Mchy i paprocie będą naszym grobem - Hania Czaban - ebook + audiobook + książka

Mchy i paprocie będą naszym grobem ebook i audiobook

Czaban Hania

3,6
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł

TYLKO U NAS!
Synchrobook® - 2 formaty w cenie 1

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym. Zamów dostęp do 2 formatów, by naprzemiennie czytać i słuchać.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

BĘDZIE DUSZNO…

Niepokojący thriller, który sprawi, że zwątpisz w to, co widzisz.

Pięć lat temu Daria z przyjaciółką pojechały w Bieszczady na koncert Duchów – popularnego zespołu młodego pokolenia. Wdając się w romans z tajemniczym nieznajomym, dziewczyna nie mogła wiedzieć, że wakacyjna miłość gwałtownie się skończy. Tuż przed występem w wypadku zginął gitarzysta zespołu. Koncert odwołano, a Daria straciła kontakt z poznanym chłopakiem. Jednak wspomnienie dramatycznych wakacji pozostało z nią na długo.

Teraz zespół powraca z nową płytą, a przyjaciółki wyruszają na festiwal Pod Gwiazdami posłuchać jego muzyki i stawić czoło przeszłości. Ponownie dochodzi do tragedii – w identycznych okolicznościach jak przed laty ginie wokalista Duchów. Ale jak to możliwe, skoro Daria spotkała się z nim już po wypadku?!

Gdy dziewczyna za wszelką cenę próbuje wyjaśnić okoliczności zdarzenia, granica między prawdą a iluzją zaczyna się zacierać. Daria czuje, że popada w szaleństwo. Ma też powody obawiać się o swoje życie…

Czy bieszczadzkie mchy i paprocie kryją rozwiązanie zagadki? A może chowają kolejny mroczny sekret?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 338

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 8 godz. 21 min

Lektor: Małgosia Gradkowska

Data ważności licencji: 8/30/2029

Oceny
3,6 (181 ocen)
48
52
43
29
9
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Ewweb

Z braku laku…

no niestety ale była ta cieżkostrawna lektura, ta poetyckość i wynurzenia glównej bohaterki sprawiały że miałam ochotę odlożyć tę książkę na wieczne nigdy
20
sylwka1427

Nie oderwiesz się od lektury

"zostały mi po tobie tylko trujące kwiaty..." Bardzo ciekawa książka, nieprzewidywalna, budząca wiele emocji. Mchy i paprocie zmuszają czytelnika do myślenia i analizowania. Super klimat książki i dodatkowo poetycki język. 🌿🌿🌿
10
Mmaja2008

Nie oderwiesz się od lektury

czytając czułam ogromny niepokój i stres. te uczucia jak i książka były wręcz duszące
10
szczocia33

Nie oderwiesz się od lektury

To było cudowne, chyba żadna książka nie wywołała u mnie tak wielu emocji…
10
emciaczyta

Nie oderwiesz się od lektury

Q: znacie jakieś thrillery młodzieżowe? Dotychczas czytałam chyba tylko trzy książki z tego podgatunku i bardzo mi się podobały. Dziś mam dla was książkę Hani Czaban, która zadebiutowała bardzo młodo i każdą książkę czytam z zapartym tchem, styl pisania jest genialny. To, co autorka w tak krótkiej formie potrafi utkać, jest genialne. Podobnie jak w książce, o której mówiłam wam wcześniej, czyli o „kuszeniu” od Kasi Miszczuk tutaj też mamy Bieszczady, tajemnice i duchy. Opis tej książki jest enigmatyczny, bo mamy tutaj koncert Duchów czy takiego zespołu bardzo popularnego. Mamy też czy taki romans między dziewczyną a jeden członków zespołu i mamy sekrety i tajemnice, bo ci członkowie zespołu giną, niby są to wypadki, ale bardzo podejrzane. My w tej książce dostajemy wszystko, czego ja mogłam oczekiwać od książek gdzie polecajkę ma Marta Bijan, która również pisze dziwne książki. Jest to historia, która mi bardzo namieszała w myślach i nie wiedziałam, jak do końca ją postrzegać. Z j...
11



Za­pra­szamy na www.pu­bli­cat.pl
Pro­jekt okładki NA­TA­LIA TWARDY
Ilu­stra­cja na okładce© PA­WEŁ SMAR­DZEW­SKI | @PSMAR­DZEW­SKI
Ko­or­dy­na­cja pro­jektuŁU­KASZ CHMARA
Re­dak­cjaSZTAM­BOOK – Ka­ro­lina Bo­ro­wiec-Pie­niak
Ko­rektaSPRAWA DLA KO­REK­TORA – SAN­DRA PO­PŁAW­SKA
Re­dak­cja tech­nicznaLO­REM IP­SUM – RA­DO­SŁAW FIE­DO­SI­CHIN
Co­py­ri­ght © Hanna Cza­ban, Pu­bli­cat S.A., MMXXIV (wy­da­nie elek­tro­niczne)
Wy­ko­rzy­sty­wa­nie e-bo­oka nie­zgodne z re­gu­la­mi­nem dys­try­bu­tora, w tym nie­le­galne jego ko­pio­wa­nie i roz­po­wszech­nia­nie, jest za­bro­nione.
All ri­ghts re­se­rved
ISBN 978-83-271-6784-2
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.
jest zna­kiem to­wa­ro­wym Pu­bli­cat S.A.
PU­BLI­CAT S.A.
61-003 Po­znań, ul. Chle­bowa 24 tel. 61 652 92 52, fax 61 652 92 00 e-mail: of­fice@pu­bli­cat.pl, www.pu­bli­cat.pl
Od­dział we Wro­cła­wiu 50-010 Wro­cław, ul. Pod­wale 62 tel. 71 785 90 40, fax 71 785 90 66 e-mail: ti­me­4ya@pu­bli­cat.pl
.

UWAGA!

Pu­bli­ka­cja za­wiera tre­ści, które mogą po­wo­do­wać dys­kom­fort u nie­któ­rych osób czy­ta­ją­cych – w tek­ście zo­stały po­ru­szone ta­kie te­maty, jak sa­mo­bój­stwo, uza­leż­nie­nie od nar­ko­ty­ków, prze­moc fi­zyczna i psy­chiczna oraz zma­ga­nie się z za­bu­rze­niami lę­ko­wymi.

„Prze­gląd Biesz­czadzki”

Od­kry­cie rzad­sze niż mi­tyczny kwiat pa­proci?

Opu­bli­ko­wano: pią­tek, 21 czerwca 2024

Au­torka: Ka­mila Ka­liń­ska

Wraz z na­dej­ściem wio­sny biesz­czadzcy przy­rod­nicy od­kryli za­ska­ku­jącą ano­ma­lię. Na nie­wiel­kim ob­sza­rze przy dro­dze nu­mer osiem­set dzie­więć­dzie­siąt sześć, w po­bliżu dębu bę­dą­cego po­mni­kiem przy­rody, zna­le­ziono pa­pro­cie z ga­tunku dłu­gosz kró­lew­ski (Osmunda re­ga­lis L.).

Ga­tu­nek ten jest w Pol­sce ob­jęty ści­słą ochroną, po­nadto znaj­duje się na czer­wo­nej li­ście ro­ślin i grzy­bów Pol­ski. Dłu­gosz kró­lew­ski jest rzadko spo­ty­kany na pol­skim niżu, w gó­rach na­to­miast nie wy­stę­puje w ogóle. Z tego po­wodu zna­le­zie­nie wy­jąt­kowo buj­nego sta­no­wi­ska pa­proci tego ga­tunku w Biesz­cza­dach wzbu­dziło ogromne za­in­te­re­so­wa­nie bo­ta­ni­ków z ca­łego kraju, któ­rzy obec­nie ba­dają wa­runki przy­rod­ni­cze w miej­scu wy­stę­po­wa­nia rzad­kiej ro­śliny.

„Do­tych­czas nie udało nam się wy­ja­śnić, skąd w tej oko­licy wziął się dłu­gosz kró­lew­ski” – mówi prof. Na­ta­lia Przy­cho­dzeń z Wy­działu Bio­lo­gii Uni­wer­sy­tetu War­szaw­skiego. Za­py­tana, czy ze­spół na­ukowy do­ko­nał in­nych za­ska­ku­ją­cych od­kryć, do­daje: „Ba­da­nia do­piero się roz­po­częły. Na ra­zie je­dy­nym cie­ka­wym zna­le­zi­skiem, któ­rego do­ko­na­li­śmy, zbie­ra­jąc próbki gleby, był na­szyj­nik z za­to­pioną w ży­wicy nie­za­po­mi­najką le­żący pod war­stwą mchu. Po­wstał wtedy żart, że udało nam się zna­leźć kwiat pa­proci, jak w tej le­gen­dzie. To cie­kawe, bo płodne czę­ści dłu­go­sza kró­lew­skiego fak­tycz­nie ko­ja­rzą się z kwia­to­sta­nem, a sta­no­wi­sko tej pa­proci w pol­skich gó­rach jest zja­wi­skiem tak nie­ty­po­wym, że na­prawdę można je po­rów­nać do zna­le­zie­nia mi­tycz­nej ro­śliny”.

Z po­wodu od­kry­cia w oko­licy nie­zwy­kłej pa­proci wła­dze gminy Czarna zmu­szone są od­wo­łać pla­no­waną na ten rok prze­bu­dowę od­cinka drogi nu­mer osiem­set dzie­więć­dzie­siąt sześć.

.

To sen. A może ha­lu­cy­na­cja? Ze­wsząd ota­czają mnie du­chy. Ja je­stem du­chem, ty je­steś du­chem, on jest...

– Mar­twy, ro­zu­miesz? – Zgroza na twa­rzy Niny na uła­mek se­kundy wy­ostrza kra­wę­dzie rze­czy­wi­sto­ści. Cie­nie pod jej oczami i kanty ko­ści po­licz­ko­wych wy­glą­dają jak smugi na­ry­so­wane pa­znok­ciem w czar­nym pia­sku.

Ale prze­cież nie ma żad­nego pia­sku. Nie ma też Niny, nic z tego nie dzieje się na­prawdę. To sen, sen, sen.

– Da­ria, słu­chasz mnie w ogóle?

Kogo mia­ła­bym słu­chać? Je­stem du­chem. Mo­jego du­cha nie ma.

– On nie żyje. Jezu, on na­prawdę nie żyje.

Nie na­prawdę, po­pra­wiam w my­ślach ten głos, który wbija się w moje wnętrz­no­ści jak so­pel lodu, pe­ne­truje mięk­kie tkanki pod­brzu­sza i mrozi czaszkę od środka. Nic z tego nie dzieje się na­prawdę.

Pa­znok­cie w czar­nym pia­sku. Jej głos, dźwięki w mo­jej gło­wie. Zgrzy­ta­nie pa­znokci na po­wierzchni ta­blicy. To sen.

A jed­nak – wszystko dzieje się po raz ko­lejny. Oglą­dam prze­szłość w krzy­wym zwier­cia­dle. Już kie­dyś to prze­ży­łam i wiem, co za­raz się wy­da­rzy. Dla­tego wła­śnie to musi być sen.

Po­słu­chaj mnie. Sły­szysz? Je­śli to sen, to na pewno tak.

W każ­dym ra­zie kie­ruję te słowa do cie­bie, choćby miały już na za­wsze po­zo­stać tylko echem w mo­jej gło­wie. Po­wta­rzam so­bie, że być może kie­dyś od­bę­dziemy te wszyst­kie wy­ima­gi­no­wane roz­mowy w rze­czy­wi­sto­ści, a ja będę wtedy miała przy­go­to­wane sce­na­riu­sze – i wszystko bę­dzie jak w fil­mie, w ja­kimś pie­przo­nym wa­ka­cyj­nym ro­man­sie dla na­sto­lat­ków. Każde słowo pad­nie we wła­ści­wym mo­men­cie, każda kwe­stia bę­dzie do­sko­nale za­pla­no­wana. To nic, że nie bę­dziesz znał swo­jego tek­stu. W wy­obraźni prze­pro­wa­dzi­łam wszyst­kie roz­mowy z tobą tak wiele razy, że pa­mię­tam od­po­wied­nie słowa za nas oboje.

Zresztą te­raz wy­star­czy, że bę­dziesz słu­chać. No więc po­słu­chaj.

Ze­wsząd ota­czają mnie du­chy, a ty je­steś jed­nym z nich. Ist­nie­jesz – tak jak cała reszta – w mo­jej gło­wie. Kie­dyś ist­nia­łeś na­prawdę, a przy­naj­mniej tak mi się wtedy wy­da­wało. Mu­sia­łeś ist­nieć, my­ślę, do­ty­ka­jąc pal­cami szyi w tym miej­scu. Je­śli ja­kiś ele­ment tej hi­sto­rii jest praw­dziwy, to wła­śnie ten ślad, wspo­mnie­nie two­ich ust na mo­jej szyi z wolna wsią­ka­jące w skórę.

Tylko że te­raz nie je­stem już tego taka pewna. Nie wiem, czy mogę ufać temu, co wi­dzę.

Więc może jed­nak ni­gdy nie ist­nia­łeś.

– Da­ria?

W tym śnie Nina wy­daje się taka praw­dziwa. Wy­ciąga w moją stronę drżącą dłoń, w któ­rej ści­ska te­le­fon. Na ekra­nie wid­nieje ja­kiś ar­ty­kuł, pod spodem zdję­cie. Ta twarz na­wie­dza mnie no­cami. To twoja twarz.

– Masz, prze­czy­taj to.

Bre­zen­towa pod­łoga na­miotu sze­le­ści pod mo­imi bo­symi sto­pami. Zry­wam się do biegu.

– Da­ria! Da­ria, stój! – krzy­czysz.

Nie ma już na­miotu ani mięk­kiego po­ma­rań­czo­wego świa­tła, które prze­są­cza się przez ma­te­riał. Bie­gnę, ze wszyst­kich stron ota­czają mnie drzewa. To inne miej­sce, w in­nym cza­sie. Czuję ból w no­dze, który pro­mie­niuje od bio­dra, jakby ktoś wbi­jał mi w staw roz­ża­rzony do bia­ło­ści pręt. Czuję też strach, cho­ciaż nie wiem, czego wła­ści­wie się boję.

– Da­ria!

Ktoś mnie goni. Ktoś chce mnie za­bić. Tym kimś je­steś ty. To ko­lejny po­wód, dla któ­rego nie mo­żesz być praw­dziwy. To prze­cież nie ma naj­mniej­szego sensu.

Uchy­lam się przed twoim cio­sem. O coś się po­ty­kam, w ustach czuję smak krwi. Upa­dam – na le­śne po­szy­cie, na miękką ka­ri­matę roz­po­startą mię­dzy mną a Niną jak la­ta­jący dy­wan. Chcę się na nią rzu­cić, wy­kłuć so­bie oczy i wzle­cieć do nieba. Chcę prze­stać ist­nieć.

– Na mi­łość bo­ską, czy ty coś wczo­raj bra­łaś? Da­lej cię trzyma? Da­ria, bła­gam, spójrz na mnie.

Przy­ci­skam pię­ści do oczu, li­cząc, że być może w ten spo­sób otrzą­snę się ze snu, ale on na­dal spo­wija mnie jak mgła z ro­ze­dr­ga­nych cieni – upior­nych syl­we­tek drzew i za­ry­sów po­staci.

– Da­ria?

– To nie może być prawda – szep­czę.

Je­stem za­sko­czona brzmie­niem wła­snego głosu, który wy­daje się zbyt wie­lo­wy­mia­rowy jak na zwy­czajny sen. Jest ma­towy, szorstki i dziw­nie obcy, cho­ciaż wy­raź­nie do­bywa się z mo­jego wnę­trza, wpra­wia­jąc całe ciało w drże­nie.

– Aż nie chce się wie­rzyć, prawda?

Nina w moim śnie ni­czego nie ro­zu­mie. Jej słowa to zwy­czajny wy­raz zdzi­wie­nia, pod­czas gdy ja mó­wię zu­peł­nie po­waż­nie.

– To się nie dzieje na­prawdę. – Pró­buję wy­rzu­cić z sie­bie ten głos, wy­pluć go jak flegmę. Źró­dło drże­nia po­woli prze­nosi się z głębi klatki pier­sio­wej poza moje ciało. – To jest sen. Nina, to musi być sen.

– Co nie? Zu­peł­nie jak­by­śmy były w ja­kimś se­rialu. – Nie mówi tego z roz­ba­wie­niem, jej głos jest cienki i drżący jak bre­zent na wie­trze. Do­piero po chwili do­ciera do mnie, że jest w szoku, tak samo jak ja. Może na­wet się boi. Tylko czego? – Ta­kie rze­czy nie dzieją się w praw­dzi­wym ży­ciu. To ja­kieś sza­leń­stwo.

– Może to fake news – mó­wię i na­prawdę nie mam po­ję­cia, skąd w mo­jej gło­wie wzięła się tak ra­cjo­nalna myśl. Prze­cież to wszystko musi mi się śnić. Chyba że...

Nina kręci głową.

– Ale prze­cież są zdję­cia. Z miej­sca wy­padku. Nie, le­piej nie patrz. Wy­glą­dasz... Je­steś pewna, że do­brze się czu­jesz?

Pa­trzę na nią, ale nie ro­zu­miem jej py­ta­nia. Za­raz się obu­dzę, za­raz bę­dzie po wszyst­kim.

– Kiedy? – wy­rzu­cam z sie­bie jak bła­ga­nie, cho­ciaż to nie o od­po­wiedź pro­szę.

Tak na­prawdę wcale nie chcę jej po­znać. Za­miast tego pra­gnę usły­szeć, że to wszystko jest okrut­nym kosz­ma­rem, sur­re­ali­styczną wi­zją rze­czy­wi­sto­ści, która nie może być praw­dziwa.

– Wczo­raj, tuż przed dzie­więt­na­stą. Pi­szą, że po­peł­nił sa­mo­bój­stwo. – Nina prze­suwa tekst na ekra­nie, przy­ci­ska­jąc rękę do ust. – Wszystko... Wszystko do­kład­nie tak samo jak wtedy, z Fi­li­pem. Na­wet miej­sce jest to samo. Roz­bił sa­mo­chód o drzewo, bez śla­dów ha­mo­wa­nia. Pi­szą, że był pod wpły­wem. Pi­szą... Da­ria?

Przed dzie­więt­na­stą.

To nie­moż­liwe, nie­moż­liwe, nie­moż­liwe. Coś we mnie krzy­czy, tłu­mione przez na­pie­ra­jącą ze­wsząd dźwię­kosz­czelną ci­szę.

Zrób coś z tym, pro­szę, bła­gam. Upa­dam na le­śne po­szy­cie, ostra świa­do­mość nie­ist­nie­nia prze­cina mi skórę na po­liczku. Czy to ty ude­rzy­łeś? Dla­czego chcesz mi zro­bić krzywdę?

Przed dzie­więt­na­stą oboje jesz­cze ży­li­śmy. Do­tkną­łeś mnie, pa­mię­tasz? Twoje usta wy­pa­liły ślad na mo­jej szyi. Po­wiedz jej, że jest w błę­dzie, że to nie może być prawda. Po­wiedz jej, że to sen.

Tylko że to wcale nie jest sen.

I

nie­za­po­mi­najka

na śnia­da­nie jak zwy­kle

kre­ska, fajki i kawa

już do tego przy­wy­kłem

za­cznę tań­czyć od rana

choć nie czuję pod­łogi

i tak tań­czę od rana

strasz­nie bolą mnie nogi

lecz

będę tań­czył do rana

sam

kie­dyś mi to wy­zna­łaś

za­ko­cha­łaś się w kwia­tach

je­den dla mnie ze­rwa­łaś

wciąż pa­mię­tam ten za­pach

chcia­łem wtedy za­pa­lić

lecz wy­rwa­łaś mi fajki

za­miast pa­pie­ro­sów

da­łaś

nie­za­po­mi­najki

po­wie­dzia­łaś

ko­cham nie­za­po­mi­najki

oni mó­wią, że ro­bią to, bo nie chcą pa­mię­tać

ja wła­śnie dzięki temu pa­mię­tam, wszystko pa­mię­tam

jak­byś tu była

kiedy wą­cham kwiaty

wi­dzę twoją twarz

boję się, że znik­nie

a nie chcę się bać

inni tań­czą, by za­po­mnieć

ale to nie moja bajka

ja wciąż tań­czę walca wspo­mnień

ta­niec, nie­za­po­mi­najka

kie­dyś za­mknąw­szy oczy

rze­kłem: zry­wam z kwia­tami

tam­tej bez­sen­nej nocy

tłum fa­lo­wał przed nami

za­tra­ci­łem się w dźwię­kach

tań­czy­li­śmy z fa­nami

wtedy cię zo­ba­czy­łem

w tłu­mie

nie skoń­czy­łem z kwia­tami

lecz ty i tak

znik­nę­łaś

w tłu­mie

kiedy wą­cham kwiaty

wi­dzę twoją twarz

boję się, że znik­nie

a nie chcę się bać

inni tań­czą, by za­po­mnieć

ale to nie moja bajka

ja wciąż tań­czę walca wspo­mnień

ta­niec, nie­za­po­mi­najka

zo­stały mi po to­bie

tylko tru­jące kwiaty

Te­le­fon pięć po pół­nocy.

Mo­głam się tego spo­dzie­wać. Po­wia­do­mie­nie z czatu już od kilku go­dzin wi­siało nade mną jak po­czu­cie winy spo­wo­do­wane drob­nym kłam­stwem albo sterta brud­nych ubrań rzu­cona nie­dbale na dno szafy. Dwa­na­ście nie­od­czy­ta­nych wia­do­mo­ści. Od­pi­szę wie­czo­rem, po­wie­dzia­łam so­bie wcze­śniej, ale wie­czór prze­szedł w noc, a ja wy­my­śli­łam wy­star­cza­jąco dużo wy­mó­wek, żeby przez ten czas omi­jać myśl o roz­mo­wie z Niną sze­ro­kim łu­kiem.

Te­raz także mo­głam po pro­stu zi­gno­ro­wać dzwo­niący te­le­fon, ale w końcu po­czu­cie winy wzięło górę. Ode­bra­łam.

– Da­ria! – roz­le­gło się w słu­chawce; jej głos jak kap­suła czasu.

– Hej.

Opa­dłam na łóżko, moje plecy bez­wied­nie przy­warły do ściany. Jej po­wierzch­nia była zimna i wbi­jała mi się w krę­go­słup.

– Słu­cha­łaś już?! – za­wo­łała Nina, zu­peł­nie zbi­ja­jąc mnie z tropu.

Uświa­do­mi­łam so­bie, że na­wet nie wiem, skąd do mnie dzwoni. Nie wi­dzia­ły­śmy się od ostat­nich świąt Bo­żego Na­ro­dze­nia, kiedy obie wró­ci­ły­śmy do Lu­blina w prze­rwie mię­dzy za­ję­ciami. Umó­wi­ły­śmy się wtedy w na­szej ulu­bio­nej ka­wiarni z cza­sów li­ceum. Kiedy to wła­ści­wie było? Szybko po­li­czy­łam, że od spo­tka­nia z Niną mi­nęło pra­wie dzie­sięć mie­sięcy.

Dzie­sięć mie­sięcy, przez które wy­mie­ni­ły­śmy może kil­ka­na­ście wia­do­mo­ści na In­sta­gra­mie.

– Nina – wy­krztu­si­łam. Przy­ci­snę­łam palce do oczu, które pie­kły mnie po dniu spę­dzo­nym przed kom­pu­te­rem. – Nie spo­dzie­wa­łam się, że za­dzwo­nisz.

– Bzdura. Nie wi­dzia­łaś mo­ich wia­do­mo­ści? – Zro­biła pauzę, wy­star­cza­jąco długą, żeby wzbu­dzić we mnie wy­rzuty su­mie­nia, ale ce­lowo zbyt krótką, że­bym nie miała szansy od­po­wie­dzieć. – Niech zgadnę, zi­gno­ro­wa­łaś po­wia­do­mie­nia. To ta­kie w twoim stylu, Di. Wiesz, cza­sami mimo wszystko za tym tę­sk­nię.

Nie sły­sza­łam tego prze­zwi­ska od dawna. Tylko Nina tak na mnie mó­wiła, w cza­sach, które już dawno mi­nęły.

– Dzięki. Se­rio. Dzięki. – Za­śmia­łam się, tro­chę sztywno, ale szcze­rze. Za­sko­czyło mnie to. – Tak, masz ra­cję. Wi­dzia­łam, że na­pi­sa­łaś, ale nie wy­świe­tli­łam, bo mia­łam dzi­siaj urwa­nie głowy.

– Stu­dia? – spy­tała, a ja od­nio­słam wra­że­nie, że w jej gło­sie po­brzmie­wał cień iro­nii.

Za­kry­łam twarz dło­nią i wes­tchnę­łam ciężko.

– Na­wet nic nie mów. Cały dzień szu­ka­łam źró­deł do pracy. Nie wi­dzę już na oczy.

– Ma­gi­sterka?

– Mhm.

– Faj­nie – od­parła Nina, a jej ton ja­sno dał mi do zro­zu­mie­nia, że wcale tak nie uważa. – O czym pi­szesz? Zresztą nie­ważne, opo­wiesz mi, jak się spo­tkamy.

Unio­słam brwi.

– Bę­dziesz w Gdań­sku?

– Nie – po­wie­działa Nina, enig­ma­tycz­nie prze­cią­ga­jąc sa­mo­gło­skę. – Ale mu­simy spo­tkać się w Lu­bli­nie, żeby ob­ga­dać wa­ka­cje. Wra­casz do domu na święta, prawda?

Od­chrząk­nę­łam.

– Wa­ka­cje?

– Jezu, Di! Wie­dzia­ła­byś, gdy­byś prze­czy­tała moje wia­do­mo­ści! Ale prze­cież na pewno już wiesz. Wiesz, prawda? Wszy­scy o tym mó­wią! Słu­cha­łaś jej?

Mia­łam wra­że­nie, jak­bym zna­la­zła się na sce­nie w sa­mym środku gro­te­sko­wego spek­ta­klu, nie zna­jąc na­wet jego ty­tułu. Ośle­piał mnie blask re­flek­to­rów, a ja nie wie­dzia­łam, co mam mó­wić ani ro­bić. By­łam pewna, że ist­nieje ja­kaś kwe­stia, którą po­win­nam te­raz wy­po­wie­dzieć, ale nie mia­łam po­ję­cia, jak brzmiała. Nina mu­siała świet­nie się ba­wić, pa­trząc, jak się mę­czę.

Kiedy przy­jaź­ni­ły­śmy się w li­ceum, czę­sto się tak czu­łam w jej obec­no­ści. To ona była ak­torką gra­jącą główną po­stać we wszyst­kich sy­tu­acjach, re­ży­serką od­gry­wa­nych scen i jed­no­cze­śnie mi­strzy­nią im­pro­wi­za­cji. Po czte­rech la­tach nie­wiele się zmie­niło – oprócz tego, że te­raz Nina na­prawdę uczyła się w szkole ak­tor­skiej i już nie­długo miała do­sta­wać za swoje wy­stępy pie­nią­dze.

– Nie mam po­ję­cia, o czym mó­wisz – po­wie­dzia­łam zgod­nie z prawdą. – Nie wie­dzia­łam, że pla­nu­jemy coś w te wa­ka­cje, i nie słu­cha­łam... Czego wła­ści­wie mia­ła­bym słu­chać?

Po dru­giej stro­nie Nina wy­dała z sie­bie okrzyk, który przy­po­mi­nał coś po­mię­dzy ża­ło­snym ję­kiem za­wia­sów i pi­skiem wście­kłego ja­strzę­bia.

– No­wego sin­gla! Ty masz w ogóle in­ter­net? Wcho­dzi­łaś na In­sta­gram?

– Nie przez ostat­nie... sześć go­dzin?

– Di, czy ty ży­jesz pod ka­mie­niem? – spy­tała z te­atral­nym obu­rze­niem Nina. – Że­bym to ja mu­siała ci o tym mó­wić!

Wes­tchnę­łam ciężko.

– Po pro­stu po­wiedz mi, o co cho­dzi. Jest już późno, lu­dzie w moim wieku cho­dzą o tej po­rze spać.

Po gło­sie Niny po­zna­łam, że na­wet nie mu­siała uda­wać roz­ba­wie­nia.

– Mó­wisz, jak­byś skoń­czyła li­ceum w ubie­głej epoce.

– Może tak wła­śnie było – mruk­nę­łam do słu­chawki, wy­rów­nu­jąc dło­nią nie­wi­dzialną zmarszczkę na koł­drze. – Po­wiesz mi wresz­cie, o co cho­dzi?

Nina za­śmiała się hi­ste­rycz­nie, po czym za­śpie­wała do nie­zna­nej mi me­lo­dii:

– Wy-cho-dzi no-wy al-bum! Di, nowy al­bum! Dzi­siaj wy­pu­ścili pierw­szy sin­giel!

Prze­krzy­wi­łam głowę.

– Czyj al­bum? Kto wy­pu­ścił sin­giel? – Gdy wy­po­wia­da­łam te słowa, po­czu­łam na­gły ucisk w żo­łądku. Przed oczami mi­gnęło mi od­le­głe wspo­mnie­nie, zbyt szybko, bym zdo­łała je uchwy­cić. A może to wcale nie wspo­mnie­nie? Może to było prze­czu­cie albo re­flek­tory prze­jeż­dża­ją­cego za oknem sa­mo­chodu?

Przy­ci­snę­łam pięść do brzu­cha, żeby stłu­mić wy­buch sprzecz­nych emo­cji, któ­rych nie mia­łam siły na­zy­wać.

– Kto wy­pu­ścił sin­giel? – po­wtó­rzy­łam, si­ląc się na bez­tro­ski ton.

Ale w tam­tej chwili ja­kaś część mnie już wie­działa.

Mu­siała wie­dzieć.

– Du­chy! Ze­spół ogło­sił wzno­wie­nie dzia­łal­no­ści. W ta­kim sa­mym skła­dzie, tylko z no­wym gi­ta­rzy­stą, po tym jak... No wiesz, jak to się wy­da­rzyło.

Wie­dzia­łam aż za do­brze.

– Nie wie­rzę, że jesz­cze go nie słu­cha­łaś! Ka­wa­łek na­zywa się nie­za­po­mi­najka i jest po pro­stu ge­nialny! Prze­szli sa­mych sie­bie, a Ad­rian... Jezu, Di, gdy­byś tylko sły­szała emo­cje w jego gło­sie! Są elek­try­zu­jące, a przy tym tak au­ten­tyczne! Zu­peł­nie jakby śpie­wał o praw­dzi­wej oso­bie.

Od­su­nę­łam te­le­fon od po­liczka, który zdą­żył się roz­pa­lić od go­rą­cego apa­ratu. Tylko dla­czego moje czoło także wy­da­wało się roz­pa­lone? Prze­krę­ci­łam głowę i przy­ci­snę­łam twarz do ściany, ale nic to nie dało. Moja twarz pło­nęła, a wraz z nią reszta ciała.

– Ale to nie wszystko! Pre­miera al­bumu bę­dzie w wa­ka­cje, ale za­nim Du­chy wy­pusz­czą płytę, za­grają przed­pre­mie­rowy kon­cert! Sły­szysz? Cały al­bum za­grany przed­pre­mie­rowo na jed­nym kon­cer­cie! Zgad­nij gdzie! – Nina za­wie­siła głos aku­rat na tyle, że­bym zdą­żyła gło­śno wcią­gnąć po­wie­trze, po czym wy­krzy­czała do słu­chawki od­po­wiedź. – Na fe­sti­walu Pod Gwiaz­dami, Di!

Mój krę­go­słup prze­szył prąd, a puls na­tych­miast przy­spie­szył. Po­czu­łam w ustach kwa­śny smak prze­ra­że­nia, które spły­nęło w dół prze­łyku jak tru­ci­zna i stop­niowo wy­peł­niło żo­łą­dek. Ba­łam się, że je­śli spró­buję wy­krztu­sić choćby słowo, zwy­mio­tuję.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki