Wydawca: E-bookowo Kategoria: Humanistyka Język: polski Rok wydania: 2013

Polska, wielka rzecz. Esej o ustroju Polaków ebook

Witold Głowacki

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 146 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Polska, wielka rzecz. Esej o ustroju Polaków - Witold Głowacki

Jak powstało nasze państwo? Jak było rządzone? Jak zmieniało się przez wieki? Czy zmieniało się na lepsze czy gorsze? Jaką odegrało rolę w rozwoju cywilizacji europejskiej?

Może się wydawać, że historycy po wielokroć odpowiedzieli już na te i podobne pytania. Wszystkich jednak, którzy tak myślą, ten esej wyprowadzi z błędu. Autor zabiera bowiem Czytelnika w głąb słabo poznanej krainy, jaką jest Polska z jej republikańskim rodowodem i dziedzictwem.

Paradoksem książki jest to, że im bardziej autor zagłębia się w „mrok średniowiecza”, to kraj przodków coraz wyraźniej staje się lustrem Polski współczesnej. Albo raczej staje się coraz bardziej jasne, że dzisiejsza Rzeczpospolita z tamtej, najdawniejszej Polski wprost się wywodzi. I możemy jedynie żałować, że z nauk przodków o państwie tak mało pojęliśmy. O ile bowiem lepszym społeczeństwem – wspólnotą, rzeczą pospolitą właśnie – byśmy byli, gdybyśmy chociaż rozumieli pojęcia, którymi posługujemy się każdego dnia. Bo są to przecież pojęcia, które przodkowie ukształtowali stosownie do ich społecznej funkcji.

Przodkowie... Któż z nas wie, że powinniśmy ich szukać już w gronie tych, którzy tworzyli państwowość wielkomorawską? A przecież świadczy o tym choćby polskie cięcie „na szlachcica”. Oraz te źródła historyczne, które w dobie internetu stają się powszechnie dostępne. W taki właśnie sposób, wykorzystując  pomijane świadectwa i wychodząc od problemu społecznego znaczenia postrzyżyn, autor już w pierwszym rozdziale wykazuje wielkomorawskie korzenie polskiego szlachectwa.

Jeśli więc esej zaczyna się jak u Hitchcocka trzęsieniem ziemi i burzeniem fundamentów nauczania o początku naszego państwa, to co jest w kolejnych rozdziałach? Strach nawet pomyśleć. Strach pomyśleć o tym, jak mało wiemy o historii Polski. A przecież przeszłość naszego narodu jest jak bajkowy Sezam – to skarbnica bogactwa, z którego każdy może czerpać. O ile zna hasło...

Magiczne zaklęcie, które otwiera bramę do kraju dawnych Polaków, to: „ustrój organiczny”. Co to takiego i z czym to należy jeść? Właśnie... Przecież wszystko już ponoć wiemy o naszej historii. Naprawdę?

Polska, wielka rzecz to niekonwencjonalna opowieść o genezie i przeszłości polskiego państwa, która zawiera szereg śmiałych i zaskakujących, ale też rzeczowo wyłożonych tez. Choć wszystkie w istocie można sprowadzić do jednej – jako naród mamy z kogo być dumni! Bo to przecież Polacy są pionierami nowożytnej demokracji parlamentarnej. Ale kto o tym wie?



Witold Głowacki


Rocznik 1973. Absolwent nauk społecznych i politologii na UAM w Poznaniu. Pasjonat historii i odkrywca nieznanych stron dawnej Polski. Zgodnie z zasadą, że lepiej późno niż wcale, żywot czterdziestolatka rozpoczyna od wydania e

Opinie o ebooku Polska, wielka rzecz. Esej o ustroju Polaków - Witold Głowacki

Fragment ebooka Polska, wielka rzecz. Esej o ustroju Polaków - Witold Głowacki

Witold Głowacki

Polska, wielka rzecz

Esej o ustroju Polaków

© Copyright by

Witold Głowacki & e-bookowo

Projekt okładki: Witold Głowacki

Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo

www.e-bookowo.pl

Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl

ISBN 978-83-7859-255-6

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości

bez zgody wydawcy zabronione

Wydanie I 2013

Konwersja do epub A3M Agencja Internetowa

Wstęp

Jak powstało nasze państwo? Jak było rządzone? Jak zmieniało się przez wieki? Czy zmieniało się na lepsze czy gorsze? Jaką odegrało rolę w rozwoju cywilizacji europejskiej?

Może się wydawać, że historycy po wielokroć odpowiedzieli już na te i podobne pytania. Wszystkich jednak, którzy tak myślą, ten esej wyprowadzi z błędu. Autor zabiera bowiem Czytelnika w głąb słabo poznanej krainy, jaką jest Polska z jej republikańskim rodowodem i dziedzictwem.

Paradoksem książki jest to, że im bardziej autor zagłębia się w „mrok średniowiecza”, to kraj przodków coraz wyraźniej staje się lustrem Polski współczesnej. Albo raczej staje się coraz bardziej jasne, że dzisiejsza Rzeczpospolita z tamtej, najdawniejszej Polski wprost się wywodzi. I możemy jedynie żałować, że z nauk przodków o państwie tak mało pojęliśmy. O ile bowiem lepszym społeczeństwem – wspólnotą, rzeczą pospolitą właśnie – byśmy byli, gdybyśmy chociaż rozumieli pojęcia, którymi posługujemy się każdego dnia. Bo są to przecież pojęcia, które przodkowie ukształtowali stosownie do ich społecznej funkcji.

Przodkowie... Któż z nas wie, że powinniśmy ich szukać już w gronie tych, którzy tworzyli państwowość wielkomorawską? A przecież świadczy o tym choćby polskie cięcie „na szlachcica”. Oraz te źródła historyczne, które w dobie internetu stają się powszechnie dostępne. W taki właśnie sposób, wykorzystując pomijane świadectwa i wychodząc od problemu społecznego znaczenia postrzyżyn, autor już w pierwszym rozdziale wykazuje wielkomorawskie korzenie polskiego szlachectwa.

Jeśli więc esej zaczyna się jak u Hitchcocka trzęsieniem ziemi i burzeniem fundamentów nauczania o początku naszego państwa, to co jest w kolejnych rozdziałach? Strach nawet pomyśleć. Strach pomyśleć o tym, jak mało wiemy o historii Polski. A przecież przeszłość naszego narodu jest jak bajkowy Sezam – to skarbnica bogactwa, z którego każdy może czerpać. O ile zna hasło...

Magiczne zaklęcie, które otwiera bramę do kraju dawnych Polaków, to: „ustrój organiczny”. Co to takiego i z czym to należy jeść? Właśnie... Przecież wszystko już ponoć wiemy o naszej historii. Naprawdę?

Polska, wielka rzecz to niekonwencjonalna opowieść o genezie i przeszłości polskiego państwa, która zawiera szereg śmiałych i zaskakujących, ale też rzeczowo wyłożonych tez. Choć wszystkie w istocie można sprowadzić do jednej – jako naród mamy z kogo być dumni! Bo to przecież Polacy są pionierami nowożytnej demokracji parlamentarnej. Ale kto o tym wie?

Do rzeczy!

To mi ty powiedz, Boże, skąd ja jestem

I skąd mi w słowach tyle serc i krzyków,

Jeśli nie z ludu – i nie z męczenników,

Jeśli nie z Rzymian, jeżeli nie z Greków,

Jeśli nie z całych ja umarłych wieków

Jestem wyrwany?… to skąd?…

Juliusz Słowacki, Samuel Zborowski

Dawno, dawno temu, czyli w średniowieczu, był kraj, którego mieszkańcy byli przekonani, że żyją w republice. Średniowiecze się skończyło, ale oni dalej byli przekonani, że żyją w republice. Potem wiele się zmieniło i minęło wiele lat. Pojawiło się też mnóstwo republik. Ale o ich dorobku zapomniano.

Co to za kraj? Polska.

Żyjemy dziś w Trzeciej Rzeczpospolitej, ale wraz z ciałem Rzeczpospolitej Pierwszej straciliśmy dawnego Ducha. Przez to trwamy w fałszywym przekonaniu, że historia dawnej Polski zawiera się w schemacie – od monarchii do anarchii. Gdyż nie potrafimy poprawnie odczytać podstawowych historycznych przekazów. Mimo iż średniowieczni przodkowie posługiwali się tymi samymi pojęciami, których i dziś używamy jako członkowie społeczeństwa obywatelskiego.

W czym zatem problem? Niestety, można dostrzec, że nawet uznani historycy są na bakier z elementarną wiedzą o źródłach i kształcie ustroju Polski. Akademicki formalizm sprawia bowiem, że odnoszą się oni do teorii, których podstawy sformułowano jeszcze na XIX-wiecznych uniwersytetach (czyli zasadniczo bez naszego udziału). W efekcie także polscy mediewiści zazwyczaj bazują na archaicznych pojęciach absolutyzmu lub niemieckiego kultu władzy autorytarnej i odnoszą się do kwestii sprawowania władzy w konwencji niezbyt wyrafinowanego makiawelizmu. A jednocześnie zapisy źródłowe zawierają olbrzymią ilość istotnych, lecz pomijanych lub fałszywie interpretowanych informacji.

W czasach, w których rządy republikańskie są normą, Polacy zasługują na przywrócenie dumy z dokonań przodków. Zresztą historia to zbyt ważna sprawa dla nas wszystkich, by zostawić ją samym historykom. Trzeba więc im pomóc.

Zatem bez zbędnych wstępów, do rzeczy. Bo jak to ujął Poeta – Polska to jest wielka rzecz.

Witold Głowacki

Strzyżonego Pan Bóg strzeże

W kronice Galla jedynym wątkiem okresu „niehistorycznego” są postrzyżyny Siemowita i Mieszka. To znaczy, że mowa o czymś bardzo istotnym dla naszej historii…

Co Boskie, oddajmy Bogu

Postrzyżyny według akademickiej wykładni to pogański obrzęd. Odbywały się w wieku 7 lat i wtedy ojciec uznawał dziecko za syna, nadając mu nowe imię. Po części jest to prawda. Gdyż cała ta wykładnia jest oparta na mało wnikliwej analizie tekstu Galla. A kronikarz sam sobie przeczył, gdy w opisie postrzyżyn Siemowita wskazywał na działanie Opatrzności Bożej: Zdarzyło się zaś z ukrytej woli Boga; któż potrafi pojąć wielkie sprawy Boże?; król królów i książę książąt [czyli Chrystus w doktrynie chrześcijańskiej] za powszechną zgodą ustanowił go księciem Polski.

Byłoby w sumie dziwne, gdyby Gall nie napisał nic o pochodzeniu władzy Piastów. Coś więc napisał. Mianowicie, że kończąca się zgodnym werdyktem elekcja władców „z Bożej łaski”, była praktykowana przez przodków już w czasach Siemowita. Tak! Gall nie tylko wskazuje na objęcie władzy przez Piastów z woli Boga, ale zaświadcza, że praktykowany przez Polaków zwyczaj wyboru głowy państwa, nie był wynikiem szlacheckiej anarchii, lecz ma źródło u korzeni państwa. A owszem, zupełnie nie pasuje to do miłej temu cudzoziemcowi monarchicznej doktryny. Ale też przesłanie początku jego kroniki wynika z tego, co już półtora wieku temu z grubsza ustalił August Bielowski (redaktor i wydawca Monumenta Poloniae Historica). Mianowicie, że polskie kronikarstwo ma trochę starszą metrykę – konkretnie panońsko-morawską.

Naturalnie Bielowski przesadził, gdy np. w historii o wojnie z Aleksandrem Macedońskim szukał związków Lechitów z Lychnidem, tj. macedońską Ochrydą. Ale ta właśnie historia uczy. Bo są tam słowa Jezusa, że co cesarskie – cesarzowi. I macedońskiemu „cesarzowi” Polacy odesłali trupy posłów i o trybucie ucichło. I w związku z tą oto historią już Gall nachalnie powtarzał, że Henryk V wracał z Polski trupy tylko wioząc ze sobą jako trybut. Gdyż to, co ma być owocem fantazji Kadłubka, już w czasach Galla było wyrazem stosunku do roszczeń cesarskich. Bo 300 jeźdźców (lub grzywien), których domagał się Henryk V jako trybutu, to dla Krzywoustego była dziesięcina „na pomoc Kościołowi”. Danina dla Boga (od 3000 pancernych Mieszka I jako „podstawy opodatkowania”). Cesarzowi nie należało się nic. Chyba, że po prośbie.

Historia z Aleksandrem jest dobrą ilustracją, jak łączono rzymski katolicyzm, literaturę klasyczną i suwerenność państwa polskiego. Nie wszystko musiało być historyczną prawdą. Ale relacje Polski i „reszty świata” przedstawiano tak, żeby wykazać, że Polacy byli równi „narodom cesarskim”. Zatem i prawa Polaków były równe prawom Cezarów. O ile oddawały one Bogu, co Boskie (czyli były zgodne z doktryną chrześcijańską). W efekcie u Kadłubka to, co wywodzione jest z czasów „młodości naszych constitutiones”, biskupi Jan i Mateusz „uświęcali” w swym dialogu przez wskazywanie analogii w rozwiązaniach prawa rzymskiego, które uznało chrześcijaństwo. Choć akurat sprawa trybutu dowodzi, że taki „dialog” praktykowano już przed Gallem. Stąd i w jego kronice wszystko działo się z ukrytej woli Boga. Począwszy od postrzyżyn Siemowita.

Na tle biegłości w kwestiach teologii i prawa rzymskiego, którą widać w redakcji Kadłubka, mocno w oczy kole intelektualna bieda kroniki Galla. A przecież kwestia postrzyżyn dowodzi, że obaj kronikarze bazowali na tym samym dorobku. Jednak choć Gall ich opisu nie pominął, to odrzucał je jako obrzęd pogański rodowodem. Stąd w redakcji Kadłubka po opisie postrzyżyn Siemowita jest polemika adresowana do takich „mądrali”. Bo jak mówi biskup Jan: Atoli gdy poznasz przyczynę powstania tego zwyczaju, uznasz, że nasz obrzęd postrzyżyn ani nie jest zabobonem, ani nie ma w nim nic śmiesznego. Gdyż służy on temu, aby mocy nabrała adopcja, skutkiem której powstaje pewne pokrewieństwo prawne, tak jak skutkiem chrztu lub bierzmowania pokrewieństwo duchowe.

Postrzyżeni synowie Konrada Mazowieckiego – Siemowit i Kazimierz – na Patenie płockiej

Jest to wykład o adopcji, który dotyczy też ślubów. Na pierwszy rzut oka – wtręt bez sensu i kolejny powód do lekceważenia kroniki Kadłubka. Lecz sam Kadłubek z raczej mniejszym niż większym rozumieniem tematu, ten wykład tylko przepisał. Bo łączenie postrzyżyn i ślubów wynika z tego, że punktem odniesienia było tu prawo rzymskie (co jasno wynika z tekstu), ale w bizantyjskim wcieleniu. Gdyż to cesarz Leon VI w noweli 89 do Kodeksu Justyniana zdecydował, że adpocje i śluby mają być potwierdzane przez Kościół pod rygorem ich nieważności. Kościół zachodni tego przywileju (czy też obowiązku) nie miał. To znaczy, że na Zachodzie adopcja nie była tym, co należało do Boga.

Ale w Bizancjum tak. I w myśl tego greckiego rozwiązania w stosunku do jednego wtedy jeszcze Kościoła, „ochrzczono” postrzyżyny. Jako adopcję. Bo Czy dlatego, że ten obrzęd wymyśliło i wytworzyło pogaństwo, będziemy sądzić, iż zasługuje on na przekleństwo? Do takich zaś rzeczy należy kupno, dzierżawa, zastaw niewolników i inne umowy zawarte w dobrej wierze. To instytucje znane pogańskiemu prawu Rzymian, których chrześcijańscy cesarze nie przeklnęli…

O obcinaniu członka

Ten ściśle prawny wywód należy odnieść do dwóch koncepcji redagowania dziejów. Jedna to ta wybitnie łacińska, znana z Galla, która do dziś stanowi podstawę (i ograniczenie) polskiej historii. W tej koncepcji Polska istnieje w sumie od 966 roku jako rzymsko-katolickie księstwo nad Wartą. Tyle utrwaliła wierna pamięć, więc o pogańskiej przeszłości Polaków niewiele wiemy. Ale była też ta „wandalska/lechicka” szkoła, która mówiła: „Hola, hola, jesteśmy rzymskimi katolikami, ale nie Rzymianami”. Stąd mamy własną historię oraz constitutiones. A co z tego, że w „młodości” nasze państwo było pogańskie? Przecież to, co jest w chrześcijaństwie rzymskie, też takie jest. Wyjątek to może władza Cezarów. Bo choćby już Orozjusz uznał, że to Bóg wyznaczył im rolę panów całego świata. A i w końcu sam Jezus kazał świeckie oddać Cezarom. Jednak z analogicznego myślenia o pochodzeniu władzy i prawa w Polsce, wziął się już u Galla ślepy Mieszko jako symbol tej pogańskiej „młodej” Polski, która przyjęła chrzest i przejrzała na oczy. Bo Zaiste ślepą była przedtem Polska, nie znając ani czci prawdziwego Boga, ani zasad wiary.

Te słowa świadczą, że Gall znał doktrynę, w której pogańskie zwyczaje Polaków łączono z „zasadami wiary”. Oczywiście, że tak. Gdyż postrzyżyny były elementem istotnym w organicznej koncepcji państwa polskiego, która odpowiada definiowaniu Kościoła przez świętego Pawła jako Mistycznego Ciała z Chrystusem jako Głową (1 Kor. 12; 27: Wy przeto jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi członkami.). I taki organiczny aspekt naszego ustroju wyraźny jest już u Thietmara. Bo jego opis Chrztu Polski odnosi się do współdziałania głowy (państwa) i „członków spośród ludu”. Stąd i Thietmar – zwykle sypiący datami i innymi szczegółami – w sprawie chrztu w istocie nic nie odnotował. Gdyż podmiotem niezbyt zrozumiałej dla Sasa historii było państwo – ciało, które przyjęło „zasady wiary” jako prawo nadrzędne. I ów chrzest miał formę aktu konstytucyjnego, przyjętego przez ogół. Dlatego Mieszko już u Thietmara, jako głowa przewodzącą członkom, w istocie tylko symbolizuje lud, który zaczął oddawać Bogu, co Boskie.

Jedną z tych boskich rzeczy było obcięcie w koło nowego członka. Zapewne więc nie będzie to politycznie zbyt poprawne stwierdzenie, ale mamy tu do czynienia z dość drastyczną różnicą zdań. Bo w łacinie takie circumcisio to ob-rzezanie. Gdyż przynoszonym do synagogi chłopcom – bodaj wzorem Egipcjan – obcinano w koło członki. Ale wcześniej powszechniejszy był pewnie inny zwyczaj, skoro Naród Wybrany miał się tak wyróżniać: Nie będziecie obcinać w kółko włosów na głowie. Nie będziesz golił włosów po bokach brody (Kpł 19, 27).

Od tego zakazu był już tylko krok do ślubów nazireatu (poświęcenia Bogu), których wyrazem było nieobcinanie włosów w ogóle. A mowa o tym dlatego, że u Kadłubka jest odniesienie do nazirejczyków. Z konstatacją biskupa Jana, że Kościół na ich wzór stosuje postrzyżyny, ale inne. Jednak polski arcybiskup z XII wieku wcale nie mówił o tonsurze. Nie, bo to akurat prawosławni duchowni wyglądają jak nazirejczycy. Mimo iż także stosują postrzyżyny mnisze. Ale sprowadzają się one do obcięcia czterech kosmyków. Albo więc Jan żył w kraju obrządku wschodniego, albo w jego usta włożono wykładnię postrzyżyn jako adopcji, opracowaną w obrządku słowiańskim.

Polacy woleli oczywiście obcięcie (członka) „na szlachcica”. I nic w tym dziwnego. Bo Tacyt pisał o postrzyżynach u Germanów, a Priskus opisał taką fryzurę u tzw. Scytów z otoczenia Attyli (zresztą na przykładzie Greka, który wzgardził wyższością świata rzymskiego). Także opanowana przez ariańskie ludy (Wandalów, Gotów, Burgundów, Longobardów) zachodnia część imperium w średniowieczu preferowała podgalaną fryzurę. Bo wbrew stereotypowi „barbara”, to dopiero Sasi upowszechnili image hipisa. Dziś natomiast genetyka dowodzi ciągłości osadnictwa na ziemiach polskich w perspektywie ponad 4000 lat (i obala teorię wędrówek ludów w odniesieniu do Skandynawów i Słowian). Stąd postrzyżony w wieku siedmiu lat Mieszko był w żywocie Udalryka duksem Wandalów.

A jeśli ktoś się oburza na niestosowność uwag a propos obcinania członków, to niech powie, z czym kojarzy mu się pan przyrodzony. Z męskim przyrodzeniem? Bo w Kazaniach Skargi to raczej główny członek organizmu (naczelny organ państwa), który sprawuje jednosobowe rządy. Gdyż Przyrodzony sposób jest w ciele, aby jedna głowa rządziła. Tak też w Rzeczypospolitej przyrodzona i najlepsza i najwłaśniejsza rozumowi ludzkiemu jest monarchia albo jednowładztwo i rząd jednego. Owszem, w Kazaniach Skargi jest to już pochwała monarchizmu w duchu absolutyzmu. Ale najpierw były te słowa Kraka w kronice Kadłubka: Mówi, iż śmieszne jest okaleczałe bydlę, bezgłowy człowiek; tym samym jest […] państwo bez króla […] Obiecuje, że jeżeli go wybiorą, to nie królem będzie, lecz regni socium – członkiem państwa.

Znany Gallowi termin „pan przyrodzony”, to pojęcie oznaczające główny organ państwa i łączące się z obcinaniem członków. A więc i Gall wiedział, że ma do czynienia z organizmem, w którym zwykłe członki też były istotne. Nawet te, które miały ubogiego przodka/kmiotka. Bo przecież i ostatni mogą być pierwszymi. Tak mówi Głowa Mistycznego Ciała w Ewangelii.

Herb syna Bożego

Prawne umocowanie postrzyżyn dowodzi świetnej znajomości prawa rzymskiego. Przyjęcie chrześcijaństwa jako religii państwa oznaczało bowiem, że należność dla Boga z naszego prawa, zaczęliśmy oddawać według miary greckich cesarzy. A takie rozwiązanie wskazuje źródło naszej doktryny państwa – Wielką Morawę. W końcu obrządek słowiański czerpał z greckiej doktryny państwowo-kościelniej.

I tu należy skorzystać z bratniej pomocy, gdyż nie podważa się wpływu Wielkiej Morawy na Czechów. A prawdziwy obraz postrzyżyn oddaje Starosłowiańska legenda o świętym Wacławie, gdzie główną rolę odgrywa biskup (przekład czeski wymaga jedynie wyjaśnienia, że požehnáníe to błogosławieństwo): Když povyrostl a bylo třeba mu udělit postřižiny, otec jeho Vratislav pozval k nim jednoho biskupa s jeho notářem i s jeho duchovenstvem. V chrámě svaté Marie byla proň odzpívána mše, a potom biskup vzal hocha a postavil jej na rohu stupně před oltářem a požehnal jej slovy: „Pane Ježíši Kriste, požehnej tohoto hocha, jakos požehnal všechny své spravedlivé“. A tak s požehnáním byl postřižen.

Polacy i Niemcy na XIV-wiecznej ilustracji przedstawiającej ślub Henryka Brodatego i Jadwigi

Naturalnie