Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Pod wiatr i inne przygody. Cztery pory roku z widokiem na Olivia Star" to zbiór 52 opowiadań pełnych pasji, wciągającej akcji, ale i wzruszeń. Niesamowite morskie przygody, ale i codzienność, która zaskakuje i zmusza do przewartościowania tego, co naprawdę ważne.
To książka, która wciąga od pierwszej strony. Wartka akcja, ponoć „lekkie pióro" i potoczysty język spodobają się wielu miłośnikom literatury obyczajowej, podróży i osobistych refleksji. Jeśli lubisz opowieści, które raz śmieszą, raz wzruszają - ta książka może stać się Twoją ulubioną lekturą. Opowiadania podbiły już LinkedIn – każde z nich w skróconej wersji docierało średnio do kilkunastu tysięcy czytelników. Teraz możesz je mieć wszystkie w jednym miejscu, na spokojnie, bez scrollowania.
Zaczynamy od ZIMY – 12 opowiadań o zimowych przygodach, odśnieżaniu jachtu, kruszeniu lodu w marinie, sztormowaniu na pustej Zatoce i abordażu Straży Granicznej, która... nie ma kogo kontrolować, bo na wodzie jesteś tylko Ty.
Potem przychodzi WIOSNA, LATO i JESIEŃ – kolejne historie z wody i lądu, pełne żeglarstwa, autoironii i przygód. Autor propaguje gastrosailing, czyli żeglarskie wyprawy do wybitnych potraw. Uwaga: w JESIENI robi się nostalgicznie.
Mocniejszy kaliber to rozdział KIM JESTEM – 8 bardziej osobistych opowiadań o życiu z niepełnosprawnym Młodszym, Starszym i całą resztą domowej załogi. Autor koniecznie chce się pochwalić, że jedno z opowiadań o życiu z Młodszym osiągnęło 150 tys. zasięgu! Jednak najlepszą częścią tego tekstu jest wiersz, napisany przez niepełnosprawnego Młodszego, marzącego o zdrowiu i nowym początku. Ten wiersz doczekał się adaptacji na piosenkę i kilku naprawdę interesujących analiz. Te strony trudno przeczytać "na sucho".
Na deser: POLSKA, KTÓREJ NIE ZNACIE - 13 opowiadań podróżniczych, które pokazują kraj z perspektyw, o jakich wielu nawet nie słyszało. Gdańsk i Trójmiasto widziane z góry, ze szczytu Olivia Star. Gdańsk jako średniowieczny port, stwory i dziwactwa z Dworu Artusa, złote lub groźne Kaszuby zaczynające się właściwie w środku miasta. A potem coraz dalej: emocjonalnie opisane Wejherowo, Puck, Lidzbark, Świnoujście, tajemnicze Kadyny (gdzie to właściwie jest?), czy nieznane perły lokalnej Polski.
Autor - Maciej Kotarski - od ponad 40 lat żegluje po jeziorach, kanałach, morzach i oceanie (Zatoka Gdańska jest częścią oceanu światowego, więc się liczy). Z przymusu stał się wybitnym żeglarzem podwórkowym i niekwestionowanym specjalistą od toru podejściowego do Jastarni, bo życie rodzinne wymaga koncentracji na krótszych trasach, a ograniczeniom życia z Młodszym poświęcone jest kilka opowiadań, w tym najpopularniejsze ever. Najpopularniejsze, ponieważ opowiadania składające się na książkę były publikowane na LinkedIn, gdzie autor jest rozpoznawalnym twórcą - tak przynajmniej sam uważa.
Autor to człowiek miotany przez rzeczywistość w różne przymusy, do czego stara się twórczo adaptować. Od pandemii z przymusu żeglarz zimowy - bo nie można było wyjechać na narty. Intensywnie "mieszając" pracę z pasją stał się bardzo mniejszościowym współwłaścicielem pięknego, szybkiego, dużego i niegroźnie awaryjnego jachtu. Dzięki temu nawet banalne wejście do mariny w Sopocie potrafi zamienić się w epicką sceną, godną bohaterów przygodowych książek z młodości - wystarczy zgubić śrubę napędową. Najlepiej zimą. W śnieżycę.
Zbiór opowiadań "Pod wiatr i inne przygody. Cztery pory roku z widokiem na Olivia Star" to wspaniały pomysł na zanurzenie się w pasjonujących historiach, oderwanie się od codzienności i popatrzenie na świat z zupełnie innej, nowej, "ożywczej" perspektywy. Jeśli szukasz książki, która bawi, wzrusza i wciąga, to jest to świetna pozycja dla Ciebie. Sprawdź sam, jak książkowe przygody, które zaczynają się za przysłowiowym "rogiem", mogą stać się dla Ciebie niesamowitą inspiracją!
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 142
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Projekt okładki: deStu Darek Bazaczek
Projekt graficzny środka, skład: EJ Design
Redakcja: Inka Wojtczak
Korekta: Ewa Hoffmann-Skibińska
Przygotowanie wersji elektronicznej:Epubeum
Copyright © by Maciej Kotarski 2025
Copyright © by Pan Wydawca 2025
ISBN 978-83-68622-07-2
wydanie 1
Gdańsk 2026
Pan Wydawca sp. z o. o.
ul. Wały Piastowskie 1/1508
80-855 Gdańsk
PanWydawca.pl
Maciejowi Grabskiemu – za Olivię i pomoc nieustającą, również w wydaniu książki;
Mateuszowi Kusznierewiczowi – za Olivia Yacht Club, Atlantę i żeglarstwo regatowe;
Bartkowi Glince i Waldkowi Fijołkowi – za zaproszenie do Atlanty i zimowe pływanie;
Pawłowi Łopatce – za wymyślenie zimowego żeglowania „biznesowego”;
Jarkowi Milczkowi i Mirkowi Mrozowi – za dziesiątki wspólnych rejsów;
Jasiowi, czyli Młodszemu – najtwardszemu z zimowych żeglarzy;
Mojej Żonie – że to wszystko zniosła, a nawet się na to wszystko zgodziła.
W istocie jest tylko jedna Droga, podobna do wielkiej rzeki; zaczyna się za każdym progiem, a każda ścieżyna okazuje się jej dopływem.
To niebezpieczna sprawa (…) oddalać się od własnych drzwi (…). Wstępujesz wtedy na Drogę i jeśli nie będziesz baczył na swoje kroki, nie wiadomo, gdzie się ostatecznie znajdziesz.
J.R.R. Tolkien, Bractwo pierścienia
Drogi Czytelniku,
prawie wszystkie opowiadania zostały opublikowane na LinkedIn w skróconej i nieoszlifowanej przez redaktorkę i korektorkę wersji. Tam znajdziesz dużo więcej zdjęć, a czasem nawet cały fotoreportaż z wyprawy.
Wystarczy, że wpiszesz w wyszukiwarce autora i tytuł opowiadania, np. „Maciej Kotarski – zima się skończyła”.
Serdecznie zapraszam Cię do lektury tej książki i do oglądania galerii zdjęć na LinkedInie,
Maciej Kotarski
Miała być Jastarnia łatwo i przyjemnie, ale port zamarzł i wyszło całkiem ciężko. Ale po kolei (bo Polak rozpoczyna zdanie od „ale”, ewentualnie od „bo”).
Mój młodszy syn Jaś zażyczył sobie urodzinowy rejs do Jastarni, bo to jego ulubiony port, a tak się złożyło, że w weekend będzie miał urodziny. No i pięknie. Organizuję załogę, zapraszam naszych wspólnych kolegów i płyniemy.
Jest jeszcze kalendarzowa jesień, więc to powinna być łatwizna, o ile oczywiście nie będzie mocno padać albo nie złapie nas sztorm, ponieważ padający deszcz całkowicie odbiera przyjemność z żeglowania zimą.
W sobotę pogoda wydaje się OK.
Wyruszamy z Sopotu. Mało widać – mgła całkowicie zasłoniła Olivia Star. Nawigujemy na elektronice, ale za to mamy spokojny baksztag1, a potem fordewind2.
Po drodze mała sensacja – spotykamy Patagonię! To duży, stalowy jacht, przystosowany do pływania zimą i w lodzie, o wzmocnionym kadłubie i ogrzewany piecem olejowym. Kiedyś sternik z Patagonii pokazywał mi zdjęcia wykutego w lodzie kanału. Załoga sama musiała go sobie wyrąbać kadłubem jachtu, żeby wyjść z Górek Zachodnich. Zajęło im to dwie godziny!
Żegluga jest całkiem przyjemna. Do Jastarni docieramy już po zmroku, w grudniu szybko robi się ciemno. Do portu wiedzie bardzo długi, wąski kanał wśród mielizn.
Jak co roku, na początku października zdemontowano boje wytyczające ten kanał, więc trzeba bardzo uważać. Na szczęście działają nabieżniki, czyli mrugające światła, ustawione jedno za drugim w linii prostej na brzegu. Jeśli widać je jedno dokładnie nad drugim, to znaczy, że znajdujesz się idealnie na środku kanału. Jeden z nas steruje na te światła, drugi pilnuje głębokości na zegarach. Bosman przyjmuje zgłoszenie wejścia przez UKF-kę3 i wchodzimy!
Niestety w porcie coś pływa!!! Może jakaś niska mgła? Nie, cały port pokryty jest falującą warstwą czegoś białego. Może kasza – miękka mieszanina śniegu i wody? Po oględzinach i konsultacji z bosmanem próbujemy. Jednak po kilkunastu metrach w tej „kaszy” jacht zwalnia…
Biorę największy odbijacz (wielką kulę), idę na dziób i rzucam nim z pokładu, a kula odbija się dynamicznie – to już gruba kra, to są całe płyty lodu.
Być może mamy dość mocy, aby przepchać się przez to na siłę, jednak boimy się uszkodzić kadłub. A po drugie: co zrobimy jutro, jeżeli to wszystko zamarznie i nie da rady wyjść z portu?
Tak blisko – keję widać jak na dłoni – a tak daleko…
Zawracamy. Musimy płynąć do Helu – jest najbliżej i nigdy nie zamarza – ale jest ciemno, zimno i pod wiatr.
Już samo wyjście z Jastarni, z obszaru mielizn, okazuje się problemem, bo sternikowi trudno koordynować kurs według świateł nabieżników, które są za rufą…
To całkiem trudne, a po obu stronach kanału podejściowego jest płycizna, na którą lepiej nie wejść po ciemku.
W końcu wychodzimy na Zatokę, zaczyna się śnieżyca, a mamy prawie idealnie pod wiatr. Robi się całkiem przykre halsowanie4 pod wiatr i pod spore fale, które idą z drugiej strony Zatoki. Idziemy szybko na samym foku5, ale fale są strome, krótkie i wysokie – to błyskawicznie wykańcza całą naszą załogę…
Co gorsza, okazuje się, że mróz rozsadził część instalacji prysznica zewnętrznego, a po włączeniu instalacji wody do zwykłego użytku woda ze zbiornika wlała się do rufowych zenz6.
Teraz idziemy pod wiatr w dużym przechyle i woda w kabinie przelewa się przez podłogę. Trzeba wybierać, ale czym? Wiadro już zajęte przez załogę i chorobę morską!
Sam walcząc z torsjami, wyjmuję duży i mały garnek, wybieram garnkami kilkadziesiąt litrów i wylewam do zlewu. Mordercza robota. U góry w kokpicie załoga dzielnie halsuje do Helu.
Nagle jacht robi gwałtowny zwrot, pojawia się niekontrolowany chaos, żagle łopocą, a my kręcimy się w kółko.
Wyskakuję na pokład: fok zaplątany wokół sztagu7. Co się dzieje?
Uff – to tylko autopilot się wyłączył. Ale dlaczego?
Spadło napięcie na akumulatorach! Prądu z akumulatorów wystarcza dla autopilota na kilka godzin, potem trzeba włączyć silnik, żeby je ładować. Włączamy silnik, rusza alternator i ładowanie. Przywracamy autopilota do życia.
Wracam do wybierania wody. Zenzy w końcu suche, wychodzę na pokład mokry od potu, walcząc z mdłościami, trzeba się ubrać, bo wiatr lodowaty…
Na szczęście już prawie dotarliśmy do Helu!
Wchodzimy i cumujemy…
Przy południowo-wschodnim wietrze w Helu jest duży rozkołys8 i jacht na cumach kołysze jak podczas rejsu. Jednak w porównaniu z poprzednimi falami to niemal jak stały ląd.
Wszyscy błyskawicznie zdrowieją, klarujemy jacht i w miasto!
– Knajpka i jedzenie czy basen i sauna?
– Fajnie mieć znowu takie dylematy!
Brawo, Załoga!
Grudzień 2023
W Gdańsku dla rozrywki żegluje się cały rok. Nie może być inaczej, skoro z okien co wyższych budynków widać morze! To oczywista ironia, ponieważ zimą prawie nikt tego nie robi i prawie wszystkie jachty są wtedy wyciągane z wody.
Na wodzie zostają nieliczni, ale z roku na rok jest ich więcej. Zresztą zimy z roku na rok też są coraz cieplejsze. Od kilku lat przez całą zimę pływa Olivia Yacht Club (ze mną) i jachty od Kaspra Orkisza, czyli Premium Yachting.
Z Olivia Centre, gdzie pracuję, do Mariny9 Sopot jest dziesięć minut, a w Sopocie stoi Atlanta 1996, czyli nasz oceaniczny jacht Sun Odyssey 42 DS10 – jednostka licząca 42 stopy11, czyli dwanaście i pół metra, ważąca osiem–dziewięć ton (w zależności od stanu zbiorników), w tym ponad dwie i pół tony balastu na końcu kila12, a jej zanurzenie wynosi dwa metry i dwanaście centymetrów.
To bezpieczny, wygodny hotelowiec (dwie kabiny i dwie łazienki z prysznicami) i typowy Francuz – jacht, jak na hotelowca, bardzo szybki, całkiem piękny i nieco zawodny, jeżeli chodzi o drobne awarie.
Dziś w Sopocie pierwszy śnieg, więc okazja na zimowe żeglowanie!
To bardzo specyficzna zabawa: najprostsze rzeczy stają się całkiem trudne, gdy panuje mróz lub spadnie śnieg. Wówczas wyzwaniem jest nawet ustać na pokładzie i przemieszczać się bez wywrotki.
Najpierw trzeba przygotować jacht – zaczynamy prozaicznie: od odśnieżania. Jednak stanowi to spore wyzwanie, bo choć można spychać śnieg do wody, to pokład ma skomplikowany kształt i po prostu trudno dotrzeć wszędzie szczotą. Szczota też dużo gorzej się sprawdza w odśnieżaniu niż łopata, ale… nie mam łopaty.
Może kupię plastikową na zimę?
Pokład trzeba odśnieżyć dokładnie, bo resztki śniegu pod butami łatwo zamieniają się w lód, a wtedy bardzo łatwo o wypadek, a – nie daj Boże – wypaść za burtę przy tej temperaturze wody!
Co roku na początku zimy muszę sobie też przypomnieć zasady, których części po prostu nie pamiętam… Na przykład: nie da rady wypłynąć, jeżeli jest mróz, a poprzedniego dnia padał śnieg. Bo wtedy śnieg jest przymrożony do jachtu i nie da rady skutecznie odśnieżyć pokładu tak, by zapewnić bezpieczeństwo załodze i pasażerom.
Dziś, po prawie roku przerwy, zapomniałem odśnieżyć szynę na górnej krawędzi bomu13, w której porusza się wózek szkentli14 (inaczej outhol15 – lina wyciągająca rolowanego grota z masztu). W efekcie nie dało się postawić grota. Musiałem wziąć z mesy16 tępy nóż stołowy i oczyścić tę szynę, co przy wietrze, falach i temperaturze poniżej zera nie jest proste.
W sumie wyszło dobrze, bo przez to postawiliśmy tylko zrefowanego grota17, a za chwilę się porządnie rozwiewa i mamy idealny układ żagli, idąc pod wiatr w kierunku Portu Północnego18.
Zwykle wiatr powiększa odczucie zimna, przez co na morzu wydaje się być dużo zimniej niż na lądzie, ale tak naprawdę temperatura najczęściej jest dodatnia. Dziś jednak mamy przyzwoity mróz, przez co ciepła jeszcze woda morska paruje intensywnie, co wygląda pięknie.
Jednak ta pięknie parująca woda osadza się na jachcie i stopniowo pokrywa wszystko lodem…
Sporym problemem jest więc narastające zalodzenie lin. Tego dnia trudno o choćby najprostszy zwrot, ponieważ zalodzone szoty nie dają się wybrać ręką przy zwrocie, ani też nie trzymają się kabestanów19.
Jest tak zimno, że trudno zrobić jakieś zdjęcia. Po kilkunastu sekundach ekran aparatu przestaje reagować na opuszki palców. Bez grubych, morskich zimowych rękawic nie byłbym w stanie wytrzymać – na szczęście nie są drogie.
Najprzyjemniejszy jest powrót z wiatrem. Spod Nowego Portu20 przejeżdżamy wzdłuż plaży od mola w Brzeźnie do Sopotu prawie jak normalni, cywilizowani, plażowi spacerowicze. Z wiatrem robi się ciepło i przyjemnie, ale brakuje słońca.
Kiedyś, gdy tak płynęliśmy wzdłuż zaśnieżonej plaży z Nowego Portu do Sopotu, równolegle do nas, po plaży, biegło dwoje narciarzy na nartach biegowych – to było dopiero fajne towarzystwo!
Dziś pływam z Andrzej Zielińskim, który nie tylko jest znakomitym chirurgiem naczyniowym w sopockiej klinice, ale przede wszystkim żeglarzem regatowym, ścigającym się w na jachcie Quanta i kilkukrotnym wicemistrzem Polski!
Żona Andrzeja wyszła na plażę, by zrobić nam zdjęcia. Jak zwykle jesteśmy jedynym jachtem na wodzie…
Grudzień 2022
W ramach Olivia Yacht Clubu płyniemy zimowo na rybę do Helu, a tu SENSACJA – regularny abordaż w drodze powrotnej!
Ale po kolei (bo Polak itd.).
W środę ma ostro wiać i padać, a ja akurat w pracy mam bardzo mało spotkań, a skoro dawno nie żeglowałem, to koniecznie chcę skoczyć na Hel. Niestety, nie udało się skusić żadnego Rezydenta Olivia Centre, więc biorę urlop, rozpuszczam wici i udaje mi się zebrać czworo sympatyków i sąsiadów Olivii – Gosia Balwicka z Wydziału Prawa wraz z synem oraz dwoje twardych, niezawodnych żeglarzy zimowych – Jarek Milczek i Błażej Kucharski. Syn Gosi, trzynastoletni Ignacy, akurat obchodzi urodziny, więc w ramach celebracji wyprowadza i wprowadza jacht z i do marin w Sopocie i w Helu – wszystkiego najlepszego!
Do Helu płyniemy pełnym baksztagiem, czyli na równej stępce22, z wiatrem. Na pokładzie prawie nie czuć wiatru, co daje pełen komfort żeglugi. Momentami pada – w takich wypadkach sprawdza się bimini – brezentowy dach przeciwsłoneczny, rozpinany nad kokpitem.
Na środku Zatoki przestaje padać, więc zwijamy bimini, żeby poczuć słońce na twarzach. To jest dość ironiczne – normalnie bimini używa się do ochrony przed słońcem, ale my lubimy odwrotnie!
W Helu zdziwienie – jesteśmy jedyną załogą! Nie ma tu żadnego innego jachtu poza naszym. Prawie nie ma też kutrów rybackich, bo jeszcze nie wróciły z połowów. Pustka!
W każdym razie standardowo: idziemy na najlepszego pod słońcem halibuta w papilocie23 w knajpie Kutter (kto nie jadł, niech żałuje), z napojem firmowym o nazwie „Kutter”, kawką i wracamy.
Z powrotem jest na odwrót – niemal dokładnie pod wiatr i fale, które mocno spowalniają, bo kadłub ciężko wali w wodę. Na początek na samym foku, ale wiatr stopniowo słabnie, więc dokładamy grota na refie24, potem całego25, a chwilę później dołączam jeszcze do kompletu silnik.
Na wodzie robi się tłok – za rufą kutry wracają do Helu i Jastarni, wokół pełno jednostek specjalnych i nagle wezwanie przez UKF od Straży Granicznej!
Przejście na kanał „8” i informacja, że na pokład wejdzie zespół Straży, czyli Coast Guard26 – jak w szantach.
Jestem megazdziwiony, bo dla mnie to pierwsza kontrola w życiu, czyli od 47 lat (tyle żegluję, żyję trochę dłużej).
Pytam, czy mamy zrzucić żagle i stanąć.
Nie, możemy płynąć dalej, oni wejdą na pokład płynącego jachtu. Pytają natomiast, z której burty chcemy ich przyjąć.
Oczywiście z zawietrznej, z lewej – jest niżej.
Jacht idzie na autopilocie ze stałą prędkością, bo automat utrzymuje stały kurs lepiej niż człowiek. Żagle w sumie stabilizują jacht na falach, więc tylko wywieszamy na lewej burcie wszystkie możliwe odbijacze27 i czekamy.
Podchodzi do nas od rufy duży okręt SG28, na oko kilkadziesiąt ton stali. Mam nadzieję, że to nie oni będą podchodzić do burty. Na szczęście z rufy wodują małego RIB-a29 i podpływają do naszej lewej burty.
Odpinamy furtkę w burtowym relingu30, a dwóch marynarzy (żołnierzy?) przeskakuje na nasz jacht – mamy prawdziwy abordaż.
Miłe przywitanie. Krótkie, standardowe przepytanie, prośba o dokumenty i panowie znikają w kabinie (szczegółów nie będę opisywał, bo może to niewskazane). W każdym razie jest bardzo miło, wręcz sympatycznie, tylko podczas kontroli dostajemy kilka mocnych szkwałów31, aż w końcu autopilot nie daje rady i robimy niekontrolowany zwrot (trochę wstyd). Robi się zamieszanie. Z kabiny dostajemy prośbę, żeby „nie robić przechyłów” i w końcu zrzucamy grota32, bo wiatr mocno tężeje.
Ciekawe, że w trakcie całej kontroli nieustannie płyniemy 6–7–8 węzłów33 dobrym kursem prosto do Sopotu, więc nie tracimy przez kontrolę ani minuty. Mamy natomiast fajną przygodę.
W kość dostają tylko dwaj marynarze na motorówce, która podczas kontroli idzie cały czas pod fal za naszą rufą i którą mocno zalewają bryzgi.
Na koniec dostajemy protokół kontroli – bez uwag – ściskamy sobie nawzajem prawice, żołnierze wskakują na motorówkę i wracają na okręt.
Oby zawsze to tak miło przebiegało!
No i fajnie, że ktoś pilnuje tej naszej wody!
Ciekawostka: w Chorwacji bimini jest ponoć na jachtach wyposażeniem obowiązkowym, ponieważ latem przebywanie na ostrym słońcu przez wiele godzin jest niebezpieczne dla zdrowia.
Dla mnie bimini również jest obowiązkowym elementem wyposażenia, szczególnie zimą – jak na Bałtyku pada deszcz lub śnieg z deszczem, to bimini zapewnia załodze minimum komfortu.
Niby podobnie, a jednak odwrotnie: w Chorwacji bimini się rozwija (żeby się schować przed słońcem), a w Polsce się zwija (żeby to słońce poczuć).
Luty 2024
W ramach Olivia Yacht Club płynę z rezydentami Olivii, załogą Nordea, na całodzienny wypad na rybę do Helu. Chcemy zaznać wspaniałego zimowego słońca i wiatru, a potem wieczorno-nocnego powrotu!
Ponieważ zimą szybko się robi ciemno, zbieramy się o 9.00, a wypływamy o 10.00. Przez pierwszą godzinę musimy wspomagać się silnikiem, bo z rana słabo wieje.
Przygotowanie załogi robi na mnie wrażenie – mają albo porządne sztormiaki, albo stroje snowboardowe, absolutnie najlepsze na zimowe pływanie!
Ja jak zwykle zakładam sześć warstw na korpus, cztery na nogi i jest OK.
Mamy idealną pogodę na zimowy rejs: słońce, wiatr od lądu, płaska woda, a jednocześnie stopniowo się rozwiewa, szybkość rośnie, pod Helem na samych żaglach przekraczamy 8 węzłów – to dopiero jest żegluga!!!
Wiatr dalej tężeje, więc trochę się martwię o powrót, bo fale mogą nam dać w kość…
Tymczasem idziemy na rybę. Tradycyjny helski dylemat – najlepsza knajpa (Kapitan Morgan), czy najlepsza ryba (halibut w Kutterze) – wygrywa halibut, zatem prosimy o halibuta razy sześć!!!
Halibut pieczony w papilocie z ziemniakami gratin34 i fasolką szparagową to dzieło sztuki kulinarnej – zarówno estetycznie, smakowo, jak i kalorycznie – to bomba energetyczna!
Potem załoga idzie na spacer na oPP (oficjalny POCZĄTEK POLSKI – taki napis widnieje na pomniku), czyli na cypel helski. To genialne miejsce na spacer, bo jest tam naprawdę pięknie.
Ja zaś idę do mariny zatankować wodę. Port na Helu to jedyny port w Zatoce, gdzie zimą jest woda na kei35 i wąż do tankowania. Trzeba korzystać!
W drodze powrotnej stopniowo robi się ciemno, a my poznajemy się coraz lepiej. Najbardziej morską tradycję rodzinną ma Paweł Wachułka – prawnuk szypra, wnuk kapitana żeglugi wielkiej36, syn pilota szybowców – wspaniała rodzinna saga pokoleń!
Mamy silny, idealny wiatr od 18 do 23 węzłów z półwiatru37, prujemy jak motorówka, a rosnące fale malowniczo nami rzucają. Gdybyśmy płynęli pod wiatr, byłoby ciężko…
Po prawie dwóch godzinach (bez pięciu minut), już po ciemku, wchodzimy do portu w Sopocie. Klar portowy38 zajmuje chwilę, ponieważ w zimie zakładamy zawsze podwójne cumy, trzeba też nastawić grzejniki itp.
Bardzo dziękuję wspaniałej załodze za wyciągnięcie mnie z biura: Mateuszowi Brzezickiemu, Dorocie Łykowskiej, Izabeli Rutkowskiej, Pawłowi Botulńskiemu i Pawłowi Wachułce.
Już umawiamy się na styczeń: popłyniemy wokół trzech gdańskich portów do Górek Zachodnich. Są tam najciekawsze mariny i jachty, plus fajna knajpka w Hotelu Galion39!
Tak działa nasz Olivia Yacht Club, tak pływamy z Rezydentami!
Takie cuda tylko w Olivia Centre!
Grudzień 2024
Sobota, początek zimy – muszę sobie znowu przypomnieć zimowe żeglowanie…
Zwykle w grudniu jest cieplej, a dziś zimno jak w środku zimy: między 1 a 2°C. Na szczęście przestało padać!
Przed wypłynięciem wyciągam termiczną bieliznę narciarską, zakładam siedem warstw ubrań na górę i cztery na dół.
Wypływamy z Sopotu z włączonymi światłami nawigacyjnymi, bo o 15.00 jest już ciemnawo, a dodatkowo pełne zachmurzenie sprawia, że przez większość trasy panują egipskie ciemności…
Wiatr miał słabnąć, a rośnie, przed Helem idziemy już ponad 9 węzłów na sporych falach. Przepiękna żegluga, ale też dziwnie mocno nas muli… W ruch idzie wiaderko. Może to przez bardziej skotłowaną falę? A może brak przyzwyczajenia do pływania po ciemku?
Wchodzimy do portu na dizelgrocie40, bo wolę zwinąć żagiel na spokojnej wodzie w awanporcie41, niż iść do masztu po ciemku i na falach wchodzących na pokład…
W helskim porcie silny boczny wiatr powyżej 20 węzłów naprawdę mocno utrudnia cumowanie…
Jak na grudzień w Helu jest zdumiewający tłok – na noc zostają Zawisza, Bonawentura, Lippi, Athaman i jeszcze dwa jachty, no i my. Po 20.00 do portu wchodzi ostatni jacht.
Wieczorem wszyscy w sztormiakach walą do Kuttera. Czy Kapitan Morgan zamknięty? Ta restauracja ma chyba coroczny remont pod koniec roku!
W marinie tłum żeglarzy, zupełnie jak latem. Wszyscy w sztormiakach i zapięci po uszy (to zupełnie nie jak latem…). Późnym wieczorem wszyscy grzecznie z ręczniczkami idą do łazienek w bosmanacie42 (i znów jak latem!).
Coraz więcej ludzi żegluje zimą!
Uwielbiam to – w zimie zwykła „podwórkowa” trasa na Hel staje się wyzwaniem i przygodą. Trzeba uważać – wszędzie potrzebny jest większy margines bezpieczeństwa, bo Bałtyk zimą jest po prostu groźny.
W niedzielę rano trzeba szybko wypłynąć, bo w Gdańsku od 13.00 ma padać, a od 16.00 to już lać… Z wypłynięciem i cumowaniem na trasę trzeba liczyć trzy, a nawet trzy i pół godziny.
W środę wracam na Hel z Rezydentami Olivia Centre, ale bez nocowania. Ot, taki całodzienny wypad tam i z powrotem.
Ahoj, przygodo!
Dziękuję wypróbowanej załodze: Jarek Milczek, Beata Milczek i najwytrwalszy z zimowych żeglarzy – niepełnosprawny Jaś!
Grudzień 2024
O mało co skasowaliśmy to piątkowe pływanie, bo według prognoz przed południem miały pojawić się ostre szkwały43, a potem rosnąć nawet do 38 węzłów (8°B – 8)44.
Jednak wiatr podstawowy45 miał mieć 15–20 węzłów (5°B), czyli dla nas idealnie. Od brzegu zero fal, a szkwalić miało tylko przez kilka godzin…
Załoga zarządziła głosowanie na WhatsAppie i wygrał wariant: „Spotykamy się o 9.00 w marinie i zobaczymy, co dalej”.
Nordea ma zdumiewającą ekipę twardych żeglarzy, którzy są gotowi żeglować w zimie! Być może dlatego, że dużo żeglują na przykład na Mazurach podczas różnych firmowych eventów i spotkań.
Nawet ja jestem nieco mniej entuzjastyczny, bo nie mamy żagli na tak silne wiatry, a samo żeglowanie zimą stanowi już wystarczające wyzwanie…
O 9.00 w marinie okazuje się, że wiatr jest bardzo słaby, więc decyduję, że możemy skoczyć pod Gdynię. To krótka i bezpieczna trasa, bo zawsze jesteśmy pod osłoną brzegu, a do tego w ciągu trzydziestu minut możemy się schować w jednym z kilku portów w pobliżu.
Pierwsza atrakcja to odśnieżanie jachtu przed wypłynięciem – niewielu może się pochwalić takim doświadczeniem! Mamy trzy szczotki na kijach, więc idzie szybko, ale trzeba odśnieżyć dokładnie, bo resztki śniegu i śliski pokład są bardzo niebezpieczne.
Mateusz wyprowadza jacht z portu i jedziemy!
Zimą jest to naprawdę fajna trasa – wzdłuż plaży i pod Klifem Orłowskim46, potem Gdynia. Nad gdyńskim falochronem widać dobrze wielkie statki, wielkie dźwigi, a nawet maszty i reje47 dwóch fregat48. Miasto wygląda pięknie – w końcu to miasto z morza i marzeń…
Wiatr na początku jest słaby, więc załoga zaczyna mi pokrzykiwać: „NA HEL!”, ale ja jestem wystarczająco zestresowany prognozami, no i na wodzie nie ma demokracji, więc zgodnie z planem wracamy do Sopotu.
Wiatr rośnie i zaczynają się szkwały, refuję grot do wielkości śliniaczka…
Jest naprawdę zimno, bo wracamy pod wiatr. Szkwały rosną, przy największym notuję 28 węzłów, wtedy nawet sama genua49 to dla nas za dużo żagla. Na szczęście uderzenia są krótkie, a my zaraz wchodzimy do Sopotu.
W takiej temperaturze to idealna trasa, razem cztery godziny na jachcie, z tego dwie i pół, może trzy godziny na wodzie!
Dość długo trwa klar portowy, bo w zimie zakładamy dziewięć albo dziesięć cum, plus dodatkowy brest50 z betonowego pirsu51 od zachodu, żeby w szkwałach odciążyć Y-bom52 (zabawne jest to morskie słownictwo!
Potem idziemy na ciepłe napoje, zupę rybną i desery do Meridiana – świetnej knajpki na końcu mola. Swoją drogą: idealne miejsce na spacer!
Bardzo dziękuję załodze: Aleksandrze Śliwińskiej-Gajdamowicz, Izabeli Rutkowskiej, Marii Opieli, Arkadiuszowi Piskorzowi, Mateuszowi Brzezickiemu i Robertowi Nosarzewskiemu – jesteście zdumiewająco twardzi. Bardzo rzadko spotykam ludzi, którzy chcą żeglować w zimie i to chętniej ode mnie! Bez was siedziałbym cały dzień w biurze, z widokiem na śnieżycę.
Następny termin to przełom stycznia i lutego.
Takie cuda tylko w Olivia Centre!
Styczeń 2025
Koniec bezpłatnego fragmentu.
1 Baksztag – kurs z wiatrem ukośnie z tyłu, najprzyjemniejszy i najszybszy.
2 Fordewind – kurs z wiatr wiejącym dokładnie od tyłu, niby fajnie, ale kapryśny i trudny do utrzymania.
3 UKF – krótkofalówka, radio do komunikacji z lądem i innymi jachtami.
4 Halsowanie – żeglowanie zygzakami pod przeciwny wiatr, co jakiś czas robiąc zwroty. Niekoniecznie lubiany sposób żeglugi, za to całkiem emocjonujący i dość męczący.
5 Fok – trójkątny żagiel przedni.
6 Zenza – dno jachtu. Tu zbiera się woda i inne płyny, wycieki paliwa, olejów i strach pomyśleć, co jeszcze… Śmierdząca sprawa.
7 Sztag – stalowa linka rozciągnięta od dziobu do końca masztu, na której mocuje się przednie żagle, np. fok. Dzięki sztagowi maszt nie przewraca się do tyłu, gdy żeglujemy pod wiatr.
8 Rozkołys – jak woda się kołysze.
9 Marina – port jachtowy. W Sopocie znajduje się na końcu molo. To bardzo fajne miejsce na spędzanie czasu.
10 Sun Odyssey 42 DS – model jachtu produkowany teoretycznie przez francuską stocznię Jeanneau, a najprawdopodobniej gdzieś w Polsce; skrót DS oznacza Deck Salon.
12 Kil – pionowa płetwa na dnie jachtu, najczęściej z balastem na końcu, dzięki temu całość się nie wywraca, gdy wiatr zawieje z boku.
13 Bom – wielka pozioma belka przymocowana jednym końcem do masztu, na której mocuje się dolną krawędź głównego żagla (grota). Drugi koniec jest ruchomy, przez co bom na mniejszych łódkach jest znany z nokautowania załóg, na Atlancie na szczęście bom lata wysoko nad głowami załogi i nikogo nie nokautuje.
14 Szkentla – lina służąca do napinania głównego żagla, ale to wiedza tajemna nawet dla wielu żeglarzy.
15 Outhol – inaczej szkentla. To ta sama wiedza tajemna, tylko po angielsku.
16 Mesa – główne pomieszczenie dzienne w kabinie pełniące funkcję jadalni i salonu, centralne miejsce życia załogi, czyli po prostu imprezownia. Tu wieczorami gramy w karty i śpiewamy szanty.
17 Zrefowany grot – żagiel główny (grot), którego powierzchnia została częściowo zmniejszona (zrefowana); co robimy przy silnym wietrze w celu zmniejszenia naporu na żagle i poprawy bezpieczeństwa.
18 Port Północny – zewnętrzna część portu w Gdańsku, zbudowana w latach 70. XX w. jako głębokowodny port masowy przystosowany do obsługi dużych statków oceanicznych.
19 Kabestan – młynek z korbą do wybierania lin. Ma różne przełożenia i pozwala na ciągnięcie liny z wielką siłą, bo żagle Atlanty są duże i pracują pod dużym obciążeniem. Na Atlancie mamy cztery duże kabestany w kokpicie, piąty na maszcie i wiele korb. Korby są dwufunkcyjne – są też bardzo przydatne do zdejmowania kapsli z butelek.
20 Nowy Port – część portu gdańskiego i nadmorska dzielnica Gdańska położona przy ujściu Martwej Wisły.
21 Abordaż – szturm na statek w celu jego zdobycia lub przejęcia kontroli, najczęściej przy użyciu lin, drabin lub bezpośredniego wejścia na pokład przeciwnika.
22 Na równej stępce – bez większych przechyłów. Odnosi się też metaforycznie do sytuacji stabilnej i zrównoważonej, ale to już poza żeglarstwem.
23 Halibut w papilocie – potrawa z halibuta (duża, tłusta ryba morska) przygotowywana metodą en papillote, czyli ryba i dodatki (warzywa, zioła, przyprawy) zawijane w papier do pieczenia i pieczone w własnym sosie. Dzięki tej metodzie ryba zachowuje soczystość i aromat.
24 Grot na refie – grot (główny żagiel) rozłożony tylko częściowo, aby zmniejszyć jego powierzchnię i dopasować do siły wiatru.
25 …potem całego – po uprzednim pływaniu z grotem częściowo złożonym, żagiel zostaje w pełni rozwinięty, aby wykorzystać maksymalną powierzchnię przy słabnącym wietrze.
26 Coast Guard (ang. Straż Przybrzeżna) – negatywny bohater pirackich i przemytniczych szant, czyli amerykańska formacja odpowiedzialna za bezpieczeństwo wybrzeży, ochronę granic morskich, bezpieczeństwo żeglugi, akcje ratunkowe i kontrolę prawa na wodach przybrzeżnych.
27 Odbijacz – miękki element (np. gumowy lub plastikowy) zawieszany na burcie jachtu lub statku, który chroni kadłub przed uszkodzeniem podczas cumowania lub kontaktu z innymi jednostkami.
28 SG – Straż Graniczna.
29 RIB (ang. Rigid Inflatable Boat) – mała, szybka motorówka z twardym kadłubem i nadmuchiwanymi burtami; używana do szybkich akcji ratunkowych, patroli lub transportu załogi. W praktyce to taki wielki odbijacz z silnikiem i miejscem dla załogi.
30 Reling burtowy – balustrada z linek stalowych wzdłuż burty jachtu, zapewniająca bezpieczeństwo załogi i ograniczająca ryzyko wypadnięcia za burtę.
31 Szkwał – nagły i silny powiew wiatru, trwa zwykle od kilku do kilkunastu minut.
32 Zrzucamy grota – zwijamy główny żagiel (grot) do masztu, zwykle przy końcu rejsu lub przy zmianie warunków wiatrowych, aby zmniejszyć siłę wiatru działającą na jacht.
33 Węzeł (ang. knot, skrót: kn) – supeł, jak również jednostka prędkości stosowana w żeglarstwie i lotnictwie, równa jednej mili morskiej na godzinę, czyli ok. 1,852 km/h.
34 Ziemniaki gratin – potrawa z cienko pokrojonych ziemniaków pieczonych w naczyniu żaroodpornym z dodatkiem śmietany, mleka, masła i często sera, aż do uzyskania złocistej, chrupiącej skorupki na wierzchu.
35 Keja – nabrzeże w porcie. Można zamiast tego użyć słowa „nabrzeże”, ale kto by nie chciał skorzystać z okazji wyrażania się w sposób świadczący o morskim doświadczeniu i do tego w sposób niezrozumiały dla większości ludzkości?
36 Kapitan żeglugi wielkiej – najwyższy stopień oficerski na statkach morskich, uprawniający do wszystkiego, a nawet więcej.
37 Półwiatr – wiatr wiejący z boku, bardzo szybki i komfortowy kurs.
38 Klar portowy – przygotowanie jachtu lub statku do postoju w porcie, obejmujące m.in. zabezpieczenie żagli, ustawienie cum, przygotowanie odbijaczy i lin do cumowania. Pochodzi podobno od zwrotu alles klar (niem. wszystko jasne).
39 Hotel Galion*** w Marinie Galion – ważne miejsce spożywania wątróbki po kaszubsku. Położony na kompletnym zadupiu przy ujściu Wisły Śmiałej, o dziwo w obrębie miasta Gdańska, pomiędzy Narodowym Centrum Żeglarstwa i Akademickim Klubem Morskim – oba te miejsca wystąpią w kolejnych opowiadaniach.
40 Na dizelgrocie – na silniku, ale z głównym żaglem, fachowe połączenie słów „diesel” i „grot” (= dizelgrot).
41 Awanport – część portu położona najbliżej wejścia z morza. Na Helu to największa część portu. Czasem można tu spotkać nawet foki.
42 Bosmanat – najczęściej miejsce przebywania bosmana, czyli władcy mariny. Na Helu jednak w bosmanacie są prysznice i toalety, a sympatyczny bosman wita każdy jacht osobiście, żeby jak najszybciej ściągnąć daninę należną za korzystanie z kei.
43 Szkwał – nagły, krótki, ale silny podmuch wiatru (było już w przypisach wcześniej).
44 8°B – 8 w skali Beauforta – tytuł fajnej szanty, ale poza tym wiatr o sile sztormu. Większość jachtów nie wychodzi wtedy z portu, my też nie (przyp. aut.). Ta szanta ma tytuł Dziesięć w skali Beauforta. Mogłabym poprawić i nawet byście się, Szanowni Czytelnicy, nie zorientowali, ale ustaliliśmy z Autorem, że nie będziemy ukrywać takich rzeczy i do przypisów podejdziemy na luźno i z humorem, bo ponoć nikt ich nie lubi, więc skoro już muszą być, to razem z Panem Autorem stwierdziliśmy wspólnie i w porozumieniu, że miło będzie jeśli przyniosą Państwu trochę uśmiechu i radości. Ale prawda, że trochę wstyd, że taki wilk morski i nie wie, co śpiewa? (przyp. red.).
45 Wiatr podstawowy – to co wieje, jak akurat nie ma szkwału.
46 Klif Orłowski – stromy brzeg morski o wysokości do 30 m, położony w Gdyni Orłowie nad Zatoką Gdańską, znany z widoków i popularny wśród spacerowiczów oraz turystów. Serio – fajna miejscówka.
47 Reja – coś trochę jak bom, tylko w tym wypadku na trzymasztowej fregacie – część tajemniczego slangu żeglarzy.
48 Fregata – najbardziej skomplikowany i najszybszy typ ożeglowania na tradycyjnych żaglowcach, w naszym przypadku Dar Pomorza i Dar Młodzieży, które akurat stały w Gdyni.
49 Genua – duży fok, czyli przedni żagiel trójkątny.
50 Brest – rodzaj cumy. Autor niedawno się nauczył tego słowa i chciał się pochwalić.
51 Betonowy pirs – keja, ale z betonu, czyli konstrukcja portowa z betonu, służąca do cumowania statków i łodzi, załadunku i rozładunku towarów oraz obsługi pasażerów, trwała i odporna na warunki morskie.
52 Y-boom – rodzaj krótkiego pomostu do cumowania jednej łodzi, prostopadły do kei.
Maciej Kotarski przy pracy w Olivia Centre
Życiowe osiągnięcia Autora to niewątpliwie Zona (31 lat razem), 2 Synów, jeden z najmniej lotnych psów na świecie, a biznesowo jest współtwórcą Olivia Centre największego centrum biurowego w tej części Europy. To w Olivii razem z Mateuszem Kusznierewiczem i kolegami stworzyli Olivia Yacht Club, scenę dla wielu historii z tej książki. Jeśli po I lekturze tej książki uznasz, że chcesz z nim kiedyś popływać po Zatoce albo po prostu pogadać, istnieje szansa, że on naprawdę się zgodzi, kontakt poniżej przez kod QR.
Autor od ponad 40 lat żegluje po jeziorach, kanałach, morzach i oceanie (Zatoka Gdańska jest częścią oceanu światowego, więc się liczy). Z przymusu stał się wybitnym żeglarzem podwórkowym i niekwestionowanym specjalistą od toru podejściowego do Jastarni, bo życie rodzinne wymaga koncentracji na krótszych trasach, a ograniczeniom życia z Młodszym poświęcone jest kilka opowiadań, w tym najpopularniejsze ever. Najpopularniejsze, ponieważ opowiadania składające się na książkę były publikowane na LinkedIn, gdzie Autor jest rozpoznawalnym twórcą, tak przynajmniej sam uważa. Autor to człowiek miotany przez rzeczywistość w różne przymusy, do czego stara się twórczo adaptować. Od pandemii z przymusu żeglarz zimowy - bo nie można było wyjechać na narty. Intensywnie „mieszając" pracę z pasją, stał się bardzo mniejszościowym współwłaścicielem pięknego, szybkiego, dużego i niegroźnie awaryjnego jachtu. Dzięki temu nawet banalne wejście do mariny w Sopocie potrafi zamienić się w epicką scenę, godną bohaterów przygodowych książek młodości - wystarczy zgubić śrubę napędową. Najlepiej zimą. W śnieżycę.
