Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
O odkrywaniu własnej tożsamości
Masz czasem wrażenie, że Twoje życie to tylko gra pozorów? Ksiądz Piotr Pawlukiewicz zaprasza Cię do porzucenia „zbroi Saula” i powrotu do Twojego „prawdziwego JA”. Tam czeka na Ciebie Bóg!
Z tą książką wrócisz pod swój „prawdziwy adres”, gdzie Bóg czeka, by nadać Ci nowe imię. Odnajdziesz wewnętrzny spokój, oduczysz się fałszywych ról i schematów. Zidentyfikujesz swoje „systemy obronne” i zrozumiesz, dlaczego boisz się odrzucenia. Zrozumiesz Boży zamysł dotyczący Twojej kobiecości lub męskości. Przestań grać w pchełki z własnym życiem i pozwól Bogu wydobyć z Ciebie to, co najpiękniejsze!
Książka „JA i moje imię” to inspirujący przewodnik, który pomaga odrzucić maski fałszywego „ja” i odnaleźć swoją prawdziwą tożsamość, uwalniając się od lęku oraz zranień z przeszłości. To zaproszenie do fascynującej podróży w głąb siebie, by pod okiem najlepszego Przewodnika odnaleźć odpowiedź na najważniejsze pytanie: Kim tak naprawdę jestem?
Ksiądz Piotr Pawlukiewicz z właściwym sobie humorem i głębią analizuje mechanizm powstawania naszych wewnętrznych „bunkrów” i „systemów obronnych”. Autor wyjaśnia, że w wyniku życiowych „kopniaków” i braku akceptacji często uciekamy od swojego najgłębszego „ja”, zakładając zbroje perfekcjonizmu, pracoholizmu czy intelektualizmu.
Dzięki książce „Ja i moje imię” zyskasz wiedzę:
Z tej książki dowiesz się, jak odróżnić prawdę o sobie od etykiet nadanych Ci przez ludzi i jak odzyskać godność Bożego dziecka. To opowieść o tym, że chrześcijaństwo to nie tylko wiedza, ale przede wszystkim „sztuka oduczania się” fałszywych ról, by w pełni stać się tym, kim zostaliśmy stworzeni.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 150
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Spis treści
OD WYDAWCY
WRÓCIĆ DO SIEBIE
ZAGUBIENI OD ADAMA I EWY
Człowiek się zgubił
Ktoś nam myśli, czyli przechwycona radiostacja
NARODZINY FAŁSZYWEGO „JA”
Kopniaki, kopniaczki i napalm
Bunkier, konserwa roli i dziewczyna z czajnikiem
ROZKLEJENI NA KILKA WARSTW
Gra w pchełki
Niepewność bycia „nie u siebie”
CZAS ZAPALIĆ ŚWIATŁO
Prawda splątanych rzeczywistości
Permanentny makijaż
A jeśli śpisz…?
KSIĘGA SZYFRÓW
Oszukać rozum, czyli serce działa przez odruchy
Pierwszy oddech
„Witaj, córko!”
IMIĘ WYRYTE NA DŁONIACH
ZDEJMIJ BUTY. TO JEST ZIEMIA ŚWIĘTA
Trzeba zgłupieć
Sztuka oduczania się
Nie kombinuj sam
Koniec z popisowym numerem
Powiedz: „Dość!”
OPOWIEŚCI Z KRAINY EDENU
Człowiek rodzi się bezimienny
On i ona
BIAŁY KAMYK
Błogosławieni, przeklęci, niewidoczni…
Duch nadaje tożsamość
Pozwól się Bogu rozebrać
UCZTA U FARYZEUSZA
„Oto wyryłem cię
na obu dłoniach...”
Iz 49,16
OD WYDAWCY
„Jeden z księży w seminarium w Warszawie powiedział kiedyś coś, co mnie zaskoczyło, ucieszyło i pocieszyło: że każdy ksiądz to jest ksiądz od jednego kazania. Tak jest ze mną. Jeżdżę po całej Polsce i w kółko gadam to samo kazanie…” – tak ks. Piotr Pawlukiewicz rozpoczął przed laty pewne rekolekcje. O czym były rekolekcje? – O poszukiwaniu prawdy o sobie i odkrywaniu swojego prawdziwego „ja”. „Świetna homilia – skomentował jeden z internautów. – Być sobą to trudne zadanie na całe życie”.
Na to wygląda. Niewiele jest spraw równie ważnych, co uzyskanie w swoim sercu szczerej odpowiedzi na pytanie: „Kim jestem?”. Szczęśliwy ten człowiek, który zna i akceptuje prawdę o sobie, wie, jaka jest miara jego wielkości i małości oraz potrafi być w harmonii z samym sobą w każdej sytuacji i w każdym środowisku. Wiedział o tym ks. Piotr, dlatego nie wahał się – niezależnie od tego, czy głosił z kościelnych ambon, przemawiał w aulach wykładowych czy spotykał się ze studentami w salkach duszpasterstw akademickich – zachęcać do namysłu nad swoim „ja” i szukania drogi powrotu do samego siebie.
Mówił o zagubieniu serca, które jest dziedzictwem grzechu pierworodnego i przyczyną różnych ucieczek (np. w karierę, w używki, w kompulsywne zachowania), o budowaniu sobie fałszywego „ja” w obawie przed kolejnym zranieniem (a tych „kopniaków” życie nam nie szczędzi już od dzieciństwa) i o prawdzie odruchów ujawniającej się podczas życiowych „poślizgów”. Wskazywał drogę wyjścia z izolacji, która wiąże się z procesem oduczania się mechanizmów obronnych i ściągania z siebie przeróżnych „zbroi” (perfekcjonizmu, pracoholizmu, intelektualizmu itd.). Tłumaczył, że życiowe kryzysy mogą być szansą na spotkanie z Bogiem, który musi czasem rozwalić nasze „popisowe numery”, aby pomóc nam stać się na powrót autentycznymi, i zapraszał do przyjęcia od Boga nowego imienia, które uwalnia od etykiet i nadaje nam ostateczną tożsamość dzieci Bożych.
Czy ks. Piotr martwił się tym, że się powtarza? – Absolutnie nie. „Ja te treści wygłaszam po raz setny, dwusetny – mówił w Warszawie w 2012 roku – i one mi się nie nudzą. Często schodzę z ambony zamyślony, bo coś nowego odkryłem”, a rok później w Bielsku-Białej tak „usprawiedliwiał się” przed wygłoszeniem wykładu: „Ja państwu nic nowego nie powiem. Ale się tym nie martwię, bo Ewangelie też są cztery i też się powtarzają. I w kółko je czytamy. Moje słowa to nie Ewangelia, ale powtarzać trzeba. I słyszy człowiek słowo, i słyszy człowiek słowo, i nagle je usłyszy. Za piątym, siódmym, dziesiątym razem coś trafi”.
Taki jest też cel tej książki – aby nauczanie ks. Piotra Pawlukiewicza o odkrywaniu tożsamości, czyli to jego „kazanie życia” czytelnikom przybliżyć i skłonić do refleksji, która – wierzymy w to mocno – może sprawić, że będzie nam się żyło lepiej, pełniej i bardziej, tak, jak chce tego dla nas Bóg.
Ta książka to przewodnik po meandrach ludzkiego serca napisany przez człowieka, który wieloletnią wierną posługą słowa udowodnił, że można być sobą w realizacji życiowej misji. Jemu nie zmieniał się głos, gdy wychodził na ambonę. Żył tym, co głosił, a głosił to, czym żył. Dzielił się Dobrą Nowiną o tym, że Bóg każdego z nas zna po imieniu. On kocha nas tak bardzo, że – jak czytamy w Księdze Izajasza – wyrył sobie nasze imiona na obu dłoniach (por. Iz 49,16)! Nie ma więc powodu, byśmy dłużej żyli w strachu. Czas odrzucić maski fałszywego „ja” i uwolnić się od lęku oraz zranień z przeszłości, aby ucieszyć się w końcu… sobą prawdziwym – pięknym, ważnym i cennym w oczach Boga. „Wróć do siebie, do pełnej prostoty! – zachęca ks. Pawlukiewicz. – Wiesz, jak lekko się robi, gdy jesteś sobą?”
Do tego samego zachęcamy także i my. Owocnej lektury!
Zespół RTCK
ZAGUBIENI OD ADAMA I EWY
Człowiek się zgubił
Człowiek się zgubił. My wszyscy żeśmy się zgubili. Zgubiliśmy się już dawno temu, w praojcu Adamie i w pramatce Ewie. Ich zgubieniem był grzech pierworodny i my to zgubienie po nich dziedziczymy. Tacy już się rodzimy i tego doświadczamy na co dzień.
Trzeba wyruszyć w dal, by odnaleźć samego siebie.
Co to znaczy, że człowiek się zgubił? – To znaczy, że zgubiło się jego serce. Wszystkie inne „zgubienia”: w narkotyki, w seks, w materializm, w karierowiczostwo, to wszystko, co widzimy w świecie, to są już tylko skutki tego pierwszego zgubienia serca. Wszystko zaczęło się od zgubienia serca, które nie jest tylko siedliskiem uczuć, ale naszym „ja”, głębią naszego jestestwa, ukrytym centrum, nieuchwytnym ani dla innych ludzi, ani nawet dla naszego rozumu.
Nikt z nas nie ma do końca wglądu w swoje serce i nikt z nas nie ma do końca wglądu w serce drugiego człowieka. Jedynie Duch Boży przenika nasze serca, może je zgłębiać i może pomóc odnaleźć własne „ja”. To jest bardzo ważne, bo jeśli ktoś tego nie zrozumie i będzie myślał, że wie, co jest w jego wnętrzu, że wie, kim jest, bo „się zna”, to może wyciągnąć bardzo zgubne wnioski. Biblia mówi: „serce ludzkie podobne do przepaści” (zob. Ps 64)1. A my myślimy, że się znamy… Nieraz ktoś przychodzi do nas, do księży, i mówi: „Księże, ja wiem, na co mnie stać”. A ja mówię: „Nie wiesz. Nie wiesz, jakie labirynty są w twoim sercu, jakie podwójne dna, jakie poukrywane komory”.
Życie chrześcijańskie polega m.in. na tym, żeby to w sobie zgłębiać, bo tam, w sercu, podejmujemy najistotniejszą decyzję dotyczącą naszego istnienia. Tam, w głębi serca, wybieramy: Bóg albo nie Bóg. Decydujemy, czy opowiemy się za Bogiem, czy przeciwko Niemu. Wszystko inne będzie konsekwencją tej jednej decyzji. Jeśli się opowiem przeciwko Bogu, natychmiast zacznę sobie siebie i swoje życie „konstruować”; będę mówić: „Kościół mi się nie podoba, księża mi się nie podobają, poszukam innych opcji, uczepię się czegoś w teologii, zacznę grzebać w niej intelektualnie”. I stanę się człowiekiem pysznym. Pamiętaj: Wszystko jest konsekwencją tego, czy w głębi swojego serca, tam, na dnie tej przepaści, mówisz Bogu: TAK czy NIE.
Jeden z ojców duchownych powiedział kiedyś, że na tyle kochasz Boga, na ile kochasz siebie i ludzi wokół siebie. To poznanie jest ze sobą nieprawdopodobnie powiązane. Boga pozna ten, kto pozna siebie. My często mamy w sercu różne adresy i różne wizytówki, a Bóg mieszka w naszym sercu pod naszym prawdziwym adresem.
Wszyscy pochodzimy od Boga, który jest miłością. Każdy z nas chce być kochany, szanowany, akceptowany, podziwiany. W ogóle chcemy mieć dobre relacje, chcemy mieć wiernych przyjaciół, a o to niestety trudno jest na ziemi, skażonej grzechem, na której jest dużo zła. Zły duch robi wszystko, żeby nas pozbawić realizacji naszych pragnień – żeby nam rozdwoić, roztroić serce; żeby ono się nam połamało.
Serce – ta głębia naszego jestestwa – pozostaje poza zasięgiem naszych postanowień czy planów. Ktoś mówi: „Od dzisiaj się zmieniam, będę już innym człowiekiem”. Ha, ha, ha, chciałoby się!
Jeśli ktoś jeździ samochodem, wie doskonale, na czym polega problem poślizgów. Ktoś ci mówi: „Stary, tylko pamiętaj, jak wpadniesz w poślizg, nie naciskaj hamulca, rozumiesz?”. – „No jasne! Wiem, nie musisz mi tego mówić”. „Ale pamiętaj…” – „No jasne, wiadomo!” I co? Wpadasz w poślizg i po hamulcach. Mówisz: „Mam nauczkę, ale następnym razem inaczej zareaguję”. Jasne… Kolejny poślizg, a ty znowu po hamulcach.
Tam, w głębi serca, wybieramy: Bóg albo nie Bóg. Wszystko inne będzie konsekwencją tej jednej decyzji.
KS. PIOTR PAWLUKIEWICZ
Serce przejawia się w odruchach2. Wróciłeś właśnie z rekolekcji ewangelizacyjnych, ktoś cię na ulicy potrącił, a tobie się wyrywa: „Ale cham!”. I zaraz myślisz: „Kurczę! Jak to się stało?! Przecież na rekolekcjach postanawiałem sobie, że będę kochać bliźnich!”… Co robią ludzie, żeby zachować się właściwie podczas poślizgów? Jadą na duży parking i powtarzają manewr dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści razy, żeby w krew weszło, a i tak nie zawsze się uda. Dobrać się do głębi serca, do tego centrum dowodzenia człowiekiem, to jest wyższa szkoła jazdy.
Dajmy na to, masz problem z czystością. Czego już nie próbowałeś! Pielgrzymka na Jasną Górę – nie pomogło. Post – nic z tego. Msza święta – niestety… No to argumenty: jedna, druga książka, rozmowa z księdzem – nic. Dlaczego tak jest? – Bo nie dobrałeś się do centrum dowodzenia. Nie dobrałeś się do centrum swojego „ja”. Tam jesteś pogubiony. Tam jest problem.
Ktoś nam myśli, czyli przechwycona radiostacja
Zatrzymam się przez chwilę nad genialnym zdaniem, które kiedyś wymyśliłem: My myślimy, że my myślimy to, co myślimy. Co to jest myślenie serca? – To jest, jak mówił ks. Tischner, przedmyślenie. Zanim coś powiesz, zanim cokolwiek pomyślisz, w twoim sercu już zapadają decyzje. Bo człowiek działa według zasady: Patrzę, czuję, myślę, działam.
Pokażę to na przykładzie.
Wyobraź sobie, że ktoś zaprasza cię do swojego mieszkania: „Chodź, wpadnij do mnie!”. Otwiera drzwi, zapala światło i mówi: „Wejdź”. Jesteś w tym mieszkaniu po raz pierwszy. W momencie, w którym wchodzisz, uruchamia się w tobie proces przedmyślenia. To jest bardzo szybki proces. Błyskawiczny. Twoje serce w ułamku sekundy jak dobry mikroprocesor dokonuje analiz, które przekładają się na twoje odczucia. Na przykład w ułamku sekundy robi ci się przyjemnie („Ale fajne mieszkanie!”) albo przeciwnie – robi ci się nieprzyjemnie („O Boże!”). Serce jest mistrzem świata od takich błyskawicznych „myśleń”. Dopiero za moment rozum zaczyna przerabiać twoje odczucia na konkretne spostrzeżenia i argumenty, i podaje wersję oficjalną.
Gdy robi ci się przyjemnie w mieszkaniu kolegi, to ty jeszcze nie wiesz, dlaczego tak „ci się robi”, ale twoje serce już wie. Ono już coś „pomyślało”. Na przykład: „O, takie same meble miała moja babcia” albo: „Ależ mój kumpel jest otwarty, że mnie do takiego bałaganu zaprosił. Prawdziwy z niego przyjaciel!”. Albo robi ci się przyjemnie z jeszcze innego powodu: „Kurczę, on ma większy bajzel niż ja”. – To wszystko „pomyślało ci się” w ułamku sekundy.
Przedmyślenie – zapamiętaj to sobie. Jezus o tym mówił do faryzeuszy, gdy pytał ich: „Jakie to myśli nurtują w waszych sercach”. My często nie wiemy! Niekiedy dopiero po latach dowiadujemy się, dlaczego pomyśleliśmy tak, a nie inaczej (dojdziemy jeszcze do tego). Zapamiętaj: Tylko słowo Boże może osądzić myśli serca. Nasz rozum nie jest do tego zdolny.
No i teraz, czy jeśli „coś się we mnie dzieje”, jeśli ja w sercu, poza świadomością, podejmuję jakieś decyzje: przyjmuję Boga albo Go odrzucam, to czy to w ogóle jestem JA? Otóż tak. To właśnie jestem JA.
Wielu ludzi mówi: „Proszę księdza, naprawdę nie wiem, dlaczego tak się zachowuję”, a po pół roku przychodzi: „Proszę księdza, ja już wiem. Cały czas wiedziałem, tylko sam się przed sobą nie chciałem do tego przyznać… Wolałem mówić, że nie wiem, że tego nie rozumiem”.
Spójrz na Maryję. Ona – czytamy w Piśmie Świętym – „rozważała te wszystkie sprawy w swoim sercu” (por. Łk 2,19). W sercu! – Nie w umyśle. Maryja nie szykowała oficjalnych komunikatów dla Pana Boga. Maryja schodziła w głąb swego jestestwa. Jak się tam schodzi? – Przez medytację. Nie przez szybką analizę w tramwaju: „Dlaczego się wczoraj wkurzyłem na ojca? – Bo przyszedł pijany”. To jest tylko wersja oficjalna! Ale ty idź, pomedytuj trochę nad tym. Pomedytuj, a dojdziesz do zaskakujących wniosków.
Czego my, chrześcijanie, szukamy? – Szukamy samych siebie. A czego konkretnie? – Szukamy swojego serca. Szukamy prawdy o sobie.
Człowiek ma konstrukcję relacyjną. Tak został zbudowany przez Pana Boga, że jest nastawiony na dialog. Tam, w głębi serca, człowiek został zaprogramowany, by kogoś słuchać. My zawsze kogoś słuchamy. Tam, w centrum dowodzenia, mamy taki głośnik, do którego ktoś nam szepcze, kim jesteśmy. Nasza tożsamość powstaje w wyniku rozmowy naszego serca z… No właśnie, z kim?
U Adama i Ewy na początku z tego głośnika płynął oczywiście głos Pana Boga. To Bóg na głębinie serca szeptał Adamowi, jaki jest świat. Pierwsi rodzice ufali Panu Bogu bezgranicznie. Gdyby Adama zapytać jeszcze przed grzechem, dlaczego nie należy jeść owoców z drzewa, które rosło w środku ogrodu, to odparłby: „Bo Pan Bóg mi powiedział, że to jest złe, więc jest złe”. Nieraz się dzieci pytamy: „Dlaczego tego nie ruszasz?” – „Bo mama powiedziała, żeby tego nie ruszać, że to jest niedobre”. Dla dziecka to jest oczywiste! Bezdyskusyjne! I tak samo było na początku dla Adama i Ewy. Potem w którymś momencie przyszedł szatan i zaczął do tego głośnika szeptać: „A dlaczego bezdyskusyjne?”. Ewa popatrzyła i mówi: „No faktycznie! Dlaczego? Przecież te owoce są takie fascynujące!”.
Czego my, chrześcijanie, szukamy? – Szukamy samych siebie. A czego konkretnie? – Szukamy swojego serca. Szukamy prawdy o sobie.
KS. PIOTR PAWLUKIEWICZ
Nieraz podobnie może być w naszych relacjach. Wyobraź sobie, że twoja koleżanka pracuje w branży żywieniowej i ona ci radzi: „Słuchaj, w tym i tym fastfoodzie nie jedz, bo oni strasznie dużo chemii ładują”. No i ty jej słuchasz. Twoi znajomi idą na burgera, a ty konsekwentnie odmawiasz, bo mówisz: „Ona się na tym zna, w końcu pracuje w tej branży”. Ale któregoś dnia pokłóciłaś się z tą koleżanką, bo np. odbiła ci chłopaka. Co ci mówi wtedy serce? Zaczyna ci produkować myśli, że ta koleżanka wcale nie dawała dobrych rad, a tylko mąciła ci w głowie i w ogóle po co ty jej słuchałaś. I co? Patrzysz na witrynę fastfooda i myślisz: „A właśnie że dzisiaj sobie pójdę. A co mi tam”. Prosisz o podwójnego cheeseburgera i jeszcze chickenem sobie dołożysz. Co się stało? – Nagle przestałaś widzieć świat tak, jak mówiła ci ta osoba.
Ilu to ludzi obraziło się na Kościół. „A co mi tam księża…? Same głupoty mi naopowiadali! A właśnie że będę uprawiał seks poza małżeństwem, a właśnie że sięgnę sobie po narkotyk, a właśnie że wybiorę karierę i jeszcze w niedzielę na zakupy pójdę”. Dlaczego tak robią? – Bo w głębi serca szepcze im już ktoś inny. W budce suflera siedzi diabeł i swoimi podszeptami wyprowadza człowieka z jego serca, z jego najgłębszego „ja”, z tej istoty ludzkiego istnienia, którą jest dziecięctwo Boże. Wyprowadza i człowiek zaczyna myśleć po swojemu i walczyć o swoje i zaczyna żyć sam – tak jak mu się wydaje. Szatan cały czas podpowiada, różnymi pytaniami sugeruje to i tamto… i w efekcie człowiek się gubi. Już nie ufa Panu Bogu. Już nie ma w Nim doradcy – znajduje sobie innego doradcę.
Na czym jeszcze polega zagubienie człowieka?
Szatan obiecał Adamowi i Ewie, że jeśli spożyją zakazany owoc, będą znali dobro i zło tak jak Bóg. Co to znaczy? – Zagubienie człowieka polega na tym, że on rzeczywiście zaczął znać świat, dobro i zło, tak jak Bóg.
A jak Bóg zna? – Bóg poznaje poprzez stwarzanie. Powiedział: „Niech się stanie świat” – i poznał świat. „Niech się stanie człowiek” – i poznał człowieka. „Niech się staną gwiazdy” – i poznał gwiazdy. My nie możemy stworzyć galaktyk czy drzew, ale „stwarzamy” rzeczywistość, gdy jesteśmy przekonani, że świat jest taki, jak wyobrażamy sobie, że jest.
Dziewczyna chora na anoreksję staje przez lustrem i mówi, że jest gruba. Wszyscy się łapią za głowę: „O czym ty mówisz? Jesteś chorobliwie chuda! Możesz umrzeć!”. „Nie, nie, ja widzę, że jestem gruba. Muszę schudnąć”. Albo ludzie patrzą na dwóch mężczyzn, którzy współżyją ze sobą, i mówią: „To jest wolny wybór, to jest małżeństwo”. No i przekonaj ich, że to nie jest małżeństwo, skoro oni naprawdę tak to widzą! Jeszcze inny przykład: Jakaś kobieta dopiero po kilku latach bycia w relacji z draniem mówi: „I co ja w nim widziałam?”. Ale gdyby ktoś pięć lat wcześniej powiedział jej: „Zostaw go, jesteś zniewolona tą relacją”, to co by usłyszał? – „Mam go zostawić? To jest naprawdę twórcza i budująca więź!”
Stwarzamy sobie świat i to powoduje nasze zagubienie. Niczym w matrixie mamy włożone w tył głowy wtyczki produkowane przez demona. Uważaj! Twój ojciec może nie być taki, jak go sobie wyobrażasz. Podobnie twoja mama, twój brat… Ty sam. Iluż ludzi przychodzi do mnie, mówią: „Przecież wiem, że jestem beznadziejny, proszę księdza”. I rękę sobie dadzą uciąć, że tak jest!
Tu, w sercu, żeśmy się pogubili. I to zgubienie dziedziczymy od Adama i Ewy.
To, jak postrzegamy świat i siebie, zależy od tego, od kogo czerpiemy informacje. Gdy Piotr wyznał Jezusowi: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga Żywego”, to Jezus zareagował: „To ci podpowiedział Bóg Ojciec”. A co się stało chwilę później? Ten sam Piotr mówi: „Nie idź na krzyż”, a Jezus na to: „Idź precz, szatanie”. Bo Piotr nie słuchał już Boga Ojca, tylko to był szept demona (por. Mt 16,16-23).
Jesteśmy tacy, jak ten, kto nam szepcze do serca. Jeśli szepcze nam Bóg i Jego słuchamy, to jesteśmy Bożymi ludźmi i widzimy świat takim, jakim stworzył go Bóg. Jeśli zaczynamy słuchać szeptu diabła, wchodzimy w fałsz grzechu i zakłamania. Ksiądz Tischner ładnie powiedział kiedyś: „ktoś mi myśli”. Możesz mieć teraz w sobie jakieś myśli. Ale czy one są twoje? Mnisi szli na pustynię i siedzieli tam miesiącami, żeby zbadać, skąd pochodzą ich myśli. Jesteśmy zagubieni, bo myślimy nie swoimi myślami. Nasze serce opuściło nasze najgłębsze „ja”. Zostało stamtąd wygonione przez demona, zaś Pan Bóg tam został i czeka na nas. Stworzyliśmy sobie fałszywe „ja”, otumanione podszeptami szatana. A Chrystus jest tym, który pragnie nas z tego zakłamania wyprowadzić.
Szatan szepcze ci cały czas: „Bóg jest twoim wrogiem”. Ilu to ludzi przychodzi do nas, do księży, i mówi z takim intelektualnym przydechem: „Proszę księdza, a czy Pan Bóg to mógłby zrobić tak, żeby było tak i tak?”. Ja mówię: „No, ale wie pan, jest tak i tak”. „Aha, no dobra… Ale zaraz, zaraz, zaraz… A dlaczego Pan Bóg nie pozwala na to, skoro…?” Cały czas Bóg jest na ławie oskarżonych, nawet w kręgach katolików! Byle tylko przyłapać na czymś Pana Boga: „A zaraz, zaraz, proszę księdza, w Piśmie Świętym to jest sprzeczność! W jednym miejscu Jezus mówi, ja i Ojciec jedno jesteśmy, a w innym, Ojciec jest większy ode mnie. No i co ksiądz na to?” – I już mają gotową, z góry podpisaną rezygnację z Kościoła katolickiego.
Szatan ci szepcze: „Bóg cię wykorzystuje…”, „Bliźni to twój wróg…” „Walcz o swoje…” „Nie daj się zrobić w konia…”. Cały czas słyszymy w sobie takie szepty i zaczynamy mieć wątpliwości. A Bóg woła: „Gdzie jesteś, Adamie?! Z kim ty rozmawiasz?!”.
Pytam i ciebie: „Gdzie ty jesteś? Kogo ty słuchasz? Z kim od lat rozmawiasz (może od trzynastego, czternastego roku życia)? Kto ci opowiada o świecie?”. Ty mówisz: „No, przecież mam oczy i rozum”. Uważaj, bo centrum dowodzenia twoim „ja” jest głębiej – pod oczami i pod rozumem. Tam jest twoja radiostacja. A co, jeśli ktoś ci ją przechwycił i nadaje teraz fałszywe meldunki? Powtarzam raz jeszcze: To się da zdemaskować, tylko trzeba medytować. Słowo Boże potrafi zdemaskować fałszywe meldunki szatana. Chrystus potrafi je zdemaskować. Tylko Chrystus powinien być ciągle obok ciebie i to On powinien ci mówić, jaki jest naprawdę świat. Walcz o to.
Zobacz, jak działa mechanizm odruchów: „Adamie, gdzie jesteś? Czy zjadłeś owoc z drzewa?” – „To nie ja! To Ewka! Ewka mnie namówiła!”. „Ewka, ty zjadłaś owoc z drzewa?” – „Diabeł mnie namówił, to nie ja!”. Tam, w środku, działają w nas odruchy, by stwarzać kłamliwą rzeczywistość.
Spotykają się w autobusie przyjaciółki z lat szkolnych, obecnie dwie młode mężatki: „Cześć! Kopę lat! Co u ciebie słychać?”…
Jedna mówi:
