Wydawca: HarperCollins Polska sp z o.o Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2016

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 146 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Noce z księżniczką - Michelle Celmer

To był świetny plan. Garrett postanowił rozkochać w sobie księżniczkę, a potem ją poślubić. Gdy już wejdzie do królewskiej rodziny, pomnoży swój majątek. Nie powinno być trudno, podobno Jej Wysokość Louisa to naiwna gąska, no i zupełnie niedoświadczona. Naiwna? Nie, po prostu dobra. Niedoświadczona? Owszem, ale obdarzona bardzo gorącym temperamentem...

Opinie o ebooku Noce z księżniczką - Michelle Celmer

Fragment ebooka Noce z księżniczką - Michelle Celmer

Michelle Celmer

Noce z księżniczką

Tłumaczenie: Anna Bieńkowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Księżniczka Louisa Josephine Elisabeth Alexander święcie wierzyła w przeznaczenie i miłość jak z bajki. Jeśli tylko cierpliwie poczeka, kiedyś na jej drodze pojawi się wymarzony mężczyzna. Teraz, gdy w zatłoczonej sali balowej spotkały się ich spojrzenia, pod masą migoczących czerwonych i białych światełek, obłoków srebrzystego tiulu, różowych, białych i czerwonych balonów w kształcie serca, mogłaby przysiąc, że ziemia zakołysała się jej pod nogami.

Od razu wiedziała, że to właśnie on.

Jej bliscy z pewnością by przypomnieli, że już nie raz miała takie przeczucia. Aaron by ją wyśmiał i nazwał niepoprawną romantyczką. Chris, najstarszy z rodzeństwa, tylko by ciężko westchnął i pokiwał głową, darując sobie stwierdzenie, że historia się powtarza. Anne, jej bliźniaczka, prychnęłaby szyderczo i zwięźle podsumowała, że siostrzyczka jest bardzo naiwna. Jednak tym razem było inaczej. Louise miała niezbitą pewność.

Zauważyła go natychmiast. Najbardziej intrygujący, najprzystojniejszy i najwyższy z mężczyzn obecnych na balu dobroczynnym. Kruczoczarne włosy, smagła karnacja i twarz o pięknie wyrzeźbionych rysach. Kogoś takiego nie sposób nie dostrzec.

Włoski przedsiębiorca czy śródziemnomorski książę? Kimkolwiek jest, zapewne ma pieniądze i władzę. Widać to po jego ubiorze i sposobie bycia. Prawie nikt nie pozwalał sobie otwarcie przypatrywać się osobom z rodziny królewskiej, lecz on nie odrywał od niej ciemnych oczu. Patrzył na nią, jakby się znali. Dałaby głowę, że nigdy wcześniej go nie widziała. Ktoś taki zapadłby jej w pamięć. Może nie zdawał sobie sprawy, że patrzy na księżniczkę, choć jej wysadzany brylantami diadem powinien mu to uprzytomnić.

Inne kobiety czekałyby na ruch z jego strony albo doprowadziły do na pozór przypadkowego spotkania, lecz Louisa nigdy nie bawiła się w takie gierki. Ku zmartwieniu jej nadopiekuńczego rodzeństwa. Jako najmłodsza z całej czwórki i uważana za nadmiernie ufną, była traktowana jak dziecko. Jednak wbrew temu, co twierdziła rodzina, nie każdy interesował się nią jedynie ze względu na majątek i tytuł, zresztą takich od razu rozpoznawała.

Oddała kelnerowi kieliszek po szampanie i ruszyła w stronę nieznajomego. Rozkloszowany dół wieczorowej sukni w ulubionym różowym odcieniu bezszelestnie zafalował wokół jej nóg. Mężczyzna wciąż nie odrywał od niej oczu. Gdy podeszła, opuścił wzrok, skłonił głowę i odezwał się głębokim, aksamitnym tonem:

– Wasza Wysokość wygląda dziś uroczo.

Niezły początek. Mówi bez śladu akcentu. Czyli najprawdopodobniej pochodzi z Thomas Isle.

– Ma pan nade mną przewagę – odparła. – Najwyraźniej pan mnie zna, a ja nie przypominam sobie, żebyśmy się kiedyś poznali.

– To dlatego, że nigdy się nie spotkaliśmy.

– Tak, to wszystko wyjaśnia – powiedziała z uśmiechem.

Miał około trzydziestu kilku lat, dziesięć więcej niż ona, ale zawsze podobali się jej starsi, doświadczeni mężczyźni. Ledwie sięgała mu do brody. Potężny i umięśniony. Nie nosił obrączki.

Podała mu rękę.

– Księżniczka Louisa Josephine Elisabeth Alexander.

– Bardzo długie imię – rzekł z leciutkim uśmiechem.

Ujął jej dłoń i podniósł do ust. Delikatnie musnął ustami skórę.

– A pan jest…?

– Zaszczycony poznaniem Waszej Wysokości.

Albo nie ma pojęcia o etykiecie, albo udaje głupiego.

– Pan się jakoś nazywa?

Przekorny uśmieszek jednoznacznie świadczył, że nadal się z nią przekomarza. Serce zatrzepotało jej w piersi.

– Garrett Sutherland – przedstawił się.

Sutherland? Już gdzieś słyszała to nazwisko. Nagle ją olśniło. Brat kilka razy wspominał o potężnym właścicielu ziemskim, którego posiadłości niemal dorównywały tym królewskim. Pan Sutherland był nie tylko jednym z najbogatszych ludzi na wyspie, ale jednym z najbardziej tajemniczych. Nigdy nie brał udziału w wydarzeniach publicznych, co najwyżej w spotkaniach biznesowych. Trzymał się z dala od życia towarzyskiego.

Ktoś taki z całą pewnością nie poluje na jej majątek.

– Panie Sutherland – zagadnęła. – Słyszałam o panu wiele dobrego. Cieszę się, że wreszcie mogę pana poznać.

– Przyjemność po mojej stronie, Wasza Wysokość. Zwykle nie uczestniczę w takich imprezach, lecz zbiórka funduszy na rozwój kardiologii to bardzo szczytny cel, również w aspekcie choroby pani ojca. Nie mogłem się nie pojawić. – Rozejrzał się dyskretnie. – Nie widziałem króla. Dobrze się czuje?

– Bardzo dobrze, biorąc pod uwagę jego stan. Chciał się pokazać, lecz lekarz kategorycznie zabronił mu wystąpień publicznych.

Ojciec Louisy, król Thomas Isle, cierpiał na poważną chorobę i przez ostatnie dziewięć miesięcy musiał korzystać z urządzenia wspomagającego pracę serca. Dzisiejszy bal dobroczynny to był pomysł Louisy. Rodzina zazwyczaj uznawała jej pomysły za naiwne, lecz tym razem potraktowali ją poważnie. Choć nie zgodzili się, żeby zorganizowała imprezę, lecz wynajęli profesjonalną firmę. Spanikowali. Cóż, z czasem zrozumieją, jak źle ją oceniali.

Orkiestra zagrała jej ulubionego walca.

– Może zatańczymy, panie Sutherland?

Uniósł brew. Większość kobiet czekałaby, by to mężczyzna wykonał pierwszy krok, ale ona nie jest jak większość kobiet. Poza tym czy to coś złego, jeśli trochę przyśpieszy bieg wydarzeń?

– Będę zaszczycony, Wasza Wysokość.

Podał jej ramię i poprowadził na parkiet. Czekała, że ktoś z rodzeństwa zablokuje im drogę, ale Chris i Melissa, w zaawansowanej ciąży z trojaczkami, pod nieobecność rodziców pełnili funkcję gospodarzy. Aaron nie odchodził na krok od świeżo poślubionej żony. Olivia była naukowcem i poza laboratorium czuła się jak ryba wyrzucona na piasek.

Louisa poszukała wzrokiem Anne i ku swemu zdumieniu ujrzała ją pochłoniętą rozmową z synem premiera, Samuelem Baldwinem. Nie należał do osób, które siostra darzyła sympatią.

Nikt z rodziny nie zwracał na nią uwagi. Zatańczy z kimś, kto nie został zawczasu dokładnie prześwietlony. Gdy przygarnął ją bliżej i zajrzał jej w oczy, wszyscy wokół przestali istnieć.

Jak na pierwszy taniec trzymał ją skandalicznie blisko, lecz czuła się fantastycznie. Doskonale do siebie pasowali, idealnie zgrani. Wciąż zaglądał jej w oczy, jakby chciał dotrzeć do jej duszy. Jego były czarne, nieprzeniknione i tajemnicze. Pachniał cudownie, czystością i korzennymi nutami. Czarne włosy wydawały się tak jedwabiste, że chętnie zanurzyłaby w nich palce. Chciałaby poznać smak jego ust, a intuicja szeptała, że na pewno by się nie rozczarowała.

Utwór się skończył, orkiestra zaczęła grać wolny utwór. Garrett przygarnął ją bliżej. Zatańczyli kolejny taniec, i jeszcze jeden.

Oboje milczeli. Słowa nie były potrzebne. Jego oczy i lekki uśmiech wystarczyły jej za wszystko. Wiedziała, co myśli i co czuje. Gdy orkiestra zrobiła przerwę, z ociąganiem wypuścił Louisę z objęć i zeszli z parkietu. Nie zwracała uwagi na ciekawe spojrzenia. Ludzie gapili się na nich. Pewnie zastanawiali się, kim jest tajemniczy przystojniak tańczący z księżniczką. Czy są parą? Przecież wystarczy spojrzeć, aby wiedzieć, że są dla siebie stworzeni.

– Wyjdziemy na patio? – zaproponowała.

– Idę za panią, Wasza Wysokość.

Słońce już zaszło i znad oceanu wiała chłodna bryza. Gdyby nie ochroniarze przy wejściu do ogrodu, byliby zupełnie sami.

– Piękny wieczór – zagaił Garrett, patrząc na usiane gwiazdami niebo.

– Tak. – Najbardziej lubiła czerwiec, gdy świat był pełen barw i rozkwitającego życia. Czy może być lepszy czas na spotkanie wymarzonego mężczyzny?

– Proszę opowiedzieć mi o sobie, panie Sutherland.

– Co chciałaby pani wiedzieć?

– Mieszka pan tutaj?

– Od urodzenia. Wychowałem się koło miasteczka Varie, po drugiej stronie wyspy.

Typowe urocze miasteczko, nic więcej. Choć jego pochodzenie nie ma dla niej znaczenia. Liczy się tylko to, że jest teraz tutaj, z nią.

– Czym zajmują się pana rodzice?

– Ojciec był farmerem, matka szwaczką. Są na emeryturze i mieszkają w Anglii, z moim bratem i jego rodziną.

Trudno sobie wyobrazić, że ten bogaty biznesmen wychował się w bardzo skromnej rodzinie. Osiągnął naprawdę wiele.

– Ma pan więcej rodzeństwa?

– Trzech braci.

– Młodszych? Starszych?

– Jestem najstarszy.

Gdyby mogła się kiedyś tak poczuć, choćby przez dzień czy dwa! Być najstarszą, a nie najmłodszą w rodzinie.

Od morza powiał chłodny wiatr. Louisa wzdrygnęła się, potarła dłońmi ramiona. Powinni wejść do pałacu, nim się przeziębi. Teraz, gdy tata czuł się słabo, reszta rodziny tym bardziej musi na siebie uważać.

– Jest pani zimno – zauważył.

– Trochę. – Spodziewała się, że zaproponuje powrót do domu, lecz on zdjął marynarkę i otulił nią jej ramiona. Tkanina była ciepła, przesycona zapachem jego ciała. Teraz chciała już tylko jednego – żeby wziął ją w ramiona i pocałował. Wiedziała, że jego usta będą mocne, a jednocześnie delikatne. Miliony razy wyobrażała sobie tę scenę, od młodzieńczych lat. Idealny pocałunek. Do tej pory tego nie doświadczyła, żaden mężczyzna nie okazał się tym wyśnionym. Garrett będzie tym jedynym, nawet jeśli to jej przyjdzie zrobić pierwszy krok.

Rozważała w duchu taką możliwość, już prawie gotowa przejść do czynu, gdy w otwartych drzwiach ktoś się pojawił. Chris, najstarszy brat, przyglądał się im z surową miną.

– Panie Sutherland, bardzo mi miło, że jednak przyjął pan zaproszenie na bal.

Garrett skłonił głowę.

– Wasza Wysokość.

Chris podszedł, uścisnął dłoń Garretta. Widziała, że brat jest spięty. Nie lubi Garretta? Nie ufa mu? A może jak zwykle jest nadopiekuńczy?

– Widzę, że poznał pan księżniczkę.

– Czarująca kobieta – odparł Garrett. – Choć obawiam się, że nadużyłem jej czasu.

Chris posłał siostrze ostre spojrzenie.

– Księżniczka musi wypełniać swe powinności.

– Daj mi minutkę – poprosiła brata.

Chris niechętnie skinął głową.

– Miłego wieczoru – rzucił w stronę Garretta i odszedł.

Louisa uśmiechnęła się przepraszająco.

– Przepraszam, jeśli wydał się nieuprzejmy. Za bardzo się mną przejmuje. Jak cała rodzina.

Garrett uśmiechnął się ze zrozumieniem.

– Gdybym miał taką czarującą siostrę, też byłbym taki.

– Powinnam zająć się gośćmi.

– Oczywiście, Wasza Wysokość.

Podała mu marynarkę.

– Zastanawiam się, czy zechce pan przyjąć zaproszenie na kolację w pałacu.

– Z ogromną chęcią.

– Jest pan wolny w najbliższy piątek?

– Dopasuję moje plany.

– Jadamy punktualnie o siódmej, ale może zjawić się pan wcześniej. Wpół do siódmej?

– Proszę na mnie liczyć. – Ujął jej dłoń, złożył na niej lekki pocałunek. – Dobranoc, Wasza Wysokość.

Odprowadzała go wzrokiem, póki nie zniknął w tłumie gości. Te sześć dni, póki go znów nie zobaczy i nie zajrzy w jego przepastne czarne oczy, będą najdłuższymi dniami w jej życiu.

ROZDZIAŁ DRUGI

Garrett upił szampana, przeszedł przez salę balową. Nie spuszczał oczu z Louisy. Wszystko szło zgodnie z planem.

– Niezłe przedstawienie – usłyszał znajomy głos. Odwrócił się. Weston Banes, jego najlepszy druh i dyrektor handlowy, uśmiechał się chytrze.

Garrett popatrzył na niego z miną niewiniątka.

– Przedstawienie? Co za pomysł?

Wes nie dał się zwieść. Znali się od dawna; pracował w jego firmie od chwili, gdy dziesięć lat temu Garrett kupił pierwszą działkę.

– Doszedłem do ściany – oświadczył Garrett.

Wes popatrzył na niego pytająco.

– Chyba nie łapię.

– Kupiłem wszystkie komercyjne działki na wyspie, z wyjątkiem ziemi należącej do rodziny królewskiej. Czyli jestem na ostatniej prostej. Pozostało mi przejąć kontrolę nad ich terenem.

Na twarzy Wesa pojawił się porozumiewawczy uśmieszek.

– A jedynym sposobem, żeby tego dopiąć, jest wżenienie się w rodzinę królewską.

– Właśnie. – Miał do wyboru księżniczkę Anne, powszechnie uznawaną za sekutnicę, i księżniczkę Louisę, panienkę słodką i łatwowierną, zapewne też mało rozgarniętą. Choć po tym, jak dzisiaj na niego patrzyła, jak reagowała na jego dotyk, być może rzeczywiście jest taka urocza i niewinna, jak o niej mówią.

– To bardzo bezwzględne podejście, nawet jak na ciebie. Cóż, cel uświęca środki.

Nie chodziło o pomnożenie majątku. Już i tak miał więcej, niż mógłby wydać do końca życia. Celem było zdobycie władzy i kontroli. Jeśli miałby poślubić księżniczkę, król najpierw nadałby mu odpowiedni tytuł, prawdopodobnie książęcy. Syn farmera i szwaczki stałby się jedną z najpotężniejszych osób w państwie. Niewyobrażalne. Jeśli odpowiednio wszystko rozegra, przejmie władzę nad wyspą.

– Później obgadamy szczegóły. Włączysz się w sprawę, bo to dotyczy i ciebie.

– Zawsze się zarzekałeś, że ślub i dzieci to nie dla ciebie.

Garrett wzruszył ramionami.

– Czasami trzeba się poświęcić.

– Jak ci poszło?

– Całkiem dobrze.

– Jeśli tak, to czemu jesteś tutaj, a ona daleko?

Garrett uśmiechnął się przebiegle.

– Bo już dostałem to, o co mi chodziło.

– Wolę nie pytać o szczegóły.

– Daruj sobie brudne myśli. Mówię o zaproszeniu na kolację w pałacu.

Wes uniósł brwi.

– Powaga?

– W piątek o wpół do siódmej.

– Cholera. – Z niedowierzaniem pokręcił głową. – Niezły jesteś.

– Mam taki dar, że kobiety nie mogą mi się oprzeć. Zapytaj żonę.

Wes odwrócił się i popatrzył na Tię. Byli małżeństwem od pięciu lat. Stała przy barze w towarzystwie kilku pań.

– Muszę ją zabrać, nim wypije za dużo szampana i przyjdzie mi taszczyć ją do samochodu.

– Powinna częściej wychodzić z domu.

– Chciałbym. – Tia, choć nie musiała liczyć się z groszem, uważała, że nikt nie zatroszczy się o ich pierworodnego tak dobrze, jak ona i Wes. Wes spędzał w pracy mnóstwo czasu, więc Tia była uziemiona w domu. To było jej pierwsze publiczne wyjście od trzech miesięcy, czyli od narodzin ich synka.

– Idziesz? – zapytał Wes.

Garrett jeszcze raz popatrzył na księżniczkę. Była zajęta rozmową z ważnymi osobistościami. Skinął głową i ruszył za Wesem do baru. W głowie układał plan na przyszłość. Już wiedział, co jej powiedzieć, a czego unikać, przewidywał, kiedy dojdzie do pierwszego pocałunku. Już ją rozpracował. Najważniejsze, to działać powoli. Wszystko powinno pójść po jego myśli. I wkrótce, może już w piątek, doprowadzi do tego, że będzie mu jadła z ręki.

Przeczucie jej nie myliło.

Ten tydzień ciągnął się w nieskończoność. Nie mogła doczekać się piątku, a kiedy wreszcie nadszedł, czas dłużył się niemiłosiernie. Wreszcie, gdy już czuła, że nie wytrzyma ani minuty dłużej, punktualnie o wpół do siódmej pod pałac podjechał lśniący czarny kabriolet, z którego wysiadł Garrett.

Obserwowała go z okna biblioteki. Z niedowierzaniem, że ktoś tak zamożny nie ma własnego szofera. I dziwiąc się, jak taki masywny mężczyzna mieści się w niedużym samochodzie. Może kiedyś zabierze ją na przejażdżkę? Oczywiście za nimi pojedzie ochrona, bo nikt z rodziny królewskiej nie może ruszać się bez obstawy. Zwłaszcza po pogróżkach, które dostają od lata.

Ostrożnie zerkała zza firanki. Garrett podszedł do frontowych drzwi. Wyglądał fantastycznie. Przystojny i dystyngowany. Jest taki wysoki!

Chris nie był zachwycony, gdy rano usłyszał, że zaprosiła Garretta. Gdyby zdradziła to wcześniej, rodzeństwo nie dałoby jej żyć. Przez cały tydzień by się z niej nabijali.

Dzisiaj już tego doświadczyła. Chris podał w wątpliwość motywy Garretta. Aaron podniósł kwestię różnicy wieku. Anne, od dnia balu naburmuszona i wyjątkowo zgryźliwa, nie omieszkała dorzucić, że Garrett jest poza zasięgiem Louise i chodzi mu tylko o jedno. Ciekawe, skąd wiedziała, skoro nawet go nie poznała? Nawet rodzice, ostatnio coraz bardziej polegający na opinii najstarszego syna, nie kryli sceptycyzmu.

Kiedy Chris poślubił księżniczkę z nieprawego łoża, wszyscy robili dobrą minę do złej gry, ze względu na dobro kraju. Gdy Aaron oznajmił, że żeni się z amerykańską uczoną, sierotą, w której żyłach nie krążyła ani kropla królewskiej krwi, nikt nawet nie mrugnął. To dlaczego ona nie może spotykać się z bogatym biznesmenem?

Z czystej ciekawości poszukała w internecie informacji na temat Garretta. Nie znalazła wiele, no i żadna nie stawiała go w negatywnym świetle.

Chris z pewnością nakazał szefowi ochrony zdobycie wszelkich informacji o ich gościu. Nie psuło jej to humoru. Instynktownie wiedziała, że Garrett jest dobrym człowiekiem. Przecież zna się na ludziach.

Zadzwonił dzwonek. Przysiadła na kanapie, czekając, aż kamerdyner Geoffrey wpuści Garretta. Wygładziła fałdki na bladoróżowej sukience bez rękawów.

W normalnych okolicznościach wybrałaby bardziej oficjalny strój, lecz to ich pierwsza randka i chciała wyglądać jak najlepiej.

Minęła wieczność, nim otworzyły się drzwi biblioteki i do środka wszedł Garrett. Podniosła się, żeby go powitać.

Podobała się jej pewność siebie, jaka od niego biła. Jest taki inny od zadufanych w sobie młodzieńców z królewskich rodów. Bogatych i utytułowanych, rozpuszczonych i zepsutych do cna.

Louisa i jej rodzeństwo byli wychowani w poczuciu, że nic nie jest im dane raz na zawsze, a najważniejsza jest rodzina. Może to tylko pobożne życzenia, lecz miała przeczucie, że Garrett podziela te przekonania.

Na jej widok uśmiechnął się promiennie. Skłonił głowę.

– Miło mi panią znów widzieć, Wasza Wysokość.

– Cieszę się, że udało się panu przyjść – odparła.

– Ma pan ochotę na drinka? – zapytał Geoffrey.

– Poproszę szkocką – uprzejmie odparł Garrett, czym z miejsca ją ujął. Nie znosiła, gdy ktoś niewłaściwie odnosił się do służby.

– Białe wino, Wasza Wysokość? – Geoffrey popatrzył na nią.

– Bardzo chętnie, dziękuję. – Wskazała na kanapę, patrząc na Garretta. – Proszę się rozgościć.

Wydawał się całkowicie zrelaksowany, jakby bywał w pałacu bardzo często. Natomiast ona z trudem panowała nad emocjami. Geoffrey podał drinki i dyskretnie się wycofał.

– Liczyłam, że przedstawię moich rodziców, ale niestety nie będą dziś na kolacji.

– Pani ojciec nie czuje się najlepiej? – zapytał z niepokojem.

– Czekają go badania i zabiegi. Jego układ odpornościowy jest osłabiony, ze względu na niebezpieczeństwo infekcji musi ograniczać kontakty z innymi ludźmi.

– Może następnym razem. – Czy w ten sposób daje do zrozumienia, że chciałby znów się z nią spotkać?

– Muszę ostrzec, że przy kolacji może się pan poczuć jak przed hiszpańską inkwizycją.

Garrett uśmiechnął się.

– Spodziewałem się tego. Nie mam nic do ukrycia.

– Sprawdziłam pana w internecie.

– Naprawdę?

– Tak, ale nie znalazłam zbyt wiele.

– Bo prawie nic o mnie nie ma. Jestem prostym człowiekiem, Wasza Wysokość. Niektórzy mogą uznać mnie za… nudnego.

Akurat. Jest niebywale intrygujący. Mroczny i poważny, lecz kiedy się uśmiecha, w kącikach oczu powstają urocze zmarszczki.

Już miała zapewnić, że nigdy nie uznałaby go za nudnego, lecz w tej samej chwili na progu stanęła rodzina. W pełnym składzie.

Ależ mają wyczucie! No jasne, za nic nie pozwolą, żeby pobyła choć chwilę sam na sam z wymarzonym mężczyzną.

Garrett podniósł się, Louisa też wstała, żeby dokonać prezentacji.

– Garrett, pan już zna moich braci. Książę Chris i książę Aaron.

– Bardzo mi miło. – Garrett skłonił głowę. Uścisnęli sobie dłonie.

– To moja bratowa, księżniczka Melissa.

– Wystarczy Melissa – sprostowała ze śpiewnym południowym akcentem, pamiątką po latach spędzonych w Stanach. Mocno uścisnęła dłoń Garretta. – Miło mi pana poznać, panie Sutherland. Wiele o panu słyszałam.

– Proszę mi mówić po imieniu. Widzę, że niedługo zostanie pani mamą. Gratuluję.

– Trudno nie zauważyć – zaśmiała się, kładąc rękę na mocno zaokrąglonym brzuchu.

– Domyślam się, że rozwiązanie już niedługo.

– Dobrze byłoby dotrwać do trzydziestego szóstego tygodnia, żeby płuca dzieci zdążyły się rozwinąć. Przy ciąży mnogiej często następuje przedwczesny poród. Prawdę mówiąc, nie wyobrażam sobie, jak mogłabym wytrzymać jeszcze miesiąc. Czuję się jak słonica.

– Zawsze uważałem, że nie ma nic piękniejszego niż kobieta oczekująca narodzin dziecka – odparł Garrett.

Melissa uśmiechnęła się promiennie i Louisa nie miała wątpliwości, że Garrett z miejsca ją zawojował.

Aaron postąpił krok naprzód.

– To moja żona, księżniczka Olivia.

Liv uśmiechnęła się nieśmiało. Jeszcze nie przyzwyczaiła się do nowej roli. Zajmowała się genetyką roślin. O wiele lepiej czuła się w laboratorium niż w kontaktach z ludźmi. Uścisnęła dłoń Garretta.

– Miło mi pana poznać.

Anne, nie czekając na przedstawienie, podeszła do Garretta.

– Jestem Anne. – Zdecydowanym ruchem ścisnęła rękę Garretta, potrząsając nią tak mocno, że Louise aż się zaniepokoiła.

– Miło mi panią poznać, Wasza Wysokość – z uśmiechem powiedział Garrett. Uosobienie wdzięku i etykiety. Bez problemu wybrnął z niezręcznej sytuacji.

– Muszę przyznać, że zdziwiłem się, gdy rano Louisa powiedziała nam, że będzie pan na kolacji – rzekł Chris. Louisa chętnie by przyłożyła bratu.

Na szczęście Garrett nie wyglądał na urażonego. Uśmiechnął się promiennie.

– Też byłem odrobinę zaskoczony, gdy mnie zaprosiła. Nie mogłem uwierzyć w swoje szczęście. Przyciągnąłem uwagę najpiękniejszej kobiety na balu.

Geoffrey stanął w drzwiach i oznajmił, że podano kolację.

Melissa podała rękę Chrisowi.

– Idziemy?

– Idźcie, ja chciałbym zamienić słówko z naszym gościem.

Louisa zamarła. Oby tylko nie wyrwał się z czymś niepotrzebnym.

– To zajmie minutkę – dodał Chris, widząc wahanie żony.

Louisa posłała Garrettowi przepraszające spojrzenie, on tylko się uśmiechnął. Wszyscy wyszli.

Tytuł oryginału: Virgin Princess, Tycoon’s Temptation

Pierwsze wydanie: Silhouette Desire, 2010

Redaktor serii: Ewa Godycka

Opracowanie redakcyjne: Grażyna Ordęga

Korekta: Małgorzata Narewska

© 2010 by Michelle Celmer

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2014, 2016

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-1951-8

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.