Wydawca: Akapit Press Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 293 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Małżeńska pułapka - Jennifer Probst

Autorka bestsellerowego "Układu Doskonałego" trzyma emocje czytelników w nieustannym napięciu. Michael czuł zadowolenie, a zarazem dziwną pustkę. Ostatnio nie poznawał samego siebie. Co się z nim dzieje? Zadzwoniła komórka, więc sięgnął do kieszeni kaszmirowego płaszcza i przyznał się numerowi widocznemu na wyświetlaczu. Cholera Jasna! - Tak Wenecjo? Co się znowu stało? - Michael, katastrofa! Wierz mi, nie jest dobrze. Mam kłopoty. - Potok włoskich słów wlał mu się w uszy z siłą wodospadu. Ich sens gubił się wśród łkań, jęków i urywanych oddechów. Mam rozumieć, że wychodzisz za mąż?

Opinie o ebooku Małżeńska pułapka - Jennifer Probst

Fragment ebooka Małżeńska pułapka - Jennifer Probst

DLA MOJEGO MĘŻA

Tytuł oryginału: THE MARRIAGE TRAP Copyright © 2012 by Jennifer Probst

Copyright © for the Polish translation by Akapit Press Sp. z o.o., Łódź 2013

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

Tłumaczenie: Iwona Żółtowska

Korekta: Magdalena Granosik, Joanna Pietrasik

Wydanie I, Łódź 2013

ISBN 978-83-62955-86-2

AKAPIT PRESS Sp. z o.o.93-410 Łódź, ul. Łukowa 18 B tel./fax 42 680 93 70 Księgarnia internetowa: www.akapit-press.com.pl

e-mail: zamawiam@akapit-press.com.pl

Konwersja do formatu epub: pan@drewnianyrower.com

Maggie Ryan podniosła do ust kieliszek i upiła spory łyk margarity. Cierpki smak pomieszany ze słonym eksplodował na języku; rozgrzewał krew i dodawał animuszu. Nie dość szybko, niestety. Była całkiem przytomna, gdy zabrała się do dzieła.

Wabił ją zwodniczy tomik oprawiony w fioletowe płótno. Maggie znów po niego sięgnęła i zaczęła przeglądać, a potem rzuciła na szklany blat minimalistycznego stolika. Głupota! Miłosne czary i zaklęcia. Co to ma być, na miłość boską? Ani myślała z nich korzystać. Tak nisko jeszcze nie upadła. Z drugiej strony, gdy Aleksa, najlepsza przyjaciółka Maggie, w desperacji postanowiła odprawić jeden z rytuałów, naprawdę wypadało udzielić jej moralnego wsparcia i pomóc w magicznych poszukiwaniach idealnego partnera.

Ale to całkiem inna bajka.

Maggie zaklęła półgłosem i spojrzała w okno. Światło księżyca sączyło się przez rolety z bambusowych listewek. Kolejny stracony wieczór. Jeszcze jedna bezsensowna randka. Demony podnosiły głowy, ale tej nocy nie było tutaj nikogo, kto mógłby je odpędzić.

Dlaczego nie potrafiła się zaangażować? Ostatnio trafił jej się sympatyczny, inteligentny i wyluzowany facet, więc gdy się wreszcie dotknęli, oczekiwała mocnego iskrzenia, a przynajmniej miłego dreszczyku oczekiwania. Zero reakcji. Nic. Totalne znieczulenie od pasa w dół. Czuła tylko pustkę, tępy ból i… tęsknotę za czymś… innym.

Rozpacz zwaliła się na nią jak fala tsunami. Poczuła znajomy skurcz żołądka i przypływ paniki, ale wzięła się w garść i odzyskała panowanie nad sobą. Do diabła z tym! Żadnych ataków. We własnym domu nie będzie się dołowała. Uczepiła się nagłej złości jak tratwy ratunkowej, oddychała równo i głęboko.

Kretyńskie ataki… Nienawidziła prochów i odmawiała ich przyjmowania, głęboko przekonana, że potrafi siłą woli zapanować nad paniką, więc ataki z czasem ustąpią. Całkiem możliwe, że wcześniej niż innych dopadł ją kryzys wieku średniego. Mimo wszystko jej życie było niemal doskonałe.

Miała wszystko, o czym inni mogą tylko marzyć. Fotografowała przystojniaków ubranych tylko w bieliznę i podróżowała po całym świecie. Uwielbiała swój apartament i nie miała problemów z płaceniem rachunków. W kuchni królował sprzęt ze stali nierdzewnej, a na podłodze lśniła gładka terakota. Supernowoczesny ekspres do kawy i shaker do koktajli wiele mówiły o jej upodobaniach. Bohaterki serialu „Seks w wielkim mieście” dobrze by się tutaj czuły. Miękki biały dywan i meble kryte jasną skórą stanowiły widomy dowód, że w tym mieszkaniu brak dzieci, a codzienność ma swój niezmienny rytm. Maggie robiła, co chciała i kiedy chciała; nikomu się nie musiała tłumaczyć. Była ładna, zgrabna, niezależna finansowo i cieszyła się dobrym zdrowiem, jeśli nie liczyć ataków paniki… oraz obsesyjnych myśli, nachodzących ją ostatnio z przykrą natarczywością, która z każdym dniem przybierała na sile.

Co jest grane?

Wstała i chwyciła szlafrok z czerwonego jedwabiu, a stopy wsunęła w puchate szkarłatne kapcie ozdobione na przodzie diabelskimi różkami. Była już dostatecznie pijana i całkiem sama, więc nikt się nie dowie o jej wybryku. Może to doświadczenie podziała jak balsam na stargane nerwy.

Chwyciła kartkę i spisała wszystkie cechy idealnego mężczyzny. Rozpaliła ogień. Wypowiedziała zaklęcie.

Podczas bezsensownego rytuału brzmiał jej w głowie wesolutki chichot, ale po kolejnym łyku tequili przestała go słyszeć i spokojnie patrzyła na płonącą kartkę.

Zresztą, nie miała nic do stracenia.

***

Słońce wydawało się gniewne i oburzone.

Michael Conte stał przed swoją kamienicą sąsiadującą z nabrzeżem, wpatrzony w ognistą kulę pełznącą z wysiłkiem ku szczytom gór. Barwą przypominała pomarańczową różę przechodzącą w mocny szkarłat. Wojownicze promienie wypędzały resztki mroku. Conte obserwował władcę poranka dumnie świętującego przejściowe zwycięstwo nad ciemnością i zadawał sobie pytanie, czy sam kiedykolwiek doświadczy takich uczuć.

Chciał znów żyć pełnią życia.

Pokręcił głową i skarcił się za smutne myśli. Nie miał powodu do narzekań. Wszystko mu się udawało. Kamienica nad rzeką była na ukończeniu. Wkrótce otworzy tu amerykańską filię rodzinnej sieci piekarń, która stanie się rynkowym przebojem. Taką miał nadzieję. Popatrzył w stronę odnowionego nabrzeża. Port i zabytkowe budynki w dolinie rzeki Hudson – do niedawna zaniedbane siedlisko rozmaitych przestępców – wypiękniały jak Kopciuszek. Michael miał w tym swój udział. Wraz z dwoma pozostałymi inwestorami włożył w wymarzone przedsięwzięcie sporo pieniędzy i był pewny sukcesu. Brukowane alejki biegły między klombami róż, a w porcie cumowały statki: majestatyczne jachty oraz promy oferujące wycieczki dla dzieciarni.

Z jego piekarnią sąsiadowało spa oraz japońska restauracja, kierujące ofertę do zamożnej klienteli o rozmaitych gustach. Za kilka tygodni miało się odbyć uroczyste otwarcie, kończące trudny rok poświęcony na prace budowlane i konserwacyjne.

La Dolce Famiglia zacznie niedługo sprzedawać swoje wypieki także w Nowym Jorku.

Michael czuł zadowolenie, a zarazem dziwną pustkę. Ostatnio nie poznawał samego siebie. Co się z nim dzieje? Marnie sypiał, a przelotne miłostki, na które od czasu do czasu pozwalał sobie dla rozrywki, sprawiały, że rankiem czuł się jeszcze bardziej rozbity. Z pozoru miał wszystko, czego pragną mężczyźni: majątek, ukochaną firmę, rodzinę, przyjaciół, dobre zdrowie. Potrafił zdobyć niemal każdą piękność, która mu wpadła w oko, ale jego włoska dusza marzyła o czymś więcej niż przelotne romanse, choć nie wiedział, czy takie uczucie naprawdę istnieje.

Dla niego raczej nie. Miał wrażenie, jakby coś w nim pękło.

Zdegustowany swymi duchowymi rozterkami odwrócił się i ruszył wzdłuż nabrzeża. Wkrótce zadzwoniła komórka, więc sięgnął do kieszeni kaszmirowego płaszcza i przyjrzał się numerowi widocznemu na wyświetlaczu.

Cholera jasna!

– Tak, Wenecjo? Co się znowu stało?

– Michael, katastrofa! Wierz mi, nie jest dobrze. Mam kłopoty. – Potok włoskich słów wlał mu się w uszy z siłą wodospadu. Ich sens gubił się wśród łkań, jęków i urywanych oddechów.

– Mam rozumieć, że wychodzisz za mąż?

– Michael, czy ty mnie w ogóle słuchasz? – Wenecja nagle przeszła na angielski. – Musisz mi pomóc!

– Uspokój się. Weź głęboki oddech i raz jeszcze wszystko mi opowiedz.

– Mama nie zgadza się na ślub! – wybuchnęła zrozpaczona Wenecja. – To wszystko twoja wina. Dobrze wiesz, że Dominik i ja od lat jesteśmy parą. Długo marzyłam i błagałam niebiosa, żeby mi się oświadczył. W końcu spytał, czy za niego wyjdę. Och, Michael, było jak w bajce. Zabrał mnie na Piazza Vecchia, padł na kolana i wręczył przecudny pierścionek zaręczynowy. Oczywiście zgodziłam się natychmiast i oboje pojechaliśmy do mamy, żeby powiedzieć o tym całej rodzinie i…

– Chwileczkę. Dominik nie raczył zapytać mnie, czy zgadzam się na wasze małżeństwo. – Michael poczuł się dotknięty. – Dlaczego o wszystkim dowiaduję się ostatni?

Jego siostra westchnęła przeciągle.

– Chyba żartujesz? To zamierzchły zwyczaj, a poza tym ciebie tu nie było. Zresztą wszyscy od dawna wiedzą, że się pobierzemy. Ale to bez znaczenia, bo pewnie zostanę starą panną i stracę Dominika. Nie będzie czekał na mnie latami. Wszystko przez ciebie.

Wenecja znowu wybuchnęła głośnym płaczem. Od jej łkań Michaela nagle rozbolała głowa.

– Co ja mam z tym wspólnego?

– Mama powiedziała, że nie mogę wyjść za mąż, dopóki ty jesteś kawalerem. Tata przestrzegał tych kretyńskich zasad, pamiętasz?

Spłoszonemu Michaelowi zimny dreszcz przebiegł po plecach. Stare rodzinne tradycje nie miały racji bytu we współczesnym świecie. Reguła dająca najstarszemu synowi pierwszeństwo na ślubnym kobiercu była dawniej ściśle przestrzegana w okolicach Bergamo. Michael jako dziedzic hrabiowskiego tytułu stał się wprawdzie głową rodziny, ale przymuszanie do małżeństwa to dawne dzieje.

– Moim zdaniem zaszło jakieś nieporozumienie – odparł pojednawczym tonem. – Postaram się to wyjaśnić.

– Mama zapowiedziała, że mogę nosić pierścionek zaręczynowi, lecz ślubu nie będzie, póki ty się nie ożenisz. Dominik się wściekł i odparł, że w takim razie naprawdę trudno powiedzieć, jak długo będziemy musieli czekać na rozpoczęcie wspólnego życia. Na to mama wpadła w złość i uznała go za gbura, a potem wybuchła wielka kłótnia. Moje życie się skończyło. Wszystko przepadło! Jak ona mogła mi to zrobić?

Znów rozległo się szlochanie i głośny płacz.

Michael zacisnął powieki. Bolesne pulsowanie w skroniach graniczyło z torturą.

– Uspokój się! – rozkazał, przerywając rozpaczliwe jęki Wenecji z wściekłością, której nawet nie próbował ukrywać. Ucichła natychmiast, przyzwyczajona od najmłodszych lat, że należy go słuchać. – Wszyscy wiedzą, że ty i Dominik jesteście sobie przeznaczeni. Nie powinnaś się tak zamartwiać. Dziś jeszcze porozmawiam z mamą.

Jego siostra na moment wstrzymała oddech.

– A jeśli nie zdołasz jej przekonać? Gotowa się mnie wyprzeć, gdybym wyszła za mąż bez jej błogosławieństwa. Cóż za koszmarna perspektywa! Ale nie mogę wyrzec się mężczyzny, którego kocham, prawda?

Michael miał wrażenie, że ziemia usuwa mu się spod nóg. Nie chciał wchodzić do tej jaskini… lwic, ale wielka awantura w rodzinie wymuszała na nim powrót do domu. Na dodatek matka miała słabe serce, więc obawiał się o jej zdrowie. Wątpił, żeby dwie młodsze siostry, Julietta i Karina, poradziły sobie z udrękami Wenecji. Teraz należało przede wszystkim zmusić ją, żeby się opamiętała. Michael ścisnął mocniej komórkę.

– Siedź cicho i nie panikuj, aż porozmawiam z mamą. Zrozumiałaś, Wenecjo? Ja się tym zajmę. Powiedz Dominikowi, żeby czekał spokojnie, aż znajdę wyjście z sytuacji.

– Dobrze – odparła drżącym głosem. Michael był świadomy, że Wenecja przesadnie dramatyzuje, ale wiedział też, że naprawdę kochała narzeczonego i pragnęła związać się z nim na dobre. Skończyła dwadzieścia sześć lat; większość jej młodszych koleżanek powychodziła za mąż, więc i ona pragnęła się ustatkować, poślubiając mężczyznę, który szczęśliwie znalazł uznanie w oczach brata.

Michael pospiesznie zakończył rozmowę i stanął przy swoim aucie. Musiał pojechać do biura i wszystko przemyśleć. Może naprawdę przyjdzie mu wziąć ślub, żeby zapanować nad rodzinnym chaosem? Na samą myśl o tym dłonie mu zwilgotniały. Niewiele brakowało, żeby wytarł je o spodnie zaprasowane w idealny kant. Był tak zapracowany, że znalezienie drugiej połówki spadło na ostatnie miejsce listy życiowych priorytetów. Rzecz jasna doskonale wiedział, jakie zalety powinny cechować jego przyszłą żonę. Musi być wyrozumiała, miła i urocza. Poza tym inteligentna. I lojalna. Niech lubi dzieci i pragnie sporej gromadki, niech stworzy mu dom, nie zaniedbując przy tym własnej kariery zawodowej. Powinna także pasować do jego rodziny.

Usadowił się w eleganckim wnętrzu alfa romeo i uruchomił silnik. Deska rozdzielcza rozbłysła barwnymi ikonami. Co będzie, jeśli nie trafi mu się idealna kandydatka na żonę? Czy znajdzie osobę, która zechce mu pomóc w rozwiązaniu domowych problemów, ułatwi spełnienie marzeń jego matki i sprawi, że Wenecja będzie mogła poślubić kochanego nad życie Dominika? Gdzie, do wszystkich diabłów, szukać takiej pomocnicy?

Komórka zadzwoniła ponownie. Wystarczył rzut oka na wyświetlacz, by upewnić się, że Dominik nie zamierza biernie czekać na pomyślne zrządzenie losu i pragnie walczyć o rękę swej najdroższej.

Michaelowi głowa pękała, gdy odbierał telefon.

Czekał go długi i męczący dzień.

– Potrzymaj małą, skarbie.

Maggie odruchowo chwyciła rozbrykaną córeczkę brata, który wcisnął jej dziecinę w ramiona i zmył się pospiesznie. Normalka. Często obserwowała jego kombinacje z nagłym wciskaniem małej komu popadnie. Często zarzekała się, że ma dość takiego wykorzystywania, bo Nick pozbywał się ukochanej pociechy, gdy zrobiła…

– Ohyda!

Maggie poczuła znajomy odorek. Bratanica uśmiechnęła się promiennie, a z dziecinnych usteczek popłynęła strużka śliny, kapiąc wolno na jedwabne spodnie Maggie. Pielucha zrobiła się ciężka od wiadomej substancji, a trzy włoski na główce sterczały niczym mizerniutki irokez.

– Wybacz, Lily, ale ciocia Maggie nie jest od zmieniania pieluch. Gdy podrośniesz, nauczę cię jeździć na motocyklu, przed balem maturalnym wyjaśnię, jak sprawnie wyrywać superprzystojniaka, załatwię dowodzik-fałszywkę, ale do tego czasu mówię pas.

Lily wpakowała piąstkę do bezzębnych ust i żuła ją radośnie.

Maggie stłumiła chichot i rozejrzała się, szukając wzrokiem najbliższych, którym można by wcisnąć dzieciątko. Niestety, większość rodziny skupiła się w kuchni i przy bufecie oddzielającym ją od jadalni. Wzdychając ciężko, Maggie podniosła się z kanapy, posadziła sobie Lily na biodrze i omal nie zderzyła się z facetem, który od pewnego czasu wkurzał ją na maksa.

Był nim Michael Conte.

Silne ręce podtrzymały ją, gdy zachwiała się lekko. Od tego dotknięcia zrobiło jej się gorąco, jakby została oblana wrzącym olejem, ale zachowała kamienną twarz i nie dała po sobie poznać, jak ten łobuz na nią działa. Skradł jej spokój, gdy wślizgnął się podstępnie do rodziny Aleksy, wykorzystując swój urok osobisty, którym totalnie ją irytował. Odkąd jej brat zajął się projektem zabudowy nabrzeża, Michael był zapraszany na wszystkie rodzinne imprezki, gdzie miłej zabawie towarzyszyły biznesowe negocjacje. Maggie stale się na niego natykała, a wówczas przypominała sobie koszmarną randkę w ciemno i dotkliwe upokorzenie.

– Wszystko w porządku, cara?

Czuły ton głosu był dla Maggie niczym cios zadany pięścią w aksamitnej rękawiczce. Lily uśmiechnęła się szeroko i niemal westchnęła. Nic dziwnego. Michael to istne ciacho. Maggie rozkładała jego zewnętrzne walory na czynniki pierwsze, całkiem beznamiętnie, jak przystało na osobę zawodowo parającą się fotografowaniem mody i wysoko cenioną w tej branży. Długie, kruczoczarne włosy zaczesane do tyłu i związane w kucyk. Rysy twarzy łączące wdzięk i siłę. Pięknie zarysowane brwi, wysokie kości policzkowe, mocny zarys szczęki. Nos z niewielkim garbkiem, który mężczyźnie dodawał tylko uroku. Śniada skóra typowa u Włochów.

Na Maggie najbardziej jednak działały jego oczy.

Ciemne, wyraziste, migdałowe, ocienione długimi rzęsami, pełne blasku świadczącego o poczuciu humoru oraz naturze pełnej namiętności, ukrytej pod warstwą dobrych manier.

Żachnęła się z irytacją. Dlaczego ten gość wciąż ją wytrąca z równowagi? Praca wymagała od niej przebywania wśród półnagich facetów, często znacznie przystojniejszych niż ten Conte. Kiedy Maggie dotykała obnażonych ciał, żeby uzyskać idealne pozy i ujęcia, sporadycznie odczuwała nagły przepływ energii. Spotykała się z kilkoma modelami, ale zachowywała dystans; dobrze się bawiła w ich towarzystwie, a potem odchodziła, nie oglądając się wstecz. Michael budził w niej pierwotną kobiecą zmysłowość, która dotąd była dla niej wielką niewiadomą.

Odsunęła niepokojące myśli, poprawiła siedzącą na biodrze Lily i powiedziała chłodno:

– Witam, panie hrabio. Co cię tu sprowadza?

– Za nic w świecie nie opuściłbym urodzin Aleksy. – Conte uśmiechnął się lekko.

– Pewnie. Jeśli na imprezie jest Aleksa, ciebie również można się spodziewać, prawda?

Michael uniósł brwi.

– Podejrzewasz, że coś knuję, cara?

Maggie nienawidziła schrypniętego głosu, który jak bicz chłostał jej zmysły. Jeszcze bardziej obrzydło jej ciało tego bydlaka. Pod skórzaną marynarką Armaniego kryły się potężne mięśnie. Miał na sobie starannie zapiętą niebieską koszulę, dżinsy i markowe botki z krokodylej skóry. Świetna stylizacja, a do tego męska siła oraz nieodparty urok. Sprawiał wrażenie totalnego luzaka, który ignoruje wszystko, ale głębię oczu czarnych jak atrament rozświetlał błysk przenikliwej inteligencji.

Maggie też się tak umiała kamuflować.

Uśmiechnęła się do niego promiennie. Podobnie jak Michael opracowała te triki do perfekcji.

– Ależ skąd! Jestem zachwycona, że tak bardzo polubiłeś żonę mojego brata.

Michael zachichotał, łaskocząc Lily pod bródką. Dziewczynka parsknęła śmiechem. Maggie pomyślała, że w obecności Michaela nawet bratanica okazuje się podłą zdrajczynią.

– Wiesz, że przyjaźnię się z Aleksą, prawda? A bez pomocy twojego brata moja piekarnia nigdy by nie ruszyła. Jego projekt jest znakomity.

– Fajny układ, co? – wymamrotała Maggie.

Pochylił się lekko, jakby chciał jej dokuczyć. Poczuła woń mocnej kawy, mydła i markowej wody po goleniu. Mimo woli spojrzała na zmysłowe, pełne usta.

– Chcesz mi coś powiedzieć, Maggie? – zapytał prawie szeptem. – Podczas naszej randki przekonałem się, że… masz tupet.

Cholerny dupek. Zmrużyła oczy, próbując zapanować nad rumieńcem wypełzającym na policzki, i powiedziała ostrzegawczym tonem:

– A ty sprawiałeś wrażenie gościa, który nie owija niczego w bawełnę.

Michael odsunął się, więc odetchnęła swobodniej.

– Tamtego wieczoru oboje błądziliśmy po manowcach.

Bez słowa podała mu Lily. Przytulił małą tak czule, że Maggie z wrażenia nagle zabrakło tchu. Natychmiast pożałowała, że oddała mu małą.

– Muszę znaleźć Aleksę. Lily trzeba zmienić pieluchę. Bądź tak miły i zmień ją, bardzo proszę. – Uśmiechnęła się słodziutko. – Co to dla ciebie? Właściwie dla rodziny, dobrze mówię? Znasz drogę do pokoju dziecinnego.

Odwróciła się i odeszła, stukając niebotycznymi obcasami.

***

Wkroczyła do kuchni starannie urządzonej w stylu toskańskim, chcąc nalać sobie lampkę wina. Czemu nikt nie widzi, że ten facet zagiął parol na jej najlepszą przyjaciółkę? Nick, brat Maggie, dawniej go nienawidził, a teraz zaprasza na rodzinne imprezy i stwarza wiele sposobności do przebywania z własną żoną. Maggie wspomniała o tym Aleksie, ale została wyśmiana i usłyszała, że w tym rzekomym duecie nie ma żadnej chemii. Zero zmysłowości. Bzdura.

Maggie była pewna, że Aleksie inny wariant nie przyszedłby do głowy, ponieważ kochała Nicka do szaleństwa, a u innych ludzi dostrzegała jedynie dobro. Taka kobieta zasługiwała na pełne zaufanie. Co innego ten włoski czaruś, który podstępnie wślizgnął się do rodziny.

Przez cały ubiegły rok Maggie prześwietlała go, próbując znaleźć jakąś słabostkę na wypadek, gdyby musiała posłużyć się szantażem, chcąc go zniechęcić do spotkań z Aleksą i bratem.

Jej wysiłki spełzły na niczym. Tylko jeden aspekt życia Michaela budził pewne wątpliwości.

Chodziło o kobiety.

Michael był znanym podrywaczem. Gotowa była się założyć, że we Włoszech laski uganiały się za nim, a w Nowym Jorku z pewnością też nie narzekał na brak powodzenia. Nie słyszało się jednak żadnych plotek dotyczących jego podbojów. Nawet brukowce o nich nie pisały, choć niewątpliwie romansował na prawo i lewo.

Nigdy na poważnie.

W ubiegłym roku jego najdłuższy związek trwał dwa tygodnie. Maggie stłumiła ponury chichot. Miała wrażenie, że widzi samą siebie w męskim wcieleniu. Według niej była tylko jedna przyczyna niefrasobliwości hrabiego.

Aleksa.

Kochał ją, więc w kontaktach z innymi pannami nie chciał angażować się na poważnie i zaliczał tylko rozmaite kociaki. Bogu dzięki, że odmówił, gdy Maggie zaproponowała kolejną randkę. Do dziś było jej wstyd, gdy myślała o tamtej rozmowie. Żaden mężczyzna jej dotąd nie odrzucił; na pewno ani jeden spośród tych, którzy wpadli jej w oko.

Napełniła kieliszek czerwonym winem i przeszła do wytwornego salonu. Od razu spostrzegła, że zniknęło kilka bibelotów oraz meble o ostrych krawędziach. Dom brata został doskonale przygotowany na inwazję wszędobylskiej dzieciny.

Aleksa podeszła do niej z talerzem wypełnionym pysznościami.

– Czemu nie jesz? Ratunku! Próbuję zrzucić zbędne kilogramy, które mi zostały po ciąży, ale te przystawki są wyśmienite.

Maggie uśmiechnęła się do przyjaciółki.

– Nie mów głupstw. Wyglądasz rewelacyjnie. A te twoje balony! Pierwsza klasa! Umieram z zazdrości.

Mocno wydekoltowana mała czarna do kolan podkreślała okrągłości Aleksy.

– Mam je, bo karmię młodą – odparła, pokazując Maggie język. – Oby tylko nic mi teraz nie wyciekło, bo natychmiast utracę swój zmysłowy powab. Gdzie Lily?

Maggie pozwoliła sobie na złośliwy uśmieszek.

– Michael zmienia jej pieluchę.

Aleksa jęknęła przeciągle.

– Czemu wciąż go dręczysz? Idę pomóc biedakowi. – Wzięła talerz. Maggie chwyciła ją za ramię.

– Dobra, dobra, sama pójdę sprawdzić, jak sobie radzi. Pewnie oddał Lily twojej mamie. Ma swój rozum, Alekso. To facet, a oni niechętnie zmieniają pieluchy.

– Nick potrafi.

Maggie potoczyła wokół umęczonym spojrzeniem.

– Ale się do tego nie garnie. Wcisnął mi Lily, gdy zrobiła kupę.

Aleksa odszukała męża stojącego w głębi salonu i spiorunowała go wzrokiem.

– Normalka. Wczoraj podrzucił mi ją na minutkę, a gdy zaczęłam go szukać, okazało się, że wybył z domu. Siedział w aucie na podjeździe. Paranoja, co?

– Zapłaci za swoje winy. W dosłownym znaczeniu tego słowa. Pojedziemy razem na zakupy i go zrujnujemy.

– Mam nadzieję, że nie będziesz się teraz mścić na Michaelu. Niech Bóg ma tego biedaka w swojej opiece. Postaraj się być dla niego miła. Nie mam pojęcia, co z wami jest. Od roku drzecie koty. Zaczęło się po tamtej randce w ciemno. Co się wtedy zdarzyło? Ukrywasz coś przede mną?

– Skądże! – Maggie wzruszyła ramionami. – Już ci mówiłam, że moim zdaniem on się w tobie zadurzył, ale nikt mi nie wierzy.

– Stara śpiewka. – Aleksa pokręciła głową. – Maggie, przecież my się tylko przyjaźnimy. Michael jest dla nas jak brat. Zapewniam cię, że nawet Nick się do niego przekonał. Między mną i Michaelem ani razu nie zaiskrzyło i nadal tak jest.

– Jasne – wymamrotała Maggie, spoglądając na przyjaciółkę, którą kochała jak rodzoną siostrę. Aleksa nie była świadoma emanującego z niej piękna, zewnętrznego i duchowego. Nick zdobył w końcu jej serce i Maggie nie chciała, żeby oboje zapomnieli, ile znaczą dla siebie nawzajem. Długo ze sobą wojowali, ale teraz nie było szczęśliwszej pary. Brat Maggie znalazł wreszcie spokojną przystań. Uporał się z koszmarem dorastania w zamożnej, ale zimnej rodzinie i nie pozwolił, żeby wczesne doświadczenia wpłynęły na dalsze życie. Siostra była z niego dumna, bo podjął wyzwanie i przezwyciężył młodzieńczą traumę.

Przynajmniej jedna osoba w rodzinie znalazła spokój i ukojenie.

Maggie uściskała Aleksę.

– Jedz na zdrowie, jubilatko, i przestań się martwić. Ocalę twojego kumpla.

Bez pośpiechu ruszyła na górę przekonana, że zastanie Michaela ze szklanką whisky w dłoni, uwolnionego od dzieciny. Kręconymi schodami dotarła na piętro i wolno szła korytarzem. Dobiegł ją stłumiony śmiech, potem cichy śpiew. Przez uchylone drzwi zajrzała do dziecinnego pokoju i znieruchomiała, porażona niezwykłym widokiem.

Michael obejmował Lily i kołysał ją do snu. Nucił po włosku kołysankę. Maggie rozpoznała piosenkę „Świeć, świeć, gwiazdko mała”. Lily wpatrywała się w niego z uwielbieniem, od czasu do czasu gaworząc do wtóru. Aura dziecięcej sypialenki z wielkimi księżycami, gwiazdami wymalowanymi na suficie i ścianami żółtymi jak słoneczne promienie przydała tej scenie bajkowego uroku.

Maggie wstrzymała oddech, tknięta nagłą tęsknotą. Zacisnęła powieki, chcąc uciszyć burzę uczuć. Michael był bez marynarki. Wisiała na oparciu krzesła. Lily została przebrana i miała na sobie sukienkę w żółte różyczki, jasne rajstopki oraz wypucowane do blasku żółte buciki. W sypialni pachniało wanilią.

Maggie odchrząknęła, zaciskając pięści.

Michael podniósł wzrok.

Przez moment patrzyli sobie w oczy, świadomi mocy wzajemnego pożądania. Chwila minęła, nastrój prysł, a Maggie uznała, że uczucia malujące się na twarzy Michaela były tylko złudzeniem.

– Co robisz? – spytała ostro.

Żachnął się, słysząc oskarżycielski ton.

– Śpiewam.

Westchnęła zniecierpliwiona i wskazała przewijak.

– Chodzi mi o pieluchę. Zmieniłeś ją? Co to za ubranko?

– Zmieniłem. Sama mnie o to prosiłaś. Sukienka była upaćkana, więc założyłem małej świeżą. Czemu tak cię to zdumiewa?

– Wychowałeś się podobno w tradycyjnej rodzinie, gdzie faceci rządzą, więc nie tykają garów, mopa ani pieluch.

Michael odrzucił głowę w tył, wybuchając gromkim śmiechem. Lily zamrugała powiekami i też zaczęła chichotać.

– Nie znasz mojej matki. Dorastałem z trzema młodszymi siostrami. Jestem mistrzem w zmienianiu pieluch. To była moja działka i w głowie mi nie postało, żeby komuś podrzucić dzieciaka. Zaryzykowałem tylko raz i drogo za to zapłaciłem.

– Ach tak. – Maggie oparła się o biały stolik. – Twoja rodzina mieszka we Włoszech?

– Tak. Pierwsza piekarnia La Dolce Famiglia powstała w Bergamo. Tam mieszkamy. Potem otworzyliśmy kolejne punkty w Mediolanie oraz innych miastach. Teraz postanowiłem rozwinąć firmę w Stanach, a siostry na miejscu pilnują interesu.

– Co z twoim tatą?

Michael zmienił się na twarzy.

– Zmarł przed kilkoma laty.

– Bardzo mi przykro – odparła cicho. – Mam wrażenie, że łączy cię z najbliższymi bardzo silna więź.

– Si. Okropnie za nimi tęsknię. – Spojrzał na Maggie z zaciekawieniem. – A ty? Śmiem twierdzić, że nigdy w życiu nie zmieniłaś dzieciakowi pieluchy.

Uśmiechnęła się, nie zważając na poczucie dziwnej pustki.

– Inni robili to za mnie. Nick był starszy, więc ominęła mnie przyjemność niańczenia młodszego rodzeństwa. W ogóle nie musiałam się wysilać, bo mieszkałam w rezydencji i byłam obsługiwana przez gosposię, kucharkę i nianię. Wyrosłam na próżniaka, bo mnie rozpieszczano.

Zapadło krępujące milczenie. Maggie wierciła się niespokojnie pod bacznym spojrzeniem Michaela, który patrzył jej w oczy, jakby czegoś szukał. Nie miała pojęcia, o co mu chodzi.

– Nie, cara – odparł wreszcie. – Moim zdaniem miałaś trudniej niż inni ludzie.

Milczała, wściekła, że sonduje ją i prześwietla, jakby podejrzewał, że za wyelegantowaną fasadą kryje się wiele tajemnic.

– Myśl, co chcesz – odparła nonszalancko – ale przestań mówić do mnie cara. Po włosku to znaczy kochanie, prawda?

Przytaknął bez słowa, uśmiechając się przekornie, i spojrzał na jej obcisły top z dzianiny o metalicznym połysku, jakby zastanawiał się, jak by tu go z niej ściągnąć i popieścić obnażony biust. Wściekła się, bo zdradliwe ciało natychmiast pokazało, że nie ma nic przeciwko temu. Dlaczego ten cholerny drań tak na nią działa?

– Zgoda, la mia tigrotta – odparł niskim, śpiewnym tonem, delikatnym jak aksamit. Miała wrażenie, że stoi całkiem naga, otulona jedynie tym jego przymilnym głosem. Zmięła przekleństwo.

– Bardzo śmieszne – burknęła.

Michael uniósł brwi.

– Nie chciałem cię rozbawić. Od pierwszego spotkania przypominasz mi młodą tygrysicę.

Maggie nie zamierzała się spierać o takie bzdury. Puściła mimo uszu miłe słówka i ruszyła ku drzwiom.

– Chodźmy na dół. Aleksa szukała małej.

Michael poszedł za nią, niosąc Lily na ręku. W korytarzu natknęli się na matkę Aleksy.

– Skarbie, szukam cię wszędzie! – Maria McKenzie ucałowała Maggie w oba policzki i spojrzała tak serdecznie, że dziewczynie zrobiło się ciepło na sercu. – Jest i moja śliczna wnusia! Chodź do mnie, dziecinko. – Wzięła Lily od Michaela i cmoknęła go w przelocie. – Słyszałam, że trzeba ją przewinąć, ale widzę, że sami daliście sobie z tym radę. Zgrana z was drużyna.

Czemu w tej rodzinie wszyscy twierdzą, że ona i Michael nadają na tych samych falach? Maggie stłumiła westchnienie, gdy włoski czaruś parsknął śmiechem.

– Jak pani wiadomo, Maggie fantastycznie opiekuje się bratanicą. Mnie pozostało jedynie siedzieć i podziwiać.

Maggie ogarnęło poczucie winy. Uśmiechnęła się, ale ukradkiem rzuciła mu ostrzegawcze spojrzenie. Jak to możliwe, że taki łobuz w oczach wszystkich uchodzi za przyzwoitego człowieka?

– W piątek zapraszam was oboje na obiad – powiedziała Maria.

Na rodzinnych obiadach u Marii bywali dotąd tylko Maggie, Aleksa i Nick. Odetchnęła z ulgą, gdy przypomniała sobie, że piątek ma już zajęty.

– Strasznie mi przykro, ale w tym tygodniu lecę do Mediolanu. Wkrótce mam tam zdjęcia.

– W takim razie spotkamy się wszyscy dopiero po twoim powrocie. Idę z małą do gości. Zobaczymy się później.

Mama Aleksy odeszła w głąb korytarza i zniknęła za zakrętem. Maggie spostrzegła, że Michael ma dziwną minę.

– Lecisz do Mediolanu? Jak długo tam zabawisz?

– Około tygodnia – powiedziała, wzruszając ramionami. – Muszę się spotkać z kilkoma osobami i zrobić zakupy.

– Aha – mruknął. Zwyczajna odpowiedź nie wiedzieć czemu zabrzmiała niepokojąco w uszach Maggie. Conte taksował ją wzrokiem, jakby ukazała mu się nagle w innym świetle. Przyjrzał się jej twarzy, a potem omiótł wzrokiem całą postać, jakby pod modnymi ciuchami próbował się doszukać czegoś więcej.

– Co się gapisz, matole? – Przestąpiła niepewnie z nogi na nogę, bo zrobiło jej się gorąco. Po prostu omdlewała pod jego spojrzeniem. Dość! Nie ma mowy, żeby na to poszła! Gdyby zombiaki opanowały świat i pozostałoby na nim tylko ich dwoje jako ostatnia nadzieja odrodzenia ludzkości, nawet wówczas nie poszłaby do łóżka z Michaelem Conte.

– Nie wykluczam, że wkrótce złożę ci pewną ofertę.

Odsunęła od siebie wspomnienie pamiętnej randki i zdobyła się na drwiący uśmieszek.

– Odradzam. Musztarda po obiedzie. Straciłeś swoją szansę, kolego. – Odwróciła się i odeszła, nie oglądając się.

***

Michael sączył koniak, obserwując gości. Impreza powoli dobiegała końca. Na deser był przepyszny murzynek i hektolitry mocnej kawy. Potem rozanieleni przyjaciele i krewni z wolna zaczęli się żegnać.

Alkohol działał rozluźniająco, lecz mimo to Michael nadal był podenerwowany. Miał kłopoty, poważne kłopoty. Po telefonie do Wenecji i Dominika postanowił zobaczyć się z matką, więc przed decydującym starciem musiał opracować strategię działania.

Nie było mowy o literalnym przestrzeganiu rodzinnej tradycji. Z drugiej strony jednak, zdawał sobie sprawę, że matka kieruje się w życiu określonymi zasadami i rzadko pozwala sobie na ich łamanie. Wymyślił szaloną intrygę, która wydawała mu się strzałem w dziesiątkę. Zamierzał opowiedzieć mamie o dziewczynie, z którą rzekomo spotyka się od pewnego czasu, i zapowiedzieć rychły ślub oraz późniejsze odwiedziny. Potem spokojnie, lecz stanowczo zażąda, aby Wenecja i Dominik pobrali się pierwsi, bo ich związek trwa dłużej. Zamierzał powołać się na błogosławieństwo taty patrzącego na nich z nieba oraz wspomnieć o proroczym śnie, który pomoże zwalczyć matczyne skrupuły.

Łudził się, że to wystarczy, póki Julietta, kolejna siostra, kilkoma celnymi uwagami nie przywiodła go do opamiętania.

Przypomniał sobie teraz, co powiedziała w czasie krótkiej rozmowy:

– Michael, nie mam pojęcia, ile wiesz, ale moim zdaniem wkrótce usłyszymy ulubione powiedzenie twoich ukochanych Amerykanów: „Houston, mamy problem”. Wtedy nastąpi wielkie bum i nie będzie co zbierać.

Julietta nie dawała się nigdy ponosić emocjom, nie dramatyzowała i działała z metodyczną skrupulatnością. Dlatego była idealnym dyrektorem rodzinnej firmy.

– Gdy tata był umierający – ciągnęła Julietta – mama przyrzekła mu, że będzie przestrzegać rodzinnej tradycji, a to oznacza, że jako pierworodny musisz pierwszy stanąć na ślubnym kobiercu, choć wydaje ci się to absurdem.

– Z pewnością uda mi się jej to wyperswadować – odparł Michael, nie zważając na wątpliwości mnożące się w jego umyśle.

– Pobożne życzenia. Moim zdaniem Wenecja chce zwiać ze swoim najdroższym. Jeśli to zrobi, łagodnie mówiąc, czeka nas katastrofa. Zacznie się wojna z rodziną Dominika. Mama grozi wydziedziczeniem. Karina jest całkiem załamana, wciąż popłakuje z obawy, że rodzina będzie skłócona. Mama wezwała lekarza i oznajmiła, że ma zawał, ale on zdiagnozował tylko chwilową niestrawność i kazał jej leżeć w łóżku. Dios, łudzę się nadzieją, że masz kogoś i szybko zapanujesz nad sytuacją. Mam powyżej uszu patriarchalnie nastawionej arystokracji. W głowie mi się nie mieści, że tata poważnie traktował te bzdury.

Michael czuł się po tej rozmowie tak, jakby dostał obuchem w głowę. Nie wygra z obietnicą złożoną konającemu. Ojciec zastawił na niego pułapkę, a matka własnoręcznie zaryglowała drzwi klatki. Żeby ogarnąć rodzinny bałagan, potrzebował ślubnej małżonki – i to natychmiast. Przynajmniej na pewien czas.

Jaki miał wybór? Jego umysł pracował gorączkowo, z bezwzględną skrupulatnością analizując sytuację, aż pozostało jedno jedyne rozwiązanie. Trzeba przekonać matkę, że jest żonaty, szybko wydać Wenecję za mąż, a po kilku miesiącach oznajmić ze smutkiem, że jego związek okazał się pomyłką. Musiał działać szybko i niezwłocznie załatwić sprawę. Rozwiązywanie rodzinnych dylematów to przecież jego specjalność.

– Ożenię się w tym tygodniu – oświadczył.

Słyszał, jak siostra wstrzymuje oddech.

– Powiedz Wenecji, żeby nie robiła głupstw.

– Mówisz serio? Naprawdę zamierzasz to zrobić czy tylko ściemniasz?

Michael zacisnął powieki. Wszyscy z Juliettą włącznie muszą uwierzyć w prawdziwość nowiny o rychłym ślubie; od tego zależało powodzenie całego planu.

– Mam kogoś. Ta znajomość trwa jakiś czas. Zamierzałem to wkrótce ogłosić. Moja dziewczyna nie lubi robić wokół siebie zamieszania i nie życzy sobie hucznego wesela, dlatego wpadniemy tylko do urzędu, żeby podpisać papiery, a wszystkich poinformujemy dopiero po fakcie.

– Nie zmyślasz, braciszku? Posłuchaj, sytuacja wymknęła się spod kontroli, ale to nie powód, żeby się żenić na łapu-capu, jedynie po to, by poprawić humor Wenecji. Nie musisz do końca życia ratować nas wszystkich z każdej opresji.

– Muszę – odparł cicho Michael. Poczuł nagle brzemię ciążącej na nim odpowiedzialności i zabrakło mu tchu. Przyjął swoje brzemię bez protestu i dodał: – Więcej dowiesz się, gdy pogadam z narzeczoną.

– Mama każe wam przyjechać, żeby mogła ją poznać. Nie zadowoli się twoim wyznaniem.

Słowa Julietty zabrzmiały jak chrzęst zasuwanych rygli. Klatka zatrzasnęła się na dobre.

– Wiem. Pod koniec lata przyjedziemy z wizytą.

– Serio? Kim jest ta dziewczyna? Jak ma na imię?

– Muszę już iść. Później do ciebie zadzwonię.

Michael przerwał połączenie.

Sprawy się komplikowały, ponieważ czasu było niewiele, a pole manewru znikome. Zamierzał się zwrócić do jednej z agencji wynajmujących singlom osoby towarzyszące, gdy trzeba się pokazać razem na ważnej imprezie. Przy odrobinie szczęścia wśród współpracujących z nią pań znajdzie się taka, która zechce udawać jego żonę. Trzeba, rzecz jasna, precyzyjnie uzasadnić, dlaczego odwleka spotkanie z matką. Na dodatek za tydzień miał uroczyste otwarcie filii rodzinnej firmy na odnowionym nabrzeżu. Życiowych atrakcji z pewnością mu nie brakowało. To będzie cud boski, jeśli z nerwów się nie rozchoruje.

A może by tak…

Rozejrzał się wśród gości i spojrzał prosto w zielone, wyzywające, trochę kocie oczy. Natychmiast ogarnęła go żądza. Maggie pytająco uniosła brwi, odwróciła się i pokazała mu plecy. Stłumił śmiech. Ta dziewczyna to wybuchowa mieszanka seksapilu i arogancji. Przypominała różę z mnóstwem kolców. Książę z bajki powinien się mieć na baczności.

Maggie Ryan byłaby idealną kandydatką…

Mógłby, jak mówią, zacisnąć zęby, i za jednym zamachem ogarnąć całą sprawę. Słaba nadzieja, że inna jego znajoma wybiera się wkrótce na tydzień do Mediolanu. Ufał Maggie… w pewnym stopniu. Jeśli zdoła ją przekonać, błyskawicznie odbębni wizytę, pod pretekstem nawału pracy szybko wyjedzie, a Wenecja będzie mogła wyjść za mąż jeszcze tego lata. Niechęć Maggie stanowiła dodatkowy atut, bo panna raczej się w nim nie zadurzy i po spotkaniu z jego najbliższymi nie uroi sobie, że należy do rodziny. Mama będzie trochę zawiedziona, bo wymarzyła sobie grzeczną, cichutką synową, ale mimo trudności powinno się udać…

O ile Maggie pójdzie na współpracę.

Spotykał się z wieloma pięknymi kobietami, ale Maggie otaczała aura tajemniczości, która porażała mężczyzn jak nieoczekiwany cios. Lśniące, modnie obcięte włosy w kolorze cynamonu opadały na policzki jak gładka, jedwabista zasłona. Grzywka uwydatniała lekko skośne oczy, barwą przypominające zamglone, bezkresne, zielone pola Toskanii. Można było w nich zatonąć, błądząc wśród zagadkowych oparów. Rysy ostre i wyraziste: spiczasty podbródek, wysokie kości policzkowe, ładny nos. Obcisła bluzka odsłaniała kształtne ramiona i opinała piękny, jędrny biust. Spodnie z jedwabiu o metalicznym połysku dyskretnie podkreślały zachwycającą linię bioder oraz długich nóg; oczarowany mężczyzna z miejsca wyobrażał sobie, jak ta ślicznotka splata je za jego plecami. Maggie używała mocnych perfum z wyraźną nutą piżma i drzewa sandałowego, drażniących męskie nozdrza i obiecujących lot z ziemi prosto do nieba.

Nie była skromnym fiołkiem. Cechowała ją pewność siebie i świadomość kobiecej siły. Emanowała zmysłowością wyczuwalną dla każdego mężczyzny, który się do niej zbliżył. Michael obserwował, jak odrzuca w tył głowę i wybucha śmiechem. Na jej twarzy malowała się spontaniczna radość, którą widywał tylko u jej brata i u Aleksy. Podczas pamiętnej randki wyczuł, że Maggie oddzieliła się grubym murem od prawdziwych uczuć; jej cięte riposty, ewidentny seksapil i taksujące spojrzenia utwierdziły go jedynie w tym przekonaniu.

Była sobą i ani myślała się z tego tłumaczyć. Podziwiał takie kobiety, ponieważ były wyjątkowe i rzadko na nie trafiał. Maggie fascynowała go tak bardzo, że pragnął się do niej zbliżyć i sprawdzić, co kryje za efektowną fasadą. Ze szmaragdowych oczu można było niekiedy wyczytać zadawniony ból i ukryte pragnienia. Pragnął wówczas zostać jej rycerzem i walczyć ze smokami.

Zaskoczyła go ta myśl. Kpił z siebie, czując, że spodnie zrobiły się nagle nieco przyciasne. O cholera! Wymyślił sobie uciśnioną księżniczkę. Tego mu tylko brakowało! Nie nadawał się na księcia z bajki i taka kariera nigdy go nie pociągała. Zresztą współczesna królewna zapewne ukradłaby mu konia i sama wyrwałaby się z opresji.

Teraz jednak była mu potrzebna. Musiał ją nakłonić do współpracy.

– Masz dziwną minę. Ciekawe, co… a raczej kto za tym stoi.

Nie ruszając się z wygodnego krzesła, podniósł głowę i spojrzał w roześmiane niebieskie oczy Aleksy. Wstał i uściskał ją serdecznie.

– Buon giorno, signora bella. Dobrze się bawisz na swojej imprezie?

Niesforny lok wysunął się z końskiego ogona i opadł na jej policzek. Emanowała radością.

– Cudownie. Zapowiedziałam Nickowi, że nie chcę wielkiego przyjęcia, ale wiesz, jaki bywa stanowczy.

– Dlatego tak dobrze radzi sobie w interesach.

Aleksa wzniosła oczy do góry.

– Tak, ale co dobre w biznesie, w domu jest lekką przesadą. To bywa… ekscytujące. – Uśmiechnęła się przekornie. – Czasami.

Michael parsknął śmiechem.

– Chyba się pogubiłem. Trochę peszy mnie ta wasza amerykańska otwartość. – Gdy Aleksa zarumieniła się lekko, pociągnął za ciemny loczek. – Daruj, ale nie mogłem oprzeć się pokusie i kupiłem ci prezent.

– Michaelu, tort naprawdę wystarczy. Był przepyszny. Obżarłam się nieprzytomnie.

– Drobiazg. Znamy się od roku i muszę przyznać, że wiele dla mnie znaczysz, więc cieszę się, że jesteś szczęśliwa. – Wyjął z kieszeni marynarki niewielkie pudełeczko. – Otwórz.

Westchnęła, rozdarta między irytacją i ciekawością, która wkrótce zwyciężyła, a prezencik został otwarty. Na pofałdowanej satynie spoczywał złoty amulet: czterolistna koniczynka ozdobiona lśniącym szmaragdem. Aleksa wstrzymała oddech, zachwycona kosztownym drobiazgiem. Michael z jawnym zadowoleniem obserwował twarz obdarowanej.

– Szmaragd to zodiakalny kamień Lily – wyjaśnił. – Nick wspomniał, że dostałaś od niego piękny złoty łańcuszek. Naszyjnik masz do kompletu. Podoba ci się?

Aleksa przygryzła wargę i zamrugała powiekami.

– Ogromnie. Prześliczny. Dzięki. – Pochyliła się i cmoknęła Michaela w policzek. Ścisnął mocno jej dłonie.

– Prego, cara.

W jego sercu wezbrał podziw i szczera sympatia. Poznał Aleksę na oficjalnym przyjęciu i od razu wiedział, że ma do czynienia z wyjątkową kobietą, ale odkąd usłyszał, że jest mężatką, nie było między nimi żadnego iskrzenia. Nick stał się mężczyzną jej życia, ale Michael doszedł do przekonania, że jemu i Aleksie z woli niebios pisana była przyjaźń, nie romans. Nick początkowo był niezadowolony, że są ze sobą tak blisko, lecz i oni stali się wkrótce kumplami, a także partnerami w interesach. Po narodzinach Lily Michael ochoczo został przyszywanym wujkiem, co łagodziło tęsknotę za domem i najbliższymi.

Tylko Maggie nie dała się ugłaskać i nadal była podejrzliwa.

Nagle stanęła obok niego, jakby instynktownie wyczuwała, że znalazł się w pobliżu Aleksy. Obrzuciła go karcącym spojrzeniem.

– Co tam masz, skarbie? – zapytała. – Prezencik? Świetny pomysł.

Mówiła lodowatym tonem, od którego zimny dreszcz przebiegł Michaelowi po plecach. Zawsze go zachwycała opiekuńczość i oddanie okazywane Aleksie przez Maggie. Dlaczego piękna dziewczyna o takim wielkim sercu jest samotna? A może jednak ma kogoś na boku? Imprezy zaliczała w pojedynkę. Michael przyjrzał się jej uważnie, ale nie spostrzegł żadnych oznak łagodnienia lub zaspokojenia, tylko żywiołową energię, którą zawsze emanowała.

Powrócił myślami do randki sprzed niespełna roku. Aleksa ubłagała go, żeby spotkał się z Maggie, powołując się na kobiecą intuicję, która jej podpowiadała, że idealnie do siebie pasują. Kiedy spojrzeli sobie w oczy, Michael od razu wyczuł, że erotyczne iskrzenie mają jak w banku. Maggie wydawała się równie zaskoczona tą nagłą bliskością, ale ze swobodą starej wyjadaczki przeszła nad tym do porządku dziennego. Po pewnym czasie zorientował się, że ma do czynienia z kłębowiskiem sprzecznych emocji. Maggie przypominała tygrysicę, która chwilowo nie ryczy. Żywa, dowcipna rozmowa wzmocniła jego pożądanie, ale był świadomy, że nie zadowoli się jednym numerkiem, choć Maggie udawała ze wszystkich sił, że jedynie tego im trzeba.

Przez moment kusiło go, żeby przezwyciężyć jej opory i zaproponować coś więcej, lecz ze względu na przyjaźń z Aleksą, a także obawa przed nieprzyjemnym rozstaniem sprawiły, że nie zdecydował się na kolejną randkę. Szukał dziewczyny, która zamiast uparcie zachowywać dystans, dopasuje się do tradycyjnej rodziny Conte. Maggie była przeciwieństwem narzeczonej, którą sobie wymarzył. Przy takiej żonie nie sposób się nudzić, ale obawiał się sprzeczek, burzy uczuć i męczącego szukania kompromisów. Gdyby jednak pożarli się na dobre, Aleksa i Nick drogo by za to zapłacili. Michael od dawna uważał ich za przyszywaną rodzinę; nie miał zwyczaju narażać bliskich na takie ryzyko, nawet choćby w grę wchodziło jego własne dobro.

Takie podejście do sprawy trenował przez całe życie i doszedł w nim do perfekcji.

A jednak tym razem spaprał sprawę. Gdy Maggie nieśmiało zaproponowała, żeby spotkali się ponownie, spanikował ogarnięty strachem, jakiego nie wzbudziła w nim dotąd żadna kobieta.

Zdumiał się, gdy po stanowczej odmowie zmieniła się na twarzy, jakby coś ją zabolało. Teraz nie miał u Maggie Ryan żadnych szans. Słaba nadzieja, żeby zaryzykowała po raz drugi. Z jawnym upodobaniem wciąż mu o tym przypominała.

Aleksa pokazała jej naszyjnik.

– Śliczny, prawda, Maggie?

– Słodziutki.

Michael stłumił śmiech, gdy Aleksa obrzuciła go karcącym spojrzeniem, a naburmuszona Maggie postanowiła się wycofać.

– Muszę uciekać – powiedziała. – Wkrótce lecę do Mediolanu i mam do załatwienia milion spraw.

Aleksa jęknęła boleśnie.

– Wiele bym dała, żeby wyruszyć do Włoch na zakupy. Potrzebuję nowych ciuchów. – Z odrazą spojrzała na swoją sukienkę.

– Lily warta jest kilku nadprogramowych kilogramów – oznajmiła stanowczo Maggie. – Przywiozę ci seksowne szpilki. Nick oszaleje z zachwytu. – Spojrzała znacząco na Michaela. – Ale wam takie sztuczki w ogóle nie są potrzebne, żeby się działo.

– Co ma się dziać? – zapytał Nick, podchodząc do żony i obejmując ramieniem jej biodra.

– Nieważne – rzuciła Aleksa.

– Mówimy o bzykaniu – wyjaśniła Maggie. – Lecę do Mediolanu i obiecałam przywieźć Aleksie seksowne szpilki.

Nick od razu zainteresował się tym pomysłem.

– Przydałaby się jej także jedwabna koszula nocna.

– Nick!

Uśmiechnął się szeroko, nie zważając na zakłopotanie ukochanej.

– O co chodzi? Twoja przyjaciółka wybiera się do stolicy światowej mody, a ty nie chcesz skorzystać z okazji? Zamów sobie u niej fajną bieliznę. Kurczę, na twoim miejscu zrobiłbym to natychmiast. W takich ciuszkach wyglądasz przecudnie.

Maggie wybuchnęła śmiechem.

– Załatwione. W czerwonym będzie wyglądała rewelacyjnie.

– Mam was dość – obruszyła się Aleksa.

Nick pocałował ją w szyję. Michael kątem oka spojrzał na Maggie. Miała dziwną minę.

Na jej twarzy malowała się tęsknota.

Ze ściśniętym gardłem obserwował wpatrzone w brata smutne oczy. Chwila minęła. Maggie znów przybrała obojętny wyraz twarzy.

Michael podjął decyzję.

– Maggie, możemy pogadać, nim wyjdziesz?

– Jasne – odparła, wzruszając ramionami. – Co jest grane?

– Możemy pomówić na osobności?

Aleksa i Nick spojrzeli na siebie ze zdumieniem. Maggie wzniosła w górę oczy.

– Ludzie, dajcie spokój. Wątpię, żeby chciał mi się oświadczyć albo coś w tym rodzaju.

Michael skrzywił się, a Nick, zdumiony jej słowami, pokiwał głową. Pokazała mu język i ruszyła przodem do jednego z pokojów gościnnych. Wskoczyła na wysokie łoże i usiadła, wyciągając przed siebie długie nogi. Gdy podparła się rękoma, piersi naparły na cienką tkaninę bluzki, jakby próbowały się spod niej uwolnić. Michael był zakłopotany. Litości, czy ta panna nie nosi stanika?

Oparty o drewnianą kolumienkę łoża z baldachimem starał się zachować kamienną twarz. Cierpliwość i skrywane zainteresowanie zostały nagrodzone bardzo przyjemnym widokiem jędrnego biustu Maggie, rysującego się wyraźnie pod cieniutką tkaniną. Michael zbity z tropu przestąpił z nogi na nogę. Dlaczego Maggie zdecydowała, że rozmowa odbędzie się w sypialni? Mogła przecież wybrać jeden z bocznych saloników. Niesforna wyobraźnia podsuwała mu wizję krnąbrnej ślicznotki ułożonej wygodnie na pościeli koloru szampana. Chętnie zdjąłby jej tę bluzeczkę. Gotów był się założyć, że sutki ma ciemne i bardzo wrażliwe na dotyk, bo twardniały nawet pod wpływem ocierającej się o nie tkaniny. Omal nie zadrżał, ale szybko odzyskał panowanie nad sobą.

– Mam dla ciebie interesującą propozycję.

Odrzuciła głowę w tył i roześmiała się. Zmysłowy, tajemniczy dźwięk brzmiał jak zaklęcie czarodziejki.

– Aha. Trafiłeś na odpowiednią dziewczynę. – Umyślnie oblizała usta, które lśniły teraz w świetle lampy. – Słucham. Dawaj śmiało.

Michael miał ochotę zakląć szpetnie, ale zreflektował się natychmiast i oznajmił prosto z mostu:

– Chcę, żebyś udawała moją żonę.

Maggie zamrugała powiekami.

– Słucham?

– Si. – Nie zwracał uwagi na jej lekki rumieniec wywołany tą absurdalną deklaracją. – Mam kłopoty rodzinne, dlatego muszę się ożenić. Za tydzień powinienem zjawić się we Włoszech z panną, która będzie udawała moją połowicę. Spędzimy kilka dni z moją rodziną, a potem wyjedziemy i będzie po sprawie.

– Chwileczkę. Co to jest? Ukryta kamera? – wymamrotała Maggie.

– Jaka ukryta kamera? – zdziwił się Michael, ale nie uzyskał odpowiedzi.

– Mniejsza z tym – zbyła go Maggie. – Daj mi pomyśleć. Mam udawać twoją małżonkę, żeby przez kilka dni włoska familia mogła się mną nacieszyć. Trochę u was pomieszkam, a potem spokojnie wrócę do domu, jakby nic się nie wydarzyło?

– Tak.

– Nie, dziękuję. – Zwinnie zeskoczyła z łóżka i ruszyła ku drzwiom. Michael zastąpił jej drogę i kopniakiem je zamknął. Maggie uniosła brwi.

– Nie bądź taki macho, bo mnie to nie kręci.

– Maggie, błagam, wysłuchaj mnie.

– Nie, do jasnej cholery. Po pierwsze, lecę do Mediolanu, ponieważ mam robotę. Nie wybieram się tam jako młoda żonka z katalogu. Po drugie, nie przepadamy za sobą, co twoja rodzina natychmiast zauważy. Po trzecie, nie łączy nas żadna uczuciowa więź. Nie kumplujemy się nawet, więc czemu żądasz ode mnie takiej przysługi? Na pewno znajdziesz młodziutką piękność, która brawurowo zagra rolę twojej żony.

Michael stłumił jęk. Jak mógł się łudzić, że z Maggie pójdzie mu łatwo?

– Szczerze mówiąc, właśnie z powodów, które wymieniłaś, wydajesz mi się idealną kandydatką. Szukam panny, która niczego sobie nie ubzdura. Nawiasem mówiąc, teraz z nikim się nie spotykam.

– Może ja mam kogoś?

– A masz?

Maggie cofnęła się. Oczy jej błyszczały. Miała ochotę skłamać, ale zmieniła zdanie.

– Nie, lecz i tak odmawiam.

– Proponuję wysokie honorarium.

Maggie prychnęła lekceważąco.

– Nie potrzebuję twojej kasy, panie hrabio. Serdeczne dzięki. Zarabiam doskonale.

– Negocjujmy. Z pewnością mam coś, na czym ci zależy.

– Wybacz, ale nic z tego. Jestem zadowolona z życia i naprawdę dziękuję za niecodzienną propozycję. – Sięgnęła ręką za jego plecy i położyła dłoń na klamce.

Poza nią Michael nie miał żadnej kandydatki. Wątpliwe, żeby w Stanach grasowały hordy kobiet chętnych do zagrania roli czyjejś żony. Nagle przyszedł mu do głowy niesamowity pomysł. Szanse na urzeczywistnienie planu B były znikome, a poza tym Nick raczej nie dałby na to zgody, lecz jeśli Maggie uzna, że istnieje taka ewentualność, zapewne da się urobić. Michael odrzucił skrupuły i zagrał va banque.

– Trudno. W takim razie muszę poprosić o pomoc Aleksę.

Maggie znieruchomiała na moment, a następnie przyskoczyła do niego jak rozzłoszczony bokser.

– Co ty gadasz?

Michael westchnął ponuro.

– Wolałbym nie odrywać jej od Lily, bo to jest dla małej za wcześnie, ale wiem, że na serdeczną przyjaciółkę zawsze mogę liczyć.

Maggie wściekła się nie na żarty i nie zamierzała tego ukrywać. Zacisnęła zęby i syknęła ze złością:

– Mowy nie ma, panie hrabio. Zostaw Aleksę i Nicka w spokoju. Sam rozwiązuj swoje problemy.

– Do tego zmierzam.

Wspięła się na palce, żeby spojrzeć mu prosto w oczy. Gorący oddech owionął jego usta. Maggie pachniała kawą, koniakiem i sobą.

– Bóg mi świadkiem, że jeśli ośmielisz się choćby im wspomnieć o swoim kretyńskim pomyśle, to ja cię…

– Co mi zrobisz? Gdy wyjaśnię, jak wygląda sytuacja, Nick zrozumie. Aleksa zawsze chciała zobaczyć Wochy, a to będzie tylko kilkudniowa wyprawa. W rodzinie trzeba sobie pomagać.

– Ty nie należysz do rodziny! – krzyknęła Maggie. Znów poczuł na twarzy jej ciepły oddech. W głosie usłyszał nutę żalu. – Przestań się wtrącać do ich życia i zajmuj się swoim.

Michael cmoknął karcąco.

– Ale się wściekłaś, la mia tigrotta. Jesteś zazdrosna?

Chwyciła go za ramiona, wbijając paznokcie w ciało. Ten nagły gest wzmocnił erotyczne napięcie między nimi.

– Nie. Wkurzasz mnie, bo kręcisz się wokół Aleksy jak bezdomny szczeniak, a mój brat tego nie dostrzega. Marzę o tym, by się ciebie pozbyć. Chciałabym…

Zacisnęła usta, powoli opuściła ręce i cofnęła się o krok. Poczuł się rozczarowany, bo jej dotknięcie sprawiło mu osobliwą przyjemność. Z obawą spojrzał w oczy jaśniejące dziwnym blaskiem. Obawiał się, co usłyszy za chwilę. Nie oczekiwał dobrych nowin. Maggie wyglądała jak chmura gradowa.

– Gdybym się zgodziła na twój szalony plan, obiecałbyś spełnić wszystko, czego zażądam?

Nagła zmiana frontu sprawiła, że ścisnęło go w dołku.

– Tak.

Czerwone, ślicznie wykrojone usta rozciągnęły się w uśmiechu. Mimo woli zapatrzył się na nie i zaraz uległ zmysłowemu rozmarzeniu, bo obiecywały niewymowne rozkosze. Dios, drżał na całym ciele i zapominał o zdrowym rozsądku. Pomyślał o katolickiej szkole, do której chodził, oraz zakonnicach nauczycielkach i natychmiast ochłonął.

– Dobra. Zgadzam się.

Michael nie tryumfował. Wpatrywał się w nią podejrzliwie.

– Czego chcesz w zamian?

Po jej minie poznał, co usłyszy.

– Życzę sobie, żebyś na przyszłość trzymał się z dala od Aleksy.

Michael spochmurniał, bo dotarło do niego, że przekombinował i strzelił sobie w stopę. Zirytował się, że pokpił sprawę, nie przewidział takiego obrotu wypadków i dał się podejść tej spryciarze. Ciągłe insynuacje, jakoby kochał się w Aleksie, dotąd go bawiły, ale teraz musiał stawić czoło czemuś znacznie trudniejszemu. Postanowił udawać, że nie całkiem rozumie, do czego zmierza Maggie.

– Oczywiście – przytaknął skwapliwie. – Zachowam stosowny dystans.

Maggie zmrużyła oczy.

– Chyba się nie rozumiemy, panie hrabio. Gdy Aleksa zaprosi cię na niedzielny obiad, wymówisz się nadmiarem pracy. Zero kontaktu z Lily. Nie będziesz przychodził na rodzinne imprezy. Możesz nadal robić interesy z Nickiem, ale koniec przyjaźni z Aleksą. Capisce?

Aha. Wszystko jasne. Michael wściekał się coraz bardziej, bo Maggie nie raczyła nawet spokojnie poinformować go o swoich warunkach. Szydziła bez miłosierdzia. Posługiwała się arystokratycznym tytułem, jakby chciała obrazić rozmówcę. Czuł przemożną potrzebę, żeby nazwała go wreszcie po imieniu… najlepiej w łóżku, zamknięta w jego ramionach, oszalała z pożądania. Zapanował nad sobą, łudząc się, że nie spostrzegła zdradzieckiego wybrzuszenia poniżej pasa.

– Czemu jesteś taka przerażona, cara? Myślisz, że coś iskrzy między mną i Aleksą, tak?

Maggie wyprostowała się z godnością.

– Wiem, jak łatwo jest zniszczyć dobry związek – odparła z odrobiną goryczy. – Aleksa i Nick są szczęśliwi. Po co jej namolny absztyfikant, ustawicznie depcący po piętach? Moi bliscy ci ufają, lecz ja nie dam się zwieść. – Zamilkła, a potem dodała zduszonym szeptem: – Widzę, jak na nią patrzysz.

Michael oddychał z trudem, bo te słowa poraziły go jak niespodziewany cios. Maggie naprawdę uważała go za drania i oszusta gotowego nadużyć zaufania przyjaciół i rozbić małżeństwo. Bolesne odkrycie. Cierpiał i złościł się, a jednocześnie podziwiał jej odwagę i determinację. Gdy się do kogoś przywiązała, na zawsze pozostawała lojalna. Może dlatego unikała trwałych więzi.

– Wszyscy mi wmawiają, że oszalałam – ciągnęła, drżąc z gniewu i przejęcia – ale przynajmniej raz przyznaj się, że ją kochasz. Jeśli powiesz mi prawdę i obiecasz na przyszłość trzymać się z dala od Aleksy, zgodzę się udawać twoją żonę.

Długo przyglądał się jej w milczeniu. Wszelkie protesty byłyby daremne. Po cóż tłumaczyć, że Aleksa przypomina mu siostry pozostawione we Włoszech i daje ukojenie w chwilach, gdy najbardziej dokucza mu samotność? Była zapalczywa jak Wenecja, odpowiedzialna niczym Julietta i urocza jak Karina. Serdeczność malującą się na jego twarzy, ilekroć spoglądał na śliczną panią Ryan, jej najlepsza przyjaciółka rozumiała opacznie.

Może to i lepiej.

Uroda Maggie i jej wybitna inteligencja od dawna go pociągały. Lepiej unikać komplikacji. Czułby się dziwnie, gdyby podczas wizyty w rodzinnym domu, udając ślubnych małżonków, wylądowali w łóżku. Przekonanie Maggie, że zakochał się w jej przyjaciółce, ułatwi obojgu zachowanie stosownego dystansu. Rzecz jasna, dla niego oznacza to poświęcenie boleśniejsze, niż potrafił sobie wyobrazić. Prawdopodobnie utraci bliską osobę, która wiele dla niego znaczy, a na domiar złego sprawi jej ogromną przykrość.

Musiał wybrać. Uświadomił sobie, że nie weźmie już na ręce Lily, nie usłyszy, jak mała nazywa go wujkiem. Pomyślał o Wenecji, o jej rozpaczy i rozżaleniu oraz palącej potrzebie rozpoczęcia nowego życia. Był odpowiedzialny za rodzinę i musiał o nią dbać, nie bacząc na koszta własne. Uświadomił sobie tę prawdę jako młody człowiek i starał się o niej nie zapominać. Tak, w gruncie rzeczy nie miał wyboru.

Zmusił się do wypowiedzenia kłamstwa, które chciała usłyszeć Maggie.

– Kocham Aleksę jak serdeczną przyjaciółkę, ale nie mam wyjścia i jeśli zgodzisz się mi pomóc, spełnię twoje warunki.

Zamrugała powiekami, ale kiwnęła głową, nadal uporczywie patrząc mu w oczy. Na moment twarz ścisnęła jej się boleśnie, ale dziwny wyraz twarzy szybko zniknął. Intuicja podpowiadała mu, że Maggie została kiedyś okrutnie zraniona i żaden z mężczyzn nie był w stanie jej uleczyć. Kto ją skrzywdził? Były chłopak? Dawny narzeczony? Zaciekawiła go i chętnie drążyłby sprawę, ale ona już wzięła się w garść.

– Dobra. Przyrzeknij, że będziesz się trzymał z daleka od Aleksy i odczepisz się od niej. Definitywnie.

– Uważasz, że mogę zniknąć bez śladu, nie raniąc jej uczuć?

Maggie wzruszyła ramionami.

– Tydzień spędzimy we Włoszech. Potem będziesz strasznie zajęty. Udawaj, że masz kogoś i tęsknisz jak cholera, więc ciągle biegasz na randki. Z czasem Aleksa się z tym pogodzi i przestanie zadawać pytania.

Michael nie był o tym przekonany, ale domyślał się, że Maggie zamierza sama nad tym popracować. Znowu posmutniał, ale nie dał tego po sobie poznać i oznajmił głośno:

– Przyjmuję twoje warunki. – Zrobił krok w jej stronę. – A teraz obiecaj, że zaakceptujesz moje.

Gdy pochylił się nad nią, ze złośliwym zadowoleniem spostrzegł, że Maggie zrobiła nagle wielkie oczy. Zaiskrzyło między nimi. Ani myślała się cofnąć i oddać mu pole.

– Chwileczkę. Jaką mam gwarancję, że dotrzymasz słowa?

Wyciągnął rękę, uniósł jej głowę i spojrzał prosto w oczy. Ta wątpliwość podważała istotę jego systemu wartości.

– Ja nie łamię obietnic. Capisce?

Maggie kiwnęła głową.

– Tak.

Nim opuścił rękę, machinalnie przesunął palcem po jej policzku. Gładka, jedwabista skóra zachęcała do dalszych pieszczot.

– Plan jest prosty. Zadzwonię dziś do matki i oznajmię wielką nowinę. Spodziewam się, że pozostanie nieufna, więc muszę się dobrze przygotować. Musimy wyrazić zgodę na ślub kościelny we Włoszech.

– Co? Nie, do diabła! Ani myślę naprawdę za ciebie wychodzić! – zaprotestowała żywiołowo.

– Jasne, że o prawdziwym ślubie nie ma mowy. Musimy udawać, że się do niego szykujemy. Mama jest bystra i zrobiłaby się nieufna, gdybyśmy odmówili złożenia przysięgi małżeńskiej w jej obecności. Powiem jej, że ślub cywilny wzięliśmy w Stanach, a we Włoszech zamierzamy bez pośpiechu zebrać wszelkie pozwolenia, żeby za jakiś czas mogła uczestniczyć w kościelnej ceremonii.

– A jeśli ksiądz zgodzi się od razu udzielić nam ślubu?

Przerażony taką perspektywą Michael spazmatycznie zacisnął usta.

– Bez paniki. Zanim proboszcz wyrazi zgodę na ślub, minie sporo czasu, zwłaszcza że nie zna panny młodej, która na dodatek nie jest katoliczką. Powiem mamie, że przyjeżdżamy na dwa tygodnie, ale wyjedziemy tydzień wcześniej, bo coś się porobi i trzeba będzie wracać.

Maggie natychmiast się odprężyła i znów była sobą, czyli pewną swego zołzą.

– Nie powiedziałeś mi, dlaczego tak nagle potrzebujesz żony. Nie potrafisz znaleźć swojej Julii, mój Romeo?

Michael opowiedział jej krótko o rodzinie i małżeńskich planach siostry. Przygotował się zawczasu na kpiny ze staromodnej tradycji, ale Maggie kiwnęła tylko głową, jakby dokładnie wiedziała, o co chodzi… i ponownie zbiła go z tropu.

– Podziwiam twoją matkę – oznajmiła w końcu. – Trudno jest trzymać się własnych przekonań, gdy inni z nich szydzą. Dobrze, że twoi najbliżsi w coś wierzą. Liczy się dla nich tradycja, dane słowo, poczucie odpowiedzialności.

Zaciekawiony Michael obserwował grę emocji na urodziwej twarzy. Domyślił się, że Maggie wspomina przeszłość.

– Mam nadzieję, że twój plan jest realny.

– Co masz na myśli?

Maggie wzruszyła ramionami.

– Całkiem prawdopodobne, że twoja rodzina mnie nie zaakceptuje. Żyję z fotografowania facetów paradujących w samej bieliźnie. Poza tym ani myślę udawać, że będę ci posłuszna, więc nie rób sobie wielkich nadziei.

– Nie wspominałem ci, że u nas żony we wszystkim są podległe mężom? Nasza umowa zakłada, że będziesz mnie traktowała jak pana i władcę. Masz gotować obiady, stale mnie obsługiwać i spełniać wszystkie życzenia. Ale nie panikuj. Oczekuję tego jedynie przez tydzień.

Maggie przeraziła się nie na żarty, więc dowcip nie wypalił. Zacisnęła dłonie w pięści i rozluźniła je dopiero, gdy zachichotał. Był niemal pewny, że ma ochotę mu przyłożyć. Mimo woli zastanawiał się, czy w sypialni jest równie uczuciowa i nieobliczalna. Jeśli tak, jej mężczyźni rankiem bywają zapewne mocno zmęczeni, ale uśmiechają się szeroko i marzą o powtórce z rozrywki.

Maggie natychmiast poweselała.

– Dowcipniś. Miło, że masz poczucie humoru, panie hrabio. Tydzień szybciej zleci.

– Dzięki za komplement. Dopilnuję wszystkiego. Jutro wyjeżdżamy. W samolocie opowiem ci o mojej rodzinie i wysłucham informacji na twój temat.

Kiwnęła głową i podeszła do drzwi. Michael odetchnął z ulgą, gdy uświadomił sobie, że jego fizyczna bliskość dla niej też jest sporym wyzwaniem. Na szczęście nie tylko on tak reagował. Najwyraźniej obiecała sobie, że nie ulegnie jego zmysłowemu urokowi. I bardzo dobrze, ponieważ w najbliższym tygodniu ułatwi mu to ignorowanie erotycznej fascynacji.

Maggie Ryan była niebezpieczną kobietą, ale siedem dni jakoś z nią wytrzyma.

Bez problemu.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.