Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Masz w sobie głód, którego nie da się zaspokoić? To dobrze. Twoje pragnienia to język, którym Bóg rozmawia z Twoim sercem.
Ksiądz Piotr Pawlukiewicz przeprowadzi Cię drogą, na której odzyskasz swoje pragnienia, nauczysz się czytać kryzysy jak drogowskazy i uruchomisz swój wewnętrzny napęd. Książka Apetyt na życie przywróci ci smak codzienności i odwagę, by żyć pełnią i w relacji z Tym, który naprawdę karmi.
Czy chcesz odzyskać apetyt na życie?
Co zyskasz dzięki książce „Apetyt na życie”?
- Narzędzia do pracy z pragnieniami – rozróżnisz zachcianki od pragnień, które niosą życie; przestaniesz karać się za „chcenie”.
- Mapę przejścia przez kryzys – zrozumiesz, dlaczego „mieszanie” jest łaską i jak przejść tunel do końca, zamiast zawracać.
- Nowy układ dnia i decyzji – nauczysz się wyznaczać granice i priorytety tak, by wróciły spokój i lekkość czynienia dobra.
- Odnowioną relację z Bogiem – już nie z poziomu lęku i kontroli, lecz z głodu spotkania, które naprawdę karmi.
Czy boli Cię utrata apetytu na życie? Codzienny rozjazd między „powinnam/powinienem” a „chcę”, zmęczenie, które nie mija po weekendzie, rozproszenie i przeciążenie obowiązkami? Czy znasz ten cichy głód, którego nic nie syci, oraz paraliżującą myśl, że ciągle brakuje „tego jednego, ważnego”?
Czy boli Cię, że zamiast żyć, próbujesz się dostosować? Jeśli tak, to znaczy że mylisz moralność z życiem, a pragnienia z kaprysami. Jednocześnie tłumisz to, co prawdziwe, i gasisz w sobie światło...
Pierwsza z książek serii PAWLUKIEWICZ Apetyt na życie nauczy Cię czytać własne pragnienia (zamiast je zawstydzać), przechodzić kryzys do końca (nie wysiadać w najciemniejszym miejscu tunelu) i pozwolić Bogu „zamieszać w studni serca”, by z dna wypłynęła prawda, a potem na niej ustawić granice, priorytety i codzienne decyzje.
Efekt? Spokój w sercu i klarowny kierunek w życiu. Masz paliwo, żeby wrzucić jedynkę, dwójkę... i ruszyć naprawdę do przodu.
KS. PIOTR PAWLUKIEWICZ
Legenda polskiego kaznodziejstwa, ceniony duszpasterz i rozchwytywany rekolekcjonista, autor wielu audiokonferencji i książek, w tym bestsellerów Ty jesteś marką, Wstań. Albo będziesz święty, albo będziesz nikim, Czarny humor (wraz z ks. Bogusławem Kowalskim) oraz wyjątkowej autobiografii Z braku rodzi się lepsze…(w rozmowie z Renatą Czerwicką).
Od lat 90. znany z radiowych audycji; przez lata wygłaszał homilie podczas słynnych „dziewiątek” transmitowanych przez Polskie Radio; na „piętnastkach” w warszawskim kościele św. Anny gromadził młodzież i studentów; przez dziesięć lat był duszpasterzem parlamentarzystów.
Miał niezwykły dar docierania z Dobrą Nowiną do ludzi z różnych środowisk. „Już taki jestem” – mówił o sobie. – „Jestem jak rewolwerowiec wynajęty przez Pana Boga. Jadę tam, gdzie mi każe, na jakiś Dziki Zachód, i robię… strzelaninę”. Zawsze motywował do czynienia dobra. Jego przesłanie: „Świat potrzebuje ludzi, którzy robią to, co ich ożywia” dało początek marce RTCK.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 173
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Spis treści
Od Wydawcy
JEDYNKA, DWÓJKA I DO PRZODU!
Chcieć znaczy móc
Żyć mocniej
UTKANI Z MATERII PRAGNIEŃ
Balony wielkie od pychy
Tu trzeba rozebrać silnik
Kawałek nieba to za mało
Przepraszam, KTÓRĘDY DO ZIEMI OBIECANEJ?
Olbrzymy
Zdrętwiałe ręce
Jest lekarstwo na wszystko
Cukrowa wata
Dynamit i kosmiczna prędkość
Nie ty prowadzisz
Zaciągnięty hamulec
Wody się rozstępują
Ogień Pascala
OD WYDAWCY
Jezus bardzo lubił zadawać ludziom pytania. Niektóre z Jego pytań były naprawdę dziwne… „Czego szukacie?” – zagadnął Andrzeja i Jana, których zamierzał powołać na apostołów. „Czy chcesz być zdrowy?” – zapytał człowieka, który od trzydziestu ośmiu lat leżał schorowany przy sadzawce Bethesda. „Co chcesz, abym ci uczynił?” – tak zaczął rozmowę z niewidomym spod Jerycha. Judaszowi, gdy pojawił się w Ogrójcu w wiadomych zamiarach, zadał pytanie: „Przyjacielu, po coś przyszedł?”, a Marię Magdalenę, zapłakaną nad pustym grobem, zapytał: „Kogo szukasz?”.
Te pytania Jezusa mają wspólny mianownik: wszystkie one odsłaniają serce człowieka i skłaniają do zmierzenia się z prawdą o naszych głęboko skrywanych pragnieniach.
To wcale nie przypadek, że nową serię wydawniczą PAWLUKIEWICZ rozpoczynamy właśnie od refleksji nad pragnieniami, marzeniami i „głodami”. Tę refleksję ks. Piotr podejmował wielokrotnie, przy różnych okazjach i wobec rozmaitych słuchaczy – niezależnie od ich wieku, wykształcenia oraz okoliczności, w jakich stawał na ambonie. Bez wątpienia pytanie: „Czego chcesz?” było dla ks. Pawlukiewicza jednym z najważniejszych, jakie człowiek powinien sobie zadawać.
Ileż to ludzi żyje dziś w nieznajomości własnych pragnień albo w niezgodzie z nimi, a tym samym w poczuciu bezsilności i braku sensu. Sfrustrowani i rozczarowani, nie potrafią cieszyć się życiem. Nic im się nie chce, w nic się nie angażują. Żyją – jak mawiał ks. Piotr – „byle jak, byle gdzie, byle było. W barze mlecznym zamiast w Sheratonie”. Wielu do szczęścia wystarczy piwo i telewizor, albo promocja w supermarkecie… A przecież nie do takiego życia przeznaczył nas Bóg. On nie chce, żebyśmy zadowalali się byle podróbką. On pragnie (sic!), byśmy żyli pełnią życia, bo po to przyszedł i umarł na krzyżu, by „owce miały życie i miały je w obfitości!” (por. J 10,10).
Seria PAWLUKIEWICZ powstała po to, by zebrać w kolekcjonerskim książkowym wydaniu to, co najlepsze w 20-letniej posłudze kaznodziejskiej ks. Piotra Pawlukiewicza. Z tysięcy godzin nagrań konferencji, kazań, rekolekcji i homilii, które zarejestrowano w latach 2000–2020, a które wciąż krążą w oceanie internetu, za zgodą spadkobierców Autora wyłuskaliśmy – niczym cenne perły – najistotniejsze dla nauczania ks. Piotra tematy. Ułożyły się one w 12 pytań – ważnych dla ks. Piotra, ale też absolutnie fundamentalnych dla każdego człowieka. Oto one:
1. Czego ty chcesz?
2. Czy wiesz, kim jesteś?
3. Co robisz na tym świecie?
4. Dlaczego wciąż ci nie wychodzi?
5. Po co jest cierpienie i jak radzić sobie z kryzysami?
6. Jak pokochać siebie i jak przyjąć Boże miłosierdzie?
7. Czego pragną mężczyźni / Czego pragną kobiety?
8. Dlaczego nie widzimy w swoim życiu Boga?
9. Jak odzyskać radość życia i przestać się bać?
10. Co zrobił dla człowieka Bóg?
11. Po co jest nam Kościół?
12. Co nas czeka po śmierci?
Każda książka to jedno pytanie i całe mnóstwo inspiracji, anegdot, humoru i mądrości ks. Piotra wydobytych z czasów, gdy niezmordowanie, jako ludowy kaznodzieja (tak właśnie o sobie mówił) zanosił nam Dobrą Nowinę o tym, że Bóg nas kocha i chce zaspokajać najgłębsze pragnienia naszych serc.
Spędziliśmy setki godzin, by przesłuchać dostępny materiał, a następnie wyselekcjonować z niego to, co najlepsze. Zrobiliśmy to z całą rzetelnością i uczciwością redaktorską w duchu szacunku dla spuścizny ks. Piotra i pamięci o tym Wielkim Człowieku.
Każda książka to jedno pytanie, a zarazem jedna litera, gdyż pytań jest akurat tyle, ile liter w nazwisku PAWLUKIEWICZ. Układają się one w opowieść barwną, dającą nadzieję i budzącą do tego, by chcieć więcej, tęsknić bardziej i żyć lepiej – tak, jak chce tego dla nas dobry Bóg. Niech nauczanie ks. Piotra Pawlukiewicza stanie się dla czytelników – jak i stało się dla nas – impulsem do tego, by robić to, co się kocha.
Co znajdziesz w TEJ książce?
Kaznodziejską opowieść ks. Pawlukiewicza o pragnieniach, marzeniach i głodach ułożyliśmy w trzy segmenty.
Pierwsza część rozpoczyna się – niczym w filmach Hitchcocka – mocno: od tezy, że chcieć znaczy móc. Ksiądz Piotr próbuje nas przekonać, że nie możemy czasem zmienić czegoś w naszym życiu, bo… wcale tej zmiany nie pragniemy. Daje do myślenia, prawda? No bo jak to!? Tak bardzo się staramy, z całych sił zabiegamy: o zdrowie, lepszą pracę, o wyjście z nałogu, a ciągle się nie udaje… Tymczasem ks. Piotr uparcie, ale i z ogromną życzliwością pyta: „A może ty wcale tego nie chcesz?”. A następnie wyjaśnia m.in., dlaczego mamy nieraz w życiu „pod górkę”, po co Pan Bóg dał człowiekowi przykazania i z jakiego powodu powinniśmy być ostrożni z marzeniami.
W części II Utkani z materii pragnień wraz z ks. Pawlukiewiczem przyglądamy się naszym pragnieniom i głodom w kilku ewangelicznych odsłonach.
Najpierw udajemy się do Nazaretu, gdzie ludzie nie potrzebują Jezusa, nie chcą Jego uzdrowienia i w efekcie – zostają z niczym. Jezus – przypomina ks. Piotr – nie robi niczego wbrew woli człowieka. On wciąż, jak już wcześniej mówiliśmy, zadaje nam jedno tylko pytanie: „Czego ty chcesz?”. Ksiądz Pawlukiewicz konsekwentnie zachęca do tego, by uczciwie sobie na to pytanie odpowiedzieć. Zaprasza nas, byśmy sprawdzili, czy przypadkiem nie dajemy się zwodzić kłamliwym podszeptom złego ducha, który – aby odciągnąć nas od źródła prawdziwego życia – podsuwa nam powierzchowne i płytkie pragnienia. Tkwimy potem przy tych naszych bajorach nieraz całymi latami, myśląc że to morze…
Z Nazaretu przenosimy się na pustynię, aby „nieco odpocząć”. Dlaczego tam? – Bo na pustyni można spotkać tylko dwie osoby: siebie i Boga, a tym samym można w spokoju przyjrzeć się swoim najgłębszym pragnieniom i ocenić, na ile nasze życie jest z nimi spójne. Warto to zrobić, bo – jak przekonuje ks. Piotr – tylko to może nas, z łaską Bożą, doprowadzić do poznania całej prawdy o sobie, a tym samym pomóc nam podejmować życiowe decyzje, które zbliżą nas do ostatecznego celu naszego życia, jakim jest Niebo.
A á propos nieba, to z pustyni idziemy na górę Tabor, na której Jezus pokazuje uczniom kawałek nieba, chcąc rozbudzić w nich jeszcze większy głód samego siebie. Piotr – facet, który plecie coś o namiotach – oraz jego koledzy, Jan i Jakub vel Synowie Gromu, stają się dla nas wzorem ludzi zachłannych Boga. Bo chrześcijaństwo do religia dla zachłannych – naucza ks. Piotr – i dodaje, że Bóg nie zaprasza do bliskości z sobą ludzi bezgrzesznych, tylko spragnionych. Z tymi się dogaduje i takich do siebie woła: „każdy, kto jest spragniony, niech przyjdzie do mnie…” (por. J 7,37). Bóg, co wielokrotnie podkreślał w swoim nauczaniu ks. Pawlukiewicz, chce człowieka żyjącego, a nie ledwie wegetującego – człowieka głodnego prawdziwego życia, które może dać mu tylko Bóg.
W części III książki Przepraszam, którędy do Ziemi Obiecanej? ponownie przenosimy się na pustynię, ale tym razem w towarzystwie starotestamentalnych bohaterów: Eliasza, Mojżesza i Jozuego oraz rzeszy Izraelitów, którzy przez czterdzieści lat mozolnie wydeptują swoją ścieżkę do Ziemi Obiecanej. Przyglądamy się ich tęsknotom i lękom, pragnieniom i wyborom – po to, aby z odwagą i wiarą przejść własny pielgrzymi szlak – już nie w kierunku geograficznego Kanaanu, a do Niebieskiej Ojczyzny, w której wszystkie nasze pragnienia zostaną raz na zawsze zaspokojone.
„Czy jesteś głodny Boga?” – pyta ks. Piotr. Czym się karmisz? Chrystusem czy watą cukrową,jakiej pełno w telewizji, w internecie, w smartfonie? Autor nie ma wątpliwości, że tylko ten człowiek, który karmi się Jezusem, Jego Ewangelią, Jego Ciałem, Jego mądrością i miłością, może mieć w sobie pełnię życia. Tylko ten, kto chodzi z Jezusem (a właściwie za Jezusem – i nie chodzi, tylko biegnie :), może oderwać się z orbity kiepskości, beznadziei i apatii. Któż by tego nie chciał?!
A czego TY chcesz? Czego TY chcesz NAPRAWDĘ?
Masz odwagę zadać sobie to pytanie? Masz w sobie pragnienie, by ruszyć w końcu do przodu? Chcesz realnej zmiany? Poznaj nauczanie ks. Piotra Pawlukiewicza, daj się raz jeszcze zainspirować legendarnemu kaznodziei i rozbudź w sobie apetyt na życie, w którym naprawdę możesz robić to, co kochasz.
Smacznego!
Ekipa RTCK
Chcieć znaczy móc
1.
Bardzo wielu ludzi mówi mi, że czegoś nie mogą zrobić. „Chciałbym się lepiej modlić, ale się nie modlę”. „Chciałbym żyć w czystości, a jak siądę do komputera, to jakoś tak mi się te różne strony same otwierają”. „Chciałabym nie kłócić się z mamą, a ciągle się z nią sprzeczam”. „Chciałabym mieć chłopaka, a wciąż jestem sama...” „Dlaczego tak jest, Panie Boże? Przecież ja naprawdę tak bardzo się staram…”
Wiesz, dlaczego nie możesz? – Bo możesz nie chcieć.
„Ale – ktoś powie – przecież ja naprawdę chcę!”.
Z tym naszym chceniem, z tym, czego chcemy, a czego nie chcemy, jest bardzo tajemnicza sprawa. Ludzie nieraz nie wiedzą, czego naprawdę chcą, a to, co deklarują, nijak ma się do ich prawdziwych chęci.
Jest taka scena w Ewangelii, w której Jezus powiedział do faryzeuszy: „Wy mnie chcecie zabić” (por. J 8,40). „O czym ty mówisz?! – krzyknęli. – Kto cię chce zabić?” i między sobą mówili: „Zwariował! No, crazy, po prostu”. Ale Jezus wiedział, co mówił, bo On patrzył w głąb ich serc.
Ludzkie serce ma strukturę studni. Wyobraź sobie pojemnik z plastiku w kształcie serca – im bardziej w dół, tym węziej i węziej. Gdybyśmy do takiego pojemnika wsypali nasiona grochu, to na górze zmieści się ich bardzo dużo, na dole będzie ich już mniej, a na samym dnie serca zmieści się tylko jedno nasionko. Dopiero to jedno nasionko na dnie serca symbolizuje nasze najprawdziwsze pragnienia. Niestety wielu ludzi nie ma kontaktu z dnem swojego serca, w związku z czym nie wiedzą, czego tak naprawdę chcą – i o tym właśnie będę tu mówił.
Co robi Pan Jezus, żebyśmy się dowiedzieli, czego tak naprawdę chcemy? A co robi gospodyni, żeby się dowiedzieć, ile kartofli ma na dnie garnka? – Miesza! Jak chcesz zobaczyć, czy masz dużo fusów w kawie, musisz zamieszać, bo jak się miesza, to to, co leży na dnie, idzie do góry.
Wiesz, dlaczego nam Pan Bóg miesza w życiu? – Żeby to, co leży na dnie naszego serca, poszło do góry i żebyśmy zobaczyli, czego tak naprawdę chcemy. Po to są kryzysy.
Na pewno niejeden z nas przeżywał już w życiu jakiś kryzys duchowy, moralny. Oczywiście wszyscy reagujemy podobnie: kiedy jesteśmy w kryzysie, chcemy z niego jak najszybciej wyjść, bo to nas boli. Człowiek czuje się wówczas paskudnie, jak to się mówi, „ma doła”. Ale uważajmy, bo kryzysy są po to, żeby je przeżyć do końca.
Kiedy zostałem księdzem i przychodzili do mnie ludzie w kryzysie, ja od razu chciałem ich z nich wyciągać. Miałem dla nich mnóstwo dobrych rad: módl się, różaniec odmawiaj, podejmij post – zrób wszystko, żebyś szybko z tego kryzysu wyszedł. Aż któregoś dnia ktoś mi powiedział: „A skąd ty wiesz, że ten człowiek nie ma przeżyć tego kryzysu powoli? Skąd wiesz, czy dzięki temu kryzysowi nie ma poznać prawdy o sobie?”.
Gdy pociąg jedzie przez tunel, to się z niego nie wysiada. I niech nikt nie próbuje tego robić! Tak jak pociąg musi przejechać przez tunel, tak człowiek musi nieraz „przejechać” przez trudną dla siebie sytuację. Ktoś mówi: „Wypiję sobie piwo, to mi kryzys przejdzie”. Są też inne sposoby: wezmę pigułkę, zadzwonię do koleżanki, film sobie jakiś obejrzę… Ale ostrożnie z tym! Kryzys, owszem, można sobie znieczulić, ale pamiętajmy, że on może nam sporo powiedzieć o naszych najgłębszych pragnieniach.
Nasze serce, jak i nasze całe życie, jest tajemnicą. Być może zdarzyło się kiedyś komuś, że spóźnił się do kina. Wchodzi, światła wygaszone, przeciska się między fotelami, w końcu siada na swoim miejscu. No, ale film trwa już od dobrych piętnastu minut i on wie, że przegapił kilka ważnych scen. Nie będzie przecież pytał ludzi w kinie, o co chodzi, więc sam próbuje się połapać w fabule. Dopiero w trakcie filmu zorientuje się, że ktoś tam kogoś na początku zamordował albo ukradł mu samochód. Fatalnie się czujemy, nie mogąc obejrzeć filmu od początku, prawda? – Otóż tak samo jest z naszym życiem. W nie także nie wchodzimy od początku, a nie mamy jak zapytać: „Przepraszam, a o co tu chodzi?”.
Gdy pociąg jedzie przez tunel, to się z niego nie wysiada. I niech nikt nie próbuje tego robić! Tak jak pociąg musi przejechać przez tunel, tak człowiek musi nieraz „przejechać” przez trudną dla siebie sytuację.
KS. PIOTR PAWLUKIEWICZ
Być może ktoś ma ojca alkoholika i chętnie mówi: „Mój ojciec jest okropny, wciąż się upija, krzyczy, awanturuje się…”. A ja pytam: „A jaki był początek tego filmu?” – „Jakiego filmu?” – „No, historii twojego ojca. Wiesz, co się zdarzyło, gdy twój ojciec miał czternaście lat?” – „Nie mam pojęcia”. – „A widzisz? Nie oglądasz tego filmu od początku, a tam mogły się dziać nieprawdopodobne rzeczy. Wiesz, jak twój tata poznał twoją mamę? Co się działo, jak zerwali ze sobą? Nie? To ty nie znasz tej historii?”. Nie znamy historii swojego życia od początku. Jest ono dla nas wielką tajemnicą.
Świat nie jest taki, jakim go widzimy. – To jest jedna z pierwszych prawd, których uczy nas Biblia.
Jest dziewczyna, niezbyt urodziwa. Ktoś pokazuje mi jej zdjęcie ze studniówki. Ja patrzę… Ależ nieprawdopodobnie pięknie wyszła! Po prostu śliczna jest na tym zdjęciu! Czyli ta dziewczyna ma w sobie głęboko ukryte piękno! Udało się je uchwycić fotografowi: ten unikalny układ głowy, uśmiech… Mnóstwo rzeczy jest w nas poukrywanych.
Jezus przyszedł, by dać nam światło. Przyszedł, byśmy w końcu mogli zobaczyć, jacy naprawdę jesteśmy i jakie pragnienia mamy na dnie serca.
Przyznam się, że dawniej bardzo lubiłem piętnować na kazaniach naszą polską skłonność do narzekania. Faktem jest, że my, Polacy, nieprawdopodobnie lubimy sobie ponarzekać. Wystarczy przysłuchać się, o czym ludzie rozmawiają, jak się spotkają przed kioskiem, w McDonaldzie albo na poczcie… Wieczne narzekania! Ależ w tej Polsce niedobrze. A ci Kaczyńscy…, a ten Kościół…, a ta moja córka…, a w tej telewizji to same głupoty… – Wszystko im źle. W dodatku licytują się, kto ma gorzej!
Ostatnio zmieniłem jednak zdanie na temat polskiego narzekania, bo przyszło mi do głowy, że w tym narzekaniu jest jednak coś dobrego. Otóż wiesz, dlaczego wiecznie jesteśmy niezadowoleni? – Bo czujemy, że nam czegoś brakuje. A skąd bierze się ten brak? – Stąd, że my nie jesteśmy do końca na swoim miejscu. Pan Bóg, poprzez nasze braki i „niezaspokojenia” chce nas niejako przymusić do odkrycia tej wielkiej tajemnicy naszego istnienia i przypomnieć nam, że nie pochodzimy z tego świata. Pamiętaj, że niezależnie od tego, czy urodziłeś się w Zamościu, Lubartowie, czy w Lublinie, nie jesteś stąd. Twój „film” zaczął się dużo wcześniej. Zacząłeś go oglądać, gdy miałeś kilka lat, ale istniejesz w o wiele dłuższej historii – istniejesz w odwiecznej historii Pana Boga.
Nam ciągle czegoś brakuje. Szatan wie o tym i oszukuje nas właśnie poprzez nasze pragnienia. Ktoś myśli, że jak kupi samochód, będzie szczęśliwy. Ale gdy już ma ten samochód, zaczyna mu brakować czegoś innego. No to kupuje dom… Niestety! Dom także nie sprawia, że czuje się spełniony. A Pan Bóg mówi mu: „Idź dalej! Nie zatrzymuj się na samochodzie. Nie zatrzymuj się na domu”.
Nie daj Boże, jak ktoś się przyzwyczai do tego, że jest, jak jest, i uwierzy w to, że nic już się w jego życiu nie zmieni. Dziewczyna zerwała z chłopakiem i mówi: „Już nigdy nie będę z żadnym chodziła”. Ktoś nie zdał jednego egzaminu: „Rezygnuję ze studiów, już nic z tego nie będzie”. Nie daj Boże, jak pragnienia umrą.
Niezależnie od tego, czy urodziłeś się w Zamościu, Lubartowie, czy w Lublinie, nie jesteś stąd. Twój „film” zaczął się dużo wcześniej. Zacząłeś go oglądać, gdy miałeś kilka lat, ale istniejesz w o wiele dłuższej historii – istniejesz w odwiecznej historii Pana Boga.
KS. PIOTR PAWLUKIEWICZ
Oglądałem kiedyś film, którego akcja działa się w zakładzie karnym. Trafia do więzienia młody człowiek i pyta starszego współwięźnia, jak się tu żyje. A stary mówi mu tak: „Wiesz, z początku nie cierpisz tych murów, doprowadzają cię do szału. Po jakimś czasie przyzwyczajasz się i przestajesz je zauważać. A potem nadchodzi dzień, w którym uświadamiasz sobie, że ich potrzebujesz”. Najstraszliwszą rzeczą, jaka może się wydarzyć w życiu człowieka, jest moment, w którym człowiek się podda, przyzwyczai do swojego więzienia i powie, że tak już będzie zawsze. „Byłam na imprezie, wszystkie dziewczyny balowały, a ja stałam pod ścianą, bo nikt mnie do tańca nie poprosił. Zawsze już tak będzie. Jestem beznadziejna…” „Wciąż popełniam ten sam grzech. Byłem u spowiedzi raz, byłem drugi raz, byłem trzeci, obiecałem księdzu, że to się już nigdy więcej nie powtórzy. Powtórzyło się. Widać, tak już będzie zawsze”.
Młodzi się pobierają, pierwsza kłótnia po ślubie – są zdruzgotani! „To jak to? Mieliśmy się tak bardzo kochać, a tu taka awantura w miesiąc po ślubie?” Ale potem… zaczynają się kłócić coraz częściej i w końcu tak się przyzwyczajają do awantur, że już wstając rano, myślą, o co się dzisiaj pokłócą. Już nie mogą żyć bez tych kłótni, chociaż na początku tak bardzo ich to przerażało. To jest duchowa porażka.
Szatan chce ci zabrać pragnienia. Chce ci zabrać pragnienia, żebyś się poddał, schował i już niczego nie pragnął.
Obserwuję czasem, jak ubierają się i zachowują dziewczyny należące do różnych grup religijnych (celowo nie wymieniam nazwy żadnej wspólnoty, żeby nikomu nie podpaść). Długie swetry, dłonie schowane w rękawach, do tego spódnice po kostki… Albo polary zasunięte pod samą brodę, na głowach kaptury, a włosy rozpuszczone tak, żeby zakryć większą część twarzy. Siedzą przez całe spotkanie na wersalkach, z nogami podkurczonymi, i jednym okiem obserwują świat, jak przez peryskop. Nie pomagają żadne zachęty. Tkwią w tych swoich podziemiach, pochowane przed światem…
Wielu ludzi straciło pragnienia. Wielu ludzi siedzi w duchowych piwnicach, między słoikami z ogórkami a słoikami z marynowanymi grzybami, i wiecznie tylko analizują świat. A wyjdźże w końcu z tej piwnicy! Pokaż się światu!
Pamiętasz, jak Jezus do człowieka z uschłą ręką powiedział: „Wyjdź na środek. Wyciągnij rękę” (por. Mk 3,1-6 albo Łk 6,6-11)? Chciałoby się zaoponować: „No, ale Panie Jezu, po co człowieka męczyć, przecież ten kikut jest taki brzydki…”. Nie. Dopiero kiedy chory wyciągnął rękę, Pan Jezus go uzdrowił. A jak postąpił z niewidomym żebrakiem spod Jerycha? Przecież nieszczęśnik nic nie widział, a Pan Jezus rozkazuje: „Zawołajcie go” (por. Mk 10,46-52). Wyobrażasz sobie nieporadność Bartymeusza? Musiał opuścić bezpieczne miejsce, płaszcz z siebie zrzucił… Ten płaszcz to było jego okrycie! Siedział w nim, bo może był nieumyty, może nie chciał się na śmieszność narazić, a tu taka sytuacja… Nie mógł Pan Jezus sam do niego podejść? Musiał mówić: „Chodź tutaj, zrzuć ten płaszcz”? Albo jak Pan Jezus postawił na środku dziecko i powiedział: „Jeśli nie staniecie się jak to dziecko, nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego” (por. Mt 18,2-4). Tu nie chodziło o to, żeby być w ogóle jak dziecko, ale żeby być jak TO dziecko! A co to było za dziecko? – To było dziecko postawione na środku.
„Wyjdź na środek” – O, jakże bardzo nie lubimy tego robić!
Jeśli przestałeś pragnąć, to umarłeś, bo TY to są twoje pragnienia. A jeśli pragniesz tylko, żeby mieć chłopaka czy dziewczynę, komputer, kasę, albo żeby tylko skończyć szkołę, to też prawie umarłeś, bo takie pragnienia to są żadne pragnienia.
KS. PIOTR PAWLUKIEWICZ
Jeden pan opowiadał mi kiedyś, że okropnie nie lubi bajki o Kopciuszku. Pytam dlaczego. „Bo Kopciuszek – mówi – siedział sobie spokojnie w piwnicy, obierał kartofle, a tu przyszedł książę, pięknie go ubrał i kazał mu iść na bal”. Wielu ludzi reaguje w podobny sposób. „Ja miałbym iść na bal? JA? Gdzie tam?!” Przestali już czegokolwiek pragnąć. Jest im już tak dobrze w tej piwnicy, z tymi słoikami i wekami, że nie chcą wcale stamtąd wychodzić! Jeśli przestałeś pragnąć, to umarłeś, bo TY to są twoje pragnienia. A jeśli pragniesz tylko, żeby mieć chłopaka czy dziewczynę, komputer, kasę, albo żeby tylko skończyć szkołę, to też prawie umarłeś, bo takie pragnienia to są żadne pragnienia.
Mamy kłopoty z pragnieniami!
Rozmawiam czasem z młodymi matkami o dzieciach (wiadomo, młode matki potrafią mówić wyłącznie o dzieciach) albo, jeszcze lepiej, ze świeżo upieczonymi babciami… Jak jeżdżę pociągiem na trasie Lublin–Warszawa, to w Nałęczowie wsiadają panie kuracjuszki. Jeszcze pociąg dobrze nie ruszy, one już wyciągają zdjęcia i mówią: „Proszę spojrzeć, mój wnuczek…”. A potem z reguły słyszę coś w stylu: „Proszę księdza, ja to się modlę tylko o to, żeby to dziecko zdrowe było. Żeby się dobrze chowało…”. Za głowę się łapię! To pani tylko tyle chce? Żeby zdrowe było i żeby się dobrze chowało? No, gdyby tu chodziło o małego tucznika, to bym jeszcze zrozumiał… Ale wnuczek? Gdybym ja miał takiego pięknego wnuka, to ja bym chciał z nim żyć wiecznie!
Zwróć uwagę, jak działa szatan. Atak idzie na pragnienia: „Przestań chcieć. Schowaj się”. „Byle mieć parę groszy, byle sobie jakąś kieckę kupić… I już będę szczęśliwa, już będę miała wszystko, czego pragnęłam…”
A jakie są twoje pragnienia?
Zauważ, że kiedy Jezus rozmawiał z ludźmi, to odwoływał się do ich pragnień. Ciągle pytał: „Po coś przyszedł?”. Gdybym ja dzisiaj zapytał: „Po coś tu przyszedł”, co byś odpowiedział? Wersja oficjalna brzmiałaby zapewne: „Żeby poznać Jezusa” albo „Żeby przeżyć doświadczenie Kościoła”, albo jeszcze „Żeby odnaleźć swoje powołanie”. „A dziewczyny?” – „Proszę księdza, dziewczyny to mnie w ogóle nie interesują”. „A nie przyjechałeś przypadkiem po to, żeby się oderwać od starych na tydzień?” – „Ależ skąd, proszę księdza!”1.
Taaak. W głowie to my mamy wydział propagandy, ale nasze prawdziwe pragnienia kryją się gdzie indziej: w sercu. Na samym dnie serduszka siedzi taki mały z podkurczonymi nogami, w kapturze, i obserwuje świat jednym okiem. I on czegoś pragnie. I on tobą rządzi.
Pan Jezus ciągle różnych ludzi pytał o pragnienia: „Czego pragniesz?”, „Co chcesz, abym ci uczynił?”. Ależ te pytania Jezusa były dziwne! Facet od trzydziestu ośmiu lat leży sparaliżowany przy sadzawce wody, a Jezus pyta: „Chcesz być zdrowy?” (por. J 5,1-15). Panie Jezu, wyluzuj trochę! On tu leży chory od trzydziestu ośmiu lat, a ty go pytasz, czy chce być zdrowy? – Właśnie tak! Bo ten facet być może nie chciał wcale być zdrowy! Bo on może się już przyzwyczaił do życia przy tej sadzawce. Może nawet miał jakieś dobre miejsce, wszyscy go szanowali…?
Wielu ludzi mówi, że chce z czegoś wyjść, a wcale nie chce wyjść. I – jak już mówiłem – po to Pan Bóg nam czasem miesza w życiu, żebyśmy poznali nasze najgłębsze pragnienia. Inaczej nie zwyciężymy swojego życia.
Wielu ludzi wcale nie chce uzdrowienia! Przychodzi do mnie dziewczyna, mówi, że jej ojciec pije, robi straszne awantury w domu…
– Chcesz, żeby twój ojciec przestał pić? – pytam.
– No jasne!
– Ale wiesz, jak twój ojciec przestanie pić, to się tobą zajmie. Zapyta, jak ci idzie nauka, zabierze cię w niedzielę na spacer, będzie się interesował, z kim się spotykasz…
– Co takiego? Zacznie pytać, z kim się spotykam?
