43,99 zł
„Kiedy wychodzimy, dziadek ściska mocno moją dłoń i każe mi czytać nazwy wszystkich ulic. Chce, żebym nauczył się wszystkich tras, które wspólnie przemierzamy, bo podobno jestem już dorosły i wkrótce będę chodził sam po tym świecie. A mnie wtedy aż zatyka, bo dziadek mówi to z dziwnie szklistymi oczami, jakich nigdy przedtem u niego nie widziałem…”
Gdy do domu Jana i jego rodziców wprowadzają się dziadkowie, ośmiolatek nie potrafi ukryć radości. Dziwne tylko, że rodzice wydają się bardziej zmartwieni niż szczęśliwi, a dom wypełnia się niezrozumiałym napięciem.
Jan i jego dziadek mają jednak swój własny świat – pełen spacerów, rozmów i drzew, które skrywają niesamowite historie. Każda wspólnie spędzona chwila splata się w mozaikę wspomnień, z których rodzi się niepowtarzalna więź.
Pamięć drzewa to poruszająca powieść, pozwalająca spojrzeć na świat oczami dziecka. To historia o wspomnieniach, które tworzymy, pielęgnujemy i czasem tracimy. O tym, jak ważna jest pamięć i bliskość, nawet wtedy gdy w każdej chwili możemy je utracić.
Otulająca opowieść, która zostawia ciepły ślad w sercu i na długo pozostaje w pamięci.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 99
Data ważności licencji: 9/24/2032
Tytuł oryginałuLa memòria de l’arbre © Tina Vallès, 2017 Translation rights arranged by Asterisc Agents. All rights reserved
Projekt okładki Anna Pol
Redaktorka nabywająca Pola Biblis
Redaktorki prowadzące Kinga Janas Hanna Mickiewicz
Promocja Kinga Wojnicka
Opieka redakcyjna Katarzyna Mach
Korekta Barbara Gąsiorowska
Copyright © for the translation by Andrzej Flisek Copyright © for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2026
ISBN 978-83-8427-116-2
Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl
Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków
Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: [email protected]
Wydanie I, Kraków 2026
Plik przygotował Woblink
woblink.com
Miejscowościom Montblanc i Vilaverd – takim, jakie pamiętam Wierzbie płaczącej z ulicy Narcís Monturiol 21
Niech zatem egzaltowani patrioci zajmą się szykowaniem wojen, traktatów, naszego grobu i swojego pomnika, a my porozmawiajmy o tym, co ważne – o moim dziadku. GONÇALO M. TAVARES Dziecko to dobre miejsce, żeby w nim żyć. ROBERTO PIUMINI
„Są jak dwie krople wody”, mówi dziadek, kiedy mama i babcia się sprzeczają. „Nie, nie kłócimy się, tak tylko sobie rozmawiamy”, odpowiada jedna albo druga, gdy się im to wygarnie prosto w oczy. I najlepiej zostawić je wtedy same.
Teraz już wiem, że jeśli dwie osoby są jak dwie krople wody, to znaczy, że są jednakowe, tak mi wyjaśnił dziadek, po czym poszedł do gabinetu moich rodziców po zakurzony album, aby pokazać mi zdjęcia babci, kiedy była w wieku mojej mamy.
– Są jak klony! – zawołałem.
Od tamtego dnia mama i babcia to „klonki”. One o tym nie wiedzą, no, ale ja i dziadek mamy swoje tajemnice.
Na jednym ze zdjęć babcia w kuchennym fartuszku siedzi na kamiennej ławce przed swoim domem, a moja mama gryzmoli coś kredą na betonie. Obok rozpościera się rysunek ogromnego, niemal naturalnej wielkości drzewa.
– To moja wierzba płacząca – powiedział dziadek. – Kiedyś ci o niej opowiem.
– Joanie, idź z małym po chleb.
„Mały” to ja. Teraz gdy wysyłają po coś dziadka, idę i ja, na przyczepkę. Czasem mi się nie chce, bo akurat się bawię albo czytam, albo odrabiam lekcje. Ale od kilku tygodni wyjście z dziadkiem to sprawa najważniejsza.
– Janie, wygląda na to, że trzeba iść po chleb.
Kiedy wychodzimy, dziadek ściska mocno moją dłoń i każe mi czytać nazwy wszystkich ulic. Chce, żebym nauczył się wszystkich tras, które wspólnie przemierzamy, bo podobno jestem już dorosły i wkrótce będę chodził sam po tym świecie. A mnie wtedy aż zatyka, bo dziadek mówi to z dziwnie szklistymi oczami, jakich nigdy przedtem u niego nie widziałem. Ale słucham się go, dziadka słucham się zawsze i odczytuję napisy na tablicach: Urgell, Borrell, Tamarit, Viladomat…
– Nie patrz na sklepy, bo ciągle się zmieniają. Jedyne, co się nie zmienia, to ulice.
I przygląda się bacznie białym marmurowym tablicom z czarnymi literami, jakbyśmy na każdym rogu musieli odszyfrowywać tajne wskazówki, żeby móc znaleźć drogę powrotną do domu.
– Powiedz swojemu dziadkowi, że zaraz będzie kolacja.
Kiedy babcia mówi „swojemu dziadkowi”, w głowach zapala się nam czerwona lampka.
Babcia Caterina prawie zawsze jest w dobrym humorze. Prawie. Gdy nie jest, pierwszy obrywa dziadek, bo przestaje się odzywać najpierw do niego.
Dni dzielą się na „królu, zawołaj małego, zaraz będzie kolacja” i „powiedz swojemu dziadkowi, że zaraz będzie kolacja”. Tych pierwszych jest więcej niż drugich. Albo było. Od kilku dni „swojemu dziadkowi” słyszę co wieczór.
A klonki nie sprzeczają się prawie wcale, tylko poszeptują coś w kuchni. Zamykają na głucho drzwi, jak wówczas gdy mama piecze sardynki na grillu albo tata upiera się, że na kolację ma być kapusta. Ale to nie przykre zapachy nie mogą wydostać się z kuchni.
Dziadek nie odrywa wtedy wzroku od klamki, mógłbym przysiąc, że nawet nie mrugnie, że odlicza każdą sekundę i im więcej ich mija, tym bardziej puste staje się jego spojrzenie.
A gdy w końcu drzwi się otwierają, pierwsza zawsze wychodzi babcia i szuka pospiesznie oczu dziadka, które rozświetlają się na jej widok.
Dziadek Joan był zegarmistrzem. „Wciąż nim jestem!”, sarka. Zegarmistrz z małego miasteczka. Lubi powtarzać, że to dzięki niemu w Vilaverd wszystko chodziło jak w zegarku. I ja mu wierzę. Wierzę i zastanawiam się, czy teraz, gdy dziadkowie mieszkają z nami, w miasteczku o godzinie piątej jest piąta, czy może z minuty na minutę tamtejszym mieszkańcom czas umyka.
Dziadek się śmieje. Mówi, że teraz nie jest już im potrzebny. Ale to nieprawda. Codziennie ktoś stamtąd dzwoni i pyta o niego, i kiedy dziadek rozmawia, mama i babcia odstawiają swoją robotę i zamieniają się w słuch, co mnie trochę drażni. A gdy odkłada słuchawkę, zaczyna się przesłuchanie: Kto to był? Czego chciał? Co mówił? I co mu odpowiedziałeś? Dziadek zaspokaja ich ciekawość, kurcząc się, coraz to mniejszy w olbrzymim fotelu, aż jego oczy znowu zachodzą szkłem. Wtedy klonki zamykają się w kuchni i wracają do swoich poszeptywań.
Kiedy dziadek bierze do ręki gazetę, przestaje być dziadkiem. Staje się starszym panem czytającym wiadomości. Jego twarz zmienia się tak bardzo, że jej nie poznaję. Lubię go szpiegować. Przyglądam mu się w skupieniu, aż zmienia się w kogoś innego. Gdy dociera do strony z krzyżówką, unosi wzrok znad gazety i patrzy na mnie, szukając po omacku długopisu na stoliku. „Odrobiłeś już lekcje?”, pyta i na powrót staje się dziadkiem.
Z krzyżówką rozprawia się w okamgnieniu. Rozwiązuje ją w pośpiechu i zawsze do ostatniego hasła. Rozwiązywał. Ostatnio marudzi nieco dłużej, a przedwczoraj zabrakło mu do skończenia dwóch liter. Dostrzegł to tata, kiedy wieczorem przeglądał gazetę.
– Teściu, tutaj brakuje dwóch liter! – zawołał, unosząc stronę z rozrywkami umysłowymi.
– Ba.
Dziadek nie powiedział nic więcej, tylko te dwie litery. Tata też umilkł i popatrzył na mnie szklistym wzrokiem dziadka. Mama i babcia były w kuchni i nie wiem dlaczego, ale to mnie uspokoiło.
Gdy dziadek milczy, ogarnia mnie strach.
Dziadek zawsze robił dużo hałasu, jak stare zegary, które bez przerwy gadały tym swoim tik-tak. Aż coś się w nich psuło.
Teraz ni stąd, ni zowąd milknie i kiedy jesteśmy sami, mówię za dwóch.
Ale z mamą albo babcią nad głową ciężar milczenia jest tak przytłaczający, że muszę głębiej oddychać, żeby się nie udusić. Cała trójka pogrąża się w milczeniu, a mnie brakuje powietrza. Wówczas, słysząc mój głośny oddech, wszyscy silą się na uśmiech i próbują czym prędzej wrócić do przerwanych zajęć.
Ale choćby nie wiem jak hałasował, milczenie już zagnieździło się u stóp dziadkowego fotela i zdaje mi się, że w odróżnieniu ode mnie dziadek oddycha z niezwykłym spokojem, jakby naprawdę nie tęsknił za tiktakaniem.
Teraz podwieczorek wcinam z o wiele większym apetytem. Babcia przygotowuje kanapkę na pół godziny przed końcem lekcji i dziadek przynosi mi ją do szkoły. Kiedyś kanapkę robiła rano mama i przez cały dzień miętosiła mi się w plecaku.
Podwieczorek to jedyne, co zmieniło się na lepsze od czasu, kiedy dziadkowie się do nas przeprowadzili. Kanapka jest ze świeżego chleba z chrupiącą skórką, mogę sobie zażyczyć, z czym ma być, i wcinam ją w towarzystwie dziadka, który wydaje się odrobinę szczęśliwszy z każdym odgryzanym przeze mnie kęsem.
– Chciałbym być tak głodny jak ty, Janie! – Dotyka palcami mojej głowy i wichrzy mi włosy, a ja odtrącam jego dłoń, nie przestając gryźć kanapki.
– Chcesz?
– Nie, nie. W tym właśnie sęk, że nie chcę.
Kończę więc kanapkę kilka przecznic przed naszym domem, nie rozumiejąc, dlaczego dziadek chciałby być głodny jak ja, skoro zawsze mówi, że w dzieciństwie tak bardzo doskwierał mu głód.
Pewnego dnia rodzice weszli do mojego pokoju, gdy odrabiałem lekcje, i popatrzyli na mnie z taką miną, jakby chcieli mi powiedzieć coś ważnego. Usiedli na łóżku.
– Chodź, Janie, usiądź tu z nami.
– Tatuś i ja chcemy ci o czymś powiedzieć.
– To dobra nowina.
Sądząc po ich minach, nie mogło to być nic dobrego.
– Od przyszłego miesiąca dziadek Joan i babcia Caterina zamieszkają z nami.
Czekałem, aż się uśmiechną, ale na próżno. Dla mnie była to świetna wiadomość, godna okrzyku „hip, hip, hura!” i przynajmniej uścisku. Dziadek i babcia w naszym domu to jak w wakacje, tylko na odwrót.
– Mogę się cieszyć?
– Oczywiście, synku.
– To dlaczego wy się nie cieszycie?
– Musimy się jeszcze oswoić z myślą o zmianie – powiedział ojciec, ściskając mocno dłoń mamy.
Gdy wyszli z pokoju, dokończyłem angielski, a litery zapisane w zeszycie wydały mi jakieś obce, wszystkie „a” i „o” sprawiały wrażenie, jakby uszło z nich powietrze.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
1. Zmiana
Klonki
Mały
Swojemu dziadkowi
Jak w zegarku
Dwie litery
Milczenie
Podwieczorek
Coś
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
