Najważniejszy moment - Krystyna Mirek - ebook + książka

Najważniejszy moment ebook

Krystyna Mirek

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Mówi się, że miłość wystarczy i — jeśli jest prawdziwa — wszystko pokona. Może. Ale czasem nawet najbardziej szczere uczucie napotyka takie zawirowania losu, że łatwo się w tym wszystkim pogubić.

Tomek chce wyznać swoje uczucia. Agnieszka od kilku miesięcy na to czeka. Oboje pragną tego samego, a jednak za nic nie mogą się spotkać. Przeszkadza szef, rodzice, opóźniony pociąg, nawałnica, zgubione dziecko, awaria samochodu… Spiętrzenie zbiegów okoliczności wydaje się nie do pokonania.

Czy to znak, żeby odpuścić, czy dowód na to, że o to, co ważne, zawsze warto walczyć?
Singli jest dziś wielu, ale może nie ma się co dziwić, skoro wyznać miłość jest tak trudno.

Zwariowana komedia pomyłek o miłości we współczesnym świecie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 214

Rok wydania: 2026

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copyright © by Krystyna Mirek, 2026

Copyright © by Grupa Wydawnicza FILIA, 2026

Wszelkie prawa zastrzeżone

Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.

Wydanie I, Poznań 2026

Projekt okładki: Maciej Szymanowicz

Redakcja: Katarzyna Wojtas

Korekta: Olga Smolec-Kmoch, Jarosław Lipski

Skład i łamanie: Dariusz Nowacki

PR & marketing: Sławomir Wierzbicki

ISBN: 978-83-8441-312-8

Grupa Wydawnicza Filia sp. z o.o.

ul. Kleeberga 2

61-615 Poznań

wydawnictwofilia.pl

[email protected]

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe.

ROZDZIAŁ 1

– O, jaki piękny projekt! – Pani domu omal nie klasnęła w dłonie. – Jestem zachwycona, naprawdę!

Kinga zareagowała spokojnie, choć w głębi serca poczuła wielką radość i ulgę, że wreszcie zakończy to trudne zlecenie.

– Bardzo się cieszę, że się podoba – odparła. – Fakturę ma pani na mailu już od trzech dni – przypomniała delikatnie.

– Ach, tak, tak! – Kobieta machnęła ręką, jakby odpędzała natrętną muchę. – Już płacę.

Na laptopie, na którym przed chwilą oglądała wizualizację, otworzyła drugą kartę z logo banku. Pochyliła się mocniej nad stołem. Była bardzo wysoka i szczupła.

Kinga obserwowała to kątem oka – specjalnie zaprojektowała nieco wyższe blaty w kuchni, by pani domu mogła czuć się w przyszłości, kiedy już zakończy wymarzony remont, wygodniej i bardziej komfortowo.

Wprawdzie pomysł z wyższymi blatami nie spotkał się z aż tak dużym entuzjazmem, jakiego się spodziewała, ale podeszła do tego ze spokojem. Ludzie czasem muszą się przyzwyczaić do czegoś nowego. Zwłaszcza jeśli przez czterdzieści lat garbili się nad zlewem o standardowej wysokości.

Odsunęła się dyskretnie o krok.

– Proszę się nie spieszyć – rzuciła uprzejmie i odwróciła wzrok, żeby nie patrzeć na dane logowania.

– Już robię przelew – potwierdziła kobieta, stukając w klawiaturę z przesadną energią.

Oby!

Kinga czuła, jak kończy jej się cierpliwość. Pracowała nad tym projektem długo. Wprowadziła więcej poprawek, niż się należało zgodnie z umową. Zmieniane koncepcje, kolejne wizualizacje, przesuwane ściany wymagały siły charakteru, by nie wybuchnąć i nie powiedzieć, co naprawdę o tym wszystkim sądzi. Ciągle pojawiały się nowe pomysły, a to inne płytki, a może jednak nie szarość, tylko coś bardziej beżowego, ale nie za bardzo, wyspa w kuchni, to znów brak wyspy…

Wreszcie miało się to skończyć. Czekała na te pieniądze. Bardzo. Kolejna rata kredytu hipotecznego była już opóźniona o dwa dni.

Ale smukłe palce klientki tańczyły po klawiaturze i miała nadzieję, że lada moment jej telefon zadźwięczy sygnałem otrzymanego przelewu. To był duży projekt, znacząca kwota w jej budżecie.

I wtedy – zupełnie niespodziewanie – otworzyły się drzwi domu.

Do środka wszedł pewnym krokiem mężczyzna. Czuł się jak u siebie i zapewne tak właśnie było. Kinga nie poznała go wcześniej, choć odwiedzała to miejsce kilka razy. Mierzyła, liczyła, konsultowała szczegóły. Projektowała wnętrze do remontu, całość parteru i piętro. Bywała w dni powszednie oraz weekendy. Trudno w takiej sytuacji przeoczyć domownika, a jednak najwyraźniej tak się właśnie stało.

Kobieta zatrzasnęła laptop tak szybko, że omal nie przycięła sobie palca.

– O rany! – syknęła, cofając rękę. – Cześć… kochanie – przywitała się wyraźnie zestresowana, a ton jej głosu zupełnie nie współgrał z czułym określeniem.

– Dzień dobry – odpowiedział mężczyzna.

Nic w jego wyglądzie nie dawało powodu do obaw. Był niziutki i okrągły. Na pierwszy rzut oka sprawiał bardzo dobrotliwe wrażenie, kojarzył się z tym jednym wujkiem w rodzinie, który najchętniej rozdaje cukierki. Jednak jego żona patrzyła na niego z przestrachem.

Kinga od razu zwróciła na to uwagę. Zawsze zauważała takie rzeczy. Była wyczulona na krzywdę kobiet i już dwa razy w swojej pracy musiała komuś potrzebującemu udzielić pomocy. Do tej pory pamiętała te sytuacje. W jej pracy kompetencje psychologiczne czasem bywały ważniejsze niż umiejętność projektowania wnętrz.

Pracowała z parami od lat. Mężczyźni i kobiety na różnym etapie życia kupowali domy lub mieszkania, a potem przy wyborze kanapy, płytek do łazienki czy choćby głupiego zlewu kuchennego wychodziła na jaw cała prawda o ich pozornie idealnym związku.

Po latach Kinga nauczyła się wyczuwać i rozpoznawać emocje. Często, niestety trafnie przewidywała, że zanim jej piękny projekt zostanie zrealizowany, pary już nie będzie. Dlatego zawsze tak nalegała na płatność od razu po odbiorze dokumentacji. Ludzie kombinowali. Kinga miała w tej kwestii niezbyt dobre doświadczenia.

Teraz też poczuła strach. Że wiele, bardzo wiele godzin pracy zaraz pójdzie na marne.

– Moja droga, kim jest ta pani? – zapytał mężczyzna i nie było już żadnych wątpliwości, że to mąż albo partner, który tutaj mieszka. Zapewne też decyduje o szczegółach remontu. Tymczasem ona nigdy o nim nie słyszała.

– Ta pani… – zawahała się gospodyni. – Jest akwizytorką – dokończyła szybko.

Kinga zdębiała. Nie miała pojęcia, jak ta kobieta z tego teraz wybrnie. Na stole leżały zdjęcia poglądowe i rzuty pomieszczeń, za to żadnych kosmetyków ani innych przedmiotów, które można by w taki sposób sprzedawać.

– Słucham? – zdumiał się mężczyzna.

– No wiesz. Chodzi od domu do domu i proponuje ludziom projekty wystroju wnętrz.

To wyjaśnienie było, delikatnie mówiąc, mocno naciągane. Kinga już się kilka razy spotkała z tym, jak ludzie okłamują się w związkach bez mrugnięcia powieką. Ale takiej głupoty jeszcze nie słyszała.

Spojrzała uważnie na mężczyznę. Miał na sobie drogi garnitur. Świetny zegarek, model, który nie pojawia się przypadkiem na czyimś nadgarstku. Zapewne prowadził jakąś firmę. Głupi raczej nie był. Nie da się przecież nabrać na takie plewy.

A jednak.

To też było zjawisko, które nierzadko widywała. Kiedy człowiek chce w coś uwierzyć, zrobi to. Najwyraźniej w głowie tego mężczyzny informacja, że żona bezczelnie go okłamuje, była zbyt bolesna, by ją przyjąć.

– Bardzo panią przepraszam – powiedział spokojnie, zwracając się do Kingi jak do kogoś niezbyt rozsądnego. Nie dziwiła mu się, pomysł, by w ten sposób sprzedawać swoje usługi, mógł się wydawać co najmniej dziwny. – Ale my nie potrzebujemy tutaj nic zmieniać. Dom jest przecież przepiękny. – Rozejrzał się wokół z dumą właściciela. – Zrobiłem tu wszystko własnymi rękami i jestem przywiązany do tego wystroju. – W jego głosie zabrzmiało zadowolenie. – Poza tym… co to w ogóle za pomysł? – oburzył się. – Żeby tak nachodzić ludzi bez uprzedzenia.

Kinga w gruncie rzeczy miała na ten temat takie samo zdanie, ale coś ją powstrzymało przed wyjaśnieniem, że przybyła tu na zaproszenie właścicielki, która zamówiła u niej usługę.

– Kochanie moje. – Mężczyzna zwrócił się tym razem do żony bardzo ciepłym tonem, a jednak Kinga poczuła, jak po plecach przebiega jej dziwny dreszcz. – Niepotrzebnie wpuszczasz do domu obcych ludzi. To nierozsądne. – Uśmiechnął się łagodnie. – Ale wiem, że po prostu masz dobre serce.

Podszedł do niej i ucałował ją w ramię.

Kinga mimowolnie się uśmiechnęła. Wyglądało to jak nawyk. Dokładnie na tej wysokości miał usta, zapewne było to praktyczne rozwiązanie przy takiej różnicy wzrostu.

Mimo swojego zmysłu obserwacyjnego i dużego doświadczenia nie mogła dojść, czy w tym przypadku to dobry związek, czy też nie. To wszystko wydawało się dziwne.

– Proszę pozbierać te papiery – powiedział mężczyzna stanowczo.

Nawet nie zwrócił uwagi, że projekt przedstawia dokładnie jego dom. Kinga nie wiedziała, co zrobić. Powinna wyciągnąć umowę i zażądać pieniędzy. Miała do tego pełne prawo. Dokument był podpisany.

Ale błagalny wzrok kobiety ją powstrzymał.

Wiedziała, że źle jest postępować wbrew sobie. Miała tego świadomość. Nie zawsze za dobre serce dostaje się odpowiedni zwrot, częściej rachunek.

A jednak bała się, że coś tu dzieje się dziwnego. Nie chciała narażać tej kobiety, choć była męczącą klientką.

Mężczyzna odwrócił się do niej powoli. Kinga wciąż stała w miejscu, z dłońmi splecionymi bez ruchu. Dylemat moralny zatrzymał ją w miejscu.

– Czy ja nie wyraziłem się jasno? – zapytał uprzejmie, ale w jego głosie pojawiła się stalowa nuta. – Chciałbym prosić, żeby pani opuściła progi naszego domu. Zajmuje pani nasz czas.

Kinga patrzyła na niego przez sekundę w milczeniu.

Jaja sobie robisz? – przemknęło jej przez myśl. Przecież to ona zmarnowała dla niech mnóstwo godzin. – To znaczy… – poprawiła się natychmiast w duchu, słysząc w głowie głos swojego chłopaka Filipa. – Częstujesz mnie wysublimowanym poczuciem humoru.

Aż się uśmiechnęła pod nosem. To był ostatni tekst Filipa. Ten mocno idealistycznie nastawiony do świata artysta często poprawiał ją, gdy wyrażała się zbyt dosadnie. Twierdził, że słowa mają energię. Kinga uważała, że czasem mają też bardzo przydatną funkcję. Wyrażają frustrację lub gniew!

Tu pasowałoby nawet mocniejsze określenie.

Umiała bronić swoich interesów. Potrafiła być stanowcza. Ale tej kobiety było jej naprawdę żal. Podjęła decyzję, że odezwie się do niej później.

Zaczęła spokojnie zbierać dokumenty. Schowała wszystko do teczki. Zamknęła swój laptop, który również był rozłożony obok – jeszcze chwilę wcześniej wspólnie oglądały ostatnie wizualizacje. Niestety, znajdowały się one także u klientki. W sześciu różnych wersjach.

Zaczęła się zbierać do wyjścia. Kiedy stawiała pierwsze kroki w przedpokoju, czuła już wyraźnie, że robi źle. Odwróciła się jeszcze.

Mężczyzna właśnie nalewał sobie wodę. Stał do Kingi plecami, jakby sprawa była zakończona. Kobieta natomiast złożyła dłonie w błagalnym geście, prosząc o milczenie.

– Odezwę się – powiedziała bezgłośnie.

Kinga kiwnęła głową.

– Dobrze – odpowiedziała cicho i wyszła.

* * *

Wsiadła do samochodu.

Z brakiem płatności spotykała się często. Podpisywała umowy, wszystko robiła legalnie, zgodnie z procedurą. Ale dochodzenie odzyskania pieniędzy, kiedy klient unikał płatności, bywało potem procesem żmudnym i długotrwałym. Wymagało czasu, energii, a także często sporo nerwów.

– Może będzie dobrze… – szepnęła do siebie.

Sama czuła, że to naiwne.

Tyle pracy – pomyślała zrezygnowana. Oparła głowę o zagłówek, po czym sięgnęła po telefon i zadzwoniła do Filipa.

– Kurczę… – odezwała się zamiast powitania. – Znowu zostałam wyrolowana – powiedziała z przykrością. Poczuła, jak niechciane łzy napływają jej do oczu. – Ja bym tak nigdy nikomu nie zrobiła.

– Skarbie – odpowiedział ciepło. – Nie martw się. Masz umowę, jakoś to odzyskasz. Wiesz, że w naszej branży tak bywa.

– Ale czemu ludzie są tacy okropni? – Westchnęła. – Ja tego nie rozumiem.

– Mogę tylko potwierdzić, że są. – Zaśmiał się smutno. – Sam mam za sobą kilka takich sesji, przy których zostałem oszukany. Ale nie przejmuj się. Dziś wieczorem się przecież widzimy. I mam dla ciebie niespodziankę.

Kinga zamarła.

Niespodziankę.

To słowo generowało w niej jedno skojarzenie. Dziś była rocznica ich pierwszego pocałunku.

Pamiętali to doskonale. To było piękne doświadczenie, jak wszystko z Filipem od początku ich znajomości. Ten mężczyzna dbał o to, by każda ważna chwila, jaką wspólnie spędzili, wydarzyła się w sposób wyjątkowy. Pierwsza kawa. Kolacja. Randka. Wspólny weekendowy wyjazd. Pierwszy pocałunek. Pierwsza noc.

Kinga pamiętała wszystko w najdrobniejszych szczegółach, ponieważ każde z tych doświadczeń okazywało się niezwykłe. A teraz czekała na jego kolejny krok. Najważniejszy moment, czyli deklarację, co dalej, zwaną potocznie zaręczynami. Uważała, że po trzech latach związku nadszedł na to odpowiedni czas.

Już sobie wyobrażała, jak będzie pięknie. Pozostaną wspomnienia i kolejna rocznica do obchodzenia.

To Filip nauczył ją celebrować nawet drobne rzeczy. Świętowali więc datę pierwszego spotkania, pocałunku, nocy. Oczywiście także wszystkie powszechnie uznawane okazje – walentynki, Dzień Kobiet, urodziny. Ciągle coś się trafiało.

I Kinga bardzo to lubiła. Odkąd Filip pojawił się w jej życiu, wszystko nabrało rumieńców oraz dodatkowych barw.

– Jedź do Lenusi – powiedział teraz. – Przytul ją mocno, ten piesek każdego potrafi podnieść na duchu. Odpocznij – dodał. – Dużo się ostatnio napracowałaś. A ja wieczorem będę u ciebie.

Najczęściej kolejne rocznice świętowali w miejscu, w którym dana rzecz się wydarzyła. Pierwszy pocałunek nastąpił w jej wymarzonym domu. Jeszcze wtedy w stanie deweloperskim. Stały tylko ściany parteru, w środku, gdzie teraz jest salon, leżała sterta piachu, a tam, gdzie obecnie mienił się kolorami piękny taras – straszyła ubita ziemia.

A jednak Filip zdołał tam stworzyć romantyczną scenerię dla kolejnego kroku w ich relacji. Przyjechał godzinę wcześniej, po czym bez trudu wszedł na niestrzeżoną budowę. Przywiózł koc, koszyk piknikowy jak z filmów – z bagietkami, winem, owocami i pyszną sałatką z kurczaka. Rozłożył przenośne głośniki z przygotowaną playlistą. I wszędzie rozwiesił światła.

Zrobiło się tak pięknie, że sąsiedzi zadzwonili do dewelopera, że coś się dzieje na budowie.

Zanim jednak budowlaniec zdążył wsiąść w samochód i przyjechać na miejsce, pocałunek przy świetle księżyca i blasku lampek doszedł do skutku.

Kinga pamiętała każdą sekundę. Dotknięcie warg. Jego śmiałość. Piękno tej wyjątkowej chwili. To było dla niej mocne przeżycie również dlatego, że pierwszy raz stanęła wtedy w miejscu, o którym marzyła latami. We własnym domu.

Filip o tym wiedział. I chciał jej tę chwilę uprzyjemnić. Jeszcze wtedy nie miała pewności, że zwiąże się z nim na stałe. Ale już zdawała sobie sprawę, że to, co razem przeżyli, stanie się niezapomniane.

Dziś mieli zjeść kolację u niej. W gotowym już budynku, urządzonym według jej własnego projektu. Zaplanowanym ze starannością, która stanowiła jej charakterystyczną cechę. Starała się być punktualna, słowna, uczciwa.

Czemu inni nie robią tak samo? – przemknęło jej przez myśl.

Spojrzała na dom, z którego przed momentem wyszła. Nie było widać śladów biedy ani trudnej sytuacji finansowej. Ale nie chciała wyciągać pochopnych wniosków.

Nie zdążyła nawet odjechać, gdy przyszedł esemes.

Pani Kingo, w projekcie są wady po raz kolejny i nie spełnia on moich oczekiwań. Dałam pani więcej szans, niż zakładała umowa, a jednak wciąż to nie jest to, o co chodziło.

Kinga aż straciła dech.

To nie ta kobieta dawała jej szansę! To ona, Kinga, wprowadzała więcej poprawek, niż się należało. Za darmo. Nie wynikały one z jej niedbalstwa ani żadnego błędu, tylko ze zmienności poglądów klientki. Raz chciała wyspę w kuchni, potem już nie. Podświetlane schody – tak. Potem – absolutnie nie. W sprawie innych detali również nie mogła się zdecydować.

Kinga zacisnęła usta. Wiedziała już, że dyskusja będzie trudna. Prawdopodobnie jej przyjaciółka prawniczka znów będzie musiała uruchomić odpowiednią procedurę.

W zawodach artystycznych udowodnienie swojej racji nie jest łatwe. Czy coś spełnia oczekiwania, czy nie – to pojęcie względne. Jeśli klient się uprze, gra na zwłokę, robi problemy, proces może trwać długo i być kosztowny.

Łzy znów napłynęły jej do oczu i choć nie czuła się dobrze, musiała jak najszybciej odjechać. Nie chciała, by ci okropni ludzie patrzyli na nią przez okno i obserwowali jej stan.

Odpaliła silnik. Nogi miała miękkie jak z waty, ale ruszyła.

Wciąż jeszcze liczyła, że wystarczy mail od prawniczki i klientka ustąpi. Nie będzie trzeba ruszać dalszych procedur. W końcu Kinga ochroniła ją przed przemocowym mężczyzną. Należy się za to choć odrobina wdzięczności.

* * *

Tymczasem w domu, do którego Kinga stworzyła projekt, za zamkniętymi drzwiami, szczupła wysoka kobieta i niski okrągły mąż zgodnie przybili sobie piątkę.

Jedna nie wystarczyła. Przybili drugą.

– Świetnie to zrobiłaś – pochwalił ją. – To jest doskonały projekt. – Spojrzał na wizualizacje widoczne na ekranie komputera.

– Naprawdę tak myślisz? – ucieszyła się.

– Oczywiście. – Kiwnął głową. – Wprawdzie nie mamy wszystkich informacji, ale jest ich dostatecznie dużo, żeby przeprowadzić remont. Kierownik ekipy dopowie sobie resztę.

Wyciągnął wino.

– A tyle poprawek! – Roześmiał się. – Nieźle ją naciągnęłaś. Aż pięć wersji! – cieszył się. – Siadamy na kanapie i wybieramy, co nam się najbardziej podoba. Z tego, co widzę, każda strona jest doskonała.

Przeglądał projekt na laptopie z rosnącym zadowoleniem.

– Chyba ten mi się najbardziej podoba. – Pokazał jej. – A naszej Angelice zrobimy ten drugi projekt. Niech dziecko ma też ładnie, a nie tylko my.

Nalał wina do kieliszków. Wysypał chrupki na stół. Z przyjemnością otworzył następną wizualizację.

Nie dręczyły go wyrzuty sumienia. Zasadniczo uważał, że artyści nie wykonują żadnej konkretnej pracy. Po prostu się bawią. Piszą sobie, rysują, komponują piosenki. Co to za robota?! Śmiech na sali. Nie to, co on.

Kierownik dużej ekipy budowlanej. Faktury, zamówienia, cyfry, odpowiedzialność za ludzi. To prawdziwa praca. A nie ustawianie kanapy pod odpowiednim kątem.

Zresztą – uspokoił swoje i tak słabo działające sumienie – nawet sztuczna inteligencja potrafi to zrobić. Pewnie ta dziewczyna z niej korzystała, nie napracowała się wcale.

– Chciała nas oszukać – doszedł do wniosku.

I poczuł się jak bohater, że jej nie zapłacił.

ROZDZIAŁ 2

Kiedy Kinga podjechała pod dom, zobaczyła mamę stojącą przed bramą.

Ona i tata mieszkali niedaleko. Między innymi z tego powodu wybrała tę lokalizację. Lubiła być blisko rodziców, nie tylko się kochali jak rodzina, lecz także zwyczajnie przyjaźnili. Mama czasem wpadała z obiadem, a ponieważ wiedziała, że ostatnio Kinga bardzo dużo pracuje, dziś też przygotowała coś pysznego.

Lucyna wspierała córkę. Miała świadomość, że urządzanie domu, spłacanie kredytu sporo kosztuje. Dziewczyna zasuwała, nie prosząc nikogo o pomoc, chciała poradzić sobie sama. Tym bardziej zasługiwała na wsparcie.

– Hej! – Mama pomachała jej energicznie torbą termiczną.

Kinga wysiadła z samochodu i uściskała ją mocno.

– Cześć, mamo – przywitała się. Ucieszyła się, że ją widzi. Nie wyobrażała sobie mieszkać gdzieś daleko i spotykać się raz na kilka miesięcy, jak niektóre jej koleżanki. – Co masz? – zapytała z ciekawością, czując, jak burczy jej w brzuchu.

– Zupa, mielone i buraczki – zareklamowała Lucyna z dumą. – Klasyka gatunku.

– Brzmi przepysznie. – Kinga uśmiechnęła się słabo. – Chętnie zjem.

Mama przyjrzała jej się uważnie.

– Co ty jesteś taka podłamana?

– Zaraz ci opowiem… – Dziewczyna westchnęła. – Ale tak w skrócie to znowu mi nie zapłacili.

– Boże mój, moja kochana… – Mama z trudem powstrzymała się od komentarza, który zawsze cisnął jej się na usta: mogłaś mieć własną kancelarię i nikt by cię nie oszukał.

Kinga zawsze dobrze się uczyła. Dostała się na prawo bez najmniejszego trudu. Jednak w połowie pierwszego roku, ku rozpaczy rodziców, zrezygnowała. Wybrała niepewną przyszłość projektantki wnętrz. Już wtedy mówiono, że sztuczna inteligencja zabierze takim ludziom pracę. A przecież taki zawód też wymagał odpowiedniego wykształcenia i poniesienia kosztów. Zdaniem mamy to się kompletnie nie opłacało.

Ale Kinga sobie radziła. Jak się okazało, całkiem dobrze zarabiała. Kiedy kupiła domek w stanie deweloperskim, rodzina przestała komentować jej wybór.

Mama jednak najlepiej wiedziała, ile to kosztuje wysiłku. Przesiedziane przed komputerem godziny, setki i tysiące przejrzanych zdjęć. Wyjazdy na pomiary, wyszukiwanie mebli, dodatków, wazonów, zasłon. Jeżdżenie po sklepach. I najgorsze – użeranie się z klientami, ich częste zmiany zdania.

Kinga poświęcała czas, dobierała wszystko zgodnie z wytycznymi, a na końcu słyszała:

– O nie, na żywo to wygląda zupełnie inaczej niż w komputerze. Wcale mi się nie podoba. Proszę zmienić.

Lucyna westchnęła.

– Chodź, kochana. – Weszły obie do środka i przywitały się z radośnie szczekającą Lenusią, maltanką o śnieżnobiałej sierści. – Zjedzmy coś i pomyślimy, co dalej. Przecież dzisiaj jest ten wasz wyjątkowy wieczór.

Kinga pokiwała głową. Nie miała przed mamą wielu tajemnic.

– Myślisz, że to się dziś stanie? – zapytała cicho, pomagając w wypakowywaniu jedzenia.

– Moment byłby świetny – odparła Lucyna z uśmiechem. – Ale obstawiam też opcję „za dwa tygodnie”.

– Mamo! – Kinga się zarumieniła.

– Nie rób takiej miny. – Mama kręciła się po kuchni i jednocześnie spoglądała na córkę.

Świętowanie ważnych momentów ma tę wadę, że wyraźnie pokazuje odstępy czasowe pomiędzy wydarzeniami.

– U was wszystko szło jak w zegarku! – Lucyna nie odpuszczała. – Pierwsza kolacja, dwa tygodnie. Pierwszy pocałunek, dwa tygodnie i weekendowy wyjazd. Bardzo owocny… – dodała.

– Mamo, proszę cię! – Kinga choć należała do młodszego, teoretycznie wyluzowanego pokolenia, przy takich rozmowach była o wiele bardziej skrępowana.

– Już dobrze. – Lucyna ją objęła. – Skończmy te żarty. Tak na poważnie myślę, że Filip będzie miał teraz naprawdę dużo okazji. Ja bym na jego miejscu wybrała rocznicę pierwszego pocałunku. Najbardziej romantyczna.

– Też się nad tym zastanawiałam… – Kinga się zamyśliła. – Ale w sumie nasza pierwsza kawa też była piękna i tamta kolacja. Jednak już minęły i nic.

– Walentynki też przegapił, więc szanse, że to dzisiaj, rosną – podsumowała mama.

– Ostatnio trochę dziwnie się zachowywał – dodała Kinga. – Więc myślałam, że zestresowany, coś przygotował… ale nie. Liczę, że dzisiaj to się stanie. Przecież wiem, że mnie kocha – zakończyła pewnym tonem, ale gdzieś w głębi serca trochę niepokoju czuła.

– Którą sukienkę włożysz?

– Tę nową, co ci w sobotę pokazywałam. I zrobiłam sobie wczoraj paznokcie. – Wyciągnęła dłonie. – Już miesiąc temu zdjęłam ten srebrny pierścionek od was, który nosiłam tyle lat… – dodała jeszcze trochę żartem. – Żeby zrobić miejsce. Zasugerować światu, że zrobiło się pusto i trzeba by to czymś wypełnić.

Lucyna zamieszała w rondelku.

– Nie wiem, czy nie lepiej byłoby zasugerować to Filipowi.

Kinga się roześmiała.

– Zrobiłam to tyle razy, że więcej nie mogę. Nie chcę przymusu.

– Dobrze, już dobrze. – Mama uśmiechnęła się pojednawczo. – To wyjątkowy moment w życiu każdej pary. A jak was znam, będziecie potem świętować także tę rocznicę przez długie lata. Niech wam to zostanie w pamięci jako coś pięknego.

– Filip jest najbardziej romantycznym mężczyzną, jakiego znam – powiedziała Kinga. – Na pewno coś fajnego wymyśli.

Lucyna nałożyła jedzenie i obie usiadły przy stole. Jak zawsze danie smakowało pysznie.

Po obiedzie humor trochę się Kindze poprawił. Postanowiła uporządkować sprawy zawodowe. Otworzyła laptop i napisała do prawniczki.

– Chodź, Lenusia. – Lucyna przytuliła pieska.

Maltanka ją uwielbiała. Gdy tylko się pojawiała, sunia skakała bez opamiętania, piszczała i kręciła się w kółko. Teraz też cieszyła się z pieszczot.

– Ostatnio jak tu przyszłam, a pieska nie było, tak się dziwnie czułam. Jak to tak bez komitetu powitalnego. Weszłam i cisza. Ty się na mój widok tak nie cieszysz – zażartowała.

– Nie ma sprawy. – Kinga się uśmiechnęła. – Jutro jak wpadniesz, zacznę skakać i piszczeć.

Lucyna znów przytuliła pieska.

– Jesteście obie tak samo piękne i kochane. To był świetny pomysł, że kupiłaś tego słodziaka.

– Kochane stworzonko – przyznała Kinga. – Tylko martwi mnie ta jej skłonność do błyszczących rzeczy. Ostatnio ukradła mi spinkę z łazienki. Pilnuję się starannie, bo boję się, że coś połknie niebezpiecznego, a ona i tak ciągle znajduje jakieś swoje skarby.

– To mądre stworzonko – uspokoiła ją mama. – Nie zjadłaby niczego metalowego.

– Skąd mogę wiedzieć? – Kinga się niepokoiła.

– Jak to się w ogóle stało? U ciebie zawsze taki porządek… – zastanawiała się Lucyna.

– Musiała mi spaść z półeczki pod lustrem, jak przygotowywałam się do kąpieli. Innego pomysłu nie mam.

– Ja już idę – powiedziała mama po chwili. – Kawy nie piję. Pogoda piękna, trzeba pracować w ogrodzie. Widziałam, że masz jeżówki nieprzycięte. Pamiętasz, jak tłumaczyłam? Jak będziesz obrywać przekwitnięte główki, dłużej będą wyrastać nowe pąki.

– Tak, mamo.

Kinga lubiła, gdy coś kwitło na jej niewielkiej działce. Ale nie do tego stopnia, by sama się tym zajmować. Mama miała dwadzieścia arów własnego ogrodu, a mimo to przynosiła także tutaj swoje sadzonki, kopała, przesadzała, urządzała.

Kinga zawsze dziękowała. Gdyby ogród zostawić tylko jej, wszystko pewnie by uschło. Teraz też zamierzała zapomnieć o jeżówkach, jak tylko mama wyjdzie. Miała na głowie mnóstwo spraw.

– Ja to zrobię. – Lucyna nie miała złudzeń.

I faktycznie wyszła z nożyczkami do ogrodu, sprawnie przycięła, co uważała za stosowne, a potem się pożegnała.

To był świetny układ.

Kinga kiedyś rozważała budowę domu na działce rodziców. Ale oznaczałoby to odebranie im połowy ogrodu, widoku na okoliczne wzgórza, który bardzo lubili, sadu, warzywniaka, gdzie spędzali sporo czasu. Budowanie domu oznaczało rozkopane fundamenty, koparki jeżdżące po kwiatach mamy, wycinane drzewa, które oboje z tatą sadzili jako młode małżeństwo.

Nie zrobiła tego. Z czasem coraz bardziej utwierdzała się w słuszności tej decyzji. Prywatność przy jednoczesnej bliskości była dobra dla relacji. Choć finansowo, oczywiście znacznie trudniejsza.

I tak pętelką wróciła do głównego zmartwienia.

Niezapłacona faktura.

Może to się jeszcze ułoży… – pomyślała z nadzieją.

A potem zostawiła zmartwienia i zaczęła się szykować na wieczór. Na myśl, że może dziś się zaręczy, czuła, jak krew szybciej krąży w jej żyłach. Zapomniała o wszystkich innych zmartwieniach.

ROZDZIAŁ 3

– Jesteś na dzisiaj przygotowany? – zapytał Mariusz Zawilski, tata Filipa.

Dzwonił od rana już czwarty raz i wreszcie chłopakowi udało się znaleźć chwilę na dłuższą pogawędkę. Sporo teraz pracował.

Bardzo kochał syna. Ale był ogromnie rozczarowany, że Filip wybrał taki lekki zawód, zamiast zostać inżynierem, jak kiedyś planowali. Oboje z żoną tyle pieniędzy wydali na jego studia, dobrze mu szło, dyplom nawet obronił, a potem nastąpiła taka nagła zmiana planów zawodowych. Mógł sobie siedzieć w gabinecie i przybijać pieczątki, a tymczasem latał z rozwianym włosem od klienta do klienta objuczony aparatami, torbami, statywami i jeszcze twierdził, że jest szczęśliwy.

Tata Filipa westchnął, ale nie komentował tego. Skrył swoją opinię na temat faktu, że poważny dyplom kurzy się w szufladzie, a jego zdolny chłopak robi takie dziwne rzeczy. Etatu nawet nie ma, żadnej pewności ani stabilizacji, a tu trzeba rodzinę zakładać, myśleć poważnie o przyszłości.

Kiedyś sporo o tym dyskutowali, wykłócali się, mieli nawet za sobą etap, kiedy wzajemna relacja się ochłodziła. Ale gdy w ich życiu pojawiła się Kinga, tata Filipa zaprzyjaźnił się z jej rodzicami. Doskonale się rozumieli i wspólnie ustalili, że trzeba zachować spokój wobec wyborów dzieci, na które i tak już na tym etapie nie mają wpływu. W przeciwnym razie mogą stracić dzieci.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

ROZDZIAŁ 1

ROZDZIAŁ 2

ROZDZIAŁ 3

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Prawa autorskie

Meritum publikacji