Klejnot Morza Egejskiego - Maggie Cox - ebook
Opis

Natalie Carr poznaje w pociągu do Londynu przystojnego mężczyznę. Ku swemu zdumieniu spotyka go nazajutrz. Okazuje się, że jest to Ludovic Petrakis, który zamierza kupić od jej ojca sieć hoteli. Natalie jest rozczarowana, że oferowana przez niego cena jest tak niska. Ludovic proponuje Natalie, że zapłaci więcej, jeśli ona pojedzie z nim do Grecji…

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 142

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Maggie Cox

Klejnot Morza Egejskiego

Tłumaczenie

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Bilety do kontroli proszę.

Natalie Carr zaledwie zdążyła opaść na fotel. Otworzyła przepastną czerwoną torbę, żeby wyjąć bilet, i z przerażeniem skonstatowała, że nigdzie nie może go znaleźć. Serce zaczęło jej bić jak oszalałe. Mimo to uśmiechnęła się przepraszająco do konduktora.

– Przepraszam… Wiem, że powinien gdzieś tu być…

Ale go nie było. Widocznie zostawiła go w damskiej toalecie, do której poszła tuż przed wejściem na peron. Wyjęła go, żeby sprawdzić numer swojego miejsca, i najwyraźniej zostawiła na blacie obok lustra.

Westchnęła zrezygnowana.

– Obawiam się, że musiałam go zgubić. Chyba zostawiłam w toalecie, w której byłam tuż przed wejściem do pociągu. Jeśli zdążę, mogę po niego wrócić.

– Obawiam się, że będzie pani musiała kupić następny. W przeciwnym razie będę zmuszony poprosić panią o opuszczenie pociągu na najbliższej stacji.

Ton głosu konduktora jasno wskazywał, że nie jest zgodny pójść na żaden kompromis. Natalie nie wiedziała, co zrobić. Nie miała ze sobą gotówki. Ten bilet przysłał jej ojciec, który błagał ją, żeby „nie opuszczała go w potrzebie”. W pośpiechu wzięła ze sobą torebkę, w której miała jedynie trochę drobnych i żadnych kart kredytowych.

– Ale ja koniecznie muszę dotrzeć dziś do Londynu. Nie mógłby pan spisać moich danych, a ja uiszczę opłatę po dotarciu na miejsce?

– Obawiam się, że to niemożliwe…

– Ja zapłacę za tę panią.

Natalie dopiero teraz dostrzegła siedzącego pod oknem pasażera. Była zdziwiona, że do tej pory nie zwróciła na niego uwagi. Jeśli nie zapach jego bez wątpienia kosztownej wody kolońskiej, to doskonale skrojony szary garnitur jasno wskazywał na to, że jest człowiekiem o doskonałym guście i w dodatku bardzo zamożnym. Był opalony, choć nieprzesadnie, miał szafirowe oczy i jasne włosy. Patrzenie na jego twarz było prawdziwą przyjemnością, zupełnie, jakby kontemplowała jakieś dzieło sztuki. Poczuła nieoczekiwaną falę gorąca, która zalała jej ciało. Nie znała tego człowieka i nic o nim nie wiedziała. Nie miała pojęcia, dlaczego zaproponował, że kupi jej bilet. Od razu przyszły jej do głowy artykuły z prasy, gdzie pełno było opowieści o kobietach, które ginęły z rąk „przyzwoitych” mężczyzn.

– To bardzo uprzejmie z pana strony, ale nie mogę przyjąć tej propozycji. Nawet pana nie znam.

Mężczyzna odezwał się cichym głosem z lekkim akcentem, którego nie potrafiła rozpoznać.

– Załatwmy najpierw sprawę biletu, a potem się przedstawię.

– Ale ja naprawdę nie mogę pozwolić, żeby zapłacił pan za mój bilet.

– Dlaczego? Przecież sama pani powiedziała, że jeszcze dziś musi dotrzeć do Londynu.

Rzeczywiście, znalazła się w sytuacji bez wyjścia, i nieznajomy doskonale o tym wiedział. Mimo to wciąż się opierała.

– To prawda, że muszę dojechać do Londynu. Ale przecież się nie znamy.

– Boi się pani mi zaufać? – spytał z lekkim uśmiechem, w którym dało się dostrzec cień rozbawienia. Zakłopotanie Natalie sięgnęło zenitu.

– Bierze pani ten bilet czy nie? – Konduktor nie krył zniecierpliwienia.

– Sama nie wiem…

– Zdecydowanie tak. Dziękujemy. – Mężczyzna jednym zdaniem rozstrzygnął kwestię.

Jej protesty na nic się nie zdały. Ten facet nie tylko wyglądał jak Adonis, ale miał przy tym zniewalający głos, któremu nie potrafiła się oprzeć. Czuła, jak jej opór słabnie.

– Dobrze… jeśli jest pan pewien.

Naprawdę musiała się dostać do Londynu. Poza tym instynkt podpowiadał jej, że ten człowiek nie stanowi żadnego zagrożenia. Mogła jedynie mieć nadzieję, że się nie myli. Konduktor przyglądał im się z zainteresowaniem, jakby się zastanawiał, dlaczego ten przystojny, dobrze wyglądający mężczyzna chce kupić bilet zupełnie obcej osobie. Nie wyglądała na kobietę, która mogłaby zwrócić uwagę takiego mężczyzny. Miała na sobie luźną bluzkę, dżinsy, jasne długie włosy związała z tyłu głowy i prawie nie nosiła makijażu. Dobrze, że przynajmniej podkreśliła ogromne szare oczy kredką, dzięki czemu wyglądała nieco bardziej interesująco.

Musiała dotrzeć dziś do ojca. Nie mogła zapomnieć jego pełnego niepokoju głosu, kiedy zadzwoniła potwierdzić, że dostała bilet i przyjedzie. Musiał być w wielkiej potrzebie, skoro zdecydował się prosić ją o pomoc. Zatem jednak był człowiekiem jak inni, a nie, jak oskarżała go matka, bezduszną maszynką do robienia pieniędzy. Kiedyś słyszała, jak matka zarzuciła mu, że nie jest w stanie nikogo pokochać i że liczy się dla niego tylko praca. To ona właśnie stała się główną przyczyną ich rozstania.

Po rozwodzie matka wyjechała do Hampshire i Natalie, która miała wówczas szesnaście lat, pojechała z nią. Kochała ojca, ale wiedziała, że nie jest to człowiek, z którym mogłaby mieszkać. W ciągu ostatnich lat odwiedzała go tak często, jak mogła, i przekonała się, że doskonale wiedział o tym, że pieniądze nie zastąpią bliskiej osoby.

Od czasu do czasu dało się dostrzec w jego oczach samotność i smutek. N pewno bardzo przeżył rozstanie z rodziną. Pociecha, jakiej szukał w ramionach młodych kobiet, była zwodnicza. Żałował tego, że nie ma już rodziny i nic go już nie cieszyło… nawet sieć małych hoteli, która przyniosła mu fortunę.

– Poproszę o bilet w jedną stronę. I nie musi to być bilet w pierwszej klasie. Zazwyczaj podróżuję drugą.

Nie mogła nie odczuwać zawstydzenia i zakłopotania, kiedy jej towarzysz wyjął kartę kredytową, żeby zapłacić. Cieszyła się, że są jedynymi pasażerami w przedziale. Gdyby ktoś zobaczył ją w tej sytuacji, ze wstydu zapewne zapadłaby się pod ziemię. Nieznajomy nie posłuchał jej prośby i kupił bilet w pierwszej klasie. Mogła mieć tylko nadzieję, że uwierzył w jej tłumaczenie o tym, że ojciec przesłał jej bilet. Nie wyglądała na osobę, która z zasady podróżuje w pierwszej klasie.

Ojciec zawsze podróżował pierwszą klasą i odruchowo kupił Natalie taki sam bilet. Teraz żałowała, że to zrobił.

Konduktor wydał bilet, życzył przyjemnej podróży i wyszedł. Nieznajomy uśmiechnął się i podał jej bilet. Bez słowa wzięła go do ręki.

– To bardzo miłe z pana strony – odezwała się po chwili.

– Cała przyjemność po mojej stronie.

– Zechce pan zapisać mi swoje nazwisko i adres, żebym mogła oddać panu pieniądze?

– Będziemy mieli mnóstwo czasu, żeby się tym zająć. Może załatwimy tę sprawę po dotarciu do Londynu?

Natalie nie wiedziała, co powiedzieć. Z ciężkim westchnieniem położyła torbę na siedzeniu obok.

– Może się sobie przedstawimy, żeby rozluźnić atmosferę? – zaproponował.

– Zgoda. Mam na imię Natalie.

Nie wiedziała, dlaczego nie podała nazwiska. Czyżby dlatego, że ten mężczyzna ją zauroczył? Ile razy była świadkiem tego, jak jej przyjaciółki na widok przystojnych mężczyzn kompletnie traciły głowę? Ale ona była inna. Raczej zostanie sama do końca życia, niż pozwoli sobie uwierzyć w to, że jest kimś innym, niż była w rzeczywistości.

– Ja mam na imię Ludovic, ale rodzina i przyjaciele nazywają mnie Ludo.

– Ludovic? To dość niespotykane imię.

– W naszej rodzinie nosi je większość mężczyzn. A Natalie? Czy to także rodzinne imię?

– Bynajmniej. Zostałam nazwana po przyjaciółce mojej matki, która zmarła, gdy były nastolatkami. Mama zawsze mówiła, że nadała mi to imię na jej cześć.

– To miłe. Jeśli wolno mi to powiedzieć, odnoszę wrażenie, że w pani żyłach płynie domieszka jakiejś innej krwi. Mam rację?

– Jestem pół-Greczynką. Moja mama urodziła się na Krecie, ale przeprowadziła się do Wielkiej Brytanii w wieku siedemnastu lat.

– A pani ojciec?

– Jest londyńczykiem.

– Zatem ma pani w sobie żar południa i chłód północy. Cóż za fascynująca kombinacja.

– Ujął pan to bardzo poetycko.

Natalie nie chciała być niegrzeczna, ale przed dotarciem do Londynu potrzebowała trochę czasu dla siebie. Zmarszczyła brwi.

– Widzę, że panią obraziłem. Proszę mi wybaczyć, nie miałem takiego zamiaru.

– Nie chodzi o to. Tyle tylko, że muszę jeszcze parę rzeczy przemyśleć przed spotkaniem, które mnie czeka.

– To spotkanie związane z pracą?

Uśmiechnęła się lekko.

– Mówiłam panu, że to tata przesłał mi bilet. Jadę się z nim zobaczyć. Ostatni raz widzieliśmy się ponad trzy miesiące temu i rozmawiając z nim, odniosłam wrażenie, że ma jakieś zmartwienie. Mam nadzieję, że to nic związanego ze zdrowiem. Przebył już jeden zawał.

– Przykro mi to słyszeć. Mieszka w mieście?

– Tak.

– A pani w Hampshire?

– Tak. Mieszkam z matką w niewielkiej wiosce Stillwater. Zna ją pan?

– Tak się składa, że znam. Mam dom niedaleko stamtąd w Winter Lake.

– Och!

Winter Lake było jednym z bardziej znanych kurortów w Hampshire. Miejscowi ludzie nazywali to miasteczko Osadą Milionerów. Ludovic musiał być bardzo majętny, skoro miał tak dom. Nie wiedzieć czemu, świadomość tego faktu sprawiła, że poczuła się nieswojo.

Pochylił się nieco do przodu i położył rękę na oparciu fotela. Dostrzegła przy tym na jego palcu złoty sygnet z onyksem, który zapewne był jakimś rodzinnym klejnotem.

– Skoro mieszka pani z matką, domyślam się, że pani rodzice są rozwiedzieni?

– To prawda.

– Jest pani bardzo związana z ojcem?

To niespodziewane pytanie całkiem ją zaskoczyło. Spojrzała w ocienione długimi rzęsami niebieskie oczy, zastanawiając się, co odpowiedzieć. I jak dużo może wyznać temu nieznajomemu.

– W przeszłości byliśmy sobie bardzo bliscy. Po rozwodzie rodziców sprawy nieco się skomplikowały. Ostatnie lata były znacznie lepsze. Poza tym to mój jedyny ojciec i zależy mi na nim. Dlatego tak bardzo chcę dotrzeć do Londynu i przekonać się, co go trapi.

– Pani ojciec jest bardzo szczęśliwym człowiekiem, że ma taką oddaną i troskliwą córkę.

– Staram się taką być. Choć, jeśli mam być szczera, czasami z trudem mi to przychodzi. Mój ojciec nie jest łatwym człowiekiem i niekiedy naprawdę trudno go zrozumieć. – Co ją podkusiło, żeby opowiadać temu nieznajomemu takie intymne szczegóły z ich życia?

– A pan ma dzieci? – spytała, żeby zmienić temat.

Po jego twarzy przebiegł cień i Natalie natychmiast pożałowała, że zadała to pytanie.

– Nie. Dzieci potrzebują stabilizacji, a w obecnej chwili moje życie nie jest zbyt uporządkowane.

– Zgaduję, że nie jest pan obecnie w stałym związku?

Miała wrażenie, że w jego oczach dostrzegła cień rozbawienia. Natychmiast pożałowała tego pytania. Dlaczego miałby chcieć oświecić ją w kwestii swojego życia osobistego? W końcu była jedynie przypadkowo spotkaną osobą, z którą nic go nie łączyło.

– Rzeczywiście.

Tą enigmatyczną odpowiedzią zakończył temat. Natalie stłumiła ziewnięcie i uśmiechnęła się przepraszająco.

– Jeśli nie ma pan nic przeciwko temu, chyba się trochę zdrzemnę. Wczoraj późno wróciłam z kolacji i teraz brak snu daje o sobie znać.

– Proszę się nie krępować. Ja mam trochę pracy do zrobienia, więc doskonale się składa. – Ludo skinął w kierunku otwartego na stoliku laptopa. – Porozmawiamy później.

Zabrzmiało to jak obietnica.

Natalie wygodnie oparła głowę o zagłówek i po chwili zasnęła.

Byli w ogrodzie ich domu w Londynie. Tata trzymał ją na rękach i obracał w powietrzu dookoła.

– Tato, przestań! Kręci mi się w głowie – krzyczała.

Nad ich głowami świeciło piękne słońce i zewsząd dochodził śpiew ptaków. Była szczęśliwa. Idyllę przerwała matka, wołając ich na herbatę.

Sen skończył się równie nagle, jak się zaczął. Niestety, był to tylko sen. Sen, w którym czuła się bezpieczna i kochana, a jej rodzice byli ze sobą szczęśliwi.

Powoli wracała do rzeczywistości. Usłyszała dźwięk przesuwanych drzwi i do przedziału zajrzała kelnerka, pchając przed sobą wózek z napojami i przekąskami.

– Życzy pan sobie czegoś do picia, sir? – spytała Ludovica.

Ludo uniósł brwi i spojrzał pytająco na Natalie.

– Widzę, że wróciła pani do świata żywych. Ma pani ochotę na kawę i kanapkę? Jest już prawie pora na lunch.

– Naprawdę? – Poprawiła się w fotelu i automatycznie spojrzała na zegarek. Ze zdumieniem skonstatowała, że spała ponad godzinę.

– Chętnie napiję się kawy.

– Jaką pani pije? Z mleczkiem?

– Z mleczkiem i z cukrem, poproszę.

– A co z kanapką? – Zwrócił się do kelnerki. – Poproszę o menu.

Kobieta podała mu menu, a on wręczył je Natalie. Spojrzała na wydrukowaną złotą czcionką listę.

– Wezmę tę z szynką i ciemnym pieczywem. Dziękuję.

– Ja poproszę o to samo, tylko kawa czarna.

Poczekał na zrealizowanie zamówienia, po czym odezwał się ponownie.

– Miałem wrażenie, że coś się pani śniło – zauważył.

Natalie znieruchomiała.

– Czyżbym mówiła przez sen?

– Nie, ale za to lekko pani pochrapywała.

No tak, tego jej tylko brakowało.

– Ja nie chrapię – odparła obronnym tonem. – A przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.

– Pani chłopak z pewnością jest zbyt grzeczny, żeby pani o tym powiedzieć – uśmiechnął się i upił łyk kawy.

– Nie mam chłopaka, a gdybym nawet miała, nie powinien pan od razu zakładać, że…

– Że ze sobą sypiacie? – dokończył za nią gładko.

Natalie nie chciała mu się wydać niedoświadczona i naiwna. Ugryzła kawałek kanapki i posłodziła kawę.

– Całkiem dobra. Nie zdawałam sobie sprawy, że jestem taka głodna. To chyba dlatego, że nie zjadłam dziś śniadania.

– Porządne śniadanie to podstawa udanego dnia.

– Moja mama zawsze to powtarza.

– Wspomniała pani, że pochodzi z Krety?

Natalie wychowała się na opowieściach matki o rodzinnym kraju. Ona sama była w Grecji zaledwie kilka razy.

– To prawda. Był pan tam kiedyś?

– Byłem. To piękna wyspa.

– Mnie też się podoba. Chętnie bym tam jeszcze pojechała. – Jej zielone oczy zalśniły. – Ciągle jednak coś staje na przeszkodzie. Jak nie praca, to inne zobowiązania.

– Pani kariera musi pochłaniać wiele czasu.

Natalie uśmiechnęła się.

– Nie nazwałabym tego karierą, ale lubię swoją pracę. Razem z mamą prowadzimy niewielki pensjonat.

– Co sprawia pani szczególną przyjemność? Codzienne prowadzenie pensjonatu czy też raczej związane z tym sprawy formalne i finansowe?

Natalie zajęła się prowadzeniem pensjonatu dlatego, że jej ojciec był właścicielem sieci doskonale prosperujących hoteli. To od niego wiele się nauczyła i polubiła to zajęcie.

– Szczerze mówiąc, lubię wszystkie aspekty tej pracy, jednak większość spotkań biznesowych prowadzi moja mama. Jest doskonałą menedżerką i kucharką. Goście po prostu ją uwielbiają. Ja zajmuję się głównie sprawami formalnymi i doglądaniem wszystkiego. Przychodzi mi to z większą naturalnością niż jej.

– Lubi pani być za coś odpowiedzialna?

Jego pytanie wprawiło ją w zakłopotanie. Czyżby uważał, że się przechwala?

– Czy zabrzmiało to tak, jakbym była typem agresywnej bizneswomen?

Przystojny rozmówca potrząsnął przecząco głową.

– Bynajmniej. Zresztą nie ma nic złego w tym, że jest się stanowczym w interesach, zwłaszcza kiedy sytuacja tego wymaga. W moim przekonaniu to duża zaleta.

– Dziękuję. – Natalie z wdzięcznością przyjęła komplement, jednocześnie uzmysławiając sobie, że Ludo prawie wcale nie mówi o sobie.

Ciekawe, czym się zajmował. Sądząc po ubraniu, musiał doskonale zarabiać. Chętnie by się czegoś o nim dowiedziała. Postanowiła zadać mu kilka pytań.

– Nie obrazi się pan, jeśli spytam, jak pan zarabia na życie?

Ludo spojrzał przed siebie, po czym z czarującym uśmiechem zwrócił wzrok na nią. Wstrzymała oddech, odwzajemniając spojrzenie.

– Prowadzę bardzo rozległe interesy w różnych branżach.

– Można więc powiedzieć, że jest pan biznesmenem?

W odpowiedzi wzruszył ramionami. Dlaczego był taki tajemniczy? Czyżby myślał, że jest zainteresowana jego pieniędzmi? Nie, po tym co dla niej zrobił, nie mogła tak o nim myśleć.

– Nie chciałbym psuć pani podróży opowiadaniem o tym, co robię. Zresztą, wolę rozmawiać o pani.

– Powiedziałam już panu, czym się zajmuję.

– Ale to jeszcze nie mówi, kim pani jest. Chciałbym się więcej dowiedzieć o pani życiu, o tym, co panią interesuje i co pani lubi.

Zarumieniła się. Jego wyznanie sprawiło jej niekłamaną przyjemność. Ostatni raz czuła coś podobnego, kiedy w szkole pocałował ją chłopak, który bardzo jej się wówczas spodobał. Ta fascynacja minęła po kilku miesiącach, ale do tej pory pamiętała uczucie podniecenia, jakiego doświadczyła, gdy ją całował. Pocałunek był niewinny i czuły i zrobił na niej wielkie wrażenie.

Przejechała palcami przez włosy i spuściła oczy. Czuła na sobie wzrok Ludovica. Jak by to było, gdyby teraz ją pocałował? Na pewno zupełnie inaczej niż wtedy w szkole.

Zrobiła głęboki wdech, żeby się uspokoić.

– Jeśli pyta pan o moje hobby i zainteresowania, to jestem pewna, że wydadzą się panu zupełnie zwyczajne, żeby nie powiedzieć nudne.

– Proszę spróbować.

Omal nie powiedziała na głos tego, co pomyślała: Kiedy patrzy pan na mnie w ten sposób, nie mogę się na niczym skoncentrować. Nie mogę oderwać wzroku od dołeczków, które pojawiają się w pana policzkach, gdy się pan uśmiecha.

Zaskoczona wrażeniem, jakie ta myśl na niej zrobiła, pospiesznie odwróciła wzrok.

– Lubię niewyszukane rozrywki. Czytanie, chodzenie do kina. Uwielbiam oglądać filmy, dzięki którym mogę zapomnieć na chwilę o szarej rzeczywistości i przenieść się w inny świat. Dużo słucham muzyki i bardzo lubię długie spacery, zwłaszcza po plaży.

– Nie widzę w tym nic zwyczajnego ani nudnego. Czasami okazuje się, że te najprostsze czynności, które uważamy za dane raz na zawsze, są najlepsze. Zgodzi się pani ze mną? Ja mogę jedynie żałować, że nie mam wystarczająco dużo czasu na te proste przyjemności.

– Przecież to niemożliwe, żeby był pan zajęty przez cały czas. Nie można pracować dwadzieścia cztery godziny na dobę.

Ludo zdawał się rozważać jej słowa. Nie spuszczał z niej wzroku i kiedy minęła dłuższa chwila, Natalie zaczęła się czuć nieswojo. Spojrzała na zegarek.

– Wkrótce dojedziemy do Londynu – oznajmiła, sięgając po torebkę. Wyjęła z niej długopis i notes. – Może mi pan podyktować swoje nazwisko i adres?

– Równie dobrze możemy to zrobić, kiedy wysiądziemy z pociągu.

Zaczął jeść kanapkę, jakby był przekonany, że Natalie nie będzie mu się sprzeciwiać. Przez chwilę miała nawet zamiar to zrobić, ale zrezygnowała.

– Po prostu zawsze spłacam swoje długi. Nie lubię być nikomu nic winna.

Pogrążyła się w milczeniu. Widząc, że nie dokończyła lunchu, Ludo zmarszczył brwi.

– Niech pani skończy kanapkę – poradził. – Nie jadła pani śniadania, a ma pani przed sobą trudne spotkanie z ojcem.

– Trudne?

– Wyczerpujące emocjonalnie. Jeśli rzeczywiście ma jakiś problem, nie będzie to łatwe dla żadnego z was.

Jego uwaga ponownie rozbudziła w niej niepokój. Jeśli stan zdrowia ojca się pogorszył, to bardzo się zmartwi. Mieli za sobą różne chwile, ale kochała go i nie zniosłaby, gdyby opuścił ją w tak młodym wieku. Miał zaledwie sześćdziesiąt lat.

– Ma pan rację. Na pewno oboje to przeżyjemy. – W zamyśleniu ugryzła kawałek kanapki.

– Jestem przekonany, że niezależnie od tego, co się wydarzy, oboje będziecie dla siebie wsparciem.

W tej chwili zadzwonił telefon Ludovica. Spojrzał na wyświetlacz, żeby sprawdzić, kto to.

– Obawiam się, że będę musiał odebrać. Wyjdę na korytarz.

Kiedy wstał, zobaczyła, jak bardzo jest wysoki. Był zbudowany jak atleta, co dawało się dostrzec nawet pod tym doskonale skrojonym garniturem. Nie mogła oderwać od niego wzroku, niczym zachwycona nastolatka wpatrzona w swojego idola. Skinęła głową w geście przyzwolenia.

– Naturalnie, bardzo proszę.

Kiedy drzwi przedziału otworzyły się, postąpił krok do przodu, ale zatrzymał się na chwilę i zwrócił w jej stronę.

– Tylko niech mi pani przez ten czas nie ucieknie, Natalie, dobrze?

Tytuł oryginału: In Petrakis’s Power

Pierwsze wydanie: Mills & Boon Limited, 2013

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Łucja Dubrawska-Anczarska

© 2013 by Maggie Cox

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2015, 2016

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-2250-1

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.