Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Zaakceptuj niepokój i odzyskaj radość życia.
Alexander Lowen, twórca bioenergetyki, przekonuje, że lęk przed życiem nie jest słabością, lecz doświadczeniem wpisanym w ludzką kondycję. W swojej książce wyjaśnia, jak niewyrażone emocje, napięcia i traumy zapisują się w ciele, wpływając na sposób, w jaki kochamy, działamy i przeżywamy codzienność. Autor pokazuje, że prawdziwa zmiana nie polega na nieustannej kontroli czy walce z własnymi słabościami, lecz na wsłuchaniu się w swój organizm i odzyskaniu kontaktu z ciałem. A także na akceptacji bólu, rozpaczy, smutku czy wewnętrznej pustki, bo tylko w ten sposób możemy uleczyć traumę i osiągnąć spełnienie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 378
Tytuł oryginału: Fear of Life
Copyright © 1980 LowenCorp Publishing, LLC. All Rights Reserved Copyright © 2026 for the Polish edition by Wydawnictwo Czarna Owca Copyright © for the Polish translation by Paweł Luboński
All rights reserved
Redaktorka prowadząca: Agnieszka Radzikowska Redakcja: Jacek Ring Korekta: Ewa Skibińska, Maciej Korbasiński, Marta Tyczyńska-Lewicka Projekt okładki: KAV STUDIO Pola Rusiłowicz Wersję elektroniczną w systemie Zecer przygotowała Róża Rozaxa
Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark). Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.
Wydanie pierwsze Warszawa 2026 ISBN: 978-83-8382-861-9
Rowfrecie L. Walker z miłością.
Podążałem za twoją gwiazdą.
Siła jest dziwów, lecz nad wszystkie sięga
Dziwy człowieka potęga.
O, jakąż potęgą jest rozum człowieka:
Przezeń wspina się na wyżyny,
Przezeń też upada.
Dufny w swoją władzę, potyka się;
Przez uporczywość swej woli idzie na dno.
Sofokles
Nerwica zwykle nie jest określana jako lęk przed życiem, niemniej tym właśnie ona jest. Osoba neurotyczna boi się otworzyć serce na miłość, boi się wyjść komuś naprzeciw lub wykonać jakiś zdecydowany ruch, boi się być w pełni sobą. Lęki te można wytłumaczyć na gruncie psychologii. Kto otwiera się na miłość, może zostać zraniony; kto wychodzi do ludzi, może być odepchnięty; kto atakuje, może ponieść klęskę. Lecz problem ten ma również osobny wymiar. Bogactwo życia i uczuć przekraczające dotychczasowe przyzwyczajenia jednostki jest dla niej przerażające, ponieważ grozi przytłoczeniem jej ego, przerwaniem jej wałów obronnych i podważeniem jej tożsamości. Perspektywa bogatszych przeżyć i silniejszych emocji budzi strach. Pracowałem kiedyś z młodym mężczyzną, którego ciało było zupełnie bez życia, skurczone i napięte. Miał tępe spojrzenie, ziemistą cerę, płytki oddech. Głębsze oddychanie i pewne ćwiczenia terapeutyczne wniosły w jego ciało ożywienie. Wzrok się rozjaśnił, skóra nabrała zdrowszej barwy, zaczął odczuwać mrowienie w różnych częściach ciała, w nogach wystąpiły wibracje. Ale potem pacjent oświadczył: „Nie, to za wiele dobrego. Nie wytrzymam tego”.
Sądzę, że w jakimś stopniu wszyscy jesteśmy w sytuacji tego człowieka. Chcielibyśmy mieć w sobie więcej życia i doznawać silniejszych uczuć, ale boimy się. Lęk przed życiem jest widoczny w naszej ciągłej gorączkowej aktywności zagłuszającej uczucia, w ucieczce do przodu, by nie musieć konfrontować się z samym sobą, w nadużywaniu trunków lub leków, żeby nie czuć bólu istnienia. Ponieważ boimy się życia, usiłujemy nim kierować lub panować nad nim. Uważamy, że poddawanie się emocjom jest czymś złym lub niebezpiecznym. Podziwiamy ludzi o zimnej krwi, działających beznamiętnie. Naszym bohaterem jest James Bond, tajny agent numer 007. Nasza kultura kładzie nacisk na działanie i osiągnięcia. Współczesna jednostka ludzka pragnie odnosić sukcesy, a nie po prostu być człowiekiem. Należy do „pokolenia akcji”, którego myślą przewodnią jest: więcej robić, mniej odczuwać. Taka właśnie postawa jest zwykle charakterystyczna dla dzisiejszego życia seksualnego: więcej działania, mniej namiętności.
Choćbyśmy byli najsprawniejsi, nasze człowieczeństwo ponosi porażkę. Sądzę, że większość z nas ma to poczucie porażki. Niewyraźnie uświadamiamy sobie ból, udrękę i rozpacz kryjące się pod spodem. Jesteśmy jednak zdeterminowani, by pokonać swoją słabość, przełamać lęk i rozwiać niepokój. Dlatego właśnie takim powodzeniem cieszą się książki o samodoskonaleniu typu „zrób to sam”. Niestety, te wysiłki są skazane na niepowodzenie. Być prawdziwym człowiekiem – to nie jest coś, co można osiągnąć aktywnym działaniem. Może trzeba właśnie zaniechać gorączkowej aktywności, znaleźć chwilę na zaczerpnięcie oddechu i odczuwanie. Możemy wtedy doznać cierpienia, ale jeśli znajdziemy w sobie odwagę, by je zaakceptować, doznamy również satysfakcji. Jeśli stawimy czoło swojej wewnętrznej pustce, możemy znaleźć pełnię. Jeśli przejdziemy przez rozpacz, dotrzemy do radości. W tym terapeutycznym przedsięwzięciu możemy jednak potrzebować pomocy.
Czy neurotyczny lęk przed życiem jest nieuchronnym losem współczesnego człowieka? Odpowiedź brzmi „tak”, o ile definiujemy współczesnego człowieka jako przedstawiciela kultury, w której dominującymi wartościami są władza i postęp. Ponieważ te właśnie wartości cechują kulturę Zachodu w XX wieku, nieuchronnie każda osoba ukształtowana przez tę kulturę musi być znerwicowana.
Neurotyczna jednostka pozostaje w konflikcie ze sobą. Jedna jej część próbuje podporządkować sobie inną. Jej ego chce panować nad ciałem, racjonalny umysł – kontrolować uczucia, wola – przełamywać niepokój i lęki. Ponieważ te konflikty przebiegają głównie na poziomie nieświadomości, wyczerpują energię jednostki i pozbawiają ją spokoju umysłu. Nerwica to konflikt wewnętrzny. Charakter neurotyczny może przybierać wiele form, ale zawsze oznacza walkę pomiędzy tym, czym osoba jest, a tym, czym we własnym przekonaniu powinna być. Każda jednostka neurotyczna jest uwikłana w tę walkę.
W jaki sposób rodzi się ten wewnętrzny konflikt? Dlaczego współczesny człowiek jest na niego skazany? W każdym konkretnym przypadku nerwica powstaje w kontekście sytuacji rodzinnej. Ale sytuacja rodzinna odzwierciedla sytuację kulturową, ponieważ na rodzinę wpływają wszystkie siły działające w obrębie społeczności, której jest częścią. Aby zrozumieć położenie egzystencjalne współczesnego człowieka i poznać jego los, musimy zgłębić kulturowe źródła konfliktu.
Niektóre konflikty występujące w naszej kulturze są dobrze znane. Na przykład mówimy o pokoju, ale przygotowujemy się do wojny. Opowiadamy się za ochroną środowiska, ale dla ekonomicznych korzyści bezlitośnie eksploatujemy zasoby naturalne naszego świata. Stawiamy sobie za cel rozwój i władzę, chociaż pragniemy przyjemności, stabilności i spokoju umysłu. Nie zdajemy sobie sprawy, że władza i przyjemność to wartości przeciwstawne i że ta pierwsza często wyklucza drugą. Posiadanie władzy nieuchronnie prowadzi do walki o jej utrzymanie, w której syn zwraca się przeciwko ojcu lub brat przeciwko bratu. Jest to siła prowadząca do podziałów w społeczności. Postęp oznacza stałe aktywne działanie na rzecz zastąpienia tego, co stare, czymś nowym, z wiarą, że nowe zawsze będzie lepsze. To niebezpieczne przekonanie, aczkolwiek może być prawdą w niektórych obszarach techniki. Przez uogólnienie implikuje ono, że syn jest doskonalszy od ojca albo że tradycja to tylko martwy ciężar przeszłości. Są kultury, w których dominują inne wartości, w których szacunek dla przeszłości i tradycji jest ważniejszy niż pragnienie zmian. W tych kulturach konflikty są zminimalizowane i nerwice należą do rzadkości.
Na rodzicach jako nosicielach kultury spoczywa obowiązek wpojenia dzieciom jej wartości. W tym celu wymagają od nich postaw i zachowań pasujących do matrycy społecznej i kulturowej. Dziecko z jednej strony opiera się tym wymaganiom, gdyż zmierzają one do udomowienia jego zwierzęcej natury. Ma być „złamane” i uczynione częścią systemu. Z drugiej strony pragnie stosować się do nich, by utrzymać miłość i akceptację rodziców. Rezultat zależy od rodzaju wymagań i od sposobu, w jaki są egzekwowane. Okazując dziecku miłość i zrozumienie, można nauczyć je obyczajów i praktyk właściwych danej kulturze bez niszczenia w nim ducha. Niestety jednak na ogół proces adaptacji dziecka do kultury tego ducha zabija. W efekcie jest znerwicowane i lęka się życia.
Zasadniczym aspektem procesu adaptacji kulturowej jest kontrolowanie seksualności. Nie ma takiej kultury, która by nie nakładała na zachowania seksualne jakichś ograniczeń. Wydaje się, że są one niezbędne, by zapobiegać konfliktom wewnątrz społeczności. Istoty ludzkie są bowiem zazdrosne i skłonne do przemocy. Nawet w najbardziej prymitywnych społecznościach więzi małżeńskie są uświęcone, lecz konflikty rodzące się z tych ograniczeń są zewnętrzne względem osobowości człowieka. Natomiast w kulturze Zachodu wpaja się ludziom poczucie winy z powodu seksualnych uczuć i praktyk, takich jak masturbacja, które w żaden sposób nie zagrażają spójności społeczeństwa. Kiedy wstyd i poczucie winy dołączają do innych uczuć, konflikt ulega internalizacji i prowadzi do wykształcenia się charakteru neurotycznego.
We wszystkich ludzkich społecznościach kazirodztwo stanowi tabu, ale seksualne uczucia dziecka dla rodzica przeciwnej płci są czymś nagannym tylko w społeczeństwach nowoczesnych. Jakoby podważa to wyłączne prawo jednego z rodziców do seksualnego zaangażowania drugiego. Przez rodzica tej samej płci dziecko jest postrzegane jako rywal. Chociaż do rzeczywistego kazirodztwa nie dochodzi, dziecku wpaja się poczucie winy z powodu tych jak najbardziej naturalnych uczuć i pragnień.
Kiedy Freud metodą psychoanalizy badał źródła emocjonalnych problemów swoich pacjentów, odkrył, że za każdym razem w grę wchodzi dziecięca seksualność, w szczególności seksualne uczucia dla rodzica przeciwnej płci. Stwierdził też, że tym kazirodczym uczuciom towarzyszy pragnienie śmierci rodzica tej samej płci. Nawiązując do mitu o Edypie, nazwał sytuację dziecka edypową. Uważał, że jeśli chłopiec nie będzie tłumił swoich seksualnych uczuć dla matki, to grozi mu los Edypa: zamorduje ojca i pojmie matkę za żonę. Aby temu zapobiec, grozi się mu kastracją, jeśli nie powściągnie seksualnego pożądania matki i wrogości do ojca.
Psychoanaliza ujawniła ponadto, iż nie tylko tłumione są uczucia seksualne, lecz także sama sytuacja edypowa ulega wyparciu: osoba dorosła nie pamięta tego trójkąta, w który była zaangażowana, gdy miała trzy do sześciu lat. Tę obserwację potwierdza moje doświadczenie kliniczne. Mało który pacjent potrafi przypomnieć sobie swoje dziecięce seksualne pożądanie rodzica. Freud twierdził następnie, że to wyparcie jest niezbędne, jeśli po osiągnięciu dorosłości człowiek ma prowadzić normalne życie płciowe. Dzięki temu może przenieść wczesne pragnienia seksualne z rodzica na rówieśnika; inaczej pozostanie zafiksowany na rodzicu. Zatem według Freuda wyparcie jest sposobem rozwiązania sytuacji edypowej, co pozwala dziecku przejść przez okres latencji i osiągnąć normalną dorosłość. Jeśli wyparcie nie jest całkowite, rozwija się u niego nerwica.
Według Freuda charakter neurotyczny odznacza się niezdolnością dopasowania się do sytuacji kulturowej. W cywilizacji widział on czynnik uniemożliwiający jednostce pełną instynktowną gratyfikację, ale sądził, że jest to niezbędne dla rozwoju kultury. W rezultacie akceptował koncepcję, w myśl której nowoczesny człowiek nieuchronnie musi być nieszczęśliwy. Nie było to przedmiotem zainteresowania psychoanalizy, która jedynie miała pomagać jednostce w funkcjonowaniu w ramach danej kultury. Nerwicę uważano za objaw (jak fobia, obsesja, kompulsja, melancholia itp.) zakłócający to funkcjonowanie.
Wilhelm Reich przyjął odmienny punkt widzenia. Chociaż współpracował z Freudem i był członkiem Wiedeńskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego, zdawał sobie sprawę, że nieobecność utrudniającego funkcjonowanie objawu nie jest dowodem zdrowia emocjonalnego. Pracując z neurotycznymi pacjentami, stwierdził, że symptom rozwija się na bazie neurotycznej struktury charakteru i jego całkowite usunięcie jest możliwe tylko po zmianie tej struktury. Według Reicha nie chodzi o odpowiednie funkcjonowanie w ramach kultury, lecz o zdolność jednostki do całkowitego oddania się seksowi i pracy. Dopiero wtedy jednostka może w pełni doznać satysfakcji z życia. Człowiek jest znerwicowany w takim stopniu, w jakim brakuje mu tej zdolności.
W pracy terapeutycznej Reich skupiał się na seksualności jako kluczu do zrozumienia charakteru. U osoby neurotycznej reakcje orgastyczne są zaburzone. Nie może ona poddać się w pełni mimowolnym konwulsjom orgazmu. Boi się, że przeżycie pełnego orgazmu byłoby zbyt przytłaczające. Jest więc w jakimś stopniu orgastycznym impotentem. Jeśli za sprawą terapii odzyska zdolność do orgazmu, będzie tym samym zdrowa emocjonalnie. Znikną wszelkie neurotyczne zaburzenia, na które cierpiała. Co więcej, będzie wolna od nerwic, jak długo zachowa swój orgastyczny potencjał.
Reich dostrzegał związek między orgastyczną impotencją a problemem edypowym. Twierdził, że nerwica ma korzenie w patriarchalnej, autorytarnej rodzinie, w której seksualność jest tłumiona. Nie godził się na to, że cierpienie jest nieuchronnym losem człowieka. Uważał, że system społeczny odmawiający ludziom prawa do zaspokojenia swoich instynktownych potrzeb jest chory i musi zostać zmieniony. W początkach swojej kariery psychoanalityka Reich był także działaczem społecznym. Później jednak doszedł do wniosku, że neurotyczni ludzie nie zdołają przebudować neurotycznego społeczeństwa.
Myśl Reicha wywarła na mnie ogromny wpływ. Był moim nauczycielem od 1940 do 1953 roku, a w latach 1942–1945 prowadził moją własną psychoanalizę. Zostałem psychoterapeutą, ponieważ uznałem, że jego podejście do ludzkich problemów zarówno na gruncie teorii (analiza charakteru), jak i praktyki (wegetoterapia) jest ważnym krokiem do przodu w leczeniu osób neurotycznych. Analiza charakteru była wielkim wkładem Reicha w teorię psychoanalizy. Według niego neurotyczny charakter jest gruntem, na którym rozwijają się neurotyczne symptomy. Uważał więc, że dla uzyskania znaczącej poprawy analiza powinna skupiać się na charakterze, a nie na poszczególnych symptomach. Wegetoterapia była przełomowym przeniesieniem procesu terapeutycznego w obszar somatyczny. Reich dostrzegł, że nerwica przejawia się nie tylko konfliktami psychicznymi, lecz również zaburzeniami funkcji wegetatywnych. Oddychanie, mobilność i mimowolne, przyjemne ruchy orgazmu są u jednostki neurotycznej poważnie ograniczone przez napięcia mięśniowe. Reich opisywał te napięcia jako proces opancerzania się, odzwierciedlający charakter na poziomie somatycznym. Twierdził, że fizyczna postawa jednostki jest funkcjonalnie tożsama z jej nastawieniem psychicznym. Prace Reicha stanowią podstawę rozwiniętej przeze mnie analizy bioenergetycznej, która pod kilkoma istotnymi względami stanowi rozszerzenie jego koncepcji.
Po pierwsze, analiza bioenergetyczna pozwala zrozumieć i usystematyzować strukturę charakteru na poziomie psychicznym i somatycznym. Dzięki temu możemy rozpoznawać charakter i emocjonalne problemy jednostki na podstawie ekspresji jej ciała. Możliwy staje się również wgląd w jej osobistą historię, ponieważ życiowe doświadczenia pozostawiają ślad w strukturze ciałal-1. Informację odczytaną z mowy ciała można zintegrować z procesem analitycznym.
Po drugie, dzięki koncepcji ugruntowania analiza bioenergetyczna oferuje głębsze zrozumienie procesów energetycznych w ciele i ich wpływu na osobowość. Ugruntowanie to energetyczne połączenie między stopami jednostki a podłożem, czyli gruntem. Stanowi odbicie ilości energii czy uczuć, jaką ta jednostka dopuszcza w dolnej części swojego ciała. Wskazuje na relację pomiędzy człowiekiem a podłożem, na którym stoi. Czy jest dobrze ugruntowany, czy zawieszony w powietrzu? Czy jego stopy są dobrze osadzone? Jaka jest jego postawa? Poczucie bezpieczeństwa i niezależności jest blisko związane z funkcją nóg i stóp. Wpływa silnie na seksualność jednostki.
Po trzecie, analiza bioenergetyczna wykorzystuje wiele aktywnych technik cielesnych i ćwiczeń pomagających jednostce wzmocnić swoją postawę, zwiększyć ilość energii, rozszerzyć i pogłębić samoświadomość, a co za tym idzie – swoją wyrazistość. W analizie bioenergetycznej praca z ciałem jest skoordynowana z procesem analitycznym, co czyni tę odmianę terapii dwoistym, na równi umysłowym i fizycznym podejściem do problemów emocjonalnych.
Przez ponad trzydzieści lat praktykowałem jako terapeuta, pomagając moim pacjentom w znalezieniu jakiejś dozy szczęścia i radości w życiu. Te działania wymagały nieustannych prób zrozumienia neurotycznego charakteru współczesnego człowieka, zarówno z punktu widzenia kultury, jak i jednostki. Skupiałem się i nadal się skupiam na jednostce usiłującej znaleźć w swoim życiu jakieś znaczenie i satysfakcję, inaczej mówiąc, zmagającej się ze swoim losem. Tłem tej walki jest jednak sytuacja kulturowa. Bez znajomości procesów kultury nie potrafimy ocenić głębi tego problemu.
Procesem kulturowym, który stworzył współczesne społeczeństwo i współczesnego człowieka, był rozwój ego. Wiązał się on z postępem wiedzy i zdobywaniem władzy nad siłami natury. Człowiek jest, jak każde inne zwierzę, częścią przyrody i w pełni podlega jej prawom. Stoi jednak także ponad przyrodą, wywierając na nią wpływ i kontrolując ją. To samo czyni ze swoją własną naturą: część jego osobowości, ego, zwraca się przeciwko części zwierzęcej, czyli ciału. Opozycja pomiędzy ego i ciałem stwarza dynamiczne napięcie, które sprzyja rozwojowi kultury, ale nosi w sobie także potencjał destrukcji. Najlepiej ilustruje to analogia z łukiem i strzałą. Im mocniej napinamy łuk, tym dalej strzała doleci. Ale jeśli użyjemy zbyt wielkiej siły, łuk może się złamać. Kiedy ego i ciało oddalą się od siebie tak bardzo, że utracą kontakt ze sobą, dochodzi do załamania psychotycznego. Uważam, że nasza kultura doszła do tego niebezpiecznego punktu. Psychotyczne załamania są zjawiskiem całkiem częstym, ale jeszcze bardziej rozpowszechniony jest lęk przed takim załamaniem, zarówno na poziomie jednostki, jak i społeczności.
Jeśli weźmiemy pod uwagę naszą kulturę i cechy charakteru przez nią ukształtowane, to co jest losem współczesnego człowieka? Jeśli historię Edypa potraktować jako przepowiednię, po osiągnięciu tak pożądanego sukcesu i władzy przekona się on, że jego świat rozpadł się lub załamał. Jeśli za miarę sukcesu uznajemy materialne bogactwo, jak to jest w krajach uprzemysłowionych, a za miarę władzy sprawczość (władanie maszynami i energią), to większość ludzi w krajach Zachodu osiągnęła już jedno i drugie. Rozpad ich świata polega na zubożeniu życia emocjonalnego. Całkowicie oddani sukcesowi i władzy, nie mają innych powodów, by żyć. Podobnie jak Edyp stają się tułaczami, wykorzenionymi istotami, które nigdzie nie znajdują ukojenia. Każdy z nich czuje się w jakimś stopniu wyalienowany od swoich bliźnich i każdy nosi w sobie głębokie poczucie winy, którego powodu nie rozumie. Taka jest sytuacja egzystencjalna współczesnego człowieka.
Wyzwaniem jest dla niego pogodzenie ze sobą przeciwstawnych aspektów jego osobowości. Na poziomie ciała jest zwierzęciem, na poziomie ego – kandydatem na Boga. Przeznaczeniem zwierzęcia jest śmierć, której ego ze swoimi boskimi aspiracjami pragnie uniknąć. Ale próba uniknięcia tego losu sprowadza na człowieka los jeszcze gorszy – życie w lęku przed życiem.
Ludzkie życie jest pełne sprzeczności. Znamieniem mądrości jest zdolność do rozpoznania i zaakceptowania tych sprzeczności. Może się wydawać paradoksem, że pogodzenie się z własnym losem przynosi zmianę tego losu, ale taka jest prawda. Kiedy jednostka przestaje walczyć z losem, wyzbywa się nerwicy (wewnętrznego konfliktu) i zyskuje spokój umysłu. W rezultacie zmienia się jej nastawienie (nie ma lęku przed życiem), co przejawia się zmianą w charakterze i wiąże się z odmianą losu. Taka osoba poznaje pełnię życia. Tak właśnie kończy się historia Edypa, postaci, od której wziął nazwę kluczowy problem osobowości współczesnego człowieka.
Rozdział 1
Mówi się, że ludzie uczą się przez doświadczenie, i ogólnie biorąc, jest to prawda. Doświadczenie to najlepszy, a może nawet jedyny prawdziwy nauczyciel. Wydaje się jednak, że gdy idzie o problem z obszaru nerwicy, ta zasada nie ma zastosowania. Człowiek nie uczy się przez doświadczenie, lecz wciąż od nowa powtarza te same autodestrukcyjne zachowania. Weźmy na przykład kogoś, kto stale zajmuje pozycję osoby pomagającej innym. Reaguje skwapliwie, kiedy ludzie zwracają się do niego po radę. Później ma poczucie, że został wykorzystany, i rodzi się w nim niechęć, ponieważ uważa, że osoba, której pomaga, nie docenia jego starań. Odwraca się od dotychczasowego przyjaciela i obiecuje sobie, że kiedy następnym razem ktoś będzie oczekiwał jego pomocy, będzie mniej chętny i bardziej krytyczny. A jednak widząc osobę przeżywającą jakieś trudności, oferuje swoje usługi, zanim nawet zostanie o to poproszony. Zakłada, że tym razem rezultat będzie odmienny. Ale dzieje się to samo co poprzednio. Niczego się nie nauczył, gdyż jego gotowość pomocy ma charakter kompulsywny. Zmuszają go do działania siły, nad którymi nie ma kontroli.
Rozważmy przypadek kobiety, która w relacji z mężczyzną przyjmuje rolę matki. Efektem takiej postawy jest infantylizacja partnera, co nie pozwala jej na spełnienie seksualne. Może zerwać związek, bo czuje się oszukana i wykorzystana, a winę za to niepowodzenie przypisuje niedojrzałości i słabości mężczyzny. Następnym razem, powiada sobie, wybierze kogoś, kto stoi mocno na własnych nogach i komu nie trzeba matkować. Ale następnym razem powtarza się to samo. Wydaje się, że jakieś dziwne fatum popycha ją do sytuacji, jakich chciałaby uniknąć. Do matkowania swoim mężczyznom skłaniają ją nierozpoznane elementy jej własnej osobowości.
Takie zachowania można uznać za neurotyczne, stoi bowiem za nimi nieświadomy wewnętrzny konflikt. Część osobowości człowieka z powyższego przykładu pragnie pomagać, inna tego nie chce. Jeśli pomoże, będzie zraniony, jeśli nie pomoże, będzie się czuł winny. To typowa neurotyczna pułapka, z której nie ma wyjścia, chyba że prześledzimy kroki do niej prowadzące. Podobny nieświadomy konflikt stoi za postępowaniem kobiety. Pragnienie zdrowej i satysfakcjonującej relacji seksualnej z mężczyzną kłóci się z lękiem przed taką relacją. Matkowanie partnerowi to próba przełamania seksualnego lęku, co pozwoliłoby jej zanegować strach przed poddaniem się mężczyźnie. Przyjmując rolę matki, czuje się potrzebna i dominująca.
A oto jeszcze jeden przykład. Pewnej kobiecie wielką trudność sprawiało nawiązanie stabilnej relacji z mężczyzną. Kiedy ktoś ją pociągał, stawała się wobec niego hiperkrytyczna. Zaczynała dostrzegać wszystkie jego wady i niedostatki i w rezultacie odrzucała go. Ponieważ nikt nie jest doskonały, takie zachowania uniemożliwiały jej wejście w jakikolwiek związek. Chociaż mówiła, że bardzo tego pragnie, wydawała się niezdolna do zmiany tego wzorca postępowania, nawet gdy jej to wytykano. Nietrudno spostrzec, że jej hiperkrytyczna postawa była obroną przed niebezpieczeństwem, że sama zostanie odrzucona. Chroniła się przed tym, pierwsza odrzucając mężczyznę. Ale ta świadomość niewiele jej mogła pomóc. Nie miała kontroli nad swoimi neurotycznymi reakcjami.
Żeby jej pomóc, musimy wiedzieć, jakie siły w jej osobowości narzucały takie zachowanie. To się działo tylko wtedy, gdy spotkała mężczyznę, do którego czuła pociąg. Przy kontaktach z innymi ludźmi problem się nie pojawiał, potrafiła być przyjazna i wyluzowana. Ponieważ trudności zaczynały się, kiedy żywiła do kogoś cieplejsze uczucia, możemy założyć, że wiązały się one z pożądaniem lub tęsknotą. Nie mogła znieść tego uczucia, bo było zbyt bolesne, więc wycofywała się z relacji. Również w tym wypadku musimy odkryć, co takiego zdarzyło się tej osobie w dzieciństwie, co wywołało ten problem. Psychoanaliza ujawni, że była odrzucona przez jedno z rodziców i związany z tym ból był tak dojmujący, że aby przeżyć, musiała się od niego odciąć. Zamknęła swoje serce, żeby nie cierpieć, i teraz nie ma odwagi otworzyć go na powrót. Kochać to znaczy otworzyć serce, a ona boi się to uczynić, bo kryje się w nim ból. W tym wypadku mamy do czynienia z konfliktem między pragnieniem miłości i lękiem przed nią.
Taki konflikt ma cechy neurotyczne, jeśli jednostka wypiera jego negatywny element. Tak więc mężczyzna skłonny do pomagania neguje swoją niechęć do proszących o pomoc, macierzyńska kobieta neguje swój lęk przez seksem, a osoba hiperkrytyczna neguje swoją niezdolność do miłości. Nie mogąc stawić czoła swojemu bólowi i gniewowi, jednostka neurotyczna usiłuje przełamać własne lęki, niepokój, wrogość i gniew. Jedna jej część próbuje wznieść się ponad inną, co wytwarza w niej podział i niszczy integralność osobowości. Osoba neurotyczna walczy o zwycięstwo nad samą sobą. To się oczywiście nie może powieść. Porażka może wyglądać na poddanie się swojemu losowi, ale w istocie prowadzi do samoakceptacji, co umożliwia zmianę. Ludzie kultury Zachodu są w większości neurotyczni, jeśli usiłują być kimś innym, niż są. A ponieważ jest to walka, której nie można wygrać, każdy, kto ją podejmie, poniesie klęskę. A co dziwne, akceptując tę klęskę, uwalniamy się od nerwicy.
Typowym przykładem jest człowiek, który stale traci pieniądze, niewłaściwie je za czyjąś radą inwestując. Naiwnie wierzy w obietnice szybkiego i łatwego zarobku. Chociaż stracił już tyle, że powinien zrozumieć, jak iluzoryczne są to obietnice, nie może oprzeć się kolejnej pokusie. Działa pod wpływem kompulsji, która jest silniejsza od jego racjonalnej oceny. Niektórzy ludzie są jak gdyby skazani na los utracjusza. Ale ten los może ulec zmianie, jeśli natura kompulsji i jej źródła zostaną dogłębnie zbadane w drodze psychoanalizy.
Klasyczny przykład to kobieta, która po rozwodzie z pierwszym mężem z powodu jego alkoholizmu postanowiła, że jej drugie małżeństwo będzie inne, ale odkrywa, że nowy małżonek również nadużywa alkoholu. Nie wiedziała tego przed ślubem i była ślepa na liczne wskazujące na to oznaki. Poprzez analizę można wykazać, że pociągają ją mężczyźni, którzy dużo piją, a odsuwa się od nich, dopiero gdy ich picie wymyka się spod kontroli. Podobnie jak mężczyzna z poprzedniego przykładu, nie jest świadoma swoich głęboko skrytych uczuć i motywacji. Jest to typowe dla charakteru neurotycznego.
Termin charakter neurotyczny odnosi się do wzorca zachowania wynikającego z wewnętrznego konfliktu i reprezentującego lęk przed życiem, seksem i istnieniem. Stanowi on odbicie wczesnych życiowych doświadczeń jednostki, gdyż kształtuje się w wyniku tych doświadczeń. Najdonioślejszy wpływ na rozwój charakteru neurotycznego ma doświadczenie edypowe. Dochodzi do niego w okresie od trzeciego do szóstego roku życia, kiedy powstaje sytuacja edypowa, czyli seksualne zainteresowanie dziecka rodzicem płci przeciwnej, które pociąga za sobą rywalizację z rodzicem tej samej płci. Oboje rodzice odgrywają aktywną rolę w tym trójkącie, w którym dziecko czuje się uwięzione. Rozwija się u niego charakter neurotyczny, co jest jedynym możliwym wyjściem w sytuacji nacechowanej zagrożeniem dla życia i zdrowia umysłowego. Trudno powiedzieć, czy to zagrożenie jest tak poważne, jak się dziecku wydaje. Nie może się ono jednak zdobyć na weryfikację swojego przekonania. Musi iść na kompromis, pohamowując swoje pragnienia i tłumiąc swoją seksualność. Zilustruję ten proces poniższymi przykładami.
Margaret przyszła do mnie po poradę, ponieważ miała depresję i poczucie, że jej życie jest puste. Była atrakcyjną kobietą po trzydziestce, z zawodu pielęgniarką. Nigdy nie wyszła za mąż, chociaż miała wiele związków z mężczyznami. Żaden z tych związków nie był mimo to dla niej satysfakcjonujący. Kilka lat wcześniej jej depresja tak się nasiliła, że pacjentka miała myśli samobójcze. Tę skłonność złagodziła u niej terapia psychoanalityczna, ale depresja nie ustąpiła. Nigdy jednak nie porzuciła pracy. Była pracowita i wysoko ceniona w środowisku zawodowym.
Rzucającą się w oczy cechą ciała Margaret był brak wyrazistości. Jeśli akurat nie mówiła i nie poruszała się, można ją było wziąć za figurę woskową. Spojrzenie miała tępe, głos bezbarwny. Jednak od czasu do czasu, gdy patrzyła na mnie, jej oczy się rozjaśniały i twarz nabierała życia. Nie trwało to nigdy dłużej niż kilka minut, ale była to zadziwiająca przemiana. W tych chwilach wyczuwałem, że odnosi się do mnie z uczuciem. Zwykle była zaabsorbowana sobą i byłem dla niej jedynie odbiorcą jej zwierzeń. W toku pracy z nią uświadomiłem sobie, że jej brak wyrazu sięga bardzo głęboko. Kiedy szerzej otwierała oczy, wyglądały niemal jak puste dziury. Jej oddech był bardzo płytki, ruchy zawsze ospałe.
W terapii chodziło o to, żeby pomóc Margaret w odkryciu, dlaczego jej oczy utraciły blask. Dlaczego nie potrafi podtrzymać w sobie światła życia? Czego się nieświadomie lęka? Jej brak życia wynikał z zanegowania własnego ja i postawy autodestrukcyjnej. Większość osób neurotycznych przyjmuje taką postawę nieświadomie, ale Margaret zdawała sobie sprawę, że sama siebie niszczy. „Próbuję zaszkodzić mojemu ciału – mówiła. – Odżywiam się nieodpowiednio, za mało śpię, zamartwiam się swoim wyglądem i obsesyjnie podchodzę do pracy. Nigdy nie istnieję dla siebie, nigdy nie cieszę się sobą, nigdy nie troszczę się o siebie”.
Kiedy zapytałem ją, w jaki sposób i dlaczego rozwinęła się u niej taka postawa, odpowiedziała: „Matka mnie dosłownie niszczyła, do tego stopnia, że zaczęłam się z nią identyfikować”. Wcześniej zwierzyła się mi, że matka regularnie ją biła. Opisywała ją jako hipochondryczkę wylegującą się cały dzień na kozetce, zajmującą się lekturą i narzekającą na wszystko. Ale jej matka była naprawdę chora. Cierpiała na cukrzycę. Według Margaret również zachowywała się autodestrukcyjnie, nie przyjmowała odpowiedzialności za własne życie. Umarła na serce po pięćdziesiątce. „Ale – mówiła Margaret – mój ojciec był równie autodestrukcyjny. Pracował po dwadzieścia godzin na dobę i nigdy nie miał czasu na przyjemności. Był po prostu męczennikiem. Umarł na zawał, mając czterdzieści kilka lat”.
Dodała jeszcze: „Ojciec był dla mnie ciężarem. Czułam, że muszę go chronić. Był stale obecny w moich myślach. Przez niego byłam przygnębiona i nieszczęśliwa. Nie mogłam do niego dotrzeć. Pamiętam, jak przyglądałam się mu, kiedy chorował na serce. Wyglądał tak żałośnie. Nawet gorzej niż żałośnie. Był jednym wielkim cierpieniem. Czuję, że muszę pomagać ludziom”.
Nie zrozumiemy Margaret i jej problemu, nie dysponując obrazem rodziny, w której się wychowała. Najważniejszymi elementami tego obrazu są osobowości rodziców. To, jacy byli, miało większy wpływ na dziecko, niż to, co robili. Dzieci są bardzo wrażliwe i przejmują niejako przez osmozę nastroje, uczucia i nieświadome nastawienia rodziców. W szczególnej mierze dotyczyło to Margaret, gdyż była jedynaczką. Wpływu rodziców nie osłabiała więc obecność innych dzieci. Rozważmy poniższą jej wypowiedź.
„Matka mówiła, że ojciec był gwałtownym kochankiem. Rozumiem teraz, że wybieram mężczyzn, którzy go jakoś przypominają. Również cierpią i ich namiętność jest równie gwałtowna. Nie dostrzegam u nich cierpienia, dopiero później to mnie uderza. Uświadamiam sobie wtedy, że opiekuję się nimi, pomagam im, nie robię niczego dla siebie. To jedno z moich autodestrukcyjnych zachowań. Ale nie wiem, czy mogłabym polubić człowieka wolnego od cierpienia. Moje serce nie otworzyłoby się dla niego. Ostatni mężczyzna, z którym byłam, próbował samobójstwa. Mam za sobą długi szereg facetów, którym musiałam pomagać. Wydaje się, że gdybym nie mogła zachowywać się tak neurotycznie, to nie zostałoby mi już nic”.
Jakie były naprawdę relacje Margaret z ojcem? Jak mi powiedziała, według matki była bardzo przywiązana do ojca do czwartego czy piątego roku życia. Sama nie pamiętała tej bliskości i nie miała pojęcia, co położyło jej kres. Wspominała tylko tyle, że ojciec był dla niej niedostępny. W głębi serca czuła przywiązanie, ale nie miała z nim żadnego kontaktu. „To było jak sen. Wciąż przeżywam ten sen. Tak wyglądają moje relacje z mężczyznami. Snuję rozbudowane fantazje o tym, jak mogłoby wyglądać życie z facetem, tylko po to, żeby po paru spotkaniach odkryć, że nie spełni moich marzeń”.
Z powyższego jasno wynika, że w swoich kontaktach z mężczyznami Margaret szukała relacji takiego rodzaju, jaką miała z ojcem przed ukończeniem pięciu lat. To było poszukiwanie utraconego raju. Próbowała znaleźć swoje Shangri-La. Spytała mnie: „Dlaczego faceci w barach zawsze chcą się do mnie przytulać? Pewnie jakoś szczególnie pachnę”. Jej sposób bycia i cała ekspresja wskazują, że ona też cierpi. Pociągają ją ludzie cierpiący, a ona pociąga ich. Każda ze stron ma nadzieję, że ta druga uśmierzy jej cierpienie, ale oboje tylko je powiększają. Żadne z nich nie ma do zaoferowania nic radosnego.
Z powyższego wynika również w sposób oczywisty, że Margaret w wieku pięciu lat przeżyła ciężką utratę, kiedy zakończyła się jej pełna miłości relacja z ojcem. Jej skłonność do depresji była uwarunkowana tą utratąl-2. Bez wątpienia wcześniej musiało dojść do utraty miłości w relacji z matką, ale ta utrata była łagodzona przez ciepły kontakt z ojcem. Kiedy i to się skończyło, Margaret poczuła się zagubiona. Przeżyła wielkim wysiłkiem woli, obecnie znamionowanym przez surowy, pełen determinacji wyraz twarzy. Ale wspomnienie czasów, gdy pławiła się w cieple ojcowskiej miłości, wciąż dawało o sobie znać w chwilach, gdy jej twarz się rozjaśniała.
Co takiego się zdarzyło, że jej miłosna relacja z ojcem została zerwana? Dlaczego miało to taki niszczący wpływ na jej osobowość? Margaret nie miała żadnych wspomnień z tamtych czasów. Całkowicie je wyparła. Miała jednak za sobą wiele lat psychoanalizy i problem edypowy nie był jej obcy. Kiedy omawialiśmy to zagadnienie, zauważyła: „Nie pamiętam żadnych seksualnych uczuć dla ojca, ale w czasie, gdy przechodziłam psychoanalizę, przyśniło mi się, że z nim śpię. Ponieważ moja analiza trwała już od jakiegoś czasu, czułam, że mogę śnić w taki sposób bez wrażenia, że oszalałam. Jednak podczas tego snu nie mogłam się rozluźnić. Nie mogłam się tym naprawdę cieszyć”.
Margaret wciąż nie znajduje przyjemności w seksie. Nie może się wyluzować i doznać orgazmu. Seks jest dla niej sposobem na kontakt i bliskość. Nie może pofolgować swoim seksualnym uczuciom, ponieważ boi się, że przytłoczą ją i doprowadzą do szaleństwa. Omówię ten aspekt lęku przed seksem w następnym rozdziale. W tym miejscu chcę pokazać związek między charakterem neurotycznym a problemem edypalnym.
Co się naprawdę działo w jej rodzinie? Jakie były relacje między rodzicami? Margaret mówiła: „Jako dziecko zwykle wyobrażałam sobie, że moi rodzice są sobie bardzo bliscy, a ja jestem outsiderem. Czułam się izolowana. Potem, kiedy podrosłam, przekonałam się, że moja matka jest samotna i ojciec także. Zauważyłam, że rozmawia z nim jak z obcym człowiekiem”. Wspominała epizod, w którym ojciec próbował wyrzucić matkę przez okno, a ona nie rozumiała, z jakiego powodu. Można się domyślać. Podobnie jak w wielu innych małżeństwach relacje jej rodziców startowały z bardzo wysokiego poziomu romantycznej miłości, ale przeszły z czasem w gorzką frustrację. To jest grunt, na którym rozwija się problem edypowy. Sfrustrowany rodzic szuka sympatii i ciepłych uczuć u dziecka przeciwnej płci.
Margaret miała bardzo głęboką więź uczuciową z ojcem. Pomimo dzielącej ich bariery był bardzo bliski jej sercu, a ona – jego sercu. Jak mówiła, opowiadano jej, że kiedy zdobywała jakieś nagrody w szkole lub kościele, ojciec płakał ze szczęścia. Dlaczego te wyrazy uczuć zanikły? Jest tylko jedna odpowiedź. Nabrały po obu stronach seksualnego zabarwienia. Niebezpieczeństwo kazirodztwa stało się realne. Ojciec musiał wycofać się z wszelkich kontaktów z córką, a ona musiała stłumić swoją seksualność, gdyż była zagrożeniem dla ojca.
Seksualne pożądanie rodzica przez dziecko to wyraz jego naturalnej siły życiowej. Dziecko pozostaje niewinne, dopóki rodzice nie zaczną rzutować na nie swojego seksualnego poczucia winy. Margaret była niedobra, bo jej seksualność była żywa i swobodna. Zasługiwała na bicie i matka rzeczywiście biła ją szpicrutą, której ojciec używał do poganiania koni. Musiała zanegować własne ciało i inwestować swoją energię w naukę szkolną. Ojciec nie bronił jej, ponieważ miał zbyt silne poczucie winy, by się wtrącać. Została skutecznie ujarzmiona, tak jak ujarzmia się dzikiego, swobodnego konia, by mógł go dosiąść jeździec. Od czasów Ewy kobietę uważano za kusicielkę. Takie nastawienie odzwierciedla podwójne standardy moralne kultury patriarchalnej. W przeszłości w społeczeństwach Zachodu uważano za konieczne, by tłumić kobiecą seksualność bardziej niż męską.
Możemy teraz zrozumieć, dlaczego u Margaret wykształcił się charakter neurotyczny. Nie wolno jej było odnosić się do ojca na płaszczyźnie seksualnej. To tabu zostało zaszczepione w jej osobowości i rozciągnięte na wszystkich mężczyzn. Potrafi tylko być dzieckiem łaknącym pieszczot lub wyrozumiałym, współczującym opiekunem próbującym uśmierzać cierpienie partnera. Wpada w depresję, ponieważ żadne z tych podejść nie zaspokaja jej potrzeby relacji seksualnej (a to jest coś więcej niż miłość fizyczna). Nie sądzę, by była w stanie pozbyć się skłonności do depresji, dopóki nie odzyska swojej seksualności. Tracąc seksualność, traci życie. Osoba seksualna to osoba żyjąca pełnią życia, a osoba żyjąca pełnią życia to osoba seksualna. W dalszych rozdziałach pokażę, jakie są aspekty pracy nad tym problemem.
Przypadek Margaret nie jest czymś wyjątkowym. Być może odbiegała od średniej pod względem natężenia otrzymywanych kar cielesnych, stopnia, w jakim tłumiono seksualność w jej rodzinie, a także szczególnych cech jej neurotycznego charakteru. Jednak jej sytuacja była typowa dla nowoczesnych rodzin: kazirodcze uczucia między rodzicami a dzieckiem, rywalizacja, zazdrość i groźby skierowane do dziecka. Jest to również typowy przykład kształtowania się neurotycznego charakteru pod wpływem problemu edypowego. Przyjrzyjmy się innemu przypadkowi, który wykazuje wiele podobieństw do sprawy Margaret, aczkolwiek dotyczy mężczyzny.
Robert, bardzo ceniony architekt, zgłosił się do mnie, skarżąc się na depresję. Zaczęła się po rozpadzie jego małżeństwa. Kiedy zapytałem o przyczyny rozwodu, odpowiedział, że jego żona narzekała na brak komunikacji z mężem. Zarzucała mu, że unika kontaktów i jest seksualnie bierny. Robert przyznawał, że te skargi były zasadne. Uświadamiał sobie, że ma wielkie trudności z wyrażaniem uczuć. Wcześniej odbywał przez kilka lat terapię psychoanalityczną. Trochę mu to pomogło, ale jego wrażliwość emocjonalna była wciąż bardzo słaba.
Robert był przystojnym mężczyzną przed pięćdziesiątką. Miał dobrze zbudowane ciało o właściwych proporcjach i regularne rysy twarzy. Kiedy spoglądałem na niego, zbyt skwapliwie się uśmiechał. Czułem, że kontakt wzrokowy jest dla niego krępujący. Po bliższym przyjrzeniu się zauważyłem, że jego oczy są czujne i wyprane z uczuć. Najbardziej godnymi uwagi cechami jego ciała były sztywność i napięcie. Bez ubrania wyglądał niczym grecki posąg. Gdy był ubrany, można go było wziąć za poruszający się manekin. Tak ściśle się kontrolował, że jego ciało wyglądało na martwe.
Jakie zdarzenia z dzieciństwa Roberta były odpowiedzialne za jego otępienie emocjonalne? Podobnie jak Margaret, był jedynakiem. W dzieciństwie matka go rozpieszczała. Chociaż jego rodzice nie byli zamożni, nosił drogie ubrania, zawsze utrzymywane w czystości. Jak mówił, na zdjęciach wyglądał na uroczego chłopca. Największym grzechem było zabrudzenie się. Natychmiast musiał się myć i przebierać. Nigdy nie był bity. Karą za wszelkie występki było zawstydzanie i pozbawianie przejawów miłości.
Robert opowiadał, że jako chłopiec snuł fantazje, iż nie jest dzieckiem swoich rodziców. Mówił, że wolałby być dziewczynką. Wyobrażał sobie, że pewnego dnia znajdą się jego prawdziwi rodzice. To uczucie braku przynależności pojawia się zawsze, kiedy braknie emocjonalnego kontaktu między rodzicami i dzieckiem. W przypadku Roberta również rodzice mieli poczucie, że syn do nich nie należy. Mówili, że jest inny niż oni. Robert tłumaczył, że ojciec z matką byli sobie bardzo bliscy, a on czuł się pozostawiony na boku. „Czułem się tak, jakbym musiał łomotać w drzwi i wołać: «Wpuśćcie mnie!». Kiedy indziej przychodziło mi na myśl, że powinienem uciec i znaleźć swoją prawdziwą rodzinę”. Przypomnijmy, że Margaret czuła się podobnie, jak outsider nieprzynależny do rodziny. Odkryła później, że widoczna więź jej rodziców była bardziej fasadą niż rzeczywistością. Jaka była sytuacja w rodzinie Roberta?
Robert opisywał matkę jako amazonkę poskramiającą biczem dzikie konie. Chociaż nie była ładna, nosiła okulary i nie miała talentów towarzyskich, zdobyła znakomitą partię. Ojciec, jak mówił Robert, był przystojny, czarujący i wiele kobiet się o niego ubiegało. Był urodzonym zwycięzcą, wręcz skazanym na sukces. Robert wiedział, że matka jest ambitna. „Starała się sprawiać wrażenie kobiety wyrafinowanej. Jej rodzice byli farmerami. Chciała pokazać, że jest najlepszą partnerką dla ojca, że tworzą idealne małżeństwo”.
Starała się również robić wrażenie idealnej matki. Żeby dopełnić tego obrazu, Robert musiał być idealnym dzieckiem i próbował taki być. Ale idealnych dzieci w przyrodzie nie ma. Prawdziwe dzieci brudzą się i robią bałagan. Aby utrzymać miłość matki, Robert musiał zamienić się w obraz, rzeźbę lub manekina. Z tego samego powodu nierealny był także jego ojciec. Czy można być prawdziwym mężem idealnej żony? Robert nie pamiętał, by jego rodzice kiedykolwiek się kłócili. Nawet jako dziecko czuł, że w jego rodzinie panuje atmosfera nierzeczywistości. O ile czuł się żywy, o tyle nie mógł być ich dzieckiem. Należał do nich tylko pod warunkiem, że będzie nierzeczywisty.
Błędem byłoby sądzić, że w tej rodzinie nie było żadnych namiętności. Robert nigdy nie mówił o życiu seksualnym rodziców, ale przecież musiało jakieś być. Nigdy nie napomknął o uczuciach seksualnych doznawanych w dzieciństwie, ale jakieś musiał mieć. Wyparł wszelkie wspomnienia ze swoich najwcześniejszych lat. To wyparcie szło w parze z martwotą jego ciała. Wiadomości, które mi podawał, pochodziły w większości z drugiej ręki. Mamy jednak pewne dowody na istnienie sytuacji edypowej. Robert mówił, że jako chłopiec fantazjował o zdobyciu matki i pokonaniu ojca. W tych fantazjach matka wolała go od swego męża. Innym znaczącym świadectwem był fakt, że Robert naprawdę pokonał ojca. „Przyćmiłem go do tego stopnia, że aż mi było wstyd” – mówił. W istocie jego ojciec nigdy nie odniósł prawdziwego sukcesu. To Robert był człowiekiem sukcesu i spełnił ambicje swojej matki.
To zwycięstwo miało jednak swoją cenę. Była nią utrata potencjału orgastycznego, czyli zdolności do pełnego cielesnego pogrążenia się w seksie. Seksualność Roberta ograniczała się do narządów płciowych, reszta ciała nie uczestniczyła w podnieceniu lub rozładowaniu. Jego niezdolność do pełnego poddania się uczuciom seksualnym wynikała ze sztywności i napięcia w ciele, które odpowiadały również za jego emocjonalne otępienie. Nie musimy rozważać, czy to otępienie było skutkiem lęku przez seksem, czy też jego orgastyczną impotencję spowodowało emocjonalne otępienie. Problem trzeba rozpracować równolegle na obu płaszczyznach, seksualnej i emocjonalnej. Na głębszym poziomie obie reprezentują lęk przed życiem.
Ale Robert nie uświadamiał sobie własnego lęku przed seksem czy przed życiem. Lęk, który jest emocją, może być równie łatwo jak każda inna emocja stłumiony w stanie emocjonalnego otępienia. Problem jest więc bardzo trudny, ponieważ jedyne, na czym można się oprzeć, to brak uczuć. Robert na przykład nie przypominał sobie żadnych seksualnych uczuć do matki. Nie potrafił sobie tego wyobrazić, ponieważ uważał, że była nieatrakcyjna seksualnie. Nie pamiętał, by kiedykolwiek widział matkę nagą ani nawet by przejawiał jakieś zainteresowanie jej ciałem. Pamiętał tylko, że któregoś wieczoru próbował podsłuchiwać pod drzwiami sypialni rodziców, ale szybko to wykryli i odesłali go do jego pokoju. Nie kojarzył tego epizodu z zainteresowaniem seksualnym. Jego ciekawość najwyraźniej została bardzo wcześnie stłumiona. Kiedy miał trzy lata, zdarzyło mu się widzieć małą dziewczynkę w kąpieli, ale został skarcony za przyglądanie się.
Chociaż Robert niczego nie pamiętał, nie można zakładać, że w dzieciństwie nie doznawał żadnych uczuć seksualnych. Ponieważ takie uczucia są rzeczą normalną, musimy przyjąć, że zostały u niego silnie stłumione, a wspomnienia o nich wyparte. Wspierają to przypuszczenie obecność silnych napięć mięśniowych i sztywność ciała, gdyż są to narzędzia tłumienia emocji. Podczas omawiania tego zagadnienia Robert zauważył, że odcinanie się od własnych uczuć było typowym manewrem, jaki stosował, kiedy ktoś go zranił. Tłumił wszelkie uczucia związane z tą osobą i „wycinał” nawet samą osobę, jak gdyby nie istniała. Mówił, że taką właśnie taktykę stosowała wobec niego matka i w odwecie odpowiadał jej tym samym. Według mnie matka i syn toczyli ze sobą walkę o władzę, w której uwodzenie i odrzucenie były sposobami na zdobycie przewagi. Matka hołubiła go, stroiła według jego własnych słów niczym małego lorda Fauntleroya, ale też „odstawiała go na bok”, ilekroć nie robił tego, czego od niego żądała. Spełniał jej życzenia, ale też odciął się od niej seksualnie.
Problem Roberta ma także inny aspekt. Sztywność jego ciała trzeba interpretować jako oznakę śmiertelnego przerażenia. Pracowałem z nim wystarczająco długo, by upewnić się, że to prawda. On sam niczego takiego nie czuł. Oczywiście, skoro był otępiony emocjonalnie, nie mógł zbyt wiele czuć. Niemniej jednak trzeba było dociec, kogo się boi i dlaczego.
Robert mówił, że był wychowywany jak mały lord Fauntleroy. Wyobrażałem go sobie jako księcia. Matka grała rolę królowej. Sytuacja wymagała, by ojciec był królem, ale on nie wziął na siebie tej roli. Zamiast zająć pozycję dominującą, wypchnął na nią syna. Chłopiec miał osiągnąć to, czego jemu się nie udało. Książę miał zająć jego miejsce i zostać królem. Ale chociaż ojciec pragnął, by syn go przewyższył, było również zupełnie naturalne, że czuł zarazem niechęć i złość z powodu swojej degradacji. Kiedy dwóch samców rywalizuje o tę samą samicę, walka może być bezwzględna. Syn nie był jednak godnym konkurentem dla ojca i przerażała go myśl o rzuceniu mu prawdziwego wyzwania. Musiał się cofać, uznawać swoją porażkę i rezygnować z seksualnego pożądania matki. Zaakceptował psychiczną kastrację, wycofał się z rywalizacji i przestał być zagrożeniem dla ojca.
W ten sposób sytuacja edypowa znalazła rozwiązanie. Chłopiec mógł dorastać i zdobywać świat, ale na poziomie seksualnym pozostawał chłopcem. Robert uświadamiał sobie, że w pewnej warstwie osobowości wciąż czuje się niedojrzały, nie jest w pełni mężczyzną. Pod względem emocjonalnym był nadal księciem.
W następnym rozdziale omówię kwestię postępowania z problemem edypowym. Najpierw jednak musimy zrozumieć ten problem jako zjawisko kulturowe i jako wynik dynamiki wewnątrzrodzinnej. W kolejnym podrozdziale przyjrzymy się bardziej szczegółowo legendzie o Edypie, by zobaczyć, jak dobrze omawiane przykłady pasują do tego mitu.
Książę Edyp był synem Lajosa, króla Teb. Kiedy się urodził, jego ojciec poprosił wyrocznię delficką o przepowiedzenie jego przyszłości. Usłyszał, że kiedy chłopiec dorośnie, zabije własnego ojca i pojmie matkę za żonę. Aby zapobiec tej katastrofie, kazał porzucić syna na pustkowiu przywiązanego do pala, by zmarł z głodu. Edypa uratował pasterz, który zlitował się nad nim i zaprowadził go do Koryntu. Edyp został adoptowany przez tamtejszego króla Polibosa, który wychowywał go jak własnego syna. Ponieważ jego nogi był okaleczone od więzów, otrzymał imię Edyp (gr. Oedipous), oznaczające „spuchnięte stopy”.
Kiedy Edyp osiągnął dojrzałość, sam też udał się do Delf, by poznać swoje przeznaczenie. Wyrocznia powiedziała mu, że zabije ojca i pojmie matkę za żonę. Ponieważ uważał za ojca Polibosa, postanowił uciec przed swoim losem, opuszczając Korynt i szukając szczęścia gdzie indziej. Wędrując do Beocji, natknął się na podróżnego, który kazał mu zejść z drogi. Wywiązała się kłótnia i Edyp zaatakował nieznajomego, zabijając go. Nie wiedząc, kim była jego ofiara, Edyp udał się do Teb. Kiedy tam przybył, dowiedział się, że miasto jest terroryzowane przez Sfinksa, dziwacznego potwora z twarzą kobiety, ciałem lwa i ptasimi skrzydłami. Sfinks zadawał każdemu schwytanemu przez niego podróżnikowi zagadkę i pożerał tych, którzy nie potrafili prawidłowo odpowiedzieć.
Kreon, który rządził Tebami po śmierci swojego szwagra Lajosa, obiecał śmiałkowi, który uwolni miasto od potwora, koronę i rękę wdowy po Lajosie, Jokasty. Edyp podjął wyzwanie i stawił czoło Sfinksowi. Na pytanie: „Jakie zwierzę chodzi na czterech nogach rano, na dwóch w ciągu dnia i na trzech wieczorem?”, odpowiedział: „Człowiek”. W niemowlęctwie bowiem raczkuje na wszystkich czterech kończynach, później porusza się na dwóch nogach, a u schyłku życia podpiera się laską. Kiedy Sfinks usłyszał tę odpowiedź, rzucił się do morza i utonął. Edyp wrócił do Teb, ożenił się z królową i rządził miastem przez ponad dwadzieścia lat. Z tego związku urodziło się dwóch synów, Polinik i Eteokles, oraz dwie córki, Antygona i Ismena. Panowanie Edypa w Tebach było pomyślne, oddawano mu cześć jako sprawiedliwemu i mądremu władcy.
W greckiej mitologii często w życiu bohaterów pojawia się jakaś tragedia. Na przykład Herakles, pogromca wielu potworów, i Tezeusz, który zgładził Minotaura, skończyli tragicznie. Erichtonios, król Aten, który wprowadził kult bogini Ateny i zapoczątkował wykorzystanie srebra, został zabity przez piorun Zeusa. Zwycięstwa herosa wspieranego przez jednego z bogów urażały innego. Nadludzkie wyczyny czyniły go niemal równego bogom. Ci zaś byli z natury zazdrośni. Bohater musiał zapłacić za swoją pychę, bo mimo wszystko był śmiertelnikiem.
Po zwycięstwie nad Sfinksem Edyp został uznany za herosa. Erynie, boginie zemsty, czekały na swoją kolej. Teby nawiedziła straszliwa plaga – susza i wywołany przez nią głód. Kiedy zwrócono się o radę do wyroczni delfickiej, ta odpowiedziała, że nieszczęścia nie ustąpią, dopóki morderca Lajosa nie zostanie wykryty i wygnany z miasta. Edyp poprzysiągł znaleźć winowajcę. Ku jego zaskoczeniu wyszło na jaw, że to on nim jest. Zabił ojca na gościńcu wiodącym do Teb i nieświadomie poślubił własną matkę.
Przygnieciona tą hańbą Jokasta powiesiła się. Edyp sam wydłubał sobie oczy i w towarzystwie wiernej córki Antygony ruszył na wygnanie. Po wielu latach znalazł w końcu schronienie w mieście Kolonos koło Aten. Tam, pogodzony z losem i oczyszczony z win, w tajemniczy sposób zniknął ze świata. Domyślano się, że zabrali go do siebie bogowie, jak przystało na greckiego herosa. Kolonos, ostatnia przystań Edypa, stało się miejscem świętym.
Mit mówi także o losach innych członków nieszczęśliwej rodziny. Dwóch synów Edypa uzgodniło, że będą rządzić miastem naprzemiennie. Kiedy jednak przyszła pora, by Eteokles oddał rządy bratu, ten odmówił. Polinik zebrał więc armię i oblegał Teby. Podczas bitwy bracia stoczyli pojedynek, w którym obaj stracili życie. Kreon, który objął władzę nad miastem, ogłosił, że Polinik był zdrajcą i jego ciało ma być pozostawione bez pochówku. Antygona, kierując się miłością do brata, złamała ten dekret i pochowała Polinika z honorami. Za nieposłuszeństwo została skazana na pogrzebanie żywcem. Jej siostra Ismena też zginęła tragicznie.
Przyglądając się przypadkom Margaret i Roberta, widzimy, że ich życie nie przypomina historii Edypa. Żadne z nich nie dopuściło się kazirodztwa ani ojcobójstwa, chociaż oboje w dzieciństwie znaleźli się w sytuacji edypowej. W jaki sposób uniknęli losu Edypa, objaśnił Zygmunt Freud, który pierwszy rozpoznał wagę sytuacji edypowej i znaczenie mitu Edypa dla współczesnego człowieka. W następnym podrozdziale zapoznamy się z psychoanalitycznym spojrzeniem na genezę kompleksu Edypa.
Freud zainteresował się historią Edypa, ponieważ uważał, że jego dwa przestępstwa, czyli zabicie ojca i małżeństwo z matką, korespondują z dwoma elementarnymi pragnieniami dziecka, których niedostateczne stłumienie albo późniejsze przebudzenie prawdopodobnie stanowi jądro każdej psychonerwicyl-3. Jądro to stało się znane jako kompleks Edypa. Wcześniej Freud pisał: „Być może wszyscy jesteśmy skazani na to, by swoje pierwsze seksualne impulsy kierować do matki, a pierwsze impulsy nienawiści i przemocy do ojca. Przekonują o tym nasze sny”l-4. Jeśli tak, to los Edypa powinien być powszechnym losem całej ludzkości. Freud rozważał taką ewentualność, gdyż pisał o Edypie: „Jego los porusza nas, ponieważ mógłby być także naszym udziałem. Wyrocznia nałożyła na nas taką samą klątwę jak na niego”l-5.
W opinii psychoanalitycznej wszystkie dzieci przechodzą przez okres edypowy w wieku od trzech do siedmiu lat. W tym czasie muszą borykać się z seksualnym pociągiem do rodzica płci przeciwnej, a zazdrością, lękiem i wrogością do rodzica tej samej płci. Kompleks Edypa obejmuje również w jakimś stopniu poczucie winy związane z tymi uczuciami. Jak powiada Otto Fenichel, „u obu płci kompleks Edypa można określić jako szczyt dziecięcej seksualności, erogenne przejście od erotyzmu oralnego, poprzez erotyzm analny, do genitalności”l-6.
W naszych rozważaniach ważne jest zrozumienie, na czym polega dziecięca seksualność i czym się różni od swojej formy dojrzałej. Termin „seksualność dziecięca” odnosi się do wszelkich manifestacji seksualnych podczas pierwszych sześciu lat życia. Uważa się, że erotyczna przyjemność, jaką niemowlę znajduje w ssaniu piersi matki albo własnego palca, ma naturę seksualną. Od trzeciego do piątego roku życia dziecięca seksualność skupia się na genitaliach. Według Freuda w piątym roku, w szczytowym punkcie rozwoju dziecięcej seksualności, zbliża się ona do formy, która będzie osiągnięta przez dojrzałą jednostkę. Różnica między dziecięcą a dorosłą seksualnością polega na tym, że w tej pierwszej nie ma elementów penetracji i ejakulacji, czyli reprodukcyjnych aspektów seksualności. Dziecięca seksualność jest więc zjawiskiem powierzchownym. Freud opisał ją jako falliczną, a nie genitalną. To rozróżnienie jest trafne, jeśli falliczność odnosimy do wzrostu podniecenia, ale nie do rozładowania. Dorosłą seksualność cechuje akcent położony na to drugie. Jednakże uczucia związane z dziecięcą seksualnością trudno odróżnić od formy dorosłej.
Chociaż w naszej kulturze kompleks Edypa jest uważany za normalną fazę rozwojową dziecka, nie znaczy to, że jest on zdeterminowany biologicznie. Musimy dokonać rozróżnienia między dwoma odrębnymi zjawiskami. Jednym jest wczesny rozkwit seksualności, do którego dochodzi w tym okresie i który przejawia się próbami masturbacji oraz podwyższonym zaciekawieniem sferą seksualną. Znajduje to również odbicie w seksualnym zainteresowaniu dziecka rodzicem przeciwnej płci. Dowodów na te zjawiska dostarczają wspomnienia i sny pacjentów. Może to również potwierdzić spostrzegawczy rodzic, ponieważ małe dzieci nie próbują ukrywać swoich uczuć seksualnych. Badania medyczne wykazały, że w tym okresie nasila się wydzielanie hormonów seksualnych. Po tym początkowym przebudzeniu seksualności zazwyczaj następuje faza latencji, czyli uśpienia, trwająca do początku okresu dojrzewania, kiedy aktywność hormonalna i seksualna zaczynają przybierać dorosłe formy. Innym zjawiskiem biologicznym, występującym równolegle z tym dwukrotnym rozkwitem seksualności, jest rozwój uzębienia. Człowiek ma na przestrzeni życia dwa komplety zębów. Najpierw są to zęby mleczne, które osiągają pełnię rozwoju w wieku sześciu lub siedmiu lat, a następnie wypadają i ich miejsce zajmują zęby stałe. W zbliżonym wieku, około szóstego roku życia, większość dzieci rozpoczyna formalną edukację.
Drugie zjawisko to zaistnienie trójkąta, w którym matka jest obiektem seksualnym zarówno dla ojca, jak i syna, albo ojciec dla matki i córki. Kiedy do tego dojdzie, jak to się niezmiennie dzieje w naszej kulturze, musimy radzić sobie z rodzicielską zazdrością i wrogością wobec dziecka. U chłopca zazdrość o seksualne relacje ojca z matką może być czymś zupełnie naturalnym i nie stanowi dla ojca żadnego zagrożenia. Zupełnie co innego, kiedy ojciec zaczyna być zazdrosny o syna, bo czuje, że jego żona preferuje lub faworyzuje chłopca. Taka sytuacja stwarza dla dziecka realne niebezpieczeństwo. W podobny sposób zazdrość matki o córkę jest poważnym zagrożeniem dla dziewczynki. Ten aspekt kompleksu Edypa jest uwarunkowany kulturowo. Według Fenichela „w tym sensie kompleks Edypa jest bez wątpienia wytworem wpływów rodzinnych”l-7. Jego konkretna forma będzie zatem zależała od dynamiki sytuacji w rodzinie.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Pełniejszą prezentację tej koncepcji znajdzie czytelnik w pracy: Alexander Lowen, Język ciała, przeł. Paweł Luboński, Czarna Owca, Warszawa 2012. [wróć]
Obszerniejsze omówienie przyczyn i sposobów leczenia depresji zawiera moja książka Depresja i ciało, przeł. Paweł Luboński, Czarna Owca, Warszawa 2012. [wróć]
Zygmunt Freud, Totem i tabu, przeł. Tadeusz Woźniak, Bellona, Warszawa 2024. [wróć]
Sigmund Freud, The Interpretation of Dreams [w:] Basic Writings of Sigmund Freud, New York, Random House, Modern Library Ed. 1938, s. 308 (wyd. pol. Objaśnianie marzeń sennych, przeł. Paweł Reszke, wydawnictwo KR, Warszawa 2020). [wróć]
Tamże, s. 308. [wróć]
Otto Fenichel, The Psychoanalytic Theory of Neurosis, New York, W.W. Norton & Co. 1945, s. 91. [wróć]
Tamże, s. 97. [wróć]
