Wydawca: Centrum Kabbalah Kategoria: Religia i duchowość Język: polski Rok wydania: 2011

Kabbalah: możesz zmienić wszystko ebook

Yehuda Berg

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Kabbalah: możesz zmienić wszystko - Yehuda Berg

Postępowy przewodnik po życiu codziennym, który rozbudza świadomość i stymuluje zmiany osobiste oraz globalne.

Badając tak trudne tematy, jak polityka, religia, środowisko i gospodarka, Yehuda Berg pokazuje, w jaki sposób możemy zmienić wszystko na świecie, bez względu na to, jak beznadziejna może wydawać się nasza sytuacja. Wymaga to jedynie zmiany nastawienia.


Pisząc w swoim inteligentnym, zwięzłym, a czasami wręcz zuchwałym stylu, Berg cytuje anegdoty z życia, komentarze z blogów oraz stare przypowieści, aby uświadomić czytelnikom, że to oni są odpowiedzialni za to w jakiej znajdują się sytuacji - cokolwiek robimy, robimy to sami. Nawołuje on do wzięcia odpowiedzialności za własny los, ponieważ każde, nawet najdrobniejsze działanie ma ogromny wpływ na rzeczywistość w skali wszechświata.


Obecnego stanu rzeczy nie powinniśmy akceptować jako swojego losu. Ta książka uświadamia niewygodną prawdę, że zmiany indywidualne to w rzeczywistości szanse na zmiany globalne.

Opinie o ebooku Kabbalah: możesz zmienić wszystko - Yehuda Berg

Fragment ebooka Kabbalah: możesz zmienić wszystko - Yehuda Berg

Pra­wa au­tor­skie © 2011 Kab­ba­lah Cen­tre In­ter­na­tio­nal

Wszel­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Żad­na część tej pu­bli­ka­cji nie może być re­pro­du­ko­wa­na ani trans­mi­to­wa­na w żad­nej for­mie, ani w ża­den spo­sób, elek­tro­nicz­nie ani me­cha­nicz­nie, łącz­nie z fo­to­ko­pio­wa­niem i na­gry­wa­niem, w tym tak­że przez za­pa­mię­ty­wa­nie in­for­ma­cji i sys­te­my wy­szu­ki­wa­nia da­nych, bez pi­sem­ne­go po­zwo­le­nia wy­daw­cy. Wy­ją­tek sta­no­wią re­cen­zen­ci, chcą­cy za­cy­to­wać krót­kie ustę­py w re­cen­zjach ra­dio­wych i te­le­wi­zyj­nych, ga­ze­to­wych oraz cza­so­pi­smach.

Do­dat­ko­we in­for­ma­cje pod ad­re­sem:

Al. Szu­cha 11 a/7, 00-580 War­sza­wa

tel. (22) 625 00 93

po­land@kab­ba­lah.com

www.cen­trum­kab­ba­lah.pl

Wy­da­nie pol­skie

Fun­da­cja Cen­trum Kab­ba­lah

Wy­da­nie pierw­sze, maj 2011

ISBN 978-83-89746-25-2

Cen­trum In­for­ma­cji Kab­ba­lah

www.kab­ba­lah.com

Pro­jekt gra­ficz­ny: HL De­sign (Hyun Min Lee)

Ko­rek­ta wy­da­nia pol­skie­go: Anna Ki­mak

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

PRZED­MO­WA

Kie­dy do­ra­sta­łem, w piw­ni­cy na­sze­go domu moi ro­dzi­ce na­ucza­li Kab­ba­lah. Nie­wie­le wte­dy ro­zu­mia­łem z tego co ro­bi­li. Pa­mię­tam tyl­ko, że w miesz­ka­niu za­wsze było dużo lu­dzi – od uza­leż­nio­nych od nar­ko­ty­ków po bez­dom­nych, któ­rym moi ro­dzi­ce coś tłu­ma­czy­li i któ­rym po­ma­ga­li.

Za­nim jed­nak skoń­czy­łem 12 lat, za­czą­łem za­da­wać py­ta­nia, a wte­dy mój oj­ciec, Rav, za­czął prze­ka­zy­wać mi swo­ją mą­drość. Mą­drość, któ­rą na­uczy­ciel jego na­uczy­cie­la prze­tłu­ma­czył na ję­zyk współ­cze­sny, na­stęp­nie na­uczy­ciel ojca udo­stęp­nił kla­sie pra­cu­ją­cej, a Rav i Ka­ren (czy­li mój oj­ciec i moja mat­ka) dzie­lą się nią z każ­dym, kto tyl­ko chce się uczyć. I wła­śnie tę mą­drość mój oj­ciec prze­ka­zał tak­że mnie.

Nig­dy jed­nak nie po­wie­dział mi, co mam z nią zro­bić ani, że jego mą­drość ma wy­zna­czać tak­że moją ścież­kę. Za­wsze da­wa­no mi wol­ny wy­bór – mo­głem być le­ka­rzem, ar­chi­tek­tem czy też kim­kol­wiek, kim tyl­ko bym ze­chciał. A prze­cież już ma­jąc sie­dem­na­ście lat ja­kimś spo­so­bem wie­dzia­łem, iż to jest tak­że moja ścież­ka. Czu­łem po­trze­bę prze­ka­zy­wa­nia tej mą­dro­ści in­nym.

To oj­ciec zle­cił mi pierw­szy pro­jekt, nad któ­rym mia­łem pra­co­wać dla Cen­trum Kab­ba­lah. Po­tem było ich dużo wię­cej. Ale za­wsze, na każ­dym kro­ku, nie mia­łem wąt­pli­wo­ści, że po­trze­bu­ję Rava i jego mą­dro­ści jako pod­po­ry. Nie mia­ło zna­cze­nia, ile lat już mi­nę­ło, ilu uczniów uczy­łem, czy też ile na­pi­sa­łem ksią­żek. Wciąż by­łem tym sie­dem­na­sto­let­nim chłop­cem, kry­ją­cym się za jego ple­ca­mi, od­czu­wa­ją­cym po­trze­bę jego kie­row­nic­twa oraz apro­ba­ty.

Uwa­ża­łem, że nie za­słu­gu­ję na to, by być ko­lej­nym na­uczy­cie­lem w tym hi­sto­rycz­nym ro­do­wo­dzie gi­gan­tów. Po­trze­bo­wa­łem prze­wod­nic­twa na­uczy­cie­la Rava oraz na­uczy­cie­la jego na­uczy­cie­la.

2 wrze­śnia 2004 roku mój oj­ciec miał wy­lew i za­prze­sta­li­śmy wspól­nej na­uki. Po­nie­waż od tam­tej pory nie mo­głem się już za nim cho­wać, za­czą­łem zrzu­cać wszyst­ko na ka­ba­li­stów: „we­dług ka­ba­li­stów to”, „we­dług ka­ba­li­stów tam­to”. Przez cały ten czas uni­ka­łem wzię­cia na sie­bie od­po­wie­dzial­no­ści by­cia na­uczy­cie­lem. Aż do te­raz.

Co cie­ka­we, na pierw­szej stro­nie mo­jej pierw­szej książ­ki za­cy­to­wa­łem Ka­ba­li­stę So­lo­mo­na Ga­bi­ro­la, trak­tu­ją­ce­go o zdo­by­wa­niu mą­dro­ści. Po­wie­dział on: „Pierw­szym eta­pem w po­szu­ki­wa­niu mą­dro­ści jest mil­cze­nie, dru­gim słu­cha­nie, trze­cim za­pa­mię­ty­wa­nie, czwar­tym prak­ty­ko­wa­nie, pią­tym na­ucza­nie”.

Je­śli więc na­praw­dę szu­kasz mą­dro­ści, mu­sisz na­uczać.

To spo­strze­że­nie było pierw­szym kro­kiem na dro­dze mo­jej wła­snej po­dró­ży.

Kab­ba­lah: Mo­żesz Zmie­nić Wszyst­ko to krok ko­lej­ny. Pi­sząc tę książ­kę, na­uczy­łem się, że aby praw­dzi­wie na­uczać, na­le­ży wziąć na sie­bie od­po­wie­dzial­ność za ogół, i to bez wzglę­du na wszyst­ko. By zmie­nić świat, każ­dy z nas musi być na­uczy­cie­lem. Musi od­waż­nie sta­nąć na mów­ni­cy Spe­akers’ Cor­ner w lon­dyń­skim Hyde Par­ku, nie zwa­ża­jąc na to, kto słu­cha i co so­bie po­my­śli. Trze­ba zwy­czaj­nie pod­jąć ry­zy­ko.

Ta książ­ka jest moją mów­ni­cą. I oto sto­ję na niej pe­łen obaw oraz na­dziei, że zde­cy­du­je­cie się roz­po­cząć na­ukę, a pew­ne­go dnia, tak­że na­ucza­nie.

Pe­łen mi­ło­ści i obaw,Yehu­da Berg

WPROWADZENIECZAS APOKALIPSY

Nie­waż­ne, czy zda­je­my so­bie z tego spra­wę, czy nie, ży­je­my obec­nie w cza­sie woj­ny. Pro­wa­dzi­my za­żar­tą wal­kę, chcąc po­wstrzy­mać nie­ustan­ną de­struk­cję każ­de­go aspek­tu ży­cia. Ist­na woj­na świa­do­mo­ści. Bi­blia mówi, że przyj­dzie taki czas pod ko­niec na­szych dni, kie­dy to: „Bę­dzie­cie je­dli cia­ło sy­nów i có­rek wa­szych.” Księ­ga Ka­płań­ska 26:29

Ten świat miał być bło­gi, pięk­ny, szczę­śli­wy, zdro­wy, czy­sty, wiecz­ny, zrów­no­wa­żo­ny – mó­wiąc krót­ko, ide­al­ny. I my tak­że. Co ta­kie­go więc się sta­ło? Mimo za­mie­rzeń, świat nie zo­stał jako taki stwo­rzo­ny. Stwo­rzo­no go jed­nak w taki spo­sób, aby­śmy dzię­ki wła­snym sta­ra­niom mo­gli osią­gnąć per­fek­cję dla nas sa­mych oraz na­szej pla­ne­ty. A więc cóż za praw­da kry­je się za tą bo­le­sną hi­sto­rią ludz­ko­ści?

To opo­wieść o Świa­do­mo­ści.

Na­szej świa­do­mo­ści.

Świa­do­mość jest esen­cją wszyst­kie­go. To ona spra­wia, że ro­bi­my to, co ro­bi­my, i my­śli­my w spo­sób, w jaki my­śli­my. To wbu­do­wa­ny kon­struk­cyj­nie układ ste­ro­wa­nia, któ­ry nade wszyst­ko two­rzy nas ta­ki­mi, ja­ki­mi je­ste­śmy.

W 2009 roku dok­tor Ro­bert Lan­za na­pi­sał książ­kę Bio­cen­trism: How Life and Con­scio­usness Are the Keys to Un­der­stan­ding the True Na­tu­re of the Uni­ver­se. Stwier­dził w niej: „Nie ist­nie­je od­ręb­ny ma­te­rial­ny wszech­świat poza ży­ciem i świa­do­mo­ścią. Nie ma rze­czy­wi­sto­ści poza tym co uświa­do­mio­ne. W żad­nym okre­sie nie ist­niał nig­dy ze­wnętrz­ny, nie­my, ma­te­rial­ny wszech­świat, ani też ży­cie, któ­re przy­pad­ko­wo na­ro­dzi­ło się z nie­go w cza­sie póź­niej­szym. Prze­strzeń i czas ist­nie­ją tyl­ko jako wy­two­ry umy­słu”.

Fi­zy­ka kwan­to­wa mówi za­sad­ni­czo, że istot­ną rolę w rze­czy­wi­sto­ści od­gry­wa ludz­ka świa­do­mość. In­ny­mi sło­wy, twój stół ku­chen­ny nie ist­nie­je, do­pó­ki two­ja świa­do­mość go nie do­strze­że. Zgod­nie z naj­now­szy­mi eks­pe­ry­men­ta­mi z dzie­dzi­ny fi­zy­ki, nie ma cze­goś ta­kie­go jak nie­za­leż­ny wszech­świat. Cały ko­smos jest ilu­zją wy­wo­ła­ną przez umysł. Tak na­praw­dę nie ist­nie­je nic poza two­im umy­słem. Wszech­świat, któ­ry – jak ci się wy­da­je – wi­dzisz, ist­nie­je je­dy­nie we­wnątrz sfe­ry ludz­kiej świa­do­mo­ści. Jest wy­two­rem umy­słu.

We­dług dok­to­ra Lan­zy, to świa­do­mość two­rzy wszech­świat, któ­ry do­strze­ga­my, a nie na od­wrót! Wszech­świat wca­le nie na­ro­dził się po to, by stwo­rzyć na­stęp­nie ga­lak­ty­ki, Zie­mię, ży­cie i po­tem świa­do­mość. To świa­do­mość dała po­czą­tek wszech­świa­to­wi, ra­zem ze wszyst­ki­mi jego pra­wa­mi. In­a­czej mó­wiąc, nie ist­nie­je coś ta­kie­go jak umysł po­nad ma­te­rią. Umysł jest ma­te­rią. Świa­do­mość nie tyl­ko stwo­rzy­ła wszyst­ko, wię­cej – świa­do­mość jest wszyst­kim.

Czy więc na­uka mówi (a ja su­ge­ru­ję), że to my sami stwo­rzy­li­śmy cier­pie­nie? Od­po­wiedź brzmi – tak.

Na­pi­sa­ny po­nad 2000 lat temu Zo­har wy­ja­śnia, że Świą­ty­nia Je­ro­zo­lim­ska nie zo­sta­ła zbu­do­wa­na za po­mo­cą to­po­rów i mło­tów. Owszem, na­rzę­dzia te wznio­sły jej ma­te­rial­ną struk­tu­rę, jed­nak jej praw­dzi­we stwo­rze­nie mia­ło swój po­czą­tek w świa­do­mo­ści lu­dzi, któ­rzy ją so­bie wy­obra­zi­li. Fak­tem jest, że wszyst­kie cuda świa­ta – Pi­ra­mi­dy, An­gel Falls, Wi­szą­ce Ogro­dy Ba­bi­lo­nu itd. – były two­rzo­ne przez świa­do­mość. W sierp­niu tego roku zwie­dza­łem Vic­to­ria Falls na rze­ce Za­mbe­zi i po obej­rze­niu tego cudu świa­ta w moim umy­śle nie ma na­wet cie­nia wąt­pli­wo­ści, że zo­stał on stwo­rzo­ny wła­śnie przez świa­do­mość.

Jed­nak w ten sam spo­sób świa­do­mość może rów­nież siać znisz­cze­nie. Wiem, że Moc Zmia­ny Wszyst­kie­go wy­da­je się być wy­gó­ro­wa­nym ce­lem, je­śli:

• Świa­to­wa Or­ga­ni­za­cja Zdro­wia sza­cu­je, że co roku 2,4 mi­lio­na lu­dzi umie­ra z po­wo­du pro­ble­mów zdro­wot­nych zwią­za­nych bez­po­śred­nio z za­nie­czysz­cze­niem po­wie­trza. Dzię­ki sa­te­li­tom usta­lo­no, że po­nad 3,5 mi­liar­da ki­lo­gra­mów za­nie­czysz­czeń po­cho­dzą­cych z Azji Wschod­niej i in­nych re­gio­nów świa­ta roz­prze­strze­nia się nad Pa­cy­fi­kiem i do­cie­ra do Ame­ry­ki Pół­noc­nej.

• Każ­de­go roku umie­ra 5 mi­lio­nów lu­dzi; prze­moc oraz ura­zy cia­ła sta­no­wią 9% tej licz­by, co do­rów­nu­je licz­bie zgo­nów spo­wo­do­wa­nych HIV, ma­la­rią i gruź­li­cą ra­zem wzię­tych. Sześć z pięt­na­stu naj­częst­szych po­wo­dów śmier­ci lu­dzi w wie­ku od 15 do 29 lat wią­że się z prze­mo­cą: są to sa­mo­bój­stwa, mor­der­stwa, uto­nię­cia, opa­rze­nia, ob­ra­że­nia wo­jen­ne i za­tru­cia.

• Pe­wien męż­czy­zna z Ba­kers­field w sta­nie Ka­li­for­nia odu­rzył się fen­cy­kli­dy­ną (PCP), po czym wy­dłu­bał oko swe­mu czte­ro­let­nie­mu syn­ko­wi i zjadł je. Krą­żą po­gło­ski, że kie­dy po­szu­ki­wa­nia oka chłop­ca nie przy­nio­sły efek­tów, dziec­ko wy­ja­śni­ło de­tek­ty­wo­wi: „Ta­tuś zjadł moje oko”. Po ma­ka­brycz­nych tor­tu­rach, ja­kim pod­dał swo­je dziec­ko, ten po­ru­sza­ją­cy się na wóz­ku in­wa­lidz­kim czło­wiek pró­bo­wał po­tem od­rą­bać so­bie nogi sie­kie­rą.

Praw­da jed­nak po­zo­sta­je nie­zmien­na. Wszyst­ko jest two­rzo­ne i nisz­czo­ne przez świa­do­mość.

Tak więc, bez wzglę­du na to, jak bar­dzo rze­czy wy­da­ją się być sta­łe i nie­zmien­ne, je­ste­śmy w sta­nie zmie­nić wszyst­ko.

CO TO JEST ŚWIA­DO­MOŚĆ?

Ist­nie­je nie­skoń­czo­na siła Świa­do­mo­ści. To ona jest Przy­czy­ną wszyst­kich przy­czyn i za­wie­ra w so­bie nie­skoń­czo­ne szczę­ście. Re­li­gia na­zy­wa tę siłę Bo­giem. Nie­któ­rzy na­zy­wa­ją ją Świa­tłem lub Ener­gią. Ja­ką­kol­wiek jed­nak na­zwę wy­bie­rze­cie, wiedz­cie, iż jest ona Przy­czy­ną oraz źró­dłem wszel­kie­go do­bra.

Jest tak­że dru­ga siła Świa­do­mo­ści, któ­ra zo­sta­ła stwo­rzo­na przez pierw­szą, aże­by peł­nić rolę od­bior­cy ca­łe­go tego do­bra. Ta dru­ga siła świa­do­mo­ści za­wie­ra w so­bie wszyst­kie du­sze ludz­ko­ści.

Je­śli ta pierw­sza siła Świa­do­mo­ści jest Przy­czy­ną, to lo­gi­ka mówi nam, że ta dru­ga jest Skut­kiem.

Po­dą­żaj­my, więc za tą lo­gi­ką, a zro­zu­mie­my, co tak na­praw­dę mu­si­my zro­bić, by się zmie­nić.

Za­sadź ziar­no w zie­mi, a wy­ro­śnie drze­wo. Ziar­no jest przy­czy­ną, zaś drze­wo nio­są­ce owoc jest skut­kiem. Oto wy­zwa­nie, przed któ­rym sta­je­my. Kie­dy ziar­no wy­kieł­ku­je zni­ka, sta­jąc się nie­moż­li­we do od­na­le­zie­nia. A mimo to cały czas jest obec­ne, nie­ustan­nie od­da­jąc swą esen­cję roz­wi­nię­te­mu drze­wu, na­wet je­śli nic nie wska­zu­je na to, że ono nadal ist­nie­je.

Od­kąd Przy­czy­na ca­łe­go stwo­rze­nia pu­ści­ła kieł­ki na­sze­go wszech­świa­ta – gwiaz­dy, ga­lak­ty­ki, pla­ne­ty, oce­any oraz owoc, któ­ry na­zy­wa­my ludz­ko­ścią – zda­je się, że Bóg prze­stał ist­nieć. To dla­te­go tak czę­sto od­czu­wa­my brak jego obec­no­ści w na­szym ży­ciu oraz w pró­bach uzdro­wie­nia tego cha­otycz­ne­go świa­ta.

Mat­ka Te­re­sa przez wie­le dzie­się­cio­le­ci cier­pia­ła z po­wo­du kry­zy­su wia­ry, co po­twier­dza­ją jej li­sty, któ­re za­cho­wa­no zresz­tą wbrew jej woli. Wie­le z nich opu­bli­ko­wa­no w książ­ce Mo­ther Te­re­sa: Come Be My Li­ght. Od­czu­wa­na przez nią pust­ka zda­je się mieć po­czą­tek w chwi­li, kie­dy za­czę­ła opie­ko­wać się bied­ny­mi i umie­ra­ją­cy­mi w Kal­ku­cie. W jed­nym z li­stów pi­sa­nych do du­cho­we­go po­wier­ni­ka, wie­leb­ne­go Mi­cha­ela van der Peet, na­pi­sa­ła: „Je­zus da­rzy Cie­bie bar­dzo szcze­gól­ną mi­ło­ścią, i mnie tak­że, ci­sza oraz pust­ka są tak wspa­nia­łe, że pa­trzę i nie wi­dzę, słu­cham i nie sły­szę – ję­zyk się ru­sza, lecz nie mówi… Chcę, że­byś się za mnie mo­dlił – gdyż daję Mu wol­ną rękę”.

Taka pust­ka oraz ciem­ność to bo­le­sny re­zul­tat nie­wie­dzy, gdzie znaj­du­je się Esen­cja Boga.

Tak jak każ­da przy­czy­na za­wie­ra w so­bie sku­tek, tak każ­dy sku­tek za­wie­ra w so­bie przy­czy­nę.

Ozna­cza to, że je­śli spoj­rzysz do wnę­trza owo­cu ro­sną­ce­go na drze­wie – czy­li efek­tu koń­co­we­go – od­naj­dziesz przy­czy­nę. Pa­mię­taj, że kie­dy z na­sie­nia wy­ro­śnie już ro­śli­na, nie­moż­li­we sta­je się wy­kry­cie lub od­na­le­zie­nie pier­wot­ne­go na­sie­nia. Kto jed­nak za­prze­czy twier­dze­niu, że jest ono przez cały czas obec­ne, wciąż od­da­jąc swą esen­cję roz­wi­nię­te­mu drze­wu, na­wet je­śli nie ma do­wo­du ani śla­du jego ist­nie­nia? Je­śli ludz­kość jest skut­kiem Stwo­rze­nia, to za­glą­da­jąc do wnę­trza ludz­ko­ści, od­naj­dzie­my przy­czy­nę Stwo­rze­nia. Kie­dy spoj­rzy­my do wnę­trza czło­wie­ka, od­naj­dzie­my Boga. Na­szą praw­dzi­wą esen­cją jest Bóg, na­szym źró­dłem świa­do­mo­ści jest Bóg, a Bóg po­sia­da moc prze­mia­ny wszyst­kie­go. Tyle że o tym za­po­mnie­li­śmy i wciąż za­po­mi­na­my!

A więc w jaki spo­sób oży­wić Esen­cję Boga we­wnątrz nas?

UŻY­WA­NIE ZA­SA­DY ŚWIA­DO­MO­ŚCI

Ist­nie­je sta­ła za­sa­da, któ­ra rzą­dzi sfe­rą świa­do­mo­ści. Je­śli nie poj­mie­my jej, tej nie­zmien­nej, nie­odwo­łal­nej re­gu­ły, wciąż bę­dzie­my cier­pieć i umie­rać. Rav Ash­lag mówi, że to pra­wo wła­śnie jest klu­czem do ca­łej mą­dro­ści. Oto ono:

Po­do­bień­stwa się przy­cią­ga­ją, a prze­ci­wień­stwa się od­py­cha­ją.

Mó­wiąc to, nie mam na my­śli po­pu­lar­ne­go pra­wa przy­cią­ga­nia (na­sze my­śli two­rzą na­szą rze­czy­wi­stość). To je­dy­nie pierw­sza po­ło­wa tego pra­wa. Wszy­scy pra­gnie­my szczę­ścia, lecz co za­mie­rza­my zro­bić, aby je osią­gnąć i jaką pra­cę je­ste­śmy go­to­wi w to wło­żyć? To wła­śnie w tej kwe­stii ludz­kość za­wo­dzi­ła do tej pory. Za­po­mnie­li­śmy, że pra­ca za­war­ta jest w dru­giej po­ło­wie tego pra­wa – prze­ci­wień­stwa się od­py­cha­ją.

Je­śli Bóg jest Przy­czy­ną, a my Skut­kiem, a przy­czy­na i sku­tek to prze­ciw­le­głe bie­gu­ny, to znaj­du­je­my się w rze­czy­wi­sto­ści bę­dą­cej prze­ci­wień­stwem Boga. Rze­czy­wi­stość śmier­ci za­miast nie­śmier­tel­no­ści. Ciem­ność za­miast Świa­tła. Smu­tek za­miast po­go­dy du­cha. Cier­pie­nie za­miast spo­ko­ju. Ata­ki pa­ni­ki za­miast spo­ko­ju umy­słu. Kłam­stwa za­miast praw­dy. Bez­myśl­na ma­te­ria za­miast świa­do­mo­ści. Cha­os za­miast po­rząd­ku. Pust­ka za­miast speł­nie­nia.

Na­sza pra­ca, czy ją za­ak­cep­tu­je­my, czy też nie, po­le­ga na zmia­nie na­szej świa­do­mo­ści – z tej wła­ści­wej skut­ko­wi, bę­dą­cej prze­ci­wień­stwem Boga, na tę, któ­ra jest Bo­giem. Na­szą pra­cą jest prze­kształ­ca­nie świa­ta, któ­ry wy­da­je się nie­do­sko­na­ły i spo­wi­ty w ciem­no­ściach, w coś, czym miał być w za­mie­rze­niu – w świat do­sko­na­ły i wy­peł­nio­ny Świa­tłem.

DRO­GA DO DOMU

Jest tyl­ko je­den spo­sób na po­wrót do raju. Je­śli Bóg jest Źró­dłem wszyst­kie­go do­bra, je­śli Bóg jest jed­no­ścią, je­śli Bóg jest po­tęż­ny, je­śli Bóg wi­dzi ob­raz ca­ło­ści, je­śli Bóg jest od­po­wie­dzial­ny, je­śli Bóg jest tro­skli­wy, je­śli Bóg daje i prze­ka­zu­je, to my mu­si­my stać się tacy sami jak Bóg. Pa­mię­taj­my, że mamy tę esen­cję w nas sa­mych. Przez cały czas tam była.

Kie­dy za­po­mi­na­my, że je­ste­śmy Bo­giem, sta­je­my się jak zwie­rzę­ta. Praw­dę mó­wiąc, sta­je­my się od nich gor­si.

W cza­sie mej ostat­niej po­dró­ży do Bot­swa­ny do­wie­dzia­łem się od mego prze­wod­ni­ka cze­goś na­praw­dę in­te­re­su­ją­ce­go o sło­niach. Otóż sło­nie je­dzą od 16 do 18 go­dzin dzien­nie, ale tyl­ko 12,5% tego, co zje­dzą, od­ży­wia ich cia­ło. Po­zo­sta­łe 87,5% zo­sta­je zwy­czaj­nie wy­da­lo­ne. Tyle, że to łaj­no od­gry­wa istot­ną rolę w eko­sys­te­mie – pod­trzy­mu­je przy ży­ciu inne zwie­rzę­ta oraz ro­śli­ny. Kie­dy przy­cho­dzi deszcz, użyź­nia gle­bę i po­ma­ga w wy­twa­rza­niu po­ży­wie­nia na ko­lej­ną porę roku.

Kie­dy mamy świa­do­mość skut­ku, na­sza ener­gia nie tyl­ko nie za­cho­wu­je cią­gło­ści, ale też ma­ni­fe­stu­je znisz­cze­nie. Po pro­stu two­rzy­my od­pa­dy, któ­re ni­cze­go nie użyź­nia­ją. Kie­dy świa­do­mość Boga zni­ka ze świa­ta, świat zmie­rza ku sa­mo­znisz­cze­niu.

Je­dy­nie ga­tu­nek ludz­ki ma wol­ną wolę. Ża­den inny aspekt Stwo­rze­nia nie może wy­bie­rać po­mię­dzy Bo­ską Świa­do­mo­ścią, a świa­do­mo­ścią skut­ku. My mo­że­my.

Zo­sta­li­śmy ob­da­rze­ni wol­ną wolą i kie­dy po­ja­wia się wy­zwa­nie, mo­że­my roz­po­znać je jako moż­li­wość roz­wo­ju. Pod wa­run­kiem, że po­strze­ga­my je jako we­zwa­nie do dzia­ła­nia, a nie jako oka­zję, by prze­śla­do­wać in­nych. Je­śli chce­my mieć do­bry dzień, mamy na­rzę­dzia, aby spra­wić by był wspa­nia­ły. Prze­trwa­my, czy sta­nie­my się war­to­ścią licz­bo­wą, bę­dzie­my Stwór­cą czy nisz­czy­cie­lem? Wy­bór na­le­ży do nas.

Jest taka opo­wieść o czło­wie­ku, któ­ry opusz­cza świat i do­cie­ra do per­ło­wych wrót, gdzie anioł uka­zu­je mu przed­smak Nie­ba i Pie­kła. Sce­ne­rie są ta­kie same: wo­kół wiel­kie­go garn­ka ze stra­wą sie­dzą lu­dzie, a każ­dy trzy­ma w dło­ni drew­nia­ną łyż­kę o bar­dzo dłu­gim trzon­ku. Zdez­o­rien­to­wa­ny męż­czy­zna mówi do anio­ła:

– To nie mogą być Nie­bo i Pie­kło. Wy­glą­da­ją prze­cież tak samo.

Na co anioł od­po­wia­da:

– My­lisz się, lu­dzie prze­by­wa­ją­cy w Pie­kle są zde­ner­wo­wa­ni i głod­ni. Na próż­no sta­ra­ją się zjeść choć odro­bi­nę. I nie­waż­ne jak bar­dzo będą pró­bo­wać, i tak nie do­nio­są je­dze­nia do swych ust, bo mają za dłu­gie łyż­ki. W Nie­bie na­to­miast lu­dzie są za­do­wo­le­ni, bo po pro­stu kar­mią się na­wza­jem.

W hi­sto­rii ludz­ko­ści znaj­du­je­my się na skrzy­żo­wa­niu, gdzie mo­że­my do­ko­nać wy­bo­ru po­mię­dzy Nie­bem a Pie­kłem. Nie­mal osią­gnę­li­śmy już naj­niż­szy moż­li­wy punkt. Te­raz to już tyl­ko do nas na­le­ży wy­bór, gdzie bę­dzie­my prze­by­wać. Jak mówi Bi­blia, lu­dzie albo zmie­nią się na lep­sze, albo roz­pocz­nie­my ko­niec świa­ta.

Wie­lu wie­rzy, że 21 grud­nia 2012 roku – zgod­nie z Ka­len­da­rzem Ma­jów w Dłu­giej Ra­chu­bie, to data ozna­cza­ją­ca ko­niec trwa­ją­cej 5126 lat ery – na­sza pla­ne­ta, oraz wszy­scy jej miesz­kań­cy do­świad­czą po­zy­tyw­nej fi­zycz­nej lub du­cho­wej trans­for­ma­cji. Inni uwa­ża­ją, że wte­dy za­cznie się apo­ka­lip­sa.

Nie mo­że­my już dłu­żej cze­kać.

Jako astro­lo­gicz­ny bliź­niak je­stem za­fa­scy­no­wa­ny „new­sa­mi”. W tej książ­ce za­mie­rzam od­nieść się do wie­lu pro­ble­mów dzi­siej­sze­go świa­ta i być może przed­sta­wić je w no­wym świe­tle. Za­pro­po­nu­ję tro­chę prze­my­śleń nad co­dzien­ny­mi du­cho­wy­mi roz­wią­za­nia­mi ofe­ro­wa­ny­mi przez kil­ku naj­więk­szych mę­dr­ców w hi­sto­rii. Nie jest to jed­nak głów­ny po­wód, dla któ­re­go po­wsta­ła ta książ­ka.

Moim ce­lem jest otwo­rze­nie nam oczu na pro­stą wie­dzę, któ­ra mówi, że rze­czy mogą być inne, je­śli zmie­ni­my na­szą świa­do­mość. Od skut­ku do Boga. Od snu do prze­bu­dze­nia. Od ofia­ry do przy­wód­cy. Nie moż­na roz­wią­zać pro­ble­mu, kie­dy się go nie do­strze­ga. Ale kie­dy już go uj­rzy­my, je­dy­nym po­trzeb­nym skład­ni­kiem bę­dzie pra­gnie­nie. To pra­gnie­nie musi po­ja­wić się in­dy­wi­du­al­nie – i u cie­bie i u mnie. Mu­si­my chcieć zmie­nić nasz świat. Mu­si­my chcieć do­ko­nać na­szej oso­bi­stej prze­mia­ny. Ale by zmie­nić wszyst­ko, mu­sisz na­praw­dę, na­praw­dę tego chcieć.

Li­czę na to, że po prze­czy­ta­niu tych stron, na­praw­dę po­czu­jesz pra­gnie­nie zmia­ny.

ROZDZIAŁ PIERWSZYŹRÓDŁO WSZELKIEGO ZŁA

Wie­lu lu­dzi nie kry­je zdu­mie­nia, kie­dy mó­wię, że nie gło­so­wa­łem w wy­bo­rach pre­zy­denc­kich w 2008 roku i, że nie­ko­niecz­nie je­stem zwo­len­ni­kiem Ba­rac­ka Oba­my. Cho­ciaż nie je­stem też re­pu­bli­ka­ni­nem. Po pro­stu uwa­żam, że nie ma jed­nej oso­by mo­gą­cej spo­wo­do­wać zmia­nę na ska­lę, ja­kiej ocze­ku­je­my. Wy­bo­ry pre­zy­denc­kie w 2008 roku do­ty­czy­ły tak na­praw­dę zmia­ny za wszel­ką cenę. Lu­dzie czu­li, że „co­kol­wiek” i tak bę­dzie lep­sze od pa­nu­ją­cej sy­tu­acji. Ale nam po­trze­ba cze­goś wię­cej niż ofer­ty na­dziei lub ja­kiejś zmia­ny w par­tii po­li­tycz­nej. Żad­na po­je­dyn­cza oso­ba, żad­na par­tia, ża­den sys­tem nie do­ko­na­ją nig­dy tego wszyst­kie­go, ani na­wet wy­star­cza­ją­co wie­le. Zmia­na musi wyjść od każ­de­go z nas od­dziel­nie.

Z du­cho­we­go punk­tu wi­dze­nia przy­wód­ca jest je­dy­nie od­bi­ciem świa­do­mo­ści lu­dzi. Dla­te­go też li­der bę­dzie tak sil­ny i po­tęż­ny jak lu­dzie, któ­rym słu­ży. Kiep­scy przy­wód­cy po­trzeb­ni są po to, by po­bu­dzić nas sa­mych do dzia­ła­nia. Kie­dy do­strze­ga­my w na­szych przy­wód­cach coś, cze­go nie lu­bi­my, to jest to wska­zów­ka co tak na­praw­dę mu­si­my roz­po­znać i prze­mie­nić w nas sa­mych. Nie po­win­ni­śmy ocze­ki­wać, że nasi przy­wód­cy będą ide­al­ni – bo tacy nie są. Po­win­ni­śmy ocze­ki­wać, by pra­co­wa­li nad sobą i po­ka­zy­wa­li nam co po­win­ni­śmy zmie­nić sami.

Gdy­by na­wet każ­de pań­stwo na świe­cie mia­ło naj­lep­sze­go moż­li­we­go przy­wód­cę, świat wciąż nie był­by ide­al­ny. Je­śli pra­wa fi­zy­ki zo­sta­ły­by uchy­lo­ne i Abra­ham Lin­coln mógł­by słu­żyć jako pre­zy­dent przez ko­lej­ne 200 lat, Sta­ny Zjed­no­czo­ne wciąż bo­ry­kał­by się z tymi sa­my­mi pro­ble­ma­mi, z ja­ki­mi bo­ry­ka­ją się dzi­siaj. Bę­dzie­my sta­wiać im czo­ło tak dłu­go, jak dłu­go na­sza świa­do­mość po­zo­sta­nie nie­zmie­nio­na.

Na moje prze­ko­na­nia po­li­tycz­ne z pew­no­ścią mia­ły wpływ prze­ko­na­nia mego ojca oraz mat­ki. Kie­dy do­ra­sta­łem, nig­dy nie bra­li­śmy udzia­łu w wy­bo­rach pre­zy­denc­kich, nig­dy też nie przy­łą­cza­li­śmy się do tej „prze­jażdż­ki ko­lej­ką gór­ską” pro­wa­dzo­ną przez ko­lej­ne­go pre­zy­den­ta lub li­de­ra po­li­tycz­ne­go. Po­li­ty­ka była czymś, co ty­czy­ło się ego. Była ni­czym chmu­ra, któ­ra spra­wia wra­że­nie cze­goś nie­zwy­kle so­lid­ne­go, a w isto­cie jest tyl­ko parą wod­ną. Praw­dę mó­wiąc, dłu­go się za­sta­na­wia­łem, czy za­wrzeć w tej książ­ce roz­dział o po­li­ty­ce. Ma­jąc jed­nak świa­do­mość, że wie­lu lu­dzi po­strze­ga po­li­ty­kę jako spo­sób osią­gnię­cia zmian, uzna­łem, iż ko­niecz­ne jest od­nie­sie­nie się do niej.

W na­szej ro­dzi­nie wie­rzy­li­śmy, że praw­dzi­wa moc do­ko­ny­wa­nia zmian bie­rze się z na­ucze­nia się pra­cy we­dług za­sad du­cho­wych oraz praw uni­wer­sal­nych. Kie­dy mój oj­ciec był mło­dym męż­czy­zną, pod­jął pierw­szą pró­bę do­ko­na­nia zmia­ny, a było to na­ucza­nie dzie­ci. Po­tem sta­rał się osią­gnąć zmia­nę po­przez swo­ją dzia­łal­ność biz­ne­so­wą, lecz mimo suk­ce­sów nie zdo­łał w ten spo­sób do­pro­wa­dzić do więk­szych zmian. Na­stęp­nie spró­bo­wał po­li­ty­ki. Za­czął prze­ka­zy­wać pie­nią­dze, aby wes­przeć ini­cja­ty­wy po­li­ty­ków, któ­rych ide­ały były mu bli­skie, i osta­tecz­nie na­wią­zał licz­ne zna­jo­mo­ści z wie­lo­ma po­tęż­ny­mi ludź­mi w Wa­szyng­to­nie. Kie­dy jed­nak spo­tkał swe­go du­cho­we­go na­uczy­cie­la, Rava Bran­dwe­ina i za­czął stu­dia, uświa­do­mił so­bie, że jego wła­snym na­rzę­dziem do prze­pro­wa­dza­nia naj­więk­szej po­zy­tyw­nej zmia­ny w świe­cie bę­dzie na­ucza­nie Kab­ba­lah.

DU­CHO­WOŚĆ I PO­LI­TY­KA

Ty­bet, za­nim prze­ję­li w nim wła­dzę Chiń­czy­cy, był praw­do­po­dob­nie jed­nym z nie­wie­lu ide­al­nych mo­de­li spo­łecz­no-du­cho­we­go sys­te­mu po­li­tycz­ne­go. Na cze­le „re­li­gij­ne­go i nie­pod­le­głe­go na­ro­du” stał rząd pro­wa­dzo­ny przez Jego Świą­to­bli­wość Da­laj­la­mę, ostat­nie­go z dłu­giej li­nii za­rów­no po­li­tycz­nych, jak i du­cho­wych przy­wód­ców. Chiń­ski rząd, do­ko­nu­jąc na­jaz­du, był prze­ko­na­ny, że wy­star­czy za­żą­dać, aby Ty­be­tań­czy­cy za­stą­pi­li por­tre­ty Da­laj­la­my por­tre­ta­mi Mao, i tym spo­so­bem wy­mu­sić na nich przej­ście z bud­dy­zmu na ko­mu­nizm. Jak­kol­wiek nie­do­rzecz­nie to brzmi, una­ocz­nia, w jaki spo­sób po­li­ty­ka, i to na ca­łym świe­cie, od­stą­pi­ła od swych du­cho­wych pod­staw. Nie­istot­ne, czy pań­stwo jest mo­nar­chią, oli­gar­chią, re­pu­bli­ką czy też de­mo­kra­cją, wy­par­li­śmy się du­cho­wych ce­lów jego za­ło­ży­cie­li, two­rząc sys­tem opar­ty na ego.

Wie­lu na­szych pre­kur­so­rów, wli­cza­jąc w to lu­dzi ta­kich jak Ben­ja­min Fran­klin, Geo­r­ge Wa­shing­ton, Tho­mas Jef­fer­son i John Han­cock było ma­so­na­mi. Za­sa­dy, na któ­rych opie­ra­ła się ma­so­ne­ria, się­ga­ją do tych sa­mych za­ło­żeń, któ­re leżą u pod­staw du­cho­we­go sys­te­mu Kab­ba­lah: przed­kła­da­nie po­trzeb in­nych nad swo­je. Wa­shing­ton, skła­da­jąc po raz dru­gi przy­się­gę jako pre­zy­dent Sta­nów Zjed­no­czo­nych, miał na so­bie uro­czy­sty strój ma­soń­ski. Ob­raz przed­sta­wia­ją­cy go w tym stro­ju do dziś wisi w Bi­blio­te­ce Kon­gre­su. Al­bert Pike, ofi­cer woj­sko­wy Kon­fe­de­ra­tów, ad­wo­kat, pi­sarz oraz je­den z naj­więk­szych ma­so­nów w dzie­jach, po­wie­dział kie­dyś: „To, co zro­bi­li­śmy tyl­ko dla sie­bie, umie­ra ra­zem z nami. Co zro­bi­li­śmy dla ko­goś i dla świa­ta, po­zo­sta­je nie­śmier­tel­ne”.

ROZ­DZIE­LA­NIE LU­DZI

Cięż­ko jest po­go­dzić się z po­dzia­ła­mi, któ­re two­rzy nasz obec­ny sys­tem po­li­tycz­ny. Po­li­ty­ka jest czymś, co po­win­no jed­no­czyć lu­dzi, a prze­cież zda­je się mieć cał­ko­wi­cie od­wrot­ne dzia­ła­nie. W USA obec­ność je­dy­nie dwóch głów­nych par­tii po­li­tycz­nych po­tę­gu­je jesz­cze ten po­la­ry­zu­ją­cy efekt. Wie­lu lu­dzi czu­je, że mu­szą opo­wie­dzieć się po jed­nej ze stron, a kie­dy już to zro­bią, że ich zo­bo­wią­za­nie musi po­zo­stać nie­zmien­ne – i to nie­za­leż­nie od tego, co są­dzą o lu­dziach re­pre­zen­tu­ją­cych daną par­tię oraz o ich po­li­ty­ce. Każ­da ist­nie­ją­ca dziś gru­pa po­li­tycz­na okre­śla się, sy­tu­ując po le­wej bądź pra­wej stro­nie, pod­czas gdy du­cho­we roz­wią­za­nia naj­czę­ściej od­na­leźć moż­na w tym, co bud­dy­ści na­zy­wa­li Dro­gą Środ­ka, a ka­ba­li­ści na­zy­wa­ją Środ­ko­wą Ko­lum­ną.

Z punk­tu wi­dze­nia du­cho­wo­ści, ide­ał obej­mu­je za­rów­no po­sta­wę kon­ser­wa­tyw­ną, jak i li­be­ral­ną. War­to­ścią kon­ser­wa­tyw­ne­go spo­so­bu my­śle­nia jest pod­kre­śle­nie od­po­wie­dzial­no­ści za na­sze czy­ny oraz ich skut­ki. Ko­rzy­ści pły­ną­ce z li­be­ral­ne­go spo­so­bu my­śle­nia są ta­kie, że po­zwa­la ono nam świa­do­mie trak­to­wać in­nych w spo­sób, w jaki sami chcie­li­by­śmy być trak­to­wa­ni, oraz prze­ży­wać głę­bo­kie po­czu­cie sa­tys­fak­cji pły­ną­cej z opie­ko­wa­nia się in­ny­mi. Więk­szość dzia­łań po­li­tycz­nych nie przy­no­si efek­tów, po­nie­waż opie­ra­ją się one na pod­kre­śla­niu róż­nic po­mię­dzy tymi ide­ała­mi, pod­czas gdy du­cho­wość za­wie­ra w so­bie oba.

Co wię­cej, na­wet po­li­ty­cy o po­zor­nie sil­nych prze­ko­na­niach sta­le zmie­nia­ją swo­ją po­zy­cję; nie dla­te­go, że ich ide­ały ule­gły zmia­nie – oni po pro­stu sta­ją się uza­leż­nie­ni od po­tę­gi opi­nii pu­blicz­nej. Je­den z by­łych pre­zy­den­tów USA po­wie­dział kie­dyś: „Pod­czas wy­bo­rów cho­dzi je­dy­nie o zmia­nę oraz tro­skę o lu­dzi. Lecz kie­dy już masz sto­łek, li­czy się tyl­ko to, żeby na nim po­zo­stać”.

Mój brak za­in­te­re­so­wa­nia po­li­ty­ką oraz nie­uczest­ni­cze­nie w niej nie po­wstrzy­ma­ły jed­nak lu­dzi przed pró­ba­mi przy­kle­je­nia mi ety­kie­ty. Ro­ze­sła­łem nie­daw­no mnó­stwo e-ma­ili za­chę­ca­ją­cych lu­dzi do więk­szej tro­ski o śro­do­wi­sko. Wie­lu od­po­wie­dzia­ło na nie, wy­raź­nie za­kła­da­jąc, że moje sta­no­wi­sko w spra­wie śro­do­wi­ska świad­czy o tym, iż je­stem de­mo­kra­tą. Dla­cze­go tro­ska o na­szą wodę i po­wie­trze przy­pi­sy­wa­na jest tyl­ko de­mo­kra­tom? Dla­cze­go mu­si­my pró­bo­wać de­fi­nio­wać sie­bie za po­mo­cą uni­wer­sal­nych ety­kiet?

Toż­sa­mość i pra­wo wła­sno­ści są do­me­ną ego. To za spra­wą ego przy­wią­zu­je­my się do ide­olo­gii, par­tii po­li­tycz­nej, kon­kret­nej oso­by oraz do na­szych na­mięt­nych i cząst­ko­wych opi­nii. Mó­wiąc krót­ko, po­li­ty­ka sta­ła się nie­ro­ze­rwal­nie po­łą­czo­na z ego. Du­cho­wość na­to­miast ma na celu po­zby­cie się go. Jak wy­ja­śnia Rav Ash­lag, ego jest tym gło­sem od­zy­wa­ją­cym się we­wnątrz nas, któ­ry po­wo­du­je osą­dy, kon­tro­lę, gniew, dumę, a na­wet nie­na­wiść. God­nym po­ża­ło­wa­nia jest fakt, iż więk­szość sys­te­mów po­li­tycz­nych wpa­ja lu­dziom te war­to­ści, za­miast wy­chwa­lać za­le­ty to­le­ran­cji, ludz­kiej god­no­ści oraz tro­ski o in­nych, na stra­ży któ­rych zgod­nie ze swy­mi ide­ała­mi po­win­ni stać nasi przy­wód­cy.

Nie ist­nie­ją praw­dy ab­so­lut­ne. Za każ­dym ra­zem, kie­dy coś zmie­rza w tym kie­run­ku, miej się na bacz­no­ści: to za­gryw­ka ego. Je­dy­nie ego pra­gnie, by wszyst­ko było czar­ne albo bia­łe, do­bre albo złe – ono chce, aby­śmy stwier­dzi­li, że je­ste­śmy wszyst­kim albo ni­czym, że je­ste­śmy albo Do­nal­dem Trum­pem, albo w ogó­le ni­kim.

Jak po­wie­dział Geo­r­ge Or­well: „Wła­dza ab­so­lut­na de­pra­wu­je ab­so­lut­nie”. Jak udo­wad­nia­ją bo­ha­te­ro­wie jego po­wie­ści Fol­wark Zwie­rzę­cy: daj ko­muś wła­dzę ab­so­lut­ną, a on nie­uchron­nie za­cznie kon­tro­lo­wać i zmu­szać in­nych do speł­nia­nia jego żą­dań. Wi­dzia­na w tym świe­tle re­wo­lu­cja so­cjal­na Fol­war­ku Zwie­rzę­ce­go od sa­me­go po­cząt­ku była ska­za­na na po­raż­kę, mimo iż roz­po­czę­ła się usta­no­wie­niem opty­mi­stycz­ne­go ko­dek­su to­le­ran­cji: „Żad­ne­mu zwie­rzę­ciu nie wol­no nig­dy ty­ra­ni­zo­wać swe­go wła­sne­go ga­tun­ku. Sła­bi czy sil­ni, by­strzy czy pro­ści, wszy­scy je­ste­śmy brać­mi”.

Pre­zy­dent Ni­xon usi­ło­wał za­ta­ić przed ko­mi­sją se­nac­ką i pro­ku­ra­to­rem spe­cjal­nym ob­cią­ża­ją­ce go ta­śmy. Z pew­no­ścią wszy­scy pre­zy­den­ci oraz lu­dzie wła­dzy ule­ga­ją po­ku­sie, by nad­uży­wać wła­dzy, praw­dą jest jed­nak tak­że to, że nikt z nas nie jest po­zba­wio­ny tego typu ego­cen­trycz­ne­go my­śle­nia. To wła­śnie ego pod­stęp­nie pro­wa­dzi nas ku my­śle­niu, że je­ste­śmy uspra­wie­dli­wie­ni, ro­biąc co­kol­wiek, by po­ko­nać tych, któ­rych po­strze­ga­my jako na­szych wro­gów.

Wie­le krwi