Narzeczona - Kiera Cass - ebook + książka
BESTSELLER

Narzeczona ebook

Kiera Cass

3,5

31 osób interesuje się tą książką

Opis

Przyszła królowa. Przystojny młody król. Para idealna… Ale czy na pewno?
Kiedy król Jameson wybiera jako obiekt swoich uczuć lady Hollis Brite, Hollis jest zaskoczona – i zachwycona. Dorastała na zamku Keresken i podobnie jak wszystkie szlachetnie urodzone panny marzyła o tym, że pewnego dnia król spojrzy właśnie na nią. Zdobycie jego serca to spełnienie wszystkich jej pragnień.
Jednakże Hollis już niebawem zaczyna sobie uświadamiać, że pokochanie króla i zostanie królową może nie być tak szczęśliwym losem, jak jej się wydawało. Kiedy zaś spotyka chłopaka, który potrafi dostrzec, co Hollis naprawdę kryje w swoim sercu, dziewczyna uświadamia sobie, że przyszłość, której naprawdę pragnie, jest przyszłością, jakiej nigdy wcześniej sobie nie wyobrażała.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 316

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Tytuł oryginału: The Betrothed

Redakcja: Justyna Techmańska

Korekta: Aneta Szeliga

Skład i łamanie: Robert Majcher

Opracowanie graficzne polskiej okładki: Magdalena Zawadzka/Aureusart

Copyright © 2020 by Kiera Cass

Projekt okładki © 2020 by Gustavo Marx/Merge Left Reps Inc.

Copyright for the Polish edition © 2020 by Wydawnictwo Jaguar Sp. z o.o.

ISBN 978-83-7686-897-4

Wydanie pierwsze, Wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2020

Adres do korespondencji:

Wydawnictwo Jaguar Sp. z o.o.

ul. Ludwika Mierosławskiego 11a

01-527 Warszawa

www.wydawnictwo-jaguar.pl

instagram.com/wydawnictwojaguar

facebook.com/wydawnictwojaguar

Wydanie pierwsze w wersji e-book

Wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2020

DLA MOJEGO NIEZNOŚNEGO BRATA, GERADA.

KTÓRY PRZENIÓSŁBY MNIE PRZEZ CAŁE SERENGETI.

TAK TWIERDZI.

KRONIKI KOROANII, KSIĘGA I

Dlatego przestrzegajmy naszych praw, Koroanie,

Bo jeśli złamiemy jedno, złamiemy je wszystkie.

ROZDZIAŁ 1

Otej porze roku o świcie zdarzały się jeszcze przymrozki. Ale zima już ustępowała, kwiaty zaczynały rozkwitać, a oczekiwanie na nowy sezon napełniało mnie nadzieją.

– Marzę już o wiośnie – westchnęłam i popatrzyłam przez okno na ptaki śmigające odważnie po błękicie nieba. Delia Grace zasznurowała ostatnią tasiemkę mojej sukni i podeszła ze mną do toaletki.

– Ja także – odparła. – Turnieje. Ogniska. Święto Korony jest tuż-tuż.

Jej ton sugerował, że powinnam wyczekiwać tego święta z większą niż inne dziewczyny niecierpliwością, ale ja miałam swoje wątpliwości.

– Rzeczywiście.

W ruchach jej dłoni wyczuwałam frustrację.

– Hollis, z całą pewnością będziesz towarzyszyć królowi podczas wszystkich uroczystości! Nie mam pojęcia, jak ci się udaje zachować taki spokój.

– Dziękuję gwiazdom, że w tym roku król raczył zwrócić na mnie uwagę – odparłam lekko, podczas gdy ona zaplatała moje włosy w warkocze. – Inaczej zanudziłabym się na śmierć.

– Mówisz tak, jakby to była tylko zabawa – zauważyła, wyraźnie zaskoczona.

– To jest zabawa – odparłam. – On niedługo zmieni obiekt uczuć, więc powinnyśmy się tym cieszyć, dopóki możemy.

Dostrzegłam w lustrze, jak Delia Grace przygryzła wargę, ale nie przerwała pracy.

– Coś nie tak? – zapytałam.

Szybko rozpogodziła się i uśmiechnęła lekko.

– Nic takiego. Zaskakuje mnie lekceważenie, z jakim traktujesz królewskie względy. Wydaje mi się, że kryje się w tym coś więcej, niż przypuszczasz.

Spuściłam wzrok i zabębniłam palcami po blacie toaletki. Lubiłam Jamesona. Musiałabym być szalona, żeby go nie lubić. Był przystojny, bogaty – na litość boską, był przecież królem. Był także niezłym tancerzem i doskonałym towarzyszem, o ile tylko humor mu dopisywał. Ale nie byłam głupia. Przez ostatnie miesiące obserwowałam, jak zmienia dziewczyny jak rękawiczki. Było ich co najmniej siedem, wliczając mnie – a mówię tylko o tych, o których wiedzieli wszyscy na dworze. Zamierzałam cieszyć się tym, dopóki mogłam, a potem oddać rękę jakiemuś niezgule, którego wybiorą dla mnie rodzice. Przynajmniej będę mogła wspominać te czasy, kiedy stanę się znudzoną starszą panią.

– Jest jeszcze młody – odpowiedziałam w końcu. – Nie sądzę, żeby zamierzał się ustatkować w ciągu najbliższych kilku lat. Poza tym jestem pewna, że jego małżeństwo będzie miało jakieś znaczenie polityczne, a ja pod tym względem nie przedstawiam szczególnej wartości.

Rozległo się pukanie do drzwi, więc Delia Grace ruszyła, by otworzyć. Na jej twarzy malowało się rozczarowanie. Naprawdę uważała, że miałabym szansę, dlatego poczułam się winna, że tak wszystko komplikuję. W ciągu dziesięciu lat naszej przyjaźni zawsze wspierałyśmy się nawzajem, ale ostatnio sporo się zmieniło.

Jako damy na dworze królewskim miałyśmy swoje pokojówki. Jednakże najwyższe rangą arystokratki i członkinie rodziny królewskiej miały swoje zaufane damy dworu. Były one kimś więcej niż służącymi – były powiernicami, pomocnicami, towarzyszkami… wszystkim. Delia Grace wchodziła właśnie w tę nieistniejącą jeszcze rolę u mojego boku, ponieważ była przekonana, że niedługo ta rola zacznie istnieć.

To oznaczało więcej niż potrafiłam wyrazić słowami, było czymś, z czym nie umiałam sobie poradzić. Kim jest przyjaciółka, jeśli nie osobą, która zawsze wierzy, że stać cię na coś więcej?

Delia Grace powróciła z listem w dłoni i błyskiem w oku.

– Widzę królewską pieczęć – powiedziała z uśmiechem, obracając list w dłoni. – Ale skoro nie dbamy o to, co czuje do nas król, zapewne nie musimy się spieszyć z czytaniem wiadomości.

– Pokaż mi to. – Wstałam i wyciągnęłam rękę, ale ona szybko zabrała list z psotnym uśmiechem. – Oddawaj to natychmiast, okropna dziewczyno!

Cofnęła się jeszcze o krok i chwilę później ścigałam ją po moich komnatach, piszcząc ze śmiechu. Udało mi się osaczyć ją dwa razy, ale zawsze była szybsza ode mnie i potrafiła wyślizgnąć się, zanim udało mi się ją złapać. Byłam już całkiem zadyszana od biegania i śmiechu, kiedy w końcu pochwyciłam ją w pasie. Wyciągnęła list jak najdalej przed siebie. Być może udało by mi się wyciągnąć go z jej dłoni, ale kiedy po niego sięgnęłam, moja matka wpadła przez drzwi łączące nasze komnaty.

– Czyś ty postradała zmysły, Hollis?! – skarciła mnie.

Odskoczyłyśmy od siebie z Delią Grace, schowałyśmy ręce za plecami i szybko dygnęłyśmy.

– Słyszałam wasze dzikie wrzaski nawet przez ścianę. Jak możesz liczyć, że znajdziesz odpowiedniego zalotnika, jeśli będziesz się tak zachowywać?

– Przepraszam, matko – mruknęłam ze skruchą.

Odważyłam się podnieść na nią spojrzenie. Na jej twarzy malował się ten sam wyraz rozczarowania co zawsze, gdy ze mną rozmawiała.

– Córka Copelandów zaręczyła się w zeszłym tygodniu, a Devauxówna niebawem pójdzie w jej ślady. Ty zaś zachowujesz się nadal jak dziecko.

Przełknęłam ślinę, ale Delia Grace jak zwykle nie potrafiła usiedzieć cicho.

– Czy swatanie Hollis nie wydaje się trochę przedwczesne w tym momencie? Ma takie same szanse na zdobycie serca króla jak każda inna dziewczyna.

Widziałam, jak moja matka stara się powściągnąć uśmiech politowania.

– Wszystkie wiemy, że królewskie uczucia są bardzo zmienne. A Hollis trudno uznać za dobry materiał na królową, nie uważacie? – dodała, unosząc brew i czekając, czy ośmielimy się jej sprzeciwić. – Poza tym czy ty akurat powinnaś wypowiadać się o czyimkolwiek potencjale?

Delia Grace przełknęła szybko ślinę, a jej rysy stężały. Widziałam milion razy, jak jej twarz zmienia się w podobną maskę.

– Sama widzisz – podsumowała matka. Ponieważ wyraziła już swoje niezadowolenie naszym zachowaniem, odwróciła się i wyszła.

Westchnęłam i popatrzyłam na Delię Grace.

– Przepraszam za nią.

– To nic nowego – stwierdziła i oddała mi w końcu list. – Ja także przepraszam. Nie chciałam, żebyś miała przeze mnie kłopoty.

Wzięłam od niej list i złamałam pieczęć.

– To nic takiego. Znalazłaby powód, jak nie ten, to inny.

Delia Grace skrzywiła się, potwierdzając, że mam rację, więc przeczytałam wiadomość.

– Ojej – powiedziałam i dotknęłam rozwichrzonych włosów. – Chyba będziesz musiała na nowo mi je ułożyć.

– Dlaczego?

Uśmiechnęłam się do niej i pomachałam listem jak flagą na wietrze.

– Ponieważ Jego Wysokość oczekuje naszej obecności podczas dzisiejszej przejażdżki po rzece.

– Jak myślisz, ile osób tam będzie? – zapytałam.

– Kto wie? On lubi otaczać się ludźmi.

Wydęłam wargi.

– To prawda. Chciałabym czasem mieć go tylko dla siebie.

– I to mówi dziewczyna upierająca się, że to jedynie zabawa.

Popatrzyłam na Delię Grace i wymieniłyśmy uśmiechy. Wydawało się, że ona zawsze wie więcej, niż ja byłabym gotowa przyznać.

Skręciłyśmy w główny korytarz i zobaczyłyśmy, że drzwi są już otwarte, by wpuścić wiosenne słońce. Moje serce przyspieszyło, gdy zobaczyłam czerwony, obszyty gronostajami płaszcz udrapowany na ramieniu smukłego, ale pięknie zbudowanego mężczyzny, stojącego na końcu korytarza. Chociaż był do mnie odwrócony tyłem, sama jego obecność wypełniała powietrze elektryzującym ciepłem.

Dygnęłam nisko i pochyliłam głowę.

– Wasza Wysokość.

Para błyszczących czarnych butów odwróciła się do mnie.

ROZDZIAŁ 2

Moja lady Hollis! – oznajmił król, wyciągając do mnie upierścienioną rękę.

Ujęłam ją i wyprostowałam się, by spojrzeć w prześliczne oczy barwy ciemnego miodu. Uwaga, jaką mi poświęcał, gdy byliśmy razem, sprawiała, że czułam się trochę tak, jak wtedy gdy za szybko wirowałam w tańcu z Delią Grace – zadyszana i lekko oszołomiona.

– Wasza Wysokość, niezmiernie mnie ucieszyło to zaproszenie. Uwielbiam rzekę Colvard.

– Wspominałaś mi o tym. Jak widzisz, zapamiętałem – powiedział i zamknął dłoń na mojej dłoni. – Wspominałaś także, że twoi rodzice są ostatnio nieco… apodyktyczni. Jednakże musiałem ich zaprosić ze względu na wymogi protokołu.

Za jego plecami zobaczyłam więcej osób niż się spodziewałam. W przejażdżce mieli uczestniczyć moi rodzice, a także kilku lordów z tajnej rady oraz całe grono dam, które czekały niecierpliwie, aż Jameson skończy ze mną i zwróci uwagę na nie. Zauważyłam, że Nora spogląda na mnie wyniośle, podobnie jak stojące koło niej Anna Sophia i Cecily. Wszystkie były przeświadczone, że mój czas niebawem się skończy.

– Bez obaw, twoi rodzice nie popłyną na naszej barce – zapewnił mnie Jameson. Uśmiechnęłam się, ciesząc się tą chwilą ulgi, ale jak się okazało, nie miałam tyle szczęścia podczas podróży karocą, która wiozła nas krętą drogą na brzeg rzeki.

Zamek Keresken wznosił się w najwyższym punkcie wyżyny Borady i stanowił cudowny, niepowtarzalny widok. Aby dostać się nad rzekę, nasze powozy musiały przejechać zatłoczonymi ulicami Tobbar, stolicy kraju… a na to potrzeba było czasu.

Zobaczyłam błysk w oku mojego ojca, gdy uświadomił sobie, że jazda karocą jest dla niego okazją do odbycia dłuższej rozmowy z królem.

– Co Wasza Wysokość sądzi o ostatnich wydarzeniach na granicy? – zaczął. – Słyszałem, że w zeszłym miesiącu nasze siły zostały zmuszone do odwrotu.

Musiałam się powstrzymać, żeby nie przewrócić oczami. Dlaczego mój ojciec uznał, że przypominanie królowi o niedawnej porażce jest dobrym pomysłem na rozpoczęcie rozmowy? Jednakże Jameson przyjął to pytanie spokojnie.

– To prawda. Nasi żołnierze stacjonują na granicach, by strzec pokoju, ale co powinni zrobić, gdy zostaną zaatakowani? Chodzą pogłoski, że król Quinten chciałby rozszerzyć terytorium izoltańskie aż po Nizinę Tyberyjską.

Mój ojciec prychnął gniewnie.

– Te ziemie od pokoleń należą do Koroanii.

– Oczywiście. Jednakże nie ma powodów do obaw. Jesteśmy tu bezpieczni, zaś Koroanie są dzielnymi żołnierzami.

Patrzyłam przez okno, znudzona rozmową o nieistotnych sporach granicznych. Jameson był zazwyczaj przemiłym towarzyszem, ale moi rodzice psuli całą przyjemność jazdy powozem.

Wyrwało mi się westchnienie ulgi, kiedy podjechaliśmy do portu i mogłam opuścić duszną karocę.

– Nie przesadzałaś, opowiadając o swoich rodzicach – przyznał Jameson, gdy w końcu znaleźliśmy się sami.

– To ostatni ludzie, których zaprosiłabym na jakąkolwiek zabawę.

– Ale to właśnie oni powołali na ten świat tak czarującą dziewczynę – zauważył i ucałował moją dłoń.

Zarumieniłam się i odwróciłam wzrok. Zobaczyłam, że Delia Grace wysiada z powozu wraz z Norą, Cecily i Anną Sophią. Jeśli dla mnie ta przejażdżka była nieprzyjemna, jej zaciśnięte pięści zdradzały, że miała znacznie gorzej.

– Co się stało? – szepnęłam, gdy do mnie podeszła.

– Nic, co nie działoby się już tysiące razy. – Ściągnęła łopatki i wyprostowała się.

– Przynajmniej na łodzi będziemy razem – zapewniłam ją. – Chodź. Nie masz ochoty zobaczyć, jakie będą miały miny, kiedy wsiądziesz na królewską barkę?

Zeszłyśmy na nabrzeże, a ja poczułam gorąco rozchodzące się po ręce, gdy król Jameson ujął moją dłoń, by pomóc mi wejść na pokład. Tak jak obiecałam, Delia Grace dołączyła do nas, podobnie jak dwójka królewskich doradców, podczas gdy moich rodziców i pozostałych gości odprowadzono do innych łodzi należących do Jego Wysokości. Na szczycie masztu powiewała dumnie koroańska flaga – czerwień, trzepocząca na wietrze od rzeki, przypominała płomień. Radośnie usiadłam po prawej stronie Jamesona, który nadal nie wypuszczał mojej ręki.

Przygotowano dla nas poczęstunek, a także futra, którymi mogliśmy się okryć, gdyby wiatr stał się zbyt chłodny. Wydawało się, że mam na wyciągnięcie ręki wszystko, czego mogłabym pragnąć. To mnie stale zaskakiwało – kiedy siedziałam obok króla, nie brakowało mi absolutnie niczego.

Płynęliśmy w dół rzeki, a ludzie na brzegach zatrzymywali się i kłaniali na widok flagi na maszcie lub głośno błogosławili króla. On zaś siedział wyprostowany jak struna i z godnością dziękował im lekkimi skinieniami głowy.

Wiedziałam, że nie każdy władca jest przystojny, ale Jamesonowi z pewnością nie brakowało urody. Bardzo dbał o swój wygląd, przystrzygał krótko ciemne włosy i pielęgnował opaloną skórę. Ubierał się modnie, ale nigdy nie był przesadnie wystrojony, chociaż lubił się przechwalać. Najlepszym dowodem była przejażdżka łodzią tak wczesną wiosną.

Podobało mi się to w nim, chociażby dlatego, że mogłam teraz siedzieć u jego boku i czuć się iście królewsko.

Na brzegu rzeki, niedaleko nowo wybudowanego mostu, stał zniszczony posąg, rzucający cień, sięgający prawie do niebieskozielonej wody. Zgodnie z nakazem tradycji panowie na łodziach wstali, podczas gdy damy pochyliły z szacunkiem głowy. Księgi były pełne opowieści o królowej Albradzie, podróżującej po kraju i odpierającej najazd Izoltańczyków, podczas gdy jej mąż, król Shane, przebywał w Morlandii w sprawach wagi stanu. Po powrocie nakazał wznieść w różnych miejscach Koroanii siedem posągów swojej żony, a co roku w sierpniu szlachetnie urodzone damy dworu tańczyły z drewnianymi mieczami dla upamiętnienia jej zwycięstwa.

W koroańskiej historii królowe zapisywały się często większymi literami niż królowie, a Albrada nie była nawet najsłynniejszą z nich. Była jeszcze królowa Honowia, która obeszła najdalsze zakątki kraju, wytyczając granice i błogosławiąc pocałunkiem drzewa i głazy, które je oznaczały. Do dzisiaj ludzie podróżowali do tych głazów, które rozmieściła sama królowa, i także je całowali – na szczęście. Królowa Lahja zasłynęła tym, że opiekowała się koroańskimi dziećmi w najgorszym okresie izoltańskiej zarazy, nazwanej tak, ponieważ gdy ludzie na nią cierpiący umierali, ich skóra robiła się błękitna jak flaga Izolty. Lahja w pojedynkę wkraczała odważnie do miast, by odszukać ocalałe dzieci i oddać je pod opiekę nowych rodzin.

Nawet królowa Ramira, matka Jamesona, słynęła w całym kraju ze swojej dobroci. Była całkowitym przeciwieństwem swojego męża, króla Marcellusa. Podczas gdy on miał zwyczaj atakować bez zadawania pytań, ona zawsze dążyła do pokoju. Słyszałam, że jej łagodne pertraktacje pozwoliły nam uniknąć co najmniej trzech wojen. Koroańscy młodzieńcy mieli wobec niej ogromny dług wdzięczności. Podobnie jak ich matki.

Dokonania koroańskich królowych pozostawiły ślad w dziejach całego kontynentu i prawdopodobnie to była jedna z rzeczy, które czyniły Jamesona tak pociągającym. Nie chodziło tylko o to, że jest przystojny i bogaty, ani o to, że mógł cię uczynić królową… On mógł cię uczynić legendą.

– Uwielbiam przebywać na wodzie – oznajmił Jameson, przerywając mi rozkoszowanie się tą chwilą. – Jednym z najpiękniejszych wspomnień mojego dzieciństwa jest to, jak popłynąłem z ojcem do Sabino.

– Pamiętam, że ojciec Waszej Wysokości był doskonałym żeglarzem – zauważyła Delia Grace, włączając się do rozmowy.

Jameson z entuzjazmem pokiwał głową.

– To był jeden z jego licznych talentów. Czasem wydaje mi się, że odziedziczyłem więcej cech po matce, ale żeglarstwem z pewnością zaraziłem się od niego. Podobnie jak miłością do podróży. A ty, lady Hollis? Czy lubisz podróżować?

Wzruszyłam ramionami.

– Nie miałam zbyt wielu okazji. Całe życie spędziłam na zamku Keresken i w pałacu Varinger. Ale zawsze chciałam się udać do Eradoru – westchnęłam. – Uwielbiam morze, a mówiono mi, że tamtejsze plaże są niezrównanej urody.

– Zaiste. – Jameson uśmiechnął się i odwrócił spojrzenie. – Słyszałem, że ostatnio modne jest, by świeżo poślubiona para udawała się w podróż. – Znowu na mnie popatrzył. – Powinnaś poprosić męża, by zabrał cię do Eradoru. Wyglądałabyś cudownie na białych plażach.

Znowu odwrócił głowę i wsunął do ust kilka winogron, jakby mówienie o mężach i podróżach we dwoje nic nie znaczyło. Popatrzyłam na Delię Grace, która odpowiedziała spojrzeniem pełnym zdumienia. Wiedziałam, że kiedy znajdziemy się same, rozbierzemy tę rozmowę na czynniki pierwsze w poszukiwaniu ukrytych znaczeń.

Czy chciał mi powiedzieć, że najwyższy czas wyjść za mąż? Czy może była to aluzja, że powinnam poślubić… właśnie jego?

Te pytania kłębiły się w mojej głowie, kiedy podniosłam wzrok, żeby rozejrzeć się po rzece. Nora siedziała na swojej barce z kwaśną miną, obserwując nas wraz z innymi nieszczęśliwymi dziewczętami z dworu. Rozejrzałam się dyskretnie i stwierdziłam, że co najmniej kilka osób zamiast podziwiać urodę dnia, przyglądało się mnie. Ale tylko Nora patrzyła z tak wyraźną złością.

Zerwałam jedno winogrono i rzuciłam w nią, trafiając ją prosto w pierś. Cecily i Anna Sophia roześmiały się, a Nora otworzyła usta z oburzenia. Szybko pochwyciła jakiś owoc i rzuciła nim we mnie, a na jej twarzy odmalował się wyraz bardzo przypominający radość. Zachichotałam, złapałam kolejne winogrona i rozpoczęłyśmy coś w rodzaju bitwy.

– Co ty wyprawiasz, Hollis?! – zawołała moja matka ze swojej barki, ledwie słyszalna poprzez plusk uderzających o wodę wioseł.

Popatrzyłam na nią i odparłam ze śmiertelną powagą:

– Ależ oczywiście, że bronię swojego honoru.

Kiedy znowu odwróciłam się do Nory, usłyszałam, że Jameson się śmieje.

Rozległy się wybuchy śmiechu, a owoce zaczęły latać w obie strony. Dawno nie bawiłam się tak dobrze, ale w końcu wychyliłam się trochę za daleko, by wykonać celny rzut, i wpadłam prosto do wody.

Usłyszałam wokół pełne zgrozy okrzyki, ale zdążyłam zaczerpnąć powietrza i wypłynęłam na powierzchnię, nie krztusząc się wodą.

– Hollis! – zawołał Jameson i wyciągnął do mnie rękę. Pochwyciłam ją i pozwoliłam, by w kilka sekund wciągnął mnie bezpiecznie na pokład łodzi. – Słodka Hollis, nic ci się nie stało? Nie jesteś ranna?

– Nie – zaszczękałam zębami, zziębnięta po kąpieli w lodowatej wodzie. – Ale chyba zgubiłam buty.

Jameson popatrzył na moje stopy w pończochach i wybuchnął śmiechem.

– Powinniśmy jakoś temu zaradzić, prawda?

Ponieważ byłam bezpieczna, wokół nas rozległy się śmiechy, a Jameson zdjął płaszcz i owinął mnie nim, żebym nie zmarzła.

– Wracajmy na brzeg – polecił nadal z uśmiechem.

Przytulił mnie i spojrzał mi prosto w oczy. Wyczuwałam, że w tym momencie – bez butów, potargana, przemoczona do nitki – wydawałam mu się nieodparcie urocza. Ponieważ jednak moi rodzice byli tuż obok, a w pobliżu kręcił się tuzin wyniosłych lordów, musiał zadowolić się ciepłym pocałunkiem złożonym na moim zimnym czole.

To wystarczyło, żeby ponownie przeszedł mnie dreszcz oczekiwania. Zastanawiałam się, czy każdej chwili z nim spędzonej będzie towarzyszyć podobne uczucie. Nie mogłam się doczekać, kiedy mnie pocałuje, i miałam na to nadzieję za każdym razem, gdy zostawaliśmy sami, nawet na krótką chwilę, a on przyciągał mnie do siebie. Na razie jednak nic takiego nie nastąpiło. Wiedziałam, że pocałował Hannę i Myrę, a jeśli całował jeszcze jakieś dziewczyny, nie przyznały się do tego. Zastanawiałam się, czy ten brak pocałunku był dobrym, czy też złym znakiem.

– Możesz wstać? – zapytała Delia Grace, przywołując mnie do rzeczywistości. Chciała pomóc mi zejść na brzeg.

– Ta suknia zrobiła się o wiele cięższa, kiedy nasiąknęła wodą – przyznałam.

– Tak mi przykro, Hollis! Nie chciałam, żebyś wypadła! – zawołała Nora, kiedy tylko wysiadła ze swojej łodzi.

– Nonsens, to była moja wina! Poza tym odebrałam cenną lekcję: od tej pory powinnam podziwiać rzekę tylko z okien komnaty – odparłam i mrugnęłam do niej.

Roześmiała się niemal wbrew sobie.

– Jesteś pewna, że nic się nie stało?

– Jestem pewna. Może jutro będę trochę pociągać nosem, ale jestem zdrowa jak ryba i tak samo mokra. Daję słowo, że nie żywię urazy.

Jej uśmiech tym razem wydawał się całkiem szczery.

– Pozwól, że ci pomogę – zaproponowała.

– Poradzę sobie – warknęła Delia Grace.

Uśmiech Nory natychmiast zgasł. Nie wyglądała już na zadowoloną, tylko na naprawdę poirytowaną.

– Tak, nie wątpię w to. Sama nie miałabyś cienia szansy, by zwrócić na siebie uwagę Jamesona, więc uczepienie się spódnicy Hollis to najlepsze, co taka jak ty może zrobić. – Uniosła brwi i okręciła się na pięcie. – Na twoim miejscu mocno bym się jej trzymała.

Otworzyłam usta, by przypomnieć Norze, że sytuacja, w jakiej znajdowała się Delia Grace, nie wynikała z jej winy. Poczułam jednak na piersi powstrzymującą mnie rękę.

– Jameson cię usłyszy – syknęła Delia Grace przez zaciśnięte zęby. – Chodźmy już.

Wyraźnie słyszałam ból w jej głosie, ale miała rację. Mężczyźni walczyli otwarcie w polu, kobiety walczyły za wachlarzami. Przytrzymywałam się jej mocno, kiedy wracałyśmy do zamku. Zastanawiałam się, czy po tylu zniewagach, jakich doświadczyła tego popołudnia, nie postanowi spędzić jutrzejszego dnia w samotności. Robiła to często, gdy byłyśmy młodsze, a jej serce nie potrafiło ścierpieć kolejnych obelg.

Ale następnego dnia rano pojawiła się w mojej komnacie i bez słowa zaczęła układać mi włosy w kolejną kunsztowną fryzurę. Kiedy była tym zajęta, rozległo się pukanie do drzwi i cała armia pokojówek wniosła niezliczone bukiety z wiosennych kwiatów.

– O co tu chodzi? – zapytała Delia Grace, kierując je, by ustawiały kwiaty na każdej dostępnej powierzchni.

Pokojówka dygnęła przede mną i podała mi złożony liścik. Uśmiechnęłam się do siebie i odczytałam go na głos:

– Na wypadek, gdyby przeziębienie nie pozwoliło Ci dzisiaj wyjść i cieszyć się pięknem natury, uznałem, że natura powinna odwiedzić swoją królową.

Delia Grace otwarła szeroko oczy.

– „Swoją królową”?

Skinęłam głową z mocno bijącym sercem.

– Znajdź moją złotą suknię. Sądzę, że wypadałoby podziękować królowi.

ROZDZIAŁ 3

Szłam korytarzem z wysoko podniesioną głową, a Delia Grace trzymała się tuż za mną. Patrzyłam prosto w oczy starszym dworzanom i witałam ich uśmiechem oraz skinieniem głowy. Większość nie zwracała na mnie uwagi, co nie było zaskakujące. Wiedziałam, że ich zdaniem nie warto przywiązywać się nadmiernie do najnowszej miłostki króla.

Dopiero kiedy zbliżyłyśmy się do głównego korytarza, prowadzącego do sali tronowej, usłyszałam coś, co przykuło moją uwagę.

– To właśnie o niej ci mówiłam – szepnęła głośno jakaś kobieta do swojej przyjaciółki, tonem świadczącym o tym, że nie chodziło o nic dobrego.

Zamarłam i obejrzałam się na Delię Grace. Jej przymrużone oczy podpowiadały, że także to usłyszała i nie wiedziała, jak to rozumieć. Niewykluczone, że mówiły o niej – o jej rodzicach, o jej ojcu. Ale plotki na temat Delii Grace nie były niczym nowym, a poza tym zazwyczaj dokuczały jej młodsze damy, szukające jakiegoś słabego punktu rywalek. Inni poszukiwali nowych, bardziej ekscytujących historii.

Takich, jakie mogły dotyczyć najnowszego obiektu zainteresowania króla Jamesona.

– Odetchnij głęboko – poleciła Delia Grace. – Król chce zobaczyć cię zdrową i zadowoloną.

Dotknęłam kwiatu, który wsunęłam za ucho, i upewniłam się, że jest na swoim miejscu. Wygładziłam suknię i ruszyłam dalej. Oczywiście Delia Grace miała rację. Sama od lat wykorzystywała tę strategię.

Kiedy jednak zbliżałyśmy się do sali tronowej, spojrzenia mijanych dworzan były pełne nieskrywanej dezaprobaty. Starałam się zachować kamienną twarz, ale w głębi serca trzęsłam się z przerażenia.

Mężczyzna stojący pod ścianą ze splecionymi ramionami potrząsnął głową.

– To będzie wstyd dla całego kraju – mruknął ktoś, kogo właśnie mijałam.

Kątem oka zauważyłam Norę. Wbrew wszelkim instynktom, którymi kierowałam się aż do wczoraj, podeszłam do niej. Delia Grace towarzyszyła mi jak cień.

– Dzień dobry, lady Noro. Nie jestem pewna, czy zauważyłaś, ale część dworzan dzisiaj… – Nie potrafiłam znaleźć odpowiedniego słowa.

– Owszem – odparła cicho. – Najwyraźniej ktoś, kto uczestniczył we wczorajszej wycieczce, opowiedział wszystkim o naszej małej bitwie. Mnie nikt nie okazuje niezadowolenia, ale oczywiście to nie ja jestem ulubienicą króla.

Przełknęłam ślinę.

– Przecież Jego Wysokość przez ostatni rok zmieniał towarzyszące mu damy, jakby to nic nie znaczyło. Z pewnością już niedługo zamierza się cieszyć moim towarzystwem, więc o co tu chodzi?

Nora skrzywiła się.

– Zabrał cię poza pałac. Pozwolił, żebyś siedziała pod jego flagą. Może ci się wydawać, że wczorajsza wycieczka była całkowicie nieformalna, ale stanowiła absolutny precedens w porównaniu z jego relacją z innymi damami.

Ach tak.

– To przez lordów? – zapytała Delia Grace. – Tych zasiadających w radzie?

To była pierwsza pozbawiona złości wymiana zdań między nimi, jakiej byłam świadkiem przez te wszystkie lata. Nora szybko i z wyraźnym współczuciem skinęła głową.

– Co to ma znaczyć? – zapytałam. – Dlaczego króla miałoby obchodzić czyjeś zdanie?

Delia Grace, która pilniej niż ja studiowała protokół i śledziła życie polityczne, leciutko przewróciła oczami.

– Lordowie zarządzają swoimi hrabstwami w imieniu króla. Jest od nich zależny.

– Jeśli król chce zadbać o pokój na dalekiej prowincji i otrzymywać należne wpływy z podatków, muszą się tym zająć lordowie z rady – wyjaśniła Nora. – Jeśli lordowie są niezadowoleni z królewskich rządów, to, no cóż, mogą się nie przykładać do swojej pracy.

Już rozumiałam. Czyli zarówno finanse, jak i bezpieczeństwo króla mogą ucierpieć, jeśli popełni niemądry błąd i będzie się spotykać z kimś, kto nie spodoba się lordom. Na przykład z dziewczyną, która wpadła do rzeki, obrzucając się owocami z inną dziewczyną, niemalże u stóp posągu wzniesionego dla uczczenia jednej z najsłynniejszych królowych w dziejach kraju.

Przez ułamek sekundy przytłaczało mnie poczucie upokorzenia. Zbyt wiele spodziewałam się po słowach Jamesona, przeceniałam jego uwagę. Naprawdę wydawało mi się, że miałam szansę zostać żoną króla.

Wtedy jednak przypomniałam sobie, że od początku wiedziałam, że nie zostanę królową.

Owszem, przyjemnie byłoby stać się najbogatszą damą w całej Koroanii i patrzeć, jak poddani wznoszą posągi na moją cześć… Ale to były nierealistyczne mrzonki, a Jameson z pewnością lada moment da się oczarować innemu ślicznemu uśmiechowi. Mogłam tylko cieszyć się jego zalotami, dopóki był mną zainteresowany.

Spojrzałam na Norę i ujęłam jej dłoń.

– Dziękuję ci. Zarówno za tę zabawę wczoraj, jak i za dzisiejszą szczerość. Jestem twoją dłużniczką.

Uśmiechnęła się.

– Za kilka tygodni Święto Korony. Jeśli król nie straci zainteresowania tobą, przypuszczam, że to ty będziesz odpowiedzialna za układ tańca. Jeśli tak, pozwól mi wziąć w nim udział.

Wiele dziewcząt wymyślało własne układy taneczne na Święto Korony w nadziei, że zwrócą na siebie uwagę, oddając w ten sposób cześć królowi. Domyślałam się, że jeśli Jameson nadal będzie mną zainteresowany, wszyscy będą oczekiwać, że ja także coś przygotuję. O ile pamiętałam, Nora była świetną tancerką.

– Przyda mi się każda pomoc. Z pewnością możesz na mnie liczyć.

Skinęłam na Delię Grace, żeby szła ze mną.

– Chodź. Muszę podziękować królowi.

– Oszalałaś? – syknęła ze zgrozą. – Nie zamierzasz chyba pozwolić jej z nami tańczyć?

Popatrzyłam na nią z niedowierzaniem.

– Okazała mi właśnie wielką życzliwość i zachowywała się wobec ciebie z nieskazitelną uprzejmością. To tylko taniec, a ona jest pełna wdzięku. Dzięki niej lepiej wypadniemy.

– Jej dzisiejsze zachowanie nie może zrekompensować wcześniejszych zniewag – upierała się Delia Grace.

– Dorastamy – przypomniałam jej. – Wszystko się zmienia.

Wyraz jej twarzy mówił, że nie takiej odpowiedzi oczekiwała, ale milczała, kiedy szłyśmy dalej przez morze ludzi.

Król Jameson siedział na kamiennym podwyższeniu na końcu sali tronowej. Było ono na tyle szerokie, by pomieścić całą rodzinę królewską, ale obecnie stał na nim tylko jeden tron i dwa mniejsze fotele po bokach, przeznaczone dla najważniejszych gości, których król mógł w danej chwili podejmować.

Sala tronowa była wykorzystywana do wszystkich celów – przyjmowano tu gości, wyprawiano bale, a także spożywano codzienne posiłki. Na wschodniej ścianie schodki prowadziły na galerię dla muzyków, a wysokie okna wpuszczały mnóstwo słonecznego światła. Ale to zachodnia ściana przykuwała mój wzrok za każdym razem, gdy wchodziłam do tej sali. Sześć witrażowych okien sięgało od wysokości mojej talii do samego sufitu. Witraże przedstawiające sceny z koroańskiej historii oddane w żywych kolorach zalewały wnętrze sali powodzią barw i blasku.

Jeden z nich przedstawiał koronację Estusa, a inny – kobiety tańczące na łące. Spośród oryginalnej szóstki jeden witraż został zniszczony podczas wojny i zastąpiono go sceną z królem Telau przyklękającym przed królową Thenelopą. Ten był chyba moim ulubionym. Nie byłam pewna, jaką rolę odegrała w historii Thenelopa, ale zasłużyła sobie na uwiecznienie w sali, w której koncentrowało się życie pałacowe, a już samo to stanowiło powód do najwyższego podziwu.

Ogromne stoły wnoszono na posiłki i wynoszono po ich zakończeniu, zaś ludzie przychodzili i odchodzili wraz z porami roku, ale okna i podwyższenie pozostawały niezmienne. Przeniosłam spojrzenie z dawnych władców na tego, który zasiadał obecnie na tronie. Był pogrążony w dyskusji z jednym z lordów, ale gdy zauważył moją złotą suknię, odwrócił się na moment, a kiedy tylko mnie rozpoznał, pospiesznie odprawił lorda. Dygnęłam i zbliżyłam się do tronu, gdzie powitały mnie jego hojne i ciepłe dłonie.

– Moja lady Hollis. – Jameson potrząsnął głową. – Jesteś jak wschodzące słońce. Urzekająca.

Te słowa sprawiły, że wszystkie wnioski, do jakich doszłam, przestały się liczyć. Jak mogłam być przeświadczona, że nic dla niego nie znaczę, kiedy patrzył na mnie w taki sposób? Nie obserwowałam go dawniej, kiedy towarzyszył innym dziewczętom – nie wydawało mi się to wtedy istotne. Ale czułam się zupełnie wyjątkowa, gdy czule przesuwał kciukiem po mojej dłoni.

– Wasza Wysokość jest zbyt szczodry – odparłam w końcu, pochylając głowę. – Nie tylko w słowach, ale i w czynach. Chciałam podziękować za ogród, który przysłałeś do mojej komnaty – powiedziałam, a on się roześmiał. – A także powiadomić, że czuję się doskonale.

– To wyśmienicie. W takim razie koniecznie musisz zasiąść obok mnie podczas obiadu.

Żołądek mi się zacisnął.

– Wasza Wysokość?

– Oczywiście twoi rodzice także są zaproszeni. Chętnie porozmawiam z kimś nowym.

Znowu dygnęłam.

– Jak Wasza Wysokość sobie życzy.

Widziałam, że inni już czekają, żeby poświęcił im chwilę, więc szybko wycofałam się, oszołomiona radością. Ścisnęłam dłoń Delii Grace, mojej podpory.

– Będziesz siedziała u boku króla, Hollis – szepnęła do mnie.

– Wiem. – Myśl o tym sprawiała, że brakło mi tchu, jakbym właśnie przebiegła przez cały ogród.

– Zaprosił także twoich rodziców. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie zrobił.

Jeszcze mocniej ścisnęłam jej dłoń.

– Wiem. Czy… czy powinnyśmy pójść im powiedzieć?

Popatrzyłam we wszystkowiedzące oczy Delii Grace, która potrafiła dostrzec kłębiącą się we mnie mieszaninę ekscytacji i przerażenia, a także zrozumieć, że nie miałam pojęcia, co tak naprawdę się dzieje.

Te właśnie oczy pojaśniały, gdy uśmiechnęła się do mnie krzywo.

– Wydaje mi się, że tak ważna dama jak ty powinna po prostu wysłać list.

Ze śmiechem wyszłyśmy z sali, nie dbając o to, czy ktoś na nas patrzy lub komentuje nasze postępowanie. Nie byłam jeszcze całkowicie pewna intencji Jamesona i wiedziałam, że dworzanie nie są zachwyceni moją osobą, ale to wszystko straciło teraz znaczenie. Miałam zasiąść przy obiedzie u boku króla. To było coś, co należało uczcić.

Siedziałyśmy z Delią Grace w mojej komnacie, zajęte codzienną lekturą. Delia Grace zawsze na to nalegała. Miała szerokie zainteresowania, obejmujące historię, mitologię i dzieła współczesnych filozofów. Ja wolałam powieści. Zazwyczaj książki sprawiały, że przenosiłam się do świata marzeń, ale dzisiaj bezustannie wytężałam słuch i rzucałam spojrzenia na drzwi, czekając, aż pojawią się moi rodzice.

Kiedy w końcu natrafiłam na zajmujący fragment, drzwi otworzyły się gwałtownie.

– Czy to ma być żart? – zapytał mój ojciec. W jego głosie nie było złości, tylko zaskakująca nadzieja.

Potrząsnęłam głową.

– Nie, ojcze. Król wystosował do nas zaproszenie dzisiaj rano. Wiem, że jesteś zajęty, więc uznałam, że list będzie najstosowniejszym sposobem przekazania tej wiadomości.

Rzuciłam porozumiewawcze spojrzenie Delii Grace, która udawała, że nadal jest pochłonięta lekturą.

Moja matka nie była w stanie ustać spokojnie w miejscu.

– Mamy zasiąść dzisiaj przy królewskim stole?

Skinęłam głową.

– Tak, matko. Ty, ojciec i ja. Chcę, żeby towarzyszyła mi Delia Grace, więc wydaje mi się, że jej matka także powinna do nas dołączyć.

To sprawiło, że matka znieruchomiała. Ojciec zamknął oczy – wiedziałam, że robił tak zawsze, gdy chciał się zastanowić nad słowami, które zamierzał wypowiedzieć.

– Jestem pewien, że w tak wyjątkowym momencie wolałabyś przebywać tylko w gronie rodziny.

Uśmiechnęłam się.

– Miejsca przy królewskim stole wystarczy dla wszystkich i jeszcze go sporo zostanie. Nie sądzę, żeby to miało znaczenie.

Matka popatrzyła na mnie z góry.

– Delio Grace, czy pozwolisz, że porozmawiamy z córką?

Wymieniłyśmy znużone spojrzenia. Delia Grace zamknęła książkę, odłożyła ją na stół i wyszła.

– Doprawdy, matko…

Matka podeszła szybko i stanęła nade mną.

– To nie jest zabawa, Hollis. Ta dziewczyna ma zbrukaną reputację i nie powinnaś przebywać w jej towarzystwie. Na początku to się wydawało uroczym aktem dobroczynności, ale teraz… powinnaś zakończyć tę znajomość.

Otworzyłam szeroko usta.

– Z całą pewnością nie zamierzam tego zrobić! To moja najbliższa przyjaciółka na dworze.

– Jest z nieprawego łoża! – syknęła matka.

Przełknęłam ślinę.

– To tylko plotki. Jej matka przysięgała, że była wierna mężowi. Lord Domnall oskarżył ją aż osiem lat po domniemanym fakcie, tylko po to, by uzyskać rozwód.

– Nawet jeśli, rozwód jest dostatecznym powodem, by trzymać się od niej z daleka – oznajmiła matka.

– To nie jej wina!

– Masz całkowitą rację – dodał ojciec, ignorując mnie. – Jeśli nawet krew jej matki nie jest dostatecznym powodem, to jest nim krew jej ojca. Rozwodnik. – Potrząsnął głową. – A do tego uciekł z inną kobietą zaraz po całej sprawie.

Westchnęłam. W Koroanii obowiązywały liczne prawa, a wiele z nich dotyczyło rodziny i małżeństwa. Zdrada małżeńska w najlepszym razie oznaczała ostracyzm towarzyski, w najgorszym zaś – nawet więzienie. Rozwody zdarzały się tak rzadko, że osobiście nie byłam ani razu świadkiem żadnego z nich. W odróżnieniu od Delii Grace.

Jej ojciec oznajmił, że jego żona, dawna lady Clara Domnall, miała romans, którego owocem było ich jedyne dziecko, Delia Grace. Na tej podstawie zażądał rozwodu i otrzymał zgodę. Jednakże nie upłynęły nawet trzy miesiące, gdy uciekł z inną damą, przekazując tytuły, które miała odziedziczyć Delia Grace, tej kobiecie i jej ewentualnym potomkom. Oczywiście takie tytuły straciły w tym momencie jakiekolwiek znaczenie. Ucieczka z ukochaną lub ukochanym spotykała się z powszechną dezaprobatą i była uznawana za absolutną ostateczność do tego stopnia, że niektóre pary wolały się rozstać niż decydować na tak desperacki krok.

Lady Clara, także szlachetnie urodzona, powróciła do panieńskiego nazwiska i przywiozła córkę na dwór, żeby wychowywała się wśród arystokracji. Dla Delii Grace oznaczało to nieustający ciąg upokorzeń.

Cała ta historia od samego początku wydawała mi się wątpliwa. Jeśli lord Domnall podejrzewał żonę o niewierność i uważał, że Delia Grace nie jest jego córką, to dlaczego czekał osiem lat, by to oznajmić? Nie miał żadnych dowodów na poparcie swoich słów, ale i tak otrzymał rozwód. Delia Grace powiedziała, że musiał naprawdę zakochać się w kobiecie, z którą uciekł. Próbowałam ją zapewniać, że to bzdury, ale ona potrząsnęła tylko głową.

– Nie. Musiał ją kochać mocniej niż moją matkę i mnie razem wzięte. Dlaczego miałby nas porzucać dla kogoś, na kim by mu mniej zależało? – W jej oczach była absolutna pewność, więc nie mogłam się z nią kłócić i nigdy więcej nie poruszyłam tego tematu.

Nie musiałam – połowa pałacu robiła to za mnie. A jeśli nawet nie potępiali Delii Grace otwarcie, z pewnością robili to w myślach. Moi rodzice byli tego najlepszym dowodem.

– Wyciągacie za daleko idące wnioski – upierałam się. – Król wspaniałomyślnie zaprosił nas na obiad, ale to nie znaczy, że coś ma z tego wyniknąć. A nawet gdyby, to czy po tak długim czasie Delia Grace, której zachowanie na dworze zawsze było nienaganne, nie zasłużyła na pozostanie przy moim boku?

Mój ojciec westchnął.

– Ludzie już wyrobili sobie zdanie o twoim zachowaniu na rzece. Czy chcesz dostarczać im dodatkowych powodów do niezadowolenia?

Uderzyłam dłońmi w kolana i pomyślałam, że ta kłótnia jest pozbawiona sensu. Czy kiedykolwiek udało mi się wygrać z rodzicami? Czasem byłam tego bliska, jeśli tylko miałam przy sobie Delię Grace.

No właśnie!

Westchnęłam i popatrzyłam na rodziców, którzy spoglądali na mnie z całą stanowczością.

– Rozumiem wasze zastrzeżenia, ale być może nie tylko naszą opinię należałoby tu brać pod uwagę – powiedziałam.

– Nie zamierzam słuchać opinii tej skandalistki – prychnęła matka.

– Chodziło mi raczej o króla.

To ich uciszyło. W końcu odezwał się ojciec.

– Wyjaśnij, co masz na myśli.

– Mam na myśli tylko to, że Jego Wysokość wydaje się zauroczony moją osobą, zaś towarzystwo Delii Grace pomaga mi zachować pogodę ducha. Ponadto Jameson ma w sobie o wiele więcej współczucia niż jego ojciec i może spojrzeć przychylnym okiem na to, że roztaczam nad nią opiekę. Za waszym pozwoleniem chciałabym przedłożyć mu tę kwestię.

Starannie dobierałam słowa i mówiłam spokojnym tonem. Nie mogli mi zarzucić, że się napraszam albo dąsam i z pewnością nie mogli twierdzić, że mają większe prawo do podejmowania decyzji niż król.

– Niech będzie – powiedział ojciec. – Może w takim razie zapytasz go dzisiaj? Ale ona nie będzie siedziała z nami. Nie tym razem.

Skinęłam głową.

– Napiszę do niej teraz, żeby jej to przekazać. Pozwólcie, że się tym zajmę. – Zachowując niezmącony spokój, wyjęłam z biurka kartę pergaminu. Rodzice wyszli, wyraźnie zaskoczeni.

Kiedy drzwi się za nimi zamknęły, zachichotałam.

Droga Delio Grace,

jest mi niezwykle przykro, ale moi rodzice postawili na swoim w sprawie dzisiejszego obiadu. Nie obawiaj się jednak! Mam plan, który pozwoli zatrzymać Cię u mojego boku już na zawsze. Przyjdź do mnie wieczorem, a ja wszystko wyjaśnię. Głowa do góry, Droga Przyjaciółko!

Hollis

Kiedy szłam na obiad, znowu rzucano mi potępiające spojrzenia i uświadomiłam sobie, że naprawdę mi się to nie podoba. Jak Delia Grace wytrzymywała takie traktowanie? W dodatku od dziecka?

Moi rodzice natomiast nie przejmowali się w ogóle spojrzeniami i kroczyli tak dumnie, jakby prezentowali świeżo nabytą rasową klacz, co tylko ściągało na nas dodatkową uwagę.

Kiedy zbliżyliśmy się do głównego stołu, matka odwróciła się i przyjrzała mi się taksującym wzrokiem. Nadal miałam na sobie złotą suknię, a mama pozwoliła mi pożyczyć jedną ze swoich ozdób, więc na moich złotych włosach lśnił sznur klejnotów.

– Nie najlepiej je widać – stwierdziła, przyglądając się biżuterii. – Nie mam pojęcia, dlaczego masz takie jasne włosy, ale to zupełnie psuje efekt klejnotów na głowie.

– Nic na to nie poradzę – odparłam. Tak jakbym tego nie wiedziała. Miałam włosy o odcień lub dwa jaśniejsze niż większość dziewcząt, co usłyszałam wystarczająco wiele razy w swoim życiu.

– Winię za to twojego ojca.

– Nie robiłbym tego na twoim miejscu – warknął ojciec.

Przełknęłam ślinę, ponieważ widziałam, że napięcie źle na nich działa. Ściśle przestrzeganą rodzinną zasadą było to, że wszystkie kłótnie pozostawały w murach apartamentów.

– Wasza Wysokość – ojciec powitał króla z szerokim i sztucznym uśmiechem. Jednakże Jameson ledwie zauważył ich obecność. Patrzył tylko na mnie.

Dygnęłam nisko, niezdolna odwrócić wzroku.

– Wasza Wysokość.

– Lady Hollis. Lord i lady Brite. Cieszę się, że was widzę. Proszę, siadajcie. – Jameson wyciągnął rękę, zapraszając, abyśmy dołączyli do niego przy stole.

Mój oddech przyspieszył, kiedy zajęłam miejsce obok króla, a w gardle ścisnęło mnie z radości, gdy ucałował moją dłoń. Rozejrzałam się i zobaczyłam salę tronową, jakiej nigdy jeszcze nie widziałam.

Z podwyższenia mogłam z łatwością dostrzec twarze wszystkich obecnych i obserwować, jak zajmują miejsca zależnie od swojej rangi. To zaskakujące, ale chociaż czułam się niepewnie, gdy szłam przez salę, a wszyscy na mnie patrzyli, te same spojrzenia sprawiały mi przyjemność, kiedy siedziałam koło Jamesona. Widziałam również tę samą myśl w oczach wszystkich zgromadzonych: chcieliby się znaleźć na moim miejscu.

Jameson przez chwilę patrzył mi w oczy, a potem odetchnął głęboko i odwrócił się do mojego ojca.

– Lordzie Brite, słyszałem, że wasza posiadłość należy do najpiękniejszych w Koroanii.

Mój ojciec napęczniał z dumy.

– Zaiste. Mamy wspaniały ogród i piękne, żyzne ziemie. Jest nawet huśtawka na drzewie, na której bawiłem się, gdy byłem dzieckiem. Hollis kiedyś wspięła się po linach – powiedział i natychmiast skrzywił się, jakby wyrwało mu się to przypadkiem. – Ale rzadko teraz bywamy w domu, ponieważ Keresken jest tak niezwykle pięknym zamkiem. Szczególnie podczas świąt. Święto Korony na prowincji to nie to samo.

– Domyślam się. Ale mimo wszystko chętnie bym kiedyś zobaczył waszą posiadłość.

– Wasza Wysokość zawsze będzie u nas mile widzianym gościem. – Matka dotknęła ramienia ojca. Wizyta władcy wymagała mnóstwa przygotowań i wiązała się z ogromnymi kosztami, ale każda rodzina, której posiadłość król w ten sposób zaszczycił, uważała się za wygraną.

Jameson popatrzył znowu na mnie.

– Czyli wspinałaś się po linach na drzewo, tak?

Uśmiechnęłam się na to wspomnienie.

– Zobaczyłam gniazdo i zapragnęłam sama być ptakiem. Czy nie cudownie byłoby umieć latać? Dlatego postanowiłam tam zamieszkać, razem z ptasią mamą, i chciałam zapytać, czy przyjmie mnie do swojej rodziny.

– I co dalej?

– Zostałam skrzyczana za podartą sukienkę.

Król wybuchnął śmiechem, czym zwrócił uwagę większości zebranych. Czułam na sobie żar spojrzeń dziesiątek osób, ale mogłam myśleć tylko o jego oczach. Kiedy rozjaśniały się radością, a w ich kącikach pojawiały się leciutkie zmarszczki, były prześliczne.

Potrafiłam rozbawić Jamesona, a niewielu ludzi mogło się poszczycić takim talentem. Zdumiewało mnie, że ta prościutka historyjka tak mu się spodobała.

Tak naprawdę wspinałam się po linach huśtawki wiele razy, ale nigdy nie bardzo wysoko, ponieważ bałam się upadku oraz gniewu rodziców. Pamiętałam jednak ten szczególny dzień – ptasia mama wylatująca z gniazda, by przynieść jedzenie dla swoich maluchów. Tak bardzo troszczyła się o swoje dzieci, tak bardzo starała się zaspokoić wszystkie ich potrzeby. Później zadawałam sobie pytanie, jak zdesperowana musiałam się czuć, żeby pragnąć, by moją matką został ptak.

– Wiesz, czego bym chciał, Hollis? Chciałbym zatrudnić kogoś, kto by chodził za nami i zapisywał każde słowo padające z twoich ust. Każdy komplement, każdą historię. Jesteś cudownie zajmująca, a ja nie chciałbym zapomnieć ani sekundy naszych rozmów.

Mój uśmiech powrócił.

– W takim razie ty także musisz mi opowiedzieć swoje historie. Chcę wiedzieć wszystko – powiedziałam i oparłam podbródek na dłoni w oczekiwaniu.

Kąciki ust Jamesona uniosły się w przebiegłym uśmiechu.

– Nie obawiaj się, Hollis. Niebawem dowiesz się wszystkiego.