Koło śmierci - Żurek Artur - ebook

Koło śmierci ebook

Żurek Artur

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

NAJTRUDNIEJ UCIEC NIE PRZED POŚCIGIEM, ALE PRZED SAMYM SOBĄ

Roman Zawada postanawia zakończyć swoje życie. I nagle wszystko wymyka się spod kontroli.

Niespodziewane pukanie do drzwi uruchamia lawinę zdarzeń. W jednej chwili szanowany wrocławski psycholog staje się uciekinierem podejrzewanym o zamordowanie żony.

Zawadzie udaje się ukryć. Zamknięty w czterech ścianach próbuje zrozumieć sytuację, w której się znalazł, ale każdy kolejny dzień przynosi więcej pytań niż odpowiedzi. Tylko jedna osoba wierzy w jego niewinność. Jednak to nie ona zna całą prawdę.

Prowadzone przez policję poszukiwania nie przynoszą efektów. Psycholog wydaje się nieuchwytny. Wówczas do gry wkracza były śledczy, Bronis, a dochodzenie przybiera zaskakujący obrót.

„Jeszcze nie teraz” to psychologiczny kryminał o winie, strachu i niebezpiecznych granicach, które łatwo przekroczyć. Gdy pościg za prawdą biegnie wśród kłamstw, sekretów i zdrad, wybranie właściwej ścieżki okazuje się ogromnym wyzwaniem.

Sięgnij po „Jeszcze nie teraz”, pierwszy tom serii KOŁO ŚMIERCI.

***

„Uwaga! Po przeczytaniu nie zaufasz nikomu, nawet sobie! Kiedy ścigany jest jednocześnie ścigającym, nic nie jest takie, jak się wydaje, a duszny klimat manipulacji i kłamstw narasta. Z każdą stroną zaczynasz kwestionować własny osąd. I angażujesz się bez reszty!”

@czytanie.na.platanie, Jolanta Bugała-Urbańska

„Aspekt psychologiczny jeszcze nigdy nie miał takiej siły rażenia. Tym razem zaglądamy głęboko do umysłów, nie tylko potencjalnego zbrodniarza, lecz także wszystkich podejrzanych. A to, co tam pulsuje w ukryciu, potrafi zaniepokoić… Nas zmroziło na wskroś!”

@stronisko, Mariusz Domagała i Kamil Woźniakowski

„UWAGA: Szokujące emocje już na pierwszych stronach powieści! Artur Żurek postawionemu w tragicznej sytuacji Romanowi mówi: JESZCZE NIE TERAZ. To nie twój koniec, to początek. Początek poszukiwania sprawiedliwości w świecie, w którym każdy dba tylko o swój interes. A zarazem początek solidnej kryminalnej rozgrywki z psem na pokładzie!”

kryminalnatalerzu.pl, Martyna Chmiel

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 403

Data ważności licencji: 6/1/2031

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Zapraszamy na www.publicat.pl

Projekt okładkiFLORIAN RYCHLIK

Fotografie na okładceMathias Reding/Unsplash, Vitaliy Grin/Unsplash, Mehdi Sepehri/Unsplash, ewg3D/iStock

Koordynacja projektuANNA RYCHLICKA

Opieka redakcyjnaANNA HEINE

RedakcjaDAGMARA ŚLĘK-PAW

KorektaBOGUSŁAWA OTFINOWSKA

Redakcja technicznaRADOSŁAW FIEDOSICHIN / Lorem Ipsum

Polish edition © Artur Żurek, Publicat S.A. MMXXVI (wydanie elektroniczne) All rights reserved

Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora, w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.

Utwór nie może być wykorzystywany do szkolenia sztucznej inteligencji, w tym do tworzenia treści naśladujących jego styl. Nieprzestrzeganie tego zakazu jest naruszeniem praw autorskich i grozi konsekwencjami prawnymi.

ISBN 978-83-271-7044-6

jest znakiem towarowym Publicat S.A.

PUBLICAT S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24 tel. 601 167 313 e-mail: [email protected], www.publicat.pl

Oddział we Wrocławiu 50-010 Wrocław, ul. Podwale 62 tel. 71 785 90 40 e-mail: [email protected]

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

Nie wszystko jest tym, czym się wydaje,dobrze o tym wiesz. Nie ufaj jej. Wykorzystaj ją.

Lisa Jackson, Płomień zemsty

Jeśli ktoś nie popełnia samobójstwa, nie znaczy,że wybrał życie. On tylko nie potrafi się zabić.

Ryūnosuke Akutagawa, Aforyzmy japońskie

Zagubionym

1

Dokończył zdanie, postawił kropkę, złożył podpis i odłożył Pelikana M1000, ulubione pióro wieczne. Korpus pozbawiony skuwki poturlał się po gładkim blacie stołu. Zanim spadł na parkiet, Roman plasnął w niego prawą dłonią i zatrzymał nad krawędzią. „Miałem rację, że podłoga jest źle wypoziomowana”, westchnął. Jedną ręką uniósł skuwkę, drugą korpus i skręcił je ze sobą. Zamknięte pióro schował odruchowo do wewnętrznej kieszeni lnianej marynarki. Niechcący, kantem dłoni, dotknął koszuli mokrej od potu. „Denerwuję się”, przyszło mu do głowy bezsensownie oczywiste stwierdzenie. Wziął do rąk dopiero co napisany list. Zmrużył oczy, żeby zatrzymać zwariowane podrygiwanie niebieskich liter. Potrzebował kilku sekund na zrozumienie, że problemem nie jest jego wzrok, lecz drżenie dłoni, a właściwie całego ciała. Odłożył papier na stół. Mocno docisnął stopy do parkietu, uchwycił kurczowo blat i pochylił się nad własnymi słowami. Przeczytał w myślach:

Zrozumcie mnie, proszę. Czasami przychodzi czas na decyzje, które przekreślają wszystko, co dotychczas robiliśmy. Zawiodłem. Wybaczcie, jeżeli zadaję ból, i postarajcie się mnie zrozumieć. Powód jest oczywisty. Roman Zawada

„Brakuje adresata”, skrzywił się i ponownie sięgnął po pióro. Dopiero po kilku nieudanych próbach odkręcił skuwkę i z trudem powstrzymując drżenie ręki, dopisał na górze strony: Do znalazców i zainteresowanych. Niestety dłoń wciąż mu drżała i kleks pokrył ostatnią literę. Ze wstrętem odrzucił w kąt pokoju niezakręconego Pelikana. Załamany spojrzał na krople atramentu, które spadły na jasny parkiet. Ale to było już bez znaczenia. Sięgnął po leżący na stole nóż. Zwykły, kuchenny, ale ostry niczym brzytwa. Regularnie, raz na miesiąc, na ceramicznej osełce ostrzył wszystkie domowe noże. Precyzyjne i gładkie posunięcia działały na niego odprężająco, a widoczny efekt pracy dawał mu dużo satysfakcji. Mocno zacisnął dłoń na palisandrowej rękojeści. Wolno, nie wstając z krzesła, odwrócił głowę i spojrzał za siebie na oczywisty powód nieodwracalnej decyzji. Na sofie, kilka kroków od niego, spoczywała Irena, piękna i ukochana żona. Patrzyła teraz gdzieś na sufit szeroko otwartymi i nieruchomymi oczami. Przez szyję kobiety biegła pozioma czerwona pręga, z której brała początek wielka krwista plama. Najbliższa mu osoba miała poderżnięte gardło. Roman zamknął oczy. Palcami lewej dłoni odszukał na swojej szyi tętnicę. Nie czuł pulsu i nie był pewny, czy odnalazł właściwe miejsce. Mimo to przyłożył tam zakrwawione ostrze. Najpierw córka, teraz żona. Po trzech latach znowu są razem. „Idę do was”, zdecydował i docisnął nóż. Ręka trzęsła mu się tak bardzo, że skaleczył się kilkukrotnie, ale nie przeciął tętnicy.

– Kurwa! – Krzyk rozpaczy i niemocy wyrwał mu się z gardła. – Kurwa!

„Nie mogę. Nie dam rady. Jeszcze nie teraz”, uderzyła go nagła myśl. Od śmierci córki zmuszał się do życia, a teraz nie potrafi umrzeć... Rozpłakał się. Po kilkunastu sekundach, powstrzymując szloch, zawył głośno niczym ranne zwierzę. Ryk przeszedł w skowyt, przez który przebił się głos dzwonka do drzwi. Roman spojrzał zdziwiony w stronę przedpokoju. Ktoś się bardzo niecierpliwił, bo nie tylko nie zwalniał nacisku na klawisz, ale jeszcze rytmicznie dobijał się pięścią. „Kto to może być, do cholery?” Początkowe zaskoczenie Romana przeszło w złość. „Co za cham nie szanuje śmierci?” Spływające po policzkach łzy i zakrwawioną szyję wytarł dłonią. Wstał gwałtownie i podszedł do sofy. Palcem wskazującym i kciukiem lewej dłoni zamknął żonie powieki.

– Na razie – wyszeptał.

Szybkim krokiem doszedł do drzwi wejściowych. Wciąż trzymając w dłoni nóż, otworzył je gwałtownie i już miał zwymyślać intruza za hałas, za brak szacunku dla stygnących zwłok Ireny, za swoją nieudaną próbę przecięcia tętnicy szyjnej, ale głos nie wyszedł mu z gardła. Na progu stało dwoje młodych policjantów. Starsza posterunkowa i posterunkowy. Na ich twarzach odmalowało się zaskoczenie równie duże, co na twarzy Romana. Policjantka zdjęła palec z dzwonka. Otworzyły się drzwi mieszkania obok. Mundurowi cofnęli się o krok i odsunęli od siebie, patrząc to na Zawadę, to na starszego mężczyznę, który spoglądał na wszystkich badawczo i nieufnie. Sąsiad wyciągnął przed siebie rękę, wskazał na krwawiącą szyję Romana i przerywając dziwną ciszę, zapytał:

– Wszystko w porządku, panie Romku? Pan krwawi... Coś się stało?

– On ma nóż! – Starsza posterunkowa zaczęła szarpać kaburę przy pasie taktycznym, nie mogąc poradzić sobie z zapięciem.

Roman drgnął przestraszony nagłym krzykiem. Dotknął szyi, spojrzał niepewnie i nagle z całej siły rzucił nóż na posadzkę. Metaliczny dźwięk wyrwał młodego policjanta ze stuporu, jednak zanim zareagował, Roman, wiedziony jakimś nagłym impulsem, skoczył między mundurowych, rozepchnął ich na boki i puścił się pędem schodami w dół. Nikt za nim nie pobiegł. Policjantka wciąż walczyła z zapięciem kabury, a jej kolega patrzył bezradnie i zapewne oczekiwał poleceń od starszej stopniem.

– Co pan?! Co z panem?! – Zawadę gonił tylko głos sąsiada. – Czy pan oszalał?!

Roman wypadł z klatki schodowej i bez żadnego planu przebiegł kilkaset metrów. Nieliczni przechodnie ustępowali mu miejsca i patrzyli bardziej z ciekawością niż z niepokojem. Po minięciu drugiego bloku przeciął podwórko i szybkim krokiem, zachłannie łapiąc powietrze, parł przed siebie. „Co ja robię? Po co to wszystko? Dlaczego? Co dalej?”, natłok pytań rozsadzał mu głowę. Po prostu szedł, klucząc między blokami. Nie zwracał na nikogo uwagi. Doszedł do wału przeciwpowodziowego i brzegiem Ślęzy ruszył w górę biegu rzeki, a o tej porze roku i w tym miejscu raczej strumyka. Kierował się w stronę Kleciny, ale wciąż nie wiedział, co ma dalej robić. Czuł, jakby już był martwy, ale wciąż odzywały się w nim jakieś emocje. Nadal coś go trzymało wśród żywych. Był pewny, że dopóki tego nie załatwi, to nie uda mu się zawitać do świata wiecznego spokoju.

Doszedł do pętli tramwajowej przy Przyjaźni i ponownie znalazł się wśród ludzi. Bez najmniejszego planu minął zamknięty tramwaj i przeszedł na przystanek autobusowy. Bezmyślnie wsiadł do czekającego pojazdu i zajął miejsce. Rozejrzał się po wnętrzu. Pasażerowie zajęci sobą nie zwracali na niego uwagi. Zanim utkwił wzrok w szybie, zdążył odnotować, że jedzie linią sto siedem w stronę Praczy Odrzańskich. Miał wrażenie, że w oddali słyszy syreny radiowozów. „Może lepiej wrócić? Ktoś musi pochować Irenę”, bił się z myślami, nie wiedząc jeszcze, co zrobi po wyjściu z autobusu. Nie miał biletu, ale tym się zupełnie nie przejmował. Poczuł nagle, że stał się innym człowiekiem i że ma specjalne prawa. „Nie muszę przejmować się życiem, bo przecież ja już nie żyję, tylko nie umiałem umrzeć”, określił swój stosunek do rzeczywistości.

Pchnięty nagłym impulsem wysiadł z autobusu, rzucając okiem na nazwę przystanku: Park Stabłowicki. Przeszedł na drugą stronę ulicy i zagłębił się między drzewa. Oczywiście nie miał pojęcia, dlaczego idzie akurat w tym kierunku. Doszedł do rozlanych brzegów Bystrzycy. Wyczerpany fizycznie i psychicznie usiadł na trawie, nieopodal kępy krzewów. Z oddali dochodziło wesołe szczekanie psa i nerwowy głos przywołującego go właściciela. Zaczynało się ściemniać, a rozgrzana w ciągu gorącego lipcowego dnia ziemia oddawała ciepło. Roman założył ręce za głowę i położył się na plecach. Potrzebował chwili spokoju i skupienia, żeby ułożyć myśli, zaplanować najbliższe dni, a przynajmniej godziny. „Jeszcze jedno zadanie, a potem dokończę, co zacząłem”, myślał, wpatrując się w ciemniejące niebo.

Zanim zapadł w sen, nabrał przekonania, że sam nie da rady i że tylko jedna osoba może mu pomóc.

2

Kalina Janczak napełniła zaparzacz wrzątkiem i przez chwilę bezmyślnie patrzyła na wirujące w brązowiejącej wodzie suszone liście herbaty. Włożyła tłokowe sitko i docisnęła do oporu, niemal do samego dna, dokładnie wyciskając esencję. Od lat wieczorne picie herbaty było jej codziennym rytuałem. Nie pamiętała, od kiedy dokładnie. Zapewne od momentu, w którym zauważyła, że jej życie zostało podporządkowane tylko mniej lub bardziej rzeczywistym zobowiązaniom, a nie własnym potrzebom. Ich zaspokajanie zredukowała praktycznie do dwóch kwadransów, a czasami do całej godziny poświęconej herbacie. To był jej czas, świętość, którą ceniła i którą się rozkoszowała. Nie rozmawiała z mężem, nie odbierała telefonów i nie odpowiadała na wiadomości. Układała się wygodnie na sofie i w półleżącej pozycji piła klasycznego Darjeelinga, zachłannie surfując po internecie. Przeskakiwała od plotkarskich portali do wiadomości i analiz politycznych, od repertuaru muzeów i kin do reklam tandetnych i nikomu niepotrzebnych produktów. Zawsze w piątki, sporadycznie w inne dni, herbatę dopełniały, nigdy nie zastępowały, dwa kieliszki dobrego wina. Przeważnie Syraha o dowolnym pochodzeniu. Eksperymentowała z krajami i winnicami. Napełniła filiżankę, wyciągnęła nogi na sofie i włączyła tablet. „Jak dobrze”, westchnęła z lubością. „Sama, tylko ze sobą, nareszcie”. Zanim się zdecydowała, od czego zacząć lekturę, na ekranie rozświetliło się powiadomienie: Tragedia we Wrocławiu. Nie żyje kobieta. „Tylko nie to. Dzisiaj mam już serdecznie dosyć okropieństw”, szybko przeszła do portalu omawiającego najnowsze premiery na platformach streamingowych. Czytała, dobrze wiedząc, że przy trzeciej recenzji już nie będzie pamiętała tytułu filmu ocenianego na początku. Po chwili wyskoczyło kolejne okienko: Wrocław. Makabryczne odkrycie na Klecinie. Kliknęła i zaczęła czytać: W domu na jednym z osiedli przy ulicy Skarbowców mieszkaniec dokonał makabrycznego odkrycia. Zaniepokojony hałasem dobiegającym z sąsiedniego mieszkania wszedł do środka i znalazł zwłoki sąsiadki. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, kobieta została brutalnie zamordowana. Policja poszukuje męża denatki, który uciekł na widok sąsiada. W rejonie ulicy Skarbowców widać wielu policjantów, a przed blokiem, w którym dokonano zbrodni, gromadzą się zaniepokojeni mieszkańcy. „Kto wypisuje takie bzdury?”, westchnęła i pokręciła głową z dezaprobatą. „Usłyszał hałas? Nieboszczka hałasowała? Wszedł do środka. Sąsiad miał klucz? Drzwi były otwarte? Otworzył mu mąż, który właśnie zamordował żonę, przestraszył się i uciekł? Stek bzdur”. Zamknęła tekst i zainteresowała się reklamą kubków termicznych. Od dawna starała się zrozumieć ludzi, którzy wydają niemałe pieniądze w Starbucksie czy innym caffé coś tam, przelewają kawę do swoich naczyń i piją w drodze do albo w pracy. Nie rozumiała, jak można odczuwać przyjemność w wiecznym pędzie. Sama też dużo pracowała, a nawet za dużo, ale kawę wypijała w spokoju do śniadania i kolejną w połowie dnia podczas półgodzinnej przerwy na niezbędny relaks dla uspokojenia myśli i emocji. Poza tym nie lubiła kawy z sieciówek, które w niczym nie przypominały tego, co sama potrafiła wyczarować w tradycyjnej kawiarce. Kalina miała wielu pacjentów czy też klientów, jak mówiono teraz o osobach korzystających z porady psychologa. Bo pacjenta się leczy, klientowi się pomaga, a magister psychologii nie jest lekarzem, często tłumaczyła młodszym koleżankom i kolegom po fachu. Po dwudziestu latach pracy w zawodzie nadal miała problem, żeby swoją wypowiedź zakończyć jednoznacznym stwierdzeniem, kim zatem jest psycholog. Sama wciąż szukała odpowiedzi.

„Nie potrzebuję kubka termicznego”, uśmiechnęła się i kliknęła w kolejny tytuł: Była piękna. Zobacz, jak teraz wygląda. Spodziewała się zdjęcia dawnej gwiazdy, która wciąż zachwyca urodą. Fotki otyłej, zaniedbanej, wręcz zniszczonej kobiety, której nie rozpoznała, bardzo zdenerwowały Kalinę. „Świństwo”, skomentowała, nawet nie czytając, o kogo chodzi. „Osiedle na Skarbowców... Zadzwonię do Romana”, wróciła myślą do wcześniejszego tekstu. „Może mi powie, co się tam dzieje, jak wygląda ta policyjna akcja?”, spojrzała na zegarek. „Zdążę, jeżeli się nie rozgadamy”, sięgnęła po smartfon i wybrała połączenie. Rozłączyła się po wysłuchaniu komunikatu, że abonent ma wyłączony telefon albo jest poza zasięgiem. Dopiła niemal zimną herbatę. Włączyła telewizor i szybko zmieniając kanały, znalazła stację lokalną. Na pasku przewijała się wiadomość: Morderstwo na Skarbowców. Nie żyje kobieta. Wyłączyła głos w telewizorze i jeszcze raz spróbowała dodzwonić się do Romana. Ponownie włączył się komunikat operatora. Szybko przebiegła palcami po klawiaturze i napisała: Przeczytałam o tym horrorze na Skarbowców. Blisko ciebie?. Dźwięk wysyłania SMS-a zbiegł się z hałasem klucza przekręcanego w zamku w drzwiach. Zdążyła jeszcze zauważyć, że nie pojawiła się ikonka dostarczenia wiadomości.

– Jestem! – Z przedpokoju doszedł głos Bogdana.

– Ja też jestem! – odkrzyknęła do męża.

Ta bezsensowna wymiana zdań zastępowała im wieczorne powitania. Rano, kiedy wychodzili do pracy, pożegnanie i pocałunek zastępowali słowem wychodzę. Spojrzała na ekran smartfona. Nie było żadnej wiadomości.

– Ależ ciężki dzień miałem – oznajmił Bogdan, opadając na fotel.

– Jadłeś?

– Nie jestem głodny. – Jak zwykle uniknął jednoznacznej odpowiedzi. – Co ty oglądasz? Dlaczego bez głosu?

– Czekam na jakieś newsy o tym zabójstwie na Skarbowców...

– Nielepszy jakiś głupi film na Netflixie? – przerwał. – Przyda nam się odmóżdżenie po całym dniu. Chyba że nie chcesz.

– Przełącz. – Wyciągnęła rękę i podała mężowi pilota. – Znajdź coś lekkiego.

Po dziewięćdziesięciu minutach bezmyślnego gapienia się w telewizor nie pamiętała już nie tylko o kobiecie zabitej na Skarbowców, lecz również o wysłanej Romanowi wiadomości – ani nawet o czym był film.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki