poradzisz.

Miłka nie dostrzegła aluzji zawartej w tym stwierdzeniu. Albo nie chciała jej dostrzec.

– Zaufał mi, ale okazuje się, że to był błąd – westchnęła. – Miałam nadzieję, że sprostam temu zadaniu, a tymczasem ledwie zarabiamy na dostawy, a personel dostaje kieszonkowe zamiast pensji. Może gdybym się bardziej starała…

– Starasz się, jak potrafisz najlepiej. Wiele się tu zmieniło na lepsze, odkąd zaczęłaś pracować.

– Dziękuję, że mnie pani pociesza, ale wiem swoje. Nie nadaję się do tego i tyle. Zawiodłam wszystkich, a najgorsze, że także tego, którego kocham.

Wstała i popatrzyła ze smutkiem na panią Werę.

– Przepraszam, że się tak pani żalę. Ale to naprawdę smutne, bo polubiłam kawiarenkę. Tymonowi też się to nie spodoba.

– Weź to. – Wróżka wskazała na tomik. – Poezja pomaga przetrwać gorsze chwile.

– Dziękuję. – Zabrała książkę, bo nie chciała być niegrzeczna, jednak szczerze wątpiła, czy będzie miała ochotę, żeby do niej zajrzeć.

 

*

 

Tym razem połowę utargu zostawiła w kasie, a resztę podzieliła między barmana i kelnerkę.

– Wzięłam wcześniej pięćdziesiąt złotych – wyjaśniła, starając się nie patrzeć w oczy Remkowi. – Teraz będzie sprawiedliwie.

I tak musiała wypłacić resztę swoich zaskórniaków. A skoro kawiarenka miałaby zakończyć działanie, to chciała być uczciwa w stosunku do pozostałych.

– Masz gdzieś zapisane jak to wszystko przyjmować? – zapytała, stawiając na kuchennym stole reklamówkę z lekarstwami.

– Tak, ale naprawdę nie musiałaś…

– Musiałam. I nie mówmy o tym więcej. Jak ci minął dzień? Opowiadaj!

– A co ja mam do opowiadania. – Wiki westchnęła. – Siedzę cały dzień w pustej chacie i nie mam do kogo ust otworzyć. Jakbym jakiś wyrok dostała.

Miłce zrobiło się żal siostry. Naprawdę musiało jej być smutno. I na dodatek nie miała nawet jak wyjść, bo nadal korzystała z jej kurtki.

– Nie smuć się. – Postanowiła choć trochę wynagrodzić Wiktorii tę niezbyt komfortową sytuację. – Kupiłam chipsy owocowe, to może razem pochrupiemy i pogadamy?

Spędziły całkiem miły wieczór, chociaż chwilami zapadała niezręczna cisza. Miłka czuła, że Wiki powstrzymuje się od pytań, ale one, choć niewypowiedziane, wisiały w powietrzu. Mimo to starała się uśmiechać i kilka razy nawet udało jej się rozśmieszyć siostrę.

Muszę coś wymyślić z tą kurtką – postanowiła przed zaśnięciem. – Wiki nie może cały czas siedzieć w domu. Potrzebuje świeżego powietrza, spacerów, ruchu. Ona i dziecko.

Sprawę okrycia załatwiła już następnego dnia. Po prostu w drodze do pracy weszła do maleńkiego second handu o wdzięcznej nazwie „Tani Armani”. Ku jej zdziwieniu okazało się, że mieli spory wybór kurtek i płaszczy i to nie tylko w rozmiarach xs i s, ale też na osoby o nieco większych gabarytach. Sympatyczny sprzedawca, w przeciwieństwie do niektórych ekspedientek w galerii handlowej, z uśmiechem i bez oceniania podawał jej kolejne kurtki i nawet próbował doradzać.

Najbardziej podobała jej się puchowa kurtka w intensywnie chabrowym kolorze, ale po namyśle i przejrzeniu się w lustrze doszła do wniosku, że nie wygląda w niej korzystnie, a kolor jest zbyt krzykliwy. Miłka nie należała do osób, które lubią skupiać na sobie uwagę przechodniów. Ostatecznie wybrała inną, grafitową, z kapturem wykończonym białym sztucznym futerkiem. Może nie była tak ciepła jak ta z puchem, ale bardziej miejska niż sportowa i wyglądała w niej szczuplej. No ale cena była też o piętnaście złotych wyższa.

I tak to, co wydam, będę musiała zaoszczędzić na jedzeniu. Najwyżej schudnę, a to akurat mnie nie martwi. Biorę! – zdecydowała.

Zadowolona z zakupu wędrowała w kierunku kawiarenki, myśląc o tym, że kiedy tylko upierze i wysuszy swój nowy zakup, pójdą z Wiki na wspólny spacer.

– Proszę, dzisiaj wszyscy punktualnie – zauważyła, gdy spotkała Remka i Paulę pod drzwiami. – W takim razie może skorzystamy z okazji i zrobimy jakieś małe zebranie? Bo chyba powinniśmy coś ustalić?

Barman wzruszył ramionami.

– A co tu ustalać? Pewnie niedługo nas stąd wywalą.

Weszli do środka.

– Nie wiem jak wy, ale ja chciałbym zacząć od kawy. – Remek poprawił czapkę, która jak zwykle opadała mu na oczy. – Bo bez tego na pewno nic nie wymyślę.

– W takim razie zrób trzy.

Miłka poszła na zaplecze, żeby zostawić torebkę, ale zanim jeszcze chłopak zdążył nalać wody do ekspresu, wróciła do baru.

– Gdzie jest to pismo? – zapytała.

– Jakie pismo?

– To dla Tymona.

– Pojęcia nie mam. Ty je wczoraj zabrałaś – przypomniał.

– Położyłam je na stole w socjalnym. A teraz go nie ma. Paulina? – Spojrzała pytająco na kelnerkę.

– Co? Że niby ja zabrałam? A po co mi to? – Tym razem ona wzruszyła ramionami. – Weź się uspokój i poszukaj. Pewnie położyłaś gdzieś indziej, ja tak często mam. Ciągle szukam dowodu osobistego albo karty na fitness. Czytałam kiedyś, że to charakterystyczne dla osób o artystycznej duszy i dużej inteligencji…

Paplała dalej, ale Miłka nie słuchała, bo nagle zrozumiała, co się stało.

– Poszukam jeszcze raz – powiedziała i znowu zniknęła na zapleczu.

W pokoju socjalnym opadła na krzesło.

Tymon tu był! – pomyślała i poczuła, że cała drży.

Jak