0,00 zł
„Gdzie się podziały dzieci?” – to pytanie otwiera ósmy numer kwartalnika „Myśl w Centrum”, poświęcony jednemu z najważniejszych wyzwań współczesności. Czy spadek liczby urodzeń jest wyłącznie problemem demograficznym, czy raczej symptomem głębokich przemian kulturowych, społecznych i duchowych? Autorzy numeru pokazują, że za statystykami kryją się pytania o sens rodzicielstwa, trwałość więzi, odpowiedzialność za przyszłość oraz miejsce dziecka we współczesnym świecie.
Na łamach magazynu spotykają się perspektywy filozofii, socjologii, demografii, psychologii i kultury. W numerze znalazły się teksty poświęcone kryzysowi demograficznemu, przemianom rodziny, doświadczeniu niespełnionego rodzicielstwa, społecznym konsekwencjom depopulacji oraz obrazowi dziecka we współczesnej kulturze. Punktem wyjścia do dyskusji jest przekonanie, że pytanie o dzieci jest zarazem pytaniem o przyszłość Europy i kondycję współczesnego człowieka.
„Myśl w Centrum” to interdyscyplinarny kwartalnik wydawany przez Centrum Myśli Jana Pawła II, łączący refleksję filozoficzną, społeczną i religijną z analizą najważniejszych wyzwań naszych czasów. Każdy numer stanowi zaproszenie do pogłębionej rozmowy o sprawach, które kształtują współczesny świat.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 141
Rok wydania: 2026
NR 1 (8) / marzec 2026
2
myśl w centrum |nr 1 (8)
cytaty
Ojcostwo i macierzyństwo to nie tylko biologia, to przede wszystkim dar z siebie.
Jan Paweł II
List do Rodzin…,1994 r.
3
myśl w centrum |nr 1 (8)
Wydawca:
Centrum Myśli Jana Pawła II
ul. Foksal 11, 00-372 Warszawa
tel. +48 22 277 53 00
redaktor naczelny:
Bartosz Wieczorek
Zespółredakcyjny:
Bartosz Wieczorek, Piotr Strasz, Ignacy Masny, Agata Madaj, Marcin Nowak, Alicja Maliszewska
Urszula Siwon-Bublej, Marta Król
Projekt graficzny:
Agnieszka Sulimierska, Marek Maciejczyk
Ilustracje:
Marek Maciejczyk
Redakcja językowa i korekta:
Ignacy Masny, Joanna Kłos
Uwagi dotyczące treści magazynu prosimy zgłaszać na adres:
grafika na okładce:
Marek Maciejczyk
kwartalnik społeczno- kulturalny CMJP2
Nr 1 (8) / marzec 2026
bartosz wieczorek
redaktor naczelny
drodzy czytelnicy
Pytanie „Gdzie się podziały dzieci?” należy rozumieć jako problem wykraczający poza opis zjawisk demo-graficznych ujmowanych w kategoriach statystycz-nych. W niniejszym numerze „Myśli w Centrum” depopulacja interpretowana jest nie tyle jako zagadnienie ekonomiczne lub polityczne, ile jako przejaw głębszych przemian naszych relacji, rozumienia bliskości oraz wyobrażeń dotyczą-cych przyszłości.
W mediach dominuje dyskurs koncentrujący się na instrumentach polityki społecznej, takich jak transfery finansowe, stabilność zatrudnienia czy dostępność mieszkań. Tymczasem decyzja o posiadaniu dzieci nie ma charakteru wyłącznie indywidualnego ani sytuacyjnego, lecz dotyka relacji i więzi międzyludzkich. Osłabienie tych elementów prowadzi do sytuacji, w której problem dzietności okazuje się wtórny wobec bardziej fundamentalnego pytania o kondycję współczesnych form bycia razem.
Punktem wyjścia proponowanej refleksji jest napięcie między rosnącą autonomią jednostki a kruchością więzi społecznych. W warunkach poszerzającego się zakresu wyboru życiowego maleje skłonność do podejmowania zobowiązań o charakterze długoterminowym. W tym sensie depopulacja może być interpretowana nie jako przyczyna kryzysu, lecz jako jego symptom – wskaźnik erozji wspólnoty, sensu oraz orientacji na przyszłość.
W naszych tekstach staramy się łączyć analizy empiryczne i diagnozy demograficzne z refleksją antropologiczną. Zderzamy ze sobą różne poglądy na ten temat. Problem depopulacji podejmuje m.in. Iwan Krastew, natomiast wyzwania demograficzne analizują Agnieszka Chłoń-Domińczak oraz Mateusz Łakomy. Artykuły i rozmowy koncentrują się na relacji między miłością a rodzicielstwem, wpływie sekularyzacji, doświadczeniu bezdzietności oraz kondycji współczesnych związków. Studium przypadku Korei Południowej ukazuje możliwe scenariusze rozwoju społeczeństw o bardzo niskiej dzietności. Całość numeru budowana jest w dialogu z myślami Jana Pawła II z książki Mężczyzną i niewiastą stworzył ich. Kolejny raz przychodzi nam refleksja, że myśl Wojtyły jest dobrym memento dla naszych czasów.
Z okazji Świąt Wielkanocnych redakcja „Myśli w Centrum” składa Państwu życzenia pokoju i nadziei.
4
myśl w centrum |nr 1 (8)
w numerze m.in.
10-14
17-22
33-38
5-8
24-31
INSPIRACJE
Jan Paweł II
PRAWDA MOWY CIAŁA
Teologia ciała zawarta w księdze rodzaju jest zwięzła i oszczędna w słowach /40
Bartosz Wieczorek
RODZICIELSTWO I LĘK
Pytanie o odpowiedzialność rodzicielstwa /45
Słuchając Drogi
Marcin Nowak
STAWANIE SIĘ RODZICEM TO PROCES
Rozmowa z Małgorzatą Stańczyk /55
Młode Spojrzenie
Nadzeya Gulinskaya
Maksymilian Bednarek
Katarzyna Paszkiewicz
Rodzicielstwo oczami młodych dorosłych /67
Kultura
jak dawaliśmy radę bez ciebie?
Z Pauliną Giwer-Kowalewską i Adamem Kowalewskim rozmawia Katarzyna Lemańska/83
Zofia Becker
Z matki obcej
Jak poruszać się w ciasnej klatce istnienia? /92
Dziecko jako temat
Z Łukaszem Murzynem rozmawia Alicja Maliszewska/98
IWAN KRASTEW
Udawajmy, że nie jest tak źle
Niepokój demograficzny jest obecnie bardzo ważnym elementem polityki
Pominięty Wskaźnik
Z MateuszemŁakomym, ekspertem ds. demografii rozmawia IgnacyMasny
Piotr Strasz
Europa w zaniku
Czy za sto lat europejczycy wyginą jak dinozaury?
AGNIESZKA CHŁOŃ-DOMIŃCZAK
POLSKA W OBLICZU DEPOPULACJI
Czy malejąca populacja zaprowadzi do stagnacji gospodarczej i erozji układu społecznego?
Żałoba, której nie widać
Z EdytąZawistowską-Rolą, psycholożką zajmującą się problemami niepłodności rozmawia Bartosz Wieczorek
Milena Gruszczyńska
Kiedy Przyszłość się nie Rodzi
Korea Południowa na krawędzi demograficznej katastrofy
60-65
5
myśl w centrum |nr 1 (8)
temat numeru
Udawajmy, że nie jest tak źle
Niepokój demograficzny jest obecnie bardzo ważnym elementem polityki. XX wieK stawiał na przyszłość. Po lewej stronie był inny projekt, po prawej stronie inny, ale politycy wszystkich opcji dyskutowali o nowym człowieku. Dzisiaj przyszłość w polityce jest widziana poprzez prognozy, również prognozy demograficzne.
Prognozy demograficzne zaczęły kształto-wać wyobraźnię polityczną nie tylko polity-ków. Moment, w którym ludzie konfrontują się z tymi prognozami, może radykalnie zmienić ich poglądy. Pewien psycholog z Uniwersy-tetu w Nowym Jorku przeprowadził eksperyment na dwóch bardzo podobnych pod względem struk-tury społecznej grupach białych. Jedyna różnica po-między grupami polegała na tym, że jedna z nich za-poznała się z prognozami demograficznymi, zgodnie z którymi w 2042 r. biali Amerykanie, tak jak są dziś definiowani, nie będą już stanowić większości społe-czeństwa. Druga grupa nie znała tych badań. Bada-nym zadano pytania na różne istotne tematy i okaza-ło się, że ci z pierwszej grupy mają znacznie bardziej konserwatywne poglądy w każdej istotnej kwestii.
Większość ludzi na świecie żyje obecnie w spo-łeczeństwach, w których wskaźnik dzietności jest
niższy od poziomu zastępowalności pokoleń wy-noszącego 2,1 dziecka na kobietę. Spadek współ-czynnika dzietności poniżej tej wartości ma miejsce w krajach bogatych i biednych, demokratycznych i autorytarnych, dużych i małych. Proces ten w dużej mierze jest napędzany indywidualnymi decyzjami miliardów mężczyzn i kobiet. A rządy nie wiedzą, jak na nich wpłynąć. Wypróbowano wiele rozwiązań. Na przykład na Węgrzech około 5 procent budżetu rządowego przeznacza się na politykę w tym zakre-sie. Każda kobieta, która ma więcej niż troje dzieci, nie płaci podatków do końca życia. Nie widać jednak, aby wpłynęło to na zwiększenie dzietności.
Zmiana struktury
Skutki spadku współczynnika dzietności są znacz-niejsze, niż nam się wydaje. Nie chodzi tylko o system
Iwan Krastew
Bułgarski politolog, filozof polityki, związany z Instytutem Nauk o Człowieku w Wiedniu.
6
myśl w centrum |nr 1 (8)
temat numeru / Udawajmy, że nie jest tak źle
„
Fakt, że młodzi ludzie stanowią w społeczeństwie coraz mniejszą grupę, jest jedną z przyczyn wyjaśniających, dlaczego wielu z nich staje się coraz bardziej nieufnymi wobec procedur demokratycznych.
Iwan Krastew. Fot. Archiwum własne
7
myśl w centrum |nr 1 (8)
temat numeru / Udawajmy, że nie jest tak źle
emerytalny. Fakt, że młodzi ludzie stanowią w społe-czeństwie coraz mniejszą grupę, jest jedną z przy-czyn wyjaśniających, dlaczego wielu z nich staje się coraz bardziej nieufnymi wobec procedur demokra-tycznych. Dlatego w wielu krajach Europy Wschod-niej na ulice wychodzą protestować młodzi, wie-rząc, że jedynie dzięki temu ich głos zostanie lepiej wysłuchany niż w trakcie wyborów. Po prostu nie mają oni wystarczającej liczby głosów. W polityce liczby mają znaczenie, a demokracja polega na li-czeniu głosów.
W Bułgarii według prognoz za 15 lat około 40 procent uprawnionych do głosowania osiągnie wiek emerytalny. Ponad 10 procent będą stanowić migranci bez prawa głosu. 10 procent Bułgarów będzie pracować za granicą, więc będą mieli prawo głosu, nie płacąc w kraju podatków. Jak można roz-wiązywać problemy społeczne czy gospodarcze przy takiej strukturze społecznej?
Jednym z politycznych procesów związanych z demografią jest przyjmowanie przez państwa du-żej liczby migrantów. Ten proces jest w jakiejś mie-rze próbą podjętą przez polityków, aby sprowadzić do kraju ludzi, którzy będą na nich głosować. Jest to jednocześnie główne źródło strachu, które porusza wiele demokratycznych społeczeństw w kontekście migracji. Było to szczególnie widoczne w Stanach Zjednoczonych podczas ostatnich dwóch cykli wy-borczych. Przypomina mi się sytuacja z 1953 r., kie-dy po stłumieniu antykomunistycznych protestów w Niemczech Wschodnich proreżimowy Związek Pisarzy Niemieckich napisał list otwarty, w którym skarcił naród za to, że nie okazał on należnego zaufa-nia rządowi. Bertolt Brecht odpowiedział wówczas wierszem, że skoro rząd tak bardzo nie lubi narodu, to może niech sobie wybierze inny naród. Ta idea, że rząd może wybrać swój własny naród, że może
zaprojektować ciało polityczne, bazując na polityce migracyjnej, nadając obywatelstwo ludziom, którzy będą na niego głosować, jest dzisiaj głównym czyn-nikiem destabilizującym. Nawiasem mówiąc, nie ma żadnych dowodów na to, że ludzie głosują na rząd, który nadał im obywatelstwo.
Przyszłość a demokracja
Istnieje bardzo ważna instytucja w demokracji, o której nigdy nie rozmawiamy na poważnie. Jest nią przyszłość. Przyszłość rozumiana właśnie jako insty-tucja demokratyczna. Zrozumienie przyszłości jako instytucji pomaga nam zrozumieć, jak działa – albo dlaczego nie działa – demokracja. W dniu wyborów ma się wrażenie, że przeszłość i przyszłość łączą się ze sobą. Głosując, oceniamy działania rządu w ciągu ostatnich czterech lat. Z drugiej strony otrzymujemy obietnice partii politycznych dotyczące przyszłych działań. Ma to kluczowe znaczenie, ponieważ zakła-da rozumienie przyszłości jako otwartej, zależnej od tego, na kogo będziemy głosować. Że chodzi zarów-no o bliską przyszłość, ale i o tę dalszą. Jeśli niektóre problemy nie zostaną rozwiązane dzisiaj, mogą być rozwiązane jutro. To sprawia, że demokracja działa.
Mierzymy się dzisiaj z apokaliptycznym dyskur-sem w polityce. Po lewej stronie dotyczy on klimatu, a po prawej – demografii. Po lewej wierzymy, że je-steśmy ostatnimi ludźmi, ponieważ życie na plane-cie niebawem ulegnie zagładzie, po prawej myślimy, że jesteśmy ostatnim Bułgarem, Polakiem czy Niem-cem. Panowanie takich dyskursów bardzo utrudnia funkcjonowanie demokracji. Ci, którzy je przyjmują, uważają, że jeśli dana sprawa nie zostanie dzisiaj właściwie rozwiązana, jutro będzie już za późno. Nie ma wówczas żadnego powodu, aby pogodzić się
„
Problemy klimatyczne i demograficzne mają egzystencjalne znaczenie. Aby jednak poradzić sobie z nimi w demokratyczny sposób, powinniśmy starać się udawać, że nie są one aż tak dramatyczne.
8
myśl w centrum |nr 1 (8)
temat numeru / Udawajmy, że nie jest tak źle
Iwan Krastew
Politolog, filozof polityki, szef Centrum Strategii Liberalnych w Sofii, współzałożyciel think tanku European Council on Foreign Relations, związany z Instytutem Nauk o Człowieku w Wiedniu. Wydał m.in.: Demokracja nieufnych. Eseje polityczne(2013), Demokracja: przepraszamy za usterki (2015) i Co po Europie?(2018). Jest także redaktorem naczelnym „Europe’s World” i członkiem rady redakcyjnej „Journal of Democracy and Transit – Europäische Revue”. W latach 2004-2006 Iwan był dyrektorem wykonawczym Międzynarodowej Komisji ds. Bałkanów, której przewodniczył były premier Włoch Giuliano Amato. Był redaktorem naczelnym bułgarskiego wydania „Foreign Policy” i członkiem Rady Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych w Londynie (2005-2011). Jest stypendystą St. Antony’s College (Oxford), Woodrow Wilson Center for International Scholars (Waszyngton), Collegium Budapest, Wissenschaftskolleg (Berlin), Instytutu Federalizmu na Uniwersytecie we Fryburgu (Szwajcaria) oraz Instytutu Remarque’a na Uniwersytecie Nowojorskim.
z przegraną w wyborach. Paradoksalnie demokracja funkcjonuje, ponieważ żadne wybory nie są postrze-gane jako mające egzystencjalne znaczenie. Ten, kto uważa, że to są najważniejsze wybory, nie jest go-towy na kompromis. Nie jest gotowy, aby przegrać, bo jeśli przegra wybory, to wszystko będzie straco-ne, ponieważ czas się kończy. Demokracja nie może funkcjonować, jeśli czas się kończy.
Paradoksalne wnioski, jakie z tego wyciągam, są następujące: aby rozwiązać problemy, z którymi borykamy się dzisiaj, nie powinniśmy ich wyolbrzy-miać, ale raczej starać się je oddramatyzować. Pro-blemy klimatyczne i demograficzne mają egzysten-cjalne znaczenie. Aby jednak poradzić sobie z nimi w demokratyczny sposób, powinniśmy starać się udawać, że nie są one aż tak dramatyczne.
Ktoś może zresztą powiedzieć, że prawdopo-dobnie prognozy demograficzne są błędne. Przecież w latach 60. pojawiły się poważne prognozy nauko-we dotyczące bezpieczeństwa żywnościowego. Było wiele lęku, że będzie zbyt wielu ludzi, a zbyt mało za-sobów gospodarczych. Dlaczego więc dzisiaj mamy martwić się demografią i prognozami demograficz-nymi? Moja odpowiedź brzmi: ponieważ prognozy demograficzne są rzeczywistością, w której żyjemy. Ponieważ politycy, podejmując decyzje, kierują się nie tylko tym, co widzą wokół siebie dzisiaj, ale tak-że prognozami, które są im przekazywane. W dzi-siejszych czasach demografowie odgrywają tę samą rolę, jaką dawniej odgrywali astrologowie w polity-ce. Mają ogromną władzę.●
Pełną wersję wykładu można obejrzeć pod adresem:
https://www.centrumjp2.pl/plik/wyklad-mistrzowski-prof-ivana-krasteva/
9
myśl w centrum |nr 1 (8)
cytaty
Zamykanie szkół i otwieranie domów opieki to bilans współczesnej demografii.
Vaclav Smil
Liczby nie kłamią
10
myśl w centrum |nr 1 (8)
Wywiad
Pominięty wskaźnik
Skoro Polacy chcą mieć dzieci, dlaczego ich nie mają? Z Mateuszem Łakomym, ekspertem ds. demografii, autorem książki „DEMOGRAFIA JEST PRZYSZŁOŚCIĄ”, rozmawia Ignacy Masny.
Ignacy Masny: Mam wrażenie, że w debacie o sytuacji demograficznej w Polsce dominuje wizja, że mała liczba urodzeń wynika z faktu, że Polacy nie chcą mieć dzieci. Tymczasem, jak pokazujesz w swojej książce, gdyby Polacy mieli tyle dzieci, ile deklarują, mielibyśmy zastępowalność pokoleń.
Mateusz Łakomy: To, że Polacy nie chcą mieć dzieci, to często powtarzany mit. Badania CBOS pokazują, że obecnie tylko 10–12 procent młodych Polaków deklaruje, że nie chce mieć dzieci. Mówię o osobach w wieku, w którym tych dzieci można się spodziewać. Demografowie nie traktują tych deklaracji jako jakiegoś probierza spodziewanej liczby dzieci, ponieważ wiadomo, że te intencje się zmieniają i to zmieniają się w obie strony. Są przypadki, gdy ktoś chciał mieć dużo dzieci, ale później z jakichś powodów stwierdził, że jednak chce mieć mniej. I są też znane przypadki osób, które mówią, że nigdy, za żadne skarby nie będą miały dzieci, a po jakimś czasie okazują się szczęśliwymi rodzicami na przykład dwójki. Najczęściej dlatego, że w międzyczasie weszły w bezpieczny, trwały związek.
Teoretycznie, z punktu widzenia czysto biologicznego, do poczęcia mogłoby dojść i bez trwałego związku.
MŁ: Statystycznie rzecz biorąc, dzieci pojawiają się głównie w stałych związkach. Pary, które
chcą mieć dzieci, raczej starają się o nie w związkach, o których mają przekonanie, że są bezpieczne, trwałe, że te dzieci razem będzie można wychowywać. Tę definicję najlepiej spełnia małżeństwo. Więc z perspektywy demografii, jeśli chcemy, żeby rodziło się więcej dzieci, najważniejsze jest stworzenie warunków do budowania związkówtrwałych, w których para myśli o wspólnej przyszłości.
Wygląda na to, że zbudowanie takiego związku staje się coraz poważniejszym wyzwaniem.
MŁ: Najnowsze badania CBOS, potwierdzone przez badania, które w tym roku zrobił Nowy Ład, potwierdzają, że 44 procent osób między 18. a 29. rokiem życia nie jest w żadnym związku. Wydaje się, że to kluczowy dla naszej demografii wskaźnik. Tym bardziej że badania pokazują, że jeżeli zostanie zawarte małżeństwo, to te dzieci się pojawiają. Polskie małżeństwa mają przeciętnie dwójkę dzieci. To jest kluczowy czynnik, bo przecież małżeństwa konfrontują się z takimi samymi problemami, jak wszyscy inni: niestabilnością zatrudnienia, trudnościąpogodzenia pracy z opieką nad dzieckiem, trudnościami z dostępem do mieszkania. Można powiedzieć – oczywiście bardzo upraszczając – że gdybyśmy rozwiązali problem związków, to mielibyśmy dzietność niemal na poziomie zastępowalności pokoleń.
11
myśl w centrum |nr 1 (8)
Wywiad / Pominięty wskaźnik
„
Najlepsze przygotowanie do stworzenia bezpiecznego związku opartego na małżeństwie mają statystycznie osoby wychowywane w rodzinie obojga biologicznych rodziców żyjących we względnie szczęśliwym małżeństwie.
Mateusz Łakomy. Fot. Emil Wittstock
12
myśl w centrum |nr 1 (8)
Tendencja jest jednak odwrotna. Jakie są według ciebie najważniejsze czynniki, które sprawiają, że do związków nie dochodzi?
MŁ: Natura wchodzenia w związki między kobietą a mężczyzną jest taka, że dochodzi z obu stron do oceny atrakcyjności partnera, również pod kątem decyzji o wspólnym wychowywaniu dzieci. Nazywamy to assortative mating. Najważniejszym czynnikiem jest w tym kontekście status społeczno--ekonomiczny w parze. Miejsce w hierarchii społecznej. Istota mechanizmu jest taka, że ludzie wchodzą w związki z osobami o podobnym statusie społeczno-ekonomicznym, ale kobiety częściej wybierają mężczyzn o odrobinę wyższym statusie niż one. W ich perspektywie taki mężczyzna jest bardziej atrakcyjny, ponieważ zapewnia większe poczucie bezpieczeństwa. Statusu społeczno--ekonomicznego nie da się zmierzyć jednym czynnikiem. Ani dochodami, ani – jak to się czasem mierzy w świecie dużych korporacji – liczbą osób, którymi się zarządza. Tych czynników jest bardzo dużo, ale jednym z najważniejszych jest poziom wykształcenia.
Dziś powszechnym wyzwaniem jest tak zwana luka edukacyjna. W Polsce połowa kobiet w wieku 25–34 lata ma wyższe wykształcenie. Wśród mężczyzn jest to zaledwie 30 procent. To powoduje, że potencjał wysokiego statusu społeczno-ekonomicznego mężczyzn jest mniejszy niż kobiet. W mojej ocenie największąbarierą do tworzenia się związków jest ta luka edukacyjna. Na nią nakłada się nierównowaga przestrzenna. W celu poszukiwania wyższego wykształcenia większy odsetek kobiet przeprowadza się do dużych miast,w których sąuczelnie. Mężczyźni są bardziej skłonni do tego, żeby zostać w swoich miejscowościach pochodzenia.
Drugim kluczowym czynnikiem jest trwałość rodziny pochodzenia. Osoby, których rodzice nie stworzyli stałego związku, mają większe trudności z tworzeniem ich we własnym życiu. Najlepsze przygotowanie do stworzenia bezpiecznego związku opartego na małżeństwie mają statystycznie osoby wychowywane w rodzinie obojga biologicznych rodziców żyjących we względnie szczęśliwym małżeństwie.
To nie rokuje dobrze na przyszłość. Piszesz w książce, że w Polsce blisko 25 procent rodzin z dziećmi to rodziny, w których jest tylko jeden rodzic.
MŁ: Ze spisu powszechnego wyszło, że już kilka milionów dzieci jest wychowywanych przez samotnego rodzica. To osoby, które będą miały statystycznie mniejszą zdolność do stworzenia związku. A jak nie stworzą związków, to nie będą miały dzieci.
Spójrzmy teraz na te osoby, którym jednak udało się stworzyć związek. Spróbujmy odwrócić podaną wcześniej statystykę. Skoro 44 procent młodych osób nie jest w związku, to znaczy, że ponad połowa jednak w tym związku jest i – najczęściej – prowadzi życie seksualne. Mimo to do poczęć nie dochodzi, z jednej prostej przyczyny – młodzi ludzie stosują antykoncepcję. Czy demografowie traktują ją jako istotną przyczynę decydującą o sytuacji demograficznej społeczeństwa?
MŁ: Co prawda głośno się o tym nie pisze, ale domyślnie przyjmuje się, że antykoncepcja jest czymś stałym i niezmiennym. Pytanie tylko, kiedy para się zdecyduje, żeby ją ewentualnie odstawić, żeby mogło dojść do poczęcia.
Zacytuję twoją książkę: „Przez większość historii (…) seksualność była nieodłącznie związana z prokreacją. Zmieniło się to zasadniczo w XX w. (...) W XX w. w krajach wysoko rozwiniętych regulacja urodzeń stała się zjawiskiem niemal powszechnym. (...) Regulacja urodzeń odbywa się poprzez zapobieganie poczęciu i przerywanie ciąży”. We Francji między połową lat 60. a połowąlat 70. współczynnik dzietności spadł z 2,9 do 1,9. Stało się tak dlatego, że w tamtej dekadzie antykoncepcja stała się bardziej skuteczna i bardziej dostępna. Stosowanie antykoncepcji w społeczeństwie było kluczowym czynnikiem. Czy teraz jest inaczej?
MŁ: Teraz antykoncepcja jest przyjmowana jako coś, co zwyczajnie jest i będzie. Przy ocenach, czy coś może zwiększyć lub zmniejszyć dzietność, nie bierze się tego pod uwagę. Pamiętajmy, że
Wywiad / Pominięty wskaźnik
13
myśl w centrum |nr 1 (8)
Wywiad / Pominięty wskaźnik
skutkiem
