Mściciel - Krzysztof Jóźwik - ebook + audiobook

Mściciel ebook

Krzysztof Jóźwik

0,0
34,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Sprawiedliwość bywa ślepa. Mściciel widzi wszystko.

W Warszawie dochodzi do serii egzekucji. Giną mężczyźni, którzy za zamkniętymi drzwiami krzywdzili swoje rodziny. Choć stołeczny wydział śledczy woli traktować te sprawy jako osobne incydenty, komisarz Paweł Markowski dostrzega w nich przerażająco precyzyjny schemat. Jest przekonany, że na ulicach działa płatny Mściciel, wymierzający prywatne wyroki.

Odrzucony przez przełożonych i ignorowany przez kolegów z komendy, Markowski zostaje sam na placu boju. By dopaść zabójcę, musi złamać policyjny regulamin, zignorować polecenia szefa i stawić czoła własnym demonom. Zegar tyka, a granica między policyjnym instynktem a niebezpieczną obsesją zaczyna się zacierać.

Pierwsza część serii z komisarzem Pawłem Markowskim.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 362

Rok wydania: 2026

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copyright © 2026 KRZYSZTOF JÓŹWIK

All rights reserved / Wszelkie prawa zastrzeżone

Copyright © 2026 WYDAWNICTWO INITIUM

Wszelkie prawa zastrzeżone

Redakcja: MARTYNA TONDERA-ŁEPKOWSKA

Korekta: KATARZYNA KUSOJĆ

Projekt okładki, projekt typograficzny, skład i łamanie: PATRYK LUBAS

Współpraca organizacyjna: ANITA BRYLEWSKA

Fotografia wykorzystana na okładce: ARCANGEL, SHUTTERSTOCK

Lektor audiobooka: TOMASZ URBAŃSKI

WYDANIE I

ISBN 978-83-68607-32-1

Wydawnictwo INITIUM

www.initium.pl

e-mail: [email protected]

facebook.com/wydawnictwo.initium

PROLOG

Mężczyzna umierał dość długo.

Cicho jęczał, bo wołać już nie był w stanie.

Męczył się.

Cierpiał.

Na drewnianą podłogę kapała krew i nic nie mógł z tym zrobić. Zaskoczono go, obezwładniono i unieruchomiono, a potem poddano torturom. Wygryziono mu kawałek ciała i pozostawiono z krwawiącą raną, a on nie miał pojęcia, jak do tego wszystkiego doszło. Gdyby nie pił tego wieczoru, to może miałby szansę w porę się obronić, ale wlał w siebie niemal całą butelkę wódki. Nawet dzieciak dałby sobie z nim radę.

Jego zamroczony bólem i alkoholem umysł pracował na zwolnionych obrotach. Mimo to i tak doskonale wiedział, za co został ukarany i dlaczego właśnie umiera. Nie mógł się z tym pogodzić, ale przynajmniej rozumiał.

Odurzony wódką i słabnący z każdą minutą, nie miał już siły zawołać o pomoc. I tak nikt by go nie usłyszał. Nie o tej porze roku, tej godzinie, w tym odludnym miejscu.

Kap, kap, kap.

Słyszał, jak krew powoli opuszcza jego ciało.

Kap, kap, kap.

Jednak kapiąca krew to nie jedyne dźwięki, które przerywały ciszę październikowej nocy. Jego uszu dobiegało również skrzypienie starej, solidnej szafy, do której przybito mu ręce i nogi. Potężne gwoździe wystrzelone z budowlanego pistoletu nie dawały szansy na uwolnienie. Przebite w kilkunastu miejscach ciało zawisło na dębowych deskach.

Kapiąca krew, skrzypienie drewna, jego własne jęki i charkot nie były jednak w stanie zagłuszyć najgorszego – mlaszczących odgłosów, jakie wydawały kawałki ciała odrywane od reszty. To on był resztą. Kilka dorodnych szczurów przywarło do miękkiego, ciepłego i pulchnego dania, nie zamierzając poprzestać na kilku kęsach.

Szczury musiały się nasycić.

Nie jadły przecież ponad tydzień.

To była ich noc.

To była ich uczta.

* * *

– Błagam… To boli… Mam już dość…

– Zamknij się! – Mężczyzna mocniej zacisnął dłonie na szyi gwałconej blondynki, sprawiając, że jej zapłakane oczy niemalże wyszły z orbit. Teraz już nie była w stanie nic powiedzieć, choć jej prośby i tak nie zostałyby wysłuchane. Nigdy nie odnosiły skutku, wręcz zachęcały napastnika do większej agresji. Ona była drobna i krucha, a mężczyzna dobrze zbudowany i silny. Jego penis wbijał się z zajadłością w ciało kobiety, za nic mając cierpienie i ból, jakie jej zadawał.

Duszona, poddana władzy silniejszego i bardzo brutalnego człowieka, mogła się tylko modlić o to, by jak najszybciej skończył i dał jej spokój. Przynajmniej na resztę nocy, przynajmniej na tych kilka godzin, żeby mogła wypłakać się do woli i choć trochę odpocząć.

Raz, dwa, trzy…

Wreszcie skończył z głośnym rykiem, rozluźnił uchwyt, oklapł i upadł na łóżko, dysząc ciężko. Na dwumetrowej szerokości materaca było sporo miejsca, by gwałciciel rozwalił się jak książę. Jak pan i władca.

Kobieta natychmiast skorzystała z okazji i odsunęła się jak najdalej od niego. Zwinęła się w kulkę, dziękując w duchu losowi za to, że udało się jej odzyskać oddech. Za każdym razem robił to coraz bardziej brutalnie, a jej coraz trudniej było utrzymać przytomność. Mało brakowało, żeby zemdlała. Pewnego dnia przekroczy cienką granicę i po prostu ją udusi.

Kwiliła cicho.

Przeszywający ból sponiewieranego ciała rozsadzał jej mózg.

Nagle poczuła dotyk. Drgnęła przestraszona, że to nie koniec, ale on tylko pogładził ją po plecach i pośladkach.

– No już… – mruknął cicho. – Kochanie… Już po wszystkim…

Nie odpowiedziała. Płakała bezgłośnie, bojąc się, by on nie zezłościł się widokiem jej łez.

– Posmaruj się tam jakimś kremem czy coś… – zamruczał pod nosem. – Wiesz, że to lubię… Żona nie powinna odmawiać mężowi i sprawiać mu przykrości, prawda?

Nie odezwała się. Oddychała ciężko, walcząc z bólem i poczuciem wstydu.

– Wiesz, że to byłby grzech, prawda? – ponowił pytanie.

Wciąż nie mogła wykrztusić słowa.

Niedobrze.

– Prawda?! – powtórzył niebezpiecznie głośno, a w jego tonie zadźwięczała groźba.

– Prawda… – jęknęła bezsilnie. – Przecież nie odmawiam…

– No! – rzucił władczym tonem, po czym z całej siły uderzył otwartą dłonią w jej nagi pośladek.

Stłumiła krzyk, zagryzając zębami zmiętą kołdrę.

Wstał i poszedł do łazienki.

Czerwony ślad wielkiej męskiej dłoni na drobnym pośladku filigranowej kobiety było widać jeszcze bardzo długo. Nawet wtedy, gdy zapadła w niespokojny, zły sen.