Początek_ - Andrzej Szczypiorski - ebook

Początek_ ebook

Andrzej Szczypiorski

0,0

Opis

Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej! 

 

Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego. 
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.  

 

Tak to zginął w komorze gazowej Kazimierz Jędrzejowski "Kazek" - jedna z najpiękniejszych postaci wojennego pokolenia wsi, jeden z najmłodszych dowódcą Batalionów Chłopskich. Nie zabijał wrogów, bo przecież nie sianie śmierci było jego celem, lecz ratowanie życia. Za ratowanie innym życia płacił właśnie teraz najwyższą cenę - cenę własnego życia. 

I jeśli o tysiącach innych bohaterskich żołnierzy można powiedzieć, że złożyli życie na ołtarzu ojczyzny, to Kazimierz Jędrzejowski spłonął na ołtarzu świata. Walczył przecież o życie i sprawy nie tylko swoich rodaków, ale o ludzi różnych narodowości, ras i wyznań, których zapędzili tu, za druty, najwięksi barbarzyńcy świata - za nich to właśnie złożył swoje życie. 
[Fragment]  

 

/Początek, Andrzej Szczypiorskicop. 1998 rok, ISBN 8386944110, IX wydanie polskie, Sens/ 

 

Książka dostępna w zasobach:  
Miejska Biblioteka Publiczna im. Bolesława Prusa w Mławie (3) 
Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Barcin im. Jakuba Wojciechowskiego (2) 
Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Tomaszewskiego w Kościanie 
Miejska Biblioteka Publiczna im. Stefana Żeromskiego w Zakopanem 

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 310

Rok wydania: 1998

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



 

POCZĄTEK

 

Andrzej

Szczypiorski

 

POCZĄTEK

 

Projekt okładki

Maciej Bernat

 

IX wydanie polskie

 

ISBN 83-86944-11-0

 

© Copyright by Andrzej Szczypiorski, 1998

 

Wydawnictwo SENS

60-951 Poznań 7 skr. poczt. 15

Druk: Zakłady Graficzne Poznań, ul. Wawrzyniaka 39

WSTĘP

AUTOR I DZIEŁO

 

Od pierwszego wydania „Początku” minęło jedenaście lat. Wydawałoby się, że to dla książki czas krótki. Habent sua fata libelli; jakie będą dalsze losy tego utworu, trudno powiedzieć. Niemniej już stało się wiele.

Pierwsze wydanie w paryskiej „Kulturze” - i nagroda londyńskich „Wiadomości”, w wianuszku pełnych zachwytu recenzji. W sześć tygodni po wydaniu paryskim - pojawienie się książki w krajowym „drugim obiegu”. Z reakcji polskich czytelników wynikało, że w Polsce książka wzbudziła duże emocje i kontrowersje; niemniej jej niemieckie tłumaczenie pod zmienionym tytułem („Die schöne Frau Seidenman”) zrobiło furorę u naszych sąsiadów, podbiło Austrię i Szwajcarię. W ciągu lat pięciu książka, przełożona na 15 języków, była czytana na obu półkulach.

W Londynie pisano: Książka ta jest dziełem wielkiej czystości moralnej (Stefania Kossowska). Polszczyzna tej książki jest jej ozdobą (Józef Łobodowski). W Niemczech: Szczypiorski nie jest pisarzem głośnych, przeraźliwych tonów, lubi raczej wyciszone dźwięki, to, co można określić „cichym krzykiem przerażenia". Opowiada z pogodą i ze łzami w oczach, śmiejąc się i przejmując jednocześnie czytelnika dreszczem (Marcel Reich-Ranicki). Po przyznaniu Szczypiorskiemu nagrody Nelly Sachs, Fritz Rummler stwierdził na łamach „Spiegla”: Po raz pierwszy od czasów historycznego bestsellera „Quo uadis” Henryka Sienkiewicza literatura polska wkroczyła wraz ze Szczypiorskim w świadomość Zachodu.1

Polska krytyka nie demonstrowała podobnego entuzjazmu. Nikt nie jest prorokiem we własnym kraju. Padło wiele kąśliwych uwag na temat pisarza i jego dawnych związków z PRL-em, a najpoważniejszy krytyczny artykuł Heleny Zaworskiej miał z lekka ironiczny tytuł: „Psychoterapia dla wszystkich”2 i wiązał zagraniczny sukces powieści z jej funkcją konsolacyjną. Tymczasem - według Zaworskiej - zło nie zostało do końca nazwane, zbrodnie totalizmu nie osądzone. To bolesna rana przykryta plasterkiem. W rozmowie Zaworskiej z pisarzem wyraźne jest echo ówczesnych dysput nad filozofią „grubej kreski”. Bardzo pozytywnie ocenił „Początek” Stanisław Bortnowski: Powieść przeciwstawia się uformowanemu w latach Polski Ludowej myśleniu o jednolitym polskim narodzie, pozbawionym mniejszości i przez to silnym. Jest akurat na odwrót! - polemizuje Szczypiorski z popularnymi konstatacjami i z naszym polskim losem, który musi być częścią losów innych nacji. Mądre to i szlachetne, i jeszcze raz podkreślam - wyprzedzające czas! Wiek XXI z otwartymi granicami nadchodzi!3

Po dziesięciu latach można zaryzykować odpowiedź na pytanie: czym jest „Początek” - gwiazdą jednego sezonu, czy też utworem, który wejdzie na stałe nie tylko do kanonu lektur szkolnych - co już się stało - ale też do narodowej pamięci i wyobraźni?4

Autora nie trzeba szczegółowo przedstawiać polskiemu czytelnikowi. Uczestnik Powstania Warszawskiego, więzień kacetu, po wojnie dyplomata i publicysta, po Marcu 1968 działacz opozycji, należy obecnie do najbardziej poczytnych i najczęściej wydawanych polskich pisarzy. Sam siebie zwykł nazywać „specjalistą od totalizmu”, bo powracającym tematem jego książek jest człowiek w walce z nieludzkim systemem. Ten sprzeciw kształtuje pisarstwo Szczypiorskiego, począwszy od „Mszy za miasto Arras”, poprzez zapiski „Z notatnika stanu wojennego”, „Z notatnika stanu rzeczy” - aż do „Początku”, sięgającego schyłku PRL-u. Dzisiaj również - mimo, że totalizm „padł”, jak by się wydawało w tej części globu - pisarz, jako aktywny uczestnik życia publicznego, pozostał postacią kontrowersyjną.

W „Notatniku stanu rzeczy” pisał:

Krajobrazy, język, przyjaźnie. Tradycja, historia, zbiorowy los nas wszystkich. Czy to jest Polska? Czy to wszystko, razem wzięte, jest to Polska właśnie, która wydaje mi się od bardzo dawna największą wartością daną przez całe życie?! Czy dzisiaj można mówić o naszym zbiorowym losie przy takiej zdumiewającej inności doświadczeń poszczególnych ludzi, którzy przecież stanęli naprzeciw siebie jak nieprzyjaciele, oddzieleni doktryną, poglądem na bieg zdarzeń albo własnym interesem. Nie mogę tamtym odmówić prawa do polskości, bo sam nie mam żadnego prawa, by określać, czym w istocie swej jest polskość i Polska.

Zbliżyć się do Polski inaczej. Uczynić z Polski i polskości cząstkę tych moich tęsknot metafizycznych, a zatem jak gdyby przestawić kolejność wewnętrznego przeżycia i dojrzewania, jak gdyby zaprzeczyć temu wszystkiemu, co się wokoło tak hałaśliwie dzieje, zaprzeczyć pierwszeństwu polskości - w imię Boga, by dopiero potem polskość odzyskać pełniej, jako tylko pewną cząstkę, ważną, lecz wcale nie najważniejszą, mej wiary i mego człowieczeństwa5.

Tak pisarz określał swoją strategię po trudnym dla niego - ale duchowo płodnym - okresie internowania. Opisywany „stan rzeczy”, to w istocie stan świadomości, dość symptomatyczny dla związanej z „Solidarnością” inteligencji, boleśnie przeżywającej upadek kolejnego mitu o narodowej więzi ponad podziałami. Dlatego szuka się tej Polski od wewnątrz, potwierdza się ją jako wartość, pyta o jej kształt. Skoro sam autor uznał te zapiski za komentarze do mającej niebawem powstać książki, niech nam będzie wolno słowa o ojczyźnie potraktować jako pierwszy klucz do powieści.

Zaprzeczyć temu, co się tak hałaśliwie dzieje. Uczynić z Polski cząstkę metafizycznych tęsknot - to znaczy: odnaleźć Polskę nie w hasłach i powracających stereotypach, lecz w prawdzie najgłębszego wewnętrznego doświadczenia. Był rok 1985. Któż wówczas mógł przewidzieć historię najbliższych lat dziesięciu? I jakże inaczej pyta się o ojczyznę będącą w opresji, w porównaniu z sytuacją, gdy płaszcz Konrada niespodziewanie spada z ramion, odsłaniając rzeczy nieprzystojne. To nagłe obnażenie bohatera rodzi dziwne stany i nienazwane uczucia. Jeżeli niełatwo było wtedy określić, czym jest ojczyzna w sensie duchowym, to w postmodernistycznej Polsce „schyłku wieku” niepodobna na to odpowiedzieć. I raczej tych pytań się nie stawia. Jest to również książka o ludziach. O porządnych ludziach - stwierdził Szczypiorski trochę na wyrost, bo nie wszyscy jego bohaterowie takimi się okażą; niemniej widać, że tych, których powołał do życia, będzie traktował z sympatią i szacunkiem, nawet więcej - z dużą dozą ciepła, co nie wyklucza ironii. Tym, co go fascynuje, jest ludzki los, pełen zagadek, powiązany i poplątany z losami innych, wyrastający z jakichś pradawnych przeznaczeń ku nieznanym celom, tworzący żywą tkankę historii. Będą opisywani Polacy, Niemcy i Żydzi w Warszawie w latach okupacji; wielu z nich zginie, kilku przeżyje, by doświadczyć, czym jest komunizm. Naprawdę ocaleją ci, którzy zdołają zachować wewnętrzną suwerenność, nie dadzą się zastraszyć.

„Początek” ma wielu bohaterów - tak wielu, że potrzeba pewnego wysiłku, by ich sklasyfikować i powiązać ze sobą. Uczynienie z ich biografii osobnych całości - bo każdy rozdział na kim innym się koncentruje - zwraca uwagę czytelnika na jedyną stałą komponentę ludzkich losów, wobec wielu niesionych przez życie niespodzianek. Tą komponentą jest czas. Jest on niewidzialnym tworzywem tej powieści. Kształtuje lub miażdży, jest przeszłością, dziedzictwem, ale i chwilą obecną. Przyszłość bohaterów też się odsłoni i zawsze będzie zaskoczeniem. Gra z czasem jest nieustanną czynnością narratora, tak wyrazistą, że prowadzi do pytań prostych i podstawowych: czym był dla Polski i Europy wiek XX? Co zrobił z ludźmi, jak oni tę próbę unieśli? Co przeminie, a co okaże się trwałe?

„Początek” — to dziecko stanu wojennego, wyrastające ze wspomnienia o latach okupacji. Nie ma ambicji powieści historycznej, która zresztą - według tego, co sądzi autor - wydaje się niemożliwa. Przeszłość nie istnieje. Istnieje tylko pamięć. (...) Ta wojna istnieje w mojej pamięci. Tylko w mojej pamięci. Poza moją pamięcią nie ma jej dla mnie. Oczywiście to jest takie szalenie stanowcze i despotyczne potraktowanie sprawy, ponieważ mój rówieśnik, który również tę wojnę pamięta, może powiedzieć: przecież ta wojna była nie tylko w pańskiej pamięci, ona była w historii, bo ja ją też pamiętam. Ale ja mu na to odpowiem: - tak, lecz pan pamięta inną wojnę.6

Nie istnieje więc obiektywna prawda historii. Z takim poglądem trudno dyskutować. Wygląda na to, że jest on dobrym prawem każdego - nie tylko autora. Dla bohaterów powieści indywidualna pamięć też jest skarbem. Ona ich wewnętrznie scala i ocala na zewnątrz. Niemniej - w podejściu do historii Szczypiorski demonstruje skrajny indywidualizm. W tym sensie specjalista od totalizmów staje się niechcący ofiarą tych systemów! Będzie zawsze skazany na samotny bój, przypominający czasem - także w wolnej Polsce - walkę z wiatrakami. Niezależnie od stopnia jej skuteczności można się radować, że jest ktoś, kto ma pamięć długą, wobec dość powszechnej dzisiaj amnezji.

W końcu - jest to książka o odpowiedzialności za innych, o człowieczeństwie. Sprawdza się ono w sytuacji największego zagrożenia; jego testem staje się stosunek do Żydów. Fakt, że właśnie w Polsce dokonuje się zagłada, sprawia, że żadna ludzka postawa nie będzie moralnie obojętna. Łańcuszek ludzi dobrej woli spowoduje, że Irma Seidenman uniknie aresztowania i ocaleje Joasia; ale jest tam też oskarżenie. Henryk woli wrócić do getta, niż przeżywać wśród Polaków swą obcość, której dawniej nie przeczuwał - a starzejąca się w Paryżu kobieta na zawsze zapamięta „chamskie gęby Marca” i plecy odwróconej sekretarki.

Czyż na przykład ta potworna hekatomba Żydów europejskich - pisze Szczypiorski - zaplanowana i wykonana na przemysłową skalę przez hitleryzm podczas drugiej wojny światowej, nie jest następstwem prawie dwóch tysięcy lat europejskiej, chrześcijańskiej cywilizacji, która nieustannie śniła swoje brudne sny o ukaraniu tych, którzy nie dali wiary słowom Zbawiciela? Przecież w tym tkwi głęboka wina całej cywilizacji chrześcijańskiej, wszystkich wyznań: katolickiego, protestanckiego itd. (...) Korzenie hekatomby rosły dwa tysiące lat. (...) Naród niemiecki dopuścił się straszliwej zbrodni, ale ta zbrodnia nie narodziła się tylko w ramach społeczeństwa niemieckiego. (...) Te różne, nie do końca precyzowane barbarzyńskie tęsknoty naszej cywilizacji, to nie była tylko kwestia Żydów, ale sprawa odrzucenia wszystkiego, co jest inne, obce.7

Konkluzja wydaje się prosta. Po jedenastu latach od pierwszego wydania mamy do czynienia z książką niemodną - jak niemodny wydaje się rachunek sumienia. Z książką, która jest pochwałą dzielności, dobroci i elementarnego ładu, tak w sferze moralności, jak języka; zaświadczającą - wbrew wszelkim współczesnym dekadentyzmem - o jedności świata, a nie - jego rozbiciu. Jej tytuł miał być pytaniem o Polskę powojenną - czy, pozbawiona Żydów, oddzielona od Europy, od swoich korzeni, pozostanie sobą?

 

POLSKA TO LUDZIE

 

Tak więc Polska to są rozmaici ludzie z mojej biografii, żywi i umarli, którzy się sprawdzili - pisał Szczypiorski w „Notatniku stanu rzeczy”.

W „Początku” zaprezentował całą galerię postaci. Każda z nich ukazana została wszechstronnie, z zewnątrz i od wewnątrz, w dialogu i opisie, przez swoją przeszłość - i przez to, co się dopiero dokona.

A więc pisarza interesuje przede wszystkim człowiek, jego los jednostkowy, niepowtarzalny, wcale nie fabuła. Ale i te losy ułożą się niebawem w ciąg fabularny, spleciony z dwóch głównych wątków - historii rodziny Fichtelbaumów i dramatu pięknej wdowy, Irmy Seidenman.

Postacie wielorako się różnią: pochodzeniem społecznym, poziomem wykształcenia, narodowością i sposobem myślenia, motywacją. Przedwojenny sędzia i krawiec z Płocka, żydowski donosiciel i łódzki Niemiec w hitlerowskim mundurze, ratująca żydowskie dzieci siostra zakonna, badacz starożytności i dwaj młodzi chłopcy, których wojna na zawsze rozdzieli. I wielu innych. Tym, co ich wszystkich na krótko złączy, jest czas - lata 1941 - 42 - i miejsce - Warszawa. Intencja pisarska jest czytelna: to ma być przekrój przez Polskę, ukazanie wielości ludzkich postaw i ich źródeł.

Forma powieści Szczypiorskiego jest niebanalna, warto się jej przyjrzeć. Losy poszczególnych postaci są jak nici nierównej długości. Jedne brutalnie przetnie wojna, inne zwiążą czas okupacji z tym, co nastąpi potem. Najdłuższe z nich sięgną roku 1984 - a więc współczesności. Jeśli te ludzkie biografie tworzą wątki, to niewidzialną osnową jest czas, element niezwykle istotny, kształtujący rzeczywistość, zmienny i niezmienny zarazem, łączący los jednostkowy z przeszłością tak odległą, że mityczną. Powstaje z tego misterna tkanina, rozpięta szeroko, której zaledwie fragment oglądamy, ale wzór i materia wydają się znajome; wielu z nas mogłoby w te dzieje wpleść nić własną.

Rodowód Bronka Blutmana sięga początków Biblii. Mnie żaden Żyd nie oszukał! W promieniu światła, który się odbija w żydowskiej źrenicy, widzę starego Mojżesza, święto Paschy i święto Namiotów, Arkę Przymierza widzę wyraźnie, twarze wszystkich dwunastu plemion Izraela, i Garizim widzę, i Sychem, i Betel, i Hebron, wszystko widzę w jednym żydowskim spojrzeniu, od Idumei przez Karmel, aż do Taboru i jeziora Genezaret, a nawet dalej, bo widzę Dan, i dalej jeszcze widzę, aż po górę Hermon. Dlaczego chce mnie poniżyć na mojej własnej ziemi?8

Historia z Seidenmanową będzie go drogo kosztowała, bo Bronek straci zaufanie Stucklera. Odtąd będzie „szerokim lukiem” omijał bogate Żydówki. Niewiele mu to pomoże. I tak po roku zginie, rozstrzelany na gruzach getta.

Historia sędziego Romnickiego jest dużo krótsza, rozpoczyna się na Podolu, w świecie dawno umarłym, skąd sędzia odszedł jako młodzieniec jeszcze, by odtąd już samotnie mierzyć się z losem. Przejdzie przez życie godnie, zniesie torturę stalinowskiego więzienia i pogodnie odejdzie, mówiąc „jestem”. To znak zaangażowania i wierności.

Osoba ludzka jest osią wszechświata. Opisując historię XX wieku Szczypiorski jest personalistą. Warto tu przypomnieć wypowiedziane kilka lat wcześniej na Placu Zamkowym słowa polskiego papieża:

Dzieje ludzi! Dzieje narodu są przede wszystkim dziejami ludzi. (...) Dzieje narodu zasługują na właściwą ocenę wedle tego, co wniósł on w rozwój człowieka i człowieczeństwa, w jego świadomość, serce, sumienie. To jest najgłębszy nurt kultury. To jej najważniejszy zrąb. To jej rdzeń i siła!9

Jakże ożywcza i inspirująca jest ta myśl w zestawieniu z głoszoną oficjalnie marksistowską dialektyką dziejów!

Charakterystyka postaci jest krótka i precyzyjna - to udane szkice, zarysy, sylwetki. Ich tło stanowi Warszawa sprzed likwidacji getta. Olbrzymi obszar w centrum miasta, otoczony murem izolującym od reszty świata naród z rozkazu Hitlera skazany na zagładę. Aktorami straszliwego dramatu są Żydzi, Polacy i Niemcy. Różne przypadają im role: kulturalny, bogaty mecenas i żydowski donosiciel. Nieugięty sędzia i przykład ludzkiej gnidy. Müller, wcielenie heroizmu i Stuckler, wierny członek partii. Na naszych oczach pęka stereotyp, jaki zwykliśmy wiązać z narodowością i sytuacją wojny. Nie strona, po której się walczy, określa człowieka, lecz jego własny wybór.

Nie odczuwam żadnej solidarności z kanalią tylko dlatego, że mówi po polsku, nosi polskie nazwisko i uważa się za Polaka. Bliższy mi jest przyzwoity Niemiec, Rosjanin czy Anglik od łajdaka, który tylko dlatego ma być moim bratem, że urodził się na tej ziemi i mówi moim językiem. Ten pogląd w wielkim stopniu zawdzięczam przyjaźni z Moczarskim. Nigdy nie doznawał uczuć, że najcięższe udręki znosi właśnie od Polaków. Traktował tych ludzi tak, jak na to zasłużyli, uważał ich za „kreatury, które wychynęły z ciemnych zaułków świata”.10 „Początek” stanowi część długu, jaki Szczypiorski będzie spłacał pamięci przyjaciela, niezwykłego człowieka, który, osadzony w jednej celi z katem warszawskiego getta, nie dał się złamać, nie poddał się nienawiści. Postać tego niekanonizowanego świętego miała niewątpliwie wpływ na wewnętrzny klimat powieści i ukształtowanie bohaterów - Romnickiego, Stucklera.

Bo Szczypiorski przede wszystkim chce rozumieć. Pisarz ogląda swych bohaterów przez stale zmieniający się obiektyw: często obserwacja szczegółu prowadzi do uogólnienia w skali makro. Ale zwraca uwagę skupienie, z jakim to czyni - i życzliwość. On ich lubi, tak jak się lubi istoty, które powołało się do życia Henryczek, Pawełek - te zdrobnienia to sygnał szczególnej czułości, jak gdyby przyjaźń tych dwóch była najcenniejszym skarbem, który należy chronić. Narrator zna przeszłość, przyszłość, bada sny i przeczucia, ogląda ludzkie rany, wnika w kontakty z Bogiem?)

Jest francuskie przysłowie: Tout comprendre c’est tout pardonner. Czy rzeczywiście chodzi o „psychoterapię dla wszystkich”? Może i tak. ...Literatura powinna być - mimo wszystko - rodzajem pocieszenia w tej egzystencji, pełnej rozpaczy i cierpienia, a także aktem pełnej zdumienia wdzięczności w obliczu wielości postaw, zdarzeń, olśnień i upadków, jakie dał nam Stwórca, aby nas doświadczać - napisał autor „Początku” w kilka lat później. Ale zaraz dodał: Oto jest w człowieku coś, co powinno dla niego znaczyć więcej niż własne państwo, a także więcej niż własny naród... Poczucie indywidualnej odpowiedzialności za wybór między dobrem a złem.11

Kiedy Henio Fichtelbaum powoduje panikę swoim pojawieniem się w warszawskiej cukierni, pewien starszy pan, wzywając wszystkich do zachowania spokoju, mówi: Tu jeszcze jest Polska! Totalizm jest zagrożeniem, ale można się bronić. I prawie każdy bohater powieści zostanie postawiony wobec próby.

Wtedy sędzia, jak biblijny Samuel, powie „jestem”. Siostra zakonna, którą sam Pan Jezus powołał do nawracania Murzynów, będzie uczyła żydowskie dzieci ratującego im życie kłamstwa, a Henryk poczuje się mężczyzną i wróci do swoich, żeby zginąć. Filolog klasyczny, Adam Korda, pojmie, że wobec śmierci konkretnego człowieka cały antyk może obrócić się w gruzy, a Müller i Filipek, z brawurą podobną jak w młodości, wyratują Seidenmanową z łap gestapo.

Może być inaczej. Piękny Lolo zostanie w PRL-u panem kierownikiem, Marzec 1968 na zawsze pozbawi Irmę ojczyzny, a butny Arturek Hirszfeld wyrośnie na antysemitę. Dlaczego tak jest, że los jednych zdaje się logicznie zamykać, natomiast inni pozostaną w swoim niespełnieniu, hańbie, zapomnieniu? Od czego to może zależeć? Motywy działania i myślenia ukazywanych postaci są rozmaite - pochodzenie, tradycja, narodowość, wiara, powołanie, czasem potrzeba solidarności, czasem miłość. Bywa, że człowieka określi jego fach - tak jest z przedwojennym bandytą Suchowiakiem - przynależność partyjna (Stuckler) lub pragnienie przeżycia kosztem innych. Te determinanty objawią się w zachowaniach i sposobie mówienia, w snach i marzeniach, w codziennych zajęciach i podejmowanych decyzjach.

Kwestia, kto i dlaczego „wygrał” lub „stracił”, pozostanie nierozstrzygnięta. Nie wiadomo też, kogo uważać za bohatera. Najdzielniejsi - Müller, Filipek, Suchowiak - zostaną zapomniani, a ocaleje pamięć krawca, który wyszedł na spacer.

Umarł pod ścianą kamienicy, a gdy oprawcy wrzucili jego ciało na platformę i odjechali, jakaś kobieta umoczyła chusteczkę w krwi krawca, krzepnącej na chodniku, i uniosła z sobą jak pieczęć ludzkiego męczeństwa.

Tak oto wszedł do panteonu bohaterów narodowych, choć wcale tego nie pragnął i nawet w ostatniej chwili nie przemknęła mu przez głowę myśl, że jest bohaterem.12

Powstaje mit, ale niewiele on ma wspólnego z prawdą o człowieku. Szczypiorski dystansuje się od bohaterszczyzny, demaskuje ją, by pokazać, że terenem najważniejszych, choć niewidzialnych zwycięstw jest ludzkie sumienie. Tam toczy się walka o godność, o ludzką tożsamość, o pamięć.

 

CZAS JAKO TEMAT

 

Odszedł. I zaraz zniknął. Paweł spojrzał w niebo. Było bardzo niebieskie, kwietniowe. Tylko gdzieś na skraju, ponad dachami, przesuwała się powoli brudna smuga zagłady.

Czy to możliwe, że już wtedy doznał wrażenia jakiegoś początku, nie końca? Czy to możliwe, by właśnie w chwili, gdy sylwetka Henryka nikła mu z oczu, zrozumiał, że oto rozpoczyna się nowy rozdział, który trwać będzie już bez końca, przez całe życie? Później był o tym przekonany. Właśnie tamtego dnia, myślał później wielokrotnie, zrozumiałem, że zaczyna się czas rozstań, pożegnań i wiecznych trwóg (...). Czemu jednak później, po latach, pamiętał nie tylko postać chłopca w dwurzędowej jesionce, znikającą za rogiem ulicy, by już nigdy więcej nie zjawić się w świecie żywych, lecz również tę brudną smugę dymu na niebie, jak rdzawą szmatę rozwieszoną ponad dachami warszawskich domów? Dlaczego niebo nad jego głową miało od tamtej chwili już zawsze wydawać się brudne, spłowiałe, nawet jeśli rozświetlała je czasem jakaś heroiczna pożoga?13

Z tym fragmentem należy kojarzyć tytuł powieści. Koniec dzieciństwa i początek gorzkiej dojrzałości. Myśl, że teraz wszystko będzie inne, zhańbione, obce. Istnieje ponoć - według Brücknera - wspólny źródłosłów „początku” i „końca”. Nie ma więc przesady w powiedzeniu, że tematem powieści jest czas - sygnalizuje to polski tytuł.

Inaczej jest z jej tytułem „zachodnioeuropejskim”. „Die schöne Frau Seidenman” kojarzy się z problematyką kobiecą; jest to mylące zarówno w stosunku do treści, jak formy - bo nie ma podstaw do wyeksponowania tej jednej postaci - ale dobre jako chwyt reklamowy i w pełni korespondujące z piękną reprodukcją Klimta na okładce.

Słowo „początek” - na co zwróciła uwagę krytyka - natychmiast odsyła czytelnika do Biblii. Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię..., Na początku było Słowo - to przynosi nowe, rozległe skojarzenia i konteksty. Skłania do szukania wspólnych korzeni żydów i chrześcijan, uzasadnienia ich pradawnej więzi, a także przypomnienia tego pierwszego aktu twórczego, bo jego odbiciem zawsze będą ambicje artysty.

Szczypiorski ich się nie wypiera. Z przekorą napisał: Nie znam się na literaturze, bo uważam ją za wielką tajemnicę, rodzaj wyzwania, jakie człowiek rzuca Panu Bogu, przychodzi do Boga i powiada - Panie Boże, Ty stworzyłeś świat, który wydaje mi się ciasny i niemądry, stworzyłeś ludzi, którzy wydają mi się nieszczęśliwi i zagubieni, a teraz ja Ci pokażę, jaki powinien być świat szeroki i piękny, jacy powinni być ludzie, zacni i ożywieni miłością, oto jest mój świat, który zawarłem w powieści, przeczytaj to, Panie Boże, może wyciągniesz z tej lektury Jakieś wnioski na przyszłość, kiedy będziesz stwarzał Twój następny świat.14

Czas, który pisarz bierze w swoje władanie, to najpierw czas historyczny, ograniczony datami 11941 - 1984. Lata okupacji, powstanie w getcie, powstanie sierpniowe. Budowanie nowej rzeczywistości i prędka utrata złudzeń. Potem kolejne polskie kryzysy - Październik 1956, Marzec 1968, „Solidarność”, Grudzień 1981, internowanie. To jest w tle, bo pierwszy plan zawsze wypełnia bohater. W jego świadomości przełamuje się doświadczenie dwóch totalizmów - hitlerowskiego i stalinowskiego. Jest to jedna z niewielu w polskiej literaturze powieściowych prób ukazania wojennych źródeł powojennej skomplikowanej rzeczywistości.

Różne są barwy czasu. Właśnie z nich czytelnik ma się domyślać poszczególnych dat i faktów. Nawet własnego Gomułkę opluli — mówi chory Filipek; to rok 1948, niebawem „zjednoczy się” PPS z PPR-em. Autobusy typu berliet, pershingi i kolorowe telewizory sugerują „późnego Gierka”, a dziewczyny w strojach peruwiańskich chłopek i brodacze w dżinsach - to konspiratorzy stanu wojennego. Z takich drobiazgów składa się koloryt epoki. Nie utrwalone - giną w ciemnym morzu przeszłości, a wraz z nimi wielki kawał prawdy.15

Z tych zmiennych uwarunkowań płynie usprawiedliwienie dla wielu, którzy - poddawani wówczas próbie charakteru — nie sprostali, czasu swojego nie zdołali rozpoznać. Człowiek ma prawo do błędu - zda-je się mówić pisarz, który nie ukrywa tego, że sam błądził, kiedy po Październiku uwierzył w „socjalizm z ludzką twarzą”.

Wewnątrz czasu historycznego pojawia się wielokrotnie czas mityczny. Do bohaterów wraca przeszłość - z niej wyrośli, ona ich ukształtowała, stale im towarzyszy. Najpierw jest to mit dzieciństwa.

Mała Weronika idzie wiejską drogą, kiedy ukazuje się jej Pan Jezus i przestrzega przed niebezpieczeństwem. To tak ważny moment w jej życiu, że wszystko zostanie mu podporządkowane. Ale potem Weronika odkryje, że jest zakorzeniona także w rzeczywistości dalszej, szerszej. Stolicą jej nieśmiertelnej duszy jest Rzym.

W ostatnich minutach życia mecenasa Fichtelbauma staje przy nim zmarły ojciec. - Włóż kapelusz - powiedział Maurycy Fichtelbaum do syna. - Przynajmniej to możesz dla mnie zrobić przed śmiercią.16Wraz z ojcem przypomni się mecenasowi nakaz religii mojżeszowej, zaniedbywanej przez całe życie.

Myślenie i rozumowanie hitlerowca jest ukształtowane przez mitologię III Rzeszy. Bolszewików nazywa Hunami, hordami Attyli. Stuckler jest synem prostego młynarza, ale duchowo jest spadkobiercą Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Tak było zawsze - te słowa są dla niego pełnym uzasadnieniem ślepego posłuszeństwa, pogardy dla słabszych i nienawiści.

Mit przeszłości tworzy człowieka, ale przyszłość sprawi, że i żywy człowiek zastygnie w kamieniu, stanie się legendą. Praska prostytutka po latach podejdzie, do żydowskiego pomnika na pustym placu, po którym hulały wiatry, i popatrzy na wykute w kamieniu twarze tych Żydów nadnaturalnej wielkości, przygwożdżonych do muru, o stopach jakby wtopionych w ziemię tego miasta, Żydów kamiennych i milczących, których głosu nikt już nie słyszał.17

Przestrzeń, ściśle w powieści z czasem związana, też nie będzie tylko miejscem na mapie, lecz przestrzenią kultury, „świętym obszarem”.

Można też było pójść w inną stronę świata, ku wieżom starych kościołów, wilgotnym kamieniczkom i klasztorom, ku proletariackiej udręce i buntowniczym marzeniom ludu. Tam właśnie Zamek Królewski dotykał katedry, katedra dotykała Rynku, a Rynek dotykał Wisły i Jordanu.18

Czas i przestrzeń kultury to zarazem zmienność i trwanie. Dlatego tak dojmujące jest pragnienie potwierdzenia swej tożsamości w miarę upływu lat, wobec gwałtownych przemian ludzi i krajobrazów. Paweł Kryński, porte parole autora, z bólem szuka ogniwa, które pozwoliłoby mu związać doświadczenie PRL-u z tym, co było wcześniej. Pochodnia, ten sam płomień, przekazywany z rąk do rąk przez pokolenia; myśl o Polsce - czy nie zgasła?

Związek powieści Szczypiorskiego z Biblią jest - rzec można - intymny; także dlatego, że w „Początku” czas ludzkiego życia jest zamknięty, jest spełnieniem.

Biblia - księga, która sama siebie interpretuje i wyjaśnia. Stary Testament zapowiada Nowy, Nowy dopełnia Stary ... Powracają podobne wątki, motywy i figury, by potwierdzić prawdę Koheleta, że nie masz nic nowego pod słońcem, ale i tę, że jest czas siania i czas zbierania, czas życia i czas śmierci. Bóg jest jego Panem, autorem Księgi Genesis i Apokalipsy, Alfą i Omegą.

Los każdego z bohaterów „Początku” też się wypełni, czasem w sposób nieoczekiwany, a jednak nie pozbawiony wewnętrznej logiki i obiektywnego sensu. Zasługi każdego będą wzięte pod uwagę; szlachetny sędzia Romnicki przyjmie śmierć z wdzięcznością, a bandyta Suchowiak będzie miał dobre sny. Zakonna siostra będzie bardzo w swych późnych latach kochała Boga i ludzi, a Stuckler utraci resztki człowieczeństwa w sowieckim łagrze.

Stwórca i władca świata powieści rządzi nim sprawiedliwie, ale też dobrotliwie i miłosiernie. Korzystając z przywileju, jaki daje dystans, prowadzi z czytelnikami stałą grę. Retrospekcja i antycypacja przyszłości, nagłe wycieczki i powroty obecne w każdym z kolejnych rozdziałów, zmuszają do czujnej lektury, do ciągłej rekonstrukcji historycznych realiów - i do rozmyślań nad przedziwną nieprzewidywalnością historii.

Pisarz próbuje w ten sposób ukazać czas w jego wymiarze pionowym, w jednym błysku. Ten czas kształtuje i zmienia przestrzeń.

Kiedy miał nieco więcej jak dwadzieścia lat, wydawało mu się, że wszystko bez reszty spłonęło. To miasto było całym światem, jaki posiadał. Nawet nie całe miasto, lecz jego jądro, kilkanaście ulic pomiędzy Belwederem i Zamkiem, brzegiem Wisły i cmentarzem Woli. Tutaj było inne powietrze, niebo i ziemia. (...) Wokół fontanny siadywali na ławeczkach powstańcy roku 1863, rewolucjoniści roku 1905, weterani roku 1914, szwoleżerowie roku 1920, krótkowzroczne nauczycielki, które w młodych latach dygały przed Orzeszkową, spiskowcy i sybiracy, więźniowie Moabitu i twierdzy w Ołomuńcu, kupcy bławatni z Nowolipia i hurtownicy towarów żelaznych z Gęsiej. (...) To był cały świat Pawła, który zapadał się pod ziemię w ciągu kilku lat, na jego oczach, w jego bezsilnej, osłupiałej obecności. Zapadał się dosłownie, walił w gruzy, grzebiąc w ruinach ludzi i polski pomysł na istnienie.19

W literaturze europejskiej i polskiej czas powieściowy od dawna jest poddawany eksperymentom, począwszy od Prousta i Joyce’a, przez Robe-Grilleta i Butora, skończywszy na prozie Schulza, Buczkowskiego czy Kawalca. Z pomysłów poprzedników Szczypiorski oczywiście korzysta, ale nigdy eksperyment nie jest dla niego celem samym w sobie. Jego gra z czasem nie ma ukazywać rozpadu świata, lecz ilustrować obecne w nim dramatyczne napięcie.

 

PAMIĘĆ I PRAWDA

 

Wydarzenia ukazane w „Początku” są fragmentem historii XX wieku, opowiadanej przez świadka i uczestnika, i to uczestnika zdumiewająco aktywnego: udział w Powstaniu Warszawskim, pobyt w Sachsenhausen, praca w dyplomacji po Październiku 1956, słynne felietony radiowe, których ton zdecydowanie współbrzmiał z propagandą lat gomułkowskich, wreszcie pamiętny rok 1968, w którym pisarz pożegnał dawne złudzenia. Nie było to ani wcześnie, ani późno. Jeszcze wówczas odwaga nie staniała.

Historia nie ma trybu warunkowego. Trudno mi powiedzieć, co byłoby, gdyby... Ale jest niewątpliwym faktem, że bardzo wielu moich rówieśników upaprało się w stalinizm. Oni upaprali się w stalinizm, należeli do tak zwanych „pryszczatych” w środowisku literackim, debiutowali w owym czasie, pisali różne głupie rzeczy.

Ja tego nie robiłem. Otóż byłoby dla mnie poniżej godności powiedzieć, że ja tego nie robiłem, ponieważ byłem bardziej przenikliwy, że oni byli grzeszni, a ja byłem cnotliwy. Otóż to jest nieprawda. Gdyby moja życiowa sytuacja była inna, zapewne tak samo bym się upaprał, jak oni. Upaprałbym się, bo byłem młody, bo byłem głupi, bo prawdopodobnie gdybym był kuszony, to dałbym się uwieść. Nie byłem kuszony i dlatego nie dałem się uwieść. (...) Mój teść to był przedwojenny prokurator, a mój własny ojciec siedział naemigracji.20

W rozmowie z Tadeuszem Kraśką Szczypiorski przedstawił wyczerpująco historię swej kilkuletniej współpracy z reżimem, a także - swego „nawrócenia” po Marcu. Jego owocem była „Msza za miasto Arras”. Ta książka przyniosła autorowi wielki rozgłos i nagrodę PEN-Clubu. Osnuta na kanwie wypadków francuskich z lat 1458 - 1461, jest wielką metaforą roku 1968. Nie dano Celusowi prawa do obrony! Żyd Celus był pierwszym, który ginie w mieście doświadczonym zarazą i głodem. Potem ginęli jego pobratymcy, potem ci, którzy sprzeciwili się władzy. W 1972 roku, z inicjatywy Szczypiorskiego, wrocławska „Odra” rozpoczęła druk „Rozmów z katem” Moczarskiego; ich niemieckie wydanie, poprzedzone nie ocenzurowaną w kraju przedmową Szczypiorskiego, stało się przyczyną pełnych furii ataków na pisarza w roku 1979. Jeszcze wcześniej jego ojciec Adam znalazł się wśród pierwszych sygnatariuszy KOR-u. Po 13 grudnia Andrzej Szczypiorski był internowany, w III Rzeczypospolitej został senatorem. Zaangażowaniu politycznemu stale towarzyszyła twórczość - pisarska i publicystyczna.

„Początek” jest zapisem pamięci, a zarazem dziełem wyobraźni. Autor odrzuca wszelką krytykę zarzucającą, że „tak nie było”; przyznaje sobie prawo do indywidualnej pamięci, stwierdzając, że obiektywnej historii po prostu nie ma. Cóż, podobnym argumentem odpierał ataki pozytywistów Sienkiewicz. Szczypiorski broni swego stanowiska z uporem, jakby własna - znakomita zresztą - pamięć miała dla niego wartość bezwzględną.

Dla jego postaci pamięć jest główną funkcją świadomości, pancerzem, ostoją.

Sędzia Romnicki pamiętał wszystko, do najdrobniejszych szczegółów. Owocarnię, gdzie przy wejściu syczał saturator, a sprzedawca wynurzał się spoza kiści winogron, aby powitać klienta. Stuk maszyn do szycia firmy Singer w zakładzie krawieckim Mitelmana na ulicy Bielańskiej. Wyroki, jakie ferował w imieniu Rzeczypospolitej, której ostoją miała być sprawiedliwość, a on traktował to poważnie i dlatego wciąż spierał się z Bogiem, prawami i własnym sumieniem, bo wiedział, że trzyma w rękach losy ludzkie. Deseń tapet w swym pokoju sypialnym i kształt nożyków do owoców. Nieprzespane noce i długie nocne rozmowy, kiedy Bóg i diabeł odwiedzali go, by gawędzić o zbrodni i karze, zbawieniu i potępieniu dusz. Pamiętał prawdę.21

A hitlerowiec Stuckler pamięć utracił. I utracił człowieczeństwo.

Irina Seidenmanowa lepiej niż czas okupacji zapamiętała ból wygnania i plecy współpracownicy. Krzywdę pamięta się długo. Pamięć bywa jak rana, jak rozkrwawione ucho, jak wiecznie pęknięte skrzypce.

Paweł zapamięta każdy szczegół twarzy i ubrania Henryka w poranek kwietniowy, gdy przyjaciel odchodził ku swemu przeznaczeniu. I będzie niósł ten obraz przez wszystkie powojenne lata, jak święty Krzysztof Dzieciątko. I po co brałem ciebie w to całe nieszczęście. Może po to właśnie, by po latach odnaleźć własną drogę pod pomnik Bohaterów Getta...

Pamięć jest domeną wolności. Z niej wyrastają sny bohaterów, wyraźne, plastyczne, ich widzenia, w których granica tego, co realne, przekraczana jest jakby niepostrzeżenie. Są one prawdziwe, są częścią życia, poszerzeniem obszaru świadomości. Tak też jest w Biblii, gdzie sny otwierają człowieka na głos Boży. Sen okazał się bratem śmierci w przypadku sędziego, dla starego Müllera będzie ostatnim przypomnieniem heroicznej młodości, także krawiec Kujawski dozna „cudu wtajemniczenia” przed uliczną egzekucją. Te sny i widzenia niewiele mają wspólnego z teorią Freuda.

Kiedy bowiem Wiktorowi śniła się szafa, to wcale nie znaczyło, że miał ochotę przyrżnąć jakąś kobietkę, ale w tej szafie siedział Żyd i mówił do Wiktora Suchowiaka: „Ja panu bardzo dziękuję za taką wielką przysługę!” A Wiktor odpowiadał z godnością: „Ja tego nie zrobiłem z miłości dla pana, panie Pinkus, tylko zostałem dobrze zapłacony! A teraz siedź pan cicho, bo ta pani, co tutaj mieszka, jest strachliwa jak dupa Hitlera!”22

Opisywanie wewnętrznej rzeczywistości człowieka - to jakaś szczególna forma realizmu subiektywnego. Siostrze Weronice naprawdę ukazał się Pan Jezus, mecenas Fichtelbaum naprawdę w chwili śmierci trzymał za rękę swojego tatusia. Człowiek jest otwarty na transcendencję, jest to fundamentem jego wewnętrznej wolności, ocaleniem w systemie totalitarnym. Pamięta się, by być wiernym, by dać świadectwo prawdzie.

W „Początku” ta prawda jest rozmaita, wielopiętrowa, głównie jednak dotyczy losu polskich Żydów. Po wojnie wokół tego tematu na ogół panowało grobowe milczenie. Zamordowany świat z każdym rokiem się oddalał, nowe pokolenia coraz mniej o nim wiedziały.

Szczypiorski pisze:

Jako Polak, który ich pamięta i który kocha pamięć o nich, jestem jednym z tych, których powinnością moralną jest dawanie świadectwa o ich dawnym istnieniu.

I będę to czynił, póki mi sił starczy. Będę to czynił także wbrew tym wszystkim, którzy chcieliby moją miłość okaleczyć jakimś polskim lub żydowskim głupstwem.

Bo głupstwo jest, niestety, nieśmiertelne. Inaczej niż ludzie, których kochałem w latach mojej młodości.23

W „Początku” widzimy, że pomoc, jakiej Polacy udzielali Żydom, mogła być skuteczna. Ma rację Stanisław Bortnowski, gdy pisze, że dla Zachodu podstawowym wydźwiękiem tej książki jest myśl, że Polacy nie byli obojętni wobec zagłady.24 Ale ukazany został przecież także w powieści dramatyczny wybór Henryka, który woli umrzeć wśród swoich niż być narażonym na tułaczkę wśród obcych. Obcych! Krawiec Kujawski, którego mamy prawo uważać za uosobienie polskiej przeciętności, będzie czuł swoją wyższość nad Mitelmanem. Tak było od najdawniejszych czasów, pewnie od owego dnia, kiedy Żydzi ukrzyżowali Pana Jezusa. Sam Bóg ustanowił takie zwyczaje na ziemi, może po to, aby Żydów ukarać za ich niedowiarstwo, upór i zdradę, jakiej się wobec niego dopuścili.25 Powróci także, jak w wojennym wierszu Czesława Miłosza, jak we wspomnieniach Marka Edelmana, obraz karuzeli na Placu Krasińskich, tak wstrząsający na tle płonących domów getta, że nie dziwimy się nagłej śmierci profesora Winiara. Tragedia jeszcze trwała, gdy Jerzy Andrzejewski pisał na Żoliborzu swój „Wielki Tydzień” - jednym z pierwszych słuchaczy opowiadania był młody Szczypiorski; wspominając to, powiedział kiedyś, że wszystkie książki od początku świata niewarte są jednej prawdziwej łzy ludzkiej istoty.26

Dziś, po latach kłamstw i przemilczeń, będących częściowo sprawą polityki, częściowo polskiego lęku przed podejmowaniem tak bolesnego tematu, można stwierdzić, że kontekst literatury - i w ogóle sztuki - mówiącej o polskiej współodpowiedzialności za holocaust, jest szeroki; od wspomnień tych, co zdołali przeżyć, przez słynny film Lanzmanna, po artykuł Jana Błońskiego, rozpoczynający w roku 1987 na łamach „Tygodnika Powszechnego” wielką dyskusję. Asumpt do tytułu dał Błońskiemu wiersz Czesława Miłosza - „Biedny chrześcijanin patrzy na getto”. „Biedni Polacy patrzą na getto” z lękiem, że będą zaliczeni do nieobrzezanych pomocników śmierci. Krew została na ścianach - pisał Błoński - wsiąkła w ziemię, czy chcemy, czy nie. Wsiąkła w naszą pamięć, w nas samych. Więc nas samych musimy oczyścić, czyli zobaczyć siebie w prawdzie. Bez tego dom, ziemia, my sami pozostaniemy zbrukani.27 Czym innym jest bowiem współudział, czym innym - współwina, współodpowiedzialność. Przyjęliśmy Żydów do naszego domu, ale kazaliśmy im mieszkać w piwnicy.28 Jednak ci najwięksi w polskiej kulturze - Mickiewicz, Słowacki, Norwid - wiedzieli, że Izraelowi, bratu starszemu, uszanowanie, braterstwo, pomoc na drodze ku jego dobru wiecznemu i doczesnemu. Równe we wszystkim prawo. (A. Mickiewicz, „Skład zasad”).

Na tle bardzo już bogatej literatury przedmiotu (A. Rudnicki, Wojdowski, Stryjkowski, J. M. Rymkiewicz, H. Grynberg, Krall, Nurowska, publicystyka polska i obca) książka Szczypiorskiego jest czymś szczególnym. Nie ma w niej tonu oskarżycielskiego, jakby autor chciał powiedzieć, że minął już czas wzajemnych oskarżeń. Nie ma też jakichkolwiek prób określania tej polskiej współwiny z pozycji „my” i „oni”, z dystansu. Jest za to coś, czego brakuje często gdzie indziej: głębokie współodczuwanie ze skazanymi na śmierć. Hitlerowcy chcą Pawłowi zabrać część jego świata, chcą mu zamordować przyjaciela, zniszczyć kobietę, którą kocha. I dlatego, że kocha, będzie bronił ich prawa do inności, do bycia w tym kraju, w czasie okupacji i potem. Ta inność go wzbogaca. Sędzia Romnicki, gdy oddaje Joasię w ręce siostry Weroniki, płacze, ale i prorokuje, że „nie wytraci Pan swojego ludu!”

Zgłębiając tajemnice Kościoła - czytamy w dokumentach Vaticanum II - Święty Sobór pamięta o więzi, którą lud Nowego Testamentu zespolony jest duchowo z plemieniem Abrahama.

Kościół bowiem Chrystusowy uznaje, iż początki jego wiary i wybrania znajdują się według Bożej tajemnicy zbawienia już u patriarchów, Mojżesza i Proroków.

(Deklaracja o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich, art. 4.)

Tę prawdę będzie po wojnie głosił katolicyzm otwarty na dialog, stale się uczący, gotowy do nazwania również własnej winy. Na kartach powieści i ten problem został ukazany. Siostra Weronika nie ma początkowo żadnych wątpliwości, że chrzczenie żydowskich dzieci jest działaniem ze wszech miar godnym zalecenia: to nie tylko ratuje im życie, to jest również gwarancją zbawienia. Sędzia zasieje w jej sercu wątpliwość - czy rzeczywiście Bóg pragnie, by Jego naród wybrany upodobnił się do reszty, przystosował? Przyjdzie czas, że siostra pojmie wolę Stwórcy - aby każde Jego stworzenie pozostało sobą.

Znów siedział mocno i pewnie w sarmackim siodle, spoglądał z wysoka na pachciarzy, co się kręcili wokoło. Ale siostra Weronika, porwana burzą sprzecznych uczuć, wstydem i złością, chłopskim uporem i słodyczą skruchy, miłością do tego starzejącego się nieszczęśliwca i tęsknotą za krnąbrnym chłopczykiem, który nie chciał się ugiąć i zdradzić siebie, nawet w obliczu niechybnej zagłady, zawołała zbolałym głosem:

- Władziu, przestań wreszcie prowokować, przestań wreszcie przede mną udawać, ja nie jestem całą Polską, jestem starą Weroniką, która chciałaby ciebie tak kochać, jak wtedy, kiedy miałeś siedem lat! Nie męcz mnie, Władziu. Już mi niewiele życia zostało...

Wtedy Gruszecki rozpłakał się. Ona również. Trzymała jego mokrą twarz w słabych, przezroczystych dłoniach i przełykała gorzkie łzy.

Przez kwadrans świat im pozwolił wrócić do własnej skóry.29

 

ODNALEZIENIE OJCZYZNY

 

Słowa żyją. Nazywając świat, jednocześnie go kształtują. Jest to elementarz posttotalitarnej wiedzy o języku.

Bywają przymiotniki, które potrafią odebrać wszelki sens określanym wyrazom: „prawdziwa” wolność, „socjalistyczny” ład czy „słuszne” poglądy są synonimami zniewolenia, społecznego nieładu i braku własnego zdania.

Jednym z najczęściej używanych po wojnie było słowo „patriotyzm”. Odmieniano je przez wszystkie przypadki, zamęczano nim na szkolnych akademiach, wypisywano na transparentach. Jako fragment nowomowy zaczęło tracić sens na równi z innymi zaanektowanymi przez nią wyrażeniami.

Niełatwo dziś powiedzieć, jak długi rodowód ma wyrażenie „prawdziwi Polacy”; w każdym razie było ono jednym z haseł pomarcowej propagandy. Naczelne hasło epoki Gierka brzmiało: „Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej”. Tak rozrastał się i nadymał kolejny mit ludowej ojczyzny.

Półtora roku „Solidarności” było okresem odnajdywania prawdy najważniejszych słów. Po 13 grudnia nastąpił nowy zalew kłamstwa. Splamiony został polski mundur; z rozlicznych tytułów prasowych w kioskach pozostały dwa, oba fałszywe: „Żołnierz Wolności” i „Trybuna Ludu”.

Nic dziwnego, że Paweł Kryński miał kłopoty z odnalezieniem ojczyzny. Gdzie się zawieruszyłem? Bo ta Polska jest bez sensu, bez przyszłości. Szydercza anegdota opowiadana światu przez Boga!

To zagubienie wyrastało z wojennej tragedii, z zagłady narodu żydowskiego, z postanowień jałtańskich, oddzielających kraj od tego, co przez tysiąc lat było jego krwiobiegiem - od kultury Zachodu. Było rezultatem trwającej przez dziesięciolecia fikcji, wspieranej kłamstwem oficjalnego języka.

Dawna Warszawa i jej mieszkańcy przestali istnieć. Na lewym brzegu Wisły wyrosło nowe miasto. Polska - niegdyś szlachecka - była robotniczo-chłopska i antyinteligencka. Dawniej - katolicka, protestancka, mojżeszowa, prawosławna, teraz - materialistyczna i marksistowska. Pozbawiona Wilna i Lwowa, wzbogacona o „prastare” Ziemie Zachodnie.

Paweł po dziesięciu latach odczuł znużenie, a po dwudziestu obezwładniającą nudę. (...) I już nie wojna była straszna, lecz pokój. (...) Świat nie był już na szczęście okrutny jak niegdyś, za młodych lat Pawła, lecz stawał się nieznośnie trywialny. Był to świat niedostatku, pozornego ładu i bezpieczeństwa publicznego. Klomby pielęgnowane, ale śmietniki cuchnące, prawdziwa wolność, ale przejście wzbronione.30

Powojenne rozczarowanie ludową ojczyzną przeżywał też kolejarz Filipek, nawykły do dobrej roboty, przerażony nie tylko powszechnym jej partaczeniem, ale i stylem załatwiania partyjnych porachunków. Nadeszły czasy, w których nawet dawny bandyta stał się czymś anachronicznym, bo bandytyzm uprawiało się oficjalnie, ze znawstwem i na wielką skalę; drobnym tego przykładem było osadzenie w więzieniu sędziego Romnickiego. Wiktor Suchowiak sprawdził się jednak w nowej epoce jako szantażysta. Jego dialog z kierownikiem przedsiębiorstwa, niegdyś Pięknym Lolem, to prawdziwa perełka polskiej literatury.

Rok 1968 zapisał się w pamięci Pawła jako rok hańby. To nie on, co prawda, wyrzucał z pracy Irmę Seidenmanową, ale czuł się tym — jako Polak - głęboko upokorzony i jakoś współodpowiedzialny, bo i on stanowił część narodowej wspólnoty. Dlatego będzie w przyszłości próbował skleić to, co pękło, namówić Irmę do powrotu. Jednak okaże się, że jest już za późno. Ona już ojczyzny nie odnajdzie. Każdy ma prawo być niesprawiedliwym, kiedy Bóg zesłał na niego nieszczęście.

Wielki stres stanu wojennego wynikał nie tyle z brutalności władzy, co z powszechnego poczucia bezsilności, kresu wspólnej walki o to, żeby Polska była Polską, przekonania, że Polak z Polakiem potrafi się dogadać. W „Notatniku stanu rzeczy”, po okresie internowania Szczypiorski pisał:

Zbija mnie z nóg brak jakichkolwiek perspektyw, przy czym nie idzie tu o mnie, ale o sprawy szerszego wymiaru.

Jest to uczucie dość powszechne. Ludzie już się wcale nie śmieją, nasza wesołość i poczucie humoru należą do przeszłości. Ulica wygląda ponuro. Sporo złości, jeszcze więcej melancholii, najwięcej milczenia.

Głuche, ślepe czekanie na coś, czego nikt nie potrafi nazwać, wskazać. Zaczynamy tonąć w nowej mitologii, tracimy poczucie realizmu, umacnia się w nas przeświadczenie, że tylko cud może odmienić nasze losy31

Czekanie na cud właściwe jest romantykom i do takich zapewne należał Paweł, powstaniec warszawski, opozycjonista, wydawca książek „drugiego obiegu”. Jego rozmowa z Władysławem Gruszeckim była sporem o Polskę, podobnym do tego, jaki w „Przedwiośniu” toczyli Gajowiec i Baryka.

Gruszecki: Skąd ta pewność, że nasze wariactwa byty fundamentem przetrwania? Że tożsamość trzeba koniecznie okupywać takimi ofiarami? A może należało właśnie całkiem inaczej?

Kryński: Było to, co było. Liczy się to, co było... Polacy są tacy, jacy są, bo działo się to, co się działo. Czy pan uważa to za romantyzm? Przecież trzeba myśleć historycznie, myśleć pamięcią narodu. Uczyć się od przeszłości. Bądź co bądź był tutaj kiedyś Wysocki. I Mochnacki. I Mickiewicz. Traugutt, Okrzeja, Piłsudski, Grot, Anielewicz, ci ludzie z Powstania. Oni wszyscy byli, panie inżynierze. Nie umiem powiedzieć, co by się stało, gdyby ich nie było. I nie interesuje mnie to. Na tym polega mój realizm.32

Patrząc na Gruszeckiego - „panslawistę” i kameleona, który przyszłość ojczyzny widzi w sojuszu ze Związkiem Radzieckim, Paweł zaczyna jednak rozumieć swój błąd. W tym kraju byli - i są - nie tylko wielcy, jest też małość i podłość.

Kto wydał Traugutta? Kto opłacał kozackie sotnie przeciw robotnikom w piątym roku, w Łodzi, Sosnowcu, Warszawie? Kto bił w Berezie i katował w Brześciu? Kto przepędzał Henia Fichtelbauma na warszawskich ulicach? Kto wydał Irmę w łapy Niemców? Kto ją z Polski wygnał? Święta Polska, cierpiąca i mężna. Polskość święta, zapita, skurwiona, sprzedajna, z gębą wypchaną frazesem, antysemicka, antyniemiecka, antyrosyjska, antyludzka. (...) Ta ostatnia próba była potrzebna! Nieodzowna. Błogosławiona. Może wreszcie teraz Polska zrozumie, że łajdactwo i świętość w jednym stoją domu, także i tutaj, nad Wisłą, jak wszędzie na całym bożym świecie!33

Krytycyzm wobec Polski i Polaków ma w naszej literaturze długą tradycję. Nie brak go u Reja, Kochanowskiego czy Potockiego. Nie komplementował ojczyzny Słowacki, gdy ją nazywał „pawiem narodów i papugą”. Chłostał Polaków Norwid, rozdrapywali rany Wyspiański i Żeromski. Szczególnie ten ostatni powinien być tu przywołany, bo nigdzie tak dramatycznie nie szukano ojczyzny, jak w jego książkach. Marcin Borowicz odnalazł ją we fragmencie poezji Mickiewicza, upominał się o nią Baryka; Piotr Rozłucki rozkopywał nocą mogiłę, by własnymi rękami dotknąć szczątków ojca, polskiego powstańca.