Opis

Tuż przed świętami Bożego Narodzenia na weneckim Campo Santo Stefano ginie czarnoskóry mężczyzna, jeden z nielegalnych imigrantów trudniących się handlem ulicznym, tak zwanych vu cumpra (od vuoi comprare? - chcesz kupić?). Morderstwo jest dziełem profesjonalistów, co wydaje się dziwne, bo komu mogłoby zależeć na śmierci tak mało znaczącej osoby? Z początku wszystko wskazuje na to, że dochodzenie nie ruszy z miejsca. Nie sposób zidentyfikować ofiary, a zeznania świadków są niedokładne. Jednakże upartemu, kierującemu się intuicją komisarzowi Brunettiemu udaje się dotrzeć do mieszkania denata i znaleźć tam coś, co czyni sprawę jeszcze bardziej tajemniczą, ale i niezwykle frapującą. Wkrótce potem zwierzchnik nakazuje komisarzowi zaniechać poszukiwań morderców, dając mu do zrozumienia, że kontynuowanie śledztwa wiązałoby się z wielkim niebezpieczeństwem.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 346

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Donna Leon
KREWZ KAMIENIA
PrzełożyłMarek Fedyszak
NOIR SUR BLANC
Tytuł oryginału: BLOOD FROM A STONE
Opracowanie redakcyjne: MIROSŁAW GRABOWSKI
Korekta: JANINA ZGRZEMBSKA, MACIEJ KORBASIŃSKI
Projekt okładki: TOMASZ LEC
Skład i łamanie: DK
Copyright © 2005 by Donna Leon and Diogenes Verlag AG Zürich All rights reserved For the Polish edition Copyright © 2009, Noir sur Blanc, Warszawa
ISBN 978-83-7392-460-4
Oficyna Literacka Noir sur Blanc Sp. z o.o. ul. Frascati 18, 00-483 Warszawa e-mail: [email protected] księgarnia internetowa: www.noirsurblanc.pl
Konwersja: eLitera s.c.

Rozdział 4

Paola siedziała z rozdziawionymi ustami, pełna obawy, że wszystkie jej matczyne starania żałośnie spełzły na niczym i że wydała na świat potwora, a nie dziecko. Patrzyła na swoją córkę, swojego wspaniałego, olśniewającego anioła, i zastanawiała się, czy to możliwe, by opętał ją diabeł.

Aż do tego momentu kolacja przebiegała dość zwyczajnie, przynajmniej tak, jak może przebiegać posiłek opóźniony z powodu morderstwa. Guido, którego wywołano z domu, kiedy właśnie mieli zasiadać do stołu, zadzwonił tuż po dziewiątej z informacją, że wróci dopiero za jakiś czas. Skargi dzieci, że są bliskie głodowej śmierci, złamały tymczasem opór Paoli, podała im więc kolację, wkładając swoją porcję i porcję męża z powrotem do piekarnika, żeby nie wystygły. Siedziała z dziećmi, popijając leniwie prosecco, które stopniowo robiło się ciepłe i mdłe; dzieci pochłaniały ogromne porcje pasticcio przyrządzonego z warstw polenty, ragù i parmezanu. Potem była tylko zapiekana cykoria pokryta plastrami sera stracchino, choć Paola nie mogła się nadziwić, że jej pociechy potrafią jeszcze coś zmieścić w żołądku.

– Dlaczego on zawsze musi się spóźniać? – poskarżyła się Chiara, sięgając po cykorię.

– Nie zawsze się spóźnia – odparła nielubiąca przesady Paola.

– Na to wygląda – powiedziała Chiara, wybierając dwa długie liście i przenosząc je na swój talerz, a potem ostrożnie polewając stopionym serem.

– Powiedział, że wróci, gdy tylko będzie mógł.

– Przecież to wcale nie jest takie ważne, prawda? Chyba nie na tyle, żeby aż tak się spóźniać? – zapytała Chiara.

Paola wyjaśniła im wcześniej przyczynę nieobecności ojca, zdumiała się więc uwagą córki.

– Chyba powiedziałam ci, że ktoś zginął – przypomniała łagodnym tonem.

– Tak, ale przecież to był tylko jakiś vu cumprà – odparła Chiara, biorąc nóż do ręki.

I właśnie na tę uwagę Paola rozdziawiła usta. Podniosła kieliszek z winem, udała, że pociąga łyk, podsunęła półmisek z cykorią Raffiemu, który chyba nie słyszał słów siostry, i zapytała:

– Co rozumiesz przez „tylko”, Chiaro?

Z zadowoleniem stwierdziła, że jej głos zabrzmiał zupełnie swobodnie.

– Dokładnie to, co powiedziałam. Że to nie był jeden z nas.

Paola na próżno starała się doszukać w tej odpowiedzi sarkazmu albo próby prowokacji. W głosie Chiary wydawało się pobrzmiewać echo jej własnej niewzruszonej obojętności.

– Przez „nas” rozumiesz Włochów czy wszystkich białych ludzi?

– Nie. Europejczyków.

– Ach, oczywiście – powiedziała Paola, podnosząc kieliszek i bawiąc się przez chwilę jego nóżką. Potem, nie tknąwszy wina, odstawiła go na stół. – A jak daleko sięgają granice Europy? – rzuciła w końcu.

– Słucham, mamo? – zapytała Chiara, która właśnie odpowiadała na pytanie Raffiego. – Nie dosłyszałam.

– Pytałam, jak daleko sięgają granice Europy.

– Och, przecież wiesz. To wszystko jest w książkach. – I nie czekając na odpowiedź, spytała: – Będzie jakiś deser?

Jako młoda matka Paola, sama będąc jedynaczką i nie mając wcześniej do czynienia z małymi dziećmi, przeczytała wszystkie poradniki i podręczniki dla rodziców. Ponadto przestudiowała wiele książek z psychologii i wiedziała, iż wśród profesjonalistów panuje ogólna zgoda co do tego, że nigdy nie należy poddawać dziecka surowej krytyce, dopóki nie zgłębi się i nie zbada przyczyn jego zachowań bądź wypowiadanych opinii, a nawet wtedy zalecano rodzicom, by wzięli pod uwagę ryzyko zniszczenia rozwijającej się psychiki dziecka.

– To najbardziej odrażająca i bezduszna rzecz, jaką słyszałam przy tym stole, i jest mi wstyd, że wychowałam dziecko zdolne wypowiedzieć takie słowa – odparła.

Raffi, który nastawił uszu dopiero wtedy, gdy jego radar wychwycił zmianę w tonie matczynego głosu, upuścił widelec. Chiara rozdziawiła usta w zwierciadlanym odbiciu wyrazu twarzy matki i z bardzo podobnego powodu: pod wpływem szoku i przerażenia, że osoba o tak fundamentalnym znaczeniu dla jej szczęścia mogła być zdolna do takich słów. Podobnie jak matka, odrzuciła możliwość zabawy w dyplomację i zapytała:

– Co to ma znaczyć?

– To ma znaczyć, że vu cumprà nie są  t y l k o  czymkolwiek. Nie można ich lekceważyć, traktować tak, jakby ich śmierć nie miała znaczenia.

Chiara usłyszała słowa matki, a co ważniejsze, poczuła siłę jej głosu, powiedziała więc:

– Nie to miałam na myśli.

– Nie mam pojęcia, co miałaś na myśli, Chiaro, ale  p o w i e d z i a ł a ś,  że ten zabity człowiek był  t y l k o vu cumprà. I musiałabyś mi długo wyjaśniać, żebym uwierzyła, iż istnieje jakaś różnica między tym, co te słowa mówią, a  m y ś l ą, którą wyrażają.

Chiara odłożyła widelec na talerz i zapytała:

– Mogę pójść do swojego pokoju?

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki