Momenty przejścia. Rozmowy o zmianie zawodowej - Anna Firlej - ebook

Momenty przejścia. Rozmowy o zmianie zawodowej ebook

Anna Firlej

0,0

Opis

Co się dzieje z człowiekiem, kiedy przestaje pasować do pracy, roli albo ścieżki, którą kiedyś wybrał? Jak rozpoznać moment, w którym coś już nie karmi? I co zrobić, kiedy stary zawodowy kostium robi się za ciasny, a nowy jeszcze nie wisi gotowy w szafie?

„Momenty przejścia" to reportaż o pięciu kobietach, które w różnych momentach życia odważyły się na zawodowy zwrot. Psychoterapeutka, która po latach w korporacji wróciła do siebie. Seryjna przedsiębiorczyni, która zamieniła stabilność wielkiej firmy na wolność bez siatki bezpieczeństwa. Prezeska fintechu, która zmieniała kierunek bez kryzysu i dramatu. Country managerka, która uczyła się ufać życiu krok po kroku. I kobieta, która przez dekady wyprzedzała rynek gustem - aż rynek przestał to doceniać.

Anna Firlej - strategiczna liderka, certyfikowana coachka i mediatorka, od lat związana z biznesem i branżą technologiczną - rozmawia z nimi bez pouczania, gotowych recept i lukru. Jest tu bezsenność, wstyd i ciało, które często wie wcześniej niż rozum. I jest cena, którą płaci się nawet za zmianę dobrą, chcianą i wybraną.

To nie jest książka o tym, że zmiana jest lekka, piękna i opłacalna od pierwszego miesiąca. Jest o tym, co dzieje się naprawdę, kiedy stara tożsamość przestaje działać, a nowa dopiero się rodzi — i o tym, że zmiana zzawodowa.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
lub macOS

Liczba stron: 72

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Momenty przejścia

© Anna Firlej, 2026Wszelkie prawa zastrzeżone.

Warszawa, 2026

Wydawnictwo Firlej, Anna FirlejISBN 978-83-964107-1-9

Momenty przejścia · Anna Firlej

Zmiana zaczyna się wtedy, kiedy my zaczynamy wybierać siebie — nie w romantycznym sensie, ale bardzo praktycznie.ze wstępu

To nie jest książka o tym, że zmiana jest zawsze lekka, piękna i opłacalna od pierwszego miesiąca. Jest o tym, co dzieje się naprawdę, kiedy stara tożsamość przestaje działać, a nowa dopiero się rodzi.

Momenty przejścia

Spis treści

Kilka słów, czyli dlaczego napisałam tę książkęZamiast wstępu01Nowy zawód, te same mechanizmyO powrocie do korzeni, wypaleniu i zmianie, która nie usuwa nas samychRozmowa pierwsza · Monika, 38 lat02Dom jest tam, gdzie ja jestemO wolności, bezpieczeństwie i zmianie, która uczy budować własną ramęRozmowa druga · Agata, 36 lat03Zanim pojawi się pełny obrazekO zmianie, która nie musi zaczynać się od kryzysuRozmowa trzecia · Emilia, 38 lat04Krok po kroku, nie wszystko narazO podróży, zaufaniu i życiu, z którym nie trzeba się cały czas szarpaćRozmowa czwarta · Sara, 34 lata05Ile jeszcze muszę z siebie dać?O jakości, rynku i momencie, w którym świat nie rozpoznaje już wartości tak, jak kiedyśRozmowa piąta · Gosia, 60 latZakończenieNa koniecO autorce

Zamiast wstępu

Kilka słów, czyli dlaczego napisałam tę książkę

Siedziałam w kawiarni i byłam zła.

Trzy miesiące wcześniej rozstałam się z ostatnią spółką. Nie zapłacili mi za ostatni miesiąc pracy i bonus za poprzedni rok. Prawie 200 000 zł. Od kilku miesięcy przerzucaliśmy się pismami, aż w końcu złożyłam pozew o Europejski Nakaz Zapłaty.

Przez 17 lat pracowałam w branży technologicznej. Duże spółki, międzynarodowe środowisko, szybki wzrost, fundusze inwestycyjne, wyniki odmieniane przez wszystkie przypadki. Świat, w którym trzeba dowozić, rosnąć, skalować, optymalizować, poprawiać konwersję, przyspieszać.

Ostatnia spółka wyprała mnie do kości. Niemiecka firma, podróże co tydzień, sześć i pół godziny w jedną stronę, sześć i pół godziny z powrotem. Miałam wrażenie, że więcej czasu spędzam w samolotach niż przez poprzednie pięć lat razem wzięte. Spółka była w transformacji, wszystko było pilne, wszystko było ważne, a ja coraz częściej płakałam co drugi dzień – ze zmęczenia, z napięcia, z własnych wątpliwości i z tego cichego głosu, który powtarzał: ja chyba już tak dalej nie umiem. I chyba już nie chcę.

Zarabiałam dobrze. To było wtedy dla mnie ważne, bo chwilę wcześniej skończyłam dom i finansowo leciałam na oparach. Odbudowałam więc finanse, ale dojechałam psychikę. W pewnym momencie dostałam propozycję, żeby przenieść się na stałe do niemieckiego miasta, które w mojej głowie miało energię Bydgoszczy albo Radomia. I wtedy poczułam bardzo mocne: nie.

Mieliśmy się rozstać bez żalu. Uzgodniliśmy dwa miesiące płatnego okresu wypowiedzenia. Odetchnęłam. Przez chwilę wydawało mi się, że to będzie spokojne domknięcie. Nie było. W ostatnim miesiącu firma próbowała przypisać mi odpowiedzialność za niewypowiedzenie umowy z zewnętrznym dostawcą i na tej podstawie odmówiła zapłaty ostatniej faktury. Byłam w szoku. Przecież sama byłam dla nich podwykonawcą. W umowie miałam zapis, że nie mogę reprezentować spółki wobec podmiotów trzecich. Jak można było nagle uznać, że odpowiadam za coś, do czego formalnie nie miałam uprawnień?

Pamiętam mieszaninę złości, żalu i niedowierzania. I jeszcze jedno uczucie, cichsze, ale dużo ważniejsze: ja już tak nie chcę.

Nie chcę tego pędu. Nie chcę ciśnienia. Nie chcę płakać co drugi dzień. Nie chcę osiągać kosztem siebie. Nie chcę życia, w którym dobrze wyglądam na LinkedInie, ale w środku jestem coraz bardziej pusta.

Chciałam żyć bardziej w zgodzie ze sobą. Tylko szczerze mówiąc, nie miałam pojęcia, co to właściwie znaczy. Wiedziałam jedynie, że mam poważny kryzys dotychczasowej tożsamości zawodowej. Przez lata byłam osobą od wzrostu, strategii, produktu, ekspansji, zarządzania. Miałam tytuły, doświadczenie, pieniądze, zewnętrzną personę. A nagle zaczęłam prowadzić zajęcia ruchowe, uczyć jogi i sprawdzać, czy w ogóle da się z tego zbudować nowe życie. Najtrudniejszy okazał się nie sam moment odejścia. Najtrudniejszy był stan pomiędzy. Stara tożsamość już mnie nie karmiła, ale nowa jeszcze nie dawała stabilności. W starej byłam „kimś”: C-level w spółkach technologicznych, 17 lat doświadczenia, duże projekty, dobre pieniądze. W nowej dopiero zaczynałam. I wtedy w głowie pojawiał się głos: „Hej, dziewczyno, masz 39 lat. Pracowałaś tyle lat w technologii. I co teraz? Uczysz jogi? Zostaniesz mediatorem czy coachem. Zmieniasz status, pieniądze i pozycję na coś niepewnego i mniej prestiżowego? Czy Ciebie pokręciło?”

Ten głos potrafi być okrutny.

Zmiana zawodowa bywa romantyzowana. Mówimy o odwadze, wolności, pasji, życiu w zgodzie ze sobą.

Dużo rzadziej mówimy o frustracji, lęku, utracie statusu, spadku przychodów, niepewności i o tym dziwnym momencie, kiedy jeszcze nie wiesz, kim się stajesz.

A to właśnie ten moment bywa najtrudniejszy. Bo możesz już wiedzieć, że nie chcesz wracać do starego świata, ale nowy świat jeszcze nie działa. Albo, że chcesz przebudować stary świat, tak, żeby dawał Ci więcej przestrzeni. Możesz czuć w ciele, że dotychczasowy sposób pracy Cię niszczy, ale jednocześnie bać się, z czego będziesz żyć. Możesz chcieć robić coś z serca, a potem usłyszeć od rynku: „zróbmy pilotaż za darmo”. Możesz mieć świetne doświadczenie, a jednocześnie odkryć, że ludzie zamykają Cię w pudełku: byłaś w management, to zostań w management. A jeśli chcesz używać innych umiejętności, przygotuj się na duży dyskont.

To jest lekcja pokory. Czasem bardzo bolesna. Dla mnie zmiana okazała się nie tylko zmianą pracy.

Była zderzeniem z własnym ego, lękiem przed odrzuceniem, potrzebą stabilności, niecierpliwością, prokrastynacją, ciałem, które mówi „dość”, i psychiką, która pyta: „a co, jeśli nie jesteś tak dobra, jak myślałaś?”. Zaczęłam widzieć, jak szybko się zniechęcam, kiedy nie widzę efektu. Jak bardzo chcę być przedsiębiorcza, a jednocześnie potrzebuję przewidywalności. Jak trudno mi wytrzymać zawieszenie. Jak łatwo wchodzę w tryb „nic nie ma sensu”, kiedy rzeczy nie przychodzą od razu. Jak bardzo czekam czasem, aż coś przyjdzie z zewnątrz i mnie uratuje: oferta, projekt, klient, ktoś na białym koniu, kto powie: „chodź do nas, widzimy Twoją wartość”.

Tylko że zmiana nie polega na tym, że ktoś w końcu nas wybiera.

Coraz bardziej wierzę, że zmiana zaczyna się wtedy, kiedy my zaczynamy wybierać siebie — nie w romantycznym sensie, ale bardzo praktycznie. W tym, jak zarabiamy. Jak dbamy o ciało. Jak ustawiamy granice. Jak reagujemy na odmowy. Jak budujemy nową tożsamość, zanim jeszcze świat zdąży ją uznać.

Ta książka powstała z mojego własnego momentu pomiędzy.

Z miejsca, w którym jeszcze nie miałam wszystkich odpowiedzi, ale już wiedziałam, że nie jestem pierwszą kobietą, która przechodzi przez taki proces. Że są inne osoby, które w pewnym momencie uznały: czas na zmianę. Czas przestać żyć wyłącznie pod tytuł, pensję, cudze oczekiwania albo starą wersję siebie.

W tej książce znajdziesz historie kobiet, które odważyły się wejść w zmianę — czasem z potrzeby sensu, czasem z wypalenia, czasem z ciała, które mówiło „nie mogę tak dalej”, czasem dlatego, że świat wokół nich się zmienił.

Nie będzie to książka o tym, że zmiana jest zawsze lekka, piękna i opłacalna od pierwszego miesiąca.

Będzie o tym, co dzieje się naprawdę, kiedy stara tożsamość przestaje działać, a nowa dopiero się rodzi.

Rozmowa pierwsza

01

Nowy zawód, te same mechanizmy

O powrocie do korzeni, wypaleniu i zmianie, która nie usuwa nas samych

Bohaterka rozmowyMonika, 38 lat

Są zmiany, które z zewnątrz wyglądają jak gwałtowny zwrot, ale od środka są raczej powrotem do czegoś, co było w nas od dawna.

Tak było u Moniki. Monika ma 38 lat i jest psychoterapeutką Gestalt. Pracuje z młodzieżą i młodymi dorosłymi. Kiedy poznałam jej historię, była jedną z pierwszych osób, które zainspirowały mnie do zajęcia się tematem zmiany zawodowej głębiej. Na moich urodzinach opowiedziała mi o tym, jak po latach pracy w marketingu, CRM-ie i międzynarodowych korporacjach wróciła do psychologii.

Używam słowa „wróciła” celowo. Bo Monika nie zaczęła od zera. Z wykształcenia była psycholożką. Psychologia była w niej od początku, ale przez wiele lat zawodowo szła inną drogą. Najpierw agencje PR-owe, potem korporacje, branża medialna, digital marketing, project management, CRM. To była ścieżka, która przez długi czas miała sens. Była stabilna. Prestiżowa. Dawała możliwość rozwoju, podróży służbowych, pracy z ciekawymi ludźmi i poczucie, że idzie się w górę. To ważne, bo często opowiadamy historie zmiany tak, jakby stare życie było wyłącznie złe, a nowe wyłącznie prawdziwe.

A to rzadko jest takie proste. Stare życie Moniki przez lata naprawdę ją karmiło. Dawało jej cel. Strukturę. Poczucie, że zdobywa kolejne poziomy. Międzynarodowe środowisko pasowało do jej ciekawości świata, a podróże były zgodne z jedną z jej pasji. Ludzie, z którymi pracowała, byli inspirujący. W tej historii nie ma prostego podziału na „złą korporację” i „dobrą psychoterapię”. Jest raczej pytanie, które z czasem zaczyna coraz mocniej przebijać się przez dobrze znaną strukturę: czy to, jak żyję, nadal jest moje?

Kiedy ciało mówi „dość”