Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Czy w świecie pełnym różnic jest miejsce na uczucia?
On – Kacper – żołnierz jednostki specjalnej stacjonującej we Francji. Jego codzienność to przedzieranie się przez dżunglę w Gujanie Francuskiej, odbijanie zakładników, rozbijanie szajek przemytników. Życie żołnierza to jego praca i pasja.
Ona – Ksenia – kobieta po przejściach. Skrywa w swoim sercu nie tylko ból i cierpienie po stracie, ale także tajemnicę, której nikomu nie wyjawia.
Różni ich wszystko. Połączy ich miłość.
Życie nie jest jednak bajką. Przeszłość Kacpra da o sobie znać, a skrywane przez Ksenię tajemnice wyjdą na jaw…
Czy tych dwoje będzie potrafiło na nowo sobie zaufać? Czy miłość potrafi wszystko wybaczyć? Czy oprócz miłości do stworzenia dobrego związku potrzeba czegoś więcej?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 216
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Dla tych wszystkich przeszłych demonicznych pocałunków…
Dla tych chwil, które już za nami.
Dla tego ognia, który wciąż w Tobie płonie.
Dla tej piosenki:
Nocą tańczą demony, całując się w agonii,
Patrzą na mnie jak na zdobycz…
Wokół krążą anioły…
Wirując jak narkotyk
Wyrządził jej krzywdę i to był fakt. Ale teraz… Tak bardzo za nią tęsknił. Boże, nie wiedział, że facet może tak bardzo tęsknić za kobietą.
Tęsknił za jej spojrzeniem, dotykiem, za jej uśmiechem.
Za wszystkim. Bo ona była jego wszystkim. A on pozwolił jej odejść.
Powinien ją przeprosić, a może nawet błagać o wybaczenie.
Ale przecież powiedziała, że na wszystko jest już za późno.
A może kobiety tak mówią, a w skrytości ducha chcą, by facet o nie jeszcze trochę powalczył?
Faceci mają to do siebie, że nie doceniają kobiety, kiedy ona jest tuż obok nich.
Swoją obojętnością, brakiem zainteresowania, kłamstwem popychają ją w ramiona innego.
I każdy facet sobie myśli: nie, nie ona, skoro jest tak bardzo we mnie zakochana, nie odejdzie.
A ona w końcu odchodzi…
Bo chce być szczęśliwa.
Kobiety dużo znoszą i jeszcze więcej wybaczają, ale mają też swoją granicę wytrzymałości.
***
Nabrzmiałe chmury przesuwały się po niebie. Czuła, że zaraz zacznie padać. Spojrzała do góry, niebo było poszarzałe, jakby zmęczone. Ona też była zmęczona.
Wrzesień to piękny miesiąc. Miesiąc soku malinowego, spadających liści. To miesiąc westchnień, nostalgicznych myśli. Miesiąc, kiedy z pawlacza wyjmuje się puchate koce.
Powinna się zachwycać. Ale była smutna, tęskniąca i rozwalona na kilka kawałków.
Dwa dni temu napisała do niego list. Były w nim zawarte rozpacz, tęsknota i wiele innych emocji.
Może nie powinna o nich pisać?
Dzieliło ich wszystko. A przede wszystkim kilometry.
Co mogę Ci napisać?
Że tęsknię?
Że moje życie to oczekiwanie na Ciebie?
To powroty i rozstania…
Łączą nas chwile, małe i większe samotności i nadzieja.
Bo gdy kiedyś któremuś z nas zabraknie nadziei, to wszystko runie jak domek z kart.
Czasami się zastanawiam, komu z nas jest trudniej.
Mnie tutaj ze swoim zwykłym życiem czy Tobie tam, z życiem, o którym nie mam pojęcia, które trudno mi sobie wyobrazić?
Musisz być silny.
Nie, co ja piszę! Ja muszę być.
Ty jesteś.
***
To było ryzykowne przyjeżdżać do Polski po osiemnastu miesiącach. A może nie? Może sprawa nie była tak świeża, jak się jej wydawało na początku? Przyjechała wynajętym samochodem. Ustawiła się za granicą na tyle, że było ją stać. Pracę dostała na czarno, ale za dobrą kasę. Sprzątała szkołę.
Czy była szczęśliwa? Sama nie wiedziała.
A może nie potrafiła już być szczęśliwa?
„Może nie każdy może być w życiu szczęśliwy?” – pomyślała. „A może szczęśliwym się bywa?”
Już drugi dzień obserwowała dom. Na głowie miała kaptur, a na nosie okulary przeciwsłoneczne. Poza tym dużo schudła, a jej krótkie włosy były pofarbowane na różowo. Nikt by jej nie poznał.
Piła wodę, kiedy zobaczyła, że z domu wychodzi kobieta, a za nią mężczyzna. Jej serce zaczęło bić dużo szybciej. Jej oddech przyśpieszył. Bała się, że dostanie ataku paniki. Mężczyzna się postarzał, kobieta wyglądała na zmęczoną. Szli obok siebie, ale zachowywali dystans.
„To przeze mnie” – pomyślała. „Tych dwoje jest nieszczęśliwych przeze mnie”.
Poczuła w sercu ukłucie. Kiedyś we trójkę byli bardzo szczęśliwi. Mieli wspaniałą rodzinę.
Kiedyś tak dużo się śmiali.
Cieszyli życiem.
A teraz? Nie miała odwagi, by wysiąść z samochodu i do nich podejść.
A może nie chciała. Może nie miała ochoty. Nie, to nie to.
Ona się bała.
Odjechała. Spod ciemnych okularów po jej policzkach zaczęły płynąć łzy.
Jechała tak kilkanaście kilometrów, a potem się zatrzymała, żeby się porządnie wypłakać.
Wyła. Jęczała. Gryzła zaciśnięte pięści.
Gdy nieco ochłonęła, odjechała, zostawiwszy za sobą przeszłość na zawsze.
***
Podobała mu się. Nie ukrywał tego. Znalazł ją na fejsie. Dużo zdjęć miała ukrytych. Ale część mógł obejrzeć. Była magnetyczna. Jeśli miał coś o niej powiedzieć, to właśnie to, że przyciągała jak magnes.
Wpisał jej dane do wyszukiwarki i wyświetliło mu się coś dziwnego.
Przeczytał jeden artykuł, potem drugi i niedowierzał. Czyżby chodziło o Ksenię Jaroszewicz? Tę Ksenię?
Pielęgniarka popełniła karygodny błąd, przez co została zwolniona z pracy. Tego samego dnia jej córka zaginęła, a ona dwa tygodnie później targnęła się na swojej życie.
Czytał artykuł za artykułem:
Co sprawiło, że doświadczona pielęgniarka popełniła taki błąd? Dlaczego jej córka uciekła z domu? Co się działo w ich domu? Jak wyjaśnić ten desperacki gest? Co nią powodowało?
Ksenia siedziała przy stole i patrzyła na butelkę wina. I chciała, żeby ten koszmar już się skończył. Od dwóch lat jej rodzina na siłę chciała pokazać, że jest ze sobą tak blisko. I do tego wspiera się, kocha i rozumie. Niestety w rzeczywistości była to tylko gra pozorów. Ksenia miała dobry kontakt z siostrą, ale już szwagra nie znosiła. Nie lubiła też swojego ojca. Kochała go, ale nie lubiła. Jej matka z kolei wtrącała się we wszystko. Ojciec zawsze był dla Kseni wymagający. Ale wymagał od niej w jakiś dziwny sposób, jakby nie chciał jej rozwoju, tylko tego, by była przykładną i grzeczną dziewczynką, bo w jego mniemaniu dziewczynki takie powinny być.
Łukasz napisał SMS-a, że wróci później, a Ksenia dostała białej gorączki.
– Czy twój mąż zawsze wraca tak późno z pracy? – syknęła matka Kseni przez zaciśnięte usta.
– Coś mu wypadło.
Ojciec wypił kolejnego drinka.
– Wiesz, kiedy facetowi o późnej porze coś wypada, to z reguły jest to kobieta.
– Tato, daj spokój – powiedziała Anastazja. – Nie wiesz, że nie każdy facet jest taki jak ty? – Siostra Kseni spiorunowała ojca wzrokiem. Swojego czasu ich ojciec miał kochankę, do której się wyprowadził, pozostawiwszy żonę i dwie córki na pastwę losu. Bo ani się specjalnie nie interesował dziećmi, ani nie czuł się w obowiązku dawać swojej żonie pieniędzy na ich utrzymanie.
– Ja zrozumiałem swój błąd i powróciłem na łono rodziny – powiedział ojciec.
– Łukasz mnie nie zdradza – odezwała się Ksenia, ściskając mocniej kieliszek. A jednak w jej głowie pojawiła się myśl „a co, jeśli?”.
Ich życie małżeńskie było naprawdę nudne i monotonne, ale przecież się kochali. A miłość wszystko załatwia. Nieprawda.
***
Nie spodziewała się. Takie rzeczy zdarzają się wszystkim dokoła, ale jak mogły się przydarzyć jej? Ksenia miała trzydzieści osiem lat, dwudziestojednoletnią córkę. Była zwyczajną kobietą, powiedziałaby o sobie, że wręcz nudną. Jeszcze trzy lata temu pracowała jako pielęgniarka, ale koleje losu sprawiły, że musiała się przebranżowić i zatrudnić w urzędzie. Nie cierpiała jej, ale miała stałe godziny, etat. I po tym wszystkim, co jej się przydarzyło, po tym całym bólu, jaki przeżyła, po jej życiowych zakrętach tak było chyba najlepiej. Nigdy nie była typem karierowiczki, ale też nie chciała całe życie robić czegoś, czego nie cierpi.
Jej córka Olga była jak Łukasz – żądna przygód, skoków adrenaliny. Uprawiała chyba każdy możliwy sport. A trzy lata temu zaczęła nowe życie z dala od domu, bo przecież miała już osiemnaście lat i wszystko mogła. Niby mogła, ale dla Kseni ta młoda kobieta wciąż miała w sobie tyle dziewczęcej niewinności i naiwności.
I kiedy tak rozmyślała, zadzwonił jej telefon. Uśmiechnęła się pod nosem, bo na wyświetlaczu pojawił się napis „Miszcz”. Jej mąż był jej Miszczem. Poznała go na zawodach karate dwadzieścia dwa lata temu i dla niej był niekwestionowanym Miszczem.
– Cześć. – Uśmiechnęła się.
– Słuchaj… – zaczął jakimś dziwnym tonem. Odchrząknął i kontynuował. – Może zjedlibyśmy kolację na mieście? – zaproponował.
– Umawiasz się ze mną na randkę? – Ksenia nie kryła podekscytowania. Łukasz z reguły nie był romantyczny i dlatego tak bardzo ją zaskoczył. Pozytywnie.
– Przyjedź do Pabla, zjemy jakiś makaron, wypijemy po kieliszku wina.
Restauracja U Pabla była ich ulubioną włoską knajpką, do której kiedyś często zaglądali. Ostatni raz byli tam chyba z rok temu. W ogóle ostatnio nigdzie razem nie bywali. To przez to, że… Nieważne. Nie chciała myśleć o swojej samotności. A czasami wydawało jej się, że jest najsamotniejszą kobietą pod słońcem.
– Z przyjemnością. I może wypijemy więcej niż po jednej lampce wina?
– Muszę kończyć – powiedział i się rozłączył.
Ksenię coś zaniepokoiło w głosie Łukasza, ale zaraz odrzuciła od siebie złe myśli. Od kilku miesięcy był przemęczony, zapracowany, a ona jak zwykle wymyślała. Cieszyła się na wspólny wieczór.
***
Łukasz od razu zobaczył żonę. Kiedy wchodziła do restauracji, trzymał słuchawkę przy uchu. Szybko zakończył rozmowę. Ksenia machnęła w jego stronę. Wyglądała ładnie. Musiał przyznać, że pociągająco. Nie była ani za szczupła, ani za gruba. Miała idealne kobiece kształty. Czarna sukienka w drobne czerwone wzorki przylegała do jej ciała, a duży dekolt sprawiał, że jego wzrok skierował się na rowek między piersiami. Łukasz podniósł oczy i napotkał szeroki uśmiech Kseni. Nie był w stanie go odwzajemnić. W jego głowie kołatała się tylko jedna myśl: „czego mu było więcej do szczęścia trzeba?”.
Kolacja przebiegała w dziwnej atmosferze. Ksenia dużo mówiła, była nazbyt ożywiona, a Łukasz z kolei milczący.
– Nie mogę uwierzyć, że Olgi nie ma z nami już trzy lata… – powiedziała kobieta. Zawsze zbaczali na temat córki.
Podniósł rękę.
– Ja też nie. To boli, jej odejście.
– Gdzieś tam jest szczęśliwsza – oznajmiła z pełnym przekonaniem kobieta.
– Boże, Ksenia, a ty dalej swoje! To już zakrawa na szaleństwo.
– Olga – wysyczała – jest szczęśliwa.
– Dobrze. – Machnął ręką, jakby się odganiał od natrętnej muchy. – Teraz będzie prościej – powiedział.
– Ale co prościej? – Upiła łyk wina. Miało doskonałą temperaturę. Nie było ani za zimne, ani zbyt ciepłe.
– Rozstać się.
– Rozstać się? – Parsknęła sztucznym śmiechem, bo właściwie od lat się szczerze nie śmiała.
– Tak. – Chwycił kieliszek, podniósł go, po czym z powrotem odstawił na stolik.
– Żartujesz?
Zacisnął mocniej szczęki. I Ksenia wiedziała, że nie żartuje.
– Nie rozumiem. – Pokręciła głową.
– Ksenia, ja kogoś mam.
– Jak to: masz? – Nie mogła w to uwierzyć. Przecież by wyczuła. Na pewno by coś zauważyła.
– Od roku.
– Od roku? – Poczuła, jak bolesna gula osadziła się w jej przełyku. – Aha… To te twoje nadgodziny w pracy, konferencje, eventy to wszystko ściema? – mówiła cicho, ale ostro.
– Ksenia, ja tego nie planowałem. Ja się przed tym broniłem.
– Niewystarczająco.
– Ksenia…
– Kurwa! – zaklęła. Chociaż nie lubiła przeklinać. – Kurwa! – Wstała od stolika.
– Przejdzie ci. Przyzwyczaisz się – powiedział tak, jakby miała się przyzwyczaić do picia kawy bezkofeinowej zamiast tej z kofeiną.
Oparła dłonie o brzeg stolika.
– Wal się. Wal się! – krzyknęła i szybkim krokiem ruszyła w stronę drzwi.
„No ja pierdolę!” – zaklęła ostro w duchu. Nie mogła uwierzyć w to, że jej mąż, który poślubił ją dwadzieścia lat temu, właśnie oświadczył jej, że zwija manatki. Oczywiście, że pobrali się młodo. Ona zaszła w ciążę, mając siedemnaście lat. Wpadka z pierwszą wielką miłością. Nikt nie wróżył im długich lat w szczęściu. Jej matka powiedziała nawet, że koło czterdziestki zachce jej się innego faceta. Ale… To nie jej się zachciało faceta, tylko jemu kobiety. Ciekawiło ją, kim ona była. Na pewno jest młodsza i ładniejsza. I bardziej interesująca.
O nie, nie daruje mu! Wiedziała, że postępuje żałośnie, ale wróciła do stolika, przy którym siedział Łukasz. Stukał coś na telefonie.
– Ty bydlaku. Ty gnido!
– Ksenia, nie poznaję cię. – Uniósł na nią wzrok, był naprawdę zdziwiony. A ona chwyciła butelkę wina i wylała mu je na głowę.
– Oszalałaś! – wrzasnął.
– Proszę państwa! – Do stolika podszedł kelner z kierownikiem sali.
Ksenia chwyciła wiadro z lodem i wywaliła zawartość na głowę Łukasza, który nic nie powiedział, tylko wymachiwał rękami.
– Pani jest szalona – powiedział osłupiały kelner.
– Jestem! Ten palant mnie zdradza! – krzyczała, a ludzie w restauracji się na nią patrzyli. – Od roku!
***
Godzinę później Ksenia weszła do domu. Rozebrała się do stanika i majtek. I osunęła na podłogę. Wiedziała, że zachowuje się irracjonalnie, ale miała to w dupie. Jej mąż, którego nigdy nie zdradziła, którego kochała nad życie, właśnie ją zostawił. I bujał się z jakąś flądrą od roku. Roku!
– Kurwa! – To było już trzecie „kurwa” w ciągu półtorej godziny.
W trakcie ich małżeństwa próbowali ją poderwać różni faceci. Ale ona była zawsze taka lojalna. Nigdy na żadnego nie zwróciła uwagi. A teraz przed czterdziestką została sama.
Kim była tamta kobieta? Na pewno była koleżanką z pracy. Podobno faceci często się zakochują w koleżankach z pracy, tak twierdziła jej siostra.
Może tak jak Łukasz kochała wszystkie sporty, którymi on się tak zachwycał: wspinaczkę, karate, siatkówkę. Na pewno. Nie dziwne, że ona wydawała mu się nudna. Ukryła twarz w dłoniach i się rozpłakała.
„To nie mogło się zdarzyć. Tyle razem przeszliśmy. Byliśmy ze sobą na dobre i na złe. I teraz co?” – pomyślała.
Nie wyobrażała sobie życia bez Łukasza. Łukasz był jej życiem. I Olga.
Wiadomo, od czego są przyjaciółki – od tego, że kiedy siedzisz na sofie w bawełnianych gaciach i rozciągniętym T-shircie, one z miłością cię pocieszają i wysłuchują po raz któryś twoich wynurzeń w stylu „jak on mógł!” na temat niewiernego męża. Najlepszą przyjaciółką Kseni była jej siostra Anastazja i teraz ona wysłuchiwała jej żali.
– Widocznie jakoś mógł, skoro to zrobił – skwitowała.
– Nie daruję mu tego.
– Oczywiście, że darujesz. Co masz zrobić? – zapytała.
– Obetnę mu fiuta.
– Pomogę ci obciąć mu fiuta, ale to nie zmieni jego decyzji o powrocie.
– Zabiję go.
– I co? Pójdziesz siedzieć? Po co ci to? Przez gnoja pójść do paki na dożywocie?
– Trudno. Ona nie będzie go mieć.
– A niech go bierze, skoro to taki łachudra. – Nastka sięgnęła po wino.
– Ona jest na sto procent ładniejsza.
– Nie sądzę. Jest nowa. Inna. A to zawsze pociąga.
– Koło mnie też kręciło się kilka niezłych „nowości”, a jakoś z nich nie skorzystałam.
– I po co to rozkminiasz?
– Bo mi kurewsko źle.
– Chodź się przytul. – Siostra otworzyła szeroko ramiona i objęła mocno Ksenię.
– Dlaczego mi to zrobił?
– Przestań rozkminiać, mówiłam ci. Zrobił i już. I wiem, że boli. I to bardzo, ale takie jest życie. Bywa kurewskie.
– I pełne kurew.
– Masz rację.
***
Łukasz zadzwonił do Kseni dwa dni później.
– Ochłonęłaś?
– Nie. Czego chcesz? – Ksenia podniosła się na łokciu do pozycji półsiedzącej. Była na zwolnieniu lekarskim. Nie miała siły iść do pracy. To się nazywa choroba duszy. A jej chorowały i dusza, i serce, i każda najmniejsza cząsteczka jej ciała.
– Chcę z tobą na spokojnie porozmawiać. Omówić szczegóły.
– Jakie szczegóły? – Była szorstka jak papier ścierny.
– Rozstania. – Jego głos natomiast był cichutki.
– Ty złamasie!
– Wiem, że cię to boli.
– Nie wiesz. Gdybyś wiedział, nie robiłbyś mi tego.
– Ksenia… – Słyszała, jak westchnął. – Dobrze nam to zrobi.
– Ty tak sądzisz. Ja uważam inaczej.
– Posłuchaj. Spotkajmy się i… porozmawiajmy.
– Wiesz, gdzie mieszkamy.
– Przyjdę. Kiedy?
– Kurwa, masz klucze. To też twoje mieszkanie. Nie musisz się zapowiadać. – Była na niego naprawdę wściekła.
***
Przyszedł następnego dnia.
– To jaka ona jest? – Ksenia wyglądała na opanowaną, chociaż Łukasz wiedział, że cierpi i robi wszystko, co w jej mocy, żeby się nie rozsypać. Drżała jej dolna warga. Jak zawsze wtedy, kiedy targały nią emocje.
– Po co ci to wiedzieć?
– Bo chcę i już. – Zacisnęła palce w pięści. Dłonie miała drobne.
– Inna niż ty.
– Zrozumiałe – parsknęła. – Milsza? Odważniejsza? – Chodziła po pokoju w tę i z powrotem.
– Szalona.
– Szalona? – Zaczęła się śmiać. – Kiedyś powiedziałeś mi, że cieszysz się, że jestem zrównoważona, bo szaleństwo kobiet cię przeraża. Nie lubisz Anastazji, bo jest nazbyt otwarta i szalona.
– Anastazja to…
– Jest szalona, tak jak kobieta, z którą się spotykasz. Szalona… – Trawiła to słowo.
Łukasz patrzył w jakiś punkt nad jej głową. Nie chciał jej urazić. Ale Ksenia była nudna. Lenka miała dwadzieścia cztery lata i rozsadzała ją energia. Była tylko o trzy lata starsza od jego córki, ale dużo dojrzalsza. I była nim zainteresowana. A przede wszystkim chciała z nim uprawiać seks. Kochali się wszędzie: w przymierzalni, w samochodzie, w windzie, na jego biurku. Każdy facet w średnim wieku marzy o takich odjazdach i odlotach. A on chciał odlatywać.
– Ile ma lat?
– A jakie to ma znaczenie?
– Nie możesz mi powiedzieć?
– Mogę! – parsknął. – Dwadzieścia cztery. Tylko mnie nie oceniaj!
A ona chciała go ocenić. Wystawić mierną notę z jego podłego zachowania.
– Jesteś żałosny.
– Być może… Słuchaj… – Mężczyzna czuł się nieswojo. To zabawne, jak bliscy sobie ludzie mogą się w jednej chwili od siebie oddalić. Byli ze sobą ponad dwadzieścia lat. Szmat czasu. I naprawdę się kochali i o tym zamierzał powiedzieć teraz swojej żonie. – Kochałem cię.
– Ale przestałeś.
– Proszę cię, Ksenia. – Chciał dotknąć jej dłoni, ale szybko ją odsunęła. – Spotkaliśmy się w pokojowych zamiarach.
– Nic takiego nie powiedziałam.
– Chcę, żebyśmy sprzedali mieszkanie, a zyskami podzielili się po połowie.
– Cztery dni temu poinformowałeś mnie, że masz kochankę, i już chcesz sprzedawać mieszkanie? Po moim trupie! – wrzasnęła.
– Nie utrudniaj…
– I co? Kupisz sobie jakieś mniejsze mieszkanko i uwijesz z nią gniazdko?
– Zmieniliśmy się, Ksenia. Pomyśl o tym tak: daliśmy sobie dwadzieścia jeden cudnych lat, a potem nasze drogi się rozeszły.
– Dwadzieścia… – Poprawiła włosy.
– Słucham?
– Daliśmy sobie dwadzieścia lat, bo przez ostatni rok mnie zdradzałeś, więc go nie liczę. A może wcześniej miałeś też skoki w bok?
– Nie miałem.
– Ooo! – Wydęła wargi. – Łaskawco.
– Rozstańmy się z klasą.
– Nie ma rozstań z klasą.
– Ksenia, czego ty ode mnie chcesz?
– Nie wiem… Może tego, byś się kajał. Przepraszał mnie. Mówił, że jest ci przykro, a nie zachowywał się jak ostatni złamas.
– Słuchaj… Ból minie. Teraz się boisz, że mnie stracisz i nie będziesz mogła się odnaleźć w życiu. A dzięki mnie ty zaczniesz żyć. Lenka powiedziała, że byłaś jak huba.
– Kurwa! – wrzasnęła. – Nie obchodzi mnie zdanie jakiejś Lenki.
– Widzisz, w końcu pokazujesz pazura, a nie jesteś potulną żoneczką.
– Łukasz, weź się pierdol!
***
Kiedy ludzie się rozstają, nagle zdają sobie sprawę, że nie wiedzą, co począć z własnym życiem. Tak było w przypadku Kseni, która uświadomiła sobie, że była całością z Łukaszem. Jak widać, Łukasz był dopełnieniem nie jej, ale kogoś innego. Lenka, ta gówniara, miała rację. Ona nie miała życia poza mężem. Dla niego prała, gotowała, sprzątała. Nawet nie robiła w życiu tego, co chciała, bo wybrała taką pracę, po której mogła wrócić do domu i zdążyć zrobić mu obiad. Chciała być jak najlepszą żoną. Praca w urzędzie od siódmej do piętnastej. Była też druga zmiana, ale Ksenia umówiła się z koleżanką tak, że będzie zawsze brała tę pierwszą. Kiedyś pracowała jako pielęgniarka, lecz musiała odejść ze szpitala. A teraz… Przez ostatnie trzy lata. Tylko on… On… On… Bo i tak straciła zbyt wiele, dlatego tak się w niego wtopiła.
Przez następne dwa tygodnie trawił ją ból.
„Kurwa” – pomyślała. Wszystko, co ostatnio robiła w życiu, było nijakie. Miałkie. Bez pasji. Może dlatego, że coś w niej umarło. Tak, trzy lata temu coś w niej na zawsze umarło.
Przedwczoraj wróciła do pracy. Nie mogła siedzieć w domu w nieskończoność. Te dwa dni w robocie szybko jej minęły.
Zdjęła znienawidzoną garsonkę i przebrała się w białą lnianą tunikę z niebieskimi guziczkami, do tego jasnoniebieskie szerokie dżinsy i fioletowe baleriny.
Ze zdumieniem stwierdziła, że ciuchy są na nią za luźne.
– Wychodzę – powiedziała do swojego odbicia w lustrze. Nie miała ochoty na żadne wyjścia. Na nic nie miała ochoty, ale wiedziała, że musi przezwyciężyć swoje niechcenie. Jej szefowa i jedyna koleżanka z pracy Jagoda powiedziała jej, że musi zacząć małymi kroczkami odbudowywać swoje życie. „Nie chce ci się, ale postaraj się to zrobić” – poradziła. Jagoda przechodziła przez rozwód pięć lat temu. Była w głębokiej depresji, ale z niej wyszła. Dziś miała pięćdziesiąt dwa lata, włosy w kolorze różu i oprócz pracy w urzędzie też swoją pracownię malarską i o pięć lat młodszą dziewczynę, która za nią szalała. To właśnie dzisiaj Ksenia umówiła się z Jagodą na piwo.
Zawsze lubiła pić piwo, ale Łukasz wolał wino, więc ona się do niego dostosowywała, jak ta nawiedzona baba.
Pół godziny później kobiety siedziały przy stoliku i sączyły piwo.
– Jakie dobre… – zachwycała się Ksenia.
– Zachowujesz się, jakbyś piwa nie piła ze sto lat.
– Nie piłam od czterech lat.
– A lubisz?
– Bardzo.
– To dlaczego nie piłaś?
– Bo mój mąż nie pił.
– Znam to. – Jagoda położyła na jej dłoni swoją.
– Jak przez to przeszłaś? – Ksenia czuła, jak wokół gardła zaciska jej się jakaś niewidoczna obręcz.
– Kiepsko. Czułam się tak, jakby ktoś mnie wyrzucił za burtę w jakieś bagno, a ja nie potrafiłam złapać powietrza i czułam, że dotykam dna. Nie miałam siły na to, by się podnieść i o siebie zawalczyć. Na nic nie miałam siły. I chwilami chciałam w tym bagnie zatonąć. A im bardziej chciałam, tym coraz częściej wypływałam na powierzchnię. Trafiłam na wspaniałych ludzi. To ważne, by w takim trudnym momencie życia trafić na dobrych ludzi. – Jagoda chciała coś jeszcze dodać, ale obok nich pojawił się jakiś zawiany mężczyzna, który zaczął bełkotać.
– Piękne panie, czy mogę się do was dosiąść?
– Nie, nie możesz – powiedziała ostro Jagoda. – Nie możesz.
– Dlaaaczego? – Przytrzymał się stolika ręką.
– Bo cię nie chcemy.
Odwrócił się i chwiejnym krokiem odszedł w stronę baru.
– Kolejna lekcja – podsumowała Jagoda. – Jesteśmy już w tym wieku, że jeśli czegoś nie chcemy, to komunikujemy światu, że tego nie chcemy.
– Nie opierdalamy się?
– No nie.
Kobiety zaczęły się śmiać.
– I jeśli czegoś chcemy, to też to robimy.
– A jak nie wiemy, czego chcemy?
– To musimy się dowiedzieć. Czas nas goni.
– Chyba chciałabym dokądś wyjechać.
– To weź urlop i jedź, masz tyle zaległego urlopu.
– Serio?
– Serio. Mówię ci to ja, twoja przełożona.
– Najlepsza szefowa pod słońcem. Wiesz, ja czuję się tak bardzo nieszczęśliwa.
– Czasami człowiek czuje się tak bardzo nieszczęśliwy, że zapomina, że pewnego dnia poczuje się lepiej. I trzeba jakimś sposobem wbić sobie do głowy, że to „lepiej” nadejdzie. Bo w pewnym momencie życia „lepiej” nadchodzi. I wiem – Jagoda złapała Ksenię za rękę – że teraz czujesz się jak taka kupa błota, ale za jakiś czas ból zelżeje. W życiu jest tak, że wbrew wszystkiemu czasem przestaje boleć. I na twojej drodze nie wiadomo skąd zaczną się pojawiać dobrzy ludzie.
Wypiły po jeszcze jednym piwie, a potem we dwie szły przez park. Był ciepły wieczór. Niebo usłane było gwiazdami i Ksenia pomyślała, że jeszcze wszystko się jakoś w jej życiu ułoży. Trzy lata temu straciła to, co dla niej ważne. Dwa tygodnie temu ktoś ponownie wyrwał jej kawał serducha. Ale jakoś poczuła, że stawi czoła życiu.
***
Była sobota, kiedy Ksenia usłyszała pukanie do drzwi. Poderwała się na równe nogi i otworzyła. Miała nadzieję, że po drugiej stronie ujrzy Łukasza. A nawet jeśli zobaczyłaby swojego męża, to co? Rzuciłaby mu się na szyję?
W progu stała Basia, jej sąsiadka, która wyprowadziła się do Irlandii pięć lat temu.
– Barbie? – Ksenia była zdziwiona. Nie mogła uwierzyć, że ją widzi. Otworzyła szeroko ramiona. Nikt na Basię nie mówił Basia. Basia, odkąd pamięta, zawsze była Barbie, mimo że z Barbie na pewno nie łączył jej wygląd. Miała długie rude włosy, była przysadzista, ale wyglądała zniewalająco, kiedy się uśmiechała.
– No ja, ja… – powiedziała, słodko się uśmiechając. Barbie była kobietą otwartą na świat i ludzi.
– Co ty tu robisz?
– Wróciłam do kraju kilka miesięcy temu. Rozpoczynam nowe życie. – Klasnęła w dłonie.
Ksenia spojrzała na Barbie, która była tuż przed sześćdziesiątką, a wyglądała na czterdziestkę. Po prawdzie Barbie od kilku lat była „przed sześćdziesiątką” i Ksenia zaczynała już w to wątpić. Jej zdaniem kobieta już dawno skończyła sześćdziesiąt lat, ale niechętnie się do tego przyznawała.
– Nowe życie zaczynasz? Znowu?
– Wpuścisz mnie czy każesz mi tak stać?
– Wchodź, pewnie – zreflektowała się Ksenia.
Barbie weszła do salonu. Omiotła go wzrokiem. Na stoliku stały porozwalane pudełka po lodach i cieście, walały się torebki po chipsach. Na podłodze stały dwie opróżnione butelki po piwie.
– Widzę, że przechodzisz w życiu armagedon – powiedziała Barbie. Przecież znała życie.
Ksenia się rozpłakała. Barbie podeszła do niej i mocno ją przytuliła.
– Wybecz się, a potem mów.
I Ksenia opowiedziała Barbie o wszystkim, co jej ciążyło.
– Boli. I będzie jeszcze bolało przez długi czas, ale wiem, że można zacząć życie od początku w każdym wieku. Przyleciałam do Polski, pochowałam męża, na rok życie mi się zawaliło, ale je odbudowuję. Chciałam ci złożyć propozycję.
– Jaką?
– Otwieram kawiarnię. Taką, gdzie człowiek będzie mógł przyjść posłuchać muzyki relaksacyjnej. Nawet będziemy mieli dwie sofy, gdzie będzie można poleżeć.
– A jeśli ktoś będzie się chciał kochać na tych sofach?
– Na zdrowie, niech się kocha!
Zaśmiały się.
– Mam pracę.
– Której nie lubisz.
– Ale jest to pewna praca.
– Kochanie… – Barbie dotknęła jej policzka. – W życiu nie ma nic stałego. Mogą cię z roboty wyrzucić, bo przyjdzie jakaś dziunia, która prześpi się z szefem.
– Mamy szefową.
– To dziuń, z którym szefowa będzie miała romans.
– Szefowa jest lesbijką.
– To jednak dziunia przyjdzie.
Kobiety się śmiały. Ksenia sama się dziwiła, że po tym wszystkim może się jeszcze tak głośno śmiać.
– Posłuchaj, teraz jesteś w złym momencie życia. Wyjedź dokądś. Przewietrz głowę. Moja propozycja cały czas będzie otwarta dla ciebie. Ja w to wchodzę.
– Jesteś niesamowita.
– Niesamowita? – Westchnęła. Usiadła na sofie i sięgnęła po chips paprykowy, który znalazła w torebce. – Ja po prostu w wieku prawie sześćdziesięciu lat – puściła do Kseni oko – zdałam sobie sprawę, że trzeba z tego życia brać garściami. To jest moje życie i jeśli ja nie będę o nie dbała, to nikt tego za mnie nie zrobi. Miałam trzech mężów, dwóch kochanków. Jestem mamą i babcią, ale przede wszystkim jestem Barbie. Życie dało mi tyle kopów w brzuch. To mąż mnie zdradzał, to ja męża zdradziłam. To dom nam spłonął, to poroniłam dwa razy. To miałam wypadek i lekarze postawili na mnie krzyżyk. To mama mi umierała, kiedy ja rodziłam i nie zdążyłam się z nią pożegnać. I powiem ci, że moje historie to powtarzalne historie innych ludzi. Jakbyś tak zapytała ludzi na ulicy, jaki wór problemów dźwigają, to gdyby zdjęliby ten wór z pleców, otworzyli go i pokazali, co tam dźwigają, to zobaczyłabyś, że ich problem to też twój problem. Ale każdy jakoś musi żyć, bez względu na to, ile razy pękło mu z bólu serce.
– Świat jest okrutny.
– Bardziej ludzie stworzyli sobie okrutny świat.
– A co ja miałabym robić w twojej kawiarni?
– Nie mojej, tylko naszej. Chciałabym uczynić cię wspólniczką, z którą razem bym piekła, sprzątała, obsługiwała klientów, razem byśmy zarabiały i cieszyły się z tego naszego biznesu.
– Brzmi fajnie.
– Ty potrafisz piec, ja też. I czego nam więcej trzeba?
– Lokalu, pieniędzy.
– Mój chłopak to załatwi. Ma i kasę, i prowadził już niejedną knajpę, co prawda w Irlandii, ale to już coś.
– Masz chłopaka? – Ksenia wybałuszyła oczy.
– A co w tym dziwnego? Jestem fajna. Wciąż atrakcyjna.
– I pachniesz poczuciem wartości.
– Właśnie tak. Faceci uwielbiają fajne babki. Kochana, zastanów się nad moją propozycją, ale najpierw zrób coś dla siebie.
– Ale co? – Ksenia zawsze robiła coś dla kogoś. Nawet pracując jako pielęgniarka, oddawała całą siebie innym. Córka, mąż. A ona? Przez ostatnie lata tak bardzo siebie zaniedbała.
– Cokolwiek.
– Do kiedy mam czas na podjęcie decyzji?
– Masz tyle czasu, ile potrzebujesz. Jeśli będziesz chciała zacząć za tydzień, zaczniesz za tydzień, a jeśli potrzebujesz kilku miesięcy, to przyjdź za kilka miesięcy. Dla ciebie zawsze znajdzie się miejsce.
Redakcja i korekta
Anna Mieczkowska
Skład i łamanie wersji do druku
Marcin Labus
Projekt graficzny okładki
Paweł Panczakiewicz
© Copyright by Skarpa Warszawska, Warszawa 2022
© Copyright by Gabriela Gargaś, Warszawa 2022
Wydanie pierwsze w tej edycji, 2026
ISBN: 9788367343480
Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w Internecie.
WYDAWCA
Agencja Wydawniczo-Reklamowa
Skarpa Warszawska Sp. z o.o.
ul. K.K. Baczyńskiego 1 lok. 2
00-036 Warszawa
tel. 22 416 15 81
www.skarpawarszawska.pl
@skarpawarszawska
Przygotowanie wersji elektronicznej
Okładka
Strona tytułowa
Prolog
Rozdział 1
Rozdział 2
Strona redakcyjna
Spis treści
