Niepokorny? - Karolina Wilczęga - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

Niepokorny? ebook i audiobook

Wilczęga Karolina

4,3

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

93 osoby interesują się tą książką

Opis

 Kontynuacja losów Ivy i Matta!

Ivy i Matt wreszcie odnaleźli drogę do wspólnego szczęścia. Po latach rozłąki ich miłość rozpala się na nowo, a z każdym kolejnym dniem odkrywają siebie jeszcze głębiej – bez masek, bez niedopowiedzeń, bez ucieczek.

Ivy skupia się na pracy i próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Jednak paparazzi podążają za nią jak cienie, a media nieustannie tworzą sensacyjne, często krzywdzące historie. Dziewczyna stara się zachować normalność, ale świat, do którego została wrzucona, nie zna granic ani litości.

Matt pragnie jednego – szczęścia Ivy. Doskonale wie jednak, że jego życie sprzed powstania W&L&C Media i to, które prowadzi teraz, różnią się diametralnie. Rozpoznawalność, władza i wpływy mają swoją cenę. Mężczyzna zrobi wszystko, by chronić ukochaną, ale zdaje sobie sprawę, że z potęgą mediów i plotek nie wygrywa się łatwo.

Jakby tego było mało, demony przeszłości powracają, by wystawić ich związek na kolejną próbę. Czy miłość, którą ledwo udało się ocalić, przetrwa w świecie, w którym uczucie bywa traktowane jak słabość? Czy Ivy i Matt zdołają ochronić to, co dla nich najcenniejsze?

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 267

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 6 godz. 59 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Ewa JakubowiczMateusz Kwiecień

Oceny
4,3 (201 ocen)
126
33
27
10
5
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Lucyna78

Nie oderwiesz się od lektury

Wspaniała książka z resztą jak wszystkie. Czekam na kolejne pani ksiazki. Polecam wszystkim nowym czytelnikom książki napisane przez panią Karolinę Wilczęga :j.
80
Ewakr1

Nie oderwiesz się od lektury

piękne zakończenie pięknej pary
80
baasia67

Nie oderwiesz się od lektury

Jak zwykle super książka a lektorzy wspaniali ❤️
80
Mirka33124

Nie oderwiesz się od lektury

Fajna kontynuacja. Polecam😍
70
FascynacjaKsiazkami

Nie oderwiesz się od lektury

Cudownie jest się wrócić do bohaterów,którzy skradli me serce. Czytajcie-polecam🩶
50



ROZDZIAŁ 1

MATTHEW

Ivy mnie kocha.

Mnie.

Wybaczyła mi, choć na to nie zasługuję. Każda uncja mojego serca należy do niej. Do Ivy. I choć nieporozumienie rozdzieliło nas na pięć lat, wiem, że kolejnych już nie będzie. Po moim, kurwa, trupie. Odkąd jesteśmy razem, moje życie biegnie dwoma torami. Jeden to W&L&C Media – moja pasja, praca, której jestem oddany. Żyję nowymi tematami, dobieram osoby, z którymi przeprowadzam wywiady, a także odkrywam brudy ze świata, które z radością ujawniam. A drugi to Ivy – i wszystko, co tyczy się właśnie jej. Odkrywam jej nowe pasje, daję motywację do działania. Widząc, jaką radość sprawia jej praca, którą wykonuje, wiem, że jest w swoim miejscu na ziemi. Jednak to nasza codzienność fascynuje mnie najbardziej. Możliwość patrzenia, jak się budzi. Jak bierze swój ulubiony kubek i robi kawę. Kiedy siada przy biurku, zagryza ołówek i z dokładnością czyta kolejną książkę, nad którą pracuje.

Chronię ją przed ciekawskimi dziennikarzami i mediami, które czekają, aby zdobyć coś na jej temat. Nie łudzę się. Wiem, jaki jest ten zawód. Większość dziennikarzy to kanalie, które dla wyświetleń zrobią wszystko. Pamiętam, jak Ivy zadzwoniła do mnie spanikowana, że paparazzi stoją pod jej domem, czekając na odpowiedni moment, aby zrobić zdjęcie. To był początek naszego związku, a pseudodziennikarki tylko czekały, aby napisać kolejny obrzydliwy artykuł na jej temat. Widziałem wtedy strach w jej oczach. Nie tylko o siebie, ale o mamę i najbliższych. Kurwa, martwiła się nawet o naszych sąsiadów. Ivy zawsze dba o bliskie jej osoby i nie chce, aby ktokolwiek czuł się osaczony. A niestety dziennikarze potrafią zrobić zamieszanie.

Jednak ten test musiał się odbyć. Ivy zrozumiała, że nie żartowałem, mówiąc o zainteresowaniu mediów. Kiedy między nami zaczęło rodzić się uczucie, byłem przerażony tym, co mogą zrobić. Ile jadu wyleją na mnie, a co gorsza na nią. Ivy była młoda, dopiero wchodziła w życie i rozpoczynała swoją ścieżkę zawodową. Z pewnością zniszczyliby ją na starcie, dodali swoje nagłówki dyskwalifikujące jej osiągnięcia. A co najgorsze mogłaby przeczytać, że wszystko jest moim dziełem. Pisaliby, że ją stworzyłem, dałem koneksje, a doskonale wiedziałem, jak bardzo chce być niezależna. Nie chciałem jej tego fundować. Wtedy W&L&C Media dopiero rozkręcało się na rynku. Nie miałem takich możliwości jak dziś, aby ją chronić. Poniósłbym porażkę, a ona zamknęłaby się w sobie. W ten sposób zniszczyłbym nasz związek, a nie tego chciałem.

Dzisiaj jest zupełnie inaczej. Ja mam pozycję, władzę i pieniądze, o których wielu dziennikarzy mogłoby pomarzyć. Ivy pracuje w wydawnictwie jako asystentka mojej znajomej i spełnia się w tej roli, choć wiem, że z pewnością i ona zostanie kiedyś główną redaktorką. Ma ogromną intuicję do świetnych powieści i wie, jak wesprzeć nowych autorów. Jest świetna w swoim fachu i jestem przekonany, że odniesie sukces. Nie widzę innego wyjścia. Dzisiaj jest bardzo spokojnie. Prawdę mówiąc, jest tak od wczorajszego wieczoru, kiedy Rose postanowiła ukraść moją dziewczynę. Podobno potrzebowały kobiecego wieczoru czy coś w tym stylu. Ani trochę mi się to nie podoba, ale nie mam wyjścia. Siedzę w biurze i sprawdzam najnowsze wiadomości w sieci, kiedy do środka wchodzi Trevor. Unoszę na niego zirytowane spojrzenie.

– Puka się.

On jednak wchodzi zadowolony z siebie i wyszczerza się w głupawym uśmiechu. Zamyka za sobą drzwi, a następnie poprawia swoją marynarkę i siada naprzeciwko mnie.

– Pukasz to ty teraz Ivy, drogi przyjacielu – kontruje od razu. – Swoją drogą, muszę znaleźć sobie jakąś ślicznotkę na weekend. Ostatnio żyję tylko pracą, w końcu to bardzo niezdrowe. Przez plan Michaela nie śpię po nocach i zastanawiam się, jak ułożyć nasz budżet, żebyśmy zmieścili się z naszymi inwestycjami.

Parskam śmiechem. Michael potrafi zmotywować nas do działania w ciągu chwili. Nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. I choć nie trzeba nas popychać do pracy, to Clarke jest tym, który nas strzeże i wie wszystko, zanim zrobimy pierwszy krok.

– Faktycznie, twój kutas może sobie nie poradzić z nagłym odstawieniem kobiet.

Mężczyzna mruży oczy i opiera się wygodnie o fotel. Ostatnio mieliśmy sporo pracy i żaden z nas nie miał ani chwili odpoczynku. Trevor niejednokrotnie zostawał dłużej w pracy tylko dlatego, że ja chciałem wyjść wcześniej do domu. Pilnował mojego działu, abym ja mógł spędzić czas z Ivy. Choć go o to nie prosiłem, robił to z własnej nieprzymuszonej woli.

– Nie każdy zakłada dobrowolnie smycz na swoją szyję tylko po to, aby mieć nudny seks do końca swoich dni.

Uśmiecham się niczym cwaniak, który wygrał największe trofeum na świecie. Gdyby tylko wiedział, jak teraz smakuje moja codzienność, to zazdrość zjadłaby go od środka. Ivy pozwoliła mi przejrzeć na oczy i zobaczyć, jak puste było bez niej moje życie.

– Skąd wiesz, że nudny? Może ciekawszy od twojego? – podpuszczam go. – Zdecydowanie ma lepszy smak.

Trevor oczywiście nie daje się sprowokować. Przewraca oczami, ponieważ dla niego miłość to abstrakcja. Choć mnie do niedawna też się tak wydawało. Oboje zaliczaliśmy wiele panienek, czasami zabawialiśmy się wspólnie z chętnymi dziewczynami. Seksualność nie była dla nas tematem tabu. Ale teraz wszystko się zmieniło. Znamy się jak łyse konie i on doskonale wie, gdzie jest granica. Poza tym lubi Ivy, a ona – o dziwo – lubi jego. Widać, że pieprzony urok Trevora Lewisa działa na wszystkie kobiety.

– Z pewnością – odpowiada krótko, najwidoczniej nie chcąc kontynuować tematu. – Wysłałem ci zestawienie dotyczące naszych wyników finansowych. Powinieneś się cieszyć. Wszystkie twoje filmy mają kilkumilionowe wyświetlenia. Widzowie są zachwyceni naszymi treściami.

– Widziałem – mówię zadowolony. – Prawdę mówiąc, spodziewałem się takiego wyniku. Rozmowa z Mikiem Bruce’em była czymś wyczekiwanym przez widzów.

Lewis śmieje się cicho i kręci głową.

– I nie tylko – stwierdza. – Wszystkie młode dziewczyny wzdychają do niego i wydaje się, że jego gwiazda dopiero zaczyna nabierać blasku. Która nie chciałaby umięśnionego futbolisty, z gębą rodem z magazynów modowych?

Kiwam głową. Wiedziałem, że ten materiał przykuje uwagę. Mike Bruce to młody gwiazdor futbolu, który ostatnio stał się bohaterem meczu. Wszedł na ostatnie kilka minut i odmienił losy spotkania. Po tym rozpoczęła się lawina i prawdę mówiąc, miałbym to w dupie, ale jego historia zwróciła moją uwagę. Chłopak, który wywodzi się z niezbyt dobrze sytuowanej rodziny. Musiał wziąć kredyt, aby rozpocząć studia. I ten, który teraz będąc w swoim prime życia, nadal opowiada o swoich rodzicach, rodzinie, o tym, ile im zawdzięcza. I wiem, że mówi to szczerze.

– Fakt, może i teraz oszlifowali go i zrobili z niego gwiazdę, ale wcześniej nikt o nim nie słyszał. Był zwykłym rezerwowym zawodnikiem z potencjałem, który miał przysłużyć się drużynie. Ta sztuka mu się udała.

– Oby tylko nie zakochał się sam w sobie – burczy Trev. – Doskonale wiesz, jak sodówka potrafi uderzać do głowy.

Chcę powiedzieć, że nie wiem, ale to byłoby kłamstwo. Nie jestem z tego dumny, a rozliczanie samego siebie nie jest najlepszym doświadczeniem. Niemniej jednak stawanie w prawdzie jest dla mnie ważne, ponieważ skoro ja sam nie jestem szczery wobec siebie, to jak mogę oceniać innych?

– Pierwsze lata były ciekawe – odpowiadam zdawkowo.

Trevor unosi brew.

– Ciekawe? – Prycha. – Imprezowaliśmy w najlepszych miejscach, laski rzucały się na nas jak na Bogów. Nie mieliśmy równych sobie, a na dodatek w grę wchodziły pieniądze, o których mogliśmy wcześniej tylko marzyć. Tylko Michael zachował zimną krew i nie dał się temu szaleństwu.

Opieram się wygodnie o oparcie fotela.

– Michael jest starym wyjadaczem. Kimś, kto znał biznes, zanim my zaczęliśmy istnieć. Być może nie miał tak ogromnych pieniędzy jak teraz, ale zdecydowanie był bardziej doświadczony życiowo. Nie w głowie były mu imprezy czy zaliczanie panienek.

– Nie bez powodu rozwiódł się z żoną – mówi neutralnie Trev. – Każda decyzja niesie za sobą skutki. My szybko się otrząsnęliśmy i miejmy nadzieję, że Bruce nie wpadnie w te piękne, złote sidła zwane sławą.

Kiwam głową.

– A co do remontu studia, to jesteśmy na dobrej drodze do otwarcia dla ciebie takiego funduszu, który da ci możliwość zrobienia wszystkiego tak, jak chcesz.

Uśmiecham się zadowolony. Remont studia jest dla mnie czymś ważnym, ponieważ chciałbym na jesień wrócić w zupełnie nowej odsłonie. Coraz więcej dziennikarzy pracuje na najwyższych obrotach, pokazując mi nowe materiały czy pomysły na programy. Szkoda tracić czas, tym bardziej że są to naprawdę obiecujące tematy.

– Sponsorzy się odezwali?

– Żeby tylko jeden – odpowiada dumnie Trev. – Każdy chce z nami współpracować, ale sęk w tym, że jestem bardzo wybiórczy. Nie chcę, aby ktoś podcierał sobie nami dupę w zamian za kasę. Wolę, aby współprace były przemyślane, a nie tylko oparte na finansowaniu.

W tym wypadku zawsze zgadzam się z chłopakami. Był moment, że firmy z różnych branż dzwoniły do nas, aby móc zareklamować swój produkt. Oferty się pojawiały, a pieniądze były coraz lepsze. Jednak nie chcieliśmy zrobić z firmy słupa reklamowego. To musiało być to coś. Pociągać naszych widzów, ale i nas, abyśmy widzieli w danym produkcie potencjał.

– Zgadza się – odpowiadam po chwili milczenia. – Lepiej poczekać na kogoś konkretnego, niż rzucić się na byle co.

– Masz coś nowego?

Trevor wskazuje na dokumenty obok mojego laptopa. Doskonale wie, że uwielbiam tropić nowe historie bohaterów, którzy zdecydowanie nie powinni się tak nazywać.

– Mam. – Otwieram jedną z teczek i wyciągam zdjęcie. Przesuwam je po biurku w jego stronę. – Poznajesz?

Lewis zerka na zdjęcie, a jego oczy robią coraz szersze. Najwidoczniej nie tylko mi wybiło kory, kiedy dowiedziałem się, że Julian Rothwell ma mroczną historię, która odbiega od tej sprzedawanej w mediach.

– Wbijamy się w polityczne szyki?

Unoszę brew.

– Masz wątpliwości co do moich osądów?

Mężczyzna prycha i rzuca zdjęcie na blat.

– Zamieniam się w słuch.

Doskonale wiem, że Trev nigdy nie podważa moich decyzji. Ilekroć wychodzą na jaw czyjeś brudy, to skrupulatnie słucha mojego wywiadu, a potem sam uznaje, że to kurewstwo trzeba zlikwidować. Dziennikarstwo bywa brutalne. Nie lubię marnować czasu na cukierkowe historie, które nic nie wnoszą. Wolę wejść na pole bitwy i mieć świadomość, że robię coś dobrego dla społeczeństwa, niż pisać o celebrytkach, które mają mózgi wielkości orzeszka.

– Jak doskonale wiesz, Julian Rothwell to polityk należący do partii New American Union,która ma coraz większe poparcie. Zbliżające się wybory są idealnym momentem, aby podkręcić tempo pracy, i w sumie to dobrze. Przynajmniej społeczeństwo ma w czym wybierać. Jednak ostatnio zaczęła mnie ciekawić jego nieobecność. Ciągłe wyjazdy, spotkania partii, na których go nie było, a przecież powinien interesować się omawianymi tematami – zaczynam spokojnie. – Jego rodzina cały czas jest tutaj na miejscu. Na początku myślałem, że może kupił dom gdzieś w ciepłych krajach, gdzie ucieka, aby pomyśleć o następnym kroku w polityce, ale okazało się, że nie. Jego rodzina cały czas pozostawała w Stanach. Żona i córka, zapytane przez reportera, powiedziały, że jest zajęty prowadzeniem kampanii, która wymaga od niego wyjazdów poza granice państwa, aby zasięgać opinii wielu autorytetów. Chodzi o skuteczne wygranie wyborów.

Trevor słucha mnie z uwagą. Zapewne czeka na bombę, która zaraz spadnie. Wie, że nie tracę czasu na małostkowe tematy.

– Postanowiłem wypuścić moich ludzi, którzy, jak wiesz, potrafią wytropić każdego. Nawet pod pieprzoną ziemią. Wiedziałem, że jego wyjazdy nie mogą być spowodowane tym, że uczy się od coachów, jak ma zrobić dobrą kampanię. Ktoś tak doświadczony w polityce nie potrzebuje jechać do mnichów tybetańskich, aby poznać sekret udanej kampanii.

Biorę głęboki oddech i kręcę głową.

– Spodziewałem się wielu scenariuszy. Myślałem, że ma kochankę, co nie byłoby niczym nadzwyczajnym. Może dziecko na boku. Podejrzewałem również nielegalne interesy, sponsorowanie kampanii z ciemnych stron świata, ale prawda zaskoczyła mnie tak mocno, że czytając raport, musiałem zrobić sobie kilka godzin przerwy.

– Kurwa, co tam było? – pyta Lewis.

Otwieram czarną teczkę i choć nie chcę, to muszę pokazać mu skalę skurwysyństwa tego człowieka. Nie patrząc na zdjęcia, przesuwam je w jego stronę. Kiedy Trevor zaczyna je oglądać, przełyka głośno ślinę. Ucieka wzrokiem, jednak przewraca każde kolejne zdjęcie.

– Ile lat mają te dziewczynki? – pyta cicho.

Wypuszczam nagromadzone powietrze.

– Najmłodsza ma dziesięć lat. Najstarsza czternaście. Nie wiadomo, czy były młodsze.

Trevor rzuca zdjęcia tak, jakby parzyły go w dłonie. Najwidoczniej przeżywa taki szok, jak ja, kiedy pierwszy raz to zobaczyłem.

– Ja pierdolę. – Przeciera twarz dłońmi. – Kurwa, przecież to są dzieci.

Kiwam głową.

– Tak, to są dzieci. A nasz szanowny polityk obiera dwie drogi. Tę we własnym kraju, gdzie uchodzi za porządnego obywatela, męża i ojca. Po godzinach natomiast zajmuje się burdelem w Meksyku, handlem dziećmi i wykorzystywaniem ich do swoich chorych fantazji.

Moi informatorzy byli zszokowani. Kiedy opowiadali mi o tym klubie, gdzie udało im się zdobyć materiały, sami byli wstrząśnięci. Ledwo potrafili spojrzeć mi w oczy, a pracują ze mną od lat i dotykali naprawdę śmierdzących spraw.

– Nie każdy może tam wejść. Sam musiałem się nagłowić, aby załatwić chłopakom fejkowe dokumenty, potwierdzające, że są biznesmenami z Brazylii. Nie chciałem, aby cokolwiek im się stało, dlatego musiałem dać im jak najlepsze alibi. Podstawę do tego, aby zostali wpuszczeni. Tam dowiedzieli się wszystkiego.

Mężczyzna wstaje, wkłada ręce do kieszeni. Zaczyna chodzić po moim gabinecie tam i z powrotem.

– Ruszenie takiego gówna wywoła skandal – rzuca po chwili. – Ludzie skupią się na nim, ale również na tobie. W tym również osoby, którym nie spodoba się twoja praca.

Mrużę oczy.

– Do czego zmierzasz?

– Musisz mieć ochronę, Matt – odpowiada bez cienia zawahania. – To nie jest tylko jego zasługa. To zapewne mafijne koneksje, które zostaną naruszone, kiedy tylko wypuścisz jakikolwiek materiał.

Odchrząkuję. Od początku o tym myślę. Nie jestem lekkoduchem. Nie chodzi tylko o mnie, ale o moją rodzinę – rodziców, brata, a przede wszystkim Ivy. Nie przeżyłbym, gdyby cokolwiek jej się stało z mojej winy.

– Mam to na uwadze.

– Oby – burczy. – I tak trzeba to przedyskutować na zebraniu zarządu. Michael również będzie na to nalegał.

Michael zawsze dmucha na zimne. Nawet jeśli zagrożenie nie jest wielkie, to stara się nas chronić. To w nim cenię, bo nie ma obowiązku, aby zapewniać nam bezpieczeństwo. Kurwa, jest jednym z tych, którzy najmniej mówią, ale robią najwięcej. Jego czyny zdecydowanie przemawiają za tym, że dba o nas nawet wtedy, kiedy tego nie oczekujemy.

– Jaki masz plan?

Trevor przystaje w miejscu i patrzy na mnie poważnym wzrokiem. Wstaję i odwracam się w kierunku okna panoramicznego. Za każdym razem, kiedy obserwuję przez nie gwar miasta, chaos w mojej głowie na moment ustaje. Wszystko układa się w jedną wielką układankę. To moja gra i to ja rozstawiam figury. Rothwell nie wie, że za niedługo jego legenda przestanie istnieć. Tak, jak jego zmyślone życie.

– Plan jest taki, że z chęcią zaproszę go na wywiad – mówię zamyślony. – Nigdy nie mieszaliśmy W&L&C Media z polityką, więc będzie to idealny krok. Każdy zna naszą pozycję na rynku. Wie, ile znaczy nasze zdanie w świecie mediów. My je kreujemy, dlatego pod pretekstem naszego poparcia dla Rothwella zaproszę go i zdemaskuję na wizji. Tutaj, gdzie będzie najbardziej bezbronny.

Lewis przytakuje.

– Na początku może wylać się na nas fala hejtu. Nie każdemu spodoba się fakt, że obieramy którąś ze stron sceny politycznej.

– Zdaję sobie z tego sprawę. Ale to będzie chwilowe. Ostatecznie i tak wyjdzie na nasze. Każdy będzie wiedział, że to była część większego planu.

Trevor jest świetnym finansistą. Umie liczyć i przewidywać wszelkie zachowania na rynku. Nigdy nie wtrąca się w moje materiały. Wyraża swoje zdanie czy swój niepokój związany z pewnymi tematami, ale ostatecznie i tak zdaje się na mnie. Być może na początku nie będzie to dobrze przyjęte, ale prawda i tak się obroni.

– Ufam ci – mówi po chwili. – Ty najlepiej wiesz, jak to zaplanować. Mam nadzieję, że przedstawisz to na zebraniu.

– Oczywiście. – Uśmiecham się krzywo. – Jak mógłbym zostawić was w niewiedzy, skoro chcę zdetonować prawdziwą bombę?

Trev śmieje się cicho, a potem kręci głową. Rusza w kierunku wyjścia, a ja poprawiam marynarkę.

– Jakieś plany na dziś? – pytam go, a on zatrzymuje się i odwraca w moją stronę.

Znając go, zapewne będzie bawił się w swoim mieszkaniu z haremem dziewczyn, które patrzą na niego jak na Boga. Znam ten wzrok. Sam go lubiłem – do czasu, aż w moim życiu pojawiła się Ivy.

– Dobra whisky, sushi i kontemplowanie swojej zajebistości.

Unoszę brew.

– Bez kobiet?

Mężczyzna posyła mi niebezpieczny uśmiech.

– Skąd ten pomysł, że ich nie będzie?

Prycham, kiedy Trev wychodzi zadowolony z mojego gabinetu. Wzdycham, bo to cały Lewis. Ukochany wielu kobiet, które zaspokoją jego najdziksze fantazje, a w tej kwestii jesteśmy bardzo podobni. W końcu przez kilka lat bawiliśmy się razem w najlepsze.

Siadam na fotelu i odpalam laptopa. Rozpoczynam przygotowania materiałów do pokazania chłopakom na zarządzie. Choć Trevor jest już wtajemniczony w całą sytuację z Rothwellem, to jednak muszę pokazać to Michaelowi. Choć nie zdziwię się, jeśli okaże się, że on wiedział coś wcześniej. Często było tak, że zdobywałem informacje na temat niektórych osób, a jakimś cudem Clarke’a wcale to nie dziwiło. Jest z nas najstarszy, najbardziej doświadczony. Funkcjonuje w tym środowisku tak długo, że pewnie widział o wiele więcej niż my z Trevorem przez lata w firmie.

Około siedemnastej dzwoni mój telefon. Odrywam się od laptopa i zerkam na wyświetlacz. Dostrzegam numer telefonu mojego brata. Do teraz nie mogę się przyzwyczaić do faktu, że nasz kontakt został odnowiony. To również zasługa Ivy. Przyjaźnią się z Matthiasem od czasu studiów i tak naprawdę gdyby nie to, nigdy bym jej nie poznał. Odbieram po trzecim sygnale.

– Co tam? – rzucam do telefonu.

– Musisz przyjechać do domu Rose – mówi napiętym głosem.

Od razu przeszywa mnie nieprzyjemny dreszcz. Prostuję się na fotelu, zaciskając dłoń na telefonie.

– Co się stało?

Brat wzdycha.

– Oprócz tego, że Ivy i Rose dorwały jakieś wino dziadka i nie chcą opuścić salonu, to nic – stwierdza kąśliwie. – Poza tym Ivy nie chce, abym odwiózł ją do domu. Podejrzewam, że chce zostać u Rose, choć osobiście uważam, że to zły pomysł.

Wstaję i kładę telefon na biurku, wciskając tryb głośnomówiący. Zakładam marynarkę i już widzę jutrzejszego kaca Ivy. Ona kompletnie nie ma głowy do picia, więc z pewnością będzie umierać w bólach.

– Nie przypuszczałem, że właśnie po to się spotykają – burczę. – Myślałem, że chcą po prostu spędzić razem czas. Nie podejrzewam Ivy, że sama zaproponowała alkohol, więc musiała zrobić to Rose.

Matthias prycha.

– Zdziwiłbyś się. Ivy to nie takie niewiniątko, jak ci się wydaje.

Uśmiecham się krzywo.

– Bronisz Rose? – pytam celowo, aby wyprowadzić go z równowagi. – Cóż za rycerskość.

W tle słyszę śmiechy dziewczyn, jednak po chwili one ustają.

– Właśnie w tym momencie przekazuję ci werbalny środkowy palec.

Wyłączam tryb głośnomówiący i przykładam telefon do ucha. Zgarniam kluczyki, wyłączam laptopa i wychodzę z gabinetu. Po drodze mijam moją sekretarkę i kilka osób, które pomagają mi przy materiałach, jednak żadna z nich mnie nie zatrzymuje. I dobrze. W tym momencie moim zmartwieniem jest Ivy cholerna Thomson, która stwierdziła, że idealnym pomysłem będzie upicie się z Rose.

– Nie musisz być taki agresywny, braciszku. Przecież wszyscy widzą, że tańczycie z Rose tango, ale bez dotykania – podjudzam go. – Zastanawiam się jedynie, kto jest bardziej niedotykalski. Ty czy ona?

– Zaraz ty będziesz dotykalski, jak poprawię ci nosek na twarzy – ripostuje brat. – Pośpiesz się.

Śmieję się, po czym kończę połączenie i wkładam telefon do marynarki. Ruszam na podziemny parking, gdzie wsiadam do samochodu. Mam ochotę przetrzepać cholerny tyłek Ivy za to, że doprowadziła się do takiego stanu. Na dodatek sam fakt, że nie chce wracać z Matthiasem, podwójnie mnie martwi. Gdyby nie była w złym stanie, to z pewnością poprosiłaby go o odwiezienie do mieszkania, abym jej nie zobaczył. Ale moja Ivy przeholowała, a skutki tego będą dla niej bolesne. Szczególnie jutro rano, ale póki co chcę się nią zaopiekować. Bo choć postąpiła nierozsądnie, to nadal jest moim słodkim wrzodem na tyłku.

Obiecałem, że zawsze będę o nią dbać, i to mam zamiar robić.

W zdrowiu i chorobie.

ROZDZIAŁ 2

IVY

Impreza, którą urządziłyśmy sobie u Rose, delikatnie wymknęła się spod kontroli. Przyjaciółka potrzebuje mojego wsparcia. I choć na początku nie chciała powiedzieć, o co chodzi, ja mogłam się jedynie domyślić. Podejrzewałam to od dawna, jednak Rose pod przykrywką żartu udawała, że wcale nie chodzi o naszego przyjaciela. Matthias od zawsze był częścią naszej ekipy, tak samo jak wcześniej Andrew. Kiedy ten drugi ulotnił się i nie pokazywał się nam na oczy, został tylko M.

– Kiedy to się zaczęło? – pytam szeptem, widząc smutną minę Rose.

Dziewczyna wzrusza ramionami i spogląda przez okno. Siedzimy w jej sypialni, która urządzona jest skromnie, ale bardzo kolorowo. Drewniane łóżko zasłane jest niebieską pościelą i pięknym ciemnym kocem. Regał wypełniony książkami oraz szlachetnymi kolorowymi kamieniami, a także stolik z dwoma pufami. Wazon z wielobarwnymi różami wspaniale uzupełnia wystrój. Dodatkowo naprzeciwko łóżka stoi duża szafa. Wszystko dokładnie tak, jak wymyśliła Rose. Właśnie taka jest moja przyjaciółka. Pełna przepięknych kolorów, które utożsamia ze swoim charakterem. Bardzo wspierała mnie, kiedy nie układało się między mną a Mattem. Oddana, do bólu lojalna i absolutnie kochana.

– Nie wiem – mruczy. – Chciałabym podać ci datę, ale… – Kręci głową, zdenerwowana. – Pewnego dnia popatrzyłam na niego inaczej. Nie jak na Matthiasa, kumpla, któremu mogłam wszystko powiedzieć. Nie jak na kogoś, kto jest dla mnie absolutnie aseksualny. Nagle zobaczyłam w nim przystojnego mężczyznę, z pięknymi ciemnobrązowymi oczami i uśmiechem ledwo widocznym, a jednocześnie tak pięknym, że mogłabym patrzeć na niego godzinami. Wtedy już wiedziałam, że wpadłam jak śliwka w kompot.

Uśmiecham się do niej delikatnie. Nasza trójka od dawna stanowiła paczkę przyjaciół, która zawsze wspierała się, chroniła i dawała poczucie, że możemy przenosić góry. Na studiach pomagaliśmy sobie i choć bywały między nami konflikty, to szybko je gasiliśmy. Wychodziliśmy z założenia, że szkoda czasu na kłótnie, skoro i tak zaraz się pogodzimy.

– Matthias jest przystojny i czarujący na swój sposób, więc nie dziwię się, że ci się spodobał.

Rose patrzy na mnie sugestywnie.

– Kochasz jego brata, a podobieństwa między nimi są ogromne.

To prawda. Matthew i Matthias są do siebie podobni pod wieloma względami. Wysocy, przystojni, podobne rysy twarzy, jednak Matthias ma bardziej rozbudowaną sylwetkę od Matta. Wydaje mi się, że to kwestia tego, że M. od zawsze woli pracę fizyczną, a Matt ćwiczenia na siłowni.

– Ale charaktery mają inne – odpowiadam pewnie. – Matt jest gwałtowny i wybuchowy, a…

– A Matthias jest cichy i trudno odczytać, o czym myśli w danym momencie. Czasami wolałabym, aby był bardziej ekspresyjny. Wykrzyczał w moją stronę cokolwiek, co pozwoliłoby mi go ocenić. Wiedziałabym przynajmniej, na czym stoję.

To jedna z tych cech, która nie jest zbyt idealna, jeśli chodzi o faceta. Matt co prawda bywa temperamentny, ale jest bardziej otwarty niż M. Od zawsze widziałam między nimi różnice. Matthias jest cudownym przyjacielem. Może nie mówi wiele, ale potrafi wysłuchać i powiedzieć konkretnie, co myśli. Jednak w przypadku Rose coś go blokuje. I choć widzę, jak na nią patrzy, trudno mi stwierdzić, czy to fascynacja, czy bardziej ciekawość.

– To niestety się nie wydarzy. – Siadam na jej łóżku. – M. od zawsze nie był wylewny i nawet jeśli miał jakieś dziewczyny, to nigdy nie widziałam, aby jakkolwiek okazywał im uczucia.

Rose otula się mocniej ramionami. Dostrzegam w jej ruchu bezbronność. Szczerze mówiąc, od dawna nie widziałam jej tak przygnębionej. Schodzę z łóżka i podchodzę do niej, przytulając ją od tyłu. Wiem, że potrzebuje teraz mojego wsparcia.

– Może z nim porozmawiasz? – szepczę. – Widzisz, że to zadziałało u mnie i Matta. Może wy również powinniście wyjaśnić sobie pewne rzeczy. Kiedy postawicie na szczerość, poczujecie się lepiej.

Czuję, jak jej ciało się napina.

– Nie wiem, czy jestem gotowa, aby się z nim rozstać.

Wzdycham i opieram brodę na jej ramieniu.

– Dlaczego tak mówisz?

Przyjaciółka odwraca się do mnie, a w jej oczach tańczą łzy.

– Bo wiem, że kiedy przyznam się do uczuć, już nie będziemy dla siebie tylko Rose i Matthiasem. Boję się, że staniemy się dla siebie obcy, bo to nie jest byle jaka nowina. To może roztrzaskać naszą przyjaźń. Na drobne kawałki.

Drżenie jej głosu upewnia mnie jedynie w tym, jak mocno Rose go kocha. I, cholera, nie jest to zwykłe zakochanie. To coś, co widzisz w oczach i nie jesteś w stanie pomylić tego z niczym innym.

– Ale wtedy będziesz nieszczęśliwa.

Niczego bardziej nie pragnę, niż zobaczyć, że Rose również jest szczęśliwa. Kochana i szanowana. I absolutnie radosna. Dziadek George wielokrotnie jej mówił, aby znalazła sobie kogoś, komu przekaże całą miłość, jaką ma. Bo tym właśnie jest Rose. Morzem miłości dla najbliższych i znajomych. Jest szalona i bardzo rozmowna, a jednocześnie oddana. Udowadniała mi to wielokrotnie.

– Bardziej nieszczęśliwa będę, kiedy zniknie z mojego życia – odpowiada cicho, a potem bierze głęboki oddech. – Ale koniec o tym. Nie chcę, aby cały wieczór polegał na smuceniu się. Potrzebowałam po prostu ciebie, aby móc się wygadać. A ostatnio miałaś swoje problemy.

Uśmiecham się do niej ciepło.

– Powinnaś była zrobić to od razu, a nie dusić to w sobie.

Rose kręci głową, a potem łapie mnie za rękę.

– Miałaś sporo na głowie. Cała ta sprawa z Andrew, potem sytuacja z Mattem i napięcia między wami. Nie chciałam dokładać ci kłopotów. A potem cieszyłam się z waszego szczęścia i choć denerwował mnie fakt, że Matt odciął cię od nas, to widziałam, jak twoje oczy błyszczą, i to mi wystarczyło.

Prycham i zaciskam dłoń na jej dłoni. Walker faktycznie przesadza, jeśli chodzi o ograniczanie mojego czasu. Praktycznie ciągle jestem z nim – według niego musimy nadrobić stracony czas. I choć częściowo to mi się podoba, to mam też na uwadze moich przyjaciół.

– Od tego są przyjaciele, prawda? Aby pomagać sobie nawzajem. Wtedy jest nam lżej.

Rose od razu się rozpogadza, a potem ciągnie mnie za sobą i schodzimy na parter. Idę za nią, zastanawiając się, gdzie podziewa się jej dziadek. Nie widziałam go tutaj, odkąd przyjechałam.

– George ma dzisiaj spotkanie w klubie seniora.

Spogląda na mnie przez ramię, jakby czytała mi w myślach. Kiedy jesteśmy w małym, przytulnym salonie, przyjaciółka puszcza moją rękę i podchodzi do barku.

– Raz na dwa tygodnie mają spotkania dla seniorów, gdzie mogą porozmawiać, pograć w gry, potańczyć. Na początku dziadek nie chciał chodzić, ale namówiłam go, bo świetnie to na niego wpływa. Teraz nie wyobraża sobie, aby nie iść na to spotkanie. Ma tam swoje grono przyjaciół i nawet niektórzy z nich przychodzą czasami do nas. Dzisiaj zawiózł go tam Matthias – zgodnie z tym, co ostatnio ustalili. Nawet mnie o tym nie informowali.

Przyjaciółka krzywi się, a ja siadam na sofie. Zastanawiam się, czy przyjaźń z dziadkiem Rose nie jest podyktowana tym, aby być blisko niej. Choć George jest wspaniałym facetem, to w tej sytuacji nie wiem, z czego wynika zaangażowanie M. Rose wyciąga z barku sporych rozmiarów butelkę i patrzy na mnie wymownie.

– Nie wiem, jak się na to zapatrujesz, ale ja uważam, że to może być dobry pomysł. Nasza rozłąka trwała zbyt długo.

Śmieję się, bo od razu udziela mi się jej dobry humor. Nie lubię, jak Rose jest smutna, bo to cholernie do niej nie pasuje. Zdecydowanie wolę jej wersję radosnego uśmiechu, który towarzyszy nam od zawsze.

– Co prawda moja tolerancja na alkohol jest niska, ale po lampce nie zaszkodzi – odpowiadam dyplomatycznie.

Przyjaciółka uśmiecha się zadowolona, po czym idzie po kieliszki. Choć wiem, że moje przeboje alkoholowe nie kończą się dobrze, to po dzisiejszej rozmowie z Rose oraz po wszystkim, co wydarzyło się w moim życiu, potrzebuję tego momentu. Praktycznie odkąd zaczęliśmy się spotykać, Matt rości sobie do mnie prawo i wypełnia niemal każdą moją wolną chwilę. Dlatego też postanowiłyśmy, że dzisiaj mamy dzień dla siebie. Matthias i tak nie spędziłby czasu z nami, bo jest teraz zajęty otwieraniem nowego warsztatu. Może to i lepiej? Gdyby był z nami, nie mogłybyśmy porozmawiać.

– A więc dzisiaj prawdziwy babski wieczór!

Rose stawia na stoliku kieliszki i siada na fotelu. Oprócz tego przygotowała na desce różnorodne sery i winogrona. Uśmiecham się do niej, bo mi również tego brakowało. Ostatni czas w wydawnictwie nie był łaskawy. Nowe pozycje, które wchodziły na rynek, wymagały stuprocentowej uwagi. Przyjaciółka również miała sporo pracy, ponieważ po ostatnim napadzie w centrum handlowym, w sklepie z biżuterią, gdzie pracuje, miała o wiele więcej obowiązków. Każdy z nas ma grafik wypełniony po brzegi i ciężko jest się zgrać.

– Nareszcie. – Klaszcze w dłonie. – Przyda się nam trochę odmóżdżenia.

Rose nalewa nam czerwonego płynu, po czym każda z nas bierze kieliszek do ręki. Stukamy się i powoli delektujemy winem. Smak jest idealny. Słodki i naprawdę przepyszny. Dawno nie piłam tak dobrego wina, choć podejrzewam, czyja to zasługa. Żadne wino kupione w sklepie tak nie smakuje.

– Dziadek ma idealne zapasy – mówi dziewczyna, oblizując usta. – Czasami zadziwia mnie to, ile pysznych win i nalewek potrafi zrobić. Ja mogę być jedynie degustatorem, ale za cholerę nie potrafię zrobić nic równie dobrego.

Opieram się wygodnie o kanapę.

– A pamiętasz, jak na imprezy podbierałaś dziadkowi nalewkę z cytrusów? – przypominam jej z szerokim uśmiechem. – Na każde ognisko czy imprezę miałaś jedno zadanie. Przynieść chociaż butelkę z zapasów dziadka.

Rose kiwa głową i śmieje się na to wspomnienie.

– Za każdym razem myślałam, że jestem sprytna i dziadek się nie domyśla, a po latach powiedział mi, że doskonale wiedział, kiedy podbieram mu nalewki. A jak już byliśmy pełnoletni, robił ich więcej, abyśmy mieli na imprezy.

Dziadek George wraz z żoną – Ruthie – wychowywali Rose, odkąd została sama. Jej rodzice zginęli w wypadku, a dziadkowie cudownie się nią zajęli. Dali jej poczucie bezpieczeństwa oraz ogrom miłości. Dzisiaj to ona stara się zapewnić dziadkowi wszystko, co najlepsze. Po śmierci babci dba o niego jeszcze bardziej. Kocha go i nie wyobraża sobie bez niego życia. Mają jedną z najpiękniejszych więzi, jakie mogę oglądać, bo sama nie mam już dziadków.

– George jest cudowny – mówię z rozbawieniem. – Uwielbiam go i jego poczucie humoru.

– To prawda – odpowiada z rozmarzeniem. – Gdyby nie on i babcia, nie wiem, co by się ze mną stało.

Do mojej głowy wpadają wspomnienia z tatą. Przypominam sobie wszystkie momenty, kiedy był z nami. Niestety, rak go pokonał i tata zostawił po sobie pustkę. Pamiętam, jak mama przeżywała jego śmierć, jak topiła się w rozpaczy po ukochanym. Prawdziwą miłość widziałam na co dzień w naszym domu. Nie musiałam oglądać filmów romantycznych, aby uczyć się tego pięknego uczucia. Uśmiechy rodziców, delikatne gesty czy spojrzenia. Właśnie tego chciałam. Pragnęłam odnaleźć swoje szczęście, tak jak oni.

– Wielkie szczęście, że go masz – stwierdzam po chwili. – Ludzie, z którymi się wychowujemy, kształtują nasze charaktery. To ogromna radość, że mamy tak wspaniałe rodziny. Matt i M. mają niesamowitych rodziców, ty masz dziadka, który kocha cię nad życie, a ja mam cudowną mamę, która podtrzymuje mnie na duchu, ilekroć wydaje mi się, że upadnę.

Przyjaciółka upija łyk wina.

– Masz rację. Każde z nas ma kogoś wyjątkowego. – Zamyśla się. – Choć Andrew może niekoniecznie.

Na dźwięk tego imienia od razu pokrywa mnie gęsia skórka. To przez niego moja relacja z Mattem pogrążyła się w chaosie. Pięć lat, których już nigdy nie odzyskamy. Tylko dlatego, że nie rozumiał słowa nie.

– Wiesz, co się z nim dzieje?

Rose odkłada kieliszek na stolik i zgarnia kawałek sera. Przez moment milczy, jakby zastanawiała się nad kolejnymi słowami.

– Wyjechał z zespołem i gra po klubach. Z tego, co wiem, nie było go od tamtej sytuacji w domu państwa Walker.

Biorę głęboki oddech.

– Może to i lepiej – mamroczę. – Nie chciałabym go spotkać, choć nie ukrywam, że nienawidzę sytuacji, kiedy żywię do kogoś takie uczucia. Od zawsze byliśmy paczką przyjaciół. Ty, ja, Matthias i Andrew. Przeze mnie to wszystko się rozpadło.

Przyjaciółka kręci przecząco głową. Jej twarz wyraża czysty bunt, tak jakbym powiedziała coś niestosownego.

– Nieprawda! – zaprzecza, wkładając ser do ust. – Wiesz dobrze, że byliśmy na niego wściekli po tym, co ci zrobił. Te jego zaloty nie były na miejscu, szczególnie że nie był ślepy. Widział, kogo kochasz.

Wzruszam ramionami, biorąc łyk wina. Tym bardziej jest mi przykro, bo skoro wiedział, to mógł zachować się inaczej.

– Nie musiało się to tak skończyć – mówię gorzko. – Myślałam, że przejrzy na oczy. Zrozumie, że nie jestem nim zainteresowana. Dawałam mu dość jasno do zrozumienia, że lubię go jako przyjaciela.

Rose śmieje się cicho pod nosem.

– I liczyłaś, że odpuści i może przeprosi za swoje zachowanie? – Poprawia się wygodnie w fotelu. – To Andrew. Ma ego większe niż Statua Wolności. Poza tym urażona męska duma jest gorsza niż cokolwiek innego na świecie. Lepiej, że wyjechał. Może pozna kogoś nowego albo zrozumie, że popełnił błąd. Choć na to drugie bym nie liczyła.

Kiwam głową w zamyśleniu.

– Życzę mu tego.

Pomimo tego, co było między nami, w jakiś sposób go lubiłam. Był częścią naszej i tak małej paczki. Zawsze mogliśmy na nim polegać i choć ostatecznie nie rozumiałam jego fiksacji na moim punkcie, to mam nadzieję, że odnajdzie w swoim życiu spokój.

– Jesteś zbyt łaskawa – rzuca Rose. – Gdyby to mi wykręcił taki numer, nie chciałabym go widzieć na oczy.

– Wiem, ale ostatecznie go nie ma – kontruję. – Ja odzyskałam swoją miłość i nie chcę żywić do niego urazy. Po co miałabym życzyć mu czegokolwiek złego? Nie jestem taką osobą.

Nie lubię karmić złych emocji czy pielęgnować do kogoś żalu. Owszem, na początku byłam wściekła, ale z każdym kolejnym dniem spędzonym z Mattem zaczęłam odczuwać wszystko inaczej. Żyję i cieszę się wspólnymi chwilami. Dostałam to, czego pragnęłam w moim sercu, i nic tego nie zmieni.

– Jesteś dobrą osobą, Ivy. Nie masz w zwyczaju złościć się na kogoś dłużej niż dwa dni – komentuje przyjaciółka. – A poza tym… jak tam twój chłopak? Rehabilituje się za te wszystkie przykre sprawy, czy nie?

Uśmiecham się na samą myśl o moim mężczyźnie. Może brzmi to abstrakcyjnie, ale w sercu czuję ciepło. Nigdy nie pomyślałabym, że nasza historia rozpocznie się na nowo i to tak pięknie. Każdy pierwszy raz, jaki z nim przeżywam, jest dla mnie czymś wyjątkowym. Jego gesty, czułe słowa, spojrzenie, jakim mnie obdarza. Czasami wydaje mi się, że to iluzja. Boję się, że znowu się obudzę i nie będzie go przy mnie. Całą noc śnię o tym, że znowu nad ranem poczuję pustkę i ból. Ale kiedy pierwsze promienie słońca przedzierają się przez zasłony, a ja czuję za sobą jego ciało i ramię, które mnie przytula, wiem, że to moja nowa rzeczywistość.

 – Okej, kiedy widzę ten uśmiech, nie wiem, czy chcę znać szczegóły. – Krzywi się Rose. – Nie mów, że jest aż tak dobry.

Przygryzam wargę, starając się ukryć zadowolenie, ale nie jestem w stanie.

– Jest – odpowiadam zadowolona. – Matt stara się z całych sił wynagrodzić nam czas, którego już nie odzyskamy. Codziennie mnie czymś zaskakuje, a najpiękniejsze jest to, że możemy rozmawiać jak dawniej. Chyba tego mi brakowało. Tych wspólnych wieczorów, rozmów. Tego, że możemy poznawać się na nowo.

Przyjaciółka prycha, a następnie okrywa kocem swoje nogi.

– Widzę – mruczy. – W końcu trudno się do ciebie dodzwonić i spotkać się z tobą! A, i powiedz mu, żeby mnie nie blokował, kiedy do ciebie dzwonię!

Wybucham głośnym śmiechem. Niestety Rose i Matt rywalizują o mnie jak małe dzieci. Mój chłopak stosuje nieczyste zagrywki, więc musiałam w końcu wziąć sprawy w swoje ręce.

– Jesteście oboje zabawni – stwierdzam z uśmiechem. – Ale masz rację. Pierwsze tygodnie chcieliśmy mieć tylko dla siebie. Chyba tego potrzebowaliśmy, po całym tym pierdolniku, który nas spotkał.

Jej oczy błyszczą, ponieważ doskonale wie, jak bardzo cieszy mnie to, co wydarzyło się w moim życiu. Może ostatnio nie miałyśmy dla siebie czasu, ale wiem, że Rose to rozumie.

– Wierzę, ale liczę, że odzyskam przyjaciółkę, która chociaż odpisuje na moje wiadomości.

Kładę dłoń w miejscu, gdzie bije moje serce.

– Słowo honoru!