Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Tym, co pozostanie po nas, są nasze decyzje – nawet jeśli tylko w formie echa, tętniącego w umilkłym już świecie. „Ocaleni 2.0” to zbiór opowieści o miłości, stracie i nadziei – nawet wtedy, gdy wszechświat mówi „nie”.
Od cyberpunkowych wizji po kameralne dramaty – każda historia pulsuje własnym rytmem.
To antologia, w której człowieczeństwo zostaje rozłożone na czynniki pierwsze i odtworzone na nowo. Jeśli wierzysz, że literatura science fiction potrafi przewidzieć przyszłość – ta książka pokaże ci, jak bardzo już w niej żyjemy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 371
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
2.0
ANTOLOGIA SCI-FI
Zając, Wilk, Szymański, Stankiewicz, Sokołowski
& Sokołowski, Sanchez, Piętka, Paszkowski, Marks,
Kmieciak, Ciembroniewicz, Blinowski
Wydawnictwo „Wilki Trzy i Kot”
Tytuł: Ocaleni 2.0 Antologia scifi
Autorzy tekstów: Joanna Zając, Tomasz Wilk, Szymon
Szymański, Ignacy Stankiewicz, Tymoteusz Sokołowski,
Jakub Sokołowski, Małgorzata Sanchez, Andrzej Piętka, Michał Paszkowski, Mikołaj Marks, Sebastian Kmieciak,
Maciej Ciembroniewicz, Grzegorz Blinowski
Redakcja i korekta: wewnętrzna – redakcja autorska,
zewnętrzna – Agnieszka Witek
Skład i łamanie: Tomasz Wilk
Projekt okładki: Małgorzata Sanchez
Wszystkie prawa zastrzeżone.
Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentów książki
możliwe jest tylko na podstawie pisemnej
zgody wydawcy.
© Wydawnictwo „Wilki Trzy i Kot” 2025
Email: [email protected]
www.wilkitrzyikot.pl
Wydanie I Lubliniec 2025
ISBN 9788397475755
Spis treści
Tomasz Wilk, Od Wydawcy
Playlista
Joanna Zając, Echo 3.0
Tomasz Wilk, Zmiana
Szymon Szymański, Doktor Skaza
Ignacy Stankiewicz, Arbiter
Tymoteusz Sokołowski, Okruch zaufania
Jakub Sokołowski, Jutro będzie pięknie
Małgorzata Sanchez, Gwiazdy nad Marsem
Andrzej Piętka, Już.
Michał Paszkowski, Fantom Gauta
Mikołaj Marks, Prawdziwy buntownik
Sebastian Kmieciak, Daleki front
Maciej Ciembroniewicz, Druga faza
Grzegorz Blinowski, Stara
Od Wydawcy
Poszukiwaczu ocalonych historii!
Wracasz do miejsc, w których przetrwanie wciąż wymaga odwagi, androidy mają sporo do powiedzenia, a człowie czeństwo nabiera nowych znaczeń. W tej odsłonie antologii „Ocaleni” spotkasz autorów znanych z ubiegło rocznego tomu – naszą starą watahę. Jest też nowa krew na pokładzie – tegoroczni finaliści konkursu Polskiej Fundacji Fantastyki Naukowej rekomendowani przez jej przewodniczącego, Łukasza Marka Fiemę.
To właśnie z tego połączenia doświad cze nia i świeżości narodziły się opowieści o granicach poznania i wyborach, które definiują nas na nowo – niezależnie od epoki, planety czy rzeczywistości. Bohate rowie tych historii szukają odpowiedzi na pytania, które stawia przed nimi przyszłość… i własne sumienie.
Zostań w tych światach na dłużej.
Daj się ocalić – ponownie!
Tomasz Wilk
Playlista
Niektórzy z nich przetrwali. Inni dopiero próbują zrozumieć, czym jest ocalenie. Towarzyszy im cisza po burzy – i dźwięki, które pomagają odnaleźć drogę w nowym świecie. Oto utwory wybrane przez autorów tej antologii. Posłuchaj i poczuj ich emocje – strach, nadzieję i to, co zostaje, gdy wszystko inne przestaje istnieć.
– Echo 3.0 – Imagine Dragons, Radioactive – Zmiana – T. Rex, Children Of The Revolution– Doktor Skaza – Nine Inch Nails, Eraser– Arbiter – Ludwig Göransson, The Protagonist (Tenet) – Okruch zaufania – System Of A Down, Chop Suey – Jutro będzie pięknie – Led Zeppelin, Stairway To Heaven– Gwiazdy nad Marsem – Clint Mansell, Lux Aeterna (Requiem For A Dream)– Już. – River Lume, Blood In The Bayou– Fantom Gauta – Sainte Vie, High Seas– Prawdziwy buntownik – GG Allin, Bite It You Scum– Daleki front – Grade 2, Groundhog Day– Druga Faza – Evanescence, Bring Me To Life– Stara – Munknörr, The Beat Of The Earth
Playlista do pobrania na:
https://wilkitrzyikot.pl/ocaleni2.0
Joanna Zając
Autorka opowiadań łączących elementy fantastyki, kryminału i grozy. W 2024 roku jej tekst ukazał się w antologii „Ocaleni”, co stało się ważnym krokiem na literackiej ścieżce. Obecnie pracuje nad swoją debiutancką powieścią i nieustannie rozwija pisarski warsztat.
Pasjonuje się podróżami, które dostarczają jej inspiracji i świeżych perspektyw. Prywatnie mama dwójki dzieci, miłośniczka psów i aktywnego trybu życia. Ceni historie, które poruszają, zaskakują i zostają w czytelniku na długo.
Echo 3.0
2125 rok, Kopuła nr 345, Zjednoczona Koalicja Państwowa
Patrzę na Kopułę z niejakim zdumieniem. Zawsze budzi we mnie te same uczucia. Co by było, gdyby świat wyglą dał inaczej?
Dzisiaj pierwszy raz od tygodnia wyszłam na powierzch nię. Czuję się obnażona, jakby każdy z przechodniów wiedział, kim tak naprawdę jestem. Choć sama tego nie wiem. Światło próbuje się przebić przez chmury, które zawsze kłębią się na niebie. Czasami mam szczęście i po między szarymi oparami udaje mi się dostrzec promień słońca. Ale czy to na pewno jest słońce? Teraz już kwestio nuję wszystko, a przez to nieco się denerwuję. Uprzedzali mnie, że tak będzie, całkowite zdjęcie blokad zmienia per spektywę. Zaciągam powietrze do płuc, jakbym nigdy tego nie robiła. Smakuje dymem oraz czymś, czego nie jestem w stanie rozpoznać. Pod ziemią panowała duchota i upał, a wszystko zdawało się zjełczałe, ale i tu nie jest lepiej. Czy tak właśnie smakuje życie?
Postarałam się wyglądać jak dawniej. Umyłam się i ubrałam w proste, gładkie spodnie ze śliskiego materiału. Dopasowałam do nich koszulę i marynarkę. Nie wiem, skąd wzięli te rzeczy. Po tym, czego się dowiedziałam, odechciało mi się żyć. A może jednak teraz bardzo czepiam się życia, bo wiem, jak powinno wyglądać naprawdę?
Serce znów zabiło mocniej, nadgarstek z chipem pul sował pod skórą, dając znać, że to nie jest normalne. Wzięłam głęboki oddech i policzyłam do dziesięciu. To zawsze pomagało, żeby się nieco uspokoić. Wystarczyło na tyle, że urządzenie przestało pulsować, a system awaryjny się nie włączył.
Dawniej nie zdawałam sobie sprawy, co to znaczy. Wydaje mi się, że tak naprawdę nikt tego nie wiedział. Prawda jednak okazała się prozaiczna i przykra. Usil nie próbowałam opanować skołatane serce. Echo tego nie lubiło. Musiałam przyznać przed sobą, że ono w sumie niczego nie lubiło. Gdy założyli mi je prawie dziesięć lat temu, czułam dumę i nieuchronie zbliżającą się dorosłość. To było przejście z bycia dzieckiem do prawdziwego oby watelstwa. Wszystkie dzieciaki cieszyły się na to tak samo jak ja. Echo miało za zadanie pobudzać naszą inteligencję i rozwój, wysyłać odpowiednie mikroelementy, by wspie rać pracę naszego organizmu. Napędzało w ciele odpo wiednie procesy, które pozwalały utrzymać nas przy życiu nawet w skrajnie niesprzyjających warunkach.
Pod Kopułą żyło się jednak względnie dobrze. Może dlatego ludzie godzili się na chipy? Już prawie nie pamiętano, jak ponad pięćdziesiąt lat temu wprowa dzone zostały nowe zasady. Jakby ludzie żyli tak od zawsze.
Później wiedziałam, że wiele z tych rzeczy było kłam stwem. Kłamstwem, które pozwalało nas kontrolować.
◈◈◈
Ruszyłam brukowaną ulicą, omijając most, który prowa dził przez wyschniętą rzekę. W planach była odbudowa, ale tak naprawdę od wielu lat władze nic z tym nie zrobiły. Całe szczęście, bo nie znalazłabym podziemia pełnego Rozstrojonych. Na samą myśl o nich serce znów zaczynało mocniej bić. Ten zalew nowych uczuć, które we mnie uruchomili, był dobry, ale i zdradziecki. Znów za częłam liczyć i brać głębokie oddechy. Uspokajacze były z każdą chwilą słabsze. Silne uczucia mogłyby zbyt mocno pobudzić system i przyśpieszyć nieuniknione. Wolałabym tego nie doświadczyć.
To co zostawili mi do zrobienia było trudne i niezwy kle niebezpieczne. Kod, który mi podali do wprowadze nia w system, mogłam recytować o każdej porze dnia i nocy.
– Anka, w co ty się do jasnej ciasnej wpakowałaś? – mruknęłam do siebie, żałując, że zgodziłam się na ten szalony plan.
Ale czy tak naprawdę miałam jakiekolwiek wyjście? Wiedziałam, że nie. Wiedziałam to w momencie, w którym go zobaczyłam i odsłonił przede mną to, co świat ukrywał od lat pod płaszczem kierowania społeczeństwem.
Miałam brata, o którym zapomniałam. Początkowo nie mogłam w to uwierzyć. Te same rysy twarzy, nos i oczy. Wyglądał tak podobnie, a gdy zdradził mi, że żyją w tym miejscu już latami i tworzą ruch oporu dla struktu ry Echo, serce mało nie wyskoczyło mi z piersi. Jednak wtedy chip nie pikał. Żyli głównie pod ziemią, bo sygnał i polecenia Echo praktycznie tu nie docierały. Warstwy ziemi blokowały przekaźniki, a i z czasem znaleźli sposób pozbycia się chipów z ciała. Tak wielu ludzi, ukrywających się, skrzywdzonych przez świat, a jednak w pewien sposób wolnych. Nie mogłam w to uwierzyć. Rozbite rodziny, dzieci, które musiały przyjść na świat w niego dziwych warunkach.
Dlatego parłam do przodu. Gdy tylko przymykałam powieki, widziałam ich, tłoczących się pod ziemią, wal czących w sposób, jakiego wielu nie zdołałoby pojąć. Ich życie wymazano, nie byli już mieszkańcami Kopuły nr 345. Teraz, niczym karaluchy, unikali prawdziwego życia.
Choć czasem zdawało mi się, że ich życie nie jest wcale takie złe.
Ludzie spieszyli do pracy, powoli, lecz nieuchronnie. Każdy zajmował się swoimi sprawami. Do niedawna ja także zajmowałam się sprawami miasta. Pracowałam w Urzędzie Kontroli Echo, dostałam tę posadę raptem dwa lata temu. Zaczynałam od stażu. Przypuszczam, że już wtedy mogli mieć mnie na oku.
Nieraz podsłuchiwałam różnych przekaźników na polecenie administratora danych. Było wielu takich jak ja, wyłapujących nieprawidłowości, które później na koniec zmiany raportowaliśmy. To właśnie jednego takiego dnia sama dostałam komunikat, który zamigał nad moją dłonią, po raz pierwszy wizualizując się jako hologram. Widziałam siebie w standardowym pracowni czym stroju, podobnym do tego, który dzisiaj miałam na sobie. Mówiący moim głosem, ale z mechanicznym brzmieniem, hologram odezwał się:
– Anna Balicka, lat dwadzieścia cztery, zgłosi się do biura administracji w sprawie wymiany chipu Echo 2.0, na Echo 3.0, czas na wymianę: czternaście dni. Proszę za dzwonić pod numer alarmowy: zero siedem dwa pięć. Po wtarzam: zero siedem dwa pięć. Do czasu wymiany proszę opuścić miejsce pracy.
Byłam tak zaskoczona, że bez słowa wstałam i zabra łam wszystkie swoje rzeczy. Ludzie w biurze zdawali się tak samo zszokowani, jak ja. Sporo osób wlepiało we mnie zdziwione spojrzenie, co najmniej jakbym zrobiła komuś krzywdę. Coś do siebie szeptali. Było to o tyle dziwne, że wymiany chipów dokonywało się najwcześniej miesiąc przed urodzinami. Do mojej wymiany pozosta wało równo sto pięćdziesiąt dni. Kilka miesięcy temu przesłano mi szczegółowe komunikaty, miałam nawet umówioną wizytę, która miała przeprogramować chip lub wymienić go na nowszy model.
Później wszystko potoczyło się lawinowo.
◈◈◈
Zmierzałam na spotkanie przeznaczeniu wprost do Urzędu Kontroli Echo. Mój wzrok prześlizgiwał się po mi jających mnie ludziach, jakby nikogo oprócz mnie nie było na ścieżce. Przede mną znajdował się cel. Cel, który miałam osiągnąć. Lub zginąć.
Tłum spieszył do pracy. Niektórzy musieli wyjść dużo wcześniej, bo komunikacja ze względu na zasoby Kopuły została w ostatnich miesiącach ograniczona. Ludzie prze mieszczali się pieszo, a jeśli mieli szczęście, to na rowe rach. Przesyłanie części wymiennych czy surowców między Kopułami w zakażonej strefie było bardzo proble matyczne i często dochodziło do obsunięć czasowych. Większość odbywała się koleją, ale miała ona swoje ogra niczenia, bo opary zewnętrzne nie zawsze pozwalały na pokonanie trasy. Czasem zastanawiałam się, jakby to było zobaczyć świat zewnętrzny, poznać jego wygląd, zobaczyć morze i góry, o których dane mi było tylko słyszeć lub widzieć je na obrazkach.
Czy mogłam odpuścić wizytę w UKu i wrócić do swojego starego życia? Czy pozwolono by mi na to? Zdecydowanie nie. Jako pracownica kontrolująca Echo, doskonale wie działam, że tak to nie wygląda. Ludzie byli wyrywkowo kon trolowani, czytaj: podsłuchiwani. Sama robiłam to każdego dnia. Przypadkowy raport mógł przypieczętować czyjś los. Nie spodziewałam się, że spotka to mnie.
Słowa Daniela, mojego brata, były dla mnie szokiem. Czyżby osoby pretendujące do zdrady również były kaso wane? Miałam tego doskonały przykład. Wymazano moje wspomnienia z rodziną, a ja nie zdawałam sobie z tego sprawy. Nie kwestionowałam tego nigdy wcześniej. Żyłam tak, jak kolejna pszczoła w dobrze pracującym ulu. Przy kładna obywatelka. Bez dram, bez kłótni, z odpowiednią ilością uspokajaczy we krwi. Po neutralizatorach poda nych przez Rozstrojonych nie działały już tak, jak wcze śniej i nie zaciemniały mojego umysłu. W sumie to wcale nie działały.
Wiodłam nudne, samotne życie, które ceniono w kopule ponad miarę. Dzieci były problemem. Rodziny musiały wypełniać odpowiednie papiery, a i tak uzyska nie zgody na urodzenie dziecka zdawało się prawie nie możliwe. Przypadki nieuzasadnionych i niedozwolonych ciąż skutecznie usuwano. Choć ja sama nigdy nie myśla łam o tym aspekcie życia. Czy to właśnie dlatego, że Echo tak na mnie wpływało? Wiedziałam, jak to wygląda. Czy my, jako rodzeństwo, też byliśmy przeznaczeni do kasacji? Daniel miał zostać usunięty, a mnie chciano darować życie? A więc dlaczego teraz chciano się mnie pozbyć? Moja głowa puchła od niechcianych, niezada nych pytań. Zwłaszcza że nie miałam na nie uzyskać żadnej odpowiedzi.
Bez pracy snułam się po mieście, zabijając czas do wyznaczonego terminu. Wdychałam ciężkie powietrze, które było wentylowane specjalnie dla mieszkańców żyją cych pod Kopułą. Na skrajach miasta rosły ogromne tle nowce ponikowe. Wyhodowano je specjalnie w celu dostarczania odpowiedniej ilości powietrza. Bardzo pil nowano ich stanu. Opary z zewnątrz czasami dostawały się do środka, gdy występowały jakieś przecieki Kopuły, wtedy służby prewencyjne włączały syreny alarmowe w całym mieście. Ludzie chowali się do budynków i czekali. Wyjście na ulicę w trakcie wycieków groziło chorobą, a nawet śmiercią. Ci, którzy opuszczali miasto na własne życzenie, ginęli.
I wtedy właśnie mnie złapali. Przechadzałam się po terenach starej rzeki, gdy alarm wył w najlepsze. Nie bardzo miałam dokąd pójść. Jacyś ludzie biegli w stronę schronienia i wciągnęli mnie za sobą. Ruszyłam za nimi. Nie odmówili mi wejścia.
Związali mnie, gdy zorientowali się, że należę do zachipowanych. Byłam zamknięta w jakimś pomiesz czeniu przez pół dnia, jakby rozważali, co mają zrobić. Czy płakałam? Czy się bałam? Tak, ale moja reakcja była dziwna. System neurologiczny został przeciążony przez ilość uspokajaczy i zamiast krzyczeć i wyć sie działam, jak ta nieprzytomna, nikomu niepotrzebna kukła. Jak przez mgłę dochodziły mnie głosy zza ściany: szybkie rozmowy, płacz i krzyk. Byłam jak robot, zupełnie obojętna. Czy tak teraz zachowywali się wszyscy ludzie?
W końcu mój chip zaczął wyć niebezpiecznie głośno, alarm zmusił ich do podjęcia decyzji. Wtedy go zobaczy łam. Daniel tam był. Świadomość i wiedza próbowały przebić się przez zamglony umysł, ale ja i tak nie byłam w stanie go rozpoznać. Za to on poznał mnie. Wziął mnie w objęcia i szepnął:
– Aniu…
Później mnie tulił, a w oczach lśniły mu łzy.
◈◈◈
Gdy weszłam do UKu wszystko wyglądało tak samo, jak w dniu, w którym pospiesznie opuszczałam budynek. Nic się nie zmieniło, a mimo to mnie zatkało. Dopiero teraz dostrzegałam, jak jest ogromny, jak cudownie zbu dowany. Stworzony wiele lat temu, w czasach przed Kopułą. To, co powstawało teraz, było szare, bure, ponure.
Na wejściu stał ochroniarz, nie znałam jego imienia, choć przez wiele lat mijałam jego stanowisko bez słowa. Na usta cisnęło mi się „dzień dobry”, ale nic nie powiedziałam. Wcześniej Echo blokowało wszelkie in terakcje, dopiero teraz mogłam stwierdzić, że to nie było normalne.
Poszłam prosto do pulpitu informacyjnego. Wpro wadziłam w system odpowiednie dane o wizycie i jej celu:
„Anna Balicka, zmiana Echo 2.0 na model Echo 3.0”.
Dostałam wydruk z informacją o miejscu, w którym ma się odbywać zabieg. Już wiedziałam, że będzie na pierwszym piętrze, w skrzydle trzecim, w pomieszczeniu numer trzysta pięćdziesiąt jeden. Przyjmie mnie Wiktoria Adaszewska.
Udałam się schodami na górę, próbując opanować szalejące emocje. Mijający mnie ludzie zupełnie nie zwracali na mnie uwagi. Jak zawsze. Byłam dla nich nieważna, jakbym już była martwa. Tym razem wydało mi się to dziwne, wręcz nienaturalne, ale teraz miałam wiedzę. Oni także byli zaprogramowani. Zastanawiało mnie, czy ktoś oprócz Rozstrojonych po zostawał wolny. A może wolność miała swoje poziomy?
Gdy dotarłam w końcu na miejsce, na korytarzu wy świetlał się obraz ukazujący numer. Ktoś musiał być w środku, mój numerek był następny.
Usiadłam na plastikowym, wyjątkowo niewygodnym, trzeszczącym krześle. Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy ze zbyt wielu niedogodności. Nawet gdy po pracy w biurze bolała mnie głowa od słuchawek, a plecy od nie wygodnej pozycji. Wszystko zdawało się nieważne. Teraz jednak miało się to zmienić. Mieli wykasować moje do tychczasowe życie. Tak przynajmniej twierdził Daniel, a ja nie miałam powodów, by mu nie wierzyć. Spotkaliśmy się przypadkiem gdy neutralizatory Echo 2.0 opadły. Musiałam się przygotować na wszystko. To wcale nie było łatwe.
– Zrobię to – szepnęłam cicho.
Nikt mnie nie usłyszał. Siedziałam na korytarzu, pró bując nie kurczyć nóg pod sobą. Z całej siły starałam się zapanować nad ciałem, by nie zerwać się do biegu. Teraz. Natychmiast. Już.
Oczy mi wilgotniały na samą myśl o tym, co za chwilę miało się stać.
– Zresetują cię – mówił głos w mojej głowie, należący do Daniela.
– Już raz to zrobili – odparowałam i obdarzyłam go słabym uśmiechem.
Uczucie było dziwne, jakby moja twarz nie nawykła do takich ruchów, jakby zupełnie zapomniała, jak to się robi.
– Wiem – powiedział. – Tym razem może być gorzej, bo tak naprawdę nie masz nic do stracenia.
– Dlaczego mnie wybrali? – zapytałam zatem cicho.
– Bo system wyczuwa, że jesteś zagrożeniem. Mogłaś stać się bronią, a teraz faktycznie nią jesteś.
Te słowa znów dudniły mi w pamięci. Serce pom powało krew jak szalone. Przechodząca obok urzęd niczka obdarzyła mnie delikatnym uśmiechem, słysząc pikanie mojego chipa. Najchętniej wyrwałabym go razem ze skórą, by się zamknął i przestał zwracać na siebie uwagę. Spojrzałam na nią speszona i kiwnę łam głową. Ona wiedziała, co mnie czeka. Olśnienie spłynęło na mnie w momencie, gdy kobieta oddalała się korytarzem i jeszcze rzuciła mi szybkie spojrzenie przez ramię. Pozbywano się wszystkich, którzy tu trafiali.
◈◈◈
W końcu informacja na pulpicie zmieniła się, za sygnalizowana cichym brzęczeniem. Podniosłam wzrok do góry. Skupiłam go na paznokciach, które jeszcze chwilę temu wbijały się w moją skórę, zo stawiając białe plamy na spodniach. Ślady mojego zdenerwowania.
Nikt nie wyszedł, żaden dźwięk nie dobiegał zza ściany. Coś przerażającego ześlizgnęło się na moją szyję i chwyciło ją w objęcia. Nie mogłam oddychać, mimo to jednak ruszyłam przed siebie i otworzyłam drzwi. W pomieszczeniu nie znalazłam nikogo. Na środku stał fotel obłożony folią i jednorazowym papie rem. Po prawej stronie był regał, na którym rozłożono narzędzia. Po lewej znajdowało się podwyższenie z pulpitem i sprzętem. Zapewne powinnam poczekać, ale uznałam, że nie mam chwili do stracenia. Ktoś mógł wrócić. Z drugiej strony pomieszczenia, za kotarą, musiały znajdować się drzwi. Cisza była dojmująca.
Dostałam się do komputera sieci. Nie miało znacze nia, jakiego. Pracowali nad tym na długo zanim zwer bowali Daniela i byli pewni, że zadziała, więc postanowiłam im uwierzyć. Czułam, że się udało. Musiałam tylko zaprogramować odpowiedni kod. Wyrył mi się w pamięci, więc po kolei klikałam na kla wiaturze. Gdy tylko zatwierdziłam kod coś się zmieniło. Zapanował chaos. Systemy budynku zawyły. Nawet nie zauważyłam, że Echo 2.0, które było w mojej ręce, ucichło. To musiał być znak. Daniel mówił, że tak będzie. Infekcja systemu rozwalała kolejne kody i łączyła się z całą siecią. Dla pewności ścisnęłam dłoń mocniej, ale nadgarstek nie pulsował. Czyżbym na prawdę była wolna?
Gdy wydostałam się na zewnątrz, w holu zrobiło się zbiegowisko, ukryłam się pod biurkiem ochrony. Ludzie biegali w tę i z powrotem. Byliśmy wolni. W końcu udało mi się wydostać na zewnątrz. W tym stroju nikt nie zwrócił na mnie uwagi.
Daniel miał rację, już raz mnie wymazali. Nie pozwolę, by stało się to po raz kolejny. Miałam na nowo szansę odzyskać wolność i brata. Wspomnienia z dzieciństwa wróciły. Widziałam znów jego roześ mianą twarz, aż łzy stanęły mi w oczach. Szłam mu na spotkanie. Porządek świata się zmieniał. Wszyscy będą ocaleni.
KONIEC
Tomasz Wilk
Na co dzień jako szef działu R&D zawodowo zajmuje się nauką, technologią i analizowaniem, co może być moż liwe jutro, a co już dziś zmienia świat.
A po godzinach… pomaga ludziom umierać. W fikcyjnych światach oczywiście. Zarówno jako wydawca specjalizujący się w fantastyce, jak i autor (nie pisarz, bo podobno dwie książki trzeba napisać, żeby nim zostać).
Utrzymuje, że sen jest przereklamowany, a cieka wość – najbardziej uzależniającą substancją. Pije za dużo kawy, zbyt rzadko mówi „nie”. Czas na Zmianę.
Zmiana
Kroki mężczyzny, stłumione przez ciężkie buty kombine zonu, odbijały się echem w pustej przestrzeni. Korytarz był wąski i długi, oświetlony pulsującymi światłami awaryj nymi. Ściany pokrywała warstwa szarego, chropowatego metalu wyblakłego przez lata eksploatacji. Kask, zamknięty szczelnie wokół głowy, emitował cichy szum systemów podtrzymywania życia. W wizjerze kasku widać było odbicie wnętrza stacji – surowej, nieprzyjaznej konstrukcji.
Mężczyzna przystanął na chwilę przed drzwiami, obserwując śluzę, która odgradzała go od serca stacji. Jego kombinezon do pracy w najtrudniejszych warunkach był masywny i dodatkowo ograniczał swobodę ruchów w obniżonej grawitacji, znacznie mniejszej niż ziemska. Uniesiona dłoń aktywowała holograficzny interfejs na przedramieniu kombinezonu. Ekran wyświetlił szczegóło we informacje na temat stanu atmosfery wewnątrz pomieszczenia, ciśnienia oraz poziomu tlenu – wszystko w normie.
Śluza stanowiła granicę, za którą kończył się ze wnętrzny świat kolonii, a zaczynało laboratorium. Przez grube okno migotały światła paneli kontrolnych. Mężczyzna dostrzegł także zarys kilku postaci, dyskutują cych ze sobą żywiołowo. Zatrzymał się przed drzwiami śluzy i uruchomił sekwencję otwierania. Powietrze w kasku cicho zaszumiało, gdy system przygotowywał go na przejście przez kolejne bariery bezpieczeństwa. Usłyszał cichy syk, kiedy wewnętrzna część śluzy zaczęła wyrównywać ciśnienie.
Chwila wahania – wiedział, że za tymi drzwiami rozciąga się przestrzeń, w której ich eksperyment wchodził na nowy poziom. Drzwi rozsunęły się przed nim, a on nie zwlekał już ani sekundy. Dłoń zacisnęła się na klamce.
◈◈◈
Trzask otwieranych drzwi obudził Aleksandra. Otworzył oczy, lecz wokół panowała tylko czerń. Nie rozumiał, co się działo ani gdzie się znajdował. Czy wciąż śnił? Próbował przypomnieć sobie obrazy sprzed chwili, ale jedyne, co pozostało, to mgliste wspomnienie klaustrofobicznego korytarza. Nie wiedział, która mogła być godzina, ani nawet, czy to wciąż noc. Minęła chwila, zanim jego wzrok przywykł do ciemności. Szczelnie zaciągnięte zasłony nie przepuszczały ani odrobiny światła z zewnątrz. Z mroku wyłaniały się zarysy obcych mebli. Na podłodze, wzdłuż ściany, leżały starannie ułożone walizki. Miejsce wydawało się nieznane, a w głowie narastało niepokojące uczucie za gubienia.
Aleksander powoli uświadamiał sobie, że znajduje się w hotelu, do którego wyjechał z rodziną na długo wyczeki wany odpoczynek. Na drugiej połowie łóżka twardo spała Anastazja, niemal całkowicie przykryta pościelą. To był uspokajający widok. Mężczyzna odetchnął głęboko i pozwolił sobie na chwilę relaksu, wsłuchując się w spokojny oddech małżonki. Ten wyjazd miał im dać szansę oderwania się od codziennych trosk i odnalezienia na nowo wspólnej radości. Aleksander leżał przez chwilę w bezruchu, ciesząc się ciszą nocy. Nagle przypomniał sobie dźwięk, który go obudził, a echo tego wspomnienia wzbudziło w nim niepokój. Serce zabiło mocniej, a myśli zaczęły krążyć wokół źródła hałasu. Spojrzał w prawo, na dodatkowe łóżko, w którym powinna spać ich siedmiolet nia córka. Było puste.
Greta, jak na swój wiek, uchodziła za wyjątkowo spokojne dziecko. Nigdy nie miała w zwyczaju wymy kać się po cichu z pokoju, a noc była dla niej czasem bezpiecznego snu i wtulenia się w ulubioną maskotkę. Wieczorami zasypiała szybko, słuchając bajek czytanych po cichu przez matkę albo zadając kilka prostych pytań o następny dzień: – Tatusiu, pójdziemy jutro nad wodę?
Podczas zabaw Greta nie szukała ryzyka ani nagłych przygód. Potrafiła długo bawić się klockami, budując całe miasta, a gdy coś jej nie wychodziło, spokojnie prosiła o pomoc. Nigdy nie próbowała znikać rodzicom z oczu, przeciwnie – w tłumie kurczowo trzymała ich za rękę.
Takie wspomnienia koiły Aleksandra i dawały nadzieję, że zaraz usłyszy skrzypnięcie drzwi łazienki albo cichy tupot stóp wracających do łóżka. To byłoby w jej stylu: bez pośpiechu, bez zaskoczeń, z tą samą powścią gliwością, która tak bardzo ją wyróżniała. Jedno tylko nie dawało mu spokoju: – Co to był za dźwięk, który usłyszał?
Spojrzał w kierunku drzwi na korytarz i w tym momencie dotarło do niego, co to za dźwięk. To, co zobaczył, sprawiło, że wszystkie włosy na karku stanęły mu dęba.
Grety nie było, a zza uchylonych drzwi sączyło się blade światło. Zerwał się na równe nogi, żeby do nich dobiec i niemal się przewrócił, gdy w pośpiechu zahaczył o pościel. Jakiś cień zamigotał na framudze drzwi łazienki. Mężczyzna zapalił światło. I wtedy ją zobaczył. Stała przy lustrze, bez słowa, blada, nieruchoma i z pustym wyrazem twarzy. Jej oczy nie patrzyły na niego, tylko na coś, czego on nie mógł dostrzec. Nigdy wcześniej się to nie zdarzało, a teraz wyglądała, jakby była pogrążona w obcym świecie. Ostrożnie podszedł, starając się nie wykonywać gwałtownych ruchów. Zbliżył się na tyle, żeby delikatnie dotknąć ramienia córki i spróbować wyrwać ją z transu. Drgnęła i spojrzała na tatę pustym wzrokiem, jakby wciąż tkwiła w odległej rzeczywistości.
– O, k… – Słowa ugrzęzły w gardle Aleksandra. Przez ułamek sekundy w oczach dziewczynki pojawiły się przera żające obrazy: katastrofy, płonące miasta, ludzie uciekają cy w panice. Po chwili wszystko minęło. Mężczyzna westchnął – to wszystko musiało być w głowie. Zmęczenie i stres sprawiły, że spojrzenie córki odbijało jedynie jego własne lęki. Ostrożnie odprowadził Gretę do łóżka.
– Co się stało? – wymamrotała zaspana Anastazja. Zdezorientowana wpatrywała się w męża pochylonego nad dziewczynką.
– Nic kochanie, śpij. Już wszystko dobrze – odpowie dział Aleksander, siląc się na spokój, choć serce waliło mu jak młotem.
Podszedł do drzwi, domknął je i położył się obok małżonki. Czuł, że tej nocy jeszcze długo nie zdoła zasnąć.
◈◈◈
– Czy możesz mi powiedzieć, co się wczoraj wydarzyło? – zapytała Anastazja, nerwowo mieszając zawartość filiżanki.
– Nie wiem, jak to zrozumieć. Greta… nigdy się tak nie zachowywała. Była jakby w transie.
Anastazja zmarszczyła brwi.
– Transie? – powtórzyła cicho. – Co dokładnie robiła?
– Stała przy lustrze, nieruchoma… – Aleksander zawahał się, próbując dobrać słowa. – Patrzyła na coś. W jej oczach… coś mnie w nich przeraziło. Nigdy wcześniej nie lunatykowała.
Słońce wpadało przez duże okna, oświetlając przestron ną, hotelową salę, w której jedli śniadanie. Dochodziła dziesiąta i goście powoli opuszczali pomieszczenie. Małżon kowie zawsze lubili siedzieć niemalże do końca czasu wy znaczonego na śniadanie, delektując się kawą i spokojnie planując dalszą część dnia. Aleksander zazwyczaj był już po przebieżce lub porannym treningu na siłowni, natomiast Anastazja korzystała z urlopu dłużej śpiąc. Obecnie jednak, pomimo spokojnego otoczenia, atmosferę przy stole można było kroić nożem.
Anastazja wzięła głęboki wdech i nachyliła się nieco bliżej.
– A ty? Jak się czujesz? Nie spałeś najlepiej tej nocy, prawda?
– Nie… – Aleksander pokręcił głową. – Wyobrażałem sobie najczarniejsze scenariusze. Co by się stało, gdyby wyszła sama na korytarz… mogło dojść do tragedii… drzwi były już uchylone.
Anastazja spojrzała na niego z mieszaniną troski i napięcia.
– Może to był tylko koszmar senny… albo coś w tym stylu – powiedziała cicho, próbując uspokoić zarówno siebie, jak i męża.
Aleksander westchnął i przełknął kęs jajecznicy.
– Może… – odpowiedział, ale jego oczy wciąż błądziły po sali, jakby spodziewał się, że sytuacja się powtórzy.
W tym momencie Greta, siedząca przy stole, zaczęła robić zamieszanie. Trzasnęła nożem o talerz, który odsunęła tak gwałtownie, że omal nie spadł na ziemię – uratowały go tylko pozostałe naczynia, stojące wokół.
– Nie chcę tych parówek! – wrzasnęła. – Ani tej kanapki! To jest fuja!
Anastazja spojrzała na córkę zszokowana. Dotychczas siadała przy stole cicho, delikatnie mieszała płatki w miseczce i mówiła spokojnie: „Tatusiu, czy mogę dolać mleka?”. Teraz ta sama dziewczynka trzęsła się z wście kłości i energii nie do opanowania, jak u nastolatki.
– Greta, co się z tobą dzieje? Nigdy się tak nie zacho wywałaś.
Aleksander odchrząknął, próbując opanować rosnące w nim zdenerwowanie.
– Spokojnie, Greta, o co chodzi? – powiedział cicho, pochylając się lekko w stronę córki.
– Tu wszystko jest złe! Chcę iść do parku! Teraz! – krzyknęła wzburzona dziewczynka. – Tam przynajmniej jest naturalnie, a nie sam plastik i chemia!
Oczy wszystkich gości z zaciekawieniem zwróciły się w stronę ich stolika. Aleksander próbował zachować spokój, ale jego cierpliwość była na wyczerpaniu.
– Greta, proszę, uspokój się. Zjedz coś, a potem po rozmawiamy.
Anastazja zawsze współczuła matkom, których dzieci rzucały się na podłogę w sklepach i próbowały wymusić zakup zabawki lub batonika. Była przekonana, że jej to nigdy nie spotka – Greta zawsze była grzeczna, cierpliwa i zaskakująco rozsądna. Zaniepokojona kobieta, pochyliła się nad córką.
– Kochanie, czy możesz nam powiedzieć, co cię martwi? Może w nocy stało się coś, co sprawia, że czujesz się tak źle?
Greta w odpowiedzi skrzywiła się i odsunęła talerz jeszcze dalej od siebie.
– Nic się nie stało! – warknęła. – Po prostu nie chcę tego jeść! Tu wszystko pachnie źle, wszystko jest sztuczne!
Aleksander i Anastazja wymienili zmartwione spojrze nia. Jeszcze nigdy nie widzieli córki tak pewnej siebie, tak głośnej i upartej. W głowach rodziców pojawiły się niepo kojące myśli.
– Trzeba coś z tym zrobić. – Aleksander starał się utrzymać opanowany ton, ale w jego głosie można było wyczuć napięcie. – To lunatykowanie nie daje mi spokoju. A co, jeśli ona gdzieś w nocy wyszła?
– Masz rację. Musimy znaleźć odpowiedzi. Tylko jak do niej dotrzeć? – westchnęła kobieta.
– Jak będziesz jutro zawozić Gretę na lekcje to zajrzyj do psychologa szkolnego. Może te zachowania zdarzały się już wcześniej. Może jej koleżanki coś wiedzą. Ja zadzwonię do lekarza. Zobaczymy, czy są jakieś medyczne wyjaśnie nia tej nagłej zmiany zachowania. – odparł Aleksander i razem z żoną podjął kolejną próbę uspokojenia Grety.
◈◈◈
Anastazja czuła, jak jej serce bije coraz mocniej. Szła szkolnym korytarzem, trzymając Gretę za rękę. Ostatnio pojawia się tu zdecydowanie częściej niż by chciała. Z po bliskiej świetlicy dobiegały dźwięki dziecięcego śmiechu. Wydawały się teraz jakieś dziwnie odległe i nieprzystępne. Na końcu korytarza, przed salą językową, dostrzegła wy chowawczynię, panią Kowalską. Stojąca obok niej kobieta posyłała nadchodzącej dwójce chłodne spojrzenia. To musiała być matka chłopca, z którym Greta miała ostatnio spięcie.
W głowie Anastazji kotłowały się różne myśli. Była przyzwyczajona do samotnego załatwiania różnych spraw, ale tym razem czuła się wyjątkowo bezradna. Aleksander nie mógł przyjść na spotkanie – musiał zostać w pracy. Żałowała, że nie nalegała bardziej, aby z nią poszedł. Jego obecność dodałaby otuchy, której teraz tak bardzo potrze bowała.
– Pani Anastazjo, dziękuję, że mogła pani przyjść. Chciałabym omówić kilka kwestii dotyczących zachowania Grety. – Pani Kowalska uśmiechnęła się uprzejmie, choć nieco sztywno i zaprosiła obie kobiety do klasy.
– Oczywiście, jestem tutaj, żeby to wyjaśnić. – Anastazja skinęła głową, starając się nie zdradzić swojego zdenerwowania.
Zanim jednak wychowawczyni zdążyła kontynuować, matka chłopca wtrąciła się do rozmowy z wyraźną złością w głosie.
– To jest nie do przyjęcia! Mój syn wrócił do domu z siniakiem i mówił, że to przez państwa córkę. Jak możecie to wytłumaczyć?
Anastazja otworzyła usta, ale słowa uwięzły jej w gardle.
– Ja… – zaczęła, próbując znaleźć właściwe słowa, ale matka chłopca nie zamierzała jej wysłuchać.
– Może w waszej kulturze to normalne, ale tutaj nie akceptujemy takiego zachowania – syknęła kobieta, patrząc na Anastazję z wyraźną niechęcią. – Powinniście lepiej wychowywać swoje dziecko, zamiast pozwalać na przemoc.
Słowa uderzyły Anastazję jak cios w brzuch. Poczuła skurcz w żołądku i suchość w gardle. Przez chwilę znów była małą dziewczynką, zagubioną i bezradną, gdy po raz pierwszy zetknęła się z tą samą wrogością po przyjeździe do Polski.
– Pani Małgorzato, proszę… – próbowała interwenio wać pani Kowalska.
Anastazja chciała coś powiedzieć, wyjaśnić, ale nie mogła. Czuła się przytłoczona i pozbawiona odwagi, której tak bardzo potrzebowała. Brakowało Aleksandra – to on zwykle potrafił rozładować takie sytuacje, wprowa dzić rozsądek i spokój.
Greta patrzyła na nią z dziwnym wyrazem twarzy, jakby nie do końca rozumiała, co się działo. Anastazja czuła, jak wzbiera w niej żal i bezsilność. Świadomość, że córka była świadkiem tego upokorzenia, bolała jeszcze bardziej.
– A może ten twój synek jest po prostu głupi? – Greta wypaliła nagle, patrząc bezczelnie na matkę chłopca. Jej głos był pełen złości, a w oczach błyszczało wyzwanie.
Anastazja zamarła. Szok i niedowierzanie uderzyły ją jak fala zimnej wody. Matka chłopca otworzyła usta ze zdumienia, a potem spiorunowała Gretę wzrokiem.
– Greta! – Anastazja w końcu odzyskała głos, czując jeszcze mocniejsze bicie serca. – Natychmiast przeproś!
Dziewczynka tylko wzruszyła ramionami i odwróciła wzrok, jakby w ogóle nie przejmowała się konsekwencja mi swojego zachowania.
– Proszę natychmiast przeprosić panią Małgorzatę – powtórzyła Anastazja, starając się brzmieć surowo. Greta jednak ani myślała posłuchać.
– Nie będę przepraszać – rzuciła hardo, splatając ręce na piersi. – Zasłużył na to, co dostał. On robił to specjal nie, a ja nie mogłam już na to patrzeć!
Anastazja nie wiedziała, co zrobić. Greta, widząc szok w oczach dorosłych, tylko się ośmieliła.
– A może to pani powinna się zastanowić, dlaczego pani synek jest taki wredny? – dodała z zuchwałym uśmiechem i ironią w głosie.
Matka chłopca, z purpurową twarzą i drżącymi rękami, ledwo mogła powstrzymać się od wybuchu.
– Jak śmiesz… – zdołała tylko wykrztusić, patrząc na Gretę z mieszaniną gniewu i niedowierzania.
Pani Kowalska, która do tej pory starała się zachować spokój, w końcu zainterweniowała.
– Greta, musisz zrozumieć, że takie zachowanie jest absolutnie nieakceptowalne. Będziemy musiały porozma wiać o konsekwencjach, jeżeli natychmiast się nie uspokoisz.
Greta spojrzała na wychowawczynię wyzywająco.
– Konsekwencje? A co pani może mi zrobić? – zapytała z drwiną w głosie. – Niby co mi się stanie, jak nie posłucham?
– Słuchaj, ty mała… – próbowała się wtrącić matka chłopca.
– Jeżeli się nie uspokoisz – kontynuowała nauczyciel ka, ignorując prowokację – będziemy zmuszeni ograni czyć twoje uczestnictwo w lekcjach z innymi dziećmi, a także skierujemy cię na rozmowę z psychologiem. W tej szkole każdy musi czuć się bezpiecznie, a twoje zachowa nie jest teraz zagrożeniem dla innych. A pani – głos wy chowawczyni stał się jeszcze twardszy, gdy zwróciła się do Małgorzaty – niech sobie dobrze zapamięta: w tej szkole nie ma miejsca na agresję dorosłych wobec innych rodziców czy dzieci. Każdy gest i każde słowo są dla dzieci lekcją. Jeżeli nie nauczy się pani zachowywać w sposób odpowiedzialny, konsekwencje będą poważne. Liczę, że zrozumie pani powagę sytuacji.
Kobieta zaniemówiła, natomiast Greta zacisnęła pięści i zasyczała przez zęby:
– Nie macie nade mną żadnej władzy! Mogę robić, co mi się podoba! A zagrożeniem nie jestem ja, tylko oni! – Wskazała w kierunku innych dzieci z gniewem w oczach. – To oni nie wiedzą, jak się zachowywać. Może to im trzeba się przyjrzeć bliżej, a nie mnie!
Te słowa padły tak nieoczekiwanie, że przez chwilę za panowała cisza. Matka chłopca nie wytrzymała i z gniewem opuściła salę, zostawiając nauczy cielkę i Anastazję z Gretą, która patrzyła na całą sytuację z triumfalnym uśmiechem.
Pani Kowalska zbliżyła się do dziewczynki, próbując zmiękczyć swój ton.
– Wszyscy tu chcemy, żebyś była szczęśliwa i bez pieczna, ale to oznacza, że musimy szanować się nawzajem. Rozumiem, że możesz być zdenerwowana, ale musimy znaleźć sposób, żeby rozwiązać te problemy razem.
Greta jednak tylko się uśmiechnęła – uśmiech nie miał nic wspólnego z radością. Krył w sobie zimną satysfakcję.
– Mówiłam już, nie potrzebuję ani waszych zasad, ani waszych kar. Mogę robić, co chcę i nikt mnie nie powstrzyma.
Nauczycielka spojrzała prosto w oczy dziewczyny:
– Twoja odwaga nie oznacza braku odpowiedzial ności. Tutaj uczymy się łączyć odwagę z szacunkiem – dodała, dając do zrozumienia, że każde kolejne nieposłu szeństwo będzie miało realne następstwa.
W umyśle matki kotłowała się tylko jedna myśl: „Dlaczego Aleksander musiał zostać w pracy?”.
◈◈◈
Anastazja siedziała na sofie i czekała na męża, całkowicie wyczerpana emocjonalnie po wydarzeniach dnia. W głowie kłębiły się myśli – zbyt chaotyczne, by je upo rządkować. Gdy usłyszała, jak drzwi do pokoju cicho się otwierają, serce zabiło jej szybciej. Aleksander wszedł do środka, wyglądał na równie zmęczonego, co ona.
– Jak tam w pracy? – zapytała cicho, choć wiedziała, że oboje mieli na głowach zupełnie coś innego.
– Rutynowo, ale zaskakująco męcząco – odpowie dział bez entuzjazmu, zdjął kurtkę i usiadł obok niej. – Ale widzę, że u ciebie działo się dużo więcej. Co się stało?
Małżonka spojrzała na niego. Nie mogła znaleźć słów, by opisać dzisiejsze wydarzenia ze szkoły. Wzięła głęboki wdech, w oczach stanęły jej łzy.
– Było gorzej niż się spodziewałam. Greta… ona kom pletnie mnie zaskoczyła. – Głos Anastazji zaczął drżeć. – Zaatakowała na przerwie chłopca. Jego matka była wściekła, oskarżyła mnie o złe wychowanie. Do tego ja… kompletnie zagubiona. Ale… najbardziej przeraziło mnie to, co powiedziała Greta. Nigdy tak się nie odzywała.
Aleksander słuchał uważnie, marszcząc brwi. Otworzył usta, ale nic nie powiedział.
– Poszłyśmy dziś do psychologa – kontynuowała, cały czas pocierając dłonie, by opanować niepokój, który nie opuszczał jej od rana. – Greta zachowywała się dziwnie, ciągle podskakiwała na krześle i wodziła palcem po blacie, ale w końcu zaczęła mówić. Wspomniała o chłopcu… powie działa, że widziała go, jak krzywdzi ptaki. Twierdzi, że pobiła go, bo nie mogła znieść tego okrucieństwa. – Anastazja zatrzymała się na chwilę, spoglądając na męża z lękiem w oczach. – Psycholog zasugerował, że to mogło być wyzwa laczem jej zachowania, ale… ja czuję, że to coś więcej.
Mężczyzna przetarł twarz dłońmi, próbując przetrawić to, co usłyszał. W jego głowie pojawiła się nagle dziwna myśl, na tyle absurdalna, że przez chwilę się wahał, czy ją wypowiedzieć. W końcu się odważył.
– Anastazjo, pamiętasz film KPAX, który niedawno oglądaliśmy? – zapytał powoli. – Ten, w którym główny bohater, prot, twierdzi, że jest z innej planety, ale wszyscy myślą, że jest chory psychicznie… A potem okazuje się, że jego zachowanie to coś więcej niż tylko choroba. Coś, czego nie da się wyjaśnić w zwykły sposób.
Anastazja spojrzała na niego z zaskoczeniem, nie od razu rozumiejąc, do czego zmierza.
– Tak, pamiętam ten film – odpowiedziała, starając się poskładać myśli. – Ale co ma wspólnego z tym, co się dzieje z Gretą?
Aleksander wziął głęboki oddech, jakby próbując znaleźć odpowiednie słowa.
– Cóż, Greta mówi, że chłopiec znęcał się nad zwie rzętami, a jej reakcja była… drastyczna. I mimo że brzmi to nieprawdopodobnie, to zachowanie naszej córki przy pomina mi sposób, w jaki prot w filmie próbował przekazać coś, co wydawało się nieosiągalne dla innych.
Może to, co widzimy, to nie tylko reakcja na okrucień stwo, ale coś, co jest poza naszym zrozumieniem. Coś, co wymaga głębszego spojrzenia.
– Czy naprawdę chcesz zasugerować, że to, co dzieje się z Gretą, może mieć jakikolwiek związek z tym, co wi dzieliśmy w filmie? To brzmi absurdalnie! A poza tym, oglądałeś go w ogóle? To zupełne przeciwieństwo prota! Ten był zadeklarowanym pacyfistą, który nigdy nie uciekłby się do przemocy. Pod żadnym względem, nieza leżnie od sytuacji.
– Nie mówię, że Greta musi być z innej planety, ale może jej zachowanie jest w jakiś sposób powiązane z czymś, czego nie rozumiemy.
Anastazja potrząsnęła głową, wyraźnie zirytowana.
– To, co mówisz, to czysta fantastyka! To zbyt grubymi nićmi szyte, nawet dla mnie. Musimy zająć się rzeczywistością. Znaleźć racjonalne wyjaśnienia i pomoc dla naszej córki, a nie szukać sensacji w filmach.
Aleksander westchnął.
– Rozumiem, ale przyznaj, że to, co się dzieje, naprawdę zaskakuje. Może warto rozważyć wszystkie możliwe aspekty, zanim je zlekceważymy.
Kobieta spojrzała na niego z determinacją.
– Najpierw musimy skupić się na realnych rzeczach. Nasza córka potrzebuje teraz profesjonalnej pomocy, a nie fantastycznych teorii. Musimy jej pomóc w sposób, który opiera się na rzeczywistości.
◈◈◈
Gabinet neurologa był przytulny, ale pełen specjalistycz nych narzędzi i obrazów ludzkiego mózgu. Greta siedziała na krześle obok rodziców, przyglądając się kolorowym modelom neuronów stojącym na biurku. Spokojna, choć od czasu do czasu spoglądała przez okno, jakby szukała ucieczki z tego miejsca. Aleksander trzymał Anastazję za rękę. Oboje, w napięciu, czekali na słowa lekarza.
Doktor, starszy mężczyzna z siwiejącymi włosami i ciepłym uśmiechem, spojrzał na nich zza okularów.
– Proszę państwa, przebadałem Gretę i muszę przyz nać, że to bardzo nietypowy przypadek – zaczął, przysuwając się bliżej biurka. – Z tego, co mi opowiedzie liście, zmiana w jej zachowaniu nastąpiła tuż po tym incy dencie w hotelu, kiedy lunatykowała. To może być kluczowe.
Aleksander skinął głową, a Anastazja mocniej ścisnęła jego dłoń.
– Lunatykowanie samo w sobie nie jest rzadkością u dzieci – kontynuował neurolog. – Jednak w tym przypadku zastanawiające jest to, co mogło się wydarzyć, jeśli wyszła na hotelowy korytarz w trakcie epizodu som nambulizmu. Zmiany w zachowaniu Grety mogą wynikać z kilku czynników: zaburzeń snu, stresu pourazowego związanego z tamtym incydentem albo też z podłoża me dycznego, które wymaga szczegółowych badań. Większość z powyższych wykluczyliśmy.
W tym momencie lekarz przerwał, świadomie budując dramaturgię. Po dłuższej chwili, pod naporem wyczekują cych spojrzeń, kontynuował:
– W ostatnich latach pojawiły się również doniesienia naukowe, które wskazują na możliwy związek pomiędzy pewnymi infekcjami pasożytniczymi a wybuchami gniewu u dzieci i dorosłych.
Aleksander uniósł brwi, a Anastazja niepewnie szepnęła:
– Infekcjami? Ma pan na myśli… jaką chorobę?
– Między innymi toksoplazmozę – odpowiedział lekarz poważnie.
– Panie doktorze, znam osoby, które chorowały na tę chorobę i przebiegała ona raczej bezobjawowo – odparła zszokowana i lekko zirytowana Anastazja.
– Tak, ma pani rację, ale w niektórych przypadkach może wpływać na zachowanie, powodując impulsywność czy nagłe wybuchy złości. Oczywiście nie twierdzę, że to na pewno dotyczy Grety, ale biorąc pod uwagę nagłość zmiany, powinniśmy wykluczyć i taką możliwość.
Zapanowała cisza. Greta, jakby nieświadoma ciężaru rozmowy, wciąż bawiła się modelem neuronu, stukając palcem w kolorowe wypustki.
– Istnieją badania, które w ostatnich latach pokazały pewne zależności – podjął doktor, wyciągając z szuflady egzemplarz „Journal of Clinical Psychiatry” z 2016 roku. – Wskazują one, że u osób zakażonych pasożytem T. gondii częściej obserwuje się impulsywne reakcje i problemy z kontrolą gniewu.
– Mówił pan o zakażeniu… – odezwała się Anastazja, wciąż trzymając męża za rękę. – Czy to możliwe, że stało się to tamtej nocy w hotelu?
Neurolog poprawił okulary i kiwnął głową.
– Tak, właśnie to mnie zastanawia. Z tego, co mówili ście, Greta wyszła sama na korytarz. W takich miejscach często pojawiają się koty. Bezdomne albo należące do obsługi hotelu. Wystarczy krótki kontakt, dotknięcie sierści, potem przetarcie oczu czy ust… i pasożyt może się przenieść.
Aleksander zmarszczył brwi.
– Ale ona przecież nic nam nie wspominała o żadnym kocie.
– Mogła nawet nie pamiętać – odpowiedział spokojnie lekarz. – Jeśli lunatykowała, wiele szczegółów mogło jej umknąć. A dzieci zwykle reagują odruchem: wyciągają rękę do zwierzęcia, głaszczą, przytulają. Jeśli kot wcześniej miał kontakt z zanieczyszczoną ziemią lub odchodami, ryzyko zakażenia istnieje.
Anastazja przełknęła ślinę.
– To brzmi… strasznie prosto.
– Niestety tak właśnie jest – potwierdził neurolog. – Większość przypadków zakażenia to zwykłe, codzienne sytuacje.
– Co powinniśmy teraz zrobić? Czy to się da wyleczyć? – zapytała Anastazja, czując ciężar odpowie dzialności.
– Na początek, skoncentrujcie się na zapewnieniu Grecie komfortu i wsparcia – doradził neurolog. – Ważne, abyście starali się zachować spokój i unikali sytuacji stresowych.
– A co, jeśli to coś innego? Coś, czego nie widzimy? – zadał kolejne pytanie Aleksander.
Neurolog zamyślił się przez chwilę, po czym odpowie dział ostrożnie:
– Oczywiście, nie możemy wykluczyć innych przyczyn. Jeśli zmiany w zachowaniu Grety się utrzymają lub nasilą, przeprowadzimy dalsze badania. Na tym etapie jednak infekcja pasożytnicza wydaje się najbardziej praw dopodobną przyczyną.
Kiedy opuszczali gabinet, Anastazja i Aleksander ode tchnęli z ulgą, choć wciąż czuli niepokój. Greta szła obok nich, trzymając ich za ręce, jakby nic się nie stało.
◈◈◈
W sercu miasta Mari, jednej z pierwszych pozaziemskich kolonii, zamieszkałej przez potomków dawnych Ziemian, znajdowało się nowoczesne laboratorium. Było to Centrum Badań nad Czasem, gdzie grupa badaczy pracowała nad projektem kwantowej manipulacji neuronów. Miał on na celu naprawienie błędów przeszłości, które doprowadziły do zagłady życia na macierzystej planecie.
– Udało się! – wykrzyknął doktor W. do swojego współpracownika, doktora K., spoglądając na dane płynące z ekranów. – Nasze teorie wreszcie zostały po twierdzone. Udało nam się zmienić zachowanie Grety.
Wewnątrz laboratorium panowała atmosfera napiętej koncentracji. Ściany, wykonane z materiału przypominają cego szkło, odbijały hologramy złożonych wzorów i wykresów. W powietrzu unosił się cichy szum pracujących urządzeń, przerywany tylko odgłosami rozmów podekscy towanych naukowców.
Pomimo że pracowali razem już prawie dekadę, naukowcy nie znali swoich prawdziwych imion ani nazwisk. Ich twarze były na żywo modyfikowane kompu terowo, a każda transmisja danych w laboratorium zabez pieczona przed wyciekiem kryptografią kwantową. Nawet nazwa jednostki badawczej celowo brzmiała nietechnicz nie, jakby tworzyli ją jedynie sami historycy. W rzeczywi stości centrum składało się z dwunastu sekcji, z czego każda odpowiadała za inny wymiar projektu.
Doktor K., główny specjalista od czasoprzestrzennej interakcji kwantowej, skinął głową z zadowoleniem.
– To, co kiedyś było tylko hipotetyczne, stało się rze czywistością. Odczytując splątane stany kwantowe wybranych neuronów Grety, mogliśmy zidentyfikować momenty decyzyjne w jej przeszłości. Kiedy zsynchroni zowaliśmy te dane z naszym układem emisyjnym, impulsy elektromagnetyczne skierowane przez tunel czasoprzestrzenny zaczęły rezonować z określonymi stanami mózgu dziewczyny sprzed lat. Byliśmy w stanie wpłynąć na decyzje i zmienić postrzeganie moralnych wartości.
– Ale dlaczego właśnie Greta? – zapytał niepewnie jeden z młodszych naukowców.
Doktor K. spojrzał na niego z łagodnym uśmiechem i odparł:
– Greta to idealny obiekt do testów. Jej mózg wykazywał wyjątkową wrażliwość na nasze technologie, a jej życie okazało się jednym z punktów zwrotnych historii. Wcześniej próbowaliśmy obejmować całe serie dzieci naraz. Kończyło się to chaosem, efekty się nakła dały, stawały niestabilne i nieprzewidywalne.
Doktor W. dodał:
– Decyzje Grety mają potencjał wpływu na kaskady czasowe. To jak powódź, zatrzymanie jej jest niemal nie możliwe. Dzięki naszej interwencji możemy korygować ścieżki, które prowadziły do katastrof ekologicznych i społecznych na Ziemi. To nasza szansa, żeby pozostać na tej planecie.
Z., kierowniczka zespołu kwantowego, spojrzała na ekran, gdzie wyświetlał się obraz Grety z odległej prze szłości. Było coś poruszającego w widoku dziecka, które nieświadomie stało się obiektem ich eksperymentów.
– Czy jesteśmy pewni, że to właściwe? – zapytała Z., a jej głos był cichy, niemal nieśmiały. – Zmiana przeszło ści… to wielka odpowiedzialność. To jak przewrócenie pierwszej kostki domina: nie mamy pewności, w którą stronę runie ciąg.
Poza zespołem kwantowym, stanowiącym trzon centrum i zajmującym się modelowaniem stanów spląta nych, istniała komórka etyczna, czuwająca nad granicami eksperymentów oraz dział historyczny, odpowiedzialny za rekonstrukcję wydarzeń i analizę potencjalnych punktów krytycznych. Był też oddział biologii neuronowej, gdzie tworzono modele mózgu Grety oraz sekcje językowe, psy chologiczne, a nawet jednostka symulacji narracyjnych, badająca, jak najmniejsze zmiany mogły wpłynąć na losy całych pokoleń.
Doktor K. westchnął, odwracając wzrok od wyświetlacza.
– Wiemy, że to ryzykowne, ale musimy próbować. Ziemia została zniszczona przez nasze błędy. Jeśli mamy możliwość naprawienia przeszłości, musimy to zrobić. Greta jest tylko początkiem.
– Musimy monitorować ją dalej – dodał doktor W. – Chociaż nasza interwencja była subtelna, jej konsekwen cje mogą mieć dalekosiężny wpływ. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, uda nam się zapobiec kolejnej katastrofie.
Z. skinęła głową, choć wciąż czuła niepokój.
– Czas pokaże, czy nasze działania były słuszne. Teraz już mamy technologię, która może zmienić przeszłość. Upewnijmy się, że użyjemy jej we właściwy sposób.
Doktor W. przytaknął i zawołał:
– Panie i panowie, historia, jaką znamy, przestaje istnieć.
– My też? – zapytał niepewnie jeden z młodszych naukowców.
– Eee… nie, na pewno nie – odpowiedział doktor W. z lekkim uśmiechem.
– Czas pokaże – dodała Z., patrząc uważnie na ekran.
W laboratorium zapanowała cisza. Każdy z naukowców zdawał sobie sprawę z doniosłości chwili.
Nagle wartości na monitorze z pomiarami parame trów życiowych Grety zaczęły niepokojąco wzrastać. Cyfry zmieniły się z zielonych na czerwone, a z głośników zaczął wydobywać się przerywany, pulsujący sygnał alarmu, który wdarł się w ciszę niczym ostrzegawcza syrena. Dźwięk narastał, przechodząc z regularnych, ostrych tonów w nieustanne, przenikliwe wycie, zwiastujące próg ryzyka kaskady czasowej.
◈◈◈
Głośny pisk wypełniający pomieszczenie wyrwał Aleksan dra ze snu. Otworzył oczy, lecz oślepiające światło sprawiło, że nie był w stanie niczego dostrzec. Nie rozumiał, co się działo ani gdzie się znajdował. Nie miał pojęcia, która mogła być godzina. Minęła chwila, zanim jego wzrok przywykł do otoczenia, z którego zaczęły wyłaniać się zarysy mebli, które świetnie rozpoznawał. Promienie słońca swobodnie wpadały przez otwarte okno.
Aleksander spojrzał na ekran telefonu – była minuta po siódmej. Powoli uświadamiał sobie, że wziął wolne w pracy, by móc zawieźć Gretę do szkoły. Anastazja musiała załatwić kilka spraw. Najpierw miała wizytę u lekarza, gdyż od pewnego czasu czuła się nieswojo i po stanowiła wreszcie skonsultować swoje dolegliwości. Potem czekało ją spotkanie z klientem w związku z projektem, nad którym pracowała od kilku tygodni. Ostatnim punktem porannego planu było załatwienie for malności w urzędzie miejskim, gdzie miała złożyć dokumenty związane z remontem domu.
Aleksander powoli wstał z łóżka i poszedł do pokoju Grety, spodziewając się, że będzie jeszcze wtulona w pościel. Łóżko było jednak puste. Zmarszczył brwi, za stanawiając się, gdzie mogła się podziać.
– Greta? – zawołał i nasłuchiwał odpowiedzi, ale dom pozostał cichy.
Przeszukał wszystkie pokoje, zajrzał do łazienki, kuchni, a nawet na balkon. Z każdą minutą jego niepokój narastał. Greta nigdy wcześniej nie zniknęła bez słowa.
W końcu, gdy już miał chwycić za telefon, żeby zadzwonić do Anastazji, zobaczył na stole w kuchni kartkę. Napisane dziecięcym pismem słowa przyciągnęły jego wzrok: „Muszę to zrobić! Greta”.
Serce Aleksandra zabiło szybciej. Wybiegł z domu, w pośpiechu zapinając koszulę.
Tymczasem Greta, ubrana w ulubioną sukienkę, szła samotnie w kierunku rynku. W jednej ręce kurczowo ściskała długi kijek, na którym rozwiesiła ogromny, ręcznie zrobiony transparent. Przez wiele godzin malowała na nim litery, każdą starannie, kilkukrotnie poprawiała, upewniając się, że przekaz będzie widoczny z daleka. Farba miejscami jeszcze lśniła wilgocią, a jej intensywny zapach mieszał się z chłodnym powietrzem poranka. Dolna krawędź transparentu szorowała po nierównej, brukowanej ulicy, zostawiając za sobą smugi i delikatne ślady farby.
