Narodziny gwiazdy - Maggie Cox - ebook
Opis

Członkowie angielskiego zespołu Blue Sky i ich menedżer Jake Sorenson kolejny dzień przesłuchują kandydatki na wokalistkę. Ostatniego dnia spóźniona wpada Caitlin Ryan, piękna dziewczyna o hipnotyzującym głosie. Jake przyjmuje ją bez wahania, uprzedza tylko, że nieakceptowane są żadne związki prywatne pomiędzy członkami zespołu. Tym razem jednak ten warunek okazuje się najtrudniejszy do spełnienia dla niego samego, ponieważ Caitlin bardzo mu się podoba…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 145

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Maggie Cox

Narodziny gwiazdy

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Co sądzisz?

Z trudem tłumiąc rozczarowanie, Jake Sorenson podniósł oczy na scenę, po której krążył Rick, jego „wspólnik zbrodni”. Przesłuchania nie idą dobrze.

Rick zatrzymał się i rzucił Jake’owi uważne spojrzenie.

– Co sądzę? Że Rosie Rhys-Jones, czy jak się tam nazywa, to zły materiał. Wszyscy wiemy, że niełatwo zastąpić Marcie, ale ta Rosie…

– Josie.

– Josie. Niech jej będzie… – Rick skrzyżował ręce na piersi i spojrzał spode łba. – Mogłaby występować na statku wycieczkowym przed nowobogacką zgrają, ale nie nadaje się na główną wokalistkę. Żadna z dziewczyn, które dotąd przesłuchaliśmy, nie nadaje się na frontmenkę zespołu o świetlanej przyszłości, takiego jak Blue Sky. A ty co sądzisz?

Jake doszedł do wniosku, że Rick ma rację. Spojrzał na przyjaciela życzliwie błękitnymi oczami, a przy kącikach ust pojawiły mu się charakterystyczne dołeczki zawsze towarzyszące uśmiechowi.

– Masz rację. Trzeba szukać dalej.

Jake był zawsze wyjątkowo zwięzły w wypowiedziach. Rozwijał myśl tylko, kiedy było to absolutnie niezbędne. Wiedział jednak, że kiedy przyjdzie do decyzji, podejmie ją samodzielnie. To prawda, że Rick pracuje w przemyśle rozrywkowym znacznie dłużej, ale on sam jest jednym z najlepszych producentów muzycznych i wie, że przyjaciel ceni jego znajomość branży.

– Czy ktoś jeszcze został? – spytał Jake, wstając z fotela. Przeciągnął się, co sprawiło, że koszulka powędrowała do góry, odsłaniając płaski brzuch nad smukłymi biodrami i długimi nogami w ciemnych dżinsach.

Rick sprawnie zeskoczył ze sceny i zbliżył się do niego.

– Już nikt. Co najwyżej duchy na cmentarzu – zażartował, po czym skrzywił się, wyrażając dobitnie, co myśli o organizowaniu przesłuchań w wiosce na angielskiej prowincji. Ale Jake wiedział, że w ten sposób unikają intruzów, którzy bezustannie towarzyszą im w Londynie. Dziennikarze z prasy muzycznej i tabloidów zawsze śledzili jego poczynania. Nic dziwnego, przecież wykreował kilka międzynarodowych gwiazd. Jakiś czas temu jednak został wciągnięty w skandal, który przerwał bezustanne pasmo sukcesów. Wycofał się z życia zawodowego, by lizać rany, rozmyślać nad życiem i zastanowić się, co robić dalej.

Przez kilka lat po skandalu włóczył się po świecie, nigdzie nie potrafiąc zagrzać miejsca. Ale choć wydawało mu się, że już nigdy nie wróci do dawnej branży, z czasem zachwycił się muzyką etniczną innych narodów. Wtedy zrozumiał, że nie potrafi uciec przed muzyką. Czuł, że stanowi ona treść jego życia. Dlatego kiedy zakończył wędrówkę i zjechał do Wielkiej Brytanii, postanowił wrócić do korzeni.

Nim został producentem, był menedżerem zespołu. A teraz historia zatoczyła koło. Znów był menedżerem. Tym razem zespołu Blue Sky.

– Nadal nie mamy wokalistki, ale na dziś kończmy – powiedział Jake ze zniechęceniem do trzech członków zespołu, którzy spoglądali na niego wyczekująco. – Wy też już pewnie chcecie odpocząć. Jutro mamy przesłuchać dziewczynę z Birmingham. Gra tam w dość popularnym zespole.

Wyraźnie słyszał brak entuzjazmu we własnym głosie. Potrzebowali kogoś wyjątkowego, piosenkarki wyróżniającej się z tłumu, potrafiącej zastąpić Marcie, która niespodziewanie odeszła z doskonale zapowiadającego się zespołu.

To koszmar, że dziewczyna, którą czekała tak wspaniała przyszłość, nagle postanowiła, że wyjdzie za ukochanego z czasów dzieciństwa i zajmie się uprawą winorośli. Jednak Jake wiedział, że tylko on sam może dokonać cudu i znaleźć inną genialną wokalistkę.

Trzasnęły drzwi. Jake odwrócił się i ujrzał wysoką, szczupłą szatynkę. Mrucząc coś nerwowo pod nosem, szarpała się z paskiem płaszcza, który utkwił między drzwiami a framugą. Zlustrował ją od stóp do głów, zwracając uwagę na czarne, zamszowe kozaczki, szczupłe i zgrabne nogi w czarnych rajstopach, w których na kolanie puściło oczko. Kątem oka dojrzał szelmowski uśmiech Ricka. Domyślił się błyskawicznie, że nie chodzi mu tylko o dość zabawną sytuację.

Kiedy dziewczyna uwolniła się wreszcie i wydukała kilka słów przeprosin, Jake poczuł się tak, jakby w pomieszczeniu zabrakło powietrza. Uznał, że jest zabójczo piękna. Nawet z tej odległości był w stanie dostrzec jej cudownie szmaragdowe oczy, rumiane policzki i zmysłowe wargi. Cisza, która zapadła w sali, podpowiedziała mu, że nie tylko na nim dziewczyna wywarła wielkie wrażenie.

– Pani w jakiej sprawie? – spytał wreszcie Rick.

– Czy to tutaj odbywają się przesłuchania? – Dziewczyna rozejrzała się nerwowo po sali. – Przepraszam, że tak późno, ale miałam remanent.

– Och, remanent! – zakpił Rick.

Jake uznał, że czas wkroczyć w sytuację. Dziewczyna może i jest ładna, ale to pewnie znów strata czasu. Przesłuchał ich tyle przez ostatnie cztery dni, że czuł się zmęczony. Co gorsza, kiedyś był z podobną dziewczyną. Wykończyła go niezaspokojoną żądzą sławy i pieniędzy. A ta wyraźnie pobudziła jego zmysły. Postanowił jednak nie poddawać się jej urokowi. Zawsze lubił mieć kontrolę nad sytuacją. Już jako młody człowiek zorientował się, że jeśli sam nie zadba o siebie i nie narzuci sobie pewnych ograniczeń, to nikt za niego tego nie zrobi.

– Prawdę mówiąc, już skończyliśmy – powiedział, choć natychmiast pożałował swoich słów. Czuł, że jakaś niewidzialna siła pociąga go w kierunku dziewczyny… i nagle silne postanowienie uleciało. – To znaczy, dziś już skończyliśmy, ale jeśli zależy pani na przesłuchaniu, to możemy umówić się na jutro.

– Gdyby mi nie zależało, to w ogóle bym nie przyszła.

– W takim razie nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy przełożyli to na jutro, prawda?

Widać było, że dziewczyna walczy z emocjami.

– Miałam nadzieję, że zaśpiewam dziś. Jutro nie mogę.

– Bo pewnie nie zależy pani zbytnio.

Zaczerwieniła się, ale Jack domyślił się, że nie ze wstydu. Najwyraźniej rozwścieczył ją tą uwagą.

– Jak się pani nazywa? – spytał.

– Caitlin. Caitlin Ryan.

Cóż, Caitlin… – zawahał się, nie mogąc oderwać wzroku od jej smukłej figury. – Jak już powiedziałem, jeśli naprawdę ci zależy, z pewnością postarasz się, żeby przyjść jutro. O której możesz? O wpół do dwunastej?

– Przepraszam, ale naprawdę jutro nie mogę – odparła ze smutną miną. – Moja przyjaciółka, kierowniczka sklepu, w którym pracuję, ma jutro usuwane zęby mądrości. Tylko ja mogę ją zastąpić.

Jake z trudem powstrzymał śmiech. Spodziewałby się każdej innej wymówki, ale nie takiej. Cholera. Trudno odmówić ślicznotce, która wpatruje się w ciebie jak mała zagubiona dziewczynka. W jej spojrzeniu widać było nadzieję mieszającą się z rozczarowaniem.

– Nie męcz dziewczyny – powiedział Rick z uśmiechem. – Nie schowaliśmy jeszcze instrumentów, więc w czym problem?

Problem jest w moim stanie emocjonalnym, pomyślał Jake. Skoro Caitlin Ryan sprawia wrażenie nieszczęśliwego szczeniaczka teraz, to jaką zrobi minę, kiedy usłyszy, że nie powinna rzucać pracy w sklepie?

– Zgoda – powiedział z rezygnacją w głosie. – Masz dziesięć minut na to, by pokazać, co umiesz.

Albo czego nie umiesz.

Caitlin poczuła drżenie rąk. Dam radę, dam radę, powtarzała sobie, ale niewiele to pomagało. Trzej muzycy wrócili do instrumentów. Ciekawe, ile dziewczyn zdążyli dziś przesłuchać? Nie mieli zbyt entuzjastycznych min.

Gitarzysta prowadzący, który przedstawił się jako Mike, wyciągnął dłoń i pomógł Caitlin wejść na scenę. Sprawił na niej bardzo przyjazne wrażenie.

– Jestem Rick – przedstawił się drugi mężczyzna. – A ten, który kazał ci przyjść jutro, to nasz menedżer. Może zdejmiesz płaszcz?

Caitlin zauważyła, że menedżer przygląda jej się znacząco, jakby już przeczuwał, że będzie zawiedziony.

– Wolę nie zdejmować. Jest mi trochę zimno – odpowiedziała na propozycję Ricka.

Mocno objęła mikrofon dłonią, jakby chciała się podeprzeć. Po co założyła tę koszmarną spódniczkę mini? Ponieważ Lia powiedziała jej, że powinna „ubrać się ładnie”. Lepiej było przyjść w tym, w czym chodzi na co dzień. W dżinsach i bawełnianej koszulce.

– Co nam zaśpiewasz? – spytał Rick głośno.

Caitlin podała tytuł znanej piosenki rockowej. Mimo silnego rytmu jej tekst był pełen emocji i patosu.

– Dobry wybór.

Słysząc aprobatę w głosie Ricka, Caitlin zarumieniła się.

– Może być? – spytała muzyków.

Perkusista o jasnej brodzie, który przedstawił się jako Steve Bridges, odpowiedział wirtuozerskim solo na bębnach, a stojący obok krępy Szkot, Keith Ferguson, zagrał kilka mocnych akordów na gitarze basowej.

Dam radę, dam radę, pomyślała Caitlin czekając, aż muzycy zaczną grać.

Przez kilka sekund trzymała powieki zaciśnięte. Nie może teraz spoglądać na Pana Wysokiego, Ciemnowłosego i Przerażającego, bo jeden błysk dezaprobaty w jego zaskakująco błękitnych oczach pozbawiłby ją resztek odwagi. Kiedy jednak rozbrzmiały pierwsze dźwięki muzyki, strach zelżał, ustępując miejsca pragnieniu śpiewania.

Znała tę piosenkę doskonale, ale nigdy nie przyznałaby się, że dotychczas śpiewała ją wyłącznie w łazience lub własnym pokoju. To z pewnością nie spotkałoby się z dobrym przyjęciem. Wzięła głęboki oddech i zaczęła śpiewać.

Jake’a przeszył nagły dreszcz. Słuchając głębokiego, zmysłowego głosu kruczoczarnej piękności, w ułamku sekundy pojął, że trafił na żyłę złota. Jej śpiew idealnie komponował się z brzmieniem zespołu, osiągniętym dzięki ciężkiej pracy. Jak gdyby wszyscy stojący w tym momencie na scenie byli dla siebie stworzeni. Jake dostrzegł porozumiewawcze, zadowolone spojrzenia członków zespołu i Ricka, który podniósł znacząco kciuk w jego kierunku. Żadna z dziewcząt, które przesłuchał w ciągu ostatnich czterech dni, nawet w jednej dziesiątej nie dorównywała talentem Caitlin Ryan. Prawdę mówiąc, od kilku lat nie słyszał żadnej wokalistki, która mogłaby się z nią zmierzyć.

Z niedowierzaniem przyglądał się, jak Caitlin naturalnie kołysze się w takt muzyki. Wyglądała niesłychanie pociągająco, mimo płaszcza, którego nie chciała zdjąć. Choć Marcie była doskonałą wokalistką, nie dorównywała Caitlin urodą. I choć Jake nie był zwolennikiem teorii, że piosenkarka musi być piękna, wiedział doskonale, że w tej branży piękna buzia na pewno nie szkodzi.

Niespodziewanie ogarnął go entuzjazm. A to doskonała wiadomość, bo kiedy jest w odpowiednim humorze, może pracować po dwadzieścia cztery godziny na dobę. I z pewnością zrobi to, by móc wypromować ten zespół.

Przebrzmiały ostatnie akordy. Caitlin westchnęła z ulgą i niechętnie puściła mikrofon.

– To było niesamowite – usłyszała pełen uznania głos Steve’a Bridgesa. Ale nie była przygotowana na to, że dwóch przesłuchujących ją mężczyzn dopadnie do niej w kilku susach.

– W jakich zespołach śpiewałaś wcześniej? – spytał Jake niecierpliwie.

Caitlin spojrzała mu prosto w oczy, ale natychmiast spuściła wzrok.

– Nie śpiewałam dotąd w żadnym.

– Nie żartuj! – Rick spojrzał z niedowierzaniem.

– Ale to prawda! Śpiewałam dotąd tylko dla samej siebie, bo kocham muzykę. To moja wielka pasja.

– Czyli nigdy wcześniej nie śpiewałaś zawodowo? – spytał Jake.

– Nie – odparła, szeroko otwierając zielone oczy. Jake nie potrafił oderwać od nich wzroku. Poczuł się tak, jakby spoglądał w toń kryształowo czystego, spokojnego jeziora w gorący letni dzień.

– W takim razie czym się zajmujesz?

– Jestem sprzedawczynią. Już mówiłam, że jutro muszę zastąpić kierowniczkę sklepu.

– A gdzie jest ten sklep?

– Tu, w tej miejscowości.

Jake nie posiadał się ze zdziwienia. Mnóstwo dziewczyn, które przesłuchali w ciągu czterech dni, przyjechało tu z daleka, nawet ze Szkocji. A ta mieszka na miejscu. Niesamowite!

Rick roześmiał się głośno i poklepał z zadowoleniem po udach.

– A to dopiero! Chcesz nam powiedzieć, że przez ostatnie cztery dni, kiedy wyrywaliśmy sobie włosy z głowy, nie mogąc znaleźć żadnej dobrej wokalistki, byłaś tuż obok?

– Dowiedziałam się o przesłuchaniu, kiedy zobaczyłam na poczcie ogłoszenie. Początkowo nie wierzyłam, bo tu nigdy nie dzieje się nic ciekawego. Ale w końcu uznałam… że to znak – powiedziała, rumieniąc się lekko. – Cóż, dziękuję, że miałam okazję przed wami zaśpiewać.

Już miała odejść, ale Jake ją powstrzymał.

– Dokąd się wybierasz?

– Już mówiłam, muszę wracać do pracy. Mamy remanent.

– Chcesz śpiewać w tym zespole czy nie? – spytał Jake ostrym tonem, sam nie wierząc w to, co mówi.

– Ma pan na myśli…

Powiedziała to z zaskoczoną miną, która wyglądała komicznie. Ale Jake’owi wcale nie było do śmiechu.

– Biorąc pod uwagę to, co przed chwilą usłyszeliśmy, byłbym głupcem, nie proponując ci możliwości śpiewania w moim zespole. Chyba wszyscy jesteśmy zgodni, że jesteś tą osobą, której szukamy. Ale miej świadomość, że czeka cię mnóstwo pracy. Owszem, umiesz śpiewać, ale musisz się wiele nauczyć, zanim wypuścimy cię przed publiczność. Naprawdę nigdy nie śpiewałaś profesjonalnie?

Nie wierzy mi. Choć perspektywa śpiewania w zespole była ekscytująca, instynkt podpowiadał Caitlin, że jeśli zaakceptuje propozycję, jej stosunki z tym człowiekiem nigdy nie będą idylliczne.

Chrząknęła nerwowo.

– Przez trzy lata występowałam w zespole szkolnym. Ale tylko do czasu, kiedy skończyłam osiemnaście lat. Występowaliśmy jedynie w miasteczku, na imprezach świątecznych, urodzinowych albo rocznicowych…

– Byłaś główną wokalistką?

– Nie… wszyscy śpiewaliśmy. Była nas szóstka. Ale czasami grałam na pianinie albo gitarze.

Rick uniósł brwi.

– Grasz na instrumentach? – spytał.

– Tak. Umiem czytać nuty i często ćwiczę. Przynajmniej na gitarze, bo pianina już nie mam.

Nic dziwnego, że doskonale wiedziała, w którym momencie wejść ze śpiewem, pomyślał Jake. Tylko dobry muzyk albo osoba wybitnie zdolna potrafi to zrobić bez próby.

– Dziewczyno, nie mam najmniejszych wątpliwości co do tego, że jesteś dla nas odpowiednia wokalistką – powiedział Rick i entuzjastycznie uścisnął dłoń Caitlin. – Nazywam się Young i jestem największym utrapieniem tego zespołu. Organizuję koncerty, pilnuję, by muzycy pojawiali się na czas i kontroluję finanse. A ten facet z pokerową miną to Jake Sorenson, znany producent i menedżer Blue Sky. Pewnie o nim słyszałaś. Nieważne. Któregoś dnia dzięki niemu będziemy tak bogaci, jak on sam. Możesz na to liczyć. Jeśli ktoś potrafi czynić cuda, to tylko on.

Jake nie wyciągnął dłoni do Caitlin. W tym momencie był przekonany, że jeśli ją chwyci, to nie będzie chciał wypuścić. Musi zachować najwyższy profesjonalizm. Ostatnie, czego potrzebuje, to wdać się w romans z tą dziewczyną. Członkowie zespołu przeszli już dostatecznie wiele z powodu odejścia Marcie. Nie… Skoro mają współpracować, to muszą postępować zgodnie z zasadami. Bez względu na pokusy. A jeśli on sam kiedykolwiek choć na moment zapomni o tym postanowieniu, będzie musiał przypomnieć sobie o skandalu, który niemal go zabił i zniszczył mu karierę.

Kątem oka zauważył, że Rick wpatruje się w dziewczynę z zachwytem. Cóż, „zgodnie z zasadami” odnosi się również do pozostałych członków zespołu. Dopilnuje, żeby to zrozumieli.

– Zapraszam do biura, panno Ryan, musimy omówić warunki – powiedział, szybko zeskoczył ze sceny i ruszył w stronę korytarza.

Rick pomógł Caitlin zejść ze sceny i pobiegł za przyjacielem.

– Mam do was dołączyć? – zawołał.

Jake odwrócił się i pokręcił głową z zaciśniętymi zębami.

– Nie teraz. Harmonogram prób omówimy później. Jutro po południu spotykamy się wszyscy. Teraz chcę porozmawiać z panną Ryan na osobności.

– Panną Ryan? – żachnął się Rick. – Dlaczego nie Caitlin?

Jake zignorował tę uwagę i otworzył drzwi do biura.

Podekscytowana Caitlin weszła za nim do środka. Wszystko wydawało jej się nierealne. Biuro, które wynajął charyzmatyczny menedżer Blue Sky, okazało się niewiele większe od schowka na szczotki. Były w nim tylko dwa plastikowe krzesła oraz postawiona do góry nogami skrzynka na pomarańcze, która służyła za stolik.

Caitlin zwilżyła językiem wyschnięte usta. Czuła się zaskakująco skrępowana bliską obecnością Jake’a Sorensona. Pomyślała, że roztacza on aurę, która nie umknęłaby uwadze żadnej kobiety, nawet niewidomej.

– Proszę usiąść – powiedział Jake, a Caitlin posłusznie wypełniła jego polecenie. Nerwowo poprawiła płaszcz.

– Powiedziałaś, że masz już pracę. Na pełnym etacie? – spytał Jake, zapisując coś w czarnym notatniku.

– Tak.

– Co to za sklep?

– Nazywa się Morgana. Sprzedajemy książki ezoteryczne i o rozwoju osobowości, amulety, kadzidełka, indiańską biżuterię, płyty z muzyką ambient i kryształy.

I uwielbiam tę pracę, dodała w myślach. Z pewnością będzie przykro ją rzucić, ale jaki pożytek z życiowej pasji, której nie można rozwijać? Lia, jej przyjaciółka, doskonale wie, jak bardzo Caitlin kocha muzykę i śpiew. Kiedy dowiedziała się o przesłuchaniach, sama ją namówiła, by wzięła w nich udział.

– Zdajesz sobie sprawę, że będziesz musiała ją rzucić? – spytał, świdrując ją wzrokiem, a Caitlin poczuła się tak, jakby w pomieszczeniu zabrakło tlenu.

– Próby zaczynają się jutro po południu i będą się odbywać codziennie przez trzy tygodnie aż do pierwszego występu. Potem wyjeżdżamy na trzytygodniowe tournée. Czy jesteś na to gotowa?

– Szczerze mówiąc, nie wybiegałam myślami poza samo przesłuchanie. Jednak zdaję sobie sprawę, że będąc w zespole, muszę brać udział w próbach i wyjeżdżać na koncerty. Nigdy nie marzyłam o niczym innym. Tak, jestem gotowa.

– Rzucić pracę też?

– Tak.

– Nie martwi cię to?

– Trochę mnie przeraża, że rzucam coś znajomego dla czegoś znacznie bardziej wymagającego, ale chcę podjąć wyzwanie. Szczególnie jeśli może mi pomóc zrealizować marzenia. A poza tym… zmiany są nieuchronne. Nic nie trwa wiecznie.

– Nie powinnaś być przerażona. Wiele piosenkarek skakałoby z radości, otrzymując taką szansę. Blue Sky stracili wokalistkę, ale są uznanym zespołem. Tuż przed odejściem Marcie zaproszono ich do jednego z najważniejszych programów muzycznych w telewizji.

I wszyscy byli wściekli, kiedy się okazało, że muszą odwołać ten występ.

– Proszę nie myśleć, że tego nie doceniam – powiedziała Caitlin i poruszyła się na krześle, zaczepiając pończochą o drzazgę wystającą ze skrzynki. Zmieszała się, widząc, że Jake wpatruje się w jej kolana. W powietrzu dosłownie zaiskrzyło. Caitlin poczuła z niepokojem krople potu na karku.

– Jestem zaskoczona – przyznała. – Wciąż w to nie wierzę.

Jake niechętnie oderwał wzrok od jej kolan.

– Nie zmuszam cię do podpisywania cyrografów, ale nie pozwolę ci też zmienić zdania. Kiedy na czymś mi zależy, nie spocznę, dopóki tego nie dostanę. Dlatego proszę, żebyś pojawiła się tutaj jutro o piątej. Próba będzie trwać do późnego wieczora. Zgoda?

Caitlin przygryzła wargę.

– Tak, zgoda – odparła po chwili. – Ale czy mogłabym przyjść za kwadrans szósta? Muszę zamknąć sklep o wpół do szóstej.

– Dobrze. Ale zostaw adres i numer telefonu. Na wszelki wypadek.

Jake zapisał informacje w notatniku, po czym odłożył go i wstał, a Caitlin za nim. Zauważyła, jak bardzo jest wysoki i postawny. Niemal wypełniał maleńkie pomieszczenie.

Zapięła płaszcz drżącą ręką i zmusiła się do uśmiechu.

– Widzimy się jutro… Przepraszam, chyba zapomniałam, jak masz na imię.

– Jack.

Ku zaskoczeniu Caitlin na jego zmysłowych ustach pojawił się lekki uśmiech.

– Dobrze… – wydusiła z siebie.

– I coś jeszcze.

– Co takiego?

– Powinienem ci wyjaśnić podstawową zasadę: żadnego bratania się z innymi członkami zespołu poza godzinami prób i występów. I nie mam na myśli paru drinków po koncercie. Czy wyraziłem się jasno?

Tym razem Caitlin zaczerwieniła się jak burak. Nie wiedziała, gdzie uciec wzrokiem. Jak mógł to powiedzieć? Gdyby tylko wiedział, że poprzysięgła sobie unikać mężczyzn… Po tym, co wycierpiała z byłym chłopakiem, Seanem, wolałaby przejść Saharę w futrze, niż narazić się na podobną historię.

– Zależy mi tylko na śpiewaniu. Nie interesuje mnie nic innego. Zapewniam.

Ciekawe dlaczego, pomyślał Jake, dostrzegając w jej ślicznych oczach cień bólu i gniewu.

– W porządku. Ale mam ci jeszcze coś do powiedzenia.

– Co takiego? – Tym razem Caitlin spojrzała mu prosto w oczy, jakby dając do zrozumienia, że naruszył jej prywatność.

Jake uśmiechnął się żartobliwie.

– Na twoim miejscu zainwestowałbym w nowe pończochy.

– Skąd wiesz, że…

– Że to pończochy, a nie rajstopy? – spytał bezczelnie. – Powiedzmy, że to kwestia doświadczenia – odparł. Gdyby wyjawił, że zauważył, bo przyglądał się uważnie jej nogom, kiedy siadała, z pewnością wybiegłaby z pomieszczenia… i tyle by ją widział.

– Doprawdy? Cóż… Nie wiedziałam, że można to rozpoznać. – Caitlin zorientowała się, że próbując ukryć zażenowanie, papla bez sensu. – Problem w tym, że kiedy noszę pończochy, ciągle o coś zahaczam. Nie lubię ich. Na co dzień noszę dżinsy.

– Uwierz mi. – Głos Jake’a nabrał niepokojąco matowego tonu – pończochy są lepsze.

Tytuł oryginału: A Rule Worth Breaking

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2014

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2014 by Maggie Cox

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2016

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Books S.A.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osob rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-2095-8

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.