Nadzieja i tęsknota. Złudzenie - Joanna Jax - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

Nadzieja i tęsknota. Złudzenie ebook i audiobook

Joanna Jax

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

63 osoby interesują się tą książką

Opis

Miłosz Rastawicki postanawia raz na zawsze rozprawić się ze swoim śmiertelnym wrogiem, jednak przypadek sprawia, że generałowi Piotrowi Duninowi udaje się wyjść z opresji i ocalić życie. Zdając sobie sprawę z konsekwencji, Aleksandra robi mężowi karczemną awanturę i nakazuje, by ten odszedł z jej życia na zawsze. Miłosz wyrusza naprzeciw wojskom Napoleona. Podobnie jak większość Polaków wiąże wielkie nadzieje z tym dowódcą, ponieważ jak dotychczas kariera Bonapartego to pasmo sukcesów. Rastawicki wierzy, że dzięki francuskim wojskom i pokonaniu przez nich Rosji odzyska w końcu swoją ojczyznę.

Tymczasem Piotr Dunin uruchamia cały aparat represji, by dopaść swojego niedoszłego zabójcę. Kiedy się orientuje, że jest bez szans, wykorzystuje Aleksandrę, by osiągnąć swój cel, i więzi ją w folwarku, licząc na powrót Rastawickiego. Żona Miłosza jest przekonana, że jej zamknięcie nie potrwa długo i Piotr kolejny raz okaże jej łaskawość. Jednak cierpliwość Dunina się wyczerpuje i stawia swojej ukochanej ultimatum. Rastawicka będzie musiała dokonać najtrudniejszego wyboru w życiu, bo żadna z możliwych decyzji nie zapowiada szczęśliwego zakończenia...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 288

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 52 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Barbara Liberek

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Rozdział 1

Berlin, 1806

Miłosz Rastawicki wyszedł na plac przed Zamkiem Królewskim w Berlinie i się rozejrzał. Koniuszy poił jego konia, a obok stał Janek Skalski i dobijał targu z chłopakiem zajmującym się obrządkiem gwardyjskich wierzchowców. Zapewne chciał, by ten człowiek wyręczył go w ostrzeniu szabli, bo tej czynności Janek wyjątkowo nie lubił. Kompan Miłosza trzymał w dłoni zalakowany list i miał rozanielony wyraz twarzy.

Pomachał mu na powitanie.

– Na pewno nie chcesz posłać korespondencji do Aleksandry i dzieci?! – krzyknął Skalski.

– Nie – burknął Miłosz i zagadnął: – A ty do kogo napisałeś, bawidamku? Do córki gospodyni?

– Do twojej szwagierki. Podoba mi się ta kobietka – odparł ze śmiechem.

– Tylko uważaj, aby cenzorzy z cabinet noir nie dostali rumieńców od twoich swawolnych opisów – mruknął. Rastawicki wcale się nie ucieszył, że jego przyjaciel zagustował w Klementynie. Podszedł do Janka i szepnął: – Mam nadzieję, że nie wspomniałeś o mnie w swoim rzewnym elaboracie.

– Nie, bo życzyłeś sobie, aby nikt nie wiedział, gdzie przebywasz. Uważam jednak, że przesadzasz. Jesteśmy z wojskami Napoleona, żaden Moskal się tutaj nie przedostanie. Chyba że ma dość żywota na ziemskim padole. Popatrz na swój mundur i złote pagony. Przyjacielu, należysz teraz do Gwardii Cesarskiej najpotężniejszego człowieka na świecie – odparł Skalski.

– Szpicle są wszędzie i za kilka złotych monet sprzedadzą nawet własną matkę – prychnął Miłosz.

Odkąd uciekł z dworku pod Wilnem, był wyjątkowo czujny i nieufny. Dotychczas Dunin się tylko odgrażał, ale po tym, co się wydarzyło w ich majątku, stracił do Rastawickiego cierpliwość. Miłosz był przekonany, że teraz generał zrobi wszystko, aby pozbyć się rywala raz na zawsze, bez względu na uczucia Aleksandry. Na szczęście Rastawicki zdołał się wyrwać z obławy i dzięki pomocy Janka uciekł.

Wielokrotnie wracał wspomnieniami do tamtego wieczoru, gdy postanowił zabić Piotra Dunina. Był zdeterminowany i nie zamierzał tego dnia słuchać próśb swojej połowicy. Cokolwiek by wówczas powiedziała, nie miałoby dla niego żadnego znaczenia…

***

Najpierw Aleksandra milczała. Nie spodziewała się go i chyba dlatego przez dłuższą chwilę nie była w stanie wydobyć z siebie głosu, jedynie patrzyła na niego z autentycznym przerażeniem. Dopiero potem zaczęła go błagać, aby nie robił głupstw i darował życie człowiekowi, który od lat próbował zniszczyć jego rodzinę. Podobno obawiała się konsekwencji, które mogą ich spotkać, ale Miłosz był przekonany, że Aleksandra pragnie ocalić życie temu rosyjskiemu szubrawcowi. Nie wierzył także, by zakochany wielbiciel jego żony mógł zrobić krzywdę swojej faworycie. Dunin kompletnie stracił dla niej głowę i jedynie Miłosz stał mu na drodze do szczęścia. Mimo że Rastawicki był jedynie oficerem w legionach, Dunin zaś stał na czele armii i całego państwa litewskiego, Miłosz nie należał do łatwych przeciwników i nie zamierzał odpuścić. Jednak tego dnia uznał, że jedynie przeszkadza swojej żonie w romansie z tym diabłem. Aleksandra musiała coś czuć do Piotra Dunina, jeśli wciąż wracała pod jego opiekuńcze skrzydła, a myśl, że kochanek mógłby zginąć, najwyraźniej doprowadzała ją do rozpaczy.

Miłosz mimo starań, próśb i gróźb tracił swoją rodzinę i w pewnym momencie zdał sobie sprawę, że musi przerwać relację generała z Aleksandrą bez względu na to, czy Dunin brał ją do swojego łoża, kiedy naszła go na to ochota, czy tylko cierpliwie czekał, aż jego wybranka pokocha go całym sercem i zapomni o Miłoszu.

Ostrze noża znajdowało się na grdyce Dunina i Rastawicki rychło zadałby ostateczny cios, gdyby nie mały Michaś. Pojawił się zaspany w drzwiach salonu, zupełnie jak duch.

– Tata? – zapytał, spoglądając najpierw na niego, a potem na leżącego na parkiecie generała. A także na błyszczący nóż, którego ostrzem Miłosz zamierzał podciąć rywalowi gardło.

Niespodziewana obecność syna podziałała na niego jak kubeł lodowatej wody. Momentalnie schował oręż i pozwolił, aby Dunin się podniósł.

– Chodź do mnie, smyku. – Uśmiechnął się sztucznie do syna.

Chłopczyk podszedł do ojca, a ten wziął go na ręce, a potem spojrzał na generała. Obawiał się, że teraz Dunin zechce się odegrać, nie zważając na Michasia, ale ten chyba nie zamierzał robić jatki w ich salonie. Zerkał zimno to na Rastawickiego, to znowu na Aleksandrę.

– Jesteście siebie warci – burknął. – To koniec, Aleksandro. Już nie musisz udawać. – Potem zwrócił się do Miłosza lodowatym, stanowczym tonem: – A ty lepiej uciekaj, bo niedługo przyjadę tu z całym oddziałem. Nie chcę teraz przestraszyć swojej córki, ale masz mało czasu, aby się wynieść z tego domu i oszczędzić bliskim przykrego widoku. Będę cię tropił aż do skutku. I tym razem ci nie daruję. Lepiej pożegnaj się z małżonką i synami, bo nigdy więcej ich nie zobaczysz.

– Aleksandra nie wiedziała, co planuję. Na mnie możesz polować, ale nie mieszaj do tego mojej rodziny – wydukał Rastawicki,

– Nie martw się o swoją rodzinę. Co ja mówię, przecież ty nigdy się nią nie zajmowałeś – powiedział zrezygnowanym głosem Dunin.

Rastawicki był przekonany, że będzie tak jak zawsze: generał wypłoszy konkurenta z domu, by bez przeszkód używać sobie z jego żoną. Nie ośmieli się jednak go zabić, bo wówczas straciłby względy u swojej wybranki. Miłosz znowu będzie się błąkał kilka miesięcy po świecie, a potem powróci do żony i dzieci. Być może pewnego dnia Duninowi znudzi się ta gra i zostawi ich w spokoju, ale na razie nic tego nie zapowiadało.

Piotr w końcu machnął ręką, jakby zmęczyła go już ta cała sytuacja, i wściekły wyszedł z salonu. Aleksandra pobiegła za nim, jakby właśnie pojęła, że może stracić względy wielbiciela. Miłosza zabolało jej zachowanie. A jeszcze bardziej to, że na ganku spędziła z tym łotrem prawie pół godziny na pogawędce, potem zaś, gdy Dunin odjechał, zalewała się łzami.

Położył Michasia do łóżka i poczekał, aż ten zaśnie. Pomyślał z żalem, że nie będzie widział ukochanego syna przez bardzo długi czas. A jeśli carscy żołnierze faktycznie go dopadną, już nigdy nie pogłaska chłopca po ciemnej czuprynie ani nie zobaczy, jak ten wyrasta na dzielnego i mądrego mężczyznę. Ucałował czoło malca i wrócił do żony. Był ciekawy, jak się będzie przed nim tłumaczyła. Pobiegła za Duninem jak wierny pies za swoim panem. To był naprawdę przykry widok.

Nie spodziewał się jednak takiej reakcji. W pewnej chwili Aleksandra przestała płakać, wstała z otomany i podeszła do niego. Jej załzawione oczy ciskały błyskawice i zaczęła krzyczeć, nie bacząc na to, że może obudzić domowników oraz służbę.

– Mam tego dosyć! Mam ciebie dosyć! Zostawiłeś mnie samą z dziećmi na całe lata. Właściwie bez grosza! Zachciało ci się o wolną ojczyznę walczyć i od dekady niczego nie zdziałałeś. Pewnie byłeś równie dobrym żołnierzem co Michał, ale o rodzinę nie chciało ci się zadbać. Kluczyłam, jak mogłam, żeby nie składać Duninowi żadnych obietnic, ale przyjęłam jego pomoc z wdzięcznością. Zrobił mi kiedyś wielką krzywdę i nigdy mu tego nie zapomnę, ale bez niego zdechlibyśmy z głodu i zimna, bo mąż i ojciec moich dzieci nie trwożył się o nasz los. A kiedy wróciłeś, nawet nie chciałeś ze mną rozmawiać, tylko pobiegłeś do tej ladacznicy i intrygantki. Mogłeś się jakoś z Duninem dogadać, choć to wróg i zaborca, ale przecież wielkiemu patriocie nie wypada się układać z Moskalem. Twój syn zawdzięcza mu życie, a cała nasza dziatwa miała dzięki niemu spokojne i dostatnie dzieciństwo. Czyż nie czujesz wstydu, że inny mężczyzna roztoczył nad nimi opiekę? Dunin mnie kocha, ale on też ma granice cierpliwości… Wynoś się stąd i nigdy więcej nie wracaj! Zapomnij, że masz żonę i dzieci. Sama zatroszczę się o nasze potomstwo, jeśli ty nie potrafisz. Słyszysz? Nie chcę cię widzieć ani nawet o tobie pamiętać! Jesteś mężem od wielkiego dzwonu, a kiedy już pojawiasz się przy nas, wciąż narażasz nas na niebezpieczeństwo! Myślisz jedynie o sobie i swojej urażonej dumie!

Słowa Aleksandry chłostały go jak bat. A jednak zamiast refleksji obudził się w nim gniew. Wdowa po Michale Laudańskim doskonale wiedziała, że wychodzi za człowieka, który pełni posługę dla Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, tak jak jej pierwszy małżonek, a to wiązało się z ciągłą nieobecnością ukochanego.

– Dobrze, zapomnę. Odejdę i nigdy już do ciebie nie wrócę – wycedził. – A ty znowu będziesz mogła wsunąć się do łoża kochanka. Teraz już nikt i nic nie będzie stało wam na przeszkodzie, bo Dunin nie liczy się już nawet z Konstancją. Dopniesz swego i zostaniesz oficjalną metresą generała. W końcu, jak sama powiedziałaś, on cię kocha… I w dodatku ma więcej pieniędzy ode mnie.

Chciała go spoliczkować, ale złapał ją za nadgarstek i ścisnął.

– Nie waż się, Aleksandro. Kiedy ta zawierucha się skończy, wrócę po swoje dzieci. Po wszystkie, Milenę także. Ty dla mnie umarłaś.

– Ja dla ciebie już dawno umarłam! – znowu zaczęła krzyczeć.

– Nieprawda. Pogrzebałem cię w chwili, gdy wybiegłaś za tym bydlakiem, by żebrać o jego wybaczenie.

– A pewnie, to dla ciebie zniewaga, żem chciała przeprosić człowieka, któremu tak wiele wszyscy tutaj zawdzięczamy!

– Nie chodzi o dumę, ale o to, że ty też miłujesz tego carskiego podnóżka. Jakbyś zapomniała, kim jest i do czego potrafi być zdolny! Czy nie ma dla ciebie znaczenia, że gnębi nasz naród? Nie wiesz o brankach? Minister spraw wewnętrznych Koczubej je mu z ręki i bez wahania wysyła na katorgę albo szubienicę każdego, kogo Dunin wskaże palcem! On sam nad niejednym się pastwił!

Odwrócił się na pięcie i wybiegł z domu, nie pożegnawszy się ani z żoną, ani z pozostałymi dziećmi. Zastanawiał się, co robić. Nie chciał wracać do swojego mieszkania, ponieważ się obawiał, że ludzie Dunina rychło go tam wytropią i będzie musiał uciekać. Wiedział jednak, że od kilku tygodni w Wilnie przebywa jego przyjaciel, Janek. Skalski szukał go nawet w pałacyku Duninów nad Wilejką, ale Klementyna, która tam mieszkała nie miała pojęcia, że jej szwagier jest w mieście. W końcu zostawił dla niego wiadomość w wyszynku nad których niegdyś Miłosz odnajmował pokój. Dosiadł konia i udał się do kwatery Janka, która znajdowała się w podłej wileńskiej dzielnicy.

Kamienica była równie obskurna, co lokum przyjaciela. Padł na posłanie, nawet nie zdjąwszy butów, i nie mówiąc ani słowa, wgapiał się w zagrzybioną ścianę. Janek nie nękał go pytaniami, licząc, że gdy jego kompan ochłonie, sam mu o wszystkim opowie.

Miłosz był przekonany, że Duninowi nie będzie się chciało go ścigać. W końcu miał Aleksandrę już tylko dla siebie. On się usunął, a jego żona zapewne wyznała kochankowi miłość i zarzekała się, że nie kocha nikogo innego. Niekiedy odnosił wrażenie, że wywierała na Dunina przemożny wpływ i dzięki jej wstawiennictwu Rastawicki mógł bez konsekwencji wchodzić generałowi w drogę. Od tego dnia już nie będzie musiała tego robić.

***

Tym razem bardzo źle ocenił sytuację. Nazajutrz rozpętało się piekło, o czym poinformował go Skalski. O poranku przyjaciel opuścił mieszkanie, by kupić trochę mleka i coś do jedzenia. Po kwadransie jednak wrócił z pustymi rękami i przerażonym wyrazem twarzy.

– Ludzie Koczubeja rozdają biuletyny z twoim nazwiskiem i rysopisem. Również w gazecie nie omieszkano napisać o zamachowcu, który o mały włos nie dokonał mordu na carskim generale i litewskim gubernatorze. Przykro mi to mówić, ale stałeś się w Wilnie i okolicach wrogiem publicznym numer jeden.

Rastawicki podniósł się ze zdezelowanego łóżka i powiedział zrezygnowanym głosem:

– Muszę uciekać… jeśli jeszcze kiedyś chcę zobaczyć swoje dzieci. Ten bohater z bożej łaski jedynie z całą armią potrafi walczyć z rywalem.

– Wszyscy Moskale w okolicy cię szukają. Zapewne patrole stoją przy każdej rogatce – mruknął Janek i dodał: – Zaraz przyniosę ci ubranie. Od jednego handlarza starociami. To Żyd, który codziennie objeżdża wioski i skupuje garnki, piernaty, lichtarze i takie tam szpargały. On wywiezie cię z miasta w chałacie i jarmułce. Udasz się do mojego znajomego, starego wiarusa, który mieszka w chałupie pod lasem. Gdy tylko nadarzy się okazja, przyjadę do ciebie i oddam ci konia. A potem… nie pozostanie ci nic innego, tylko pogalopować nad Niemen i przedrzeć się przez granicę.

Bez przeszkód, choć z duszą na ramieniu, dotarł do znajomego Janka i tam czekał na przyjaciela. Handlarz starociami zażądał za przysługę i odzienie bardzo wysokiej kwoty, ale Miłosz nie zamierzał się targować. Opróżnił prawie całą sakiewkę i zostało mu jedynie tyle, by nabyć paszę dla konia.

W starej chałupie, w której pachniało gotowaną kaszą i gnojowicą, nie odchodził od okna. Wypatrywał Skalskiego. Niecierpliwił się, bo w każdej chwili zamiast przyjaciela mógł ujrzeć rosyjski patrol, a wówczas byłby bez szans. W końcu był ścigany za próbę morderstwa. Z nerwów nawet nie był w stanie przełknąć wodnistej zupy, podanej przez gospodarza. W tym momencie pomyślał, że teraz Aleksandra została żoną złoczyńcy i zamachowca i przez dłuższy czas nie będzie mogła się pokazywać w towarzystwie, by ludzie nie wytykali jej palcami. Być może kochanek nawet wywiezie ją z miasta, żeby nie narażać jej na plotki. I tak Aleksandra miała zepsutą opinię zarówno wśród rosyjskiej elity, jak i Polaków mieszkających pod butem zaborców.

Janek zjawił się pod wieczór wraz z koniem Miłosza. Uspokoił go, że żołnierze Dunina i wysłannicy ministra od porządku publicznego tego dnia skupili się na tropieniu Rastawickiego w Wilnie. U jego gospodyni także byli i rozpytywali o rosłego bruneta w pocerowanym czarnym surducie.

– Mają mnóstwo roboty, bo Dunin wyznaczył za ciebie nagrodę. A jeśli w grę wchodzą pieniądze, nagle cała wileńska biedota wie, gdzie przebywasz albo dokąd się udałeś. Zachodzę w głowę, na co liczą, może na szczęśliwy traf, dzięki któremu się wzbogacą. Niektórzy celowo zarzucają żołnierzy fałszywymi wiadomościami, by uchronić cię od podłego losu, więc zyskałeś trochę czasu, by bezpiecznie wydostać się z Litwy.

– Dziękuję, przyjacielu, z całego serca – powiedział wówczas.

Naprawdę był wdzięczny Jankowi. Gdyby nie pomoc Skalskiego i jego rozliczne znajomości w okolicy, Miłosz siedziałby już w zatęchłej celi w podziemiach ratusza. Niektórzy nie mieliby żadnych oporów, by go wydać, jeśli w grę wchodziła nagroda. Na szczęście dla wielu był bohaterem, bo zasadził się na ważnego i znienawidzonego generała zaborcy, i nie zamierzali wspierać carskich władz w jego schwytaniu.

– Dokąd się udasz? – zagadnął Janek.

– Do Bonapartego… Podobno szykuje się do zadania ostatecznego ciosu Prusakom, a jeśli ich pokona, następni będą Rosjanie – westchnął Rastawicki.

– Podobno Francuzy prą do zgody z Kościuszką. A to oznacza, że Napoleon naprawdę planuje wejść na polską ziemię i odbić ją z rąk zaborców.

– Myślę, że Kościuszko sam pójdzie po rozum do głowy…

– Nie sądzę. Z niego wielki republikanin, a tu nagle Napoleon jedynowładcą się zrobił i obwieścił powstanie cesarstwa.

– A może dzięki uporowi Kościuszki coś ugramy… – Puścił oko do Janka. – Muszę się już z tobą pożegnać, mój bracie, bo chyba generał nie zamierza odpuścić i w końcu mnie dopadnie. Może dotrę do wojsk Napoleona, a może po drodze zdechnę z głodu, bo twój pejsaty kamrat obdarł mnie ze skóry.

– Dlaczego mnie żegnasz? – Janek roześmiał się i dodał: – Dość się nasiedziałem w Wilnie, ruszam z tobą. Nie pozwolę, byś nocował w lesie i żywił się korzonkami jak jaki pustelnik. Stracisz krzepę i nie będziesz miał siły do walki o przyszłą Rzeczpospolitą.

Rastawicki się ucieszył, bo lubił Skalskiego nawet bardziej niż Michała Laudańskiego. Pewnie dlatego, że Janek nie rozmiłował się w jego kobiecie i nie musiał z nim rywalizować o jej względy. Chwilami żałował, że jego żona budzi tak wielkie namiętności, i niekiedy się zastanawiał, co takiego miała w sobie, iż mimo upływu lat wciąż przewracała mężczyznom w głowach. On pokochał jej niepokorny charakterek, bo to stanowiło dla niego wyzwanie. Być może i pozostali stawiali sobie za punkt honoru ujarzmienie tej upartej niewiasty.

***

Ucieczka się powiodła i choć była nader męcząca, dotarli do francuskich wojsk. Przyłączyli się do formacji kierowanej przez generała Dąbrowskiego i ani myśleli jechać do Italii, a kto wie, czy nie znowu na jakąś dziką wyspę.

Wydostali się z kraju z pewnym hodowcą bydła, który handlował nim w Prusach. Zapewne patrol graniczny sprawdziłby i jego, a także pomocników pilnujących stada, gdyby nie to, że kupiec regularnie i słono płacił celnikom i pogranicznikom, by dali mu spokój i nie robili problemów przy wyjeździe z kraju. Dzięki temu nie musieli się przeprawiać przez rzekę i dzikie ostępy, co zaoszczędziło im mnóstwo czasu.

Po bitwie pod Jeną i Auerstedt droga do Berlina stanęła przed Bonapartem otworem, a potęga wojsk pruskich została starta na popiół. I wówczas poproszono go, by postarał się nakłonić Kościuszkę do przyjazdu. Teraz uwielbiany przez wszystkich Polaków przywódca mieszkał pod Paryżem i wciąż pałał niechęcią do Bonapartego. Miłosz dobrze znał przywódcę insurekcji a ten bardzo sobie cenił jego zdanie.

Rastawicki też niekiedy wątpił w intencje Napoleona, zwłaszcza gdy ledwie uszedł z życiem na San Domingo, a wkroczenie wojsk francuskich na ziemie polskie zdawało się jedynie mrzonką. W dodatku na tej złowrogiej wyspie nie zginąłby jak żołnierz, ale człowiek pokonany przez zarazę, który po śmierci zamieniłby się w bezkształtną czarną masę, tak jak wielu jego kompanów.

Udali się ze Skalskim do Berville, by przygotować grunt pod rozmowy z francuskim ministrem. Wrócili jednak z niczym. Miłosz czuł się sfrustrowany, bo uwielbiany przez Polaków dowódca wciąż nie wierzył w obietnice Napoleona, a co za tym idzie, nie zamierzał do niego dołączyć ani też wystosować odezwy do narodu polskiego. A on zapewne porwałby tłumy i mężczyźni zaczęliby masowo wstępować do wojska, by u boku francuskich dowódców starać się odzyskać ojczyznę.

– Ech, gdyby Kościuszko się włączył, poderwałby naszych rodaków do walki – mruknął Rastawicki, gdy podążali w stronę karczmy.

Niestety, człowiek, którego odwiedzili, nie zaproponował im noclegu, musieli więc zadowolić się lichym pokoikiem w miejscowej gospodzie.

– Pewnie w końcu się ugnie, ale postawi twarde warunki. Uważam, że to dobrze, bo ślepa wiara Polakom nie służy – odparł Janek.

– Masz słuszność, targowiczanie także wierzyli w Katarzynę i jej obronę praw kardynalnych.

– A potem byli zdumieni obrotem spraw…

– Właśnie, a Kościuszko nie chce być naiwny. Dąbrowski jest żołnierzem, książę Poniatowski zaś bawidamkiem i utracjuszem… Jedynie w Kościuszce nadzieja – westchnął Miłosz. Janek wlał w niego nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone i słynny dowódca jednak podejmie rękawicę.

W karczmie pachniało ziołami i świeżo upieczonym mięsiwem. Rastawickiemu od razu przypomniały się czasy jego pobytu we Francji. Aż przymknął powieki na wspomnienie tego, co zrobiła wówczas Aleksandra. Nigdy nie czuł się tak kochany jak wtedy. Jego wybranka postawiła wszystko na jedną kartę i o mały włos nie zginęła, stratowana przez rozsierdzony tłum. Zaryzykowała dla niego. Sądził, że ich miłość jest niezniszczalna. Ufał, niczym rozmarzony poeta, iż takie uczucie jest dane raz na zawsze, jak w wierszach. A jednak stracił ukochaną. Darzyła teraz uczuciem kogoś innego i jedynie przysięga małżeńska nakazywała jej akceptować obecność męża, gdy przybywał do domu. Potem jednak nawet i to zaczęło jej ciążyć.

Wierność nie była czymś oczywistym, gdy rozłąka trwała całe lata, ale lojalność i więź duchowa miały dla Miłosza pierwszorzędne znaczenie i był gotów wybaczyć żonie bardzo wiele, jeśli czułby jej oddanie, tak jak niegdyś. Okazało się jednak, że nic nie trwa wiecznie…

Zasiedli za stołem i chwilę potem karczmarz przyniósł im dzban wina wraz jadłem i dwie kwaterki.

– Gospodarzu, chcielibyśmy nająć pokój u ciebie – powiedział po francusku Miłosz.

– Jak słyszę, panowie to cudzoziemcy, choć pańska francuszczyzna jest nienaganna. Oczywiście, możecie liczyć na gościnę – odparł mężczyzna.

– Jesteśmy Polakami i byliśmy z wizytą u znamienitego Tadeusza Kościuszki, by nakłonić go do wsparcia cesarza – powiedział dumnie Rastawicki.

– Niekiedy wpada tutaj zarządca zamku, w którym rezyduje wasz dowódca. Podobno ten człowiek źle sypia, bo miewa koszmary. Chodzi wtedy po korytarzach jak duch. Może dlatego niezbyt lubi gości. Poniósł jakąś klęskę i wciąż rozpacza z jej powodu. A to oznacza, że jako żołnierz się skończył.

– Bitwa pod Maciejowicami odcisnęła na nim piętno – równie cicho odparł Miłosz. – To była bardzo nierówna walka. Jednak wierzę, że ktoś taki jak Kościuszko się podniesie i wraz z Napoleonem rozgromi także rosyjskie wojsko.

– Porażki bywają bolesne i niekiedy pozostawiają ślad do końca życia. Dlatego wolę być karczmarzem aniżeli żołnierzem. Bez względu na rangę.

– Ale popiera pan Napoleona? – zapytał Rastawicki.

– A jak kiedy. – Mężczyzna wzruszył ramionami. – Czasem mi się zdaje, że nasz cesarz za bardzo szarżuje. Zachłanność nie popłaca. Ja od lat niczego nie dobudowałem do swojego wyszynku. Inni chcą więcej i więcej, a potem muszą uciekać do Paryża i imać się najpodlejszych zajęć. A ja powolutku, po trochu… małą łyżeczką. Inni zbankrutowali, a ja już trzydzieści lat mam tę budę. I jakoś żyję. Skromnie, ale na jedzenie i odzienie dla mnie i dzieci wystarcza.

Miłosz zaczął rozmyślać o słowach karczmarza. Czy rzeczywiście Bonaparte przesadzał i uważał się za niepokonanego niczym wszechwładny Bóg? A może był nie tylko wielkim dowódcą, ale także zręcznym politykiem i dzięki temu zawsze wygrywał? Tak, o Napoleonie można było wiele powiedzieć, ale na pewno nie to, że zadowalały go małe sukcesy. Zauważał wady francuskiego cesarza, ale w tej chwili Polacy nie mogli liczyć na nikogo innego.

***

Triumfalne wkroczenie wojsk francuskich do Berlina w pewne słoneczne popołudnie wlało w Miłosza nową nadzieję. Tym bardziej że nieopodal cesarza znalazł się polski generał, Jan Henryk Dąbrowski, a jego żołnierze zostali wcieleni do gwardii eskortującej Napoleona. To świadczyło nie tylko o ogromnym zaufaniu Bonapartego do Polaków, ale także uznaniu ich za jednych z najlepszych wojowników w Europie.

Wojska francuskie przemaszerowały przy dźwiękach werbli i Marsylianki od Wielkiej Gwiazdy w ogrodzie zoologicznym aż do Bramy Brandenburskiej. Najpierw szli mamelucy, żołnierze o śniadych twarzach i czarnych brodach, a tuż za nimi grenadierzy i strzelcy pieszych gwardii. Umundurowanie paradne kłuło w oczy złotymi dodatkami i przepychem. Jedynie cesarz odziany był skromnie, jakby chciał pokazać, że nie musi podkreślać swojej wielkości wyszukanym strojem, a właśnie przejął klucze do miasta. Miłosz ufał, że pewnego dnia takowe otrzyma w Warszawie któryś z polskich dowódców. Po defiladzie Bonaparte udał się do berlińskiej rezydencji królewskiej, w której zajął komnaty Fryderyka Wilhelma II.

Symbolem upadku Prus została kwadryga zdjęta z Bramy Brandenburskiej, którą następnie przewieziono do Paryża. Co kilka dni organizowano parady i przemarsze francuskiego wojska, a Miłosz czekał jedynie, aż cesarz wraz z żołnierzami opuszczą miasto, by wkroczyć do Wielkopolski, a potem ruszyć dalej na wschód.

Redakcja

Anna Seweryn-Sakiewicz

 

Korekta

Dorota Honek-Sac

 

Skład i łamanie wersji do druku

Łukasz Slotorsz

 

Projekt graficzny okładki

Mariusz Banachowicz

 

© Copyright by Skarpa Warszawska, Warszawa 2026

© Copyright by Joanna Jax, Warszawa 2026

 

Wydanie pierwsze

ISBN: 9788384306314

 

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

 

 

 

WYDAWCA

Agencja Wydawniczo-Reklamowa

Skarpa Warszawska Sp. z o.o.

ul. K.K. Baczyńskiego 1 lok. 2

00-036 Warszawa

tel. 22 416 15 81

[email protected]

www.skarpawarszawska.pl

@skarpawarszawska

 

Przygotowanie wersji elektronicznej

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Rozdział 1

Strona redakcyjna

Punkty orientacyjne

Spis treści