Prosta metoda jak skutecznie kontrolować alkohol - Allen Carr - ebook + książka

Prosta metoda jak skutecznie kontrolować alkohol ebook

Allen Carr

0,0
29,90 zł

lub
Opis

Książka „Prosta metoda jak skutecznie kontrolować alkohol” to krok milowy w naszym pojmowaniu problemu alkoholizmu, dotykającego coraz więcej grup społecznych. Allen Carr koncentruje się na prawdziwych powodach, dla których sięgamy po kieliszek i obala mity dotyczące alkoholu jako atrybutu życia towarzyskiego, dobrej zabawy i relaksu. To skuteczna pomoc dla każdego, kto zrozumiał, że przekroczył już bezpieczną granicę i szczerze chce zerwać z nałogiem.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 338

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Tytuł oryginału

Easy Way to control alcohol

Przekład: Bogna Piotrowska

Projekt okładki: Magdalena Giera

Copyright © Allen Carr’s Easyway (International) Limited,

2003,2004,2005

Copyright © for the Polish edition by Betters Sp. J.

2009,2012,2017

Wszelkie prawa zastrzeżone — łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie, gromadzenia w pamięci komputerowej i elektronicznego przesyłania bez uprzedniej zgody Wydawcy. W razie niezastosowania sie do tych postanowień Wydawca ma prawo wystąpić na drogę sadową i domagać się rekompensaty.

Wydanie III

ISBN 978-83-64311-12-3

Betters Sp. J.

Licencjonowany Partner Allen Carr’s International

ul. Wilcza 12b lok. 13, 00-532 Warszawa

tel./fax 22 621 36 11

www.allencarr.pl

e-mail:[email protected]

Publikację elektroniczną przygotował:

Allen Carr (1933–2006)

Po niezliczonych, zakończonych niepowodzeniem próbach wyleczenia się z nikotynowego nałogu Allen Carr odkrył w 1983 roku to, na co czekał cały świat — metodę prostą i skuteczną. Zrezygnował z kariery wziętego księgowego, żeby pomagać palaczom na całym świecie. Dzięki swojej metodzie zyskał międzynarodową renomę, a jednocześnie stworzył sieć klinik na całym globie. Książka „Prosta metoda jak skutecznie rzucić palenie”, przetłumaczona na ponad dwadzieścia języków, stała się światowym bestsellerem. Jego kolejne poradniki to The Only Way to Stop Smoking Permanently („Jedyna metoda jak rzucić palenie na zawsze”) oraz How to Stop Your Child Smoking („Jak pomóc dziecku rzucić palenie”). Metoda Easyway ukazała się również w wersji audio, wideo oraz na CD-Rom.

W 1998 roku Allen Carr został zaproszony jako mówca do Pekinu na 10. Międzynarodową Konferencję „Zdrowie i nikotyna” — zaszczyt, jakiego nie powstydziłby się niejeden światowej sławy lekarz. Był to niewątpliwie wyraz uznania dla jego dokonań i dla samej metody. Obecnie Carr jest powszechnie uznanym ekspertem w dziedzinie rzucania palenia.

Po sukcesie metody Easyway do autora zaczęli się zgłaszać ludzie z innymi problemami, nie mającymi nic wspólnego z paleniem. Stąd wzięły się kolejne książki Allena Carra: Easyweigh to Lose Weight („Prosta metoda jak skutecznie pozbyć się zbędnych kilogramów”) oraz The Easy Way to Enjoy Flying („Prosta metoda jak polubić latanie”). Badania przeprowadzone na niektórych z jego pacjentów dowiodły, że prosta logika stanowiąca podstawę metody Easyway może mieć zastosowanie również w rozwiązywaniu problemów alkoholizmu.

W razie konieczności pomocy prosimy się zwracać do jednej z klinik Allena Cara, których pełna lista znajduje się na końcu książki. Korespondencję i pytania dotyczące książek Allena Carra, filmów, audio-kaset oraz płyt CD prosimy kierować na adres najbliższej kliniki.

Od Wydawcy

Drogie Czytelniczki, drodzy Czytelnicy,

Oddajemy w Wasze ręce kolejną pozycję Allena Carra, autora kultowego poradnika „Prosta metoda jak skutecznie rzucić palenie” — polskie wydanie książki „Prosta metoda jak skutecznie kontrolować alkohol”.

Sądzicie pewnie, że to nie dla Was, nie o Was... Czy na pewno...?

Kieliszek po pracy, kieliszek na przyjęciu — granica między towarzyską przyjemnością a niszczącym uzależnieniem jest płynna.

Allen Carr, który dzięki swej niezwykłej metodzie pomógł już milionom ludzi rzucić palenie, pokazuje prostą drogę, jak zrozumieć mechanizmy, które powodują, że alkohol staje się nieodzownym elementem naszego życia i jak wyrwać się z nałogu picia — z dnia na dzień, trwale i bez nieprzyjemnych objawów odstawienia czy nadludzkiego, morderczego wysiłku.

Krok po kroku, Carr wyprowadza z alkoholowej pułapki nawet tych, którzy mają już za sobą niejedną nieudaną próbę.

Zapraszamy do lektury i do refleksji.

Warszawa, czerwiec 2017

Dedykowane Bractwu

Specjalne podziękowania dla Crispina Haya

z podziękowaniem za jego nieocenioną pomoc i rady

Wstęp

15 lipca 1983 roku Allen Carr, nałogowy palacz od 30 lat, zgasił swojego ostatniego papierosa i ogłosił, że odkrył metodę uwolnienia się od nikotynowego nałogu. Na zawsze i od zaraz. Sposób dla każdego. Nie wymagający silnej woli, wspomagaczy ani innych „sztuczek”. Bez nieprzyjemnych fizycznych objawów odstawienia, bez przybierania na wadze i przede wszystkim bez przytłaczającego uczucia, że odtąd żadne spotkanie towarzyskie nie będzie tak przyjemne jak kiedyś, a ze stresem człowiek będzie sobie trudniej radził.

Na początku mało kto wierzył, że taka z pozoru magiczna terapia jest w ogóle możliwa. Zdrowy rozsądek i powszechnie panujące przekonanie o mękach towarzyszących rzucaniu palenia podpowiadały, że bez ogromnych pokładów silnej woli jest to niemożliwe. Każdy przecież wiedział, że skutki uboczne rzucania palenia to nie tylko tycie, ale także nieznośne objawy abstynencyjne. Rzucanie palenia, według obiegowej opinii, to wysiłek porównywalny z wyprawą na Mount Everest. Niestety, miliony palaczy dalej mocno w to wierzą.

Biorąc pod uwagę tysiące godzin i miliony zainwestowane w znalezienie efektywnej metody rzucenia palenia, można zrozumieć, dlaczego tak trudno było dać wiarę samotnemu ekspalaczowi bez żadnego medycznego przygotowania, któremu najwyraźniej udało się w dziedzinie, w której inni ponieśli sromotną klęskę. Anonimowym Alkoholikom łatwiej przyjdzie zaakceptowanie tej metody. Jako były członek AA mogę stwierdzić, że dosłownie miliony alkoholików zawdzięczają życie nie ekspertom medycznym, ale swoim kolegom z AA, alkoholikom.

Allen Carr jest obecnie uznanym światowym ekspertem w dziedzinie walki z nałogiem palenia. Jego pierwsza książka Prosta metoda jak skutecznie rzucić palenie, od chwili ukazania się w 1985 roku pod szyldem wydawnictwa Penguin, każdego roku króluje na listach bestsellerów. Przetłumaczona na ponad 20 języków, zajmowała pierwsze miejsce na takich listach w Niemczech, Austrii i Szwajcarii. Na świecie działa sieć klinik pracujących metodą Allena Carra.

O Allenie usłyszałem po raz pierwszy od przyjaciół, którzy wzięli udział w jego sesji i byli pod wrażeniem rezultatów. Podchodziłem do ich zachwytów z powątpiewaniem, ponieważ niektórzy z nich przestali palić dopiero kilka dni temu. Uznałem, że wydali majątek na kolejną „cudowną” terapię odwykową i chcieli mnie (i samych siebie) przekonać, że było warto. Zachowałem odpowiednią dozę sceptycyzmu, powtarzałem, że tylko czas pokaże. Zabrzmi to dziwnie, ale w sumie chciałem, żeby im się nie udało. Irytowało mnie, że mogłem przy nich palić, a ich praktycznie wcale to nie denerwowało. Z czasem uświadomiłem sobie, że naprawdę są już wolni od nałogu, i szczęśliwi z tego powodu. Zamiast litować się nad nimi, że nigdy już nie doświadczą przyjemności palenia, zacząłem im zazdrościć. Latami czułem się jak społeczny wyrzutek, bo jako jedyny wciąż paliłem. Jako członek Bractwa AA wiedziałem, że alkohol niszczy mi życie, ale się usprawiedliwiałem, że był niezbędnym rekwizytem towarzyskim. Teraz zaczynałem się czuć jak wyrzutek również z powodu picia. Wreszcie poszedłem do kliniki Allena Carra. Przekonany, że i tak mi to nie pomoże, nic nie powiedziałem żonie ani przyjaciołom. Cztery godziny później, kiedy stamtąd wychodziłem, nie mogłem się doczekać, żeby wykrzyczeć wszystko światu.

Allen uważa, że jego metoda jest równie skuteczna w zwalczaniu każdego nałogu narkotykowego, jak i wszelkich innych chemicznych uzależnień. Co do mnie, z radością wyznaję, że nie tylko pomógł mi rzucić palenie, ale także uwolnił od koszmaru dręczącego mnie i kontrolującego moje życie: od alkoholizmu. Kiedyś wierzyłem, że na alkoholizm nie ma lekarstwa. Allen mi udowodnił, że jest inaczej. Jedyne, czego teraz żałuję, to tego, że nie wiedziałem o nim wcześniej. Podchodzisz do sprawy sceptycznie? Nie przejmuj się. Allen wręcz oczekuje takiego podejścia. Nie pokuszę się o wyjaśnienia, w jaki sposób to działa ani dlaczego jego metoda jest tak skuteczna. Jedno mogę obiecać: po odłożeniu książki będziesz się zastanawiać, dlaczego sam na to nie wpadłeś. Miłej lektury.

Emanuel Johnson

1. Prosta metoda jak skutecznie kontrolować alkohol

Przeszło dwadzieścia lat temu udowodniłem, że każdy może rzucić palenie, i to w prosty sposób. Kiedy ogłaszałem swoje odkrycie, byłem święcie przekonany, że w ciągu kilku lat nałóg ten zniknie całkowicie z powierzchni ziemi. Faktycznie od tamtego czasu, jak się szacuje, ponad 5 milionów palaczy z powodzeniem zastosowało moją metodę. Znakomita większość z nich rzuciła palenie łatwo i z radością. Mimo to wciąż na świecie są miliony palaczy, którzy nie wiedzą kim jest Allen Carr i nigdy nie słyszeli o jego metodzie. Mogę to skomentować tylko tak, że prawdopodobnie potrzeba czasu, żeby obalić powszechnie akceptowany dogmat: o tym że rzucić palenie jest strasznie trudno.

Przez wieki człowiek żył w przekonaniu, że ziemia jest płaska i leży w centrum wszechświata. Podobnie trwamy w przeświadczeniu, że każdego, kto ma problem z alkoholem, czeka niewyobrażalny wysiłek i prawdopodobnie wiele nieudanych prób, zanim sobie z nałogiem poradzi. W społeczeństwie panuje powszechna opinia, że ci, którzy naprawdę powinni ograniczyć picie, są równocześnie tymi, którym najtrudniej jest z nim zerwać. Skoro trudno było mi przekonać palaczy, że istnieje prosty i przyjemny sposób rzucenia palenia, to o ile trudniej będzie mi przekonać nadużywających alkohol, że każdy może sobie z problemem alkoholowym poradzić, i to łatwo, od razu i raz na zawsze. Czy to w przypadku alkoholika, czy kogoś, kto się obawia, że grozi mu ten nałóg, na pewno nie pomoże mi w tym opinia — kategorycznie wyrażana przez Anonimowych Alkoholików, uznawanych za wiodących ekspertów w tej dziedzinie — że:

Alkoholizm to śmiertelna choroba, na którą jak dotąd nie znaleziono lekarstwa.

Niestety podobnego zdania jest wielu uznanych i szanowanych lekarzy, a także media i społeczeństwo. Pogląd ten tak silnie wrył się w naszą świadomość, że pewnie masz teraz ochotę natychmiast wyrzucić tę książkę do śmietnika. Proszę, nie rób tego! Wielu lekarzy nie zgadza się z poglądami głoszonymi przez AA, ale obawiają się oni przyznać do tego publicznie.

Jeśli przypadkiem jesteś w AA, bądź podobnej organizacji, prawdopodobnie się dziwisz, że zaczynam od podważenia fundamentalnej tezy stojącej za tą organizacją, a jednocześnie dedykują książkę „Bractwu”. Po prostu mam ogromny szacunek do instytucji, która uratowała zdrowie psychiczne i życie milionom alkoholików, ludziom, którzy byli na samym dnie piekła rozpaczy, stracili pracę, przyjaciół, dom i rodziny, którzy nie mieli nawet nadziei na odzyskanie szacunku dla samych siebie. AA przyjmuje takich ludzi z otwartymi ramionami, wspiera ich bez oglądania się na rasę, klasę społeczną, wyznanie czy poglądy. Robi to bez osądzania i oskarżania. Wielu członków przychodzi na spotkania po wyjątkowo ciężkim dniu. Wobec atmosfery, jaka panuje przed rozpoczęciem spotkania, poczekalnia u dentysty jawi się niczym wesoła impreza towarzyska. Potem każdy z uczestników otwiera się przed pozostałymi, opowiada swoją historię. Nastrój stopniowo się zmienia, coraz częściej słychać śmiech i sesja zaczyna naprawdę przypominać miłe spotkanie w gronie przyjaciół. Tyle że bez alkoholu!

Nie jestem katolikiem, ale wiem, że wiele osób postrzega konfesjonał jako jawną hipokryzję. Jest to temat na tyle delikatny, że nie chcę się nad nim dłużej rozwodzić. Powiem tylko, że dzielenie się z kimś tym, co leży nam na sumieniu, musi bardzo podnosić na duchu. Problem, którym możemy się z kimś podzielić, to problem o połowę mniej dotkliwy — jaką ulgą musi być więc podzielenie się nim z całą grupą! Grupą, która się z tobą utożsamia i nie będzie cię oceniać ani wymagać odbycia pokuty.

Wspólnym wrogiem jest alkoholizm, ale spotkania AA często nie odnoszą się bezpośrednio do alkoholu. Dotyczą spraw codziennych i stresów z nimi związanych, poniżenia, które każdego od czasu do czasu dotyka, obojętnie, czy ma problem z alkoholem, czy nie. Jednym słowem, jestem pod ogromnym wrażeniem wsparcia i szczerej pomocy, jakich AA udziela swoim członkom. Czasem wręcz sobie myślę, że pora założyć organizację AP — Anonimowe Problemy, działającą na takich samych zasadach jak AA. Jestem przekonany, że gdyby taka organizacja istniała, wiele osób uniknęłoby pułapki alkoholowej.

Alkohol wydziera swojej ofierze ostatni grosz. Nie umniejszając niczyich cierpień, ludzie zamożni, mający problem alkoholowy, są w o wiele lepszej sytuacji. W trudniejszym momencie mogą się skryć w jednym z tych drogich ośrodków odnowy biologicznej. Niestety dla większości ludzi jedyną dostępną pomocą jest organizacja AA. Dlaczego więc podważam fundamentalną tezę, jaką stawia AA: „Alkoholizm jest śmiertelną chorobą, na którą jak dotąd nie znaleziono lekarstwa”?

PONIEWAŻ TEZA TA OPIERA SIĘ NA BŁĘDNYCH PRZESŁANKACH!

To, co podziwiam najbardziej w spotkaniach AA, to każdemu przysługująca okazja do zabrania głosu. Każdy, kto się wypowiada, może mówić właściwie co chce — może wygłaszać skandaliczne komentarze, złościć się lub płakać do woli, używać języka nieparlamentarnego, i nikt mu nie przerwie. Na spotkania AA powinni obowiązkowo przychodzić politycy, żeby się nauczyć prowadzenia debaty.

Zdaję sobie sprawę, że niektóre stwierdzenia, jakie padają w tej książce, mogą wywoływać sprzeczne uczucia — od ulgi po gniew, niedowierzanie czy strach. Niezależnie od tego, czy masz tylko mały, czy też poważny problem alkoholowy, mam dla ciebie dobre wieści. Proszę tylko o tyle cierpliwości i uprzejmości, ile okazują sobie na spotkaniach członkowie AA.

Niezależnie od tego, co piszę o AA, nie jestem w żadnym stopniu przeciwny ich działalności ani z nimi nie konkuruję. Dla większości alkoholików AA jest jedynym dostępnym źródłem pomocy i pocieszenia. Niestety zgodnie z ich własną doktryną alkoholizmu nie da się wyleczyć, a droga, jaką trzeba przebyć do całkowitego wyzwolenia, jest długa i bolesna. Wyobraź sobie, że istnieje kompletna, prosta i niedroga metoda, która pomoże każdemu, kto ma problem z alkoholem. Metoda, która:

działa natychmiast,

działa

raz

na zawsze,

nie

wymaga silnej woli,

nie

powoduje przykrych objawów odstawienia,

sprawia, że życie

towarzyskie

okazuje się bardziej satysfakcjonujące,

sprawia, że człowiek

lepiej

radzi sobie ze stresem,

nie

wiąże się z uczuciem poświęcenia ani potrzebą walki z pokusami.

Prędzej uwierzę w bajki, powiesz. Przypuśćmy jednak, że taka metoda istnieje, a AA z niej korzysta. Jak sądzisz, ile czasu potrzeba, żeby alkoholizm zniknął z powierzchni ziemi? Jaka racjonalnie myśląca osoba by z niej nie skorzystała?

Chodzi o to, że taka metoda istnieje. Właśnie masz ją w zasięgu ręki. Skoro wciąż czytasz tę książkę, prawdopodobnie uważasz, że masz problem z alkoholem. Głupio byłoby nie doczytać jej do końca. Na pewno warto poświęcić trochę czasu na poradzenie sobie z tym problemem, zwłaszcza że proponowana metoda działa podobno natychmiast, na zawsze i jest nie tylko prosta, ale cały proces staje się źródłem prawdziwej radości.

Dlaczego miałbyś mi wierzyć? Absolutnie tego nie wymagam. Przeciwnie — oczekuję, że będziesz sceptyczny, ale nie tylko wobec moich, głoszonych tu twierdzeń, lecz także wobec całej twojej dotychczasowej wiedzy i twoich własnych przekonań nt. alkoholu i alkoholizmu, które dotąd tak bezkrytycznie akceptowałeś.

Kiedy po raz pierwszy ogłosiłem, że moja metoda pozwoli każdemu palaczowi rzucić palenie, stałem się pośmiewiskiem rodziny i przyjaciół. Wprawdzie w nos mi się przez grzeczność nie śmiali, ale między sobą uznali mnie za kandydata do domu wariatów. Można to było przewidzieć, biorąc pod uwagę moje poprzednie, wielokrotne nieudane próby rzucenia nałogu, no i fakt, że oznajmiłem dobrą nowinę tuż po zgaszeniu swojego ostatniego papierosa. Dziś na ulicy zatrzymują mnie ludzie, żeby podziękować za uratowanie im, bądź ich przyjaciołom, życia. Każdego dnia otrzymuję listy, z których dowiaduję się, że jestem geniuszem, że zasługuję na tytuł szlachecki, że powinienem zostać świętym. Kiedyś nawet ktoś zasugerował, że należy mi się miejsce w loży królewskiej w Ascot, co osobiście uważam za przesadę. Takie wyrazy uznania są mocno na wyrost. Jak z wszystkimi genialnymi odkryciami, metoda Easyway jest skutkiem bardziej szczęścia niż rozumu.

Prawdę powiedziawszy, takie wyrazy zachwytu i podziwu wprawiają mnie w zakłopotanie, ale nie byłbym człowiekiem, gdyby nie sprawiały mi też przyjemności. Właściwie lubię je i w żadnym wypadku nie zaryzykowałbym narażenia swojej reputacji, stawiając tezy bez podparcia.

Jeśli patrzysz na świat krytycznie, pytanie, jakie teraz sobie stawiasz, brzmi pewnie mniej więcej tak:

Jeśli metoda Allena Carra ma takie magiczne działanie, czemu nie korzystają z niej inne organizacje, takie jak AA, ASH, QUIT, albo inne uznane kliniki? Nowoczesne sposoby wymiany informacji błyskawicznie rozpropagowałyby przecież tę metodę na całym świecie.

Jest to sprawa, która i mnie od lat zastanawia i dziwi. Są to przecież organizacje ogromne i potężne. Nie tylko same uznają się za ekspertów, ale pogląd ten podzielają rządy, media i społeczeństwo. Mają dostęp do ogromnych dotacji publicznych i funduszy charytatywnych. Po co słuchać samotnego głosu jednego człowieka, który zaprzecza właściwie wszystkiemu, co mówią eksperci? W debacie publicznej na temat alkoholizmu nikt nie przejmuje się poglądami jakiegoś Allena Carra. Media zapraszają zwykle do dyskusji lekarzy albo psychologów — ci nierzadko sami ostro popijają — albo celebrytów, którzy właśnie opuścili jeden z „ośrodków odnowy biologicznej”. Z ust zapraszanych do debaty słyszymy ten sam pseudopsychologiczny bełkot, który utrwala w świadomości słuchaczy błędne stereotypy. Tak jest od lat.

W późnych latach 90. rząd brytyjski utworzył stanowisko szefa do walki z narkotykami. Kogo na nie mianowano? Policjanta! Czy prohibicja w Stanach Zjednoczonych poradziła sobie z problemem alkoholizmu? Przeciwnie, stworzyła nowy problem — zorganizowaną przestępczość. Czy policja rozwiązała którykolwiek z tych problemów? Akurat!

Ciekawi cię pewnie, dlaczego z całego świata przybywają ludzie, żeby zasięgnąć rady mało znanego osobnika, który nie ma medycznego wykształcenia i nawet nie reklamuje swojej metody. No i dlaczego uznaje się go za światowego eksperta w dziedzinie zrywania z nałogami. Odpowiedź jest prosta:

METODA EASYWAY DZIAŁA!

Mogłeś odnieść wrażenie, że świat medyczny sprzeciwia się mojej metodzie. Rzeczywiście, na początku widziano we mnie szarlatana, ale dziś w naszych klinikach pomocy szuka więcej lekarzy niż przedstawicieli jakiegokolwiek innego zawodu, a większość pacjentów trafia do nas z rekomendacji lekarzy i pielęgniarek. Lekarz to niesłychanie odpowiedzialny i stresujący zawód. Dlatego jego przedstawiciele są szczególnie narażeni na uzależnienia — zwłaszcza narkotykowe, ze względu na łatwy dostęp.

Gdyby przeciętny lekarz internista chciał wykorzystać moją metodę w leczeniu swoich pacjentów, niewiele by z tego wyszło. Minimalny czas terapii to cztery godziny, a szkolenie na terapeutę zajmuje rok. Organizacje takie jak DRINKLINE, ASH czy QUIT są organizacjami charytatywnymi, prowadzonymi przez pełnych dobrych chęci amatorów, którzy w większości nigdy na własnej skórze nie doświadczyli problemów, z którymi przyszło im się borykać. Dlatego ich rady są niczym innym jak zwykłymi komunałami, które gwarantują porażkę.

Jestem zdania, że członkowie AA, którzy sami byli kiedyś w dołku, mają dostatecznie dużo doświadczenia, motywacji i gotowości do poświęcenia. Wystarczy do tej recepty dodać odpowiednie informacje i za kilka lat alkoholizm może się stać przeszłością. Czy to znaczy, że metoda Easyway jest nieskuteczna bez wsparcia takich organizacji jak AA?

Absolutnie nie. W naszych klinikach pojawiają się ludzie w różnych stadiach czarnej rozpaczy. Są przekonani o konieczności tygodni, miesięcy, a nawet lat ciężkich tortur, żeby uwolnić się od nałogu. Większość jest też przekonana, że odtąd spotkania towarzyskie staną się udręką, stres będzie nie do pokonania, a resztę swoich dni spędzą na walce z pokusami. A cztery godziny później? Ponad 90% opuszcza klinikę w stanie euforii — są całkowicie wyleczeni i wiedzą, że spotkania z przyjaciółmi będą odtąd jeszcze przyjemniejsze, a ze stresem poradzą sobie lepiej niż przedtem.

Hej! Chwila, moment. Niszczę swoje ciało i umysł alkoholem już przeszło 30 lat. Proszę nie obrażać mojej inteligencji. Niemożliwe, żeby dało się z tego wyleczyć w cztery godziny.

Nigdy nie twierdziłem, że da się kogokolwiek wyleczyć w cztery godziny. Twierdzę, że w cztery godziny można sobie poradzić z problemem. To trochę jak z pójściem do dentysty. Cierpisz na ból zęba tygodniami, aż w końcu zbierasz się na odwagę i umawiasz na wizytę, a wtedy ból momentalnie mija. Po prostu „prawo Murphy’ego”. Czy zauważyłeś ponure miny pacjentów wchodzących do gabinetu dentysty, a potem ten promienny uśmiech na ich twarzy, kiedy wychodzą po zabiegu? Bólu można się pozbyć, wypełniając ubytek albo usuwając ząb. Wyleczenie trwa dłużej, bo dziąsła są przez jakiś czas wrażliwe albo opuchlizna nie schodzi. Jednak nie ma znaczenia, jak bardzo wrażliwe są dziąsła, bo wychodząc od dentysty, czujesz się wspaniale, zwłaszcza jeśli jest to ostatnia wizyta.

Odnosi się to do każdego problemu, obojętnie czy fizycznego, czy psychicznego. Jeśli już wiesz, jak rozwiązać problem, czujesz się świetnie. Im poważniejszy problem i im dłużej cię nękał, im silniejsze przekonanie, że nie ma nań sposobu, tym większa ulga, kiedy się okazuje, że taki sposób jednak istnieje.

Na pewno nie ma łatwych i szybkich sposobów w przypadku tak długotrwałych i skomplikowanych problemów jak alkoholizm.

Wyobraź sobie, że siedzisz w celi zamkniętej na zamek szyfrowy. Możesz przez całe lata szukać odpowiedniego kodu i nigdy go nie znaleźć. Gdybym jednak podał ci właściwą sekwencję cyfr, szybko i z łatwością się uwolnisz. Wyjdziesz z celi, by nigdy do niej nie wrócić.

Alkoholizmu to przecież nie dotyczy.

Owszem, dotyczy. A Easyway jest kluczem do tego więzienia.

Czy ta książka jest jedynie reklamą klinik Allena Carra? Nie. Przedstawiam w niej dokładnie taką samą, kompletną metodę leczenia. Kliniki i książka to dwa różne sposoby przekazu tych samych informacji. Klinika ma oczywiście tę przewagę, że można zadawać pytania i dyskutować z terapeutą. Z książką niestety dyskutować się nie da, co dla niektórych może być powodem pewnej frustracji. Ponadto wyszkolony terapeuta zauważa, jeśli przegapisz coś ważnego. Książka tu nie pomoże. Jak mówiłem, moja metoda działa od zaraz. Z jednym zastrzeżeniem — musisz ukończyć leczenie. Terapia w klinice zazwyczaj kończy się na jednej, trwającej cztery godziny sesji. Z książką zajmie ci to tyle czasu, ile potrzeba na jej przeczytanie. W porównaniu z kliniką książka ma tę przewagę, że można ją czytać, kiedy się ma na to ochotę, choć w rzeczywistości może to działać na jej niekorzyść. Otrzymuję często listy z takimi zapytaniami:

Córka kupiła mi tę książkę trzy lata temu. Skończyłem ją czytać dziesięć dni temu. Miałeś rację, czuję się wolny i jest mi z tym wspaniale. Dlaczego zmarnowałem te trzy lata?

No właśnie. Dlaczego? Z wielu powodów można książki nie otworzyć albo nie przeczytać do końca, natomiast nieukończenie sesji zdarza się rzadko. Byłem terapeutą ponad 25000 osób i tylko jedna z nich opuściła sesję przed jej zakończeniem: okazało się, że mąż ją podstępnie namówił, chociaż wcale nie chciała się leczyć. Jak większość ludzi nie cierpię poradników, bo ich lektura to jak słuchanie, jak trawa rośnie. Dlatego starałem się, żeby na każdej stronie tej książki znalazło się coś interesującego. Mam nadzieję, że mi się to udało na tyle, że przeczytasz ją do końca, bo tylko wtedy będziesz w stanie poradzić sobie z problemem alkoholowym. Problem zniknie, kiedy tylko zrozumiesz informacje tu zawarte. A żeby tego dokonać, musisz się skoncentrować, być trzeźwy i wypoczęty. Niektórzy kończą książkę za jednym posiedzeniem, ale osobiście tego nie polecam.

Powiedziałem, że daję gwarancję wyleczenia. W klinice w przypadku niepowodzenia oddajemy klientowi pieniądze (patrz ostatnie strony). Żałuję, że z książką nie jest to możliwe. Pewnie się zastanawiasz, dlaczego niektórym się nie udaje i czy do takich osób należysz. Nie jest to kwestia szczęścia czy pecha. Metoda jest w stu procentach skuteczna, jeśli postępujesz zgodnie ze wskazówkami. W takim przypadku wyleczenie się z pomocą Easyway jest niewiarygodnie proste, a według większości cały proces jest wręcz źródłem radości. Pewnie myślisz sobie:

Coś tu śmierdzi. Te wskazówki to pewnie:przyrzeknij uroczyście, że już nigdy w życiu nie sięgniesz po kieliszek. Trzymaj się tego, a jeśli pokusa wydaje się nieodparta, powtarzaj: „Czyż to nie cudowne? Jestem wolnym człowiekiem!”

Zastosowanie się do powyższego zalecenia niewątpliwie rozwiązuje problem picia, ale mimo wszystko nie gwarantuje szczęścia ani nie zapewni 90% skuteczności, jaką zapewnia metoda Easyway. Teraz pewnie myślisz:

Już wiem, o co chodzi. Wskazówki będą tak skomplikowane, że nawet Einstein by ich nie zrozumiał, a Allen Carr zrzuci winę za niepowodzenie na czytelnika, który nie był dość pojętny.

Na nikogo winy nie zrzucę. Jeśli jesteś na tyle pojętny, żeby przeczytać tę książkę, masz dość rozumu, żeby się wyleczyć. Wystarczy tylko postępować zgodnie ze wskazówkami. Wyobraź sobie każdy z punktów instrukcji jako jedną cyfrę zamka szyfrowego. Pominiesz lub przestawisz którąś z cyfr kombinacji, zamka nie otworzysz. Pierwsza wskazówka to:

STOSUJ SIĘ DO WSZYSTKICH WSKAZÓWEK

Pamiętaj, że 90% opuszczających moje sesje klientów zrywa z nałogami. Udaje im się, ponieważ stosują się do zaleceń. Tych samych zaleceń, które opisuję w tej książce. Jeśli tak samo jak ja nie cierpisz instrukcji obsługi, z przyjemnością pragnę cię poinformować, że wszystkich wskazówek jest raptem siedem. Przedstawiam je na kolejnych dwóch stronach. Druga wskazówka to:

NIE SPIESZ SIĘ

Chcę przez to powiedzieć, że nie należy sięgać do dalszych części książki, zanim nie poznasz wcześniejszych. Czytaj tę książkę jak powieść detektywistyczną, bo w gruncie rzeczy tym właśnie jest. Uzależnienia, zwłaszcza od narkotyków, to jedno z największych oszustw w historii ludzkości. Abraham Lincoln powiedział:

Możesz oszukiwać wszystkich ludzi przez jakiś czas i kilku ludzi cały czas, ale nie możesz oszukiwać wszystkich ludzi cały czas.

Dzięki odkryciu Easyway przekonałem się, że narkomania jest właśnie takim oszustwem. Nie twierdzę, że wszyscy się uzależnili, ale uważam, że wszyscy dali się zwieść iluzji. Narkotyki, jak wszystkie oszustwa, mogą zmylić ludzi inteligentnych. Ale jeśli raz przejrzymy oszustwo, nigdy nie damy się na nie więcej nabrać.

Ta książka różni się od powieści detektywistycznej tym, że ma wiele zakończeń. Dla niektórych jest ono smutne, nawet tragiczne. Dla większości jednak staje się jednym z najszczęśliwszych momentów w życiu. Cudowne jest to, że sam decydujesz o tym, jakie będzie to zakończenie. Jeżeli pragniesz happyendu, wystarczy postępować zgodnie ze wskazówkami. Trzecia z nich brzmi:

BĄDŹ OPTYMISTĄ

Jak można tego wymagać od kogoś, kto mocno wierzy, że na alkoholizm nie ma sposobu, zwłaszcza łatwego? Mamy tu do czynienia z kwestią przypominającą pytanie: co było pierwsze? Jajko czy kura? Spróbuj krótkiej podróży w przyszłość, żeby doświadczyć niewielkiej cząstki tej ogromnej radości, jaką odczujesz po przeczytaniu książki. Z pewnością wprawi cię to w dobry nastrój. To trochę jak z nauką nurkowania. Stoisz na desce metr nad powierzchnią wody, a wydaje ci się, że znajdujesz się cztery metry wyżej. Pod tobą woda głębokości czterech metrów, a wydaje się, że nie więcej niż jeden. Jesteś przekonany, że skacząc skręcisz kark, mimo że instruktor zapewnia, że tak się nie stanie. Pierwszy skok zawsze wymaga ogromnej odwagi.

Myśl o ograniczeniu alkoholu bywa równie przerażająca, zwłaszcza dla kogoś, kto kilkakrotnie bez powodzenia próbował zerwać z nałogiem. Sądzisz, że jesteś w sytuacji opisanego wyżej pływaka. Nieprawda! Jesteś w sytuacji, której można ci tylko pozazdrościć — nie masz kompletnie nic do stracenia, a tak wiele do zyskania. Najwyżej ci się nie uda, a wtedy wrócisz do punktu wyjścia. Postępuj zgodnie ze wskazówkami, a uda ci się na pewno.

Niektórzy sądzą, że Easyway to tylko ćwiczenie na pozytywne myślenie, coś w rodzaju „jeśli mocno w coś wierzysz, to tego dokonasz”. To nie do końca prawda. Zawsze staram się myśleć pozytywnie, ale nie pomogło mi to uniknąć pułapki uzależnienia — tak jak nie pomogłoby mi w ucieczce z celi. Ale myśląc pozytywnie, dajesz sobie większe szanse powodzenia, podczas gdy pesymistyczne nastawienie grozi klęską. Dlatego też czwarta wskazówka brzmi:

MYŚL POZYTYWNIE

Zapomnij o czarnej rozpaczy. Nie ma się czym zamartwiać. Jesteś właśnie na drodze do dokonania czegoś wspaniałego. Czegoś, co wiele osób uważa za niemożliwe — trwałego wyleczenia się z problemu alkoholowego. Potraktuj lekturę tej książki jak ekscytujące wyzwanie. Pomyśl, jak dumni z ciebie będą rodzina i przyjaciele. A przede wszystkim, jak ciebie będzie rozpierać duma. Zaletą metody Easyway jest to, że w okresie terapii nie musisz odstawiać alkoholu. Brzmi to nieprawdopodobnie, ale obiecuję wszystko wyjaśnić w odpowiednim momencie. Piąta wskazówka to:

NIE RZUCAJ ANI NIE OGRANICZAJ PICIA, ZANIM NIE PRZECZYTASZ CAŁEJ KSIĄŻKI

Od tej zasady jest tylko jeden wyjątek: jeśli właśnie powracasz do zdrowia i nie pijesz dłużej niż jeden dzień, wytrwaj w abstynencji, jeśli to możliwe.

Szóstą wskazówką jest:

CZYTAJ KSIĄŻKĘ TYLKO NA TRZEŹWO

Siódma, a zarazem ostatnia wskazówka jest najtrudniejsza do spełnienia. Brzmi ona tak:

MIEJ OTWARTY UMYSŁ

2. Miej otwarty umysł

Jak wspomniałem, jest to najtrudniejszy punkt instrukcji. Może, podobnie jak ja, należysz do osób odznaczających się tym darem. Czy to nie zdumiewające, jak sprawiedliwie oceniamy wszystko, nigdy nie wyciągamy pochopnych wniosków i za nic nie wydalibyśmy werdyktu bez rozważenia argumentów obydwu stron konfliktu? I to w sytuacji, kiedy mamy wokół tyle bigoterii, nietolerancji, ludzi, którzy nie dostrzegają własnej pomyłki, mimo że wyłożyliśmy im wszystko tak jasno i wyraźnie, że nawet dwulatek by zrozumiał.

Wagę otwartego umysłu trudno przecenić. Niektórzy uważają moją metodę za formę prania mózgu. Nie ma nic bardziej błędnego. To odwracanie skutków prania mózgu. A nie jest łatwo doprowadzić do zmiany poglądów, które towarzyszą nam i które akceptujemy niemal od urodzenia. Kiedyś ludzie wierzyli, że Ziemia jest płaska. Teraz każdy wie, że jest okrągła. Sądzisz, że udałoby mi się ciebie przekonać, że jednak wszyscy się mylą, a Ziemia w rzeczywistości jest płaska? Oczywiście, że nie. Czy jako mieszkaniec Europy wyobrażasz sobie ludzi w Australii, jak stoją do góry nogami? Galileusza uwięziono, bo miał czelność sugerować, że to Ziemia kręci się wokół Słońca, a nie na odwrót. Dziś wiemy, że miał rację. Ale kiedy oglądasz malowniczy zachód słońca, czy masz przed oczami Ziemię kręcącą się wokół własnej osi, czy może raczej słońce przesuwające się ku zachodowi?

Widzisz, jak łatwo wiedzieć, a mimo to ulegać przekłamanej wizji rzeczywistości? Być może nieco przesadziłem i niechcący przekonałem cię, że nie da się zmienić poglądów na alkoholizm. Nie przejmuj się. Nie wyobrażamy sobie, jak w stosunku do nas Australijczycy stoją do góry nogami ani nie postrzegamy Ziemi obracającej się wokół własnej osi, ponieważ na co dzień nie ma to dla nas żadnego znaczenia. Ale alkoholik czy osoba tylko nadużywająca alkoholu ma naprawdę wiele do zyskania, a przy tym nic do stracenia, jeśli zobaczy problem alkoholowy takim, jaki on naprawdę jest.

Prosiłem cię o nieco sceptycyzmu. W końcu skąd możesz wiedzieć, czy nie poddaję cię praniu mózgu? Spokojnie. Jeśli masz otwarty umysł, sam to odkryjesz. Moi klienci, którym się udało, często mówią:

Nie rozumiem. 99% spraw, o których mówisz, była mi wcześniej znana. Dlaczego teraz widzę wszystko inaczej?

Dlatego, że alkoholizm nie jest niczym skomplikowanym, o ile w pełni zrozumiesz, jak to działa. Niestety większość tak zwanych ekspertów w tej dziedzinie tego nie rozumie, stąd wszystkie fałszywe tezy i założenia. W rezultacie prosty problem nagle staje się czymś szalenie skomplikowanym. Pierwsze, czego spróbujemy dokonać, to odarcie alkoholizmu z otaczających go mitów i fałszu. Nie zamierzam mamić cię naukowymi wywodami, wystarczy otwarty umysł i zdrowy rozsądek. To ty będziesz sędzią.

Optymista widzi szklankę do połowy pełną, pesymista — do połowy pustą. Tak czy inaczej, mamy do czynienia z taką samą ilością płynu i oba punkty widzenia są poprawne. Optymiści są ludźmi szczęśliwymi, pesymiści raczej nie.

Ponieważ w przypadku szklanki masz wybór, spójrz na nią jako na naczynie do połowy pełne — to właśnie jest pozytywne myślenie. Do zafałszowania rzeczywistości dochodzi wtedy, kiedy widzisz pełną szklankę, podczas gdy faktycznie jest ona pusta, albo na odwrót. Tutaj zajmujemy się jedynie faktami. Ostatnio poznałem byłego alkoholika, który nie pił od dwudziestu lat. Podczas krótkiej rozmowy powtórzył co najmniej trzykrotnie: „Jestem o drinka od stania się pijakiem”. Najwyraźniej pomimo dwudziestu lat abstynencji wciąż czuł się bezbronny. Zapewniam, że tobie to nie grozi. Kiedy raz dostrzeżesz prawdę, nikt i nic nie zdoła ponownie „wyprać” ci mózgu. Zyskasz całkowitą kontrolę, i nie będziesz musiał czekać na to dwadzieścia lat. Po przeczytaniu książki poczujesz się pewnie i bezpiecznie.

Przykład ze szklanką jest być może niefortunny. Pewnie wyobraźnia podsunęła ci pod nos szklankę twojego ulubionego trunku. Prawda jest taka, że właśnie ta szklanka zawierała silną truciznę. Nawiasem mówiąc, ilekroć piszę o piciu, pijącym, czy drinku, mam na myśli alkohol, chyba że z kontekstu wynika coś innego.

Jeśli przyszło ci żyć w kraju o ustroju demokratycznym, prawdopodobnie nie raz obiło ci się o uszy powiedzenie

WIĘKSZOŚĆ ZAWSZE SIĘ MYLI

Usłyszałem je po raz pierwszy podczas dyskusji w barze klubu golfowego, po wypiciu kilku kolejek. Wydało mi się to wówczas kompletnie nielogiczne. Wypowiedział je mężczyzna — nazwijmy go Ważniak, co oddaje dominującą cechę jego charakteru, bowiem Pan Ważniak był człowiekiem pewnym siebie i aroganckim. Już wcześniej kilkakrotnie wdawałem się z nim w dysputy na różne tematy i chociaż za każdym razem wiedziałem, że racja leży po mojej stronie, jakoś zawsze zwycięzcą wydawał się Ważniak. Tym razem postanowiłem, że łatwo się nie poddam i z góry się cieszyłem, że wreszcie się z nim rozprawię. Oczywiście mimo wsparcia pozostałych bywalców baru, w trwającej cały wieczór dyskusji poniosłem sromotną klęskę i wbrew samemu sobie musiałem przyznać mu rację.

Nie twierdzę, że nie ma wyjątków od cytowanej wyżej zasady, tyle że do tej pory żadnego nie znalazłem. Opiera się ona na następujących założeniach. Jeśli dziewięć osób na dziesięć zgadza się w danej sprawie, stanowi to mocny dowód, że tych dziewięcioro ma rację. Dlatego dziesiąta osoba nie wyrazi odmiennej opinii, chyba że jest absolutnie pewna swoich racji. Załóżmy dodatkowo, że cała dziewiątka to osoby inteligentne, eksperci w danej dziedzinie. Wówczas dziesiąta osoba tym bardziej musi być przekonana o słuszności własnych argumentów. Powiedzmy, że tych osób jest 999. Im więcej ludzi, którzy zgadzają się w jakiejś sprawie i im więcej wśród nich znawców tematu, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś im zaprzeczy. Jeśli znajdzie się taki ktoś, to będzie on albo głupcem, albo absolutnie pewnym swego. Mam nadzieję, że dowiodłem już, że głupcem nie jestem.

Zastanawiasz się pewnie, co to ma wspólnego z twoim piciem. Otóż ma. Chodzi o to, jak trudno przychodzi nam zaakceptowanie faktu, że większość uznanych ekspertów może się mylić, zwłaszcza, kiedy dotyczy to poglądów głęboko zakorzenionych w ludzkiej świadomości, akceptowanych od zawsze. Zastrzegam, że mówiąc „większość zawsze się myli”, nie oczekuję automatycznej akceptacji moich poglądów tylko dlatego, że nie pokrywają się ze zdaniem większości. Wręcz przeciwnie, będę się starał cię przekonać, używając wyłącznie logicznych argumentów, tak jak przekonał mnie pan Ważniak. Jednak moja misja spełznie na niczym, jeśli nie zgodzimy się co do jednego — że eksperci mogą się mylić. Przyjęcie tej tezy jest podstawą procesu otwierania umysłu.

Masz prawo przedyskutować moje poglądy ze znajomymi. To może bardzo pomóc. Ale może też przeszkadzać, o ile nie będziesz świadom poziomu ignorancji na temat alkoholizmu w społeczeństwie. Załóżmy, że przekonam cię na przykład, że nikt tak naprawdę nie wypija kieliszka wina tylko dlatego, że mu ono smakuje. Pamiętaj, że gdybyś pokusił się o przekonanie do tego tysięcy entuzjastów wina, wątpię, czy choć jeden by się z tobą zgodził — nawet gdybyś po przeczytaniu tej książki doszedł do wniosku, że mam absolutną rację. Problem z pułapką alkoholową jest taki, że z jednej strony wyolbrzymiamy tak zwane korzyści, a z drugiej bagatelizujemy minusy. Choćby pijący byli nie wiem jak inteligentni i otwarci w innych kwestiach, w tej jednej sprawie ich umysły pozostają kompletnie zamknięte. Poruszanie z nimi takich tematów może okazać się niekonstruktywne, a często wręcz destruktywne. Chyba że, tak jak ty, doszli już do punktu, kiedy są świadomi swojego problemu. Dlatego jeśli odczuwasz potrzebę porozmawiania na ten temat z innymi, wybierz kogoś, kto przynajmniej gotów jest wysłuchać twoich argumentów.

Nie ma ludzi bardziej chętnych do pomocy niż członkowie AA. Problem jednak w tym, że sama podstawa filozofii AA jest błędna. Ruch AA opiera się na założeniu, że nie ma sposobu na alkoholizm, zwłaszcza sposobu prostego. Nie mówię, że nie należy słuchać ich rad, ale jeżeli stoją w sprzeczności z moimi zaleceniami, nie kieruj się nimi. Nie oznacza to, że należy coś zrobić czy czegoś nie robić, tylko dlatego, że ja tak twierdzę. Wyjaśnię każdą z moich tez i poprę ją argumentami, tak więc żadnej z nich nie musisz przyjmować „na ślepo”. Sam się przekonasz.

Ważną częścią procesu otwierania umysłu jest próba oddzielenia informacji od tego, kto tę informację przekazuje. Pewnie uznasz mnie za drugiego pana Ważniaka, aroganta i zarozumialca. Na jego obronę muszę powiedzieć, że pomógł mi w jednym — otworzył mi oczy na wiele spraw. Jestem w stanie podobnie ci pomóc. Jeśli nie odpowiada ci mój styl bądź poczucie humoru, przepraszam, ale niech ci to nie przesłania zawartych tutaj ważnych treści. Pamiętaj, że wszystko, o czym tu piszę, ma na celu jedynie udzielenie ci pomocy w zmaganiach z problemem alkoholowym. Chciałem też z góry przeprosić, że zwracam się do ciebie używając rodzaju męskiego, chociaż wiem dobrze, że problem alkoholowy nie dotyczy wyłącznie mężczyzn, a wszelki szowinizm to kolejne zło, z którym należy walczyć — tyle że starając się rozwiązać dwa problemy naraz, może mi się nie udać rozwiązać żadnego. Postanawiam niniejszym skupić całą swoją uwagę na problemie alkoholu, całkowicie pomijając wszystkie inne. Jeśli czasami się powtarzam albo zbytnio się rozpisuję, pamiętaj, że na problem alkoholowy składają się dwa elementy. Pierwszy z nich, stały i niezmienny, to alkohol. Drugim jest pijący. Każdy człowiek jest inny, a moim zadaniem jest pomóc każdemu, kto boryka się z problem. Proszę więc o cierpliwość, a gwarantuję, że zostanie ona nagrodzona. Po tych słowach czas chyba już zacząć demistyfikować alkoholizm i alkohol. Za kogo właściwie się uważasz? Za osobę lubiącą wypić w towarzystwie, która ma problem, czy też może

JESTEŚ ALKOHOLIKIEM?

3. Czy jesteś alkoholikiem?

Istnieje zasadnicza różnica między osobą niestroniącą od alkoholu, czasem go nadużywającą, a nałogowym alkoholikiem. Wiadomo, że człowiek nadużywający alkoholu zachowuje się hałaśliwie, bywa kłótliwy, nawet agresywny. Z drugiej strony, komu z pijących chociaż raz to się nie przydarzyło? Ponad 90% dorosłych pije. Bo właściwie czemu nie? Miło skoczyć na drinka z dawno niewidzianym przyjacielem, można przyjemnie spędzić czas wśród ludzi, zrelaksować się, zapomnieć na chwilę o problemach dnia codziennego. A alkoholik? To zupełnie inna sprawa. Cierpi na poważną chorobę, podobną do uzależnienia od heroiny, tyle że bez nadziei na wyleczenie. Alkoholizm jest naprawdę poważnym problemem, a alkoholicy stanowią zagrożenie dla społeczeństwa.

Różnica jest więc wyraźna. Zgodnie z powyższym zwykłe picie jawi się niczym miły sposób spędzania czasu wolnego, podczas gdy alkoholizm jest zupełnym tego przeciwieństwem. AA mówi:

Nałogowy alkoholik jest najnieszczęśliwszą osobą na ziemi. Całym sercem pragnie cieszyć się życiem jak kiedyś, ale życia bez alkoholu sobie nie wyobraża. Rozpaczliwie, obsesyjnie wierzy, że jakimś cudem stanie się to możliwe i zapanuje nad sytuacją.

Musisz zdać sobie sprawę, czy należysz do tych, którzy lubią wypić dla przyjemności, czy też jesteś „najnieszczęśliwszą osobą na ziemi”. Różnica jest na tyle wyraźna, że nie powinieneś mieć z tym kłopotów. Sprawdźmy, co o tym sądzą eksperci. Chyba nie ma wśród szanowanych lekarzy większego eksperta niż dr Christiaan Bernard, pionier w dziedzinie transplantacji serca. Mówi on, co następuje:

Proces popadania w alkoholizm może trwać od 2 do 60 lat, średnio jednak nie dłużej niż 10 do 15 lat. Możesz myśleć, że ciebie to nie dotyczy, ale nie łudź się.

Od dwóch do sześćdziesięciu lat — to całkiem sporo. Chyba niewielu alkoholików zaczyna pić na serio przed ukończeniem trzynastego roku życia, niewielu też dożywa siedemdziesiątki. Według dr Barnarda alkoholikiem możesz się stać właściwie w każdej chwili swojego życia.

Dr Barnard prosi swoich czytelników o szczerą odpowiedź na szereg pytań. Poniżej przedstawiam moje własne odpowiedzi, które dałbym, gdybym nadal pił, niekoniecznie nałogowo — choć w opinii wielu byłem wtedy człowiekiem pijącym dużo, ale jeszcze nie alkoholikiem.

Pytanie: Czy sięgasz po drinka, żeby stawić czoła problemowi?

Odpowiedź: Zazwyczaj nie, ale jestem pewien, że tak się zdarzało.

P: Czy pijesz, bo lubisz alkohol, czy po to, żeby się upić?

O: Czasem dlatego że lubię, a czasem, żeby się upić. Zdarza się, że z obydwu powodów, a czasem z żadnego z nich.

P: Czy wymykasz się „na kielicha” przed lunchem?

O: Zdarza mi się pić przed śniadaniem, a co dopiero przed lunchem. Ale czy nazwałbym to wymykaniem się? Absolutnie nie. Gdybym musiał się wymykać na drinka, nie potrzebowałbym odpowiadać na te pytania, bo miałbym pewność, że jestem alkoholikiem. Po namyśle muszę wyznać, że chyba wolałem na lunch sandwicha i kufel piwa niż posiłek w kawiarni. No i z upływem lat lunch zaczynał się coraz wcześniej, a kończył coraz później. Ale żadnego wymykania się na pewno nie było.

P: Czy pijesz w samotności?

O: Pewnie, jeśli tylko mam na to ochotę.

P: Czy miewasz po piciu zaniki pamięci?

O: Szczerze mówiąc, nie pamiętam, ale podobno miewam.

P: Czy według ciebie inni piją zbyt wolno?

O: Czasami tak. Zwłaszcza kiedy to ja postawiłem pierwszą kolejkę, a mój towarzysz sączy ją przez resztę wieczoru. To prawie tak irytujące jak ludzie, którzy stawiają pierwsze piwo, wypijają je jednym haustem, a potem oczekują, że im natychmiast zafunduję następne.

Kwestionariusz kończy się następującymi wnioskami:

„Jeżeli na co najmniej jedno pytanie odpowiedziałeś »tak«, zachowaj ostrożność, bo pijesz za dużo. Poradź się lekarza. Nie musisz całkowicie rezygnować z picia, ale na pewno powinieneś ograniczyć spożycie”.

Wreszcie po raz pierwszy mamy to słynne „ograniczanie spożycia”, ale do tego wrócimy później. Powyższe pytania i wniosek to cytaty z książki The Body Machine. Na okładce brak nazwiska autora, jest tylko nazwisko konsultanta i redaktora, dr. Christiaana Barnarda. Przykre, że tak znakomity chirurg podpisuje się pod takimi bredniami, jakie „przystoją” jedynie dziełu typu Czy jestem sexy?

Naprawdę starałem się udzielić szczerej odpowiedzi na każde z pytań, wczuwając się w samego siebie we wspomnianej wcześniej fazie mojego życia. Żaden z moich znajomych nie podejrzewał wtedy, że mam problem z alkoholem, a co dopiero, że mógłbym być alkoholikiem. A przecież odpowiedziałem twierdząco na pięć z sześciu pytań. Wydaje mi się, że przeciętna osoba nie stroniąca od alkoholu, ale i nie pijąca nałogowo, nie odpowiedziałaby twierdząco na mniej niż trzy pytania. W takim razie, logicznie rozumując, praktycznie każdy pijący na świecie powinien szukać pomocy u lekarza. Przypuśćmy, że rzeczywiście wszyscy stawiliby się w poradniach. Ciekawe, jaką pomoc czy poradę by otrzymali. Jestem dziwnie przekonany, że rada brzmiałaby identycznie do tej, która zawarta została w książce:

OGRANICZ PICIE

Dr Barnard raczej nie pomoże ci w ustaleniu, czy jesteś już alkoholikiem, czy jeszcze nie. Sprawdźmy więc, co na ten temat mają do powiedzenia Anonimowi Alkoholicy.

„Jesteśmy bractwem kobiet i mężczyzn, którzy utracili zdolność kontrolowania spożycia alkoholu, w związku z czym znaleźliśmy się w różnych trudnych sytuacjach życiowych. Próbujemy, w większości z powodzeniem, prowadzić normalne, dające satysfakcję życie bez alkoholu. Żeby to osiągnąć, potrzebna nam jest pomoc i wsparcie innych alkoholików z AA”.

Fragment tłustym drukiem wydaje się stanowić całkiem rozsądną definicję alkoholizmu. Podczas ostatnich urodzin zadałem obecnym następujące pytanie: „Co to znaczy być alkoholikiem?”. Zrobiłem to na samym początku kolacji, zanim zebrani zdążyli sporo wypić. Z szóstki obecnych dwoje piło okazjonalnie — jak się można domyślić, nie przepadali za alkoholem, ale pili, żeby się w towarzystwie nie wyróżniać. Jedna osoba piła „normalnie”, czyli umiarkowanie, natomiast trzy były alkoholikami. Żadna z tych trzech osób nie przyznałaby się do alkoholizmu, ale nawet dla przygodnego obserwatora było oczywiste, że już dawno stracili kontrolę nad swoim piciem. Czy to nie dziwne, jak łatwo dostrzegamy w bliźnim alkoholika, a jednocześnie jak trudno nam przychodzi przyznać, że sami mamy z tym problem?