Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
20 osób interesuje się tą książką
Pięć lat temu Noah Hale złamał jej serce. Od tamtej pory Scarlett Callahan zrobiła wszystko, by zostawić przeszłość za sobą. Dziś jest odnoszącą sukcesy pisarką, o której mówi cały kraj. Jednak sława ma swoją cenę, a życie w ciągłym biegu coraz bardziej ją przytłacza. Szukając chwili spokoju, wraca do domu swojej babci w Alder Cove, przekonana, że po kilku tygodniach znów wyjedzie. Przeszłość jednak nie daje o sobie zapomnieć i jej drogi krzyżują się z Noah.Teraz jest jeszcze bardziej pewny siebie, dojrzały i wciąż patrzy na nią tak, jakby nigdy nie przestał jej kochać.
Jeśli naprawdę tak było, to dlaczego tamtej nocy nie przyszedł?
Noah od pięciu lat żyje z decyzją, która kosztowała go wszystko. Scarlett była miłością jego życia, kobietą, z którą planował uciec i zacząć wszystko od nowa. Zamiast tego pozwolił jej odejść w przekonaniu, że przestał ją kochać. Nigdy nie wyprowadził jej z błędu.
Kiedy Scarlett wraca do Alder Cove, Noah wie tylko jedno. Nie pozwoli jej odejść po raz drugi, nawet jeśli będzie musiał walczyć o nią każdego dnia. Istnieją jednak pewne tajemnice, których ujawnienie może zniszczyć wszystko, co kiedykolwiek ich łączyło.
Są też takie, dla których warto zaryzykować.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 140
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
You broke me first – Tate McRae
You Are The Reason – Calum Scott
Goo Goo Dolls – Iris
Somewhere Only We Know – Keane
Someone You Loved – Lewis Capaldi
Swim – Chase Atlantic
Happier than ever Edit – Billie Eilish
Arcade – Duncan Laurence
I Wanna Be Yours – Arctic Monkeys
Do I Wanna Know? – Arctic Monkeys
Dla wszystkich, którzy podążają za swoimi marzeniami.
Warto.
Ramię zaczynało mnie już boleć od telefonu, który przez cały czas przyciskałam do ucha. Myślałam, że rozmowa będzie znacznie krótsza, dlatego nie przełączyłam się w tryb głośnomówiący.
– Scarlett, posłuchaj mnie uważnie. – Głos Daniela trzaskał w słuchawce, kiedy zjeżdżałam z autostrady na małą stację benzynową gdzieś pośrodku niczego. – To może być świetne pod względem wizerunkowym.
Prychnęłam cicho. Od pięciu lat całe moje życie było świetne pod względem wizerunkowym.
Zatrzymałam samochód przy dystrybutorze i zgasiłam silnik. Przez chwilę siedziałam w ciszy, opierając głowę o zagłówek. Po dziewięciu godzinach jazdy kark miałam sztywny, a oczy piekły mnie od ciągłego patrzenia na drogę.
– Scarlett?
– Jestem.
– Ludzie kochają autentyczność. Bestsellerowa autorka wracająca do rodzinnego miasta po latach? To brzmi jak początek twojej kolejnej książki. Możemy to sprzedać.
Westchnęłam, odpinając pas. Wszystko zawsze sprowadzało się do sprzedaży. Historie, wywiady, moje zdjęcia jak wychodzę z restauracji. Plotki o romansach, które nigdy nie miały miejsca. Nawet fakt, że od trzech miesięcy nie napisałam ani jednego sensownego rozdziału, Daniel próbował ubrać w „artystyczną przerwę”. Zatrzasnęłam za sobą drzwi nieco mocniej, niż było to konieczne.
– Nie zamierzam niczego sprzedawać – mruknęłam, wkładając pistolet do baku. – Chcę tylko odpocząć.
Po drugiej stronie zapadła krótka cisza. Daniel znał mnie wystarczająco długo, żeby wyczuć moment, w którym przestawałam być Scarlett Callahan, autorką numer jeden na liście bestsellerów, a stawałam się po prostu zmęczoną kobietą.
– Okej – powiedział łagodniej. – Tylko pamiętaj, że ludzie będą mówić.
Zaczęłam nerwowo postukiwać stopą.
– Kiedy miałam dziewiętnaście lat i mieszkałam w Alder Cove, nikt nie słuchał ani jednego mojego słowa. Teraz obcy ludzie analizują moje posty na Instagramie, jakby były pieprzonymi tajnymi wiadomościami.
– Taki jest sukces.
Skrzywiłam się. Nie. Taki był świat. Rozłączyłam się chwilę później, zanim zdążył przejść do planowania wywiadów i „spontanicznych” zdjęć z mojego powrotu do rodzinnego miasta. Deszcz zaczął padać dokładnie wtedy, gdy wróciłam za kierownicę. Przez kolejną godzinę droga była prawie pusta. Tylko lasy ciągnące się po obu stronach, mokry asfalt i stare piosenki lecące cicho z radia.
Im bliżej Alder Cove byłam, tym mocniej ściskało mnie w klatce piersiowej. To idiotyczne, minęło pięć lat. Sześćdziesiąt miesięcy od chwili, kiedy wyjechałam stąd z jedną walizką, tysiącem marzeń i sercem tak połamanym, że ledwo mogłam oddychać. Tysiąc osiemset dwadzieścia pięć dni od chwili, kiedy czekałam na niego na parkingu przy Lighthouse Bar, a on się nie pojawił. Mocniej zacisnęłam dłonie na kierownicy.
Nadal pamiętałam tamtą noc z przerażającą dokładnością. Wilgotne powietrze, migające światła baru, drżące ręce. I tę narastającą pustkę, kiedy minuta po minucie docierało do mnie, że Noah Hale nie przyjdzie.
Przełknęłam z trudem ślinę i skręciłam w znajomą drogę prowadzącą do miasta. Boże. Alder Cove wyglądało dokładnie tak samo. Małe drewniane domy z werandami, lampki rozwieszone nad ulicą, wiszące kwiaty przy sklepach. Nawet stara księgarnia przy rogu niczym się nie różniła. Marina widoczna w oddali między drzewami. Jakby czas zatrzymał się tutaj specjalnie po to, żeby mnie wkurwić.
Zwolniłam odruchowo. Przez otwarte okno wpadał zapach jeziora i mokrych sosen. Nagle z całej siły uderzyła mnie nostalgia. Ta dobra i okropna jednocześnie. Tutaj nauczyłam się jeździć na rowerze i pisałam pierwsze historie w zeszytach. Tutaj zakochałam się po raz pierwszy.
I tutaj ktoś złamał mnie tak mocno, że zbudowałam na tym karierę.
Parsknęłam cicho pod nosem. To brzmiało jak coś, co powiedziałabym w jednym z wywiadów. Ból jest świetnym paliwem dla sztuki. Ludzie zawsze zachwycali się tym cytatem. Nie wiedzieli tylko, ile kosztował mnie naprawdę.
Kiedy zatrzymałam samochód pod domem po babci, przez chwilę po prostu siedziałam nieruchomo. Drewniany domek wyglądał niemal tak samo, jak dawniej. Biała farba trochę wyblakła, ale na werandzie wciąż stały stare doniczki. Serce waliło mi zdecydowanie za szybko.
– Witaj z powrotem – mruknęłam do siebie.
Deszcz padał coraz mocniej, kiedy wyciągałam walizki z bagażnika. Żwir zachrzęścił pod moimi butami. Każdy krok w stronę domu wydawał się absurdalnie ciężki. Wetknęłam klucz do zamka i przekręciłam, drzwi otworzyły się z cichym skrzypnięciem. W środku pachniało drewnem, kurzem i stęchlizną. Fuj.
Stanęłam w ciszy pośrodku salonu, mokra od deszczu i zmęczona podróżą. Po raz pierwszy od bardzo dawna poczułam spokój. Potrzebowałam tego po latach życia na pełnych obrotach.
Miejsce nie było zapuszczone ani zaniedbane. Przez cały ten czas płaciłam za to, żeby ktoś dbał o dom. Przeszłam do kuchni, nie spodziewając się, że znajdę tam coś do jedzenia, ale żeby sprawdzić stan pomieszczenia. Było czysto i schludnie, choć wypadałoby tu wywietrzyć.
Zmęczona wróciłam do walizki, wyciągnęłam z niej kosmetyczkę oraz piżamę i w łazience przygotowałam się do snu. Padłam jak mucha w dawnym pokoju babci.
Rano obudziłam się w kompletniej ciszy. Żadnych klaksonów za oknem, sygnałów karetki gnającej na łeb na szyję, ani śladu windy zatrzymującej się na moim piętrze. Mrugnęłam powoli, przez chwilę zdezorientowana. Dopiero po kilku sekundach przypomniałam sobie, gdzie jestem.
Alder Cove.
Do pokoju wpadało miękkie światło poranka, a gdzieś na zewnątrz śpiewały ptaki. Naprawdę śpiewały. W Nowym Jorku jedyne, co słyszałam rano, to ludzi drących się na ulicy i ciężarówki dostawcze.
Leżałam jeszcze chwilę nieruchomo, wsłuchując się w spokojny szum drzew za oknem. W końcu westchnęłam i zwlekłam się z łóżka. Drewniana podłoga skrzypnęła pod stopami dokładnie tak samo, jak kiedyś. W kuchni odruchowo otworzyłam wszystkie okna, wpuszczając do środka chłodne, pachnące jeziorem powietrze. Wciągnęłam je głęboko do płuc. Zapomniałam już, że może pachnieć czymś innym niż tylko spalinami.
Kawa smakowała tutaj lepiej. Może dlatego, że pierwszy raz od miesięcy piłam ją bez sprawdzania e-maili między jednym łykiem a drugim. Usiadłam na werandzie z kubkiem w dłoniach i przez dłuższą chwilę po prostu patrzyłam na jezioro prześwitujące między drzewami.
Żadnych paparazzi, eventów. Żadnego: Scarlett, jeszcze jedno zdjęcie! Tylko wiatr i ja.
Powinnam pisać. Ta myśl pojawiła się automatycznie, niemal agresywnie. Mój mózg od pięciu lat funkcjonował jak maszyna. Deadline’y, poprawki, spotkania z wydawcami, kampanie promocyjne.Nowa książka, nowy bohater, nowy hit.
Odstawiłam kubek i wróciłam do środka po laptopa. Otworzyłam dokument z roboczym tytułem, który Daniel wysyłał mi w wiadomościach od tygodni. Blank page syndrome, Scarlett. Just start writing.1
Patrzyłam na migający kursor. Minęła minuta, druga, trzecia. Nic. Ani jednego zdania. Jakby ktoś nagle wyssał ze mnie wszystkie historie. Sfrustrowana zacisnęłam szczękę i zatrzasnęłam laptopa. Świetnie. Bestsellerowa autorka romansów nie była w stanie napisać nawet pieprzonego dialogu.
Sięgnęłam po telefon bardziej z przyzwyczajenia niż potrzeby. Powiadomienia natychmiast zalały ekran. Instagram, TikTok, tagi, e-maile. Odetchnęłam z rezygnacją i odruchowo otworzyłam pierwszą aplikację z listy. Filmik, który mi wyskoczył, miał ponad dwa miliony wyświetleń. Dziewczyna z rozmazanym makijażem patrzyła prosto w kamerę.
– Jeśli jakiś mężczyzna nie będzie kochał mnie tak jak Xander Rich kochał Evelyn, to ja go nie chcę.
W komentarzach kobiety dosłownie wariowały.
XANDER RICH IS THE STANDARD.
Scarlett Callahan zrujnowała mój obraz prawdziwego faceta.
Gdzie znajdę Xandera Rich???
Parsknęłam śmiechem, choć coś ścisnęło mnie lekko w środku. Xander Rich. Mężczyzna, którego stworzyłam z fragmentów Noah Hale’a i wszystkich rzeczy, które chciałam, żeby wtedy powiedział.
Telefon zawibrował w mojej dłoni, a na ekranie pojawiło się imię mojego menadżera. Przez chwilę rozważałam zignorowanie połączenia, ale ostatecznie odebrałam.
– Powiedz mi, że żyjesz – rzucił zamiast przywitania.
– Tobie też dzień dobry – odparłam z przekąsem.
– Świetnie. Internet już szaleje – oznajmił, puszczając mój przytyk mimo uszu.
Przymknęłam oczy.
– Co tym razem?
– Ktoś zauważył twoje oznaczenie lokalizacji na stacji benzynowej w Connecticut. Fandom jest przekonany, że wracasz do Alder Cove.
Oparłam głowę o ościeżnicę.
– To było zdjęcie kawy.
– Dla nich wszystko jest wskazówką, Scarlett… – zawahał się. – Netflix chce wznowić promocję filmu przed premierą sequela. Jeśli wrzucisz coś z rodzinnego miasta, zbudujemy wokół tego genialną narrację.
Ogarnęło mnie nagłe zmęczenie. Nie fizyczne, ale psychiczne. Kiedyś tego pragnęłam. I nie zrozumcie mnie źle, byłam wdzięczna za wszystko, co spotkało mnie w życiu. Nie spodziewałam się tylko, że sukces okaże się tak… męczący.
– Po której od razu rzucą się na mnie paparazzi.
– Kochanie, jesteśmy zobowiązani kontraktem do udziału w promocji. Wiem, że chcesz odpocząć, ale wybrałaś na to fatalny moment.
Miałam ochotę wyć.
– Wiem o tym – westchnęłam ciężko.
– Dlatego ogłoszenie twojego powrotu samo nakręci wystarczającą reklamę. Nie będziesz musiała robić nic więcej. Ciszę panującą w mediach zwalimy na pisanie nowej powieści.
Zapragnęłam się rozłączyć, ale wiedziałam, że nie mogę tego zrobić. Zamiast tego przygryzłam policzek od środka.
– Pomyślę nad tym – powiedziałam po chwili.
To jedyne, co mógł ode mnie dostać.
– Jasne, kwiatuszku – zaświergotał. – Zadzwonię jutro. Ciesz się wakacjami.
Parsknęłam, jak tylko połączenie dobiegło końca. Dobre mi wakacje. Zaczerpnęłam głęboko powietrza, wierząc, że właśnie odnalazłam upragniony spokój.
Syndrom białej kartki, Scarlett. Po prostu zacznij pisać.
Budzik zadzwonił o piątej trzydzieści, ale i tak nie spałem już od kilku minut. Przez uchylone okno wpadało chłodne, wilgotne powietrze, a gdzieś w oddali rozlegał się cichy szum jeziora. Przez moment leżałem nieruchomo, wpatrując się w sufit.
To była jedna z tych nocy, po których człowiek budzi się bardziej zmęczony niż wtedy, gdy zasypiał. Przetarłem dłonią twarz i sięgnąłem po telefon leżący na szafce nocnej. Piąta trzydzieści dwie i jedna nieodczytana wiadomość od June.
June: Żyję. Nie martw się, staruszku.
Parsknąłem cicho pod nosem. Odpisałem jej krótkie „To nie jest śmieszne” i odłożyłem komórkę. Jeszcze rok temu brak wiadomości od niej o tej porze potrafił sprawić, że serce podchodziło mi do gardła. Teraz było lepiej, a mimo to część mnie chyba już zawsze miała żyć w napięciu.
Wstałem z łóżka i naciągnąłem na siebie bluzę. Od lat mieszkałem sam, ale nadal czasami łapałem się na tym, że nasłuchuję czyichś kroków albo śmiechu z kuchni. Przyzwyczajenia ciężko umierały.
Piętnaście minut później biegłem już wzdłuż jeziora. Poranki w Alder Cove były cholernie piękne. Mgła unosiła się nisko nad wodą, drzewa szumiały lekko na wietrze, a pierwsze promienie słońca przebijały się przez las. Lubiłem tę godzinę. To była jedyna pora dnia, kiedy wszystko wydawało się spokojniejsze. Nikt jeszcze niczego ode mnie nie chciał, nie dzwonił ani nie pytał, czy dam radę coś naprawić, przyjechać albo pomóc. Byłem tylko ja, rytmiczny dźwięk własnych kroków i zimne powietrze w płucach.
Kiedyś biegała ze mną Scarlett.
To wspomnienie pojawiło się nagle i równie szybko próbowałem je odepchnąć. Bezskutecznie. Miała wtedy za duże bluzy, wiecznie marzła i narzekała przez pierwsze dziesięć minut, a potem śmiała się, kiedy specjalnie zwalniałem tempo. Skrzywiłem się. Minęło pięć lat, a ja nadal pamiętałem ją tak wyraźnie, jakby wczoraj siedziała na masce mojego pickupa i wyjadała mi frytki.
Zatrzymałem się przy pomoście i oparłem dłonie o biodra, ciężko oddychając. Weź się w garść, chłopie. Scarlett dla ciebie nie istnieje.
Marina powoli budziła się do życia. Zapach drewna, benzyny i jeziora mieszał się w powietrzu, kiedy otwierałem główny warsztat. Radio stojące przy wejściu od razu zaczęło cicho grać stare rockowe kawałki.
– Noah!
Odwróciłem się i zobaczyłem pana Bennetta idącego w moją stronę z kubkiem kawy w dłoni.
– Jeśli moja łódź znowu nie odpali, sprzedam ją diabłu – obwieścił.
– Mówił pan to już pięć razy w tym miesiącu – przypomniałem mu łagodnie.
– Tym razem mówię poważnie.
Prychnąłem pod nosem i przejąłem od niego kluczyki.
– Zajrzę do niej po południu – obiecałem.
Starszy mężczyzna poklepał mnie po ramieniu.
– Dobry z ciebie chłopak, Noah.
Ta łatka przywarła do mnie wiele lat temu. Ludzie w mieście od lat mówili dokładnie to samo.
Przez kolejne godziny pracowałem praktycznie bez przerwy. Silniki łodzi, telefony, dostawy, klienci. Rutyna, która mnie ukształtowała.
Około południa telefon zawibrował mi w kieszeni. Na widok imienia June zmarszczyłem brwi i odebrałem od razu.
– Hej.
– Oddychaj – powiedziała natychmiast. – Dzwonię tylko zapytać, czy wpadniesz dziś wieczorem.
Rozluźniłem szczękę.
– Jasne. – Starałem się brzmieć na wyluzowanego.
– I kup mleko. Znowu zapomniałam.
– June – mruknąłem.
– No co? To nie moja wina, że terapia nie naprawiła jeszcze mojej pamięci.
Usłyszałem śmiech w jej głosie i mimowolnie pokręciłem głową. Jeszcze dwa lata temu prawie się nie śmiała.
– Kupię ci to pieprzone mleko.
– Wiedziałam, że mnie kochasz.
Rozłączyła się chwilę później. Przez moment patrzyłem na wygaszony ekran telefonu, po czym wróciłem do pracy.
Wieczorem byłem tak zmęczony, że barki bolały mnie od samego siedzenia za kierownicą. Słońce powoli zachodziło nad miastem, barwiąc jezioro na pomarańczowo i złoto. Opuściłem szybę w pickupie, wpuszczając do środka chłodne powietrze. Ludzie wracali do domów, restauracje zapełniały się powoli, a nad wodą zaczynały świecić pierwsze lampki.
Zatrzymałem się przy małym sklepie obok stacji i wszedłem do środka po mleko dla June.
– Noah Hale! – rzuciła właścicielka zza lady. – Jak zwykle ratujesz komuś życie?
– Dzisiaj tylko lodówkę mojej siostry.
Zaśmiała się pod nosem i pokręciła głową.
– Ta dziewczyna nigdy nie pamięta o podstawowych zakupach.
Wziąłem mleko, kawę mrożoną i paczkę czekoladowych ciastek, które June lubiła od liceum. Nawet jeśli udawała, że już z nich wyrosła. Pięć minut później parkowałem pod niewielkim budynkiem nad księgarnią przy głównej ulicy. Otworzyła drzwi, zanim zdążyłem zapukać.
– Przyniosłeś mleko? – rzuciła na powitanie.
Uniosłem torbę.
– Jestem bohaterem tego miasta, nigdy nie zawodzę – obwieściłem z dumą.
– Mhm. Wejdź.
Mieszkanie pachniało świecami waniliowymi i makaronem. W tle cicho grała muzyka, a przy oknie stało tyle roślin, że zaczynałem podejrzewać, iż moja siostra potajemnie hoduje dżunglę.
– Nadal uważam, że masz z tym problem – mruknąłem, patrząc na nową doniczkę stojącą na podłodze.
– Przestań dramatyzować. Rośliny jeszcze nikomu nie zaszkodziły – odbiła piłeczkę.
Uśmiechnąłem się lekko i odstawiłem zakupy na blat. Byłem z niej naprawdę dumny, ale lęk we mnie pozostał. Nadal codziennie sprawdzałem, czy June oddycha. To chore, ale po tamtej nocy mój mózg już chyba na zawsze miał działać inaczej.
– Noah.
Uniosłem głowę. Siostra opierała się o blat kuchenny i patrzyła na mnie uważnym spojrzeniem.
– Rozluźnij się trochę.
– Jestem rozluźniony – odparłem natychmiast.
Parsknęła śmiechem.
– Naprawdę? Nie wyglądasz.
– Jak było w księgarni? – zmieniłem temat.
– Spokojnie. Sprzedaliśmy trzy egzemplarze nowego thrillera i siedem książek Scarlett.
Moje dłonie zatrzymały się na sekundę. Zignorowałem wzmiankę o swojej byłej, usilnie walcząc, żeby zachować kamienny wyraz twarzy.
– Jedna dziewczyna dosłownie płakała przy półce z jej romansami – dodała ciszej. – Powiedziała, że Xander Rich zniszczył jej standardy wobec mężczyzn.
Prychnąłem pod nosem, choć nieprzyjemnie ścisnęło mnie w środku. Xander Rich. Nie przeczytałem całej książki, ale znałem to nazwisko. Próbowałem raz, dwa lata temu. Przebrnąłem przez sto stron i odłożyłem ją do szuflady, bo z każdą kolejną miałem coraz większe wrażenie, że Scarlett napisała alternatywną wersję naszego życia.
Taką, w której facet jej nie wystawił.
– Internet nadal ma obsesję na jego punkcie – mruknęła June, siadając przy stole.
Sięgnęła po telefon i kilka sekund później z głośnika rozległ się kobiecy głos:
– Jeśli jakiś mężczyzna nie będzie kochał mnie tak jak Xander Rich, to nie chcę być w żadnym związku.
Przymknąłem oczy.
– Błagam cię.
June roześmiała się cicho.
– Serio, Noah. TikTok oszalał.
– Nie mam TikToka – burknąłem.
– Wiem. Jesteś emocjonalnie siedemdziesięcioletnim mężczyzną.
– Dzięki. – Posłałem jej groźne spojrzenie, na co zachichotała.
Przez chwilę jedliśmy w ciszy, aż w końcu siostra odłożyła sztućce i odezwała się nagle.
– Musisz zacząć żyć dla siebie.
Zmarszczyłem brwi.
– Co?
– Noah… Ja już nie jestem tamtą dziewczyną.
Poczułem znajomy ucisk w klatce piersiowej. Część mnie nadal widziała ją dokładnie taką jak tamtej nocy.
– Wiem – odpowiedziałem cicho.
Oboje wiedzieliśmy, że to nie do końca prawda.
Po wyjściu od June zatrzymałem się jeszcze przy małym barze niedaleko mariny. Potrzebowałem kawy i pięciu minut, zanim wrócę do pustego domu. W środku pachniało cynamonem i smażonym jedzeniem. Kilka osób siedziało przy stolikach, telewizor wiszący nad barem grał jakiś mecz baseballowy.
– To, co zwykle? – zapytała kelnerka.
Kiwnąłem głową. Usiadłem przy oknie i przetarłem dłonią zmęczoną twarz. Wiedziałem, że June miała rację, ale ja nie potrafiłem odpuścić. Nie, kiedy prawie ją straciłem pięć lat temu.
To był dzień jak każdy inny. Pracowałem w warsztacie, kiedy usłyszałem znajomy głos za plecami.
– Słyszałeś już?
Uniosłem głowę znad silnika. Ethan Cooper stał przy wejściu do warsztatu, chociaż już dawno powinien wziąć się do roboty. Mój przyjaciel od urodzenia miał imponujący talent wkurzania mnie.
– O czym? – spytałem, maskując irytację.
– Scarlett Callahan wróciła do miasta.
Świat zatrzymał się na sekundę. Klucz francuski wysunął mi się z dłoni i uderzył o podłogę z głośnym brzękiem. Przez chwilę nikt się nie odezwał. Nawet radio nagle wydawało się grać ciszej.
– Widziałem ją wczoraj wieczorem pod domem jej babci – ciągnął Ethan, nieświadomy, że właśnie rozwalił mi cały pieprzony dzień. – Cholera, stary… ona wygląda teraz jak jakaś gwiazda filmowa.
Nie odpowiedziałem, bo jedyne, o czym potrafiłem myśleć, to: Scarlett wróciła.
Wróciła.
To słowo odbijało się echem w mojej głowie.
Scarlett wróciła.
