Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Mamusia mówiła, a smok nie słuchał. A przecież nie od dziś wiadomo, że kto nie słucha ojca i matki, ten źle kończy. Niestety Yhowi matczyne nauki nie utkwiły w pamięci, więc kiedy na jego drodze staje czarodziej...
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 27
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Kto nie słucha ojca, matki…
Mamusia mówiła: nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe.
Ojciec dodawał: kto pod kim dołki kopie, sam w nie wpada.
Yhkredtherdurhe Anhe Hredhertgherre, dla przyjaciół Yh – chociaż z niewiadomych przyczyn nikt tak doń nie mówił – pamiętał napomnienia rodziców. Słyszał gdzieś, że słonie mają wyśmienitą pamięć – smoki, wierzcie mi, smoki mają jeszcze lepszą. Niczego nie zapominają. Dlatego Yh pamiętał każde słowo rodziców. Jednak pamiętać, a stosować… To zupełnie co innego.
Usiadł więc na łożu obok śpiącej kochanki i nie pierwszy raz w swoim życiu pożałował, że napomnień rodzicielskich nie słuchał. Oj, nie pierwszy raz. Zerknął z rozżaleniem na dziewczynę, a potem wsparł łokcie na kolanach, głowę schował w dłoniach i wyszeptał:
– Wszystko przez chuć. Jasna cholera, znowu wszystko przez chuć.
Dwieście lat wcześniej – z górką…
Przy wozach rozstawionych dookoła ogniska krzątały się kobiety. Mężczyźni zasiedli wokół ognia i pociągając z przeróżnych butelek, raczyli się opowieściami. Płomienie unosiły się ku niebu, drewno trzaskało, sypiąc skry. Nad paleniskiem wolno obracały się dwa dziki, a pikantny aromat pieczonego mięsa roznosił się po polanie.
– … nigdy – kościsty krasnolud zawiesił głos. Sięgnął po małą pękatą butelkę z szafirowego szkła i pociągnął potężny łyk miodu. – Se wyobrażacie? Co rusz to nowe zagadki, nowe zadania. Jużeśmy dawno krzyżyk na zaślubinach jaśnie panienki położyli. Bo i kto widział, żeby baba o swoim losie decydowała, ha? Głupi ten nasz jaśnie pan… oj, głupi.
– Dyć, że nie najmędrszy, skoro córce męża wybrać pozwolił – przytaknął duży, rudy kupiec. – Ale prawcie dalej.
– Prawcie, prawcie – poparli go pozostali siedzący.
– Ostatnio przybyli książęta zza morza. Trzech ich było, wysokie chłopy, zaprawione w bojach. Może i nie gładkolice, ale przeca nie królowej nam trza, ino króla, kiedy nasz jaśnie panujący kojfnie. Sąsiadów mamy takich, co to ino czekają, jak Jarmuszka schedę po ojcu weźmie. Jak się skrzykną, to nowa królowa ani kwiknie. No i jak ci królewice zjechały, tośmy się cieszyć poczęli, że się wreszcie jakiś porządny kandydat trafił… Ale gdzie tam! Panna kazała im wiersze pisać. Wiersze! Toż na pierwsze widzenie znać było, że książki to ino przypadkiem chłopy gdzieś na półce widzieli, a i tak nie wiedzą, do czego zacz. Jeden nawet coś tam próbował. Jakoś tak szło… – Krasnolud podrapał się po głowie, a potem uśmiechnął szeroko. – Już wiem: żem takiego nie macał lica, ani nie wgapiał w oczy jak świca.
Zgromadzeni buchnęli śmiechem. Nawet ci, dla których owe rymy zdały się całkiem przyzwoite.
– I co? I co? – dopytywał się rudy kupiec.
– Jak to co? – Bajarz wzruszył ramionami. – Jarmuszka kazała chłopom manatki pakować, bo próby nie przeszli i się nie nadają.
– I wyjechali? Ot tak? Nie kazał ich król ściąć? – Niewysoki nerwowy młodzian wyglądał na rozczarowanego.
– Oczadziałeś, synku?! – warknął krasnolud. – Mało to król nasz musi się nagibać, coby nikt nam wojny nie wypowiedział przez Jarmuszcyne pomysły? Miałby okoliczne książęta wyrzynać? Toż głupie te młode dzisiaj. Naczytają się bajd i gadają po próżnicy.
Starsi pokiwali głowami. Młody już się więcej nie odezwał.
– A ładna przynajmniej ta wasza królewna? – zapytał siedzący daleko od ogniska, potężny mężczyzna.
Krasnolud znowu wzruszył ramionami.
– Nawet jakby szpetniejsza była od starej ropuchy i tak staraliby się o jej rękę. Królestwo mamy zacne…
– To ładna czy nie? – łagodnie dopytywał się mężczyzna.
Bajarz zmarszczył olbrzymi nochal.
– Wiecie, że mamy na Smoczych Wzgórzach kopalnie diamentów? – Zawiesił głos i rozejrzał się po obecnych. Pokiwali głowami. Rzeczywiście, Wzgórza słynęły z bogactw. Dlatego tamtejszy król bał się najeźdźców. – No to se wydumajcie, że to nie diamenty są u nas najcudniejsze, ino Jarmuszka.
Mężczyźni sapnęli cicho.
