Książę i Gwardzista - Kiera Cass - ebook + książka

Książę i Gwardzista ebook

Kiera Cass

4,0

Opis

„Książę” pokazuje wydarzenia sprzed eliminacji i pozwala czytelnikowi śledzić młodego władcę od pierwszego dnia ich rozpoczęcia. W drugiej z opowieści przekonamy się, jak płynęło życie Aspena w pałacowych komnatach- i ujrzymy prawdę o świecie gwardzistów, której nigdy nie pozna America...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 207

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Tytuł oryginału: The Selection Stories: The Prince and The Guard

Pierwsze wydanie w języku polskim © by Wydawnictwo Jaguar Sp. Jawna, 2014

Redakcja: Ewa Holewińska

Korekta: Aneta Szeliga

Skład i łamanie: EKART

Copyright © 2014 by Kiera Cass.

By arrangement with the author.

All rights reserved.

Projekt okładki © 2014 by Gustavo Marx/Merge Left Reps, Inc.

Opracowanie graficzne okładki Erin Fitzsimmons

Polish language translation copyright © 2014 by Wydawnictwo Jaguar Sp. Jawna

ISBN 978-83-7686-344-3

Adres do korespondencji:

Wydawnictwo Jaguar Sp.Jawna

ul. Kazimierzowska 52 lok. 104

02-546 Warszawa

www.wydawnictwo-jaguar.pl

Wydanie pierwsze w wersji e-book

Wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2014

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Rozdział 1

Chodziłem w kółko, próbując pozbyć się ogarniającego mnie niepokoju. Kiedy Eliminacje były jeszcze czymś odległym – rysującą się w przyszłości szansą – wydawały się ekscytujące. A teraz? Cóż, nie byłem tego pewien.

Rachunki zostały przeprowadzone i sprawdzone kilkakrotnie. Personel pałacowy został przydzielony do nowych zadań, poczyniono przygotowania w kwestii garderoby, a pokoje przyszykowano na przyjęcie nowych gości. Napięcie rosło, jednocześnie cudowne i przerażające.

Dla dziewcząt cały proces zaczynał się od wypełnienia formularzy zgłoszeniowych – do tej chwili musiały to już zrobić tysiące z nich. Dla mnie zaczynał się dzisiaj.

Skończyłem dziewiętnaście lat. Byłem teraz w wieku odpowiednim do małżeństwa.

Zatrzymałem się przed lustrem i po raz kolejny poprawiłem krawat. Dzisiaj miało mnie obserwować więcej par oczu niż zazwyczaj, więc musiałem wyglądać jak pewny siebie książę, którego spodziewali się zobaczyć poddani. Nie znalazłem żadnych uchybień w swoim wyglądzie, więc udałem się do gabinetu ojca.

Po drodze skinieniem głowy witałem doradców i znanych mi z widzenia gwardzistów. Trudno było sobie wyobrazić, że już za dwa tygodnie te korytarze będą pełne dziewcząt. Zastukałem energicznie, tak jak życzył sobie tego mój ojciec. Zawsze uważał, że mogę się nauczyć czegoś nowego.

Stukaj do drzwi stanowczo, Maxonie.

Nie chodź cały czas po pokoju, Maxonie.

Bądź szybszy, mądrzejszy, lepszy, Maxonie.

– Proszę wejść.

Wszedłem do gabinetu, a ojciec na chwilę oderwał spojrzenie od leżących na biurku dokumentów, żeby się ze mną przywitać.

– A, jesteś wreszcie. Twoja matka zaraz przyjdzie. Jesteś gotowy?

– Oczywiście – odparłem. To była jedyna dopuszczalna odpowiedź.

Ojciec wyjął niedużą paczuszkę i postawił ją przede mną na biurku.

– Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.

Odwinąłem srebrny papier i zobaczyłem czarne pudełeczko, w którym znajdowały się spinki do mankietów. Ojciec był prawdopodobnie zbyt zajęty obowiązkami, żeby pamiętać, że dał mi spinki do mankietów na Gwiazdkę. Być może to nieuniknione na tym stanowisku. Może ja też przez pomyłkę dam synowi dwa razy taki sam prezent, kiedy będę królem. Oczywiście, żeby to było możliwe, musiałem najpierw znaleźć żonę.

Żona. Poruszyłem wargami, bawiąc się tym słowem, ale nie wypowiedziałem go na głos. Wydawało się zbyt egzotyczne.

– Dziękuję. Zaraz je założę.

– Dzisiaj wieczorem powinieneś wypaść nienagannie – powiedział. – Wszyscy będą myśleć tylko o Eliminacjach.

Uśmiechnąłem się powściągliwie.

– Podobnie jak ja. – Zastanawiałem się, czy nie powiedzieć mu o tym, jak bardzo się denerwuję. Ostatecznie przechodził przez to samo i w swoim czasie musiał żywić podobne wątpliwości.

Najwyraźniej mój stan ducha można było odczytać z mojej twarzy.

– Myśl pozytywnie, Maxonie. To powinno być dla ciebie ekscytujące – zapewnił ojciec.

– I tak jest. Po prostu czuję się trochę zaskoczony tym, że wszystko dzieje się tak szybko. – Skoncentrowałem się na wkładaniu spinek w dziurki w rękawach.

Ojciec roześmiał się.

– Tobie może się wydawać, że to szybko, ale ja pracuję nad tym od lat.

Zmrużyłem oczy i podniosłem głowę.

– Nie rozumiem?

W tym momencie otworzyły się drzwi i weszła moja matka. Jak zawsze ojciec rozpromienił się na jej widok.

– Amberly, wyglądasz olśniewająco – powiedział, podchodząc, żeby się z nią przywitać.

Uśmiechnęła się tak jak zwykle, jakby była zaskoczona, że ktokolwiek zwrócił na nią uwagę, a potem objęła męża.

– Mam nadzieję, że nie zbyt olśniewająco. Nie chciałabym dzisiaj odwracać niczyjej uwagi. – Wypuściła z objęć ojca i podeszła do mnie, żeby uściskać mnie mocno. – Wszystkiego najlepszego, synku.

– Dziękuję, mamo.

– Prezentu możesz się spodziewać niedługo – powiedziała szeptem, a potem odwróciła się do ojca. – Jesteśmy gotowi?

– Owszem, jesteśmy. – Podał jej ramię, więc poszła obok niego, a ja za nimi. Jak zawsze.

* * *

– Ile to jeszcze potrwa, wasza wysokość? – zapytał dziennikarz. Mocne światła kamer sprawiały, że czułem na twarzy gorąco.

– Nazwiska zostaną wylosowane w piątek, a w kolejny piątek dziewczęta przyjadą do pałacu – odpowiedziałem.

– Czy wasza wysokość się denerwuje? – odezwał się nowy głos.

– Tym, że mam poślubić dziewczynę, której jeszcze nie poznałem? To zupełnie rutynowe zadanie. – Mrugnąłem i obserwowałem, jak dziennikarze się śmieją.

– Czy taka perspektywa nie jest dla waszej wysokości nieprzyjemna?

Poddałem się i nie próbowałem już dopasowywać pytań do twarzy, odpowiadałem tylko w kierunku, z którego padły, z nadzieją, że się nie pomylę.

– Przeciwnie, jestem niezwykle podekscytowany. – Można i tak powiedzieć.

– Wszyscy wiemy, że wasza wysokość dokona świetnego wyboru. – Błysk flesza oślepił mnie.

– To prawda! – odpowiedział ktoś inny.

Wzruszyłem ramionami.

– Nie wiem. Dziewczyna, która zdecyduje się zostać ze mną, nie będzie chyba przy zdrowych zmysłach.

Znowu się roześmiali, a ja uznałem, że to dobra okazja, żeby się wycofać.

– Proszę o wybaczenie, ale podejmujemy dzisiaj gości z rodziny i nie chciałbym być wobec nich niegrzeczny.

Kiedy odwróciłem się plecami do dziennikarzy i fotografów, odetchnąłem głęboko. Czy cały wieczór będzie tak wyglądać?

Rozejrzałem się po Sali Wielkiej – stoły zostały przykryte ciemnoniebieskimi obrusami, jasne światło podkreślało przepych wnętrza – i zrozumiałem, że nie ma dla mnie żadnej ucieczki. W jednym rogu stali wysocy urzędnicy, w drugim dziennikarze – nie było miejsca, gdzie mógłbym po prostu spokojnie posiedzieć. Biorąc pod uwagę, że było to przyjęcie na moją cześć, można by pomyśleć, że to ja będę decydował o jego formie. Ale to jakoś nigdy nie wychodziło.

Kiedy tylko wydostałem się z tłumu, ręka ojca objęła mnie i złapała za ramię. Siła uścisku i nagłe zwrócenie na mnie uwagi sprawiły, że stężałem.

– Uśmiechnij się – polecił półgłosem, więc posłuchałem, podczas gdy on skinął głową jakimś swoim gościom specjalnym.

Pochwyciłem spojrzenie Daphne, która przyjechała tu z Francji ze swoim ojcem. Szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że przyjęcie wypadło akurat wtedy, kiedy nasi ojcowie musieli przedyskutować jakieś postanowienia negocjowanej umowy handlowej. Ponieważ Daphne była córką króla Francji, spotykaliśmy się co jakiś czas i była chyba jedyną osobą spoza mojej rodziny, którą widywałem w miarę regularnie. Cieszyłem się, że widzę na sali chociaż jedną znajomą twarz.

Skinąłem jej głową, a ona uniosła kieliszek szampana.

– Nie możesz odpowiadać na wszystkie pytania sarkastycznie. Jesteś następcą tronu, oni oczekują większego zdecydowania i rozwagi.

– Przepraszam. To był wywiad przy okazji przyjęcia, więc pomyślałem…

– Źle pomyślałeś. Liczę, że podczas nagrania Biuletynu zachowasz się z należytą odwagą.

Zatrzymał się i spojrzał na mnie szarymi, chłodnymi oczami.

Znowu się uśmiechnąłem, wiedząc, że chce tego dla dobra zebranych.

– Oczywiście. To była jednorazowa pomyłka w ocenie sytuacji.

Puścił moje ramię i podniósł do ust kieliszek szampana.

– Często ci się one zdarzają.

Zaryzykowałem spojrzenie na Daphne i przewróciłem oczami, a ona roześmiała się, rozumiejąc aż za dobrze, co czuję. Ojciec spojrzał w tę samą stronę.

– Jak zawsze ślicznie wygląda. Szkoda, że nie może brać udziału w Eliminacjach.

Wzruszyłem ramionami.

– Jest miła, ale nigdy nic do niej nie czułem.

– To dobrze. Byłoby niewyobrażalną głupotą z twojej strony, gdyby było inaczej.

Zignorowałem ten przytyk.

– Poza tym czekam niecierpliwie, aż poznam te, spośród których naprawdę będę mógł wybierać.

Ojciec szybko przeskoczył na nowy temat, znowu prowadząc mnie za sobą.

– Najwyższy czas, żebyś zaczął podejmować jakieś prawdziwe decyzje, Maxonie. Dobre decyzje. Jestem pewien, że uznajesz moje metody za zbyt surowe, ale chcę tylko, żebyś rozumiał znaczenie swojej pozycji.

Powstrzymałem westchnienie. Próbuję podejmować decyzje. Nie ufasz mi na tyle, żeby mi nato pozwalać.

– Nie musisz się martwić, ojcze. Traktuję zadanie wybrania sobie żony naprawdę poważnie – odpowiedziałem z nadzieją, że ton mojego głosu przekona go, że rzeczywiście tak myślę.

– Tu nie chodzi tylko o znalezienie kogoś, z kim ci się będzie dobrze układać. Popatrz tylko na Daphne. Doskonale się dogadujecie, ale byłaby kompletną stratą czasu. – Upił jeszcze łyk szampana i skinął głową komuś stojącemu za mną.

Znowu udało mi się zapanować nad wyrazem twarzy. Skrępowany kierunkiem, w jakim zmierzała ta rozmowa, włożyłem ręce do kieszeni i rozejrzałem się po sali.

– Powinienem chyba porozmawiać trochę z gośćmi.

Ojciec odprawił mnie machnięciem ręki, zajmując się z powrotem swoim kieliszkiem, więc szybko odszedłem. Mimo usilnych starań nie rozumiałem, do czego miała prowadzić ta rozmowa. Nie miał powodów, by wyrażać się tak nieprzyjemnie o Daphne w sytuacji, kiedy w ogóle nie mogła być brana pod uwagę.

W Sali Wielkiej panował radosny nastrój. Różne osoby powtarzały mi, że cała Illéa czeka na tę chwilę. Wszyscy chcą przeżyć dreszcz emocji towarzyszący wyborom nowej księżniczki, obserwowanie mnie jako kogoś, kto w niedalekiej przyszłości zostanie królem. Po raz pierwszy czułem ogrom tego napięcia i obawiałem się, że zostanę przez nie zmiażdżony.

Ściskałem dłonie i z wdzięcznością przyjmowałem prezenty, których nie potrzebowałem. Zapytałem po cichu jednego z fotografów o używany przez niego obiektyw i wycałowałem policzki członków rodziny, przyjaciół i sporej liczby kompletnie obcych ludzi.

W końcu zostałem na chwilę sam. Rozejrzałem się po sali, przeświadczony, że powinienem gdzieś jeszcze być. Zauważyłem Daphne i skierowałem się w jej stronę. Nie mogłem się doczekać choćby kilku minut prawdziwej rozmowy, ale jak się okazało, musiałem swój zamiar odłożyć na później.

– Dobrze się bawisz? – zapytała matka, zatrzymując mnie.

– A wyglądam, jakbym się dobrze bawił?

Wygładziła lekko mój nieskazitelnie wyprasowany garnitur.

– Tak.

Uśmiechnąłem się.

– W takim razie tylko to się liczy.

Przechyliła głowę i uśmiechnęła się do mnie ciepło.

– Chodź ze mną na chwileczkę.

Podałem jej ramię, które przyjęła z uśmiechem, i razem wyszliśmy na korytarz, odprowadzani trzaskiem migawek.

– Możemy w przyszłym roku urządzić coś skromniejszego? – zapytałem.

– Raczej nie. Prawie na pewno będziesz już wtedy żonaty, a twojej żonie może zależeć na szczególnie wystawnej uroczystości na waszą pierwszą rocznicę.

Skrzywiłem się – przy mamie uchodziło mi to na sucho.

– Może też będzie lubiła spokojne życie.

Mama roześmiała się cicho.

– Przykro mi, skarbie, ale każda dziewczyna, która zgłasza się do Eliminacji, próbuje wyrwać się ze spokojnego życia.

– Z tobą też tak było? – zainteresowałem się na głos. Nigdy nie rozmawialiśmy o tym, jak znalazła się w pałacu. To była dzieląca nas różnica, która mnie wydawała się niezwykle cenna: ja wychowałem się w pałacu, ale ona przyjechała do niego z własnej woli.

Zatrzymała się i popatrzyła na mnie. W jej oczach było ciepło.

– Byłam zauroczona twarzą, którą zobaczyłam w telewizji. Marzyłam o twoim ojcu tak samo, jak teraz tysiące dziewcząt marzą o tobie.

Wyobraziłem ją sobie jako młodą dziewczynę w Honduragui, z włosami zaplecionymi w warkocze, jak wpatruje się z rozmarzeniem w telewizor. Potrafiłem sobie wyobrazić, jak wzdycha za każdym razem, gdy mój ojciec się odzywa.

– Wszystkie dziewczęta marzą o tym, jak by to było, gdyby zostały księżniczką – dodała. – Zakochać się bez pamięci i nosić koronę… tylko o tym potrafiłam myśleć na tydzień przed losowaniem. Nie rozumiałam wtedy, że tu chodzi o znacznie więcej. – Odrobinę posmutniała. – Nie umiałam przewidzieć presji, jakiej będę poddana, ani tego, jak niewiele prywatności mi pozostanie. Ale to, że wyszłam za twojego ojca, że urodziłam ciebie – pogładziła mnie po policzku – to było spełnienie moich wszystkich marzeń.

Patrzyła na mnie z uśmiechem, ale widziałem łzy zbierające się w kącikach jej oczu. Musiałem coś zrobić, żeby mówiła dalej.

– Czyli niczego nie żałujesz?

Matka potrząsnęła głową.

– Niczego. Eliminacje zmieniły moje życie, ale tylko i wyłącznie na lepsze. I właśnie o tym chciałam z tobą porozmawiać.

Zmrużyłem oczy.

– Chyba nie rozumiem.

Matka westchnęła.

– Byłam Czwórką. Pracowałam w fabryce. – Wyciągnęła przed siebie ręce. – Moje palce były suche i popękane, pod paznokciami miałam brud. Nie miałam żadnych znajomości, statusu, niczego, co by sprawiało, że zasługiwałabym na zostanie księżniczką… a jednak tu jestem.

Patrzyłem na nią, niepewny, do czego zmierza.

– Maxonie, to jest mój prezent dla ciebie. Obiecuję ci, że będę się starać ze wszystkich sił spojrzeć na te dziewczęta twoimi oczami. Nie oczami królowej ani oczami matki, ale twoimi. Nawet jeśli wybierzesz dziewczynę z bardzo niskiej klasy, nawet jeśli inni będą uważali ją za bezwartościową, ja na pewno wysłucham powodów, dla których jej pragniesz. I zrobię, co w mojej mocy, żeby wspierać cię w twoim wyborze.

Po chwili milczenia zrozumiałem.

– Myślisz, że ojciec by się na to nie zgodził? A ty?

Matka wyprostowała się.

– Każda dziewczyna ma swoje wady i zalety. Część osób będzie widzieć wszystko, co najgorsze, w niektórych z nich, a najlepsze w innych, a z twojego punktu widzenia tak jednostronne spojrzenie będzie pozbawione sensu. Ale ja będę cię wspierać niezależnie od twojego wyboru.

– Zawsze tak robiłaś.

– To prawda – przyznała, biorąc mnie pod ramię. – I wiem, że już niedługo będę grała drugie skrzypce, tak jak powinnam, kiedy inna kobieta zajmie moje miejsce. Ale mimo to zawsze będę cię tak samo kochała, Maxonie.

– Ja też. – Miałem nadzieję, że usłyszy szczerość w moim głosie. Nie potrafiłbym sobie wyobrazić okoliczności, które sprawiłyby, że moje uwielbienie dla niej by osłabło.

– Wiem. – Szturchnęła mnie lekko i wróciliśmy na salę.

Kiedy weszliśmy do środka, witani przez uśmiechy i oklaski, zastanawiałem się nad słowami matki. Była niezwykle szczodra, bardziej niż ktokolwiek, kogo znałem. Tę cechę bardzo pragnąłem wykształcić w sobie. Jeśli więc na tym polegał jej prezent, musiał być znacznie bardziej przydatny, niż wydawało mi się w tej chwili. Moja matka nigdy nie dawała mi nieprzemyślanych prezentów.

Rozdział 2

Goście zostali znacznie dłużej, niż uważałem za właściwe. Najwyraźniej chcieli, żeby przyjęcia w pałacu trwały bez końca. Nawet wtedy gdy mieszkańcy pałacu życzyliby sobie, żeby się skończyły.

Oddałem bardzo pijanego dygnitarza z Federacji Niemieckiej pod opiekę gwardzisty, podziękowałem wszystkim doradcom królewskim za prezenty i ucałowałem dłoń niemal każdej damy, która znalazła się dzisiaj w pałacu. Moim zdaniem wypełniłem już swoje obowiązki i chciałem tylko spędzić kilka godzin w spokoju, ale kiedy próbowałem wymknąć się pomiędzy ociągającymi się gośćmi, zatrzymały mnie para szafirowych oczu i uśmiech.

– Unikasz mnie – oznajmiła Daphne żartobliwym tonem, a jej melodyjny akcent łaskotał moje uszy. W sposobie jej mówienia zawsze było coś, co przypominało muzykę.

– Wcale nie, ale było więcej ludzi, niż się spodziewałem. – Obejrzałem się na garstkę gości, którzy zamierzali chyba oglądać wschód słońca z pałacowych okien.

– Twój ojciec uwielbia urządzać przedstawienia.

Roześmiałem się. Daphne domyślała się wielu rzeczy, których nigdy nie powiedziałem na głos. Czasem trochę mnie to niepokoiło. Ile rzeczy potrafiła we mnie dostrzec, a ja o tym nie wiedziałem?

– Chyba tym razem przeszedł sam siebie.

Wzruszyła ramionami.

– Tylko do następnego razu.

Staliśmy w milczeniu, chociaż wyczuwałem, że chciałaby dodać coś jeszcze. Przygryzła wargi i zapytała szeptem:

– Czy możemy porozmawiać w cztery oczy?

Skinąłem głową, podałem jej ramię i zaprowadziłem ją do jednego z saloników w korytarzu. Nie odzywała się ani słowem, czekała, aż znajdziemy się za zamkniętymi drzwiami. Chociaż często rozmawialiśmy na osobności, jej zachowanie sprawiło, że zacząłem się denerwować.

– Nie zatańczyłeś ze mną. – W jej głosie zabrzmiała uraza.

– W ogóle nie tańczyłem. – Ojciec tym razem nalegał na akompaniament muzyki klasycznej, a chociaż Piątki były niezwykle utalentowane, wybrane przez nie utwory pozwalały tylko na wolne tańce. Może gdybym chciał tańczyć, zaprosiłbym ją, ale czułem po prostu, że to niestosowne w sytuacji, gdy wszyscy pytają mnie o moją przyszłą, nieznaną żonę.

Westchnęła ciężko i zaczęła chodzić po pokoju.

– Po powrocie do domu mam się z nim spotkać – powiedziała. – Nazywa się Frederick. Oczywiście, poznałam go już wcześniej. Doskonale jeździ konno, a poza tym jest bardzo przystojny. Jest cztery lata starszy ode mnie i wydaje mi się, że między innymi dlatego papa go lubi.

Obejrzała się na mnie przez ramię z półuśmiechem.

W odpowiedzi uśmiechnąłem się sarkastycznie.

– A co by się z nami stało, gdybyśmy się nie kierowali tym, co aprobują nasi ojcowie?

Zachichotała.

– Byłoby po nas. Nie mielibyśmy pojęcia, jak żyć.

Ja także się roześmiałem, zadowolony, że mam kogoś, z kim mogę na ten temat pożartować. Czasem to była jedyna metoda radzenia sobie z uciążliwą dominacją ojca.

– Rzeczywiście, tata go aprobuje. Ale zastanawiam się… – Spuściła wzrok, nagle zawstydzona.

– Nad czym się zastanawiasz?

Stała przez chwilę w milczeniu, nie odrywając oczu od dywanu. W końcu skoncentrowała na mnie spojrzenie swych szafirowych oczu.

– A ty aprobujesz?

– Co takiego?

– Fredericka.

Roześmiałem się.

– Trudno mi powiedzieć, w ogóle go nie znam.

– Nie – odparła, ściszając głos. – Nie chodzi mi o osobę, ale o sam pomysł. Czy aprobujesz to, że będę się z nim spotykać? Że może za niego wyjdę?

Jej nieruchoma twarz ukrywała coś, czego nie rozumiałem. Z zaskoczeniem wzruszyłem ramionami.

– Moja aprobata nie ma tu nic do rzeczy. Zresztą twoja praktycznie też nie – dodałem, żałując odrobinę nas obojga.

Daphne zaczęła bawić się splecionymi palcami, jakby była zdenerwowana albo urażona. O co tu chodziło?

– Czyli w ogóle ci to nie przeszkadza? Bo jeśli nie Frederick, to Antoine. A jeśli nie Antoine, to Garron. Czeka na mnie kolejka mężczyzn, z których żaden nie jest ze mną nawet w połowie tak zaprzyjaźniony jak ty. Ale w końcu będę musiała wyjść za jednego z nich, a ciebie to nie obchodzi?

To była rzeczywiście ponura perspektywa. Rzadko widywaliśmy się częściej niż trzy razy w roku, a ja także mógłbym powiedzieć, że Daphne była moją najbliższą przyjaciółką. Czy to nie było żałosne?

Przełknąłem ślinę, szukając odpowiednich słów.

– Jestem pewien, że wszystko się jakoś ułoży.

Bez żadnego ostrzeżenia po twarzy Daphne zaczęły płynąć łzy. Rozejrzałem się po pokoju, szukając jakiegoś wyjaśnienia lub rozwiązania. Z każdą sekundą czułem się coraz bardziej niezręcznie.

– Proszę, powiedz mi, że nie zgodzisz się na to, Maxonie. Nie możesz – poprosiła.

– O czym ty mówisz? – zapytałem z rozpaczą.

– O Eliminacjach! Proszę, nie żeń się z jakąś obcą dziewczyną. Nie zmuszaj mnie, żebym wyszła za kogoś obcego.

– Muszę. Taki jest obyczaj w przypadku książąt Illéi. Poślubiamy dziewczynę z ludu.

Daphne podbiegła do mnie i złapała mnie za ręce.

– Ale ja cię kocham. Zawsze cię kochałam. Proszę, nie żeń się z jakąś inną dziewczyną, zapytaj przynajmniej swojego ojca, czy ja nie mogłabym wchodzić w grę.

Kochała mnie? Zawsze?

Milczałem, szukając odpowiednich słów.

– Daphne, ja… nie wiem, co mam powiedzieć.

– Powiedz, że porozmawiasz z ojcem – błagała z nadzieją w głosie, ocierając łzy. – Odłóż rozpoczęcie Eliminacji na tak długo, żebyśmy mogli się przekonać, czy warto spróbować. Albo pozwól mi wziąć w nich udział. Zrezygnuję z mojej korony.

– Proszę, przestań płakać – szepnąłem.

– Nie mogę! Nie w sytuacji, kiedy zaraz stracę cię na zawsze. – Daphne ukryła twarz w dłoniach i szlochała cicho.

Stałem jak skamieniały, przerażony, że jeszcze pogorszę sytuację. Po kilku pełnych napięcia chwilach Daphne podniosła głowę i odezwała się, patrząc w przestrzeń:

– Jesteś jedyną osobą, która naprawdę mnie zna. Jedyną osobą, którą ja naprawdę znam.

– Znajomość to nie miłość – odparłem.

– To nieprawda, Maxonie. Wiele nas łączy i ma właśnie zostać zniszczone. Wszystko dla dobra tradycji. – Nie odrywała wzroku od niewidzialnego punktu na środku pokoju, a ja nie potrafiłem w tej chwili odgadnąć, o czym myśli. Najwyraźniej w ogóle nie rozumiałem, o czym myślała.

W końcu odwróciła się i spojrzała na mnie.

– Maxonie, błagam cię, porozmawiaj z ojcem. Nawet jeśli się nie zgodzi, przynajmniej będę wiedziała, że zrobiłam wszystko, co mogłam.

Całkowicie pewien, że mówię prawdę, powiedziałem jej to, co musiałem:

– Już zrobiłaś, Daphne. To wszystko. – Rozłożyłem ręce, a potem je opuściłem. – To wszystko, czym możemy dla siebie być.

Przez dłuższą chwilę patrzyła mi w oczy, wiedząc równie dobrze jak ja, że proszenie ojca o coś tak niesłychanego na pewno nie uszłoby mi na sucho. Widziałem, że zaczyna się zastanawiać nad jakimś innym rozwiązaniem, ale szybko zauważyła, że nie ma żadnego. Ona służyła swojej koronie, ja swojej, a nasze ścieżki nie mogły się nigdy spotkać.

Kiedy skinęła głową, z jej oczu znowu popłynęły łzy. Podeszła do kanapy i usiadła, obejmując się ramionami. Ja nie ruszyłem się z miejsca, z nadzieją, że uda mi się nie zadać jej więcej bólu. Chciałem sprawić, żeby się roześmiała, ale w tym wszystkim nie było nic zabawnego. Nie wiedziałem, że jestem w stanie złamać komuś serce.

Z pewnością mi się to nie podobało.

W tym momencie uświadomiłem sobie, że już niedługo stanie się to dla mnie codziennością. W najbliższych miesiącach będę musiał odprawić z pałacu trzydzieści cztery dziewczyny. Co zrobię, jeśli wszystkie będą się tak zachowywać?

Westchnąłem, czując znużenie na samą myśl o tym.

Daphne podniosła głowę, słysząc to. Wyraz jej twarzy zmieniał się powoli.

– Czy ciebie to w ogóle nie zabolało? – zapytała gwałtownie. – Nie jesteś aż tak dobrym aktorem, Maxonie.

– Oczywiście, że jest mi bardzo przykro.

Wstała i przyjrzała mi się w milczeniu.

– Ale nie z tych samych powodów, co mnie – szepnęła. Przeszła przez pokój, a w jej oczach kryła się prośba. – Maxonie, ty mnie kochasz.

Nie ruszyłem się z miejsca.

– Maxonie – powtórzyła z większym naciskiem. – Kochasz mnie. Wiem o tym.

Musiałem odwrócić głowę, bo intensywność jej spojrzenia była dla mnie nieznośna. Przeczesałem palcami włosy, próbując ubrać w słowa to, co naprawdę czułem.

– Nigdy nie widziałem nikogo, kto okazywałby uczucia w taki sposób, jak ty to właśnie zrobiłaś, Daphne. Nie wątpię, że mówisz całkowicie szczerze, ale ja nie mogę tego zrobić.

– Ale to nie znaczy, że tego nie czujesz. Po prostu nie masz pojęcia, jak to wyrazić. Twój ojciec potrafi być zimny jak lód, a twoja matka zamyka się w sobie. Nigdy nie widziałeś ludzi okazujących sobie miłość, więc sam nie wiesz, jak ją okazywać. Ale czujesz to, wiem o tym. Kochasz mnie tak samo, jak ja ciebie.

Powoli potrząsnąłem głową, obawiając się, że każda sylaba z moich ust sprawi, że wszystko zacznie się od nowa.

– Pocałuj mnie – zażądała.

– Co takiego?

– Pocałuj mnie. Jeśli będziesz potrafił mnie pocałować i powtórzyć, że mnie nie kochasz, nigdy więcej o tym nie wspomnę.

Cofnąłem się.

– Nie. Przykro mi, nie potrafię.

Nie chciałem się przyznać do tego, jak bardzo dosłownie miałem to na myśli. Nie byłem pewien, z jak wieloma chłopakami Daphne się całowała, ale wiedziałem, że na pewno tacy byli. Zdradziła mi, że już się całowała, kilka lat temu, kiedy byłem podczas wakacji we Francji. Wyprzedziła mnie pod tym względem i nie było mowy, żebym teraz zrobił z siebie jeszcze większego głupca.

Jej smutek zmienił się w złość, kiedy odsunęła się ode mnie. Roześmiała się krótko, ale w jej oczach nie było rozbawienia.

– Czyli tak brzmi twoja odpowiedź? Odmawiasz mi? Zamierzasz pozwolić mi odejść?

Wzruszyłem ramionami.

– Jesteś durniem, Maxonie. Twoi rodzice całkowicie wyprali ci mózg. Mógłbyś mieć przed sobą tysiąc dziewczyn, ale to i tak byłoby bez znaczenia. Jesteś zbyt głupi, żeby zobaczyć miłość, którą masz pod samym nosem.

Otarła oczy i wygładziła suknię.

– Bóg mi świadkiem, mam nadzieję, że nigdy więcej nie będę musiała cię oglądać.

Poczułem lęk w sercu, a kiedy moja przyjaciółka skierowała się do drzwi, złapałem ją za rękę. Nie chciałem, żeby odeszła na zawsze.

– Daphne, tak mi przykro.

– Nie musi ci być przykro ze względu na mnie – powiedziała zimno. – Powinieneś raczej żałować siebie. Znajdziesz sobie żonę, bo musisz, ale poznałeś już miłość i wypuściłeś ją z rąk.

Wyrwała mi się i zostawiła mnie samego.

Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Maxonie.

Rozdział 3

Daphne pachniała korą z drzewa wiśniowego i migdałami. Używała tych samych perfum, odkąd skończyła trzynaście lat. Była nimi spryskana zeszłego wieczoru i czułem je nawet w chwili, gdy powiedziała, że nigdy więcej nie chce mnie oglądać.

Miała bliznę na nadgarstku po skaleczeniu, które zrobiła sobie, wspinając się na drzewo, gdy miała jedenaście lat. To była moja wina. Wtedy nieco mniej przypominała damę, więc przekonałem ją… no dobrze, namówiłem ją na wyścig na czubek jednego z drzew na obrzeżach ogrodu. Wygrałem.

Daphne śmiertelnie bała się ciemności, a ponieważ ja także miałem własne lęki, nigdy się z niej nie wyśmiewałem z tego powodu. A ona nigdy nie wyśmiewała się ze mnie. Nie w sprawach, które były naprawdę ważne.

Była uczulona na małże. Jej ulubionym kolorem był żółty. Mimo wszelkich wysiłków nie potrafiła nauczyć się śpiewać. Umiała za to tańczyć, więc prawdopodobnie tym bardziej była rozczarowana, gdy zeszłego wieczora nie poprosiłem jej do tańca.

Kiedy miałem szesnaście lat, przysłała mi na Gwiazdkę nową torbę fotograficzną. Chociaż nigdy nie powiedziałem ani słowa, że mam dość poprzedniej. To, że Daphne wiedziała o moim hobby, miało dla mnie takie znaczenie, że natychmiast zacząłem używać nowej torby. Nadal jej używałem.

Wyciągnąłem się pod kołdrą i odwróciłem głowę w stronę leżącej torby. Zastanawiałem się, ile czasu Daphne spędziła na wybieraniu tej właściwej.