Opowieści buddyjskiego mnicha. Licencja na szczęście - Ajahn Brahm - ebook
Opis

Poznaj ponad sto zabawnych opowieści pokazujących, jak można skorzystać z buddyjskiej mądrości. I to niezależnie od wyznania! Dzięki nim dowiesz się, dlaczego nie wolno się poddawać i znajdziesz niezawodny sposób na bezkonfliktowe zdyscyplinowanie niepokornego członka rodziny. Poznasz przykłady, w których obrzucenie błotem, wyzwiskami bądź ekskrementami stanowi przyczynę satysfakcji, poznasz moc medytacji oraz nauczysz się świadomie modyfikować własne nastawienie. Dowiesz się jak wyjść z opresji i odzyskać pogodę ducha, nawet po tragicznych wydarzeniach. Uzyskasz licencję na szczęście oraz pozwolenie na gorszy humor. Autor zdradzi Ci, co zrobić, gdy goni cię trumna oraz... jakie są korzyści ze śmierci w katastrofie lotniczej. Opowieści, które zmienią Twoje życie na lepsze!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 229

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


REDAKCJA: Mariusz Warda

SKŁAD: Iga Maliszewska

PROJEKT OKŁADKI: Iga Maliszewska

TŁUMACZENIE: Mariusz Warda

KOREKTA: Anna Lisiecka

Wydanie I

BIAŁYSTOK 2016

ISBN 978-83-7377-808-5

Tytuł oryginału: Don't Worry, Be Grumpy: Inspiring Stories for Making the Most of Each Moment

Copyright © 2014 Buddhist Society of Western Australia

© Copyright for the Polish edition by Studio Astropsychologii, Białystok 2015

All rights reserved, including the right of reproduction in whole or in part in any form.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana

ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych,

kopiujących, nagrywających i innych bez pisemnej zgody posiadaczy praw autorskich.

15-762 Białystok

ul. Antoniuk Fabr. 55/24

85 662 92 67 – redakcja

85 654 78 06 – sekretariat

85 653 13 03 – dział handlowy – hurt

85 654 78 35 – www.talizman.pl – detal

strona wydawnictwa: www.studioastro.pl

sklep firmowy: Białystok, ul. Antoniuk Fabr. 55/20

Więcej informacji znajdziesz na portalu www.psychotronika.pl

SKŁAD WERSJI ELEKTRONICZNEJ: Marcin Kapusta

konwersja.virtualo.pl

Przedmowa

Banany to temat rzeka.

Są one tak powszechne, że myślimy, iż wiemy o nich wszystko. W rzeczywistości nawet nie wiem, jak poprawnie zdjąć skórkę z banana! Większość ludzi zaczyna od strony łodygi. Jednak małpy, niewątpliwi eksperci z tematyki bananów, zawsze trzymają za łodygę i obierają swoje banany od przeciwnego końca. Spróbuj sam i zobacz, jak to jest. Okaże się, że wybierając „małpi sposób”, decydujesz się na rozwiązanie znacznie mniej problematyczne.

W ten sam sposób medytujący buddyjscy mnisi i mniszki są ekspertami w oddzielaniu umysłu od trudności, które go otaczają. Zapraszam do naśladowania „mniszej” metody radzenia sobie z życiowymi problemami.

Podobnie jak obieranie banana, życie również może okazać się znacznie mniej kłopotliwe.

1.Pojemnik i jego zawartość

Kilka lat temu na ulicach doszło do zamieszek po tym, jak strażnik w więzieniu Guantanamo został oskarżony o spuszczenie świętej księgi w sedesie.

Następnego dnia zadzwonił do mnie lokalny dziennikarz, który powiedział, że pisze artykuł poświęcony tej zniewadze. Na potrzeby swojej twórczości dzwonił do przedstawicieli wszystkich głównych religii w Australii, by zadać kilka pytań, które zamierzał również zadać mi.

– Ajahnie Brahm, co byś zrobił, gdyby ktoś spuścił świętą księgę buddystów w twojej toalecie?

Bez wahania odparłem – Ależ proszę pana, gdyby ktoś spuścił świętą księgę buddystów w mojej toalecie, pierwszą rzeczą, jaką bym zrobił, byłoby wezwanie hydraulika!

Kiedy dziennikarz przestał się już śmiać, wyznał mi, że jest to jedyna rozsądna odpowiedź, jaką dane mu było tego dnia usłyszeć.

Wtedy ja zacząłem kontynuować wyjaśnienia.

Wyjaśniłem, że ktoś może wysadzić w powietrze wiele posągów Buddy, spalić buddyjskie świątynie bądź wymordować buddyjskich mnichów oraz mniszki. Rzeczywiście, ktoś może dokonać tych wszystkich zniszczeń, ale nigdy nie pozwoliłbym na zniszczenie buddyzmu. Możesz spuścić świętą księgę w toalecie, ale nigdy nie pozwolę ci spłukać w niej przebaczenia, spokoju i współczucia.

Księga nie jest religią. Nie jest nią również żaden posąg, budynek ani kapłan. Oni wszyscy są zaledwie „pojemnikami”.

Czego może nauczyć nas księga? Co reprezentuje posąg? Jakie cechy powinni utożsamiać kapłani? Odpowiedzi na te wszystkie pytania ujawniają prawdziwą zawartość wspomnianych „pojemników”.

Kiedy zaczniemy dostrzegać różnicę pomiędzy pojemnikiem a jego zawartością, wszyscy będziemy w stanie zabezpieczać w sobie ową zawartość, nawet wtedy, gdy same pojemniki ulegną zniszczeniu.

Możemy wydrukować więcej książek, wybudować więcej świątyń i posągów, a nawet wyszkolić większą liczbę mnichów i mniszek, ale gdy stracimy swoją miłość i szacunek dla innych ludzi, jak również dla samych siebie, a zastąpimy te wartości przemocą, wtedy cała religia zostanie przez nas spuszczona w toalecie.

2.Czego naprawdę pragniemy

Pewnego ranka opat wstał wcześnie. Nie było w tym nic niezwykłego. Tym razem jednak obudził go dźwięk, który sygnalizował, że coś porusza się w pobliżu pokoju pełniącego funkcję sanktuarium. Było to o tyle zaskakujące, że większość podległych mu mnichów o tej porze zwykło powtarzać swoją poranną „mantrę” (chrrr…). Opat wstał więc i postanowił przeprowadzić własne śledztwo.

W ciemnościach ujrzał zarys zakapturzonej sylwetki. To był włamywacz.

– Czego szukasz, przyjacielu? – spytał łagodnie opat.

– Słuchaj, punku, dawaj klucz do skrzynki z datkami! – powiedział włamywacz, wyjmując długi, ostry nóż.

Choć opat widział broń, nie odczuwał strachu. Jedyne, co w nim w tym momencie było, to współczucie dla stojącego przed nim młodzieńca.

– Naturalnie – odparł powoli, jednocześnie sięgając ręką po klucz.

Podczas gdy złodziej gorączkowo opróżniał skrzynkę z pieniędzmi, opat zauważył, że kurtka rabusia jest rozdarta, a on sam poraża swoją bladością i wychudzeniem.

– Drogi chłopcze, kiedy ostatnio dane ci było zjeść posiłek?

– Zamknij się! – warknął włamywacz.

– W szafce obok skrzynki z datkami znajdziesz coś do jedzenia. Czuj się jak u siebie.

Włamywacz na chwilę zastygł w pozie wyrażającej niezdecydowanie. Był całkowicie zaskoczony troską, jaką wyraził w stosunku do niego opat. Następnie, wciąż trzymając nóż skierowany ku opatowi, szybko napełnił kieszenie gotówką z darowizn oraz znajdującym się w sąsiedniej szafce pożywieniem.

– I ani mi się waż wzywać gliny, bo w przeciwnym razie tu wrócę! – wykrzyknął.

– Dlaczego miałbym wzywać policję? – odparł łagodnie opat. – Te datki są tu składane, by nieść pomoc biednym ludziom, do których się zaliczasz. Z własnej woli zaoferowałem ci również pożywienie. Niczego nie ukradłeś. Odejdź w pokoju.

Następnego dnia opat wyjaśnił pozostałym mnichom i przedstawicielom laikatu, co miało miejsce bladym świtem. Wszyscy byli z niego bardzo dumni.

Kilka dni później opat przeczytał w gazecie, że włamywacz został ujęty podczas próby obrabowania kolejnego domu. Został za to skazany na dziesięć lat więzienia.

Dziesięć lat później ten sam opat obudził się wcześnie rano, znowu zbudzony hałasem dobiegającym z okolic sanktuarium. Udał się na zwiady, i jak już zapewne zgadłeś, zastał tego samego włamywacza. Stary znajomy stał, a jakże, obok skrzynki na datki, a w dłoni trzymał ostry nóż.

– Pamiętasz mnie? – krzyknął włamywacz.

– Tak – odparł opat, sięgając jednocześnie do kieszeni. – Tutaj jest klucz.

Wtedy włamywacz się uśmiechnął, odłożył nóż i powiedział łagodnie – Proszę usiąść i odłożyć klucz. Przez wszystkie te dni spędzone w więzieniu nie mogłem przestać myśleć o naszym spotkaniu. Był pan jedyną osobą w całym moim życiu, która była dla mnie miła i się naprawdę o mnie troszczyła. Owszem, powróciłem do kradzieży, ale uświadomiłem sobie, że poprzednio wziąłem nie to, co trzeba. Tym razem przyszedłem więc, by poznać sekret pańskiej uprzejmości i wewnętrznego spokoju. To na tym teraz najbardziej mi zależy. Proszę dać mi klucz do współczucia. Proszę włączyć mnie do grona swoich uczniów.

Niedługo później włamywacz został mnichem i zyskał bogactwo wykraczające poza jego największe marzenia. Nie chodziło jednak o pieniądze, ale o bogactwo uprzejmości i wewnętrznego spokoju. To jest to, czego wszyscy naprawdę pragniemy. Cóż za kradzież!

3.No, i gówno!

Podczas odczytów w Ameryce Północnej wykorzystywałem w celach dydaktycznych następującą inspirującą metaforę:

Kiedy staniesz na psiej kupie, nie denerwuj się i nie wycieraj nerwowo butów. Zamiast tego zdobądź się na uśmiech i wróć do domu. Tam możesz spokojnie zeskrobać kupkę psa pod jabłonią w swoim ogrodzie. W przyszłym roku wszystkie wyrosłe na nim jabłka będą obfitsze, bardziej soczyste i słodsze niż kiedykolwiek przedtem. Ale musisz pamiętać, że gdy gryziesz to soczyste jabłko, tak naprawdę jesz psie gówno! Tyle że teraz zostało ono zamienione w soczyste, słodkie jabłko.

Kiedy doświadczysz jakiegoś życiowego kryzysu, możesz postąpić z nim tak samo, jak z psią kupą. Zamiast wpadać w gniew, zgorzknienie i depresję, zabierz go do domu i tam spokojnie zeskrob ze swojego serca. Dzięki temu już wkrótce staniesz się mądrzejszy i skłonny do większego współczucia. Pamiętaj jednocześnie, czym jest ta soczysta mądrość i słodka miłość. Są one niczym innym jak psią kupą wydaloną przez życie, którą udało ci się poddać przekształceniu.

Kilka godzin po podzieleniu się z ludźmi powyższą pozytywną radą zdarzyło mi się wdepnąć w prawdziwą psią kupę podczas odpoczynku na jednym z parkingów na autostradzie. Mój kierowca, który dopiero co usłyszał moją błyskotliwą metaforę, odmówił wpuszczenia mnie do auta do czasu, aż zeskrobię z obydwu swoich sandałów wszystkie, choćby najmniejsze kawałki psich fekaliów. Potraktował on najwyraźniej nad wyraz dosłownie moją wydalniczą prelekcję. W dzisiejszych czasach jest to problem bardzo wielu ludzi. Mieszkają w apartamentach całkowicie odciętych od natury i brakuje im ogrodów, w których mogliby przekształcić gówno w owoc.

4.Kupo-zytywne wzmocnienie

W późniejszym czasie, podczas tej samej podróży przez Amerykę Północną, ktoś powiedział mi coś bardzo ściśle związanego z tematyką psich odchodów. Sprytny biznesmen zdobył ponoć fortunę na tresowaniu psów, których właściciele mieszkają w miejskich apartamentach.

Każdy, kto miał okazję mieć w domu świeżo przygarniętego szczeniaka, wie, jak problematyczne jest oduczenie pupila załatwiania się na kosztownym dywanie. Wspomniany biznesmen gwarantował swoim klientom, że po trzech dniach jego tresury każdy pies będzie załatwiał swoje potrzeby poza domem. W swojej pracy wykorzystywał on pozytywne wzmocnienie.

On albo jego pracownik zabierał psisko na spacer, do lasu albo ogródka i czekał, aż podopieczny zrobi kupę bądź siku. Gdy do tego doszło, treser skakał z radości, wyrzucał w powietrze dłonie, tańczył i śpiewał wesołe piosenki. Czasami trener wykonywał nawet salta. Przez całą drogę do domu był rozentuzjazmowany do granic możliwości i przeżywał prawdziwą ekstazę spowodowaną psią kupą. To działało! Potraktowany w ten sposób pies wyczuwał, że uczynił właśnie kogoś bardzo, bardzo szczęśliwym. W ciągu trzech dni pies chciał załatwiać swoje potrzeby fizjologiczne wyłącznie na zewnątrz. Taka jest moc pozytywnego wzmocnienia, nawet w przypadku zwierząt.

Niestety, w późniejszym czasie trener psów wpadł w spore kłopoty. Jeden z jego klientów zwykł oglądać w telewizji mecze, siedząc w ciszy na sofie i mając u swojego boku psa po tresurze. Kiedy drużyna klienta zdobywała wyjątkowo efektowne przyłożenie bądź strzelała bramkę, wyskakiwał on w powietrze, wyrzucał w górę ręce, tańczył i śpiewał radosne piosenki! Zgadnij, co w tym czasie robił jego pies.

5.Polityk w studni

Bywają w życiu chwile, w których nie wdeptujesz w kupę, a ktoś cię nią obrzuca! Poniższa historia podaje wskazówki dotyczące tego, jak można się zachować w takiej sytuacji.

Słynny polityk z dość podejrzaną reputacją podczas przechadzki po lesie wpadł do zaniedbanej studni. Na szczęście nie było już w niej wody, a polityk odznaczał się na tyle twardą głową, że upadek nie spowodował u niego żadnego trwałego urazu. Niestety dla niego, szyb studni był na tyle głęboki, że człowiek ten nie miał szans się z niego samodzielnie wydostać, więc zaczął krzyczeć, wzywając pomocy. Przeciętna osoba ochrypłaby po kilku godzinach krzyczenia, ale będąc zawodowym politykiem z wieloletnim doświadczeniem, po trzech godzinach krzyczenia nasz bohater dopiero rozgrzewał struny głosowe. Po wspomnianym czasie w pobliżu studni przechodził rolnik. Usłyszał on krzyki i znalazł studnię oraz tkwiącego w niej polityka.

– Pomóż mi! – powiedział polityk.

– Ani mi się śni! – odparł rolnik, uświadomiwszy sobie, kto znajduje się w studni.

Rolnik nienawidził polityków, a w szczególności wyjątkowo oślizłych okazów, do których niewątpliwie zaliczał się człowiek tkwiący w pułapce. Ponadto, od dłuższego czasu planował wypełnić studnię, która stanowiła potencjalne niebezpieczeństwo. Wyjął więc łopatę i zaczął za jej pomocą wsypywać ziemię do studni. W ten sposób pochowałby polityka i zasypałby niebezpieczną studnię. A wszystko za jednym zamachem!

Kiedy polityk poczuł, że ktoś obrzuca go błotem, nie było to dla niego żadnym nowym doświadczeniem. Kiedy jednak uświadomił sobie, że rolnik planuje pogrzebanie go żywcem, zaczął zawodzić głosem o jeszcze wyższym rejestrze, z którego zwykł korzystać tylko w okresie kampanii wyborczej.

– Obiecuję, że obniżę twoje podatki! Gwarantuję zwiększenie dopłat do gospodarstw rolnych! Zapewniam wszystkim krowom darmową opiekę zdrowotną! Zaufaj mi!

Usłyszawszy słowa „Zaufaj mi”, rolnik z jeszcze większym wigorem kontynuował zasypywanie studni. Polityk z kolei krzyczał z coraz większą desperacją w głosie. Aż w pewnym momencie ucichł.

Rolnik pomyślał, że już pochował polityka, w związku z czym zaczął spokojniej pracować łopatą. Był tak zaprzątnięty wrzucaniem ziemi do studni, że nie zauważył, jak kosmyk włosów powoli zaczął wynurzać się ze studni. Kiedy wrzucił jeszcze nieco błotnistej gleby, nad linią wyznaczaną przez obrzeże studni pojawiło się już całe ciemię. Kiedy wrzucił jeszcze odrobinę ziemi, zobaczył uśmiechającą się do niego twarz polityka. Rolnik był zbyt wstrząśnięty, by kontynuować zasypywanie studni.

Polityk postanowił zaprzestać narzekań na błoto, jakim go obrzucano. Zamiast tego każdą grudkę ziemi wpadającą do studni od razu umieszczał pod swoimi stopami. Każda kolejna pacyna błota umożliwiała mu stanięcie o kilka centymetrów wyżej. Teraz był już na tyle wysoko, że udało mu się wygramolić ze studni i odejść z postanowieniem nagrodzenia rolnika ponowną wizytą, tym razem w towarzystwie przedstawicieli inspektoratu sanitarnego oraz poborców podatkowych.

Morał z tej historii jest taki, że gdy życie obrzuca cię łajnem, strząśnij je z siebie, po czym je zdepcz. Z każdym kolejnym takim czynem będziesz stał nieco wyżej.

6.Wielbłądzia gęba

Inni ludzie będą się na ciebie od czasu do czasu złościć. Dotyczy to również tych, których kochasz. Zdarza się to każdemu człowiekowi. Niektórzy potrafili nawet rozwścieczyć Buddę! Co zatem zrobić, gdy jesteś wyłącznym odbiorcą gniewu drugiej osoby? Odpowiedź możesz znaleźć w poniższej historii.

Mąż cieszył się wolnym od pracy popołudniem, które mógł spędzić w domu. Żona w tym czasie była zajęta przygotowywaniem obiadu. W pewnym momencie uświadomiła sobie, że skończyły się jajka.

– Kochanie – powiedziała. – Czy zechciałbyś udać się na rynek i kupić dla mnie jajka?

– Oczywiście, skarbie – odparł uszczęśliwiony mąż.

Mąż nigdy wcześniej nie był na rynku. Żona dała mu więc pieniądze, wiklinowy koszyk i poinstruowała, że stragan z jajkami znajduje się w samym sercu rynku.

Kiedy mąż wszedł na rynek, młody człowiek podszedł wprost do niego i krzyknął – Witaj, wielbłądzia gębo!

– Co?! – wykrzyknął poirytowany mężczyzna. – Kogo nazywasz wielbłądzią gębą?!

To tylko ośmieliło jednak młodzieńca, który w jeszcze bardziej agresywny sposób zaczął obrażać męża. – Hej, nietoperzy oddechu! Czy zamiast wody po goleniu dziś rano użyłeś psiej kupy? Chyba pchły z tysięcy bezpańskich psów właśnie atakują twoje pachy!

Najgorsze było to, że wszystkie te inwektywy były wykrzykiwane w kierunku męża w publicznym miejscu, na samym środku rynku, podczas gdy on sam nie zrobił niczego, żeby sobie na takie traktowanie zasłużyć. Był tak przygnębiony i zawstydzony, że odwrócił się na pięcie i wymaszerował z rynku najszybciej, jak to tylko było możliwe.

– Szybko wróciłeś, skarbie – zauważyła żona, gdy mąż wszedł do domu. – Czy dostałeś jajka?

– Nie! – odfuknął mąż. – I nie wysyłaj mnie nigdy więcej do tego niecywilizowanego, okropnego, źle wychowanego szaletu, jakim jest rynek!

Sekret udanego i trwałego małżeństwa polega na tym, by wiedzieć, jak ukoić wzburzony nastrój swojego partnera, po tym, gdy się mu przydarzyło coś okropnego. Tak więc nasza żona pocieszała i pieściła męża tak długo, aż temperatura w termometrze jego serca obniżyła się do bezpiecznego poziomu. Następnie cicho zapytała go, jak ten młody człowiek wyglądał.

Jej mąż skrzywił się i między atakami wypluwania z siebie słów oburzenia podzielił się opisem młodego człowieka.

– Ach, o niego chodzi! – powiedziała żona, z trudem tłumiąc chichot. – On każdemu robi to samo. Rozumiesz, kiedy był mały, upadł na głowę i coś sobie uszkodził. Doszło wtedy u niego do nieodwracalnych uszkodzeń mózgu i po dziś dzień jest najzwyczajniej w świecie szalony. Biedaczysko, nie był w stanie pójść do szkoły, nie znalazł żadnych przyjaciół, nie ma szans na dostanie jakiejkolwiek pracy ani nigdy nie poznał miłej dziewczyny, z którą mógłby założyć rodzinę. Ten nieszczęśliwy młodzieniec jest szalony. Wykrzykuje swoje obelgi pod adresem każdego człowieka i przedmiotu. Nie bierz tego do siebie.

Po tym, jak maż usłyszał te wyjaśnienia, jego oburzenie momentalnie się rozpłynęło. Teraz czuł tylko współczucie wobec młodzieńca.

Żona natychmiast dostrzegła zmianę jego nastroju i powiedziała – Skarbie, nadal potrzebuję tych jajek. Czy byłbyś na tyle miły…?

– Jasne, kochanie – powiedział mąż i powrócił na rynek.

Młodzieniec natychmiast go dostrzegł i zakrzyknął – Hej! Któż to do nas wrócił! Stara wielbłądzia gęba powróciła ze swoim nietoperzym oddechem. Uwaga wszyscy, pora zatkać nosy! Psia kupa właśnie wmaszerowała na nasz rynek na własnych nogach!

Tym razem mąż nie był zdenerwowany. Podszedł wprost do straganu z jajkami, podczas gdy młodzieniec podążał za nim krok w krok, rzucając przy tym całą masę inwektyw.

– Nie miej mu tego za złe – powiedziała kobieta ze straganu z jajkami. – On to robi wszystkim. Jest szalony. Miał wypadek w dzieciństwie.

– Tak, wiem. Biedaczysko – powiedział mąż, po czym zapłacił za jajka. Młody człowiek odprowadził go aż do granicy rynku, obrażając go w sposób coraz głośniejszy i bardziej obsceniczny. Tym razem jednak nie przygnębiło to męża. Był odporny na zniewagi, ponieważ wiedział, że młody człowiek jest szalony.

Kiedy zrozumiesz tę historię, następnym razem, gdy ktoś nada ci jakieś okropne przezwisko lub też gdy zezłości cię twój partner życiowy, wewnętrznie dojdź do wniosku, że tego dnia osoba ta musiała uderzyć się w głowę i teraz cierpi wskutek tymczasowych uszkodzeń mózgu. W buddyzmie wywoływanie w innych wściekłości i znieważanie ich określane jest mianem „tymczasowego obłędu”.

Gdy zdasz sobie sprawę, że osoba, która cię rozzłościła, jest tymczasowo chora umysłowo, możesz odpowiedzieć ze spokojem, a nawet współczuciem: „Och, ty moje biedactwo!”.

7.Pęknięty kubek

Śmierć bliskiej osoby zmienia nasze życie na zawsze. To samo dotyczyć może śmierci ludzi, których nie znamy, a którzy na przykład tysiącami giną w katastrofach naturalnych, zmieniając tym samym nasz sposób myślenia o niektórych sprawach. Śmierć jest elementem życia i kiedy zostanie przez nas zrozumiana, uczy nas troski.

Przed wielu laty, w Tajlandii, mój nauczyciel, Ajahn Chah, podniósł swój ceramiczny kubek.

– Tylko na niego spójrzcie! – powiedział. – Jest na nim pęknięcie.

Przyjrzałem się dokładniej kubkowi, ale nie byłem w stanie dostrzec żadnego pęknięcia.

– Pęknięcie jest aktualnie niewidzialne – kontynuował Ajahn Chah – ale ono tu jest. Pewnego dnia upuszczę ten kubek, a pęknięcie się na nim pojawi i sprawi, że rozpadnie się on na kawałki. Takie jest jego przeznaczenie.

– Ale gdyby mój kubek był wykonany z plastiku – kontynuował wyjaśnienia mój nauczyciel – nie takie byłoby jego przeznaczenie i nie byłoby na nim niewidzialnego pęknięcia. Moglibyście go upuścić, uderzać w niego albo nawet go kopać, a on by się nie rozbił. Moglibyście nie zważać na uszkodzenia, ponieważ niemożliwe byłoby jego stłuczenie. Ale ponieważ mój kubek jest kruchy, dlatego musimy się o niego troszczyć.

– W ten sam sposób – Ajahn Chah zaczął podkreślać gestami swoje słowa – ciało każdego z nas ma w sobie pęknięcie. Jest ono w tej chwili niewidoczne, ale w nim istnieje. Nazywamy je przyszłą śmiercią. Pewnego dnia przytrafi się wypadek, choroba lub pojawi się starość, a wtedy pęknięcie się stanie widoczne, a człowiek umrze. Takie jest nasze przeznaczenie.

– Jeśli twoje życie trwałoby wiecznie – Ajahn Chah przeszedł do podsumowania – gdybyś był stworzony z nietłukącego się materiału, zupełnie jak plastikowy kubek, mógłbyś na nic nie zważać. To właśnie dlatego, że nasze ciała są kruche, a naszym przeznaczeniem jest śmierć, musimy otaczać się wzajemną troską.

Zrozumienie, że związki także są kruche niczym ceramiczne kubki, sprowadza na nas świadomość konieczności troszczenia się o innych ludzi. Pojmowanie tego, że szczęście zawiera w sobie rysę, naucza nas niepojmowania radości jako rzeczy gwarantowanej. Zdawanie sobie sprawy z tego, że nasze życia pewnego dnia ulegną potłuczeniu, sprawia, że widzimy, iż każdy ich moment jest bardzo cenny.

8.Opowieść o dwóch hodowcach drobiu

Pewnego razu, w pewnym miejscu, mieszkało sobie dwóch hodowców drobiu. Jeden z nich wstawał skoro świt, brał wiklinowy koszyk i udawał się do kurnika, by zebrać to, co jego kury wyprodukowały przez noc. Zbierał do kosza całe wyprodukowane przez kury ekskrementy, a jajka pozostawiał na ziemi, gdzie miały się zepsuć. Następnie zanosił kosz pełen kurzej kupy do domu, gdzie wydobywał się z niego potworny fetor. Jego rodzina była bardzo niepocieszona tym, że mieszka z nimi równie głupi hodowca drobiu.

Drugi spośród omawianych hodowców również co rano brał swój koszyk i udawał się do kurnika, by zebrać całonocną produkcję. On jednak wypełniał swój kosz jajami, a kurzy stolec pozostawał w pomieszczeniu, by się w nim rozłożył. W późniejszym czasie kurza kupa zmieniała się w wartościowy nawóz, ale nie było konieczności, by przynosić ją ze sobą do domu! Po tym, jak wracał z jajkami, przygotowywał z części z nich pyszny omlet dla swojej rodziny, a pozostałe jajka sprzedawał na rynku, zarabiając tym samym na nich pieniądze. Jego rodzina była bardzo zadowolona z tego, że mieszka z nimi równie mądry hodowca drobiu.

Teraz pozwolę sobie przybliżyć sens tej przypowieści. Kiedy zbierasz produkty swojej przeszłości, które z nich umieszczasz w koszyku i przynosisz ze sobą do domu? Czy jesteś jedną z osób, które kolekcjonują nieprzyjemne doświadczenia danego dnia (albo całego życia) i przynoszą do domu stwierdzenia w stylu: „Kochanie, zostałem zmuszony do zjechania na pobocze przez wyprzedzającego mnie kierowcę!” lub „Kotku, szef był dzisiaj na mnie naprawdę wściekły!”? A może należysz do osób, które te negatywne doświadczenia zostawiają za sobą jako element przeszłości, gdzie właśnie jest ich miejsce, a ze sobą do domu zabierają tylko szczęśliwe chwile?

A ty jesteś zbieraczem jajek czy gówna?

9.Twój album ze zdjęciami

Wiele osób posiada albumy z fotografiami. Trzymają w nich wspomnienia swoich najszczęśliwszych chwil. Może się w nich znaleźć na przykład zdjęcie, na którym bawili się na plaży w czasach młodości. Może być tam fotografia dumnych rodziców towarzyszących im podczas ceremonii wręczenia dyplomów. Znajdują się w nich liczne zdjęcia ze ślubu uwieczniające ich miłość w największym rozkwicie. No i nie zapomnijmy o obowiązkowych fotografiach z wakacyjnych wojaży.

Nigdy jednak nie znajdziesz w swoim albumie jakiegokolwiek zdjęcia z przygnębiających momentów twojego życia. Nieobecne będzie zdjęcie, gdy w nerwach czekałeś pod gabinetem dyrektora szkoły. Próżno szukać zdjęcia, na którym uczysz się do późna, by zdać trudny egzamin. Nikt, kogo znam, nie ma w albumie zdjęcia z rozwodu ani z momentu, gdy zmożony chorobą leżał w szpitalnym łóżku. Nikt też nie robi zdjęć podczas tkwienia w ulicznym korku, gdy stara się zdążyć do pracy w poniedziałkowy poranek! Podobne depresyjne fotografie nie znajdują nigdy drogi do niczyjego albumu ze zdjęciami.

Istnieje jeszcze jeden rodzaj albumu, który wszyscy posiadamy w swoich głowach, a zwie się on pamięcią. W nim z kolei umieszczamy nad wyraz wiele negatywnych fotografii. Znajdujesz tam tyle zdjęć pełnych obelg i kłótni, tak wiele fotografii uwieczniających doznanie zawodu i kilka ujęć, gdy spotkaliśmy się z okrucieństwem. W tym wyjątkowym albumie jest zadziwiająco niewiele zdjęć dotyczących szczęśliwych momentów.

To jakieś szaleństwo!

Postarajmy się więc oczyścić albumy znajdujące się w naszych głowach. Usuńmy wspomnienia niebędące dla nas inspiracją. Wyrzućmy je do śmieci. Nie pasują one do naszych albumów. W ich miejsce umieśćmy fotografie obrazujące chwile charakterystyczne dla klasycznych albumów ze zdjęciami. Wklejaj zdjęcia, na których jesteś szczęśliwy zaraz po tym, jak pogodziłeś się ze swoim partnerem, bądź gdy właśnie miał miejsce niespodziewany moment prawdziwej dobroci albo kiedy chmury się rozwiały i promienie słońca oblekły w swój blask całe twoje otoczenie nadzwyczajnym pięknem. Pielęgnuj te zdjęcia w swojej pamięci. Kiedy tylko znajdziesz wolną chwilę, pozwól sobie na kartkowanie tego albumu z łagodnym uśmiechem lub nawet ze szczerymi salwami najszczerszego śmiechu.

10.Wciskanie „Delete”

Jak usuwasz negatywne wspomnienia ze swojej przeszłości?

Kiedy przed wielu laty wracaliśmy z żebraczej wędrówki po Tajlandii, Ajahn Chah podniósł patyk leżący obok ścieżki, którą szliśmy, i spytał – Jak ciężki jest ten patyk? Zanim ktokolwiek zdążył udzielić odpowiedzi, Ajahn Chah rzucił patyk w zarośla i powiedział – Patyk jest ciężki tylko wtedy, gdy go trzymamy. Kiedy tylko go odrzucicie, cały ciężar znika.

Zaadoptowałem tę regułę i wykorzystuję ją podczas pracy z moimi uczniami jako coś, co nazywamy „ceremonią patyka”. Polega ona na tym, że trzeba zapisać na kartce papieru tak wiele problematycznych wspomnień, jak tylko jest się w stanie przywołać z pamięci. Następnie trzeba znaleźć patyk i owinąć jeden z jego końców wspomnianą kartką. Aby kartka się nie zsunęła, dobrze jest zabezpieczyć ją gumką recepturką lub kawałkiem taśmy klejącej. Następnie znajdź ustronne miejsce w lesie, trzymaj patyk w dłoni i kontempluj ciężar tych wszystkich złych wspomnień. Kiedy będziesz już na to gotów, odrzuć patyk tak daleko od siebie, jak to tylko będzie możliwe, wkładając w to wszystkie swoje siły!

Aby usunąć złe wspomnienia, w pierwszej kolejności musisz je dobrze poznać. Musisz je najpierw dobrze rozpamiętywać. Stąd właśnie bierze się konieczność wcześniejszego zapisania wszystkich tych wspomnień na kartce. Kolejnym niezbędnym krokiem jest jakaś ceremonia bądź czyn fizyczny, w który trzeba włożyć nieco siły. Samo powiedzenie: „Teraz sobie to wszystko odpuszczam” nie zadziała. Musisz wykonać działania polegające na mocowaniu papieru na końcu patyka, wchodzeniu do lasu w celu pozbycia się negatywnego bagażu, wyczuwaniu ciężaru tkwiącego w dłoni patyka oraz wyrzucania go tak daleko do siebie, jak jest to tylko możliwe – wszystkie te kroki uosabiają twoją intencję. One zapewniają ci siłę. To działa. Cały rytuał funkcjonuje zupełnie jak przycisk „Delete” na klawiaturze.

Pewnego razu ktoś zaczął narzekać, że wykonywanie wspomnianego rytuału wpływa na stopień zaśmiecenia lasu. Wygląda więc na to, że namawiam do wandalizmu na środowisku naturalnym! Po tym spostrzeżeniu postanowiłem wykorzystać następującą strategię:

Zapisz złe wspomnienia na papierze tak, jakbyś to robił przy poprzednim schemacie postępowania. Zanim zdecydujemy się je usunąć, najpierw muszą zostać naniesione na fizyczną powierzchnię. Tym razem skorzystamy jednak ze specjalnego rodzaju papieru, wprost stworzonego do zapisywania gównianych wspomnień. Zapisz wspomnienia na papierze toaletowym. Kiedy skończysz pisać, udaj się z nim do toalety, a następnie umieść swoje smrodliwe zapiski zwinięte w niepozorną kulkę tam, gdzie ich miejsce. Na koniec pozostaje ci tylko skorzystać ze spłuczki!

11.Dobrze? Źle? Któż to wie?

Dawno, dawno temu, pewien król podczas polowania skaleczył się w palec. Natychmiast wezwano do niego doktora, który należał do świty czuwającej przy królu podczas każdych łowów. Lekarz wprawnie zabandażował skaleczenie.

– Czy wszystko będzie dobrze? – spytał król.

– Dobrze? Źle? Któż to wie? – odparł doktor, po czym wszyscy powrócili do przerwanych łowów.

Po tym jak król ze świtą powrócili do zamku, w ranę wdało się zakażenie, w związku z czym monarcha ponownie wezwał swojego lekarza. Doktor oczyścił ranę, z wielką ostrożnością wtarł w nią maść, po czym zabandażował.

– Jesteś pewien, że wszystko będzie dobrze? – spytał nieco zaniepokojony władca.

– Dobrze? Źle? Któż to wie? – ponownie odparł doktor. Słowa te sprawiły, że król się jeszcze bardziej zaniepokoił.

Obawy władcy potwierdziły się kilka dni później, kiedy to infekcja rozwinęła się tak mocno, że palec musiał być amputowany! Monarcha rozwścieczył się na swojego niekompetentnego lekarza do tego stopnia, że osobiście zaprowadził go do lochów i wtrącił do celi.

– No, doktorze, jak ci się podoba pobyt w więzieniu?

– Bycie w więzieniu, wasza miłość… Dobrze? Źle? Któż to wie? – odpowiedział lekarz, wzruszając ramionami.

– Jesteś równie szalony co niekompetentny! – stwierdził król, po czym opuścił lochy.

Kilka tygodni później rana po amputacji się zagoiła, więc król zdecydował się ponownie wyruszyć na polowanie. W pewnym momencie, podczas pościgu za zwierzyną, oddzielił się od swojej świty i zgubił drogę w lesie. Błądząc pośród drzew, został schwytany przez rdzennych mieszkańców tej krainy. Okazało się, że cała rzecz miała miejsce podczas ich święta, więc postanowili złożyć króla w ofierze bogowi lasu! Przywiązali monarchę do wielkiego drzewa, po czym ich szaman zaczął śpiewać i tańczyć wokół przerażonego władcy. W międzyczasie pozostali mieszkańcy lasu ostrzyli rytualny nóż. Szaman wziął ostrze i już był gotowy do podcięcia gardła króla, gdy nagle się zawahał, po czym krzyknął – Stop! Ten mężczyzna ma tylko dziewięć palców. Nie jest wystarczająco idealny, by poświęcić go w ofierze naszemu bogu. Puśćcie go wolno.

W ciągu kilku dni królowi udało się wrócić do swojego pałacu. Gdy tylko tam dotarł, natychmiast skierował swoje kroki do lochów, by podziękować mądremu lekarzowi.

– Myślałem, że wygadujesz to wszystko z głupoty. „Dobrze? Źle? Któż to wie?” brzmiało jak nonsens. Teraz wiem, że miałeś rację. Utrata palca była dobra. To ocaliło moje życie. Źle postąpiłem, zamykając cię w lochu. Bardzo cię za to przepraszam.

– Co macie na myśli, Wasza Wysokość? Gdybym nie został osadzony w lochach, uczestniczyłbym w polowaniu i również mógłbym zostać schwytany przez ludzi lasu. A ja mam wszystkie swoje palce!