Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Przyjaciółki Manda i Malin marzą o tym, żeby się zakochać – ale czy w małym miasteczku może się zdarzyć wielka miłość? Pełna emocji, humoru i życiowych obserwacji powieść o marzeniach i pierwszych krokach w dorosłość.
Nieśmiała Manda i przebojowa Malin chodzą do ostatniej klasy podstawówki w sennym fińskim miasteczku. Bardzo chciałyby wreszcie wyrwać się z niego w wielki świat – może do Nowego Jorku? Ale najbardziej tęsknią za prawdziwą miłością – a dookoła są tylko nudni kumple ze szkoły. Kiedy w miejscowej pizzerii zatrudnia się przystojny John, który na dodatek gra w kapeli punkowej, Manda jest przekonana, że to właśnie ten. A Malin nie chce pozostać w tyle. Ale nie wszystko układa się tak, jak sobie wymarzyły, a ich przyjaźń zostaje wystawiona na poważną próbę.
Ellen Strömberg trafnie i z humorem opisuje ten szczególny etap dorastania, kiedy człowiek czuje, że właściwie jest już dorosły, rodzina to dla niego źródło udręki, a eksperymenty z własnym wyglądem, muzyką, alkoholem, związkami i bliskością są na porządku dziennym. A skoro eksperymenty, to również ryzyko. Ale czy można naprawdę dorosnąć, ani trochę nie ryzykując?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 243
Malin przeniosła się tutaj w piątej klasie. Pernilla, nasza ówczesna wychowawczyni, pod koniec czwartej klasy zapowiedziała, że po wakacjach dołączy do nas nowa koleżanka. Już wtedy czułam, że będzie to swego rodzaju punkt zwrotny, coś, co zmieni moje życie. W każdej książce i w każdym filmie, w którym do klasy trafia ktoś nowy, dzieje się coś cudownego, teraz więc pora na mnie.
Do tamtego czasu trzymałam się z Becką i Leilą. Były w porządku, ale zawsze liczyła się przede wszystkim Becka i Leila, a ja tylko trochę. Jeszcze wcześniej, w pierwszej klasie, ja i Oskar mieliśmy klub szpiegowski, ale skończyliśmy z tym z oczywistych powodów. Te oczywiste powody były takie, że Oskar stał się idiotą.
Chociaż kiedyś naprawdę dobrze się bawiliśmy: przesiadywaliśmy zazwyczaj pod ławą w naszej saunie i wypisywaliśmy na kartkach tajne kody, które później podkładaliśmy to tu, to tam. Koło sklepiku albo obok czyjejś skrzynki na listy. Nie do końca wiem, po co. Bo niby co by się miało stać, gdyby ktoś je znalazł? Tak czy inaczej, było to całkiem ekscytujące. Czasem w piątki, gdy idę do sauny, wyobrażam sobie, że siedzę w dawnej siedzibie naszego klubu. Zastanawiam się, czy Oskarowi też zdarza się myśleć o tamtych sekretnych kodach.
Chociaż nie sądzę, żeby on w ogóle o czymkolwiek myślał. Poza snusem i motorowerami.
Przez całe lato między czwartą a piątą klasą wyobrażałam sobie, jak to będzie, kiedy Malin do nas dołączy. Sądziłam, że jakoś tak: Malin wejdzie do sali i okaże się, że mamy identyczne bluzki, torby lub cokolwiek, tak że od razu wszystko będzie jasne. Że nasze spojrzenia się spotkają i uśmiechniemy się do siebie. Potem wyzna mi, że nigdy dotąd nie miała kogoś, kto rozumiałby ją tak dobrze jak ja. I może zawrzemy braterstwo krwi, jak to się czasem robi. Chociaż w zasadzie nie miałam ochoty się ranić, feee.
Nie wiem, dlaczego było to dla mnie aż tak ważne. Nie mogę powiedzieć, żebym nie lubiła swojej klasy, ale czasem miałam wrażenie, że reszta moich kolegów należy do jakiegoś klubu, a ja nie mam do niego dostępu. Tak jakbym została sama w klubie szpiegowskim w saunie.
Na tydzień przed rozpoczęciem roku szkolnego zaczęłam wybierać ubrania. Ostatecznie padło na bluzkę w anioły i nowe ogrodniczki, które kupiłam z mamą. Kiedy Oskar je zobaczył, spytał, czy zostałam majsterkowiczką, po czym głośno się roześmiał. Sam chodził w dresie Adidasa praktycznie na okrągło, przez całą podstawówkę. W każdym razie ma go na sobie chyba na wszystkich zdjęciach klasowych. W dresie można, rzecz jasna, dobrze wyglądać, tylko w jaki sposób wyraża on czyjąś osobowość? Od czasu do czasu można chyba założyć coś innego.
Kiedy Malin weszła do naszej sali, okazało się, że wcale nie jesteśmy podobnie ubrane. Ona miała na sobie sukienkę w paski. Wyglądało to tak, jakby przyszła w koszuli nocnej.
– Zapomniałaś się ubrać i przyszłaś w piżamie? – Oskar znów głośno się zaśmiał.
A więc miałyśmy coś wspólnego – Oskar śmiał się z naszych ubrań. Wtedy Malin jeszcze tego nie wiedziała. Dopiero później jej opowiedziałam.
– Oskarze, proszę o ciszę! – ofuknęła go Pernilla i przedstawiła Malin klasie. – Anna-Malin Bernqvist, prawda?
– Tak, ale wszyscy mówią mi po prostu Malin – powiedziała Malin.
Wyglądała tak, jakby zupełnie się nie denerwowała. Ja chodziłam do szkoły z tymi samymi ludźmi od przedszkola, a mimo to wciąż stresowało mnie wypowiadanie się przed całą klasą. Chociaż później Malin mi wyznała, że też się denerwowała i myślała, że puści pawia.
– Malin, aha, dobrze. Spróbujemy zapamiętać. A gdzie wcześniej chodziłaś do szkoły?
– Do Korsgrundet.
– Do Korsgrundet, aha, dobrze. – Pernilla rozejrzała się po sali. – Tak, mamy teraz nowy układ w ławkach, więc możesz usiąść koło Fredriki.
Fredrika sprawiała wrażenie wystraszonej, jak zawsze. Gdy mówiła, głos jej drżał, jakby miała się rozpłakać. Malin uśmiechnęła się do niej szeroko i tupiąc, poszła na swoje miejsce.
Podczas przerwy wszyscy chcieli rozmawiać z Malin. My, dziewczyny, otoczyłyśmy ją wianuszkiem, Oskar i spółka grali wokół nas w piłkę, tak blisko, żeby nie dało się ich nie zauważyć, a zarazem na tyle daleko, żeby móc udawać niezainteresowanych.
– Ładna sukienka – skomplementowała ją któraś z dziewczyn.
– Nie przejmuj się tym, co gada Oskar, to głupek. Tylko mu się wydaje, że jest fajny.
– Ale wcale taki NIE jest! – zawołała Leila w stronę Oskara.
Oskar kopnął piłkę w naszą grupkę, a Leila i Becka zachichotały.
– Gdzie mieszkacie?
– Kiedy się tu przeprowadziliście?
– Czy to prawda, że nauczyciel wuefu w Korsgrundet wchodzi do szatni dziewczyn?
– Chcesz przyjść na moje urodziny? Będą za miesiąc.
– Jeździsz konno?
Wszystkie dziewczyny chciały ją o coś zapytać, a Malin stała jak księżniczka i spokojnie odpowiadała. Miała na szyi łańcuszek z wisiorkiem, którym się bawiła. A w nim zdjęcie psa.
– Jaki słodki piesek! – zawołała Becka.
Wiedziałam, że Becka i Leila spróbują dorwać Malin w swoje szpony. Nigdy wcześniej nikt nie przeniósł się do naszej klasy i też chciały być wyjątkowe.
– To pies moich dziadków. Mieszkają tu i to dlatego się przeprowadziliśmy – wyjaśniła Malin. – To bichon frisé.
– Też mam takiego – odezwała się Fredrika. Dolna warga jej drżała.
Pomyślałam ze złością o głupim psie myśliwskim taty, który ani trochę nie przypomina bichona frisé. A co, jeśli Malin i Fredrika się zaprzyjaźnią? Nie może przecież tak być. Wprawdzie Fredrika również nie ma zbyt wielu koleżanek, ale przynajmniej jej kuzynka – Lill-Heidi – chodzi do klasy niżej. Lill-Heidi też jest nieco dziwna.
– Ile osób było u was w szkole w Korsgrundet?
– Całkiem sporo. Więcej niż tutaj.
– Nas jest tylko stu trzydziestu – poinformowałam ją rzeczowo.
– Tam było ze dwa razy więcej. Ale byli też ludzie z Älvsidan.
– Musiało być tam lepiej niż tutaj – powiedziałam.
Teraz albo nigdy!
– No może – powiedziała Malin i się uśmiechnęła.
Tak właśnie brzmiały pierwsze słowa, które ze sobą zamieniłyśmy. Przez resztę przerwy Malin rozmawiała z Becką i Leilą. Pozostałe dziewczyny głównie się przysłuchiwały. Było tak przez cały dzień, na wszystkich przerwach.
Ale już następnego dnia tłum wokół Malin się przerzedził, nawet Becka i Leila się nie utrzymały. Zostałam tylko ja.
– Lubisz tańczyć? – spytałam na pierwszej przerwie.
– Tylko na dyskotekach – odparła Malin.
– W poniedziałki chodzę na street dance. Jest całkiem fajnie. To w mieście.
Na następnej przerwie Malin spytała:
– Co tam takiego tańczycie?
– Nic szczególnego, takie zwykłe tańce – odparłam i pokazałam jej kilka ruchów.
Dyskretnie, żeby Oskar nie widział. Malin próbowała dotrzymać mi kroku. Wyszło jej to całkiem nieźle.
– Nie zaczęliśmy jeszcze semestru – powiedziałam. – Zajęcia ruszają dopiero za tydzień.
– Aha – przytaknęła Malin, bawiąc się wisiorkiem z psem.
Szybko więc dodałam:
– Możesz zabrać się ze mną. Jadę rowerem.
– Będziesz jechać sama rowerem do miasta?
– Tak, teraz już chyba mogę. Na ogół mama ze mną jeździ, ale jeśli ty też będziesz, to pewnie będę mogła pojechać tam sama.
– Zapytam! Nigdy nie chodziłam na taniec.
W następny poniedziałek pedałowałyśmy na street dance razem. Pokonywałam tę trasę na rowerze tysiące razy z mamą, więc nie było mi trudno trafić. Poza tym jedzie się właściwie cały czas prosto – jeśli wybierze się łatwiejszą drogę, tak jak my.
Nasz instruktor Frasse powiedział, że Malin może z nami zostać i zobaczyć, czy się jej spodoba, chociaż nie jest zapisana, bo Fatma, koło której zwykle stałam, zrezygnowała. Co za fart.
Malin dobrze tańczyła, może nawet lepiej ode mnie. I miałyśmy identyczne legginsy.
W drodze powrotnej wybrałyśmy drugą, fajniejszą trasę, przez kemping i wiszący most. Pokazałam Malin wszystko, każdą dróżkę, którą da się przejechać tylko rowerem, bo samochód tam nie wjedzie. Kiedy stałyśmy na moście i plułyśmy do wody, Malin spytała:
– Becka buja się w Oskarze, co?
– No proste – odparłam. – Nie czaję, jak ktoś może się w nim bujać, przecież to idiota.
– Może jeśli ktoś jest takim samym idiotą.
Rzuciła to z taką beztroską, jakby nic to nie znaczyło, jakby to był żart. Dla mnie jednak znaczyło to wszystko. Miałam wrażenie, że otworzyły się przede mną drzwi, i pomyślałam, że jeśli teraz nie wejdę, to potem mogą zatrzasnąć się na wieki. Wzięłam głęboki wdech i powiedziałam Malin wszystko o klubie szpiegowskim, o Becce, Leili oraz o tym, że reszta to idioci, którzy nie czają, że jedynie taniec ma jakiś sens.
Malin czaiła.
Do domu wróciłyśmy późno, dopiero gdy zrobiło się ciemno i zimno. Mama dzwoniła kilka razy, a kiedy weszłam, powiedziała, że po raz pierwszy i ostatni pojechałyśmy gdzieś same, skoro tak się zachowujemy.
Dalszy ciąg tekstu w pełnej wersji książki.
Tytuł oryginału: Vi ska ju bara cykla förbi
© Copyright for the text by Ellen Strömberg 2022
© Copyright for the Polish translation by Agata Teperek, 2025
Published originally in Swedish by SCHILDTS & SÖDERSTRÖMS.
Published by agreement with Helsinki Literary Agency and Book/Lab Literary Agency.
Książka wydana dzięki wsparciu finansowemu Finnish Literature Exchange.
ISBN 978-83-8150-778-3
Wydanie I
wydawnictwodwiesiostry.pl
redakcja: Dominika Cieśla-Szymańska
korekta: Magdalena Matyja-Pietrzyk
projekt okładki: Zosia Frankowska
skład: Piotr Bałdyga
opracowanie wersji elektronicznej:
Ta książka jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy o przestrzeganie praw, jakie im przysługują.
Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym.
Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty. Szanujmy cudzą własność i prawo!
Polska Izba Książki
Wydawnictwo Dwie Siostry sp. z o.o.
ul. Stefana Jaracza 2
00-378 Warszawa
Biblioteki, szkoły, przedszkola, księgarnie i inne instytucje zainteresowane ofertą specjalną zachęcamy do kontaktu z działem handlowym ([email protected], +48 577 888 278).
[1] Snus – popularna w Finlandii i Szwecji używka z tytoniu. Przypomina tabakę, ale stosuje się ją doustnie. Sprzedawana w okrągłych puszkach (przyp. tłum.).
