LUST. Czarny kot - opowiadanie erotyczne - Chrystelle Leroy - ebook + audiobook

LUST. Czarny kot - opowiadanie erotyczne ebook

Chrystelle Leroy

0,0
3,99 zł

lub
Opis

Poczułam go za mną. Wślizgnął się do środka, wypełniając moją tylną dziurkę, podczas gdy jego palce z wirtuozerią pieściły moją łechtaczkę. Patrzyłam w morze, gdzie odbijało się światło księżyca. Byłam pod wrażeniem piękna otaczającego nas krajobrazu, które jeszcze bardziej potęgowało intensywność doznań i magię tej chwili.

Podczas konferencji poświęconej ochronie środowiska naturalnego atmosfera w nadmorskim kurorcie Pusan w Korei sprawia, że Alia, doświadczona reporterka, jest podekscytowana, zdezorientowana i poirytowana. Lubi, jak coś się dzieje, i właśnie to dostała.

Alia jest zafascynowana nieznajomą kobietą o kociej urodzie, która porusza się z niezwykłą zwinnością i szybkością. Jednocześnie nie potrafi oprzeć się urokowi inspektora policji, „Apollo Colombo", przystojnemu jak sam bóg Apollo i obdarzonemu autorytetem. Prowadzi on śledztwo w sprawie czarnego kota i kobiety-wampira. Serce Alii bije coraz szybciej.

Po podróży do starożytnego Egiptu nasza bohaterka Alia, znana dziennikarka, bierze udział w kolejnym śledztwie. Poznaj jej nową opowieść, zabarwioną fantazją i nutką erotyki.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 29

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Chrystelle LeRoy

Czarny kot - opowiadanie erotyczne

Lust

Czarny kot - opowiadanie erotyczneTłumaczenie LUST Tytuł oryginałuChat noirZdjęcie na okładce: Shutterstock

Copyright © 2019, 2020 Chrystelle LeRoy i LUST Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726355949

1. Wydanie w formie e-booka, 2020

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do

Czarny kot

Wciąż oszołomiona zawrotnym tempem dnia, wyszłam z sali konferencyjnej. Wokół kłębiły się tłumy delegatów. To było apogeum tego całego zamieszania: demonstracje, gaz łzawiący, pałki opadające na demonstrantów, ale i na plastikowe hełmy, w które większość z nich przezornie się wyposażyła. Przecież można było się spodziewać, że światowa konferencja ochrony środowiska, która odbywała się w Korei Południowej, spotka się z wiadomą reakcją sił bezpieczeństwa.

Jednak podejrzewałam, że organizatorzy nie przewidzieli aż takiego pandemonium, tym bardziej że na centrum konferencyjne wybrano obiekt zlokalizowany w sporej odległości od nadmorskiego miasta Pusan. A jednak przed budynkiem zebrało się ponad milion demonstrantów z całego świata.

Wewnątrz budynku panowała niezwykła atmosfera, taka wybuchowa mieszanka podniecenia i frustracji. Wielu delegatów było zmęczonych potopem kojących słów i optymistycznych deklaracji wygłaszanych od lat przez tych samych reprezentantów poszczególnych państw. Owszem, toczono też poważne dyskusje, szczególnie w kuluarach i w zaciszu dyskretnych gabinecików, ale wciąż nie osiągnięto porozumienia. Co nie było czymś szczególnie zaskakującym.

Jako doświadczona reporterka byłam zadowolona z takiego obrotu spraw, bo nasz gatunek, w tym i ja, jest uzależniony od adrenaliny. Muszę jednak zaznaczyć, że prywatnie podzielam globalne obawy, ale to osobny temat.

Tak więc znalazłam się w betonowej konstrukcji otoczonej przez policję, i taka sceneria nadawała temu wydarzeniu ponurego charakteru. Duże lustra umieszczone po jednej stronie jeszcze bardziej poszerzały przestronną salę i potęgowały upiorne wrażenie wywołane setkami gestykulujących rąk.

Próbując wydostać się z morza ludzkich ciał, kątem oka dostrzegłam swoje odbicie. Byłam wysoka, szczupła i wciąż jeszcze atrakcyjna dla mężczyzn, a nawet dla kobiet, choć niedawno stuknęła mi czterdziestka. Nadal miałam młodą twarz, która emanowała energią, do tego krótkie brązowe włosy, ciemne oczy w kształcie migdałów i małe wąskie usta, które zdobiłam tylko odrobiną szminki. Kilku delegatów z Brazylii gapiło się na mnie, gdy jak zwykle przemieszczając się za szybko, niemal staranowałam uzbrojoną formację strzegącą wejścia do budynku.

Innymi słowy, w ostatniej chwili zatrzymałam się przed mężczyzną w cywilnym ubraniu, którego otaczali umundurowani funkcjonariusze, i założyłam, że jest ich dowódcą.

Na krótką chwilę nasze oczy się spotkały i aż mną wstrząsnęło.

Co za facet! Piękny jak grecki bóg, istny Apollo z odznaką policjanta! Wzrostu miał mniej więcej tyle co ja, szczupły, regularne rysy, piękne oczy i mocno zarysowana szczęka.

I to jego spojrzenie…

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.