Miłość w Ustroniach - Małgorzata Kasprzyk - ebook

Miłość w Ustroniach ebook

Kasprzyk Małgorzata

2,7

Opis

Wydanie specjalne z okazji Walentynek. Sześć historii miłosnych z sekretami w tle i sześć tajemniczych miejsc, w których spotykają się zakochani. Nie zawsze wszystko jest takie, jak się wydaje i nie zawsze naprawdę ma miejsce romans - niekiedy pozory mylą!

 

Intrygujące miejsca akcji, intensywni bohaterowie i ona - miłość - odmieniana przez przypadki, nadająca barw życiu owych postaci. Ale w historiach opowiedzianych przez Małgorzatę Kasprzyk, miłość wcale nie jest ckliwa jak w tanich romansach. Ta miłość potrafi zrobić krzywdę poprzez fałszywe oskarżenia, żyje w przeszłości starego domu, bywa sumą pewnych przypadków, czy po prostu rodzi się nieświadomie ukryta głęboko w sercu. Miłość w tych opowieściach jest piękna i tajemnicza, delikatna i niezwykle subtelna. Odkryjcie jej przesłanie i cudowną wrażliwość. Szczerze polecam! - Agnieszka Krizel - Recenzje Agi

 

Zbiór sześciu opowiadań, w których miłość przeplata się z tajemnicami oraz dużą dawką śmiechu. Chwile wzruszeń i dobra zabawa gwarantowana. - Irena Bujak - Zapatrzona w książki

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 100

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
2,7 (6 ocen)
0
1
2
3
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.

Popularność




Małgorzata Kasprzyk

Miłość w Ustroniach

© Copyright by Małgorzata Kasprzyk & e-bookowo

Ilustracja na okładce: pixaby.com

ISBN: 978-83-7859-812-1

Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo

www.e-bookowo.pl

Kontakt: [email protected]

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości

bez zgody wydawcy zabronione

Wydanie I 2019

Konwersja

PATRONI

Literacki świat Cyrysi

Nietypowe recenzje

Zapatrzona w książki

Alexa Lavenda Blog

ZAJAZD POD DĘBAMI

Kiedy polska jesień zmieniła się ze złotej w szarą i ponurą, Sara po raz pierwszy zauważyła, że coś jest nie tak. Przyszła wtedy do pracy spóźniona, ponieważ zaspała. Nie było to spowodowane lekceważącym stosunkiem do obowiązków służbowych, lecz osłabieniem po przeziębieniu, które dopadło ją w ostatnich dniach października. Przez kilka dni walczyła z bólem gardła, katarem i gorączką, dlatego czuła się kompletnie pozbawiona sił. Jednak zwolnienie lekarskie już się skończyło, więc w poniedziałkowy poranek pojawiła się w biurze.

Gdy weszła do pokoju, jej rozgadane koleżanki nagle umilkły i udały, że są całkowicie zaabsorbowane pracą. W pierwszej chwili uznała to za dziwne – spodziewała się raczej, że zasypią ją aktualnymi biurowymi plotkami, dotyczącymi zdarzeń, które miały miejsce podczas jej nieobecności. Jednak żadna nie powiedziała do niej ani słowa, poza zdawkowym „dzień dobry”.

Sara usiadła zatem przy biurku i zajęła się nadrabianiem zaległości spowodowanych swoją chorobą. Było ich na tyle dużo, że wkrótce przestała myśleć o dziwnym powitaniu koleżanek. Może nawet zapomniałaby o nim na dobre, gdyby nie to, że w biurze spotykały ją jeszcze inne sytuacje, które nigdy wcześniej nie miały miejsca. Przechodząca korytarzem główna księgowa obrzuciła ją podejrzliwym spojrzeniem, naczelnik wydziału komunikacji uśmiechnął się złośliwie na jej widok, a ponadto usłyszała dziwną rozmowę w pokoju socjalnym, kiedy poszła zrobić sobie herbatę.

– Pojęcia nie mam, co on w niej zobaczył. Brzydka nie jest, ale nadzwyczajnie ładna też nie.

– Tak, to rzeczywiście zdumiewające. Jakby nie mógł sobie poszukać ciekawszej dziewczyny.

– Może po prostu jest łatwa. Wiesz, niektórzy mężczyźni nie marnują okazji, które same pchają im się w ręce.

Kiedy weszła, rozmawiające kobiety nie tylko umilkły, ale nawet wydawały się przestraszone tym, że podsłuchała kawałek ich rozmowy. Chwyciły swoje kubki z kawą i ulotniły się z pokoju w tempie ekspresowym. Sara zrobiła zatem herbatę, zastanawiając się, co je tak spłoszyło. Nie miała przecież reputacji donosicielki...

Po tygodniu nabrała jednak pewności, że coś jest na rzeczy. Koleżanki, które dawniej lubiły z nią rozmawiać o tym, co dzieje się w urzędzie, teraz nabierały na jej widok wody w usta, osoby z innych działów coraz częściej obdarzały ją podejrzliwymi spojrzeniami, natomiast pani naczelnik była dla niej nadspodziewanie miła. Wcześniej traktowała ją z góry, tak jak wszystkich szeregowych pracowników, którzy nie mieli nic do powiedzenia i musieli słuchać jej poleceń, zaś obecnie zachowywała się wręcz przyjaźnie. To utwierdziło Sarę w przekonaniu, że nie zrobiła nic złego, ale jednocześnie dało jej do myślenia. Naczelnik Jastrzębska była bowiem znana z tego, że jest miła tylko dla tych, którzy mogą więcej lub stoją wyżej w hierarchii służbowej. Jakie miała podstawy, aby ją zaliczyć do tego grona...?

W piątek Sara doszła do wniosku, że nie zniesie dłużej tej sytuacji i zaciągnęła do bufetu Jolę, swoją koleżankę z referatu.

– Wytłumacz mi, co się dzieje – poprosiła. – Odkąd wróciłam ze zwolnienia lekarskiego, wszyscy jakoś dziwnie na mnie patrzą, uśmiechają się po kątach, przerywają rozmowy, gdy wchodzę do pokoju... Stało się coś, o czym nie wiem?

Jola uśmiechnęła się lekko.

– Po prostu wasz sekret wyszedł na jaw – powiedziała teatralnym szeptem.

– Czyj sekret?

– No twój i prezydenta.

Sara w pierwszej chwili w ogóle nie zrozumiała tej odpowiedzi.

– O czym ty mówisz?

– Daj spokój, już nie musisz udawać – odpowiedziała Jola. – Wszyscy wiedzą, że się spotykacie. Podobno ktoś was razem widział...

– To niemożliwe.

Jola pokręciła głową z powątpiewaniem.

– Myślałam, że chcesz ze mną pogadać jak z przyjaciółką i o wszystkim mi opowiedzieć – przyznała.

– Chcę z tobą pogadać jak z przyjaciółką i dlatego mówię ci prawdę. Nic mnie nie łączy z prezydentem. W zasadzie znam go tylko z widzenia, tak jak ty.

Niestety nie zdołała o tym przekonać Joli, która najwyraźniej uważała, że została przez nią wprowadzona w błąd, w celu zapobieżenia plotkom. Posiedziała jeszcze chwilę, a potem wyszła, usprawiedliwiając się pilną robotą. Sara nawet nie miała jej tego za złe, ponieważ musiała trochę odetchnąć po usłyszeniu tej idiotycznej wiadomości.

Prezydentem ich miasta był przystojny, atrakcyjny trzydziestolatek – jeden z najmłodszych na tym stanowisku w Polsce. Jako kawaler uchodził za świetną partię i był marzeniem prawie wszystkich wolnych kobiet w stosownym wieku. Nic zatem dziwnego, że ludzi zainteresowały plotki o jego życiu prywatnym. Dlaczego jednak uznali, że prezydent spotyka się właśnie z nią? Przecież nikt nie mógł ich razem zobaczyć!

Byłaby skłonna to zrozumieć, gdyby łączyły ich sprawy służbowe. Ostatecznie każdy mężczyzna na stanowisku mógłby przypadkiem zwrócić uwagę na swoją sekretarkę lub asystentkę, zwłaszcza jeśli byłaby ładną dziewczyną. Codzienne spotkania na pewno zrobiłyby swoje. Natomiast ona była tylko zwykłą pracownicą urzędu miasta, spędzającą czas w małym pokoju, usytuowanym trzy piętra niżej niż gabinet prezydenta. Nigdy nawet nie zamieniła z nim słowa, jeśli nie liczyć zdawkowego powitania, które miało miejsce kiedyś podczas mijania się na korytarzu. Zresztą odniosła wówczas wrażenie, że on w ogóle na nią nie patrzył...

Kiedy nieco ochłonęła, doszła do wniosku, że musi po prostu zaczekać, aż sprawa ucichnie. Próbowała przecież zaprzeczyć plotkom w rozmowie z Jolą, ale ta jej nie uwierzyła. Nie ma sensu zatem podejmować dalszych prób, bo inni też jej nie uwierzą. Lepiej dać sobie spokój – z czasem ta sensacyjna wiadomość przestanie ich interesować albo przekonają się sami, że zaszła pomyłka. Wtedy będzie mogła wreszcie odetchnąć z ulgą.

Wracając do pokoju pomyślała jeszcze, że gdyby ta historia nie dotyczyła jej osobiście, uznałaby ją nawet za zabawną. W końcu istnieją chyba jakieś granice absurdu?

***

Trzy dni później Sara przekonała się jednak, że nie może tej sprawy po prostu przeczekać. Kiedy jej matka wróciła wieczorem z pracy, obrzuciła ją dziwnym spojrzeniem, ale nie powiedziała ani słowa. Odczekała, aż mąż i syn pójdą oglądać mecz, po czym poprosiła Sarę, aby pomogła jej sprzątać po kolacji. Dopiero gdy zostały same, zapytała:

– Czy w tych plotkach o tobie i o naszym prezydencie jest choć ziarno prawdy?

– Oczywiście, że nie – odparła stanowczo.

– Tak myślałam...

Sara odetchnęła z ulgą, widząc, że przynajmniej ona nie uwierzyła. Niemniej jednak jej zaniepokojenie wzrosło. Skoro plotki dotarły do matki pracującej w aptece, to znaczy, że wyszły już poza urząd i teraz kursują po mieście. Niedługo dotrą pewnie do wszystkich jej znajomych...

Na myśl o tym poczuła nagły strach. Co teraz będzie? Wszyscy zaczną ją obrzucać podejrzliwymi spojrzeniami?

– Jak się dowiedziałaś? – zapytała cicho.

– Od klientki – wyjaśniła matka. – Usłyszała o tym od swojej znajomej.

– A ta znajoma powiedziała jej, że ktoś nas razem widział?

– Dokładnie.

– Nie przejmuj się, to bzdura.

– Wiem, ale ta bzdura może dotrzeć do Bartka. Wtedy pomyśli, że go zdradzasz...

Sara opadła bezwładnie na taboret. Rzeczywiście, taki rozwój sytuacji był prawdopodobny, ponieważ matka jej chłopaka wprost uwielbiała plotki...

– To co ja mam robić? – zapytała bezradnie.

– Może powinnaś uprzedzić wypadki i sama mu o tym powiedzieć? – zasugerowała matka.

– Po co?

– Chyba chcesz go przekonać, że to nieprawda?

– Jasne, że chcę!

– W takim razie nie widzę innego sposobu. Gdy usłyszy o tym od ciebie, będzie wiedział, że zaszło nieporozumienie. Przecież niewierna dziewczyna nie informuje swojego chłopaka o romansie z innym.

– No tak...

Chociaż Sara przyznała matce rację, ociągała się z wprowadzeniem w życie jej sugestii. Bała się powiedzieć Bartkowi o tych plotkach. Nie wiedziała, co zrobi, jeśli on będzie miał wątpliwości albo, co gorsza, mimo wszystko w nie uwierzy. Może jednak lepiej zostawić sprawy swojemu biegowi? Może do Bartka nie dotrą informacje na jej temat i nie będzie miała problemu?

W podjęciu decyzji niechcący pomogła jej Magda – sąsiadka i zarazem koleżanka z domu naprzeciwko. Wpadła do niej pewnego wieczoru z wypiekami na policzkach i od razu poprosiła:

– Saro, opowiedz coś więcej!

– O czym? – zapytała chłodno.

– O tej historii z prezydentem. Jak go poderwałaś?

– Nie podrywałam go – zaprzeczyła oburzona.

– To znaczy, że on cię poderwał? Tak myślałam. Nie da się zaprzeczyć, że wygląda na faceta z inicjatywą. A jaki jest w łóżku?

Sara poczuła, że ogarnia ją gniew.

– Nie wiem, jaki jest w łóżku. Nie wiem nawet, jak całuje, bo nigdy nic między nami nie było!

Magda wyglądała na zdziwioną.

– Jak to? – zapytała. – Ludzie mówią...

– Ludzie plotkują.

– Tak...? Czyli to nieprawda?

– Nieprawda!

Sara dałaby sobie rękę uciąć, że rozczarowała koleżankę tą odpowiedzią. Magda była wyraźnie zawiedziona brakiem informacji na temat łóżkowych upodobań włodarza miasta. Liczyła na pikantne szczegóły, a tu klops...

– Znajoma mojej mamy była u nas dzisiaj i napomknęła, że ktoś was widział w Zajeździe pod Dębami – powiedziała. – Podobno jedliście razem śniadanie i czule patrzyliście sobie w oczy.

– Co takiego...?

– Dlatego byłam pewna, że łączy was coś poważnego – dodała tytułem usprawiedliwienia. – Jeśli dwoje ludzi je razem śniadanie w hotelu, to znaczy...

– Możesz jeszcze raz powtórzyć nazwę?

– Jaką nazwę?

– Tego miejsca, w którym rzekomo nas widziano.

– Zajazd pod Dębami.

– Dzięki!

Teraz już Sara była pewna, że musi porozmawiać z Bartkiem. Skoro znalazła punkt zaczepienia, nie odpuści, dopóki nie wyjaśni sprawy. Poza tym namówi swojego chłopaka, żeby jej pomógł. Jemu też powinno zależeć na jej dobrej reputacji i na tym, aby samemu nie uchodzić za rogacza!

***

Znajomość Sary i Bartka miała dość nietypowy przebieg. Swego czasu obydwoje chodzili do równoległych klas w tym samym liceum i znali się „z korytarza” – czasami rozmawiali ze sobą na przerwach. Nigdy jednak nic między nimi nie zaszło. Po maturze ich drogi na pewien czas się rozeszły, ponieważ studiowali na innych uczelniach. Dopiero gdy wspólna licealna koleżanka zorganizowała imprezę dla absolwentów, doszło do ponownego spotkania, podczas którego... odkryli się na nowo. Miłość wybuchła jak płomień i pochłonęła ich całkowicie. Nie mogli wówczas uwierzyć w swoją wcześniejszą obojętność, natomiast znajomi z dawnych lat zaczęli żartować, że „przespali liceum”.

Teraz byli już na etapie robienia planów na przyszłość i Sara drętwiała na samą myśl o tym, że coś mogłoby stanąć im na drodze. Powoli docierało do niej, jak bardzo plotka może wpłynąć na ludzkie życie. Bała się, że Bartek ulegnie złudzeniu, iż jest przez nią zdradzany. Skoro wszyscy uwierzyli w te rewelacje o niej i prezydencie, to dlaczego on nie miałby uwierzyć? Przekonywała zatem samą siebie, że musi mu o wszystkim powiedzieć i przekonać go, aby pomógł jej ustalić, co naprawdę zdarzyło się w Zajeździe pod Dębami.

Jedenastego listopada wreszcie zebrała się na odwagę. Wychodząc z domu na umówione spotkanie z ukochanym, zauważyła, że ojciec ogląda właśnie lokalną telewizję internetową. Zerknęła mu przez ramię i zobaczyła prezydenta składającego kwiaty pod pomnikiem weteranów pierwszej wojny światowej. Przez moment przyglądała się, jakby chciała z jego oczu wyczytać, jaką tajemnicę ukrywa...

Kiedy zaczął przemówienie, z pewnym zdumieniem zauważyła, że w ogóle nie wygląda na człowieka, który ma coś do ukrycia. Był promienny, radosny i chyba zupełnie nieświadomy faktu, że mieszkańcy miasta podejrzewają go o romans z podwładną. Pomyślała wtedy, że jest w lepszej sytuacji niż ona, ponieważ jemu nikt tych bzdur nie powtarza i nie musi się nimi martwić. Gdyby jednak wiedział, też nie byłby zadowolony, bo taki romans nie świadczyłby o nim najlepiej. Ktoś mógłby mu na przykład zarzucić wykorzystywanie zależności służbowej. Na szczęście dla niego i dla niej do następnych wyborów było jeszcze daleko i jego przeciwnicy polityczni zapewne przesypiali ten okres, tak jak ona z Bartkiem liceum. To znaczyło, że przynajmniej tym nie musi się przejmować.

Kiedy wyszła na dwór, zaskoczyło ją panujące zimno. W ciągu minionej doby temperatura spadła prawie o dziesięć stopni i zaczął wiać porywisty wiatr. Pochłonięta swoimi problemami, zupełnie tego nie zauważyła i nie pomyślała o tym, aby włożyć coś cieplejszego. Teraz otulała się lekką kurteczką, ale niewiele to pomagało – gdy dotarła do domu Bartka, była przemarznięta do szpiku kości. Dopiero pod drzwiami poczuła, że oprócz zimna dokucza jej strach. Obawiała się, jakim spojrzeniem powita ją jego matka, która tak lubiła plotkować. Jeśli wrogim lub podejrzliwym, to wszystko będzie jasne...

Przemogła się jednak i zadzwoniła. Powiedziała sobie, że nie może pozwolić, aby ludzkie gadanie pozbawiło ją pewności siebie. Ostatecznie nie ma nic na sumieniu!

Kiedy matka Bartka otworzyła, powitała ją promiennym uśmiechem.

– Wejdź, Saro – powiedziała życzliwie. – Pewnie zmarzłaś?

– Trochę – przyznała, oddychając z ulgą.

– Może się napijesz grzanego wina z goździkami? – zapytał ojciec Bartka, wychodząc z kuchni. – Świetnie rozgrzewa.

– Oczywiście, z przyjemnością.

Dopiero teraz dołączył do swoich rodziców jej ukochany. Na powitanie pocałował ją gorąco, zupełnie nie przejmując się ich obecnością.

– Przepraszam, oglądałem relację ze świątecznych obchodów w naszym mieście – powiedział.

– Osobiście współczuję prezydentowi – wtrąciła jego matka. – Taka paskudna pogoda, a on musi stać i przemawiać. Jak nie złapie grypy, to będzie cud.

– Nie wyglądał na niezadowolonego – odparł Bartek. – Wręcz przeciwnie: był taki radosny, jakby wygrał w totolotka.

– Może się zakochał – powiedział jego ojciec, nalewając do szklanek grzane wino.

– Jeśli tak, to na pewno z wzajemnością – poparła go żona.

Sara nagle uświadomiła sobie, że ich przypuszczenia muszą być prawdziwe. Prezydent rzeczywiście się zakochał i teraz spotyka się z kimś w Zajeździe pod Dębami. Spędzają tam upojne noce i jedzą razem śniadania. Właśnie podczas jednego z tych śniadań, zobaczył go ktoś z miasta.

Po chwili było już dla niej jasne, dlaczego sama została przypadkowo wmieszana w tę sprawę: kobieta, która towarzyszyła prezydentowi, musiała być do niej podobna. Szkoda, że nie potrafiła skojarzyć, kto to mógł być – nie miała siostry, a nikt z dalszej rodziny nie wykazywał się daleko idącym podobieństwem. Wychodziło zatem na to, że występująca między nimi zbieżność w urodzie była czysto przypadkowa i być może niezbyt uderzająca. Po prostu ktoś zobaczył zakochaną parę z daleka i wyciągnął błędne wnioski. Szkoda tylko, że przy okazji jej własne życie tak się pogmatwało...

***

Kiedy Bartek wysłuchał opowiedzianej przez nią historii, stwierdził, że przyniesie jeszcze grzanego wina, bo na trzeźwo nie jest w stanie uwierzyć w taki obrót wydarzeń. Sara poprosiła, aby dla niej też przyniósł dodatkową szklaneczkę. Czuła ogromną ulgę, jak ktoś, kto zrzucił z pleców ciężki plecak, lecz nadal jest zmęczony, więc potrzebuje wzmocnienia.

Po chwili jej ukochany wrócił, postawił na stole parujący napój i oznajmił:

– Zgadzam się z twoim tokiem rozumowania, ale nadal nie pojmuję, po co chcesz tam jechać. Nikt ci przecież nie poda danych tej kobiety. Takie informacje są poufne. Poza tym jej tożsamość i tak prędzej czy później wyjdzie na jaw.

– Obawiam się, że raczej później niż prędzej – odparła. – Prezydent jest osobą publiczną i dlatego chroni swoje życie prywatne. Może to robić jeszcze przez jakiś czas, a ja mam dość bezpodstawnych posądzeń. Poza tym nie zamierzam prosić o jej dane, tylko wyjaśnić sprawę dotyczącą mojej obecności w tym zajeździe.

– W jaki sposób?

Sara uśmiechnęła się lekko.

– Zobaczysz na miejscu, zaufaj mi.

– No dobrze, ale pojedziemy dopiero w sobotę. Teraz się wcześnie ciemno robi, więc po zmroku mogę nie trafić.

– Oczywiście – zgodziła się od razu. – Nie ma sensu wieczorem błądzić po lesie.

Bartek sięgnął po laptop i odszukał w Internecie Zajazd pod Dębami.

– Trzydzieści kilometrów za miastem w kierunku na Warszawę... Zjazd z głównej szosy na prawo... Dwa kilometry boczną drogą...

– Dobrze zakamuflowane miejsce – stwierdziła złośliwie Sara. – W sam raz dla kogoś, kto chce się ukryć przed światem.

– Ja sądzę, że prezydent chce się tylko ukryć przed miejscowymi plotkarzami – odpowiedział Bartek.

– I nawet nie wie, że już go namierzyli – zakończyła, po czym oboje się roześmiali.

Gdy wróciła do domu, była bardzo zadowolona z rozmowy ze swoim chłopakiem. Uwierzył jej i obiecał pomóc – to najważniejsze. Jeszcze tylko wycieczka do tego cholernego zajazdu i będzie miała w ręku dowód swojej niewinności. Jakoś wytrzyma do soboty!

Niestety w piątek przekonała się, że czas nagli, a sprawa robi się pilna. Tego dnia jej młodszy brat, Szymon, wrócił ze szkoły z podbitym okiem.

– Rany boskie, co się stało? – krzyknęła na jego widok matka.

– Nic – odpowiedział, machnąwszy ręką.

– Jak to nic? Przecież widzę, że się z kimś biłeś.

– Skoro nie chce mówić, to znaczy, że poszło o dziewczynę – wtrącił ojciec. – Pamiętasz, jak ja się o ciebie pobiłem z Darkiem Zychem?

– Nie pamiętam...

– No wiesz! Sam miałem wtedy podbite oko.

– Nie myślcie sobie, że tylko ja oberwałem – wtrącił Szymon. – Gerard też dostał za swoje.

– Gerard? – zdziwiła się matka. – Myślałam, że to twój kumpel.

– Były – odparł lodowatym głosem. – Przestałem go uważać za kumpla po tym, jak powiedział, że moja siostra puszcza się z prezydentem.

– Co...?

– Dodał jeszcze, że chyba robi to dla kariery, skoro pracuje w urzędzie miasta.

– O czym wy mówicie? – zapytał ojciec, który szybko się zorientował, że jest jedynym niewtajemniczonym w sprawę.

Sara opowiedziała mu wszystko, podczas gdy matka zrobiła Szymonowi okład. Na zakończenie poinformowała całą rodzinę, że wybiera się z Bartkiem do Zajazdu pod Dębami i ma nadzieję wyjaśnić sprawę.

– W jaki sposób? – zapytał Szymon.

– Przywiozę ci zaświadczenie, że nigdy tam nie byłam – wyjaśniła. – Będziesz mógł je pokazać kolegom.

– Pieprzę takich kolegów, którym muszę udowadniać, że moja siostra nie jest puszczalska – powiedział ostro. – Tylko idioci bezkrytycznie wierzą w plotki.

– Masz rację, synku – poparła go matka. – Jestem z ciebie dumna.

– Ja też – dodał ojciec. – Umiałeś załatwić sprawę po męsku.

– Zgadzam się z wami, ale wolę mieć dowód na piśmie – powiedziała spokojnie Sara. – Czasami bywa przydatny.

– W takim razie jedźcie z Bartkiem do tego zajazdu i sprawdźcie, co uda się wam uzyskać – poparł ją ojciec. – Jeśli nic nie zrobicie, to dojdzie do tego, że on też będzie musiał się o ciebie bić.

Matka i brat zgodnie pokiwali głowami, co upewniło Sarę, że miała dobry pomysł.

***

W nocy z piątku na sobotę spadł pierwszy śnieg. Bartek martwił się trochę, czy zdołają bez przeszkód dotrzeć do Zajazdu pod Dębami, ale jego obawy okazały się zbyteczne – droga była dobrze oznakowana i całkowicie odśnieżona. Kiedy zaparkował, wysiedli i bez słowa kontemplowali widok, jaki ukazał się ich oczom. Zajazd wyglądał po prostu bajkowo! Stylizowany na stary dworek, robił wrażenie przeniesionego wprost z innej epoki. Sara miała wrażenie, że za chwilę wyjdzie z niego szlachcianka w długich szatach i ktoś wyprowadzi konny powóz, którym wybierze się w podróż. Stojące na parkingu samochody zupełnie nie pasowały do tego otoczenia. Na szczęście pokrył je prawie całkowicie biały puch, dzięki czemu nie rzucały się w oczy.

Dopiero po dłuższej chwili skojarzyła, po co tu przyjechała i ruszyła w kierunku wejścia. Bartek podążył za nią.

W środku panował podobny wystrój jak na zewnątrz: meble były stylizowane na dziewiętnasty wiek, na ścianach wisiały kopie historycznych obrazów, a podłogi pokrywały puszyste kobierce. Wszystko razem sprawiało, że wchodzące osoby od razu miały wrażenie przeniesienia w czasie. Sara je jednak zwalczyła i pewnym krokiem skierowała się do recepcji.

– Witamy w Zajeździe pod Dębami – powiedziała uprzejmie dziewczyna w służbowym uniformie. – Czym możemy państwu służyć?

– Chciałabym otrzymać zaświadczenie, że nigdy nie byłam państwa gościem – odpowiedziała Sara równie uprzejmym głosem.

Dziewczyna otworzyła szeroko oczy ze zdumienia.

– Słucham...?

– Oto mój dowód osobisty. Mam nadzieję, że zechce pani sprawdzić, czy kiedykolwiek tu nocowałam.

– Jeżeli takie zaświadczenie wymaga opłaty, to oczywiście ją wniesiemy – wtrącił Bartek.

Ich spokojny ton sprawił, że recepcjonistka wzięła dowód Sary i machinalnie wprowadziła jej dane do wyszukiwarki.

– Rzeczywiście, nigdy nie była pani naszym gościem – oznajmiła po chwili – ale nie wiem, czy mogę wystawić takie zaświadczenie. Pracuję tu dopiero od tygodnia i nie miałam wcześniej podobnego przypadku. Będę musiała zapytać szefa...

– W takim razie proszę to zrobić – powiedziała Sara, obdarzając ją promiennym uśmiechem.

– Zechcą państwo chwilę zaczekać.

Kilka minut później dziewczyna wróciła w towarzystwie mężczyzny w średnim wieku, który przedstawił im się jako menadżer zajazdu.

– Faktycznie, nikt nigdy nie zgłaszał się do nas z taką dziwną prośbą, ale jeśli państwu na tym zależy...

– Bardzo nam zależy – powiedział Bartek.

– W takim razie zaraz przygotujemy zaświadczenie. Może w tym czasie zechcą państwo napić się czegoś w naszej kawiarni?

Sara chciała zaprotestować i wykręcić się brakiem czasu, ale Bartek chwycił ją za rękę i powiedział:

– Z przyjemnością.

Zanim się zorientowała, pociągnął ją za sobą w kierunku wejścia do kawiarni.

– Wszystko