Tytuł dostępny bezpłatnie w ofercie wypożyczalni Depozytu Bibliotecznego.
Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej!
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
Książka dostępna w zasobach:
Miejska Biblioteka Publiczna w Kościanie
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 177
Rok wydania: 2012
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Legendy, opowiadania,
wierzenia, zabobony
i przesądy
z powiatu kościańskiego
współcześnie.
Zebrała i opracowała
Katarzyna Marciniak-Helińska
Kościan 2012
Korekta tekstu: mgr Aleksandra Skroban-Gnacy
Konsultacja naukowa: prof. n. dr hab. Dariusz Matelski
Wydawca, druk i oprawa
Zakład Poligraficzny Madruk 2, Stare Oborzyska
Wydanie I, nakład 300 egzemplarzy
ISBN 978-83-920252-1-4
Spis treści
Część I: Legendy i opowiadania
Tytułem wstępu
1. Bajka o siedmiu braciach krukach z Morownicy
2. Bal duchów w Borowie
3. Brzoza Gryżyńska
4. Czarci most i piekło pod Gryżyną
5. Diabeł i wdowa /opowieść spod Kościana
6. Dwunastu rozbójników /opowieść z Morownicy
7. Dzwon kościański /legenda z Kościana
8. Garbuska /opowiadanie z Wyskoci
9. Działo się to w Wyskoci
10. Góra łosiów /opowiadanie spod Czerwonej Wsi
11. Granatowe masło /opowiadanie z Wronowa
12. Historia ze szkaplerzem w tle /Kiełczewo
13. Kareta o północy/Rogaczewo Wielkie
14. Kamień w Piechaninie
15. Karczma w Czaczu
16. Legenda o założeniu Zbęch Pola
17. Zatopiony dzwon /opowieść z Sierakowa
18. Legenda o zdobyciu zamku w Kościanie
19. Smutna historia pewnego platanu /opowieść z Jurkowa
20. Wizytacja w kościańskim zamku
21. „Mnich opactwa lubińskiego”. Wstęp ballady
22. O pewnym niedowiarku /legenda ze Starego Białcza
23. O kościańskim cudownym krzyżu /Kościan
24. Rozmowa nawróconego pijaka z wódką /opowiastka ludowa z Morownicy koło Śmigla
25. O okrutnym myśliwym /opowiadanie z Czerwonej Wsi
26. O pewnym cwanym złodzieju /opowieść z Pelikana
27. O pewnym głupku /opowiadanie spod kościańskich wsi
28. Piotrze Broniszu, złym Dobrogoście i gęsiarce Dorotce /opowieść z Racotu
29. Oszukana, /opowiadanie z Morownicy
30. Pozdrowienia bez odpowiedzi /opowiadanie z Piotrkowic
31. Pracowita Zosia i leniwa Ania /zasłyszane w Słoninie
32. Szczęsny z Kościana
33. Tragiczne wydarzenia w lesie rąbińskim /wspomnienia z Turwi
34. Trzy zagadki /opowieść z Kościana
35. Wielka miłość matki /opowieść z Jasienia
36. Zaklęta żaba /opowiadanie z Morownicy
37. Zgliniecka legenda
38. Złe oczy /opowiadanie ze Starego Bojanowa
39. Mała Częstochowa pod Kościanem
40. Tajemnica kamiennego pomnika /Stare Oborzyska
41. Podziemia w Kościanie
42. Krótka historia pewnej nazwy /Teklimyśl
43. Zamienione kościoły / Stary Białcz - Czacz
44. Trzy zaginione miejscowości w powiecie kościańskim /Godziszewo,Grzybowo oraz Moszczenno
45. O szubienicy w Kościanie
46. Mity i prawda o „Górze Ferfeta” w Kościanie
47. Dlaczego Kościaniacy nazywają swoje wały Wałami Krysztofa Żegockiego? (Współcześnie Krzysztofa Żegockiego)
48. Spragnione woły /opowiadanie z Bielewa
49. Śmigiel miastem 100 wiatraków
Część II: Wierzenia, zabobony i przesądy
I. ZABAWA I SPOTKANIA Z DIABŁAMI
Spotkanie na strychu /Krzan
Zapadły gościniec /Czacz
Czterech gości /Krzan
4. Kościotrup na zabawie /opowieść z Pelikana
5. Piękny kawaler /Nietążkowo
6. Spacer z niespodzianką /Piotrkowice
II. ZJAWY
1. Dziecko /Teklimyśl
2. Człowiek bez głowy /Stary Białcz
3. Hrabia /Stara Przysieka Druga
4. Kusidła /Piotrowo Drugie
5. Tajemniczy wóz /Karpaty w Kopaszewie
6. Matka i syn /Nowy Dębieć
7. Zjawa na rowerze /Olszewo
8. Duch Morawskiego /Jurkowo
9. Marcin na koniu /Katarzynin
10. Szanowani Niemcy /Bonikowo
11. Jeździec z łańcuchami /Katarzynin
12. Przeklęte klejnoty /Parsko
13. Duch Chłapowskiego /Mikoszki
14. Klątwa dziadka /Kiełczewo
15. Dostojna Pani / Kopaszewo
16. Szkoła dla niemieckich panien /Kopaszewo
17. Zabita żona /Koszanowo
18. Czytający gazetę /Lubiń
19. Dziecko na dachu /Kościan
20. Gwidon - ogrodnik z powołania /Lubiń
21. Śmierć Nowożeńców /Gryżyna
22. Kusidła /Wronowo
23. Jeździec /Wonieść
24. Duch w pałacu /Czerwona Wieś
25. Zjawa z łańcuchami /Bieżyń
26. Zaklęty skąpiec pod Kiełczewem
27. Czerwony kapturek /Opowiadanie z Wyskoci
28. Zjawa na turewskiej krzyżówce
29. Osobliwe łowy / Opowiadanie z Żelazna
III. MASONI JAKO ŹRÓDŁO STRACHU
1. „Cyzar” /Morownica
2. Sekciarz /Machcin
3. Taczanowski /Choryń
IV.ZWIERZĘTA
1. Spotkanie z psem w Choryni
2. Piesek przy szkole /Stary Białcz
3. Pies ziejący ogniem /Bielawy
4. Znikający pies /na trasie Bonikowo-Kurowo
5. Nieuchwytny pies owczarza /Opowieść z Bielewa
6. Psy w Borowie
7. Pies z rozpalonym łańcuchem /Bruszczewo
8. Ognisty pies /Gorzyce
9. Czarny pies w Żegrówku
10. Pies na trasie Kościan-Betkowo
11. Pies na zamczysku /Jurkowo
12. Pies witający imprezowiczów /Sierniki
13. Pies o przenikliwym spojrzeniu /Stary Lubosz
14. Zwodnicza świnia Darnowo
V. ŚWIECZNIKI
1. Migające światło w Żelaznie
2. Wędrówka wzdłuż Obry / Gniewowo
3. Uważaj na staw! /Stara Przysieka Pierwsza
4. Borowo i Lubiń
5. Zło czai się w pałacu i nie tylko /Stary Gołębin
VI. OSOBLIWE MIEJSCA
Zwodniczy most /Żegrówko
2. Płacz na skrzyżowaniu /Mikoszki-Kawczyn
3. Spalony kościół w Nacławiu
4. Zapadnięta synagoga /Jasień
5. „Idę na świętą” /Nowe Szczepankowo
6. Rozstajne drogi
7. Okopy szwedzkie w Turwi
8. Dół Karwiniec w Łagowie
9. Wyspa zakochanych /Kurowo
10. Zwodnicza góra /Nielęgowo
11. Zemsta kościółka św. Marcina /Gryżyna
VII. CIOTY I „CZARCIE ŻEBRO”
VIII. PRÓBA WYJAŚNIENIA POWYŻSZYCH ZJAWISK
IX. MIESZKAŃCY POWIATU KOŚCIAŃSKIEGO W XXI WIEKU
1. Wiara w niekonwencjonalne metody leczenia
2. Unieszkodliwiamy złe promieniowanie
3. UFO jest wśród nas
4. Kontakty z zaświatem
X. PRZESĄDY I ZABOBONY FUNKCJONUJĄCE OBECNIE W POWIECIE KOŚCIAŃSKIM
BIBLIOGRAFIA
INDEKS MIEJSCOWOŚCI
Polacy są narodem pochodzącym ze wsi, bez względu na to czy mieszkali w chałupach, dworkach czy pałacach1. Życie codzienne wyznaczane było więc przez pory roku oraz zjawiska atmosferyczne i nadprzyrodzone. Powodowało to powstawanie wielu legend i podań oraz przesądów, które przez wieki przekazywane były z pokolenia na pokolenie jako źródła mówione (tzw. historia oralna). Zdaniem wybitnego poznańskiego metodologa historii prof. Jerzego Topolskiego (1928-1998), „w obrębie źródeł oralnych należy wyróżnić przynajmniej ich trzy rodzaje, przy czym granice między nimi nie zawsze są wyraźne; w praktyce poszczególne kategorie zazębiają się wzajemnie. Są to: (1) informacje o przeszłości przechowywane w pamięci przez specjalnie powołanych do tego ludzi; (2) informacje uzyskiwane przez historyka w toku wywiadów pochodzące z indywidualnej wiedzy udzielających wywiadu o rzeczywistości; (3) informacje zawarte w źródłach pisanych, których powstanie było inspirowane (wywołane) przez historyka (na przykład pisanie pamiętników, różnego rodzaju relacji itp.)”2. Ważnym elementem w przekazywaniu legend i podań jest tradycja, która „jest źródłem pośrednim o nieznanej liczbie informatorów, podlegającym procesowi naturalnej deformacji, związanej ze sprawą indywidualnego i społecznego zapamiętywania i zapominania, a przy tym o różnym stopniu adresowania, na ogół jednak przeważa jej nie adresowany charakter. Jeśli chodzi o tradycję, człowiek występuje w dużym stopniu jako bierny jej nosiciel, często nie uświadamiający sobie tego, że jest nośnikiem takich czy innych treści”3. Według wybitnego mediewisty warszawskiego prof. Henryka Samsonowicza (1930-): „...niezależnie od uwspółcześniania realiów - i pieśni, i słowa, i melodie (widać to bardzo dobrze na przykładzie kolęd), i baśnie - opowieści powstałe dla wąskich, dworskich kręgów elity, jeżeli przetrwały, to stawały się w coraz większym stopniu własnością szerszych grup społecznych. Przekazywane ustnie śpiewem, opowieścią przekształcały się niekiedy w zbiór anachronizmów (ciekawych dla historyka) i utopii (ważnych dla polityka”4. Wówczas tradycja stawała się dziedzictwem kulturowym5.
Legendy kojarzy się powszechnie z bezimienną opowieścią ludową, która w różnej wersji i formie przetrwała do naszych czasów. Nieraz nazywany je podaniami historycznymi, choć zdaniem wybitnego socjologa poznańskiego prof. Krzysztofa Kwaśniewskiego (1927-) „...dziś większości Polaków termin «podanie» kojarzy się raczej z podawaniem jakiegoś wniosku do władz. Może i w związku z tym legenda rozumiana jest bardziej pozytywnie, podanie zaś to jednak coś, co do wiadomości podano, ale bez pewności, że jest prawdziwe. A zresztą jest chyba tak, że «ludowa», a dziś nawet tylko «potoczna» wiedza historyczna rozróżnia na co dzień jedynie to, co stało się «ongiś», w nieokreślonej, a dawnej przeszłości (a więc w «czasie baśniowym»), i co było «wczoraj», co tkwi jeszcze w pamięci naszej i najwyżej jeszcze naszych rodzin. Przekazy zaś zwane właśnie «podaniami historycznymi)), dotyczące czasu odleglejszego, ale jednak skonkretyzowanego - właściwie nie są potocznie odczuwane i dlatego nie byłyby pamiętane, gdyby nie pomoc kronikarzy, dziejopisów, pisarzy”6.
Według Słownika folkloru polskiego - podanie to „opowiadanie fikcyjne, ale zawierające jakichś okruch rzeczywisty, nazwisko osobistości lub nazwę miejscową, które lub która mają dowodzić, iż dane wydarzenie dokonało się w określonym czasie lub miejscu”7, zaś legenda - to „...«opowiadanie o charakterze religijnym)) (ale z dopuszczeniem pewnych dowolności stosowanie tego terminu do innych opowieści, także na poły historycznych «legend herbowych)))”, a także „zupełnie świeckie w swej treści podania”8. Przeciwieństwem legendy jest mit, który charakteryzuje się tym, że: „1) mówi o sprawach najważniejszych, o kosmosie, życiu, śmierci, 2) przedstawia jakiś «gotowy)) świat i nasze w nim miejsce, 3) jest związany z sacrum, 4) ma charakter symboliczny, 5) nie stanowi dogmatu”9. Przy czym współcześnie określenie czegoś „legendarnym” ma zabarwienie pozytywne, zaś nazwanie czegoś „mitycznym” kojarzy się z fikcją10.
Ważnym elementem przekazu legend i podań jest tradycja ludowa (vox populi - głos ludu), zwana także „wiedzą historyczną ludu”11, która „...obecna była nie tylko w bezpośrednich przekazach o osobach i faktach, ale i w samej treści podań, które - jak powieści [Józefa Ignacego] Kraszewskiego - miały mówić o życiu ludzi tak wiernie, aby po pewnym czasie nawet opowieści niehistoryczne stawały się historycznymi, przy czym nie zawsze miała to być wierność ściśle faktograficzna, ale wierność świadectwa o mentalności ludzi z danych miejsc i czasów”12.
Autorka zestawiła podania dotyczące Kościana i okolicznych miejscowości. Pokazują one różne wydarzenia z przeszłości, nieraz występują postacie historyczne (np. gen. Dezydery Chłapowski, 1788-1879), innym razem demony i zjawiska nadprzyrodzone... Pokazują one mentalność mieszkańców (nieraz wiarę w zabobony i gusła sprzeczne z wyznawanym powszechnie katolicyzmem)13, ale także przekazywaną z pokolenia na pokolenie tradycję ludową. Przewija się tutaj folklor miejski z folklorem wiejskim14.
Z miast wielkopolskich pierwszy spisania swoich legend i podań doczekał się Poznań15, a następnie historyczna Wielkopolska16. Kościan jest pierwszym miastem województwa wielkopolskiego, które doczekało się tego typu wydawnictwa17. Warto także zajrzeć do publikacji bardziej ogólnych, a odnoszących się do wszystkich regionów Polski18oraz do opracowań o miastach wojewódzkich19.
Interesująca publikacja Katarzyny Marciniak-Helińskiej, absolwentki Instytutu Historii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, składa się z dwóch części.
W pierwszej z nich zatytułowanej „Legendy i opowiadania” zamieszczono 49 tekstów dotyczących wierzeń i przekazów mieszkańców Kościana i jego okolic a odnoszących się do życia codziennego, duchów, upiorów, diabłów i aniołów, czarownic i duchownych. W części drugiej nazwanej „Wierzenia, zabobony i przesądy” mamy udostępnione 75 przekazów dotyczących: 1) zabaw i spotkań z diabłami, 2) zjaw, 3) masonów jako źródła strachu, 4) zwierząt, 5) świeczników, 6) osobliwych miejsc, 7) „ociotowania” i „czarciego żebra”, 8) prób wyjaśnienia zjawisk nadprzyrodzonych, 9) wierzeń mieszkańców powiatu kościańskiego (niekonwencjonalne metody leczenia, UFO, kontakty z zaświatem), 10) przesądów i zabobonów funkcjonujących współcześnie wśród mieszkańców powiatu kościańskiego. Mamy więc podania, legendy i przesądy odnoszące się do: życia gospodarskiego, ciąży, narodzin dzieci, ślubów, pogrzebów, świąt oraz związanych ze „złym spojrzeniem”. Cennym uzupełnieniem edytowanych tekstów jest ankieta socjologiczno-etnologiczna przeprowadzona przez Autorkę we wrześniu 2009 r. w pierwszych klasach Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Kościanie oraz wśród słuchaczy Sekcji Edukacji Regionalnej Kościańskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Pokazuje ona jakie miejsce w życiu codziennym nadal pełnią podania, legendy i przesądy.
Prof. n. dr hab. Dariusz Matelski
Instytut Wschodni UAM w Poznaniu
Katedra Kulturoznawstwa AHE w Łodzi
Pomysł napisania tej książki narodził się przypadkiem. W styczniu 2007 r. Europę nawiedził huragan, zbierający swoje żniwa, niemal we wszystkich miastach i miasteczkach. Podczas tego wieczoru, moja rodzina odcięta od prądu (a przy tym od telewizora), omówiwszy wszystkie sprawy minionego dnia... siedziała w milczeniu... Wtedy moja Mama, zaczęła wspominać czasy, kiedy to z wypiekami na twarzy siadało się przy starszych osobach „bajających” legendy, rozprawiających o duchach (straszących niewinne osoby), dworkach i kościołach (kryjących swoje mroczne tajemnice), skarbach (które zapadnięte po latach odzywają się z głębin), czartach (podstępem zabierających naszą duszę), „ciotach” czyniących zło itp. Od kilku lat pracuję z młodzieżą i dobrze wiem, że, w dobie komputerów oraz wszechobecnej racjonalizacji takie opowieści traktowane są obecnie jako bzdura, bądź też budzą uśmiech politowania. Jednakże w związku z rosnącym zainteresowaniem folklorem naszego regionu, kiedy to już od przedszkola dzieci doceniają swoją kulturę i szanują tradycje ustne, postanowiłam zebrać i ocalić od zapomnienia te ginące informacje.
Pragnę serdecznie podziękować wszystkim osobom, które zechciały poświęcić mi swój czas. Dziękuję Panu prof. nadzw. dr hab. Dariuszowi Matelskiemu za cenne uwagi i wskazówki oraz Pani profesor z Liceum Ogólnokształcącego w Kościanie Aleksandrze Skroban-Gnacy za wnikliwą korektę tekstu.
Osobne podziękowania składam wielu osobom, anonimowym współtwórcom książki. Wszyscy moi rozmówcy, którzy zechcieli podzielić się swoimi opowieściami zastrzegli sobie bowiem prawo do anonimowości. Obawiali się tego, że mogą zostać rozpoznani przez ludzi mieszkających w tej samej miejscowości oraz tego, że w dobie wszechobecnej psychoanalizy społeczność lokalna uzna ich za „odmieńców”. Dziękuję Państwu, gdyż bez Waszej pomocy nie byłoby dzisiejszej książki.
Książka składa się z dwóch części. O ile część I: Legendy i opowiadania jest lekturą łatwą i przyjemną, o tyle cz. II. Wierzenia, zabobony i przesądy może stanowić temat do rozważań. Odwołuję się bowiem tam, do obszaru kultury niemal zamarłej dla młodzieży, ale nadal jednak żywej dla starszego pokolenia. Rozpocznę swoją pracę od wierzeń demonicznych i półdemonicznych i stopniowo przejdę do zagadnień mniej mrocznych, ale bazujących również na naszej psychice i odwołujących się do naszej wiary, nie okłamujmy się - czasem znacznie odchodzącej od wiary katolickiej.
Zapraszam do lektury przede wszystkim niedowiarków. Warto zastanowić się nad tym, czy w każdej opowieści nie tkwi choćby małe ziarno prawdy?
Życie można przeżyć tylko na dwa sposoby:
albo tak, jakby nic nie było cudem,
albo tak, jakby cudem było wszystko.
Albert Einstein
Mojemu mężowi Dariuszowi oraz Dzieciom
Bartoszowi, Szymonowi i Natalce dedykuję...
W Morownicy mieszkała sobie jedna uboga wdowa, która nie miała już męża, ale za to miała aż siedmiu synów i jedną córkę. Pewnego dnia kobieta piekła dla nich chleb, a dzieci biegały wokół niej i wołały radośnie „Mamo upiecz nam placek - upiecz nam placek”. Wówczas matka odwróciła się i w złości powiedziała: „Tak lecicie za mną wy gałgany jedne, jak te kruki”. I nagle jakby czarodziejska moc się w to wdała, bo wszystkim synom wyrosły skrzydła i zamieniły się w kruki. Biedna wdowa ani słowa nie zdążyła już więcej powiedzieć, gdy jej dzieci jako kruki, wzniosły się w powietrze i odfrunęły w świat. Siedmiu braci zamienionych w kruki poleciało do wielkiego boru, w którym na polanie stał wspaniały pałac. Wlecieli do tego budynku i zobaczyli, że w jednej komnacie stoi siedem łóżek, zasłanych pościelami, położyli się spać i tam już zostali. Siostra, która została z matką, płakała razem z nią i szukała ich, ale nie mogła znaleźć. Wtedy powiedziała do matki: „Mamusiu ty zostań w domu, a ja pójdę w świat szukać moich braciszków”. Zabrała ze sobą trochę jedzenia na drogę i poszła. Szła bardzo długo, aż zmęczona doszła do lasu i natrafiła na małą chatkę. Weszła do środka, patrzy, a tam taka staruszka mieszka zupełnie sama. Włosy miała siwe, oczy wyblakłe a twarz całą pomarszczoną. Dziewczynka ładnie pokłoniła się tej babci i zaczęła prosić: „Babciu kochana, przenocuj mnie w swojej chacie, szukam moich braci i iść już dalej nie mam siły”. A na to gospodyni: „Och, moje dziecko nie mogę cię przenocować, bo mój syn jest Księżycem i byłby bardzo zły, gdyby cię zastał w naszej chatce”. Dziewczynka prosiła tak bardzo, żeby mogła zostać choć trochę i babcia zgodziła się w końcu, aby przenocować w kuchni. Rano przyszedł do domku Księżyc i powiedział: „Hej! Matko, czuję tutaj człowieka”. Usłyszał: „Nie gniewaj się synu, przyszła tutaj taka mała dziewczynka, która szuka swoich braci”. „To niech tu przyjdzie zaraz do mnie!” - powiedział Księżyc. Kiedy dziewczynka ujrzała jego groźną minę, wystraszyła się, ale zaraz zaczęła go prosić: „Księżycu drogi, jak ty wędrujesz po niebie, i w każdy kącik świecisz, to ty powinieneś wiedzieć, gdzie są moi braciszkowie”. A na to Księżyc: „W każde miejsce zaświecić nie mogę, bo wystarczy, że ktoś okiennice szczelnie zasłoni, to moje promienie już tam nie wejdą”. Chociaż niewiele jej pomógł, to dał jej jednak wrzeciono z długa nitką i powiedział: „Idź do lasu, do jego środka, a nitkę rozwijaj za sobą, abyś mogła w razie niebezpieczeństwa z powrotem do naszej chatki powrócić. Dziewczyna podziękowała pięknie. Zaczęła rozwijać za sobą nitkę i szła cały dzień aż doszła do drugiej chatki. A w środku tej chatki mieszkała inna staruszka, która na jej widok rzekła: „Oj, co też ty dziewczynko tutaj robisz w tym gęstym borze?”. Dziewczynka na to odrzekła: „Babciu, szukam moich braci przemienionych w kruki, którzy polecieli gdzieś na skrzydłach, przenocuj mnie proszę, bo już dalej nie mam siły iść”. „Oj źle będzie - rzekła babulinka - mój syn to Mróz, jakby cię tutaj zastał okropnie by się rozgniewał i by cię zamroził”. Jednak dziewczynka znów tak pięknie poprosiła, że ulitowała się nad nią staruszka i przenocowała do rana. Rano skoro tylko słonko pokazało się za lasem do chatki ze skrzypieniem i poświstaniem wpadł Mróz. I już od progu zawołał: „Hej Matko! Czuję, że tutaj jest człowiek, co on tutaj robi?”. Na to matka zaczęła syna Mroza przepraszać: „Nie gniewaj się na mnie, ale dałam schronienie biednej dziewczynce, która szuka swoich zaginionych braci”. Mróz kazał jej wtedy przyprowadzić dziewczynkę. Gdy ta stanęła blisko niego, zimno zaczęło ją ogarniać. Nie zważała jednak na to i rzekła: „Jeżeli ty jesteś Mróz, to na pewno wiesz gdzie są moi bracia, bo przecież mróz wszędzie wejdzie, nawet najmniejszą szparką do każdego domu się wciśnie, więc wie”. Na to Mróz: „Ho, ho, taki znowu mądry nie jestem, wystarczy, że ktoś ma domek szczelny, okna na zimę mchem pozatyka, albo w piecu dobrze napali, to już ja nie mam tam dostępu. Ale - powiada Mróz - idź jeszcze z mile przed siebie, natrafisz tam na jeszcze jeden bór, może tam ci się poszczęści, tylko pamiętaj żebyś rozwijała nitkę za sobą. Ruszyła dziewczynka i znowu szła długo, aż wreszcie, gdy była bardzo zmęczona dotarła do trzeciego lasu. I spostrzegła, że na skraju tego boru stoi taka sama chatka jak te, które już odwiedziła. Podeszła pod drzwi i znowu otwarła jej staruszka. A na jej prośbę o nocleg, podobnie jak poprzednie babcie powiedziała: „Moje dziecko nie mogę cię wpuścić do mojej chaty, bo mój syn jest Wiatrem, a okropnie zły jest gdy kogoś obcego w domu zastanie. Mógłby cię w tej złości przewiać!”. Ale na prośbę dziewczynki ulitowała się nad nią i przenocowała. Rano z wyciem i wielkim szumem, Wiatr wleciał do chatki i zawołał: „Matko, kogo tu masz, czuję wyraźnie jakiegoś człowieka”. „To biedna dziewczynka - pośpieszyła z wyjaśnieniem jego matka - szuka swoich zaginionych braci”. A Wiatr na to: „Niech tutaj do mnie przyjdzie”. Kiedy dziewczynka stanęła przed Wiatrem śmiało odezwała się do niego: „Kiedy ty jesteś Wiatrem, to na pewno wiesz, gdzie są moi bracia. Wiatr wszędzie jest, wszędzie wieje nawet w najmniejszą szparkę się wciśnie i dzięki temu wszystko wie”. „Hu, hu - zahuczał Wiatr - to ci się tylko tak wydaje. Gdy ludzie domostwo szczelnie zbudują, drzwi zamkną, a dziury pozatykają, to nawet ja się nie wcisnę. Coś ci powiem, jak wiałem dzisiaj obok starego pałacu, coś mi się wydawało, że widziałem tam jakieś czarne ptaki. Idź tam i zobacz może akurat to są twoi zaklęci bracia”. Dziewczynka poszła we wskazanym kierunku i tak doszła do tego pałacu. Weszła do środka, popatrzyła i zobaczyła, że w jednej komnacie stało siedem łóżek, w drugiej długi stół z siedmioma krzesłami. Na stole zaś siedem talerzy z przygotowanym jedzeniem. Podeszła do każdego talerza i po troszku zjadła z tego, co na nim było. Potem zdjęła z palca pierścionek, na którym miała wyryte swoje imię i włożyła do jednej szklanki z mlekiem. Kiedy usłyszała szum skrzydeł szybko skryła się pod łóżko. Przyleciało siedem wielkich kruków, które za chwilę przemieniły się w pięknych chłopców. Bracia zasiedli do stołu i któryś powiedział: „Ojej, widzę, że mi ktoś zjadł trochę mego jedzenia! Mnie też, zawołali inni bracia”. Wtem jeden z nich, popijając mleko, znalazł ukryty w szklance pierścionek. Obejrzał go, a gdy tylko dostrzegł imię wyryte na obrączce, krzyknął: „Bracia, to nasza kochana siostra przybyła tutaj. Musimy ją poszukać”. Znaleźli siostrę pod łóżkiem i powiedzieli jej: „Widzisz siostro, żebyśmy z powrotem mogli być chłopcami i żeby nam mogły odpaść na zawsze te czarne skrzydła, musisz nam pomóc. Pójdziesz do takiego starego dębu, wejdziesz na niego i choćby nie wiem co się działo, to nie wolno ci przez trzy lata ani słowa powiedzieć”. Dziewczynka poszła tak, jak jej bracia kazali, weszła na dąb, ale ledwie minęły dwa dni, a już zjawił się myśliwy i powiedział: „Ach co za śliczna panna siedzi na drzewie, powiedz mi dziewczyno po coś tam weszła?”. Ale ona nic nie odrzekła - przecież nie mogło słowa powiedzieć, żeby braciom nie zaszkodzić. Myśliwy mówił i mówił, jednak słowa z niej nie mógł wycisnąć, więc zabrał ją do siebie do domu. I tak była u tego myśliwego, ale ani razu się nie odezwała. Gdy trzy lata minęły, przed leśniczówkę zajechało siedem koni i zjawiło się siedmiu wyrośniętych, zdrowych braci. Rzuciła się im naprzeciw nasza dziewczyna i dalej się witać, ściskać i weselić. Wtedy bracia powiedzieli jej, że wypowiedziane w gniewie słowa matki usłyszał pewien zły czarownik i zmienił ich w kruki. Zła moc mogła tylko wtedy przeminąć, jeżeli ktoś kochający ich przez trzy lata będzie milczał. Potem zabrali ze sobą myśliwego, który dawał schronienie ich siostrze i pojechali wszyscy do domu.
Zdarzenie to miało miejsce w pałacu w Borowie niedługo przed wybuchem II wojny światowej. W Helenopolu miało odbyć się wesele. Nowożeńcy specjalnie wynajęli na to wydarzenie muzykantów z Kościana. Zespół wyjechał z miasta w południe, aby być punktualnie na miejscu. Jechali a czas mile upływał. Nagle poczuli olbrzymie zmęczenie i dlatego postanowili zatrzymać się w wybudowanym w Borowie pałacu, aby odpocząć. Pogodny dzień i śpiew ptaków przekonały wędrowców do tego miejsca. Muzykanci siedzieli spokojnie, tylko konie zdawały się nie być zadowolone z niespodziewanego dla nich postoju. W pewnym momencie, zza murów pałacu wyszedł młody mężczyzna we fraku. Przywitał ich i zapytał, czy zechcieliby zagrać kilka utworów, obiecując dobrą zapłatę. Muzykanci zastanawiali się, kto zaczyna zabawę tak wcześnie, skusili się jednak chęcią łatwego zarobku. Gdy weszli do pałacu, to bardzo szybko zrobiło się ciemno. W sali balowej znajdowali się już pierwsi goście. Z początku nieśmiało a później coraz żwawiej przygrywali więc im do tańca. Uczestników imprezy przybywało z każdą minutą, wszyscy tańczyli przez cały czas, ale nikt nie był zmęczony. Zgodnie z panującym wtedy zwyczajem, gdy orkiestra dobrze grała to mężczyźni do basów wrzucali złote monety. Nagle zaczął piać kogut, goście zaczęli znikać a wraz z pierwszym promieniem słońca zniknęła również sala balowa. Nasi wędrowcy znaleźli się na pustym polu porośniętym chwastami. Przypomnieli sobie, że basista powinien mieć w swoim instrumencie złote monety. Gdy opróżnili basy, zamiast monet znaleźli dwie garści czarnych kamieni. Strach ich obleciał i czym prędzej odjechali z tego miejsca. Domyślili się bowiem tego, że grali na balu duchów.
Obok ruin Kościoła Św. Marcina, stoi brzoza, córka legendarnej brzozy, od bardzo szanowana przez okolicznych mieszkańców. Do tego drzewa jest przywiązana legenda, która Franciszkowi Morawskiemu podała treść do następującej ballady21:
Lubisz urocze wiejskich marzeń kwiaty,
Przyjmij więc jeden w ofierze.
Pierwsza to gatka wielkopolskiej chaty,
W szaty się rymu przybierze.
Nie żądaj od niej świętego ubrania
W proste się barwy przystroi,
Skromne są ludu naszego podania
Skromny im wierszyk przystoi.
Wznosi się w gruzach na Gryżyńskiej ziemi
Kościół świętego Marcina.
Głośnie on niegdyś hymny brzmiał boskimi
Dziś głucha w polu ruina.
Mnóstwo tam i mogił dokoła,
Liczne kryje pokolenia,
A biała brzoza jak skrzydłem anioła,
Cichy sen mogił ocienia.
Jeśli to drzewo, pierwszy wieniec wiosny
Ciekawość twoją obudzi;
Skąd polubiło ten pobyt żałosny,
Gryżyńskich spytaj się ludzi.
Onego czasu, któż wie lat wiele?
W prostym ci rzekną sposobie,
Zmarło tu dziecię i przy tym kościele
W zimnym złożono je grobie.
Cicho, cichutko w swej mogile leżał
Antoś, matczyna nadzieja,
Kiedy wtem kopacz do księdza przybieżał
I tak strwożył dobrodzieja.
„Jakieś się licho na cmentarz nam wdarło,
Wciąż rączkę z grobu wysuwa,
Dziwi się pasterz, krzyż i stułę bierze,
