180 osób interesuje się tą książką

Opis

Igor przeżywa dramat. Żona, która go zdradziła, została zamordowana. Mężczyzna musi uciekać, zanim zostaną mu postawione zarzuty. Na fałszywych papierach wyjeżdża do Nowego Jorku.

Emily, młoda prawniczka, traci pracę, gdy żona szefa dowiaduje się o ich romansie. Postanawia zatopić smutki w whiskey z colą i nagle budzi się na ławce w parku. Nad nią stoi tajemniczy nieznajomy.

Ma na imię Igor. Pochodzi z Polski. Jest niezwykle pociągający i mieszka w tym samym apartamentowcu, co ona. Emily jest nim zafascynowana, jednak nie zdaje sobie sprawy, jaką mroczną przeszłość zostawił za oceanem.

Czy mężczyzna okaże się bezwzględnym zabójcą, który ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 319

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Książkę tę dedykuję mężczyźnie, który wzbudza we mnie emocje większe niż bohater najlepszego romansu.

Igor

Stałem przy trumnie kobiety, która tak bardzo mnie skrzywdziła. Obserwowałem twarze ludzi wchodzących do kaplicy i składających kwiaty. Patrzyli w moją stronę ze łzami w oczach. Ich współczucie wywoływało u mnie mdłości. Zwróciłem wzrok na martwą twarz Magdy. Nawet teraz była śliczna i spokojna. Poprawiłem jej na szyi apaszkę, mającą zakryć ślad po zaciśniętej linie, a potem zacząłem głaskać jej policzki. Nachyliłem się i lekko pocałowałem zmrożone usta. Od dawna unikała moich pocałunków, a ten był wyjątkowo nieprzyjemny. Tak dramatyczny gest wywołał u kilku osób głośny szloch. Wyprostowałem się i bez choćby jednej łzy spojrzałem na żałobników. Nie mogłem płakać. Na końcu sali zobaczyłem twarz, której szukałem. Odszedłem od rodziny i ruszyłem za nim. Rozglądałem się długo, zanim dostrzegłem go siedzącego przy czyimś grobie.

– Silny, dzięki, że przyjechałeś – zacząłem rozmowę.

– Igor, przyjmij moje wyrazy współczucia. To musi być trudne – powiedział, gdy usiadłem koło niego. Był ubrany w czarne dresy. Nigdy nie nosił garniturów. Cieszyłem się, że zdecydował się chociaż na ciemny kolor, by nie rzucać się w oczy.

– Dziękuję. Powiedz mi, czy udało ci się coś załatwić.

– A czemu miało się nie udać?

– Nie wiem, to jest strasznie popieprzone. Takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach. – Mój kolega zaśmiał się cicho.

– Nie, nie tylko w filmach. – Podał mi czarną teczkę. – W środku znajduje się twoja nowa tożsamość. Amerykańskie obywatelstwo, tak jak chciałeś. Uciekaj zgodnie z instrukcją, jaką ci rozpisałem, i ciesz się życiem. Jeżeli faktycznie jesteś niewinny, wszystko się uda.

– Pieniądze przekazałem kierowcy, którego przysłałeś.

– Wiem, jesteśmy rozliczeni. – Silny wstał, poklepał mnie po ramieniu i odszedł. Spojrzałem na teczkę i postanowiłem, że zajmę się nią w domu. Usłyszałem głos księdza i wróciłem do sali, gdzie rozpoczynał się pogrzeb mojej żony.

Miesiąc później

Odpalałem trzeciego papierosa, kiedy kolejny raz zadzwonił ten pieprzony telefon. To pewnie znowu Justyna. Kurwa! Odkąd wysłałem jej e-mail z informacją, gdzie jestem, nie dawała za wygraną. Dzwoniła, pisała, dzwoniła. I tak w kółko. A ja za wszelką cenę chciałem uniknąć konfrontacji ze światem, który porzuciłem. Justyna to siostra mojej nieżyjącej od kilku tygodni żony, za której morderstwo byłem niesłusznie ścigany. Prawdopodobnie już w całej Europie. Mimo że miałem ważną wizę do Stanów, zdecydowałem się użyć nowej, amerykańskiej tożsamości. Dzięki temu kontrola na lotnisku była zdawkowa i uciekłem, zanim zamknęli mnie za niewinność. Wszystko się udało i w Nowym Jorku trochę naiwnie próbowałem zacząć nowe życie. Niestety, kiedy przeszłość dobijała się na moją komórkę, nie mogłem tego zrobić. Niepotrzebnie dałem jej znać, jak może się ze mną skontaktować. Wystarczyło napisać, że jestem bezpieczny. Skrzywiłem się, wrzuciłem fajkę do doniczki z martwym kwiatkiem na tarasie i wszedłem do mieszkania. Telefon pokazywał osiem nieodebranych połączeń i dwa SMS-y z prośbą o odebranie. Wziąłem głęboki oddech i wybrałem jej numer. Kiedy czekałem, aż odbierze, włączyłem telewizor i wpatrywałem się w prognozę pogody. Lekko się wzdrygnąłem, gdy usłyszałem krzyk Justyny.

– Igor, błagam cię. Kurwa! Błagam cię, zawsze odbieraj ode mnie telefon, bo nie wytrzymam. Czy ty sobie zdajesz sprawę z tego, jak ja się o ciebie boję?

– Po pierwsze, dałem ci znać, że jestem bezpieczny, więc przestań na mnie wrzeszczeć, a po drugie, wiesz, która tu jest godzina?

– Dobrze wiem, ale ty i tak nie śpisz.

– Trudno, żebym spał, gdy do mnie wydzwaniasz. Przecież dałem ci znać, gdzie jestem. Nie przyszło ci do głowy, że może nie chcę rozmawiać?

– Nie przyszło, bo jestem jedyną osobą w Polsce, która z tobą teraz rozmawia, więc mnie nie wkurzaj.

– Dzwonisz, żeby powiedzieć, że policja w końcu trafiła na ślady, które mają mnie pogrążyć? Czy po prostu chciałaś mnie opierdolić?

– Tak, to prawda. Już cię szukają. Nawet mówili o tobie dzisiaj w wiadomościach. Nie mogę tego zrozumieć. Dlaczego uciekłeś, skoro tamtej nocy byłam z tobą w pracy i mogłam potwierdzić twoje alibi? – Przewróciłem oczami.

– W najlepszym wypadku zostałabyś uznana za moją kochankę, która składa fałszywe zeznania, w najgorszym poszłabyś siedzieć razem ze mną, za współudział. Ktoś mnie wrobił i wcale nie pomaga tutaj to, że chcieliśmy się z Magdą rozstać.

– Jak ludzie się rozwodzą, nie oznacza to od razu, że chcą się nawzajem pozabijać – powiedziała Justyna.

– Mnie to mówisz?! – krzyknąłem. Poczułem, że ze złości pulsuje mi skroń. Przycisnąłem do niej rękę, bo nienawidziłem tego uczucia. – Nie rozumiem absolutnie, kurwa, niczego z tej sytuacji i mam ochotę rozpieprzyć wszystko, co mi wpadnie w ręce! Straciłem żonę, pracę, bliskich… Wszystko! Nie wiem nawet dlaczego. Potrafisz sobie to wyobrazić? Czy tylko łatwo ci się o tym gada?

– Teraz nie możesz wrócić do kraju – powiedziała cichym i smutnym głosem.

– Wiem, Justyna. – Zamknąłem oczy i nabrałem powietrza. – Niestety wiem. Muszę się ratować, o ile to w ogóle możliwe. Zadzwonię do ciebie później, dobrze?

– Będę czekała.

Pożegnaliśmy się i znowu wyszedłem na zewnątrz. Usiadłem w rattanowym fotelu i owinąłem się szczelniej grubym swetrem. Było zimno, ale takie orzeźwienie najlepiej działało na moje zszargane nerwy. Wygrzebałem papierosa z doniczki i ponownie go odpaliłem.

Mieszkałem wówczas na Manhattanie, w sercu jednego z największych miast na świecie, gdzie wieżowce niemal stykają się ze sobą oknami. Lubiłem przed wschodem słońca patrzeć na budzące się do życia miasto. Obserwowałem, jak w mieszkaniach zapalają się światła, a spóźnieni ludzie wybiegają do pracy. Z powodu bezsenności mogłem tak siedzieć godzinami. Tak im zazdrościłem tej codzienności i normalności, że aż ściskało mnie w żołądku. Marzyłem, że kiedyś przeniesiemy się tutaj z żoną. To od zawsze było moje miejsce na ziemi.

Z Magdą poznaliśmy się na studiach medycznych w Krakowie. Później ja zdecydowałem się na ginekologię, a ona chciała poświęcić się pracy naukowej. Pragnęła wielkiej kariery. Nie podobała jej się moja specjalizacja. Ciągle powtarzała, że to nie jest zajęcie dla mężczyzny. Jako lekarz prawie kończący rezydenturę byłem dla niej za słabo wykształcony. Bez doktoratu nie spełniałem jej oczekiwań. Wolałem jednak praktykować, nie interesowała mnie praca w laboratorium. Chciałem kontaktu z człowiekiem. Nie mogliśmy się dogadać w tej kwestii.

Miarka się przebrała, gdy któregoś wieczoru poprosiłem kolegę, żeby zastąpił mnie na nocnym dyżurze, ponieważ miałem ostrą infekcję. Pozostanie w szpitalu nie było odpowiedzialne ani nawet możliwe. Wezwałem taksówkę, bo wolałem nie prowadzić w takim stanie. Miałem tak wysoką gorączkę, że ledwo stałem na nogach. Wszedłem do naszego mieszkania przed północą. Na stole stały dwa kieliszki po winie i resztki kolacji. Pomyślałem, że Magda spędziła miło czas z jakąś koleżanką. Poszedłem do sypialni, gdzie paliło się światło, a gdy otworzyłem drzwi, zobaczyłem żonę ujeżdżającą swojego podstarzałego mentora.

No tak, on jej imponował. Był, kurwa, profesorem. To jest coś! Pamiętam, że miałem odruch wymiotny. Magda spojrzała mi w oczy i nie przerwała tego, co robiła. Patrzyłem na nią przez kilka sekund z ogromnym żalem, po czym zamknąłem drzwi. Zamiast wywalić jej kochanka, wyszedłem z własnego domu i zwymiotowałem na korytarzu, zaraz po wyjściu z windy. Byłem wtedy pizdą, nie facetem. Portier podszedł i pomógł mi wstać, patrząc na mnie ze współczuciem. Widziałem po jego minie, że dobrze wie, iż żona zdradza mnie na potęgę. Pewnie wpuszczał ich razem nie raz. W tamtym momencie postanowiłem, że czas to zakończyć. Znienawidziłem ją równie mocno, jak kiedyś kochałem. Moja żona to zwyczajna dziwka, ale jej walutą była nie kasa, lecz kariera. Nie żałowała tego, co robiła. Po trupach do celu. Cała Magda.

Następnego dnia złożyłem papiery rozwodowe.

– Igorze, czy warto psuć sobie reputację z powodu zazdrości? Jeśli masz ochotę, też możesz się z kimś przespać. Ja to wszystko robię dla nas! – powtarzała mi wielokrotnie.

Nie mogłem uwierzyć w to, co widzę i słyszę. Po tylu latach razem nagle okazało się, że jest mi zupełnie obca. Wyprowadziłem się, jak tylko znalazłem nowe mieszkanie. Nie miałem z nią kontaktu. Wiedziałem jednak mniej więcej, co u niej, bo pielęgniarką pracującą ze mną na ginekologii była jej siostra, która jako jedyna próbowała mi pomóc. Tamtej nocy, kiedy ktoś zabił moją żonę, Justyna miała ze mną nocny dyżur. Pamiętam, że to była naprawdę spokojna noc. Odbył się wtedy tylko jeden poród, a inna kobieta przyjechała ze skurczami, lecz okazało się, że to fałszywy alarm. Odesłaliśmy ją do domu i siedzieliśmy dalej razem, popijając kawę. Rozmawialiśmy głównie o pracy. Bardzo lubiłem tę dziewczynę i bijące od niej ciepło, którego jej siostra nie miała nawet w części. Przyznam szczerze, że gdyby nie ich pokrewieństwo i to, że byłem wierny jak kundel, mógłbym spróbować ją lepiej poznać, szczególnie w taką spokojną noc w pokoju lekarzy. Justyna była piękna, lecz nigdy nie pragnąłem, by została moją kochanką. Po prostu bardzo dobrze mi się z nią rozmawiało. Uśmiechałem się, gdy z pasją mówiła o swoim powołaniu do zawodu. Żałowała, że to nie ona ukończyła medycynę, skoro Magda nie chciała praktykować. Miała rację, ale niestety ich rodziców było stać na wyuczenie w tym kierunku tylko jednej córki, przynajmniej tak im wmawiano. To dla mnie niedorzeczny argument. Obawiałem się, że po prostu Magdę traktowali jako lepszą córkę, w którą ich zdaniem warto inwestować. Poza tym sam nie ogarniałem podejścia do życia mojej żony w bardzo wielu kwestiach. Oboje z Justyną nie mogliśmy jej zrozumieć i to było częstym tematem naszych rozmów.

Pamiętam, że tamtej nieszczęsnej nocy około czwartej nad ranem zadzwonił mój telefon – dostałem informację, że Magda nie żyje. Powiedziano mi, że powiesiła się w salonie, używając kabla od żelazka. Wstałem, a nogi się pode mną ugięły. Wtedy rozpoczął się dramat, którego skutków prawdopodobnie nigdy się nie pozbędę. Nigdy nie wierzyłem w bajkę o samobójstwie, a po kilku dniach moje podejrzenia się potwierdziły. Dwa dni przed pogrzebem odebrałem anonimowy telefon z zastrzeżonego numeru – ktoś powiedział, że ma nagrania z monitoringu pokazujące mnie wchodzącego do mieszkania Magdy przed jej śmiercią i wychodzącego po piętnastu minutach. Według patomorfologa dokładnie w tym czasie moja żona się powiesiła. Policja faktycznie szukała nagrań, które w dziwny sposób zaginęły z portierni. Ten ktoś przesłał mi nawet kilka klatek z filmu, żeby udowodnić, że nie blefuje. Po tajemniczym telefonie skontaktowałem się z Silnym, kolegą poznanym w akademiku w czasie studiów, i poprosiłem go o załatwienie fałszywych dokumentów. Silny nie miał z tym żadnego problemu. Za przysługę dostał osiemset tysięcy złotych. Spakowałem się zaraz po pogrzebie i wyjechałem. Zanim dotarłem do Nowego Jorku, wiele czasu spędziłem na lotniskach na całym świecie. Nie mogłem sobie pozwolić na zostawienie śladów. W drodze dałem tylko znać Justynie, że uciekam i odezwę się, jak gdzieś osiądę. Nie mogła pogodzić się z moją decyzją – tamtej nocy w pracy nawet na dziesięć minut nie spuściła mnie z oka. Ja jednak wiedziałem, że to jedyna szansa, by uciec. Nie miałem już w Krakowie żadnej rodziny, rodzice od kilku lat nie żyli. Nie wiedziałem, czy dam radę się wybronić. Monitoring, a do tego rozwód. Wmawialiby mi zemstę za zdradę, którą odkryłem krótko przed zabójstwem. Poza tym czułem, że za śmiercią Magdy stoją niebezpieczni ludzie.

Może zareagowałem zbyt pochopnie, ale kto by się nie ratował, wiedząc, że ktoś próbuje go wrobić w morderstwo i w dodatku świetnie się do tego przygotował? Prawdopodobnie spanikowałem. Wyjechałem. Miałem nadzieję, że Justyna do mnie zadzwoni i powie, iż nikt się mną nie interesuje. Bardzo się myliłem. Po kilku tygodniach od swojej ucieczki nadal nie wiedziałem, co, do kurwy nędzy, mam robić.

Z przemyśleń wyrwały mnie hałasy na dworze. Wstałem i oparłem się o barierkę. Miasto już na dobre przestawiło się na tryb dzienny. Wyrzuciłem papierosa i wróciłem do mieszkania. Spojrzałem na leżącą na stole teczkę, dzięki której udało mi się niemal niezauważalnie wyjechać. Schowałem tam swój nowy amerykański akt urodzenia, dowód osobisty, prawo jazdy, zdjęcia z dzieciństwa. W teczce znajdowało się całe moje nowe życie. Nazywałem się teraz Daniel Moore. Moja matka była Polką, a ojciec Amerykaninem. Znajdowały się tam wszystkie dokumenty pozwalające mi na nowe życie w tym kraju. Mogłem nawet kontynuować pracę jako lekarz, czego jednak nie brałem pod uwagę. Schowałem fałszywe papiery do garderoby, by przestać się zadręczać.

W kuchni włączyłem ekspres i wypiłem podwójne espresso, a potem założyłem czarne spodnie i grubą bluzę z kapturem, pod którym schowałem głowę. Zjechałem windą i wyszedłem na zewnątrz. Pobiegłem do Central Parku, słuchając ulubionej muzyki przez słuchawki. Rozpocząłem piętnastokilometrowy bieg, bo bardzo dobrze radziłem sobie z układaniem myśli, kiedy trenowałem. Gdy ruszyłem z powrotem do apartamentowca, tuż przed twarzą przebiegła mi śliczna brunetka, która po chwili kłóciła się z kimś o taksówkę. Pewnie zaspała. W domu zamówiłem coś do jedzenia i postanowiłem, że tego dnia zaszaleję. Wieczorem wyjdę z domu i zabawię się z jakąś kobietą.

Czy jest lepszy sposób na wyładowanie emocji niż dobry seks? Gdy szedłem do łazienki, zrzuciłem z siebie ubranie i popatrzyłem w lustro. Byłem prawie pewien, że mogę się jeszcze podobać.

Emily

To był ciężki dzień. Rozprawa w sądzie nie poszła po mojej myśli. To nic nowego. Rodzice byli dumni, bo zostałam prawniczką i pracuję w renomowanej kancelarii w Nowym Jorku. Niestety nie wiedzieli, że jestem w tym beznadziejna. To i tak cud, że jeszcze mnie trzymali w Dorn & Spencer. Miałam świadomość, że jest tak tylko dlatego, że Spencer, czyli główny udziałowiec, uwielbia mnie bzykać w każdej wolnej chwili w firmie. Chyba powinno mi to przeszkadzać i może nawet tak było, ale ciągle przymykałam na to oko – seks był całkiem dobry, a ja miałam pracę, mimo że adwokat ze mnie do dupy. Dopóki nie wiedziałam, że ma żonę, było mi bardzo przyjemnie, nawet czułam, że mogę się zakochać. Kiedy poznałam przykrą prawdę i okazało się, że jestem tylko zabawką, bałam się mu sprzeciwić. To strasznie kurewskie. Niestety nie miałam lepszego pomysłu na siebie w tamtej chwili. Mogłam odejść, ale w najlepszym przypadku skończyłabym w jakiejś poradni prawnej i dostawałabym jedynie sprawy z urzędu. Moja pensja byłaby zbliżona do wynagrodzenia ekspedientki, a przecież standard życia, które prowadziłam, bardzo mi odpowiadał. Nienawidziłam siebie za to, ale z drugiej strony nigdy nie miałam za wysokiej samooceny.

Przerwałam swoje bezsensowne rozmyślania i zdjęłam szarą ołówkową sukienkę. Po drodze do łazienki zrzuciłam biustonosz i przyjrzałam się sobie w lustrze. Niemal widziałam głupotę w swoich oczach. Nie ma się co dziwić, że żaden facet nie chciał się ze mną związać. Weszłam pod prysznic, żeby zmyć z siebie trudy nieudanego dnia.

Był piątek i wyjątkowo zapowiadała mi się wolna sobota. Moja przyjaciółka Anna nie miała dla mnie czasu tego dnia. W sumie odkąd zaszła w ciążę, coraz rzadziej chciała gdzieś wychodzić. Musiałabym być kretynką, żeby mieć do niej o to żal, wiedziałam, jak długo walczyła o to dziecko. Jednak poza Anną nie miałam zbyt wielu koleżanek, z którymi mogłabym wieczorem wyjść do klubu. To znaczy… nie miałam żadnej. Boże, jakie to żałosne. Jaka ja byłam żałosna. Najpierw istniała dla mnie tylko nauka, potem ciągła praca, która okazała się przekleństwem. Wszystko było ważniejsze od życia towarzyskiego, a i tak wyszło na to, że prawdopodobnie obrałam złą drogę życiową. Jednak nie chciałam spędzać kolejnego wieczoru, oglądając głupie romansidła, a potem zabawiając się sama ze sobą. Otworzyłam szafę i wyjęłam swoją ukochaną czerwoną sukienkę, która potrafiła wykrzesać ze mnie odrobinę kobiecości. Co jak co, ale cycki mam naprawdę dobre. Po godzinie zadzwoniłam po taksówkę. Poprosiłam kierowcę, żeby zawiózł mnie do jakiegoś przyzwoitego baru, gdzie nie oberwę za sam wyraz twarzy. Spojrzał w lusterko.

– Turystka? – zapytał.

– Urodziłam się w Nowym Jorku, proszę pana. – Westchnęłam i oparłam głowę o szybę, czekając, aż dojedziemy do celu.

W barze usiadłam przy stoliku i zamówiłam whiskey single malt na lodzie, na co kelner zrobił zdziwione oczy.

– Tak, piję dobrą whiskey i nie bezczeszczę jej colą. To aż tak dziwne? – burknęłam, a on tylko uniósł przepraszająco ręce i odszedł.

No, fajnie się prezentuję.

Siedziałam i rozglądałam się wkoło, spodziewając się, że w podrzędnym barze znajdę miłość życia. Jak w tanim filmie.

– Taka ślicznotka sama? – Odwróciłam wzrok na kompletnie pijanego faceta, próbującego skupić się jednocześnie na mnie i na drinku, który ledwo trzymał w dłoni. Jego stan był na tyle poważny, że modliłam się, by nie zwymiotował.

– Chyba powinieneś wrócić do domu… – odezwałam się do niego z litością.

– Ale tylko z tobą! – Oparł się o moje krzesło i położył mi rękę na ramieniu. Zauważyłam na niej obrączkę.

– A co na to żona? – Speszony jakby otrzeźwiał. Podniósł dłoń i skierował wzrok na swój serdeczny palec. Jego mina mówiła, że przypomniał sobie o rzeczywistości.

– Kurwa. Masz rację… Pójdę już… – Machnął ręką, odwrócił się i odszedł.

Co to było?!

Po czterech drinkach uznałam, że mój plan nie ma sensu, bo poza paroma kiepskimi tekstami od pijanych facetów nic ciekawego mnie nie spotkało. Podeszłam do baru i zostawiłam kelnerowi spory napiwek za to, że znosił moje nieprzyjemne odzywki. Od zawsze czułam wewnętrzną potrzebę dawania napiwków. Wydawało mi się, że jeżeli ktokolwiek coś dla mnie robi, to ja muszę mu to dodatkowo wynagrodzić.

Otuliłam się płaszczem i wyszłam. Zdecydowałam się na spacer w kierunku choinki przy Rockefeller Center. Kochałam Nowy Jork za tę świąteczną atmosferę, która chyba nigdzie nie oddziaływała na taką skalę. Usiadłam na ławeczce, mając dobry widok na drzewko, i włączyłam muzykę na swoim iPhonie. Włożyłam w uszy słuchawki, zamknęłam oczy i zaczęłam się relaksować. Słuchałam swojej ukochanej romantycznej składanki na Spotify. Tego wieczoru nie było jakoś szczególnie zimno i zrobiło mi się błogo. Przymknęłam na chwilę oczy.

– Proszę pani, proszę się obudzić. Dobrze się pani czuje? – Poczułam, że ktoś delikatnie szturcha mnie w ramię, wyjmując przy tym jedną słuchawkę z mojego ucha.

Otworzyłam oczy i poczułam się, jakbym śniła. Wpatrywał się we mnie przystojny facet o ciemnych gęstych włosach i przenikliwych jasnoniebieskich oczach. Wydawał się lekko wystraszony i wyglądał jak znany aktor. Nie mogłam sobie przypomnieć jego nazwiska.

W tym mieście wszystko jest możliwe. Tak czy siak, chyba się zakochałam…

– Jezu, co jest… Ja pana chyba znam z serialu? – wymamrotałam totalnie bez sensu, na co on zmarszczył brwi, jakby patrzył na wariatkę.

– Boże, nie jestem żadnym aktorem. – Na jego twarzy malowało się lekkie rozbawienie. – Musiała mnie pani z kimś pomylić. Na pewno wszystko dobrze? Podejrzewam, że zasnęła pani na chłodzie. Może wezwać taksówkę? – powiedział z obcym, ale wyjątkowo seksownym akcentem.

Mój anioł nie był aktorem, co mnie akurat ucieszyło, bo tamten był gejem… Ale nie pochodził z Ameryki, więc istniała szansa, że nie jest zepsuty jak wszyscy, których znałam. Po chwili jednak potarłam oczy i zorientowałam się, co wyprawiam.

– Nie potrzebuję pomocy, to po pierwsze. Po drugie, na pewno nie spałam. Nie jestem jakimś marginesem społecznym, proszę pana, tylko poważną kobietą! Miałam zamknięte oczy i słuchałam muzyki – zaczęłam się tłumaczyć, choć wiedziałam, że to nie ma sensu, bo chyba po prostu na chwilę odleciałam. Mój piękny nieznajomy uśmiechnął się, a wtedy poczułam dziwne ciepło w całym ciele.

– Nie twierdzę, że potrzebujesz pomocy, po prostu chciałem być miły. Jestem Igor. – Wstrzymał na chwilę powietrze i przymknął powieki, jakby powiedział coś złego. – Przechodziłem tędy i wydawało mi się, że zasnęłaś. Nie wybaczyłbym sobie, gdybym poszedł dalej i nie zapytał.

– Zawsze spacerujesz o tej porze? Szukasz śpiącej królewny?

– A ty królewicza, który cię pocałuje i zabierze do domu? To chyba mało bezpieczny sposób na podryw – dodał sarkastycznie.

– Skąd pomysł, że szukam faceta? Wracałam z imprezy. Nieważne. Nie twoja sprawa… – dodałam nieprzyjemnie, na co on zareagował uniesieniem jednej brwi.

Boże, jaki on jest przystojny…

– O tej godzinie wracasz już do domu? Niezła z ciebie imprezowiczka. – Obrzucił mnie seksownym spojrzeniem, a potem głośno się zaśmiał. – Pewnie mieszkasz w Jersey City.

– A z ciebie niezły dupek. Szukasz chętnej, co się złapie na te twoje śliczne oczka? – Wywołałam tym zdaniem delikatny uśmiech na jego twarzy. – Szukaj dalej. Dobranoc.

Wstałam z ławki, minęłam go i podeszłam do ulicy, modląc się, żeby taksówka szybko się zatrzymała. Miałam więcej szczęścia niż rozumu. Gdy odjeżdżałam, widziałam, jak pan piękny wstaje i też próbuje złapać taksówkę. Dlaczego zachowałam się tak kretyńsko? Wyszłam z domu, żeby znaleźć miłość swojego życia albo przynajmniej kogoś, kto zajmie się moimi ustami tego wieczoru, a tymczasem uciekłam jak spłoszona wiewiórka, kiedy przysiadł się facet idealny. Jeszcze do tego gadałam jak potłuczona.

Może dla niego lepiej, że uciekłam.

Po kilkunastu minutach podjechałam pod swój apartamentowiec i szybko ruszyłam do budynku, bo mróz nieprzyjemnie szczypał w policzki. Przywitałam portiera i czekałam na windę, która jak na złość zatrzymywała się chyba na każdym piętrze. Pewnie znowu jakiś dzieciak wcisnął dla zabawy wszystkie przyciski. Policzyłam w myślach do dziesięciu, żeby nie oszaleć z nerwów. Po kilku sekundach obok mnie stanął mój śliczny nieznajomy. Przeglądał coś w telefonie i zdawał się mnie nie widzieć. Spojrzałam na niego i zapytałam agresywnie:

– Śledziłeś mnie?!

Spojrzał na mnie i na jego twarzy zobaczyłam nieprzyjemny grymas, który zniknął zaraz po tym, jak zorientował się, kto mu zadał pytanie.

– Nie wytrzymam… Mało kobiet w tym mieście?! – krzyknęłam.

– Daj spokój, dobra? Ja tutaj mieszkam, na czterdziestym trzecim piętrze. Od niedawna. – Zamarłam, a on bez sensu nacisnął przycisk windy, mimo że był już podświetlony. – Nie ganiam obcych kobiet, wyluzuj. Poza tym jesteś strasznie pyskata i niezbyt miła dla ludzi, którzy się o ciebie troszczą. – Poczułam się głupio.

– Ja też mam tutaj mieszkanie… na trzydziestym siódmym. Przepraszam. To po prostu dość niewiarygodny zbieg okoliczności.

– Mam pecha do zbiegów okoliczności – powiedział chłodno, ale po chwili się uśmiechnął. – Ale może jednak zła passa minie, odkąd cię poznałem. Chyba cię dzisiaj rano widziałem, gdy wsiadałaś do taksówki… – Popatrzył na mnie i w jego oczach widziałam, że właśnie odtwarza wspomnienie.

– Możliwe, że tak było… – Uśmiechnął się bardziej do siebie niż do mnie. Kątem oka dostrzegłam, że próbuje zajrzeć w mój dekolt. Bardzo mnie tym zawstydził, mimo że raczej nie jestem pruderyjną kobietą. Faceci, z którymi byłam, nie działali na mnie w taki sposób. Przy nim jednak czułam się bardzo dziwnie. Całe ciało mnie wręcz paliło. Nie wiem, czy to od whiskey, czy z jego powodu. Absolutnie nie chodziło o to, że brakowało mi seksu, bo tak nie było. Po prostu z jakiejś niezrozumiałej przyczyny bardzo go pragnęłam. To do mnie niepodobne. Widziałam go dopiero drugi raz, a jego feromony próbowały mi ściągnąć bieliznę na odległość. Zachowujesz się jak gówniara. Winda w końcu się zatrzymała i weszliśmy do niej oboje. Nie wiem, co z tymi windami, ale mają w sobie jakąś erotyczną moc. Wybrałam swoje piętro, a on swoje. Kiedy ruszyła, stałam naprzeciwko i obserwowałam go. Było mi strasznie gorąco, gdy patrzył na mnie, nie zdradzając swoich uczuć. Po prostu patrzył. Jego jasne oczy wwiercały się we mnie. Oddałabym wszystko, żeby się dowiedzieć, o czym teraz myślisz. Postawiłam wszystko na jedną kartę i wcisnęłam przycisk STOP. Igor uniósł brwi ze zdziwieniem.

– Czy teraz to ja mam się bać? Jesteś naprawdę dziwna. – Z rezygnacją pokręcił głową.

– Nie musisz się bać, ale możesz mnie dzisiaj… zerżnąć… jeśli chcesz… – powiedziałam, czerwieniąc się przy tym jak nastolatka, a potem położyłam dłoń na twarzy, chcąc zniknąć. Zerżnąć?! Powinnam przestać czytać tyle erotyków. Zaskoczony tym, co usłyszał, Igor delikatnie się uśmiechnął, a potem objął mnie całą wzrokiem, prawdopodobnie oceniając, czy jestem warta grzechu.

– Wyjątkowo kuszące, ale może najpierw zaprosisz mnie na drinka? Nie wiem, może wyglądam inaczej, ale nie posuwam obcych dziewczyn w windzie. – Przysunął się i założył mi kosmyk włosów za ucho, a potem zjechał ręką po szyi, obojczyku, pomiędzy piersiami, wywołując gęsią skórkę, a na koniec chwycił mnie w talii i przysunął do siebie. Stał się bardzo poważny i nieziemsko seksowny. Poczułam, że cała płonę, i lekko rozchyliłam usta, co on od razu wykorzystał, całując mnie bardzo delikatnie. Jego język powoli się ze mną witał. Momentalnie poczułam to coś w dole brzucha. Motyle, o których wcześniej tylko słyszałam. Poczułam też jego męskość, która nie była obojętna na moje wyznanie. Uśmiechnęłam się i wyłączyłam przycisk STOP, a kiedy winda zatrzymała się na trzydziestym siódmym piętrze, złapałam go za rękę i skierowaliśmy się do mojego mieszkania.

Igor

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści:
Okładka
Karta tytułowa
Igor
Emily
Igor
Emily
Igor
Emily
Igor
Emily
Igor
Emily
Igor
Emily
Igor
Emily
Igor
Emily
Igor
Emily
Igor
Emily
Igor
Emily
Igor
Emily
Igor
Emily
Igor
Emily
Igor
Emily
Igor

Redaktor prowadząca: Marta Budnik

Wydawca: Monika Rossiter

Redakcja: Monika Kardasz

Korekta: Katarzyna Kusojć

Projekt okładki: Mariusz Banachowicz

Zdjęcie na okładce: © skyNext, © Vladimir Gjorgiev (Shutterstock.com)

Copyright © 2020 by Ewelina Dobosz

Copyright © 2020 for the Polish edition by Wydawnictwo Kobiece Łukasz Kierus

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2020

ISBN 978-83-66611-00-9

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku:

www.facebook.com/kobiece

Wydawnictwo Kobiece

E-mail: [email protected]

Pełna oferta wydawnictwa jest dostępna na stronie

www.wydawnictwokobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek