39,00 zł
Po półtorarocznej nieobecności Kailyn Ferrell wraca do rodzinnego Glasgow. Czeka na nią nie tylko ciężko chory ojciec i obowiązki w rodzinnej firmie, lecz także przeszłość, przed którą uciekła. Powrót, który miał być chwilowy, szybko przeradza się w koszmar bowiem kobieta musi zmierzyć się z mroczną tajemnicą, mogącą zniszczyć życie jej i bliskich.
Niegdyś kochała z wzajemnością Evrina Cranstona, syna wspólnika ojca. Teraz spotyka go jako mężczyznę złamanego i pełnego żalu, gotowego za wszelką cenę poznać powód jej zniknięcia. Jednak desperacja Evrina to dopiero początek problemów, z którymi Kailyn będzie zmuszona się skonfrontować. Dawna miłość splącze się z gniewem i niedopowiedzeniami, a ból ukryje się w cieniu milczenia.
Tu każde słowo może stać się bronią, a każde wspomnienie pułapką bez wyjścia.
Czy kobieta zdąży wyznać prawdę, zanim jej koszmar upomni się o swoje?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 447
Rok wydania: 2025
PROLOG
Milczenie.
Na początku wydawało się wybawieniem iucieczką. Bezpieczną, piękną, pełną ukojenia. Tętniło własnymi tonami, rozbrzmiewało wmoich myślach iuderzało omiejsca, wktóre bałam się zaglądać. Miało też smak. Czasem słodki iprzyjemny. Innym razem gorzki icierpki niczym coś, co zalega wgardle, dusząc cię od środka. Od dziecka powtarzano mi, że jest złotem inależy pielęgnować je jak skarb. Nikt jednak nie ostrzegł mnie, że potrafi również ciążyć, ato, co miało chronić, każdego dnia będzie coraz bardziej przygniatać moją duszę. Że milczenie, choć błyszczące zzewnątrz, wśrodku bywa zimne ibezlitosne.
Dopiero zwiekiem zrozumiałam, że cisza wcale nie była dla mnie schronieniem. Przeciwnie. Przybrała formę bólu. To wniej ukrywałam niewypowiedziane żale, niespełnione marzenia iłzy, które nigdy nie znalazły ujścia. Latami wznosiłam wokół siebie mur – cegła po cegle – aż pewnego dnia odkryłam, że nikt już nie potrafi się przez niego przebić. Nawet ja sama. Cisza stała się nieodłączną częścią mnie. Najwierniejszą towarzyszką ijednocześnie najgorszym przeciwnikiem.Odnalazłam wniej ulotne piękno inajgłębsze cierpienie. Nie dlatego, że tego chciałam, ale dlatego, że nie miałam wyboru.
Czasem jedyną drogą do przetrwania jest zakochanie się we własnym więzieniu.
Ostatecznie tylko ona wiedziała, co naprawdę skrywam wsercu. Ile niewygodnych słów zdusiły moje usta ijak cudownie potrafiły układać się wnich kłamstwa. Tylko ona… ion. Ponieważ wtym całym milczeniu, chaosie ipustce istniał pewien mężczyzna. Jedyny, który jakimś cudem zdołał przebić się przez kraty, wktórych utknęłam. Rozdarł je na strzępy gołymi rękoma iprzyczołgał się na kolanach tam, gdzie nikt wcześniej nie dotarł. Zburzył mur budowany przeze mnie latami izawładnął moimi myślami do tego stopnia, że pustka, wktórej się ukrywałam, dosłownie wykrzykiwała jego imię.
A może tylko tak mi się wydawało?
Może wrzeczywistości utknął wniej razem ze mną?
Może Evrin Cranston chciał poznać wszystkie moje sekrety, bo… sam był jednym znich?
ROZDZIAŁ 1
KAILYN
Powrót do Glasgow smakował jak popiół. Czułam go na języku, wgardle iw każdym oddechu, który starałam się uspokoić, stukając rytmicznie palcami okierownicę samochodu. Jednak próby okiełznania nerwów okazały się kompletnie bezużyteczne, bo przekroczenie granic miejsca, które jeszcze niedawno określałam domem, było jak zanurzenie się wgęstą mgłę wspomnień, od których uciekałam przez ostatnie półtora roku. Zaskakująco szybko pojęłam również, że zkażdym kolejnym dźwiękiem muzyki lecącej zradia oraz zkażdym kolejnym przejechanym kilometrem przeszłość będzie zaciskać coraz ciaśniejszą pętlę na mojej szyi. Musiałam to zaakceptować, czy tego chciałam, czy nie.
Miasto wyglądało dokładnie tak jak wdniu, gdy je opuściłam. Ponure iobojętne, jakby czas zatrzymał się wmiejscu, awszystko, co wydarzyło się kilkanaście miesięcy temu, nie zostawiło tu po sobie nawet najmniejszego śladu. Ludzie przemykali pospiesznie po chodnikach, ulice tonęły od deszczu, powietrze zaś przepełniał zapach rozkładających się liści oraz spalin. Mimo wszystko doskonale wiedziałam, że to jedynie fasada, apod tą pozorną normalnością tliło się coś, co nigdy nie zniknęło. Coś, co ściągnęło mnie tutaj zpowrotem niczym przytwierdzony do kości magnes, zktórym przyszłam na ten świat.
Wszystko wokół działało wzwolnionym tempie itylko moje rozdygotane serce biło tak szybko, że niemal łamało żebra, jakby pragnęło zmusić mnie wten sposób do natychmiastowej ucieczki. Na próżno. Nie mogłam już zawrócić. Tata był poważnie chory, aja miałam chwilowo zastąpić go wnaszej rodzinnej firmie – tak właśnie brzmiała oficjalna wersja. Wystarczająco wiarygodna iludzka, by nikt nie zadawał zbędnych pytań. Tylko ja znałam prawdę. Iwiedziałam, że gdybym miała choć odrobinę twardsze serce, prawdopodobnie zostałabym tam, gdzie uciekłam, porzucając na zawsze dziedzictwo, fortunę oraz rodzinę.
Kiedy minęłam bramę wjazdową do posiadłości, żołądek zawiązał mi się wciasny supeł. Była wysoka, ciężka, aoplatający przęsła bluszcz przypominał stado wygłodniałych węży. Żwirowy podjazd wił się wśród martwych drzew, aż dotarłam pod dom, przed którym zaparkowałam samochód iwysiadłam na zewnątrz, choć każda cząstka mnie krzyczała, bym tego nie robiła. Wiatr bezlitośnie targał moimi włosami, gdy uniosłam wzrok iskupiłam go na monumentalnej sylwetce posiadłości, która górowała nad wzgórzem niczym bezlitosny strażnik wszystkiego, co zostało pogrzebane.
Stałam przed gotycką twierdzą, nieśmiertelną iobcą, jakby wyciosaną zsamej ciemności. Kamienne wieżyczki wbijały się wburzowe niebo, ostre łuki okien przypominały oczodoły pozbawione światła, zdobne gzymsy zaś porastał mech. Woddali rozciągał się las. Gęsty, splątany, ciemny nawet za dnia. Wpowietrzu natomiast czuć było wilgoć, zgniliznę icoś znacznie straszniejszego niż zwykły lęk. Wszystko to patrzyło na mnie zmieszaniną żalu ioskarżenia, niczym stary przyjaciel, który nigdy nie wybaczył, że został zdradzony. Wiedziałam, że dom nie zapomniał, czego był świadkiem. Iz całą pewnością nie zamierzał mi tego darować.
Nie mam się czego bać, próbowałam przekonać samą siebie. Pomogę tacie iznów będę mogła zniknąć. To tylko chwilowe. Ale minęło kilka kolejnych długich minut, nim wreszcie zebrałam się na odwagę. Dopiero wtedy nabrałam głęboko powietrza, wdrapałam się po schodach iujęłam palcami zimną metalową klamkę. Drzwi ustąpiły zcichym jękiem, awewnątrz przywitał mnie znajomy chłód korytarza oraz zapach drewna ilawendowych kadzideł. Cierpki aromat przywołujący wspomnienia, których nie chciałam odgrzebywać.
– Kto tam? – Głos gosposi, która pracowała unas całe moje dwudziestotrzyletnie życie, odbił się echem od ścian.
Chwilę później pani Greer wyłoniła się zza drzwi kuchni. Jej spojrzenie natychmiast spoczęło na mojej twarzy, oczy rozszerzyły się wniedowierzaniu, austa rozchyliły wniemej konsternacji.
– Dzień dobry, Katherine. – Zmusiłam się do łagodnego uśmiechu.
– Kailyn? – wydusiła tak zdumiona, jakby zobaczyła ducha. – Dobry Boże, to naprawdę ty.
Szmatka, którą ściskała, wypadła jej zrąk, apotem bez chwili wahania podbiegła bliżej izamknęła mnie wdrżącym uścisku. Srebrne włosy kobiety były jak zawsze starannie upięte wciasny kok, aczarny materiał prostego stroju wisiał smutno na wychudzonej sylwetce. Pachniała wanilią oraz cukrem. Domem ibezpieczeństwem.
– Dobrze cię widzieć, dziecko. Tak się cieszę, że wróciłaś. Tak bardzo się cieszę – szeptała, gładząc palcami moje włosy iramiona, jakby pragnęła upewnić się, że naprawdę tutaj jestem. – Półtora roku… Tyle czasu… Tak nam ciebie brakowało…
– Ja też tęskniłam – odpowiedziałam cicho. – Wszystko wporządku? Strasznie zmizerniałaś – dodałam, przyglądając jej się zniepokojem.
Gosposia otarła łzę, która spłynęła jej po policzku.
– Tak, wszystko dobrze. Ale twój ojciec… – Zamilkła. – Jego stan pogarsza się zkażdym dniem. Doktor powtarza, że wciąż jest nadzieja, aCollin powinien walczyć zcałych sił, lecz…
Nie dokończyła, jakby zrezygnowała zmyśli, którą przed chwilą miała wypowiedzieć. Znałam ten wyraz twarzy iwiedziałam, co oznacza. Katherine zawsze trzymała język za zębami, gdy chodziło osprawy ważne. Była strażniczką nie tylko murów tej posiadłości, ale iprawd, które od lat kryły się wjej cieniu.
– Nie martw się. Wróciłam iobiecuję, że wszystkim się zajmę – zapewniłam. – Wtym momencie potrzebuję kilku minut spokoju ispotkania ztatą. Powiedz mi, proszę, czy ktoś teraz uniego jest? Widziałam czyjś samochód przed domem.
– Tak. Cóż. – Podrapała się nerwowo po głowie. – Przyjechał pan Evander i… jego syn.
Jego syn, powtórzyłam wmyślach.
Ludzka rzeźba. Piękny izimny, jakby każdy centymetr jego skóry wykuto zlodu itajemnicy. Imię inazwisko tego mężczyzny rozbrzmiewały wmojej głowie niczym echo, którego nie dało się uciszyć.Każda myśl onim była jak drzazga wbita prosto wserce. Głęboko, boleśnie, nie do usunięcia. Zaskoczyło mnie to, że przez tyle miesięcy nie mogłam zapomnieć jego czekoladowych oczu, sposobu, wjaki wypowiadał moje imię, krzywego uśmieszku na ustach, atakże tego, że był jedyną osobą, którą kiedykolwiek obdarzyłam tak silnymi uczuciami.
Evrin.
Evrin Cranston.
Moja pierwsza miłość.
Mrok tak gęsty, że nawet światło nie miało odwagi dosięgnąć jego imienia.
I głęboka rana, która nigdy się nie zabliźniła.
– W takim razie zaczekam, aż pójdą, aw międzyczasie rozpakuję bagaż. Jakoś nie mam ochoty spotkać ich już pierwszego dnia po powrocie – powiedziałam iwykrzywiłam usta wsmutnym uśmiechu. – Dziękuję, Katherine. Na ten moment to wszystko.
– Oczywiście. Wrazie potrzeby jestem do twojej dyspozycji. – Skinęła lekko głową, nie spuszczając ze mnie czujnego spojrzenia. – Uważaj na siebie, dziecko, ibądź czujna – dodała niemal bezgłośnie.
Zanim zdążyłam zapytać, co miała na myśli, oddaliła się bez słowa, jakby nagle przypomniała sobie oobowiązkach albo po prostu postanowiła zniknąć. Aja zostałam sama zcieniami przeszłości, które czekały dokładnie na ten moment od czasu, gdy półtora roku temu zamknęłam za sobą drzwi, przez które weszłam kilka minut wcześniej.
W powietrzu wisiał ciężar. Czułam go wyraźnie. Lepki, stęchły zapach wspomnień, które miesiącami gniły wścianach oraz korytarzach icierpliwie czekały na mój powrót. Wiedziałam, że nie będę mogła ukrywać się wnieskończoność. Że to, co zostawiłam za sobą, nie zapomni omnie nawet na krótką chwilę iw końcu zmusi do spojrzenia sobie prosto woczy. Doprowadzi do konfrontacji ztym, przed czym tak zawzięcie uciekałam.
A uciekałam przed wieloma rzeczami.
Przed bólem, przed poczuciem winy, przed tym domem.
Ale przede wszystkim… przed samą sobą.
